Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
- Nie ma kom贸rki. - A wsz臋dzie szukali艣cie?
- W promieniu 500 metr贸w. - To wracaj tam.
Sk膮d go masz, Kuba? Gdzie go, kurwa, znalaz艂e艣?
Pawe艂!
Zwabi艂e艣 j膮 do lasu i tam zamordowa艂e艣!
Nie wywiniesz si臋 z tego!
Przecie偶 on mnie, kurwa, tu zajebie.
Zosta艂 oskar偶ony o zab贸jstwo, grozi mu do偶ywocie.
Jak zabi艂, to niech zgnije w pierdlu.
Chcia艂am z艂o偶y膰 zeznanie.
- Dobrze, 偶e nas nikt nie pilnuje. - Mo偶e kto艣 powinien.
To jest nowy dow贸d w sprawie, niech pan to od艂o偶y.
Chyba ju偶 je gdzie艣 kiedy艣 widzia艂em.
Tylko w ogrodach botanicznych.
Znajd臋 tego cz艂owieka i go zabij臋 tam, gdzie on zabi艂 Asi臋.
Joasia...
Joasia.
Zdejmij fartuszek, co?
Po nocach mi si臋 艣nisz.
Joasia.
Dobra, Seba, od艂贸偶 ju偶 ten telefon.
Panie Danielu, chcia艂em pana przeprosi膰 za wszystko, co si臋 sta艂o.
Mo偶e pana podrzuci膰?
Daj ju偶 spok贸j, cz艂owieku, co?
- No cze艣膰. - Cze艣膰.
Nie zgubi艂e艣 czego艣?
Dzi臋ki, brachu.
Przydadz膮 si臋. Teraz to o niczym innym nie marz臋,
jak spierdala膰 st膮d jak najdalej.
Chod藕my.
Ty te偶 to czujesz?
Jakby zgni艂e mi臋so, tylko sk膮d to idzie?
Z dworu, od strony lasu.
Matko!
Teraz rozumiesz?
Ty te偶 przez chwil臋 my艣la艂e艣, 偶e to ja.
Dobra, id臋 z艂o偶y膰 wym贸wienie.
Prze艣pij si臋 z tym mo偶e jeszcze.
Na co tu czeka膰? Potrzebuj臋 nowej roboty, i tyle.
Mo偶e mi co艣 przyjdzie do g艂owy.
O cholera! Dzisiaj to musieli wyrzuci膰.
Masakra.
Wcze艣niej wyrzucali w g艂膮b lasu.
Zaraz si臋 zrzygam.
P贸jd臋 z tym do Les艂awa, zrobimy afer臋.
Wszystko okej?
No...
To mo偶e razem p贸jdziemy?
Nie, on jest nieufny, a mnie zna od dziecka.
I Maciek b臋dzie nam potrzebny. Jego ojciec ma plany lasu.
Maciek od wczoraj nie odbiera.
No to do niego zajad臋 w drodze do domu.
To jest bardzo dobry pretekst.
Wal si臋!
Jak ze sklepu!
Tylko 偶eby ci ruskie jakiego艣 metanolu w cysternie nie przys艂ali.
Rysiek, spokojnie, ja to pi艂em, i wyra藕nie ci臋 widz臋, niestety.
Trzeba b臋dzie jakie艣 10 000 butelek.
Z tym mo偶e by膰 problem.
To znaczy z rozlewaniem u mnie. M贸wi艂em ju偶 Adrianowi.
Co ty pierdolisz?
Te chuje z sanepidu w ka偶dej chwili mog膮 mi wpa艣膰.
Co ty dalej to 艣cierwo rozrzucasz?
Co mam zrobi膰? Jak nie rozrzuc臋, to nie zarobi臋.
Przecie偶 dosta艂e艣 ziemi臋 z orlika... Wiesz, ile mnie to kosztuje?
Moja Ka艣ka jest milion razy gorsza ni偶 sanepid.
M贸wi艂e艣, 偶e Warszawa jej to boisko przyblokowa艂a.
Tak, ale przyjecha艂 pan nauczyciel z Warszawy i za艂atwi艂 zgod臋.
- Teraz musz臋 wszystko odkr臋ca膰. - Co ty gadasz?
To jest ten, co go Ka艣ka przywlok艂a na bankiet?
- Na bankiecie go nie widzia艂em. - By艂. Popili, pota艅czyli.
Zmy艂 si臋, zanim przyszed艂e艣.
Wygl膮da na takiego, co lubi si臋 wpieprza膰 w nie swoje sprawy.
Belfer ci 偶on臋 podrywa?
Panie Kumi艅ski,
pan zrobi porz膮dek z tymi odpadami.
Si臋 jaki艣 idiota z telewizji dowie i b臋dzie burdel nie z tej ziemi.
呕al mi Daniela. Bardzo zaanga偶owa艂 si臋 w m贸j projekt.
Rozpisa艂 harmonogram na 4 boiska.
Nie mo偶e po prostu wr贸ci膰 do szko艂y?
Nie, on tam jest ju偶 skre艣lony.
Tego si臋 nie da odwr贸ci膰.
Porozmawiam z Sebastianem, skoro tak ci na tym zale偶y.
W "Przystani" jest mn贸stwo roboty. Ca艂e wojew贸dztwo przyje偶d偶a tam je艣膰.
- Przejdziesz si臋 ze mn膮? - No, nie wiem.
Wydaje mi si臋, 偶e b臋d臋 tam zb臋dny.
Wydaje ci si臋. W ko艅cu to dzi臋ki tobie stawiamy naszego orlika.
Poza tym poznasz naszego burmistrza.
On si臋 nas spodziewa?
A musi?
Dzie艅 dobry.
Dzie艅 dobry. Pana burmistrza nie ma. Musia艂 wyjecha膰 w pilnej sprawie.
A to nie jego samoch贸d stoi na parkingu?
Pojechali samochodem sekretarza.
Mam co艣 przekaza膰? Burmistrz na pewno zadzwoni.
Nie, sama do niego zadzwoni臋. Do widzenia.
Jeste艣 pewna, 偶e masz dogadane te orliki?
Masz racj臋, chyba sprawdz臋 ksi臋g臋 wieczyst膮, dla pewno艣ci.
Nie zatrzymuj臋 ci臋, to mo偶e potrwa膰.
Daj zna膰, jak co艣 si臋 wyja艣ni.
Siemanko, ch艂opaki.
Kijana, ziomeczku, masz chwil臋?
Sk膮d wiedzia艂e艣, 偶e tu jestem?
Dzwoni艂em do was, ale nie odbierali艣cie...
A ty gdzie mia艂by艣 by膰, jak nie w "Kaliforni"? W Watykanie?
Co chcesz?
Chod藕 na chwil臋 na zewn膮trz.
- Posu艅 si臋, ja pogram. - Nie przepierdol.
Spoko, luzik.
M艂ody, kurwa, druga pod艂oga?
Pierwsze co, to ci celnik tam spojrzy.
Wej艣cie jest tylko na jednym progu, drugie w baga偶niku.
Zmie艣ci si臋 tam ze 100 sztang. Do tego mam przyspawany
nowy zbiornik na paliwo, ale oczywi艣cie na spirytus.
No i tyle. Kiedy b臋dzie ta akcja? Adrian m贸wi艂, 偶e jako艣 nied艂ugo.
Dobra, kto艣 truknie do ciebie jutro.
Kijana, od dw贸ch miesi臋cy jest to samo pierdolenie.
Jak m贸wi臋, 偶e zadzwoni, to kurwa zadzwoni.
Oddaj臋 w stanie nienaruszonym.
- Rozja艣ni艂o si臋 w g艂owie? - Tak.
Tylko ma pan dziur臋 w dokumentacji.
Akurat o nim ma艂o wiem. Mieszka tu dopiero od roku.
Przedtem 偶y艂 z matk膮 w Elbl膮gu.
Molenda zrobi艂 go zarz膮dc膮 zajazdu, takim niby swoim delfinem.
- On raczej przypomina w臋gorza. - Zgadza si臋.
Wiem, 偶e zatrudnia te swoje kelnereczki,
i Asia by艂a jedn膮 z nich.
Jeste艣 pewien?
Musisz pami臋ta膰 o jednym.
Gdyby si臋 okaza艂o, 偶e jest podejrzany,
to ojciec zaraz znajdzie mu 100 艣wiadk贸w,
kt贸rzy dadz膮 si臋 pokroi膰 za to,
偶e p艂ywa艂 wtedy z nimi na jachcie albo lata艂 balonem.
Musisz mie膰 dobry pomys艂, jak dobra膰 si臋 do Sebastiana.
Masz taki?
Na razie mam dobry punkt obserwacyjny.
"Przysta艅".
Jak ci si臋 to uda艂o?
Zbli偶y艂em si臋 do rodziny.
Katarzyna.
Nie, nie, dzi臋kuj臋, jeszcze chc臋 dzisiaj pobiega膰.
No dobrze.
Gdyby艣 czego艣 potrzebowa艂, to zapraszam do siebie.
Zielona 8, dwa kroki st膮d.
I uwa偶aj na siebie.
Dlaczego mam uwa偶a膰?
Bo z cudzymi 偶onami zawsze trzeba uwa偶a膰.
Kochanie!
Kasia!
Palisz w sypialni?
Wyjd藕 st膮d, Grzegorz.
O co ci chodzi? Co si臋 sta艂o?
Jeste艣 oszustem. Oszustem, tch贸rzem i dwulicowym gnojkiem.
Mo偶na troch臋 grzeczniej?
- Grzeczniej? - Nie wiem, o co ci chodzi.
- Nic nie zrobi艂em. - Jasne.
Burmistrz z w艂asnej woli odda艂 ziemi臋 Kumi艅skiemu?
To by艂 interes, Kasiu.
Zabra艂e艣 dzieciom jedyne boisko.
呕eby go dopi膮膰, musia艂em czym艣 zatka膰 g臋b臋 Kumi艅skiemu.
Co ty pieprzysz?
- Wychodz臋. - Dok膮d?
Przecie偶 dopiero przyszed艂e艣 ze szko艂y.
- Do parku. - Po co?
Po to, 偶eby艣cie mogli si臋 w spokoju na siebie powydziera膰.
Jasiek! Jasiek!
- Pos艂uchaj mnie. - Pu艣膰 mnie. Co ty robisz?
Musia艂e艣 mnie o艣mieszy膰 przed ca艂ym miastem?
Po jak膮 choler臋 w og贸le dawa艂e艣 mi t臋 fundacj臋?
W艂a艣nie, na chuj ci dawa艂em fundacj臋.
Mog艂em otworzy膰 ci sklep z butami - nie by艂oby problemu.
To ja jestem g艂ow膮 tej rodziny i tego miasta.
Wiem, co jest dla niego dobre.
Zdaje si臋 zapomnia艂a艣, 偶e masz si臋 nie wpierdala膰.
Twoje biedne dzieci dostan膮 swoje orliki, kiedy przyjdzie na to pora.
Siema.
Jutro o 12.00 pod "Kaliforni膮". We藕 samoch贸d.
- Co? - G贸wno.
Auto swoje we藕. O 12.00 pod "Kaliforni膮".
Dobra. B臋d臋, b臋d臋.
Cze艣膰, Kasiu.
Bo biegam.
Jasne, m贸g艂bym by膰 u ciebie za p贸艂 godziny.
Dobra, pa.
W ko艅cu wygl膮dasz jak cz艂owiek.
Jak w szkole?
Nie by艂em. 殴le si臋 czuj臋.
Jako艣 tak niewyra藕nie wygl膮dasz.
Sta艂o si臋 co艣?
Nie.
Odgrzej sobie zup臋. Jest na kuchni.
- Co ci si臋 sta艂o? - Jest okej. Wszystko w porz膮dku.
Musisz jecha膰 do szpitala. To trzeba zszy膰.
- Nie. - Co si臋 sta艂o?
- Nie spodoba艂em si臋. Mog臋? - Tak, jasne.
No, to chyba mamy oboje z艂y dzie艅.
Czekaj...
Musz臋 to przemy膰.
Dlaczego tw贸j by艂 z艂y?
Po prostu zrozumia艂am, 偶e jestem t艂em.
Wiesz, ile ja mam lat?
To nie ma znaczenia.
Nie zabrzmia艂o to przekonuj膮co.
Ka偶dej kobiecie kiedy艣 ko艅czy si臋 gwarancja.
Sp臋dzi艂am tu najlepsze lata... w tej dziurze.
Wiesz...
Chcia艂am co艣 robi膰, chcia艂am zmienia膰 to miejsce na lepsze.
Nie by膰 tylko ozdob膮.
Wida膰, jak zmieni艂am.
- Mo偶e co艣 zmieni艂a艣. - Tak pan profesor uwa偶a?
W og贸le jeszcze raz wielkie dzi臋ki.
Niech pan Katarzynie podzi臋kuje. To by艂 jej pomys艂.
T臋dy.
S艂uchajcie, to jest Daniel, nasz nowy kelner i pomocnik.
Zr贸bmy dzisiaj taki dzie艅 pr贸bny. Pan si臋 wdro偶y, zobaczy, co i jak.
Dobra, nie ma sprawy.
Umow膮 zajmiemy si臋 na dniach. Wszystko gra, Albert?
艢wie偶e zio艂a si臋 sko艅czy艂y.
Dzisiaj pi膮tek, jad臋 na gie艂d臋. Zr贸b mi list臋 na wiecz贸r.
- Ogarnijcie tu troch臋. - Jasne.
- Witaj w klubie. - Cze艣膰. Daniel.
Mo偶esz zacz膮膰 od zmywania naczy艅, tak jak wszyscy na pocz膮tku.
- Tam jest fartuch. - W stringach by艂oby mu wygodniej.
Masz jaki艣 problem?
- Nie lubi臋 偶igolak贸w. - Spok贸j, dobra?
Go艣膰 przyszed艂 pierwszy dzie艅 do pracy. Wyluzuj troszeczk臋.
Dobra. Przepraszam.
- Trzymaj. - Dzi臋kuj臋.
My艣lisz, 偶e nie wiem. jakie plotki o mnie kr膮偶膮?
My艣lisz, 偶e mnie to obchodzi?
Po prostu mu nie podskakuj, bo szef go lubi.
Wizy nie masz?
Nie mam, nie trzeba - ma艂y ruch graniczny.
Ale fur臋 zajebi艣cie zrobi艂em, nie?
Skitra艂e艣 te ciuchy do baga偶nika?
- Co? - Czy skitra艂e艣 ciuchy do baga偶nika?
Skitra艂em. Mam tam bluzy, spodnie. Musia艂em zajeba膰 ojcu kredyt贸wk臋.
Zajeba艂e艣 staremu kredyt贸wk臋?
Zajeba艂em, ale przecie偶 on si臋 nie skuma. Sra hajsem.
- A jak si臋 skuma? - Kijana, luzuj majty, nie skuma si臋.
Kogo si臋 boisz? Mojego ojca? Frajera w garniaku?
Latami zapierdala艂 na sw贸j hajs. Hajs trzeba robi膰 szybko, na ulicy.
Ta, na ulicy...
O, w ko艅cu normalny cz艂owiek...
- Co ci si臋, kurwa, sta艂o? - Daj spok贸j. Ciotka mnie pierze.
Widz臋, 偶e praca ci s艂u偶y.
Fajnie, 偶e mi pomog艂e艣, tylko tutaj te偶 mam przesrane.
Dlaczego?
Nie trudno si臋 domy艣li膰. Za po艣miewisko robi臋.
Poza tym co ci mam powiedzie膰? Ci臋偶ki zas贸w za grosze.
I m贸j szef to te偶 strasznie upierdliwy cz艂owiek.
Sebastian?
Nie przejdzie, 偶eby si臋 do czego艣 nie przypieprzy膰.
A to serwetka nier贸wno, a to w贸deczka za ma艂o sch艂odzona.
Mo偶e by艣my si臋 spotkali wieczorkiem? Trzeba ochrzci膰 to miejsce.
Dzisiaj to jest dobra opcja, bo raz w tygodniu do Elbl膮ga na targ je藕dzi.
Wieczorem na targ?
Kelnerki te偶 z tego polewaj膮, ale wiesz, teraz to si臋 tak nazywa.
Co to za syf przy klientach? Pytam si臋 ciebie!
Teraz to posprz膮tasz? Z艂amane kwiatki? Brawo.
- Ju偶 to poprawiam. - Jak najszybciej.
- S艂uchaj, a sobota? - Mo偶e by膰 i sobota.
Oczywi艣cie, 偶e to Kumi艅ski.
Znam ten jego Kumityl.
Znam ten jego program oszcz臋dno艣ciowy.
- A teraz trafi艂o na Wr贸blewskich. - Napiszmy o tym, wujku!
Po co jest ten ca艂y "G艂os Dobrowic"? 呕eby hydraulik si臋 reklamowa艂?
Dziewczynko, ja pisa艂em o tym, jak ty na chleb m贸wi艂a艣 "bep".
Kumi艅ski wszystkiego si臋 wypar艂, i tyle.
A jakby艣my wi臋cej takich miejsc znale藕li?
No, ale co chcesz ca艂y las przekopa膰?
Ojciec Ma膰ka D膮browy! On zna ten las jak w艂asn膮 kiesze艅.
To znaczy, Maciek te偶 go zna, a my si臋 bardzo lubimy.
No dobrze, pos艂uchaj. Ja nie mam na honoraria.
W艂a艣ciciel oszcz臋dza na wszystkim.
To si臋 fachowo nazywa "sta偶".
W "Kozaczku" te偶 mam sta偶. Przy pierogach.
Ten wydaje si臋 fajniejszy.
Tobie si臋 wydaje, 偶e mo偶na wi臋cej ni偶 mo偶na...
Podoba mi si臋. Mnie te偶 w twoim wieku si臋 tak wydawa艂o.
Na pocz膮tek id藕 do Wr贸blewskich i zr贸b rozmow臋.
- Przepraszam za naj艣cie... - Dzie艅 dobry, panie psorze.
Dzie艅 dobry.
Co ci臋 sprowadza, Pawle?
Problemy z mobilno艣ci膮.
Voila...
Co? Ma 6000 kilometr贸w? Przekr臋cony licznik?
Sk膮d! Raz by艂em nim na wakacjach, w Bieszczadach...
- Kuzyn czasem bierze na zakupy. - A tobie niepotrzebny?
Mam tak膮 zasad臋, 偶e nie prowadz臋 po pijaku.
Co jest, kurwa?
Wyluzuj, to pewnie zwyk艂a, rutynowa kontrola.
Nie wy艂膮czaj silnika.
Ja nic nie wiem... Ja nie mam 偶adnych pieni臋dzy.
S艂uchaj, ja si臋 tam zgubi臋...
Przecie偶 nie chc臋 chodzi膰 za r膮czk臋 i gapi膰 si臋 na wiewi贸rki,
tylko 偶eby艣 mi pom贸g艂 w wa偶nej sprawie!
I tak nikt tego przez par臋 dni nie zabierze.
No chod藕, przewietrzysz sobie bani臋. Oderwiesz si臋.
Przecie偶 widz臋, 偶e nie jeste艣 w najlepszej formie...
Krystian te偶 si臋 tu nie zgubi.
A mog臋 po偶yczy膰 map臋 od twojego ojca?
Stary gdzie艣 poszed艂. I nie b臋d臋 bra艂 bez pytania.
Wiesz co, ale nie musisz by膰 bucem...
P贸藕no wr贸ci, ale jutro o 10 rano wraca z obchodu. Na pewno ci pomo偶e.
No to na razie.
Mo偶e pogadamy rano, jak si臋 odmulisz.
Siema.
Zapraszam. Zesrany?
No i zajebi艣cie. Typ z bani.
Tylko 偶eby do ojca nie poszed艂 si臋 rozjeba膰?
Jeba膰 ojca, b臋dzie pierdoli艂, 偶e z kumplami w "Kalifornii" siedzia艂.
B臋d膮 mu po艣wiadczali p贸藕niej. Za fatyg臋.
Wszystko twoje.
Przepraszam, panowie z Polski?
Pobili mnie.
Okradli.
Telefon?
A, telefon...
- Halo? - Bujak? O kurwa...
W obuwiu sportowym nie wpuszczamy.
Wpu艣膰 go.
Na moj膮 odpowiedzialno艣膰.
Dobra, st贸wa.
Jak膮艣 col臋 poprosz臋 albo co艣 dla kierowc贸w.
- Virgin mojito? - Mo偶e by膰.
Dla mnie mo偶e by膰 niedziewicze.
Co? Mam ci pokaza膰 dow贸d?
Wi臋c jak ma na imi臋 facet, kt贸ry w艂a艣nie kupi艂 mi drinka?
Wiesz co? Nie teraz.
Zaraz wr贸c臋!
- Dalej wchodz膮 tylko pary. - Nie rozumiem.
Solo mo偶e wej艣膰 tylko dziewczyna.
No i co tam si臋 sta艂o?
Chuja si臋 sta艂o.
Jasiek, kurwa. Przyjecha艂em po ciebie na 艣ciem臋.
Stara nawet nie wie, 偶e wzi膮艂em jej auto. Mo偶esz mi powiedzie膰, co?
Napadli nas jacy艣 Ruscy.
Ruscy?
A gdzie jest Adrian, gdzie jest Kijana? Co si臋 z nimi sta艂o?
Nie wiem, spierdolili.
Zostawili ci臋?
Zajebi艣cie, kurwa.
- Pawe艂 jestem. - Co z tego?
A ty jak masz na imi臋?
Okazja min臋艂a.
Halo, prosz臋 go zabra膰.
- Za takie akcje jest u nas ara. - Spokojnie, spokojnie...
Ej, ej, ch艂opak jest ze mn膮.
Zobaczymy, na co ci臋 sta膰. Chod藕.
Chcesz si臋 pod艂膮czy膰?
Mo偶e innym razem.
Bardzo panu dzi臋kuj臋. Oddam te mapy dos艂ownie za chwil臋.
Ta olimpiada przyrodnicza to okropny b贸l.
Cze艣膰, Marcepan!
B贸l nie b贸l, mog臋 ci je da膰 do niedzieli.
Maciek!
艢niadanie ci wystyg艂o!
- Wsiadaj z powrotem. - S艂ucham?
Wsiadaj z powrotem, kurwa.
O, szefie!
- Chcesz ten samoch贸d? Chcesz fors臋? - Jed藕, kurwa.
- Patrz. - Przyczajony, kurwa, tygrys.
Czekam przy samochodzie.
Se, kurwa, poczeka.
Na 艣niadanie wpad艂e艣?
Nie. Przyszed艂em z艂o偶y膰 ci lepsz膮 ofert臋 pracy.
To Ma膰ka?
O偶, kurwa!
Do widzenia.
Kurde, stary, ty jeste艣 mistrz szokowania ludzi. Naprawd臋.
Jak ty za艂atwi艂e艣 t臋 Warszaw臋?
Wiesz, kto w mojej starej szkole uczy WF-u od 3 lat?
Historyk. Dzieciaki maj膮 tego serdecznie dosy膰.
B臋dziesz pami臋ta艂 m贸j kod od alarmu?
Lepiej mi to pu艣膰 esemesem, co?
- Ile mog臋 u ciebie mieszka膰? - A偶 se co艣 znajdziesz.
Nie po to ko艅czy艂e艣 studia, 偶eby zmywa膰 gary.
W sumie tak. I wys艂uchiwa膰 od 偶igolak贸w.
Przepraszam. Halo?
S艂ucham, Ewelina.
Co? Powt贸rz raz jeszcze.
Kiedy?
Daj mi go do telefonu! Teraz!
- Co si臋 sta艂o? - Maciek D膮browa znikn膮艂.
Podobno zabra艂 ojcu bro艅 z domu.
Co ty m贸wisz? P贸艂 godziny temu wsiada艂 do samochodu szefa.
Sebastiana?
Halo, pan D膮browa? Niech pan uwa偶nie pos艂ucha.
Siema.
- Sorry, 偶e tak wysz艂o wtedy z tym... - Daj kluczyki.
Gdzie s膮 ubrania?
O, kurwa, nie ma!
Posz艂y na rakiet臋 dla ziomka z Barczewa.
Na spokojnie, rozliczymy si臋.
- Trzeba co艣 z tym zrobi膰 - Niby z czym?
Z g贸wnem psim.
Z peda艂em, kt贸ry mnie przywi膮za艂 do drzewa,
przystawi艂 kopyto do 艂ba i straszy艂 mnie kos膮.
We藕, kurwa, nie histeryzuj. To s膮 ch艂opaki z Kaliningradu.
- My si臋 tam nie wpierdalamy. - Bo co, kurwa, bo ci臋 nastraszyli?
Chcesz im wywiesi膰 girland臋 powitaln膮 na "Kalifornii"?
We藕 strzel kup臋 i och艂o艅, bo nie wiesz, o czym gadasz.
Gadam o tych dw贸ch cwelach, co napadaj膮 na polskie auta.
Ja nie b臋d臋 przed nimi sra艂.
Nie wiem, jak wy, ale ja mam z nimi rachunki do wyr贸wnania.
Jeste艣 pewien?
Tak, jestem pewien.
Powiedzia艂 kiedy艣, 偶e zabije go tam, gdzie zgin臋艂a Asia.
Dalej musimy na piechot臋. Tu jest skr贸t.
Jezus Maria!
Zaczekaj, ja wiem, jak gada膰 z takimi dzieciakami.
- To jest m贸j syn! - Zaufaj mi!
Nic si臋 nikomu nie stanie.
Kumplowali艣my si臋, to wszystko.
- Kumplowali艣cie? - Tak.
A ja my艣l臋, 偶e j膮 wyrucha艂e艣. Zrobi艂e艣 dziecko, a potem zabi艂e艣,
- 偶eby nie mie膰 problemu. - Nie wiem, o czym m贸wisz.
- Nie wiesz? - Nie.
To pos艂uchaj jeszcze raz, ty kurwo.
Joasia...
Dobra, Seba, od艂贸偶 ju偶 ten telefon.
Maciek!
- Chcia艂bym, 偶eby艣 mnie pos艂ucha艂! - Niech pan st膮d idzie!
- Id藕cie st膮d! - Maciek, to nie on zabi艂 Asi臋!
- B艂agam was, uspok贸jcie go! - Patrz si臋 do przodu, kurwo.
Ten facet nie dotkn膮艂 Asi, on jest peda艂em.
I co z tego?
Nie mia艂 z ni膮 romansu, nie jest ojcem jej dziecka i nie zabi艂 jej.
Pierdol臋 to! Mam to w dupie!
Maciek, to nie Sebastian zrobi艂. To kto艣 inny, rozumiesz?
Maciek, zadam mu tylko jedno pytanie, okej?
- Kto jeszcze zrywa艂 twoje kalie? - Co?
Powiedzia艂e艣, 偶e tych kwiat贸w nie da艂by艣 偶adnej dziewczynie.
- Jednak kto艣 da艂 je Asi. - Jakie, kurwa, kwiaty?!
Kwiaty z twojej hodowli. Komu pozwoli艂e艣?
Nie wiem, kurwa. Nikt ich nie rusza艂, opr贸cz mnie i mojego ojca.
- Twojego ojca? - Tak.
Maciek! Zabijesz niewinnego faceta.
P贸jdziesz na ca艂e 偶ycie do wi臋zienia.
Synku, A艣ce to ju偶 nie pomo偶e.
Nie b膮d藕 g艂upi!
Maciek!
Napisy dla nies艂ysz膮cych
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.