Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
NA ODOSOBNIONEJ WYSPIE U WYBRZEŻY SZKOCJI TRZECH LATARNIKÓW ZAGINĘŁO BEZ ŚLADU.
WYDARZENIE TO ZNANE JEST JAKO „TAJEMNICA WYSP FLANNANA”.
FILM INSPIROWANY PRAWDZIWYMI WYDARZENIAMI
Wielkie dzięki.
- Tatusiu! - Lizzie!
Cześć, groszku.
To powinno wam wystarczyć.
Jeśli nie...
Pójdę do biura zarządu i poproszę o zaliczkę.
Jak się masz?
Thomas!
Zbieram się.
Kocham cię, Mary.
Wiem.
- Wszystko dobrze, synu? - Dzień dobry, Kenny. Co jest?
- Porozmawiaj ze swoim człowiekiem. - Ustaliliśmy zapłatę.
Gotowi?
Odpowiada ci ta fucha?
Jesteśmy bardzo wdzięczni.
Dzięki, Thomas.
Stać cię na to?
Jasne.
- Zjawiłeś się! - Nie uda ci się mnie nastraszyć.
- Można wejść na twoją łajbę, Kenny? - Stul dziób.
- Gdzie się podziewałeś? - Bywałem tu i tam.
- Tylko tyle zabierasz? - Tylko tyle mam.
Wybacz, że musiałeś czekać.
Daleko jeszcze?
Nie żałuj sobie, Donny.
Chociaż ryby się ucieszą na twój widok.
Młody chyba nie jest stworzony do morza.
Masz wszystko, co potrzeba?
- Bo widzimy się za sześć tygodni... - Nie gadaj, tylko steruj.
ZNIKNIĘCIE
- Thomas. - Duncan.
Dobrze cię widzieć.
Nieźle w nocy oberwała.
Aż rozlała się rtęć. Godzinami ją sprzątaliśmy.
To brudna robota. Będę o tym pamiętał.
Widzę, że masz nowego człowieka.
- Co się przytrafiło twojemu? - To był długi pobyt.
Kołowrotek nie działa. Będziecie musieli wnosić graty.
- I radio nie łapie sygnału. - Naprawię je.
Ostrożnie z tym.
Jak się trzymasz?
Musimy ruszać.
- Będę się za was modlił. - Nie zaszkodzi.
- Pilnuj światła. - Tak będzie.
Cześć, Jed.
Wygodnie?
Rusz się, Don.
Przekręć ostrożnie.
Co to jest?
- Buczek mgłowy. - Kiedy go używamy?
Kiedy jest mgła.
Nie dotykaj.
Jeszcze.
Ciągnij.
Nie wytrzyma.
- Tom? - Gotowe.
Puść.
Dobra robota, Donaldzie.
- To wszystko? - Tak. Idziemy.
- Mam cię, wielkoludzie. - Takiś odważny?
Baran.
- Ale się certolisz. - Jedz go,
a nie morduj.
Patrz.
Piraci nazywali to „krawatem”.
Jeśli chcesz wydobyć z kogoś informacje,
używasz tego.
Owijasz linę wokół głowy jegomościa,
z tyłu wkładasz kij,
zadajesz pytanie i zaciskasz linę.
Nie odpowiada?
Powtarzasz pytanie i zaciskasz.
Wciąż nic?
Zaciskasz. I zaciskasz.
Dopóki...
Ucisk jest tak duży,
że oczy wypadają z czaszki.
Ty i twoje durne opowiastki.
Jak się nazywa to, czym je łapałeś?
Hak.
W świat mnie rzucił los
Tak brak mi twoich rąk
Nim wrócić przyjdzie czas
Zanucę twoją pieśń
Upływa czas I milknie wiatr
Łopoczą żagle wciąż
Tu grożą nam fale I podmorskie skały
Tak brak mi twoich rąk
Latarnia wskaże dom
Nie porwie mi cię noc
Latarnia wskaże dom
Nie porwie mi cię noc
W świat mnie rzucił los
Tak brak mi twoich rąk
Jessica.
Freya.
Cathy.
Nie zużywajcie węgla. Musi nam wystarczyć.
Będzie wyło.
Chodź, Jed, ukryjemy cię w komórce.
Thomas, światło.
Światło!
Nie podchodź, Donald.
Rtęć.
Do czego służy?
Do obracania światła.
Ostrożnie.
Wielu latarników straciło przez nią rozum.
Nie świecimy od 22 minut.
- Musimy się spieszyć. - Spieszę się.
Młody!
Nie patrz na mnie!
Nic mi nie zrobisz!
Nie!
Chodź, Thomas.
Dzień dobry.
Przetrwałeś swój pierwszy sztorm.
- W porządku? - Tak.
Świetnie.
Na zewnątrz. Weźcie szpadle.
- Widziałeś już coś takiego? - Nie, ale wiem, że się zdarza.
Sprzątnijmy je.
Musimy połamać skrzydła, żeby się zmieściły.
Co tam masz?
Thomas!
Co jest?
Jezu!
Kto to?
Wciągniemy go?
Przynieś linę, schodzisz tam.
- Dlaczego ja? - Bo ci każę.
- James nie może? - Jest za ciężki i zbyt cenny.
Idź!
- W porządku? - Mam, kurwa, nadzieję.
Zważaj na język.
Masz mocno trzymać.
Nie bój nic.
Trzymaj, kurwa!
Powoli.
Prawie jestem!
Żyje?
Nie oddycha!
Nie dopłynąłby tutaj tą łódką.
- Więc skąd się tu wziął? - Nie mam pojęcia.
Kufer!
Zamknięty!
Wciągamy ciało?
Nie.
I tak już nie żyje.
Wciągnijmy skrzynię przed przypływem.
Dobra!
- Do góry z nią! - Ciągnij.
Ciągnij!
Wciągnijmy to.
Trzymaj się, Donald!
Pomocy!
Wciągaj!
- Pomocy! - Wytrzymaj!
Schodzę po ciebie!
Wypij.
Spójrz na mnie.
Nie można było nic zrobić.
Nie myśl o tym.
- Co robisz? - Otwieram ją.
Nie otwieraj.
- Ale... - Nie otwieramy jej.
- Nie chcesz wiedzieć... - Czego?
Dlaczego tamten prawie zabił Donalda?
Zostaw i zapomnij.
Nadchodzi noc. Masz wachtę.
Tak jest.
W porządku?
Co zrobimy z ciałem?
Kiedy już naprawię radio, zgłoszę to.
Przypłyną po niego i zabiorą do domu.
Do domu?
Nie zrobiłeś niczego złego.
Nie wiedziałem o twojej...
żonie.
Słucham?
James...
mi powiedział.
Współczuję.
Może zaparzysz herbatę?
Mam przed oczami jego twarz.
Doprawdy?
Drepczę w miejscu.
Ludzie gadają różne rzeczy...
Jakie?
Znałem jedną dziewczynę.
Ishbel.
Była piękna.
Miała mleczną skórę.
Pochodziła z Links.
Wpatrywałem się w nią godzinami, ale nigdy nie odezwałem.
Byłem zbyt zdenerwowany.
Sypiałem już z kobietami, więc nie o to chodziło.
Zacząłem chadzać tam, gdzie mogłem ją spotkać.
W końcu odważyłem się zaprosić ją na spacer.
Spojrzała na mnie,
rozejrzała się po ulicy, a potem wbiła wzrok w ziemię.
Zapytałem raz jeszcze, na co odpowiedziała:
„Jesteś bękartem.
Nie wolno mi z tobą rozmawiać”.
Uciekła, zostawiając mnie osłupiałego.
I wiedziałem, że już na zawsze będę „tym bękartem”.
Kiedy często nazywają cię bękartem, to w końcu nim zostajesz.
Jak się nazywała twoja żona?
Cathy.
Mieliście dzieci?
Krótko.
Co to znaczy?
Mieli bliźniaczki.
Zmarły.
Coś takiego zmienia człowieka.
Spróbuj odpocząć.
Jakieś wieści?
Ja słyszę innych, ale nikt nie słyszy mnie.
Gdzie Donald? Nic mu nie jest?
Na zewnątrz. Otrząśnie się.
Cholerny stary rupieć.
- Pomóc ci? - Poradzę sobie sam.
Przynieś...
Albo sam przyniosę.
Mieszaj rosół.
Tylko nie za mocno.
Ruszałeś to?
Nie.
Ruszałeś, zachłanny skurczybyku.
Tylko spróbowałem.
Ładnie pachnie.
Będziemy czekać, aż ktoś przypłynie?
Nigdzie się nie wybieramy.
Muszę wiedzieć, kim był.
- Wyraziłem się niejasno? - Muszę wiedzieć.
Rosół stygnie.
- A jak już ktoś przypłynie? - Powiemy prawdę.
Że zabiłem ich kumpla?
- Chciał ci wydłubać oczy. - Ktoś może za nim tęsknić.
Albo za...
- Za czym? - Za skrzynią.
Facet chciał za nią zabić.
Nie otworzymy jej.
Nie mogę spać.
Ciągle go widzę.
Muszę wiedzieć, czego chciał.
Powiedzmy, że ją otworzymy.
Co będziemy z tego mieć? Co zyskamy?
Chcę wiedzieć.
Nie.
Musisz...
nauczyć się trzymać gębę na kłódkę.
Żałuję, że się tam znalazłem.
Jezu!
- Skąd to się wzięło? - Z Nieba! Anioł stróż mi je wysłał!
- Tylko tobie? - Nam!
Nieważne, jest to jest!
Co myślisz, Thomas?
Co myślę?
Ruszamy do Nowego Jorku czy Paryża?
Ktoś po to przyjdzie.
Co masz na myśli?
Nie masz pewności.
Ten skurwiel prawie mnie zabił.
Jak dla mnie, to zapłata.
Za to, że do końca życia
będzie mnie prześladować jego twarz.
Jak wyjaśnisz to Kenny'emu?
Albo Trinity House, albo komukolwiek.
Powiesz, że nieboszczyk, któremu rozbiłeś czaszkę,
zjawił się tu bez powodu?
- O czym ty mówisz? - Jeśli to zatrzymamy...
co pomyślą ludzie?
Kiedy zjawisz się w nowych ciuchach, szastając kasą na dziewczyny?
- Zaczekaj... - Ty zaczekaj!
To bardziej niebezpieczne, niż ci się wydaje!
Ludzie będą zadawać pytania,
a my będziemy musieli udzielić im odpowiedzi!
Dasz radę utrzymać język za zębami?
O co ci chodzi?
Jak możemy ci ufać?
Dlaczego patrzysz tylko na mnie?
Bo jeśli będziesz miał przez to problemy,
ja też będę je miał.
Nie mam zamiaru zaprzepaścić 25 lat kariery
przez nieostrożnego bękarta.
Ty stara pizdo.
- Przestań, Thomas! - Skończyłem.
Nie potrzebuję tego.
Mam dość.
Zostawisz nas?
Pójdziesz sobie?
Zrobimy, jak mówię.
Pozbędziemy się ciała.
Obciążymy je i zrzucimy z pomostu do morza.
Przed powrotem każdy ukryje swoją część złota w bagażu.
- A co po powrocie? - Nic.
Nic.
Wrócimy do codzienności.
Za sześć tygodni znów tu przypłyniemy, by dokończyć zmianę.
I powtórnie, za kolejnych sześć.
I tak co najmniej przez rok.
Znajdę zaufanego kupca w Edynburgu.
Spienięży nasze sztabki.
Zgoda?
Nie będziemy o tym rozmawiać.
I nie możecie nikomu powiedzieć, absolutnie nikomu.
Będziecie robić, co mówię.
Piśniecie o tym choć słówko i jesteśmy martwi.
Zechcesz zaimponować dziewczynie - jesteśmy martwi.
Obiecasz dzieciom lepsze święta - jesteśmy martwi.
Jeśli nagle przestaniemy martwić się kasą - jesteśmy martwi.
Jasne?
Czyli zostajesz z nami?
Wracajcie.
Już!
Zanieście ciało do kapliczki.
- Ukryjcie złoto. - Gdzie?
Gdziekolwiek! Idźcie!
Za dużo schodów!
Pomóc w czymś?
Widzieliście jakieś łodzie?
Słucham?
Straciliśmy załoganta. Kilka dni temu odpłynął w szalupie.
Widzieliście go?
Pan wybaczy. Locke.
- Thomas. - To jest Borr.
Przykro mi.
Mam dla was złe wieści...
Kilka dni temu znaleźliśmy szalupę...
i ciało waszego załoganta. Przykro mi.
Mówi, że Gherd nie żyje.
Myślisz, że kłamie?
To dla nas smutna wiadomość.
Rozumiem.
Jeśli pójdziecie za mną... pokażę wam, gdzie go znaleźliśmy.
Co on robi?
Pokaże im, co się wydarzyło.
- Ucisz się i uspokój. - Nie podoba mi się to.
Jeden z nas zszedł po ciało.
Nie żył?
Miał coś ze sobą?
Tak, miał...
dużą drewnianą skrzynię.
Możemy ją zobaczyć? I ciało?
Przykro mi, ale nie.
Musiałem to zgłosić. Zabrali wszystko. Takie prawo.
- Nie ma ich na wyspie? - Nie.
Wypłynęli jakieś trzy godziny temu.
Ilu was tu jest?
Trzech.
- Mogę z nimi porozmawiać? - Niestety nie.
Są zajęci.
Co się dzieje?
- Jak się panowie mają? - Nie najgorzej.
Mówiłem Locke'owi o tym tragicznym...
Znaleźliście coś?
Tak?
Tak, znaleźliśmy...
Ciało.
Ciało.
Nie żył.
Coś jeszcze?
Przy ciele znalazłeś skrzynię. Pamiętasz?
Znaleźliśmy drewnianą skrzynię.
- Coś nie tak? - Nie, za dużo emocji.
Straciliśmy członka załogi.
Miał ze sobą skrzynię.
Wrócił na stały ląd...
tak?
Tak, zabrali go.
Pokazać wam na mapie, jak dopłynąć do lądu?
Myślę, że sobie poradzimy.
- Od jak dawna tu pracujecie? - Ja od 25 lat.
Szmat czasu.
Rodzina pewnie tęskni.
Już nie.
Żona...
- już odeszła. - Przykro mi.
Mogę spytać, jak zmarła?
Nie może pan.
Na jakim kanale nadajecie?
D-55. Fale krótkie.
Dziękuję.
Odwróć się powoli i wracaj.
Bez pośpiechu.
Napraw to radio, James.
A ty stój tu i czekaj, aż znikną za horyzontem.
- Zrozumiano? - Tak jest!
Wyżej!
- Nie da rady. - Przytrzymaj.
- Nie ruszaj. - Trzymam.
- Teraz ten. - Ten?
Daj go niżej.
- Thomas? Słyszysz mnie? - Tu D-55, jak odbiór?
Wzywam D-55.
Tu D-55, jak odbiór?
- Thomas, słyszysz mnie? - Tu D-55, jak odbiór?
Lecą sobie z nami.
Kłamią.
Nie słyszą nas.
Wracają! Patrzcie!
Cholera.
James, nie.
Na dole będziemy zbyt narażeni. Zostaniemy tu, nie pozwolimy im wejść.
- Mamy... - Zostajemy tutaj!
Może pójdą po rozum do głowy.
Nie możemy wszcząć przez to wojny.
Zostaniemy i nie pozwolimy im wejść.
- Szukają słabych punktów. - Ja się nie boję!
- Cicho, Donald. - Nie naszych.
Wyspy.
Kłamcy!
Złodzieje!
Idziemy.
Co oni robią?
Chcą nas sprowokować.
Zaczyna się.
Są na wyspie.
- Jeden z nich. - Jakim cudem?
James, osłaniasz schody. Donald, latarnia.
Idziemy!
Pieprzone świnie.
Kłamca.
Nie rób z siebie idioty, Thomas.
Skrzynia wciąż tu jest.
Prawda?
Co z Gherdem?
Właśnie.
Gherd?
Gdzie jest Gherd?
Nie żyje?
Myślałem, że latarnicy są szlachetniejsi.
Jednak nie są.
Myliłem się.
Złoto.
Gdzie jest złoto?
Nie należy do ciebie, latarniku.
Gdzie moje złoto?
Gdzie moje pieprzone złoto?
Patrz na mnie!
Gdzie moje pieprzone złoto?
Mów.
Gadaj.
Złoto, Thomas!
No już, wyduś to z siebie!
Gdzie jest złoto?
Zostań!
Puszczaj!
Donald! Lina!
Zwiąż go!
Udało nam się.
Trzymamy się planu.
Jezu.
- Nic innego nie mogłeś zrobić. - Przyszli po nas.
On, kurwa, nie żyje.
Przynieś szklanki, James.
Przyszli po nas. Przyszli po to.
Przestań się na niego gapić.
Co robimy?
- Thomas? - Pij.
Robimy to, co wcześniej.
Zatopimy ich statek, zanim przypłynie Kenny.
A jeśli ktoś ich widział?
- Albo zgłosili swoje położenie? - Nie zaprzeczymy temu.
Powiemy, że zatrzymali się po mapy morskie.
Otrzymali je i odpłynęli. Jasne?
Donald, zrozumiałeś?
Jest ich więcej.
Co to za jedni?
Bierz go, James!
To tylko... chłopiec.
Wygląda jak Charlie.
Czemu nic nie mówiłeś?
Jest za ciemno, nie widziałem.
Już dobrze.
Posprzątałem.
Tak jak lubisz.
Zostań.
Dopij herbatę.
Musimy coś zrobić. W takim stanie nie mamy z niego pożytku.
- Mocne słowa. - Muszę się stąd wydostać.
Ufasz mi?
To idź na górę. Ja się zajmę Jamesem.
Dużo złapałeś?
Mnóstwo.
- Musimy... - Boję się.
Nic nie czuję.
Myślę o Mary.
Ona...
jest tylko twarzą.
Lizzie i Charlie...
twarze.
- Nie mogę... - Wrócą.
Uczucia wrócą.
Na pewno?
Kiedy wrócisz do domu
i zasiądziesz przed kominkiem,
uczucia wrócą.
Zobaczysz.
Nie wiem, czy tego chcę.
Pamiętaj o nich.
Wystarczy, że ją włączę,
a reszta zależy od soczewek i chmur.
Mogę na ciebie świecić.
Dzielą mnie od tego minuty.
Bądź ostrożny, Thomas.
Słyszysz?
Jak twoja tablica węzłów?
Nie mogę...
jej...
złożyć.
James.
Jak twoja tablica węzłów?
Mogę pomóc.
- O czym ty, kurwa, mówisz? - Zamknij się!
Mnie też potraktujesz hakiem?
Co jest?
Boisz się, że twoje dzieciaki dowiedzą się, że tata jest mordercą?
Myślisz, że mnie jest lekko? Nie ty jeden to przeżywasz!
Ty obślizgły bękarcie!
Myślisz tylko o sobie.
Ty pieprzony...
- Chodź tu! - Dosyć.
- Chodź tu! - Dosyć! Wyjdź stąd.
- Donald! - Mogłem ci nie pomagać!
- Wyjdź! - Oż ty...
Zabiję cię!
To szczur! Pieprzona glista!
Do reszty ci odwaliło!
Zamknij się tam!
Do siebie!
James!
Gdyby go nie zabił, nie doszłoby do tego.
To dzieciak.
Przecież sam to widziałeś.
Pamiętasz? On się bronił.
Tylko się bronił.
Siedzimy w tym razem.
Ty, ja i Donald.
Razem.
Ten obślizgły bękart...
przekabacił cię.
To tylko durny chłopak. Nie miał złych zamiarów.
On...
to na nas sprowadził.
Ma gdzieś to, co zrobił.
To szczur, Thomas!
Chyba to wiesz?
Od teraz z nim nie rozmawiasz.
Musimy trzymać się razem, bo inaczej nawet Bóg nam nie pomoże.
Przepraszam.
Przydaj się na coś i pilnuj światła.
Donald?
Zawsze się o mnie troszczysz.
Tak.
Sweter ci się przyda.
My widzieliśmy, że chorowała,
że potrzebowała pomocy. A ty?
Ty pozwoliłeś jej umrzeć.
Każdy musi zapłacić za swoje czyny.
Każdy.
Nie możemy czekać. Musimy się stąd wydostać.
Z Jamesem w takim stanie nie mamy szans.
Tylko z nim mamy szansę.
Jeśli wróci, zacznie gadać, a wtedy go powieszą.
Chyba nie dotarło do ciebie, kim się staliśmy.
Nie damy rady tego wytłumaczyć.
Złota. Trupów.
Opuszczonej latarni.
- Trzymajmy się planu. - A jeśli przypłynie ich więcej?
- Chcesz mnie dobić? - Pieprzyć twój plan!
Zabieramy złoto we dwóch i spadamy stąd.
- Sprawdź, co u Jamesa. - Co?
Idź do Jamesa!
W kapliczce go nie ma.
Wracaj na górę. Ja sprawdzę łódź.
Bądź ostrożny.
Jezu.
- Widziałeś go? - Nie.
- A ty? - Nie.
Co robimy?
Skoczył?
Nie wiem.
- Spadajmy stąd. - Nie bez Jamesa.
Zrobiłeś, co mogłeś.
Wynagrodzimy to jego rodzinie.
Musimy stąd odpłynąć.
Nie chciałem was wystraszyć.
Nie jestem sobą.
Wybieracie się gdzieś?
- Zostawiacie mnie? - Nie.
Nie zrobilibyśmy tego.
Chcesz herbaty?
Tak.
Dobrze.
Tęskniłem za tobą.
Tęskniliśmy, James.
- Nie mówiłem tamtego na poważnie. - Nic nie szkodzi.
Ja też nie mówiłem serio.
To był ciężki tydzień.
Ja też tego nie chciałem.
Nikt nie jest gotowy na coś takiego.
Przepraszam, jestem zmęczony.
W świat mnie rzucił los
Tak brak mi twoich rąk
Thomas, idź po skrzypce.
Pośpiewamy.
Nie.
Pójdę po whiskey.
- Tylko nie lej za mało. - O to się nie martw.
Przyniesiesz też ciasto Dundee?
Skąd wiedziałeś, że je mam?
Wróciłeś.
Zapalisz?
James, szklanki.
Tak.
Kurwa.
Co robisz?
Nie uciekniecie.
Zostaliśmy my dwaj.
Słyszysz mnie?
Pozwoliłem ci umrzeć.
Trzymałem dzieci w ramionach.
Chciałem, aby oddychały.
Chciałem, by żyły.
Ty nie zawiniłaś.
Nie wybaczyłem ci.
Nie byłem dość dobry dla ciebie.
Czy ty mi wybaczyłaś?
Złoto jest na łodzi.
Czas wypływać.
Spoczywaj w pokoju.
Pozwól.
Nie mogę.
- Pomyśl o rodzinie. - Myślę.
Nie zasługują na to.
Na kłamstwa.
Mordercę.
Jesteś dobrym człowiekiem.
Uczciwym.
To? Możemy o tym zapomnieć.
- Możemy... - Nie ukryję tego.
Nie mogę.
- Tylko ty możesz. - Nie.
- Tylko ty będziesz o tym wiedział. - Nie.
Pomóż mi, Thomas.
Proszę.
Już dobrze.
Już dobrze.
Proszę.
Tekst polski - Altair87 Korekta - 12jojko
facebook.pl/GrupaHatak
facebook.pl/AzjaFilm
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.