All language subtitles for A Family Divided (1995)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Boże, nie wierzę...

Naprawdę idę na imprezę Theta Gamma!

- I to zjazdową! - Czym się przejmujesz?

Banda durnych uczniaków, tylko starszych.

- Raczej nie pozwolą nam pić. - Spoko.

Zaprosił mnie sam prezes.

Pewnie już zapomniał. Albo żartował.

"Rodzinny dylemat"

Chryste, wyluzuj się.

Przyszłaś!

- Carter powiedział, że mogę. - Jasne.

Baw się dobrze.

- Jest Carter? - Pewnie.

Poszukaj dziewczyn.

Dzięki za drinka.

Cześć.

Zapomnij.

To impreza! Chcesz zatańczyć?

Pewnie, że chcesz.

Muzyka

Dobrze cię widzieć. Przepraszam.

-Co jest? - Kelnerka.

- Nabijałeś się z niej. - Słodki dzieciak.

- Rosie. - Co?

Spójrz.

Nie nazwałbym jej "słodką".

Zdjęcia

To mój obowiązek.

Serio, Carter...

Podobam ci się?

Byłaś kiedyś w domu bractwa?

Pewnie nie.

Chcesz zobaczyć sekretne miejsce?

Powinnam usiąść.

Chodź, będzie fajnie.

Scenariusz

- Lepiej powiem Cindy. - Dobrze, chodź.

Na motywach powieści Judith Henry Wall

Przez tajemne drzwi.

Źle się czuję.

Nic ci nie będzie.

Ślicznie wyglądasz, gdy jesteś pijana.

Reżyseria

Dobra dziewczynka. Chodź.

To niedaleko.

Dobrze.

Prawie już.

Teraz na górę.

- Dokąd idziemy? - Zaufaj mi.

Widzisz, jak miło i przyjemnie. Lepiej się poznamy.

Zostańmy tu, aż dojdziesz do siebie.

Sama nie wiem.

Pamiętasz ostatni raz?

Johnny...

Chad, ...

chodź tu.

Zaraz wracam.

Mam dla ciebie niespodziankę na górze.

- Jaką? - "Imprezka".

- Zajrzę później. - Myślałem, że z ciebie równy gość.

Bo jestem.

To właśnie chciałem usłyszeć.

A Johny-boy?

- Nie wiem, czy to dobry pomysł. - To twój współlokator.

Bądź stanowczy, brachu. Czas ruszyć z programem.

Dobra. John.

Przepraszam.

- Co tam, chłopaki? - Inicjacja.

Chodź, spodoba ci się.

Mamo?

Przepraszam, nie chciałem cię budzić.

Dobra robota.

Postarzałam się ze 12 lat.

Jak się masz? Mokry.

Gdzie tata? Nie ryzykuje życia w twojej obronie?

Wiąże muchy.

- Na rybach. - Sattwach Creek.

- A, to ten weekend. - Tak.

Ale wróci?

- Kiedyś. Myślę, że tak. - Pytałem, czy dziś albo niedługo.

Niedługo. Jest burza, mógł utknąć. Wszystko w porządku?

Pewnie. A co?

Nie spodziewałam się tu ciebie w weekend zjazdowy.

W domu jest wielka biba, pewnie potrwa cały weekend.

A ja mam głupi egzamin z biologii w poniedziałek.

Jaki profesor robi egzamin tuż po zjeździe?

- Taki, który nie cierpi bractw. - Może coś ci zrobię?

Śniadanie?

Jedliśmy pizzę.

Przynajmniej wypiorę ci ciuchy. W domu nie macie jak.

- Jesteś najlepsza. - Ty też, skarbie.

- Skąd to nagłe olśnienie? - Nie wiem.

Mój pokój...

Czasem myślę,

czy wstąpienie do bractwa było dobrym pomysłem.

O 6:00 nic nie jest dobrym pomysłem.

Cześć, Cindy...

Inez...

Co się stało? Pokłóciłaś się z Rosie?

To co?

Nie wiem, gdzie jest.

Jak to?

Rozdzieliłyśmy się. Tańczyła.

Tańczyła?

Gdzie jest?

Nie mogłam jej znaleźć, więc wróciłam.

Może z kimś poszła...

Nie zgadniesz,

- kto śpi w pokoju Chada. - Chad.

- Gotujesz? - Pomyślałam, że zrobię mu...

Kilkaset ciast. Matka w gotowości!

To widać.

Od czasu do czasu ludzie jedzą.

- Muszę lecieć. - Jak to?

- Miałyśmy iść na zakupy. - Zapomniałam.

Ricky kupił bilety na mecz. W przyszły weekend.

- Zaczekaj. Najpierw śniadanie... - Co?

- Da je Chadowi. I pozdrów go. - Melisso...

- Cześć. - Już nie będziesz się kładł?

- Tata się odzywał? - Nie. Siostra pozdrawia.

Już się przywitała. Obudziła mnie.

Wiesz, że i tak się dowiem. Co się stało?

Nic.

Mamo, za wcześnie na przesłuchania.

To nie przesłuchanie.

Wiem, jak jest. Gdy coś się dzieje, zwracasz się do ojca. I dobrze.

Pytałeś o niego już 6 razy. Gramy w tej samej drużynie.

Zawalę egzamin. Muszę wkuwać.

Przynajmniej wiem, czemu wróciłeś.

- Dom bractwa spłonął. - Jak to?

Nieważne.

Gdy prałam twoje rzeczy poczułam zapach dymu.

Rozpaliliśmy ognisko na parkingu. Chłopaki robili hot dogi.

Mówiłeś, że jadłeś pizzę.

Ktoś jadł pizzę, a ktoś hot dogi.

Co z tobą, mamo?

A ty i Rosie?

Piłyście, dobrze się bawiłyście...

Co to ma do rzeczy?

Moja córka zaginęła.

- Niech policja ją znajdzie. - Zwykle nie przyjmujemy zgłoszeń

przed upłynięciem 48 godz. Zwłaszcza jeśli chodzi o dzieciaki.

- Zwykle wracają. - A jeśli nie?

Czasem uciekają,

może jest z chłopakiem i boi się wrócić.

- Ona by tego nie zrobiła. - Nigdy nie wiadomo.

To zdarza się nawet najlepszym.

Przecież wiemy,

- jak wyglądają te imprezy. - Znam swoją córkę.

Może iść na imprezę,

na którą nie powinna, ale... Miała odebrać brata od sąsiadów.

Kocha Sammy'ego. Jest odpowiedzialna.

-Nie martwiłbym się. - Może popyta pan w bractwie?

Już mówiłem. Nie mamy podstaw.

Prawda jest taka, że...

Proszę spytać Cindy, jaka jest Rosalie.

Wierzę pani.

Proszę zadzwonić, gdy wróci do domu.

Wszędzie jej szukałam.

Wszyscy...

Nikt nie zwracał uwagi.

Nie chciałam jej zostawić.

Policja nie komentuje oświadczenia pani Inez Frank

o zaginięciu jej córki po piątkowej imprezie w bractwie.

Rzecznik twierdzi, że w przypadku nastolatków

poszukiwania rozpoczynają się po 48 godzinach.

Polityka ta ostatnio jest przedmiotem dyskusji...

Słyszałeś o tym?

- O czym? - Pewna kobieta twierdzi,

że jej córka zaginęła po imprezie w bractwie.

Wróciłaby na noc i na pewno by nie uciekła.

- Jesteśmy sobie bliskie... - To okropne.

Nic nie słyszałeś?

Mamo, na piątkowych imprezach są tysiące ludzi.

Na naszej było przynajmniej kilkaset.

- Kto wie, kto tam był? - Na litość Boską, jestem jej matką.

Muszę lecieć. Pożegnaj ode mnie małolatę.

- Co z nią? - Z jaką "nią"?

Czemu się zmywasz? Nie może znieść konkurencji.

Do zobaczenia później.

Powodzenia.

Na egzaminie.

Nie martw się, jeśli zawalisz. Jesteś zdolny.

I nie pakuj się w kłopoty.

A ty - żadnych chłopaków i porządna dieta.

Nie odgrywaj nastolatki. Pożegnaj tatę.

- Chcę wiedzieć, jak wycieczka. - Masz rodzica na miejscu...

Dopilnuję, by zadzwonił.

Jedź ostrożnie i daj znać, gdy dotrzesz.

Martwię się. Pozwij mnie.

Nie powinno jej tu być.

Przyszła i pewnie poszła.

Nieprawda. Była zaproszona przez kogoś, w knajpie,

- w której pracuje. - Rozmawialiśmy o imprezie,

chciała przyjść. Powiedziałem: "Jasne".

Proszę pani...

To teren prywatny.

Jeden z was zabrał ją do pokoju.

- Tak było? - Nie.

- Zobaczymy. - Proszę. Rozumiem,

że się pani martwi. Ale tak nie wolno.

Nie wiem, czy was to nie obchodzi,

czy nie rozumiecie. Ale była tutaj i nie wróciła do domu.

- To chyba ma znaczenie. - Daję słowo. Wyszła.

Zejdź mi drogi.

Idę na górę. Zabieraj łapy!

Co się tu dzieje?

Dosyć tego.

- Wykazał pan zainteresowanie? - Mówiłem, że się tym zajmiemy.

Nie powinna tu pani być.

Proszę.

Kto wezwał policję?

Ja. Gdy pani przyszła.

- Nie chciałem kłopotów. - I słusznie, synu.

Proszę poczekać na zewnątrz. Porozmawiam z chłopcami

- i odwiozę panią do domu. - Mam swój wóz.

Jeśli możemy jakoś pomóc...

- Proszę... - Rozumiem zdenerwowanie, ...

- Widziałeś moją córkę? - Nie.

- Chcę z wami porozmawiać. - Oczywiście.

Aby ułatwić sprawę, proszę zwrócić się do dziekana.

Oczekuję współpracy od każdego, kto widział tę dziewczynę.

- Czemu wezwałeś policję? - Idź do diabła, Carter.

- Co powiedział twój ojciec? - Nie było go.

Dobrze się czujesz?

A ty?

Uważasz, że jest w porządku?

Tak?

Sprawdź, co mam dla ciebie.

Świetnie,

sprzątnęłaś pokoje dzieci. Chyba się ich nie spodziewasz?

Proszę. I jeszcze trochę. Fajne gry.

John, podobają się? Co o nich myślisz?

Missile Command?

- A to co? - Joystick!

Mam komplet. Podłączmy go.

W moim domu nigdy tak się nie starałam.

- Czemu? - Po prostu.

- Może myślałaś, że nie było warto. - Było warto, gdy mnie nie tłukł.

Cześć, Karen.

Nieźle, Chris.

- Mogę na słowo? - Jasne.

Zaraz wracam. Spróbujesz ze słońcem?

A mogę?

Mamy nową. Trochę zagubiona.

- Nic dziwnego. - Nie mam wolnego terapeuty.

Pomożesz? Nie bardzo chce patrzeć na facetów.

- Jasne, spróbuję. - Ma na imię Jennifer.

- Nie naciskaj, tylko bądź. - Dobrze.

Jennifer...

Twój mąż też czasem to robi?

Cześć.

Śpisz z rybami po tym, jak je złowisz?

To jest najfajniejsze.

Podoba ci się? Wynająłem na lotnisku.

Nie mogłeś wziąć taksówki?

Na tamtym lotnisku.

- Mój Boże... - Jechaliśmy przez burzę.

Cholernie za tobą tęskniłem. Nie mogłem się doczekać.

Wiesz, co powiedzieć dziewczynie. Rozważam spotkanie na górze.

Doprawdy?

Po prysznicu!

Jakieś wieści od drugiego?

- Wrócił do domu. - W weekend zjazdu?

Powiedział, że musi kuć do egzaminu z biologii.

Nie uwierzyłaś?

Sama nie wiem. Chciał rozmawiać z tobą.

Dopytywał się, kiedy wrócisz. Przypomniały mi się

numery z jazdą po pijaku,

przymknięciem za trawkę.

- Nic ci nie powiedział? - Przecież go znasz.

Lepiej sprawdzę.

Tylko nie odchodź.

Chad...

Tak, to ja.

Właśnie wróciłem.

Mama mówiła, że...

W porządku, żaden problem.

Zaraz będę.

Na razie.

Bardzo romantycznie.

Zawsze mówiłaś: "Najpierw dzieci".

Kłamałam.

To ...

chyba nie ma nic wspólnego z tą dziewczyną?

- Jaką dziewczyną? - Trąbią o tym w wiadomościach.

Uczennica zaginęła po imprezie w domu bractwa.

Mówi, że kumpel potrzebuje prawnika.

Narkotyki.

- I to nie może poczekać. - Może.

Ale muszę być w sądzie z samego rana.

W piątek mieliśmy imprezę w domu bractwa.

- Była jedna dziewczyna... - Cokolwiek powiemy...

Jest objęte tajemnicą. Dajcie dolca.

Musicie mnie wynająć.

Ta dziewczyna, kelnerka z knajpy.

Pojawiła się na imprezie w bardzo seksownej sukience.

Prawie przeźroczystej. Zaczęła pić,

szaleć na parkiecie i ...

podrywać...

Co się stało?

Rozmawiałem z nią. Chciała zobaczyć pokoje.

Sprawdzić, jak jest na górze.

Johnny, czy tak to pamiętasz?

Tylko...

- Nieważne. - Poszliśmy na górę.

Przepraszam. Rozmawiam z Johnnym.

- Zgwałciliśmy ją. - Zamknij się!

Nie tak było. Johnny jest zdenerwowany.

Zapomina, jaki był kontekst.

Gdy przyszła na górę, chciała seksu.

Nie to chce pan usłyszeć, ale tak było.

Kontekst?

Wziąłeś dziewczynę do swojego pokoju.

Była pijana?

Była.

Nieletnia?

- Wiedziała, co robi? - Po to tu przyszła.

Kto zabrał ją na górę?

Ja.

- I uprawiałeś z nią seks? - Tak.

To gwałt.

To jest kontekst.

Czy ktoś jeszcze ją zgwałcił?

Chad...

Wszyscy to zrobiliśmy.

I co...

Czego ode mnie oczekujecie?

Pomyślałem, że nam pomożesz.

Nie wiedzieliśmy,

co robić.

I chcecie,

żebym ja wam powiedział?

Był tu gliniarz. I wróci. Nie wiedzieliśmy, co powiedzieć.

- A co powinniście? - Uważam, że nic.

Nic się nie stało. Pewnie wstydzi się, albo...

Może nie pamięta.

- Gdzie jest teraz? - Nie wiemy.

Nikt nie wie.

Zgłoszono zaginięcie dziewczyny. Czy mówimy o tej samej?

- To co się z nią stało?! - Nie wiemy.

Może bała się wrócić do domu. Albo uciekła.

To stało się na 4. piętrze. Zostawiliśmy ją w pokoju.

- Gdy wróciliśmy, już jej nie było. - Zostawiliście ją tam.

Zbiorowo ją zgwałciliście i zostawiliście.

Sprawdziliście, czy nic jej nie było?

Tak. Pewnie się wymknęła.

Przepraszam.

Chcę pogadać z Chadem.

W razie pytań, zwracajcie się do niego.

Przepraszam, tato.

Przykro mi.

Na pewno.

Nie wiedziałem, kim jest.

Twoja siostra chodzi na imprezy.

To mogła być ona!

Przecież ci powiedziałem. Nie wiedziałem. Nie wiedzieliśmy...

Zamknij się!

Posłuchaj, co mówisz.

To nie był wypadek.

Nie przejechałeś kota, tylko zgwałciłeś dziewczynę.

Bóg wie, co teraz przeżywa.

A jedyne, o co pyta mnie mój syn, to:

"Co się ze mną stanie?"

Przykro mi.

Naprawdę.

Pójdę do więzienia?

Możliwe.

Carter ma rację.

Na razie ...

mówcie policji,

że była tu i poszła.

Powiesz mamie?

Może nie musi wiedzieć.

Czy są jakieś postępy w sprawie Rosalie Frank?

Tak.

Nie, mnie to nie dotyczy. Ale przeglądałam gazety i nic.

Nie może pan udzielić informacji...

Rozumiem.

Nie, nie ma potrzeby rozmawiać z detektywem.

Jak wiecie, rozmawiałem z dziekanem.

Zapewnił mnie o waszej pełnej współpracy.

Nie mamy nakazu, choć możemy go zdobyć.

Na tym etapie nie ma mowy o winie.

Nikt nie pozbawia was praw.

Nikt nie jest podejrzany. Po prostu chcemy dowiedzieć się,

co stało się z zaginioną dziewczyną.

Chętnie pomożemy.

Billinglsy, czyń honory.

To mój pokój.

I mój współlokator, Johnny Dixon.

Zwykle jest tu czyściej.

- A co tam jest? - Magazyn.

- Możemy go obejrzeć? - Jasne.

- Jeszcze jeden? - Tak.

- Mogę zajrzeć? - Jasne.

- Co się tu stało? - Materac się spalił.

Sprawdźcie to.

Chłopaki przychodzą tu się uczyć, gdy współlokatorzy śpią.

Pewnie któryś palił i sfajczył materac.

- Kiedy to było? - Kilka tygodni temu.

- Może 3. Zgłosiliśmy to. - Palenie w łóżku. Głupi pomysł.

Bardzo głupi.

Sprawdzimy to.

Czy dałaś George'owi jakiś sygnał?

Coś w rodzaju pozwolenia na to, by cię uderzył?

Jak to?

Może nieświadomie?

Jestem. To jest sygnał.

Jennifer?

Czuję, jakby mnie nie było. Wiem, co się dzieje,

ale mam wrażenie, że obserwuję się z zewnątrz.

Czasem nawet nie boli.

Po prostu ...

nie wierzę, że nie pojmuje, co robi

i nie przestaje.

Karen, co ty na to?

Nie jestem terapeutką, ale wiem,

że jeśli trwamy w czymś takim zbyt długo,

trzeba coś zmienić.

Jeśli nie w nim, to w tobie.

Co możesz o tym wiedzieć?

- Każdy ma problemy. - Na przykład?

- Moja rodzina też je ma. - Często dostajesz baty?

Nie.

Nikt mnie nie bije.

Ale...

Mów, jest w porządku.

Problem w mojej rodzinie jest taki, że nie jestem uwzględniana,

rozumiecie, ja, matka, gdy są problemy.

Zwłaszcza męskie.

To wszystko?

"Męskie problemy"

Gdybym miała, jak ty, nie miałabym nic przeciwko,

by od czasu do czasu dostać baty.

Może twój mąż nie chce cię martwić.

Tak twierdzi.

Doug ma mnóstwo zmartwień.

Myślę, że czasami

próbuje mnie chronić.

Bijąc cię?

O co chodzi?

Byłam dziś w kampusie.

Rozejrzałam się po parkingu Theta Gamma.

Po co?

Gdy Chad wrócił do domu, jego ubrania pachniały dymem.

Spytałam go, dlaczego. Powiedział, że zrobili sobie

ognisko na parkingu i piekli hot dogi.

Ale widziałam śladów po ognisku. Chodnik powinien być osmalony...

Gdzieś byłby żar, jakieś niedopałki...

Zrobili barbecue nad jeziorem. Musiałaś źle zrozumieć.

Czy barbecue było przed czy po tym, jak coś się stało Rosalie Frank?

Na litość Boską!

Co z tobą?

Roger... Ze mną?

Posłuchaj. Znika 17-letnia dziewczyna.

Nie wiadomo, po co poszła do tego domu.

I nagle nasz syn pilnie potrzebuje twojej pomocy

w środku nocy. Mam uwierzyć, że te sprawy nie są powiązane?

Naprawdę cię nie rozumiem... Chcesz powiązać Chada

z zaginięciem tej dziewczyny?

Chwila! Nie rób tego. Nie przekręcaj moich słów.

A przekręcam? Powiedziałem, co się stało.

Nie rób mi tego!

Jeden z jego kolegów miał problem z narkotykami.

To wszystko, co mogę powiedzieć.

Dobrze...

- Co robisz? - Wzywam policję.

Chcę wiedzieć, w którym domu była ta dziewczyna.

W Theta Gamma.

Dziękuję.

Nie ma za co.

Zatem coś musiało się tam stać.

Co to było?

Jeden z chłopców

- uprawiał z nią seks? - Nie mogę.

- Poszedłem tam jako prawnik. - Prawnik?

Jesteś jego prawnikiem?

Myślałam, że jego ojcem. A ja jestem matką.

Jeśli jest w to zamieszany...

Jest?

Powiedz.

Było ich pięciu.

Nie.

Chad?

Nie!

Boże!

Nie mieszaj się.

Sprawa dotyczy 5 porządnych chłopaków.

Naprawdę chcesz zrujnować im życie,

skoro nikt nic nie wie?

Zgwałcili nastolatkę. W wieku Melissy.

Jednym z nich był Chad, twój syn. Rozumiesz?

Nie!

Mówisz, że mój syn jest gwałcicielem!

Jak mogę to zrozumieć?

- Po co państwu szczotka Rosie? - Jeśli pojawi się podejrzany,

będziemy potrzebować włosów do porównania.

Ale nie macie podejrzanego.

Nie, dopóki nie ma dowodów zbrodni.

Zniknęła.

Czy to nie wystarczy?

Musicie znaleźć...

... ciało.

To pan chce powiedzieć.

Pani Frank...

- Nie musisz tego robić. - Skąd, u diabła wiesz?

Wszyscy czujemy się okropnie.

Doprawdy?

Lepiej zabiorę mamę.

- To ja cię w to wpakowałem. - Nie jestem dzieckiem.

Sam to zrobiłem.

- Ale gdybym... - Co to za różnica?

Ty wciągnąłeś mnie, Carter ciebie. ...

A on uważa, że go sprowokowała.

Uwierzysz?

On naprawdę wierzy,

że to jej wina.

- Tak już ma. - Może to tylko ja.

Może to nieważne.

Zejdź mi z drogi.

Nie mogę cię puścić.

Czemu?

Z powodu dożywotnich więzi chłopaków z bractwa?

- Jesteśmy przyjaciółmi. - Tak myślałem.

Ale co to znaczy?

Poradzisz sobie?

Jasne.

A ty nie?

Chodźcie.

Co się dzieje?

Spodoba się to wam. Zaufajcie mi.

Stary, po prostu powiedz.

Oczekiwanie...

"Impreza".

Będziecie moimi dłużnikami.

Co ty na to, Chad?

Nie wiem. Sprawdźmy.

- Luz. - Dobra, zajrzę.

Co jest?

Chadsky, zrobiłem to dla ciebie.

Jennifer?

Przepraszam,

- chciałam się pożegnać... - Czemu?

Pamiętam, jak wyglądałaś, gdy tu trafiłaś.

Popracujemy nad tym. Tak będzie lepiej dla dzieci.

A on obiecał.

Kochamy się.

Wiem, że potrafię

- zachować się jak łajdak... - Potrzebujesz pomocy.

Dziękuję. To dobry pomysł.

Chodź, słonko.

Nie musisz jechać. Masz nakaz sądu.

Skarbie, dzieci się niecierpliwią.

To moja decyzja. Może myślisz, że nie...

Tak będzie najlepiej. Kochamy się.

Wiem, co powiedziałby George,

ale nie mogę.

Nie mam dokąd iść.

Nie daj się zastraszyć.

Przepraszam, to był pomysł Jen.

Podjęła decyzję.

Może pani tego nie rozumie, ale łączy nas wyjątkowa miłość.

Tłuczesz ją do nieprzytomności.

To ma być miłość?

Naprawdę, popracujemy nad tym.

Dziękuję za pomoc. Poradzimy sobie.

Biedna kobieta.

Tego chce. Co ci zależy?

Rosie, rozmawialiśmy o imprezie w bractwie

- i chcemy cię zaprosić. - Daj spokój. Jasne.

Mówię poważnie. Chciałbym, żebyś była moim gościem.

Gdy przyjdziesz, Todd powie ci, gdzie jestem.

- Mogę przyprowadzić kumpelę? - Jasne, weź nawet dwie.

Mamo.

Cześć.

Co tu robisz?

- Uciekasz? - Tak...

Muszę ...

odpocząć.

Johnny się wyprowadził?

Tak.

Wrócił do domu.

Szkoła, presja...

To jakaś epidemia.

Chłopcy z tego bractwa wyjeżdżają do domów.

Czy planujesz przyjechać na Święto Dziękczynienia?

Jasne.

Nie masz za co dziękować.

- Tata miał ci nie mówić. - Nie chowaj się za ojcem.

Pytam ciebie.

- Nie chcesz wiedzieć... - Żadnych gierek.

Oczywiście że nie chcę o tym słuchać.

Ale ...

chcę wiedzieć...

Jak ...

mogłeś zrobić coś takiego?

- Czego chcesz ode mnie? - Chcę, żebyś ty...

Chad Billingsly,

a nie twój ojciec czy twoja matka, powiedział, co zamierzasz zrobić.

Nie mogę...

Co mogę zrobić...

Boże... Po prostu zostaw mnie w spokoju!

Jeśli nie stawisz temu czoła,

nie przejdziesz tego sam,

to cię zniszczy.

Nie rozumiem, jak mogłaś to zrobić.

Potrzebuje rodzica, tak samo, jak prawnika.

To delikatna sytuacja.

- Delikatna!? - Tak!

Dopóki wszyscy milczą, przestępstwa nie było.

Możliwe, że to

- rozejdzie się po kościach. - Mój Boże! Roger!

Nie znam cię. Na jakim świecie żyjesz?

Takie sytuacje łatwo wymykają się

- spod kontroli. - Ta już się wymknęła.

- Przemyśl tego. - Ktoś musi mu pomóc

- odróżnić dobro od zła. - Potrafi to.

Doprawdy? Kto go tego nauczył?

Robi to, co chce i nie bierze za to odpowiedzialności,

bo wie, że jego prawnik uratuje mu skórę.

Łatwo ci się mądrzyć, bo nigdy nie musiałaś

stawić czoła rzeczywistym problemom.

Może masz rację.

Może to moja wina i dlatego mój syn

siedzi w domu bractwa i biczuje się, bo uczestniczył

- w zbiorowym gwałcie. - Nie jesteś racjonalna.

Racjonalność doprowadziła nas tutaj.

Może przez nią nie zadajemy pytań, które powinniśmy zadać!

Gdzie jest ta dziewczyna? Czemu nie w domu?

Czy ktoś racjonalny

- może mi to powiedzieć? - Nie mogę o tym mówić.

Musisz.

Nie chodzi o Chada,

tylko o nas.

Chodzi o to, żeby nie zrobić czegoś głupiego.

Jeden raz starczyło.

On pryśnie.

Jeśli go nastraszysz, nie wiadomo, co zrobi.

Możemy nigdy go już nie zobaczyć.

Myślisz, że nie boję się, że go stracę?

Jego miłości?

Znam go. To go zniszczy.

Ty go zniszczysz!

Znam go lepiej niż ty.

W każdym razie inaczej.

Myślałeś, że, jeśli będziesz wyciągał go z kłopotów,

- będzie cię bardziej kochał. - Co robisz?

Widziałam, co to z nim zrobiło.

Powoli przywykł do tego,

że wszystko jest załatwiane za niego.

Gładko.

Ma łatwe życie.

Myślałam, że będzie mnie kochał, jeśli będę dawać mu kolację

i pomogę zrozumieć, że jego ojciec pomoże w trudnych sprawach.

Wiedziałam, co się działo, przez co przechodził.

I nic nie zrobiłam.

Może dlatego,

że to widziałam.

Ale dłużej nie mogę.

Nie będę grać zgodnie z regułami, bo tak jest roztropnie.

Nie pozwolę, by mój syn się zniszczył.

Nieważne, co będzie.

Chadsky, co robisz? Jest Święto Dziękczynienia.

Piszę pracę.

Nie ma to jak indyk ze starymi.

Szkoła potrafi cisnąć. Można stracić perspektywę.

- Co z twoim kumplem, Johnnym? - Rzucił studia.

To wiemy.

Bracia są odpowiedzialni za siebie i bractwo.

- Możemy mu ufać? - Ty jesteś prezesem.

Sam go spytaj.

Chyba się nie łamiesz?

Nie pozwolę na to.

Widzimy się w przyszłym tygodniu.

Odpocznij.

Wesołych Świąt.

Oto on!

Chodź do staruszka.

Nigdy nie jest się za starym na uścisk ręki.

- Mam rację? - Oczywiście.

To za mało. Ale chętnie cię przytulę.

- Jak się masz, dziadku? - W porządku.

Po co witać się z siostrą. W końcu innej nie masz.

I za to powinienem dziękować.

Synu...

Umyję ręce.

Obiad za 5 minut.

Jeśli zdecydujesz się na prawo na uniwerku...

Jak my wszyscy: ja, twój ojciec.

Będziesz chciał zostać w bractwie przynajmniej pierwszy rok.

Gdy studiowałem, stać mnie było tylko na to.

Myślałeś już o tym?

Nie, jeszcze nie.

Masz mnóstwo czasu.

Nie zamykaj sobie drzwi. To jest najważniejsze.

Nie palić mostów.

A ta sprawa z zaginioną dziewczyną?

To było w twoim bractwie?

Tak.

Nie mówią w wiadomościach.

Nie słyszałem.

Gdyby się znalazła, już by o tym trąbili.

Tato, Chad potrzebuje odpoczynku od szkoły.

Tak. Racja.

Pomożesz mi uprzątnąć stół?

A gdzie Chad? Już w ogóle nic nie robi.

Rozmawia z ojcem.

Rozmawia...

Jak twój pokój?

Lepiej niż się wydaje. Ostatnio nie mogę spać.

Wiem.

Traktujecie mnie jak przygłupa. Chad odleciał na inną planetę.

A ty i tata?

Skarbie, nie masz się czym martwić.

Chad?

Co się stało?

Co tu się, u diabła, dzieje?

Rosalie Frank nie żyje.

Kiedy?

Tamtej nocy.

Mój Boże...

Okłamał mnie.

Patrzył mi prosto w oczy

i mówił, że nie wie, gdzie poszła,

że nic jej się nie stało. Przysiągł.

Jak mógł?

Prosto w oczy...

Zabili ją?

Pewnie ...

straciła przytomność,

gdy wyszli.

A gdy wrócili...

Po prostu zmarła?

Wymiotowała.

Była bardzo pijana.

Udławiła się.

Mój Boże...

Biedne dziecko.

Gdzie ona jest?

Dym, który poczułaś...

Podpalili materac, by zatrzeć dowody.

Kilku z nich ...

zabrało ciało nad jezioro.

Obciążyli je i...

Chad?

Nie.

Dzięki Bogu.

Co robimy?

Być może nic.

Nie mam wyboru.

Ty też nie masz.

To nasz syn.

Wiem.

Przepraszam, mamo.

Nawet nie wiesz, jak mi przykro.

Nie można przeprosić za odebranie komuś życia.

Nie mogę zrobić nic innego.

Nie cofnę czasu.

To był wypadek.

Wypadek?

- Że ją zgwałciliście? - Że umarła.

Po prostu umarła!

Nie chcieliśmy tego.

Czyli to nie jest niczyja wina? Stało się...

Nie to chcę powiedzieć...

- Ona... - Ona ma imię, Chad.

Znałeś je?

Rosalie Frank.

Była człowiekiem.

Chcę usłyszeć, jak mówisz jej imię.

Nie chcę!

- Czemu? - Bo nie!

Przepraszam.

To głupie.

Nie mogę nic zrobić. To nie moja wina!

Już mówiłeś.

Jedno doprowadziło do drugiego.

Nie podoba ci się to, ale tak było!

Nawet nie starasz się zrozumieć!

Tańczyła.

Żebyś widziała, jak!

Prowokowała! Jakby tego chciała!

Po czyjej jesteś stronie?

Tato?

Tato!

Roger radzi sobie całkiem dobrze.

Nie...

Tato, ona...

Umarła.

Ktoś umarł.

Dziewczyna, w wieku Melissy.

Umarła

i to nie jest tylko problem prawny. Prawda? Tato!

Twój wnuk

- tam był. - Myślę o jego przyszłości.

Był współsprawcą!

Życie nie jest takie proste, jak się wydaje.

Dobro, zło ...

są jest relatywne.

Nie wolno palić mostów. To jest najważniejsze.

Zawsze uważałam,

że wiesz wszystko.

Mój mądry ojciec.

Ale to, co liczy się dla ciebie, nie jest najważniejsze dla mnie.

Ani właściwe...

Najlepsze rozwiązanie.

Twoja matka by zrozumiała.

Wyjaśniłaby ci to.

Pa, tato.

Melisso, słonko?

- Która godzina? - Koło 08:00.

Litości.

Przepraszam, słonko. Posłuchaj.

Musze wyjechać. Na trochę.

- Dokąd? - Na kilka dni.

Zadzwonię i powiem ci, gdzie jestem.

Wyjeżdżasz?

Dokąd?

Nie jestem pewna.

Rozwodzisz się z tatą?

Skarbie, teraz potrzebuję

trochę czasu.

- Na co? - Na co?

By coś zrozumieć.

Bycie dorosłym nie znaczy,

że zna się odpowiedzi na wszystkie pytania.

Próbowałam zrozumieć,

co robić...

Nawet nie wiem, co myślę.

Chciałabym, żeby moja matka

była ze mną

tak szczera

jak ja z tobą.

Mamo...

Musisz być silna.

Nadal jestem twoją matką.

I zawsze będę przy tobie. Ale nie mogę zostać.

Muszę coś przemyśleć.

Proszę, pomóż mi.

Kto będzie na mnie krzyczał, że nie jem?

Kocham cię.

Musimy porozmawiać.

Czego od nas chcesz?

Kiedyś wiedziałam, czego chcę od ciebie, od dzieci...

Czym jest rodzina.

Teraz nie jestem pewna.

Nadal nią jesteśmy.

Naprawdę?

Przepraszam, że ci nie powiedziałem.

Chciałem cię chronić.

Odkryłam, że chronienie kogoś ma dwie strony medalu.

Ktoś jest chroniony, ale osoba, która chroni ma władzę.

Ukrywałam się za tobą,

jak moja matka. Nauczyłam się tego,

bo nie wiedziałam, że można inaczej.

Całe życie ignorowałam rzeczywistość,

wszystko, co nieprzyjemne, czego się bałam.

Nie chciałam widzieć świata takim, jaki jest.

Gdybyśmy tylko mogli odpuścić, na jakiś czas.

Wiesz, że to kuszące.

Chyba nadal cię kocham,

ale teraz nie ufam sobie, że będę wystarczająco silna, by...

Kilka dni temu, kobieta, którą bił mąż

nie mogła znieść samotności. Wróciła do niego.

Nie zmusił jej. Sama podjęła decyzję.

Kilka dni później znów trafiła do nas.

Nie widzę związku.

Też tak sądzę.

Do zobaczenia.

Doktorze Dixon?

Tak?

Mówi Chad Billingsly.

Chciałem...

Johnny...

Johnny nie żyje.

Wypadek samochodowy.

Chad, i jak?

W porządku.

I tak jej to wisi. Serio.

Żaden problem.

Chad, obudź się!

Mamy problem!

Chad...

Ona nie żyje.

Nie żyje.

Mamo?

Co robisz?

Wyjeżdżam.

Dokąd?

Nie wiem.

Nie martw się. Nie do domu.

Uciekasz?

Jeśli tak chcesz to nazwać.

- Nie uciekniesz przed tym. - Daj mi spokój.

- Nie rozumiesz... - Zostaw mnie!

- To też moja wina! - Johnny Dixon nie żyje!

Mój Boże...

Co się stało?

Napisał mi to.

Jego ojciec twierdzi, że to był wypadek.

On się zabił, prawda?

- Boże! - Skarbie...

Pozwoliłem mu umrzeć.

Tak jak jej.

Pozwoliłem im zmusić go do tego,

nie powstrzymałem go.

Może...

Może chciałem wierzyć, że była dziwką.

Że nie miała nic przeciwko, że chciała tego.

Ale tak nie było.

Rosalie.

Rosalie.

Zabiliśmy ją.

Zabraliśmy ją tam,

wykorzystaliśmy...

A potem pozwoliliśmy jej umrzeć.

Tak bardzo się bałem.

Nie tego, że zrobię jej krzywdę, tylko że nie będę potrafił...

To był dzieciak!

Mamo, ona była słodkim, pięknym dzieciakiem.

Nie wiem, co robić.

Pomóż mi, mamo.

Nic się nie zmieni, będzie tylko gorzej.

Chyba wiem...

Wiem, co trzeba zrobić.

Nie pytasz mnie?

Nie.

Pomogę ci.

Zawsze będę przy tobie.

Mówiłeś, że nie ona

- cię do tego namówiła. - To moja decyzja.

Nie mamy,

- nie twoja. - A co z pozostałymi?

Johnny Dixon zjechał z mostu.

Nie żyje.

- Johnny? - Rosalie Frank ...

nie żyje.

Mam...

odpowiedzialność

- wobec nich. - Masz ją ...

wobec żywych.

Przemyślałem to.

Wierz mi.

Możesz nie chcieć mieć takiego brata...

Mel...

Chcę, żebyś poszła ze mną.

Tak mi przykro...

Pozwól mu.

Muszę z nim pomówić.

Myślałem o tym, co zamierzasz zrobić.

Był tam prawnik,

który powiedział wam, że macie milczeć.

Sąd musi o tym wiedzieć. I usłyszeć to od niego.

Wystąpili

Wersja polska na zlecenie HBO SDI Media Polska

Tekst: Marta Graf

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.