All language subtitles for It.boy.2013.720p.BluRay.DD5.1.x264-EbP.Polish

af Afrikaans
ak Akan
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Monolith Films przedstawia

W rolach g艂贸wnych

MI艁O艢膯 PO FRANCUSKU

Scenariusz

Zdj臋cia

Re偶yseria

Oscar, 藕le! Kompletnie nie tak!

Prosi艂am o co艣 innego!

Wstrzymaj druk.

Musimy drukowa膰 od nowa! Kolor si臋 nie zgadza.

Mia艂a by膰 s艂oneczna 偶贸艂膰, a jest prawie pomara艅cz.

To brazylijska 偶贸艂膰.

Wiem, ale to dwa r贸偶ne kolory.

Alice, b艂agam. To ju偶 czwarta zmiana.

Wszyscy ju偶 padaj膮 ze zm臋czenia. Nikt nie zauwa偶y r贸偶nicy.

Ja j膮 widz臋.

Przykro mi, drukujemy wszystko od nowa.

Po艂膮cz mnie z nim.

Wy艂膮czy艂 komputer i kom贸rk臋. Ca艂y dzie艅 siedzi z Lise.

Odk膮d wyjecha艂a艣, ona nie odst臋puje go na krok.

- Wczoraj jedli kolacj臋 z pani膮 prezes. - Co prosz臋?

Kimmel przyjecha艂a bez zapowiedzi i od razu poszli do Bristolu.

艁膮cz mnie z nim.

Nie mog臋. Zabroni艂.

A jak Brazylia? Pogoda jak marzenie?

P贸藕niej zadzwoni臋, Pauline.

Pomog臋 pani.

Mam nadziej臋, 偶e go nie uszkodzi艂em.

Dzi臋kuj臋, nic si臋 nie sta艂o.

Futbolista. Przepraszam...

Przepraszam.

To moje miejsce. Odbi艂o ci?

- Prosz臋 usi膮艣膰. - Z przyjemno艣ci膮, ale...

- Prosz臋 si臋 uspokoi膰. - Jestem spokojny.

- Prosz臋 ze mn膮. - Gdzie? - Tam.

Przepraszam za ten schowek.

Laurent Touzan, Alliance Francaise. Nie znam nikogo w Pary偶u.

Mo偶e poszliby艣my na kolacj臋?

S艂ucham?

Nie owijam w bawe艂n臋. Oszcz臋dzam na czasie.

- To miejsce jest wolne? - Przykro mi, ju偶 nie.

- Przepraszam, 偶e si臋 wcinam... - Pan siada.

- Na co ma pani ochot臋? - Poprosz臋 homara.

Ja te偶, tylko niech b臋dzie lepszy ni偶 w tamt膮 stron臋.

Przykro mi, ale ma pan bilet i menu z klasy ekonomicznej.

Co mog臋 poda膰?

Wita pa艅stwa kapitan.

Samolot wchodzi w stref臋 turbulencji. Prosimy nie odpina膰 pas贸w.

Spokojnie. Jeste艣my na styku mas powietrza zimnego i ciep艂ego.

I to s膮 efekty.

Prosz臋 patrze膰 na obs艂ug臋. To mnie zawsze uspokaja.

Podobno lataj膮c mamy jedn膮 szans臋 na milion... na miliard, 偶eby...

Przepraszam.

Nie ma sprawy.

Do widzenia.

Mi艂o by艂o wsp贸lnie otrze膰 si臋 o 艣mier膰.

Jestem Balthazar.

Alice.

Prosz臋 zaczeka膰!

Alice, pani USB...

- Przecie偶 mog艂am zam贸wi膰 taks贸wk臋. - 艢wie偶e powietrze dobrze mi zrobi.

Na lotnisku?

Jacy艣 ciekawi Brazylijczycy?

Ale mnie wystraszy艂a艣.

To dla ciebie. Prezent z Rio.

- Pochwalisz si臋 kole偶ankom? - Czaderskie, mamo.

Trzymaj.

- Dzi臋ki za raka. - Przepraszam, Zoe.

Prosz臋 pani! Alice!

Lamborghini Gallardo Spider. Testuj臋 przed programem.

Super. Gdzie to wrzuci膰?

Richard ma wolne w 艣rod臋. Obiecujesz przyj艣膰 na kolacj臋?

Wiesz, 偶e kobieta nie potrzebuje faceta, by czu膰 si臋 spe艂nion膮?

M贸wi艂am, 偶e dobrze mi samej. Nie szukaj w tym podtekst贸w.

艢roda, bez dyskusji.

Chyba kpisz! Swatasz mnie ze swoim ginekologiem?

W czym problem? Wra偶liwy, czaruj膮cy i pracoholik, taki jak ty.

Tyle si臋 w 偶yciu napatrzy艂, 偶e ju偶 nie b臋dzie si臋 rozgl膮da艂 na boki.

Wiesz, jak mnie zach臋ci膰. Ksi膮偶臋 z bajki.

- Dzie艅 dobry, pani Lantins. - Dzie艅 dobry.

- Ona nadal w celibacie? - Ju偶 贸smy rok.

I jak w stolicy string贸w? Muchas stringas?

艢niadanko?

Nie mog臋. Wyposzczona fraulein wr贸ci艂a.

Apfel?

Dzie艅 dobry, Pauline.

Vincent czeka u siebie, a Apfel dzwoni w sprawie USB.

Nie znam. Ogarnij ten bajzel. Dziada z bab膮 brakuje.

Mia艂o by膰 zupe艂nie inaczej...

Pani Lantins!

- Jak si臋 masz? - Dobrze, a ty?

- Lise by艂a na kolacji z Kimmel? - Cze艣膰, dupeczki!

O wilczycy mowa.

Pi膮teczka. Zabieraj dupci臋 do roboty.

Alice, ale z ciebie frytka!

- Mi艂o s艂ysze膰. - Mam nieziemskiego kaca.

O sz贸stej wyszli艣my z Baron. Garou si臋 mnie uczepi艂. Co za 偶ena.

Wsp贸艂czuj臋.

Powodzenia. Peace!

Mo偶emy porozmawia膰?

Jedn膮 chwil臋. Zamkniesz?

Wczoraj by艂em w naszej ulubionej chi艅skiej knajpie przy Central Parku.

Pami臋tam.

Gdzie si臋 bzykali艣my na stoliku.

By艂e艣 taki stanowczy, m臋ski.

- Mog臋 p贸藕niej wpa艣膰. - Siadaj.

Oddzwoni臋 do ciebie. Mam tutaj Alice. Pa!

Zwi膮zki na odleg艂o艣膰 to mord臋ga. Mam go powy偶ej uszu.

Widzia艂a艣?

Vincent Kahn wyje偶d偶a z Europy. Jak zdj臋cie?

- 艢wietne. - Nie mog臋 si臋 doczeka膰.

Jak by艂o w Bristolu?

Kimmel by艂a zadowolona z Lise?

Wie艣ci szybko si臋 rozchodz膮. To by艂a taka niezapowiedziana kolacyjka.

My艣la艂am, 偶e mnie powierzysz "Rebelle". Nied艂ugo stuknie mi czterdziestka.

Ju偶 czterdziestka?

To kobieta orkiestra: blogerka, body art, tancerka go-go.

Trzy ma艂偶e艅stwa, w tym dwa z m臋偶czyznami.

To kr臋ci i podnieca nie tylko mnie, ale te偶 nasze czytelniczki.

Jestem za stara?

Picasso do偶y艂 91 lat z dusz膮 dziecka. Wiek nie gra roli.

Chodzi o podej艣cie.

Nie patrz tak na mnie. A偶 ciarki przechodz膮.

Gdyby co艣 nie posz艂o po twojej my艣li,

w redakcji "Nami臋tno艣ci w kominie" zwalnia si臋 miejsce.

Zatrudni膮 red. naczelnego na 1l2 etatu. B臋dziesz mia艂a czas dla c贸rki.

- 呕artujesz sobie? - Sk膮d偶e.

30000 abonent贸w piechot膮 nie chodzi.

Mam du偶o pracy.

Podwieziesz mnie na imprez臋 u Aleksa w pi膮tek?

Wiem, przera偶aj膮ce.

Co ty tu...?

Chcia艂em zrobi膰 jej niespodziank臋. U ciebie ok?

Wygl膮dasz na zm臋czon膮.

Nie, jestem w 艣wietnej formie.

Masz chleb?

Pycha.

Po moim wyst臋pie w radiu sprzeda偶 wzros艂a o 100%.

Martin jest wniebowzi臋ty. Prosi艂 o to samo we wrze艣niu.

Nie mam jeszcze ani jednej linijki. Ca艂y dzie艅 na wyk艂adach...

- Napijesz si臋? - Nie, dzi臋kuj臋.

Pomasujesz mi plecy?

Czekaj...

Twoje palce to skarb.

Agathe czyta艂a twoj膮 ksi膮偶k臋.

Nawet jej si臋 podoba艂a. Co to by艂 za tytu艂?

"Wyspa bez oceanu".

Przesta艅. Do艣膰 tego dobrego.

Cze艣膰, Charlotte.

Twoja mama wysz艂a. "Kocham ci臋, s艂oneczko!"

"Uwa偶aj na siebie". A teraz ci pomacha.

APFEL. USB. SAMOLOT.

- S艂yszy mnie pan? - Kto m贸wi?

Lantins, siedzieli艣my obok siebie w samolocie.

Alice? Dobry wiecz贸r.

Dzwoni艂 pan w sprawie USB, tak?

Tak, jestem w posiadaniu pani pendrive'a.

Bogu dzi臋ki. Mo偶emy si臋 spotka膰?

- Oczywi艣cie, kiedy by pani pasowa艂o? - A teraz?

- Jasne. - To gdzie?

- Jestem na Quai de Jemmapes 162. - Do zobaczenia.

Cholera, nie mam ani grosza.

- Nic ci nie jest? - Nie.

Nie uwierzycie, co mi si臋 przytrafi艂o...

Siedzimy na ko艅cu baru.

- Troch臋 mi si臋 spieszy! - To nasze happy hour.

M贸wi艂am, 偶e mi si臋 spieszy.

Tak, szalony dzie艅.

Co ona tutaj robi? Nie ogl膮da "Downton Abbey"?

O 23:00? Taka pow膮zka b臋dzie dochodzi膰 do siebie jeszcze 2 lata.

Fanny, Guillaume - moi koledzy z architektury.

- Alice to... - Znajoma. Dobry wiecz贸r.

- Mo偶e drinka? - Moje USB!

Mam je u siebie.

Jak to: u siebie?

Nie zrozumieli艣my si臋. Powiedzia艂em, 偶e owszem, mam USB...

ale nie przy sobie, tylko u siebie.

A gdzie to jest?

Gdzie jest "u pana"?!

U mnie?

Wiem, da艂em si臋 nabra膰. Na stronie by艂o czarno-bia艂e zdj臋cie.

Mo偶na si臋 przyzwyczai膰.

Mam na to wsi膮艣膰?

Spokojnie, ostro偶nie prowadz臋.

Pozwoli pani?

Ma艂o por臋czne zapi臋cie.

Tylko wrzuca膰 na Twittera.

Zapraszam w moje skromne progi.

- Wypas. - Wygl膮dasz krety艅sko. - Idealnie si臋 w tym prezentuj臋.

To jakbym mia艂 pozna膰 twoich rodzic贸w...

Ty ju偶 w domu?

Jak wida膰.

Anissa, co ty tu robisz?

Powiedz mu.

Kr臋ci艂em program w okolicy i zgadnij, na kogo wpad艂em?

Przepraszam, to Anissa.

Byli艣my razem w szkole.

Wieki temu.

M贸j ojciec. Alice.

Ca艂y dzie艅 o pani opowiada.

Tato, prosz臋 ci臋.

Ma pani 5 minut?

Na co?

Czo艂贸wka mojego nowego programu. Potrzebuj臋 opinii kobiety.

Licz臋 si臋 tylko z waszym zdaniem.

Ogl膮daj co 艣roda Luca Apfela w programie AUTOHOLICY.

Usi膮d藕 za kierownic膮 najszybszych woz贸w na 艣wiecie.

Jeszcze niezmontowane.

B臋dziemy si臋 艣ciga膰 po najs艂ynniejszych torach 艣wiata

w towarzystwie mistrz贸w kierownicy, kt贸rzy zdradz膮 najskrytsze tajemnice.

- Zazdro艣膰 z偶era? - AUTOHOLICY co 艣roda o 23.00.

I jak?

Tylko szczerze.

Ma pewne zalety...

- Idziemy co艣 zje艣膰? - 艢wietny pomys艂!

Mo偶emy zam贸wi膰 kube艂ek z KFC.

Nie, dzi臋kuj臋.

Niez艂y model.

- Mog臋 dosta膰 moje USB? - Przepraszam, tak...

Prosz臋 wybaczy膰, gdzie艣 tu musi by膰, tylko gdzie?

Napije si臋 pani herbaty?

Mam bia艂膮, zielon膮? Czarn膮...

Mo偶e w mi臋dzyczasie co艣 do czytania?

"Piekielny Bjorn", "Las powieszonych lis贸w",

"W ho艂dzie...

W HO艁DZIE DOJRZA艁YM KOBIETOM

Gdzie to USB... Jest!

Dzi臋kuj臋.

Podwie藕膰 pani膮?

Z艂api臋 taks贸wk臋.

Um贸wi艂aby si臋 pani ze mn膮 na kaw臋... kt贸rego艣 wieczoru?

Niekoniecznie wieczorem. Mo偶e by膰 rano, albo po po艂udniu.

Jestem do dyspozycji. Nie musi by膰 kawa.

Kocham sprite'a, napoje gazowane...

Wiem, 偶e to teraz modne i jeste艣 naprawd臋 mi艂y,

ale nie jestem zainteresowana. 呕egnaj.

Dzisiejsze spotkania.

Pauline, co si臋 dzieje?

- Przekazuj臋 pani dzisiejszy grafik. - Wszyscy powariowali?

- A co si臋 sta艂o? - Popatrz.

- Chodz膮 plotki. - Jakie?

No, plotki...

Pauline!

Prosz臋 spojrze膰.

NAPALONA MAMU艢KA

Vincent?

Musisz mi zatwierdzi膰 zdj臋cia modeli.

To naprawd臋 ty na tych zdj臋ciach? 呕aden fotomonta偶?

Ile on ma lat?

Vincent, nie m贸wisz chyba powa偶nie...

Mia艂em tak膮 min臋, gdy k艂ama艂em ojcu, 偶e nie posun膮艂em mojego anglisty.

Sam nie wierzysz w to, co m贸wisz. Zapewniam ci臋...

Alice, nie obra偶aj si臋.

W艂a艣nie takiej ci臋 potrzebuj臋. Szalonej, magicznej.

Ten ch艂opak dodaje ci skrzyde艂. Niepokornego ducha.

Dla mnie bomba.

Ciao, niepokorna!

Vincent uwa偶a ci臋 za piczk臋 zasadniczk臋.

Udowodnij, 偶e si臋 myli. On nie trawi pracoholik贸w.

Co radzisz? Mam si臋 obija膰?

Zrobi膰 sobie piercing w 艂echtaczce?

B膮d藕 mamu艣k膮, kt贸r膮 chc膮 przelecie膰.

- Kto? - Ten nastol, Balthazar. Nad膮偶asz?

Mam si臋 bzyka膰 z nastolatkiem, 偶eby zrobi膰 wra偶enie na szefie?

Oszala艂e艣? Kocham t臋 prac臋, ale bez przesady.

Poczekaj! Udawaj, 偶e co艣 was 艂膮czy.

Pokazuj si臋 z nim na imprezach, trzymajcie si臋 za r臋ce,

w贸d藕 za nim oczami. Alice wersja 2.0.

Kop臋 lat, pani Courtois. Zaraz sko艅cz臋 odkurza膰.

Buntuj si臋.

Inaczej nie 偶yjesz!

Szukaj wsz臋dzie szcz臋艣cia.

Odmawiaj i b膮d藕 egoistk膮.

S艂uchaj tylko swojego serca.

Ten 艣wiat ma ci臋 za nic.

Wi臋c walcz, protestuj i wzniecaj bunt.

Tylko bunt.

Niepokorna?

Umowa stoi.

- Do naszej knajpy? - Znowu to samo?

- Mo偶e co艣 japo艅skiego? - Tylko nie zupka miso.

Na co jeszcze czekasz?

Cze艣膰.

Cze艣膰. Jak tam?

Dzie艅 dobry. Co pani tutaj robi?

Zgubi艂am tw贸j numerek. Wola艂am wpa艣膰... osobi艣cie.

Mi艂o ci臋 widzie膰.

Oprowadzisz mnie?

Ekstra.

Zabawne. Tyle wspomnie艅.

- Jakbym tu by艂a jeszcze wczoraj. - Uczy艂a艣 si臋 tutaj?

M贸wi臋 o studenckim 偶yciu...

o wszystkich szale艅stwach.

Chodzi艂am wtedy z pewnym Bastienem.

Bastien, Balthazar. Nawet podobnie macie na imi臋.

Faktycznie ciekawe.

Masz wolny wiecz贸r?

Wiecz贸r?

Wol...ny, znaczy niezaj臋ty.

Super, prze艣l臋 ci adres esem. Na razie.

Jakiej muzyki s艂uchasz?

Metronomy.

I co jeszcze?

Azealia Banks, Wu Lyf, Chromatics...

I Stones贸w od taty. Dokszta艂ca mnie muzycznie.

- A. Banks, Wu Lyf, Chromatics... - Dobrze si臋 czujesz?

W porz膮dku.

Lec臋. Chantal b臋dzie za kwadrans.

Dobry wiecz贸r.

Przepraszam, nie zd膮偶y艂em si臋 przebra膰.

- Wygl膮dasz 艣wietnie. - Na pewno? - Na 100%.

A ty ol艣niewaj膮co.

Dzi臋kuj臋. Wejd藕my, bo jeszcze si臋 przezi臋bisz.

Czego s艂uchasz?

Tego.

A ja Azealii Banks, Wu Lyfa i Chromatics.

O, cholera. Przyprowadzi艂a go.

Co艣 ci wystaje.

Ju偶 dobrze.

Spr贸buj, fajne.

Napijesz si臋 czego艣?

Koszmar.

Claude!

Niesamowita wystawa!

- Uda艂o ci si臋 przebi膰 nawet ostatni膮. - Powa偶nie?

Nie przedstawi艂am ci jeszcze Balthazara.

Balthazar, Claude Malle.

To pana dzie艂o...

Nic takiego. Co my艣lisz?

Tylko szczerze.

S艂ucham.

Chcia艂 pan wyskakiwa膰 z ka偶dego centymetra przestrzeni.

Do trzech razy sztuka, potem nuda.

Ma pan kompleksy na punkcie wizerunku,

ale dla widza to staje si臋 dziecinnym popisem narcyzmu.

Ju偶 rozumiem. M贸wi艂 ironicznie.

- Oszala艂e艣? - Przecie偶 prosi艂 o szczero艣膰.

W takich miejscach wystrzegaj si臋 jej jak zarazy.

Sztuka nowoczesna mnie wkurza. On nie dorasta do pi臋t tylu artystom.

M贸j s膮siad maluje niesamowite obrazy. Przedstawi臋 ci go.

- Tego obchodzi tylko, jak si臋 sprzeda膰. - Jest cz臋艣ci膮 tej machiny.

To jest najgorsze: jedn膮 nog膮 artysta, drug膮... Przepraszam.

To on? Simon, mi艂o ci臋 wreszcie pozna膰.

Szukamy Vincenta.

Dobry wiecz贸r. To m贸j przyjaciel, Balthazar.

Jak si臋 bawicie? Dobry wiecz贸r.

To mnie lekko osza艂amia.

Ja tutaj, z tob膮... Nie mie艣ci mi si臋 to w g艂owie.

Musz臋 si臋 chyba obudzi膰.

Chcia艂am, 偶eby艣my si臋... bli偶ej poznali.

Gdyby kto艣 mi powiedzia艂,

偶e sp臋dz臋 z tob膮 taki wiecz贸r...

Cze艣膰.

Jak leci?

Nie przeszkadzamy?

Luzik.

Szukasz swojego szefa? Dzwoni艂, 偶e nie przyjedzie.

- Na pr贸偶no przyje偶d偶a艂a艣. Macha? - S艂ucham?

- Chcesz si臋 zaci膮gn膮膰? - Mia艂em raz nieprzyjemn膮 jazd臋.

- Mo偶e ty si臋 skusisz? - Alice?! Chyba kpisz.

Ostro偶nie z tym...

Luz.

Uwaga!

Przepraszam.

Odsun臋 si臋.

Richard przyjecha艂 godzin臋 temu.

Kto?

M贸j lekarz!

- Jaki lekarz? - Ginekolog.

Spal臋 si臋 ze wstydu. Przyje偶d偶aj jak najszybciej.

Jasne?

- Nic powa偶nego? - Powa偶nego?

M贸wi艂a艣 co艣 o lekarzu.

C贸rka ma zapalenie wyrostka robaczkowego.

- Musz臋 wraca膰. - Pojad臋 z tob膮 do szpitala.

Wezm臋 taks贸wk臋.

Prosz臋 si臋 zatrzyma膰! Nag艂y wypadek!

Chod藕, Alice!

Przepraszam pani膮... znaczy pana.

- Do kt贸rego szpitala? - Kt贸rego? Ameryka艅skiego.

- Mam z tob膮 jecha膰? - Nie, ona si臋 zdenerwuje.

Nie tra膰 ju偶 czasu.

- Na Rue de I'Universit茅. - To nie do szpitala?

B膮d藕 silna, Alice!

Mo偶e jeszcze kokain臋 sobie pani zapoda?

Przepraszam.

To maj膮 by膰 偶arty?

Zjesz z nami?

Kolacj臋?

Je艣膰 z wami? Nie. A mo偶e jednak... Dobrze.

Przepraszam za moj膮 siostr臋. To do niej niepodobne.

- Jest ultrapunktualna, panie doktorze. - Richard, prosz臋.

Richard, ciesz臋 si臋, 偶e j膮 poznasz, ale uwa偶aj, jest bardzo delikatna.

- Babette... - Ona ju偶 dawno...

z nikim nie by艂a, rozumiesz?

Ginekolog m贸g艂by doda膰 jej odwagi.

To ona.

Nie zawied藕 mnie.

Mam nadziej臋, 偶e jagni臋cina wam smakuje.

No zajebista.

Richard?

- Ja tylko warzywa. - Bez kuskusa?

Wieczorem nie jadam w臋glowodan贸w.

Chcesz do偶y膰 setki?

Jestem witarianinem.

Czyli?

Jadam tylko surowe potrawy z ro艣lin organicznych.

Jak pozna艂e艣 moj膮 siostr臋?

Alice jest jeszcze nieprzytomna po przylocie z Brazylii.

Paln臋艂am g艂upot臋. Przepraszam.

Tam naprawd臋 roi si臋 od transseksualist贸w?

Brazylia to dla nich raj. Rodzice powinni ci臋 tam zabra膰.

- Richard zna si臋 jak nikt... - Na transseksualistach?

Operujesz czy gustujesz?

- Jak nikt zna si臋 na Ameryce P艂d. - Fascynuj膮cy region.

- W zesz艂ym roku by艂em w Hondurasie. - W Hondurasie?

Niezwykle go艣cinny nar贸d.

Mieszka艅cy Ameryki 艁aci艅skiej s膮 otwarci na 艣wiat, na bli藕nich

i na to, co ich otacza mimo tak wielu zagro偶e艅.

Jednego dnia ci臋 porywaj膮, drugiego l膮dujesz na wysypisku.

Przepraszam.

- W porz膮dku. - Nic ci nie jest?

Przepraszam na sekundk臋.

Co jemy?

Cze艣膰, Caroline. Co艣 mi wypad艂o.

Cze艣膰. Musieli艣my si臋 wczoraj min膮膰.

Kuzyn zaprosi艂 mnie na wiecz贸r sushi.

Vincent, pozw贸l, 偶e ci przedstawi臋 Balthazara.

Odstawiam teatrzyk i przed p贸艂noc膮 jestem w 艂贸偶eczku.

I prosz臋, 5 minut przed czasem.

No chod藕.

Jak si臋 masz?

Tracy!

Kto to?!

Szefowa grupy.

Balthazar!

Wszystko w porz膮dku?

To jedna z atrakcji?

Przepraszam za ten wybryk. Koniec z heroicznymi popisami.

Nie ma sprawy.

- Idziemy? - Jasne.

Tracy ju偶 wysz艂a?

Ty tylko o jednym! Od 20 lat nie widzia艂em kogo艣 tak szarmanckiego.

- Powa偶nie. - To zas艂uga wychowania mojej mamy.

Gdybym nie pom贸g艂 tej dziewczynie, nawiedza艂aby mnie w koszmarach.

Uderza艂aby mnie po 艂apach linijk膮, krzycz膮c: "Tak ci臋 chowa艂am?!"

Kapitalny ch艂opak. Sk膮d go wytrzasn臋艂a艣?

- Co was 艂膮czy? - Jak to, nas?

Jeste艣cie nieroz艂膮czni. Przedstawi艂e艣 jej swoich przyjaci贸艂?

- Przyjaci贸艂... - A rodzic贸w?

- Rodzic贸w? - Wiedz膮, 偶e wy ten tego?

Super kawa艂ek. Chod藕 zata艅czy膰.

Kupujesz t臋 jej przemian臋?

M贸wisz, 偶e si臋 nie bzykali?

- Nic a nic? - Bankowo.

To mama Zoe?

- Co si臋 guzdrzesz? - Zabieraj 艂apy!

- Chod藕my st膮d. - Ju偶? - Chcia艂abym poby膰 z tob膮 sama.

Zostaw!

Zwia艂a.

- A oni dok膮d? - Poszli zaszale膰.

Dzi臋kuj臋. Dobranoc.

Zaparkowa艂em tam.

Odprowadz臋 ci臋 do drzwi. To szemrana okolica.

- Drzwi s膮 tu偶 za tob膮. - Wszystko si臋 mo偶e zdarzy膰.

- Nic mi nie grozi. - Jeste艣 pewna?

Tak.

- P贸藕no ju偶. - Tak?

Nie za艂o偶y艂am zegarka. Chyba ju偶 druga.

Jeszcze raz dzi臋kuj臋.

- Nie ma sprawy. - Do zobaczenia.

Buena notte.

No nie, ale ze mnie kretyn.

Tylko nie "buena notte".

Dobry wiecz贸r.

Alice, przepraszam za t臋 偶a艂osn膮, w艂osk膮 wstawk臋. Tak mi wstyd.

C贸rka w domu?

Nie, wyjecha艂a na weekend.

Co ty robisz?

Co?

Nic.

Do sypialni.

Przepraszam.

Przepraszam.

Wybacz.

Przepraszam.

Przesta艅 mnie przeprasza膰.

Dalej, nie przerywaj.

2x2=...

4x2=8

8x4=32

32x2=68 Nie, 64

Angela Merkel.

Hillary Clinton.

Francois Hollande...

- Francois Hollande... - Zamknij si臋!

Kt贸ra godzina?

P贸藕na. Bardzo p贸藕na.

Pora wsta膰.

Trzeba i艣膰 do domu.

- Przecie偶 jeste艣 u siebie. - No w艂a艣nie.

Dalej, wstawaj.

Nie ma lito艣ci.

- 艢piesz臋 si臋 do pracy. - A ja na wyk艂ady.

- W jednym bucie? - Nie znalaz艂em drugiego.

Chcesz tak wyj艣膰?

呕aden problem.

Mam to na wszelki wypadek.

Za chwil臋 si臋 uspokoi.

Za d艂u偶sz膮 chwil臋.

- Nie chc臋 ci przeszkadza膰. - Mo偶esz zosta膰, a偶 przestanie pada膰.

Cholera.

Alice Lantins?

Nie wiedzia艂em, 偶e piszesz ksi膮偶ki.

Wybacz, c贸rka zjad艂a wszystkie p艂atki.

Prosz臋, masz tu co艣 na z膮b.

Napij臋 si臋 tylko herbaty, tak jak ty.

Niez艂a.

O czym?

Co?

Ksi膮偶ka? O niczym.

Mog臋 po偶yczy膰 i sam oceni膰?

Szybko czytam. Za dwa dni oddam!

Prosz臋 ci臋...

- Spodziewasz si臋 kogo艣? - M贸wi艂am, 偶e w艂o偶y艂am do twojej torby.

Beznadziejny weekend. Leje bez ko艅ca.

Cze艣膰, Elizabeth. To Balthazar.

M贸j sta偶ysta.

Tak jak m贸wi艂am, kopie masz...

- S艂uchawki. - Prosz臋.

Pom贸c ci?

Nie poca艂ujesz mnie na przywitanie?

Z brzuchem ju偶 w porz膮dku?

- Zoe, id藕 do siebie. - Nie w tym sensie.

Marsz do pokoju!

- Ja ju偶 p贸jd臋. - Co za dno.

Nie b臋d臋 ju偶 zawadza艂.

- Mi艂o by艂o pani膮 pozna膰... jednak偶e. - Mnie te偶... jednak偶e.

Do widzenia.

Jeszcze sekundk臋.

Balthazar.

Przepraszam ci臋.

3 kopie u pani na biurku jutro o 9.00?

Id藕 ju偶!

No sta艂o si臋. Tego nie by艂o w planach.

Aha.

Czemu tak patrzysz?

Rzeczywisto艣膰 przeros艂a fikcj臋. Bajeczka sta艂a si臋 realem.

- Niez艂a historia. - Na艣miewasz si臋 ze mnie?

PRZEPRASZAM ZA SP脫殴NIENIE, ALE...

PATRZ DALEJ

POD 艁AWK膭

1... 2... Sprawdzam...

Alice, s艂yszysz mnie?

Na pewno chcesz i艣膰 dzisiaj na przyj臋cie?

Mo偶emy sp臋dzi膰 ten wiecz贸r sami.

Twoje 1. zadanie - zlokalizowa膰 r贸偶owy pojazd,

postrach szos, kt贸ry za chwil臋 po ciebie podjedzie.

Gdy na艅 wsi膮dziesz,

nie wolno ci pyta膰 kierowcy, dok膮d si臋 udacie.

Nie ma o tym bladego poj臋cia.

Na 艣mier膰 zapomnia艂em: muzyczka na drog臋?

Nazywasz go jako艣?

M贸j by艂y m膮偶 nazwa艂 go "wie艣niackim delfinem".

Kaza艂 mi go usun膮膰. Odm贸wi艂am.

Moje ma艂e zwyci臋stwo.

Mog臋 ci臋 o co艣 zapyta膰?

Jeste艣 zabawna, pi臋kna, b艂yskotliwa...

Dlaczego...

Dlaczego ja?

Nie, to krety艅skie pytanie. Dopiero teraz je us艂ysza艂em.

Przepraszam.

Przeczyta膰 o moim facecie tygodnia? Tytu艂: "W 艣rod臋 wyrywam 偶onatych".

"Facet zaj臋ty to facet wzi臋ty. Taki jego urok.

Dostajesz to, co najlepsze

i najwa偶niejsze w tych pierwszych wsp贸lnych chwilach.

Ma si臋 rozumie膰... bzykanko."

Nie wierz臋!

- Zgorszy艂am ci臋? - Wcale.

Czym nas zaskoczysz? "Au膰, mam za d艂ugie szpilki",

"Jak unikn膮膰 mokrych pach?".

Chcia艂am zaproponowa膰...

"Czy jeste艣 ju偶 has艂em na YouPorn?"

You czym?

YouPorn. "Blondynka".

"Ruda", "brunetka", "bzykliwa mamu艣ka".

W sensie - ja.

Faceci lubi膮 nas szufladkowa膰 w swoich wyszukiwarkach.

Lila, j臋kn臋艂aby艣 z rozkoszy widz膮c, jak ich kr臋ci, gdy wpisuj膮 "laska XXL".

Clementine, nie wyrzucaj partnerowi ci膮g艂ych przelew贸w internetowych.

Udowodnij, 偶e seksowne nastolatki z jego kompa nie dorastaj膮 ci do pi臋t.

A mnie wcale nie przeszkadza miano mamu艣ki do przelecenia

...przez par臋 zmarszczek pod oczami.

B膮d藕my marzeniem, kt贸re przerasta naj艣mielsze marzenia.

Marzenia s膮 martwe, a my ci膮gle si臋 rozwijamy.

Mamy by膰 waszymi has艂ami na YouPorn? Zgoda.

Tylko wy spr贸bujcie nam dogodzi膰. Tak bym zako艅czy艂a.

Pos艂u偶y艂am si臋 nim. Musz臋 to mu wyzna膰.

Na pewno nie b臋dzie chcia艂 mnie wi臋cej widzie膰.

Alice, nawet nie pr贸buj tego ci膮gn膮膰!

Sp贸jrz na twarz. Og贸lnie ujdzie, ale te zmarszczki... ?

Co b臋dzie, gdy si臋 ca艂a pomarszczy?

Ko艅cz臋 z tym.

W tej chwili.

- Przepraszam, straci艂am poczucie czasu. - Nie ma za co.

Prosz臋.

Damy przodem.

Tutaj urz膮dzano zebrania Komitetu Partii Komunistycznej.

To dzie艂o geniusza architektury - Niemeyera.

Wymy艣li艂 i zaprojektowa艂 wszystko w 3 dni. Gratis.

Stoi ju偶 50 lat i ani troch臋 si臋 nie zestarza艂o. Jak co艣 z przysz艂o艣ci.

Napijemy si臋?

Co powiesz na ma艂y wypad w nast臋pny weekend?

Kolega da艂 mi klucze do domku swoich rodzic贸w w Bretanii.

Niesamowita miejsc贸wka na pla偶y. Mog艂aby艣 wreszcie odpocz膮膰.

Chwileczk臋.

Co m贸wi艂am?

Nie nalegaj.

Id藕 spa膰. Bardzo dobrze. Dobranoc.

Mo偶emy zabra膰 te偶 Zoe. Do Bretanii.

Nauczy艂em si臋 ju偶 odgrywa膰 sta偶yst臋. Wystarczy zlokalizowa膰 ksero.

Chyba jeszcze na to za wcze艣nie.

Masz racj臋. Cz臋sto wychodz臋 przed szereg.

Zaczynam wariowa膰.

Chcia艂bym by膰 z tob膮 non stop.

Dzisiaj 3 razy mierzy艂em temperatur臋, ale jestem zdr贸w jak ryba.

Zwariowa艂em na twoim punkcie, Alice.

Daj j膮 do telefonu. Zoe, jaka by艂a umowa?

Prosz臋 s艂ucha膰 Chantal i i艣膰 prosto do 艂贸偶ka.

Bez dyskusji!

Zaczynam si臋 ciebie ba膰.

Musz臋 nied艂ugo wraca膰. Uroki bycia samotn膮 matk膮.

Musz臋 si臋 z tym pogodzi膰.

- Jeste艣 pewny? - Oczywi艣cie.

Poczekasz na klatce, a偶 po艂o偶臋 Zoe do 艂贸偶ka, 偶eby ze mn膮 obejrze膰 film?

Kocham twoj膮 klatk臋 schodow膮, a moja wiedza filmowa jest

- bardzo ograniczona, wi臋c... - Ja nie 偶artuj臋.

W moim 偶yciu nie ma miejsca na imprezy do 3. rano

albo spontaniczne wypady na weekend.

- Jestem domatorem. - Masz do nich prawo w twoim wieku.

Nie mog臋 ci臋 w tym ogranicza膰. Pomy艣l, gdy sko艅cz臋 40 lat,

ty b臋dziesz mie膰 21, a gdy mnie stuknie 50,

ty b臋dziesz mia艂 31.

Na co mo偶emy liczy膰 po n-tej randce?

Co sugerujesz?

Nie powinni艣my si臋 ju偶 widywa膰.

Nie rozumiem. Pierwszy raz w 偶yciu dobrze si臋 bawi艂a艣.

- Jak zareagowa艂? - Na co? - Na ten lans o awans.

Przyzna艂a艣 si臋? Nie chcesz chyba wypaczy膰 ch艂opakowi

- relacji z kobietami. - Oczywi艣cie!

Jak to wyt艂umaczy艂a艣?

Ponad tysi膮c e-maili w 3 dni!

Tw贸j artyku艂 o YouPorn komentuje ca艂a Francja! Rewelacja!

- Jak tw贸j Balthazar? Uwielbiam go. - Zabieram go na Midnight Juggernauts.

- Na Midnight co? - Mniejsza.

- Wy na imprez臋? - A to nie by艂 przypadkiem tw贸j pomys艂?

Charlotte!

- Kto ci to zrobi艂? - Prosz臋 zgadn膮膰.

呕egnam.

Biedna Charlotte jej pyskowa艂a. Wra偶liw膮 masz c贸reczk臋.

- M贸w, co si臋 sta艂o! - Charlotte pokaza艂a wszystkim

filmik na swoim iPhonie i Zoe wysz艂a z siebie.

Na iPhonie?

Pe艂noletni ten tw贸j kocha艣?

Czego si臋 wstydzisz? Na moje oko ca艂kiem wygl臋dny.

- Daruj sobie! - Par臋 lat terapii i jej przejdzie.

A ty jeste艣 lepszy?

Agathe ma prawie 29 lat. Z trzydziestk膮 to co innego.

Zreszt膮 facetom wolno.

Jak mo偶na by膰 takim kretynem! Kto艣 ci p艂aci, 偶eby艣 my艣la艂?

Twoja c贸rka nie mo偶e cierpie膰 za 25 wiek贸w obyczajowo艣ci.

Patrz, gdzie mam twoj膮 obyczajowo艣膰. Pan wybaczy.

Dzi臋kuj臋.

Teraz jej to wyt艂umacz.

Zoe, m贸wi臋 do ciebie!

Znacie si臋 dopiero od miesi膮ca.

Twoja matka by艂a w ci膮偶y 3 dni po naszym poznaniu.

Teraz rozumiem.

- Idziesz na spotkanie z kole偶ankami? - Poradzicie sobie? - Jasne, kotku!

- Dzi臋ki, Balt! - Tylko na ni膮 sp贸jrz.

Twoja nowa mama.

Zabieram j膮 na Bali. Zostawiam ci mieszkanie.

Masz si臋 nim opiekowa膰.

S艂yszysz?

- Wszystko w porz膮dku? - Tak.

Znowu chodzi o t臋 pomarszczon膮?

Gdy by艂em mniej wi臋cej w twoim wieku,

pozna艂em w Kalabrii pewn膮 Francesc臋.

Zjawiskowa, dwa razy starsza ode mnie.

Wszystkiego mnie nauczy艂a. Kochali艣my si臋 do upad艂ego.

Oszcz臋dz臋 ci szczeg贸艂贸w. My艣la艂em, 偶e to mi艂o艣膰 na ca艂e 偶ycie.

- By艂o idealnie: fizycznie, duchowo... - Duchowo?

A偶 tu pewnego dnia poczu艂em si臋...

znu偶ony, zm臋czony.

Wpad艂em w panik臋 i poszed艂em do lekarza.

W jego gabinecie widz臋 sta偶ystk臋.

艢niad膮 brunetk臋. Laska jak marzenie!

Nie zd膮偶y艂a zamkn膮膰 drzwi, a ju偶 bzykali艣my si臋 jak norki w rui.

Kot艂owali艣my si臋...

Tato, do sedna, prosz臋.

Uczysz si臋 na klasyce, ale rozwijasz w sztuce nowoczesnej.

- Kapujesz? - Nie.

Ani troch臋.

- Wpadnij dzi艣 na kolacj臋. - Nie mog臋. - Czemu?

Mam prac臋...

- Po prostu nie chcesz. - Nie opowiadaj bzdur.

Musz臋 si臋 wcze艣niej po艂o偶y膰.

- Nic ci nie jest? - Nie.

Alice?

Pami臋tasz?

Niespecjalnie.

Arnaud Gaillard.

W gimnazjum?

Pepperoni.

No tak! Ca艂y wysypany...

Wybacz. Nie pozna艂am ci臋.

Co ci臋 tu sprowadza?

Gra w squasha.

Pan 偶onaty?

- Prosz臋? - 呕adnej 偶ony ani dziatek?

Nic o tym nie wiem.

Idziemy dalej na zakupy. Do zobaczenia, Arnaud.

Arnaud, no przecie偶!

Pami臋tam go, by艂 taki dziobaty.

Uroczy.

- Czemu nie wzi臋艂a艣 jego numeru? - A po co?

呕eby zadzwoni膰.

- Babette, daj 偶y膰. - Masz jakie艣 problemy w pracy?

Przesta艅! Nie rzucaj mnie w ramiona facet贸w.

- Nic z tych rzeczy. - Jakby艣 naprawia艂a w艂asne b艂臋dy.

Znajd藕 kochanka, id藕 do psychologa, ale daj mi spok贸j.

To nie moja wina, 偶e m膮偶 ci臋 puka raz w miesi膮cu.

Baczno艣膰.

Macie by膰 zwarci, gotowi i eleganccy. Zw艂aszcza Simon.

Wszystko gra?

Kt贸ra godzina?

Tracy!

Wygl膮dasz fantastycznie!

Uwaga na czujnik dymu.

To moja ekipa.

- Na czele z Alice Lantins. - Bardzo mi艂o pozna膰.

To projekt ok艂adki nast臋pnego numeru.

Tytu艂 jest teraz w tle.

Tekst, wi臋cej tekstu i tytu艂 na r贸偶owo.

R贸偶owy to m贸j ulubiony. Pinky Winky.

Pasuje jak ula艂.

Do bani.

Co jest nie tak?

- Czcionka czy rozk艂ad? - One s膮 w porz膮dku.

Model wygl膮da, jakby przeszed艂 gryp臋 偶o艂膮dkow膮.

Daruj, ale to Louis Gradel.

Najs艂ynniejszy model Versace i Diora we Francji.

Prawda, Alice?

Wygl膮da jak p贸艂 dupy zza krzaka.

Mo偶e ten?

A ten?

Co pani powie na tego?

Za dr臋twy, 偶eby nawet u mnie sprz膮ta艂. Bo偶e, tak trudno kogo艣 wybra膰?!

A ten ch艂opak, kt贸ry pom贸g艂 modelce na wybiegu?

- Kto? - No ten. Przecie偶 go znasz.

Jasne, 偶e go zna. Podoba si臋 pani?

Tak. Potrzebujemy kogo艣 wyj膮tkowego.

艢wietny pomys艂. Wyj臋艂a mi to pani z ust.

B臋dzie kapitalnym modelem.

- To kiepski pomys艂. - W艂a艣nie 偶e znakomity!

- Nie b臋dzie si臋 nadawa艂. - Jest idealny!

Tracy, to nie jest najlepszy pomys艂.

呕e co prosz臋?!

Zale偶y ci na tej pracy?

- On nie chce by膰 modelem. - My艣la艂em, 偶e ty tego chcesz.

On ma teraz sesj臋, a jest niesamowicie pilnym studentem.

Zrozum jedn膮 rzecz. Je艣li to zawalisz, b臋dziesz pisa膰 o regionalnych kominkach.

Rozumiesz, co do ciebie m贸wi臋?

Tu poczta Balthazara. Prosz臋 zostawi膰 wiadomo艣膰 po sygnale.

Wie艣, miasto, przedmie艣cie, stare i nowe budownictwo.

Rynek nieruchomo艣ci jest w zapa艣ci. Przyjrzymy si臋...

Jeden z symboli matriarchatu,

ten gatunek modliszek dokonuje wyboru partnera

spo艣r贸d m艂odych samc贸w.

Oczywi艣cie.

Zadzwoni臋 wieczorem.

Do jasnej cholery!

Co to za syf?

Co ci jest?

Chory jeste艣?

Najpierw wskakuj pod prysznic.

Do diab艂a, co to ma by膰?

Balthazar, m贸wi Alice!

Jeste艣 tam? Otw贸rz mi, prosz臋.

Ju偶 id臋!

- To ona. - Kto?

- Alice. Porozmawiaj z ni膮. - Nie otwieraj.

- Pomy艣li, 偶e jestem narkomanem. - Ubieraj si臋 szybko!

Sztynks jak w oborze.

- Nie masz nic czystego. - Cholera.

Za艂贸偶 moj膮 koszul臋.

Bierz moj膮 koszul臋.

Otwieraj.

Dzie艅 dobry. Mog臋 wej艣膰 na chwil臋?

Napijesz si臋 czego艣?

Poprosz臋... sok ananasowy.

Poszukam.

Dobry wiecz贸r, Alice.

Wszystko w porz膮dku?

Wiedzia艂em, 偶e co艣 zosta艂o.

Niby na staro艣膰 cz艂owiek m膮drzeje.

Nie przysz艂a.

Czeka艂em, ale ona nie przysz艂a.

Przykro mi.

Mo偶esz pog艂aska膰 mnie po g艂owie?

- Wychodzimy na drinka. - Dobrze.

Ju偶 dobrze. Idziemy?

Prosz臋.

- Darujemy sobie dzisiaj procenty. - To na pewno.

Wsp贸艂czuj臋 k艂opot贸w ojca. Mam nadziej臋, 偶e szybko si臋 otrz膮艣nie.

Bez w膮tpienia.

To twardy zawodnik.

Mi艂o ci臋 widzie膰.

Nie wiem, od czego zacz膮膰. Musz臋 ci臋 o co艣 poprosi膰.

Zdj臋cia? Ale ze mnie 偶aden fotograf.

To tobie je zrobi膮. I to na ok艂adk臋.

Jeden dzie艅 pracy i sowita zap艂ata.

B臋dziesz u boku najpi臋kniejszych kobiet 艣wiata.

O czym wi臋cej marzy膰?

Mi艂o ci臋 znowu widzie膰, ale sko艅czmy na tym.

Odezw臋 si臋.

Wybacz, 偶e ci si臋 naprzykrzam. Oddzwo艅 do mnie.

- Ju偶 jedzie. - Na pewno?

To dobrze.

Mia艂o by膰 jezioro, a jest bajoro!

- Patrick, najdro偶sza. - Nie ca艂uj. Wygl膮dasz na chorowit膮.

Ty za to w 偶yciowej formie.

Nie li偶 mi ty艂ka, bo ci pierdn臋.

Na co czekacie, do cholery? Gadajcie, co i jak.

Gadaj, do cholery.

Czekali艣my, bo nasz model utkn膮艂 w korku, ale ju偶...

Kim!

Mog臋 na s艂贸wko?

Co ty wyrabiasz?

Kiedy im powiesz, 偶e on nie przyjedzie?

- A kto tak m贸wi? Ma oddzwoni膰. - Przyznaj si臋.

Mam czeka膰 w tych szczynach na jakiego艣 nieznanego gnojka?

- Czekamy na nieznanego gnojka. - P艂ac膮 ci za pierdolenie jak katarynka?

Patrick, rozlu藕nij si臋. Korzystaj z natury.

Cholera. Kim, rozstaw reflektory gdzie popadnie.

Vincent, musimy porozmawia膰. Obawiam si臋, 偶e Balthazar raczej...

Alice, ochrona ju偶 go wpu艣ci艂a. Po艣l臋 go prosto do charakteryzatorni.

- Dzi臋kuj臋. - Do us艂ug.

- Zacz臋艂a艣 m贸wi膰, 偶e Balthazar... - W艂a艣nie przyjecha艂. Id臋 si臋 przywita膰.

Ale jeste艣 napalona...

- Tak... Znaczy nie! - Mog艂aby艣 popilnowa膰 Patrick?

Jasne.

Przesta艅 histeryzowa膰, mamo.

Oczywi艣cie, 偶e nie.

Nic takiego nie m贸wi艂em.

Taki to po偶yje.

Czuj臋 si臋 tutaj jak karze艂.

Ruszaj.

Nigdy nie czuj si臋 ma艂y, synu.

Wystaw klat臋!

Dzie艅 dobry, Balthazarze. Powiem wszystkim, 偶e ju偶 przyjecha艂e艣.

Fryzjer ju偶 czeka.

Przepraszam, szukam fryzjera.

I zaczepiasz napotkanego geja, bo tylko do tego si臋 nadaje?

Pi臋knie. Pogratulowa膰 horyzont贸w.

Balthazar! Chod藕, kochaneczku.

Ca艂e lata nie b臋d臋 m贸g艂 na siebie spojrze膰.

Balthazar? Simon, pami臋tasz?

Poznali艣my si臋 na wystawie.

My艣la艂em, 偶e ju偶 nie przyjedziesz. Pokaza艂e艣 klas臋.

Pe艂en szacunek.

Paskudnie przed tob膮 zagra艂a.

Chcia艂em ci臋 osobi艣cie przeprosi膰.

Nie wiem, czy Alice ci m贸wi艂a,

ale to wszystko by艂o moim g艂upim pomys艂em.

- Jakim pomys艂em? - Idiotycznym.

Odk膮d lepiej ci臋 pozna艂em, wiem, 偶e to by艂a g艂upota.

Co takiego?

Spr贸buj臋 opowiedzie膰 od samego pocz膮tku...

Dujardin w wersji lajt.

- To tutaj ten cyrk? - To jest Balthazar?

Alice, nie przywitasz si臋?

Oczywi艣cie.

Jaki艣 problem?

Zaczynamy?

Jeszcze raz. Ty na lewo bez bydl臋cych min.

Brwi w d贸艂. Jennifer, postaraj si臋.

W og贸le by ci臋 tu nie by艂o, gdyby Cathie mia艂a czas.

Ma tak膮 toska艅sk膮, mo偶e florenck膮, urod臋.

- To super. - Dla mnie nie.

Spr贸buj zmys艂owo.

Nic z tego. A teraz dziecinnie.

Ciekawa uroda. Fotogeniczny.

Ty, ciemna po prawej!

Pozujesz, czy si臋 zgubi艂a艣?

Bli偶ej ba艅ki. Nie, lepiej sta艅 z ty艂u.

Antonella, wygl膮daj inteligentniej.

Zawsze tak macie?

- Co艣 nie tak, Baltimore? - Balthazar!

U艣miechniesz si臋? Chory jeste艣, narobi艂e艣 w ba艅k臋?

Mo偶e troch臋 uprzejmiej?

- Nie s艂ysz臋. - Troch臋 grzeczniej!

- G艂o艣niej! - Grzeczniej, do cholery! Kto tak krzyczy na ludzi!

- Pom贸c? - Ja my艣l臋. Mamy zwi膮zkowca na planie!

Patrick, stajesz si臋 wulgarna. Uspok贸j si臋.

Ja mam si臋 uspokoi膰?!

Zapierdalam jak dyli偶ans, a to sm臋tne zombie stroi fochy!

Gn贸j w ba艅ce na spacerku w Central Parku!

Dzi臋kuj臋 uprzejmie.

Id臋 st膮d.

I dobrze. Won!

Jak to dra艅stwo otworzy膰?!

Mam ju偶 do艣膰. Dzi臋kuj臋 pa艅stwu.

Balthazar!

Bardzo ci臋 przepraszam.

To straszna zo艂za. Mog艂am ci臋 ostrzec.

- Zapomnij o sprawie i przepro艣. - Ja, przeprasza膰? To 偶art?

Nigdy ju偶 jej nie zobaczysz. Co ci szkodzi?

Zr贸b to dla mnie.

Trzeba by艂o tak m贸wi膰 od razu.

Jestem przekonuj膮cy?

Nie gra艂em w teatrzykach od podstaw贸wki. No dalej, przecie偶 tego chcesz.

- Oszala艂e艣? - Ale mnie kr臋cisz.

Co ci jest?

Nie podoba ci si臋, jak gram?

Faktycznie, przy tobie jestem marnym aktorzyn膮.

Niesamowita. Gdybym ja decydowa艂, mia艂aby艣 Cezara jak w banku.

Za rol臋 dr臋twej mieszczki, kt贸ra musia艂a si臋 polansowa膰,

偶eby zdoby膰 pieprzony awans, nominuj臋 Alice Lantins!

Oklaski, prosz臋 pa艅stwa! Za jej wielk膮...

karier臋.

Wszystko by艂o na pokaz?

10 lat kole偶e艅stwa, za偶y艂o艣ci, rzek艂bym "przyja藕ni".

Jestem idiotk膮, chcia艂am zrobi膰 na tobie wra偶enie.

Potrafi臋 tylko rani膰 ludzi.

To jej nale偶y si臋 to stanowisko.

Dobrze, 偶e to m贸wisz, bo...

jeste艣 zwolniona, Alice. Wylatujesz.

Oddaj臋 ci wolno艣膰. B臋dziesz mia艂a czas na pisanie.

To twoje powo艂anie.

Nigdy nie jest za p贸藕no, by si臋 odnale藕膰.

Nigdy, Alice.

Fotografka pyta, czy wpadniesz dzi艣 do niej na imprez臋.

Whisky, w贸dka, tequila, kilka kresek i mo偶emy si臋 bzyka膰.

Czemu nie?

Dzi臋kuj臋. Jestem zm臋czony, ale mi艂o mi.

Nie mam nastroju.

Mamo?

Ty nie w pracy?

Postanowi艂am troch臋 posprz膮ta膰.

Nie wolno ci pyta膰 kierowcy, dok膮d si臋 udacie.

Nie ma o tym bladego poj臋cia.

Ju偶 si臋 nie spotykacie?

Oczywi艣cie, 偶e nie.

Spokojnie. Ju偶 nigdy go nie zobacz臋.

Prosz臋 zostawi膰 wiadomo艣膰.

Cze艣膰, Balthazar. M贸wi Alice.

Pomy艣la艂am, 偶e mo偶e warto by si臋 spotka膰...

na kaw臋, albo sprite'a. Nie pi艂am go ju偶 od wiek贸w.

Twoja wiadomo艣膰 zosta艂a skasowana.

Prosz臋 nagra膰 si臋 ponownie.

Cze艣膰, m贸wi Alice. Chcia艂am ci tylko powiedzie膰...

Wiem, 偶e mnie nienawidzicie, ale musz臋 z nim porozmawia膰.

Nie przyszed艂 na zaj臋cia.

Jest w holu A, na dole.

Dzi臋kuj臋.

Za grosz charakteru.

W艂a艣nie 偶e mam.

- Przepraszam... - Hol A? Prosz臋 za mn膮.

Sta艂a pani w korkach?

- Nie, a czemu pan pyta? - Na dole w lewo.

A oto nasz dzisiejszy go艣膰. Prosz臋 nie rozmawia膰.

Troch臋 si臋 pani sp贸藕ni艂a. Ekrany s膮 po obu stronach.

To plan wyk艂adu. Ma tu pani wszystko, czego potrzeba.

Pani Ronchevsky...

Dzie艅 dobry.

"Jak odwa偶ne pomys艂y

zmieni艂y oblicze miejskiej zabudowy".

Sk膮d taki temat?

Jean Nouvel,

Rem Koolhaas,

Friedrich ...sser

Wszystkich 艂膮czy艂o pragnienie zmiany,

kt贸re kaza艂o im obiera膰 rzadko ucz臋szczane drogi.

Oczywi艣cie zdarza艂o si臋 tym architektom,

tym wielkim architektom,

pope艂nia膰 b艂臋dy, jak ka偶demu z nas.

Cz臋sto kolosalne gafy.

Ale...

mogli przecie偶 zrobi膰 wszystko, by je naprawi膰.

Nawet na grz膮skim gruncie?

- Do czego... - Bardzo s艂uszna uwaga.

Przyk艂adowo w 2003 roku Flosch and Bernheim

pr贸bowali uratowa膰 latarni臋 The Salers i skutek by艂 katastrofalny.

- Mo偶e mieli wadliwe plany. - Nie chodzi o plany...

Pani chyba 偶artuje. Po 2 latach bada艅 pod艂o偶a...

- Chwileczk臋. - ...p贸艂 roku prac...

Cicho! Przepraszam, jedn膮 chwil臋.

Zasadniczo m贸wi膮c, budowanie na ruinach to oznaka desperacji.

Teoretycznie tak,

ale moim zdaniem...

Zachowa艂am si臋 jak idiotka, Balthazarze.

Nie mog臋 przesta膰 o tobie my艣le膰.

W tamte noce

niczego nie udawa艂am.

No co?

Dawaj.

Jedno pytanie.

Gdy ju偶 spotkamy si臋 po raz n-ty,

to co potem?

- Ohyda. - Nieprawda.

Ju偶 po wszystkim?

- Sko艅czone? - Definitywnie.

Nie denerwujesz si臋?

Umieram ze strachu.

P贸j艣膰 tam z tob膮?

Spokojnie. Jestem na miejscu.

Nie m贸w, 偶e trzeba wszystko robi膰 od nowa.

Alice Lantins, ty tutaj? Co si臋 sta艂o?

To...

- Tylko nie na g艂os. - Pierwsze wersy.

"Newton dozna艂 偶yciowego ol艣nienia,

gdy na g艂owie wyl膮dowa艂o mu jab艂ko. Moje 偶ycie odmieni艂y trampki".

Skromny pocz膮tek.

- Przepraszam. - Nic ci si臋 nie sta艂o?

Ksi膮偶ka sama si臋 rozchodzi.

Tekst: Piotr Licki

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.