Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
To sta艂o si臋 w sobot臋
18 sierpnia 1990 r.
Tamtej nocy niechc膮cy zabi艂em mojego ojca.
Wielkiego Juana Inchaustiego,
najlepszego kucharza w Bilbao.
Trwa艂 Wielki Tydzie艅.
W restauracji by艂y t艂umy.
Juancho!
Jak si臋 masz? Czuj si臋 jak w domu.
Na pewno dasz mi pyszn膮 kolacj臋.
Byli wszyscy: zawodnicy Athletic,
arty艣ci, politycy, toreadorzy...
Krem z je偶owc贸w by艂 niesamowity.
Chcesz dosta膰 przepis, m膮dralo.
To by艂 najwa偶niejszy wiecz贸r w karierze mojego ojca.
By艂 na szczycie.
I jakby by艂o ma艂o...
I jakby by艂o ma艂o... Mikel, m贸w dalej.
I jakby by艂o ma艂o,
tamtego wieczoru przyszed艂 incognito kr贸l Hiszpanii.
- Dobry wiecz贸r. - Witamy w Atarii. Co za zaszczyt.
Zapraszam.
Zaraz do pa艅stwa przyjd臋.
Juan! Kr贸l!
I co?
- Musisz si臋 przywita膰. - Ja?
Rany...
Ander, kr贸l!
Idziemy!
Dla mojego ojca kr贸l...
Mam go gdzie艣.
Ale dla matki...
Zajdziemy na szczyt.
Na szczycie g艂owa mnie boli.
A mnie g艂owa boli od tego, 偶e tyramy jak os艂y, a nie mamy nic w banku.
Wi臋c chod藕.
Gramy o wielk膮 stawk臋.
Tata i mama byli przeciwie艅stwami.
On lubi艂 gotowa膰 dla ludzi.
Ona lubi艂a zgarnia膰 pieni膮dze.
Bilbao, Stare Miasto, p贸艂 dru偶yny pi艂karskiej i kr贸l na sali.
Przepis na katastrof臋.
Za艂oga!
Robimy kolacj臋 dla kr贸la.
Jakiego kr贸la?
Kr贸la Hiszpanii, matole!
T臋 restauracj臋 za艂o偶y艂 Doroteo Inchausti,
m贸j ojciec, i nazwa艂 j膮 Ataria.
"Wrota".
I w tych wrotach gotujemy dla ca艂ego Betlejem:
艣wi臋tego J贸zefa, Maryi, Chrystusa, krowy, os艂a,
pasterzy, anio艂贸w i Trzech M臋drc贸w.
Kto艣 si臋 nie zgadza, tam s膮 jebane drzwi.
Tamtego wieczoru m贸j brat Ander i ja byli艣my w restauracji,
bo kibicujemy Athletic.
Wcze艣niej pojechali艣my rowerami nad staw 艂apa膰 偶aby.
- Jest jedna! - Patrz!
I nagle wpad艂em na ten kurewski pomys艂...
Mikel, nie! B臋d膮 k艂opoty!
Pierwsza 偶aba trafi艂a do Javiera Clemente.
Cholera!
Druga do prezenterki telewizyjnej.
Trzecia, olbrzymia, matka wszystkich 偶ab...
trafi艂a do kr贸la.
I zapanowa艂 chaos.
Facet potraktowa艂 to jako 偶art...
ale jego ochrona ju偶 nie.
Nast臋pnego dnia tr膮biono o tym wsz臋dzie.
S艂ynny baskijski kucharz Juan Inchausti zosta艂 rano zwolniony z aresztu,
dok膮d trafi艂 pod zarzutem obrazy majestatu kr贸lewskiego.
Grozi mu kara czterech lat wi臋zienia
i grzywna w wysoko艣ci dw贸ch milion贸w peset.
- Sama j膮 oprawi臋. - Ale mog臋.
Nic mi si臋 nie stanie.
Brawo, tw贸j m膮偶! Pokaza艂, 偶e ma jaja!
Jaja...
Spieprzy艂e艣 to, ale jestem starszym bratem i ci臋 obroni臋.
Jak?
Je艣li si臋 przyznasz, to ja te偶.
Przysi臋gnij, 偶e nigdy nikomu nie powiesz o 偶abach.
Przysi臋gam.
Splu艅.
Po tym ojciec ju偶 si臋 nie pozbiera艂.
Posypa艂 si臋.
I restauracja te偶.
Mikel...
Po paru miesi膮cach
zamkn膮艂 si臋 w kuchni Atarii i przygotowa艂 "ostatni膮 wieczerz臋".
NA SPRZEDA呕
Zupa warzywna z Tudeli,
kokotxas z kartoflami w zielonym sosie,
kilka butelek wina...
WRESZCIE RZUC臉 PALENIE
Tato!
Nie zostawiaj mnie!
Tato, nie!
I potem wskoczy艂 do rzeki.
Nie!
Tato!
Wiem, 偶e sko艅cz臋 tak jak on.
呕YCIE NA TALERZU
Czo艂em, dziewczyny!
Id膮c w 艣lady ojca, kt贸ry zagin膮艂 przed laty,
Mikel zacz膮艂 prac臋 w londy艅skiej restauracji z kuchni膮 azjatyck膮.
Tam odkry艂 gastronomi臋 orientaln膮 i jego kuchnia fusion sta艂a si臋 hitem.
Kurwa!
Pr贸buj臋 偶y膰 intensywnie.
Kim jeste艣?
Nie 艂a藕 za mn膮, dupku!
Od tamtej pory Mikel szybko zmierza ku trzeciej gwiazdce Michelina.
Jedzenie.
Wygrasz, ale nie przekonasz.
Masz ikr臋 corviny?
- Tutaj. Trudno by艂o. - A dorsz czarny?
Jest. Spokojnie.
To do zupy miso.
Ulubione danie Roberta De Niro.
Wpadnij i spr贸buj.
Wol臋 kokotxas.
Powiniene艣 sobie znale藕膰 dziewczyn臋.
Po co?
Ty?
Ty?
Z艂odziej!
艁apa膰 go!
- Zabij臋 艣wini臋! - Co jest?
Widzia艂e艣?
Mikel, w porz膮dku?
Nic mi nie jest.
Mniej gotowania, a wi臋cej ruchania.
- Cze艣膰! - Cze艣膰.
Tak, mamo, zobaczymy si臋.
Dobra, cze艣膰.
Mikel, masz cztery nowe wiadomo艣ci.
Dzie艅 dobry. Dzwoni臋 z "Gourmet Magazine".
- Pr贸bujemy... - Nast臋pna.
Czw贸rka uczni贸w wci膮偶 narzeka i nie chce si臋 uczy膰.
Co robi膰? Wypierdoli艂bym ich, ale mamy 60 os贸b do obs艂u偶enia.
Nast臋pna.
Jestem w szpitalu.
Mama przyjedzie zobaczy膰 ma艂膮 o 11.00.
Te偶 przyjed藕, bo si臋 w艣cieknie.
Bego zast膮pi mnie na pierwszej zmianie.
Jacy艣 kolesie z ratusza przyjd膮 na kokotxas.
Nast臋pna.
Ostatnia wiadomo艣膰 z numeru nieznanego.
Dzie艅 dobry, panie Inchausti. Dzwoni臋 z Pa艂acu Zarzuela.
Kr贸l i kr贸lowa b臋d膮 z nieoficjaln膮 wizyt膮 w Bilbao
i chc膮 zrobi膰 rezerwacj臋 dla dw贸ch os贸b na pi膮tek 24.
Nast臋pna.
Nie masz wi臋cej wiadomo艣ci.
Tata?
Nie znajduj臋 "Tata" na li艣cie kontakt贸w.
Mo偶ecie mnie porwa膰 i torturowa膰, ale nie dostaniecie moich przepis贸w!
Nigdy! Gnoje!
- Idziemy. - Gnoje!
Bo偶e!
Nie znajduj臋 "Bo偶e" na li艣cie kontakt贸w.
Co tam?
- Przestraszy艂e艣 mnie! - Jak posz艂o?
Ostatni raz!
Nie obejrz臋 kolejnego porodu, nawet za milion euro.
Ohyda! Nawet obrzyga艂em piel臋gniark臋.
Jak si臋 czuje Menchu?
Wyko艅czona.
Ma艂a nie chcia艂a wyj艣膰, wa偶y艂a prawie 5 kilo.
Potw贸r z niej!
Chyba jest podobna do taty.
- Do taty? - No.
Czemu nagle wspomnia艂e艣 o tacie?
Widzia艂em t臋 wielk膮 wychodz膮c膮 g艂ow臋...
Wierzysz w reinkarnacj臋?
Ch艂opcy!
No prosz臋!
Co za rado艣膰! Jeste艣 ojcem!
Ander, zrobi艂e艣 ze mnie dziadka.
Pali艂e艣.
Doktor nie wyrazi艂 si臋 jasno?
R贸b tak dalej i dostaniesz zawa艂u przed czterdziestk膮.
- Cze艣膰, Ignacio. - Cze艣膰.
I jak by艂o?
Cudownie!
- Jaka jest ma艂a? - Przeurocza!
Wzruszy艂e艣 si臋, Mikel.
Ja?
Zblad艂e艣.
Bo...
co艣 mi si臋 przydarzy艂o.
Nie uwierzycie.
Nie strasz mnie.
No...
M贸w.
Kr贸l i kr贸lowa zarezerwowali stolik.
Na kiedy?
Przysz艂y pi膮tek. Ale spokojnie.
Powiem im, 偶e mamy komplet.
- Nie, synu, nie mo偶esz im odm贸wi膰. - Dlaczego?
W Atarii jest miejsce dla wszystkich. Tata zawsze tak m贸wi艂.
- Znowu tata! Ty te偶? - Co jest?
Nigdy o nim nie m贸wimy i nagle dzi艣 gadamy tylko o tacie.
- Moim zdaniem... - Idziemy zobaczy膰 ma艂膮.
Chod藕my.
Co tak stoicie?
呕wawo! Patrzcie, kt贸ra godzina!
Samochody ju偶 zaje偶d偶aj膮!
Spokojnie. Zacznijmy od pocz膮tku.
Od przystawek. Zabierz 艂apy.
Przystawki, do cholery! Precz!
Anchois, gildas, sa艂atka z por贸w...
- Najpierw nazwisko. - Po co?
- Chodzi o przyj臋cie. - Tak!
Wydam na przyj臋cie i zostan臋 w gaciach.
Nie mia艂e艣 majtek.
- Chc臋 porozmawia膰 z moj膮 偶on膮. - 呕ona jest tutaj?
Zawsze! Jest wieczna!
Nazwisko?
Juancho Inchausti.
Twojej 偶ony.
呕ony...
Carolina Herrera.
Jest sk膮pa, nie zap艂aci okupu.
Potrzebny nam numer jej kom贸rki.
- Czego? - Kom贸rki.
- To twoja c贸rka? - Nie, 偶ona.
A mog艂aby by膰 c贸rk膮.
Ch艂opie, nad膮偶aj za swoim wiekiem.
Musimy mie膰 numer telefonu.
Pisz.
281.
4.
86.
87.
- 86... - Za du偶o cyfr.
- Nie powinno mnie tu by膰! - Sedacja!
Spuszcz臋 ci 艂omot!
Kurwa!
Prze艣liczna. Nie wiem, do kogo jest podobna.
Jak to do kogo?
- Do mnie! - Tak my艣lisz?
- Wykapana ty. - Prawda!
Moim zdaniem.
- Przepraszam, musz臋 na chwil臋 do toalety. - Id藕.
Dzie艅 dobry.
Kucharz, prawda?
Tak.
By艂am w twojej restauracji. Ale zdzierstwo!
S艂ucham? Dlaczego?
Drogo i pretensjonalnie. A szef sali to palant.
M贸j brat.
Przeka偶 mu to ode mnie.
A ty to kto?
- Doktor Nagore Mondrag贸n. - Zawsze taka mi艂a?
Zostawi艂am dwie dni贸wki i wysz艂am g艂odna.
G贸wno mnie obchodzi twoje zdanie.
- Co tu mamy? - Dosta艂 co艣 na uspokojenie, ale fika.
Nie rozumiemy, co m贸wi.
- Stres pourazowy? - My艣l臋, 偶e co艣 gorszego.
Juan, jak si臋 miewamy?
Jak widzisz, siedz臋 na dupie.
A to na czole?
Najpierw waln膮艂 mnie ten karze艂,
potem olbrzym, a staruch kopn膮艂 mnie w 偶ebra.
Zaraz wracam.
Nagore.
Masz migda艂owe oczy.
Zaraz wracam.
Policja nie powinna go sprawdzi膰 w rejestrze zaginionych?
Mamy list臋 zaginionych w ostatnim miesi膮cu.
Znowu ty? Kim jeste艣?
A ty?
Co tu, kurwa, robisz?
Gdzie艣 ty by艂?
Nie 偶y艂e艣, do cholery!
Znam ci臋?
Czy my si臋 znamy? Jestem Mikel.
- Mikel? - Mikel Inchausti.
M贸j dzieciak te偶 tak si臋 nazywa.
I ja nim jestem.
- Nie! - To ja, Mikel.
- Nie. - Tak.
- Nie. - Tak!
On ma siedem lat! Idiota!
Ty masz osiem albo dziewi臋膰.
Odpierdol si臋, kole艣!
- Czego tu szukasz? - Niczego.
Znasz go?
Potrzebny mu lekarz. M贸wi, 偶e jest moim synem.
Synem?
Przecie偶 jest starszy ode mnie.
A tw贸j wiek?
M贸j?
W latach?
Ile mam? Mam...
Dobra. Kt贸ry mamy rok?
1990. Nie?
Do艣膰 tych pierd贸艂.
Mog臋 ju偶 i艣膰?
殴le zaparkowa艂em kamper i kraw臋偶niki si臋 przypieprz膮.
ZESP脫艁 KORSAKOWA
Witamy w Atarii.
Rany...
Mikel.
Jest tu.
Kto?
Zwiadowca.
Inspektor z Michelina.
Rano zjad艂 艣niadanie w Wich茅, rozpozna艂 go szef sali z Azurmendiego.
- Grupa na WhatsAppie ju偶 si臋 grzeje. - Zaraz zamarznie.
- Czemu posadzi艂e艣 go na zewn膮trz? - By艂 tylko ten stolik.
Chodzi o trzeci膮 gwiazdk臋.
- Wiem. - Co wiesz? Obud藕 si臋!
- Smacznego. - Dzi臋ki.
Mikel, jeste艣 艂adny, inteligentny,
jeste艣 najlepszym kucharzem 艣wiata!
Dzie艅 dobry.
- Widz臋, 偶e wybra艂 pan przegrzebki. - Tak.
Doznania s膮 mi艂e?
Interesuj膮ce.
- Jestem... - Mikel Inchausti, szef kuchni.
W艂a艣nie.
- Pan pierwszy raz w Atarii? - Nie.
To by艂a ulubiona restauracja mojego ojca.
Przed jej zamkni臋ciem.
Tamten kucharz by艂 geniuszem.
Serwowa艂 krem z je偶owc贸w.
- W 偶yciu nie jad艂em podobnego. - Bo nie pr贸bowa艂 pan mojego.
Nie by艂o go w karcie.
Nie.
Dzi艣 na targu nie mieli dobrych je偶owc贸w, ale zapraszam innego dnia.
Tamten krem zas艂ugiwa艂 na gwiazdk臋 Michelina.
Na pewno.
Kolacja w pi膮tek?
- 24? - Tak. Ale pewnie nie ma stolika.
Dla dobrego klienta zawsze jest stolik.
Doskonale.
- Wszystko w porz膮dku? - S艂ucham?
Dobrze si臋 pan czuje?
Tak.
Chcia艂bym...
- Smacznego. - Zobaczymy.
Przepraszam.
Szukam mojego ojca. Wiesz, gdzie jest?
Czemu nie powiedzia艂e艣, 偶e to tw贸j ojciec? By艂e艣 tu i go widzia艂e艣.
Poprzednio widzia艂em go, gdy mia艂em siedem lat.
I nie wiedzia艂em, co zrobi膰.
A teraz wiesz?
Nie.
Musisz si臋 nim zaj膮膰 jako najbli偶szy krewny.
S艂ucham? Chyba nie jest z nim tak 藕le?
To szczeg贸lny przypadek.
Chod藕.
By膰 mo偶e to zesp贸艂 Korsakowa.
Korsa czego?
Mieszaj膮 mu si臋 czas i wspomnienia.
Tkwi w roku 1990.
呕yje w 艣wiecie r贸wnoleg艂ym, w kt贸rym ciebie nie ma.
A je艣li jeste艣, to jako ch艂opczyk.
Czyli wariat?
Nie, ale odjechany.
Odjechany? A mo偶e wr贸ci膰?
Jest na to lek?
Nie wiemy.
Takie przypadki wymagaj膮 specjalisty.
Nie jest to tanie, ale my艣l臋, 偶e ci臋 sta膰.
Nie wiedzie mi si臋 tak dobrze, jak my艣lisz.
Ten zegarek, ciuchy i okulary s艂oneczne to ju偶 10 000 euro.
O aucie nie wspomn臋.
Kto gotowa艂 to g贸wno?!
Rany...
Dok膮d jedziemy?
Chod藕. Wsiadaj.
Dlaczego?
- Bo odpowiadam za ciebie. - Czemu?
Bo jestem przyjacielem.
Przyjacielem! Snob z ciebie.
- Wsiadaj. - Mog臋 prowadzi膰?
Nie. Wsiadaj.
Dzi臋ki.
Trzymaj.
- Co to za zapach? - Esencja z zielonej figi.
- Zapnij pas. - Po co?
- To obowi膮zkowe. - Za ciasny.
- Przywykniesz. - Nie mog臋 oddycha膰!
- Skurwysyn! - Ja powinienem prowadzi膰.
Sp贸jrz na mnie.
Sp贸jrz na mnie.
Masz problem, jasne?
Co艣 ci si臋 sta艂o.
Nie wiem, kiedy i gdzie, ale masz pustk臋 w g艂owie.
Straci艂e艣 pami臋膰 i ja spr贸buj臋 pom贸c ci j膮 odzyska膰.
Rozumiesz, co m贸wi臋?
- Nie. - Nie?
Dobra. Jestem Mikel.
Zawioz臋 ci臋 w miejsce, kt贸re by艂o bardzo wa偶ne dla ciebie.
I dla mnie. Dla nas obu.
- Chcesz porucha膰. - Co?
Wsadzasz mnie do auta, wieziesz dok膮d艣...
Dobra, sp贸jrz na to.
Nie, popatrz.
Pami臋tasz?
Ander, mama, ty, ja.
Mama...
I przesrane!
Jed藕. Policja, kurwa!
Baskijska!
- Nie chc臋 wraca膰 do pierdla. - By艂e艣 w pierdlu?
By艂em wsz臋dzie! Ruszaj!
- Ju偶 jest. - Jasne!
Dokumenty.
Ja nic nie zrobi艂em. To on.
艁atwo to wyja艣ni膰...
Ten pan kaza艂 mi wsi膮艣膰 do auta, obezw艂adni艂 mnie i chce si臋 rucha膰.
Prosz臋 go nie s艂ucha膰.
- To m贸j ojciec. - Czy ja m贸g艂bym by膰 ojcem tego starucha?
Jeste艣cie identyczni.
Dzi臋ki.
Kojarzysz to miejsce, nazw臋, ulic臋?
- Robimy zdj臋cie. - Chc臋 je艣膰.
Mikel, chod藕 tu.
- Zrobimy zdj臋cie. - Przodem i u艣miechnij si臋.
Chod藕, co艣 ci poka偶臋.
Wystr贸j to moja robota.
Zastawa Luesma y Vega, sztu膰ce Steinbeisser.
A ci ludzie tam... to moja ekipa.
12 os贸b. Podoba si臋 czy nie?
Musz臋 siku.
Cholera! Tata!
Kolejny snob. Kim jeste艣?
Jestem nikim.
Wi臋c daj si臋 odla膰, do cholery!
Prosz臋. Dzi臋kuj臋.
- Sk膮d on si臋 wzi膮艂? - Wr贸ci艂, okej?
Do dupy z tym!
Ma amnezj臋. Tkwi w roku 1990.
艢wiat艂o!
W 1990 to nasza rodzina dosta艂a od niego w dup臋.
Teraz to niewa偶ne.
Przez ciebie dostan臋 zawa艂u.
- My艣la艂em, 偶e umar艂. - Jak wida膰 nie.
- Pomy艣l troch臋. - Czemu go tu 艣ci膮gn膮艂e艣?
- Bo jest nam potrzebny. - Po co?
Na przysz艂y pi膮tek.
Kr贸lewska kolacja?
Nie. Krem z je偶owc贸w i trzecia gwiazdka Michelina.
呕eby zdoby膰 gwiazdk臋 nie potrzebujemy faceta, kt贸ry porzuci艂 nas 20 lat temu.
Ty nie potrzebujesz.
- Szefie! - Co znowu?
Jaki艣 wariat rozstawia wszystkich po kuchni.
Co robi膰?
M艂ody, co to jest?
Ravioli z fasol膮 z Tuluzy.
I gdzie ta fasola?
Jedna w 艣rodku.
- Jedna?! - To reinterpretacja.
Te sferyfikacje to mi臋so.
Sfery co?!
A to?
W臋dzony w臋gorz z kurczakiem pil pil.
Pil pil?!
Pieczonym.
- W艂a艣ciwie to emulsja z kurzym t艂uszczem. - Spr贸bujesz?
Niech tam...
Smakuje?
Smakuje czy nie?
Wydziwione 偶arcie!
Dwa dni sami i wszystko marnujecie.
Rosa!
Juan, pogo艅 ich, to wa偶ny wiecz贸r.
Za艂oga!
Pieprzy膰 wynalazki.
Robimy kolacj臋 tak膮 jak zawsze w Atarii.
Jasne?
Zrozumiano?
Zrozumiano.
I dobrze, do cholery!
Zobaczymy, co tu mamy.
Zobaczymy.
Ty, w臋dzone ostrygi.
- Tak jest! - Sa艂atka txangurro.
- Tak jest. - Wy: kokotxas i turbot.
Szybko. Jeste艣my sp贸藕nieni.
Nie ma je偶owc贸w?
Nie ma.
Nie ma?
Nie ma je偶owc贸w, to b臋dzie fasola z ma艂偶ami.
- Kaza艂em ci kupi膰. - Nie by艂o na targu.
- Kurwa! - I co robimy?
To, co on ka偶e. Do roboty!
Nie baw si臋 w chirurga. 艁atwiej jest go艂ymi r臋kami.
Wk艂adasz r臋k臋 g艂臋boko, tutaj i tutaj.
Palce tam.
A kiedy dojdziesz do grzbietu, 艂amiesz.
Wk艂adasz r臋k臋 pod sp贸d...
Widzisz, jakie proste?
Oszcz臋dzasz czas.
Teraz usuwasz to czarne r臋cznikiem papierowym.
Co robisz?
- Co to? - Chrupi膮ca sk贸rka kurczaka...
Spr贸buj w臋dzonego w臋gorza.
W臋dzonego?
Zaczekaj.
Szczypiorek...
- Dobre. - Tak?
Niesamowite.
My艣l臋, 偶e nie zap艂ac膮.
Czemu?
Podatek rewolucyjny.
Wygl膮daj膮 na sympatyk贸w ETA.
Patrz, jacy szcz臋艣liwi.
Bo偶e...
Co zrobimy z mam膮?
Uwa偶aj, bo 艣lisko.
Prosz臋.
Dobry wiecz贸r, Mikel.
Mam nadziej臋, 偶e za tob膮 udany dzie艅.
Jest godzina 0.45.
Co chcesz zrobi膰 przed p贸j艣ciem spa膰?
Twoja 偶ona?
Irina.
Gdzie jest?
Chcesz pos艂ucha膰 muzyki, obejrze膰 TV,
nawi膮za膰 kontakty z paniami przez komputer?
Nie wstyd藕 si臋!
Czemu si臋 schowa艂a?
Nie ukrywa si臋, jest tam.
Gdzie?
Irina, przywitaj si臋 z Juanem.
- Cze艣膰, Juan. - Cze艣膰.
To moja asystentka wirtualna.
- Co? - Asystentka wirtualna.
Czuwa nad moim terminarzem, domem, zdrowiem, muzyk膮,
podnosi mnie na duchu, gdy mi smutno.
Patrz. Irina, podnie艣 mnie na duchu.
Jeste艣 艂adny, inteligentny,
masz doskona艂e cia艂o i du偶ego penisa.
Jeste艣 najlepszy.
Ja te偶 chc臋 tak膮!
Ale najpierw prysznic.
- 艢mierdz臋? - Jak brudna dupa.
Drugie drzwi po lewej.
Ubranie zostaw na pod艂odze. Wsadz臋 je do pralki.
U偶ywasz pi偶amy?
Zabierasz mnie do swojego domu, udost臋pniasz 艂azienk臋.
Czemu to robisz?
- Pomy艣l sobie, 偶e jestem twoim synem. - Za du偶o my艣lenia.
Wyobra藕 sobie, 偶e d艂ugo ci臋 nie widzia艂em i mam do ciebie du偶o pyta艅.
- Na przyk艂ad? - Gdzie by艂e艣 przez ten ca艂y czas?
Czemu znikn膮艂e艣? Czemu zjawi艂e艣 si臋 teraz?
- I... - I?
Jak robisz krem z je偶owc贸w?
Nazywa艂e艣 si臋...?
- Mikel. - Pos艂uchaj, Mikel.
Wyja艣nijmy sobie jedno:
nie daj臋 si臋 rucha膰 w dup臋.
Ja te偶 nie.
- Wi臋c to komplikuje spraw臋. - Pod prysznic.
Mam wiadomo艣膰 od nieznanego numeru.
Ods艂uchasz j膮?
Tak.
Dobry wiecz贸r. Dzwoni臋 z Pa艂acu Zarzuela.
Potrzebujemy jak najszybciej potwierdzenia rezerwacji
dla ich wysoko艣ci na najbli偶szy pi膮tek.
Pracownicy ochrony i protoko艂u przyjad膮 kilka dni wcze艣niej,
偶eby przygotowa膰 wizyt臋. Dzi臋kuj臋.
KONFISKATA POJAZDU
- Masz r臋cznik? - Tak.
A te imiona?
Ludzie...
Pewnie wi臋cej ni偶 tylko "ludzie"?
Je艣li tatuujesz sobie imi臋, to co艣 to znaczy.
Wi臋c to ludzie, kt贸rych kocham.
Mam wi臋cej.
Co tu jest napisane?
- Glenda. - A tu Jurgen.
Niemiecki blond skurwysyn jak jego matka.
Je tylko kie艂basy.
Patrz: Cossete, Andr茅, Romy, Hans.
I b臋dzie wi臋cej.
Czerwony...
Tr膮bka...
Po艂膮czenie wideo
od Nagore Mondrag贸n.
Odebra膰.
Cze艣膰.
P贸藕no si臋 k艂adziesz?
Ma艂o 艣pi臋.
Ja te偶.
P艂aka艂e艣?
Ja? Nie.
Wcale nie.
- Dobra. - Co tam?
Pos艂uchaj.
Chc臋 zbada膰 przypadek twojego ojca, ale musisz mi zap艂aci膰.
Mam ci p艂aci膰 za badanie?
Tak robi膮 wra偶liwi bogacze, 偶eby 艣wiat by艂 lepszy.
A je艣li nie jestem wra偶liwy?
Nie przyjecha艂by艣 po ojca.
Nie, nie przyjecha艂em po ojca.
Ale po kucharza, kt贸rym by艂.
Zatrudnisz go?
Mo偶e tak.
Czyli mo偶e warto b臋dzie zn贸w przyj艣膰 do tej restauracji.
Dzwonisz o drugiej w nocy, 偶eby mnie dra偶ni膰 i wyci膮ga膰 fors臋?
Ju偶 p贸藕no.
呕aby, 偶aby! Uciekaj!
Zamkn膮 ci restauracj臋.
Wy艂o偶y艂e艣 si臋. Kl臋ska!
Jasna cholera!
To b臋dzie stawka za ca艂o艣膰 czy godzinowa?
Zale偶y od liczby koniecznych sesji.
Musimy by膰 cierpliwi i my艣le膰 pozytywnie.
呕aby!
Jebane 偶aby!
Spokojnie.
Uspok贸j si臋. Ju偶 po.
Po?!
Mikel?
Spokojnie, tato.
To ja, Mikel.
Tato! Tato?
Tato!
Tato!
Nie zostawiaj mnie!
Syn...
Syn!
Pami臋tasz, jak robi艂e艣 krem z je偶owc贸w?
Pierdolony snob katalo艅ski!
Co?
- Katalo艅czyk, z艂odziej przepis贸w! - Ja to tw贸j syn.
- Jakim cudem? - Przecie偶 sam powiedzia艂e艣 o mnie "syn".
- Psi syn! - Syn!
Psi syn, do cholery!
Idziemy na kurwy?
Stawiam kolejk臋! Bawimy si臋, dziewczyny!
Ander, co tu robisz?
- Siema! - Menchu nie jest z ma艂膮 w szpitalu?
- Jest, a ja 艣wi臋tuj臋. - Nadajesz si臋 do leczenia.
- A ty? - Ja?
Co tu robisz?
- Wpad艂em na drinka. - A z kim?
Z przyjaci贸艂mi.
Ty nie masz przyjaci贸艂.
Z dziewczyn膮.
- Ty z dziewczyn膮?! - Tak.
- Nie wierz臋. - To nie wierz.
Przedstaw mi j膮.
Nie mog臋.
- Bo nie istnieje. - Istnieje.
Nazywa si臋 Nagore Mondrag贸n i jest neurolo偶k膮.
Wi臋c chc臋 j膮 pozna膰.
Ale ona nie chce.
Cze艣膰!
Dziewczyny! Toast!
- Wychodzimy. - Ja zostaj臋.
- Nie idziesz ze mn膮? - Nie chcesz pota艅czy膰?
Nie lubi臋. Chod藕my ju偶.
- Bez poruchania? - Tutaj nic nie wyhaczysz.
M贸g艂by艣 by膰 ich dziadkiem. Idziemy.
Trzymaj, musz臋 si臋 odla膰.
Cze艣膰, m艂ody!
Daj mi kresk臋.
Kurwa!
Co jest?
Masz.
Por膮ba艂o ci臋. Jak mog艂e艣 go tu 艣ci膮gn膮膰?
Dla przepisu sprzed 30 lat?
To ju偶 nie nasz ojciec, tylko Marsjanin, jebany E.T.
Jeste艣 Elliottem?
Jestem gnojem, kt贸ry zniszczy艂 mu 偶ycie. Jestem mu to winien.
On zniszczy艂 偶ycie nam!
Zn贸w ma to zrobi膰?
Nie pami臋tasz, jaki by艂.
Mia艂 nas w dupie.
Ca艂y dzie艅 stercza艂 w kuchni. Nie opowiada艂 nam bajek.
Byli艣my tylko ty, mama i ja.
Wymiksuj si臋, zanim on stamt膮d wyjdzie.
Tego kawa艂ka nie mo偶emy odpu艣ci膰! Chod藕!
Dzie艅 dobry. Jest 9.00 rano.
20 stopni, niebo cz臋艣ciowo zachmurzone.
W taki dzie艅 mo偶na wyj艣膰 i po膰wiczy膰.
Jak chcesz zacz膮膰 ten dzie艅?
Stre艣ci膰 ci dzisiejsze wiadomo艣ci?
- Kurwa! - Chcesz po膰wiczy膰 mi臋艣nie?
Chcesz poogl膮da膰 TV?
Chcesz przejrze膰 list臋 zakup贸w?
Przypomnie膰 trzy najzdrowsze 艣niadania dla ciebie i rodziny?
Irina, mo偶esz pu艣ci膰 muzyk臋 do gotowania?
Cholera! 21 nieodebranych.
Co si臋 dzieje?
Dzie艅 dobry, snobie.
Zrobi艂em ci 艣niadanie.
Twoje bu艂eczki!
- Mog臋? - Pewnie!
I co?
Jak ci si臋 spa艂o?
Dobrze, ale udajemy, 偶e nic si臋 nie sta艂o.
Co?
Nie r贸b sobie nadziei.
Troch臋 za du偶o wypili艣my.
Takie rzeczy si臋 zdarzaj膮. I tyle.
Wezm臋 prysznic.
Dzie艅 dobry panu.
Dzie艅 dobry.
Ty to...?
- Asystentka. - Irina!
艢liczna jeste艣!
Czemu si臋 ukrywasz?
Czemu taka nie艣mia艂a? Bu艂eczk臋?
S膮 pyszne.
Jeszcze jedna.
Dwie.
I czekolada!
Co?
- Ta? - Nie wiem.
Wygl膮dam jak z Madrytu.
Pasek.
Tw贸j ojciec ma dom towarowy?
Nie. Ty jeste艣 moim ojcem.
Przesta艅 robi膰 sobie jaja.
Dzieci to powa偶na sprawa.
Spokojnie.
Nie lubi臋 pask贸w.
Obciskaj膮 mnie.
Do zobaczenia, Irina.
Do widzenia panu.
Altagracia.
Pomieszka z nami kilka dni.
Mog臋 mu podci膮膰 w艂osy.
Pana tacie. Wygl膮da okropnie.
Sk膮d wiesz, 偶e to m贸j ojciec?
Jeste艣cie identyczni.
Co on robi?
Ja t臋dy.
Chod藕.
Zobaczysz.
Doskonale.
- Dok膮d mnie prowadzisz? - W jedno miejsce.
Mo偶e sobie przypomnisz.
Wygl膮da znajomo.
- Kiedy艣 by艂 tu targ. - W艂a艣nie.
- I wci膮偶 jest. - Nie pachnie jak targ.
Robi艂e艣 tu codziennie zakupy.
- Ja? - Ty.
Kiedy?
Dawno temu. By艂em ma艂y.
Uwielbia艂em tu z tob膮 przychodzi膰.
Patrzy艂em, jak wybiera艂e艣 warzywa, ryby, mi臋so.
Kto ci sprzedaje prochy?
Pami臋tasz, co robi艂e艣?
Nie.
Trzyma艂e艣 mnie za r臋k臋 i m贸wi艂e艣:
"艢ci艣nij mocno.
Ta r臋ka nigdy ci臋 nie zawiedzie".
Pstr膮g, flaki...
Co to za ryba?
- Ju偶 ci m贸wi艂em. - Labraks.
Labraks!
Niesamowite! S膮 sardynki i sardele.
Jak rozpozna膰, czy ryba jest 艣wie偶a?
Ogl膮dasz oczy i skrzela.
Je艣li oko jest czarne, ryba jest 艣wie偶a.
Je艣li troch臋 szare, z艂owiono j膮 niedawno.
A je艣li mocno szare, nie kupujesz jej.
Skrzela 艣wie偶ej ryby s膮 czerwone, potem br膮zowiej膮.
A o tych ju偶 ci m贸wi艂em. Jak si臋 nazywaj膮?
Tato.
Tato!
Jak robi艂e艣 krem z je偶owc贸w?
- Z je偶owc贸w... - I co jeszcze?
Mro偶one krewetki po 90 za kilo?
To nie pesety.
Patrz. Euro.
- Co to? - Ikra dorsza na shiraki.
- Shiraki? - To japo艅skie danie.
Co za pierdo艂y!
Przyjmujemy obc膮 walut臋, sprzedajemy ikr臋...
Mo偶esz mi powiedzie膰, jak robi艂e艣 krem z je偶owc贸w?
Jasne, 偶e nigdy ci nie powiem! Durni Katalo艅czycy...
Nie jestem Katalo艅czykiem.
Nazywa si臋 Ferr谩n i wygl膮da jak Katalo艅czyk!
Ty to Juancho! Juan Inchausti!
Owszem, potwierdzam.
Gdzie ten gn贸j?
Tam.
Wygl膮dasz jak 艂achudra!
No i? Nic mi nie powiesz?
Gdzie by艂e艣 przez te lata?
My艣leli艣my, 偶e nie 偶yjesz. Zosta艂am sama! Z dw贸jk膮 dzieci do wychowania!
Tylko z dw贸jk膮?
Z nim i z nim.
Ponownie wysz艂am za m膮偶. Za Ignacia Lizarrag臋.
- Ignacio Lizarraga to dure艅! - Cze艣膰!
- Tak, dure艅. - Ja?
Ale dzi臋ki temu durniowi dali艣my rad臋.
Wi臋c odejd藕. Dla nas nie istniejesz.
Wyno艣 si臋!
Gdzie by艂e艣 przez ten czas?
Ja?
C贸偶...
- Chcieli mnie zabi膰. - Zabi膰? Kto?
Wszyscy.
Francuzi, Anglicy, Katalo艅czycy, nawet kr贸l.
To by艂o straszne. Najpierw za艂atwili mnie 偶abami.
Potem restauracja pad艂a.
Ale Inchausti, kt贸ry nie jest durniem, pewnego dnia pomy艣la艂:
"Oni chc膮 twoich przepis贸w. Uciekaj".
I...
Kochanie, dwa dni.
I wr贸ci艂em.
Matko. Kompletnie mu odbi艂o.
Nie naciskajcie na niego. Niech si臋 oswoi z sytuacj膮.
Jest. Przygotujcie si臋.
Cze艣膰.
- Jak si臋 masz? - Przyprowadzi艂em matk臋 i brata...
- Chyba nie masz nic przeciw. - Sk膮d偶e.
To Nagore, lekarka.
- Mi艂o mi. - Wzajemnie.
Juan, pami臋tasz mnie?
Nie. I nic nie zrobi艂em.
Oczywi艣cie. Chod藕, poznasz nowych przyjaci贸艂.
Zapraszam.
Zaczekajcie tu.
Zaraz wracam.
Oto moi koledzy.
Dobry.
Zostaniesz z nimi.
Bardzo chc膮 ci臋 pozna膰, bo jeste艣 wyj膮tkowym facetem.
- Jak si臋 czujesz? - 艢wietnie.
Usi膮d藕 tutaj.
Jeste艣cie z komuny?
Prawie.
Mamy zdj膮膰 fartuchy, 偶eby czu艂 si臋 bardziej...
Rozbieramy si臋!
Troch臋 si臋 denerwuj臋, bo ju偶 dawno nie...
Zanim zaczniemy...
Macie trawk臋?
Konfabulacje to typowy objaw.
Wszystko, co nie pasuje do zmienionej rzeczywisto艣ci, podlega transformacji.
Co powoduje t臋 chorob臋?
By膰 mo偶e uraz m贸zgu.
Mo偶e uderzy艂 si臋 w g艂ow臋, gdy wpad艂 do rzeki.
Je艣li dosz艂o z艂e od偶ywianie lub nadu偶ywanie alkoholu...
Utkn膮艂 w roku 1990.
I pewnie ju偶 nie wr贸ci.
Tym lepiej!
Czemu?
Co si臋 dzieje?
Co on robi?
Chyba bawi膮 si臋 w chowanego.
Nie mog臋 na to patrze膰.
Mamo, zaczekaj.
Ander! Mamo!
- Zostawimy go tak? - A co mamy zrobi膰?
Co艣, do cholery!
Nie s艂ysza艂e艣, co powiedzia艂a? Nic nie poradzimy.
- Co艣 mo偶emy zrobi膰. - Co?
Chcia艂bym wiedzie膰, gdzie by艂 m贸j ojciec przez 30 lat. Wy nie?
Tw贸j brat w艂a艣nie zosta艂 ojcem, ty masz na g艂owie restauracj臋,
a ja tyle ju偶 przep艂aka艂am.
I wi臋cej p艂aka膰 nie b臋d臋.
Teraz nie potrzebujemy ojca. Przynajmniej ja.
Ale potrzebujesz brata.
- Co to ma znaczy膰? - To, 偶e dzi臋ki mnie 偶yjesz jak rad偶a.
Jak rad偶a? Pracuj臋 10 godzin dziennie za grosze.
- G贸wno robisz. Jeste艣 leniem. - A ty despot膮.
Chcesz by膰 bezrobotnym?
Wiesz, w czym tkwi tw贸j problem?
M贸g艂by艣 mie膰 wszystko, a nie masz nic. Twoje 偶ycie jest puste i do dupy!
Cholera.
Nigdy wi臋cej nie m贸w tak do brata.
Jeste艣 starszy.
Rosa, trzymaj ich kr贸cej.
Jaka艣 ty 艣liczna dzisiaj.
Wiesz, co powinni艣my zrobi膰?
Postara膰 si臋 o dziewczynk臋.
Stoisz w bieli藕nie na 艣rodku ulicy.
- Sp贸jrz! - Cholera! Znowu on!
Niech to szlag!
Tato!
Bez stosownych dokument贸w 偶aden pojazd st膮d nie wyjedzie.
To moje auto!
Przykro mi, ale bez papier贸w jest niczyje.
Jak mam to udowodni膰? W 艣rodku s膮 moje rzeczy.
- Kurwa! - Mo偶e pan uspokoi膰 ojca?
- Sk膮d pani wie, 偶e to m贸j ojciec? - Jeste艣cie identyczni.
Mam tu papier, kt贸ry 艣wiadczy, 偶e ten kamper jest nasz.
Chce mnie pan przekupi膰?
Nie.
Jak ma pani na imi臋?
- Mar铆a. - Pani Mario, pr贸buj臋...
Mnie przekupi膰. Sypiam spokojnie po nocach.
Sama?
Prosz臋 tak dalej, a wzywam policj臋.
Nie mieszajmy do tego policji.
Skurwysyn!
Niech si臋 zatrzyma, bo wezw臋 policj臋!
Juan!
St贸j!
Wsiadasz czy co?
Szlaban!
- Sta艅 i ja poprowadz臋. - Nie znasz tego kampera.
- A ty nie znasz Bilbao. - To jest Bilbao?!
- Zginiemy! - To wygl膮da znajomo!
Nie t臋dy!
Czemu ten jedzie 艣rodkiem?
Przepraszam!
- Sta艅, do cholery! - Nie mog臋.
Czemu?
Bo wyl膮dujemy w pierdlu.
A nie m贸wi艂em?
Nie!
Tato!
Tato!
Nie!
Trzymaj si臋!
Tato!
Uwa偶aj!
W pierdlu, je艣li upu艣cisz myd艂o pod prysznicem, nie schylaj si臋.
Podnie艣 r臋ce.
- Rodzina? - Nie, jego lekarka.
Starego czy tego drugiego?
Starszego.
Juan Inchausti Letamendi.
To jego paszport? Sk膮d go macie?
- By艂 w kamperze. - Mog臋?
Prosz臋.
Dzi臋ki.
Ma demencj臋?
Nie, amnezj臋 wsteczn膮.
Ten drugi to s艂awny kucharz.
By艂em z narzeczon膮 w jego knajpie. Zdzierca!
Wypu艣膰cie nas, gnoje!
Psy, szuje, oprawcy!
To nie zwyk艂e psy,
ale nasza baskijska policja.
"Baskopsy", szuje, oprawcy!
Przesta艅! To nic nie da.
To nam nie pomo偶e.
Pos艂uchaj.
Nie za艂amuj si臋.
Zostaw mnie.
Je艣li ty spadniesz ni偶ej, oni wespn膮 si臋 wy偶ej.
Musisz by膰 silny.
I co?
Dobrze si臋 bawimy?
Wy dwaj. Wychodzi膰.
Lekarka was uratowa艂a.
- Lekarki to ty potrzebujesz. - Po co?
Zoperuje t臋 dup臋, co masz zamiast ryja.
Prosz臋 go nie s艂ucha膰.
Troch臋 z nim 藕le.
Id藕cie ju偶.
Przez 30 lat je藕dzi艂 po 艣wiecie.
Alain Ducasse, Ferran Adri脿,
Paul Bocuse,
Seiji Yamamoto, Thomas Keller,
Mart铆n Berasategui, Diego Guerrero,
bracia Roca, Arzak.
Jebane tuzy 艣wiatowej kuchni. I on w艣r贸d nich.
Kim on w艂a艣ciwie jest?
Nie wiem.
Ale mia艂 dobre 偶ycie.
Patrz.
Patrz. Jego przepisy!
Langusta po kardynalsku, wo艂owina a' la Henryk IV,
偶o艂膮dki...
Krem z je偶owc贸w.
Jego krem z je偶owc贸w! Mam!
Przepraszam.
To by艂o spontaniczne.
Nie przepraszaj. By艂a zachwycona.
Spr贸buj jeszcze raz.
A ty, powiedz mu szczerze.
A偶 ci臋 skr臋ca, 偶eby si臋 z nim sklei膰.
Powolniaki z was.
Przesu艅 si臋.
PRZEPISY
Irina!
艢wietnie 艣piewasz.
Przestraszy艂em ci臋?
Niech pan we藕mie r臋cznik i zdejmie koszulk臋.
Zetn臋 panu w艂osy.
Mikel.
Cholera, mama!
- Co tu robisz? - Gdzie jest?
Tw贸j ojciec. Trzeba go zamkn膮膰.
- Co si臋 sta艂o? - "Co si臋 sta艂o?" Nic.
Narozrabiali艣cie tym kamperem i macie fur臋 mandat贸w.
To powa偶na sprawa.
Mo偶emy straci膰 restauracj臋.
Kupi艂 j膮 jego pradziadek i przechodzi艂a z ojca na syna.
Je艣li potwierdzi swoj膮 to偶samo艣膰, to odzyska w艂asno艣膰.
A z jego g艂ow膮 interes padnie po dw贸ch dniach. Ty decydujesz.
Jak tu weszli艣cie?
Drzwiami. By艂y otwarte.
- Te od ulicy? - Od ulicy i od domu.
Kurwa!
- Co? - Dok膮d idzie?
Jedyna szansa dla nas to orzeczenie o niepoczytalno艣ci
i zamkni臋cie w zak艂adzie.
Dla jego dobra. Jest chory.
Tato!
Tato!
Tu Nagore, zostaw wiadomo艣膰.
Nie mog臋 znale藕膰 ojca. Raz go straci艂em i nie chc臋 straci膰 znowu.
Spotkamy si臋 w Atarii.
Otwieramy o dziewi膮tej. Maj膮 panie rezerwacj臋?
Nie. Ale my nie na kolacj臋.
Jeste艣my z... C贸偶...
Wie pan, "protok贸艂 Zarzuela".
Niestety, mam dzi艣 komplet.
Nie b臋dziemy przeszkadza膰. Tylko si臋 rozejrzymy.
Je艣li powie nam pan, gdzie ich posadzicie...
- Porozmawiam te偶 z szefem kuchni. - Z szefem?
Jaja sobie robisz? Czemu nie gotujesz?
Stary wariat wywali艂 nas z kuchni.
M贸wi, 偶e to jego restauracja.
Bo偶e!
- Uzbroi艂 si臋 w n贸偶. - Co?
Co ty tu robisz?
Pana ojciec powiedzia艂, 偶e si臋 ze mn膮 o偶eni,
adoptuje moje dzieci i zamieszkamy z panem.
Nie m贸wi艂 serio, prawda?
- Mikel! - Gdzie on jest?
- W kuchni. - Na szcz臋艣cie.
Wcale nie. Zwariowa艂 do reszty.
- Powoli odzyskuje zmys艂y. - Grozi艂 no偶em personelowi.
- I jest tu jeszcze ochrona z Zarzueli. - Kurwa!
Przez niego dostan臋 zawa艂u.
- S膮 tam. - Dobry wiecz贸r.
Nie wiemy, co si臋 dzieje, ale chcemy porozmawia膰 z kucharzem.
Teraz nie mog臋.
Chcemy tylko przekaza膰 specjalne menu dla kr贸lowej.
Specjalne menu?
- Dieta Perricone'a. - Jak Julia Roberts.
艁oso艣, quinoa, indyk, tofu, jagody, miso...
Nie gotuj臋 na zam贸wienie.
Przepraszam. To kr贸l i kr贸lowa.
Jeste艣 artyst膮. Z ka偶dego g贸wna zrobisz arcydzie艂o.
To ju偶 nie restauracja, tylko cyrk.
Ale nie mam si艂, 偶eby by膰 kr贸lewskim b艂aznem.
- Czemu bierzesz wszystko na serio? - Bo nie wiem, po co jeszcze gotuj臋.
My nie dajemy jedzenia, tylko serwujemy luksus na talerzach.
Ten pan, kt贸remu zrujnowa艂em 偶ycie, wr贸ci艂 i pokaza艂 nam drog臋.
- Ten pan to tata? - To tata, tak.
Utkn膮艂 w roku 1990.
I tam w艂a艣nie musimy wr贸ci膰.
Co si臋 sta艂o?
Ojciec. Pomo偶esz mi?
- Pewnie. - Dobra.
Wezwa艂e艣 policj臋?
To moja kuchnia!
Kurwa!
- Precz st膮d. Wypierdala膰! - Jestem lekark膮. Pami臋tasz mnie?
- Precz! - Musisz natychmiast st膮d wyj艣膰.
Ja? To moja kuchnia.
- Zaraz b臋dzie tu policja. - Nie odbierzesz mi tej kuchni.
Tato, pos艂uchaj! Prosz臋!
Ch艂opie! Przesta艅. Wkurzasz mnie.
- Czemu nazywasz mnie tat膮? - Bo ja to tw贸j syn, Mikel.
Ale艣 ty por膮bany.
Nie rozumie, 偶e nie mo偶e by膰 moim synem.
Tato, kurwa!
Spokojnie, cz艂owieku.
Wyluzuj.
Oddychaj razem ze mn膮.
G艂臋boko.
Czasem myl膮 nam si臋 rzeczy...
r贸偶ne miejsca.
Ka偶demu si臋 to zdarza, mnie te偶.
I wiesz, co wtedy robi臋?
Gotuj臋.
Lubisz gotowa膰, wiem.
Chcia艂by艣 pogotowa膰 ze mn膮?
Z wielkim Inchaustim.
Jak przyjaciele. Chod藕.
Zrobimy na grillu stek "poca艂uj mnie w dup臋".
- Sta膰! - Od艂贸偶 to i na pod艂og臋.
Nic si臋 nie dzieje.
Spokojnie. Jest niegro藕ny.
Od艂贸偶 to, prosz臋. Niech mnie pan pos艂ucha.
Ten pan to m贸j ojciec i jest pod moj膮 opiek膮. I tyle.
Nic nie zrobi艂, jest chory. Za艂atwi臋 to, to m贸j ojciec...
- Gdzie on jest? - Pogna艂 na parking.
Nie mog艂am go zatrzyma膰.
Co艣 ty zrobi艂?
Musia艂em go spali膰,
zanim Katalo艅czycy wykradn膮 moje przepisy.
Dzie艅 dobry.
Nie masz 偶adnych plan贸w na dzi艣, 20 wrze艣nia.
Jedna nowa wiadomo艣膰 od Nagore.
Chcesz ods艂ucha膰?
Nie. Tak.
Odwiedzi艂am twojego ojca w zak艂adzie.
Wiem, 偶e tam nie by艂e艣.
Pewnie uwa偶asz, 偶e nie warto.
Ale nie mo偶esz zamyka膰 si臋 w sobie.
Nie mo偶esz zapomina膰 o ojcu,
o mnie, o restauracji...
Stop!
Irina, pu艣膰 muzyk臋.
Co tam, stary?
Juanchu.
Chod藕 do nas.
No, chod藕.
Patrz, jak si臋 bawimy.
Bardzo brzydko.
Trzy, cztery, zmiana.
Otwieramy, zamykamy.
Otwieramy, zamykamy. Fantastycznie.
Otwieramy, zamykamy.
Wygl膮dasz do dupy.
Czuj臋 si臋 do dupy.
- Ju偶 na zawsze zamkniesz si臋 w domu? - Czego chcesz?
Nie ods艂ucha艂e艣 moich wiadomo艣ci?
Jak on si臋 czuje?
Jeste艣 dla niego jedynym 艂膮cznikiem z rzeczywisto艣ci膮.
- Pyta o snoba. - Powiedz mu, 偶e skoczy艂 do rzeki.
Ty mu powiedz. I to za艂atw.
Czemu tak si臋 tym przejmujesz?
Z empatii.
- Ale ty nie wiesz, co to jest. - Empatia?
Zaliczy艂em z nim pi臋膰 dni piek艂a.
- Szkoda czasu, by co艣 dla ciebie zrobi膰. - Dobra, przepraszam.
Wybacz mi.
Nie wiem, co robi膰.
Tak naprawd臋 tw贸j tata nie wie, gdzie jest
i nie t臋skni za tob膮, ale rozumowanie biegnie w drug膮 stron臋.
To ty za nim t臋sknisz.
Naprawd臋 wypytuje o snoba?
Tak.
PACJENT: JUAN INCHAUSTI LETAMENDI
OPIEKUN PRAWNY: MIKEL INCHAUSTI GURIDI
Mikelon!
Ander. Potrzebuj臋 twojej pomocy.
Czego艣 na poprawienie nastroju.
Bia艂ego?
Czego艣 mocniejszego, zajebi艣cie odlotowego.
Na pewno dla siebie?
Tak. Bo co?
W porz膮dku. Dobrze.
Wersja "biznes". Po tym odlecisz.
- Super. - Powiedz, 偶e jeste艣 ode mnie.
Wysy艂am. Ale uwa偶aj. Ci膮gnij z umiarem, bo jutro...
Co jutro?
Jutro odbieramy trzeci膮 gwiazdk臋 Michelina.
- Spokojnie. Nie r贸b sobie nadziei. - Jeste艣my z Bilbao!
Inspektor jutro eksploduje, jak zobaczy, 偶e kr贸l i kr贸lowa jedz膮 ci z r臋ki.
- Czekaj! - Co?
Nie miej mi tego za z艂e, ale...
to nie by艂e艣 ty, tylko ja.
Co ty gadasz?
Ten numer z 偶abami.
To moja robota.
Ander, nie! B臋d膮 k艂opoty!
Wiem, 偶e to s艂abe, ale nie艂atwo si臋 偶yje u boku geniusza.
Kt贸ry zawsze sobie radzi.
Nie by艂em geniuszem.
- Mia艂em siedem lat. - By艂e艣 geniuszem.
By艂e艣 Ablem, a ja zasranym Kainem.
C贸偶 za zaszczyt. Sam Mikel Inchausti!
Nie wierzy艂em, gdy pan zadzwoni艂. M贸j m膮偶 jest fanem "Masterchefa".
- Mam pana ksi膮偶k臋 z przepisami. - Gotuje pan?
- Dla wyg艂upu. - Jak m贸j ojciec?
Bardzo spokojny. Nie wiedzia艂em, 偶e jest pan jego synem.
Tak. Przywioz艂em ciasteczka, kt贸re upiek艂em.
Nie wiem, czy regulamin pozwala, ale chcia艂bym...
Od mistrza? Nie zabronimy!
- Dla pacjent贸w? - Dla pa艅stwa, bo s膮 z alkoholem.
Wi臋c w porz膮dku.
- Jest 50. - Bego帽a, potrzymaj.
Nie wiem, czy wystarczy dla wszystkich.
Na pewno. Mo偶emy wzi膮膰 dok艂adk臋, prawda, Bego帽a?
Mam nadziej臋.
Daikofu Mochi: ry偶 japo艅ski, mro偶ona herbata, wi艣nie i czekolada.
- Sko艅czy艂 pan? - Tak. Prosz臋 spr贸bowa膰.
Bego帽a, spr贸buj.
Nigdy takiego nie jad艂a艣.
Niesamowite.
Przepyszne!
Spr贸buj tego z czekolad膮...
- Pyszne! - Wspania艂e!
Dzie艅 dobry. Mo偶e ciasteczko?
Prosz臋 wzi膮膰 ca艂膮 tac臋. Mog臋 wej艣膰?
Oczywi艣cie.
Cze艣膰.
Ch艂opie! Cze艣膰, snobie!
- Jak si臋 masz? - 艢wietnie.
Ta kuchnia...
nie jest z艂a, ale dla tych z sekty jest do dupy.
Sami Katalo艅czycy.
To dziwna sekta.
Ani seksu, ani niczego.
- Nie? - Nie.
Mo偶e dzi艣 b臋dzie inaczej.
Chcia艂bym.
A jak ta...
laska, nie pami臋tam imienia...
- Irina... - Jak si臋 miewa?
- Doskonale. Czeka na ciebie. - Ja na ni膮 te偶.
- Juan. - Co?
Zaczekaj tu chwil臋.
Patrz!
Pychota!
Jedziemy?
Dobra.
- Dok膮d? - Do Atarii.
Wkr贸tce otwarcie, a mamy robot臋.
- Dobra. - Ruszamy.
I co?
- B臋d膮 za trzy minuty. - Trzy minuty.
Dobrze.
Wszystko gotowe?
- Co tu robicie? - Przyszli艣my na kolacj臋.
Mamy komplet.
Wykombinuj stolik dla nas.
Matka nie chcia艂a przegapi膰 tej wizyty.
Kiedy艣 posz艂o 藕le, ale dzi艣 b臋dzie idealnie.
Jak Mikel? Zdenerwowany?
Bardzo. Dzi臋ki, 偶e jeste艣.
- A ojciec? - Co?
S膮d kaza艂 go zamkn膮膰. Jak go wyci膮gn膮艂e艣?
- Odrobin膮 s艂odyczy... - Nie rozumiem.
Te偶 nie rozumiem, ale czuj臋 si臋 cudownie.
Snob, fajnie, 偶e jeste艣 bi, ale nie pora na to.
Czas gotowa膰.
- Krewetki, cebula, pieprz, por, czosnek. - Wszystko w kuchni.
- G艂owy 偶abnicy? - Te偶!
Dobrze.
Uwija膰 si臋!
Mniejszy ogie艅!
- Irina. Jak si臋 masz, kochana? - Przyszli艣my 偶yczy膰 powodzenia.
- Wygl膮dasz 艣licznie. - Dzi臋ki.
A ten skarb?
- Ojciec... - Tato!
Tato!
Mamy du偶o roboty!
Dobrze ju偶.
- Poprosz臋 o kart臋. - Kart臋?
Dzi艣 nie ma karty.
Nie ma?
Bez karty? W taki dzie艅?
On?! Powinien by膰 w szpitalu.
Cze艣膰, Rosita!
Wypuszczaj膮 go w weekendy.
I pozwalasz mu gotowa膰 w taki dzie艅?
- To geniusz. - Geniusz?
To lump, kt贸ry zniszczy艂 mi 偶ycie.
Lepiej ci by艂o beze mnie.
Z durniem, ale lepiej.
- Czy to...? - Nie pytaj.
W贸z 1 i 2 parkuj膮.
Ju偶 s膮.
Id藕.
Ty. Jeste艣 gwiazd膮 kuchni.
A ty jeste艣 szefem sali.
I nie ma lepszego.
Ju偶 id膮.
- Witamy w Atarii. - Dobry wiecz贸r.
Prosz臋 za mn膮.
Dzi臋kuj臋.
Nie taki wysoki.
Pyszne!
Zrobi艂e艣 krem z je偶owc贸w, ja zadbam o prezentacj臋.
S膮 wszyscy.
Inspektor na 贸semce, kr贸l i kr贸lowa na dwunastce.
Jaki kr贸l i kr贸lowa?
Kr贸lowie mambo. Ta orkiestra.
- A jedzenie? - Gotowe.
Co podamy? Co mam powiedzie膰?
Pintxo, przystawka, pierwsze, dwa drugie, dwa desery.
12 rezerwacji na menu degustacyjne.
- Degustacja czego? - Krwawa Mary on the rocks,
B艂臋kitna Ostryga z japo艅skim 艣niegiem marynowanym.
Woda z gazpacho i truskawkami.
Salmorejo z okruchami chleba.
Sok z letniej cebuli z jajkiem. Chleb chi艅ski z serem i trufl膮.
Milcz, bo ci przy艂o偶臋, 偶艂obie.
Rozdarta g臋ba!
Ale bajzel!
Wszyscy na miejsca! Zaczynamy show!
Krem z je偶owc贸w! Tak?
艢wietnie! Mi艂ego wieczoru! Ruszamy!
Patrz, jakie pi臋kne.
Sp贸jrz.
Tato! Tato!
Znowu tato?
Pierdolni臋ty jeste艣!
- Jestem pierdolni臋ty tak jak ty. - Owszem.
Ci, co tu przyszli, maj膮 to gdzie艣.
Oni mnie maj膮 gdzie艣.
Nie. Im zale偶y na tobie.
Problem w tym, 偶e mamy komplet i musimy nakarmi膰 tych ludzi.
Tego nas uczy艂e艣.
Daj r臋k臋.
Po co?
Wyjdziemy razem.
Ale smarkacz z ciebie, Ferr谩n.
Dobry wiecz贸r. Dzi臋kuj臋.
Dzi臋ki, przyjaciele.
To wyj膮tkowy wiecz贸r.
Moim skromnym zdaniem gotowanie to sztuka.
I jako sztuka nie mo偶e podporz膮dkowa膰 si臋 rynkowi czy karcie da艅.
To, co dzi艣 jecie, wymy艣li艂 Juan Inchausti,
m贸j ojciec.
Przepraszam. Kr贸l i kr贸lowa chc膮 si臋 z panem przywita膰.
Kr贸l i kr贸lowa?
Nie!
Tylko nie 偶aby!
Nie ma 偶ab!
- Nie widzisz?! - Nie ma 偶ab.
Przerwa膰 serwis!
Znowu zamkn膮 nam restauracj臋!
Ju偶 tak by艂o!
- Nikt jej nie zamknie. - Kurwa!
Jasna cholera!
Spokojnie. Juanie Inchausti!
Chcesz czy nie, masz 60 lat...
i jeste艣 moim ojcem.
Tato!
Tato!
Nie zostawiaj mnie!
Tato!
Nie pozwol臋 ci znikn膮膰 na kolejne 30 lat.
Jasne?
A wi臋c...
ten zasraniec, kt贸ry mnie prze艣laduje,
to ja?
Tak.
Nie藕le...
A ty, Mikel, m贸j ma艂y...
Ale艣 wyr贸s艂.
I to jak szybko.
Masz papier i d艂ugopis? Papier i d艂ugopis?
Tak.
Pisz.
Na sofrito:
ponad kilo szalotek...
dwa du偶e pory.
Przekroi膰 na p贸艂. Bia艂e odk艂adamy, bierzemy zielone.
P臋czek m艂odego czosnku. Bierzemy te偶 to, co zielone.
Dwie ostre papryki, trzy du偶e marchewki i troch臋 dyni.
Sporo oliwy z oliwek.
Pokroi膰 wszystko w s艂upki i podsma偶y膰.
To...? To jest...?
Krem z je偶owc贸w Inchaustiego dla 12 lub wi臋cej os贸b.
Wa偶ne, Ferr谩n, bo jeste艣 troch臋 snobem.
Cebuli nie gotujemy.
Ma by膰 z艂ocista, nie skarmelizowana.
Do maksimum.
Dopiero gdy zrobi si臋 gro藕nie...
RESTAURACJA ATARIA Z TRZECI膭 GWIAZDK膭 MICHELINA
ZESP脫艁 KORSAKOWA
WRESZCIE RZUC臉 PALENIE
PRZEPISY, KT脫RYCH NIE UKRADLI NAM KATALO艃CZYCY
AUTORZY: JUAN I MIKEL INCHAUSTI
Tekst: Grzegorz Janiak
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.