Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Występują
Scenariusz
WINO O SMAKU MIŁOŚCI
Reżyseria
Bierzesz beta-blokery?
Tak.
A jak ze spożyciem?
Piję tylko najlepsze wina.
Miałem na myśli ilość.
Masz delikatne zastawki. Alkohol dodatkowo je osłabia.
Wino to nie alkohol.
Sprawdziłem.
Okazało się, że nim jest.
- Tak, ale... - Nie.
Winorośl uprawia się w ziemi, a ty możesz do niej dołączyć.
Handluję winem, muszę je pić.
Skoro to takie męczące, zmień branżę.
Brakuje nam warzywniaka.
- Mam sprzedawać marchewki i brokuły? - Czemu nie?
- Doktor chyba żartuje. - Wręcz przeciwnie.
Dzisiaj to było ostrzeżenie, bardzo poważne.
Gdyby mój gabinet był dalej, nie wiadomo jak by to się skończyło.
Nie możesz dalej tak postępować.
Mój kolega ci pomoże.
Dzięki, ale nie skorzystam.
- Ciało Chrystusa. - Amen.
Córko?
Krew Chrystusa.
Dobra!
Szkoda, że w niedziele już nie gotujesz.
Mamo, zawsze narzekałaś, że albo za słono, albo za słodko...
To prawda. Żadna z ciebie kucharka.
- Bezdomni są innego zdania. - Świetne referencje.
Nigdy nie słyszałam, by Aumery chwalił twoją kuchnię.
Przestań, nie to było źródłem problemu.
Musisz iść do przodu. To już cztery lata.
Wiem. Dziękuję.
Ale ja się martwię.
Życie jest krótkie.
A ty nie robisz się młodsza.
Mówię to dla twojego dobra.
Idę. Jestem wykończona
Nic nie zjadłaś.
Nie jestem głodna.
Miałyśmy zagrać w Scrabble.
Moje siedem liter.
50 punktów premii.
- Razem 68. Zapisz. - Brawo. Dobrze to rozegrałaś.
Ale ja nie powiedziałam ostatniego słowa.
"PENIS"
Idealnie się wpasował.
Przepraszam?
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
Co to takiego?
Plan zatrudnienia młodych, których nikt nie chce zatrudnić.
- Nie bez powodu. - Owszem.
Ale jeśli nie da się im szansy, to daleko nie zajdą.
- Nie chcę tu żadnego odmieńca. - No tak.
Szukamy rozwiązań. Nie chcemy zabrać panu sklepu.
Ale może do tego dojść.
Niedługo znów się pojawię. Proszę to przemyśleć.
Przemyślę to. Żegnam.
W czym mogę pomóc?
Szukam dobrego wina, ale się nie znam.
Jeśli chodzi o wina, są trzy rodzaje.
Czerwone, białe i rosé.
Tyle to i ja wiem.
Nie mogę zdecydować między czerwonym a białym.
Do kolacji?
Tak, oczywiście.
No bo można też do obiadu. A nawet podczas śniadania.
- Staram się tego nie robić. - Ja też. "Staram" się.
Co będzie jedzone?
Najprawdopodobniej mięso.
Albo ryba.
Czy pamięta pani wino, które ostatnio pani smakowało?
Nie.
Tak! Ostatniej niedzieli, wino mszalne podane przy komunii.
Było wspaniałe.
To jakaś nowa dyrektywa Watykanu?
Możliwe.
Mogę zapytać księdza co to było za wino.
Chwała na wysokości, jesteśmy uratowani.
Póki nie otrzyma pani transcendentalnej odpowiedzi,
proponuję Cigalusa.
Bogate i aromatyczne, dobrze zrównoważone.
Albo Château l'Hospitalet,
bogate z nutami przypraw i czerwonych owoców.
"Biodynamiczne" to dobre?
Cykl naturalny bez pestycydów.
Ile by się go nie wypiło, nie ma się po nim kaca.
To chyba dobrze?
Nie ma lepszego chwytu marketingowego.
"Walić środowisko, wypijmy dwa razy więcej".
To które mam wybrać?
Proszę spróbować tego. Mam otwartą butelkę.
Nie jest za wcześnie?
Nigdy nie jest za wcześnie. Dotrzymam pani towarzystwa.
W takim razie kropelkę.
Prowadzi pan też degustacje?
Od jakiegoś czasu już nie.
Szkoda.
Może znów zacznę.
"Jest godzina pijaństwa! Żeby nie być znękanymi niewolnikami Czasu,
upijajcie się bez przerwy!
Winem, poezją albo cnotą, wedle upodobania".
Charles Baudelaire.
Dziękuję.
Rzeczywiście dobre.
Aromatyczne.
Od ojca Benoît. To było Nuits-Saint-Georges 2015.
Coś takiego.
Gdzieś mam Nuits-Saint-Georges rocznik 2017, też dobry rok.
Ale gdzie?
Proszę. 55 euro.
Trochę drogo.
Ale parafię na nie stać.
To był na pewno podarunek. Ojciec Benoît żyje skromnie.
Dzień dobry.
To co z tym winem?
No dobra, zaszalejmy.
Poproszę PIN.
Na pewno zrobi wrażenie.
Domyślam się, że to na prezent.
To na cotygodniową kolację z bezdomnymi.
Niezłą mają opiekę.
Witaj, mały cudzie.
Co za skarb.
Jesteś uroczy.
Śliczny. Tak, patrzysz się na mnie.
Mój mały kochany.
Mogę prosić o zwrot?
Tak, oczywiście.
Ostrożnie.
Podasz mi sos?
Mam dla was niespodziankę.
- Jaką? - Chcieliście dobre wino.
Nuits-Saint-Georges rocznik 2017.
- Już otwarte? - By oddychało.
Już sobie walnęła.
Tylko po kropelce by starczyło dla wszystkich.
Nie ma to jak dobry stary Saint George.
Dokładnie.
- Najpierw skończ to. - Można mieszać.
Porzuć tę myśl.
Wewnątrz i tak się wszystko zmiesza.
- Skąd pochodzi? - Ze stacji metra Saint George.
- Wino z Paryża? - Z Montmartre!
- Montmartre? - Pewnie. I jest słynne.
- Wino ze stolicy? Bzdury. - Ja dziękuję.
Chciałeś się napić dobrego wina.
- Ja go nie docenię. - Nie wygłupiaj się.
Roger, zrób mi przyjemność.
- Mógłbym się przyzwyczaić. - Tylko trochę.
- Wezmę jego działkę. - Najpierw skończ swoją.
Próbujemy.
- Może być. - Jest dobre.
Wspaniałe. Roger, nalegam.
"Nie" znaczy nie.
Jest takie łagodne, jak sok winogronowy.
Tyle, że cena jest inna.
Panowie!
Łyżki w dłoń! Przed wami najlepsze.
Czyli co?
- Deser! - Jaki?
Tiramisu!
Przepraszam... Szukam dr Valensi.
To ja. Jacques Dennemont?
- Tak. - Witam.
Myślałem, że porozmawiamy na osobności.
Nie ma indywidualnych konsultacji. Proszę się nie bać i siadać.
- Nie boję się. - Dzień dobry.
Ale nie dziękuję.
Kolacja gotowa.
Nini!
Nini! Wróciłam!
Dobrze ci minął dzień?
Wszystko w porządku?
Wezwać lekarza?
Nie trzeba. Wiem, co powie.
Powitajmy Jacques'a.
Witaj, Jacques.
Nie jestem alkoholikiem.
Jestem tu, bo mam problem z sercem,
i muszę zrezygnować z wina.
Właśnie tym się tu zajmujemy.
Dobrze, ale ja potrafię nie pić przez trzy dni, żaden problem.
A kiedy po raz ostatni nie piłeś przez trzy dni?
Po raz ostatni...
Nie pamiętam.
Tak więc możemy powiedzieć, że pijesz codziennie.
Być może, ale tylko wino. Nic mocniejszego.
Ile go dziennie pijesz?
Nigdy nie liczyłem.
Dwa, trzy kieliszki?
Cztery?
Czasami całą butelkę.
A nawet więcej.
Jestem sprzedawcą win, więc piję tylko te najlepsze.
Organiczne.
Ale jesteś tu bo chcesz z tym skończyć.
Nie mam wyboru. Lekarz powiedział, że umrę.
Jesteś w dobrym miejscu.
By umrzeć?
Nie.
By żyć.
Wcale się nie cieszę, że muszę zatrudnić odmieńca.
Pracodawcy zazwyczaj są zadowoleni.
Co pan proponuje?
Sporządziłem krótką listę.
Jordan, 23 lata,
były ćpun, który radzi sobie coraz lepiej.
Kto jeszcze?
Zora, z porażeniem poprzecznym na skutek wypadku drogowego.
Wysoce zmotywowana.
Inwalidka na wózku nie sprawdzi się w magazynie.
- Panów kawa. Proszę. - Dziękuję.
- Lampkę białego? - Nie.
- Naprawdę? - Nie dzisiaj.
Steve, odrzucony przez rodziny zastępcze. Mieszka w hostelu.
Pozostaje sprzedać butelkę Château Margaux, która jest w sejfie.
To by uspokoiło urząd skarbowy.
Powtarzam, nigdy jej nie sprzedam.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Dziękuję za pomoc. Bezdomni byli zachwyceni.
No tak. Nie dziwię się.
Nie planuje pan żadnych degustacji?
Pewnie jakąś urządzę. Muszę pomyśleć.
Świetnie. Wstąpię do sklepu.
Do zobaczenia.
Na kim skończyliśmy?
Oto akta.
Co to jest?
Państwo ma finansowe i moralne zobowiązania, ale Steve też je ma.
- Tutaj... - Czyli?
Jeśli nie przyjdzie do pracy muszę o tym wiedzieć.
- Nie jestem donosicielem. - Nie, ale póki co - szefem.
A ulga podatkowa?
Na koniec miesiąca. Jeśli dobrze pójdzie.
Do zobaczenia, panie Dennemont.
Na razie.
Do widzenia.
No więc będziesz miał dwa zadania do wykonania.
Uzupełniać braki na półkach i przede wszystkim,
sprzątać i pilnować porządku w sklepie.
- W całym sklepie? - To problem?
Nie, będę sprzątał, ale bardziej bym się przydał
przy sprzedaży. Potrafię się uśmiechnąć, zagadać...
Zauważyłem. Ale trzeba też znać się na winie.
- Nie wolno improwizować. - Piłem już wino.
Gratuluję.
Czyli nie macie zakazu picia alkoholu ze względów religijnych?
Nie. Szanuję religie, ale żadnej nie praktykuję.
W porządku.
Co wiesz o winie?
Białe przed czerwonym - głowa czysta.
Tak, powiedzmy, że czysta.
- A białe po czerwonym... - ...i nie zmrużysz oka. Wiem.
Ale to jest bardziej skomplikowane.
- A szampana serwuje się na imprezach. - Skąd pochodzi Szampan?
Saint-Tropez.
Tragedia.
Zacznij od piwnicy.
Powyrzucaj wszystkie kartony.
Rany...
Przykro mi, ale mam klaustrofobię.
Bardzo boję się piwnic. Właściwie już jestem przerażony.
Mówisz serio?
W piwnicach jest pełno wszystkiego. Są myszy, szczury,
a nawet szopy pracze.
Szopy? Może jeszcze bobry? Piwnica jest czysta.
To robota dla profesjonalistów.
Nie stać mnie na nich.
Albo sprzątasz, albo od razu kończysz staż.
- Witaj, młody człowieku. - Dzień dobry.
Dzień dobry.
Steve, dokończ sprzątanie piwnicy, tylko uważaj na szopy.
Tak jest. Tylko sobie zapalę i zabieram się do roboty.
Proszę panią, plecy mnie bolą od tych skrzyń.
Uroki stażu.
To co pan robi jest godne podziwu.
Zaczynam wątpić.
Czym mogę służyć?
Przyszłam zapisać się na degustację.
- No tak... - Jeśli jest planowana.
Sprawdźmy...
- Kalendarz z 2005 roku? - Recykling.
- Odręcznie zmieniam daty i dni. - Sprytnie.
Mogę ją urządzić w przyszły piątek.
Piątek? Mam wolne, ale to przecież święto.
Może nie było w 2005 roku ale mamy rok 2021.
Słusznie. Może w środę?
Kurs tańca afrykańskiego.
- Może czwartek? - Próba chóru, ale mogę ją opuścić.
Świetnie. Pani numer bym mógł wysłać potwierdzenie.
Chciałabym też kupić wino.
To samo, co poprzednio?
Nie potrzebuję tak dobrego. To dla mojej mamy.
Proszę.
To jest bardzo dobre.
I jest w promocji. Dwie butelki za 20 euro.
Jedną zatrzymam dla siebie, bo jak obydwie dam mamie,
to może się źle skończyć.
Skoro druga ma być dla pani,
proponuję to.
Nie jest w promocji? Jest dużo droższe.
Pokryję różnicę.
- Nie mogę się zgodzić. - To gest sprzedawcy.
Poszła już? Zostawiła telefon.
Tak, poszła.
Twój tytoń pachnie marihuaną.
Prawda? Sam tego nie rozumiem.
Możesz bardziej przyłożyć się do pracy?
Przykładam się. Totalnie.
Nie żartuj. Każdą rzecz robisz godzinami.
Bo pracuję ostrożnie.
Wino to cenna rzecz.
Szkoda. Gdybyś pracował szybciej, mógłbyś obsługiwać klientów.
Raczej myć podłogę.
To poniżające? Ja też to robię.
Znam ludzi, którzy nie robią nic innego. To nie dla mnie.
Dobra. Na dzisiaj wystarczy. Możesz iść.
Cześć. Nie czas na aperitif?
Czas, ale ja jestem na wodzie.
- Żartujesz? - Nie.
- Psujesz zabawę. - Jak zwykle.
- Dobry wieczór. - Jesteśmy zamknięci.
Telefon zawiera całe twoje życie. To, że go zostawiła, to znak.
Po prostu była rozkojarzona.
Jaka jest?
Bardzo wierząca.
- Ładna? - Potencjalnie.
Sztywna w kompleciku?
Przestań, to nie Angela Merkel.
Wróci po niego.
- Czas wrzucić wyższy bieg, stary. - Nie będę niczego wrzucał.
- Boisz się odrzucenia? - Skąd! Po prostu mnie nie interesuje.
- Kościółkową zostawiam tobie. - Dzięki, ale nie dzięki.
Mam inne projekty na tapecie.
Dobre.
Źle śpię. Budzę się spocony, trzęsę się.
Pełen niepokoju. Ściska mnie w żołądku.
To uzależnienie.
Ma podłoże fizjologiczne.
Po jakimś czasie ciało domaga się alkoholu,
niezależnie od pory dnia.
Wszyscy przez to przeszliśmy.
Pani też?
U mnie to było porto.
Nie czułam się alkoholiczką,
ale dzień zaczynałam od porto.
- Nie miałeś nawrotu? - Nie, trzymam się.
Ale w czwartek urządzam degustację.
Bedę musiał próbować win. Ale będę je wypluwał.
Będziesz przeżywał tortury.
Przepraszam.
Tak?
Tak, nie wiedziałem jak się skontaktować.
Dziękuję. Bałam się, że znów go zgubiłam.
Niczego pani nie straciła.
- Słucham? - Ani razu nie dzwonił.
Ani w dzień, ani w nocy.
Rano też nie dzwonił.
To dobrze.
Nie było też wiadomości tekstowych ani głosowych.
Są dni, kiedy nie przestaje dzwonić, ale bywają też spokojniejsze.
A u pana?
U mnie zazwyczaj jest spokojnie.
To Sidney Bechet?
Tak, to część dekoracji. Dla nastroju.
- Uwielbiam go. - Dzień dobry.
Dzień dobry.
Czy degustacja aktualna?
Tak, w czwartek.
- Do zobaczenia w czwartek... - Hortense.
Mów mi Hortense.
Jestem Jacques.
To do czwartku... Jacques.
Będzie maczane!
Oszalałeś?
Trafiony, zatopiony!
Nic z tego! Jestem niezatapialny.
Chodź zdarzało mi się utonąć w winie.
- Zatopić, utonąć... - Kiepska analogia.
Skończ sprzątać w piwnicy.
"Hortense. Mów mi Hortense".
- "Jestem Jacques!" - Skończ już z tym!
- Widziałeś kod? - Nie, proszę pana.
- Tu nie ma nic cennego. - Jasne. Luzik.
Proszę przeć! Szybkie oddechy!
Pomogę pani! Świetna robota!
Przejmy razem!
Już jest!
Jest! Już jest!
Już jest!
Dziecko już jest!
Już jest!
Pani tak zawsze?
- Mogę prosić? - Oczywiście.
Ale mi wstyd. Muszę zmienić pracę. Ta mnie zniszczy.
Chcesz wieczorem iść ze mną na degustację?
Nie mogę. Ale ty idź. Dobrze ci to zrobi.
Dobry wieczór!
- Dobry wieczór. - Spóźniłam się?
Ależ skąd! W sam raz. Daj mi płaszcz.
Było kilka rezygnacji, będzie więc nas niewiele.
Jeszcze tylko jedna osoba.
- Mam dla ciebie czek. - Nie ma pośpiechu.
Później może nie będę w stanie go wypisać.
To degustacja, nie popijawa.
Szybko się upijam.
- Będzie wesoło. - Dobry wieczór!
Hortense, poznaj Guillaume'a.
Prowadzi księgarnię.
- Jestem nie w porę? - Ależ skąd.
Chcę ci przedstawić Hortense.
Panno Hortense.
"Pani".
Nie widzę obrączki, mówię "panno".
Nikt już nie mówi "panna".
Od 2012 roku jest to zakazane.
Owszem, ale uważam, że to szkoda.
Zaczynamy degustację?
Tylko tyle?
Tak, chodzi o to by je posmakować a potem wypluć. Do spluwaczki.
Steve, wino się wypluwa.
Miałem dziwny smak w buzi.
To co innego. Kubki smakowe muszą być czyste.
Naprawdę?
Miętówka.
- Masz katar. Chcesz? - Już mi przeszedł, dziękuję.
Tak więc chwytamy kieliszki.
Wyjaśnię, co będziemy robić.
Zapomniałem wypluć!
Steve, słuchaj co mówię.
Smakujemy na mój znak, jasne?
- Jestem szybki. - Raczej szybko wychylasz.
Nie mam nic przeciwko. Ja pozwalam mu się wśliznąć.
No więc degustacja składa się z trzech etapów.
Pierwszy to ocena wizualna. Przyglądamy się winu.
W drugim wąchamy je,
a dopiero w trzecim je smakujemy.
Zupełnie jak z kobietą.
Raczej nie.
Tak więc etap pierwszy. Obserwujemy wino.
Oceniamy jego blask.
Określa on jego kwasowość.
- To się błyszczy, prawda? - Ma świetny blask.
Chce się go posmakować.
Tak, ale zalecam cierpliwość.
Następnie intensywność. Ciemniejsze wino jest gęstsze.
Na koniec kolor. Młode białe wino ma zielone zajączki,
które z wiekiem zamieniają się w złote.
To nie jest zbyt stare.
Masz dobre oko, Hortense.
I piękne, dodam.
Nie marnuje czasu, co?
Możemy skupić się na winie?
Teraz je powąchamy.
Nie trzęsiemy nim. To się nazywa "pierwszy nos". Bardzo proszę.
Jeśli wino jest starsze, aromat jest silny.
W przypadku młodych win raczej niczego się nie wyczuje.
- Hortense? - Prawie nic nie czuję.
- To może być wina perfum. - Przesadziłam?
Tego nie powiedziałem.
Bardzo ładnie pachną, bardzo świeżo.
Znów to robi.
Wąchaj wino, a nie moje włosy.
Mogę wąchać i jedno i drugie.
A teraz trzęsiemy nim by je dotlenić,
i po raz drugi go wąchamy, tylko z większą siłą.
Czuję wanilię.
Wcale nie.
- Hortense? - "Musk"?
Ten męski dezodorant.
Chyba siedzisz za blisko Guillaume'a.
Rzeczywiście? Zbliżył się do mnie!
Jaki dezodorant? Używam tylko perfum.
Ja wyczuwam grejpfruty, które posypujemy cukrem.
- Brawo. - Właśnie! Grejpfruty!
- Są nuty cytrusów. - Bardzo dobrze.
- Wyczuwam też kamienie. - Kamienie? Może jeszcze żwir?
Ma rację. Jest tu też nuta mineralna.
Z upraw na glebach wapiennych. Świetny zmysł węchu.
Dzięki mojemu nochalowi nikt jeszcze nie wcisnął mi lewej trawki.
Cudownie!
Dobra. Teraz możemy go posmakować.
Bierzemy małego łyka by utrzymać go w buzi.
Pierwsze wrażenie nazywamy "atakiem".
No to do ataku.
Pan już dawno temu zaatakował.
Teraz możecie się napić, jeśli chcecie.
A jednak.
Zgodnie z ogólnym życzeniem.
Mały łyczek...
Przepuśćcie je pod językiem, po dziąsłach,
wdychamy ustami,
wydychamy nosem. To się nazywa "węch zanosowy",
pozwala odkryć nowe smaki.
W ten sposób.
- Ktoś chce wypluć? - Ja nie marnuję.
Ja połykam.
To znaczy, tak mnie wychowano, by nie wypluwać.
U mnie nie chodzi o wychowanie.
Ja po prostu chcę się urżnąć.
Dziękuję za te wszystkie informacje.
Jakie są wasze pierwsze wrażenia?
Dla mnie było bardzo dobre.
A dokładniej?
Im bardziej rozpływało się po moim języku,
tym było pełniejsze.
Rosło w moich ustach.
Rozumiem. Jakieś uwagi, Steve?
Wyczułem coś... owocowego i kwiatowego.
Dokładnie. To nuty białych kwiatów i melonów.
A wnioski końcowe?
Chcemy więcej.
Mamy inne wina do oceny.
To, co próbowaliśmy, to Pouilly Fuissé rocznik 2015.
Winorośl odmiany Chardonnay.
Powiedziałbym, bardzo silne smaki, wynikające z ataku,
i być może nuta wanilii.
Znów pudło.
To, co ładują do Ciasta Trzech Króli?
Masz rację!
Czuć tu nutkę migdałów.
Posiadasz znakomitą paletę, Steve.
Jestem prawdziwym artystą.
Kontynuujmy.
To Bordeaux.
Burgundzkie.
Burgundzkie, oczywiście.
Brak migdałów.
Brak.
W przeciwieństwie do oczu Hortense.
Mają kształt migdałów.
Nie wydaję mi się.
Niedzielny Casanova nie może odpuścić?
- Przepraszam? - Masz pan problem ze słuchem?
Co ten smarkacz powiedział?
"Smarkacz"? Nazwał mnie smarkaczem?
- Steve... - Kogo nazywasz smarkaczem?
- Ja ci pokażę smarkacza! - Steve, uspokój się!
- Wracaj do hostelu. No już! - Dobra, idę.
Złamas!
Co powiedział?
Wzajemnie! Dobrej nocy, Steve!
Nazwał mnie smarkaczem!
Tak się pieszczotliwie określa dziecko, kogoś młodego.
Nie! To jak wyraz na "Ch"! Załatwię tego drania!
Jesteś położną?
Cały dzień rodzisz dzieci.
Taka praca.
A ty? Masz dzieci?
Co taki ciekawski?
Czyli nie masz.
Inaczej już znałbym ich imiona, wiek i liczbę.
Nic ci do tego.
To na czym skończyliśmy?
Już wiem. To było Haut-Brion.
Klasa Grand Cru...
Pójdę już, Jacques, tak będzie rozsądniej.
Nie, to ja pójdę.
Czyli wszyscy wychodzą.
Nic mi nie jest! Pośliznęłam się. To przez obcas.
Pośliznęłam się.
Fajnie by było, gdybyś urządził taką degustację dla bezdomnych.
Ucieszyliby się.
- Czemu nie... - Ja wychodzę, Jacques.
No więc... Jacques...
Do zobaczenia.
Podwieźć cię? Mam miejsce.
Dziękuję, ale wolę pieszo.
Szkoda.
Cześć.
Nic ci nie jest?
- Poradzisz sobie? - Tak, to przez krawężnik.
- Podjechałem zbyt blisko. - Jesteś pewny?
Bądź ostrożny!
Przepraszam, zapomniałam szalika. Ciągle czegoś zapominam.
A ja zapomniałem o prezencie degustacyjnym.
Dostajemy prezenty?
Oczywiście, by ćwiczyć w domu.
- To ważne. - Podstawa.
"Delikatna róża" z Doliny Rodanu.
"Na dobry początek...".
Bo to aperitif.
Logiczne.
Dam ci też czerwone.
"Petite Fleur". Jak ten utwór.
Tak, zgadza się.
- Posłuchamy? - Czemu nie.
- Tańczysz? - Bardzo słabo.
Czy to nam przeszkadza?
W takim razie sobie pójdę.
Niektóre etykiety odklejają się przez wilgoć.
Rozważał pan naklejanie drogich etykiet na butelki z tanim winem?
Takich rzeczy nie robię.
Przecież nikt by nie wiedział.
Ja bym wiedział. Ty też.
Podczas degustacji byłeś zdecydowanie najlepszy.
- Naprawdę? - Tak.
Lepszy o nos.
O bardzo dobry nos, i dobrą paletę.
Późno się skończyła?
Wyszli dziesięć minut po tobie.
Nie zaliczył pan?
Konieczna będzie kolejna degustacja. Obowiązkowo.
Zanieś jedną skrzynkę dr Milmontowi. Mieszka za rogiem.
Szlag!
Gdzie mój skuter?
Przy sklepie, przywiązany łańcuchem.
Nie używasz go?
Muszę zanieść tę skrzynkę wina.
Trzymaj. To za pożyczenie skutera.
Ja nie piję.
To sprzedaj przez Internet.
Co ja jestem, informatyk?
Ja wystawię ogłoszenie. Kasa gwarantowana.
Nic z tego.
Oddaj skuter inaczej matka cię nie rozpozna.
Od dawna mnie nie rozpoznaje!
Walić twoje życie!
Skuter albo jest po tobie!
Zostaw to. Zmiataj.
To jakiś czub.
Po tłoczeniu sok z winogron trafia do tych wielkich kadzi.
Wstępna fermentacja trwa około 20 dni.
To wtedy cukier zamienia się w alkohol.
Fajnie, ale nie będziemy go pić?
Będziecie, nie martw się.
Mają tu dużo sikacza.
Na tej sali znajduje się bardzo stara prasa,
z końca 18 wieku.
To jest tak zwana prasa "wiewiórcza".
Skąd jej nazwa? Widzicie to koło? Tak ją uruchamiano.
- Nadal jest sprawna? - Tak. Możecie sami sprawdzić.
Tylko nie daj się sprasować.
Oczywiście.
W tych beczkach wino dojrzewa.
Leżakuje przez określony czas, w zależności od rocznika.
Czy drewno jest ważne?
Absolutnie, ale nie tak ważne jak same winogrono.
Pierwsze wino pojawiło się 8000 lat przed naszą erą,
gdzieś w Armenii, prawdopodobnie przypadkowo.
Po ich zebraniu, dzikie winogrona macerowano,
ludzie pili ich sok i bardzo im smakował.
- Poważnie? - Twoje zdziwienie jest zrozumiałe.
Wraz z rozwojem rolnictwa produkowano więcej wina.
Wynalezienie garncarstwa umożliwiło jego przechowanie,
zaczęto też badać proces naturalnej fermentacji.
W tamtych czasach wino było symbolem cywilizacji.
Obecnie też jesteśmy bardzo cywilizowani.
Ja nie czekałem 8000 lat. Matka dolewała mi je do pokarmu.
Mówię prawdę.
- Twoja facjata to potwierdza. - Słuchajmy Jacques'a.
Wracamy do degustacji. Chwyćcie kieliszki,
delikatnie je potrząśnijcie przed wąchaniem,
zbliżcie do nosa...
- w ten sposób... - Nic nie czuję.
Rogera smród wszystko zabija.
To od ciebie jedzie.
Możecie teraz się napić.
Powolutku.
- Fajne. - Zgadza się.
- Jeszcze kropelkę. - Tylko kropelkę.
Roger, nie bądź chciwy. Podziel się.
- Roger, ja też chcę. - Roger i Roger...
Dzięki, Hortense.
Rycerze Okrągłego Stołu, Sprawdźmy, czy dobre to wino...
Posmakujmy, tak, tak, tak! Posmakujmy, nie, nie, nie!
Szybko oddzwoniłeś.
To był bardzo udany dzień.
Obiecałem, że to zrobię. Winiarz to mój przyjaciel.
- Prosta piłka. - Miło z waszej strony.
Odwieziesz mnie?
W busiku jest jak w puszce sardynek.
Pewnie.
Masz czas później?
Nie tego wieczoru.
Jesteś umówiony?
- Dokładnie. - Szkoda.
Chciałam ci podziękować.
Kupiłam bilety na koncert muzyki światowej w Manufakturze.
Przykro mi, ale nie mogę.
Nie szkodzi.
Mam bilety, więc i tak pójdę.
Nie możesz iść z kimś innym?
Nie mam ochoty iść z kimś innym.
- Kawy? - Nie odmówię.
Nie masz japońskiej zielonej herbaty?
Nie, ale mam francuskie różowe wino.
W takim razie wolę kawę.
Nie będę nalegał.
Nie powinnam tego mówić, bo może ci głowa urośnie,
ale przeżyłam wspaniałą noc.
- No to... miłego dnia. - Wzajemnie.
Ktoś miał udaną degustację!
- Wystarczy, Steve. - Przysięgam, cieszę się.
- Widzimy się niebawem? - Tak.
Do widzenia.
Dobra robota.
Przecież mówiłem, że się pan zakocha.
No więc... nigdy.
A ja, tak.
Dziękuję.
Pan młody odwołał ślub na tydzień przed.
W mordę!
Przepraszam. Dziękuję.
Miał powód?
Rozmyślił się.
To dobry powód.
Najlepszy, zgadzam się.
Ale wyobraź sobie bałagan. Goście, catering, ksiądz...
Ludzie nienawidzą odwołań w ostatniej chwili.
A ty? Byłeś żonaty?
Dawno temu.
Co się stało?
Klasyka. Odeszła do innego.
Pewnie bez dzieci jest lżej.
Piję sama? Nie wypiję całej butelki.
Chcesz mnie upić i zabrać do siebie?
Czemu nie.
Nic z tego.
Dzisiaj u mnie.
Dobra.
To śmieszne, ale czuję się, jakbym cię znała od wieków.
Naprawdę?
Uważasz, że przesadziłam?
Nie.
A mogę powiedzieć, że jest mi z tobą dobrze?
Tak, możesz. A mnie dobrze z tobą.
- Mówisz tak, by mnie uszczęśliwić? - Nie.
W takim razie czuję się jeszcze bardziej szczęśliwa.
Chyba nie rozumiem.
Nieważne.
Zaraz wracam.
Na końcu korytarza, po lewej.
Dziękuję.
W prawo, lewo...
Mówiłam "po lewej".
- Przepraszam. - Nie szkodzi.
Rzecz w tym, że ciągle mylę stronę prawą z lewą.
Mogą się przydać, miałam ci o tym powiedzieć.
Niedługo jadę do kliniki w Marades w Hiszpanii.
Spróbuję sztucznego zapłodnienia.
Rozumiem.
- Chcesz sama mieć dziecko? - Mamy 21 wiek.
Podjęłam decyzję, bo moje życie miłosne dotarło do ściany.
A ja chce mieć dziecko nim będzie za późno.
Może jestem egoistką, szaloną, o wątpliwej moralności.
Niech ludzie myślą, co chcą, ale dla mnie to ważne.
Uważasz, że to żałosne?
Mało katolickie.
Tak, wiem, i na pewno nie powiem swojemu księdzu.
Ani mojej mamie, jest bardzo religijna.
Dlaczego nie we Francji? Teraz już można.
Tam mam zamrożone jajeczka.
Zmiana byłaby czasochłonna i droga.
Czyli... skorzystasz z banku hiszpańskiej spermy.
Masz coś przeciwko hiszpańskiej spermie?
Wręcz przeciwnie.
Niby tak mówię, ale naprawdę nie mam pojęcia.
Po prostu nie wiem... "los spermatozoidos".
Mówi się "espermatozoides".
Doskonale.
A dlaczego?
Chcesz zastąpić dawcę?
- Ależ skąd. - Głupie pytanie.
- Pośpiech nie jest tu wskazany. - Przepraszam, gadam bzdury.
Nigdy nie spotkałam odpowiedniej osoby, dlatego chcę, by szybko poszło.
Byle nie za szybko.
Ale mój zegar tyka.
Jakby wisiał nade mną miecz Demoklesa.
A ja bardzo pragnę dziecka.
Chłopczyka, dziewczynkę...
Nawet gdybyśmy byli samie we dwójkę, ja i on lub ona,
bylibyśmy rodziną.
Ale związek z kobietą, która ma zamiar sztucznie się zapłodnić,
jest daleki od idealnego.
Muszę otworzyć sklep.
Nic nie powiesz?
A co mam powiedzieć?
To twoje życie, twoja decyzja, uszanuję ją.
Nie martw się.
- Cześć. - Cześć.
- Widzisz to, co ścieka? - Tak.
Nazywamy to "łzami wina",
- bo odzwierciedlają jego duszę. - Wino ma duszę?
Ta pójdzie do piekła czy nieba?
Im więcej łez, tym większe stężenie alkoholu.
Logiczne. Im jest smutniejsze, tym bardziej się urżniesz.
Kolejna "degustacja"?
- Dlaczego pan nie odebrał? - Co cię to obchodzi?
- Przepraszam. - Dzień dobry.
Witam pana doktora.
Cieszę się, że korzystasz z moich rad.
Kiedy życie jest zbyt szare, pomaga trochę czerwonego.
Zielenina byłaby lepsza.
- To nie dla mnie. Spróbuje pan? - Nie, dziękuję.
- To Haut-Brion. - No to mały kieliszek.
Doskonałe.
Nie żebym narzekał, ale nie dostałem zamówionego wina.
Dostarczyłem je.
Zostawiłem przed gabinetem.
Na ulicy?
Bałem się wejść. Znalazłby pan u mnie chorobę, o której nie wiem.
By cię uspokoić, nie badamy każdego dostawcę, który do nas przychodzi.
Czyli zostawiłeś na ulicy wino o wartości 300 euro.
Podjąłem ryzyko.
Na mój koszt.
Dobrze, że mi go trochę zostało. Dostarczymy je później.
To miło z twojej strony, ale wezmę je ze sobą.
Tak będzie lepiej.
Panowie? Do widzenia.
Świetny wybór.
Dlaczego nie odbierasz telefonu?
Zostawiłam mnóstwo wiadomości.
Wybacz, miałem oddzwonić.
Jesteś przeciwny sztucznemu zapłodnieniu?
Jeszcze nie wiem, czy jestem za, czy przeciw.
Potrzebuję trochę czasu, by to wszystko wchłonąć.
Rozumiem, znikniesz bez śladu.
Nic z tych rzeczy.
Nie będę wprowadzać zmian. Nie będzie łatwo,
ale możemy spróbować, by wszystko zostało tak jak jest.
Poza tym, nie wiadomo, czy zabieg się powiedzie.
Ale na to liczysz.
Nie lubisz dzieci?
Lubię, ale nie umiem się nimi opiekować.
To bez znaczenia. Nie będziesz musiał być ojcem ani ojczymem,
ani mieszkać ze mną. O nic nie będę prosić.
Ale nie chcę byśmy się rozeszli.
- Boisz się? - Nie. Niby czego?
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
Przepraszam, muszę pracować.
Oczywiście.
Pójdę sobie. Zadzwonisz?
Wieczorem. Obiecuję.
Ani słowa.
Nie masz żadnych nowych wiadomości.
Tu Jacques. Zostaw wiadomość. Oddzwonię.
Posłuchaj, już nie musisz dzwonić.
Wszystko zrozumiałam.
Piętnastego znowu wyjeżdżasz?
Już ci mówiłam.
Kolejna niedziela w samotności.
To seminarium dla położnych. Muszę jechać.
Ale dlaczego w Hiszpanii?
Hiszpania była jednym z pierwszych państw w Unii,
które zalegalizowało inseminację domaciczną.
Nie był to jego najlepszy pomysł.
Mamo, przestań.
Ale w pracy nadal dokonujecie aborcji.
Mamo, kobieta ma prawo wyboru, niezależnie od jej klasy społecznej.
Niechciane ciąże były piekłem.
Od 40 lat stoisz w miejscu.
Gdyby 40 lat temu obowiązywało takie prawo, ciebie mogłoby tu nie być.
Jesteś za czy przeciw aborcji?
Mam dość słuchania, że byłam pomyłką,
że dlatego tata odszedł. Odszedł, bo jesteś nie do zniesienia!
Ciągle się skarżysz, zawsze niezadowolona.
Jestem by dawać ci radość.
Ale ty nie wiesz, co to radość.
Jesteś kwaśna jak stary korniszon!
Skończyłaś?
Tak, skończyłam.
To zagrajmy w Scrabble.
Mamo? Zjem u ciebie.
Opróżniłam lodówkę ze względu na wyjazd.
Gorący posiłek gotowy.
Mamo?
Mamo?
Mamo?
Mamo?
Mamo, obudź się! Obudź się, proszę!
Mamo!
Mamo... Mamo, obudź się, proszę!
Halo?
Tak...
Moja mama jest nieprzytomna...
Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, ale było już za późno.
To świadectwo śmierci.
Miała przy sobie płytki od Scrabble'a. Proszę.
Uwielbiała tę grę.
Poradzi sobie pani?
Do widzenia.
Daniele była kobietą hojną, miłą.
Nie wiedzieliśmy, że pan Bóg tak szybko wezwie ją do siebie.
A teraz,
mogą państwo wykonać jakiś, własny gest, bądź złożyć różę.
- Wierzyła w niebiosa? - Tak.
Czyli najlepsze jeszcze przed nią.
Bądź silna.
Dziękuję, że przyszedłeś.
To wiele dla mnie znaczy.
- Czy klinika będzie czekać? - Tak, aż dojdę do siebie.
Nagła śmierć matki musiała być ciosem,
ale chyba teraz będzie ci lżej, co?
Nie wiem.
Nie chcę sama przez to przechodzić, sama rodzić.
Nie będziesz sama. Będę z tobą. Na każdym kroku.
- Na 100%. - Jesteś słodka.
Co się stało? Wszystko w porządku?
Tak, w porządku.
Niepotrzebnie dziś przychodziłaś.
Lepsze to niż siedzenie w pustym domu.
Może masz rację. Trzymaj się.
PRZEPRASZAM
Dziękuję.
Miło cię widzieć.
Dobrze się miewasz?
To ja powinienem ciebie o to zapytać.
Dobrze, radzę sobie.
Dziękuję, że przyszedłeś na pogrzeb.
To chyba normalne.
Chciałaś mi coś konkretnego powiedzieć?
Po pogrzebie widziałam z daleka jak stoisz nad czyimś grobem.
Poszłaś za mną? Szpiegujesz mnie?
Ależ skąd. Spacerowałam po cmentarzu.
Też straciłeś kogoś bliskiego?
Nie twoja sprawa.
Ty pojawiłeś się w moim życiu, a ja w twoim,
dlatego mnie to interesuje.
Nikt nie pojawił się w niczyim życiu.
- Wychodzisz? - Potrzebuję świeżego powietrza.
Przecież jesteśmy w trakcie rozmowy.
To nie rozmowa, tylko policyjne przesłuchanie.
Hortense, co za niespodzianka.
- Mogę w czymś pomóc? - Może...
Przepraszam, ale nie mam kogo o to zapytać.
Jest wdowcem, tak?
Nie mnie ci o tym mówić.
Wiem, ale on jest dziwny. Kiedy pytam jego, zamyka się w sobie.
Nie chcę by nasz historia skończyła się tak szybko.
To było na pierwszych stronach gazet,
więc to nie tajemnica.
Jacques przeżył wielką tragedię.
Jakieś 15 lat temu.
Wracał z synem od swoich teściów.
Jechał całą noc.
Bez przerwy, by zdążyć otworzyć sklep.
Około 6 rano zaczęło wschodzić słońce.
Jakieś 30 km stąd, kiedy już prawie był na miejscu,
zasnął za kierownicą.
Jacques miał tylko złamane trzy żebra, ale jego syn...
wyleciał z fotelika i zginął na miejscu.
Jego małżeństwo już się nie pozbierało.
Poznała kogoś innego i wyjechała na południe.
To Brouilly, rocznik 2016.
Niesamowite. Brouilly rocznik 2016.
- To samo, czy zmieniamy? - Zmieniamy.
Jak śmiała położyć różę na grobie mojego syna?
- Na pewno ona? - Oczywiście, że ona.
Na pewno nie chciała cię tym zranić. Wręcz przeciwnie.
Maczałeś w tym palce?
Nie. Skąd taki pomysł?
Czy ja mieszam w jej życiu?
Po prostu kocha cię.
- Tak, by zwalić na mnie dzieciaka. - Nie.
Dziecko bierze na siebie.
Nie umiem opiekować się dziećmi.
Nie mogę nawet na nie patrzeć.
Czyli już się z nią nie zobaczysz?
Jacques?
Co się dzieje?
Walcz!
Nie poddawaj się! Zostań z nami!
Słyszysz mnie? Otwórz oczy!
Rozmawiałem z kardiologiem. Możesz wracać do domu.
- Czujesz jakiś ból? - Nie, już żadnego.
Ale gdy to się stało, ból był okropny.
Podobno taki jest.
Naprawdę myślałem, że już po mnie.
Jedno jest pewne:
kończę z piciem.
To doskonała wiadomość dla twoich zastawek.
Bicie serca normalne. To dobrze.
- Chcesz posłuchać? - Po co?
Tak po prostu.
Nie za szybkie?
Nie, jest normalne. Wcześniej było szybsze.
Dobra. Przyjadę po ciebie po południu.
Dziękuję. Chwileczkę...
Pański stetoskop.
- To prezent. - Dzięki, ale nie jest mi potrzebny.
Jest. Częściej słuchaj serca.
To, proszę panią, jest Chablis,
które zawdzięcza swój aromat zalanym słońcem winogronom
z nad Kanału Południowego.
A nie Kanału Burgundzkiego?
A co za różnica? Wszystkie rzeki i tak trafiają do morza.
Ponoć nie do tego samego, ale dobrze, spróbuję.
Zapraszam. Nie będzie pani żałować.
- Płatność kartą? - Tak, proszę.
Można przyłożyć.
- Włożę do torby. - Dziękuję.
- Proszę. - Dziękuję. Do widzenia.
Jak leci, brachu?
W porządku.
- Nie ma szefa? - Nie ma, ale zaraz będzie.
- Czas spłacić skuter. - Zapomnij. Kasa jest pusta.
Tak?
To wymyśl coś.
Nie martw się, kasa będzie. Potrzebuję trochę czasu.
Tak, trochę czasu.
Co jest?
Co ty robisz?
Nie widać?
Przestań!
Tak się dzieje gdy ktoś mnie oszuka.
Dziękuję.
No nie...
Nie wierzę!
Szlag! Ukradł mi moje Château Margaux!
Nie przesadzaj. Ważne, że z tobą jest lepiej.
Mam to gdzieś!
W ten sposób ten palant mi się odwdzięcza?
Uspokój się, bo dostaniesz zawału. Usiądź.
Daj rękę.
Serce ci zasuwa jak mały parowozik. To źle.
- Oddychaj. - Przecież oddycham.
Uspokój się.
Pamiętaj, uratował ci życie.
Jeśli chodzi o Château Margaux...
Mam butelkę.
Wyjątkowy rocznik... '59.
Naprawdę?
Kiedyś, kiedy będziemy bardzo starzy,
razem je wypijemy.
Po małym kieliszku... Château Margaux.
No i proszę, tętno się uspokoiło.
Twoje było z którego roku?
Tego, w którym urodził się Maxime.
Przepraszam.
Obiecałem lekarzowi, że zachowam spokój.
Ale strata Château Margaux przelała czarę goryczy.
Jestem zawiedziona.
Był bardzo zmotywowany. Chciał się szkolić na sommeliera.
- Nie mówił panu? - Nie.
Wniesie pan zarzut o kradzież?
Z policyjną kartoteką nie otrzyma funduszy na kurs.
Dzień dobry panu.
Dzień dobry.
Chce mi pan dowalić?
Żebyś wiedział.
Przepraszam za szkody.
Ale mam dobre wieści. Jeśli chodzi o Château Margaux,
zdjąłem etykietę przy pomocy pary i nakleiłem ją na butelkę taniochy.
- Tę właśnie dałem Kevinowi. - To gdzie jest moja butelka?
W pańskiej piwnicy, bez etykiety.
Etykieta to nie problem.
Przeciwnie. Bez niej jej nie sprzedam.
Ale można wypić. Jego smak się nie zmienił.
Dobra gra.
Ma pan ochotę?
Podobno chcesz się szkolić na sommeliera.
Powiedziałem jej tak by móc tu zostać,
i żeby myślała, że mój staż dał jakieś efekty.
Jestem pewien, że by ci się udało.
Zostać najlepszym kiperem?
Tak. Sommelier to dobry fach.
Masz wyjątkowe umiejętności, których nie doceniasz.
Wcale ich nie mam.
Poza tym wniesie pan zarzuty.
Kto powiedział, że je wniosę?
Nie przyjmą mnie.
Dla mnie ten świat nie istnieje.
Istnieje, jeśli w niego uwierzysz.
Dość moralizowania.
Myślisz sobie: "Co to za gość? Przecież nie jest moim ojcem".
Dobry wieczór.
Byłem w okolicy i postanowiłem podrzucić wam drobną butelkę.
- Fajnie. - Powinno być dobre.
Spróbujmy.
Niech trochę pooddycha.
Miło z twojej strony, dziękujemy.
A co z Hortense? Nadal jest w Hiszpanii?
Nie wiem.
My też nie. Powinna była już wrócić.
- Zostaniesz na kolacji? - Muszę już iść. Dziękuję.
- Szkoda. - Miłego wieczoru.
Jacques?
Dzień dobry, Hortense.
Dzień dobry.
- Jesteś zajęta? - Nie. Słucham.
Chciałem tylko...
dowiedzieć się, jak się czujesz.
Dobrze, dziękuję.
I chciałem przeprosić za tamto... w kawiarni.
To miło. Ale to już historia.
Jest mi naprawdę przykro.
Wybraliśmy nieodpowiedni moment.
Tak, moment był nieodpowiedni.
Puściłem sobie "Petit fleur"...
i pomyślałem o tobie.
Poczekaj, zrobię głośniej.
Gdzie jesteś?
Czekam na ciebie.
Na mnie?
Jestem na dole.
Na dole?
Tekst: Piotr Kalinowski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.