All language subtitles for El.Dia.de.Manana.S01E03.pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Chwileczk臋.

Chodzi nie o odszkodowanie, tylko o lojalno艣膰.

Go艣ci艂 w naszym domu, przy naszym stole.

To nie s膮d moralny. Zrobi臋, co pan zechce.

Nie, kolego.

Czego pan chce? Mam strzeli膰 sobie w 艂eb?

Czeki tego nie za艂atwi膮.

Wystarczy!

Mamy doj艣膰 do porozumienia.

Nie! Wykluczone. Nie ma takiej mo偶liwo艣ci.

- Woli pan i艣膰 do s膮du? - Tak jest.

- A pan? - Oferuj臋 sto tysi臋cy peset.

O wiele wi臋cej, ni偶 rzekomo pan straci艂.

Sto tysi臋cy...

Ani sto, ani dwie艣cie, ani milion.

Idziemy do s膮du.

A pani?

Jest pani g艂贸wn膮 poszkodowan膮.

Chce pani i艣膰 do s膮du?

Popieram stryja.

To absurd.

Od lat pr贸buj臋 si臋 dogada膰.

Nie chodzi o pieni膮dze.

Problemy twojego stryja bior膮 g贸r臋, a ty go s艂uchasz.

- Wci膮偶 nie pojmujesz? - Ona tego nie chce.

Sk膮d wiesz, czego chce?

Nawet w garniturze od krawca, koszuli na miar臋, sk贸rzanych butach

i z kieszeniami wypchanymi pieni臋dzmi b臋dziesz nikim.

Wiesz, co m贸wi艂a moja matka?

Kupa na talerzu udaje jedzenie, ale pozostaje kup膮.

NADEJDZIE DZIE艃

- Wszystko gra? - W porz膮dku.

Problem z w艂a艣cicielem starego mieszkania.

- Co tu robisz? - We wtorki przychodz臋 si臋 podpisa膰.

Nakaz s膮du po zatrzymaniu w Babel.

Mi艂o ci臋 widzie膰.

Wzajemnie.

Mieszka艅cy regionu wylegli na ulice, aby pozdrowi膰 szefa pa艅stwa.

To znak poparcia dla genera艂a Franco,

wynikaj膮cy z szacunku i zaufania do jego rz膮d贸w.

Barcelona powita艂a go z entuzjazmem.

Pa艅ska matka postrada艂a rozum.

Pochowali艣my j膮 na cmentarzu wiejskim. Poka偶臋.

Dzi臋kuj臋, musz臋 wraca膰 do Barcelony.

- Nie ma nic wi臋cej? - Nie chowa艂a urazy.

By艂a dobr膮 chrze艣cijank膮.

Mog臋 j膮 ocenia膰 jedynie jako matk臋.

Nie rozumia艂em matki.

Rzadko o niej rozmawia艂em.

Gdy dosta艂em wiadomo艣膰 o jej 艣mierci,

艣cisn臋艂o mnie w do艂ku.

Nie chcia艂em jej zna膰.

Ale dlaczego o tym m贸wi臋...?

Bo w zasadzie i ja, i Justo byli艣my sierotami, 偶yli艣my sami.

To zbli偶a.

Dra艅. Masz tupet.

Spokojnie, bydlaku.

M贸wi艂e艣, 偶e si臋 u艂o偶y; 偶e wystarczy mediacja.

- Ciszej. - Wyznaczyli dat臋.

Proces za dwa miesi膮ce.

- Przynios艂e艣 czek? - Nie dbaj膮 o to.

- Nie mog臋 stan膮膰 przed s膮dem. - Nie staniesz.

Wiesz, dlaczego tak jest? Przez gamonia.

Gdyby艣 da艂 mi lepsze informacje, zadzwoni艂bym do s臋dziego.

Da艂em to, o co prosi艂e艣.

S艂uchaj膮 radia pirenejskiego i czytaj膮 manifest komunistyczny.

- Tyle wiem. - Przy艂贸偶 si臋.

Jak?

Znajd藕 kom贸rk臋 komunist贸w albo czerwonych.

Kto艣 z pewno艣ci膮 zna jak膮艣 grub膮 ryb臋.

- Uwa偶asz, 偶e nie pr贸bowa艂em? - R贸b, co chcesz.

Upij ich, zr贸b im dobrze.

Znajd藕 co艣. Inaczej nie pomog臋.

Tak膮 moc jednoczenia narodu ma jedynie caudillo.

Najlepszy dow贸d to t艂umy zgromadzone na barcelo艅skich chodnikach

i balkonach.

Witaj, stryju.

- Gdzie ciotka? - Po艂o偶y艂a si臋.

Dobrze si臋 stryj czuje?

Pewnego dnia znajdziecie mnie sztywnego w 艂贸偶ku.

- Niech stryj tak nie m贸wi. - Przynajmniej odetchn臋.

- Escalibada? - Odrobin臋.

To najlepsze podsumowanie nastroj贸w, jakie wywo艂uje Franco.

Zjednoczy艂 nar贸d i ziemie Hiszpanii.

Przedstawiciele rozmaitych warstw spo艂ecznych przyby艂y,

aby wyrazi膰 poparcie dla hiszpa艅skiego caudillo.

Niezliczone transparenty 艣wiadcz膮ce

o uwielbieniu i oddaniu g贸rowa艂y nad t艂umem.

Jeste艣my niczym okr臋t pod dow贸dztwem Franco.

Przy dobrych wiatrach pod膮偶ymy ku nowym horyzontom.

Stryju, czy nie lepiej by艂o wzi膮膰 czek?

Trzeba by膰 twardym i i艣膰 dalej.

Kosztem zdrowia?

Prosz臋 Boga, aby da艂 mi do偶y膰 procesu.

P贸藕niej niech si臋 dzieje co chce.

Przeczytasz do jutra?

Sztuka teatralna. Re偶yser zam贸wi艂 kopie.

Wol臋 si臋 upewni膰, czy nie ma tam nic k艂opotliwego.

Oczywi艣cie.

Szef pa艅stwa b臋dzie mia艂 czas,

aby pomy艣le膰 o rytmie zatrudnienia w regionie.

- 艢mier膰 ju偶 czeka. - To tylko kieliszek wina!

- M贸wi臋 o Franco. - Jasne.

Co z tob膮?

- Powiedz, co z tob膮. - Nic.

Chodzi o wesele mojego brata? B臋dziemy razem.

My艣lisz, 偶e robimy co艣 dla Hiszpanii?

Ostatnio natkn膮艂em si臋 na s艂owa prezydenta Kennedy'ego:

"Nie pytaj, co kraj mo偶e zrobi膰 dla ciebie,

zapytaj, co ty mo偶esz zrobi膰 dla kraju".

Co mog臋 zrobi膰 dla Hiszpanii?

- Co ci臋 ugryz艂o? - M贸wi臋 powa偶nie.

Pracuj臋, zarabiam, mam pi臋kny dom, mam mn贸stwo rzeczy,

ale w duszy czuj臋 pustk臋.

Co ty pleciesz?

Gdybym da艂 pieni膮dze na czasopisma krytyczne wobec frankizmu,

albo na adwokat贸w, kt贸rzy ich broni膮...

Chcesz wej艣膰 do polityki?

Znasz ludzi kt贸rzy obracaj膮 si臋 w kr臋gach antyfrankistowskich.

- Je艣li policja ci臋 zatrzyma... - Mam 26 lat.

Je艣li teraz si臋 nie zaanga偶uj臋, je艣li teraz nie zaryzykuj臋, to kiedy?

Gdy b臋d臋 mia艂 45, 50 lat?

- Nie wiedzia艂am, 偶e tak my艣lisz. - Nie wiesz, o czym my艣l臋.

Znam jednego Gustavo.

Taki sobie anarchista. Ci膮gle szuka 艣rodk贸w, 偶eby dzia艂a膰.

Mo偶e to uciszy ci sumienie.

Dziesi膮ta i czternasta!

- Dzie艅 dobry. - Pr贸by s膮 popo艂udniu.

Przynios艂am zam贸wienie.

Jestem bratanic膮 Agust铆ego z drukarni.

- A nie aktork膮? - Nie.

- Na pewno? - Tak.

Na marginesie... przeczyta艂am.

- I co? - Przykre.

- Bo na koniec zabija uczennic臋. - Nie tylko.

Nauczyciel jest smutny. Wszystko jest mroczne.

Jeste艣my mroczni, cho膰 nie chcemy tego przyzna膰.

Wiesz, dlaczego?

Przy艂贸偶 si臋, Bernat!

Ze strachu. 呕yjemy w strachu.

I nie umiemy tego znie艣膰.

Nie mo偶emy znie艣膰 tej 艣wiadomo艣ci.

- Co mamy zrobi膰? - Rozmawia膰.

Bez kompleks贸w, bez pruderii.

Ja pr贸buj臋. Mam na imi臋 Emili.

Carme.

- Lubisz teatr? - Wol臋 kino.

Nie o to pytam. 艢wiat艂o!

Nie znam si臋 na teatrze.

Chcesz si臋 uczy膰?

Mo偶esz ubiega膰 si臋 o rol臋 uczennicy.

Ja? Nie jestem aktork膮.

- Sk膮d wiesz? - Nigdy tego nie robi艂am.

Pracuj臋 w drukarni.

Sk膮d wiesz, 偶e nie jeste艣, skoro nie spr贸bowa艂a艣?

Nigdy nie przysz艂o mi do g艂owy, aby gra膰.

Ale gdy Emili zapyta艂...

Nie wiem, to by艂o...

Co艣 we mnie drgn臋艂o...

Jakbym odkry艂a co艣, co wcze艣niej ignorowa艂am.

- Nie musisz tego robi膰. - Czego?

Wychodzi膰 na scen臋 i robi膰 tych rzeczy.

Tu masz prac臋, dom, bezpiecze艅stwo.

Reszta to bzdura.

- Dlaczego? - Bo aktorki s膮...

S膮 jakie s膮.

Jeste艣 prost膮 dziewczyn膮 z dobrego domu. Nie przystoi ci.

To zaw贸d.

Tak jak i dziwka.

Na mi艂o艣膰 bosk膮...

Przepraszam. Nie chcia艂em.

Za ka偶dym razem, gdy wymy艣lasz co艣 nowego...

Spr贸buj臋.

Ci膮gle siedz臋 tutaj. Chc臋 odreagowa膰.

To tylko wtorki i czwartki. Jak lekcje ta艅ca.

A je艣li z艂apiesz bakcyla?

Niech 偶yj膮 m艂odzi!

Wiesz, jaki masz problem?

Nie walcz z cygarami, nie unikaj tytoniu.

To niepok贸j.

- Czy widzieli panowie Nit臋? - Jest w ogrodzie.

- Kim jeste艣? - Justo Gil.

Nie znacie si臋?

Justo to ch艂opak od domofon贸w.

- Pracujesz w Hospitalet? - Tak jest.

Nebot bardzo ci臋 chwali艂.

Interes z domofonami wypali艂.

Chyba b臋dziemy musieli ci臋 awansowa膰.

Mam wiele pomys艂贸w.

Na przyk艂ad japo艅skie poch艂aniacze wilgoci...

To dzie艅 艣lubu.

Ci膮gle co艣 obmy艣lam. Bez ustanku.

R贸b sobie przerwy. Inaczej sko艅czysz jak Torcuato.

- Dosta艂 wylewu. - To nie by艂 nowotw贸r?

Kto wie? Co艣 paskudnego.

- Co u Quima? - Dobrze.

- Wci膮偶 w Genewie? - W Zurychu.

Studiuje?

- Musia艂 wyrwa膰 si臋 z Barcelony. - Jasne.

T臋sknimy.

Don Jaime de Castellnou!

Co wy dwaj knujecie?

Generale! U艣ciski!

Mamy tu wojsko.

Wychodzimy?

Kieliszek?

Wchodzi艂e艣, i pomy艣la艂em: "Pewnie szuka alkoholu".

Przynios艂em.

- Mo偶esz mi powinszowa膰. - Gratulacje.

Dzi臋kuj臋.

- Dok膮d na miesi膮c miodowy? - Do Egiptu.

Genialnie.

Szerokiej drogi.

Wzi膮艂e艣 na cel moj膮 siostr臋?

Balangi, skr臋ty i numerki to jedno.

- Zaproszenie tutaj to drugie. - To ci臋 m臋czy?

M臋cz膮 mnie karierowicze, manipulatorzy, k艂amcy.

Tacy, co s膮 nikim, ale za wszelk膮 cen臋 chc膮 si臋 wybi膰.

M臋cz膮 mnie typy bez wstydu.

Powiedzia艂e艣 ju偶 偶onie, namalowa艂a sobie w膮sy?

Wie, co ci臋 kr臋ci? Ciekawe...

Czy dziewczyna, kt贸ra wychodzi za peda艂a,

robi to z przyja藕ni, dla pieni臋dzy, czy przez roztargnienie?

Nie zbli偶aj si臋 do mojej rodziny.

- Bo co? - Dostaniesz w ty艂ek.

To mnie kr臋ci.

Xavi nie by艂 zachwycony, 偶e zaprosi艂am go na jego wesele.

Nienawidzi艂 go. Ja nie znosz臋 jego 偶ony.

Powiedzia艂am bratu, aby z wami porozmawia艂.

Odpar艂, 偶e nie chce mie膰 nic wsp贸lnego z Justo.

Mieszkam tu od trzydziestu lat.

Pani jest tu nowa.

- Jak si臋 pani podoba? - Nie mam nic przeciwko.

Przyjemne miasto.

Wola艂bym 偶y膰 w Pary偶u.

Tak jest.

Zna pan Pary偶?

Ona to m贸wi z przek膮sem.

Nadaj taki wyd藕wi臋k temu zdaniu.

- Jakbym nie wierzy艂a? - W艂a艣nie. Bo...

Nie znasz nikogo, kto by 偶y艂 w Pary偶u,

ale znasz wielu k艂amc贸w.

Rozumiem.

Zdanie m贸wi jedno, a intencja - drugie.

- Wiesz, co to? - Nie.

Podtekst.

- To trudne. - Fakt...

Ludzie s膮 skomplikowani.

Teatr stara si臋 pokaza膰 t臋 z艂o偶ono艣膰.

艢nieg pada w zimie.

Zima to jedna z czterech p贸r roku.

Absurd jest potrzebny.

W przeciwie艅stwie do naturalizmu czy realizmu.

Staramy si臋 uchwyci膰 z艂o偶ono艣膰 relacji mi臋dzyludzkich.

Znasz Pa... ry偶?

Znasz Pa... ry偶?

Bardzo dobrze.

Postacie maj膮 wygl膮da膰 prawdziwie czy ekstrawagancko?

Znasz Pa... ry偶?

Masz by膰 prawdziwa.

Zima to jedna... z czterech p贸r roku.

- Jaki ma tytu艂? - "Bitwa o Algier".

W艂osi obsypali go nagrodami w Wenecji.

Mo偶emy zrobi膰 co艣 takiego tutaj.

Wiele os贸b s膮dzi, 偶e frankizm jest pokojowy,

- 偶e w Hiszpanii nic si臋 nie dzieje. - To nie Algier.

Ludzie nie podk艂adaj膮 bomb dzie艅 w dzie艅.

Mo偶e trzeba zacz膮膰.

Je艣li poka偶emy represje, tortury i to wszystko, co si臋 dzieje,

przyci艣niemy w艂adze.

Kto to podpisze?

- My zajmujemy si臋 stron膮 techniczn膮. - Kto?

Dla w艂asnego bezpiecze艅stwa lepiej, aby艣 si臋 nie miesza艂.

Potrzebujemy pieni臋dzy.

Poka偶. Dzi臋kuj臋.

Nita m贸wi艂a, 偶e chcesz wsp贸艂pracowa膰.

- Ile? - Masz dobr膮 prac臋.

Obracasz si臋 w elitarnych kr臋gach. Ile mo偶esz wy艂o偶y膰?

Mieszkam tu od trzydziestu lat.

Pani jest tu nowa. Jak si臋 pani podoba?

Nie mam nic przeciwko. Przyjemne miasto.

Wola艂bym 偶y膰 w Pary偶u.

Tak jest.

Zna pan Pary偶?

Zrobimy przerw臋? Jestem zm臋czona.

M贸wi艂em: gdy cia艂o chce przerwa膰, trzeba si臋 wysili膰.

Zacz臋li艣my o dziewi膮tej, ju偶 szesnasta.

To teatr. Wszystko wyci艣nie, ale i wiele da.

Dalej.

Gustavo jest postrzelony. Nie zwracaj uwagi.

To tw贸j kolega.

Nie. Znajomy z uniwersytetu.

Mo偶e to kapu艣.

A co my艣la艂e艣? Policja wsz臋dzie ma kapusi贸w.

Co ty wiesz?

Pami臋taj, 偶e m贸j ojciec by艂 gubernatorem.

- Chod藕. Tutaj. - 艢pieszy ci si臋?

Nie mog臋 codziennie nocowa膰 u ciebie.

Chod藕.

Robisz si臋 z艂o艣liwa.

G艂uptas.

Justo by艂...

Utalentowany.

Niekt贸rzy maj膮 r臋k臋 do matematyki albo fizyki.

On mia艂 do...

Do czego?

Nie b臋d臋 zag艂臋bia膰 si臋 w szczeg贸艂y. Teraz jestem m臋偶atk膮.

Mam swoje 偶ycie.

Powiem jedno: niczego nie 偶a艂uj臋.

Co艣 ty zrobi艂? Doszed艂e艣 w 艣rodku?

Przepraszam, skupi艂em si臋.

Dlaczego mi to robisz?

Cholera.

Nie histeryzuj.

- Co robisz? - Pr贸buj臋 to wymy膰.

Chyba nie zrobi艂e艣 tego celowo?

Przysi臋gnij.

- Mam 艣lubowa膰? - Jeste艣 idiot膮!

Wola艂bym 偶y膰 w Pary偶u.

Tak jest.

- Zna pan Pary偶? - A ty?

To stolica Francji.

Co jeszcze wiesz?

Co powinnam wiedzie膰?

Doskonale. Dzi臋kuj臋.

- Jak tam? Lepiej? - O wiele.

Brakuje zastrzyku niepokoju w drugiej cz臋艣ci.

- My艣la艂am, 偶e ironia ci臋 martwi. - To ju偶 opanowa艂a艣.

Zawsze musisz krytykowa膰?

- Boli? - Co?

Moja krytyka?

Wprawia w zak艂opotanie. I boli.

W teatrze b贸l jest niezb臋dny. 呕eruj na nim.

Na b贸lu?

Ot贸偶 to. Poka偶 t臋 prawd臋 w scenie.

- Jak? - Ufaj膮c.

Nie jeste艣 sama. Jeste艣my razem.

Teraz mo偶esz powiedzie膰, 偶e jeste艣 aktork膮.

- Jaka bitwa? - O Algier.

"Bitwa o Algier"...

We Francji te偶 zakazali.

Podobno to kluczowy film wywrotowc贸w na 艣wiecie.

- Chc膮 nakr臋ci膰 wersj臋 hiszpa艅sk膮? - Poprosili o 30 tysi臋cy.

Mo偶e Gustavo wciska kit?

W kartotece ma drobne wykroczenia. A teraz gra producenta filmowego?

Prawdziwym producentem jest partia PSUC.

On zbiera 艣rodki. Interesuje mnie partia, nie on.

Musz臋 zacz膮膰 od do艂u, nie?

- To jak? - Co?

- Co z procesem? - Zosta艂y trzy tygodnie.

Nie chc臋 czeka膰 na ostatni膮 chwil臋. Potrzebuj臋 gwarancji.

Dasz to, o co prosimy, a my wykonamy telefon.

W tej kolejno艣ci.

Na razie przynudzasz.

艢wi膮tynia w Abu Simbel.

Cudo.

To repliki.

Orygina艂y zosta艂y zalane po wzniesieniu Wielkiej Tamy Asua艅skiej.

Moja 艣liczna 偶ona.

- W kapeluszu? - S膮 taniutkie.

Gamoniu, mog艂e艣 mi przywie藕膰!

Wspania艂a wyprawa.

Co u ciebie?

Potrzebuj臋 pomocy...

Pami臋tasz znajom膮, kt贸ra pojecha艂a do Londynu, aby rozwi膮za膰 problem?

- Nie chrza艅. - To nic pewnego.

- Z tym idiot膮 Justo? - Nie obra偶aj go!

Ten palant ci臋 wykorzystuje.

Uwzi膮艂e艣 si臋. Albo gorzej: zazdro艣cisz.

Czego? To prostak.

Odpu艣膰. Pogadam z kim艣 innym.

Zaczekaj.

Dam ci namiary na klinik臋.

Ale powa偶nie... Sprawd藕, z kim sypiasz.

Co mam sprawdzi膰?

Wiesz, 偶e par臋 tygodni temu Toni by艂 w s膮dzie?

Podobno widzia艂, jak Justo k艂贸ci si臋 z kim艣 przy wyj艣ciu.

Wed艂ug Justo to w艂a艣ciciel mieszkania. Ale kto wie?

- Dlaczego mi to m贸wisz? - 呕eby艣 wiedzia艂a.

Co ci臋 dra偶ni? 呕e nie nale偶y do twojego kr臋gu?

呕e zaprosi艂am go na 艣lub? 呕e zaprzyja藕ni艂 si臋 z Quimem?

K艂amie. To mnie dra偶ni.

Je艣li mi nie wierzysz, tw贸j problem.

Nosisz jego dziecko, zapytaj o niego w s膮dzie.

Zadbaj o swoj膮 偶on臋, nie o mnie.

Dwa tysi膮ce pi臋膰set.

Zaj臋cia s膮 popo艂udniu. Nie b臋d膮 przeszkadza膰 mi w pracy.

To ju偶 nie tylko wtorki i czwartki. Ka偶dego dnia.

Pi臋膰set. Dam rad臋.

Je艣li wyjdziesz na scen臋, nie b臋dzie odwrotu.

Co stryj ma na my艣li?

Widzowie nie b臋d膮 chcieli ci臋 widzie膰 w drukarni. Rozumiesz?

Ich wyb贸r.

Tak, ale ty te偶 b臋dziesz musia艂a wybra膰.

188,50.

- Gdzie znajd臋 sekretarza s膮du? - Prosz臋 zapyta膰 na pi臋trze.

Moje nazwisko: Castellnou. M贸j ojciec by艂 gubernatorem.

By艂by zobowi膮zany za ka偶dy gest, maj膮cy uszcz臋艣liwi膰 jego c贸rk臋.

Niezmiernie mi przykro, ale nie mog臋 udzieli膰 informacji.

- Nie mo偶e pan? - Nie mog臋 ani nie powinienem.

To poufne.

- Chodzi o mojego narzeczonego. - Prosz臋 pom贸wi膰 z nim.

Mam pomys艂...

Je艣li problem dotyczy wy艂膮cznie jego, rozumiem, 偶e nie mo偶e pan pisn膮膰.

Jednak je艣li to co艣 niepokoj膮cego...

Co ma pani na my艣li?

Co艣 niemoralnego, na przyk艂ad.

Wtedy powinien mnie pan ostrzec.

Powinienem...?

Je艣li wyjd臋 za Justo Gila, b臋d臋 musia艂a dotrzyma膰 艣lub贸w.

Pytam, czy m贸j narzeczony zas艂uguje na takie oddanie.

Nie mnie go os膮dza膰.

Przepraszam, ale nie mog臋 pom贸c.

Wiem, kto mo偶e.

Przepraszam!

Carme Roman?

Mam na imi臋 Nita. Chc臋 wiedzie膰, kim jest Justo Gil.

Chcia艂am odej艣膰 bez s艂owa. Ale zosta艂am.

Nie dlatego, 偶e pragn臋艂am zniszczy膰 Justo. Sama nie wiem.

By艂am ciekawa, kim ona jest.

Chyba wci膮偶 zale偶a艂o mi na Justo.

Sama musisz zdecydowa膰.

Zakocha艂a艣 si臋?

Szczerze? Nie wiem. Po tym wszystkim...

Dam ci rad臋. Nie r贸b nic w z艂o艣ci ani gniewie.

Mo偶esz z nim porozmawia膰 i wybaczy膰.

Ja pr贸bowa艂am.

- I co? - Ci臋偶ko.

Jest wiele os贸b, kt贸rych nie chc臋 zawie艣膰.

Ale wieczorem k艂ad臋 si臋 spa膰, zamykam oczy i jestem sama.

- Masz kogo艣. - Z jednej strony to dobrze.

Odkrywam inny 艣wiat. Ucz臋 si臋.

A z drugiej?

U艣wiadomi艂am sobie, 偶e pewne wspomnienia i wra偶enia nie znikn膮.

Tkwi膮 w g艂owie, cho膰 ich nienawidz臋.

M贸wisz o b贸lu?

Przeciwnie. O mi艂o艣ci.

To, co us艂ysza艂am, zaskoczy艂o mnie.

Justo przymiera艂 g艂odem. Pochodzi艂 z arago艅skiej wsi.

By艂 zdolny do wyrz膮dzenia takiej krzywdy.

By艂am pod wra偶eniem, gdy odkry艂am, jak bardzo ona go kocha.

Trzydzie艣ci tysi臋cy peset.

Musz臋 co艣 wyzna膰. Nie nakr臋cimy filmu.

- Dlaczego? - Chcia艂em ci臋 sprawdzi膰.

Spadaj, Gustavo!

Chcesz walczy膰 z Franco? Twoje pieni膮dze trafi膮 do partii.

- Mam wierzy膰 na s艂owo? - Wi臋cej zaufania.

- Kto za tob膮 stoi? - Lepiej, 偶eby艣 nie wiedzia艂.

Nie 艣ciemniaj. To moje pieni膮dze.

- Mo偶e je przehulasz? - Jak?

Dziwki, trawka. Kto wie?

Serio?

Przedstaw mnie mocodawcom i pogadamy.

Trzeba uwa偶a膰. Je艣li Brygada ci臋 zatrzyma, przer膮bane.

Przesiedzia艂em tydzie艅 w aresztach. Nie pu艣ci艂em pary.

Ty tak m贸wisz...

Nie 艣pisz. Co to za walizki?

- Co艣 si臋 sta艂o? - Ty mi powiedz.

Co?

Od czego chcesz zacz膮膰? Od twojej matki?

Od wsi, z kt贸rej pochodzisz?

Czy od razu opowiesz o Carme Rom谩n i przekr臋cie na 65 tysi臋cy peset?

Od czego chcesz zacz膮膰?

Kto ci to powiedzia艂? Xavi?

Podsun膮艂, gdzie szuka膰. Ona mi powiedzia艂a.

- Kto? - Carme.

Ona mi powiedzia艂a. W cztery oczy.

Szkoda, 偶e nie widzia艂e艣, jak jej dr偶a艂y d艂onie.

Jeste艣 oskar偶ony o oszustwo i fa艂szerstwo.

Nie. To nie by艂em ja.

Nie ty?

Co ty m贸wisz?

Sporo si臋 wydarzy艂o, odk膮d przyjecha艂em do miasta.

Musia艂em podejmowa膰 decyzje.

Tak. 呕a艂uj臋.

Dlatego pr贸bowa艂em zwr贸ci膰 pieni膮dze. To tyle.

Dasz czek i po sprawie?

M贸wisz o mojej przesz艂o艣ci.

Nie jestem swoj膮 przesz艂o艣ci膮.

Dobra.

To pom贸wmy o przysz艂o艣ci.

Zaczniemy od 艣lubu?

Moja rodzina ci臋 zaakceptowa艂a i 偶aden s臋dzia ci臋 nie ska偶e.

A mo偶e pom贸wimy o dzieciach?

Pomog膮 ci uciec z Hospitalet.

B臋dziesz mia艂 coraz wi臋kszy dom i coraz szybszy w贸z.

- To nieprawda. - Zwodzi艂e艣 mnie.

Kochanie...

To mieszkanie sp贸艂ki. Spakowa艂am twoje rzeczy.

Nie chc臋 ci臋 tu widzie膰, gdy wr贸c臋.

- Powiedzia艂a艣 ojcu? - Oczywi艣cie.

Musia艂am go b艂aga膰, aby nie przychodzi艂.

Ju偶 nie pracujesz, dla nikogo w grupie.

Skar偶y艂e艣 si臋, 偶e masz za du偶o na g艂owie...

Teraz nie masz nic.

Wiesz, co jest najlepsze?

Popo艂udniu dosta艂am okresu.

Prosz臋 wsta膰.

Justo Gil, wed艂ug dowod贸w przedstawionych

w imieniu Carme Rom谩n...

Justo Gil proponowa艂 nieistniej膮ce towary.

Czy to prawda?

Carmen Roman i ja mieli艣my umow臋. Byli艣my zwi膮zani.

Ostatnie s艂owo. Chce pan co艣 doda膰?

Skoro kto艣 poczu艂 si臋 ura偶ony, nic nie poradz臋.

Zrobi艂em to wszystko dla matki, Panie 艣wie膰 nad jej dusz膮.

Rozumiem, 偶e trudno mi b臋dzie uzyska膰 u艂askawienie,

ale wiem, 偶e kto艣, kiedy艣, gdzie艣 pozna ca艂膮 prawd臋.

Wtedy mi wybacz膮.

Po wys艂uchaniu stron s膮d uznaje proces za zako艅czony.

Czas na zas膮dzenie kary.

Pami臋tam, 偶e wyszed艂em pierwszy, i tak nie da艂o si臋 nic zrobi膰?

Nie da艂 mi tego, czego potrzebowa艂em. Nie mog艂em mu pom贸c.

Pami臋tam, 偶e pomy艣la艂em: "Koniec z nim".

Myli艂em si臋.

Szuka艂em ci臋. Jak si臋 masz?

Dobrze.

Poznajcie si臋. To Antonio.

Wsiadaj, pogadamy.

Ja wysiadam. Jed藕cie.

Gustavo ci臋 chwali艂.

Chodzi o pieni膮dze? Straci艂em prac臋.

Wiem. Dranie zrobili ci臋 na szaro, co?

Nebot i Castellnou maj膮 sporo w艂adzy. Igra艂e艣 z ogniem.

Kim jeste艣?

Kim艣, kto sporo o tobie wie.

- Potrzebujemy takich jak ty. - Jak ja?

Z wizj膮, co potrafi膮 bez mrugni臋cia okiem wyci膮ga膰 kas臋 od bur偶uj贸w.

Co nie p艂aszcz膮 si臋 przed policj膮.

Co s膮 wytrwali. Jak ty.

Kim jeste艣?

PSUC. Katalo艅scy socjali艣ci.

- Wejd藕 do kom贸rki. - Nie.

- Brygada Spo艂eczna? Spadajcie. - Jaka Brygada?

- Zaufaj mi. - Guzik o tobie wiem.

Spokojnie. Poznamy si臋.

Sztama?

Trzeba 偶y膰 w pokoju z rodzin膮. Nawet jak ci臋 wnerwia.

Nawet je艣li czujesz jedynie oboj臋tno艣膰.

- Twoja matka? - Urodzi艂a mnie.

To jej jedyna zas艂uga.

M贸wi艂em ci, 偶e m贸j ojciec by艂 anarchist膮?

Tak?

Po wojnie z艂apa艂 poci膮g i uciek艂 do Francji.

W wagonie pozna艂 moj膮 matk臋. Puka艂 j膮 a偶 do Pary偶a.

A tam okaza艂o si臋, 偶e na drania czeka 偶ona z dw贸jk膮 dzieci.

Co zrobi艂a twoja matka?

呕y艂a w upokorzeniu.

Dzi臋kuj臋.

Gdy kto艣 naskakuje na Franco, m贸wi臋: "Bez jaj!

To jedyny ojciec, jakiego mia艂em".

On da艂 mi jedzenie, dach nad g艂ow膮, ubrania, buty.

Trzeba 偶y膰 w pokoju z rodzin膮.

Idziesz?

Rozmawiali艣my z s臋dzi膮.

Wlepi膮 ci poka藕ny mandat dla niepoznaki. Zap艂acimy.

Dajcie mi etat.

Nie chcieli艣cie pracownika, ale go dostaniecie.

- Om贸wi臋 to z Revuelt膮. - Nie, zatwierdzicie to.

- Pos艂uchaj... - Ju偶 nie s艂ucham.

Wy艣lizgali mnie. Zosta艂em z niczym.

Od tej pory b臋d臋 si臋 ceni艂.

Powiedzia艂: "Od tej pory b臋d臋 si臋 ceni艂".

Pomy艣la艂em: "Co on takiego ma?".

Wtedy zda艂em sobie spraw臋, 偶e m贸g艂by by膰 dobrym informatorem.

Zobaczy艂em, 偶e nie ma nic do stracenia. To nieodzowne.

Tacy s膮 najlepsi.

- D艂ugo jeszcze? - Ko艅czymy.

- Ju偶 nie mog臋 wysiedzie膰. - Mo偶emy zrobi膰 przerw臋.

Nie wiem, po co wam ten wywiad.

Zaznaczam, 偶e moje nazwisko nie mo偶e wyp艂yn膮膰.

- Jasne? - Bez obaw.

Tekst: Marta Jurkowlaniec

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.