All language subtitles for Ber.S01E09

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Wyjedziesz st膮d najszybciej, jak si臋 da.

Wyjad臋, jak si臋 dowiem, kto j膮 zabi艂.

Trzeba szybko zamie艣膰 t臋 spraw臋,

偶eby nam si臋 nie przezi臋bi艂o to i owo.

Kto艣 z tej teczki ma interes, 偶eby morderca by艂 na wolno艣ci.

A co艣 ty si臋 tak uczepi艂 艣mierci tej dziewczyny?

To by艂a moja c贸rka.

Nie do艣膰, 偶e si臋 puszczasz z bandyt膮, kurwiszonie, to jeszcze k艂amiesz.

M贸wi艂em ci, trzymaj si臋 z daleka od tego gnoja,

bo inaczej b臋d膮 konsekwencje.

Do przodu i kl臋kaj!

Zeznacie, 偶e Walewsk膮 zabi艂 Ku艣.

Do widzenia.

Pojedziemy na wycieczk臋.

Kt贸ry z was j膮 uderzy艂?

Powiemy wszystko, ale tylko Adrianowi.

Co艣 ty zrobi艂?

Odjeba艂em dwie szmaty, co zabi艂y dziewczyn臋.

Zabi艂e艣 kiedy艣 kogo艣?

- Dobra, trzy... - Nie, prosz臋...

Jak przybieg艂em, to ju偶 by艂o po sprawie.

- To kto go zdj膮艂? - Nie my.

Mo偶e komendant? Polecia艂 za samochodem i go trafi艂?

- Cholera wie. - Szef umie strzela膰.

A cholera wie...

Dzie艅 dobry, panie inspektorze.

- Uwa偶aj... - Co tu si臋, kurwa, sta艂o?

A "dzie艅 dobry" gdzie? Pies zjad艂? Troch臋 kultury, kurwa.

Jezu, jak to ci膮gnie. Cz艂owieku, no...

M贸wi艂em, do szpitala...

- Na przyjemne nie wygl膮da. - B臋dzie dobrze, kula wesz艂a, wysz艂a.

- Gdzie on jest? - Tu, w worku.

- Co?! - Pierwszy otworzy艂 ogie艅.

- Uwa偶aj, cz艂owieku... - Pan go zabi艂?

Tak. Morderc臋, bandyt臋, przemytnika,

kt贸ry otworzy艂 ogie艅 do moich ludzi.

- Prokurator przyjecha艂a? - B臋dzie do godziny.

Niech pan jedzie do szpitala. Ja si臋 zajm臋 reszt膮.

Dobra, dam sobie rad臋.

Adrian! Kurwa!

Odsu艅cie j膮... Odsu艅cie j膮.

- Baniocha? - Tak?

- We藕 j膮 zawie藕 do domu. - A, tak, dobra, dobra.

Wyborowy z pana strzelec. Powiedzia艂bym, 偶e wybitny.

Mo偶e go kupisz? Tanio sprzedam.

- I tak ju偶 jakby jest tw贸j. - Shrek i Kijana nie 偶yj膮.

Ku艣 te偶.

Les艂aw...

Poczekaj...

- Pawe艂, co ty robisz? - Ku艣 ich zastrzeli艂.

Chcesz po艂ow臋 Dobrowic wp臋dzi膰 do grobu?

Ja i Ku艣 zabrali艣my ich z tego o艣rodka.

Ku艣 zawi贸z艂 ich do Kumitylu, przywi膮za艂 do krzese艂.

Przyznali si臋, 偶e zabili Asi臋.

Jakby艣 mia艂 bro艅 przy g艂owie, te偶 by艣 si臋 przyzna艂!

Mia艂em niedawno bro艅 przy g艂owie.

- Czemu do tego dopu艣ci艂e艣?! - Nie by艂o mnie przy tym.

Shrek i Kijana nie chcieli niczego powiedzie膰, jak by艂em w 艣rodku.

Powiedzieli Kusiowi, ten ich zastrzeli艂.

To oni wrobili go w 艣mier膰 Asi.

Nie. Nie dlatego ich zabi艂. On nie chcia艂 ich zabija膰.

Przysi臋gam ci.

Asia nie mog艂a zgin膮膰 bez powodu.

Kto艣 jeszcze musia艂 macza膰 w tym palce.

- My nie wiemy, kto to by艂. - Pawe艂, nie wywiniesz si臋 z tego.

Za wsp贸艂udzia艂 w porwaniu, zamordowaniu bezbronnych ludzi,

idziesz do krymina艂u na 20 lat!

Les艂aw, ja si臋 dowiem, dlaczego oni j膮 zabili.

I niewa偶ne, jak膮 cen臋 za to wszystko zap艂ac臋.

Co ty, kurwa, zrobi艂e艣?!

Ja te偶 zap艂ac臋 za to cen臋.

No i tak si臋 ko艅czy gangsterka...

Kulka w 艂eb i do piachu.

- Ty, we藕 sprzedaj mi t臋 setk臋. - Cicho.

Mo偶e jeszcze przez megafon si臋 mnie zapytasz?

- Sorry... - Nie mam.

- Jak to nie masz? - 殴r贸d艂o wysch艂o.

Co to znaczy?!

Ty nic nie rozumiesz? Ty nie wiesz, co si臋 wczoraj sta艂o?

Pono膰 jacy艣 ruscy go dojechali, ale nie mam pewno艣ci....

Jacy ruscy? CB艢 go dojecha艂.

No przecie偶 mieli na niego list go艅czy.

Co za r贸偶nica kto? 呕ycia mu to nie zwr贸ci...

A ty jak tam? 呕a艂ujesz kumpla?

Wiesz co? W dupie to mam. Natura nie znosi pr贸偶ni.

Co?

To, 偶e na jednego takiego Kusia zawsze czai si臋 zawsze pi臋ciu,

kt贸rzy chc膮 wskoczy膰 na jego miejsce.

Les艂aw, ja musz臋 znale藕膰 t臋 polan臋, na kt贸rej zabili Asi臋.

Jak膮 polan臋?

Miejsce, gdzie dzieciaki pal膮 ogniska.

To musi by膰 gdzie艣 niedaleko miejsca, w kt贸rym j膮 znale藕li.

Ja b臋d臋 za chwil臋 w szkole, popytam...

O nic nie pytaj, niech ci臋 boska r臋ka broni...

Ja si臋 czego艣 spr贸buj臋 dowiedzie膰 po po艂udniu.

Siadajcie, siadajcie.

Powiedz szczerze.

To musia艂a by膰 satysfakcja, paln膮膰 takiemu chujowi w 艂eb?

Ja ci powiem, dzia艂a艂em w obronie ludzi...

Ale jak mawia艂 towarzysz Stalin: nie ma cz艂owieka, nie ma problemu...

Dobre. A tamte dwie ma艂py?

Oni uciekli z tego o艣rodka i nie ma jak si臋 z nimi skontaktowa膰.

- Jak to uciekli? Nie rozumiem. - No, nie ma ich...

A co nikt ich nie pilnowa艂?

Ja wszystkich ludzi musia艂em przerzuci膰 na Kusia.

No, Grzesiek, no...

Ja tutaj nie mam CSI pod sob膮!

Kurwa, S艂awek, nie 偶artuj sobie nawet.

Przecie偶 musimy zamkn膮膰...

Przecie偶 musimy zamkn膮膰 spraw臋 zab贸jstwa tej dziewczyny.

I to ostatecznie.

Jak ci dwaj gdzie艣 spierdolili,

to przez najbli偶sze 10 lat b臋d膮 nas ci膮gali po s膮dach.

Cholera jasna. Popatrz, no.

Trzeba powiedzie膰 Przybylskiemu, 偶eby ratusz ufundowa艂 jaki艣 medal

za ten postrza艂. B臋dziesz mia艂 do kolekcji.

- No, prosz臋 ci臋, no. - Przepraszam ci臋, chuj jestem, no.

"呕ycie...

jakie to pi臋kne

doskona艂e ko艂o

m艂odzi ludzie nieszcz臋艣liwi s艂abi

pr贸buj膮 si臋 wy艂ama膰

uciec

pragn膮 przemieni膰 ko艂o

w czarny kwadrat".

Dobrze.

Praca domowa: analiza wiersza Tadeusza R贸偶ewicza "Kredowe ko艂o".

Na jutro, poprosz臋. Pog艂臋biona.

Chcia艂am panu podzi臋kowa膰...

Pan, jako jedyny, pr贸bowa艂 mu pom贸c.

Julka, to jest straszne, co si臋 sta艂o.

Wsp贸艂czuj臋 ci.

Je艣li czegokolwiek by pan ode mnie potrzebowa艂, to...

Je偶eli czegokolwiek b臋d臋 potrzebowa艂,

to przyjd臋 do ciebie.

No i co z tym artyku艂em? Ruszy艂o si臋 co艣?

Nic si臋 nie ruszy艂o.

Jak to?

Ten dziennikarz to palant.

Powiedzia艂, 偶e si臋 rozmy艣li艂 i wyjecha艂 z Dobrowic.

Ale co, przestraszy艂 si臋? O co chodzi?

Krystian, nie chc臋 o tym teraz rozmawia膰.

Zwyk艂y debil ze stolicy.

Spokojnie, to jest taki temat, 偶e znajdziemy kogo艣 innego.

Pos艂uchaj, spotkajmy si臋 wieczorem...

Zrobimy list臋 gazet...

Um贸wi艂am si臋 z Ma膰kiem.

Ola!

Szefie, a co b臋dzie, jak pracownicy pod zak艂ad przyjd膮?

Powiedz im, 偶e za ten miesi膮c pensje dostan膮.

A potem?

Nie wiem, co potem.

Tu b臋dzie du偶o wi臋kszy zak艂ad, nied艂ugo, w Dobrowicach.

Jezus Maria!

Nie ruszaj ich!

Co jest? W porz膮dku?

Moich ch艂opak贸w mi ut艂uk艂.

To ta menda, Les艂aw!

To on mu powiedzia艂.

- Dzie艅 dobry. - Dobry.

M贸wi臋 ci to szczerze, po m臋sku i przy rodzicach,

偶e ka偶dy nast臋pny dziennikarz te偶 w ko艅cu przyjdzie z tym do mnie.

I nikt ju偶 do was nie wr贸ci.

Panie Leszku, to nie jest fair. To jest bardzo nie fair.

Nie do ko艅ca.

Sk膮d o tym wszystkim wiecie? Ode mnie.

To prawda, synek. Leszek nam m贸wi艂 o tym.

I niepotrzebnie wam o tym wspominali艣my.

Czyli wszystko, co zrobili艣my, to jest jak psu w dup臋, tak?

Uspok贸j si臋. Od lat dokumentuj臋 spraw臋 toksycznych beczek.

I wiem, 偶e za tym stoj膮 ludzie, kt贸rzy s膮 zdolni do wszystkiego.

Mog膮 wam podpali膰 dom.

Mog膮 skrzywdzi膰 ciebie, Ewelin臋, waszych rodzic贸w.

Dlatego prosz臋, 偶eby艣 zlikwidowa艂 tego bloga natychmiast.

Ale w ten spos贸b nikt si臋 o tym nie dowie...

Dowie si臋. B臋dzie z tego afera medialna na ca艂膮 Polsk臋.

Masz na to moje s艂owo.

Dobra, to niech pan mi powie jeszcze jedn膮 rzecz:

czy Ewelina wiedzia艂a,

偶e to pan zakaza艂 dziennikarzowi kontakt贸w z nami?

- Jeszcze trzy kroki. Dajesz! - Trzy kroki... Przejebane.

To wszystko jest przeciwko mnie. Te nogi i r臋ce.

Nie filozofuj. Chod藕.

My艣l臋 ci膮gle ostatnio o Oli i tej olimpiadzie...

Nie wygl膮da艂a na szcz臋艣liw膮, jak byli艣cie u mnie.

Nic jej nie b臋dzie.

Jak chce si臋 wybi膰, to musi si臋 troch臋 po艣wi臋ci膰, jak ka偶dy.

No, chod藕!

Dajesz! No, chod藕 do mnie!

Panie Pawle?

Rados艂aw K臋dzierski, Centralne Biuro 艢ledcze Policji.

Zapraszam do samochodu.

Nie rozumiem.

Porozmawiamy sobie. Bez stresu.

- 艢pieszy si臋 pan gdzie艣? - No, w艂a艣nie do domu.

Podwioz臋 pana. Zapraszam do 艣rodka.

Pani prokurator ciep艂o si臋 o panu wypowiada.

Do czego pan zmierza?

Podobno zbiera pan niezale偶nie informacje

na temat zab贸jstwa Joanny Walewskiej.

Widzi pan, my tu jeste艣my z bardzo dobr膮 ekip膮 艣ledcz膮.

I nie wyjedziemy st膮d, dop贸ki nie znajdziemy mordercy.

Licz臋 na pa艅sk膮 wsp贸艂prac臋.

O, tutaj, ten blok po lewej. Dzi臋kuj臋.

Zrozumieli艣my si臋, panie polonisto?

Nie mam pa艅skiego numeru telefonu.

Ja mam pa艅ski. Wy艣l臋 panu SMS-a.

Co pijecie?

Ej, a ty nie jeste艣... tym?

Troch臋 jestem, troch臋 nie.

Cze艣膰, co dla was?

Dwa d偶eki z col膮. Dla dziewczyn po jakim艣 fajnym drinku.

- Nie, ja chc臋 w贸dk臋 z sokiem. - Powiedzia艂em, fajnym.

Jasne.

Zostaniecie tu chwilk臋 z moim kumplem?

Na maksa... bym ci臋 schrupa艂.

I to jak...

Co tam?

Spraw臋 mam.

Do mnie?

S艂ysza艂em, 偶e w tej sprawie to tylko do ciebie.

Siadaj.

A co s艂ysza艂e艣?

S艂ysza艂em, 偶e masz doj艣cie do mefki. W hurcie.

A ja s艂ysza艂em, 偶e Eminem zagra w Dobrowicach.

Wiem. Mam bilety do pogonki.

Powiedz swoim ziomkom w Elbl膮gu, 偶e bior臋, ile wlezie.

Jestem tutaj w stanie pu艣ci膰... kilo w miesi膮c.

Kilo?

To si臋 ju偶 nigdzie nie pojawi?

Nie no, je艣li kto艣 zrobi艂 screensejwa, to ja nic nie poradz臋.

Ale strona ju偶 nie dzia艂a.

A Ewelina mo偶e to jako艣 odtworzy膰?

Nie, ja mam teraz pendrive'a.

To tutaj.

Co艣 mi nie pasi.

Nie ma czego艣 bardziej na uboczu?

Za moich czas贸w chodzi艂o si臋 z dziewczynami za stary m艂yn.

Ale to jest w艂a艣nie ta s艂ynna "spalonka".

Prawie zawsze kto艣 tu jest, nawet zim膮.

Dzi臋kuj臋.

Inne te偶 s膮, ale jak si臋 dobrze policzy, to b臋dzie ich 10.

Za dwie, trzy godziny sko艅czymy zabezpiecza膰.

Broni nie znaleziono, ale 艂uski ju偶 pojecha艂y do badania.

Jatka.

Wygl膮da na celowe zab贸jstwo.

Ofiary skute, strza艂y z bliskiej odleg艂o艣ci.

Kusia robota, on jedyny mia艂 motyw. A m艣ciwy... m艣ciwy to by艂.

To pan ich znalaz艂?

Moi najlepsi pracownicy...

W moim w艂asnym zak艂adzie...

Zabij臋 tego skurwysyna...

Wszystko wskazuje na to, 偶e ten, co ich zabi艂, ju偶 nie 偶yje.

Wiedzia艂 pan o tym?

Mo偶emy jeszcze jutro p贸j艣膰 w par臋 miejsc.

To by艂y tylko 偶arty!

Nie krzycz!

- Co mu jest? - Nie mam poj臋cia!

Kuba...

Kubu艣, spokojnie, prosz臋 ci臋.

Dawno tego nie mia艂.

Przejdzie mu?

Ju偶 mu przesz艂o.

Ale dziwne...

To mog艂o by膰 tutaj...

No, nie wiem, ale mi si臋 wydaje,

偶e tych Szwed贸w byle co jest w stanie odwie藕膰 od podpisania tej umowy.

A wiem, 偶e oni Strzegomin te偶 brali pod uwag臋.

Je藕dzili tam, sprawdzali...

W Strzegominie nie ma takiego area艂u.

W Strzegominie to nie ma "997" na 偶ywo.

Tam nikt nie strzela do policji!

Przecie偶 ci Szwedzi myj膮 r臋ce przed umyciem r膮k, 艣ledziojady zasrane.

No偶, kurwa, przecie偶 to bohaterska akcja.

Czekajcie, panowie.

S艂awek rzadko kiedy ma racj臋, ale tym razem ma.

Wszystko zale偶y od tego, jak si臋 co poka偶e.

Przecie偶 to jest sukces lokalnej policji.

Zrobi膰 tak szybk膮 tak dobrze zorganizowan膮 akcj臋

i rozpieprzy膰 najgro藕niejszy gang w okolicy.

Bez pomocy CB艢.

W艂a艣nie. I tak to poka偶.

呕e policja potrafi zadba膰 o bezpiecze艅stwo mieszka艅c贸w.

Potencjalnych pracownik贸w.

Ja si臋 o Ry艣ka troch臋 martwi臋, bo chodzi, p艂acze, odgra偶a si臋.

Co艣 mi si臋 zdaje, 偶e dla niego to jest troch臋 za du偶o.

- Forsa go podreguluje, spokojnie. - No, oby.

Jakub nas tutaj przyprowadzi艂.

"To by艂y 偶arty, to by艂y 偶arty", krzycza艂.

Jakby co艣 widzia艂...

Min臋艂o tak strasznie du偶o czasu...

Macie zamkni臋te?

Komornik wlaz艂 nam na konto.

Matka nie wyrabia艂a si臋 z p艂atno艣ciami za dostawy.

- Mamy przejebane. - A偶 tak?

Kredytu i tak by nie dosta艂a, a po偶ycza膰 nie ma sk膮d...

Kurde...

- Skasowa艂em bloga. - Co?!

Les艂aw by艂 u nas. Powiedzia艂, 偶e jak tego nie zrobi臋,

to co艣 mo偶e sta膰 si臋 mojej rodzinie...

- I co, uwierzy艂e艣 mu? - To nie wygl膮da艂o na 艣ciem臋.

To wega艅skie 偶arcie twoich starych wy偶ar艂o ci m贸zg!

- Nie m贸w tak, dobrze! - Bo co?

To jest chyba nasza wsp贸lna sprawa!

No tak, "wsp贸lna", 偶e nie powiedzia艂a艣 mi,

偶e to Les艂aw sp艂awi艂 tego dziennikarza.

Mo偶esz mi przynie艣膰 te zdj臋cia jutro do szko艂y na pendrivie?

Obieca艂em Les艂awowi, 偶e tego nie puszcz臋 dalej.

To id藕 do niego. Spieprzaj do Les艂awa!

Les艂aw naprawd臋 nie jest przeciwko nam,

tylko ma teraz wa偶n膮 rzecz na g艂owie.

Niby jak膮?

Chce dociec prawdy w sprawie 艣mierci A艣ki.

To nowo艣膰!

Znalaz艂 miejsce, gdzie j膮 zabili.

Zabili? Jacy "oni"?

Wiem, 偶e to nie by艂 Adrian. I 偶e by艂o ich kilku.

Tylko to jest tajemnica, rozumiesz?

Nikt si臋 nie mo偶e o tym dowiedzie膰.

Jeste艣 blady jak 艣mier膰.

Musz臋 zadzwoni膰.

Tu Zawadzki.

Podam panu za chwil臋 wsp贸艂rz臋dne geograficzne miejsca...

miejsca, gdzie zn臋cano si臋, a nast臋pnie zabito Joann臋 Walewsk膮.

Na drzewach s膮 ta艣my rze藕nicze, a na hakach znajdziecie pewnie

odciski palc贸w i 艣lady DNA tej dziewczyny.

Zapisuje pan?

7212,

1584.

Ma pan?

Pawe艂, ja nie wiem i nie chc臋 wiedzie膰, kim by艂a dla ciebie Asia,

ale nie jestem 艣lepa ani g艂ucha...

Mog臋 ci jako艣 pom贸c?

Wiesz chocia偶 za co, mendo ty? Wiesz?

To dobrze, 偶e wiesz. A ja chc臋, 偶eby艣 ty si臋 ba艂.

M贸g艂bym ci臋 tu zajeba膰, zabi膰, kurwo. Rozumiesz?

A ja chc臋, 偶eby艣 si臋 ba艂, tak jak moje ch艂opaki ba艂y si臋 Kusia.

- S艂yszysz, kurwo jedna? - Szefie.

Wr贸c臋 tu. I osobi艣cie ci臋 zajebi臋. Tymi r臋kami, kurwa ma膰.

Szefie, tu jest co艣 o nas.

Dobra, bierz to. Spadamy.

I wiesz, co ci powiem?

Nie cierpia艂em z tob膮 siedzie膰 w jednej 艂awce.

Ju偶 wtedy uwa偶a艂em ci臋 za chodz膮ce 艣cierwo...

Kurwa twoja ma膰, ty...

Odciski palc贸w nale偶膮 do tych dw贸ch, kt贸rych rozwali艂 Ku艣:

do pana Kijany i pana Shreka.

- Dzi臋kuj臋. - Prosz臋 bardzo.

Sk贸rzane pasy zabrane s膮 z Kumitylu.

Maj膮 tak膮 sam膮 szeroko艣膰

jak otarcia na nadgarstkach Walewskiej.

Znale藕li艣my mikro艣lady krwi, grupa te偶 si臋 zgadza.

Mia艂 pan racj臋.

Tylko sk膮d wiedzia艂 pan...

Nie mog臋 panu odpowiedzie膰. Ale wiem, 偶e to jeszcze nie koniec.

Jak to "nie koniec"?

Przecie偶 sam mi pan wskaza艂 morderc贸w...

Nie wszystkich.

Panie Pawle...

Niech si臋 pan nie obrazi,

ale jakie pan ma podstawy, 偶eby kwestionowa膰 to rozwi膮zanie.

呕e niby za proste?

Dw贸ch pijanych dres贸w chcia艂o sobie pou偶ywa膰...

Kto艣 jej obci膮艂 w艂osy.

My艣li pan, 偶e pijany dres zabawia si臋 w ten spos贸b?

Co ty masz na sobie?

A co ci臋 to obchodzi?

Nie p贸jdziesz tak.

- Wracaj na g贸r臋 i przebieraj si臋. - Nie.

- Polecony? - Polecony i priorytet.

Odbi艂o ci?

Nie jestem twoj膮 w艂asno艣ci膮, rozumiesz?!

Nie b臋dziesz mi nigdy wi臋cej, kurwa, rozkazywa艂!

Siemaneczko, Jowitka.

Sprawa jest.

No?

Mam dost臋p do kilograma mefki.

Znaczy, tak na pocz膮tek.

Teraz ty si臋 tym zajmujesz?

Ciekawe.

No to jak? Zainteresowana czy nie?

Stary, tu ledwie 膰wiartka schodzi.

Nie wiem, pytaj 艁ukasza, nie mnie.

B臋d膮 to wpierdala膰 jak Reksio szynk臋.

No to, kurwa, jak?

Ja ci daj臋 po艂贸weczk臋,

a ty mi przynosisz cztery ko艂a, dobrze?

Nie wiem, my艣la艂am o tym, ale...

Chod藕my st膮d, co艣 tu wali ludzkim g贸wnem.

Les艂aw!

Les艂aw!

Les艂aw zawsze walczy艂 z niesprawiedliwo艣ciami.

Ma艂ymi i du偶ymi.

Zawsze najwa偶niejsze dla niego by艂o dobro wsp贸lne.

Przegadali艣my razem setki wieczor贸w.

O 偶yciu, o ksi膮偶kach, o historii.

Les艂aw Dobrza艅ski by艂 moim przyjacielem,

ale wa偶niejsze 偶e, by艂 przyjacielem Dobrowic.

Pawe艂...

dzi臋kuj臋.

Pewnie by ich nie znale藕li, gdyby nie ty.

Wszyscy powinni stan膮膰 przed s膮dem.

No, ju偶 przed nim stoj膮. Przed tym najwa偶niejszym.

- Kto to by艂? - Windykacja.

Pi臋膰 st贸w mandatu za to, 偶e otworzy艂am dzisiaj knajp臋.

- Nie interesuje ich, 偶e to stypa. - No i co teraz?

Teraz tylko dok艂adamy do tego interesu.

Zawsze mo偶emy poprosi膰 o pomoc. Wiesz kogo.

Masz, zanie艣 Wr贸blewskim... Jemu piwo, jej zielon膮 herbat臋.

Dzi臋kuj臋.

On tylko chce, 偶eby pani mu to otworzy艂a.

Ale musi pani to zrobi膰 teraz, bo inaczej zacznie krzycze膰.

Wybacz, 偶e tak na ciebie naskoczy艂am i na wujka...

To nie twoja wina. Sk膮d mog艂a艣 wiedzie膰?

Nawet nie zd膮偶y艂am z nim pogada膰.

Krystian, we藕 go, przecie偶 on leci na ulic臋.

Mo偶emy troch臋 nadrobi膰 drogi i przej艣膰 ko艂o szko艂y?

Nie, ale to jest kawa艂ek. Widzi pan, jak on biega po mie艣cie.

Moim zdaniem on nam pr贸buje co艣 powiedzie膰.

Ale co nam pr贸buje powiedzie膰?

W艂a艣nie chc臋 si臋 dowiedzie膰.

Ostatni raz, jak byli艣my pod szko艂膮, to Kuba dosta艂 ataku sza艂u.

Mo偶e jednak warto.

Les艂aw te偶 uwa偶a艂, 偶e Kuba chce co艣 nam powiedzie膰.

To co艣 jest dla mnie bardzo wa偶ne. Chod藕my, prosz臋 was.

Kuba?

I po co ci to by艂o?

Prosz臋 mu nie przeszkadza膰. Niech idzie tam, gdzie chce.

I po co ci to by艂o?

To jest szatnia naszej klasy.

- Siemianicho. - Gdzie masz krawat, co?

- Siema. - Cze艣膰.

- Siema. - Cze艣膰.

Wy艂膮cz ten telefon.

Ja pierdol臋, to jest spirytus.

Bo to jest spirytus, nasz spirytus, bardzo dobry.

Panowie, historyczna chwila...

Dobrze nam si臋 u艂o偶y艂o, nie?

- Szkoda tylko moich ch艂opak贸w... - Szkoda?

Ruchali nas na boku jak chcieli, ciebie to ju偶 w og贸le.

Chuj, to przez Kusia, kurwa, sami by na to nie wpadli.

Ju偶?

Idziemy? Szwedy ju偶 na nas czekaj膮.

Hej.

Hej.

Co to?

Kamerka cyfrowa.

A po co?

Ju偶 jedn膮 moj膮 przyjaci贸艂k臋 wyko艅czy艂a艣 donosami, ty krowo!

- A teraz chcesz wyko艅czy膰 Olk臋? - Co?

Nie zgrywaj niewini膮tka.

Ca艂a szko艂a wie, 偶e handlujesz tym syfem.

Przypierdol si臋 do kogo艣 innego!

Jak jeszcze raz zobacz臋, 偶e jej co艣 dajesz, to powiem dyrektorowi.

I p贸jd臋 na policj臋. Obiecuj臋 ci.

Wyr贸wnywanie szans i burzenie granic!

Tak zdefiniowa艂bym nasz膮 wsp贸ln膮 polityk臋!

- Ju偶, Kaziu, nie pierdol, siadaj. - Dzi臋kuj臋.

M贸wi, 偶e nie mog膮 dzisiaj podpisa膰 z powodu jakich艣 procedur.

Ale panowie, przecie偶...

- Kurwa. Co jest grane? - Spok贸j.

Ja pierdol臋.

Kartk贸wka, no?

Dyktando, prosz臋 pa艅stwa.

Tak, moim zadaniem jest te偶 nauczy膰 was pisa膰 po polsku.

Ale przecie偶 umiemy pisa膰, panie profesorze. No, kurcz臋.

Prosz臋 bardzo.

"Sta艂o si臋 tak, poniek膮d mimochodem,

gdy wpad艂em do kole偶anki,

w kt贸rej domu zazwyczaj co dzie艅 gra radio

i w艂膮czony jest telewizor,

偶eby zabra膰 j膮 na ognisko w lesie.

Bardzo cz臋sto

kierowali艣my w swoj膮 stron臋 r贸偶ne nieuprzejmo艣ci..."

Zgadza si臋, 偶e dosta艂 mi臋dzy oczy, ale strza艂 by艂 z bliska.

Oni twierdz膮, 偶e zosta艂 trafiony, kiedy bieg艂 i si臋 ostrzeliwa艂.

Nie, kto艣 do niego podbieg艂. To wygl膮da na strza艂 egzekucyjny.

Te偶 mam takie przypuszczenia...

I jeszcze jedno...

Nie zgin膮艂 z broni policyjnej. To nie by艂 Walther, to by艂a Beretta.

Aha...

"...ale koniec ko艅c贸w

ka偶dy wiedzia艂,

偶e to by艂y tylko 偶arty.

To by艂y tylko 偶arty.

I po co ci to by艂o?"

Otworzysz?

Paczk臋 Infermo. Karton.

Jezu...

"...ale koniec ko艅c贸w

ka偶dy wiedzia艂,

偶e to by艂y tylko 偶arty".

Widzia艂a艣 to?

"To by艂y tylko 偶arty".

"To by艂y tylko 偶arty.

I po co ci to by艂o?"

O matko jedyna...

Napisy dla nies艂ysz膮cych

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.