Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
NADEJDZIE DZIE艃.
BARCELONA, ROK 1966
To by艂 pierwszy wyst臋p Hiszpanii na Eurowizji.
Wybrano piosenk臋 "Estando contigo" Conchity Bautisty.
Zdoby艂a osiem punkt贸w i zaj臋艂a dziewi膮te miejsce z szesnastu.
Tato... Kto艣 do ciebie.
- Kto? - Podobno krewny.
Zobaczmy.
Mart铆n... Jestem Justo Gil, tw贸j kuzyn.
Pami臋tasz mnie?
Justo Gil przyjecha艂 do mnie w pa藕dzierniku 1966.
Wcze艣niej nie odwiedza艂 miasta.
Powiedzmy, 偶e by艂 prostym facetem.
Barcelona pewnie go przyt艂oczy艂a. Po przyje藕dzie ze wsi.
- By艂a pe艂na... magii. - Hipokryzji.
Trudne miasto. Do dzi艣.
Roi艂o si臋 tam od anarchist贸w, komunist贸w i od policji.
Przest臋pcy, z艂odzieje,
kapusie. Roi艂o si臋 tam od kapusi贸w.
Wiedz膮c to, co wiem dzisiaj, pewnie zaprosi艂bym go na kaw臋
i poprosi艂, aby wyjecha艂.
Nie zrobi艂em tego.
Postawmy spraw臋 jasno.
Mo偶e i kuzyn by艂 interesownym egoist膮.
Nie wiem. 艁atwo tak m贸wi膰.
Jednak nie wierz臋 w to, co teraz o nim wygaduj膮.
To si臋 nie mie艣ci w g艂owie.
Czy matka si臋 czego艣 napije?
Macie sok pomara艅czowy?
Mo偶emy zaparzy膰 lip臋.
Czy matka ma ochot臋 na zi贸艂ka?
Jest zm臋czona.
- Od dawna jest w takim stanie? - Ju偶 rok.
Nagle przesta艂a rusza膰 d艂oni膮. Potem by艂o coraz gorzej.
Jaki masz plan?
Gdzie zamieszkacie, skoro wyjechali艣cie ze wsi?
W Barcelonie. Chc臋 j膮 wyleczy膰.
- Niby jak? - Tu s膮 lekarze.
To kosztuje.
T艂umacz臋 mu, jak to jest. Przyjechali ze wsi.
Znajd臋 prac臋.
- Co potrafisz? - Naucz臋 si臋 czego艣.
Umia艂e艣 obcina膰 w艂osy, gdy przyjecha艂e艣 do Barcelony?
Nie.
- To m贸j kuzyn. - Nie pami臋ta艂e艣 go.
Nie ma nikogo w Barcelonie. Trzeba mu pom贸c.
M贸wisz o mnie. Sam ca艂ymi dniami obcinasz w艂osy i golisz brody.
- Zostaj臋 ja! - Cierpliwo艣ci.
Mamo, b臋dziemy spa膰 tu razem?
To zak艂ad mojego ojca, on ci臋 nauczy艂 fachu.
Nikogo nie potrzebujemy.
Facet zapyta艂 z irytacj膮:
"Dlaczego w kuchni pali si臋 艣wiat艂o?".
Sk膮piec.
Jasne, panie Bofill!
Zab贸jcy.
Dranie.
Precz z dyktatur膮.
Wolno艣膰!
Bracia Bofillowie zatrudnili mnie w charakterze handlowca.
M贸wi膮, 偶e mam gadane i r臋k臋 do ludzi.
Zaoferowali wynagrodzenie prowizyjne i ten garnitur.
Czy matka widzia艂a?
- Co masz sprzedawa膰? - Maszyny do pisania.
Tutaj pieni膮dze le偶膮 na ulicy.
Wystarczy znale藕膰 odpowiednich ludzi i wiedzie膰, czego oczekuj膮.
- Ty wiesz? - Zdaniem braci Bofill贸w tak.
- Maszyny do pisania? - Od czego艣 trzeba zacz膮膰.
Gdy tylko dostan臋 pierwsz膮 wyp艂at臋, wezwiemy lekarza,
aby j膮 zbada艂
i co艣 przepisa艂.
Podobno najlepsi s膮 interni艣ci.
Matka cierpi na chorob臋 wewn臋trzn膮.
Postaram si臋, aby j膮 wyleczyli.
To banalnie proste.
Jest bardzo lekka, ma podw贸jn膮 ta艣m臋...
Manzanares i wsp贸lnicy? Adwokaci? Justo Gil.
Dzwoni艂em w zesz艂ym tygodniu.
Nie wiem, jak to zrobi艂.
W ci膮gu miesi膮ca sprzeda艂 67 maszyn do pisania.
Ponad dwie dziennie.
Trzeba j膮 zabra膰 do neurologa.
Cokolwiek jej dolega, to powa偶na sprawa.
Nie reaguje na bod藕ce. Ma z艂o偶one objawy.
Nie mo偶e jej pan zrobi膰 zastrzyku? Na pobudzenie.
Co jej niby dolega? 艢winka?
Niewa偶ne, czy potrzebuje neurologa czy Chi艅czyka.
To ju偶 2 miesi膮ce. Mam do艣膰.
Czego oczekujesz?
Niech wynajmie mieszkanie i do widzenia.
Pos艂uchaj...
Ko艅czy mi si臋 cierpliwo艣膰. Jego matka jest warzywem.
Oboje to wiemy.
Co?
Nie wpad艂a艣 na to, 偶e hamuj臋 si臋, odk膮d ci臋 znam?
Szkoda, 偶e nie widzisz swojej buzi.
Co z ni膮?
Jest 艣liczna.
Co si臋 sta艂o?
Straci艂am apetyt.
Nie b贸j si臋. Patrz.
Narzeczony mojej kuzynki Lali by艂 aktorem dubbingowym.
Dubbingowa艂 role Cary'ego Granta.
Pewnego dnia...
Biedaczek
wpad艂 pod tramwaj i zgin膮艂.
Wr贸cimy jutro?
Uwielbiam go s艂ucha膰.
- Nie mo偶esz tego ci膮gn膮膰. - Czego?
Tw贸j narzeczony zgin膮艂, a ty udajesz 偶e 偶yje.
- Dlaczego? To pi臋kne. - Sk膮d.
- To k艂amstwo, u艂uda. - Nie.
Nie chodzi tylko o ciebie, ale wszystkich.
- Nikogo nie rani臋. - Ranisz siebie.
- Dlaczego? - To moja decyzja.
Chc臋 ci pom贸c.
Tak mi nie pomo偶esz.
Stryjostwo martwi si臋 o ciebie.
Co to?
Wolno艣膰!
Ksi臋偶a?
Protestuj膮?
Od kiedy ksi臋偶a protestuj膮?
Nie pami臋tam, dlaczego protestowali. Prosili o wolno艣膰.
Ksi臋偶a prosz膮cy o wolno艣膰. I bij膮cy ich policjanci.
Wszyscy biegali. Tego si臋 nie zapomina.
Zw艂aszcza 偶e tego dnia pozna艂am Justo.
Popchnij! Drzwi! S膮 otwarte.
- By艂o blisko. - Dzi臋kuj臋.
Nic z tego. Teraz musisz mi pom贸c.
Daj mi 5 minut.
Je艣li sprzedam jedn膮 z nich, dostaniesz sto peset.
Justo Gil. Z firmy braci Bofill贸w. Sprzedaj臋 maszyny do pisania.
Przepraszam, 偶e si臋 nie przedstawi艂em.
Na p贸艂pi臋trze mieszka krytyk muzyczny.
Grubas. U偶ywa maszyny Underwood z czas贸w wojny.
- Przekonamy go, aby j膮 wymieni艂. - Ja nie...
U艣miechaj si臋 i powiedz,
偶e jeste艣 zaszczycona, bo uwielbiasz Mala Waldrona.
Pianista. Widzia艂a艣 go w Pary偶u.
- Mia艂em to powiedzie膰, ale.. - Nie, przykro mi.
Nie mo偶esz wyj艣膰.
- Jak ci na imi臋? - Carme.
To tylko gra.
Zostan臋 i zaczekam na kuzynk臋. Nie umiem sprzedawa膰.
艢liczne dziewczyny maj膮 handel w genach.
Matka mawia, 偶e nie powinienem by膰 tak impulsywny, bo ludzie si臋 boj膮.
- Ja si臋 nie boj臋. - Mi艂o by艂o ci臋 pozna膰.
Dzie艅 dobry, panie Gervasio.
Nowy model Olivetti Studio 45
dla wi臋kszej wygody i szybko艣ci pisania czwartkowych krytyk.
Powiedz mu, Carme.
Podziwiam pana.
Jedyny Hiszpan, kt贸ry rozumie sztuk臋 Mala Waldrona.
Zna go pani?
Widzia艂a go w lutym, w Pary偶u.
Pa艅ska krytyka "All Alone" niezmiernie j膮 zachwyci艂a.
- Sk膮d si臋 wzi膮艂e艣? - Opowiem, przy kawie.
Nie poddajesz si臋, co? Nie chc臋 pieni臋dzy.
Zarobi艂a艣.
Nie b臋dziesz musia艂a prosi膰 rodzic贸w o drobne na ta艅ce.
Nie musz臋 prosi膰. Zarabiam na siebie.
- S膮 twoje. - Dzi臋kuj臋.
- Gdzie pracujesz? - W drukarni.
- No prosz臋! - Prowadz臋 rozliczenia.
Pi臋knie!
Sk膮d wiedzia艂e艣, 偶e on potrzebuje maszyny?
Odwiedzam warsztaty.
Wypytuj臋, indaguj臋.
Niekiedy wystarczy drobny bodziec.
Co z kaw膮?
Poszukam kuzynki.
Nie zrozum mnie 藕le.
Jeste艣 moim kuzynem i chc臋 ci pom贸c.
Ale jest do艣膰 ciasno.
Dzieciaki musz膮 odzyska膰 pok贸j.
Sam my艣la艂em, 偶e pora si臋 wynie艣膰.
Nawet sprawdzi艂em mieszkania.
- Mog臋...? - Jasne.
Chc臋 si臋 przenie艣膰 do centrum.
Do centrum?
Bli偶ej czo艂owych szpitali i lekarzy.
Chc臋 da膰 matce to, co najlepsze.
Nie chc臋 si臋 wtr膮ca膰,
ale stan twojej matki nie wygl膮da zbyt dobrze.
- Nie ma sensu wydawa膰 pieni臋dzy. - Obieca艂em jej.
Obieca艂em matce, 偶e zrobi臋 wszystko, aby j膮 wyleczy膰.
- Tak, ale... - Daj mi miesi膮c.
Wszystko za艂atwi臋 i dam ci spok贸j.
Miesi膮c.
- Ona ci臋 nie s艂yszy. - S艂yszy.
Ja to wiem.
Szukam wielbicielki Mala Waldrona. Kojarzysz?
- Co tu robisz? - Zostawi艂a艣 sto peset.
Nie potrzebuj臋 ich.
To znak, 偶e jeste艣 pracowita, inteligentna i obiecuj膮ca.
Sprzedasz mi maszyn臋?
Maszyny to piku艣. Szukam nowych inwestycji.
Inwestycji?
I wsp贸lnika, z kt贸rym b臋d臋 si臋 rozumia艂.
Przypominam, 偶e ze mn膮 zarobi艂a艣 100 peset w 10 minut.
Ile zarabiasz w tydzie艅?
Znalaz艂a艣 rachunki?
- Stryju, to Justo... - Justo Gil.
- Mi艂o mi. - Handlowiec z Calle Condal.
Bratanica m贸wi艂a, 偶e pracujesz u braci Bofill贸w.
Szukam wsp贸lnik贸w do potencjalnej inwestycji.
Chodzi o sprzeda偶 katalogow膮.
Klient zamiast i艣膰 do sklepu, kupuje z domu. Ceny nie do pobicia.
Klient wybiera produkty, p艂aci. Wszystko zostaje w rodzinie.
To po艣rednictwo. Niezbyt rentowne.
To dystrybucja. Pa艅stwo zrobi膮 katalogi,
a ja zajm臋 si臋 zarz膮dzaniem i sprzeda偶膮. P贸艂 na p贸艂.
Razem z bra膰mi Bofillami?
- Nie, to przedsi臋wzi臋cie prywatne. - Nie jestem zainteresowany.
- Mog臋 wiedzie膰, dlaczego? - Nie znam ci臋.
Nie wiem, kim jeste艣.
Zostawi臋 katalog. Prosz臋 rzuci膰 okiem.
Co to tu robi? Do kasy.
Przynie艣 rachunki, gdy je znajdziesz.
Na razie.
Chocia偶 zerknij.
Spokojnie, matko. To potrwa chwil臋.
Tak?
Guerin?
Nie, Gehrig. Choroba Lou Gehriga.
To by艂 znany bejsbolista. Nazwali chorob臋, aby go upami臋tni膰.
- Jak to si臋 leczy? - Nie ma lekarstwa.
Chorzy powoli gasn膮, a偶 w ko艅cu...
To pewne?
Aby to potwierdzi膰, trzeba by wykona膰 autopsj臋 m贸zgu.
Jak pan rozumie...
- W takim razie to nie jest pewne. - W granicach naukowych jest.
Na 99 procent.
Chodzi o pieni膮dze?
Gehrig by艂 milionerem.
Prosz臋 mi wierzy膰, nic nie mo偶na zrobi膰.
Co艣 mo偶na.
Mo偶e si臋 pan modli膰.
Gdy Justo co艣 nie pasowa艂o, to tak jakby nie istnia艂o.
Tworzy艂 w g艂owie pust膮 rzeczywisto艣膰 r贸wnoleg艂膮.
W kt贸rej matka mog艂a wyzdrowie膰, w kt贸rej wszystko si臋 uk艂ada艂o.
- Pi臋knie dzi臋kuj臋. - Na pewno si臋 pani spodoba.
- Dzi臋kuj臋. - Mi艂ego dnia.
To moja matka. Ma 50 lat, cho膰 wygl膮da na 70.
Podobno umiera. Nie wierz臋.
Powiedzia艂 pan, 偶e mnie pan nie zna, 偶e nie wie pan, kim jestem.
Przedstawi臋 si臋. Pochodz臋 z Los Monegros. Jedynak.
Mieszkam u kuzyna Mart铆na Tello przy Genera艂a Moscard贸 61, pi臋tro 1.
To nie b臋dzie konieczne.
B臋dzie. Nie chodzi o nieufno艣膰 czy obawy.
Odmawia pan, bo dla pana to idiotyzm.
Niewa偶ne. Znikn臋 i b臋dziemy mie膰 spok贸j.
Ale to nie jest idiotyzm.
Trudni臋 si臋 handlem, i my艣l臋, jak zarobi膰, aby uratowa膰 matk臋.
Obejrza艂am katalogi.
Masz racj臋, to mo偶e si臋 sprawdzi膰. Powiedzia艂am stryjowi.
Mo偶e, ale nie musi.
Nie chcemy ryzyka.
Sprawdzimy.
- Pokryj臋 ich koszt katalog贸w. - Nie艂adnie.
I tak to zrobi臋.
Zobaczymy, czy zyskamy, czy stracimy.
Je艣li to, co powiedzia艂e艣 jest pewne...
Jasne, 偶e tak.
Oby. Dla dobra twojego i twojej matki.
Porzucisz braci Bofill贸w?
Musz臋 si臋 sprawdzi膰. Dla siebie i dla matki.
Zostaniesz w Barcelonie?
Dzi臋kuj臋 za pok贸j i za cierpliwo艣膰.
Nie ma za co.
- Jeste艣my rodzin膮. - Tak.
Naucz si臋 偶artowa膰.
Podwoisz liczb臋 klient贸w.
Niech B贸g ci臋 o艣wi臋ci i obdarzy pokojem.
Niech ci臋 wyzwoli.
- Twoja c贸rka? - Tak.
- Co z ni膮? - Zim膮 gor膮czkowa艂a.
Straci艂a w艂adz臋 w nogach.
- Ile ma lat? - Dziewi臋膰, dziesi臋膰?
Trzyna艣cie. Jest malutka, biedaczka.
- To twoja matka? - Tak.
- Co jej dolega? - Nie wiem.
Ale wyjdzie z tego.
Zst膮p, przeniknij mnie, aby s艂u偶y膰 tym, kt贸rzy cierpi膮;
aby uzdrowi膰 tych, kt贸rzy bolej膮.
艢wi臋ta!
Ty, kt贸ra widzisz w mroku; kt贸ra s艂yszysz nasze bole艣ci w ciszy;
kt贸ra nam przebaczasz.
To tw贸j pierwszy raz?
To pierwsze spotkanie. Potem b臋d膮 sesje przej艣ciowe.
Co to?
艢wi臋ta odkry艂a to podczas podr贸偶y do Gwinei R贸wnikowej.
艁膮czy si臋 z Naj艣wi臋tsz膮 Panienk膮 i przekazuje jej moc.
We wtorki.
- Dzia艂a? - Tak.
艢wi臋ta Mario, matko Bo偶a,
m贸dl si臋 za nami grzesznymi, teraz i w godzin臋 naszej 艣mierci.
B贸g musi zobaczy膰, na czym ci zale偶y.
Co zrobisz dla najbli偶szych? Cho膰by to kosztowa艂o fortun臋.
- Pieni膮dze si臋 nie licz膮. - Przeciwnie.
Trzeba si臋 napracowa膰, aby zarobi膰. 艢wi臋ta kosztuje.
- M膮偶 ci pomo偶e. - M贸j m膮偶...
Chcesz? Niez艂e zi贸艂ko.
Nigdy o nas nie dba艂.
Powa偶nie?
Z czego si臋 utrzymujesz? Je艣li mo偶na wiedzie膰.
Sprz膮tam domy.
Par臋 lat temu wygra艂am troch臋 na loterii.
- Wystarczy. - Tak?
- Trudno sprz膮ta膰 domu. - Zaharowuj臋 si臋.
- I musisz dba膰 o c贸rk臋. - Jasne. O dzieciaki.
Gotowa膰, pra膰, prasowa膰.
- Nie ma wyj艣cia. - Ale偶 jest.
- Mo偶esz kupi膰 pralk臋. - Nie.
Nie chc臋 si臋 wtr膮ca膰...
ale to u艂atwia 偶ycie.
Kosztuje fortun臋.
W sklepach tak. Sprzeda偶 katalogowa jest 艂atwiejsza.
Przysi臋gam. Jestem sprzedawc膮.
W sklepach ludzie wydaj膮 ca艂e oszcz臋dno艣ci w sklepach.
Z uwagi na stan matki musia艂em kupi膰 pralk臋.
- Nie masz 偶ony? - Ja? Nie...
Chcia艂bym.
Kupi艂em Balay T-500.
- Za bezcen. - Powa偶nie?
Pranie, pranie wst臋pne i nawet pi臋膰 p艂uka艅.
- Cudownie. - Sprzeda偶 katalogowa.
Bo偶e, Ojcze Wszechmog膮cy, zwracamy si臋 do ciebie w chwili,
gdy choroba toczy nasze cia艂a.
Panie, zmi艂uj si臋 nad tymi, kt贸rzy opadli z si艂.
Niech odzyskaj膮 zdrowie. Uwolnij ich od skutk贸w ubocznych.
Uczy艅 to, czego medycyna nie mo偶e. Uczy艅 cud w swej mi艂o艣ci.
Obdarz ich zdrowiem, aby - wolni od chor贸b i pe艂ni si艂,
mogli Ci lepiej s艂u偶y膰, mocni w Duchu 艢wi臋tym.
Prosz臋 wnie艣膰!
Kt贸ry 偶yjesz i kr贸lujesz... ... na wieki wiek贸w. Amen.
Nie powiem z艂ego s艂owa o Justo.
Min臋艂o 10 lat i pralka wci膮偶 dzia艂a. Sama nie wiem.
Nie wiem, czy zrobi艂 te wszystkie rzeczy, o kt贸re go oskar偶aj膮.
Moim zdaniem to dobry chrze艣cijanin.
Dobry syn, kt贸ry po艣wi臋ci艂 si臋 dla matki.
7 pralek, 11 mikser贸w, 15 m艂ynk贸w i 29 s艂uchawek prysznicowych.
Og贸艂em?
Cztery tysi膮ce 116 peset w p贸艂tora miesi膮ca.
- Czy stryj s艂ysza艂? - Nie ma si臋 z czego cieszy膰.
- Pokry艂e艣 koszty druku i tyle. - Po艂owa to zysk.
Przygotowa艂a艣 dokumenty pana Guala? Przyjedzie popo艂udniu.
Na g贸rze. Po prawej.
Doskonale.
Nie przejmuj si臋. Nie lubi zmian. Ale pomo偶e.
Skoczymy na kolejk臋?
Aby to uczci膰.
Moi rodzice zgin臋li w powodzi z 62 roku.
Pow贸d藕? 5 lat temu?
Pisali o tym. Prawie tysi膮c ofiar.
Nie pami臋tam.
Mieszkali艣my w Tarrasie.
Nagle si臋 rozpada艂o. Woda porwa艂a wszystko.
W tym rodzic贸w i brata.
- A ty? - By艂am u kuzynki.
Bardzo mi przykro. Pewnie by艂o ci臋偶ko.
Stryj Agusti jest dla mnie jak ojciec.
To nie wina morza.
Powa偶nie.
Wiem, ale... Wol臋 g贸ry.
- Dom w g贸rach? - To moje marzenie.
Du偶y, bia艂y dom.
W g贸rach, w艣r贸d drzew. Z otwartymi oknami, zalany 艣wiat艂em.
W Pirenejach?
Wystarczy mi Vallirana.
Pobieg艂am do kuzynki Lali, 偶eby jej powiedzie膰.
M贸j Bo偶e!
Co zrobi艂a艣?
S艂yszysz mnie?
Stryju!
Trzeba by艂o j膮 zamkn膮膰 w szpitalu psychiatrycznym.
Odwiedzi艂am j膮 dwa dni p贸藕niej.
Chcia艂a do艂膮czy膰 do narzeczonego. Rozpromieniona i u艣miechni臋ta.
Zrozumia艂am, 偶e ju偶 nie wr贸ci do siebie.
Niech twa 艣wiat艂o艣膰 i imi臋
znajd膮 drog臋 do serca tej cierpi膮cej dziewczynki i tej matki.
Niech twoja si艂a i jasno艣膰 sp艂yn膮 na mnie
i przeze mnie niech pod膮偶a ku twej 艣wiat艂o艣ci.
Niech pod膮偶a ku twej 艣wiat艂o艣ci.
艢wi臋ta!
Wsta艅.
Chod藕.
Bo偶e!
To potrwa.
Jej Guiro tkwi g艂臋boko w niej. Jest zablokowany.
Dusza chorego. Opanowuje cia艂o i je wy艂膮cza.
Z dziewczynk膮 posz艂o szybko.
Pa艅ska matka ma swoje lata.
Jej Guiro rozwija艂 si臋 stopniowo.
Niech pije napary z tych proszk贸w.
Rozlu藕ni膮 Guiro.
Gdy b臋dzie gotowa... Wyci膮gniemy go.
Tysi膮c peset.
- Co? - Dawka na tydzie艅.
To mo偶e potrwa膰 dwa, trzy miesi膮ce.
A nawet d艂u偶ej.
Je艣li cena jest zbyt wysoka...
Prosz臋 wr贸ci膰 do medycyny tradycyjnej.
Nie.
Ju偶 pan widzia艂, co robimy.
To kosztuje.
艢mia艂o, matko.
Bardzo dobrze.
S艂uchawki prysznicowe stanowi膮 42% sprzeda偶y.
Na ka偶dej zarabiamy 33 pesety.
Nie藕le.
Je艣li kupimy na przyk艂ad tysi膮c sztuk, zwi臋kszymy mar偶臋 do 89 peset.
Niemal trzykrotnie.
- Nie jeste艣my sprzedawcami. - Nie, chyba 偶e rynek tego oczekuje.
To okazja. Sp贸jrz na rachunki.
- Nie sta膰 nas na tak膮 inwestycj臋. - Tw贸j stryj?
Nie jest przekonany, a przez Lali nie ma do tego g艂owy.
Co z ni膮?
C贸偶... Musi zosta膰 w szpitalu co najmniej miesi膮c.
To nieprzewidziany wydatek dla stryja.
Jasne. Mam to samo z matk膮. Trzeba korzysta膰 z okazji.
Spokojnie.
Wszystko si臋 u艂o偶y.
Poczekaj.
- Mam i艣膰? - Nie!
ROGIL Z BARCELONY
Matko...
Matka 艣piewa?
Minister handlu Alberto Ullastres, przewodnicz膮cy
trzecich targ贸w mi臋dzynarodowych i wystawy w Barcelonie,
podzi臋kowa艂 g艂owie pa艅stwa generalissimusowi Franco.
Co艣 nie tak, stryju?
Sprawdzam rachunki z katalog贸w...
- Sprzeda偶 chyba si臋 zatrzyma艂a? - Takie okoliczno艣ci.
Omawia艂am to z Justo.
M贸wi, 偶e trzeba wyczu膰 rynek. To potrwa.
Ale 300 peset w dwa miesi膮ce...
W miesi膮c zarobili艣my 4 tysi膮ce,
a stryj m贸wi艂, 偶e nie ma si臋 z czego cieszy膰.
Teraz nie ma powodu do obaw.
- Tylko pytam, Carme... - Oczywi艣cie, stryju.
S艂uchaj...
Ten Justo...
Podoba ci si臋, prawda?
Jeste艣 m艂oda, 艂adna.
To by艂o nieuniknione.
P贸ki m臋偶czy藕ni ci nie zbrzydn膮, tak jak Lali...
Do niczego nie dosz艂o, stryju.
Chodzi mi o to...
偶e je艣li katalogi nie wypal膮, masz tu swoje miejsce.
To nie koniec 艣wiata.
Zawsze b臋dziesz je mie膰.
Dzi臋kuj臋.
Kup t臋 parti臋.
M贸wi艂e艣, 偶e to dobra inwestycja. 艢mia艂o, kup.
To 30 tysi臋cy peset.
Wystarczy na tysi膮c s艂uchawek.
- Sk膮d wzi臋艂a艣 te pieni膮dze? - Od rodzic贸w.
Stryj ich nie chcia艂, ale nie da艂 ich ruszy膰.
M贸j Bo偶e, Carme...
Chc臋, aby wysz艂o dobrze. Nie skapituluj臋.
Kto m贸wi o kapitulacji? Kto?
Powiedzia艂am mu wszystko. Absolutnie wszystko.
Nie tylko o pieni膮dzach.
- Nie wsta艂a? - Nie. Ani nie m贸wi艂a.
- Ale si臋 podnios艂a. - Tak.
To znak, 偶e Guiro jest gotowy do wyj艣cia.
艢wi臋ta musi przyj艣膰 i go wyci膮gn膮膰.
To po艂owa. Drug膮 przeka偶臋, gdy wyzdrowieje.
Zgoda?
Prosz臋...
Carme, pozw贸l na chwil臋.
Podobno czekaj膮 na tranzystor japo艅ski.
Oraz s艂uchawk臋 prysznicow膮 i materac Picol铆n.
Ze wszystkich zakup贸w dostali艣my tylko m艂ynek.
Wyja艣nia艂em, 偶e my tylko drukujemy.
Oto dokument sprzeda偶y.
Zaliczka na rzecz Roman S.L.
- Zaliczka? - Trzy tysi膮ce peset.
- Kto pobra艂? - Justo Gil. Sprzeda艂 nam m艂ynek.
Zainkasowa艂 3.000 peset? Nie tylko od nas.
Pokaza艂y艣my katalog s膮siadkom. Te偶 nic nie dosta艂y.
艢wi臋ta Mario, matko Bo偶a...
Zst膮p, przeniknij mnie, aby s艂u偶y膰 tym, kt贸rzy cierpi膮;
aby uzdrowi膰 tych, kt贸rzy bolej膮.
Niech twa 艣wiat艂o艣膰 i imi臋
znajd膮 drog臋 do serca i cia艂a tej cierpi膮cej.
Wsta艅!
艢wi臋ta...
Niech twa 艣wiat艂o艣膰 i imi臋 znajd膮 drog臋 do serca
i cia艂a tej cierpi膮cej.
Wsta艅.
Niech twa 艣wiat艂o艣膰 i imi臋 znajd膮 drog臋 do serca
i cia艂a tej cierpi膮cej.
Ostro偶nie.
Spokojnie.
Niech j膮 pan zostawi.
Prosz臋 za mn膮. Bez nerw贸w.
Dotyka jej.
Zdenerwuje pan matk臋 i Guiro.
Powinienem tam by膰.
Chod藕my, prosz臋 oddycha膰.
Jestem spokojny.
- Tylko tak pomo偶e pan matce. - Ale...
M贸dlmy si臋. Dobrze?
Niech pan si臋 modli.
Niech twa 艣wiat艂o艣膰 i imi臋 znajdzie drog臋 do nas!
Wsta艅.
- Co si臋 sta艂o? - Sprawd藕 puls.
Nie!
- Co si臋 dzieje? - Przykro mi.
Taka jest wola Boska.
Matko!
Zr贸bcie co艣.
- Cokolwiek. - Nie mog臋.
Prosz臋! B艂agam!
Dzie艅 dobry. Przysz艂am z reklamacj膮.
Z艂o偶y艂am zam贸wienie ponad dwa tygodnie temu.
Potrzebuj臋 odkurzacza.
Czekam od tygodnia. Frytkownica albo zwrot pieni臋dzy.
P贸jd臋 do s膮du.
Prosz臋 spojrze膰. Czekam od dw贸ch miesi臋cy.
Zam贸wi艂am trzy suszarki ponad dwa miesi膮ce temu.
Czekam na telefon.
Z pomoc膮 katalog贸w pobra艂 zaliczki za towary,
kt贸rych nie dostarczy艂!
Weksle zostawi艂 nam.
Ty je zatwierdzi艂a艣. Ty je podpisa艂a艣.
Widzisz?
Odpowiadamy za te kwoty. Tak jakby艣my je zainkasowali.
- Nie zrobili艣my tego. - Zainkasowa艂 je ten dra艅.
Ciekawe, co jeszcze sprzeda艂.
Ciekawe, co jeszcze b臋d膮 reklamowa膰.
- Przykro mi. - Za艂atwisz to 艂zami?
Niech spoczywa w pokoju.
Dzie艅 dobry.
Czy tu mieszka Justo Gil?
Ulica Genera艂a Moscardo, numer 61, pi臋tro pierwsze.
Co si臋 sta艂o?
- Jest pan, mieli艣my zostawi膰 kartk臋. - S艂ucham.
Przyszli艣my z艂o偶y膰 kondolencje.
- I odebra膰 nale偶no艣膰. - Co?!
Za drug膮 cz臋艣膰 ceremonii. Cho膰 pa艅ska matka zmar艂a...
Da艂em wam prawie 20 tysi臋cy.
Gdy B贸g nie kocha, nie da si臋 nic zrobi膰.
Wiecie, co wam powiem? Spadajcie.
- Spokojnie! - Jestem spokojny.
Prosz臋 oddycha膰 i zaczeka膰 tutaj.
- Nic nie znajdziecie. - Kolega si臋 tym zajmie.
- Co pan robi? - 艢ci膮gniemy nale偶no艣膰.
- Zrujnujecie dom. - Nie, zapewniam.
Nie mam 艣rodk贸w, nic nie wsk贸racie.
- Znalaz艂em pieni膮dze. W porz膮dku. - Te pieni膮dze nie s膮 moje.
Spokojnie!
艁garz.
- Dzie艅 dobry. - Dla s膮du.
Przyszli艣my wnie艣膰 skarg臋.
- W jakiej sprawie? - Oszustwo.
Na jak膮 kwot臋? Mo偶e nie warto...
Warto. A jak偶e.
Bez wzgl臋du na koszty.
65 tysi臋cy peset.
S艂ysza艂em o tej 艣wi臋tej i o 艣mierci jego matki.
To nie usprawiedliwia jego poczyna艅.
By艂 bezczelny, manipulowa艂.
Ale nie by艂 zab贸jc膮.
M贸wi膮, 偶e tak.
Dobrze go zna艂em. Nie by艂 zab贸jc膮.
- Znaj膮 pa艅stwo oszusta? - Nazywa si臋 Justo Gil.
Pracowa艂 dla braci Bofill贸w, ale... nikt nie wie, gdzie mieszka.
- Ani sk膮d si臋 wzi膮艂. - Ani dok膮d zmierza.
Duch?
Uwielbiam historie o duchach.
Tekst: Marta Jurkowlaniec
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.