Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
"Tylko część nas jest zdrowa: ta, co kocha przyjemność
i szczęśliwe dni,
która chce się zestarzeć i umrzeć w pokoju,
w domu, który zbudowaliśmy,
i który da schronienie tym, co przyjdą po nas.
Druga część jest szalona.
Woli to, co przykre,
kocha ból i chce umrzeć w katastrofie,
która cofnie życie do początku
i zostawi z naszego domu tylko spalone fundamenty".
Véga!
Véga!
Alex!
Ocieliła się.
Chodź, Véga.
Zostaw je. Nie żyje.
Nawet nie oddychało.
Z WIATREM
Dzień dobry.
Do widzenia.
-Do widzenia. -Do widzenia.
Nazywam się.
Nazywam się.
Jak się masz?
-Jak się masz? -Jak się masz?
Dzień dobry.
Ludmiła. Daję im trochę rozprostować nogi.
Nie, nie ty! Wracaj do samochodu!
Galina, idziesz?
To Galina Szewczenko.
- Widzieliście już zdjęcia. - Tak.
Przywitaj się z panią Favre.
- Dzień dobry. - Witam. Jestem Pauline.
Dzień dobry.
Wszystko macie. Mój numer jest w papierach.
Wrócimy po Galinę za pięć tygodni.
Dzieci! Oleg! Piotr!
Do samochodu, już!
Jak się masz?
Mogę tu zostać?
Jedziesz to Genewy!
Do diabła.
Pospiesz się. Szybciej!
Idziemy!
Musisz to wszystko brać?
To biorę rano. Żelazo i selen.
To na tarczycę.
A to na ból głowy.
Dużo problemów. Niedobra krew.
Tak, wiem.
Ale tutaj... Poczujesz się lepiej, zobaczysz.
Przepraszam.
"Boże, dzięki Ci składamy
za to, co spożywać mamy. Ty nas żywić nie przestajesz,
pobłogosław, co nam dajesz. Amen".
Macie Wi-Fi?
- Wi-Fi? - Nie.
Nie ten adres.
Biedactwo.
Dlaczego "biedactwo"?
Pamiętam twoją minę, jak tu przyjechałeś
i zrozumiałeś, że przegapisz turniej tenisa.
- Tak... - Jesteś słodki!
- Weźmie nas za wariatów. - Nie.
Na pewno.
Wnet zapomni o tym Wi-Fi, zobaczysz.
Halo.
Tutaj...
Burza w drzewo... bum.
Co to? To oni?
Tak, przyjechali!
Przyjechali!
Tam!
Cześć. Tam jedźcie!
Przy stodole, po prawej.
Proszę uważać!
Niemożliwe!
O nie!
Będzie dobrze.
Oszalał pan?
- Co się stało? - Jechał jak idiota!
- Bardzo przepraszam. - W porządku.
- Kupię ją. - Po co?
Żeby zjeść.
Dupek!
- Jestem Samuel, inżynier. - Witam.
Wiesz co? Zabieram je.
Nie zachowuj się, jakby nigdy nic.
- Gdzie idziesz? - Zgadnij!
Co z ciężarówką?
Proszę pojechać drogą z tyłu. Jest wykoszona.
Ma krew w płucach.
Nic nie mogę zrobić. Przykro mi.
Cicho... zaraz będzie po wszystkim.
- W porządku? - Tak.
W porządku.
- Nie przedstawisz mnie? - To Galina.
To moja siostra, Mara.
Cześć.
Przyjechała z Czarnobyla.
- Z Czarnobyla? - Tak.
Wasz kolejny projekt?
Tak.
Fundacja wysyła tu dzieci na lato.
Ona będzie u nas.
Ma za dużo cezu. Musi zdrowo jeść i oddychać czystym powietrzem.
Dzięki nam będzie zdrowa przez rok.
Wierzycie w to?
Myślisz, że inaczej wysyłaliby tu dzieci?
- Nie wiem. - Po co?
Chodźmy.
Mogę sprawdzić, czy się jej poprawi.
Zbadać mocz.
- Mogłabyś? - Tak.
Zrób tutaj siku,
oddaj mi, a ja zrobię analizę.
W porządku? Siku.
Trzymaj.
Nie jesteś lekarką.
Daj spokój.
Łatwiej będzie to zrobić w domu.
Mogę obejrzeć twoje krowy?
Nie ma potrzeby.
Wiesz, że muszę je badać.
Nie martw się. Wszystko w porządku.
- Od dwóch dni mamy ślicznego cielaka. - Naprawdę?
Świetnie!
Mam nadzieję, że się opłaci.
Oczywiście, że tak.
W razie czego zetniemy parę drzew na sprzedaż.
Jestem pewien, że się opłaci.
- Zabijają nasze zwierzęta. - Przestań!
Na pewno nie zrobił tego celowo.
Jest w porządku. Mówię ci.
Musieliśmy robić mu przejazd?
Nie mógł podjechać z innej strony?
Po co całe to koszenie?
Z innej strony nie mógł.
Tak było szybciej.
Trochę zajmie, zanim odrośnie.
Spokojnie.
Kurwa, wszystko zgnietli!
Jest pan głodny?
Trochę.
Proszę.
Miło z pani strony.
Przepraszam za spartańskie warunki.
Pewnie przywykł pan do lepszych.
Nie przywykłem do niczego. Każde miejsce jest inne.
Przyznaję, że wasze jest...
wyjątkowe.
Dlaczego "wyjątkowe"?
Nigdy nie stawiałem tylko jednej turbiny.
Zwykle co najmniej dziesięć.
I co pan myśli?
To pewien projekt.
Niezależność.
A pani?
Co pani myśli?
Myślę, że...
Wietrznie tu. Czemu tego nie wykorzystać?
- Dzień dobry paniom. - Dzień dobry.
Podasz kubki, Galino?
Proszę.
Tu są dla was jajka.
Mogę prosić o kawę?
Tak. Nalej, Galino.
- Panu też? - Dziękuję.
- Chętnie. - Świetnie.
Macie już taką dużą córkę?
Nie. To Galina.
Z Czarnobyla.
Przyjechała tu, by wydobrzeć.
Tęsknisz za znajomymi i rodziną?
Znajomi pojechali do fajnego miasta,
gdzie są fajne rzeczy, a ja zostałam z krowami!
Tu jest pięknie, młoda damo.
Wolałabyś marnować wakacje na dyskotekach?
Tutaj zobaczysz coś innego.
Ale tu jest tak nudno.
Co powiedziała?
Że jest tu super.
- Tak? - Co pan powiedział?
Co lubisz jeść?
Hamburgery, czekoladę, lody.
Lody, sałatka. Sałatka, lody.
Dobry wieczór. Prawie skończyliśmy.
- Podstawa będzie jutro gotowa. - Świetnie.
Mamy lody.
"Barwniki, dodatki,
stabilizatory, gliceryna".
Do jutra.
Do jutra.
Tutaj.
Teraz ty, Galina. Świetnie.
- Tutaj? - Ty też, Samuel. Chodź!
No chodź.
Dobrze.
Tak. Dobrze.
Ty tutaj.
Gotowi?
Raz, dwa, trzy.
Barszcz.
Uwielbiam go!
Ale gorące!
Dziękuję.
- Za nasz wiatrak? - Tak.
Na zdrowie!
Na zdrowie!
Wszystko niszczy kapitalizm.
Naszą więź ze zwierzętami i naturą.
Nawet z innymi ludźmi.
Dlatego my żyjemy inaczej.
Tak.
Ale w pewnym sensie się poddaliście.
- Ależ skąd. - Nie poddajemy się.
Chodzi o jakość życia.
To nie ma sensu.
To bezużyteczne, wręcz samolubne.
Samolubne? Serio?
Tak.
Miliony ludzi dookoła was
chce się bawić, mieć ciepło,
jeździć autami, mieć klimę.
I to jest problem.
Coś ci się nie podoba w naszych planach?
Czujesz się zagrożony?
Nie. Skądże.
Wasze plany są dobre.
Nie chodzi o nie. Chodzi o to...
jak żyjecie.
Chodzi o...
przyjemność. Skąd ją czerpiecie?
Ja wiem, skąd czerpiesz swoją.
Z uczestnictwa
w wielkim zniszczeniu. Super!
Stawiam wam tylko turbinę w ogrodzie!
Nie mam odpowiedzi na wszystko.
Tak.
To twój alternatywny projekcik.
Po czyjej stronie jesteś?
Powiedz.
Wiem, co chcesz usłyszeć.
Pracowałem na wielkich budowach.
Na Bliskim Wschodzie, w Chinach.
Czyli masz to w dupie.
Pracujesz dla szejków i komuchów.
Czemu nie? Dobrze płacą.
I co robisz z tą kasą?
Na co ci ona?
Masz rodzinę, dzieci, plany?
Nie.
Oczywiście, że nie.
Dzieciaty cynik byłby zbyt dziwny.
Tak jak bezdzietny idealista.
Co? Co on powiedział?
- Przestań! - Czekaj...
Chcę mieć dzieci. To nie problem.
Pauline...
Nie dołączę do waszej walki kogutów.
To zbyt banalne.
W temacie dzieci zwracacie się do kobiet.
Pieprzcie się!
Co ty robisz?
Przepraszam.
Zamierzasz go wypalić tylko na pokaz?
Zachowałeś się jak idiota.
Ja?
Tak, ty.
Ty też.
Aha... świetnie.
Skończyło się picie. Idę spać.
- Ty też idziesz? - Tak.
Pójdziesz po niego?
Więc macie samochód?
Jeździ na zużytym oleju.
Ach tak?
Oczywiście.
- No tak, już nam zrobiłeś wykład. - Ja?
- Wykład? - I to jaki!
Byłem lekko podpity.
Więc nie mówiłeś prawdy?
Mogę nie wierzyć w wasz projekt, a i tak was podziwiać.
A co z twoim życiem?
Jeździsz po świecie?
Ciągle w rozjazdach. Tak.
- Gdzie mieszkasz? - Nigdzie.
Między robotami w hotelach.
- Nigdy nie chciałeś nigdzie osiąść? - Nigdy.
Szkoda, że nic nie widać.
Jest tu duży kanion, który rozciąga się daleko.
Jest piękny.
Jak wielka arena.
Tak jak w Kolorado?
Nie wiem. Nie byłam.
Byłaś kiedyś za granicą?
Nie.
Nigdy.
Pauline!
Galina?
Gdzie jesteś?
- Nie ruszaj się! - Galina!
Nie ruszaj się!
- Tam jest przepaść! - Galina!
Samuel?
Nie widzę cię!
Gdzie jesteście?
Galina?
Galina!
Galina, odezwij się!
- Pauline? - Tak!
Mam tego dość. Nie widzę was!
Przepraszam.
Przepraszam.
Sam wszystkiego nie zrobię.
Bardzo dobrze.
Zostaw.
Przepraszam za bałagan.
Już czas.
Alex już tam jest.
W porządku.
- Jestem gotowa. - O nie!
Co?
Tylko nie tak.
O co chodzi?
Nie mam innych spódnic.
Tylko tę.
Trzymaj.
Nie.
Nie mogę jej ubrać.
Ja, sałatka. Ty, spódniczka.
Nie.
Ja prowadzę.
Nie. Masz dopiero 16 lat.
No i co? U siebie zawsze prowadzę, gdy chłopcy się upiją.
Powiedz mi.
Co?
Jesteś zakochana?
Cóż...
Jesteśmy ze sobą od 15 lat.
Nie mam na myśli Aleksa.
To skomplikowane.
To proste.
Tak czy nie?
To nie takie proste.
Proste.
Czy jesteś zakochana?
Nie idziesz?
Nie.
Zerknę do zwierząt.
Przecież śpią, nie?
Czasem tak, a czasem nie.
Potrzebujesz pomocy?
Trochę wina?
Za późno.
Dziękuję bardzo.
Co to za facet tam siedzi?
Samuel, inżynier.
Tak?
Ciągle na ciebie patrzy.
Mam cię przedstawić?
Samuel, podejdź tutaj.
- Chcesz ciasto? - Poproszę.
Poznaj mojego ojca...
Miło mi. Samuel.
...i Marę, moją siostrę.
- Miło mi. - Pauline mówiła o pani.
- Ciasta? - Naprawdę? O panu nie wspominała.
Nie ma co opowiadać.
Dobrze pana ukryli.
- Śpi pan w wiosce? - Nie, tutaj.
Co za przywilej! Mnie zapraszają tylko na imprezy.
Nie jest tu pani mile widziana?
Medycyna nie jest tu mile widziana.
Chciałem wam podziękować za przybycie.
Zaprosiliśmy was dzisiaj z okazji
uruchomienia wiatraka.
Nasz wiatrak
pozwoli nam wytwarzać elektryczność
naturalnie i niezależnie od przemysłu nuklearnego
i całego ich gówna.
- Ten wiatrak... - Żałuję, że wyjeżdżam.
Nie żałuj.
Dlaczego?
Inaczej bym nie przyszła.
W takim razie się cieszę.
Chodź, Pauline.
Pauline, zobacz.
Ma gorączkę.
- Wzywamy Marę? - Nie.
Poddam ją kwarantannie,
podam wywar ziołowy i zobaczymy.
To miejsce jest straszne.
To miejsce jest normalne...
i to jest straszne.
Dzień dobry.
Połóż tam.
Dziękuję.
Mam dobre wieści.
Poprawiają ci się wyniki.
Siku.
Super.
Tak? Wiedzieliśmy, że tak będzie.
Jak gospodarstwo?
Zwierzęta mają się dobrze.
Pytałam o ciebie. Wszystko w porządku?
- Mam przyjść, gdy nie będzie Aleksa? - Alex zawsze tu jest.
Bardzo dobrze!
Pauline?
O co chodzi?
Słuchaj.
- Co? - Słyszysz?
Nie. Co?
Wiatrak się zatrzymał.
To sabotaż!
Podpadliśmy komuś.
Patrz. Rozwalili skrzynkę.
Idziesz?
Tak.
Dasz radę?
Nie wiem.
To idzie tutaj...
Kurwa!
Naprawiłeś?
- Nie. - Przełączę na licznik.
Nie ma mowy!
- Dlaczego? - Nie chcę tego gówna.
- Żartujesz? - Mówię poważnie.
Nie przełączam się.
Halo.
Mogę rozmawiać z Samuelem Nievesem?
Do kiedy?
Halo.
Halo.
Coś nas rozłączyło.
Mamy poważny problem. Musi wrócić.
Co?
Słabo pana słyszę.
Cholera.
Tylko nie to!
No już!
No już!
Dasz radę.
Dobrze.
Dalej, przyj!
Już wychodzi.
Dalej.
Dalej, dziewczyno.
O tak. Już prawie.
Tak! Już wyszedł, kochanie!
Jest piękny!
No już.
No już, kruszyno.
Wstawaj.
No już, mały, dawaj!
W tej ziemi nic już nie ma. Jest zatruta.
Wszystko tu umiera.
To bezcelowe.
Co?
To, co robimy, jest bezcelowe.
Nie możesz tak mówić.
Sami nie damy rady.
Wszystkiego nie naprawimy.
Może się mylimy.
- Zadzwonię do Mary. - Nie.
Żeby nafaszerowała je świństwami?
Nie sądziłem, że tak szybko wrócę.
Ani ja.
- Idziemy? - Tak.
Chodźmy.
To był sabotaż.
Poważny problem.
Tak.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Witaj z powrotem.
Nie przełączyliście na licznik?
Nie.
Zimna woda zdrowia doda.
Mamy całkiem poważny problem.
Brakuje mi części.
Już zamówiłem.
- Dostarczą ją tu. - Kiedy?
Za kilka dni.
Masz trzy.
Albo możesz wszystko zabrać.
Zmieniliście zdanie?
- Na temat niezależności? - Wręcz przeciwnie.
Można tu żyć bez prądu.
Tak.
Bez innych rzeczy też.
Tylko bez miłości trudno żyć.
Zaniosę rzeczy na górę.
- Wezmę pościeli. - Dobrze.
Pomyślałem, że lepiej będzie, gdy przenocujesz w wiosce.
Masz rację.
Tak będzie lepiej.
Nie będę prawił morałów.
Mam tylko jedno pytanie.
Przyszedłem w dobrej czy złej chwili?
W dobrej.
Przyszedłeś w dobrej chwili.
No to wszystko gra.
Dobry wieczór.
Cześć. Dzięki, że jesteś.
To ziołowy wywar, który jej dałem.
Najpierw działał dobrze, ale teraz już nie wystarcza.
Ja swoim daję naturalne dodatki i miedź.
- Twoim także pomogą. - Dobrze.
- Załóżmy im łańcuchy. - W porządku.
Już Rzymianie to robili.
Kto to?
Czarownik.
- Żartujesz. - Nie.
Ale fajnie!
Może twoje siano nie jest wystarczająco bogate. Mogę zobaczyć?
I jak?
Wiesz co? Mam to gdzieś.
Nie damy się. Przekopiemy wszystkie pola.
To ja popsułam wiatrak.
Co?
To byłam ja.
Nigdy byś tego nie zrobiła.
Nie zniszczyłabyś czegoś, co zbudowaliśmy razem.
Prawda?
Wiesz co? Mam to gdzieś.
Wybaczmy sobie nawzajem
i udawajmy, że to się nie stało.
Mam dla ciebie prezent.
To dobre wspomnienie.
Dziękuję.
Cieszysz się, że wracasz?
Tak.
Cieszę się i smucę.
Cieszysz się i smucisz.
Już tu są.
Galina?
Macie tylko pięć minut.
Dzień dobry.
- Jestem Mara. - Ludmiła.
Galina!
Ale wypiękniałaś!
Dziękuję.
Świetna robota.
Dzieci! Jedziemy.
Dbaj o siebie.
Dobrze.
Trzymaj się ciepło.
Dziękuję.
Wrócisz?
Szerokiej drogi.
Nie rezygnuj.
Z czego?
Dobrze wiesz.
Gdzie cielak?
Mówię do ciebie.
- Gdzie nowo narodzony cielak? - W szopie.
- Mogę zobaczyć? - Nie pokażę ci zwierząt.
To nie twoje gospodarstwo. Pamiętaj.
- Nie teraz, Mara! - Nie?
Kompletnie wam odbiło?
Rozejrzyjcie się. Wasze krowy noszą naszyjniki.
Jesteście w jakiejś sekcie?
Chcę zobaczyć cielaka.
Nie zobaczysz!
- Zetniesz mi głowę? - Spadaj!
- Jestem u siebie. - Ja też.
- Pokaż cielę! - Nie.
Co ty ukrywasz, do cholery?
Wystarczy, Alex!
Ty też spadaj!
- Alex, puść! - Puść mnie.
Puszczaj.
- Ona idzie ze mną. - Zostaw mnie!
Wszystko gra!
Skończ robotę i spadaj.
- Chodźmy. - Wszyscy spadajcie!
Zostań jeszcze.
Nie mogę.
Nigdy nie myślałaś o wyjeździe?
Tylko o tym myślałam.
Jutro wyjeżdżam. Mam zlecenie daleko stąd.
Mógłbym cię zabrać.
Pamiętasz to miejsce, gdzie cię zabrałam?
Tak.
Chciałabym, żebyś je zobaczył.
Jest piękne, gdy mgła się podniesie.
Stać! Nie ma przejścia. Epidemia.
- Proszę odejść. - Przykro mi.
Musieliśmy interweniować.
Alex!
Puśćcie mnie!
Alex!
Cicho!
Zabili wszystkie zwierzęta.
Wszystko spieprzyliśmy!
Nie.
Mieliście rację.
Pauline.
Uspokój się.
To wirus. Nic nie można było zrobić. Rozumiesz?
Nawet szczepionkami.
Dużo myślałem.
Zaczniemy od początku.
Tylko inaczej.
Zaczniemy od pszenicy, tak jak twoi rodzice.
Przestaniesz kiedyś wierzyć?
Nigdy.
Chcę mieć też kozy. Szare.
I mangalice.
Wiem, co musimy zrobić.
Wiem, że wiesz
i że zrobisz to dobrze.
Daję ci gospodarstwo, Alex.
Porozmawiam z ojcem i Marą.
Chcę, żeby było twoje.
Na twoje nazwisko.
Chcesz powiedzieć, że odchodzisz?
Z nim?
Nie.
Sama.
Przez chwilę myślałeś, że się nie odważę.
Przez chwilę tak.
Z WIATREM
Tłumaczenie: Marzena Falkowska
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.