Akan
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Wiele lat minęło od tego dnia, kiedy pojawilem sie w Golden Sand.
Wiele wody upłynęło.
Wciaz pamiętam zapach śmierci z kopalni.
Cztery zapomniane budynki w zapomnianym przez Boga miejscu.
Nie mogę powiedzieć, że mam dobre wspomnienia, ale jedno jest pewne.
W Golden Sand zostawilem wazna czastke siebie. Pogrzebalem ja.
Nie wyraze słowami, jak często chciałem opuścić kopalnię.
I wtedy, dokładnie pół godziny temu, zostala poza mna.
Teraz jesteśmy w pułapce na szczury.
Być może udało nam się uciec...
Ale wątpię, że uda sie nam pokonac 400 mil dzielących nas od Fort Green.
Dick Patterson.
Popelnil wystarczajac przestepste by dostac dożywocie.
Ale lekarze twierdza, że nie pociągnie wiecej niz sześc miesięcy.
Joe Farrow. "El Komanchero". Bezwzględny i zimnokrwisty bandyta.
Wpierw skalpowal Indian, by następnie zaczac zabijac tez i swoich. Dozywocie.
"Slim". Prawdziwa szumowina.
Zdrajca uwielbiajacy zadawac cios w plecy. Dozywocie za morderstwo.
Ray Brawster.
"Pochodnia", podpalacz i złodziej. Morderca. Dozywocie.
Thomas Lawrence. "Dandy Tom".
Hazardzista, szantażysta, fałszerz i oczywiście, zabójca.
Skazany na dożywotnie ciezkie roboty.
"Slippery John" McFarlane.
Dożywocie za rozbój, gwałt i morderstwo.
Ma jedną zaletę. Jest szalony.
Dean Marlowe.
Nikt nie wie, za co tu jest, ale zostal skazany na dożycie pracy przymusowej.
Hej! Kiedy postoj? Naprawdę muszę...
Rob w gacie!
Rozkaz wykonany, żołnierzyku.
Cokolwiek by sie stalo, nie odstawac.
Myślisz o swoim życiu, Patterson?
Twoje cale życie przechodzi przez oczami tuż przed śmiercią. Jak wielkie, biale blyski.
Skąd wiesz?
- Nigdy nie wisiales. - Sznur raz byl na moim karku.
I zobaczyłem te błyski. Nikczemne, jak całe twoje życie.
Nikczemne, jak twoje życie, Patterson.
W ostatniej chwili dostałem ulaskawienie.
Co za niefart.
To jest jeszcze gorsze!
Witam, moi przyjaciele!
Czekam juz od dosc dawna.
Ani slowa..
Co tak długo? Oczysciliscie cala kopalnie?
Nie macie sie czego obawiać, żołnierzu.
Jesteśmy zainteresowani tylko złotem.
Oddasz je i twoi ludzie moga isc w cztery strony swiata.
Tylko wpierw musisz mi je dać. To jest jak w rodzinie, nieprawdaz?
Nie strzelać, moje dzieci. To sa dobre chlopy.
Nie strzelac mi tu wiecej!
Zlazic.
Rozbroić ich.
Mój najmłodszy syn.
Zostawić je w spokoju, tato?
Wstyd mi za ciebie! Wpierw zęby! Zęby sprawdz!
Sierżancie.
- Kim oni są? - Skazancy. Pracowali w kopalni.
Transportujemy ich do Fort Green.
- A zloto? - Nie mamy żadnego złota, przyjacielu.
- Popełniłeś błąd z tym rabunkiem. - Och, ale jesteś kłamcą...
Znajdź złoto! Szukaj... co powiedziałem?
Hey, psy, gdzie złoto?
Ty... zlaz.
- Gdzie jest? - Tu poszukaj.
Papa, jest pusty.
Jesteśmy tu już od kilka miesięcy. Głodni, zmarznieci i tak dalej.
I co? Czekałem na konwój ze złotem.
A teraz, mój synu, sluchaj uwaznie:
Wrócisz z powrotem do kopalni...
...i powiesz, by wysłali nam złoto, albo zabijemy wszystkich twoich kolesi.
A potem zaatakujemy osade i spalimy ja do ostatniej deski.
Pogon je, synu.
Szczęśliwej drogi! Niech was Bóg błogosławi!
Musimy się stąd wydostać! Nikt nie powstrzyma tych koni.
W okowach, jak?
Przygotuj się do skoku!
Skacz!
- Kathy, wszystko w porządku? - Tak.
Chodź.
Moja noga. Zlamana. Czuje, ze fatalnie.
Patrz!
I po co, sierżancie? I tak wszystkich czeka to samo.Nikt żywy się stąd nie wydostanie.
Woz zniszczony i "Slim" nie może zrobić kroku.
- Zdejmiesz kajdany? - Nie, zostanie tak, jak jest.
Ty tez nie przezyjesz, Brown. Wkrótce zobacze jak zdychasz.
- Tylko, ze twoja córka umrze pierwsza. - Muszę was dostarczyc do Fort Green.
Zgodnie z rozkazem, tych którzy pozostali przy życiu.
Zapakowac prowiant na konie. Wkrótce wyruszamy.
Co ze "Slimem"?
- Bedziecie go niesc na zmiane. - Mam pomysł, sierżancie.
- Trzymaj język za zębami i rob co ci każą. - A jeśli nie, to co?
Wpakuje ci kule w bebechy.
- Nie bedzie trudno oddzielic cie od kajdan. - Dokladnie to, co ja mam na mysli.
Zrob to "Slimowi".
Rozładujmy woz.
Boję się, tato.
Nigdy sie tam nie dostaniemy.
Zatrzymac sie.
Rozbijemy tu oboz na noc.
"Dandy".
Czy możesz mi pomóc?
Jest tylko jedno wyjscie.
Pozostaje ci umrzeć.
Podzielić sie wzajemnie.
- Powinno wystarczyć na sześć dni. - Bedziesz sie smazyl w piekle o wiele wczesniej.
Amen.
Kto to zrobił?
Lepiej przyznać sie. Kto?
Umarby i tak. Co za różnica?
- Kto to zrobil? - Strasznie duzo wazyl. Niepotrzebny wysilek.
Tak, być może.
Bedziecie niesc zwloki tak długo, az ktorys sie przyzna.
Owinąć go w koc. Ruszamy.
Ma złamaną nogę, tato.
Polowaliscie kiedykolwiek na niedźwiedzia?
Lapiesz malego niedźwiadka, ale tak, żeby zaryczal.
Papa miś usłyszy, podchodzi bliżej...
I wowczas go chwytasz.
Dean, jeśli chcesz, możesz bezpiecznie złapać niedźwiedzia.
Myślę, że ci ufa.
Ręce mi skostnialy.
Oddalbym połowe swojego życia, za baryłkę dobrej whisky.
Jeslibys oddal połowe swojego życia nie mialbys czasu na picie.
- Koniez prowiantu, sierżancie. - Powiedziałem sześc dni, czyli do pojutra.
- Jak długo musimy go ciągnąć? - Aż do Fort Green.
Podnosic sie!
Czekaj.
Śmiało.
Nie da rady z nia.
Chodź! Chodź!
Nigdy nie zbliżaj się do nich. Rozumiesz?
Katie, wybaczysz mi?
Za co? Nie było innej alternatywy. Nie możemy byc rozdzieleni.
Jestem odpowiedzialny za to, co się stało.
- Cierpisz z powodu wszystkich moich błędów . - To nie jest Twoja wina.
Nigdy nie powinienem zabierać Cie z Golden Sand.
- Cieszę się, że jestem tu zTobą, tato. - Prosiła mnie o to tak wiele razy.
A ja nigdy nie słuchalem.
Pamiętasz jej ostatnie urodziny?
Smiała się tak mocno, że nie mogla zdmuchnąć świeczek i musielismy jej pomóc.
Pamiętam tylko, że zbyt wcześnie odeszła.
I jeden z nich ją zabił.
Wyciagnij go stad.
Ruszaj sie, wyciagaj.
- Bóg jeden wie, jak to się stało. - Tak, jedna iskra i bum...
Smierdzi spalenizna, sierżancie. Daj maczetę by mieć to z głowy. Po co ciagnac zgnilizne?
Maczeta!
Dosc!
- Złoto! To jest ze złota! - Pokaż mi!
Czy to prawda?
Przestańcie!
Lancuch jest ze złota, sierżancie. Wiedziales o tym.
Nic sie nie zmienia. Zloty, czy nie.
Wiedziales, że... Ty parszywa żmijo!
Nie ma zadnych rozkazow, aby nas transportowac.
Jedyny rozkaz to dostarczyc złoto tak, by po drodze nikt go nie zrabowal.
To moze nas kosztowac życie.
Rozerwe cie na strzepy, sierzancie, zanim to wszystko się skonczy.
Przysięgam.
- Czas, aby ruszac dalej. - A jeśli jesteśmy przeciw?
- Pojde sam. - Bez złota?
Nie. Wezmę je ze sobą.
Ty i twoja corka nie dacie rady. Nie ujdziecie nawet mili.
- Potrzebujesz nas, sierżancie. - Mylisz sie.
Zakopie złoto wraz z twoimi cuchnacymi zwlokami i wróce po nie później?
- Nie zobisz tego. - Kto mnie powstrzyma?
Cieszy cię twój plan, prawda?
Zabrać nas z kopalni, aby zabić.
Wciaz uwazasz, ze jeden z nas zabił twoją żonę.
- Idziemy. - Nie zrobie ani kroku stad.
Dokladnie.
Powiedziałem, ruszac sie.
Jednego mniej na twej liscie, sierżancie.
Nawet ja bym tego lepiej nie zrobil.
- Nie ma takiej potrzeby. - Idziemy?
To było konieczne, Kathy.
To jedyny sposob by dostać się do Fort Green.
Zabijając czterech ludzi po drodze, aby ugasić pragnienie zemsty!
Każdy z nich wart jest szubienicy.
Mam nadzieje, ze nigdy nie zobaczysz, co by mi zrobili, jeśli by tylko mnie dorwali.
Widziałam, co możesz zrobić.
- Mam zamiar wykonać zadanie, które mi powierzono. - Nie kłam!
- Wiem, po co to wszystko. - Kogo bronisz?
Wszystkich, czy jednego z nich szczegolnie?
Tak wszystkich... a jednego szczegolnie.
Niewiele im zostalo, chlopaki.
Ostrożnie!
To nasza szansa.
Nie walczyć miedzy sobą.
Rozumiesz mnie?
Patrzcie!
Na razie wystarczy.
To zbyt proste umrzeć lekką śmiercia. Zbyt proste.
Chce by zdychal powoli.
Tak. Niech cierpi jak my.
- Zostaw ją w spokoju. - A ty co? Jesteś za nimi?
Zostaw ją w spokoju, powiedzialem.
Ona jest jego córka!
Cholerny lańcuch.
Nie ma sposobu, aby się go pozbyć.
Nie placz. Poki co, szczescie po naszej stronie.
Wystarczajaco wypiles!
Spójrz mi w oczy, sierżancie Brown.
Jeden z nas zabił twoją kobietę.
Zobaczymy, jak ci się spodoba to co tobie zrobimy.
Gdyz ty tez zasługujesz na karę.
Chcialbys wiedzieć, kto ją zabił?
Zdechniesz, nawet nie wiedząc "kto".
Niech jesli i jest złota, oddałbym polowe za kawałek chleba.
Możesz oddać wszystko, jesli nie chcesz niesć.
Ciagle ciagnie ta dziewczyną. Co się z nią dzieje?
Wyglada, ze zwariowała.
- Dlaczego ja nie zostawić? - Przestań gadać!
Tak, patrzcie. Tu jesteśmy.
Przejdźmy przez góry i dotrzemy do Fort Green.
Ryzykowne. Możemy natknac sie na patrol.
Lepiej iść w drugą stronę. W kierunku Lewiston.
Za daleko.
Nie mamy sił na taka droge, nieprawdaz Ray?
Okolo mili od fortu jest Snake Farm Callwella. Wieczorem tam bedziemy.
Usuniemy łańcuchy, dostaniemy konie i broń.
- Zróbmy tak. - Jestes szalony?
Zawsze jest tam pełno żołnierzy, z reguly pijani.
Tym gorzej dla nich.
Chciałbym cię zabić.
Ale wszyscy jesteśmy połączeni lancuchami. Życie każdego jest zależne od innego.
Padnac!
Nigdy w życiu nie strzelales więcej niż na trzy stopy.
Naprzeciw stołu pokerowego.
Kiedyś w San Francisco...
Poszliśmy do prawdziwej restauracji z białymi obrusami na stołach.
Wokół zapach smażonego kurczaka...
Zamówiłem kaczkę w pomarańczach, rum...
Zamknij gebe, zanim ja ci ja zamkne.
Zachowajcie sily. Mamy jeszcze wiele do przejscia.
Zawsze chciałem umrzeć parszywie bogaty.
- I myślę, że mogę to zrobić. - Nie martw się. Ja ci zamkne oczy..
...i zdejme ten ciężar, ktory taszczysz.
Czas spać.
Wciaz pozostały mi trzy kule.
Nie trac już na nia czasu.
Jeszcze raz, a skończysz zle.
Stop. Wkrotce zrobimy postoj.
OK, ale ona tu zostaje.
Dokladnie. Powinienes ją tutaj zostawić. Do niczego jest nam potrzebna.
- Teraz ja wydaję rozkazy. - Od kiedy?
Zobacz jak rewolwer dodał mu odwagi.
Słyszysz mnie?
Wystarczy! Zwariowałeś?
Pomyśl, idioto. W przeciwnym razie, wszyscy umrzemy.
Zabije go przy najblizszej okazji. To on zabił Slippery Johna.
Powinny tu być tory. Błądzimy jak ślepcy po mieście.
Chodzimy w kolko od kilku godzin.
To jest jedyna droga.
Bedziemy zywi - dotrzemy tam jutro.
- A tu wogole przejeżdżają pociągi? - Wszystko w porządku, stary.
Pare przejezdza.
Nie dam rady.
Tory. Tam.
Musimy dotrzec do tunelu zanim przejedzie pociąg.
Pojade nim, jak tylko rozprostuje nogi jak wolny człowiek.
Dobry pomysł. Wkrótce będziemy wolni.
- Jeśli maszynista zobaczy nas, zatrzyma pociag. - Nie martw sie tym.
W ciemnościach tunelu nikt nas nie zauważy.
Rozdzielimy się, ale całkowicie wolni nie będziemy.
Dla mnie to wystarczy.
Dotrzemy do farmy i po wszystkim.
Zakrztusimy się tym złotem. Zawsze bedziesz sie czuc jego niewolnikiem.
Ale bogatym niewolnikiem.
Wszystko sie zmieni, mam nadzieje.
Poczekaj tu na nas.
Mam nadzieję, że koła przetna łańcuch. I nie pociagna za soba.
Wolni!
Wystarczy spojrzeć na tego romantyka i jego kobiete.
- On od niej nie odstepuje. - Gdybym poderżnął mu gardło - pomogloby?
Kathy, myślisz, że wszyscy jesteśmy tacy sami?
Dlaczego pytasz?
Ray pytał, dlaczego idziesz za nami.
Może z mego powodu?
Nie wiem... Może z twego powodu.
Ponieważ nienawidzę tych pozostalych.
Czasami myślę, że byłoby lepiej dla mnie gdybym nie zyla.
Jestem zdezorientowana.
I bardzo zmęczona.
Wszystko zmieni się na lepsze.
A gdzie jest twoj koniec?
Nie wiem.
Złoto okupione cena naszego życia.
- Mam nadzieję, że to pomoże nam na początku. - Myślałam, że jesteś inny, Dean.
Byłem!
Skazany za napad, w którym nie brałem udziału.
Zasłużyłem na to złoto.
Moja zabrana wolnościa.
Ta farma... Daleko do niej jeszcze?
Trzy dni drogi. Jesli tylko on sie nie sprzeciwi.
Nadal uważam, że nie powinnismy isc do Fort Green.
Kto sie pytal o twoja opinie?
To bład by sie od nas oddzielac, Ray. Moga cie zabić.
Szkoda bedzie stracic to cale złoto.
Parszywy szczur!
Uciekl z wszystkimi zapasami.
- Musimy go znaleźć. - Nie damy rady.
Uciekl, gdy spaliśmy.
- Musimy iść dalej. - Nie mamy jedzenia?
- Nie mamy szans. - Czekaj!
- Skazaniec. Co tu robi? - Nienormalny.
Jest złoty. Sierżant mowił prawdę.
Wystawili nas!
Daj mi to!
Nikomu sie jeszcze nie udalo oszukac starego Buddy.
Wstawaj!
Synu. Kiedy zobaczyłem cię w tym wozie, w kajdanach, moje serce zostało zalane krwią.
Gdzie są teraz twoi przyjaciele?
Lepiej zacznij mowic!
To nie tedy droga, synu.
Mów!
Sa na farmie, niedaleko Fort Green.
Kłamiesz! Jest pełna żołnierzy, dlaczego mieliby być tam?
Potrzebuja woz. I musza zdjąć łańcuchy.
Masz szczęście. Patrz, a pozwolę ci odejść, jeśli wszystko pojdzie jak nalezy.
Tato, moge nad nim popracowac?
Nie
Dopoki przekonamy sie, ze mówi prawdę.
Zastanawiam się, co się wydarzy na farmie.
Dean prawdopodobnie spróbuje nas zabić, tak jak "Slima".
- Moze. - Albo ja go dopadne wczesniej.
Albo nawzajem pozabijamy sie dla tego złota.
Mozemy zaczac zachowywać się jak inteligentni ludzie i pomoc sobie nawzajem, aby przetrwać.
Może okaże się, że nikt nas nie oczekuje.
Życie jest pełne niespodzianek.
Dlaczego nie podejdziesz do ognia?
Wszyscy z nas przeszli przez koszmary.
To dobre, czy nie, ale życie to wszystko, co nam zostało.
Ja go nie wybrałam.
Widziałem, co chcialas zrobić dziś rano.
Mylisz się.
Czekam by zobaczyć was wszyscy martwych.
Nie mów tak.
Wiesz, co czuję.
Wiele zrobiłeś, Dean. Ale nie okłamuj siebie.
We mnie zobaczyłes szansę by sie z tego wyrwac.
Tak. Na początku.
Teraz dla nas wszystkich jest juz za późno.
Pospieszcie się chłopaki, mamy długą drogę do Fortu Green.
Ruszaj sie!
Pospieszmy się, tato. Musimy dostac ich, zanim dotra do tej farmy.
Jak zajezdzimy konie, synu, to nigdy tam nie dotrzemy.
Oto i jestesmy.
- Lepiej jest poczekać do zmroku. - Myślisz, że Calwell nas rozpozna?
Jego własna matka by go nie rozpoznała.
Dobry wieczór.
- Butelke whisky. - Kosztuje dwa dolary.
Nie pytalem o cenę.
Grasz czy nie?
Nie martw sie, Calwell. Za wszystko zaplacimy.
- Skad ja cię znam? - Ty i ja mielismy kiedyś dluga i miła rozmowe.
Dawno temu. Nie pamiętasz?
- Czy jest coś do jedzenia? - Nie, juz jest za późno.
Jestes pewien? Pójdz, sprawdz.
Czy masz pieniądze?
Calwell chce je zobaczyć.
Czy to wystarczy?
Popatrz z bliska. To złoto.
Złoto, George. Czyste zloto.
Wystarczy by za wszystko zapłacić?
- Przynieś jeszcze jedną butelkę. - Skad je macie?
Nie twoja sprawa.
Calwell.
Potrzebujemy woz i sześć silnych koni.
A ja zostawie ci kawałek łańcucha.
Czy możesz to załatwić?
Musicie iść ze mną do Fort Green.
I odpowiedzieć tam na kilka pytań.
Dlaczego, sierżancie? Już tam bylismy.
To smierdzaca dziura.
Po co komplikować rzeczy, sierżancie?
Wez cygaro.
Myślę, moi przyjaciele poprosili o butelkę?
- Dostaniemy woz, Calwell? - Nie mam.
- Kłamiesz. - Przysięgam. Jeśli chcesz, możesz sprawdzić.
Słyszeliscie?
Będziemy musieli spędzić tutaj noc.
O 8ej rano przybywa woz z Fort Green po racje.
Prawda, Calwell?
No, chłopaki, napijcie się z nami.
- Sierżancie? - Yeah, będę zadowolony.
Mowil prawdę. W zagrodzie jest pusto.
Poczekamy.
Do świtu zostaly dwie godziny.
Wystarczy!
- Co z żołnierzami? - Pozbądź się ich.
Co jeszcze mozemy z nimi zrobic?
Zanim nie przekroczymy granicy, tak łatwo armii nie uda się pozbyć.
Zwiąż ich i umiesc w zagrodzie.
Zanim ich znajda, my bedziemy juz po drugiej stronie.
Zołnierze, czas spać.
- Dopiero co sie zaczęło! - Słyszałeś, co powiedziałem?
Ruszac sie!
Wynosic się.
Toast? Za zblizajaca sie rozstanie.
Co masz zamiar zrobić?
Szczerze mówiąc, nie wiem.
- Zabierasz ja ze sobą? - Tak.
Robisz blad.
Nie twoja sprawa.
Chyba zapomniałeś Calwell, ale mamy nieskonczona sprawę.
Bylem tu trzy lata temu i zamówiłem butelkę ginu.
Położyłem pięć dolarów na stole.
Zostaw go w spokoju.
Jestem znudzony! Co zlego w rozmowie ze starym przyjacielem?
Jesteśmy przyjaciółmi, eh?
- Prawda, Calwell? - Nie wiem, co masz na myśli.
Wysłales mnie do Fort Green. Pamiętasz?
Wziąłeś pięć dolarów, i nawet nie dales mi ginu.
Powiedziałes: "Skoro jedziesz do więzienia, nie potrzebujesz go".
A teraz chcę te piec dolarow z powrotem.
Sierżancie! Sierżancie! Obudź się!
Trzeba dostarczyć wiadomość do Fortu Green. Pospiesz sie.
Mamy mało czasu!
Pospiesz sie!
Przylapalem ja jak chciała uwolnić żołnierzy.
Juz sa. Przygotuj sie.
TLUMACZENIE: YAFI JAGA BKS PANY!!!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.