Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Pami臋tasz mnie?
I tak nie powiem, gdzie on jest.
- Wszystko mi wy艣piewasz. - Zacznij si臋 modli膰.
Silvio, b艂agam. Nie r贸b tego.
Prosz臋. Pos艂uchaj mnie.
Sukinsynu!
Zabij臋 ci臋!
Bez palc贸w b臋dzie trudno.
Prosz臋. B艂agam.
Przestaniesz, je艣li powiem, gdzie on jest?
Nawet nie wiesz, jak mnie to ucieszy.
Bari. W Apulii.
ZA KA呕DE CIERPIENIE KTO艢 MUSI ZAP艁ACI膯
FRIEDRICH NIETZCHE
PARADOX EFFECT
Cze艣膰. Jak tam?
- Karina... - Renee? Co si臋 sta艂o?
Zadzwoni艂am do niego. Chyba si臋 z艂ami臋.
Nie, pos艂uchaj mnie. Nie z艂amiesz si臋.
Poradzisz sobie. Gdzie jeste艣?
U Madsa.
Z nikim nie rozmawiaj. Ju偶 jad臋.
B臋dzie dobrze.
Nadchodzi zmiana pogody. Zachmurzenie b臋dzie mniejsze.
Spowolnienie gospodarcze mo偶e doprowadzi膰...
Jak zawsze dotrzymamy wam towarzystwa w t臋 ponur膮 noc.
Nie b臋dziemy si臋 nudzi膰. Wys艂uchamy, co macie do powiedzenia.
M贸wcie, o czym chcecie. O pracy, mi艂o艣ci, o seksie.
O porypanym 偶yciu, przyja藕ni i o mi艂o艣ci.
- Renee. - Karina.
Ju偶 dobrze. Jestem. Wszystko si臋 u艂o偶y.
Po艂knij to.
- Co to? - Lekarstwo.
Zmniejsza napi臋cie. Bardzo mi pomaga.
- Cze艣膰, pi臋kna. Kop臋 lat. - Cze艣膰, Mads.
Min臋艂o 11 miesi臋cy, trzy tygodnie, dwa dni,
cztery godziny i 33 minuty.
Tak d艂ugo nie 膰pasz, a nadal nie m贸wisz po w艂osku.
- Mo偶esz i艣膰. - Renee po mnie zadzwoni艂a.
- Czego chcesz? - Chce st膮d wyj艣膰.
Przyjecha艂em sprzeda膰 towar i tak zrobi臋.
- Ile masz przy sobie? - 14.
Daj.
呕artujecie? Jeszcze 30. Minimalne zam贸wienie to 50.
Przepro艣 Tommy'ego, 偶e zmarnowa艂y艣my jego czas.
- To si臋 nie powt贸rzy. - Ju偶 nie pracuj臋 dla Tommy'ego.
- Wi臋c daj to szefowi. - Ja jestem szefem.
Je艣li nie macie forsy,
mog臋 odebra膰 w naturze.
Masz. We藕 to.
Na co mi to g贸wno?
Obr膮czka trze藕wo艣ci jest dla mnie warta du偶o wi臋cej.
- We藕 j膮 w zastaw. - W zastaw?
Nie ma opcji.
Dzi臋ki niej trzymam si臋 w pionie.
Kiedy czuj臋 si臋 s艂aba, patrz臋 na t臋 obr膮czk臋
i wiem, 偶e to minie.
Wi臋c j膮 wykupi臋.
10 procent dziennie.
A ty, nie dzwo艅 wi臋cej.
Nie p艂acz. Uda艂o nam si臋.
Poradzi艂a艣 sobie.
Cholera.
Kto to? M贸j parszywy szef.
Musz臋 lecie膰. W razie czego dzwo艅.
- Dzi臋ki. - Poradzi艂a艣 sobie.
Pami臋tasz, jak cie zatrudnia艂em?
Nikt nie chcia艂 nawet gada膰 z 膰punk膮.
Jeszcze raz i wylecisz.
- Przepraszam, Rocco. - Widzimy si臋 rano.
Nie mog臋. Przyje偶d偶a moja c贸rka.
Dlatego szykuj臋 to dzi艣. Jad臋 na lotnisko.
Otwieramy o sz贸stej. Zd膮偶ysz j膮 odebra膰 i wr贸ci膰.
- W czym problem? - Chcia艂am sp臋dzi膰 z ni膮 dzie艅.
Jeste艣 o sz贸stej.
- Jak si臋 ma moja c贸reczka? - Jestem zestresowana.
- Mam tylko walizk臋 ciuch贸w. - Co?
Walizka ciuch贸w na kr贸tki pobyt? Nie藕le.
Strze偶 si臋 obcych.
Co, jak zaczepi ci臋 obcy facet?
- Od razu... - Kopn臋 go w jaja.
Dobra dziewczynka!
Mamo.
Ale odbierzesz mnie z lotniska?
Co? Oczywi艣cie, 偶e tak.
Ju偶 nie jestem taka jak kiedy艣.
Ani troch臋.
Lot BA506. L膮duje o 5.04 rano.
B臋d臋, cho膰by nie wiem co. Obiecuj臋.
Hej!
St贸j!
Wpu艣膰 mnie do samochodu.
Spadajmy st膮d.
Jed藕!
- Dok膮d ci臋 zawie藕膰? - Po prostu jed藕!
Zapnij pasy i w艂膮cz 艣wiat艂a.
Trzymaj si臋 bocznych ulic bez monitoringu.
Jak nas zatrzymaj膮, to si臋 藕le dla ciebie sko艅czy.
Dobra. Jedziemy.
01.43 NAD RANEM
- Potrzebujesz lekarza. - 呕adnych szpitali.
Plasterek raczej nie wystarczy.
Jak chcesz. 呕adnych szpitali.
Jeste艣my daleko od tego, co si臋 tam wydarzy艂o.
Zatrzymam si臋, wysi膮d臋 i ka偶dy p贸jdzie swoj膮 drog膮.
呕yjesz tylko dlatego, 偶e jeste艣 w stanie prowadzi膰.
Opr贸偶nij kieszenie.
Karina Ann Sidorov. Via Petrone 15.
To niedaleko.
- Jeste艣 m臋偶atk膮? - Rozwiedziona.
Pijesz?
膯pasz.
Ju偶 nie. Pracuj臋 16 godzin, siedem dni w tygodniu.
Musimy si臋 zamelinowa膰. Potrzebuj臋 zaopatrzenia.
Daj mi sw贸j numer.
349-446-7811.
Humor mojej c贸rki.
Nie roz艂膮czaj si臋 ani na chwil臋.
W艂贸偶 to.
R贸b, co m贸wi臋.
- Po co id臋? - Dowiesz si臋.
- Dobry wiecz贸r. - W czym mog臋 pom贸c?
Chcia艂abym...
Chcia艂abym jakie艣...
Kup banda偶e, gaz臋, spirytus salicylowy i plaster.
Banda偶e, gaz臋,
- spirytus salicylowy i plaster. - Ju偶 daj臋.
Popro艣 o sterylne ig艂y i benzokain臋.
Do tego sterylne ig艂y i benzokaina.
Po co to pani?
呕eby znieczuli膰 i oczy艣ci膰 skaleczenie na g艂owie.
Mam rozci臋t膮 g艂ow臋.
Powinna pani i艣膰 do lekarza.
Niedaleko st膮d jest przychodnia.
Nie wyjdziesz bez benzokainy.
Jak ci jej nie da, strzel臋.
Nie mam czasu i艣膰 do lekarza.
- Musz臋 pracowa膰. - Ma pani jakie艣 k艂opoty?
Nic si臋 nie sta艂o. Spad艂am ze schod贸w w pracy.
Ig艂y i benzokaina.
Musz臋 mie膰 sterylne ig艂y i benzokain臋.
Prosz臋. On nas zastrzeli.
Dzi臋kuj臋. I przepraszam.
Pasy, 艣wiat艂a i jedziesz zgodnie z przepisami.
- Dok膮d? - Do ciebie. Ruszaj.
Prowadz臋 t臋 audycj臋 od trzech lat.
Pierwszy raz odebra艂em taki telefon.
P艂on膮cy samoch贸d i cia艂o na 艣rodku targowiska.
Mieszka艅cy Bari nie zrobi膮 jutro zakup贸w.
呕arty na bok. S艂yszeli艣cie co艣? Mo偶e mieszkacie w pobli偶u?
A mo偶e co艣 innego zaprz膮ta wam my艣li?
Dzwo艅cie w ka偶dej sprawie. Mikrofon jest wasz. Zawsze.
Kto艣 tu mieszka?
Straszna rudera.
Nast臋pnym razem postaram si臋 mieszka膰 w pa艂acu.
Nie oddalaj si臋.
Klucze.
Daj wody.
Karina! Otwieraj!
Sp艂aw j膮 albo ja to zrobi臋.
- Karina. - Pani de Luca? Co si臋 sta艂o?
Jest kto艣 u ciebie? M臋偶czyzna?
Co to za krew pod twoimi drzwiami?
- Skaleczy艂am si臋 w pracy. - Czym? Maczet膮?
- To wszystko? Musz臋 to opatrzy膰. - Sko艅czy艂am.
Ale do rana masz to posprz膮ta膰.
Oczywi艣cie. Nie ma sprawy.
- Co teraz? - Wyci膮gniesz to ze mnie.
- Wida膰, 偶e jeste艣 膰punk膮. - Wal si臋.
We藕 no偶yczki i rozetnij sweter przy ranie.
Zadasz jeden, mo偶e dwa ciosy.
Raczej zd膮偶臋 ci臋 zabi膰.
Rozchyl ran臋. Sprawd藕, czy metal uszkodzi艂 t臋tnic臋.
Chyba nie.
Musisz go wyj膮膰 jednym szybkim ruchem.
B臋d臋 odlicza艂.
Trzy, dwa...
Spirytus.
Podaj mi gaz臋.
Karina!
- Sp艂aw j膮. - Co m贸wi艂am o ha艂asowaniu?
- Karina! - Tak?
Otwieraj.
Otw贸rz drzwi.
Karina! Otw贸rz drzwi.
- Albo wezw臋 policj臋. - Wymy艣l co艣. Szybko.
Albo was zabij臋.
Nie musz臋 otwiera膰. Mam prawo do prywatno艣ci.
Nie podoba mi si臋 tw贸j znajomy.
Kim ty w og贸le jeste艣?
Potrzebuj臋 ubra艅.
M贸j by艂y co艣 zostawi艂.
Masz.
Mog膮 by膰?
Sta艅 twarz膮 do 艣ciany z r臋kami za g艂ow膮.
Co teraz?
Jak sko艅cz臋, ty te偶 si臋 przebierzesz.
- Jeste艣 ca艂a zakrwawiona. - Nie o to pytam. Nic ci nie jest.
Nie potrzebujesz mnie. Mo偶esz i艣膰.
Nic nie powiem. Przysi臋gam.
Dobra?
Mia艂em ze sob膮 walizk臋.
Powinienem j膮 komu艣 dostarczy膰.
Wi臋c nigdzie si臋 nie wybierasz.
Pomo偶esz mi odzyska膰 to, co przez ciebie straci艂em.
Mo偶esz si臋 odwr贸ci膰.
Przebierz si臋.
Id藕 si臋 przebra膰!
Silvio, prosz臋.
Zanim co艣 powiesz, mam to pod kontrol膮.
Daj mi troch臋 czasu i dostaniesz wszystko. Obiecuj臋.
Gdybym dostawa艂 grosz za ka偶dym razem kiedy to s艂ysz臋...
To by艂bym biedny.
Wszyscy wiedz膮, 偶e moich termin贸w si臋 dotrzymuje.
Syn zapyta艂 mnie o ulubion膮 bajk臋.
Zapytam ci臋 o to samo. To nie jest zagadka.
Jak膮 bajk臋 lubisz najbardziej?
Bo ja o ch艂opcu, kt贸ry wo艂a艂 o pomoc. Wiesz, jaki z niej mora艂?
Nie k艂am. Ale to nie wszystko.
Mieszka艅cy wioski nie zrobili nic, kiedy wilk rozszarpywa艂 ch艂opca.
Pomy艣l, jak to wygl膮da艂o.
Ch艂opiec p艂aka艂 i krzycza艂, a oni nic.
Widzia艂e艣 kogo艣, zjadanego przez wilka?
To trwa. D艂u偶ej, ni偶 my艣lisz.
Gdyby mieszka艅cy chcieli da膰 ch艂opcu nauczk臋,
powstrzymaliby wilka i uratowali mu 偶ycie.
Jest nauczka.
Ale pozwolili, 偶eby go zjad艂.
Dlaczego?
Bo nie chodzi o nauczk臋 dla jednostki.
Ca艂a wioska ma si臋 czego艣 nauczy膰.
Tak, rozumiem.
Masz godzin臋.
Silvio, potrzebuj臋 troch臋 wi臋cej. Mog臋 porozmawia膰 z...
Siadaj.
Co s艂ysza艂a艣?
Wiem, 偶e kto艣 ci臋 trzyma za jaja.
- To nie tak jak my艣lisz. - Nie? A jak?
Co by艂o w walizce?
Heroina, warta 400 tysi臋cy.
Sk膮d agent Interpolu mia艂 tyle towaru?
Jeste艣 brudnym glin膮?
Trafi艂am w czu艂y punkt.
Facet kt贸rego s艂ysza艂a艣, ma na imi臋 Silvio.
Pi臋膰 lat zbierali艣my dowody, 偶eby go skaza膰.
Uda艂o si臋.
Interesy przej膮艂 jego syn.
Zabi艂 go konkurencyjny gang.
Silvio obwinia mnie.
Twierdzi, 偶e nie ochroni艂em jego ch艂opca.
Bydlak wyszed艂 miesi膮c temu.
I zacz膮艂 mnie 艣ciga膰.
Torturowa艂 i zabi艂 mojego partnera.
Skutecznie.
Wcale nie szuka zemsty.
Chce odzyska膰 stracone pieni膮dze. Pomo偶esz mi je zdoby膰.
Nie wiem, czy dam rad臋.
Jestem czysta dopiero od roku.
Nie masz wyboru. We藕 si臋 w gar艣膰!
R贸b, co m贸wi臋.
Zawsze my艣la艂em, 偶e Bari to ciche i senne miasto.
Ale pewnie jestem nieobiektywny.
Wydarzenia na targowisku przypominaj膮 ameryka艅ski serial.
Policja, dziennikarze, gapie.
Niedaleko dalej kto艣 ostrzela艂 witryn臋 apteki.
Dzwoni艂o troje s艂uchaczy.
Kto艣 m贸wi艂 o kamieniach, kto艣 o broni maszynowej.
Kto艣 inny widzia艂 m臋偶czyzn臋 z broni膮 z t艂umikiem.
Bro艅 z t艂umikiem w Bari. Dacie wiar臋?
04.32 NAD RANEM
Widzia艂a艣 to?
Zam贸wisz kilogram hery.
Za偶膮da forsy z g贸ry.
- Pod 偶adnym pozorem... - Nie dam mu forsy. Serio?
Masz.
Nie pr贸buj ucieka膰.
- Musz膮 ci臋 szanowa膰. - Jasna sprawa.
Cze艣膰, ma艂a. Zgubi艂a艣 si臋?
- Za艂atwicie mi kilogram hery? - Mordo!
- Sporo jak dla kr贸lewny. - Tak czy nie?
Sta膰 ci臋?
Forsa z g贸ry.
S艂yszysz, suko?
Dostaniesz, jak przyjdzie towar.
Nie. Dasz mi j膮 teraz.
Poder偶n臋 ci gard艂o i wezm臋 kas臋 od razu.
A lubisz cho膰 troch臋 swojego kumpla?
Nie kupuj臋 dla siebie. Co najmniej jeden z was zginie.
10 sekund i zginiecie wszyscy.
Kto prze偶yje, dostanie zarzut morderstwa.
Albo dobijemy targu. Co艣 tam zarobicie.
A jak m贸j klient b臋dzie zadowolony, pop艂yn膮 zam贸wienia.
Przemy艣lcie to.
Spoko.
- Zaraz wr贸c臋. - M膮dra decyzja.
Zaczekam tam.
- Kto to jest? - Mia艂e艣 cel na czole.
艢ci膮gam go tu.
- JESTE艢 NA LOTNISKU? - Nie r贸b nic g艂upiego.
Telefon.
Jedzie po paczk臋.
S艂uchaj, moja c贸rka zaraz l膮duje. Musz臋 j膮 odebra膰 z lotniska.
- Tyle razy... - Zostajesz ze mn膮! Jed藕!
Ale z ciebie dupek.
Ka偶d膮 noc sp臋dzam z wami, wi臋c nie mam wielu przyjaci贸艂.
Moja dobra znajoma, Francesca, pracowa艂a dzi艣 w ostrzelanej aptece.
Powiedzia艂a, 偶e kto艣 do niej strzela艂.
W aptece by艂a kobieta. Zachowywa艂a si臋 dziwnie.
Sprawca strzela艂 z samochodu.
Francesca jest przera偶ona. Chcia艂bym by膰 przy niej.
Ale zostan臋 z wami. Przez ca艂膮 noc.
- Gdzie on si臋 podzia艂? - Nie wiem.
Czekaj. Co to jest?
Nic nie widz臋.
W艁A艢NIE WYL膭DOWA艁AM
CO艢 MI WYPAD艁O W PRACY. ODBIERZE CI臉 PAOLO.
NIEFAJNIE.
A KTO TO JEST PAOLO?
M脫J NOWY ZNAJOMY. 艁AP FOT臉. ROZPOZNASZ GO.
Karina Ann Sidorov.
Sierra, India, Delta, Oscar, Romeo, Oscar, Victor.
DOB 7484.
Gdzie艣 wyp艂ynie. Musz臋 wiedzie膰, kiedy.
Moja c贸rka jest na lotnisku. Ma 11 lat.
- Mo偶e jej co艣 grozi膰. - Jak si臋 pani nazywa?
Karina Sidorov.
- Ma pani jaki艣 dokument? - Nie. Wszystko mi zabra艂.
- Jest glin膮. Porwa艂 mnie. - Prosz臋 zaczeka膰.
Dzi臋kuj臋.
Mamy nazwisko.
- GDZIE ON JEST? - Tu nie wolno parkowa膰.
S艂yszy mnie pan?
Tutaj nie wolno parkowa膰.
Przyj膮艂em.
Mamy j膮 zatrzyma膰.
Ochrona lotniska przywiezie pani c贸rk臋 do komisariatu.
Dzi臋kuj臋.
- Dobre wie艣ci? - Sprawdza艂a j膮 Valentina Rossi.
- Kto to? - 艢wie偶ynka. Ma czeka膰 na ciebie.
- Wysy艂am lokalizacj臋. - 艢wietnie.
Detektyw Covek, Interpol.
Przejmuj臋 dziewczynk臋.
Jedziemy na komisariat?
Przywioz膮 tam moj膮 c贸rk臋. Mo偶emy jecha膰?
R臋ce do g贸ry!
Wiesz, jak ko艅cz膮 zab贸jcy policjant贸w?
Opu艣膰 bro艅.
Zostaw mnie!
- Puszczaj! - Przesta艅!
Nigdzie nie p贸jdziesz.
Jak strzelisz, zabijesz policjanta,
dziecko albo nas oboje.
Dobry wyb贸r.
Policjanci powinni pomaga膰, a nie porywa膰 dzieci.
Nie porwa艂em ci臋.
Jestem przykuta do drzwi.
Dlaczego to robisz?
- Dla twojego bezpiecze艅stwa. - Nie mam pi臋ciu lat.
Jestem prawie doros艂a.
Mama nie ma pieni臋dzy.
Je偶eli liczysz na okup, to si臋 przeliczysz.
Tata ma pieni膮dze.
Z nim gadaj o okupie, a nie z mam膮.
Na co czekamy?
Prosz臋.
- Prosz臋 si臋 nie martwi膰. - Nic z tego nie rozumiem.
O co chodzi? Dlaczego nie jedziemy?
To on! To m贸j samoch贸d!
- Sprawd藕cie numery rejestracyjne! - Zrobimy to na komisariacie.
Sk膮d on si臋 tu wzi膮艂? Co on tu robi?
Niech si臋 nie zbli偶a!
K艂amie w 偶ywe oczy!
Poprosz臋 dokumenty.
Pracuje dla Interpolu, ale jest sprzedajnym dupkiem!
Mam odznak臋.
W samochodzie jest moja c贸rka!
Jak j膮 dorwa艂e艣, bydlaku?
Sprawd藕 to.
Jak strzelisz, tw贸j partner zginie.
Opu艣膰 bro艅, to oboje prze偶yjecie.
Na ziemi臋.
Cofnij si臋.
Po艂贸偶cie r臋ce na samochodzie.
Wysiadaj. I ju偶 nic nie kombinuj.
Nienawidz臋 ci臋.
- Lucy. - Mamo!
Jestem przy tobie, kochanie.
Wsiadaj i jed藕.
Najpierw j膮 rozkuj.
Wsiadaj. Nie mamy czasu.
Nie pojad臋, dop贸ki nie rozkujesz mojego dziecka!
Do samochodu.
Rozkuj j膮.
Natychmiast!
Pewnie macie dzi艣 ci臋偶k膮 noc. Nie tylko wy.
Dwoje policjant贸w prze偶y艂o chwile grozy.
Odebrano im pistolety.
Wiem, brzmi jak z艂y dowcip, ale to prawda.
Byli na patrolu, kiedy zaskoczy艂 ich pewien m臋偶czyzna.
- Wjed藕 przez bram臋. - Po co? Co my tu robimy?
To ja. Otw贸rz.
Nic nie masz.
Co my tu robimy? Nic dla nich nie masz.
Jed藕.
- Nie podoba mi si臋 tw贸j znajomy. - Nie jest znajomym.
- To dupek. - Pe艂na zgoda.
- Ma na imi臋 Paolo? - Nie.
- Kto ci tak powiedzia艂? - Niewa偶ne.
Co to za dziad?
Nie mam poj臋cia.
Sied藕 grzecznie i b膮d藕 cicho.
Zostaw j膮! Pu艣膰 j膮, zasra艅cu!
Lucy! Przyjd臋 po ciebie!
Zostawcie j膮! Lucy!
Nikt nie zrobi ci krzywdy.
Mo偶esz si臋 uspokoi膰.
Tw贸j przyjaciel, pan Covek, lubi polowa膰 na z艂oczy艅c贸w.
Dzi臋ki niemu 艣wiat jest bezpiecznym miejscem.
Burmistrz zaleca, 偶eby艣my zostali w domach.
Po Bari grasuje m臋偶czyzna.
Porwa艂 dwie zak艂adniczki: kobiet臋 i dziewczynk臋.
Zosta艅cie w domach. B膮d藕cie bezpieczni.
Wystarczy, 偶e zadasz sobie pytanie.
Jak bardzo chcesz odzyska膰 to, co ci odebra艂em?
Gdzie ona jest? Przyprowad藕 j膮.
Wracaj po ni膮. Co robisz?
- Nie mog臋. - Bez niej si臋 st膮d nie rusz臋.
Pomo偶esz mi sp艂aci膰 d艂ug albo nigdy jej nie zobaczysz.
Jedziemy na jednym w贸zku.
Jak mo偶esz tak m贸wi膰?
- Zabrali moj膮 c贸rk臋! - I mojego syna!
Nie mia艂em wyboru!
M贸j syn, moje dziecko, te偶 tam jest!
Silvio by go zabi艂.
Zastrzeli艂 jak psa.
Potrzebowa艂em czasu. Nie mog艂em inaczej.
Lucy to m贸j zastaw.
Mamy godzin臋,
偶eby sp艂aci膰 mu d艂ug albo nasze dzieci zgin膮.
Ka偶da sekunda, kt贸r膮 tu siedzimy, to sekunda zmarnowana.
Jaki jest plan? Co robimy?
Jeste艣 z Interpolu. Niech gliny go aresztuj膮.
Ma do us艂ug dru偶yn臋 przekupionych gliniarzy.
Zosta艂a nam ulica.
- Mo偶e znam kogo艣... - Mo偶e?
Nie mamy czasu na "mo偶e".
Musimy zdoby膰 towar na ju偶. Jak to zrobimy?
Daj mi kluczyki i zdejmij te kajdanki.
Ju偶!
Je偶eli mam ci pom贸c, nie mog臋 by膰 przykuta do kierownicy!
Telefon. Oddawaj go, gnoju!
06.06 RANO
Mads, potrzebuj臋 dzia艂ki. Za 10 minut. Mam fors臋.
- Jak marnujesz m贸j czas... - Bez obaw.
- Fajna miejsc贸wka. - Kto to?
Nie jestem g艂upi. Nic nie mam.
Proch贸w nie, ale masz przy sobie bro艅.
Mo偶esz si臋 wypcha膰. Jest legalna.
- Dzi臋ki. - Za co?
Jednak jeste艣 g艂upi.
- Co jest? - Dobrze wiesz.
Wariatka.
Nie mam towaru. Spadam st膮d.
- Idziemy do twojego magazynu. - Co? Nie ma opcji.
Kurde.
Do samochodu.
Jest ochrona.
Maj膮 powa偶n膮 bro艅, nie pukawki.
- Kamery? - Jedna od frontu.
Nie nagrywa. Jest tylko do podgl膮du.
- Ilu ludzi? - Zwykle czterech lub pi臋ciu.
Ale widywa艂em te偶 kilkunastu.
Mo偶e wi臋cej.
Widzieli艣cie zdezelowane alfa romeo?
Nie dzwo艅cie tutaj, tylko od razu na policj臋.
Biedne zak艂adniczki pilnie potrzebuj膮 pomocy.
Ale zaraz potem dzwo艅cie do mnie. Co widzieli艣cie? Gdzie? Kiedy?
Chcemy wiedzie膰 wszystko. Kto podpali艂 nasze miasto?
Mowa o prawdziwym ogniu.
Czekam do si贸dmej. Do ko艅ca tej d艂ugiej nocy.
M贸j ojciec mawia艂,
偶e w 偶yciu trzeba dokona膰 trzech wybor贸w.
Dotycz膮 one spraw najwa偶niejszych.
Dwie decyzje ju偶 zapad艂y. Bez waszej winy i udzia艂u.
Pierwszy wyb贸r nale偶y do was. Kogo po艣lubi膰?
Bogacza? Biedaka? Pijaka?
Chyba 偶e wasze ma艂偶e艅stwa ju偶 zosta艂y zaaran偶owane.
Trudno. Powodzenia nast臋pnym razem.
Mo偶e dlatego niekt贸rzy wierz膮 w reinkarnacj臋.
Drug膮 decyzj臋 podj臋to za was. To, gdzie si臋 urodzili艣cie.
Gdyby艣cie urodzili si臋 na Saharze, musieliby艣cie chodzi膰 po wod臋.
Nie da艂oby si臋 inaczej. To do艣膰 niesprawiedliwe.
Ale 偶ycie nie zawsze jest sprawiedliwe.
I tak to si臋 kr臋ci.
B贸g wymy艣li艂 wybory
i wybra艂, 偶e b臋d臋 mia艂 syna.
I c贸rk臋.
Czasami kto艣 wygra,
ale wi臋kszo艣膰 przegrywa.
Ja wygra艂em.
Mo偶e wy te偶 wygracie.
- Celuj臋 do ciebie. - Jeste艣cie dla siebie stworzeni.
To ja, Mads. Przyjecha艂em po marych臋.
06.23 RANO
Drzwi.
Zosta艅. Jak powiem - strzelaj.
Teraz.
Id藕.
Zosta艂y mi trzy naboje. Po trzecim mnie os艂aniaj.
Znajd藕my fors臋.
- Za ni膮! - St贸j!
Nie chodzi o ciebie. Chc臋 tylko torb臋.
Cofnij si臋! Bo strzel臋.
- Opu艣膰 bro艅 i daj torb臋. - Nie ma mowy.
Powoli opu艣cimy bro艅.
Co?
Zr贸b to. Ja b臋d臋 gada膰.
Porozmawiajmy.
Zabieraj swojego ch艂opaka i wyno艣 si臋 st膮d.
O nie, ten go艣膰 nie jest moim ch艂opakiem.
Dupek porwa艂 moj膮 c贸rk臋.
Musz臋 j膮 odzyska膰, zanim...
To, co masz w tej torbie, mo偶e ocali膰 偶ycie mojej c贸rki.
Jej 偶ycie jest w twoich r臋kach.
Rzuc臋 ci torb臋 i p贸jd臋.
Daj臋 ci s艂owo.
Bierz torb臋 i idziemy.
Zidentyfikowano samotnego wilka, kt贸ry sterroryzowa艂 miasto.
To agent Interpolu w zmowie z dilerami narkotyk贸w.
Nie chcia艂bym by膰 na jego miejscu.
Kiedy dorwie go policja, poleje si臋 krew.
Raczej nie wyjdzie z tego 偶ywy. Zosta艅cie w domach.
Ile czasu nam zosta艂o?
O w mord臋. Sprawd藕 torb臋.
Co mamy?
Jakie艣 sto tysi臋cy.
I paczk臋 hery.
Dobra, damy mu to, co mamy
- i poprosimy o wi臋cej czasu. - Nasz czas si臋 sko艅czy艂.
07.02 RANO
Zawodzi艂am Lucy przez ca艂e 偶ycie.
Obieca艂am jej, 偶e to si臋 nie powt贸rzy.
- Idziemy na wojn臋. - Mo偶e nam si臋 uda膰.
- Mo偶e. - Mam nadziej臋.
S膮 na miejscu.
W baga偶niku jest torba sportowa.
Dziewczyna?
Musia艂em si臋 ni膮 zaj膮膰. Te偶 tam jest.
Kryj si臋.
- Gotowa? - Przysz艂am po dzieci.
Mam problem.
Facet po lewej.
Odwr贸c臋 uwag臋. Zdejmiesz go na m贸j znak.
Teraz.
- Oberwa艂a艣?
- Chyba nie. - Czu艂aby艣.
Kole艣 za rusztowaniem.
Biegnij prosto do niego.
Oszala艂e艣? Sama si臋 zastrzel臋. Oszcz臋dzisz na kulach.
Nie zauwa偶y ci臋.
- Zaufaj mi. - Mam ci zaufa膰?
Porwa艂e艣 moje dziecko.
Wci膮gn膮艂em was w to, bo by艂em zdesperowany.
Dobra.
Je艣li umr臋, pami臋taj, 偶e to przez ciebie.
Teraz.
Tam.
Lucy.
Mamo! Pom贸偶 nam!
Za mn膮.
Dzieci s膮 z nim.
Rzu膰cie bro艅 i wyjd藕cie. Albo B贸g mi 艣wiadkiem,
zabij臋 ich tu i teraz!
Ty te偶 zginiesz. S艂yszysz, sukinsynu?
- Uwolnij ich, to ci臋 pu艣cimy. - Jad膮 tu moi ludzie.
Stracicie przewag臋.
Mamo!
B艂agam, nie!
R臋ce do g贸ry!
Skarbie. Nic ci nie jest. Kocham ci臋.
Zawsze o tym pami臋taj.
Nie!
Tato!
SZE艢膯 MIESI臉CY P脫殴NIEJ
- Gotowe? - Do dzie艂a.
B贸g wymy艣li艂 wybory
i wybra艂, 偶e b臋d臋 mia艂 syna.
I c贸rk臋.
Czasami kto艣 wygra,
ale wi臋kszo艣膰 przegrywa.
Mo偶e wy te偶 wygracie.
Pami臋tacie kobiet臋, porwan膮 przez agenta Interpolu?
My w Bari pami臋tamy t臋 noc. Nie doko艅czyli艣my tej historii.
Jej 偶ycie si臋 zmieni艂o. Prowadzi restauracj臋 nad morzem.
Podobno rewelacyjn膮.
Poziom gwiazdkowy, a ceny przyst臋pne.
Na pewno tam zajrz臋.
Ale na razie czekam na wasze g艂osy i tajemnice Bari.
Najpierw pos艂uchajmy klasyki. Ten utw贸r poprawi wam humor.
Wesja polska - CANAL+ Tekst: Hanna Osuch
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.