All language subtitles for Ber.S01E05

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Wyjad臋, jak si臋 dowiem, kto j膮 zabi艂.

Przecie偶 to jest klosz. St膮d nie wida膰 z艂a.

To s膮 ch艂opaki z Kaliningradu. My si臋 tam nie wpierdalamy.

Bo co, kurwa, bo ci臋 nastraszyli?

Cii...

Nie uprzedzi艂a mnie pani, 偶e b臋dzie tak wytwornie.

No to mo偶e spr贸bujemy to prze艂ama膰.

Belfer ci 偶on臋 podrywa?

Na chuj ci dawa艂em fundacj臋.

To jest nowy dow贸d w sprawie. Niech pan to od艂o偶y.

To nie s膮 kwiaty, kt贸re daje si臋 w prezencie.

Jakie kurwa kwiaty?

Nie wiem. Nikt ich nie rusza艂 opr贸cz mnie i mojego ojca.

Twojego ojca? Maciek, zabijesz niewinnego faceta.

Maciek!

Ej!

Prosz臋 wyj艣膰, tutaj nie wolno nikomu przebywa膰.

Ju偶, ju偶.

Rodzina? Jak m贸wi艂em, stan jest stabilny,

ale zdecyduj膮 najbli偶sze godziny.

Jest a偶 tak 藕le?

Przepraszam.

Maciek jest twardy. Wyjdzie z tego.

Panie Jacku, skoro stan jest stabilny, to musimy ju偶 i艣膰.

Ewelina, zostaniesz? Ja musz臋...

Ja wr贸c臋 za 2-3 godziny.

Sk膮d wiedzia艂e艣, 偶e jestem peda艂em?

A jeste艣?

- M贸j ojciec si臋 nie mo偶e dowiedzie膰. - Nie mia艂em zamiaru mu m贸wi膰.

A stary D膮browa?

Powiem mu, 偶e to by艂 blef dla Ma膰ka.

- Dzi臋ki. - Pod jednym warunkiem.

- Przepraszam! - Tak?

- Mog臋 zamieni膰 s艂贸wko z koleg膮? - Komendant czeka. I godzina jest...

Wiem, dos艂ownie sekunda. Komendant si臋 na mnie nie pogniewa.

Nawet pan wypali膰 nie zd膮偶y.

- No dobra, ale chwil臋, okej? - Dzi臋kuj臋.

Panie Sebastianie, ja nie wiem, co powiedzie膰...

Przejd藕my si臋.

Plan jest taki: zeznajemy na korzy艣膰 Ma膰ka.

Nie chcia艂 mnie zabi膰, chcia艂 pope艂ni膰 samob贸jstwo.

Szukali艣my go w tr贸jk臋. Ja, pan i pan Pawe艂.

Ja go zobaczy艂em na przystani, jak szed艂 z broni膮 do lasu.

Nie wiem, jak panu dzi臋kowa膰...

Uda si臋 tylko wtedy, kiedy wszyscy b臋dziemy m贸wi膰 to samo.

Jeszcze jedna sprawa: telefon Walewskiej. Ma go pan, prawda?

Ju偶 nie.

To kto go ma?!

No... odda艂em policji.

Jakiej policji?!

Wie, co ma m贸wi膰?

Tak, ale jest problem -

telefon Walewskiej jest ju偶 u komendanta.

Ci臋偶ko b臋dzie m艂odego wybroni膰.

Musimy twardo trzyma膰 si臋 swego.

No jak to nie celowa艂 w Sebastiana?

Przecie偶 na miejscu m贸wi艂e艣 co innego! Kurwa ma膰, cz艂owieku!?

Nie celowa艂.

Maciek pr贸bowa艂 si臋 zabi膰.

Cudem go znale藕li艣my. W ostatniej chwili.

Jacek! Ja mam tutaj dow贸d!

Trzy godziny temu pyta艂e艣 mnie, czy mo偶na wnioskowa膰 o niepoczytalno艣膰!

Wiesz, kurwa, co to jest krzywoprzysi臋stwo?

Wiesz, co za to grozi?

Przecie偶 on... przecie偶 on nic nie zrobi艂.

Jakby艣cie od razu z艂apali tego gnoja, kt贸ry zabi艂 Walewsk膮,

to nie by艂oby tego wszystkiego!

We藕 siadaj, siadaj spokojnie. Ju偶... siadaj!

Ciebie to ja mog臋 zamkn膮膰 teraz, od razu, ju偶, z marszu.

Cho膰by za tego mausera, zajebanego k艂usownikom!

Nielegalne posiadanie broni. Sk艂adanie fa艂szywych zezna艅,

przechowywanie broni bez zabezpieczenia!

A naboje? A amunicja to co?

To we藕 mnie zamknij! Tylko od mojego syna si臋 odpierdol!

Wiesz co? Ja co艣 ci powiem. Ja sobie spokojnie poczekam,

a偶 tw贸j m艂ody wydobrzeje i wtedy z nim pogadam, jak by艂o naprawd臋.

A tobie dopierdalam areszt domowy.

Tam pod szpitalem s膮 ludzie - moi.

Jak zobacz膮 ci臋, to trzy miesi膮ce paki masz gwarantowane.

Ty to S艂awek jeste艣... chuj.

- No, cze艣膰. - Jest tam ten gruby kretyn?

Przes艂uchuje nauczyciela. Starego D膮brow臋 odes艂a艂 do domu.

Chuj jeden, no. A ja mu dzieciaka ratuj臋.

Zadzwo艅 do grubego, to ci kom贸r臋 od razu odda.

Dobra, to nie na telefon. Jad臋 tam. Czekaj na mnie.

Dobra.

A pan tak zawsze za uczniami po lasach gania?

Nie, nie zawsze.

- To co pan tam robi艂? - Pan D膮browa po mnie zadzwoni艂.

Ale dlaczego akurat po pana?

My艣la艂, 偶e Maciek jest ze mn膮. Przygotowuj臋 go do olimpiady.

A co z wami robi艂 Sebastian Molenda?

Zobaczy艂, 偶e Maciek idzie z broni膮 niedaleko "Przystani"

w stron臋 miejsca, gdzie znaleziono cia艂o Asi Walewskiej,

i za nim poszed艂.

A sk膮d wy wiedzieli艣cie, gdzie b臋dzie?

Ojciec Ma膰ka zobaczy艂,

偶e Maciek zabra艂 bro艅 i si臋 domy艣li艂. Nie by艂o trudno.

To akurat ciekawe, bo stary D膮browa m贸wi艂,

偶e znale藕li艣cie go prawie cudem, w ostatniej chwili.

Tak naprawd臋 Maciek m贸g艂 ju偶 od dawna nie 偶y膰, gdy tam dotarli艣my.

K艂amiecie, wszyscy, kurwa, jak z nut. Jak z nut, kurwa.

Sebastiana Molend臋, kurwa, te偶 przekr臋ci艂e艣? Te偶?

No, s艂ucham?

Przepraszam bardzo, teraz moja kolej, a pani si臋 tu wpycha.

A nie mo偶e si臋 pan doczeka膰?

Czekam tu ju偶 p贸艂 nocy. W艂a艣nie mia艂em by膰 przes艂uchiwany.

Wie pan co, to ja decyduj臋 o tym, kto b臋dzie przes艂uchiwany i kiedy!

Witamy pani膮 prokurator.

Wzywa mnie pan tutaj pod pretekstem usi艂owania zab贸jstwa,

a ja widz臋, 偶e to nieudana pr贸ba samob贸jcza.

Pan robi sobie ze mnie 偶arty, przepraszam?

- 艢wiadkowie k艂ami膮... - Wszyscy?

Ofiara rzekomego porwania te偶 k艂amie?

Pani prokurator, ojciec podejrzanego...

Podejrzanego o nieudane palni臋cie sobie w 艂eb?!

W 偶yciu nie widzia艂am takiej komedii.

Telefon denatki, kt贸ry znaleziono na miejscu zbrodni?

Le偶y przed pani膮.

Czy wy艣cie w og贸le zdj臋li z tego odciski?

- Tak. - Za ma艂o czasu!

- M臋偶czyzna to ten z korytarza? - Tak.

W艂a艣ciciel knajpy, w kt贸rej pracowa艂a zamordowana dziewczyna?

On tam jest tym...

Mened偶erem. W艂a艣cicielem jest ojciec.

Rozumiem, 偶e by艂y badanie na wykluczenie ojcostwa?

Nie...

Nie zbadali艣cie ojcostwa faceta, kt贸ry j膮 zatrudnia艂,

i z tego, co wida膰, z kt贸rym najprawdopodobniej mia艂a romans?

To czym wy si臋 tutaj zajmujecie do kurwy n臋dzy?

- Jacy艣 inni m臋偶czy藕ni w rodzinie? - Brat przyrodni. Po innej matce.

- Zwi膮zek z denatk膮? - Razem chodzili do klasy.

Cze艣膰, to ja. Chcia艂bym si臋 z tob膮 zobaczy膰.

Teraz.

Nied艂ugo podjad臋.

Poprosz臋 pana do najbli偶szej kwiaciarni.

Skitrali艣cie t臋 kom贸rk臋?

Nie przes艂ucha艂 mnie jeszcze.

Na poniedzia艂ek chc臋 mie膰 krew do bada艅 DNA

od wszystkich trzech. Ojciec, syn i syn.

Grzesiu...

- Ty mi tu nie grzesiuj. - Mamy problem.

Ty masz problem. Dawaj ten telefon.

Prokurator go zabezpieczy艂a. Po prostu wzi臋艂a go ze sob膮.

Po choler臋 偶e艣 j膮 tu sprowadzi艂?

Nie mo偶na tego by艂o jako艣 inaczej za艂atwi膰?

My艣la艂em, 偶e ten gn贸j chce zabi膰 twojego syna.

My艣la艂em, 偶e chcesz, 偶ebym go wsadzi艂 za kratki.

A ja my艣l臋, 偶e ty masz jaki艣 k艂opot. Ze starym D膮brow膮.

- Jest jeszcze jedna rzecz... - Jaka rzecz?

Papi艅ski, papiery!

Jakie papiery?

Dawaj!

- Co to jest? - Badanie krwi.

Niestety, ja r臋ce mam tutaj ju偶... zwi膮zane...

Uwielbiam r贸偶e.

- Tw贸j m膮偶 ci臋 nimi nie obsypuje? - No co艣 ty!

Sk膮d ci to w og贸le przysz艂o do g艂owy?

Wydawa艂o mi si臋, 偶e widzia艂em go kiedy艣 na mie艣cie z kwiatami.

Pewnie szed艂 do jakiej艣 swojej metresy.

Sk膮d ten pomys艂?

Takie rzeczy si臋 wie.

- Przepraszam. Je艣li nie chcia艂a艣... - Nie o to chodzi.

A o co?

Te boiska dla dzieciak贸w, orliki...

to, 偶e on odda艂 ten grunt Kumi艅skiemu... to by艂o najgorsze.

Po 20 latach dowiadujesz si臋, 偶e jeste艣 meblem.

Nie daruj臋 mu tego.

Mo偶e powinna艣 przej艣膰 do ofensywy?

Dalej sypiaj膮c z tob膮?

Nie. Odzyskuj膮c kontrol臋 nad w艂asnym 偶yciem.

Grzegorz, wejd藕...

Co z twoim synem?

Ci臋偶ko...

A lekarze co m贸wi膮?

呕e prze偶yje...

To bardzo dobrze. 艢wietnie.

Niez艂a. Z dzika?

Z dzika...

Co ty w艂asne dziecko do wi臋zienia chcesz wsadzi膰, co?

I wszystkim dooko艂a k艂opot贸w narobi膰?

Na chuj dawa艂e艣 policji telefon Walewskiej?

Pytam si臋, po co dawa艂e艣 im jej telefon?!

- Ja... ja nie my艣la艂em... - Oczywi艣cie, 偶e nie my艣la艂e艣.

Od teraz robisz tylko to, co ci powiem, rozumiesz?

Tw贸j ch艂opak jest pod kropl贸wk膮, nie?

No to uwa偶aj...

Wszystko si臋 mo偶e zdarzy膰. Nie zapominaj o tym.

- Ca艂膮 nock臋 w szpitalu by艂a艣? - I tak nikogo nie wpuszczaj膮.

A to jest prawda, 偶e "Belfer" tam by艂?

I Sebastian? Co to za cyrk?

I 偶e Maciek chcia艂 strzela膰 do "Belfra"?

Kto wam tak nagada艂?

Kole偶anka mojej mamy w szpitalu pracuje...

Ja s艂ysza艂em, 偶e on si臋 pr贸bowa艂 podpali膰...

Ty se we藕, kurwa, cycki podpal.

Zamknij mord臋, lamusie.

Bujak, pogromca lamus贸w.

O chuj ci chodzi?

O szacun.

Co, kurwa, ju偶 masz nowych kole偶k贸w?

Yogi?

Jak chcecie i艣膰 na browara do "Kalifornii",

to b膮d藕 o 19.00 pod fontann膮.

- My艣lisz, 偶e nie wiem, gdzie by艂a艣? - My艣l臋, 偶e nie wiesz.

Ty palisz?

S膮 dwa wyj艣cia, Grzegorz.

Pierwsze jest takie,

偶e jutro jad臋 do naszego prawnika i sk艂adam papiery rozwodowe.

Dom, dzieci, wszystko zostaje przy mnie.

Firmy, kt贸re na mnie przepisa艂e艣 te偶.

Rozprawa b臋dzie kr贸tka, za porozumieniem stron,

bo przecie偶 nie chcesz, 偶eby ktokolwiek ogl膮da艂 twoj膮 ksi臋gowo艣膰.

- Co ty 偶arty sobie robisz? - Jest te偶 drugie wyj艣cie.

Dajesz mi pe艂noprawny dost臋p do wszystkich swoich kont.

Wgl膮d w lokaty, akty notarialne.

Ja ufa艂am ci 20 lat.

Aha, dzisiaj zrobisz przelew na konto nowego stypendium naukowego.

Jakiego stypendium?

Prze艣l臋 ci szczeg贸艂y mailem.

Kto z was opisze poj臋cie, kt贸re zapisa艂em na tablicy?

Pan tam wczoraj by艂, prawda?

Jak to by艂o? Czemu Maciek chcia艂 si臋 zabi膰?

Jak to czemu? Przez A艣k臋, nie? Nie m贸g艂 sobie z tym poradzi膰.

Przecie偶 to nie jest wa偶ne.

Wa偶ne jest, 偶eby wyzdrowia艂, a nie jaka艣 tania sensacja.

Spokojnie!

Kto przeczyta艂 "Cierpienia m艂odego Wertera"? R臋ka do g贸ry.

Wi臋c znane wam jest poj臋cie "gor膮czka werterowska".

Mo偶e to jest w艂a艣nie klucz do zrozumienia tego,

co si臋 przytrafi艂o Ma膰kowi?

Tylko 偶e Maciek nie chcia艂 si臋 zabi膰.

Przecie偶 Walewska pracowa艂a w "Przystani".

By艂a w ci膮偶y, jak j膮 znaleziono.

Naprawd臋 nic ju偶 nie potraficie rozkmini膰?

Wiadomo, 偶e chcia艂 zabi膰 Sebastiana Molend臋.

- Co ty pieprzysz, g艂upia dziwko? - A nie?

Ej! Julka i Jowita. Koniec tej wymiany.

Jakie "ej"?! Co ta szmata m贸wi o mojej rodzinie?

Julka, mo偶esz si臋 zamkn膮膰?

Ja tam akurat sensacji nie szukam,

ale mo偶e pan profesor powie im, jak to by艂o,

bo zaraz od tego podniecenia trzeba b臋dzie wywietrzy膰 sal臋.

Macie racj臋. By艂em tam. Ale p贸ki co mamy lekcj臋 polskiego.

Ka偶dy cz艂owiek, tak samo jak ka偶dy bohater literacki,

spotyka w swoim 偶yciu sytuacje, kt贸ra go przerastaj膮.

Kt贸rych nie jest w stanie, nie mo偶e ogarn膮膰...

I w takich momentach bardzo trudno si臋 opanowa膰.

Tylko 偶e wi臋kszo艣膰 ludzi do艣wiadcza tych sytuacji w dojrza艂ym 偶yciu.

A Ma膰ka spotka艂o to bardzo, bardzo wcze艣nie. Za wcze艣nie.

Kto przeczyta fragment?

Ja mog臋.

Zacznij tutaj: "Najszcz臋艣liwsi s膮 ci..."

"Najszcz臋艣liwsi s膮 ci,

kt贸rzy podobnie dzieciom, 偶yj膮 z dnia na dzie艅,

w艂贸cz膮 za sob膮 lalk臋, rozbieraj膮 j膮 i ubieraj膮 j膮

i z wielkim szacunkiem skradaj膮 si臋 do szuflady,

w kt贸rej mama zamkn臋艂a 艂akocie,

a gdy wreszcie dostan膮, czego pragn膮, zjadaj膮 to z pe艂nymi ustami i wo艂aj膮:

Jeszcze! To s膮 szcz臋艣liwe istoty".

Zapraszam, panie Pawle!

Dzi臋kuj臋. Mam blisko do domu.

Musimy porozmawia膰. Prosz臋 bardzo, pan wsiada.

A tutaj nie mo偶emy?

Znam lepsze miejsce.

Dzie艅 dobry.

Jedziemy do le艣nicz贸wki?

Zaraz b臋dzie fina艂owy pasa偶. Niech pan pos艂ucha.

Masz wi臋cej szcz臋艣cia ni偶 rozumu.

Podpisz to.

- Co? Mam to podpisa膰? - No, a co chcesz siedzie膰?

Chc臋 zobaczy膰 Ma膰ka.

S艂uchaj, ty si臋 ciesz, 偶e masz chody u Molendy.

Bo jak nie to, to ju偶 by艣 siedzia艂.

Podpisz.

Data si臋 nie zgadza.

Pos艂uchaj, wszystko si臋 zgadza.

Cztery dni temu znalaz艂e艣 mausera porzuconego przez k艂usownik贸w,

bro艅 podj膮艂e艣, zrobi艂e艣 zg艂oszenie, ja sporz膮dzi艂em sprawozdanie,

a nast臋pnego dnia bro艅 odebra艂em od ciebie. Tak by艂o.

A teraz przynie艣 ten sztucer, kt贸rym postrzeli艂 si臋 Maciek.

Prosz臋 bardzo.

Prosz臋.

Prosz臋 bardzo.

Panowie. To jest pan Pawe艂 Zawadzki.

Nauczyciel moich dzieci.

- Przybylski. - Pawe艂 Zawadzki.

Kumi艅ski.

Przygl膮dam mu si臋 z zainteresowaniem i musz臋 stwierdzi膰,

偶e to cz艂owiek obdarzony charyzm膮 i potencja艂em,

kt贸ry jeszcze nie raz nas zaskoczy.

- Chyba pan przesadzi艂 troch臋. - No, mo偶e troch臋.

Do tego skromny cz艂owiek - a to rzadka dzisiaj kombinacja.

Wiele o panu s艂yszeli艣my.

Podobno w Warszawie dokona艂 pan rzeczy niemo偶liwych.

Zdaje si臋, 偶e na niewiele to si臋 zda艂o.

Panie Pawle, w tym mie艣cie orlik b臋dzie.

Wystarczy troch臋 cierpliwo艣ci i odrobina ch艂odniejszej g艂owy.

Ale skoro jeste艣my w komplecie, wypijmy.

O tym, co by艂o wczoraj, prosz臋 zapomnie膰.

Tutaj jeste艣my w艣r贸d przyjaci贸艂.

Zdrowie cz艂owieka, kt贸ry uratowa艂 mojego syna.

Panie Pawle, bardzo dzi臋kuj臋.

To jest takie nasze, jakby ma艂e centrum zarz膮dzania na 艂onie natury.

Spotykamy si臋 tutaj od czasu do czasu, 偶eby pomy艣le膰,

co by tu jeszcze zmieni膰 w naszym mie艣cie, czego brakuje.

No i pomy艣la艂em o panu.

Takich ludzi jak pan nie ma tutaj wielu. Mamy dla pana propozycj臋.

Panie Pawle, od kilku lat w naszych Dobrowicach

nie ma dzia艂aj膮cego Domu Kultury,

co, nie ukrywam, jest spor膮 bol膮czk膮 dla naszego miasteczka.

Ale tak si臋 sk艂ada, 偶e ostatnio wyja艣ni艂 si臋 status prawny

pewnej pi臋knej kamienicy w centrum miasta.

I je偶eli kto艣 z艂o偶y aplikacj臋 na dzia艂alno艣膰 kulturaln膮,

to to dostanie za groszowy czynsz na p贸艂 wieku.

Oczywi艣cie, 偶eby si臋 pan nie martwi艂, prosz臋 si臋 nie przejmowa膰

stanem technicznym budynku. My to wszystko za艂atwimy.

W tej chwili s膮 ogromne dotacje z Unii na takie rzeczy.

Pan Kumi艅ski ma 艣wietn膮 ekip臋 i do艣wiadczenie w remontach.

W p贸艂 roku zrobi panu z tego bombonierk臋. Co pan na to?

Taki dom kultury to niekoniecznie musi by膰 k贸艂ko poetyckie, prawda?

To mo偶e by膰 jaka艣 dochodowa kawiarnia, klub.

Wystarczy pu艣ci膰 troch臋 jazzu i od razu robi si臋 kulturalnie.

Panowie, naprawd臋 mnie przeceniacie. Ja jestem nauczyciel prosty.

Cz艂owieku, nie pierdol, bierz, jak daj膮.

Rysiu, spokojnie.

Cz艂owiek ma prawo pomy艣le膰 zanim podejmie decyzj臋, prawda?

Pan Pawe艂 si臋 z tym prze艣pi i wierz臋, 偶e jeszcze nieraz

pos艂uchamy tam razem Duke'a Ellingtona, czy co tam pan lubi.

Przepraszam na moment.

Jeszcze po kropelce.

Ju偶 szukam! Tak, ale jaka mapa?

Mapa parku?

Z kt贸rego roku? '96?

No mam. Tak. Tak, jutro pani dostarcz臋.

Tak, osobi艣cie.

Nie, nie, to ja dzi臋kuj臋. Do widzenia.

- Przepraszam, 艂azienki szukam. - Za panem. 艢mia艂o.

N臋dza.

- Przecie偶 ty nie umiesz... - Co nie umiem...

Nie umiesz. Patrz. Widzisz, kurwa, i do banku.

Kurwa, 艂atwo was znale藕膰.

- A kto艣 tu si臋 chowa? - Na pewno nie przed tob膮.

Mieli艣my si臋 rozliczy膰 za ciuchy i za fajki.

Mieli艣cie zadzwoni膰. Si臋 gra, si臋 ma, co, Kijana?

A co mam niby robi膰?

My艣la艂em, 偶e umowa to umowa.

呕e si臋 szybko z tym uwiniemy, i zajmiemy si臋 tym Ruskim.

Uwiniesz to si臋 zaraz ty, jak ci sztuk臋 na ryj wyjebi臋.

Ja ci臋 nigdy nie zrobi艂em w chuja, Adrian.

Od roku kryj臋 Julk臋 i ciebie przed moim starym.

Co ty, kurwa, starym b臋dziesz straszy艂?

My za niego po艂ow臋 roboty robimy,

a jak, kurwa, b臋dzie trzeba to i kopytem si臋 zamacha.

- Co ty, kurwa? - Spokojnie. Spokojnie, spokojnie.

Za barem jest apteczka.

S艂uchaj, nie zap艂acili nam jeszcze za fajki, rozumiesz?

Jak b臋dzie kasa, to j膮 masz.

A co do Julki - jak co艣, od razu dzwo艅. Git?

Git.

Dawaj, zwijaj si臋, do wesela si臋 zagoi.

Kurwa, zajebi臋, frajer, peda艂. Dawaj...

Panie Pawle, Sebastian pana odwiezie, ja tu musz臋 jeszcze chwil臋 zosta膰.

Jest jeszcze jeden kr贸tki temat. Mo偶ecie si臋 zbiera膰, panowie.

- Cze艣膰. - Do widzenia.

Chodzi o stypendium naukowe,

kt贸rego pomys艂odawcami i fundatorami jeste艣my ja i moja 偶ona.

Stypendium naukowe?

Imienia Asi Walewskiej.

Chcia艂bym, 偶eby pan zasiada艂 w kapitule.

Porozmawiamy o tym jutro wieczorem u nas przy kolacji. Co pan na to?

My艣l臋, 偶e du偶o bardziej odpowiedni膮 osob膮 b臋dzie wychowawczyni?

Nie. Pani Marta jest zbyt zaj臋ta.

Dyrektor... wie pan... Pan jest osob膮,

kt贸ra tak naprawd臋 pracuje z t膮 m艂odzie偶膮.

Poza tym moja 偶ona popiera pa艅sk膮 kandydatur臋.

呕onie si臋 nie odmawia, prawda?

W og贸le podziwiam pa艅ski zapa艂

i zaanga偶owanie w sprawy tych dzieciak贸w...

Nie zd膮偶y艂em pozna膰 Asi Walewskiej.

Wyj膮tkowa dziewczyna. Bardzo m膮dra jak na sw贸j wiek.

Szczerze, sk膮d takie zainteresowanie?

Przyszed艂em do szko艂y tu偶 po jej 艣mierci. Wszyscy o tym m贸wili.

- A jako艣 tak naturalnie wysz艂o. - Rozumiem.

Nie zatrzymuj臋 pana. Widzimy si臋 jutro wieczorem u mnie...

Skurwysyn.

Jesienne porz膮dki?

Nic tak nie uspokaja, jak grabienie li艣ci.

A ja by艂em dzi艣 na wycieczce pod miastem. W lesie.

Grzegorz Molenda zaprosi艂 mnie do swojego domu za le艣nicz贸wk膮 D膮browy.

To dziwne, on nikogo nie zaprasza. P艂ot na pi臋膰 metr贸w, trzy pitbulle.

Fotokom贸rka. Nawet ekip臋 do budowy wzi膮艂 z g贸r.

Podobno w 艣rodku z艂ote klamki, antyki.

Ludzie si臋 艣miali, 偶e Wersal na zadupiu mebluje.

Ja tam 偶adnych antyk贸w ani pitbulli nie widzia艂em.

Natomiast spotka艂em paru d偶entelmen贸w z pa艅skiej teczki.

Chyba chc膮 mnie zaprosi膰 do klubu.

Wygl膮da jak ostatnie ostrze偶enie. Mo偶e powinien pan troch臋 zwolni膰.

Chyba nie bardzo mog臋. Bo sam sprowokowa艂em t臋 sytuacj臋.

Co艣 to wszystko owijasz w bawe艂n臋.

Widzi pan, ja pope艂ni艂em b艂膮d,

bo za艂o偶y艂em, 偶e Sebastiana Molend臋 co艣 艂膮czy艂o z Asi膮 Walewsk膮.

Tylko 偶e chyba pomyli艂em syna z ojcem.

A masz co艣 opr贸cz intuicji?

Jeszcze nie. Chocia偶 widzia艂em, jak Molenda niszczy艂 jak膮艣 map臋,

o kt贸rej m贸wi艂 przez telefon, 偶e j膮 komu艣 da.

To w jego stylu. Wcale bym si臋 nie zdziwi艂,

jakby w tej cha艂upie by艂a jaka艣 aparatura, kt贸ra namierza,

co si臋 dzieje w po艂owie dom贸w w Dobrowicach.

- Bez przesady... - Bez przesady?

Kto buduje dom w 艣rodku lasu, do kt贸rego nikt nie mo偶e wej艣膰?

Panie Leszku, wsz臋dzie mo偶na wej艣膰.

Hej...

Ewelina...

Ewelina, zbieraj si臋 dziewczyno, co ty tu jeszcze robisz o tej porze?

Jeszcze posiedz臋.

Jeste艣 kompletnie nieprzytomna. Ja z nim posiedz臋.

Nie, jeszcze chwilka.

Pan my艣li, 偶e on nas s艂yszy?

Lekarze powiedzieli, 偶e to jest absolutnie niemo偶liwe.

Mo偶e to i lepiej. Nie b臋dzie si臋 tym wszystkim zadr臋cza艂.

Nie b臋dzie si臋 zadr臋cza艂 Asi膮.

Ciekawe, czy pan by j膮 polubi艂.

Ona by艂a kompletnym przeciwie艅stwem Ma膰ka.

Wiedzia艂a, co chce w 偶yciu robi膰?

Zawsze si臋 z niej 艣mia艂am. M贸wi艂am do niej: "pani prezes".

Nie zdziwi艂abym si臋, gdyby ni膮 w przysz艂o艣ci zosta艂a.

Mia艂a wszystko pouk艂adane, jak w zegarku.

Wszystko?

Maciek nie wiedzia艂 o tym, 偶e jak tylko Asia zda matur臋,

to nast臋pnego dnia ju偶 jej w Dobrowicach nie b臋dzie.

Ona pracowa艂a po to, 偶eby od艂o偶y膰 pieni膮dze.

Zaraz po maturze da艂aby nog臋 do Barcelony.

Byle dalej od domu...

Mia艂a plan. Chcia艂a tam pracowa膰 w knajpie

i uczy膰 si臋 w szkole teatralnej...

Zrobi艂aby to, na pewno.

Dlaczego nie powiedzia艂a nic o tym Ma膰kowi?

No bo to by艂a jej tajemnica. Tylko ja o tym wiedzia艂am.

A pan du偶o chce o niej wiedzie膰.

- Dzie艅 dobry. - Dzie艅 dobry, dzie艅 dobry.

- Panie doktorze, zaczyna膰? - Tak, bardzo prosz臋. Cze艣膰.

Dobrze, 偶e przyszed艂e艣. Ludzi w sobot臋 ci膮ga膰,

jakby tego nie mo偶na by艂o p贸藕niej zrobi膰.

Ale spokojnie, S艂awku, wszystko b臋dzie dobrze.

No i wcale nie bola艂o.

Na wszelki wypadek.

A co to jest?

O艣wiadczenie, zgoda na pobranie krwi.

- Do widzenia. - Do widzenia.

Bardzo 艂adna piel臋gniarka. Chod藕.

Panie Pawle!

- Dzie艅 dobry. - Zgrali艣my si臋 w czasie.

Dzie艅 dobry. Przepraszamy za sp贸藕nienie... Prosz臋.

Dzi臋kuj臋. Prosz臋. Zapraszam, zapraszam.

W sk艂ad komisji wchodzi艂abym ja, pan Pawe艂 Zawadzki i pani Marta,

kt贸ra nie mog艂a do nas do艂膮czy膰 dzisiaj.

Raz do roku wybieraliby艣my 5 najzdolniejszych maturzyst贸w

i przyznawali im stypendium naukowe na studia zagraniczne...

Bardzo to szlachetne z pa艅stwa strony.

Uwa偶am, 偶e ka偶de dziecko powinno mie膰 swoj膮 szans臋. Co pan o tym my艣li?

Tak, to prawda, polskie uczelnie

produkuj膮 tysi膮ce bezu偶ytecznych magistr贸w.

Studia za granic膮 to prawdziwy kapita艂...

Nie rozumiem, co to ma wsp贸lnego z nasz膮 c贸rk膮.

Ewuniu, leki...

Nie chcia艂abym, 偶eby ktokolwiek wyciera艂 sobie, przepraszam,

偶eby ktokolwiek u偶ywa艂 imienia naszej c贸rki do czegokolwiek.

Pani Ewo, to co spotka艂o pa艅stwa to jest najwi臋ksza z mo偶liwych strat.

Nie ma wi臋kszej.

My tylko chcemy uczci膰 pami臋膰 o Asi.

Zdolnej, m膮drej uczennicy, z kt贸rej ca艂e Dobrowice by艂yby dumne.

Przecie偶 te dzieciaki maj膮 jakie艣 swoje marzenia, swoje plany.

Chc膮 si臋 st膮d wyrwa膰. Um贸wmy si臋, to miasto to nie jest ca艂y 艣wiat...

Wie pan, ale problem chyba nie polega na tym,

czy kto艣 chce dosta膰 stypendium, czy nie...

tylko czy pani Ewa chce budowa膰 cokolwiek na tragedii.

Chyba pan nie zmieni艂 zdania co do naszego planu?

Nie, nie, ale rozumiem...

Drodzy pa艅stwo, przecie偶 Joasia te偶 mia艂a swoje marzenia.

Podobno chcia艂a wyjecha膰 na studia do Barcelony...

Do Barcelony? Pierwsze s艂ysz臋.

Moja c贸rka nigdy nic nie wspomina艂a o 偶adnej Barcelonie.

Jednak mia艂a takie plany... Mia艂a, mia艂a, z tego, co wiem...

od mojego syna, by艂 jej szefem.

Chyba musimy ju偶 i艣膰.

Pani Ewo, niech pani poczeka chwileczk臋.

Pani prze偶y艂a co艣 strasznego, co艣... bezsensownego.

A my chcemy po prostu w jaki艣 spos贸b nada膰 temu sens.

Zrobi膰 co艣 dobrego.

Poprosz臋 jeszcze wina.

Stary, tu musi by膰 zajebista impreza.

Jak co sobota.

Ty, a z tym Bujakiem to o co ci chodzi艂o dzisiaj?

Nic, Bujak jest spoko, tylko musi zakuma膰 par臋 spraw.

To chyba tw贸j ziom, nie?

Ej, Jasiek!

No, jak tam, Baniocha, nudzicie si臋, co?

A, panie komendancie, noc taka... niespokojna.

A s艂yszeli艣cie, 偶e jak nikt do p贸艂nocy te艣ciowej nie zabi艂,

to do rana tym bardziej?

No, niby tak...

We藕cie mi dwa hot dogi, kabanos z musztard膮, i kaw臋.

Tak jest, panie komendancie.

No?

Kurwa. Wiedzia艂em, 偶e si臋 tam pojawi.

Nie, niech si臋 pokr臋ci i tak nic nie znajdzie.

Dobra, zostaw go i wracaj.

Sprz臋t zabierz, robot臋 mam dla ciebie.

Cze艣膰.

Napisy dla nies艂ysz膮cych

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.