Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Zwa偶ywszy na m贸j wiek, nie mo偶na liczy膰,
偶e jakiekolwiek okoliczno艣ci zmieni膮 moj膮 decyzj臋.
Zatem 艣wiadomy swej odpowiedzialno艣ci przed Bogiem i Histori膮,
obiektywnie oceniwszy cechy uosabiane przez ksi臋cia Jana Karola Burbona,
nale偶膮cego do dynastii, kt贸ra w艂ada艂a Hiszpani膮 przez wieki,
doszed艂em do wniosku,
偶e dochowuje on wierno艣ci zasadom i instytucjom w艂adzy,
jest 艣ci艣le zwi膮zany z wojskiem l膮dowym, morskim i powietrznym,
kt贸re ukszta艂towa艂y jego charakter, spe艂nia warunki okre艣lone
w artykule jedenastym prawa sukcesji tytu艂u szefa pa艅stwa.
Postanowi艂em zatem zaproponowa膰 go Narodowi jako swego nast臋pc臋.
Czy wasza wysoko艣膰 艣lubuje lojalno艣膰 jego ekscelencji szefowi pa艅stwa,
wierno艣膰 zasadom Ruchu Narodowego oraz podstawowym prawom kr贸lestwa?
Tak, 艣lubuj臋 lojalno艣膰 jego ekscelencji szefowi pa艅stwa,
wierno艣膰 fundamentalnym zasadom Ruchu Narodowego
oraz podstawowym prawom kr贸lestwa.
Pogotowie!
NADEJDZIE DZIE艃
Niech spoczywa w pokoju nasza siostra Eulalia Roman.
Ojcze nasz, kt贸ry艣 jest w Niebie, 艣wi臋膰 si臋 imi臋 Twoje,
przyjd藕 Kr贸lestwo Twoje, b膮d藕 wola Twoja...
Lali osi膮gn臋艂a cel.
Do艂膮czy艂a do narzeczonego.
Stryjostwo z dnia na dzie艅 postarza艂o si臋 o 20 lat.
By艂o bardzo ci臋偶ko. Nadesz艂y trudne miesi膮ce.
A drukarnia podupad艂a przez d艂ugi Justo.
ROZKWIT BRAN呕Y BUDOWLANEJ
ZIELONE 艢WIAT艁O DLA PROJEKTU MIESZKA艃 SOCJALNYCH W EL CARMELO
PRZEDSI臉BIORCA NEBOT WYBUDUJE TYSI膭C MIESZKA艃 CHRONIONYCH
Trzeba wi臋cej inwestowa膰.
Stary, jak si臋 masz?
Mo偶e w ko艅cu zbudujemy ten przekl臋ty kraj.
Wszystko gra?
Witamy w kole je藕dzieckim!
Dla wielu z nas to miejsce jest drugim domem.
Tutaj mo偶emy rozmawia膰, proponowa膰, negocjowa膰.
Je艣膰, pi膰, 艣mia膰 si臋.
A przede wszystkim doj艣膰 do maj膮tku, trzyma膰 si臋 razem.
Tak, panowie.
Zaraz Don Marcelo spojrzy na mnie, i zapyta, czy zostali艣my komunistami.
Trzymajmy si臋 razem z innymi przedsi臋biorcami hiszpa艅skimi.
Z lud藕mi, kt贸rzy przychodz膮 tu, aby czerpa膰 z naszych do艣wiadcze艅,
i kt贸rym m贸wimy: "Z dum膮 i rado艣ci膮 we藕miemy na siebie ten ci臋偶ar,
by Hiszpania si臋 bogaci艂a".
Jak go pozna艂em? Chyba w klubie polo.
Nie wiem, jak tam trafi艂.
Od razu wiedzia艂em, 偶e to 艣wiatowy go艣膰.
M贸wi艂, 偶e by艂 w Anglii, Francji, Niemczech.
Zna艂 si臋 na gie艂dzie, inwestycjach, gospodarce.
A ponadto wysoko si臋 ceni艂.
To mnie urzek艂o.
- Jak tam? - Bosko.
Tato, s艂uchaj. To m贸j znajomy, Justo Gil.
Mi艂o mi. Podoba艂a mi si臋 pa艅ska przemowa.
Justo przyszed艂 si臋 uczy膰.
- Z jakiej jeste艣 firmy? - Pracuj臋 sam.
By艂 w Anglii.
W Londynie.
- Co do diab艂a tam porabia艂e艣? - By艂em w siedzibie General Electric.
Bada艂em popyt na prysznice i domofony.
- Podobno to przysz艂o艣膰. - To nie puste s艂owa.
Mam wyniki sprzeda偶y. Ch臋tnie om贸wi臋 produkty.
My, Hiszpanie, cenimy domowe tradycje.
Dobry 偶art.
Racja, ale domofony przyda艂yby si臋 w pa艅skich nowych mieszkaniach.
Pewnie. Mamy sta艂ych kontrahent贸w.
Nikt nie pracuje w mojej bran偶y. Zapewniam.
Gdyby zobaczy艂 pan te s艂uchawki prysznicowe,
szybko by je pan zainstalowa艂.
- Jak si臋 nazywasz? - Justo Gil.
Znajdziesz tu wielu przedsi臋biorc贸w, kt贸rzy ch臋tnie ci臋 wys艂uchaj膮.
Dzi臋kuj臋.
Je艣li nie jeste艣 komunist膮, co robisz z radzieckimi ksi膮偶kami?
- Nie s膮 radzieckie. - Iwan Gonczarow nie jest radziecki?
Siergiej Aksakow?
Niko艂aj Ogariow?
To XIX wieczni pisarze rosyjscy.
Lubi臋 literatur臋 rosyjsk膮, a nie komunizm.
W komisariacie przy Via Laietana nie by艂o tortur. Nigdy.
Zdarza艂y si臋 wulgaryzmy.
Jak w innych komisariatach na 艣wiecie.
Komisarz Revuelta nie lubi艂 przemocy.
Ale wywierano na nas naciski.
Aby t臋pi膰 anarchist贸w, komunist贸w.
Nie mo偶na tego osi膮gn膮膰 czu艂o艣ciami. Niestety.
Za pozwoleniem.
- Przysz艂a ta dziewczyna do ciebie. - Jaka dziewczyna?
Carmen Roman?
- Nie znale藕li艣my oszusta. - Wiem, ale stryjowi zale偶y.
M贸wi艂em, 偶eby pani nie przysy艂a艂.
Gdy co艣 ustalimy, dam zna膰.
Chcemy si臋 upewni膰, czy traktujecie to powa偶nie.
Niech pani pos艂ucha.
W Barcelonie roi si臋 od oszust贸w, kieszonkowc贸w, 艂ajdak贸w.
Ju偶 uprzedzali艣my, 偶e to potrwa.
- Pewnie uciek艂. - Dok膮d?
Do Madrytu, Hongkongu, Tuluzy, Buenos Aires.
Kto wie?
Prosz臋 si臋 postara膰.
Niech pani pos艂ucha.
Stryj straci艂 c贸rk臋. Dla niej, pragnie wsadzi膰 Justo do wi臋zienia.
- Daj臋 s艂owo, 偶e robi臋, co mog臋. - Niech pan robi wi臋cej.
Prasa pisa艂a o mieszkaniach chronionych.
Uwa偶aj na ludzi, kt贸rzy pr贸buj膮 si臋 zbli偶y膰.
呕y艂 w Londynie, jak ja w Polinezji.
Powiedzia艂 tylko, 偶e tam by艂.
Widzia艂 bardziej post臋powe kraje.
- Pozna艂e艣 go w Babel? - A co?
- To tw贸j "przyjaciel"? - To przesz艂o艣膰.
- Na pewno? - Jasne.
Doktor Bosch m贸wi co innego.
Dzwoni艂 rano.
Podobno mia艂e艣 nawr贸t par臋 tygodni temu.
Nieprawda.
Je艣li terapia zawiedzie, podejmiemy radykalne kroki.
- Niewa偶ne. Jestem zdrowy. - Pom贸wimy z Boschiem.
Przysi臋gam.
Ojciec nigdy nie traktowa艂 mnie powa偶nie.
Jasne. Syn...
Bardziej ufa艂 szoferowi i innym... ni偶 mnie.
Wszystko si臋 zmieni艂o, gdy pojawi艂 si臋 Justo.
Nagle poczu艂em si臋 pewniej.
Justo sprawi艂, 偶e uwierzy艂em w siebie.
Zanim co艣 powiesz...
naprawd臋 mi przykro z powodu co si臋 sta艂o.
- Co tu robisz? - Niewa偶ne, wyja艣ni臋.
Co?
Musia艂em wyleczy膰 matk臋. A nie mia艂em 艣rodk贸w.
Wezw臋 policj臋.
Wszystko zwr贸c臋.
Masz tu 10 tysi臋cy.
Mo偶esz przeliczy膰.
- Wy艂udzi艂e艣 65. - Oddam co do centyma.
P贸jdziesz siedzie膰.
Dobra, wezwij policj臋. 艢mia艂o.
Prosz臋 o szans臋 na naprawienie tego, co zepsu艂em.
- Tego nie mo偶na naprawi膰. - Ale偶 mo偶na.
Mam plany dla nas.
- Co ty pleciesz? - Sumienie mnie gryzie.
Przede wszystkim dlatego, 偶e ci臋 zawiod艂em.
Oszuka艂e艣 mnie i teraz sumienie ci臋 gryzie?
- My艣l臋 o tym ka偶dego dnia. - Nie wierz臋.
Udowodni臋. Ten interes zmieni moje 偶ycie.
- Mo偶e zmieni膰 i twoje. - Ju偶 zmieni艂e艣 moje 偶ycie.
Daj mi kilka tygodni.
Je艣li nie dotrzymam s艂owa, sam p贸jd臋 na policj臋.
Zje偶d偶aj.
Hongkong?
Policja tak m贸wi. Albo Buenos Aires.
To chyba 偶art.
Ten 艂ajdak jest tutaj. Ja to wiem.
- Sk膮d? - Wiem!
- Policjant doradzi艂 cierpliwo艣膰. - Niewa偶ne.
Znowu p贸jdziesz na komisariat.
Ani s艂owa. Inaczej sam p贸jd臋.
- Chcesz prze偶y膰? Awansowa膰? - Jasne.
Znajd藕 co艣 politycznego.
Przynosisz dziwki, gej贸w, rusofili.
G贸ra naciska.
Miesi膮c temu rozwi膮za艂em spraw臋 wypadku na Diagonal.
My艣lisz, 偶e jeste艣my w Chiclanie? Katalonia to nie Andaluzja.
Przykro mi.
B臋dzie ci przykro, jak ci臋 wykopi膮.
I mnie.
Widzia艂e艣 Quima Nebota?
Co poda膰?
Nazywam si臋 Justo Gil, ju偶 tu by艂em.
Co poda膰?
Piwo.
Dwa razy gin z tonikiem.
- Co tam? - Nie pami臋tasz mnie?
By艂em z Quimem, rozmawiali艣my.
Na zewn膮trz.
Jeste艣 tym znajomym z klubu polo?
Justo Gil.
Mia艂e艣 star膮 marynark臋.
- Ja? - Tak.
Nie.
Dzi艣 wygl膮dasz lepiej. Ostatniego guzika si臋 nie zapina.
Sk膮d si臋 wzi膮艂e艣?
St膮d.
Miejscowi nie chodz膮 do klubu polo ani do Babel.
Przyja藕ni臋 si臋 z Quimem.
Nie. Dopiero, gdy ci臋 zaprosi do tamtej sali, to b臋dzie znak,
偶e si臋 przyja藕nicie.
Uwaga!
Balanga w sobot臋.
Tamtej nocy Justo ci膮gle przynudza艂.
M贸wi艂 o moim ojcu, przedsi臋biorstwie, z艂ej passie.
Twierdzi艂, 偶e jako dziedzic powinienem dzia艂a膰.
Tw贸j ojciec popada w ruin臋.
Mieszkania chronione to jego ostatnia szansa.
Je艣li powinie mu si臋 noga, to koniec.
Sk膮d wiesz?
Mam kumpla w skarb贸wce.
Wasza sp贸艂ka od 17 miesi臋cy przynosi straty.
Zachowaj to dla siebie.
- Po co mi to m贸wisz? - 呕eby艣 si臋 w艂膮czy艂. Mo偶esz mu pom贸c.
- Jak? - Poka偶 mu, w co warto inwestowa膰.
- Ma swoich doradc贸w. - Oni go zrujnuj膮.
Mam gdzie艣 przedsi臋biorstwo. Niech padnie razem z nim.
Nie wierz臋.
A nawet je艣li... Sam padniesz.
Nie b臋dziesz m贸g艂 偶y膰 tak, jak 偶yjesz, i robi膰 tego, co robisz.
My艣lisz, 偶e wci膮偶 b臋d膮 ci臋 uwielbia膰?
Przychodzimy si臋 rozerwa膰, a nie miesza膰 sobie w g艂owie.
Tylko rozmawiamy.
Bo nie umiesz ta艅czy膰.
Nie藕le wywija.
- Wygl膮da na prostaka. - Zazdro艣cisz.
Czego?
Xavi od pocz膮tku co艣 podejrzewa艂.
Wpad艂 w obsesj臋.
My艣la艂em, 偶e to zazdro艣膰.
Bo ja i Xavi... mieli艣my swoje sprawy.
Pracowa艂e艣 w Londynie?
Studiowa艂em. Podpatrywa艂em bran偶臋.
- Czyli? - Elektronika przemys艂owa.
W艂a艣ciwie szukam technologii dla przedsi臋biorstw.
- Szukasz technologii? - Tak.
Dru偶yny pi艂karskie szukaj膮 nowego Cruyffa, a ja Xeroxa,
magnetofonu, pralki przysz艂o艣ci.
- Ciekawe. - Gdybym ci opowiedzia艂...
Opowiedz.
- Jest trzecia nad ranem. - Drobiazg. Quim nas odwiezie.
Jasne!
Jazda!
Ju偶 p贸藕no, sporo wypi艂em, zaczn臋 ple艣膰 bzdury.
Dobranoc.
Jedziemy?
Sesje s膮 kr贸tkie, nieinwazyjne.
Zachowujemy 艣rodki ostro偶no艣ci.
To bezpieczniejsze ni偶 kopni臋cie pr膮dem.
Pomo偶e?
Mog臋 przes艂a膰 badania Ameryka艅skiego Stowarzyszenia Psychiatrycznego.
Co m贸wi膮?
Zaburzenia zachowania dobrze reaguj膮 na terapie tego typu.
- To przywraca r贸wnowag臋. - Jestem zr贸wnowa偶ony.
- Nawr贸t sprzed paru tygodni... - To nie by艂 nawr贸t.
Spokojnie. Rozmawiamy o elektrowstrz膮sach.
Czy mo偶e nasz doktor zostawi膰?
Nie chc臋, aby ludzie gadali.
To zaszkodzi tobie, mnie i sp贸艂ce.
- Nikt nic nie m贸wi. - Zaczn膮.
- Prosz臋... - Sko艅cz z Babel.
- Dlaczego? - Sam wiesz.
Stryj Santiago rzuci艂 picie. Abstynent nie chodzi do bar贸w.
Babel to nie problem. Dzieci Castellnou tam chodz膮.
Nie maj膮 takich problem贸w jak ty.
- Gdybym ci powiedzia艂... - Co?
- Daj mi sto艂ek w radzie. - Co?
- Chc臋 si臋 w艂膮czy膰. - Od kiedy?
- Jestem twoim dziedzicem, nie? - Rzu膰 Babel, dostaniesz zadanie.
- Chc臋 wej艣膰 do rady. - Nie.
- Dlaczego? - Powoli.
Najpierw Babel.
Je艣li chcesz wej艣膰 do rady,
o偶e艅 si臋, daj mi wnuka.
Jeste艣 moim dziedzicem, nie?
Maria del Carmen Roman Busquets. Oskar偶ymy pani膮.
Odpowiada pani za to.
Precz!
Wystarczy.
Jutro znowu p贸jdziesz na komisariat.
A gdyby by艂 inny spos贸b?
- Porozumienie. - Z kim? Z Justo?
- Co艣 ukrywasz? - Nie, tylko m贸wi臋...
- Co? - To jakie艣 rozwi膮zanie.
Nie, to 偶adne rozwi膮zanie.
Dlaczego? Chodzi艂o o pieni膮dze. Zwr贸ci.
- Mo偶e nawet pokryje koszty. - Nie.
- Dlaczego? - Nie chodzi o pieni膮dze.
- A o co? - O sprawiedliwo艣膰.
Nie chc臋, aby Justo p艂aci艂. Chc臋, aby poszed艂 siedzie膰.
Niech mu b臋dzie 藕le. Niech cierpi. Tak jak ja.
Stryj jest katolikiem.
Niech zdechnie. Tego chc臋.
Niewa偶ne, co B贸g na to.
Moja Lali by艂a niewinna, nikomu nie wadzi艂a, a teraz nie 偶yje.
Stryjowi si臋 pogarsza艂o. Nie umia艂am mu pom贸c.
Wiem, 偶e to g艂upie, ale gdybym mog艂a, post膮pi艂abym inaczej.
Nie prosi艂abym o zgod臋. Powiedzia艂abym:
"Stryju, to pieni膮dze od Justo. Chod藕my dalej".
Milcza艂am.
Nie wiem.
Nie chcia艂am go z艂o艣ci膰.
Nie chcia艂am go zawie艣膰.
W naukowym komunizmie sprzeczno艣ci nie s膮 antagonistyczne.
- To tylko teoria. - Uargumentowana.
Macie!
- Sk膮d to wzi臋li艣cie? - Co?
- Sprzeczno艣ci nieantagonistyczne. - Od Bucharina.
Nie. To by艂 Kamieniew.
Marksizm?
Macie l贸d? Sko艅czy艂 si臋.
Tato i Angel.
Przepraszam.
- Trzeba poszuka膰. - Gdzie? Jest sobota.
- W Vallvidrerze, na stacji paliw. - Id臋.
Ty id藕.
Mo偶e co艣 ci wpadnie w oko.
To niedaleko. Przy drodze. Jakie艣 3 kilometry.
Masz w贸z?
Tak.
Jecha膰?
Pojad臋.
Id臋 z tob膮.
- Gdzie stoisz? - Dalej.
Czekaj. Kluczyki.
- Zostawi艂e艣 w 艣rodku? - Nie. By艂y tutaj... Sprawdz臋.
Pojedziemy moim.
- Nie, lepiej... - Szkoda czasu.
- Chod藕. - Dobra.
Czy Xavi si臋 na mnie uwzi膮艂?
- Dziwnie si臋 patrzy i si臋 odzywa. - Ignoruj.
- Ju偶 tak ma. Po ojcu. - Czyli?
Gubernator Castellnou. Szef Ruchu w prowincji.
Zawsze bawi艂a mnie ta nazwa. Bo tkwimy w bezruchu.
A propos...
Omawia艂em z ojcem sytuacj臋 w firmie.
- Ale nie o tym, co m贸wi艂em? - Nie, spokojnie, ale...
Uzgodnili艣my, 偶e si臋 w艂膮cz臋.
- Powa偶nie? - Zaanga偶uj臋 si臋.
Stawiam na twoje domofony.
Przeka偶 mi badanie rynku. Doradcy ojca zrobi膮 analiz臋.
- Jego doradcy? - B臋d臋 przy tym.
Je艣li wszystko gra, wybroni臋 ci臋. Ojciec mnie poprze.
- Sk膮d wiesz? - Wiem.
- Wielkie dzi臋ki, Quim. - Nie ma za co.
- Je艣li to wypali... - Zbijecie maj膮tek.
Ty te偶, Justo.
Uwa偶aj!
Justo... Quim czeka.
Na mnie?
Chce ci co艣 pokaza膰.
Gdzie?
Tam. Zobaczysz.
Chce ci co艣 pokaza膰.
Chod藕.
- Wiesz, co to jest? - Nie.
We藕.
Balanga jak ka偶da inna. Nie pami臋tam, aby wydarzy艂o si臋 co艣 niezwyk艂ego.
Kilka dni p贸藕niej zadzwoni艂 ojciec.
Powiedzia艂, 偶e zapozna艂 si臋 z ofert膮 domofon贸w i 偶e to wygl膮da dobrze.
Zaprosi艂 mnie i Justo.
W ko艅cu potraktowa艂 mnie powa偶nie.
Tak jest lepiej.
- Jak tam? - Paniczu Quim! Jak si臋 pan ma?
Fenomenalnie. To Justo.
- Dzie艅 dobry. - Mi艂o mi.
- Maria jest u nas od zawsze. - Odk膮d pan by艂 ma艂y.
Gdzie ojciec?
W salonie. Ko艅cz膮 obcina膰 mu w艂osy.
Doskonale.
Piwo?
Winogrona mia艂y za du偶o wody. To czu膰.
Don Carlos, musieli zmieni膰 szczep.
G艂upstwo.
Poza tym nie 偶yj臋 z wina.
A drzewom owocowym to s艂u偶y.
- I jak? - Doskonale, dzi臋kuj臋.
- To by艂a przyjemno艣膰. - Cholera. Co za dzie艅.
To si臋 odbije na winnicach.
Tato.
Przepraszam... nie kojarz臋.
- Jak to? - Ci膮gle mnie z kim艣 myl膮.
Jeste艣 Justo Gil Tello?
Wystroi艂 si臋.
Gdzie si臋 strzy偶esz?
Garnitur odmienia ludzi. Mart铆n to dandys.
Podaj 艣wie偶e winogrona.
Do zobaczenia w przysz艂ym tygodniu.
Odprowadz臋.
- Co tam, synu? - Dobrze.
Co jest? W co ty si臋 pakujesz?
Wi臋cej tego nie r贸b.
Rozumiesz?
Ale...
Wed艂ug moich doradc贸w twoje wyliczenia s膮 dobre.
- Kto ci臋 uczy艂? - 呕ycie, panie Nebot.
Tak czy inaczej b臋dziemy sami negocjowa膰 z dostawcami.
Dostaniesz prac臋 w biurze w Hospitalet.
Kontrakt na co najmniej 2 lata. To 艣wietna oferta.
Co艣 pewnego.
- My艣la艂em raczej o prowizji. - Ile?
10% od sprzeda偶y domofon贸w.
Zapomnij. To nie Londyn.
Chod藕my na kompromis. Wszyscy b臋d膮 zadowoleni.
Jasne. Z prowizjami zawsze...
Co powiesz na dwa miliony peset? Bez prowizji.
I kontrakt na 4 lata.
Doskonale, Mar铆o.
- Dzi臋kuj臋, 偶e przysz艂a艣. - Nie 艂ud藕 si臋.
Obieca艂em, 偶e wszystko zwr贸c臋.
Tu masz kolejne 10 tysi臋cy.
W sobot臋 oddam jeszcze 20. Spodziewam si臋 czeku.
Dostan臋 kontrakt na sta艂e. Seria czek贸w nie za艂atwi sprawy.
Co mam zrobi膰?
Stryj chce ci臋 postawi膰 przed s膮dem.
A ty?
Stryj to przedsi臋biorca. Pieni膮dze go uspokoj膮.
- Nie znasz go. - Pom贸偶 mi go przekona膰.
Do soboty. Tak?
O tej samej porze? Zapraszam na kolacj臋.
Zjem w domu.
To tutaj mieszkasz?
"Niez艂a" dzielnica.
- Nie mieszkam tutaj. - Jasne. Przyszed艂e艣 si臋 pomodli膰?
Powiem 偶e jeste艣 oszustem.
- Uwa偶aj, Xavi... - Bo co?
- Ka偶dy ma sekrety. - Ju偶 si臋 boj臋, znasz m贸j?
Mo偶esz go zdradzi膰. Ciekawe czy kto艣 uwierzy.
Ci膮gle k艂amiesz, ranisz, manipulujesz.
Pomy艣l. Nie wiesz, kim jestem.
Je艣li to wszystko bujda... Powiniene艣 uwa偶a膰.
Dlaczego? Bo...
mo偶e mnie nie znasz.
Mo偶e nie mam skrupu艂贸w.
M贸g艂by poder偶n膮膰 ci gard艂o.
Tak si臋 robi, gdy kto艣 wtr膮ca si臋 w nie swoje sprawy.
- Wiesz, kim jestem? - Sam mia艂em ci臋 zapyta膰.
Xavi Castellnou.
Tam s膮 mieszkania dla imigrant贸w,
je偶dz膮cych do miasta, licz膮c na jedzenie.
Weszliby do pu艂apki na myszy, aby nie zmokn膮膰.
Te bloki stawia tw贸j ojciec.
A tam...
wspania艂y widok na Morze 艢r贸dziemne, stare Barcino, miasto Gaud铆ego.
- Apartamenty. - W budowie.
Czego chcesz?
Ja?
Xavi powiedzia艂 mi, gdzie mieszkasz.
- Naprawd臋 mu grozi艂e艣? - Nie do wiary.
Nie mnie os膮dza膰. Ale nie lubi臋, jak mnie ok艂amuj膮.
Nie sk艂ama艂em.
Zajrza艂em do dziewczyny, kt贸r膮 skrzywdzi艂em.
Co tydzie艅 przynosz臋 jej pieni膮dze. Mo偶esz j膮 pozna膰.
- Nie ma potrzeby. - Carme. Pracuje w drukarni...
Chcia艂em to om贸wi膰 i tyle. Lepiej nie mie膰 sekret贸w.
Nie mam. Je艣li mi nie ufasz...
Jasne, 偶e ufam.
- To co? Nic. - Puszczamy to w niepami臋膰.
Obieca艂em ojcu, 偶e rzuc臋 Babel.
Jego zdaniem do siedlisko grzechu.
Zrobi臋 tam, ostatni膮 balang臋. Uczcz臋 nasz膮 umow臋 i koniec epoki.
Jakiej epoki?
Tej, w kt贸rej by艂em jedynie dzianym frajerem.
Kto艣 da艂 nam cynk, 偶e pal膮 skr臋ty, haszysz.
To pali艂a bananowa m艂odzie偶.
Haszysz.
Je藕dzisz do Pary偶a, Londynu, a nawet Perpignan.
Wychodzi na to, 偶e Hiszpania to ciemnogr贸d.
Zmieni si臋.
- Co? - Wszystko.
Sk膮d wiesz?
Wczoraj by艂em na spotkaniu. Na uniwersytecie.
Antyfranki艣ci, na prawie.
Na humanistce. Kto艣 zdoby艂 nagranie La Pasionarii. Z Moskwy.
Rozdawali to.
- Co? - Co robisz?
- Kolportujesz? - Sp贸jrz.
Wiesz, czym to grozi? Zobacz, co przyni贸s艂.
- Widzia艂e艣? - Co?
- Wyluzuj. - Nie!
- To tylko papierki. - Schowaj.
- Po co to nosisz? - Dobra.
Wchodzimy!
Dobry wiecz贸r.
Dlaczego ojciec mu pomaga?
Odpu艣膰.
Niech si臋 panowie przedstawi膮. Co za wstyd!
To prywatna balanga.
Nic nie zrobili艣my.
Nie rusza膰 si臋.
Wszyscy po cichu wychodz膮. Jazda.
Idziemy!
Powoli.
Idziemy.
Spokojnie, Tato.
Jazda.
Mia艂em wolne. Nie bra艂em udzia艂u w zatrzymaniach.
Nazajutrz dowiedzia艂em si臋, o aresztowaniu dzieciak贸w.
Syn Nebota i kilku innych.
Na li艣cie zatrzymanych napotka艂em nazwisko,
kt贸rego si臋 nie spodziewa艂em.
Justo Gil.
Cholera.
- Justo Gil. - To ja.
Spokojnie. Adwokaci ojca wszystkim si臋 zajm膮.
Tylko g艂upiec pali skr臋ty, gdy jest poszukiwany.
- Jestem poszukiwany? - Jazda!
Wy艂udzi艂e艣 65 tysi臋cy peset.
Wiesz, jak skrzywdzi艂e艣 t臋 rodzin臋?
Nie przeczytasz skargi?
Przeczytaj.
Powiniene艣.
To ty?
Nie s艂ysz臋.
- To ja, ale... - Co?
To ja.
Szuka艂em ci臋 przesz艂o rok.
Zwracam pieni膮dze. Prosz臋 zapyta膰 Carme Roman.
Opowiesz to s臋dziemu.
Wiesz, ile ci grozi? 5 lat.
- Nie mog臋 i艣膰 do wi臋zienia. - Jak ka偶dy.
W艂a艣nie dobi艂em targu.
- Kolejne oszustwo? - Nie, przysi臋gam.
Je艣li mi pan pomo偶e, dojdziemy do porozumienia.
Pr贸bujesz mnie przekupi膰?
Nie.
- M贸wi臋 tylko, 偶e... - Zamknij si臋, Justo Gil!
Jeste艣 draniem, kt贸ry bru藕dzi przyzwoitym ludziom.
Wiesz, co robimy z takimi w wi臋zieniu?
Ch臋tnie patrzymy, jak was obracaj膮.
- Znam kom贸rk臋 komunistyczn膮. - Guzik znasz.
W Babel by艂y ulotki La Pasionarii z Moskwy.
Wiem, gdzie s膮 schowane...
i kto je schowa艂. Nazywa si臋 Tato, studiuje prawo.
Nale偶y do kom贸rki. To kolega Toniego i Quima Nebota.
Organizuj膮 spotkania antyfrankistowskie. Spiskuj膮.
Dalej.
To tyle.
M贸g艂bym zosta膰 pa艅skim informatorem.
- Wiesz, czym si臋 trudni informator? - Nie...
Ale szybko si臋 ucz臋.
O tym nie b臋d臋 m贸wi艂.
Co do Justo...
To by艂 kto艣, kto pojawi艂 si臋 w moim 偶yciu.
Czy mnie skrzywdzi艂? C贸偶...
Nie.
Tak naprawd臋 uczyni艂 wiele dobrego.
KAPITALIZM W MA艁YM PRZEDSI臉BIORSTWIE
Tekst: Marta Jurkowlaniec
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.