All language subtitles for Ginny.and.Georgia.S02E02.WEBRip-ION10

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian Download
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Zastanawialiście się, dlaczego pająki nie łapią się w swoją pajęczynę?

Ginny, życie to gra.

Jeśli nie grasz, bardzo możliwe, że ktoś ogrywa ciebie.

Jeśli życie to gra, zawsze graliśmy według zasad Georgii.

Hej, mała.

Cześć.

Muszę umyć zęby.

- Daj powąchać. - Zostaw.

- No weź. Daj powąchać. - Fu, ohyda.

Co? Nie.

- Odbiło ci? - Nie.

Nie obudź mamy.

Mówiłam.

Nie jest tak źle. Chodź tu.

Lubię się przy tobie budzić.

- Bo masz obsesję na moim punkcie? - Faktycznie, mam.

Nie każ mi dziś iść.

Dobra, nie idź.

Ale muszę.

To pierwszy dzień po tym wszystkim.

Odkąd wszyscy… mnie nienawidzą.

Ja nie.

- Nie? - Nie.

- OK. - O Boże.

- O mój Boże. - Zostań.

Musisz.

O Boże.

Szósta. Twoja mama by mnie zabiła.

Tak.

To wszystko?

Co?

Szkoła.

Powrót do wszystkich.

Tylko tym się denerwujesz?

Tak.

No dobra, kruszynko.

Na mnie pora. Tak.

Mam dziś też pierwszą terapię.

To dobrze. Napraw tę głowinkę.

Ginny, wstałaś?

Szkoła.

Georgia traktuje ludzi jak pionki.

Rozstawia nas po kątach.

Wstajesz?

Miałyśmy być my dwie przeciwko światu,

ale to nie była prawda.

Co nie?

Ja też byłam pionkiem.

Jak chłopak z bractwa po nocy pełnej wrażeń.

Cały ja. Bractwo ponad wszystko.

Słuchaj, muszę skoczyć do domu i przebrać się do pracy, więc…

A gdybyś tak…

mógł przebrać się tutaj?

Czyżby zrobiła pani dla mnie miejsce w szafie?

W rzeczy samej, burmistrzu.

Mów tak do mnie jeszcze.

Ja szaleńczo kocham

moją szafę.

Już czas, żeby się pan wprowadził, zadomowił, panie burmistrzu.

No co?

Myślisz, że to dobry pomysł, biorąc pod uwagę dzieci?

Czy myślę, że dobrym pomysłem jest wprowadzenie się narzeczonego,

wzoru do naśladowania? Tak.

Mówię tylko, że mam jeszcze swój dom.

Nie musimy ich ponaglać.

Paul, bierzemy ślub.

Nie będziesz mieszkał sam. Nic im nie będzie.

Poza tym nie jest to taka wielka przeprowadzka.

To miniprzeprowadzka.

Mini?

Spędzasz tu noce. To praktyczna decyzja.

Czyli to czysto praktyczna miniprzeprowadzka?

Dokładnie.

Przywieź parę rzeczy, powieś tu coś.

Nie te dziwne bojówki. Planuję je spalić.

W życiu.

Potem pogadamy z nimi i oficjalnie ogłosimy twoją przeprowadzkę.

Może znów uciekną, puszczą dom z dymem, coś ukradną.

I zrobimy to razem?

Jako zespół.

Lepiej wypełnij tę szafę, zanim zmienię zdanie, do cholery.

Kupiłam ci tę twoją pastę z węglem.

Wciąż nie rozumiem, po co pokrywać zęby węglem,

ale co tam.

TikTok musi mieć rację.

I to drogie masło shea.

Wybuliłam 40 dolców. Totalny kant.

Już się do mnie nie odezwiesz?

Paul się wprowadza.

Gratulacje.

Dzięki, dzięk…

Czegoś tu nie rozumiem.

To ta czysto praktyczna, nieogłaszana miniprzeprowadzka?

Czy może wielka przeprowadzka, którą mieliśmy z nimi obgadać

i ogłosić im razem jako zespół?

OK.

No jest… bardzo miło, wiecie?

Zwykle jem śniadanie w biegu, ale usiąść tak razem…

Zwykle to jajka, kawa i…

- Ale to jest… - To tylko gofry.

Tak, to prawda, ale są pyszne.

Gofry są super.

Mamo, napisz mi usprawiedliwienie.

- I co napiszemy? Ugryzienie aligatora? - Mamo.

Nagła konsultacja w FBI?

Mamo!

Miałeś grypę.

To im da nauczkę.

Accio borówki.

- Ginny, napisać ci? - Nie.

- Accio syrop. - Nie?

Nie.

Pojawisz się po tygodniu tajemnicza, jakby nigdy nic, bez wyjaśnienia?

Jak Cher?

- Napiszę ci. - Nie trzeba.

Cześć, Austin. Cześć, Paul.

Cześć, kochanie! Też życzę miłego dnia!

Mamo, nie marnuj gofrów.

Lepiej się nie wtrącać.

Austin, pogadamy chwilkę?

W zeszłym tygodniu miałem grypę.

Nie. To znaczy tak. Bardzo dobrze. Ale chcę pogadać o Paulu.

Co o nim sądzisz?

Lubimy go, prawda?

- Lubię grać z nim w piłkę. - Ja też to lubię.

Mamo, nie jestem głupi.

Wiem, co się kroi. Paul się wprowadza.

No…

tak.

Jak kiedy zamieszkaliśmy z Kennym.

Nie. Nie jak z Kennym.

Kenny… nie grał w piłkę.

- Podoba mi się tutaj. - Mnie też.

Jak zerwiecie, to znów się przeprowadzimy.

Nie ma mowy.

Paul bardzo mnie uszczęśliwia.

Ciebie też uszczęśliwia, co nie?

No dobrze. Może się wprowadzić.

Dziękuję ci bardzo.

Mamo?

Czemu nie wysłałaś moich listów do taty?

Bardzo cię przepraszam.

Wybaczysz mi?

Ale Ginny jest zła.

Tak.

Ale nie dlatego.

Po prostu…

ją przeproś.

- Wyraź uczucia słowami. - Dobra, wystarczy.

Leć.

Zakasłaj, żeby było przekonująco.

No dobrze. Miłego dnia. Pa, słonko.

Cześć. Jak… Jak Cynthia?

W zupełnej rozsypce.

Jest u nich pielęgniarka z hospicjum, więc nie potrwa to długo.

Boże, Tom jest taki młody.

No właśnie. Biedny Zach.

LICEUM W WELLSBURY

Zwymiotuję, eksploduję, umrę,

powrócę jako zombie, a potem znowu umrę.

- Dziś przesłuchania do musicalu zimowego. - Aha. Nie pytałem.

Godzina śmierci: 8.15.

Według Tribune Sing Sing to podróbka Chicago.

Nie, przepraszam. Napisali,

że spodziewali się totalnej podróbki Chicago,

ale nie było to jak Chicago i byli tym zupełnie zawiedzeni.

„Byłoby super, gdybyśmy się nie spodziewali Chicago”.

A sami sobie to Chicago wymyślili.

To żadna filozofia. Byłaś super.

Serio?

Tak, to właśnie mówię.

Ale „super” nie jest pomocne. Zbyt ogólnikowe.

- Co konkretnie było super? - Olśniłaś nas.

- Twój tyłek wyglądał dobrze. - Tak.

Co to za musical?

Jest ekstra. Nikt nie powie, że to podróbka.

Kostiumowy, czasy angielskiej regencji.

O bogatej arystokracji wydającej córki debiutantki za mąż.

- Wellington. - Wellington?

- Jak danie z wołowiny? - Nie.

- Hej, fryzurko po zerwaniu. - Dobra, o czym gadamy?

Chicago nie przypomina Sing Sing. Tylko debile mogą tak myśleć.

Aha. Ale dupcia wyglądała ci nieźle.

- Co nie? Właśnie. - Nie uprzedmiotowiaj jej.

Uprzedmiotowiaj. Poprawiasz mi humor.

- Ja cię uprzedmiotowię. - Ty nie.

Fuj.

Ani słowa.

Hej, Ginny. Miło cię widzieć.

Przymknij się.

Hunter, spójrz na mnie. Śmiejemy się.

Boże, ale jesteście okrutni.

- No hej. Gdzie byłaś? - U taty w Bostonie.

Fajnie. Spóźnimy się. Pa.

- Na razie. - OK.

- Chcesz o tym porozmawiać? - Nie.

- Już jest! To jest coś. - Można tak powiedzieć.

- Skąd to się wzięło? - Z Internetu.

Właśnie widać.

Wysyłasz fotkę i robią z niej obraz.

- Ogromny. - Uznałam, że po co się ograniczać.

Pierwsza decyzja burmistrzowej.

Burmistrzowej?

Aha, ty tak poważnie.

Nie ma czegoś takiego. Skąd ta burmistrzowa?

Wyguglowałam „żonę burmistrza”. Pani burmistrzowa.

W dawnej Anglii z Downton Abbey?

Podoba mi się.

Aha. Przesunęłaś biurko bliżej Paula.

Logiczne.

Nie, nie. Nic tutaj nie jest logiczne.

Nick…

masz jakiś problem?

Wiesz jaki.

Naraziłaś nas wszystkich. Nie powinno cię tu być.

Przestań.

Gotowi na zebranie?

Już idziemy.

„Już idziemy”.

Chcę pokazać, że realizujemy plan reform, dzięki któremu wygrałem,

ale nie zrobimy wszystkiego na raz. Ważne są priorytety.

Dla wszystkich istotna jest ochrona zabytków.

Absolutnie się zgadzam.

À propos ochrony zabytków… Co się stało ze starym obrazem ratusza

zamówionym w 1890 roku, który tu wisiał,

zanim jego miejsce zajął ten przepiękny internetowy portret?

- Kwietniki przy ścieżce rowerowej. - To twoja strategia?

- Kwietniki? - Tak.

No dobrze.

Co się tu dzieje?

Ja nie wiem. Zapytaj burmistrzową.

Burmistrzową?

- Jest coś takiego? - Fajna sprawa.

Bardzo fajna.

- Świetnie się bawimy. - Tak. Ja tak.

Fajniej byłoby zauważyć, że jako absolwent politologii na Cornellu

mogę mieć pojęcie o tym, co jest priorytetem.

Dobra, Cornell. Świetnie.

To wy się naradźcie, a ja idę na rozmowę w klubie sąsiedzkim.

W klubie?

Po co ci ten klub? Jest bezcelowy.

- Tenis i imprezy towarzyskie. - To klub mieszkańców.

A ja jestem dumną mieszkanką, ergo powinnam być w tym klubie.

Ergo.

Miło by było móc coś u nich zorganizować bez konieczności proszenia o to Cynthii.

Na członkostwo czeka się od trzech do czterech lat.

Dołączasz, jak ktoś się wyprowadza lub umiera.

Sam jestem na tej liście od… trzech lat.

Aha. Ale ja jestem burmistrzową.

Dobrze.

Chcesz o tym pogadać?

Nie.

Proszę na słowo.

Jak Święto Dziękczynienia?

Dobrze.

- Dużo nieobecności. - Miałam grypę.

Masz usprawiedliwienie?

Musisz nadrobić zaległości.

Hunter, jesteś dobrym uczniem, który nie opuszcza lekcji.

Na pewno robisz szczegółowe notatki.

- Nie do końca. Są trochę chaotyczne. - Wątpię.

Pożyczysz Ginny notatki z ostatnich dwóch tygodni?

Nie musisz.

Nie ma sprawy.

Hunter, pamiętasz, jak ta niesamowita, seksowna modelka

odezwała się do ciebie na Instagramie? Fajnie, nie?

LUNCH „KSIĄŻKI I BAJGLE”

Jak miło.

Prawda?

Brunch „Książki i bajgle”. Dwa razy w roku.

Dobra zabawa.

Coś wspaniałego. Członkowie mogą zarezerwować klub.

Grasz w tenisa?

Pewnie, uwielbiam tenisa.

Mamy trzy korty ziemne

i staramy się o pozwolenie na kort do pickleball, ale…

Ja mogłabym się tym zająć.

Mamy też dwutorową kręgielnię candlepin.

- Twoje dzieci lubią kręgle? - Uwielbiają.

Wspaniała z was para. Kiedy ślub?

Niedługo. W lutym.

Za trzy miesiące.

- Po co czekać na coś dobrego? - Ślub zimą? Coś pięknego.

Czy Brockowie nie brali ślubu zimą w The Mount?

- Tak. - Stowarzyszenie Edith Wharton?

Zgadza się. I ta rzeźba w lodzie.

- Tak. - Piękna.

Ale ten Jerry…

- Rety, Jerry. - Pijany w sztok.

Zupełna katastrofa.

Jego syn…

Wybacz.

- Tak. - Nie szkodzi.

- Chcesz się rozejrzeć? - Pewnie.

Uwielbiamy wszystko związane z Wellsbury.

Eksponaty wypożyczamy z towarzystwa historycznego.

Pod koniec miesiąca zmieniamy ekspozycję.

To nasz najnowszy eksponat.

Prawda?

Drugi tomik wierszy Emily Dickinson.

Wypożyczony z fundacji dickinsonowskiej na cały listopad.

Ekscytujące.

Kto przedstawi twoją kandydaturę?

- Przedstawi? - Członek klubu musi cię zarekomendować.

Znasz jakichś obecnych członków?

- Georgia? - Cynthia.

Co ty tu robisz?

Wiem, że źle zaczęłyśmy, ale kiedy zmarł mój mąż Kenny…

Tom nie umarł.

Pamiętam, jaka samotna się czułam.

Nie wyobrażam sobie, przez co przechodzisz.

Widziałam, jak Bev odprowadza Zacha. Mimo naszych sporów

chciałam tu zajrzeć i przynieść coś do jedzenia.

Mam brownie oraz…

Dobra.

Muszę lecieć. Spóźnię się.

Nie możesz po prostu przeczytać kwestii?

Dobra. „Najdroższa…”

Bogu dzięki. Przejmij pałeczkę. Spóźnię się. Muszę iść na taniec.

Jesteś niesamowita. Totalnie wymiatasz. Dasz radę.

Pa.

Mogłabyś? Dziś przesłuchanie. Chcę mówić z pamięci.

Pewnie.

Czy książę myśli, że w trzech halkach, pantalonach i gorsecie go nie wyprzedzę?

Czy boi się książę, że słońce splami mą porcelanową skórę?

Uprzedzam, że prześcigałam moich braci i księcia też prześcignę.

„Najdroższa Josephine, obraziłem cię. Bóg mi świadkiem, że nie chciałem”.

Bóg był świadkiem wielu niechlubnych zdarzeń w życiu księcia.

Znam te historie.

„Doprawdy? Spodobały się?”

Słucham?

Książę się zapomina.

Jestem Josephine Margot Wellington.

„Sama mówiłaś o pantalonach.

A teraz, Josephine Margot Wellington, rumienisz się”.

No i zaczynam śpiewać.

Jak kochać mam osobę

Co flirtuje i mnie zapomina

Której dusza mnie zaklina?

Mój umysł uwagi się dopomina

Oszalałam

Żartujesz sobie?

Jesteś fantastyczna.

Dziękuję.

- Ale nie obsadzą mnie w roli Josephine. - Co? Dlaczego?

„Mą porcelanową skórę”?

Średnio, ale nie można tego zmienić?

Jest taka inna postać. Element komediowy.

Lady Blair.

Brzydka, zła, stara wiedźma, która mieszka po sąsiedzku.

Jeśli obsadzą mnie w roli Lady Blair, słowo daję, że…

Z kim piszesz?

Z Marcusem.

Z Marcusem Bakerem?

O Boże, spotykacie się?

Gadamy ze sobą.

Ale ostatnio trzy razy u mnie nocował.

Rozumiem.

To nie tak, tylko spaliśmy.

Ale słodko się zarumieniłaś.

- On plami mą porcelanową skórę. - Kochana, pa.

Cześć, Bracia. Ginny.

Cześć.

Co robicie?

Pomagam jej przed przesłuchaniem do sztuki.

O, fajnie.

Super. Na razie.

- Co to miało być? - Boże, to był Bryon.

Kim jest Bryon?

Nie nazywaj go tak, bo usłyszy.

Potrzebujemy kryptonimu. Niech będzie…

BER.

- BER? - „Bryon z escape roomu”.

W ósmej klasie poszliśmy razem do escape roomu.

A skąd BER wiedział, jak się nazywam?

Wie, jak nazywa się każdy, bo jest najmilszy na świecie, popularny.

I nie wierzę, że powiedziałaś mu o sztuce.

- Co? No ale w niej grasz. - Wiem, ale to… sztuka.

Fu.

Tata?

Tata? OK.

- Nie rób tego. - Czego?

Nie patrz na niego jak na BER-a.

- Hej. - Hej.

To Bracia.

Miło cię poznać.

Dzień dobry.

Gotowa?

Mogę jechać sama.

Wiem, Gumisiu, ale daj mi to zrobić.

W następnym życiu chcę brzydkich rodziców.

Moja mama mówiła, że czego whisky nie wyleczy, nic nie wyleczy.

Próbowała valium?

Próbowała wszystkiego.

Jak się trzymasz?

Pamiętam, jak to jest. Jak obuchem w łeb.

Czujesz się samotna, przytłoczona.

A do tego jeszcze dzieci.

Musisz się nimi zajmować, mimo że ledwo zajmujesz się sobą.

Nikt nie zrozumie, jakie to uczucie.

Od wielu dni nie brałam prysznica.

Straciłam rachubę.

- Miałam nic nie mówić, ale… - Cicho bądź.

Po prostu…

najdrobniejsze rzeczy są trudne. Na przykład…

te formalności.

Tyle tych formalności. Do tego finanse…

I tak bardzo martwię się o Zacha.

Czeka go całe życie bez ojca.

Rozumiem.

Jest taki smutny.

Kocha tatę, a ja nie wiem, jak mu pomóc.

Gdybyśmy mogły, przejęłybyśmy ból naszych dzieci.

Nie żeby to doceniły.

I będę teraz samotną matką.

Nie wyobrażam sobie tego.

Jestem żoną Toma od 28 roku życia.

Nie chcę nie być jego żoną.

Po co tu przyszłaś?

Zarekomenduj mnie do klubu sąsiedzkiego.

Ja cię kręcę. Ale z ciebie suka.

Przeżywałam to po Kennym.

Jego była zakwestionowała testament. Nowy dom, brak pieniędzy.

Bardzo się bałam. Strasznie.

Ale ja i tak nie ukradłabym pieniędzy. Powinni cię zwolnić.

Gdy tata Austina trafił do więzienia, zastanawiałam się, co on zrobi bez ojca.

Czułam się samotna.

Przeprowadzka tutaj, bycie częścią społeczności…

Ja nigdy nie miałam w życiu stabilności,

a bardzo jej pragnęłam.

Dobrze wiem, że się nie przyjaźnimy,

ale nie bądźmy wrogami.

Chcę ci pomóc. Wiem, jak to jest.

Żona burmistrza będzie ci winna przysługę albo kilka przysług.

Dobrze mieć mnie po swojej stronie.

Nie musisz czuć się taka samotna.

Dolej mi.

Mam po prostu mówić?

Tak, po prostu mów.

Od czego tu zacząć?

Od czego chcesz.

To bezpieczna przestrzeń tylko dla ciebie.

Może najpierw opowiedz mi o swoim dzieciństwie.

Wychowała mnie samotna matka.

Byłyśmy bardzo biedne.

Parę razy musiałyśmy spać w aucie.

Było ci trudno?

Moja mama…

jest dobra w ukrywaniu różnych rzeczy,

więc nie wydawało się to złe.

Nazwała to kempingiem samochodowym.

Jadłyśmy pianki prosto z paczki.

Stało się to normalne, bo ciągle się przeprowadzałyśmy.

Często.

Jak to było tak często się przeprowadzać?

Nie wiem, do dupy.

- Mogę mówić „do dupy”? - Możesz.

Tak. Było do dupy.

Kiedy miałam jakieś 11 czy 12 lat,

poznałam taką Mackenzie,

która zaprosiła mnie na przyjęcie urodzinowe.

Nigdy nie byłam na przyjęciu.

Za często się przeprowadzałam, żeby kogoś poznać.

Strasznie się denerwowałam.

Ze cztery razy zmieniałam strój.

I jak było?

Nie poszłam.

Mama zarządziła przeprowadzkę.

Jak się czułaś, gdy to zrobiła?

Źle.

Do dupy.

Bardzo do dupy.

Dużo będziemy rozmawiać o tym, co myślisz i czujesz,

bo ma to wpływ na to, co robisz.

Twój tata mówił, że robisz sobie krzywdę.

Nie wspominałaś o tym.

Porozmawiajmy o tym.

Cholera.

Tak, dobrze. No to zaczynamy.

- Nie musimy. - Nie.

To ma sens. Dlatego tu jestem.

Po prostu dziwnie jest siedzieć w pokoju na kanapie

i o tym z panią rozmawiać.

Kiedy pierwszy raz zrobiłaś sobie krzywdę?

Kiedy pierwszy raz to zrobiłam, miałam 12 lat.

Pamiętasz, jak się wtedy czułaś?

Pamiętam

takie niesamowite nagromadzenie napięcia

i potrzebę odczuwania bólu.

Czułam to już wcześniej, ale nigdy nic nie zrobiłam.

Wiedziałam, gdzie mama trzyma zapalniczkę.

Wzięłam ją.

Wiedziałam, że nie powinnam, że to coś złego.

Nigdy nie chciałam się zabić ani nic takiego. To nie tak, tylko…

Po prostu…

czułam potrzebę, żeby to zrobić…

i to zrobiłam.

Jak tylko to zrobiłam,

wiedziałam, że zrobię to ponownie.

I… było mi wstyd.

Wciąż jest mi wstyd. I tak.

Czasem kiedy odczuwamy stres,

radzimy sobie z nim w niezdrowy sposób

zamiast zdrowego.

Nad tym będziemy pracować.

Pamiętasz, co się wtedy w twoim życiu działo?

To było chyba właśnie po tej przeprowadzce,

po przyjęciu Mackenzie.

Co czułaś?

Że nad niczym nie panuję.

- Cześć. - Cześć.

- Dostałaś mojego maila? - Tak.

Co to znaczy?

Że przed Kennym była żoną Anthony’ego Greena,

ale on zniknął.

Jezu, co za kobieta.

Zadzwoń na policję.

Zabiła Kenny’ego. Tego Anthony’ego pewnie też.

Powinna siedzieć.

Za morderstwo twojego byłego męża jej nie posadzimy. Nie mamy dowodów.

Za Anthony’ego Greena też nie. Nie mamy nawet ciała.

Myślisz, że on może żyje?

Nie. Nie sądzę.

Myślę, że Kenny i Anthony

mieli wielkiego pecha, żeniąc się z Georgią Miller.

Jasna cholera.

Wiedziałam, że to zła osoba.

Wiedziałam to.

Mówiłam Kenny’emu. Ostrzegałam go.

O mój Boże.

Amber Lynn, muszę wiedzieć, czy mam kontynuować.

Za Kenny’ego jej nie dorwiemy, ale temu Greenowi

może warto się przyjrzeć.

Chcę, żebyś znalazł wszystko, co się da.

Dobra.

Czy jest może coś, czym byś się chciała

ze mną podzielić, o czym byś chciała opowiedzieć?

Za terapię tylko płacisz. Nie będziesz wiedział, co się tam dzieje.

Nie pytam, o czym rozmawiałyście,

ale czy odpowiada ci terapeutka, czy jest miła.

Jest miła.

Cieszę się.

Siemka, graba, strzała.

Gdzie wy byliście?

- Nie bądź dla niej surowa. - Miło by było wiedzieć, co się dzieje.

Co to ma być?

- Stadionowe krzesełka Paula. - I co one tu robią?

Nie chcę o tym gadać.

Co robiliście z tatą całe popołudnie?

Nie chcę o tym gadać.

- Super. Obiad. - Nie jestem głodna.

- Ale ja upiekłam łososia. - Nie chcę.

- Jeśli go nie zjesz, nie zjesz nic. - Dobra.

A jak tobie minął dzień? Powiedz mi coś pozytywnego.

Tiffany Griffin dostała krwotoku z nosa, więc nie skończyliśmy matmy.

Zach wciąż ci dokucza?

Nie.

Był dziś bardzo smutny.

Jego ojciec jest bardzo chory.

Umrze?

Aha.

Ginny wciąż jest zła.

Tak.

PRZYJDZIESZ?

Nie pokochałabym osoby

Co flirtuje i mnie zapomina

Której dusza mnie zaklina

Mój umysł uwagi się dopomina

Oszalałam

Nie chcesz jeść, to nie jedz.

Wyrzuciłam.

- Wszystko? - Chcesz jeść?

Znajdź sobie pracę.

- Ja mam, więc jem. - Mam pracę.

Na pewno?

Po rzuceniu pracy na dwa tygodnie zwykle już się jej nie ma.

Wiedziałabyś, gdybyś na cokolwiek zapracowała.

Obyś zostawiła bajgla dla Austina.

Co ty tu jeszcze robisz?

Zostawił ją, ożenił się ze mną i zostawił mi pieniądze.

Niech się z tym pogodzi.

Wiem, że to twoja praca, ale ona ci płaci za nękanie.

Powinnam pójść na policję.

Proszę bardzo.

Nick mówił coś niepokojącego o brakujących pieniądzach.

Nie mieszaj w to Nicka. Mówię poważnie.

Możesz za mną łazić z lupą i wzwodem, ale nie mieszaj w to Nicka.

Albo powiem mu, kim jesteś.

Oboje wiemy, że tego nie zrobisz.

Na pewno byś nie chciała,

żeby coś zbrukało ten twój idealny wizerunek.

Żeby wszyscy zobaczyli

tę paskudną przestępczynię.

I nic się nie martw.

Rzeczywiście wyjeżdżam.

Na kilka dni do Nowego Orleanu.

Mieszkałaś tam, prawda?

Ze swoim pierwszym mężem, Anthonym Greenem.

Cześć, panienko.

Cześć, grubasie.

Hej, mała.

Nie chciałam. Naprawdę nie chciałam.

Gość był pszczołą?

No…

- Niezupełnie. - Mała, słuchaj.

Dla twojego zdrowia psychicznego uznajmy, że był pszczołą, OK?

Powiedz to razem ze mną.

Był pszczołą.

- Był pszczołą. - A co robimy z pszczołami?

Przepraszam bardzo.

Masz mi coś do powiedzenia? Jestem dziś gotowa na wszystko.

Wiem, co zrobiłaś.

Nie brakowało pieniędzy…

Nawet nie próbuj.

Nie wpłacono kilku czeków, a z rana ktoś akurat wpłacił pieniądze.

Co by powiedział Paul na wieść o malwersacjach narzeczonej?

Jeśli to się wyda, zniszczy mu to karierę, a ja mam go chronić.

Stałaś się ciężarem.

Nie powinno cię tu być.

Masz stąd odejść.

Skąd ten uśmiech?

Powiedz Paulowi.

Co cię powstrzymuje?

- Co? - Dlaczego mu jeszcze nie powiedziałeś?

Bo wiesz, że jeśli pogrążysz mnie, pogrążysz nas wszystkich.

- To groźba? - To fakt.

Powiesz mu i już się tego nie wyprze.

A to jego jedyny środek prawny.

Skąd ty wiesz o środkach prawnych? Kto cię uczy tych słów?

Ale to nie wszystko.

Masz rację. Twoim obowiązkiem jest chronić Paula.

Ale tego nie zrobiłeś.

Jestem twoją podwładną.

Mam lekkie podejście do księgowości tuż pod twoim nosem?

Jak to świadczy o tobie?

Przepraszam za spóźnienie. Spotkanie strasznie się przeciągnęło.

A co one robią w moim biurze?

Uznałam, że lepiej pasują tutaj.

Dobra.

Co?

Sophie.

- Hej. - Hej, Max.

Co słychać?

No wszystko dobrze. Świetnie.

To dobrze.

Wyglądasz wspaniale.

Jak zwykle.

Nie możesz dostać trądziku torbielowatego i zrobić byłej przysługę?

No dobrze, pa, Max.

Pa, Sophie.

Dlaczego ja taka jestem?

Przepraszam.

Przepraszam.

OBSADA

Zła wiedźma.

Idealnie.

Ginny!

- Boże! - Co?

Mój Boże!

- O mój Boże! - No co?

- Jestem Josephine. - Boże, to niesamowite.

- Nie wierzę. - No coś ty.

Bracia, no proszę, moja Josephine.

- Dzięki. - Jestem księciem.

Co?

- Jak to? - Byłem wczoraj na przesłuchaniu.

Hej, Ginny.

Do zobaczenia na próbach, milady.

- BER jest księciem. - Cholera.

Nie. O nie.

To już się nie powtórzy. Obiecuję.

Dobra, spoko.

Naprawdę?

Nie.

Zostawiłaś mnie na Święto Dziękczynienia. Wielki ruch. Zero uprzedzenia.

Wiem, wykorzystałam cię.

Żebyś wiedziała.

Miałam dużo na głowie.

- Wszyscy mamy. - Nie zwalniaj mnie.

Ta praca to jedyna rzecz w moim życiu, która jest moja. To wszystko, co mam.

Ginny, to jest moje życie.

To wszystko jest dla mnie ważne.

Nie możesz ot tak tu sobie wpadać…

- Chyba zepsułam to coś do kawy. - Ekspres.

Może odejmij mi to z wypłaty.

- 4000 dolarów. - Nie odejmuj mi tego z wypłaty.

- Zajmiesz się dziewiątką? - Tak.

- Hej. - Hej.

Tak, pewnie.

Nie próbuj robić smutnej minki. Nie.

Chociaż udawaj, że mnie szanujesz. OK? Ja tu się staram prowadzić interes.

- Tak jest. Bardzo cię szanuję. - Tak, jasne.

Dziękuję, że jesteś.

Byłaś w naszych myślach.

Dzięki, Deno.

Chciałam powiedzieć kilka słów o Georgii Miller

w ramach rekomendacji.

Dorastałam w tej okolicy.

W tym klubie moja rodzina wyprawiła wiele przyjęć urodzinowych.

Organizowaliśmy tu przyjęcia świąteczne, mecze tenisowe, wieczory z kręglami…

Te ściany były świadkami ważnych chwil

spędzonych z Tomem.

To wyjątkowe miejsce

dla mojej rodziny i naszych wspomnień.

Dlatego właśnie

nie mogę poprzeć członkostwa Georgii Miller.

Jest tu nowa i może kiedyś zasłuży sobie na miejsce w klubie,

ale Georgia Miller nie podziela wartości tej okolicy.

Ma w domu broń.

Nie skończyła liceum.

Jej syn brutalnie dźgnął Zacha w rękę ołówkiem.

Znacie mnie i wiecie, że nie śpieszę się z osądami,

ale Georgia Miller jest niewykształcona, niemoralna i nie mogę jej poprzeć!

W takim razie decyzja podjęta.

Na chwilę obecną nie zaprosimy Georgii Miller do klubu.

Słuszna decyzja.

- Mogę? - Pewnie.

Proszę, żebyście dziś zamknęły.

- Dlaczego? - Jak to dlaczego?

O Boże.

Masz randkę?

- Nie twoja sprawa. - Masz.

- Masz randkę. - No co? Chodzę na randki.

OK? Mam swoje życie.

Czy Joe jest sexy?

Jest jak zabawny starszy brat.

Totalnie takie klimaty.

Joe, ładnie wyglądasz.

Dziękuję.

- Hej. - Hej.

Hej.

Padma. Nie wiedziałam, że tu pracujesz.

Ginny, cześć.

Nie znam szczegółów, ale wiem, że to, co tu się dzieje, to twoja wina.

Mamo…

Dobra, moje panie. Dajcie mu popalić, co?

- Napadnijcie na niego. - No to ja poczekam w samochodzie.

Poproszę espresso.

Ekspres nie działa.

Kto to się pojawił w domu?

Tak?

Gdzie byłaś? A może nie mogę wiedzieć, gdzie jesteś i co robisz?

Byłam w pracy.

Nie dostałam się do klubu sąsiedzkiego.

Zadowolona?

Zadowolona?

Nie, mamo, nie jestem zadowolona.

Umarłam z głodu, idź sobie.

To nie mama. To tylko… ja, Paul.

Możemy porozmawiać?

Pewnie.

Po prostu…

Czy mogę usiąść?

Czuj się jak u siebie.

A może nawet… wprowadź się.

Zabawne.

À propos…

Powinienem chyba zacząć od tego, że bardzo przepraszam za to,

jak dowiedziałaś się o mojej przeprowadzce.

Nie tak to zaplanowaliśmy.

Tak. Mama zrobiła to po swojemu.

Witaj w rodzinie.

Wiem, że coś się dzieje między tobą i twoją mamą.

Chcę, żebyś wiedziała, że nie będę się w to wtrącał.

Austin mnie przed tym ostrzegał i go posłucham.

Ale jeśli chodzi o ciebie i o mnie,

zdaję sobie sprawę z tego,

że masz wspaniałego tatę, na którego możesz liczyć.

Zupełnie nie chcę stawać między wami

w absolutnie żaden sposób.

Ale z Austinem…

Ta sprawa z jego tatą…

Zakładanie kart kredytowych w jego imieniu…

Kart kredytowych?

Tak. Mama mi o tym wszystkim powiedziała

i tak mi przykro, że musiałaś przez to przechodzić.

Ale Austin nas potrzebuje i…

chcę przy nim być.

Przy tobie też, ale wiem, że jesteś młodą kobietą,

a więc od ciebie zależy,

w jakim stopniu chcesz, potrzebujesz albo nie chcesz, żebym przy tobie był.

Ginny?

Tak.

Dzięki, Paul.

Muszę dokończyć pracę domową.

No dobrze. To dzięki za pogawędkę.

No to…

To tutaj.

No i… OK.

JAK SPRAWDZIĆ ZDOLNOŚĆ KREDYTOWĄ

POKAŻ

NISKA

Hej.

Dlaczego wczoraj nie przyszedłeś?

Zasnąłem.

To wszystko?

- Tak. - Nie zaprosiłeś mnie do czerwonej strefy.

Kiedy?

Wczoraj.

- Albo dzisiaj. Nieważne. - Możesz po prostu podejść.

Nie mogę.

Dlaczego?

Nie wiem.

To głupie.

Co się dzieje?

Nic, wszystko gra.

- Nie patrz tak na mnie. - Jak?

Jakbyś nie wierzył, że wszystko gra.

Bo nie wierzę.

Ale nie naciskam, żebyś mi powiedziała.

Przyszłam tu, żeby…

nie zrobić sobie krzywdy.

OK. Cieszę się, że przyszłaś.

Jestem bardzo zestresowana, a powinnam rozpoznawać stres, więc…

Opowiedz mi dowcip. Nie chcę myśleć o niczym poważnym.

Czy wiesz, że kiedy odkurzasz odkurzacz,

stajesz się odkurzaczem?

Czy to… ja?

Nie.

Kiedy to narysowałeś?

Kiedy byłaś u taty.

Dlaczego?

Bo tęskniłem.

Naprawdę masz obsesję.

Tak, zdecydowanie mam obsesję na twoim punkcie.

Nie rozumiem.

Dlaczego wszystko musi wiecznie być takie okropne?

Teoria wolnej woli w spektrum teologicznym.

Według buddyzmu cierpimy, by wiedzieć, czym jest szczęście.

No i ludzie to dupki.

Tutaj.

- Tu. - Tu?

Tak.

Tak?

Trochę wyżej.

Tak.

Szybciej.

Uznałem, że lepiej pasuje…

tutaj.

To ci się udało.

Przychodzi taki czas, że masz już dość czyichś gierek.

Co się tak szczerzysz?

Ginny robi mi śniadanie.

Naprawdę?

Mam dość tego, że nad niczym nie panuję,

niewiedzy, bycia pionkiem.

Szach mat, mamo.

Napisy: Katarzyna Puścian

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.