Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Dziesi臋膰 lat w Peacock i Lee w Sydney. Ale jeste艣 z Melbourne.
Przenios艂am si臋 do Sydney po 艣lubie, ale m贸j m膮偶
porzuci艂 mnie dla starszej. Postanowi艂am uciec przed traum膮.
Wr贸ci艂em do Melbourne. To tymczasowy adres.
Wynajmuj臋 pok贸j w Airbnb, p贸ki si臋 nie ogarn臋. Ale to niewa偶ne.
- Nie widz臋 referencji. - Nie?
Masz jakie艣?
Nie.
Mo偶esz je zdoby膰?
Nie.
- To zaw臋偶a wyb贸r. - Wezm臋 cokolwiek.
Prawo rodzinne.
Troch臋 lizn臋艂am, ale nie mam do艣wiadczenia w s膮dzie.
- I nie jestem zbyt towarzyska. - A zmarli?
- Nie przepadam. - Gruber i Gruber.
Ma艂a kancelaria specjalizuj膮ca si臋 w testamentach.
- Nie jestem wybredna. - Nie.
Tak ubierasz si臋 do pracy?
Codziennie. Mam trzy takie same garsonki.
To oszcz臋dno艣膰 czasu i nie mam dylemat贸w. Super.
Tak?
Mo偶esz odszykowa膰 si臋 na rozmow臋.
Co tu mo偶na odszykowa膰?
To odpu艣膰 chocia偶 festiwal br膮z贸w.
Wtapiasz si臋 w krzes艂o niczym
kameleon.
Annabelle, om贸wmy przysz艂y tydzie艅.
Przepraszam. Nie zauwa偶y艂am pani.
KANCELARIA PRAWNA GRUBER I GRUBER
- Dzi臋kuj臋. - 艁adna garsonka.
Kojarzy mi si臋 z serem.
- 艢mia艂y kolor. Ray Gruber. - Helen Tudor-Fisk.
- Tudafish. Holenderskie nazwisko? - Fisk. Z "k" na ko艅cu.
- Tak jak... - S臋dzia Anthony Fisk.
- Tak, to m贸j tata. - Wielki cz艂owiek.
- Na emeryturze, ale tak. - Zetkn膮艂em si臋 z nim.
Podoba mi si臋 jego styl. To prawdziwy erudyta.
- Uwielbia anegdoty. - Co my tu mamy?
Peacock i Lee, dobra kancelaria. S膮 referencje?
Powinny tam by膰.
Agencja nie...? Zadzwoni膰 do nich?
- Przy艣l膮. - Nie trzeba.
Wiesz, dlaczego? Podoba mi si臋 twoja twarz.
- Ta? - Bije z niej do艣wiadczenie.
Pewno艣膰 siebie i profesjonalizm.
Pracowito艣膰. "Robi臋, co do mnie nale偶y".
- Mam racj臋? - Tak. To ja.
Haruj臋 jak w贸艂.
Helen, 艣mier膰 to smutna okoliczno艣膰.
Potem robi si臋 nudno. Jest du偶o papierkowej roboty.
Ludzie wol膮 to za艂atwia膰 z bardziej dojrza艂ymi kobitkami.
Ju偶 tak nie mo偶na m贸wi膰, wi臋c - paniami.
- Czy jak tam o sobie m贸wisz. - Zwykle - kobieta.
W艂a艣nie kogo艣 takiego szukamy, droga Helen Tudor Fisk.
- A wi臋c dosta艂am t臋 prac臋? - Tak.
Wiekowo nawet si臋 do ciebie nie zbli偶aj膮. Ile masz lat?
- Pi臋膰dziesi膮t pi臋膰? - Czterdzie艣ci siedem.
Wygl膮dasz starzej. I dobrze. Od poniedzia艂ku?
- Jasne. Dzi臋kuj臋. - Witaj na pok艂adzie.
- Uwielbiam 偶贸艂膰. - 艢wietnie, bo...
呕artuj臋. Do poniedzia艂ku.
- Bez krzykliwo艣ci. - Dobrze.
Wielkie dzi臋ki.
Bardzo prosz臋.
- Co to za chodz膮cy banan? - Twoja nast臋pczyni.
- Nowa wersja ciebie. - Boi si臋, 偶e potr膮ci j膮 samoch贸d?
- A referencje? - Zapomnieli wys艂a膰.
- Spokojnie, to Fisk. - Kto?
To c贸rka s臋dziego S膮du Najwy偶szego.
Tego nam trzeba, Rosaline. Odrobiny klasy.
艢wietnie.
Cze艣膰, Juliana.
Dzwoni艂a艣 do mnie milion razy. Co si臋 sta艂o?
Twoja babcia zn贸w jest w mojej sypialni.
Ci膮gle tu przychodzi i sprz膮ta.
Pewnie ba艂aganisz, bo tego nie lubi.
Ale wynajmuj臋 ten dom.
Nie, to Airbnb.
- Bez r贸偶nicy. - Nie do ko艅ca.
W og艂oszeniu by艂a mowa o ca艂ym domu, a twoja babcia
ma osobny pok贸j, wi臋c...
Zgodzi艂a si臋 na psa. Powinna艣 by膰 jej wdzi臋czna.
Jestem wdzi臋czna, ale musi przesta膰 go karmi膰.
Ja si臋 tym zajmuj臋. Mnie te偶 nie musi karmi膰.
Lod贸wka jest pe艂na jedzenia. Czemu mi je przynosi?
Narzeka艂a艣, 偶e kuchenka si臋 zepsu艂a.
- Czego si臋 spodziewa艂a艣? - 呕e j膮 naprawi.
I jeszcze buty. Musz臋...
- Juliana! Co tu robisz? - Moje buty...
Narzeka, 偶e ci膮gle tu przychodzisz.
Wyja艣nisz jej zasady?
Powiedz jej, 偶e buty maj膮 by膰 na zewn膮trz.
Nie chc臋 tu brudu.
Tak, ale...
I nie opiekuje si臋 psem.
Nie karmi go, jest zawsze g艂odny.
Trudno, zasady to zasady.
Wszyscy ich przestrzegajmy, dzi臋ki.
Bo偶e! Moje buty! Mo偶ecie odda膰 mi buty?
Tak.
Sp贸jrz na liczby.
Nie藕le, ale mog艂o by膰 lepiej. Zawsze mo偶e by膰 lepiej.
Ca艂y Bevo.
Jakie zgranie w czasie. Jeff?
Jeff. Co艣 przerywa. S艂yszysz mnie?
- S艂yszysz mnie? - Wszyscy ci臋 s艂yszymy.
Oddzwo艅, kiedy b臋dziesz m贸g艂.
Cze艣膰.
Przykro mi, ale musisz wyj艣膰.
- Ja mam wyj艣膰? - U nas si臋 nie krzyczy.
- Nie krzycza艂am. - M贸wi艂a艣 agresywnie.
Zachowywa艂a艣 si臋 bardzo g艂o艣no.
Dobrze, ale g艂o艣ne to jest to.
Siema, brachu!
Jestem wa偶nym biznesmenem. Biznes, biznes, biznes.
Liczby. Jestem wa偶ny. To jest g艂o艣ne.
Ale m贸j ton teraz i wcze艣niej
by艂 absolutnie stosowny do kawiarni.
Mo偶esz ju偶 i艣膰? Krzyk jest dla nas niezno艣ny.
"Niezno艣ny". Jasne.
- Po co zdj臋cia? - Na stron臋.
Do zak艂adki "o nas". Jestem adminem.
- Chyba wystarczy. - Mo偶e by膰?
Bo偶e, nie, jeszcze jedno.
- Mo偶e na艂贸偶 jaki艣 filtr? - Mo偶e.
Helen? Roz Gruber, kierowniczka biura. Pozna艂a艣 ju偶 George'a?
- Admin nadal robi zdj臋cia. - To nasz specjalista od spadk贸w.
- Konsultuj si臋 z nim. - Dobrze.
Jeste艣 jedn膮 z Gruber贸w?
Tak, siostr膮 Raymonda.
Ale nie jeste艣 prawniczk膮?
Straci艂a licencj臋.
Zosta艂am tymczasowo zawieszona.
Ale grozi ci...
- Zajmij si臋 czym艣. - Poprawi臋 twarz Helen.
Dzi臋kuj臋.
- Oprowadz臋 ci臋. - 艢wietnie.
- Powiesz, za co ci臋 zawiesili? - Nie.
- To nie pytam. - Kuchnia.
Mo偶esz si臋 cz臋stowa膰 wszystkim po tej stronie.
Batony, herbatniki, kubki, itd.
po tej stronie - tylko dla klient贸w.
Przynie艣 w艂asny kubek, a kr膮偶ki kukurydziane s膮 moje.
- Nie ruszaj. - Dzie艅 dobry.
- Dokumenty na pocz膮tek. - Jestem gotowa.
- W艂a艣nie j膮 oprowadzam. - To nie muzeum.
Nudzi si臋, odk膮d straci艂a licencj臋.
Zosta艂am zawieszona. Nie straci艂am licencji.
Wci膮偶 j膮 to boli.
- Chod藕my dalej. - Ju偶 id臋.
- Ju偶. - Klucz do toalety wisi na haczyku
przy moim biurku, i zawsze nale偶y go zwraca膰.
- Gdzie jest toaleta? - Tam, po lewej.
- Po co zamyka膰? - Wiem, co i jak.
Dzi臋ki temu ch艂opcy s膮 porz膮dni.
Sprawdzasz po ka偶dej wizycie?
Nie po ka偶dej. Mam inne rzeczy do roboty.
Wi臋c teoretycznie mog臋 zosta膰 obwiniona
za czyj艣 nieporz膮dek.
Kto艣 nabrudzi, nie sprawdzisz,
potem ja wejd臋, potem ty i b臋dzie na mnie.
S艂uchaj.
Klucz do toalety jest na haku.
- Rozumiesz, co mam na my艣li? - Nie.
Krwisty, 艣rednio wysma偶ony. Ju偶 po wycieczce?
Sko艅czy艂a艣 rozmawia膰 o toalecie?
Nie rozumiem, po co j膮 zamyka膰. Sko艅czy艂am.
Na razie posadzimy ci臋 tutaj,
- a potem pomy艣limy. - 艢wietnie.
Chod藕my. Uwaga na kraw臋d藕. Mo偶na rozbi膰 kolano.
- Mo偶emy? - Tak.
Helen, to Ruth O'Malley.
Ruth, zostawi臋 ci臋 z nasz膮 now膮 pracowniczk膮.
A ty mi zostaw przepis na kurczaka w morelach.
Jasne, Roz.
Przepraszam, chwileczk臋.
Roz, kim jest Ruth?
Twoj膮 klientk膮.
My艣la艂am, 偶e w pierwszym tygodniu poczytam akta
i zapoznam si臋 z prawem spadkowym.
Klientka to do艣膰 spore wyzwanie jak na pierwszy dzie艅.
Przykro mi.
Nie podoba ci si臋 ta praca?
Sk膮d. Bardzo mi si臋 podoba.
Tak jest.
Wracam do klientki.
W艂a艣nie.
- Ruth? Wal. - S艂ucham?
M贸w. Co mog臋 dla ciebie zrobi膰?
- M贸j 艣lubny zasugerowa艂, 偶ebym... - M膮偶.
- Nie m贸w "艣lubny". - To idzie do protoko艂u?
- Ma by膰 formalnie? - Nie lubi臋 tego s艂owa.
Tak ju偶 mam. M贸w dalej.
- Niedawno zmar艂a mi matka. - Rozumiem.
- Moje kondolencje. - Dzi臋kuj臋.
Jedn膮 po艂ow臋 maj膮tku zapisa艂a mnie,
a drug膮 mojemu bratu, Deanowi. Pod jednym warunkiem.
- Mog臋 zobaczy膰 testament? - Jasne.
Dzi臋kuj臋.
- Jak widzisz... - Daj mi przeczyta膰.
Brat otrzyma spadek, je艣li podda si臋 wazektomii.
- Tak. - Nie.
To niedopuszczalny warunek.
Ale ma pi臋cioro dzieci z pi臋cioma kobietami.
To przesada, ale nikogo nie mo偶na zmusza膰 do...
- To wi膮偶膮cy dokument. - Czy偶by?
Kupili艣my formularz na poczcie.
Ani twoja matka,
ani ty nie mo偶ecie zmusi膰 brata do wazektomii.
Uprzedzaj膮c pytanie, poczta te偶 nie.
To nie le偶y w ich kompetencjach.
Rozmawia艂a艣 z Peacock i Lee, zanim zatrudni艂a艣 Helen?
Nie. Sam podj膮艂em decyzj臋.
Jednak szkoda, 偶e nie zadzwoni艂e艣.
- Wiedzia艂e艣, 偶e j膮 zwolnili? - Tak.
Nie wiedzia艂em.
Nie chodzi o pieni膮dze, tylko o zasady.
- Jasne. - Moim zdaniem to wstyd
wp臋dzi艂 moj膮 matk臋 do grobu.
Wed艂ug tych danych, wstyd i rak.
- S艂ucham? - Powinno si臋 j膮 nadzorowa膰.
- Ty nie mo偶esz, jeste艣 zawieszona. - Wiem.
- Chyba nie... - Owszem.
Roz!
- Chcia艂abym, ale nie mog臋. - Jestem po du偶ym obiedzie.
Jest akt zgonu? Nie widzia艂am.
Wszystko gra. Ciotki sobie gaw臋dz膮.
Tw贸j brat pewnie si臋 nie zgadza, bo inaczej by ci臋 tu nie by艂o.
Boi si臋, 偶e to wp艂ynie na jego prac臋.
Jest zawodowym dawc膮 spermy?
Jest penisowym malarzem.
W porz膮dku. Nie oceniam. To te偶 sztuka. Maluje penisy.
Nie, maluje penisem.
Ale jak...
Przepraszam, ale jak on to robi?
Nie chc臋 wchodzi膰 w szczeg贸艂y.
Rozumiem, ale niestety musz臋 spisa膰 protok贸艂.
Wi臋c jak on to robi?
Chodzi na imprezy i portretuje ludzi penisem.
To rodzaj rozrywki.
Nie zapisujesz?
Nazwijmy to po imieniu. Powiedzmy: fiut i p艂贸tno.
Czy mog臋 uzyska膰 nakaz s膮dowy,
by zmusi膰 go do wazektomii?
Pozw贸l, 偶e co艣 ci wyja艣ni臋.
Ta sprawa nigdy nie trafi do s膮du,
wi臋c musisz wybi膰 to sobie z g艂owy.
S膮dz臋, 偶e si臋 mylisz i s臋dzia stanie po mojej stronie.
Wcale mnie nie s艂ucha艂a艣.
Bo co艣 mamroczesz. To irytuj膮ce.
- Mo偶esz m贸wi膰 g艂o艣niej? - Dobrze.
Mo偶e to pomo偶e. S艂yszysz mnie?
Ray! Raymond!
Nie mo偶na nikogo zmusi膰 do wazektomii.
- To wbrew prawu. - Przesta艅.
M贸wi艂a, 偶e mnie nie s艂yszy.
Teraz na pewno ci臋 s艂ysza艂a.
Zgadniesz, co powiem?
呕e nie mo偶na zmusza膰 do wazektomii?
Chcia艂am jej to u艣wiadomi膰, ale nie s艂ucha艂a.
Dlatego wyrzucili ci臋 z pracy?
Sk膮d wiesz?
Pono膰 zaatakowa艂e艣 klientk臋.
Nie zaatakowa艂am jej. Krzykn臋艂am.
Mo偶e nazwa艂am j膮 g艂upi膮 zdzir膮...
- Jezu! - Nie jestem z tego dumna.
Dlatego o tym nie powiedzia艂am.
Ale mia艂am pow贸d, bo wda艂a si臋 w romans...
Mo偶e stracili艣my klientk臋.
- Wiesz, kto to klient? - Potencjalny przyjaciel.
- Klient to pieni膮dze. - Ruth wr贸ci jutro.
Powiedzia艂am, 偶e Helen wzi臋艂a za du偶o lek贸w przeciwb贸lowych.
Dzi臋ki, Roz.
"G艂upia zdzira"?
S膮 okoliczno艣ci 艂agodz膮ce.
Okazuje si臋, 偶e ta zdzira mia艂a romans z m臋偶em Fisk.
Wiedzia艂am, 偶e co艣 jest z ni膮 nie tak.
Trzeba ni膮 pokierowa膰.
Chcesz, by zosta艂a?
Nie mam si艂y na wi臋cej rozm贸w kwalifikacyjnych.
Wypr贸buj na niej swoje patenty mentorskie.
- Dobra. - Jeste艣 w tym dobra.
Wiem.
- Mog臋 prosi膰 kaw臋 z mlekiem? - Nie.
Nie tw贸j interes.
Owszem, m贸j. Ca艂y lokal.
Napij si臋 kawy gdzie indziej.
Wi臋c dzisiaj mam i艣膰 gdzie indziej,
ale jutro mog臋 tu wr贸ci膰? Nie?
Cze艣膰, Roz. Mam kaw臋 dla ciebie.
Na dole jest 艣wietna kawiarnia.
Wol臋 t臋 kaw臋. Spr贸buj.
- Ciekawy smak. - Dzie艅 dobry!
- Kawa za dolara! - Tak.
- Jest twoja. - Jak im si臋 to op艂aca?
Pewnie kupuj膮 ta艅sze ziarna.
Wiesz, jak smakuje? Oszcz臋dnie.
- Kupi艂am to dla ciebie. - Zwr贸ci膰 ci dolara?
To w podzi臋ce za to, 偶e mnie nie zwolni艂e艣.
Nie kupi艂a艣 jej dla mnie?
Tobie te偶 dzi臋kuj臋, 偶e mnie te偶 nie zwolni艂a艣.
- Dzi臋ki, Helen. - Adminie...
Mo偶na?
Chcesz najpierw zje艣膰 swoj膮 t艂ust膮 przek膮sk臋?
Dali mi to gratis.
- Chcesz? - Te偶 nie.
Nie do mojego kosza, zasmrodzi mi gabinet.
Raymond poprosi艂,
偶ebym popracowa艂a nad twoim podej艣ciem do ludzi.
- 艢wietny komplecik. - Dzi臋ki.
- Gdzie kupi艂a艣? - Chyba Noni B.
- Widzisz, co robi臋? - Badanie rynku?
Nawi膮zuj臋 wi臋藕.
Nasi klienci cz臋sto trac膮 bliskich. Wiesz, czego im trzeba?
- Komplecik贸w? - Przyjaciela.
Musisz nawi膮za膰 wi臋藕. Udawa艂am, 偶e podoba mi si臋 tw贸j str贸j.
Je艣li kto艣 lubi gotowa膰, mo偶na poprosi膰 o przepisy.
Je艣li chodz膮 do ko艣cio艂a, wspomnij o Jezusie.
"Ciekawe, co zrobi艂by Jezus?".
A je艣li to rolnik, zahacz o...
Siano. Krowy. 艁ajno? Pragnienie 偶ony.
O pogod臋.
To te偶 przysz艂o mi do g艂owy.
Ale wybra艂am 艂ajno.
Dzie艅 dobry.
Witaj.
Nie 艣ciskam si臋, bo wci膮偶 艂upie mnie w krzy偶u.
Zaczynajmy.
- Bo...? - Jezus by tak zrobi艂.
Bo w Gruber i Gruber si臋 dzia艂a.
Jeszcze nie zna艂am tego sloganu.
Zostawiam ci臋 w r臋kach Helen. George'a ju偶 pozna艂e艣.
- B臋dzie notowa艂. - Jestem adminem.
Specjalist膮 od spadk贸w.
- Chod藕my. - Rusz si臋.
Powt贸rz臋 raz jeszcze.
Ruth, s膮 tylko dwie mo偶liwo艣ci.
Ta albo ta.
- Rozumiesz? - Nie.
Wi臋c powtarzam. Ta opcja,
albo ta, je艣li si臋 zdecydujesz.
Mo偶e zr贸b wykres ko艂owy? B臋dzie 艂atwiej zrozumie膰.
Tak. Dobry pomys艂. Dasz mi n贸偶?
Moment. To pomo偶e.
Wyobra藕 sobie, 偶e krokiecik to pieni膮dze twojej matki.
Po艂owa dla ciebie, po艂owa dla twojego brata. Proste.
- Czy Dean podda si臋 zabiegowi? - Nie.
- Odpada. - Spr贸bujmy jeszcze raz.
- Wyobra藕 sobie... - To plan pogrzebu mamy.
Wybacz, niechc膮cy.
Krokiecik symbolizuje to pieni膮dze twojej matki.
Wola艂abym, 偶eby symbolizowa艂
penisa Deana, a to - wazektomi臋.
Raczej strasznie spartolone obrzezanie.
Je艣li p贸jdziesz t膮 drog膮,
wi臋kszo艣膰, je艣li nie ca艂y spadek, poch艂on膮 koszty prawne.
Jestem prawnikiem. Patrz, to koszty prawne.
Kolejne. Czy to spadek Ruth?
Pycha!
I po spadku.
Ju偶 go nie odzyskasz. Moment.
A mo偶e jednak.
Posz艂o. Zostanie ci tylko tyle.
Dean dostanie to i...
B臋dzie mia艂 te偶 to. Ca艂ego penisa.
- Chc臋 i艣膰 do s膮du - Nie ma mowy.
- Stan臋 na podium... - Za pulpitem.
Wszystko wyja艣ni臋 przysi臋g艂ym i pos艂uchaj膮 mnie.
Nie b臋dzie przysi臋g艂ych.
To nie telewizja. Pr贸buj臋 ci pom贸c.
Potrzebuj臋 innego prawnika.
We藕 z serialu Prawo i porz膮dek.
Nie posz艂o za dobrze.
Mog臋 gryza koszt贸w?
Jasne.
- Jak posz艂o? - Dobrze.
- Mamy t臋 spraw臋? - Mo偶liwe.
Zapomnia艂a planu pogrzebu. P贸jd臋 za ni膮.
Dopiero co wysz艂a. Dogoni臋 j膮 i jeszcze zapytam.
Po co ten n贸偶?
Lubi臋 gor膮c膮.
Gor膮ce mleko st艂umi jej smak.
- Tak膮 chc臋! - Wynocha! I Masz zakaz.
- Wiem. Ruth... - To moja prawniczka.
Teraz to prawniczka. Ruth, chod藕my.
Znam lepsze miejsce. Na d艂ugo ten zakaz?
Tydzie艅? Miesi膮c?
- Masz 偶a艂osny zarost. - Ty te偶.
To niegrzeczne.
Jest niewiarygodnie nieuprzejmy.
Przepraszam, 偶e po艂o偶y艂am krokiecik na twojej mamie.
- Co艣 strasznego. - Nie szkodzi.
Mam bardzo ci臋偶ki okres.
Rozumiem, przez co przechodzisz.
- Naprawd臋? - Tak, Ruth.
Co prawda nie mam brata, kt贸ry maluje wackiem.
A kto ma?
Ale sama straci艂am matk臋, z kt贸r膮 by艂am z偶yta.
Wiem, jakie to trudne. Dasz si臋 zaprosi膰 na kaw臋?
Chod藕my do jakiej艣 mi艂ej kafejki.
Dobrze.
To tajna per艂a Melbourne.
Cze艣膰! Usi膮d藕my tam.
- Prosz臋. - Mo偶emy tu usi膮艣膰?
Jasne. Jestem sta艂膮 klientk膮.
- Latte? - Poprosz臋.
Za dolara.
- Pyszna. - Super.
Wiem, 偶e nie chcesz o tym m贸wi膰, ale musz臋 wiedzie膰.
- Jak on maluje? - O Bo偶e.
Nie umiem sobie tego wyobrazi膰.
Ma stron臋 internetow膮.
To on.
Naprawd臋 nim maluje.
Ale mocno wali. To nie boli?
Cze艣膰.
Mo偶ecie udawa膰, 偶e to kawiarnia i pi膰 t臋 g贸wnian膮 kaw臋,
ale nie ogl膮dajcie pornos贸w. Wy艂膮cz to.
- Serio? - Za du偶o fiuta.
Jest naprawd臋 pyszna. Chcesz jeszcze?
- Czemu nie. - Przepraszam! Michael, tak?
Poprosz臋 jeszcze dwie latte.
Wci艣nij przycisk i sama si臋 zrobi.
Samoobs艂uga.
O rany.
Dobra robota. Mamy spraw臋 O'Malley
i nikomu nie obetn膮 fiuta.
Wazektomia to nie obci臋cie fiuta.
Wyretuszowa艂em ci臋.
Niesamowite. Ca艂a ja.
Du偶o lepsza. Siedzia艂em nad tym 23 minuty.
- Du偶o lepsza. Dzi臋ki. - Nie ma sprawy.
O nie!
Jestem Dean. Brat Ruth.
Dobra. Sk膮d wiedzia艂e艣, gdzie mieszkam?
Adres dosta艂em w biurze,
a wpu艣ci艂a mnie twoja pi臋kna partnerka.
Moja partnerka? O Bo偶e.
- To dla ciebie, Dean. Smacznego. -Cam on, pi臋kna pani.
To znaczy "dzi臋kuj臋".
Jest wspania艂a. Ile w tym mi艂o艣ci.
- Nie jest moj膮 partnerk膮 - Nie oceniam.
Mi艂o艣膰 to mi艂o艣膰.
Chc臋 co艣 dla ciebie zrobi膰.
Co?
Bo偶e, nie. Dzi臋kuj臋.
Pozw贸l. To wiele dla mnie znaczy.
- Spodoba ci si臋. - Nie, dzi臋ki.
To wyj膮tkowa okazja.
Dobrze, ale pod jednym warunkiem.
Umiesz malowa膰 ze zdj臋cia?
- Dzie艅 dobry, Fisk. - Cze艣膰, Ray.
- Wielkie umys艂y my艣l膮 podobnie. - Tak, i mam co艣.
Prezent do biura. Co ty na to?
Cholera. Podoba mi si臋. Dzie艂o sztuki. Klasa.
- To Ahn Doh? - O'Malley. Brat Ruth.
- Kutasso? - Tak.
Wi臋c to wszystko sperma?
Nie, farba. Chyba.
- Super. - Tak.
A m贸j?
Wy艣lij mu swoje zdj臋cie.
Wol臋 pozowa膰.
- Wie, 偶e on maluje fiutem? - Tak.
Pozowa艂a艣 ju偶 kiedy艣?
Wiele razy.
Wiele razy.
- Archibaldowi i innym. - Naprawd臋?
Patrz na mnie.
- Dobrze. - Jakich farb u偶ywasz?
Najch臋tniej akryli.
- Farby na bazie wody s膮 najlepsze. - Oczywi艣cie.
Nie mo偶esz my膰 p臋dzla terpentyn膮.
I jeszcze.
Teraz namaluj臋 oczy. Sp贸jrz na mnie.
Jedno i drugie. Dobrze.
- Podpisa膰 si臋? - B臋d臋 wdzi臋czna.
Masz do艂ek w brodzie? Nie.
- Nie. - Ale masz b艂ysk w oku.
- Jak ci na drugie imi臋? - Joanne.
- Tak my艣la艂em. - Naprawd臋?
NAPISY: PAWE艁 SK艁ADANOWSKI Iyuno
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.