All language subtitles for Evil.A

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Tłumaczył: wm

Evil Angel

Patrz, gdzie leziesz.

Łajza.

- Prawie go walnęłam. - Zespół nr 5. Jedziemy.

Będziemy za jakieś 3 minuty.

Nie.

Nie!

Gdzie ta grupa powitalna?

Otwórzcie drzwi!

Wykop je. Przecież jesteś macho.

W porządku. Już jesteśmy.

- Umieram! Umieram! - Nie, nic ci nie będzie.

- Jak ci na imię? - Karina.

- Cześć, Karino. - Będzie dobrze, Karino.

- Pacjentka... Ile masz lat, 15? - Tak.

Pacjentka, 15 lat. Wygląda, że rodzi.

- Puls silny i regularny. - Puls ma silny i regularny.

- Co z nią? - Widać główkę płodu. Rodzi.

Już dobrze, Karino.

- Batman. - Przepraszam, niedosłyszałam?

- Batman. - Kochanie, to nie Batman.

- David... - Skoczę po kogoś.

Batman.

No to rodzimy.

Przyj, Karino!

Co się dzieje?

Stój, stój! Nie przyj.

- Pępowina zawinęła się na szyi dziecka. - Nic ci nie będzie.

Zawinęła się dwa razy. Cholera!

Proszę pana?

Nie wiem, co mam robić.

Marcus!

- Niech mi pan poda rękę. - Nie mogę.

No to jazda. Mam je, mam je.

Przytrzymam pana. Musi mi pan podać rękę.

Boję się.

Cholera.

Już idzie! Dobra robota.

Proszę podać rękę.

Proszę podać rękę.

Wychodzi. Już prawie jest.

Teraz.

Jeszcze raz. Dalej, Karino! Dalej!

Batman.

Dziecko oddycha.

- Jak długo dziecko nie oddychało? - Jakieś dwie minuty.

Dobra. Sprawdzimy.

- Marcus, przelecisz się? - Dopiero ją tu przy...

Papierkową robotę załatwisz później. Daj spokój. Mamy robotę.

Zajmę się tym.

Więc znowu jesteś tatusiem? Które to już?

Z tym to już piąte.

Myślisz, że dostanie po tobie imię?

To diabeł!

- Co tu mamy? - Trzeba się nią zająć, szybko.

Próbowałem zatrzymać krwawienie.

Została pchnięta nożem. Nie wiem... może 4 albo 5 razy.

- Jakim nożem? - Jakimś dużym... rzeźniczym.

Zakrzywionym.

Mamy kobietę, koło dwudziestki. Wielokrotne rany kłute brzucha.

Przygotujcie się na przyjęcie.

Znam ją. Znam tę dziewczynę.

- Jak się nazywa? - Emma.

Emmo, słyszysz? Emmo!

Pomogę ci przez to przejść, ale ty też nam musisz pomóc.

Wiem, że to boli, ale musisz pozostać przytomna. Słyszysz?

Nie mdlej, musisz być przytomna. Dasz radę?

Trzeba ją natychmiast przewieźć.

Już prawie jesteśmy. Trzymaj się.

- Imię... - Jak mi na imię?

Na imię mam Marcus.

- Marcus... - Tak, Marcus.

Kocham... cię...

- Shawn, tracę ją! - Już prawie jesteśmy.

Co się dzieje? Szybko.

Mam ją.

Jeszcze trzy minuty temu ze mną rozmawiała.

Mówię, że ją mam!

Sala gotowa. Zaczynamy.

- Gdzie Marcus? - Przy sali nr 4.

Jakiś pomyleniec myślał, że jest Kubą Rozpruwaczem.

Walcz, walcz.

- Marcus mógł ją chyba znać. - Zalewasz.

Nie.

Odsunąć się.

Wznowić reanimację.

Dobra.

- Co z nią? - Walczy.

Odsunąć się.

Do dalej.

Dobra, odsunąć się.

Wznowić reanimację.

Dobra. Jeszcze raz.

- Jeszcze walczy. - Odsunąć się.

Walcz!

Nie.

Zmarła. Czas zgonu, 23:55.

Boże... Przykro mi.

Nie.

Nie. Jeszcze nie zmarła!

Oszalałeś?

- Odsuń się od tych płyt. - Cofnąć się. Mówię, cofnij się!

Marcus! Marcus, zostaw ją!

Marcus, przestań!

- Marcus! - Ona nie żyje, czubku!

Ona nie żyje.

Zawołać ochronę! Już!

Walcz. Dalej.

To szaleństwo. Zostaniesz aresztowany!

- Ona wróci. - Marcus, zostaw ją.

- Zwariowałeś? Ona nie żyje! - Dalej, Emmo!

Co jest?

Nie, Emmo! Emmo, nie!

Zabieraj te łapy!

Nie!

Nie! Emmo, nie!

Nie! Emma!

- Mam coś dla ciebie. - Co takiego?

Otwórz!

- O mój Boże! - Jesteś taka piękna...

- ...ona już nie żyła. - Kazałem go zatrzymać.

Już tydzień temu miał kłopot z tamtą dziewczyną.

- Ale to nie była jego wina. - Niech pan posłucha, on ją znał.

Będziemy panu winni przysługę.

Zachowuj się do cholery lepiej w moim szpitalu. Rozumiesz?

- Czy mnie rozumiesz!? - Tak.

Zgłoszę to Jackowi. To jeszcze nie koniec.

- Panie Latherop, zniknął pacjent. - Co takiego?

Jeszcze 5 minut temu była nieprzytomna, a teraz jej nie ma.

Twoje zachowanie jest nie do przyjęcia. A wy dwoje zapanujcie nad nim.

Będziecie odpowiedzialni za wszystko, co zrobi.

Znałeś ją, prawda?

Może widziałeś ją gdzieś w sklepie.

Nie wiem. Mam wrażenie, że ją znałem. Że była mi bliska.

Reinkarnacja. Znałeś ją w poprzednim życiu.

- Ale bzdury. - No coś ty. Nigdy nie wiadomo.

Wszechświat to zwariowane miejsce.

Po prostu...

Znałem ją.

No dobra. Więc to tajemnica.

Hej. Dokąd to? Dziś czwartek. Mieliśmy pójść na piwo.

- Muszę iść do domu, oczyścić głowę. - Będzie Jen.

- Przychodzi Jen. - Idę do domu i do żony.

Tylko nie wracaj do szpitala, bo Latherop urwie ci jaja.

Pewnie, żeby sprzedać na czarnym rynku.

Czarnemu rynkowi wiszą twoje meksykańskie jajeczka.

- Markus. - O cholera. W nogi!

- Uciekaj! - Cholera.

Cholera.

Przepraszam.

Tak mi przykro.

- Powinienem był ją uratować. - Pchnięto ją sześć razy.

Nawet gdyby ci się udało, miałaby okropne życie.

- Mogę tu posiedzieć? - Proszę. Będę po drugiej stronie korytarza.

Mam nadzieję, że nie zmieniasz się w swojego byłego partnera.

Czasem tu przychodził posiedzieć ze zwłokami.

Patrzył im w oczy, czasem z nimi pogadał.

Nie, nie zmieniam się w niego.

I dobrze, bo całkiem ześwirował.

Nic nie mogłeś zrobić. Tak naprawdę, była martwa, zanim do niej dotarłeś.

Odnotowano, że pani Markham nie nosiła identyfikatora dla cukrzyków.

Biorąc pod uwagę heroinę znalezioną na miejscu

Decyzja pana Gallana, żeby podawać Narcan była właściwa.

Jednak obecność kilku butelek wódki zasugerowała panu Gallanowi, że

śpiączka pani Markham spowodowana była zatruciem, a nie szokiem diabetycznym.

/- Jak się nazywa? /- Angel.

Stwierdzono, że gdy pacjentka nie zareagowała na Narcan,

pan Gallan postawił prawidłową diagnozę, chociaż jego wysiłki,

żeby ją reanimować okazały się nieskuteczne.

Chociaż wiemy, że ostatecznie pan Gallan będzie uznany za niewinnego

jesteśmy przekonani, że w interesie tej firmy

leży odłożenie ostatecznej decyzji do czasu zakończenia śledztwa.

Na ten okres pan Gallan zostanie zawieszony bez prawa do wynagrodzenia.

Jak tak można?

Gdy śledztwo oczyści go z zarzutu niewłaściwego postępowania,

pan Gallan otrzyma pełną rekompensatę utraconych dochodów.

Panie Gallan. Czy rozumie pan podjętą tu decyzję?

Panie Gallan!

Czy rozumie pan podjętą tu dzisiaj decyzję?

- Tak. - Czy ma pan jakieś pytania?

Nie.

Dobrze. Zatem zawieszam to postępowanie do 14 października.

To zwykła pokazówka. Musisz się temu przeciwstawić.

Walcz z tym. Co to? Znów rok 1969?

- Pieprzyć dziada! - Właśnie, pieprz gościa.

No to część. Zadzwoń jakby co.

Zrobię ci obiad.

To na razie.

To skończone. Przysięgam.

Marcus. Byłam taka głupia.

Nie mamy dzieci, ani dużo rzeczy. To nie będzie problem.

- Ale ja nie chcę rozwodu. - A ja żony sypiającej z innymi.

Znajdę jakiegoś prawnika. Nigdy wcześniej tego nie robiłem.

Ja też nie.

- Cześć, tato. - Wychodzę. Zamknąć na klucz?

Tak, proszę.

- Wszystko w porządku? - Tak. Miłego weekendu.

I wzajemnie.

Proszę księdza.

Kiedyś tu przyszła i złapała za miotłę.

Powiedziałem jej, że jest za młoda, ale zamiatała dalej.

Powiedziała, że ma dosyć zabawy z dziewczynkami w kościele.

Chciała być prawdziwym chrześcijaninem.

Zrobić coś ważnego.

- Kwiatuszek. - Przepraszam?

Przypominała mi Świętą Teresę.

- Od lat nie było nikogo takiego. - Tak.

Ale Teresa też umarła młodo.

Emma była tak dobra...

i czysta jak święty.

Myślę, że Bóg bywa okrutny,

gdy pozwala na takie akty przemocy.

- Hej, tatku. Jesteś gliną? - Nie.

Chcesz mnie zaliczyć? 50 dolarów.

- Nie dzisiaj, siostro. - Bierz póki dają.

Nie dzisiaj.

Przepraszam, przestraszyłam cię?

Masz parę minut? Moja sprawa nie zajmie długo.

Czym mogę służyć? Przepraszam, jak się nazywasz?

Lilith. Lilith, wystarczy.

Przepraszam, nie palimy w biurze.

A kto pali?

Gliniarze już wszystko przeczesali.

Wszystko zostało rozpieprzone na ten tydzień.

Miałem to wszystko wywalić.

Nie wiem skąd się tu przyplątała. Jak bezdomny kundel.

A zachowywała się, jakby tu była właścicielką.

Pieprzona zdzira.

Nie wierzy pan w siły nadprzyrodzone, panie Carruthers, prawda?

Proszę mnie puścić.

Próbowałam się z tobą skontaktować, ale mnie nie widziałeś.

- Puść mnie. - Zmusiłeś mnie do prawdziwego wysiłku.

Puść mnie, do cholery!

Łatwo wśliznąć się do niezajętego ciała. To parę sekund.

- Przez jakiś słaby punkt. - Daj spokój. Puść mnie.

Ale trudno znaleźć wolne miejsce. To bardzo konkurencyjny rynek.

Czym do cholery jesteś?

No popatrz...

- Czy dzieci są z ciebie dumne? - Zostaw moją rodzinę.

Chyba nie wiedzą, co kombinuje ich tatuś.

Zostaw kurwa moją rodzinę w spokoju!

Dużo poświęciłby pan dla swojej rodziny, panie Carruthers, prawda?

Zostało tylko jedno poświęcenie, tym razem dla mnie.

Grasz w niebezpieczną grę, Vic,

ale musisz coś wiedzieć.

Ja zawsze wygrywam.

- Na pewno nie jesteś gliną? - Nie jestem.

Ale na pewno byłeś.

Zajmowała się całym mnóstwem takiego gówna.

Wiesz, siły nadprzyrodzone i takie tam.

Czary, kult szatana.

Słyszałeś o dziwce o złotym sercu? To nie ta.

To była zimna dziwa.

Co robisz?

Czego chcesz?

Czego chcesz?

Co robisz?

Czego chcesz?

Chcę tylko...

malutkiej...

mało znaczącej rzeczy.

Czego?

Twojego życia.

- Mogę to zatrzymać? - Jej już to niepotrzebne.

- I tak miałem to wywalić. - Jasne.

Teraz już pan wierzy, panie Carruthers, prawda?

Nie jest trudno uwierzyć w diabła. Wystarczy otworzyć oczy.

Otacza nas piekło.

Dobroć Emmy... To o niej ciągle myślę.

Była powodem, żeby uwierzyć w Boga.

Dręczy mnie myśl, że gdybym był mądrzejszy,

gdybym był silniejszy,

mógłbym był ją ochronić. Zło istnieje, a...

Bóg nie zawsze jest tutaj, żeby nas obronić.

Nie było Go przy Emmie. To było nasze zadanie.

Uważam, że powinniśmy trochę mniej się modlić, ale za to więcej walczyć.

żeby uczynić świat miejscem, w którym Emma byłaby bezpieczna.

Miejscem, jakim jeszcze świat nie był.

- Większość ludzi najpierw zadzwoniłaby. - Nie miałem numeru.

Jest w książce telefonicznej.

Pracuję w nocy, a śpię w dzień.

Przepraszam panią i strasznie mi przykro z powodu Elizabeth.

Raport policyjny stwierdza, że odmówiła pani identyfikacji zwłok.

Nie chciałem jej widzieć, gdy żyła.

Dlaczego miałabym ją widzieć po śmierci?

- A kiedy pani ostatnio z nią rozmawiała? - Jakieś cztery lata temu.

Zrobiła to, gdy spałam.

Pokłóciłyśmy się. Powiedziała, że mnie zabije, a ja nie...

- Nie mogłam w to uwierzyć. - Nic tu o tym nie ma.

Nie poszła za to do więzienia. Zamknęli ją w szpitalu stanowym.

A po roku ją wypuścili.

Dwa dni później uciekła z domu.

Powiedziała, że jeśli dam jej kiedyś powód, to wróci i dokończy robotę.

Tym razem jej uwierzyłam.

Moim zdaniem ten ratownik, którego oskarżają, powinien dostać medal.

Boją się, że ich oskarżę - nie zamierzam.

Tej nocy gdy zmarła...

Tak dobrze nie spałam od lat.

Nie zawsze taka była.

Gdy była mała, była naprawdę słodka.

Potem zachorowała w wielu 15 lat.

Gorączka. Nawet była martwa przez parę minut.

Gdy ją odratowano, już nie taka sama.

Była zła. Mroczna.

Moja córeczka zmarła, gdy miała 15 lat.

Ta dziwka, o której pan do mnie mówi...

nic dla mnie nie znaczy.

/Zemsta jest moja.

- Przepraszam. - Nie szkodzi.

Przykro mi...

Wiem, że wszyscy chcemy być z nią znowu w jakiś sposób.

- Czy chodziłeś z nią do szkoły? - Nie, proszę pani.

Spotkałem ją w schronie.

Czy znasz hiszpański?

Ona...

miała ten pamiętnik.

Pisała w nim codziennie.

Jej ojciec był z Argentyny i zanim zmarł, nauczył ją hiszpańskiego.

Każdy wpis jest...

jej listem do niego.

Ale nie potrafię ich odczytać.

Gdzie mam zacząć czytać?

Kochany Tato,

Dzisiaj w Peru było trzęsienie ziemi.

Widziałam zdjęcie ojca, który obejmuje swojego zmarłego synka.

Nogi chłopca zalane były krwią.

W twarzy ojca widać było ból.

Ból tak głęboki, że nigdy go nie opuści.

Ale chłopiec jest już w lepszym miejscu. Pomodlę się dziś wieczór za niego.

Pomodlę się też za jego ojca i matkę, gdziekolwiek jest.

Za jego braci i siostry.

Za wszystkich, którzy go kochali.

Tak bardzo dzisiaj cierpieli.

Co to jest do cholery!

- Nie zostawiaj mnie! - Zabierz te łapy. Odbiło ci?

Tniesz się? Co się z tobą dzieje?

- Proszę, nie zostawiaj mnie! - Całkiem ci odbiło!

Nie zostawiaj mnie!

Znałem cię tylko przez 20 minut,

a jednak byłaś najlepszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałem.

- Halo? - Marcus...

Żegnaj.

Carlo!

Carlo!

Jen, to ja. Jedź do mojego domu!

- Chodzi o Carlę. Jedź! - Dobrze, dobrze.

- Już! - Jedźmy. Chodzi o Carlę.

Rozumiem.

Carlo!

Nie!

Walcz, walcz.

Dalej. Wstań.

Dalej. Zwymiotuj!

Kurwa!

Wymiotuj! Dalej.

Wyrzuć to z siebie.

- Co zrobiła? - Co wzięła?

Wszystko. Podaj apteczkę!

Bierzemy ją do szpitala?

Daj apteczkę!

Carlo. Czy mnie słyszysz?

Zabieramy ją.

Musimy to zgłosić.

Jeśli pozwolisz im wsadzić mnie do czubków, dokończę to.

Przysięgam na Boga, że to zrobię.

Marcus nie zasługuje na to.

Cześć, mamo.

Carruthers.

Odciski palców pasują do Caroline Coonts. Znałeś ją?

Coonts, Coonts... Nie.

Nie było ich w bazie przestępców tylko pracowników funduszu stanowego.

Jest nauczycielką w podstawówce i mieszka w Maywood.

A teraz dziwna rzecz.

Nasza pani Coonts była na zebraniu komitetu rodzicielskiego dwa dni temu.

Doznała jakiegoś ataku.

Wystraszyła wszystkich. Przyjeżdża karetka i ją zbiera.

Ona wpada w stan śmierci klinicznej. Jest martwa koło czterech minut.

Odratowują ją, biorą do szpitala i kładą do łóżka.

- A ona znika. - Znika?

Zabija pielęgniarkę, woźnego i wychodzi sobie ze szpitala.

Nikt jej od tej pory nie widział.

Po co nauczycielka miałaby mordować Vic'a?

Dalej jeszcze lepsze.

Jeszcze dwa dni temu kobieta była jak Matka Teresa.

- John, muszę lecieć. - Dobra. Dzięki.

Halo?

Sprawdziłem kalendarz Vic'a

i w ostatnich dwóch tygodniach miał co drugi dzień spotkania z Ojcem Vernonem.

- Wiedziałaś coś o tym? - Nie.

- Tato. - Tak?

Wracasz?

Oczywiście, ale muszę najpierw zająć się paroma sprawami. Zobaczymy się wkrótce.

Dobrze.

Sporo już wiem o tym, co się stało, ale proszę o uzupełnienie kilku białych plam.

John. Co powiedziano w moim konfesjonale, to w nim pozostanie.

Nawet po śmierci.

Twój syn poprosił, żebym oddał ci ten list,

w przypadku jego śmierci.

Poprosił, żebym to przeczytał.

Wynajęto cię do zbadania śmierci prostytutki.

Elizabeth Markham. Tak.

Victor uważał, że to nie był przypadek.

To była sprawiedliwość Boża - że to ty go znajdziesz.

Twój syn bardzo się bał.

Był przekonany, że stracił swą duszę.

No dalej. Otwórzcie drzwi.

Gdybyś nie słyszał, zakończono twój okres zawieszenia.

Zawieszenie?

Tak. Pamiętasz martwą prostytutkę? Coś ci to mówi?

Ale tu smród. Shawn, zaświeć światło.

No pięknie.

Jak tylko Henderson dowiedział się, że rodzina nie wystąpi o odszkodowanie,

zdecydował przerwać śledztwo.

- Wyobraź to sobie. - Co tu do cholery robiłeś?

Tłumaczenie. Mam zlecenie na zrobienie tłumaczenia.

Tłumaczenie?

A jeszcze coś jadasz? Czy tylko...?

Pięknie.

Cześć, Carlo!

Jak się czujesz?

Wiem, jak to wygląda, ale przechodzimy przez trudny okres.

Przez okres braku piątej klepki.

- To tylko i wyłącznie moja sprawa. - Dobrze.

Daj mu spokój, dziewczyno.

Mężczyzna musi robić to, co musi.

Każdy mężczyzna musi w końcu wziąć prysznic.

Chłopie, umyj se dupę.

Parker odszedł wczoraj, więc możesz wziąć jego zmianę. Jutro od trzeciej.

- Jeśli chcesz tego. - Tak, chcę.

No to fajnie.

Nasz człowiek wraca do pracy.

Jeśli będziesz mnie potrzebować, zadzwoń. Muszę iść.

To tylko jedna zmiana. Wezmę swoją komórkę.

Muszę już iść.

- Musimy pogadać. - Już rozmawialiśmy.

Pochowałem dziś rano syna i nie mam nastroju do gierek.

Osiem dni temu, facet o nazwisku Jeff Morgan, skoczył z wieżowca.

Miał rodzinę, dobrą pracę i żadnego powodu, żeby się zabić.

Czy znałeś tego człowieka?

Nie.

Na pewno?

To był przyjaciel mojego syna i jeden z twoich klientów.

Twoja dziwka, Lizzie Markham, szantażowała go.

Pożyczył 25 tysięcy od mojego syna, żeby jej dać.

Nikogo nie szantażowałem.

Chciała więcej, ale nie miał, więc mój syn zaczął się temu przyglądać.

Poszedł do banku, wziął dodatkowe 20 tysięcy, ale tu sprawa się komplikuje:

Mój syn nie dał tych pieniędzy swojemu przyjacielowi, Jeffowi,

ani Lizzie Markham. Mój syn dał te 20 tysięcy tobie.

Mówię przecież, że nikogo nie szantażowałem.

Mój syn dał ci 20 tysięcy, żeby problem zniknął.

Mój syn wynajął cię, żebyś zabił Lizzie Markham,

a ty wywołałeś u niej szok cukrzycowy. Okazałeś się kreatywnym sukinsynem.

A ty popieprzonym czubkiem.

Kto zabił mojego syna?

Wynocha z mojego budynku.

Idziesz na dno, dupku.

Do zobaczenia, tatku.

- Josie... - Tak?

Na co się gapisz? Jesteś żoną któregoś klienta?

O... nie. Nie, Josie.

Skąd pani zna moje imię?

Szukam... towarzystwa.

Nie sypiam z kobietami.

- Na jak długo? - Ile trzeba, Ray.

Dawaj, mała ździro.

Nie. Pozwól, że sama to zrobię.

Posłuchaj tego.

13 września.

Nie znam nikogo w moim wieku, kto nie spał z kimś jeszcze.

Czasem myślę, że może coś ze mną jest nie tak,

ale wiem, że to diabeł mnie kusi.

No proszę jaka religijna.

Czasami tak bardzo chcę tego. Chcę kochać się z Danielem.

To chłopak, z którym parę razy poszła na randkę.

Ale tak nie można. Nie chcę być zakonnicą, ale nie chcę też

kochać się z mężczyzną, którego nie chciałabym na ojca moich dzieci.

Życzę szczęścia z tym zakresie.

Wiem, że go znajdę. Wiem na pewno.

- Niesamowite. - Ona nie żyje?

- Jen. - Nie. Posłuchaj.

Niech będzie - była niezwykła, ale jest martwa, w grobie i nigdy nie wróci.

Słyszałeś kiedyś o kimś, kto wstał z martwych?

Bo ja nie.

Chyba zaczyna mi odbijać.

Jak twojemu poprzednikowi.

Nie jestem drugim Martineau. Tylko, że się naprawdę zakochałem...

w zmarłej dziewczynie.

No pokaż mi jak się to robi.

Nic nie mów.

Wróciłam po ciebie, Josie.

Zostaw mnie!

Josie?

Odsuń się. Josie!

Josie!

Josie!

Tęskniłeś za mną, Ray?

Josie!

Nie! A! Boże!

Nie!

Nie!

Na pewno chcesz tam iść?

Moglibyśmy skoczyć do mnie na chwilę.

A potem co?

Jenny. Jesteś moim najlepszym przyjacielem.

- Czasem to się udaje. - Myślę, że los nam nie sprzyja.

Los nam nigdy nie sprzyja, ale zawsze go pokonujemy.

- Zawsze? - Prawie zawsze.

Muszę iść.

Marcus.

To był dobry pocałunek.

Najlepszy.

Cześć. Wstałaś z łóżka, to dobrze.

Zdejmę szpitalne ubranie.

Carlo?

Skarbie.

Nie!

- Halo? - Shawn, ona to zrobiła.

- Carla to zrobiła. - Już jedziemy.

Tutaj!

Przygotuj zestaw.

- Oddycha? - Nie.

- A puls? - Brak.

- Jak długo? - Jakieś cztery minuty, może dłużej.

Ładunek 200J.

Nic.

Ładujemy na 300J.

- Kompletnie nic. - Ładuję na 360J.

Nic.

Jeszcze raz.

Dawaj!

Zmarła.

- Idź odpalić ambulans. Idź. Już. - A niech mnie.

Nic ci nie będzie. Jesteś z nami.

Marcus...

Nie, skarbie. Nie ściągaj tego.

Marcus, ja...

cię kocham.

Emmo?

- Samobójstwo? - Była w stanie śmierci klinicznej.

- Ale odratowaliśmy ją. - Miała pani szczęście.

- Pójdę z nią. - Tak jak ostatnim razem?

Nie. To jego żona.

- Carruthers. - To ja. Znaleźliśmy nauczycielkę.

- Albo to, co z niej zostało. - Gdzie jesteś?

- W burdelu przy Głównej. - Budynek numer 700?

- Tak. Skąd wiesz? - Zaraz tam będę.

Nie rozumiem.

Twoja żona...

nie żyje.

Rozumiesz to, prawda?

- Zadawała sobie ból. - Tak.

Nie szkodzi. Jest już w lepszym miejscu.

Wszystko będzie dobrze. Jesteśmy razem.

Tu jest pierwsze ciało.

Tu ciało numer dwa.

A tutaj właśnie nasza historia się kończy.

Już sama nie wyjdzie tymi drzwiami.

To nie była żadna nauczycielka. To była ona.

Przestań! Co robisz? Widziałam to w jej oczach.

Twierdzi, że nasza kobieta chodziła po ścianach jak pająk.

- Mówię wam. To była ona. - Trzeba jej zrobić badanie krwi.

Sprawdzimy, co płynie w jej krwiobiegu.

To była ona! To była Lizzie! Widziałam to w jej oczach.

Potem była w jakimś dziwnym stanie.

I to, co mówiła... To była Lizzie. To była ona!

To było bardzo dziwne.

Jakbym zasnęła w karetce, patrząc na ciebie.

Nie chciałam odchodzić, ale byłam taka zmęczona.

A potem, gdy się obudziłam, ty znowu tam byłeś.

To ciebie pierwszego zobaczyłam.

Przepraszam, panie Gallan. U pielęgniarki ma pan do podpisania parę papierów.

Za chwilę wracam.

Musimy poddać ją leczeniu zamkniętemu.

Mówiłem przecież. Nie próbowała się zabić.

Widziałem, co się stało. To był wypadek... To był wypadek.

Jeśli pan kłamie, wystawia pan na ryzyko jej życie. Czy pan to rozumie?

Przecież z nią rozmawiałeś. Czy ma samobójcze tendencje?

To był dziwaczny wypadek i tyle.

/Pismo Święte/

Czy wszystko w porządku?

Tak, wszystko dobrze.

Wracam z tobą do domu. Jestem twoją żoną.

/Biblioteka/

/"Królowa nocy" /"Budzenie Ozyrysa"

To nasz dom?

- Wiem, że to nic wielkiego. - Nie. Jest bardzo ładny.

Zaczekaj...

Wolę w ten sposób.

Konfrontacja ze złem.

Boże.

Marcus...

Moja dusza jest jeszcze dziewicą, ale nie moje ciało.

Nie musisz być tak delikatny.

- Mówiłeś, że nie jesteś gliną. - Nie jestem. Dawniej byłem.

Nie wierzą mi. Myślą, że zwariowałam.

Ja wierzą w każde twoje słowo.

- Naprawdę? - Tak. Naprawdę.

Pobudka, śpiochu. Chyba cię nie zamęczyłam wczoraj.

Która godzina?

Musisz być w pracy za 45 minut, więc wsuwaj grzankę.

- Co będziesz dziś robić? - Nie wiem. Pokrzątam się po domu.

Zacznę od prysznica. Będę na ciebie czekać.

Co się stało? Już mnie nie lubisz?

Była chora. Złapała HIV'a.

Ja i inne dziewczyny zawsze kazałyśmy klientom zakładać kondomy.

Lizzie - nigdy.

Gdy jeden klient chciał go sobie założyć,

podnieciła go i mu go zdjęła.

Nie tylko chciała ich pieniędzy. Chciała ich wszystkich zarażać.

Chciała ich zabić.

Panie Gallan, nazywam się John Carruthers.

To ja prowadziłem sprawę Elizabeth Markham.

Jestem przed pańskim domem. Bardzo proszę o oddzwonienie.

Patrz, co robisz.

- Ruszaj! - Uważaj, głupku!

- Wsiadaj. - Nie będę już o tym mówić.

- Kto mówi o mówieniu? - To o czym mówisz?

- Co dostanę za 50 dolców? - Ulgę, skarbie.

- A za 5 stów? - Za 500 dolarów?

Dobra, tatku. Za 5 stów dostaniesz gimnastykę.

Emmo?

Dobra, wpuść ją do środka.

Zobaczmy, co reklamujesz.

Podoba ci się?

/Jeśli toaleta wymaga obsługi, /prosimy o kontakt z pracownikiem.

- Nie. Nie dzisiaj. - O czym znowu mówisz?

Po prostu zwiń się i dobrze wyśpij.

- A ty? Co będziesz robił? - Usiądę sobie i cię popilnuję.

A jak ktoś tu wejdzie i spróbuje cię skrzywdzić, zabiję go.

- A co z pieniędzmi? - Dostaniesz je.

A jak będzie po wszystkim, wywiozę cię z miasta.

Jesteś czyimś ojcem?

Byłem.

Kiedyś.

Gdzie byłaś do cholery?

- Co takiego? - Co masz w torbie?

To... prezent dla ciebie.

Nie twój interes!

Od karmienia bezdomnych do brania heroiny?

- To nie heroina. - Chcę zobaczyć twoje ramię.

- Nie dotykaj mnie. - Daj zobaczyć.

Zadowolony?

- Chcę Emmy. - Nie będę, żyła jak święta.

Już próbowałam, ale nie skończyło się szczęśliwie.

- Nie chcę tak żyć. - Zostaw to.

- Cześć. - Cześć.

Dzięki.

Nie widziałaś jej, Jen.

Ten wzrok w jej oczach. Nie ma w nich już Carli.

- I myślisz, że to ta zmarła dziewczyna? - Emma.

Emma. I że...

- I że jest w ciele Carli? - Nie. Znaczy... tak myślałem,

ale to nie Emma.

Nie wiem, kto to jest.

- Chyba potrzebujesz pomocy. - Po co poszła do tego budynku?

Z wszystkich podejrzanych miejsc w mieście, dlaczego właśnie tam?

Do tego weszła tam, jakby znała to miejsce.

- To się robi dziwaczne. - Ja nie zwariowałem.

Wiem o tym.

Nie wiem, co robić.

Może powinieneś się spotkać z Martineau.

- Nie pójdę. Nie. - Może pomoże.

Nie pójdę się z nim spotkać. Nie dzisiaj.

I nie chcę wracać do domu, Jen.

A ja nie chcę, żebyś tam szedł.

Cholera!

Cicho, do cholery!

Do domu!

Claus, do domu!

- Dobry pies. - Cześć, Martineau!

Nie czuł twojego dupska od dawna.

Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale doznaję działania sił nadprzyrodzonych.

- Pogadaj z księdzem. - Nie mam księdza. Proszę ciebie o pomoc.

- Masz podsłuch? - Nie.

- Założyli ci podsłuch? - Nie!

No dobra, wejdź. Wchodź.

Obróć się i dłonie na ścianę.

- Daj spokój. - Zrób to!

Do cholery!

- Nabijasz się ze mnie? - Nie.

- Jakiś kawał? Chcecie ze mnie pośmiać? - Mówię, że nie.

Dobra, jesteś czysty.

- Masz dużo psów. - Mam ich siedem.

Mówiąc metafizycznie, to ważna liczba.

Egipcjanie wierzyli, że psy mają instynktowne wyczucie dobra.

Ze wszystkich zwierząt, psy mają

największą odporność na zawładnięcie przez złe duchy.

- Nie pieprzysz? - Ani trochę.

No więc...

Na oddziale dalej myślą, że zwariowałem?

Tak.

Ciekawe dlaczego?

- Spędziłaś noc z moim mężem. - Carlo, posłuchaj...

Spałaś z moim mężem.

Myślę, że przynajmniej należy mi się filiżanka kawy.

Jeśli twój seks jest równie zły jak ta kawa, to nie mam się o co martwić.

Nie spałam z twoim mężem. Chciał tylko porozmawiać.

Chcesz wejść do sypialni i obwąchać pościel?

- Czy mogę skorzystać z twojego telefonu? - Proszę.

Dziwka.

Josie...

Gdzie jesteś, Josie?

Powinieneś wziąć ten manuskrypt.

Kosztuje 25 dolarów. To tylko na pokrycie kosztów kopiowania.

Chciałem to opublikować, ale teraz publikują tylko o UFO,

Wielkiej Stopie i innych takich bzdurach.

A więc... życie po życiu.

Czy ono jest... no wiesz, przerażające?

To zależy.

Mówiąc ogólnie... Nie jesteś złą osobą, więc

twoje życie po życiu będzie jak przyjemny weekend w Santa Barbara.

- Rozumiem. - Ale gdy jest się dupkiem,

to będzie ono jak przeciętny czwartek w New Jersey.

I musisz tam iść?

Chodzi mi o to, że jak jest się złym, to się wie, co na ciebie czeka.

- Czy można... - ...tu zostać?

- Tak. - Jasne. Niektórzy zostają.

Poltergeisty, złośliwe duchy. Zostają tu i przez całą wieczność przesuwają meble.

A prawdziwy powrót? Powrót w czyimś ciele.

- Masz na myśli stałe opętanie? - Tak.

- Pogadajmy gdzie indziej. - Dlaczego?

Po ten dom jest na podsłuchu.

Josie.

Josie. Uciekaj!

Opętanie jest prawie zawsze realizowane przez starożytne duchy.

Takie, które nigdy nie zasłużyły na urodziny w ludzkim ciele.

Więc duch osoby, która żyła niedawno nie byłby w stanie zająć innego ciała?

To mało prawdopodobne. Taki duch

nie miałby siły i umiejętności, żeby zdominować ciało gospodarza.

No może na parę sekund.

A jeśli gospodarz umiera i jego duch opuszcza ciało, a ktoś,

taki jak ratownik, przywraca ciało do życia?

- I...? - Wtedy inny duch...

- ...wchodzi do opuszczonego ciała? - Czy to może się zdarzyć?

Żeby mieć tę umiejętność, duch musiałby być naprawdę utalentowany.

- Więc dobry duch nie zrobiłby tego? - Nie.

- Zostałby w Santa Barbara? - Tak.

Więc jeśli tak się stało...

To masz do czynienia z naprawdę złym sukinsynem.

Jak się pozbyć takiego ducha?

Panie Gallan. Pańskie życie jest zagrożone. Proszę szybko oddzwonić.

Tu John Carruthers. Proszę natychmiast oddzwonić.

Musisz dowiedzieć się, czego duch chce.

Jeśli pomożesz mu zrobić to, po co przyszedł, to może odejdzie.

A co jeśli duch nie przyszedł po coś konkretnego, albo nie chce iść dalej?

Duch jest silniejszy od ciebie, więc trzeba sprawić, żeby sam zechciał odejść.

Jak?

Jest zły, więc bądź naprawdę dobry.

- Co? Mam zacząć chodzić na religię? - To nie najgorszy pomysł.

Tak?

Nazywam się John Carruthers. Czy Marcus jest w domu?

Niestety nie. Jestem jego żoną.

Miło mi panią poznać.

Powinien być lada chwila. Zapraszam do środka, jeśli chce pan zaczekać.

Więc, uważa pan, że ta kobieta, prostytutka, powróciła w ciele nauczycielki?

To bardziej jak kradzież auta.

Właściciel wysiada i zostawia kluczyki w stacyjce,

a ona wskakuje do środka i odjeżdża.

Próbuję czegoś nowego, ale jakoś nie mogę trafić ze smakiem.

Teraz ta druga kobieta nie żyje, więc ta przeszła do następnego ciała?

Wiem, jak to brzmi. Pani pewnie myśli, że zwariowałem.

Ale moi dziadkowie, praktykowali religię z dawnych czasów.

Chyba wie pani, o czym mówię.

Jak byłem mały i to widziałem, nieźle się nie raz wystraszyłem.

Moja babcia mawiała o tych skoczkach.

Tak ich właśnie nazywała - skoczkami.

To duchy, które nie idą dalej.

Gdy opętane ciało się zużyje, skaczą do następnego.

Więc...

myśli pan, że ta prostytutka, była skoczkiem.

Elizabeth Malcolm i ta nauczycielka

i może nawet tysiąc kobiet przed nimi.

Słyszała pani kiedyś o Lilith?

Lilith?

To stara legenda.

Lilith była pierwszą żoną Adama jeszcze przed Ewą.

Sprawy nie układały się im i Adam ją odrzucił, więc Bóg stworzył Ewę.

Ewa została matką wszystkich żyjących.

- Ale Lilith bardzo się zezłościła. - To zrozumiałe.

W chwili śmierci nie chciała ruszyć dalej.

Przysięgła zemścić się na Adamie, Ewie i wszystkich ich dzieciach. Na nas.

Wierzy się, że jest odpowiedzialna za poronienia i że jest matką tych...

- Skoczków. - Tak. Zgadza się.

Mam obrazek.

To Lilith.

To niezbyt pochlebny obrazek.

Faktycznie nie.

Proszę spróbować.

Dobre. Bardzo dobre.

Czegoś jednak brakuje.

Przepraszam, nie za bardzo znam się na gotowaniu.

Pewnie wyglądam okropnie.

- Nie, nie. Bardzo dobrze pani wygląda. - Pan jest zbyt miły.

Idę się trochę odświeżyć, ale chętnie porozmawiam jeszcze o pana teorii,

więc proszę nie wychodzić.

Dobrze. Mamy srebrne kule.

Moczyłem je w święconej wodzie.

Spróbuj strzelić raz w serca i raz w głowę.

- Odbiło ci? - Słuchaj... to nie morderstwo.

- Kobieta, w ciele której się znajduje... - Moja żona?

Od dawna nie żyje.

Przykro mi.

- Myślisz, że to zakończy sprawę? - Nie mam pojęcia.

Wkraczamy tu na nieznane terytorium.

Ale na twoim miejscu zastrzeliłbym ją,

wbiłbym w nią kołek i odciął jej pieprzoną głowę.

Potem wsadził bym jej czosnek do gardła i zakopał 102 metry pod ziemią.

Żeby nic po niej nie zostało.

Nów.

Przepraszam, ale naprawdę muszę pomówić z pani mężem.

Proszę pani?

Proszę pani?

Dzięki Bogu!

- Jesteś. - Dlaczego zamknęłaś drzwi na klucz?

Chyba dlatego, że czuję się taka bezbronna.

Mam dla ciebie niespodziankę.

Czyj samochód stoi przed domem?

Patrzysz na mnie, a wciąż widzisz Carlę.

Skarbie, przy mnie nie musisz się już martwić a takie rzeczy.

Zrobiłam ci obiad. Chodź.

No i co myślisz?

W ten sposób chciałabym cię przeprosić.

Wiem, że ostatnio zachowywałam się dziwnie.

Ale wszystko będzie dobrze.

Usiądź. Mam coś dla ciebie.

- Cześć, tu Shawn. - Tu Marcus. Gdzie jesteś?

No co ty? Jest trzecia. Co się dzieje?

- Przydałaby mi się twoja pomoc. - A o co chodzi?

Chcę pogadać.

Wydaje mi się, że... O Jezu! Kurwa!

Marcus!

Jenny!

Nie!

Miałam więcej żyć niż mógłbyś sobie wyobrazić.

Miałam mężczyzn, kobiety i dzieci. Wszędzie i we wszystkich czasach.

Nie możesz mnie niczego nauczyć, ani mi powiedzieć.

Nie ma niczego, co mogłoby mnie zaskoczyć.

Lubisz zabawy, co?

- Marcus! - No!

Jenny!

Wracaj tu i popatrz!

Ułatwię ci to.

Nie!

Jeden niecelny, zostało pięć.

Nawet nie było blisko.

Do licha, strzelałeś kiedyś wcześniej?

O, niewypał. To do bani.

Twoja ostatnia szansa.

Fajna... zabawa.

Marcus!

Cholera!

Marcus!

Jackson!

Mam go.

Jackson!

Dalej, dalej. Nawet przez całą noc. Damy radę.

- To na nic, stary. - Dalej, Jenny. Dalej!

Gdzie on jest?

Cześć!

Proszę! Patrzcie, kto się obudził.

Sprawdzę pani ciśnienie krwi.

- Nie ma pan nic więcej do powiedzenia? - Jest tak, jak pani powiedziała.

Miałem romans, Carla dowiedziała się i próbowała nas zabić.

Piekło nie jest tak straszne jak wściekłość kobiety.

To chyba prawda.

John był moim dobrym przyjacielem.

Trudno mi uwierzyć, że kobieta ważąca 50 kilo mogła go tak załatwić.

To nie była zwykła kobieta.

Zarówno pan jak i ja dobrze wiemy,

że zaszło więcej niż spisano w raporcie.

Jak pan dojdzie do siebie, zapraszam na drinka. Musi pan opowiedzieć całą historię.

- Zamknąć panu te drzwi? - Nie.

Proszę zostawić otwarte.

Przeżyłeś.

Przejdźmy się.

Tutaj chyba się pożegnamy.

Wiesz...

Nie można mnie zabić. Nie naprawdę.

Zabrałaś mi wszystko.

Nie wszystko.

Może jeszcze kiedyś się zabawimy.

Dlaczego ciągle wracasz? Dlaczego tutaj tak ci się podoba?

A czegóż tu nie lubić?

Tłumaczył: wm

.:: Napisy24 - Nowy Wymiar Napisów ::. Napisy24.pl

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.