Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Zejd藕. Grzeczny piesek.
Helen! Mamy spotkanie klubu ksi膮偶ki. Do艂膮czysz do nas?
Ludzie, nie s艂ysz臋 was z tak daleka.
- Nie dos艂ysza艂em. - Urz膮dzamy spotkanie klubu ksi膮偶ki.
Przy艂膮czysz si臋? Przelecimy Trzy Kobiety.
- Dobre! - Co w tym 艣miesznego?
- "Przelecimy". - Co?
艢mieszy go to "Przelecimy trzy kobiety".
Rozumiesz - "przelecimy".
Nie w znaczeniu "om贸wimy".
No wiesz. "Przelecimy".
Seks.
To pan Terry Montanello. Przyszed艂 do Roz, ale jej nie ma.
Nie szkodzi, zapraszam. Dzi臋ki.
Jestem Helen. Nowa Roz. Siadaj.
W czym mog臋 pom贸c? Kto艣 umar艂? Co si臋 sta艂o?
Zmar艂a moja ciotka Maria...
To bardzo smutne.
- Naprawd臋 zast膮pi艂a艣 Roz? - Jestem now膮 Roz.
Terry, przepraszam za sp贸藕nienie.
Dzi臋kuj臋, Helen. Mo偶esz i艣膰.
- M贸wi艂a, 偶e ci臋 zast臋puje. - Ale偶 sk膮d!
Co za ulga.
Bez urazy.
Dorzucenie "bez obrazy",
nie zmienia obra藕liwego wyd藕wi臋ku twoich wcze艣niejszych s艂贸w.
Popracuj nad pozyskaniem nowych klient贸w.
- Tu nie jeste艣 potrzebna. - To przykre.
Czy ciotka Maria w testamencie...
Wiesz, 偶e Roz straci艂a prawo do wykonywania zawodu?
- Wynocha. - Tylko m贸wi臋.
Przepraszam. Doskona艂y wyb贸r.
Mog臋 zapyta膰 o t臋 spraw臋, kt贸rej nie chcesz prowadzi膰?
Byle szybko, bo musz臋 jecha膰 do s膮du po wykaz spraw.
- Jest poniedzia艂ek. - No i?
- Og艂aszaj膮 go we wtorek. - Wiesz lepiej?
M贸w, o co chodzi. Nie mam czasu.
Czyta艂am akta. Brat dostaje farm臋, a siostra rodzinn膮 Bibli臋.
- Serio? - Pono膰 to 艂adne wydanie.
Jest Jezus, modlitwy,
gorej膮cy krzew, p艂odzenie i takie tam.
Ale my reprezentujemy brata, kt贸ry ma imprezobus, tak?
No i?
Siostra ca艂e 偶ycie pracowa艂a na farmie. Czemu j膮 wykluczono?
Ojciec uwa偶a艂, 偶e maj膮tek nale偶y przekazywa膰 m臋偶czyznom.
To nie przejdzie w s膮dzie,
wi臋c proponuj臋, 偶eby艣my zaproponowali podzia艂 p贸艂 na p贸艂.
- Proste. - Niezupe艂nie.
Siostr臋 reprezentuje Alice Pike.
B臋dzie walczy膰 o wi臋cej ni偶 po艂ow臋.
Powiem jej, 偶e dzielimy si臋 p贸艂 na p贸艂. Bierze albo nie.
Co za pewno艣膰 siebie. Popatrzy艂bym, jak odbijasz si臋 od 艣ciany,
ale musz臋 i艣膰.
- Po wyimaginowane wykazy? - Zobaczymy,
czy b臋dzie ci do 艣miechu po p贸艂 godzinie z Alice Pike.
- Co chcesz przez to powiedzie膰? - Powodzenia.
- Raymondzie. - Pike.
Mamy spotkanie.
Przekaza艂em spraw臋 Helen Tudor.
George, zajmij si臋 Alice.
- Czym mog臋 s艂u偶y膰? - Alice Pike.
Tak, o 16:00.
Wy艣lij mi zaproszenie na iCal. Mam czas do 16:20.
Mia艂am si臋 spotka膰 z Raymondem. Teraz chyba z Helen Tudor.
- Fisk. - Co?
- Tudor-Fisk. - M贸wi pani po angielsku?
Alice Pike. Tak. M贸w szybko.
Gdzie to spotkanie?
W gabinecie Helen albo w sali konferencyjnej.
- Wy艣lij SMS z potwierdzeniem. - Nie ma sprawy.
- T臋dy? - Tak, w lewo.
Mam potwierdzi膰 SMS-em?
Wys艂a膰 pod numer na wizyt贸wce?
Helen Tudor, Alice Pike. S艂ucham, Pike.
- Helen Tudor-Fisk. - Tak, s艂ucham.
Przej臋艂am spraw臋 Hopkins贸w.
Zgadza si臋, dzi臋kuj臋.
- Rozmawiasz przez telefon? - Ju偶 nie.
Mam czas do 15.30, wi臋c przejd藕my do rzeczy.
Proponuj臋 podzia艂 75-25.
Chodzi o 75-25
czy o 25-75, je艣li wyra偶am si臋 jasno?
Nie. Alice Pike. Wr贸c臋 do biura po po艂udniu.
75-25. Umowa stoi?
Je艣li 75-25, to tak.
- Zaczynasz mnie irytowa膰. - I nawzajem.
S艂uchaj. 75-25.
To ty mnie s艂uchaj, bo to ja wysuwam ofert臋.
W艂a艣nie j膮 zmieni艂am. 90-10 na korzy艣膰 mojego klienta.
Wiemy, 偶e to nie przejdzie w s膮dzie.
- Sk膮d? - Chcesz si臋 przekona膰?
- Nie. 80-20 - Jeszcze raz.
- 70-30. - Tracimy czas.
Czekam na ofert臋, albo widzimy si臋 w s膮dzie.
Tylko nie 60-40!
Nie wiesz, co chcia艂am powiedzie膰.
Mia艂am zaproponowa膰 p贸艂 na p贸艂.
Dzi臋kuj臋. Mamy punkt wyj艣cia.
Przeka偶臋 klientce.
To nie punkt wyj艣cia, tylko oferta ostateczna.
- Co takiego? - Rozmawiam przez telefon.
M贸wi Alice... Helen.
Jestem zaj臋ta. Ma by膰 kr贸tko. Dobrze.
Zadzwo艅 do nich dzisiaj.
Halo, Alice Pike.
Chwileczk臋.
Roz Gruber. Zadzwoni臋 p贸藕niej.
- Nie spodziewa艂am si臋 tu ciebie. - Jestem tylko kierowniczk膮 biura.
Nie pracuje jako prawniczka. Zosta艂a zawieszona.
Ona wie o tym. To nies艂awna Alice Pike.
To ona przekona艂a dw贸ch moich klient贸w,
by z艂o偶yli skarg臋 przeciwko mnie.
Alice Pike. Przy aparacie.
Nie rozmawiam z nikim wa偶nym.
Tak, s艂ucham.
Kto m贸wi "przy aparacie"?
W膮tpi臋, czy w og贸le rozmawia przez telefon.
- To jaki艣 偶art? - M贸wi臋 powa偶nie. Udaje.
Ray, wiedzia艂e艣, 偶e Pike tu jest?
My艣lisz, 偶e po co siedzia艂em w aucie?
Chce si臋 specjalizowa膰 w sprawach spadkowych.
- To moja dzia艂ka. - S艂ucham?
Twoja. Lata temu dostrzeg艂a艣 luk臋 na rynku.
Musimy agresywniej walczy膰 o klient贸w.
- Nie wpuszcza膰 jej na rynek. - Mia艂e艣 racj臋 co do Alice.
Cze艣膰, Roz.
Helen, jak idzie? Potrzebujemy znacznie wi臋cej klient贸w.
- Wczoraj kto艣 sam przyszed艂. - Dobra robota, Helen.
Kto艣 si臋 zab艂膮ka艂.
Posiedz臋 sobie w aucie.
- To jest bierna rekrutacja. - To chyba moja mocna strona.
Musisz aktywniej rozwija膰 biznes.
Mam rozdawa膰 wizyt贸wki w domach pogrzebowych?
艢wietny pomys艂.
- 呕artowa艂am. - Wi臋c przesta艅.
- Gdzie s膮 nasi klienci? - Na poczcie?
Starsi ludzie uwielbiaj膮 poczt臋. I cukierni臋 Michela.
W kinie. Lubi膮 gada膰 na seansach. W ko艣ciele.
- Tam to zawsze. - Nie chcemy ludzi starszych,
tylko w 艣rednim wieku, k艂贸c膮cych si臋 o spadek.
Jasne. Pieniaczy.
Mam by膰 naganiaczk膮 pieniaczy.
Przysz艂am do Raya. Gdzie si臋 podzia艂?
Ostro偶nie.
Przestaw fotel Leslie na miejsce.
Chod藕.
Moja matka dorasta艂a podczas II Wojny 艢wiatowej.
Helen! S艂uchajcie, to jest Helen. Zapraszamy.
Jeszcze nie czyta艂am ksi膮偶ki. Przek膮ski? Dobrze.
Cze艣膰, Helen. Jak m贸wi艂am,
pierwszy rozdzia艂 przypomnia艂 mi histori臋 mojej matki.
- Mama Leslie niedawno zmar艂a. - Smutne.
Mia艂a t臋 wewn臋trzn膮 si艂臋. By艂a matk膮 i pracownic膮.
- Pracowa艂a na p贸艂 etatu w cukierni. - Wspaniale.
By艂a 偶on膮 i przyjaci贸艂k膮. Gra艂a w kanast臋 i kr臋gle.
呕y艂a pe艂ni膮 偶ycia.
- Chc臋 opowiedzie膰 jej histori臋. - To s艂ycha膰.
Chodz臋 na kurs kreatywnego pisania.
艢wietnie.
Jak ju偶 m贸wi艂am...
Jest wino? Przepraszam, Leslie wci膮偶 m贸wi.
To zmienia perspektyw臋.
Co z tego, 偶e nie by艂o dobrego miejsca na parkingu?
Jaki problem?
脌 propos, co my艣licie o fragmencie, w kt贸rym uprawiali seks w aucie?
Nie teraz, Graham.
Niestety, 偶e wszyscy k艂贸c膮 si臋 o maj膮tek po mamie.
O co dok艂adnie chodzi?
Nie chc臋 sprzedawa膰 jej domu.
Jeste艣 wykonawc膮 testamentu?
Mo偶e nie musisz sprzedawa膰 domu.
Helen jest prawniczk膮.
Specjalizuj臋 si臋 w spadkach.
- Ja te偶 poprosz臋. - Pewnie.
Prosz臋. Te偶 chcesz? Nowe klientki.
艢wietnie. Zadzwo艅cie do mnie.
Wr贸膰my do scen seksu w aucie.
Czy偶 nie by艂y podniecaj膮ce?
I jednocze艣nie istotne.
Trzeba wypra膰 wyk艂adzin臋.
Chemicznie.
呕eby szybko da艂o si臋 chodzi膰.
Dzie艅 dobry, Roz. Co tam?
"Znalaz艂a艣 nowych klient贸w?" Dobrze, 偶e pytasz.
Dwie klientki. I wiem, gdzie znale藕膰 ich wi臋cej.
Nie m贸w o cukierni Michela, bo ostatnio zabronili mi
rozdawa膰 wizyt贸wki.
Szkoda, maj膮 艣wietn膮 kaw臋.
- M贸w, Helen. - Dwa s艂owa: klub ksi膮偶ki.
A drugie s艂owo?
Kluby skupiaj膮 g艂贸wnie kobiety w 艣rednim wieku,
kt贸rym zmarli, lub umieraj膮 rodzice i kt贸re k艂贸c膮 si臋 o spadek.
Zamierzasz podchodzi膰 do obcych ludzi i pyta膰:
"Mog臋 przyj艣膰 na spotkanie klubu ksi膮偶ki?".
W moich ustach nie brzmia艂o to tak g艂upio, ale zasadniczo tak.
- A co z 偶aluzjami? - S膮 ju偶 sfatygowane.
Fisk! Pike jest w recepcji. Nie widzia艂e艣 mnie.
Kto? "Halo, Alice Pike".
- Alice Pike. - W艂a艣nie m贸wi臋.
Mo偶e by膰, ale najp贸藕niej do 15:30.
Wracaj膮c do naszej rozmowy, oferta zosta艂a odrzucona.
Pr贸bujesz zgrywa膰 twardzielk臋? To nudne.
My艣la艂am, 偶e wci膮偶 rozmawiasz.
- Trudno si臋 po艂apa膰. - Klientka zgadza si臋 na 60-40.
- 60 dla... - Mojej klientki.
Nic z tego. Mia艂o by膰 p贸艂 na p贸艂 albo s膮d.
- Dobra. - Dzi臋ki. P贸艂 na p贸艂?
- Widzimy si臋 w s膮dzie. - Nie ma mowy, Fisk.
Gdzie...? Jeste艣 w pakamerze?
To raczej magazynek.
Mam si臋 zgodzi膰 na 60-40? 60 dla nich, 40 dla nas. Dlaczego?
Bo w s膮dzie mo偶emy zosta膰 z niczym.
Alice naprawd臋 jest taka mocna?
Chodzi o naszego klienta. Sp贸jrz na niego.
Patrz.
To on?
Sfilmujemy nasze spotkanie,
偶eby艣 m贸g艂 si臋 lepiej przygotowa膰.
George, poka偶 tylko Brandona.
To jest Brandon.
Na pocz膮tku s臋dzia spyta: "Czym si臋 pan zajmuje?".
- Co odpowiesz? - Siema, s臋dzio.
Mam w艂asny biznes, imprezobus.
Wieczory panie艅skie, kawalerskie, i co kto chce.
Gdyby pan z kumplami
chcia艂 wyskoczy膰 do pubu, przyjad臋 po was.
Najpi臋kniejsze jest to, 偶e mo偶na si臋 napi膰 ju偶 w drodze.
- Dobre? - B臋dzie jeszcze lepiej.
Jest super nag艂o艣nienie.
Ludzie nie chc膮 zmienia膰 lokalu.
Je藕dzimy w k贸艂ko i wszyscy nawalaj膮 si臋 w autobusie.
Ja ju偶 nie prowadz臋 po pijaku.
Spr贸bujmy jeszcze raz.
Gdy spytam, czym si臋 zajmujesz,
powiedz tylko, 偶e masz firm臋.
Niekt贸rzy nie wiedz膮, czym jest imprezobus.
I bardzo dobrze.
George, wy艂膮cz kamer臋. Troch臋 tu posiedzimy.
Czy偶by, Ray?
Wszystko jasne.
- Chcesz zobaczy膰 wi臋cej? - Nie.
"Nawalanie si臋" mi wystarczy, Ray.
Chc臋 znale藕膰 lepsze miejsce
Szukam lepszego miejsca
Musi gdzie艣 by膰 Niebo
I jest
Musi gdzie艣 tam by膰
Jeszcze nigdy nie widzia艂am Edenu
Nie chc臋 tutaj 偶y膰
艢wietnie. To ta nuta.
Dobrze, Bobbi. Doskonale.
Rozalind, sprz膮taczka do ciebie.
Co takiego? Helen, wejd藕 prosz臋.
- Jeste艣 w skowronkach. - To dlatego, 偶e 艣piewamy.
- To endorfiny. - Rozumiem.
To nasza nowa pracownica, Helen Tudor-Fisk.
Cze艣膰.
To Maggie. Jest naszym basem. Wspania艂a, prawda?
- Bardzo gregoria艅skie. - Dzi臋kuj臋.
- Napijmy si臋! - Co 艣wi臋tujemy?
- To pr贸ba przed pogrzebem. - Fajnie.
Wyst臋pujemy te偶 na 艣lubach. We藕 ulotk臋.
Roz, pami臋taj, 偶e potrzebuj臋 nowej bluzki na sobot臋.
Przynios臋 ci ci膮偶ow膮.
Drogie panie. Wracajmy do pracy.
Mo偶esz zosta膰 i nas pos艂ucha膰.
Dobrze. Zaopiekuj臋 si臋 endorfinami.
Raz, dwa, trzy, cztery.
Ciociu Mario
Ciociu Mario,
spoczywaj w pokoju.
B臋dziemy t臋skni膰. Z Bogiem.
- Pi臋knie. - Dzi臋kuj臋, Helen.
Za艣piewajcie co艣 jeszcze.
Znacie Ojcze nasz? Wszyscy znaj膮.
Ja za艣piewam.
Ojcze nasz
Troch臋 za wolno. Za艣piewaj jak te zakonnice z gitarami.
Przesta艅. My艣l臋, 偶e jaja sobie robisz.
- Sk膮d? - Maggie, co tam?
Przepraszam, ale musz臋 i艣膰 do szko艂y rodzenia.
- 艢wietnie. - A ja do klubu ksi膮偶ki.
- Tina, mog臋 i艣膰 z tob膮? - Jestem Bobbi.
- Mog臋 si臋 i艣膰, Bobby? - Jasne.
- Czyta艂a艣 Trzy Kobiety? - Tak.
-Pami臋tasz seks w aucie? - O tak! Pikantny.
Id臋 do klubu ksi膮偶ki, Roz.
Nie b臋dzie mnie dzi艣 na kolacji, bo id臋 do klubu ksi膮偶ki Kay.
Kto to Kay?
Pozna艂am j膮 klubie Bobbi i zaprosi艂a mnie do swojego.
Dosta艂am te偶 zaproszenie od Anny, znajomej Bobbi.
I od jakiej艣 Beverley.
To trzeci czwartek miesi膮ca.
Powiedzia艂am im, 偶e nie mam przyjaci贸艂.
- Fajnie, 偶e si臋 przyzna艂a艣. - To dobry pierwszy krok.
- Do czego si臋 przyzna艂am? - Do samotno艣ci.
Robi臋 to s艂u偶bowo.
- 艁api臋 klientki. - Jasne.
Nie jestem samotna Mam mn贸stwo... Mam przyjaci贸艂.
Pewnie, 偶e mam.
Raymond, poka偶 te zdj臋cia.
Terry nie jest naszym klientem.
Wiem, ale Pike twierdzi inaczej.
Rada chce si臋 spotka膰.
- Dobrze, nie mam nic do ukrycia. - Spokojnie.
Zadzwoni臋 do Alexa Walkera. Zna nas...
Nie, chc臋 si臋 spotka膰.
Stan臋 w swojej obronie i oczyszcz臋 swoje imi臋.
My艣l臋, 偶e by艂oby pro艣ciej... Zrobi膰 tak, jak powiedzia艂a艣.
- Zorganizuj臋 spotkanie. - Wyczy艣膰 ekran.
Ma by膰 kr贸tko, ostro i skutecznie.
Dzi臋kuj臋, George.
- Wzywa艂e艣 mnie. - Tak.
Usi膮d藕cie.
Alice Pike z艂o偶y艂a skarg臋 do Rady Adwokackiej.
- Na mnie? - Nie, na mnie.
To dobrze. Znaczy, dla mnie, nie dla ciebie.
Twierdzi, 偶e mimo zawieszenia 艣wiadcz臋 us艂ugi prawne.
Przecie偶 tylko ja i George tu pracujemy. O co chodzi Alice?
To trwa od dawna, odk膮d Roz...
Problem w tym, 偶e zawsze by艂am lepsza od Alice.
Nie raz udowodni艂am to jej przed s膮dem.
Roz poderwa艂a na imprezie jej ch艂opaka.
To jest prawdziwy pow贸d!
- Przyprawi艂a艣 rogi Alice? - To by艂o 30 lat temu.
- Powiedzia艂, 偶e zerwali. - "Rogi"?
Omawiamy w klubie Opowie艣膰 m艂ynarza.
Pono膰 jest o tym.
"Przyprawianie rog贸w" to ta zabawa z duszeniem?
To niebezpieczne.
Nie, to nie to.
Punkt drugi.
Dzi臋kuj臋.
- Ile masz akt! - Co?
To ksi膮偶ki do klub贸w.
Nie czytam ich. Wystarczy kiwa膰 g艂ow膮,
potem jesz przek膮ski, pijesz wino i 艂owisz klientki.
- Te偶 tak mog臋. - Odzywali si臋 z Rady?
Alex Walker przyjdzie dzi艣 po po艂udniu.
艢wietnie. Przygotuj臋 lini臋 obrony.
Wi臋c nie, ziemniak贸w nie mo偶na mrozi膰.
Maggie, jeszcze nie rodzisz. To skurcze Braxtona-Hicksa.
To na pewno fa艂szywy alarm. S艂ysz臋 to.
To dziecko nie urodzi si臋 dzisiaj.
Maggie, to dla mnie bardzo wa偶ne.
Mam szans臋... Maggie.
Cholera!
- Helen. - Tak?
- Co robisz? - Nic.
Jeste艣 moim basem.
- Co masz na my艣li? - S艂uchaj.
Ni偶ej. Jeste艣 basem.
Z przepony.
Nie z miednicy.
Utrzymaj ten jeden d藕wi臋k.
Nie jestem 艣piewaczk膮.
Nie masz 艣piewa膰, tylko bucze膰.
W艂a艣nie tak. Dobrze.
- Fisk, co robisz? - Jestem basem.
Maggie twierdzi, 偶e rodzi.
Alex ma by膰 za p贸艂 godziny, ale mog臋 go odwo艂a膰
i wyja艣ni膰 to przez telefon.
To dobry pomys艂.
Chodzi o to, 偶ebym mog艂a oficjalnie oczy艣ci膰 swoje imi臋.
Chyba bardziej zale偶y ci na wyst臋pie.
Roz, przysz艂y twoje ch贸rzystki.
Za艂贸偶 to.
- Troch臋 p艂asko. - Serio?
Fisk, na lito艣膰 bosk膮!
Brzmisz jak krowa z wuwuzel膮 w dupie.
O kt贸rej Pike podpisuje umow臋?
- Oko艂o pi膮tej. - Dobra.
Nie藕le.
Tak by艂o. Nie zmy艣lam.
Tak czy siak, to nudy.
Mia艂 by膰 milcz膮cy kierowca. Jedna gwiazdka.
Panie i panowie, szanowni go艣cie,
przyjaciele spoza uk艂adu i cz艂onkowie Rady
- To... - Streszczaj si臋.
Dzi臋kuj臋, George. Wystarczy.
Dzie艅 dobry. Przedstawiam wam Sadrigals,
grup臋 wokaln膮 specjalizuj膮c膮 si臋 w pogrzebach.
A to jest Terry. Przedstaw si臋, prosz臋.
Jestem Terry Montanello. Sadrigals wyst膮pi膮
w sobot臋 na pogrzebie mojej ciotki Marii.
- Do protoko艂u... - Nie ma protoko艂u.
To nieoficjalne... Cokolwiek.
Przepraszam. Ujm臋 to inaczej.
Powiedz obecnym, kim nie jeste艣, Terry.
Nie jestem klientem kancelarii Gruber i Wsp贸lnicy.
Dzi臋kuj臋. Helen.
Ja te偶 nie jestem klientk膮...
D藕wi臋k.
Przepraszam.
Jej mi艂o艣膰 b艂yszczy nad moim horyzontem
Jest skrawkiem nieba
I 艣wiat艂em ksi臋偶yca na horyzoncie
Jest skrawkiem nieba
Jej mi艂o艣膰 b艂yszczy nad moim horyzontem
Wszyscy.
- Tak膮 prac膮 si臋 zajmuj臋. - Dzi臋kuj臋 paniom.
To niespodzianka, ale i kompletna strata czasu.
Terry, moje kondolencje.
Nie mog艂e艣 wyja艣ni膰 tego przez telefon?
Przepraszam, ale znasz j膮.
- Jestem zaj臋ty. - Wiem.
Bardzo ci dzi臋kuj臋, 偶e przyszed艂e艣.
Sondheimowie te偶 nas zam贸wili.
- Zapomnia艂a oddycha膰. - Nie mog臋 z艂apa膰 powietrza.
Prosz臋.
Pike przysz艂a podpisa膰 papiery.
Niech Ray si臋 ni膮 zajmie.
- Nie ma go. - Sprawd藕 w pakamerze.
Sprawdzi艂em. Nie ma go.
Wiesz, gdzie mo偶e by膰.
To smutne.
Dzie艅 dobry. Chcia艂am zwr贸ci膰 ksi膮偶ki.
- Ma pani paragon? - Tak, kupi艂em je przypadkiem.
- To humus? - Nie wydaje mi si臋.
- Nie mog臋 ich przyj膮膰, s膮 brudne. - Nie da si臋 ich czyta膰.
Co wy na to?
Te偶 macie wra偶enie, 偶e ca艂un
jest metafor膮 ludzkich grzech贸w?
A nie g贸wno?
To jest o przyprawianiu rog贸w?
Liczy艂em na przek膮ski.
- Idziemy do pubu? - Tak.
A ksi膮偶ki na makulatur臋.
NAPISY: PAWE艁 SK艁ADANOWSKI Iyuno
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.