Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
TAJEMNICE LAKETOP [2x03] Surogatka
Tłumaczenie: Eelsky & yotemka
Korekta: moniuska
Znajdź nas: fb.com/RebelSubTeam
Nadaje się też do robienia focaccia. Upiecze wszystko.
A może piecyk do pizzy?
To dość nietypowy prezent. Bryluje ona na przyjęciach?
Chwileczkę. Słucham?
Tak, Stally.
Serio?
To cię zainteresuje. Mówi o Chince. Chce się przyznać.
Nic nie poradzę. Potrzebuję dużo seksu.
To jak z łaskotaniem.
Potrzebujesz kogoś innego, bo inaczej to nie działa.
- Zmierzasz do czegoś, Toni? - Tak, przepraszam.
Jestem u cudnej dziewczyny.
Bawi się moim fiutem. Delikatnie nim porusza.
Dobieram się więc do jej majteczek.
Wsuwam jej palec do waginy i robię palcówkę.
- Co to? - Wkładasz palce i...
Ohyda.
Nagle wpada starucha z obstawą i każe mi spierdalać.
Klnie jak szewc.
Nie chciałem problemów, więc wyszedłem.
Co było potem?
Czekałem przed autem i wyszła ta dziewczyna.
Podszedłem ją przeprosić.
Mówiła, że musi pojechać na Bondi, więc zaoferowałem podwózkę.
- Nie zmusiłeś jej, by wsiadła do auta? - Nie, skądże.
Było miło.
Dojechaliśmy, zaparkowałem i wskoczyłem na tylne siedzenie.
Siedziała z tyłu i czekała na ciebie?
Dobrze szło, uniosła tyłeczek i pozwoliła zsunąć sobie majteczki.
To zawsze dobry znak.
Nie miałem gumki, to mógł być problem, ale obiecałem, że się nie spuszczę.
Byłem w niej
i po chwili poczułem ukłucie z tyłu mojej szyi.
Pomyślałem, że wbiła pazurki.
Okazało się, że dźgała mnie nożem.
Pewnie są jeszcze ślady.
Złapałem ją za twarz i trzymałem na długość ręki.
Było ciasno, bo to Corolla.
- Nie wiem, może... - Za co ją złapałeś?
- Za to i... - Za gardło?
Tak.
- Obiema rękami? - Dokładnie.
Nagle ucichła.
Położyłem ją na siedzeniu. Myślałem, że z tego wyjdzie.
Ale tak się nie stało. Zbladła.
- Posiniały jej usta. - Czemu nie wezwałeś policji?
Nie mogłem.
Byłem zły i zasmucony. To była najgorsza noc w moim życiu.
Opatuliłem ją pięknym kocykiem plażowym i około trzeciej rano
zaniosłem ją nad wodę, brodziłem kawałek i...
pozwoliłem, by zabrała ją fala.
Po prostu odpłynęła, zawinięta w kocyk, który szczęśliwie miałeś w aucie.
Zasługiwała na to.
- Nie wspomniał o walizce. - Fakt. Pieprzy głupoty.
- Pogadamy w moim biurze? Mam sprawę. - O czym tu gadać? To kłamca.
O innych rzeczach.
- To twoje biuro? - Tak to nazywamy. Napij się.
Koktajl?
Pewnie jesteś ciekawa, o co mi chodzi.
Niedawno się rozstałem. Prawdę mówiąc, ciężko to znoszę.
Wiem coś o tym. Co mogę dla ciebie zrobić?
Spytaj, co ja mogę zrobić dla ciebie.
Czyli?
Kilka nieziemskich nocy.
Całkowita dyskrecja, pełny szacunek.
Podobasz mi się. Ale nie jestem idiotą.
Nie będzie z tego związku. Różnimy się.
Ale dzięki temu będzie niezła zabawa.
- Nie szukam zabawy. - Może ja to zmienię.
Nie musisz teraz odpowiadać. Przemyśl to. Nie pali się.
- Dzięki za propozycję. - Przemyślisz to?
Raczej nie.
Cześć. W porządku?
- Nie wyspałem się. Co tam? - Przyszły wyniki badania DNA Chinki.
- Płód nie jest z nią spokrewniony. - A to ciekawe.
- Skąd wiesz? - Od Mirandy.
Mówiła, że sprawdzasz, czy rodziców nie ma w naszej bazie.
- Kiedy ci powiedziała? - Poprzedniej nocy.
Byłem u niej wieczorem.
Słyszałam jakieś głosy. Myślałam, że to Liam.
- Kto to? - Mój brat.
Niedawno się poznali i chyba się polubili.
A jeśli śmierć Chinki jest wynikiem zerwania umowy?
- Na przykład? - Mogła zażądać więcej kasy
albo szantażowała rodziców i wywiązała się sprzeczka.
Słuchasz mnie?
Co to za Liam?
Skąd go znasz? To jej brat.
Nie znam go.
Myślała, że to Liam był wczoraj u ciebie.
Powinniśmy zacząć od klinik leczenia niepłodności w Sydney.
Znajdziemy rodziców, którzy wielokrotnie
starali się o dziecko i byliby gotowi na wszystko.
Co się tu dzieje?
Czemu mieszkam naprzeciwko Hilmarson?
Donosi ci?
Przejdźmy się.
Zdradzimy ci tajemnicę.
Jesteśmy razem. No co?
„Razem”?
- Jesteśmy parą. - Jasne.
Cieszę się, że to ustalone.
I gratuluję.
Dziecko jest najważniejsze. To moja druga szansa.
Zakochałem się.
Miłość wzięła mnie z zaskoczenia. To strasznie męczące.
Poczekaj.
Mój prawnik się z tobą skontaktuje, jeśli sprawa z Parkerem się skomplikuje.
Nie chcę z nim gadać. Nie.
Nie masz wyboru.
Nic jej nie jest?
Pół godziny. Dzięki.
Mam spotkanie w klinice.
- Białe pieczywo? - Po co jedziesz do kliniki?
Mają program macierzyństwa zastępczego.
Jedźmy.
- Chinka jest legalną surogatką? - Nie, jest za młoda.
Trzeba być matką i mieć skończone 25 lat.
Rodzice na pewno wielokrotnie próbowali metody in vitro,
nim zdecydowali się na surogatkę. Będą znani jako desperaci.
- Pytają cię, kto jest ojcem? - Nie.
- Jak zostaliście parą? - Jak się zeszliśmy?
Wiedziałam, że ma żonę. Nie myślałam o nim w ten sposób.
Miałam go za świetnego szefa i przyzwoitego faceta.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - Tak.
Myślałam, że będzie mnie osądzał jako kobietę.
Przez mój wzrost.
Wracaliśmy ze szkolenia na temat przemocy domowej w Gosford.
Była straszliwa ulewa.
Jak zaczął padać grad, musieliśmy stanąć.
Nie mogliśmy wyjść z auta. Nawaliła elektryka, zablokowały się drzwi.
Wezwaliśmy pomoc, ale byliby najwcześniej za dwie godziny.
Kiedy to usłyszałam, zaczęłam panikować. Czułam, że stanie się coś poważnego.
Miałam butelkę wina, którą zwinęłam z imprezy.
Musiałam się uspokoić, więc ją otworzyłam.
On też chciał się napić.
Opróżniliśmy całą butelkę i całowaliśmy się jak opętani.
Nazajutrz poszłam do jego biura i sądziłam, że będzie udawał, że nic się nie stało.
Ale podszedł i wypalił bez ogródek:
„Chcę dziś z tobą spać, jeśli tego chcesz, bo ja na pewno”.
Bez kręcenia, bez pokazu sił.
Tej nocy pojechaliśmy do hotelu. Seks był dziwny.
Było dużo pomruków, lecz było pięknie.
Kochaliśmy się całą noc. Docieraliśmy się.
Jestem doktor Vincent.
- Pójdą panie ze mną? - Tak.
- Zostanę i pogadam z recepcjonistką. - Dobrze.
Zamordowana surogatka?
To straszne, ale nie bardzo wiem, jak nasza klinika może pomóc.
Szukamy par, które bezskutecznie próbowały zapłodnienia in vitro.
- Ludzi obsesyjnie pragnących dziecka. - To pasuje do wszystkich.
Ian ma czarne poczucie humoru.
Dajemy parom nadzieję i satysfakcję z poczucia,
że zbadano najlepsze możliwości zapłodnienia.
Nie zawsze się to udaje, ale nie sądzę, by mogli się wplątać w morderstwo.
Zostawię panią w dobrych rękach Iana. Przepraszam, mam zabieg.
Podczas konsultacji mówię ludziom prawdę.
Ile ma pani lat?
- Nie chcę mieć dziecka. - Po 40 może zmienić pani zdanie.
Pani szanse będą jak 1:20.
Proszę wybrać numer.
Dziewięć.
Drugi cykl.
To kasyno ostateczne.
Potrzeba reprodukcji jest maniakalna. Bywa zgubna.
Miałem pacjentkę gotową zaryzykować życie, byle tylko zajść w ciążę.
Doniosła ciążę?
Trzy.
Tak.
Zmarła spełniona pół roku później.
To mój ostatni tydzień. Nie jestem hazardzistą.
Zna pan pary na tyle zdesperowane, by wynajęły nielegalną...
Surogatkę?
Naturalnie.
Bardzo wiele par.
Ale w Sydney byłoby to niebezpieczne.
Czemu?
Zmieniła pani numer na trzy.
Prawo faworyzuje surogatkę. Jeśli się rozmyśli, zachowa dziecko.
Proszę podnieść słuchawkę i zadzwonić.
Prawo chroni prywatność. Teraz nie mogę nic zrobić.
Bardzo dziękuję za pomoc.
- Jesteśmy wdzięczni. - Pójdę już.
Zestresowana. Dowiedziałaś się czegoś?
- Niewiele, przez prawo do prywatności. - Kto nie chciał dzwonić?
- Co? - Słyszałam, jak to mówiłaś.
Mówiłam chyba: „Proszę podnieść słuchawkę...”
Przypomnij sobie. Masz notes?
To go używaj, by notować.
- Pyke uknuł jakąś intrygę, ale milczy. - Nie chcę, żebyś się wygadała.
- Masz go zapytać o znak zodiaku. - Nie o znak.
A ja o studia na uniwersytecie w Belgii.
- W Lipsku. Pochodzi z Niemiec. - Studiował na Uniwersytecie w Lipsku?
Moment. Omówmy tę intrygę.
- O co mam go spytać? - To śmieszne.
- I niebezpieczne. - To nie jest śmieszne.
Konsultowałem się z niemieckim prawnikiem.
Jeśli zdobędziemy jego datę urodzenia w nieinwazyjny sposób...
- To co? - To go wydam, jeśli to prawda.
- Przy Mary? Zacznie mnie obwiniać. - Musi poznać prawdę, jeśli on kłamie.
Przyszedł.
Podaj mi swoją datę urodzenia, tak jakby to była gra.
Chyba nie lubi żyrandoli.
Co on...? Idzie. Dupek.
- Alexander. - Dobry wieczór.
To Isadore, przyjaciółka Julii.
Tak.
Podziwiałem żyrandol.
Pierwotnie były tworzone przez weneckich rzemieślników.
Na wysepce Murano. Ten zrobiły dzieci w Pakistanie.
Elegancki, ale jakim kosztem?
Szykujecie się do konfrontacji? Gang trojga?
Obyś tak tego nie odbierał. Chcieliśmy powitać cię w rodzinie.
Rodzina.
Nic tak nie rani serca nieślubnego chłopca jak to słowo.
Robi się tu gorąco...
- Witam. - Kończyliśmy numerologię Isadore.
Sprawdzamy zgranie.
- Twój rok urodzenia? - '61.
Dodając dzień i miesiąc mamy 24.
Trzy ósemki, ładnie.
Jesteś spokojna i pozytywna.
Co jeszcze?
I entuzjastyczna. To dobra równowaga dla Julii.
Przecież jestem pozytywna.
A kiedy ty się urodziłeś? Sprawdzimy twoje zgranie z Mary.
W moich stronach nie zdradzamy daty urodzenia. Mamusiu?
Chcesz zerknąć?
Nie.
Nie chcę.
- Powiedz mu, kiedy się urodziłeś. - To bzdura. Zerknij.
Powiedz i sprawdzimy wasze zgranie.
Chcecie wiedzieć, czy zapewnię byt waszej córce?
- Jestem właścicielem domu czynszowego. - Nie obchodzi mnie to.
Nie będzie zaręczyn. Ani ślubu.
- Chcecie mnie przekupić? - Otwórz.
Śmiało.
Tak mnie witacie w rodzinie? Nazywając mnie kłamliwym bigamistą.
Okłamałeś Mary. To nas boli.
Brzydzę się tobą.
Brak mi słów, by to opisać. Jesteś złym człowiekiem.
Na stołówce Uniwersytetu w Lipsku przesiadywała kaleka o imieniu Lydia.
Była obiektem drwin ładnych lasek. Byłem przystojnym 22-latkiem.
Pewnego dnia, gdy drwiny były wyjątkowo bolesne, ukląkłem
i na oczach wszystkich, z litości
i sarkazmu, oświadczyłem się jej.
Kumple mówili, że przegiąłem.
Tydzień później, kiedy już prawie o tym zapomniano,
biedaczka podeszła do mnie i, po rozmowie z ojcem, zgodziła się.
Odebrało mi mowę.
Po raz pierwszy robiłem coś kompletnie bezsensownego.
Gdybym na to przystał, byłbym zgubiony.
Nie potrafiłem się temu oprzeć.
Poznaliście moją parszywą historyjkę.
Boże, niedobrze mi.
Jak ona się nazywała? Lydia?
Poszedł sobie?
Cholera, Pyke. Powiedział, że nazywała się Lydia?
- Tak. - Mary to zbagatelizuje.
- To bigamista. - Nie popierałam tej intrygi.
- Jak myślisz? Mówił prawdę? - Myślę, że ta historia to alegoria.
Uważasz, że...
Opowiada ją jak bajkę, która wyjaśnia jego przeszłość.
- Jak psychopata. - Nie, jak każdy.
- Co chciał przekazać? - To historia o rozpaczliwym ratunku.
- No tak... - To Mary.
- Przepraszam, zapomniałam o nich. - Śliczna sukienka.
- Cześć, Mary. - Poszedł do łazienki?
Poszedł sobie.
Co się stało? Nic mu nie jest?
- Może najpierw zamówimy? - Nie. Pokłóciliście się?
Alexander jest już żonaty.
Opowiedział nam straszną historię o rozpaczliwym ratunku.
To samo zrobi tobie, skarbie. To niebezpieczny
- i zły człowiek. - Poszperałem trochę.
Odkryłem, że był już żonaty.
Nadal jest w związku małżeńskim.
Wy też jesteście.
Też tkwicie w związkach.
Czyny i motywy Alexandra są zagadką dla takich jak wy,
bo on naraża swoje życie i jest dobry dla biednych ludzi,
których wy, Julio i Pyke'u, nigdy nie spotkaliście.
Codziennie dziękuję Bogu, że wciąż mnie kocha.
Wsadź sobie w pizdę normy społeczne i szacunek.
Tam, gdzie nie było życia i gdzie wszystko umiera.
- Przeginasz. - Niech się wyżyje.
Przecież o tym wiem i nie raz przez to płakałam.
Popatrz na mnie.
Nie kochasz mnie, ale on tak.
Kocha mnie, a ja jego.
Kochamy się.
Jeśli teraz mnie odepchnie, chyba tego nie przeżyję!
- Jest bardzo osobliwy. - Dziękuję, Isadore.
- Skarbie, to przestępca. - Zamknij się.
Trzymajcie się z dala i nie odzywajcie się do mnie.
Tego już za wiele.
- Nie odbiera? - Nie.
Nie dobijaj się do niej. Niech się trochę uspokoi.
Pyke, słyszysz?
- Do kogo dzwonisz? - Szukam numeru.
Do kogo?
Robin. Może pomoże.
Niby jak?
Szkoda na nią czasu. Nie pomoże ci.
Mary ją polubiła.
Poznały się?
Nic nie powiedziałeś. Spotkały się?
- Kiedy? - Julio...
- Szuka własnego ja. - Kiedy się spotkały?
To ją kusi.
Matka biologiczna. To silniejsze od niej.
Tęskni za brakującym elementem, ale jest to nierzeczywiste.
- Słyszałeś? - Skupmy się na nadchodzącej dobie.
Byle ją przeżyć.
Jestem na dworze.
Zejdź.
No zejdź.
Jesteś.
Wyszedłem pobiegać i pomyślałem,
że wpadnę zapytać, czy przemyślałaś propozycję.
Byłam zajęta.
Często o tobie myślę.
No wiesz... jak to z tobą jest.
- Zakładam, że się sparzyłaś. - Tak, sparzyłam się.
Wysmażyłam na skwarek.
No to ujmę to inaczej. Podaj liczbę wieczorów.
Wybierz jakąś.
Stally...
- Nie wiem, czy do siebie pasujemy. - Nie pasujemy.
Jak sprawa? Pewnie stoi w miejscu.
- Wysłałam ci e-maila. - Nie przeczytałem.
Opowiedz.
Jest ciężko. Nie znamy tożsamości.
Ale coś już wiemy. To surogatka.
O kurwa.
Dziwne. Chinka jest surogatką.
Przepraszam. Muszę odebrać.
Cześć, Pyke.
Jest bardzo zły. Gorzej niż wcześniej.
Myślisz, że się zabije?
Bardzo się martwię.
- Joy. - Moment.
Witam.
Zapraszam.
Puss, otwórz. Chcemy ci pomóc.
Alexandrze, to tylko ja.
Wpuścisz mnie?
Martwię się.
Proszę cię.
- Nie obchodzi go, czy umrze. - Jadł coś?
Co robisz?
Nic takiego. Siedzę u chłopaka.
Chcesz wyskoczyć na gorącą czekoladę,
herbatę albo shake'a?
Rodzice kazali ci zadzwonić?
Tak.
Chcesz się spotkać?
Jedz, póki ciepłe.
- Ja bym jadła, ale prowadzę. - Wolę poczekać.
- Jesteś bardzo grzeczna. - Nie jestem.
- Nie lubisz cebuli? - Nie.
- Serio? Ja też nie. - Jest ohydna.
- Dziękuję za jedzenie. - Spoko.
Twoje?
Tak, niektóre. Ale też mojej mamy.
Uwielbiam tę. Jest wspaniała.
Muszę iść.
Skończyłaś?
Alexander nie sprawdza telefonu. Jest z ery analogowej.
Umawiasz się przed wyjściem i rozmawiasz twarzą w twarz.
Rodziców przeraża jego wiek.
Powiedzieli ci?
Mają go za starego oblecha.
Bardziej od seksu interesuje go wzmacnianie pozycji kobiet.
Pomagał kobietom, które nic nie mają.
To dobrze.
W jaki sposób?
Dawał im pieniądze
i pomagał im zrozumieć, jak zarabiać na siebie.
Muszę iść. Może mnie potrzebować.
Nic mu nie jest?
Kazał trzymać się z dala.
Zależy ci na nim.
Jest dla mnie miły.
To moja bratnia dusza.
To coś wyjątkowego.
Kocha mnie taką, jaka jestem.
Stanowi to wyzwanie, bo mam napady lękowe.
Julia, gdyby mogła, oddałaby mnie.
Jej lalka bobas wyrosła na świruskę.
Sama bierze uspokajacze i mnie też każe brać.
Puss myśli, że z tego wyrosnę.
Przeszkadza ci to, że Alexander jest żonaty?
Raczej to, że udziela ci się paranoja Pyke'a i Julii.
Szpiegujesz dla nich? Nie słuchałaś mnie?
On nie jest marionetką.
Liczyłam, że naszą relację oprzemy na szczerości.
Nic nie szkodzi. Krzycz. Też tak robiłam.
Wszystko dobrze?
Liam, moja córka Mary.
I Miranda, koleżanka z pracy. Mary, to twój wujek.
Mary, miło cię poznać... po tak długim czasie.
Dobry wieczór. Mnie również jest miło.
Wszystko dobrze?
- Idziemy połazić po plaży. - Jest dość późno.
Chciałabym pójść.
Nie będę się wygłupiać.
- Kim chcesz zostać? - Żoną.
- Do Pyke'a: Jestem z Mary. Żyje. - I dentystką, bo ich brakuje.
- Aresztuję cię. - Za co?
- Złe traktowanie zabawek. - Ale pieprzysz.
Jesteś... aresztowana.
O Boże!
Co robisz?
Co ty robisz?
Wszystko dobrze?
Nic jej nie jest?
Witaj, moje maleństwo.
Już dobrze.
Kobieta na jezdni. Zaraz zdam raport.
Przepraszam panią. Nie można tu chodzić.
Moje dziecko zaginęło. Proszę mi pomóc.
Nie można tu chodzić.
Nie jadło od dwóch dni. Bardzo się martwię.
- Gdzie jest pani dziecko? - To jest niemowlę.
Gdzie jest niemowlę?
Nie pamiętam, gdzie je zostawiłam.
Bardzo się martwię. Nie pamiętam!
- Herbaty? - Dzięki.
Robin, to Paul Chen. Prawnik policyjny.
- Po co on tu? - Na spotkanie pojednawcze ofiar.
Z byłym sierżantem Parkerem.
Zada ci delikatne pytanie przygotowujące do czwartku.
Czy ze swoim przełożonym utrzymywałam stosunki intymne?
Mniej więcej.
Dzień dobry, Robin.
Przepraszam, ale on nie chce odpuścić.
- Zanim odpowiem na to pozwem... - Nie utrzymywałam.
Mówiłam Adrianowi.
Czyli brednią jest to, że raz zostałaś u niego na noc?
Nie doszło do stosunku.
Odurzył mnie narkotykami. Nie pamiętam, jak zasnęłam.
Tylko jak się obudziłam.
To powód do zmartwień.
Jeśli byłaś nieprzytomna, może kłamać jak z nut.
Nie chcę, żeby opisywał seks.
Zabawna sytuacja.
Jęczała coś o dziecku. Pojechaliśmy sprawdzić.
A jej mąż mówi, że nie mają dziecka.
Będzie dobrze.
Dzięki, Robin. Do czwartku.
- Dzięki, Robin. - Dziękuję.
- O czym oni mówią? - Kobieta szła wiaduktem.
Dobrze, że nikt jej nie potrącił.
Straciła dziecko?
- Znaleźli je? - Nie ma dziecka.
Nie była w ciąży.
Wymknęła się z psychiatryka, wierząc, że straciła dziecko.
Z którego?
Skarbie, zrób krótką przerwę.
Dzień dobry, Felicity.
Robin Griffin, policja. Badam sprawę.
Usiądź sobie.
Jak się czujesz?
- Dobrze. - To dobrze.
Podobno niemowlę zaginęło?
- Mamy je odnaleźć? - Już mówiłem, że nie mamy dziecka.
Jesteśmy małżeństwem. Raczej bym wiedział.
Felicity...
potwierdzasz słowa męża?
Tak.
- Już go nie ma. - Doszło do poronienia?
- Nie doszło. - Może doszło, Mike.
Nie poroniłaś.
Felicity, słyszysz? Nie poroniłaś.
Zgadza się?
Zaginęło. Dziecka już nie ma.
Nie odbiera telefonu i nie odpisuje na SMS-y.
Nie wiesz, czy ona zna angielski, czy tajski, Mike.
- Zna tajski? Potrafi czytać? - Nie martw się.
- Może być poza zasięgiem. - Z jakiego powodu?
Egzaminy.
Mike, powiesz, co się dzieje?
- Kto nie zna angielskiego? - Mamy matkę zastępczą.
Chyba znalazłam rodziców. Dziecka naszej Chinki.
Trochę śliny i będzie wiadomo.
Kartoteka Mike'a.
Dwa zakazy zbliżania się i związana z tym odsiadka.
Atak na żonę kijkiem narciarskim.
I aresztowanie za posiadanie kokainy.
Idę do niego.
Do czego to?
Chcę próbkę DNA. To patyczek do buzi.
- Jest też dla twojej żony. - Nie wydaje mi się.
Nie mam dobrych wieści.
Znaleziono martwą Azjatkę w 19. tygodniu ciąży.
19. tydzień.
Jak się nazywała wasza matka zastępcza?
Mee Noi.
- Kiedy ostatnio ją widziałeś? - Pięć tygodni temu na USG.
Płatna surogacja jest nielegalna w Australii.
- Grozi dwuletnim wyrokiem. - Mamy prawo do dziecka.
Umowa jest legalna, bo altruistyczna.
Coś poszło nie tak. Dziewczynę zamordowano.
Muszę wracać do Felicity.
Jej DNA też potrzebuję. Nie każ mi jej prosić.
Długo znasz surogatkę?
Nic więcej nie powiem. Mamy prawo do dziecka.
Felicity zajmie się dzieckiem?
Możesz wyjść?
Wyzdrowiałaby, gdyby miała dziecko.
Wróciłby jej rozsądek.
To złe wieści.
Sprzedała mieszkanie, a ja samochód.
Próbowaliśmy in vitro ponad 12 razy.
To jej nie jest potrzebne.
Daj nam próbkę.
Co ty wyprawiasz?
- To potencjalny podejrzany. - Nie masz dowodów.
Jeśli DNA się pokryje, będzie podejrzany o morderstwo.
Gdzie pobrano jajeczka Felicity?
Nie odpowiem.
W klinice leczenia niepłodności? To zabieg pod narkozą.
Gdzie to zrobiliście?
- Chcesz wezwać prawnika? - Nie stać mnie.
Ile kosztowała surogatka?
Nie chodziło o kasę. Chciała nam pomóc.
- Przyjaźniliśmy się. - Naprawdę?
Przyjaciółka, a nie znasz jej nazwiska i nie wiesz, czy umie czytać?
Wiesz, ile razy poroniliśmy?
Kto to zorganizował? Kto nadzorował surogatkę?
- Nie chodzi mi o ciebie. - Osiem malutkich istnień.
Jezu kochany, ona od tego sfiksuje.
Nie ma innego wyjścia. Adopcja?
Za chuja. Prawo jest chore.
Spotkałeś się z Mee Noi?
Wkurzyłeś się, bo piła...
paliła, krzywdziła twoje dziecko.
Facet jest w żałobie.
- Tak, no i? - Trochę szacunku.
- Morderca żony też jest w żałobie. - On pragnie być ojcem.
- Nie masz dzieci. - Mam córkę.
O której myślę codziennie.
Każdego dnia.
Każdego, kurwa, dnia.
Nie wiedziałem.
Zejdź z drogi, bo coś sobie zrobisz.
- Zejdź z drogi. - Daj torbę mamie.
- Poradzisz sobie? - Tak.
- Poczekaj. Ostrożnie. - Trzymaj, kochanie.
Dzięki, skarbie.
Masz swoje dinusie?
Kochanie, daj mu dinusie.
Bardzo ładnie.
Powodzenia.
Jesteś grzeczny. Chcesz niespodziankę?
Tak!
- Skarbie, daj orzechy. - Tak, kochanie?
Proszę bardzo.
- Po jednej dla każdego. - Ale masz szczęście.
Tatuś poprosił stewardessy.
- Daj buziaka. - Podziękuj tatusiowi.
- Dziękuję, tato. - Do zobaczenia.
Pa, pa.
Nie zjedz od razu.
Pa, pa!
Dobrze się czujesz?
Zobaczę, co się dzieje.
Jeszcze pięć minut. Robin pali. Zaraz przyjdzie.
Dzięki, skarbie.
Wszystko gra?
Tak.
Skoczę do toalety.
- Dobrze, że cię złapałem. - Nie chcę rozmawiać.
To nie ma związku z sytuacją za drzwiami.
To sprawa oficjalna. Coś wykombinują.
To, co chcę powiedzieć...
ma charakter osobisty.
Dobrze cię widzieć, Robin.
Przepraszam. Pani detektyw.
Co porabiasz? Kogo teraz ścigasz?
Żywiłem do ciebie prawdziwe uczucia.
Były czyste.
- Kocham cię. - Nie chcę tego słuchać.
Nic nie poradzę. Nie chcę tego czuć.
Nie dotykaj mnie.
Cóż z ciebie za istota...
Brzydzę się tobą.
Boże, jak ja cię pragnę...
O cholera. Anthony, patrz na szóstkę.
Nie słychać alarmu.
Kod 1. Policjantka ma kłopoty. Pokój 406. Pożar.
Chodź tu. Pragnę cię, Robin.
Otworzyć drzwi!
Zginiesz. Kurwa, zabiję cię!
Zabiję cię!
- Zabiję! - Przestań już.
Morderczyni!
Ty jebany gnoju!
Tak się cieszę, że cię poznałam. Robin.
facebook.com/RebelSubTeam
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.