All language subtitles for Belfer.S02E08

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

- W 2/3 si臋 uda艂o. - Jak to?

Tylko faceci potrafi膮 wymy艣li膰, 偶e bycie kurw膮 mo偶e by膰 romantyczne.

Zapro艣 go艣cia na drinka.

Nie mo偶esz o tym nikomu powiedzie膰.

Daj mi czas do jutra.

Uwa偶aj, prosz臋. To potw贸r.

Dlaczego facet, kt贸ry nie widzia艂 mnie na oczy,

mia艂by uk艂ada膰 cia艂o Eweliny tak, jak cia艂o dziewczyny z Dobrowic?

Wyjd藕 st膮d.

Ten Zawadzki pomaga艂 im w jakiej艣 lokalnej sprawie.

Skurwysyn...

Stop! Przesta艅cie gra膰! Wezwijcie pogotowie!

Kurwa, on nie ma pulsu!

O Jezusie... My ca艂e 膰panie zabieramy na bramkach.

Zamknij si臋, kurwa.

Czy my mo偶emy jako艣 pom贸c?

Potrzebujemy zapis贸w wszystkich kamer.

Ale my nie mamy kamer.

Jaja sobie ze mnie robisz? Co to, kurwa, jest?

To taka atrapa.

W艂a艣nie 偶eby 膰paniem nie handlowali.

M贸wi prawd臋. Tam nic nie ma, uci臋te kable wisz膮.

Za chwil臋 tu b臋dzie prokurator. Niech nikt niczego nie rusza.

O, dobrze, spakowa艂a艣 si臋. Musimy st膮d i艣膰, szybko.

- Zaraz wychodz臋. - Dobra, daj mi 5 minut.

Ja st膮d wychodz臋 sama.

S艂ucham?

Nie mog臋 z tob膮 i艣膰, Pawe艂.

Co?!

Zadzwonili do mnie z Dobrowic.

M贸wi艂e艣, 偶e nic jej si臋 nie stanie.

Powiedz mi, dlaczego?

Bo przez ni膮 zgin臋艂a twoja c贸rka?

- My艣la艂em, 偶e mi si臋 uda. - Chcia艂e艣 j膮 ukara膰?

- Zawsze mi si臋 udawa艂o. - Zem艣ci膰 si臋?

Ja nie mog臋 wychowywa膰 dziecka w 艣wiecie pe艂nym trup贸w.

I ty to dobrze rozumiesz.

Przenocuj臋 u Agaty i Karola. Jutro jad臋 do Elbl膮ga.

Marta, b艂agam ci臋, nie dzisiaj!

O co mnie b艂agasz?

Mam im powiedzie膰, 偶e by艂e艣 dzisiaj w domu, ze mn膮?

O to ci chodzi?

Czasami mam wra偶enie, 偶e ty te偶 ju偶 nie 偶yjesz.

Uwa偶aj na siebie, Pawe艂.

Nie m贸wi艂e艣 wszystkiego prowadz膮cemu.

I przez to nie 偶yje dobry policjant.

Nie wiem, o czym pan m贸wi.

A czy ja rozmawiam z inteligentnym cz艂owiekiem?

Na pewno nie z telepat膮.

S艂uchajcie.

Ja mia艂em z komisarzem bardzo prosty uk艂ad.

Praca w szkole w zamian za informacje.

Wszystko, co mu powiedzia艂em, na pewno jest w raportach.

Co inspektor K臋dzierski robi艂 w tym klubie?

Nie wiem.

- Gdzie by艂e艣 wczoraj wieczorem? - W domu.

Rozstawa艂em si臋 z narzeczon膮.

A jak szybko ona mo偶e tu by膰 i to potwierdzi膰?

Bo im szybciej, tym lepiej dla ciebie.

Ona jest chyba w ci膮偶y, prawda? Gdzie teraz jest?

M贸wi艂a co艣 o Elbl膮gu, ale nie zostawi艂a adresu.

Te偶 ju偶 mog臋 i艣膰?

Ten dzieciak, ucze艅, co on ma z tym wsp贸lnego?

- Jaki dzieciak? - Ten, kt贸ry wczoraj zagin膮艂.

Straszyli艣my go dla ciebie. Na polecenie Radka.

Mazali艣my g臋b臋 na zdj臋ciach.

Ja nic o tym nie wiem.

To we藕 si臋, kurwa, dowiedz. Masz czas do jutra.

- Widzia艂a艣 Tymka gdzie艣? - Nie wiem, gdzie si臋 ukrywa.

A sk膮d pomys艂, 偶e si臋 ukrywa?

Rozmawia艂am z jego rodzicami.

I oni ci powiedzieli, 偶e si臋 ukrywa?

- Musi pan co艣 wiedzie膰. - O czym?

Nie o czym, tylko o kim. O Magdzie i jej rodzicach.

Te偶 si臋 rozsta艂am z Karolem, jak by艂am w ci膮偶y z Tytusem.

Co takiego?

Natka mia艂a wtedy 8 lat.

Wygl膮dacie, jakby wszystko by艂o okej.

Wszystko by艂o okej.

Tylko Karol przyzna艂 si臋 wtedy, 偶e mnie zdradzi艂.

Z jak膮艣 bab膮 na sympozjum.

I co zrobili艣cie?

Przerwali艣my wyjazd.

Ja wynaj臋艂am mieszkanie, a Karol walczy艂.

Z p贸艂 roku to trwa艂o.

Za te wszystkie kwiaty kupiliby艣my nowy samoch贸d.

P贸艂 roku.

Tak naprawd臋 Natka nas uratowa艂a.

I co? Chcesz mi co艣 przez to powiedzie膰?

Tak.

Jutro masz kontrol臋 u Marka.

Nigdzie ci臋 nie puszcz臋.

Polecenie lekarskie.

Twoi rodzice. Natychmiast.

Nie ma ich. Mo偶e si臋 pan uspokoi膰?

Jasne, mog臋.

To dobrze, bo dzi艣 jest premiera i musz臋 si臋 przygotowa膰.

- Porozmawiamy w szkole, okej? - Okej.

Co ty robisz?!

Dzwoni臋 po policj臋!

Tak? Prosz臋 bardzo. Mo偶e od razu do CB艢?

Rodzice wyjechali za granic臋.

No. Ale widz臋, 偶e sporo zabrali.

Ubierz si臋. O ile w tym domu jest cokolwiek do ubrania jeszcze.

Chcesz tak wyj艣膰 z domu?

Powiesz mi, gdzie jedziemy?

- Jeszcze raz: kim jeste艣? - Sob膮. A kim mam by膰?

Jezus Maria! Co ty robisz?!

Pojeba艂o ci臋?!

Nie znam swoich rodzic贸w! Jestem z bidula!

- Z jakiego bidula? - Z domu dziecka.

Wiem, co to bidul!

Lucek wynaj膮艂 ten dom i tych ludzi, 偶eby udawali moich rodzic贸w.

Mieli zapisa膰 mnie do szko艂y, chodzi膰 na wywiad贸wki.

Lucek chcia艂, 偶ebym zda艂a na studia. M贸wi艂, 偶e jestem za m膮dra na kurw臋.

- Oni lubi膮 romantyczne historie. - Nie.

- Kurwa, co, nie?! - Nie, jed藕my st膮d, b艂agam...

Powiem ci, o co chodzi艂o z masakr膮 w szkole.

Obra偶e艅 艣miertelnych brak. Organy wewn臋trzne s膮 ca艂e.

Bezpo艣redni膮 przyczyn膮 zgonu jest zawa艂.

Wygl膮da jak 艣mier膰 z przyczyn naturalnych...

Gdyby nie to.

Ten krwiaczek?

Nak艂ucie.

Toksykologia nic nie wykaza艂a?

Ale jest taka mo偶liwo艣膰, 偶e kto艣 m贸g艂 u偶y艂 takiego g贸wna,

kt贸re mog艂yby go zabi膰 i nigdy nie wyjdzie w badaniach?

No... Istniej膮 takie substancje,

ale w aptece ich pan nie kupi.

W Internecie te偶 nie.

No, s艂ucham.

Iwo chcia艂 zabi膰 mnie,

nie Karolin臋.

Zakocha艂 si臋.

Ch艂opak wchodzi do szko艂y i strzela do ludzi, bo si臋 w tobie zakocha艂?

- To d艂uga historia. - Ja mam czas.

On by艂 w grupie tych wariat贸w z lasu, tak?

Zacz膮艂 si臋 z nimi zadawa膰. Patrzy艂 na nich jak na bog贸w.

By艂am wtedy z Luckiem w tej willi z bilardem.

A oni przyjechali kupi膰 bro艅.

Zapraszam... Zapraszam na ma艂y pocz臋stunek.

Mamy czas, spokojnie.

Weselmy si臋, radujmy si臋.

- A ma艂olat? - To nasz kierowca.

Ja mam w chuju, czy kto艣 jest kierowca, czy na odwyku.

Dobijamy targu, a wi臋c 艂ycha...

albo krecha.

No dawaj.

Dawaj.

Na drug膮 dziur臋, dawaj. Tutaj nie ma opierdalania si臋.

No.

To by艂 totalny przypadek.

Co by艂o przypadkiem?

To spotkanie.

Moje i Iwo.

Nudzi艂o si臋 troszk臋, co?

Troch臋.

- M贸wi si臋: "Tak, tatusiu". - Przesta艅.

A to s膮 nasi go艣cie, Halucynko.

Dobry wiecz贸r, go艣cie.

Chod藕 teraz do tatusia na kolanka.

Chod藕.

O, tak...

Zobacz, jak si臋 spoci艂.

Podoba ci si臋 cherubinek?

Zostanie tu na noc.

Chcesz si臋 zaprzyja藕ni膰?

Wy si臋 b臋dziecie przyja藕ni膰, a ja sobie popatrz臋.

呕eby si臋 tylko nie zazi臋bi艂. Dzisiaj taka zimna noc.

Iwo potem do mnie napisa艂.

P贸藕niej zacz膮艂 wypisywa膰 codziennie.

Wydzwania艂 po nocach. Zacz膮艂 nawet p臋ta膰 si臋 pod domem.

My艣la艂am, 偶e za艂atwimy to normalnie. Wzi臋艂am go na piwo.

Powiedzia艂am: "Daj spok贸j. To nie dla ciebie. Masz dziewczyn臋".

A on t臋 dziewczyn臋 mia艂 ju偶 gdzie艣.

Ta energia go przeros艂a.

Ty da艂a艣 Lucjanowi zdj臋cie Asi Walewskiej?

Nie.

S艂owo honoru.

To da艂a艣 komu艣 innemu. Totalne przypadki nie istniej膮.

Cze艣膰. 艢wietnie, 偶e jeste艣. Dzi臋kuj臋 ci.

- Pawe艂, m贸wi艂am ci ju偶... - Siadaj.

Nie chc臋 rozmawia膰 o nas. Siadaj.

Co to jest?

Iwo nie chcia艂 zabi膰 Karoliny. Chcia艂 zabi膰 Magd臋.

Nie rozumiem.

Zakocha艂 si臋 w niej, a Karolina posz艂a w odstawk臋.

Nadal nie rozumiem.

Zabuja艂 si臋 w Magdzie, ona go odrzuci艂a.

I wtedy wykombinowa艂 sobie, 偶e si臋 zem艣ci.

Ale jakie to ma teraz znaczenie?

Ten moment, w kt贸rym Karolina zgin臋艂a,

a Iwo sta艂 nade mn膮 i celowa艂 mi w g艂ow臋 z pistoletu.

Powiedzia艂 wtedy co艣, co nie daje mi spokoju do dzisiaj.

I co takiego powiedzia艂?

"Wykona艂em 2/3 planu".

Powiem ci, jak kombinowa艂em do tej pory.

Iwo chcia艂 wymierzy膰 sprawiedliwo艣膰 trzem osobom.

Kobiecie, kt贸ra go zostawi艂a, facetowi, kt贸ry go wywali艂 z teatru,

i temu, kt贸ry przej膮艂 jego rol臋 w "Balladynie".

Wi臋c Karolina zgin臋艂a, Karol te偶 dosta艂 kulk臋,

Iwo by艂 przekonany, 偶e nie 偶yje. To by by艂y te 2/3.

A ta 1/3 planu, kt贸ra nie wysz艂a, to by艂 S艂awek.

My艣la艂em, 偶e nie umia艂 strzeli膰 do niego, patrz膮c mu prosto w oczy.

- W ko艅cu si臋 przyja藕nili. - Zaczynam si臋 o ciebie martwi膰.

I teraz najwa偶niejsze.

Je艣li Iwo nie chcia艂 zabi膰 Karoliny, tylko Magd臋, kt贸ra uciek艂a,

powinien powiedzie膰: "Wykona艂em 1/3 planu".

Bo Magda i S艂awek nie zgin臋li,

a Karolina by艂a przypadkow膮 ofiar膮.

On my艣la艂, 偶e zastrzeli艂 tylko Karola.

Ale jednak powiedzia艂 wyra藕nie: "dwie trzecie".

Zabi艂 jeszcze portiera.

Ale jak portier mo偶e by膰 powi膮zany z tym wszystkim?

No w艂a艣nie.

"Nie zbli偶aj si臋 do mnie z takemi oczyma...

Ja si臋 ciebie boj臋".

"Co moje r臋ce zrobi艂y?".

"Bro艅 k艂amstwa 偶elazem!

Tego cz艂owieka trzeba zabi膰".

"Jasne nieba!".

"Ona zaprawd臋 winna ogniem 偶ywym

by膰 obr贸cona na w臋giel piekielny.

Os膮d藕 j膮".

"Os膮d藕! Os膮d藕! Os膮d藕!".

"Winna 艣mierci!".

Panie Pawle. Panie Pawle?

To by艂o cudowne.

Cudowne.

Oczyszczaj膮ce.

I to jest pana zas艂uga. Pan si臋 przy tym upar艂.

Pomy艣la艂em, 偶e to pomo偶e.

Karol, gratulacje.

呕ycie wygra艂o ze 艣mierci膮.

Zwyci臋偶yli艣my strach, kochani.

To by艂o najwi臋ksze zwyci臋stwo, jakie mo偶na by艂o, kurwa...

Jakie mo偶na odnie艣膰.

Chod藕my, zwyci臋zco, zjemy co艣.

Zw艂aszcza ty, blada jeste艣.

Pani dyrektor, czy ja mog臋 na s艂贸wko prosi膰?

Ciesz臋 si臋, 偶e pan tu jest.

- Jest pan pedagogiem przez du偶e P. - Dzi臋kuj臋 przez du偶e D.

Zabrak艂o mi tylko kilku s艂贸w, przed albo po, rozumie pani.

- O Karolinie? - O Karolinie i o panu Zygmuncie.

Wie pan, ja zrezygnowa艂am z tego bardzo 艣wiadomie.

To znaczy, chcia艂am zostawi膰 czyst膮 kart臋.

Pan Zygmunt to chyba tworzy艂 atmosfer臋 tej szko艂y, co?

Ja go zna艂em par臋 dni, a 艂api臋 si臋 na tym, 偶e go wspominam do dzisiaj.

Tworzy艂 klimat tej szko艂y bardziej, ni偶 si臋 panu wydaje.

Niech zgadn臋. 艢piewa艂 piosenki Okud偶awy na akademiach?

Nie. Ale na przyk艂ad zaproponowa艂 nam Karola,

kiedy potrzebowali艣my biologa.

Powiedzia艂: "Jest facet, troch臋 wariat, mo偶e wi臋kszy ode mnie,

ale b臋dzie tu pasowa膰 jak nikt inny".

- Naprawd臋? - Tak, byli jako艣 spokrewnieni.

Mia艂am si臋 nie wygada膰.

Dlaczego?

Nie wiem, Karol prosi艂.

Mo偶e si臋 wstydzi艂? Taka dziwna protekcja.

W艂a艣nie, ja te偶 co艣 zjem.

- Marta? - Przepraszam.

Zjesz co艣?

Szuka艂am inspiracji.

Spokojnie, tutaj nic tajnego nie ma.

Ale widz臋, 偶e masz my艣l贸w臋. To dobrze.

A to nie jest ten facet, kt贸ry zgin膮艂 w szkole?

A sk膮d go znasz?

Ze zdj臋cia przed wej艣ciem do szko艂y.

- Bardzo elegancki jak na portiera. - Po prostu przyszed艂 na wesele.

Ale te oprawki...

Dziewczyno, sk膮d ty masz takie uprzedzenia?

Jeden z moich zleceniodawc贸w mia艂 bardzo podobne.

Bogaty biznesmen.

Marta?

Czy ja teraz wygl膮dam jak lekarz?

Nie, wygl膮dam jak bezdomna.

To co, chcesz co艣 zje艣膰? Masz do wyboru:

nale艣niki albo...

nale艣niki.

To mo偶e to pierwsze.

To ja, otw贸rz.

Zamknij drzwi.

Co si臋 sta艂o cioci Marcie?

Ciocia Marta 艣pi.

Chod藕, otworzymy cioci Elwirze.

Chod藕.

- Dzie艅 dobry. - Dzie艅 dobry.

- Ju偶 jest prawie gotowy. - Mog臋 poczeka膰.

Nie, nie ma problemu.

Prosz臋.

A czemu ciocia 艣pi w dzie艅, skoro 艣pi si臋 w nocy?

Ale ja nie 艣pi臋, p膮czku.

Inna ciocia. Kole偶anka do mnie przyjecha艂a i troch臋 zabalowa艂y艣my.

Idziemy.

Pa!

Marta?!

Marta?

Jak chcesz j膮 jeszcze zobaczy膰, to w艂a藕 do auta.

Wy艂膮cz ju偶 ten gwizdek.

Dok膮d jedziemy?

Niedaleko. Ale mamy czas.

Skoro ju偶 mnie dok膮d艣 wywozisz, powiedz mi przynajmniej prawd臋.

Gdzie jest Marta?

Widzisz? Takie rzeczy znosisz du偶o gorzej, b臋d膮c pasa偶erem.

Kiedy stajesz po stronie mordercy, s膮dz膮 ci臋 jak morderc臋.

- Nawet jak jeste艣 nieletnia. - A kto powiedzia艂, 偶e jestem?

A nie jeste艣?

Rocznik 94. Mam 23 lata.

Chyba nie jestem dla ciebie za stara?

Ostro偶nie.

Jeste艣 pewna?

Czego?

W tej okolicy kradn膮 auta.

Wiesz, o czym teraz my艣l臋?

O swoim dziecku, o Marcie, o sobie.

Bior臋 pod uwag臋 r贸偶ne scenariusze.

Tylko nie wiem, czy ty bierzesz pod uwag臋 swoje.

Sorry, ale nie nad膮偶am.

Ty i Tymek wiecie du偶o rzeczy, kt贸re mog膮 zaszkodzi膰 kilku osobom.

To prawda, ale jako艣 偶yj臋.

I Tymek te偶 偶yje. Musia艂 tylko si臋 na chwil臋 schowa膰.

Po co?

Nie wiedzieli艣my, ile powiesz na przes艂uchaniu.

- Gdzie on si臋 schowa艂? - Nie musz臋 tego wiedzie膰.

- Rozmawia艂am z nim rano. - Rano by艂o dawno temu.

Je艣li chcesz mi co艣 powiedzie膰, to powiedz.

Ja ju偶 powiedzia艂em.

Jest pod opiek膮 lekarsk膮, nic jej nie grozi.

Dziecku te偶 nie.

- Nie wierz臋 ci. - Tw贸j wyb贸r.

Ale zaufanie nam si臋 przyda.

Oddasz Magdzie telefon i wejdziesz do 艣rodka.

Musimy mie膰 pewno艣膰, 偶e przez 2 dni nigdzie nie p贸jdziesz z donosem.

Jak ju偶 b臋dziemy daleko, Marta ci臋 st膮d ewakuuje.

I b臋dziecie 偶yli d艂ugo i szcz臋艣liwie.

Tu nawet nie ma wody do picia.

Magda przywiezie ci dzisiaj 艣piw贸r i co艣 do jedzenia.

Zapomnia艂em, wybacz.

A je偶eli nie wejd臋, to co?

To wpadniesz.

No, to hop! Nie mamy czasu, Pawe艂.

Mamy du偶o do zrobienia.

Nie. Nie wchodz臋 tam.

I co? Zastrzelisz mnie?

Co ty, kurwa, robisz?

Karol, gdzie jest Tymek?

Pojeba艂o ci臋?!

- M贸wi艂e艣, 偶e tu b臋dzie. - Jest, gdzie ma by膰.

- Nie odbiera. - Mo偶e 艣pi.

Zrzuci艂 mnie i nie oddzwoni艂.

Zabi艂e艣 go.

Oszala艂a艣?

Pod nogawk膮.

Nie wiem, gdzie on jest. Po co mia艂bym go zabija膰?

Gdzie jest jego dziewczyna te偶 nie wiesz?

Jasne, 偶e wiem. Co ty narobi艂a艣, idiotko!

- Uwolnij j膮. - Tu nie ma zasi臋gu.

Kurwa!

Ty masz zasi臋g.

Gdzie ja jestem?

U doktora Mrowca. Mia艂a艣 zapa艣膰.

To nie jest jego gabinet.

To jego prywatne ambulatorium.

Musia艂 pojecha膰 do pacjentki, ja zosta艂am przy tobie.

Dodzwoni艂am si臋 do Paw艂a. Jest bardzo zaniepokojony.

Stoi przed wej艣ciem.

Poradzisz sobie?

Co ty robisz?

Dzwoni臋 na policj臋.

Nie dzwonisz na 偶adn膮 policj臋.

Magda.

On zabi艂 policjanta, zabi艂 dziewczyn臋.

- On nie jest przest臋pc膮. - To kim on, kurwa, jest?

Ani s艂owa wi臋cej, Magda.

On jest z wywiadu.

Co?

Szkoli艂 nas na przysz艂ych szpieg贸w.

Jakich, kurwa, szpieg贸w?

Mieli艣my w ferie misje praktyczne na realnych figurantach.

Tyle 偶e te misje si臋 popl膮ta艂y.

A ty jak膮 mia艂a艣 misj臋?

Uwie艣膰 morderc臋?

Uwie艣膰 handlarza broni膮.

Tymek mia艂 pozyska膰 topowych haker贸w, a Iwo... sam wiesz.

Preppersi.

Terrory艣ci.

To jest prawda?

Nast臋pny b臋dzie w 艂eb!

Szkolili艣my dzieciaki bez rodzic贸w i wsadzali艣my do tego liceum.

Iwo nie mia艂 rodzic贸w? Tymek nie mia艂 rodzic贸w?

Ja ich, kurwa, widzia艂em! Widzia艂em ich, jak cierpieli.

To by艂 eksperyment. M贸j eksperyment.

Katastrofa.

Tylko Magda o tym wiedzia艂a.

Nie musia艂e艣 nikogo zabija膰!

Dobra, kurwa, dzwo艅. Niech mnie os膮dz膮.

Ani si臋, kurwa, wa偶!

Dlaczego?

W艂a艣nie o to mu chodzi, rozumiesz?

My dzia艂amy poza prawem!

Utajni膮 t臋 spraw臋, jego wypuszcz膮 za miesi膮c,

a ja wtedy sko艅cz臋 jak Tymek!

Tymon 偶yje, Magda. Nic mu nie jest.

Siedzi w szkole, w serwerowni.

Ja musia艂em ratowa膰 Mart臋.

Lu!

Daj mi zadzwoni膰.

Jeden telefon. Nie musisz mnie nawet odwi膮zywa膰.

Do p贸艂nocy zosta艂o jeszcze sze艣膰 i p贸艂 godziny.

Lu, prosz臋 ci臋!

Lu, prosz臋 ci臋...

Widzisz?

Widzisz, jak si臋 da艂a艣 wydyma膰? Jak pi臋ciolatka.

Przerabiali艣my to tyle razy, dziewczyno.

Za p贸藕no.

Naprawd臋, to jest najlepsze wyj艣cie.

S艂ucham.

Zabi艂em cz艂owieka.

Rzu膰 bro艅! Rzu膰 bro艅!

Na kolana! Ju偶!

R臋ce na g艂ow臋!

Reduta?

Ile razy?

Trzy.

Nie, chyba cztery.

Raz w g艂ow臋, to na pewno.

Dlaczego pan to zrobi艂?

Zgin臋艂o przez niego wielu ludzi.

Ba艂em si臋, 偶e jeszcze wi臋cej mo偶e zgin膮膰.

Ludzie w liceum te偶?

Nie tylko.

Dziewczyna z Elbl膮ga.

Wasz szef.

Czyli zabi艂e艣 z艂ego cz艂owieka, co?

Nie wiem, czy z艂ego. Ja si臋 nie czuj臋 lepszy.

Dlaczego u艂o偶y艂 cia艂o dziewczyny w ten spos贸b?

Jak si臋 pan czuje?

To jest takie wa偶ne?

Wa偶ne, 偶eby potem pan nie chcia艂 偶adnego odszkodowania.

Jest pan wolny.

Nie rozumiem.

Nie ma 偶adnego cia艂a.

- Jest. - Nie ma.

- Jest, w cysternie. - Nie ma 偶adnego cia艂a.

Karol Ebig wyjecha艂 za granic臋. Mamy nagranie z lotniska.

Lot do Urugwaju.

To jest nieprawda.

B臋dzie pan mi si臋 tu upiera艂, 偶e zabi艂 偶yj膮cego cz艂owieka?

A jego 偶ona?

Wyjecha艂a razem z nim. Zabrali dzieci.

Wie pan...?

To bardzo dobrze, 偶e przyni贸s艂 pan nam ten pistolet,

bo inaczej m贸g艂by pan odpowiada膰 za nielegalne posiadanie broni.

Teraz niech pan we藕mie swoje rzeczy.

D艂ugopis.

Paczka papieros贸w, otwarta.

Portfel br膮zowy. Klucze.

Tu pan kwituje.

Telefon.

Telefonu nie ma.

Telefon odda panu pan Kowalczyk. Osobi艣cie.

Nie rozumiem.

Prosz臋 za mn膮.

Na chwil臋.

Pan Zawadzki.

A pa艅ska godno艣膰?

Panowie chcieli panu co艣 zaproponowa膰.

Nie wiem, kim jeste艣cie, ale nazywajcie rzeczy po imieniu.

Przecie偶 to robimy.

Panie Pawle, kr贸tko.

Pan zna nasze tajemnice.

Siedzi pan w tym po uszy.

Mam by膰 waszym nowym Karolem Ebigiem?

Nie. Program Ebiga ju偶 nie istnieje. Tylko tyle mog臋 panu powiedzie膰.

Wsp贸艂pracowa膰 z panem b臋dzie pana dobra znajoma.

Cze艣膰, Pawe艂.

Potraficie wsp贸艂dzia艂a膰, macie do siebie zaufanie.

To zupe艂nie tak, jakby艣cie przeszli jak膮艣 trudn膮 misj臋.

Panie Pawle!

Pa艅ski telefon.

Niech go pan sobie zostawi, na pami膮tk臋.

Marta... Hej.

Prosz臋 chwileczk臋 zaczeka膰!

No, to tyle, Pawe艂.

Co, to tyle?

Tyle.

Wyje偶d偶am. Nie szukaj mnie.

Poczekaj, Marta. Ju偶 jest po wszystkim.

Ja zrobi臋 wszystko, 偶eby was chroni膰. Pos艂uchaj...

Nie, to ty mnie pos艂uchaj. Nie kochasz mnie.

Nigdy mnie nie kocha艂e艣.

Poczekaj. Poszli艣my kilka razy do 艂贸偶ka,

poudawali艣my par臋, pobawili艣my si臋 w dom...

Nie masz wobec mnie 偶adnych zobowi膮za艅.

Wobec nas.

Znajd臋 ci臋.

Nie szukaj mnie.

Znajd臋 ci臋.

Nie czekaj na mnie, zmarnujesz sobie 偶ycie.

- Marta... - B膮d藕 szcz臋艣liwy.

Marta!

Jedziemy.

Napisy

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.