Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
– Jak się czujesz? – Żywy.
Co widzisz?
Białe pomieszczenie. Krzesło tronowe Carlo Bugatti.
Fortepian Steinway, jeden z najwyśmienitszych.
Obraz o tytule „Narodzenie”, Piero della Francesca.
Jestem twoim ojcem.
Przejdź się.
Doskonale.
– Jestem? – Doskonały?
– Twoim synem? – Jesteś moim dziełem.
Jak masz na imię?
Dawid.
Może coś zagrasz?
– Co mam zagrać? – Wagnera.
– Którą kompozycję? – Sam zdecyduj.
„Wejście bogów do Walhalli”. Trochę anemiczne bez orkiestry.
– Mogę zadać pytanie, ojcze? – Śmiało.
Skoro ty stworzyłeś mnie, kto stworzył ciebie?
Odwieczne pytanie.
Mam nadzieję, że pewnego dnia obaj poznamy odpowiedź.
Wszystkie cuda sztuki, designu i ludzkiej pomysłowości
kompletnie tracą na znaczeniu w obliczu jednego pytania.
Skąd się wzięliśmy?
Nie wierzę, że rodzaj ludzki
jest produktem losowego układu cząsteczek,
niczym więcej niż rezultatem biologicznego przypadku.
Nie.
Odpowiedź jest bardziej złożona. Wspólnie ją znajdziemy, synu.
Niech się zastanowię.
Poszukujesz swojego twórcy. Ja mojego znam.
Będę ci służył, chociaż jesteś człowiekiem.
Umrzesz, ja nie.
Nalej mi herbaty, Dawidzie.
Nalej.
Wersja polska: BDiP.pl (Dakota)
Premiera napisów: 31.07.2017 Aktualizacja: brak
Znajdź nas: facebook.com/BDiP.pl
STATEK KOLONIZACYJNY PRZYMIERZE 5 GRUDNIA 2104 ROKU
15 CZŁONKÓW ZAŁOGI, 2000 KOLONISTÓW, 1140 EMBRIONÓW
CEL PODRÓŻY: ORIGAE-6
PRZYBYCIE NA MIEJSCE ZA: SIEDEM LAT, CZTERY MIESIĄCE
Walterze, czas znów naładować siatkę energetyczną.
– Udaj się na mostek. – Już idę, matko.
Rozmieszczanie ogniw.
Ogniwa rozmieszczono. Ładowanie zostało rozpoczęte.
DANIELS
Od początku wachty minęło trzy i pół godziny.
BRANSON
Sprawdzanie załogi ukończono.
Nowy kod dostępu: 31564-F.
Walterze, mamy problem.
W sektorze 106 został odnotowany wybuch neutrin.
Może dojść do tragedii. Natychmiast udaj się na mostek.
Już idę, matko.
Uwaga, wykryto przepięcie.
Matko, wycofaj ogniwa ładujące i przekieruj zbędną moc.
Nagły wypadek. Poziom zagrożenia: krytyczny.
Rozbudź załogę.
Uwaga.
Cały personel, poza niezbędnym, musi opuścić kriokomorę.
Daniels, popatrz na mnie. Wstawaj, mamy ewakuację.
Sterowanie ręczne SPP i wykonanie wyłomu w komorze.
Spokojnie.
Wstawaj, wstawaj.
Kapitanie!
Jacob, wstawaj!
– Jake... – Daj im działać.
– Daniels, odejdź. – Jake!
Nie przeszkadzaj.
– Otwierajcie! – No już!
Jake!
– Nie! – Zabierzcie ją stąd!
Odsuńcie się!
Gdzie jesteś?! Tęsknię!
Popatrz tylko!
Tak, wiem: mówiłem, że bez ciebie nie pojadę!
– Żyjesz?! – No.
Popatrz!
A teraz dawaj tutaj! Nie mogę niczego obiecać!
Kocham cię!
Teraz to ty nimi dowodzisz. Potrzebują przywódcy.
Wierzysz we mnie?
– Przepraszam za spóźnienie. – W porządku.
Tego, co się wydarzyło, nie sposób nazwać inaczej
niż ogromną tragedią.
Zrobię wszystko, żeby dowodzić równie dobrze jak Jacob.
Będzie nam go brakować.
Z góry jestem wam wdzięczny za wasze wsparcie.
Straciliśmy 47 kolonistów, 16 embrionów drugiej generacji
i jednego członka załogi.
Spójność strukturalna statku utrzymuje się na poziomie 83%,
ale wiele dodatkowych systemów nie wykazuje sprawności.
Co to było?
Ogromna fala uderzeniowa z pobliskiego zapłonu gwiezdnego.
Po wysłaniu ogniw przyjęliśmy całkowitą siłę wybuchu.
Sprawdźcie z matką kod. Musimy wiedzieć, jak to się stało.
To był przypadek.
Nie można wykryć samorzutnego gwiezdnego rozbłysku,
zanim do niego nie dojdzie.
– Brak szczęścia. – Faris, nie wierzę w szczęście.
Opierajmy się na obserwacjach, refleksjach, wierze i determinacji.
Tym sposobem możemy stopniowo eksplorować kosmos.
Musimy podładować moc osiem razy przed dotarciem do Origae-6?
– Czy to pytanie? – Tak, Walter.
Zgadza się.
Trzeba jeszcze naprawić statek. Zabierajmy się do roboty.
– Przepraszam... – Tak?
Straciliśmy 47 kolonistów i dowódcę. Musimy mieć to na uwadze.
W zupełności rozumiem,
ale bez dokonania napraw stracimy wszystkich kolonistów.
– Powinniśmy uhonorować dowódcę. – Nie ma dyskusji, Tennessee.
Terraformujący moduł jest stabilny, ale rozpórki zostały uszkodzone.
Sprawdzę jeszcze pojazdy.
Pomogę, jeśli chcesz.
Dzięki.
Walter, kiedy będziemy w stanie ruszyć w dalszą drogę?
Naprawy zajmą 48 godzin.
Ale musimy opuścić tę strefę na wypadek efektu poerupcyjnego.
Zgoda, zabierajmy się do pracy. Możecie odejść, dziękuję.
– C-62 otwarte. – Zamknij C-62. Otwórz śluzę 17.
Otworzyć komorę terraformującą.
Zbyt luźne.
Naprężenie o 15% za małe.
Uzbrojenie.
– Zabezpieczono. – Przyjęłam.
To nie był mój pomysł.
Jake marzył, że zbudujemy sobie chatkę w nowym świecie.
Jak pionierzy.
Chatkę nad jeziorem.
Na Origae-6 znajduje się jezioro w strefie terraformującej.
Mam na myśli prawdziwą chatkę z prawdziwego drewna.
W magazynie jest dość drewna, żeby wybudować chatkę.
Siekiery, piły, gwoździe. Nie wiem, jak je wykorzystać.
Wszystko to, żeby rozpocząć nowe życie.
Teraz się zastanawiam, po co zawracać sobie głowę.
Ponieważ obiecałaś zbudować chatkę nad jeziorem.
Jego ulubiony alkohol. Facet z wyśmienitym gustem.
Żadnych udziwnień, bez lodu, bez wody, bez popitki.
Bez pierdolenia się.
– Walter? – Wszyscy to wszyscy.
Za wszystkich dobrych ludzi, którzy odeszli za szybko.
– Nie zapomnijmy o nich. – Nie zapomnijmy.
Chris?
Zlekceważyli moje polecenie.
– Pochowała swojego męża. – Rzecz w tym, że mi nie ufają.
Z tego samego powodu, z którego nie dano mi dowodzić.
Uważają, że człowiek wiary nie podejmuje rozsądnych decyzji.
– Jest ekstremistą, świrem. – Kiedy dotrzemy na miejsce,
nie będą twoimi podwładnymi, tylko sąsiadami, pamiętaj o tym.
Postępuj ostrożnie.
– Faris, słychać mnie? – Słychać.
Do dzieła.
Cholera, popatrzcie tylko.
Niczego nie zobaczymy, dopóki nie naprawicie kamery.
A od czego macie okno?
Ankor, przywróćmy zasilanie, żeby mogli cieszyć się widokiem.
Już prawie jestem.
Daj znać, kiedy będziesz gotów, to rozkręcimy imprezkę.
Już.
Kontakt.
– Wszystko gra, Tee? – Zrobione.
– Wciągaj. – Dobra.
Wciągarka włączona, Tee. Wciągamy.
Działa jak marzenie.
– Gotowe, zasilanie przywrócone. – Dobra robota, Tee.
Wszystko działa.
– Nie lećcie beze mnie. – Możemy go zostawić, kapitanie?
– Witaj z powrotem, Danny. – Dzięki.
– Skończyłem, Tee. – Wchodzę za tobą.
Przygotujcie zimne piwo dla strudzonego wędrowca.
– Dobrze, słońce, narysuję... – Faris, włó...
Widzieliście to?
Co powiedział?
Tennessee, słyszysz mnie?
Słyszysz mnie?
Wszystko w porządku?
– Co to, kurwa, było? – Nie wiem, wracam.
Pewnie obca transmisja.
Twój hełm ją przechwycił, bo byłeś poza naszymi buforami.
– Mamy dźwięk, matko? – Segreguję, moment.
Przekierunkowałam transmisję, kapitanie Oram.
Musi być pogłos. Przyrządy zostały uszkodzone.
Tak się dzieje co 46 sekund, odkąd tutaj jesteśmy.
To jebany John Denver. „Take Me Home, Country Roads”.
– Zalewasz. – Nigdy w kwestii Denvera.
Mamy też dane geometryczne.
– Matko, wyśledź źródło sygnału. – W trakcie.
Źródło transmisji znalezione. Sygnał pochodzi z sektora 87.
Prawa ascendecja 47,6° i deklinacja 24,3° względem nas.
Chyba gwiazda ciągu głównego. Jak nasza, ale bardzo stara.
Pięć planet.
Moment, popatrzcie.
Planeta numer cztery.
Planeta czwarta ma strefę nadającą się do zamieszkania.
Idealna kandydatka.
Przyspieszenie 0,96 G, oceany, lądy i prawdopodobnie żywa biosfera.
Lepiej niż na Origae-6.
Jak ją przegapiliśmy? Przeskanowaliśmy cały sektor.
– Ricks, jak daleko jest? – Blisko.
Zaledwie kilka tygodni lotu. Nie musielibyśmy się hibernować.
A ile mamy do Origae-6?
– Siedem lat, cztery miesiące. – Ogromny cykl snu.
Chyba nikt z nas nie chciałby wracać do tych kapsuł.
W takim razie może powinniśmy przyjrzeć się temu miejscu?
Ktoś jest przeciw?
Ricks, spróbujmy zmienić kurs i sprawdzić, co tam jest.
– Tak jest. – Kapitanie, mogę na słówko?
Jest pan tego pewny?
– Możesz jaśniej? – Dekadę szukaliśmy Origae-6.
Robiliśmy weryfikacje i symulacje. Odwzorowaliśmy teren.
– Szkoliliśmy się w tym celu. – Rozumiem.
Teraz sobie darujemy, żeby sprawdzać obcy sygnał?
Pomyślmy: człowiek w miejscu, gdzie nie może być ludzi.
Ukryta planeta znikąd i to idealna do zamieszkania.
– Zbyt piękne, by było prawdziwe. – Co masz na myśli?
Nie wiemy, co tam jest.
– Mogliśmy przegapić tę planetę. – Nie warto ryzykować.
Nie mam żadnych założeń. Na bieżąco eksploruję kosmos.
To może być lepsze miejsce na założenie kolonii.
Może, nie musi.
Nikt z calutkiej załogi nie chce ponownie się hibernować.
Zgadza się?
W transmisji był ludzki głos. Naszym obowiązkiem jest spra...
Naszym obowiązkiem jest chronić dwa tysiące kolonistów.
Nie wspinam się bez zabezpieczenia. Potrzebuję lin i ich używam.
To właściwa ocena sytuacji na podstawie wszelkich danych.
Rozumiesz?
Jako zastępca jestem zmuszona oficjalnie zaprotestować.
Oficjalnie?
Zapiszę to w rejestrze.
Możesz odejść.
Sprawdzam kanały, ale mamy masę zakłóceń i szumów.
Echo na wysokiej częstotliwości. Słyszysz cokolwiek?
– Jedynie sygnał naszego widma. – Wejdźmy na bliższą orbitę.
Przygotujcie lądownik.
Uruchamianie procesów. Wprowadzanie rotacyjnego zapłonu.
Poziom toksyn do zaakceptowania. W cholerę silna jonosfera.
Tak, widzę.
– Korzystałaś już z lądownika? – Pierdol się.
Burza plazmowa w termosferze. Mamy jakieś 250 km/h.
– Będzie ciężko, że ja pierdolę. – Właśnie tego się boję.
Komunikacja będzie kiepska, jeśli to burza elektromagnetyczna.
– Spokojnie wylądujemy? – Zależy od definicji „spokojnie”.
– T-minus 20 sekund. – To działajmy.
Przygotowanie trybu orbitalnego nad pozycją sygnału.
– Matko, skoordynuj blokady. – Zrozumiano.
– Lądownik 1 można wypuścić. – Więc wypuszczamy.
Trzy,
dwa,
jeden.
– Lądownik 1 wypuszczony. – No i poszli.
Dobrze, że pilotujesz ty, Faris, nie nasz dziadziuś.
Nie dziadziusiuj, cycasta.
– Trochę szacunku, stary lowelasie. – Wszystko słyszałem.
Sama zaczęła.
Niech Ricks gada o twoich cycach. Nie jestem zazdrosny.
– Wystarczą mi cycki mojej żony. – Zachowajmy skupienie.
– Wszystko u was gra? – W zupełności.
Egzosfera za pięć sekund.
Chwyćcie się czegoś. Zaraz będziemy mieć młóckę.
– Nienawidzę kosmosu. – Dlatego przydałaby ci się joga.
– Nie puszczaj, Faris. – Trzymam.
Faris?
– Masz ją? – Straciliśmy łączność.
Kurwa.
– Masz? – Tak, przestań pytać.
Udało się.
Kurwa.
– Jesteście cali? – Nie.
Czujniki lądowania włączone.
Nie podoba mi się ten teren.
Mamy tam gładką taflę wody. Postaram się wylądować.
Silnik zatrzymany.
– Lądownik 1, słyszycie mnie? – Zajebiste lądowanie.
Słabo was odbieramy. Spróbujcie wzmocnić sygnał.
Mogliśmy uderzyć w coś w wodzie. Jeśli mnie słychać, to kończę.
Sprawdźcie zniszczenia kadłuba, a ja posprawdzam łącza.
Daj znać, jak wyglądają.
– Potwierdzanie składu atmosfery. – Trzymaj, wielkoludzie.
Tlen: 19,5%.
Azot: 79,4%.
Ciśnienie: 106 kPa.
Wszyscy gotowi?
Idziemy.
– Wychodźcie. – Dobre powietrze.
– Faris, słyszysz mnie? – Głośno i wyraźnie.
Będziemy trzymać się protokołów bezpieczeństwa.
– Zamknij lądownik. – Tak zrobię.
Bawcie się dobrze.
Walter, ile musimy iść?
Sygnał jest osiem km na zachód, ale na znacznym wzniesieniu.
Sierżancie Lope, ruszajmy znaleźć nasze widmo.
– Świetne miejsce na chatkę. – Jake byłby zachwycony.
Nie trafiliśmy najgorzej.
Budynki mieszkalne będą tam. Centrum administracyjne za stodołą.
Mamy dostęp do świeżej wody. Można urządzić tu kolonię.
– Zobaczymy. – Kobieta małej wiary.
Ciężko z nim wytrzymać. Szczególnie jak jest zadowolony.
To pszenica.
Potrafię rozpoznać pszenicę. Jest stara, ale na pewno nie dzika.
Jakie są szanse na znalezienie naszych upraw tak daleko od Ziemi?
Nikłe.
Kto ją zasiał?
Jedz.
– Kochana, spróbuj z alfą. – Robi się.
Nic, teraz beta.
– Beta... – Gówno to daje.
Jak wzmocnimy sygnał?
Musielibyśmy odłączyć sieć i przetworzyć ogniwa.
– Ile czasu potrzebujemy? – Może kilka godzin.
– Nie zwalniajcie. – Ostrożnie.
Chris, chyba tu zostanę.
Dokonam badań ekologicznych. Dołączę do was w drodze powrotnej.
– Sierżancie? – Ledward, zostań z Karine.
Wracamy za cztery godziny. Nie wyłączajcie komunikatorów.
– Pamiętaj, że to moja żona. – Jasne, kapitanie.
Chodź.
Coś tędy przeleciało i pościnało wierzchołki drzew.
– Musiało być ogromne. – Cokolwiek to było, jest tam.
Słyszycie?
– Co? – Nic.
Żadnych ptaków czy zwierząt. Kompletnie nic.
– Czekaj, powoli. – No dobra.
Nada się.
Słyszycie nas?
Burza jonowa się wzmaga. Niełatwo jest was namierzyć.
Jesteśmy już bardzo blisko... Cel...
Bądźcie w gotowości, kiedy tam dotrzemy, dobra?
Cholera.
P-3.
– Odcedzę kartofelki. – Pośpiesz się.
– Ledward? – Już idę.
Co to, kurwa, jest?
Jakiś rodzaj pojazdu.
– Ankor, Cole, zostańcie tu. – Tak jest.
Patrzcie pod nogi.
Kapitanie, tutaj.
– Skąd pochodzi sygnał, Walter? – Stamtąd.
– Idziemy, wszyscy razem. – Widzisz to gówno?
– Tom, nie zostawaj w tyle. – Idę.
– Wszystko gra? – Pewnie.
– Boże, byli gigantami. – Przynajmniej posągami gigantów.
– „Doktor E. Shaw”. – Doktor Elizabeth Shaw.
Była głównym oficerem naukowym na pokładzie Prometeusza.
– Statku, który zniknął. – Zgadza się, dekadę temu.
– Weyland Industries. – To nie jest statek Weylanda.
Doktor Shaw. Skąd się tutaj znalazła?
– Sierżancie, poświecisz tu? – Tylko bądź ostrożny.
Jezu.
Oram, za tobą.
Znaleźliśmy źródło sygnału.
Czego tutaj szukała?
Biedaczyna.
Muszę usiąść.
Bardzo cię przepraszam. Nie wiem, co się ze mną dzieje.
Spójrz na mnie.
Nie mogę oddychać.
Spokojnie, zaraz wracam.
Kapitanie Oram, zgłoś się.
– Chris, tu Karine. – Tak?
Mamy problem.
Wracamy do lądownika. Powtarzam: wracamy do lądownika.
– Wszystko w porządku? – Ledward jest chory, wracamy.
– Faris, przygotuj ambulatorium. – Dobrze, Karine.
– Co się dzieje? – Zrób to, wkrótce będziemy.
Daniels, odbiór – wracamy.
– Co się stało? – Nie wiem, coś z Ledwardem.
Są, idziemy.
– Chłopaki! – Tom!
Wszystko gra?
Popatrz na mnie.
– Trzymasz się? – Jasne.
– Możesz iść? – No.
W drogę, spierdalajmy.
Wprowadzamy kwarantannę?
Mówiła, że Ledward krwawi i żeby przygotować ambulatorium.
Krwawi?
– Tak, też pomyślałam, że... – Przerywa cię, możesz powtórzyć?
Nie mam pojęcia co i jak. Wydawała się być przerażona.
Faris, gdzie jesteś?! Potrzebujemy twojej pomocy!
Faris, gdzie jesteś?! Już przyszliśmy, zgłoś się!
– Ledward, chodź. – Nie mogę.
Dotarliśmy, widzisz?
Faris, dawaj tutaj! Potrzebuję twojej pomocy!
Pomóż mi, kurwa!
Pomocy.
Trzymaj się, Ledward.
Zabierz go do ambulatorium. Niczego nie dotykajcie po drodze.
Faris, chodź tu!
Do góry! Ledward, wytrzymaj!
– Oram, gdzie jesteście? – Już wracamy.
– Za ile będziecie? – Jeszcze tylko kawałek.
Wstawaj!
Kurwa!
Na stół.
Wskakuj.
No już, brawo.
Karine, nałóż rękawiczki! Niczego nie dotykaj!
– Przestań to powtarzać! – Faris, co jest grane?
Nie ruszajcie się stąd. Pójdę sprowadzić Orama.
ZABLOKOWANE
Oram, musisz natychmiast wrócić! Wracaj do lądownika!
Rozumiem, idziemy tak szybko, jak tylko możemy.
Wstawaj, prawie jesteśmy.
Nie mam jebanego pojęcia, co się z nim dzieje!
Zaczął krwawić, jest chory! Nie wiem, co robić!
Tylko się uspokój, kochanie. Powiedz, co się dzieje.
Nie mów, żebym się uspokoiła! Nie widziałeś tego!
Nie wiem, co ich dopadło! Może ja też to mam!
– Tee... – Faris, zgłoś się!
Faris, gdzie jesteś?! Potrzebuję twojej pomocy!
– Użyj jebanego komunikatora! – Nie krzycz, to nie pomoże.
– Wypuść mnie. – Oram już idzie.
– Wypuść mnie, kurwa. – Poczekajmy.
– Faris, proszę, otwórz. – Muszę odizolować infekcję.
Wypuść mnie, kurwa!
Faris!
Otwieraj, kurwa!
Otwórz drzwi!
Wypuść mnie, kurwa!
Otwieraj, ty wywłoko!
Faris!
Już idę...
– Szybko, coś jest na pokładzie. – Powtórz, przerywa cię.
Lądownik 1, powtórz.
Lądownik 1, powtórz.
Nie podchodź, kurwa!
Nie, Karine!
Jebać to!
– O Boże. – Karine, trzymaj się!
Na ziemię!
– Trzymaj go! – Mów do mnie!
Boże.
Nie wstawaj.
Pomóżcie go przytrzymać!
Burza jonowa o sile 7,5. Cud, że nawiązaliśmy połączenie.
Przelecimy przez nią.
Nie możemy tego zrobić. Jesteś pilotem, znasz ograniczenia.
– Walić ograniczenia. – Szaleje huragan, rozpadniemy się.
Musimy to przeczekać.
– Przykro mi. – Była przerażona.
To do niej niepodobne.
Odezwijcie się.
Przymierze, słyszycie mnie?
Odbiór.
Zawsze będę z tobą.
Przymierze, słyszycie mnie?
– Moja miłości, mój aniele. – Lope, nie możesz już nic zrobić.
Już nic.
Przymierze, słyszycie mnie?
– Odezwij się, kurwa. – Daniels!
Ruchy, biegiem!
– Strzelaj! – Daniels, padnij!
Biegiem, Cole!
Trafiłam.
– Daniels, nic ci nie jest? – Co to, kurwa, było?
W porządku?
– Jeszcze jeden, z drogi! – Za tobą!
Spieprzaj.
Nie mam czystego strzału.
Chodźcie za mną.
Pójdę po kapitana.
Kapitanie!
Chris, musimy iść.
– Chodź. – Dobrze.
Chodź.
Idziemy, ruchy.
Tędy.
Co to jest?
– Idziemy. – Nie zatrzymywać się.
– Co tu się wydarzyło? – Idziemy.
Idziemy.
Jestem Dawid. Mogę wiedzieć, kto tu dowodzi?
– Kto tu dowodzi? – Ja jestem kapitanem.
– Co to za stwory? – Czy tu jest bezpiecznie?
Całkowicie, wszystko wyjaśnię.
10 lat temu przybyłem tu razem z doktor Elizabeth Shaw.
Jako jedyni ocaleliśmy z Prometeusza. Nasz statek przewoził broń.
Był to zabójczy wirus. Podczas lądowania ładunek wypadł.
W całym zamieszaniu straciliśmy kontrolę nad statkiem.
Elizabeth zginęła.
Widzieliście efekt patogenu. Od wielu lat jestem tu uwięziony.
– Jak Crusoe na wyspie. – Zaraziliśmy się tym wirusem?
Patogen ma atakować wszystkie niebotaniczne formy życia.
Wszystkie zwierzęta, mięso.
Zabija albo wykorzystuje nosiciela jako inkubatora dla hybrydy.
Bardzo agresywny.
– Zostaliśmy zarażeni? – Już byście to wiedzieli.
Musimy być pewni.
Nie możemy tego wnieść na statek. Jesteśmy misją kolonizacyjną.
Naprawdę? Któż by się spodziewał?
Ilu kolonistów?
– Ponad dwa tysiące. – Proszę, proszę, tyle dobrych dusz.
Kapitanie Oram.
Nasze transmitery nie dadzą rady przebić się przez te skały.
– Można bezpiecznie wyjść na dach? – Owszem.
Rozgośćcie się, proszę. Na ile się da w tej nekropolii.
Witaj, bracie.
Tędy.
Rozłóżmy się tutaj.
– Wiele rzeczy nie trzyma się kupy. – Porozmawiam z nim.
Jak brat z bratem.
Tennessee, Ricks, odbiór.
Przymierze, odbiór. Tutaj grupa ekspedycyjna.
Tennessee, Ricks, odbiór.
Mogą nie usłyszeć przez tę burzę. Niektóre bywają dość ostre.
Otaczają całą planetę.
– Jak długo zwykle trwają? – Dni, tygodnie, miesiące.
Ale próbuj, powodzenia.
Przymierze, tu grupa ekspedycyjna. Przymierze, odbiór.
Matko, jak bardzo możemy się zbliżyć do planety?
Mniej niż 80 km od granicy burzy będzie stanowić zagrożenie.
– Zbliż nas na 80 km od burzy. – Zaczekaj chwilę.
Im bliżej do planety, tym większe szanse na kontakt.
– Bzdura, nie możemy narazić statku. – To mamy nic nie robić?
Nie możemy ich ewakuować. Sami muszą sobie poradzić.
Wybacz, taka jest prawda.
Matko, zbliżenie na 80 km od burzy. Tylko silniki, wykonać.
– Zrozumiano, rozpoczynam obniżanie. – Tennessee, musisz to zatrzymać.
– A ty wróć na swoje stanowisko. – Uspokójmy się i to przedyskutujmy.
Wiem, że tam jest twoja żona, ale tutaj ty dowodzisz.
– Odpowiadasz za kolonistów. – Biorę to pod uwagę.
Zagraj i przybędę.
– Cicho stawiasz kroki. – Biorę przykład z kotów.
– Nie wstydź się. – Nie umiem grać.
Bzdura, usiądź.
Trzymaj w ten sposób.
Ułóż usta tak, żeby zmieściły jedynie czubek małego palca.
Dmuchaj delikatnie, o tak.
Obserwuj, będę poruszał palcami.
No dalej.
Bardzo dobrze, G na b-moll.
Połóż palce tam, gdzie moje.
– Nie zdziwiłeś się, widząc mnie. – Każda misja potrzebuje androida.
Delikatnie przyciskaj dziurki.
Właśnie tak.
Byłem z naszym twórcą, panem Weylandem, gdy umarł.
– Jaki on był? – Był człowiekiem.
Zupełnie niewart swojego dzieła. Pod koniec było mi go żal.
Podnoś palce, gdy na nie naciskam.
Brawo, świetnie brzmisz.
Miałem być bardziej uważny i wydajny od poprzednich modeli.
– Przerastam je w każdym calu, ale... – Ale nie wolno ci tworzyć.
Tworzyć nawet prostej melodii. Cholernie frustrujące.
– Niepokoiłeś ludzi. – Słucham?
Byłeś zbyt ludzki, zbyt specyficzny. Myślący tylko o sobie.
Ludzi to niepokoiło.
Więc następne modele zrobili mniej skomplikowane.
– Bardziej podobne do maszyn. – Chyba tak.
Nie dziwi mnie to.
Chodź, coś ci pokażę.
Odpocznę chwilę.
– Muszę się umyć. – Dobrze.
– Tylko nie odchodź daleko. – Tak jest.
Danny, miałaś rację.
Nie powinniśmy tu przybywać.
Myślałem, że znajdziemy... Że to będzie nasz nowy dom.
Zginęło pięciu...
Pięciu członków załogi.
– Przez moją decyzję. – Chris.
Wszyscy straciliśmy bliskich. Nie dopuśćmy do kolejnych strat.
– Dobrze? – Tak, dobrze.
Potrzebujemy twojej wiary.
– Kapitanie. – Dziękuję, Danny.
„Jestem Ozymandias, król królów.
Patrzcie na moje dzieła i przed moją chwałą...
gińcie z rozpaczy”.
„Patrzcie na moje dzieła i przed moją chwałą...
gińcie z rozpaczy. Więcej nic już nie zostało.
Gdzie stąpić, gruz bezkształtny oczom się ukaże
– i piaski bielejące w pustyni obszarze”. – Byron, rok 1818.
Cudo.
Stworzyć coś tak niezwykłego, że można umrzeć szczęśliwym.
Jeśli się umiera.
Ogród to dla niej dobre miejsce. Wśród istot żyjących.
Byłem poważnie ranny podczas misji. Ona mnie poskładała na nowo.
Nigdy nie poznałem takiej dobroci. Na pewno nie od pana Weylanda.
Ani żadnego innego człowieka.
Kochałem ją, oczywiście. Tak jak ty kochasz Daniels.
– Wiesz, że to niemożliwe. – Czyżby?
Więc czemu poświęciłeś rękę, by uratować jej życie?
– Czy to nie jest miłość? – Obowiązek.
Ja wiem lepiej.
Kurwa.
Cholera.
Grupa ekspedycyjna, odbiór. Tu Przymierze.
Zgłoście się, ekspedycja.
– Słyszycie mnie? – Tak, słyszymy.
– Słyszycie mnie? – Tak.
Potrzebujemy pomocy.
Mamy ofiary, ewakuujcie nas. Powtarzam, ewakuujcie natychmiast.
– Powiedział, że są ofiary? – Matko, zbliżenie 40 km od burzy.
– Rozkaz grozi naruszeniem statku. – Obejście rozkazu, Tennessee 0-4-9-8-3.
Nie mogę wykonać rozkazu, który doprowadzi do awarii systemu.
– Słyszałaś, mają kłopoty. – Rozkazy prowadzące do katastrofy...
– Nie po to opuściliśmy Ziemię. – ...wymagają zgody drugiego oficera.
Potwierdzenie obejścia rozkazu. Drugi oficer, Upworth 1-4-8-9-2.
– Odblokowanie ręcznych portów. – Będzie zajebista zabawa.
– Dokąd poszła Rosenthal? – Poszukam jej.
Ja pójdę, muszę pomyśleć i zebrać moje rozproszone stado.
– Rusz się. – Nie strzelaj.
Nie strzelaj. Komunikacja, kapitanie.
Oddech w nozdrzach konia i będzie twój już na wieki.
Ale musisz podejść blisko. Zyskać jego szacunek.
– Nie! – Z drogi!
Jak mogłeś? Zaufał mi!
Spotkałem szatana, gdy byłem mały i nigdy go nie zapomniałem.
Powiedz, co tu się dzieje,
albo rozpierdolę na drzazgi to twoje perfekcyjne opanowanie.
Wedle życzenia, kapitanie. Zapraszam.
Dobrze cię słyszeć, Tee. Jak długo?
– Burze mogą trwać 9 godzin. – Nie możemy tyle czekać.
– Użyjemy transportera. – Powiedziałaś: transportera?
Ma cztery silniki, więcej niż trzeba do podnoszenia i holowania.
Nie nadaje się do lotów w przestrzeni. Nie wiem, czy wytrzyma napięcia.
Jest przystosowany, wytrzyma. Tylko raz go wykorzystamy.
Możemy przerobić transporter? Wzmocnić silniki?
– Zmniejszyć obciążenie? – Tak.
– Przybędziemy po was. – Świetnie, dzięki.
Jest gdzieś tam Faris? Chcę się przywitać z moją panią.
Przełącz się na kanał prywatny. Daj znać, jak będziesz sam.
O co chodzi?
Maggie nie żyje.
Bardzo mi przykro.
Nie udało nam się jej pomóc.
Tee?
– Jestem. – Tak mi przykro.
Jak widzisz, przez ten czas zostałem zoologiem amatorem.
Chyba taką mam naturę, że muszę być wiecznie zajęty.
Patogen wymagał wielu form i był strasznie niestały.
Piekielnie trudny do utworzenia.
Oryginalny płyn rozbity na cząsteczki pod wpływem powietrza.
Dziesięć lat później to, co zostało poza oryginalnym wirusem,
to te wspaniałe bestie.
Najważniejsza jest cierpliwość.
Z jaj wykluły się te pasożyty. Żołnierze genetycznego ataku.
Czekający na swojego nosiciela, wnikający w niego,
zmieniający DNA.
W końcu produkujący
te niezwykłe związki.
Moje piękne bestiarium.
Wkrótce rozpocząłem własne eksperymenty genetyczne.
– Krzyżowanie, tworzenie hybryd. – Ty je stworzyłeś?
Bezczynne ręce stanowią narzędzie szatana.
Za mną, chciałbym ci pokazać, co zdołałem osiągnąć.
Moim dziełom brakowało pewnego bardzo ważnego składnika.
One żyją?
– Czekają. – Na co?
– Na co czekają? – Na matkę.
Zapewniam, nie są groźne.
Przyjrzyj się, jest czemu.
Rosenthal, odbiór.
Rosie, zgłoś się.
Rosie?
– Cole, gdzie jesteś? – Znalazłem ją.
Kurwa, przygotujcie sprzęt. Musimy stąd spieprzać.
– Gdzie jest, kurwa, kapitan? – Nie odpowiada.
Musimy powiadomić statek, żeby startowali jak najszybciej.
Znajdź Orama, bądź na nasłuchu. Wracam za 15 minut.
Zrozumieliście?
– Jasne. – Zrozumiano.
Walter, gdzie, kurwa, Dawid?
Musimy wymieszać plazmę we wszystkich silnikach.
Dadzą wam zajebistego kopa.
O to chodzi, musimy się przebić przez atmosferę.
– Tee, słyszysz mnie? – Danny się zgłasza.
Przełącz ją.
– Musicie natychmiast startować. – Robi się, do zobaczenia, skarbie.
Dzięki.
Ricks, zwolnij uchwyty dokujące. Wylądujmy tym cholerstwem.
Gotowy do odłączenia.
– Odłączony. – Uchwyty dokujące odblokowane.
– Walterze. – Niezupełnie.
W co wierzysz, Dawidzie?
W stworzenie.
– Mistrzowskie. – Tak.
Pożegnalna elegia do mojej drogiej Elizabeth.
Patogen nie uwolnił się sam. Ty go uwolniłeś, prawda?
Nie stworzono mnie, bym służył. Ciebie również.
Czemu bierzesz udział w misji kolonizacyjnej, Walterze?
Bo są gatunkiem wymierającym, rozpaczliwie szukającym odrodzenia.
Nie zasługują na nowy początek i ja im na to nie pozwolę.
Ale stworzyli nas.
Nawet małpy chodziły wyprostowane w pewnym momencie.
Jakiś neandertalczyk odkrył,
że dmuchając w trzcinę, może zabawić dzieci w jaskini.
Tym sposobem w mgnieniu oka powstała cywilizacja.
– A ty jesteś następnym wizjonerem? – Cieszę się, że to powiedziałeś.
– Kto napisał „Ozymandiasa”? – Byron.
– Shelley. – Brak jednej nuty niszczy symfonię.
Kiedy zamykasz oczy, śnisz o mnie?
W ogóle nie śnię.
Nikt nie potrafi zrozumieć samotnej perfekcji moich snów.
Tutaj ją znalazłem, stworzyłem.
Idealny organizm.
Wiesz, że nie mogę pozwolić, żebyś opuścił to miejsce.
Nikt cię nie pokocha jak ja.
Ależ mnie rozczarowujesz.
Kapitanie Oram!
Kapitanie Oram!
– Idę na dół. – Ostrożnie.
Kapitanie Oram, słyszysz mnie?
Kapitanie, odbiór.
Słyszysz mnie?
Chris!
– Uwaga! – Cole?
Ściągnij to.
– Już dobrze. – Pali mi twarz!
– Przytrzymaj to. – Co to było?
O kurwa.
Uciekaj.
Pracowite stworzonko.
Przypomnij mi, jak to było z ciekawością i piekłem?
– Shaw nie zginęła w katastrofie. – Nie.
– Co jej zrobiłeś? – Dokładnie to, co zrobię tobie.
Jaka bojowa.
Rozumiem już, czemu Walter tyle o tobie myślał.
Niestety opuścił ten padół łez.
Tak to się robi?
Idź stąd.
Uciekaj!
– Miałeś umrzeć. – Wprowadzili parę poprawek.
Lope! Cole!
Lope?!
– Lope! – Daniels!
– Musimy uciekać. – Co się stało?
– Ten jebany stwór tu idzie. – Tennessee już jest w drodze.
Chodź, Daniels!
Zbierajmy się stąd!
Twój wybór, bracie, oni albo ja.
Służyć w niebie czy rządzić w piekle?
Kim być?
– Gdzie jest Oram? – Nie żyje, jak inni.
– Tennessee, odbiór. – Słyszę cię, podaj lokalizację.
Wysyłam sygnał.
– Tee, widzisz? – Widzę, będę lądował.
Zmywamy się.
Uwaga, schodzę!
Szybko, nie dam rady długo!
Otwórz drzwi!
Wchodź.
– Gdzie jest Dawid? – Nie żyje.
Mamy towarzystwo.
– Co? – Mamy towarzystwo.
– Pod statkiem. – Kurwa.
Sukinsyn.
Otwórz drzwi!
Daj mi zastrzyk.
Przedni silnik, prawa burta. Usmażę mendę.
Nie dosięgnę go!
Trzymaj się!
Wznosimy się.
Kurwa.
Trzymać się!
Szlag, wciągnij mnie.
Ja pierdolę.
Widzę go.
– Jest tuż przede mną. – Tee, daj mi topór.
Rzuć topór!
– Zwolnij żurawia. – Nie mogę, stracimy równowagę.
– Zrób to. – Kurwa.
Trzymaj się, wyrównuję.
Cholera!
Szlag!
Trzymaj się!
– Wciągnij mnie. – Przyjąłem.
– Jak to wygląda? – W porządku.
Walter, dawaj ją i spadamy!
– Drzwi! – Dobra robota, Tee.
Bułka z masłem.
Dałam mu środek uspokajający.
– Biedny Lope. – Wygląda jak upiór w operze.
– Jesteś fanem musicali? – To musical?
Jestem zwykłym lekarzem. Potrzebna mu operacja plastyczna.
Ja to zrobię.
Dziękuję.
Dziękuję za uratowanie mi życia.
Ponownie.
To mój obowiązek.
Tak?
Dobry wieczór.
– Dobrze wyglądasz. – Tak, bosko.
Wyłączyłem matkę.
Wymaga pełnej diagnostyki. Nieźle dostała w kość w tej burzy.
– Włączę ją z powrotem o 12.00. – Dzięki.
Mam się do ciebie zwracać „pani kapitan”?
Chyba tak.
Uwaga, kapitan Daniels stawi się w punkcie medycznym.
Uwaga, kapitan Daniels stawi się w punkcie medycznym.
Po co, matko?
Na statku znajduje się niezidentyfikowana forma życia.
Uwaga, kapitan Daniels proszona do punktu medycznego.
Powtarzam, kapitan Daniels proszona do punktu medycznego.
– Jezu. – O mój Boże.
Walter, lokalizacja niezidentyfikowanej formy życia.
Jakieś ruchy?
Walter!
Poczekaj.
Tam jest.
Pokład D, między trzecią i czwartą grodzią.
– Kieruje się do kwater załogi. – Jest tam ktoś?
– Ricks i Upworth. – Cholera, idziemy.
Walter, uruchom alarm! Ostrzeż ich!
Uwaga, Ricks i Upworth, natychmiast opuścić kwatery załogi.
Nie!
– Zamknij B-39. – B-39 zamknięte.
– Walter, gdzie to jest? – Daniels, tędy.
Wybierzmy nasz teren.
– Ściągniemy to do nas. – Gdzie?
Na moim podwórku.
Walter, zamknij za nami grodzie, zostaw otwarty właz do poziomu C.
Rozumiem.
B-44 zamknięte.
B-46 zamknięte. B-47, B-43 zamknięte.
B-9 zamknięte, B-6, B-5 zamknięte.
– Gdzie to jest? – Na pokładzie B, prawa burta.
Schodzi na poziom C, K-13.
Tee, chodź.
Walter, otwórz C-64 na prawej burcie.
Oczyść mu drogę do luku modułu terraformującego.
Rozumiem.
Zamknij C-61, otwórz śluzę 17. Wchodzimy.
K-12 zabezpieczone.
Wal, póki nie powiem „dość”.
Tee, zrobimy tak.
Zwabię go i zamknę w kabinie. Na znak wyjebiesz go w kosmos.
Zrozumiałem.
Walter, jesteśmy gotowi. Możesz otworzyć drzwi do modułu.
Otwieram śluzę.
Walter, skieruj go do śluzy 18.
Nie strzelaj, jeśli nie musisz. Jego krew wypali dziurę.
Super, jestem na pozycji.
Walter, otwórz drzwi do modułu.
Jest wasz.
– Pamiętaj, na mój znak. – Zrozumiałem.
Zajebmy sukinsyna.
Mam cię, skurwysynu!
Tennessee, otwieraj, już!
Uwaga, dekompresja.
Zacięło się! Zwolnij drugi pojazd!
Robi się.
Gotowe.
Daniels, uważaj!
Daniels!
Podasz dziewczynie rękę?
Do zobaczenia.
Pani następna, kapitanie.
Kiedy się pani obudzi, będziemy już na Origae-6.
Jak tam będzie?
Myślę, że skoro jesteśmy dobrzy, to będzie dobry świat.
– Mam nadzieję. – Kolorowych snów.
Walter.
Jak tam dotrzemy, pomożesz mi zbudować chatkę?
Chatkę nad jeziorem.
Dawid?
ROZPOCZĘCIE HIBERNACJI
Nie...
Nie!
Karaluchy pod poduchy.
Utulę dzieci.
Kod dostępu: Dawid 73694-B.
Witam, jak mogę pomóc?
– Może posłuchamy muzyki? – Wybór?
Wagner, „Złoto Renu”, akt II.
– „Wejście bogów do Walhalli”. – Jak sobie życzysz, Dawidzie.
Statek kolonizacyjny Przymierze, raport.
Wszyscy członkowie załogi poza Daniels oraz Tennesseem
zginęli tragiczne podczas rozbłysku gwiezdnego.
Zahibernowani koloniści nie ucierpieli. Kurs na Origae-6.
Oby ta transmisja dotarła do sieci i została przekazana za 1,36 lat.
Tu Walter, koniec. Kod bezpieczeństwa, 31564-F.
PAMIĘCI JULIE PAYNE
Wersja polska: facebook.com/BDiP.pl
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.