All language subtitles for FISK.S01E02

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

No nie!

Ming.

Ming!

Wynocha.

Sprawdzam, czy zakaz dalej obowi膮zuje. Najwyra藕niej.

Wy偶ej. Wy偶ej. Ni偶ej.

- Dzie艅 dobry, Roz i adminie. - Cze艣膰, Helen. Nie. Bardziej prosto.

Troch臋 na prawo. Dobrze. Jeszcze bardziej.

- Pu艣膰. - Helen, st贸j!

- Nie wchod藕 tam! - Co si臋 dzieje?

To z ekscytacji. Przygotowa艂em ci gabinet.

Wystr贸j na wypasie. Tam.

- W porz膮dku? - Tak. Daj mi chwil臋.

Jestem nerwowa. Nie krzycz na mnie.

- To tutaj? - To schowek.

Oto tw贸j gabinet.

To te偶 schowek.

Bezpretensjonalnie. Mog臋 tu przes艂uchiwa膰 podejrzanych.

- Jak biurko? - Na rysunku wygl膮da inaczej.

Zhakowa艂am je. Podoba ci si臋?

Chyba nie musia艂a艣, ale tak.

Akcesoria zamawiaj u George'a. Tylko nie szalej.

To dla klient贸w.

Mo偶e znalaz艂oby si臋 co艣 wygodniejszego?

- Za艣wieci艂o si臋? - Tu nie.

Tu te偶 nie.

Mo偶e czym艣 by przykry膰 ten grzyb?

Znam stron臋 z inspiruj膮cymi plakatami.

"Rado艣膰", "Mi艂o艣膰". W ten dese艅.

To mnie omija.

Mo偶esz zam贸wi膰 w艂asny.

- "Spotkanie", "lunch", "telefon". - Inspiruj膮ce.

No wi臋c co lubisz?

Mojego psa, zupy. Bardzo lubi臋 zupy.

Telewizj臋. Herbat臋 i ciasteczka.

Karmelowe s膮 pyszne.

- M贸wisz jak moja babcia. - Lubi臋 szerokie spodnie.

Czuj臋 si臋 w nich bezpieczna.

- Cze艣膰, Bob. Jak si臋 masz? - Rosalyn Gruber!

Mi艂o ci臋 widzie膰. Mam ma艂o czasu.

Um贸wi艂em si臋 na lunch.

To nie zale偶y ode mnie,

tylko od naszej nowej pracownicy, Helen Tudor-Fisk.

- Fisk. Jest mo偶e krewn膮... - To ojciec.

No prosz臋. Ciekawe. Ta plotka jest prawdziwa?

- On i radca...? - Helen!

- To jest Bob Stanley. - Witaj, Bob.

Tak. Po 艣mierci mamy ojciec z hukiem wyszed艂 z szafy.

Zamieszka艂 z radc膮. Wejdziemy do 艣rodka?

GO艢膯

SZKLANKI DLA KLIENT脫W

KLUCZ DO TOALETY

W testamencie zapisano, 偶e prochy zostan膮 podzielone

mi臋dzy rodzin臋 Alana Munstera a Kellie-Joy Frazer.

Powinnam dosta膰 ca艂膮 urn臋,

ale skoro Ally uzna艂, 偶e po艂ow臋, to dobrze.

Nie napisano o po艂owie,

tylko o podziale. Mamy ustali膰 proporcje.

- Jestem wdow膮. - Byli艣cie po 艣lubie?

- To nowina. - Nie mieli 艣lubu.

Pobrali艣my si臋 w sercach.

Nie potrzebowali艣my papierka.

Do 艣lubu jest on potrzebny.

S膮 jakie艣 przek膮ski? Przegryz艂bym co艣.

- Roz zwykle cz臋stuje. - Niestety nie ma.

Szkoda. Nawet sera?

Nawet. Jak d艂ugo by艂a艣 zwi膮zana

- z panem Munsterem? - Pi臋膰 minut.

Instagram temu przeczy.

Oficjalnie byli艣my par膮 od pa藕dziernika zesz艂ego roku.

Wcze艣niej flirtowali艣my w biurze, 艣wintuszyli艣my.

Bo偶e. Moja biedna matka nie zas艂u偶y艂a na to.

To 艂adne, a to okropne.

呕y艂 pe艂ni膮 偶ycia, Gina. Jest takie powiedzenie:

"Po co i艣膰 na stek, skoro mleko jest za darmo?".

- Co? - Chyba chodzi艂o o:

"Po co i艣膰 na hamburgera, skoro w domu jest stek?".

Jasne. Nadal nie rozumiem, co chcesz powiedzie膰.

M贸wi臋, 偶e jestem stekiem.

Powiedzia艂abym, 偶e raczej hamburgerem.

- 呕adnym hamburgerem. Stekiem. - O nie.

Bardziej kebabem.

Roz? Widzia艂em Boba w sali konferencyjnej.

- To twoje? - Nie wiem.

Ale to jest moje. Jezu.

Zepsute.

Gdzie przek膮ski? Dajmy im taramasalat臋 i tzatziki,

a Bob zgodzi si臋 na wszystko.

Nie wolno mi obs艂ugiwa膰 klient贸w.

Znajd藕 jaki艣 hamas i naklej na nim imi臋 Boba.

M贸wi si臋 humus.

- W kwestii... - Dobry humus.

Niebo w g臋bie.

W kwestii podzia艂u proch贸w

proponujemy pi臋膰 gram贸w lub jedn膮 艂y偶eczk臋.

- Jedn膮 艂y偶eczk臋? - Mo偶e to niewiele,

ale wystarczy, by umie艣ci膰 w medalionie czy relikwii.

- Reli-co? - W pami膮tce.

Jest firma, kt贸ra umieszcza prochy w kuli ze 艣niegiem.

- Sympatyczne. - Tak my艣lisz? No w艂a艣nie.

Czasami prochy miesza si臋 z tuszem i robi tatua偶.

- Naprawd臋? - Zrobi臋 sobie!

B臋d臋 mie膰 misia Ally'ego na ramieniu.

Bardziej ci pasuj膮 dziary nad ty艂kiem.

Akurat ju偶 mam.

Moja klientka, chwileczk臋.

To nie fair. Potrzebuj臋 wi臋cej ni偶 pi臋膰 gram贸w

na tatua偶 i kul臋.

Fair, bo tak wysz艂o z oblicze艅.

Poka偶臋 wam, jak.

Trzeba por贸wna膰, ile czasu sp臋dzi艂a艣 z nim ty,

a ile sp臋dzi艂 z rodzin膮.

A wi臋c m贸wisz, 偶e byli艣cie razem p贸艂 roku.

Wierz臋 ci i dolicz臋 te偶 pocz膮tki.

Wychodzi 7,44 miesi膮ca. Ich ma艂偶e艅stwo trwa艂o 48 lat,

by艂a dw贸jka dzieci, co daje 76 lat. 76 plus 48 to razem 124 lata.

By por贸wna膰 wyniki, trzeba przeliczy膰 czas na miesi膮ce.

To razy 12 daje 1488 miesi臋cy.

R贸偶nica kolosalna. Teraz bierzemy wag臋 proch贸w.

Wa偶膮 do 3 kilogram贸w. Przeliczamy jednostki na gramy

I st膮d wychodzi dla ciebie 5 gram贸w.

Jedna 艂y偶eczka. W zasadzie 4,7, ale 艂askawie zaokr膮gli艂am.

Co ty na to, Bob?

Tak, imponuj膮ce.

To uczciwa oferta.

Wszyscy jeste艣my zadowoleni? Albo chocia偶 zgadzamy si臋?

- Tak. - 艢wietnie.

Zlec臋 domowi pogrzebowemu wydanie proch贸w.

Chc臋 dosta膰 porz膮dne 5 gram贸w. Na przyk艂ad z serca.

呕adnych proch贸w ze st贸p.

Mo偶e na nast臋pne spotkanie

przygotujesz jakie艣 w臋dliny, mo偶e i lawasz?

Zajm臋 si臋 tym.

We藕miesz humus? Nikt go nie chce.

Pewnie.

Dzi臋ki.

A ty 偶yczysz sobie jakie艣 przek膮ski?

Jeste艣 zdenerwowana.

- Viktor. - Helen! Co si臋 sta艂o?

- Nie mam ci臋 w kalendarzu. - Ty nie w pracy?

Urlop. Co to za zapach?

Chyba nie wzi臋艂a艣 psa? Mam uczulenie.

- Wiem. - Popcorn i mi臋so.

- To tylko ja. Tata w domu? - Tak, a co?

Mo偶e chc臋 si臋 z nim przywita膰?

- Naprawd臋? - Tak.

Chcia艂abym te偶 po偶yczy膰 opiekacz, bo kuchenka mi si臋 zepsu艂a.

Spodziewa艂a艣 si臋, 偶e tak sko艅czysz?

Rozw贸dka bez mieszkania,

jedz膮ca steki z opiekacza do kanapek.

Nie do kanapek, tylko do grillowania.

We藕 go w niedziel臋, kiedy przyjdziesz na obiad.

Nie jeste艣 szefem ojca.

Pracowa艂em z nim 15 lat.

Od dawna mu szefuj臋.

- Dobrze. Wezm臋 w niedziel臋. - Cudownie.

Do zobaczenia. Tata przyrz膮dzi owoce morza.

Super. Ryba. Niczyj przysmak.

Tak, Viktor.

Zapro艣 May i Grahama na niedziel臋.

Dlaczego ja?

To twoje wujostwo.

Chc臋 og艂osi膰 co艣 wa偶nego.

Czy to eufemizm?

- Pytam, czy to eufemizm. - Tak, Helen, s艂ysza艂em.

Zadzwo艅 do ciotki i wujka. Dzi臋kuj臋.

Do widzenia.

O rany. Postara艂e艣 si臋.

Biurowe rewolucje.

Wszystko za 80 dolar贸w. Dasz wiar臋?

- Owszem. - Zobacz.

Najwygodniejsze krzes艂o dla klient贸w.

- Krzes艂o? - Pomy艣la艂em nieszablonowo.

Co to? Fez?

A mo偶e dla ma艂py?

MAGAZYN

Nie mo偶e tu wchodzi膰, kiedy chce,

ogl膮da膰 telewizji i spa膰.

Spa艂a na kanapie, kiedy wr贸ci艂am.

I w czym problem?

To wbrew zasadom. Wynajmuj臋 ten dom.

Dopilnuj臋, 偶eby nie ogl膮da艂a tu telewizji.

Dzi臋kuj臋. Nie wchod藕 do mojego...

Z艂o艣liwo艣膰. Jest pod艂膮czony do 艣ciany.

Teraz ju偶 nie.

Dobrze. Dobrze.

Poczytam sobie ksi膮偶k臋. Nawet lepiej.

Cholera. Minh!

Co ty robisz?

- Pal臋 艣mieci. - Bo偶e!

Poczekaj.

Dorzu膰 i j膮.

Dzi臋ki.

Witajcie, May, Helen.

Fajna bluzka. Jak ze szko艂y dla mim贸w.

- Graham idzie? - Tak.

Graham, gdzie jeste艣? Jak zwykle na ty艂ach.

- Tak. To m贸j najnowszy nabytek. - Daje po oczach.

To tylko cia艂o. Ka偶dy je ma.

Facet ma wielkiego.

- Naprawd臋? - Ca艂a barramunda.

Super! Ryba.

- My艣la艂am, 偶e nie lubisz ryb. - Co?

Mia艂em nie przyrz膮dza膰 gotowanej, bo Helen nie lubi.

Nikt nie lubi gotowanych ryb.

- Zacz臋艂a艣 je艣膰 ryby? - Tak.

Wygl膮da smakowicie.

Technika glinianego pieca.

Obtaczamy ryb臋 w cie艣cie z m膮ki, soli i wody.

- Ciasto twardnieje na skorup臋. - Mog臋 wam przerwa膰?

Zanim rozpoczniemy uczt臋,

chcieli艣my og艂osi膰, 偶e w zesz艂y czwartek wzi臋li艣my 艣lub.

Dacie wiar臋? Wypijmy za Tippy'ego i Tony'ego.

Tato, czemu mnie nie zaprosi艂e艣?

To by艂a tylko formalno艣膰 w urz臋dzie.

Nie chcia艂em ci臋 k艂opota膰.

- Jestem w szoku. - To legalne.

- Wielu gej贸w si臋 偶eni. - Naprawd臋?

Ona wie, 偶e to legalne, tyko...

Jest zaskoczona. Jak my wszyscy.

Zapomnia艂em o sosie.

Nie tylko o nim zapomnia艂e艣.

Anthony od dw贸ch lat jest wdowcem.

Dzi臋kuj臋, Viktor. Pami臋tam, kiedy zmar艂a moja siostra.

Skusz臋 si臋 na t臋 ryb臋. Jaka wilgotna.

Nie m贸w "wilgotna".

- Ju偶 nie ma pieczywa? - Zjad艂e艣 cztery bu艂ki.

- Du偶o. - Dra艅.

Wybacz. Chcia艂e艣 ostatniego ziemniaka?

I tak w bia艂y dzie艅!

- Widzisz go? - Tony, zostaw.

- Rozz艂o艣cisz go. - Co jest?

Opos podgryza magnoli臋 i obsrywa porte coch猫re.

- Co? - Podjazd.

Naogl膮dali si臋 The Crown.

Nie!

- Cholera. - Anthony, zabi艂e艣 go.

Udaje zdech艂ego, jak to opos.

Helen, sprawd藕 kijem, czy jest martwy.

Dlaczego ja mam go d藕ga膰?

W porz膮dku? Zabierz go.

Viktor, otw贸rz drzwi. Ju偶 na ciebie nie skoczy.

- Nie 偶yje. - Szybko.

Na lito艣膰 bosk膮.

Po co mu ten arsena艂?

- Got贸w? - O Bo偶e.

Mog臋?

- Do zobaczenia. - Prze偶y艂a艣?

Cze艣膰, Viktor.

Na razie. Co z tat膮?

W porz膮dku. Nie zapomnia艂a艣 o czym艣?

- Mam opiekacz. - Helen!

Jasne, u艣cisk.

Mi艂o, ale to mia艂em na my艣li.

- Nie chc臋 resztek. - To opos.

Nie mo偶e tu zosta膰.

- Nie wezm臋 go. - Przecie偶 jest w lod贸wce.

- Id藕. - Po co w lod贸wce?

- Ma by膰 艣wie偶y? - Zabierz go st膮d.

- Dzi臋ki. - Dzi臋ki za cudowne popo艂udnie.

Jezu.

Poczekaj, Artie. Wiem, chwila.

Ju偶 id臋.

Nie sikaj na dywan!

Juliana.

Babcia m贸wi, 偶e zostawi艂a艣 zdech艂ego kota pod jej drzwiami.

To jaki艣 rasistowski 偶art?

Bo偶e, nie. To nie kot, tylko opos.

Opos w lod贸wce. To wcale nie jest dziwne.

Kosze by艂y pe艂ne, ale pozb臋d臋 si臋 go.

- Jest inny 艣mietnik. - Ju偶 po nim.

- Babcia go spali艂a. - 艢wietnie. Dzi臋ki, Minh.

Babcia chce, 偶eby艣 si臋 wynios艂a do pi膮tku.

- Mam umow臋 na dwa miesi膮ce. - Anulowa艂am j膮.

- Nie mo偶esz. - W艂a艣nie to zrobi艂am.

W Airbnb wszystko jest dozwolone.

Wi臋c donios臋, 偶e babcia

urz膮dzi艂a sobie spalarni臋 w ogr贸dku.

Zobaczymy, czy wszystko jest dozwolone.

Wyno艣 si臋.

- Wyprowadz臋 si臋 do pi膮tku. - Wyno艣 si臋 teraz.

Babciu, kaza艂em jej si臋 wynie艣膰. Dzisiaj. Nie w pi膮tek.

G贸ra tydzie艅, tato.

Na mi艂o艣膰 bosk膮, Tony. Nie!

Helen! Wracaj!

Mam alergi臋!

Cholerny Viktor. Dzi臋kuj臋.

Na pewno mog臋 tu zosta膰?

- Jasne. - Dzi臋kuj臋.

- Co艣 taka zm臋czona? - Mia艂em stresuj膮cy poranek.

- Ledwo 偶yjesz. - Wywalili mnie z Airbnb.

- Zostawi艂am tam rzeczy. - Wygl膮dasz tragicznie.

W艂a艣nie m贸wi臋.

- Dzie艅 dobry! - Wiem, 偶e wygl膮dam okropnie.

Nie widz臋 r贸偶nicy.

Gina, usi膮d藕 sobie w bardzo wygodnym fotelu.

Mo偶e herbaty?

Wody, dzi臋kuj臋. I ciasteczka.

To nie menu?

Gina.

Cze艣膰. Przekazanie jest dopiero o trzeciej.

Rozmy艣li艂am si臋.

Mama zajrzy do urny i on musi tam by膰 ca艂y.

I b臋dzie ca艂y.

Zabraknie tylko odrobiny.

Brakuj膮ce prochy b臋d膮 przypomina膰 o tym annus horribilis.

O roku, gdy zdzira ukrad艂a jej m臋偶a i umie艣ci艂a jego prochy w kuli.

Nie wiemy, czy to zrobi.

Dzi臋ki, George. Przynie艣 chusteczki.

Mo偶e zrobi sobie tatua偶, albo je zgubi.

Nie wiemy, co si臋 stanie.

- Mama zawsze... - Sko艅czy艂y si臋.

My艣la艂a, 偶e on oprzytomnieje

i wr贸ci do domu, ale umar艂.

Rozumiem.

Jest poruszona, bo b臋dziemy rozdziela膰 prochy jej ojca.

- Nie b臋dziemy. - Owszem.

Zostaw nas na chwil臋.

Ja?

Uspok贸j si臋, przynios臋 chusteczki.

Wiesz, 偶e to nie toaleta?

Tak.

S艂owo, 偶e do tego nie dojdzie.

Zostawi臋 ci臋 na momencik.

Nie mam wp艂ywu na to,

co Kellie-Joy zrobi z prochami.

Wi臋c nie dopu艣膰, 偶eby je dosta艂a.

Roz? Nie mog臋 wsta膰.

Dzi臋ki za cierpliwo艣膰, Gina.

Do zobaczenia o trzeciej. Na razie.

Serio? Worek do siedzenia

i papier toaletowy?

Mia艂am z艂e pomys艂y.

Jad臋 po rzeczy, ale wisisz mi przys艂ug臋.

Widzisz? Dlatego nie mog臋 i艣膰 na urlop.

Papier toaletowy i worek. Dobry Bo偶e.

Kto艣 pomyli艂 worek ze sraczem? Nie by艂 opisany?

Roz, zr贸b plakietk臋.

- Dobrze. To Alan Munster? - Tak.

- Wezm臋 go. - To dla ciebie.

- To kafejki na dole. - Dzi臋ki, George.

- Posmakuj oszustwa. - Wybaczam ci.

Kupi艂e艣 w臋dliny na spotkanie?

- Jasne. - Te偶 mo偶e by膰.

Mam te偶 eleganck膮 desk臋 ser贸w.

Jeste艣 niezr贸wnany.

Bob b臋dzie wniebowzi臋ty.

Zanie艣 do konferencyjnej, a ja zajm臋 si臋 Alanem.

ALAN MONSTRUM

ALAN MUNSTER

- Nie odzywaj si臋 do mnie! - Spokojnie.

- Gdzie Roz? - Nie m贸w jej.

Nie zap艂ac臋. Obieca艂a艣, 偶e do tego nie dojdzie.

Tak mi przykro. Helen, mia艂a艣 to za艂atwi膰.

- Za艂atwi艂am. - Nie!

Da艂a艣 tej pi臋膰 gram贸w proch贸w mojego ojca.

Da艂em jej pi臋膰 gram贸w proch贸w, ale nie twojego ojca.

- Co? - Helen, co艣 ty zrobi艂a?

M贸wi艂a艣, 偶e mam to za艂atwi膰.

Chodzi艂o mi, 偶eby艣 znalaz艂a podstaw臋 prawn膮,

by nie przekaza膰 proch贸w.

Dobrze, teraz to rozumiem.

Ale zabrzmia艂o to tak: "Za 偶adne skarby

nie mo偶esz da膰 jej proch贸w.

Rozumiemy si臋?".

Pr贸bujesz mnie na艣ladowa膰?

Mo偶esz mi pogratulowa膰, bo to nie jest ojciec.

To jest on. W ca艂o艣ci.

A z czego te drugie prochy?

- Bez znaczenia. Ko艣膰 to ko艣膰. - Ko艣膰.

- To ludzkie prochy? - Oczywi艣cie, 偶e nie.

Spodziewa艂am si臋 innej reakcji.

My艣la艂am, 偶e si臋 ucieszycie.

Tata jest tw贸j. Co do grama.

Wszystko dla ciebie. Nie ma za co.

- Dobry robota. - Dzi臋kuj臋, Roz. Wreszcie.

Mam si臋 czego ba膰?

Mo偶e. George to sk艂ada艂 i nie wiem, czy si臋 utrzyma.

Chodzi o prochy dla Kellie-Joy.

Prochy ludzkie, zwierz臋ce, co za r贸偶nica.

Zwierz臋ce? Chyba nie zabi艂a艣 swojego kota?

- Nie mam kota. - Ju偶 nie.

- To nie by艂 kot. - Wi臋c pies?

Chyba nie chc臋 wiedzie膰.

艢winka morska? Nie m贸w!

Nie chc臋 by膰 wsp贸lnikiem. Go艂膮b?

Podpowied藕. Je艣li ona chce sobie zrobi膰 tatua偶,

niech to b臋dzie opos z ran膮 g艂owy.

I na tym poprzesta艅my.

- Helen, nie pij tego! - Czemu?

Przynios艂em ci dobr膮 kaw臋 z do艂u.

NAPISY: PAWE艁 SK艁ADANOWSKI Iyuno

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.