All language subtitles for 80.For.Brady.2023.1080p.WEBRip.x265-RARBG.Polish

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian Download
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Witamy w Bostonie na meczu Mistrzostw AFC 2017

między New England Patriots a Pittsburgh Steelers.

Rozpocznie New England

na stadionie Gillette w Foxborough, Massachusetts.

Zaczyna się!

Obie drużyny walczą o finał w Houston.

Hej, gra zaraz się zacznie. Wszyscy na miejsca.

Mam herbatę. Niech ktoś weźmie guacamole.

- Nie ma. - Chipsy bez guacamole?

- Musimy to robić? - Taką mamy tradycję.

Trish, jadalnia. Weź gazetę.

Czytałaś ją.

Nie będę stąd widziała!

- Proszę. - Dzięki.

- Idę na swoje krzesło. - Betty!

Co? Stoję przy niej.

Właź na drabinę.

- Drabina! - Dobrze, już. Jestem na drabinie.

- Myślę, że to fajna tradycja. - Bo pijesz sobie herbatę na kanapie.

Sączę. Picie jest wulgarne.

Napomknę tylko,

że to nie wpływa na wynik meczu.

To tylko głupi przesąd.

Pamiętasz ósmą kolejkę?

Stałam na drabinie, naprawiając żarówkę.

Migotanie mnie rozjuszyło.

Właśnie. Stałaś tam, gdy mecz się zaczął.

Trish czytała gazetę w jadalni.

- Maura piła herbatę... - Sączyła.

Ja rozsypałam chipsy. I co się stało?

Pokonaliśmy Bills.

- Zniszczyliśmy ich. - Roznieśliśmy.

- Po co ryzykować? - Ona ma rację.

Jest Tom.

Śliczny mężczyzna.

- Przepiękny. - O rany.

Dobrze nawodniony.

Ostatnimi czasy wolę Gronkowskiego.

Wiemy, Trish. Czytałyśmy twój Gronk-erotyk.

Żaden erotyk, tylko fan-fikcja.

- Sensualna fan-fikcja. - Co ty nie powiesz?

- Boże! - Dajcie jej herbatę!

- To przez nieuwagę. - Trish, herbata!

- Wybaczcie! - Zaczyna się!

- Nie ma gorącej wody! - Weź ciepłą z kranu!

Wolę gorącą. Dobrze?

- Twoja herbata, Mauro. - Lou! Chipsy!

- Kurka! - Dwa, jeden...

Ruszyli!

- Cóż... - Dobra robota!

OSIEMDZIESIĄTKI DLA BRADY'EGO

Odłożenie. Wychodzi Tom Brady.

To jego 33 posezonowy występ w karierze.

Chwyt Ryana Allena.

Cardona przemyca do tyłu. Dobry wykop.

- Dobrze! - Brady wykańcza.

- Pierwsze punkty. - Dobrze.

Trzecia próba! Z piosenką się uda!

Trzecia próba! Z piosenką się uda!

Tak!

U nas znajdziesz wszystko dla siebie

Od Gór Zielonych aż po wybrzeże

U Mayflower Auto Mart samochód wybierzesz

O rety!

Nowa i ładna.

Marna twoja imitacja. Jesteś pierwszą dziewczyną Mayflower.

Jesteś równie piękna jak wtedy.

- Dziękuję. - Tak.

Wiesz, ile kosztował mnie ten wygląd?

Fortunę.

Rzuć klątwę.

Ręce!

- Trzecia. - Wstrzymać oddech!

Podanie na 19...

Toast. Za człowieka, który nas tu razem zebrał: Toma Brady’ego.

Nigdy się nie poddaje, bez względu na sytuację.

Niechaj los nadal go darzy doskonałymi rzutami spiralnymi

i pewnością siebie, gdy walczy w kieszeni.

Za Toma.

- Za Toma! - Za Toma.

Za Toma! I naszą rozgrywającą,

kobietę, która uczyniła nasze spotkania tradycją.

Nie planowałam tego.

Dobra, teraz!

Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden.

Tom Brady!

- Niedługo Super Bowl! - Dobra robota.

- Sukces! - O rany.

Czyli mamy dwa tygodnie, żeby zaplanować imprezę.

- Każda robi przystawki? - Jasne.

Mogę przyprowadzić Carla? Robi się poważnie.

- Który to znowu? - Ten przystojny.

Wszyscy są przystojni.

A gdybyśmy pojechały?

Nikt inny na Ziemi nie zakochuje się tak szybko jak ty.

Nie każda może być z jednym facetem od 50 lat.

- Pięćdziesięciu jeden. - Pojedźmy na Super Bowl.

Lou, już to rozważałyśmy.

Nie stać nas.

Bilety i hotele są za drogie.

Dwa lata temu opłaciłabym wszystko,

ale rozwiodłam się z Ralphem dwa tygodnie przed play-offami.

- Teraz żałuję. - Rozwodu?

Nie, facet był okropny,

ale gra była niesamowita.

Mauro!

Mauro.

Przepraszam. Za każdym razem, gdy słyszę słowo „rozwód”,

myślę o Francisco.

Mauro, nie.

Twój mąż się z tobą nie rozwiódł. Umarł.

Bez różnicy.

Mówię serio. Pojedźmy na Super Bowl.

To nie miejsce dla czterech starszych pań.

To może być ostatni finał Toma.

Ma prawie 40 lat. To jak 80 dla zwykłych ludzi.

- No, a my mamy 80. - Właśnie!

Jeśli Tom Brady może być na Super Bowl,

to my też.

Dla ścisłości, nie mam 80 lat.

Ja też nie.

...z tej okazji zrobimy coś szalonego dla Pats Nation.

Nat i Pat. Uwielbiam ich.

Rozdamy bilety na Super Bowl.

Jak miło!

Czterech szczęśliwych fanów pojedzie do Houston,

aby zobaczyć, jak Pats zmierzą się z Falcons.

- Dzwońcie na nasz numer. - Zostawcie wiadomość.

Opowiedzcie, dlaczego to wam najbardziej należą się bilety.

Zwycięzców poznacie podczas Super Bowl.

- To nasza szansa. - Liczy się ilość.

Ilość zgłoszeń nie ma znaczenia. Nie zostawiajcie tysiąca wiadomości.

- Prosimy! - Chcemy usłyszeć waszą historię.

- Kto wie, może spotkamy się w Houston? - Houston!

Powiedział, że wygra najlepsza historia.

Nasza jest świetna.

Jesteśmy największymi fankami Pats. Kochamy Toma Brady’ego.

I wszystkie mamy ponad 80 lat!

Ja mam 75.

Zaszalejmy, jedźmy na Super Bowl.

To może być nasza ostatnia szansa.

- Brzmi ponuro. - Mamy pewne ograniczenia.

Zrobimy to. Dajemy!

- Dajemy. - Tak.

Tak.

Super Bowl na trzy.

Raz, dwa, trzy. Super Bowl!

Cześć, jestem Betty. Elizabeth Bachman.

Przeliczyłam, że bazując na waszej oglądalności,

mamy z przyjaciółkami około 0,00013% szans.

Zdałam sobie sprawę, że nadzieje na wygranie tego konkursu są nikłe...

Skarbie!

...ale byłam wykładowcą matematyki stosowanej na MIT,

kiedy na wydziale były tylko dwie inne kobiety.

Jestem przyzwyczajona do tego, że mam pod górkę.

Skarbie? Biegnę na zajęcia. Widziałaś mój zegarek?

Leży na półce nad kominkiem.

- Przydadzą się też spodnie. - Co?

- Jasne. Co bym bez ciebie zrobił? - Potrzebuję tego wyjazdu.

Dziękuję.

Co sądzisz o moim artykule?

Chcę go opublikować.

Główne wnioski są świetne,

ale cały artykuł jest dość zagmatwany.

Ludzie nie zrozumieją,

chyba że lepiej spleciesz te koncepcje i...

Spodnie.

Jasne, spodnie.

Cześć. Jestem Maura.

Wraz z przyjaciółkami jesteśmy zagorzałymi fanami Pats.

Nie zawsze tak było, bo dorastałam w stanie Oregon.

Moja matka była tam drwalem...

Super, ale jeśli chcemy mieć przewagę, historia musi być realistyczna.

Niech zabrzmi wiarygodnie.

- Jasne, Mauro. - Dobra.

Ale naprawdę była drwalem.

Nękano mnie w podstawówce, ale jeszcze trudniej było w gimnazjum.

O wiele trudniej.

Moja mama też zaczęła się mnie czepiać...

Nie tak smutno.

Wygra najlepsza historia, a nie najsmutniejsza.

Dobrze?

Dziękuję.

Halo?

Tak. Jestem Maura.

Ja i moje trzy przyjaciółki zdychamy. Dziękuję.

Dobrze. Pa pa.

Źle. Wzdychamy za Super Bowl.

- Jasne. - Tak.

Ups.

Tak.

Hej, Mauro.

Dziękuję za włączenie mnie. Świetna zabawa.

Dobrze.

A mógłbyś zebrać więcej podopiecznych?

Niektóre z tych występów nie są pomocne.

Zrobione.

Dzięki, Mick.

- Facet jest jak Cezar. - Doskonały.

I jak Czyngis-chan.

„Moje przyjaciółki i ja jesteśmy zagorzałymi...”. Nie.

„Moje najlepsze przyjaciółki i ja jesteśmy zagorzałymi fankami Pats,

i kobietami powyżej 80 roku życia, które kochają Toma Brady’ego.

Dwadzieścia lat temu, nic nie wiedziałyśmy...”

Nie.

„To było 16 lat temu.

Skończyłam ostatnią rundę chemioterapii

i moje trzy najlepsze przyjaciółki przyszły mnie rozweselić”.

A może trochę telewizji?

Trzecia kwarta i pierwsza próba. Ważne zagranie.

Nie mogę zmienić kanału.

Ja to zrobię.

Tak, nie działa.

Pilot mi świruje.

Chwila.

Shaun Ellis, 92, z piłką...

Co ja zrobiłam?

- Nie wal w ekran. - Za późno.

Odłącz.

Chwila.

Do końca dwie minuty. Drew Bledsoe wypadł. Muszą zagrać rezerwowym rozgrywającym.

Tom Brady, z drugiego roku Uniwersytetu w Michigan.

Kto to jest?

Wystarczy spojrzeć na Bledsoe...

Jakie ciacho. Chcę to zobaczyć.

Sama sobie ściszę.

„Może to było szczęście, a może przeznaczenie,

ale w tym momencie

rezerwowy rozgrywający Patriots zszedł z ławki”.

To musiało być trudne. O mój Boże.

„W końcu udało nam się uruchomić pilota i jeden mecz futbolu zamienił się w dwa”.

Jak na grę, w której grupa kolesi po prostu zderza się ze sobą,

jest skomplikowana.

Ma tyle opcji.

Po analizie danych odkryjecie...

Właśnie zaczęłyśmy to lubić, Betty. Nie zamieniaj tego w matmę.

Dobra.

„I dwa mecze stały się sezonem.

Tom i Patriots wygrali w owym roku Super Bowl.

A ja, cóż, nadal tu jestem, dzięki mojemu zespołowi”.

I za Lou, naszą rozgrywającą.

Nie gadaj!

„I nagle stworzyłyśmy nową tradycję.

Dlatego wygranie tych biletów wiele by dla nas znaczyło”.

- O czym mowa? - Pat. Fajnie, że zapytałeś.

Dziś rozdamy bilety.

Otrzymaliśmy rekordową liczbę zgłoszeń.

Macie równie duże szanse,

jak być numerem 199 w drafcie

i zostać czterokrotnym, a wkrótce pięciokrotnym mistrzem Super Bowl.

Potrzebujemy do kompletu.

Można kupić bilety online, ale na cztery, trzeba by sprzedać auto.

Nie twoje auto.

Tak, to szmelc.

„Moje najlepsze przyjaciółki i ja jesteśmy zagorzałymi fa...”. Do bani.

Co mam zrobić, Tomie?

Co mam zrobić?

Dajemy.

Autokomis Andover, słucham?

Lou, co się dzieje?

Zachowujesz się dziwnie.

Nie otwierajcie oczu.

Muszę wrócić do domu przed kolacją. Gramy dziś w kości.

Masz własny dom. Czemu mieszkasz w domu spokojnej starości?

Frank bardzo to lubił.

Spójrzcie.

Uwielbiam prezenty.

Rany. Co tu się dzieje?

Chciałam, żeby to była niespodzianka,

ale mieli tylko pudełka z okazji pępkowego.

Kto rodzi?

Nikt. To nie jest na pępkowe. Chciałam tylko coś ogłosić z pompą.

Co?

Wygrałyśmy bilety na Super Bowl.

- Rany! - Oto one.

Jak to się stało?

Praca zespołowa. Poszłam za przykładem Tommy’ego.

Kogo obchodzi jak? Jedziemy na Super Bowl!

- Rany! - Ojej!

Witamy z powrotem w Pats Nation.

Super Bowl już za trzy dni.

Jestem tym bardziej podekscytowany niż własnym ślubem.

Mnie to na pewno bardziej ekscytuje niż twój ślub.

Nie, Carlu. Nie zgodziłam się na spotykanie się z innymi.

To nie jest randkowanie, tylko zdrada. Koniec tematu.

Nie chcę z tobą rozmawiać.

Nie ciekawią mnie twoje wyjaśnienia.

Rany, świetny rozdział.

Jaki namiętny.

Jeszcze nie skończyłam.

Nie mówię do ciebie, Carlu.

Z tobą skończyłam.

Lou, muszę się przytulić.

Kochanie. I tak byłaś dla niego za dobra.

Boże. Po prostu...

Betty ma rację...

Muszę przestać się zakochiwać.

Nie, śmiało.

Tylko czekaj, aż będziecie się znali dłużej niż tydzień.

Może zostanę w domu.

Aby się snuć po kątach? Nie! Jedziemy na Super Bowl,

by cieszyć się facetami na modłę rzymską:

spoconymi, ułożonymi jeden na drugim.

W ciasnych spodniach.

Dobra.

Ten jest na ciśnienie. Bierz dwa razy dziennie.

Ten jest na sen.

Zażywaj, zanim się położysz do łóżka.

Przepraszam. Co?

Ten jest na ciśnienie.

Dwa razy dziennie, dobrze?

A ten ma pomóc ci zasnąć. Traktuj sen poważnie.

Zażywaj tylko na noc, bo...

Daj znać, jakbyś czegoś potrzebowała.

Zapytam zanim wyjedziesz: naniosłaś poprawki?

Kochanie, spróbuj to jeszcze przerobić.

Brakuje w tym ciebie.

Znasz mnie lepiej niż ja sam.

Nie. To nieprawda.

- Posłuchaj mnie. - Dobra.

Dasz radę.

Dobra. Tak mi się zdaje.

Dobra.

Mogę wejść?

Widzę, że się spakowałaś.

To dokąd jedziesz?

Na Super Bowl.

- Naprawdę? - Tak.

Jaja sobie robisz?

Rany. Kiedyś grałem w futbol. W liceum.

Tak. Byłem skrzydłowym.

Byłem niewyrośnięty, ale trener powtarzał, że umiem wyciągać nogi.

Mąż zawsze lubił, jak wyciągałam nogi.

Naprawdę cenił sobie nogi.

Słyszałem, że odszedł.

W zeszłym roku?

Tak.

Tak.

Moja żona też zmarła.

- Bardzo mi przykro - Tak już jest.

Jeśli potrzebujesz kogoś do towarzystwa na Super Bowl...

Dziękuję,

jadę z przyjaciółkami.

Ale tutaj też jest wiele rzeczy, których powinieneś spróbować.

- Tak. - Naprawdę.

Jest aerobik na basenie...

Taniec.

- Wieczór gier. - Tak.

- Lunch. - Tak.

Ostatnio...

dotarło do mnie, że mniej chodzi o to, co robisz,

a bardziej z kim.

W tym miejscu...

tylko z tobą mam ochotę spędzać czas.

Masz wszystko poukładane...

Mówię do siebie.

Przestań trąbić. Betty tego nienawidzi. To rzekomo złe maniery.

Wiem. Dlatego to robię.

Nie musiałaś aż tyle razy trąbić.

Wystarczyło raz zapipać.

Bagażnik jest pełny.

Lou, dlaczego nie wzięłyśmy twojego SUV-a?

Jest w warsztacie.

Spokojnie, Betty. Auto jest przestronne.

- Rocznik ’93. - Tak?

Nie robią już takich aut.

Nie robią tego modelu jak kiedyś.

Już tylko dwa dni dzielą nas od Super Bowl.

Houston niech się szykuje. Może zabraknąć im piwa.

- Ostro hamujesz. - A co miałam robić? Jechać dalej?

Nie odpowiada. Dzwoniłam już jakieś dziesięć razy.

Pójdę po nią.

- To prawda. - Dreptanie nie pomoże.

Nie zaszkodzi.

- Dzień dobry, Billu. - Jest. To on.

- Witam panie. - Cześć.

Przepraszam. Sprawdziłem, ale Maura śpi.

- Proszę ją obudzić. - Prosimy!

Ot tak nikogo tu nie budzimy. Mamy sztywne zasady.

To integralna część naszej filozofii. Traktujemy sen poważnie.

„Traktujemy sen poważnie”

Widzicie?

Przepraszam.

Przepraszam.

Przepraszam.

Cholera.

- Mauro! - Mówię poważnie.

- Proszę. - Mauro!

- Dobra, idziemy. Już nam przeszło. - Dziękuję.

Jesteście bardzo szybkie. To dobry znak.

Gdzie jest Maura?

Śpi, a opiekun nie chce nas wpuścić, aby ją obudzić.

Co zrobimy? Spóźnimy się na lot.

Wiem! Jestem przygotowana.

W życiu nie przemkniemy...

Co robisz?

We wszystkich walizkach masz peruki?

Chodźmy.

Nadal ma się uroczą buźkę, ale bez kłopotów z oddychaniem.

Fascynujące.

Masz jakieś zdjęcia?

No jasne.

Mam same zdjęcia mopsów.

- Spójrz na tego. - Patrzcie tylko.

To jest Toffi...

Tu Bobby. Pokażę ci.

Oprowadzić cię?

- Mają lekcje gotowania. - Widziałaś szefa kuchni?

- Maura miała rację. - To Emeril Lagasse. Mają tu wszystko.

Chciała, żebyśmy razem zapisały się na garncarstwo.

Nie widzę siebie lepiącej garnki.

Mam nadzieję, że czujesz, że mądrze wykorzystałaś swój czas z nim.

- Bo kłamałaś. - Przepraszam. Szukamy Maury Martinez.

Poczekaj na reklamy.

Jest w swoim pokoju.

Zaprowadzę was.

Chłopie!

- Dziękuję. - Przepraszamy.

Chyba śpi.

- Dzięki... - Mickey.

Nasz samolot odlatuje za trzy godziny i 23 minuty.

Zaczekam tutaj.

- Za drzwiami. - Mauro?

- Na straży. - Mauro?

Mauro?

Zostaw to mnie.

Mauro!

Wyczuwam puls.

- Nie przeczytam tego. - Tabletki nasenne.

Załatw wózek inwalidzki.

- Mickey? - Tak?

Mógłbyś załatwić nam wózek inwalidzki?

- Wózek? - Tak.

Uciekniecie z nią?

Nie, tak naprawdę jedziemy...

- Uciekacie z nią. - Tak.

Jasne było, że ma zarąbiste przyjaciółki.

Załatwione.

Weźmy je ze sobą. To jej tabletki.

- Gotówkę też bierzemy. - Ale...

- Oddam jej w aucie. - Dobrze.

- Będziesz tego świadkiem. - Jasne.

- Droga wolna? - Tak.

- Dalej, droga wolna. - Z drogi.

- Dalej. - Uwaga na stopy. W lewo.

- W lewo. Dalej. - Ruszamy.

To nasz luksusowy apartament, ale trzeba mieć 60 plus,

więc będziesz musiała poczekać kilka lat.

- Idź! - Dokąd to?

- Stać! - Tony, moment.

- W ogóle obchodzą cię moje psy? - Nie.

- Idźcie. Zajmę się tym. - Dalej śpi. Wracajcie!

Panie i panowie, Pat Sajak z Koła fortuny nas odwiedził.

Jest tu Pat Sajak i właśnie rozdaje autografy.

- Pat Sajak. - Cecile. Co się dzieje? Gdzie impreza?

- Co się dzieje? - Vanna też!

- Dziękuję, Mickey. - Dziękuję.

Trish, jesteś.

Dalej!

Udało się.

Co świętujemy?

- Mauro. - Pomogłyśmy ci uciec.

Jedziemy na Super Bowl!

- Jedziemy na Super Bowl! - Co?

Lecimy na Super Bowl.

Umieram z głodu.

- Chodźmy do baru. Uwielbiam je. - Nie gadaj.

Nie idziemy do baru, abyś zarywała kolesi.

Lou, mówiłam już, że nie będę flirtowała.

To babski wypad.

Może ja spróbuję. Chyba nigdy w życiu nie flirtowałam.

- Dasz radę. - Dobrze.

Hrishi?

Masz fajną głowę.

Dziękuję.

- Popracujemy nad tym. - Dobra.

Apartamenty Erhan.

Bosko, nie?

Wszystko w tematyce Super Bowl.

Tak, ale dali nam tylko jeden pokój.

Nie ma więcej wolnych pokoi w hotelu.

W całym mieście nie ma już nic wolnego.

Przynajmniej ten ma dwa łóżka. Doceń to.

Patrzcie. Tom.

Na żywo jest dużo większy.

To tylko kartonowy Tom.

Prawdziwy jest co najmniej dwa razy większy.

Tom.

Podaj. No już.

Biorę tego. Prawdziwe ciacho.

Mauro! Kogo wybrałaś?

Cześć.

Hej, mamo.

Dzwonili do mnie ze szpitala.

Próbują się dodzwonić, ale nie odbierasz.

Podałaś mój numer do kontaktu. Wszystko okej?

Tak, nic mi nie jest.

Zrobiłam sobie kilka badań.

Dzwonią...

żeby je omówić.

Dlaczego szepczesz?

Jestem w pokoju hotelowym,

a inne dziewczyny śpią.

Gdzie jesteś?

W New Hampshire.

Zrobiłyśmy sobie mały wypad do pensjonatu.

Brzmi miło.

- Mamo, zadzwoń do lekarza. - Dobrze.

Dobranoc, kochanie.

Kocham cię. Dobranoc.

Kocham cię.

Onkolog... Nieodebrane

Nie mogę spać.

Ja też nie.

Brakuje mi Franka.

Tęsknię za spaniem obok niego.

Najgorsze są noce.

Po prostu leżę, nie śpię i myślę o nim.

Mam wrażenie, że żyję przeszłością

i tkwię w miejscu.

Mauro, nie żyjesz przeszłością.

Jesteś tutaj, z nami.

Jesteśmy tu dla ciebie.

Kocham cię.

Kocham cię.

Sekcja 138, rząd 30, miejsca cztery, pięć, sześć i siedem.

Jakie błyszczące.

Mogę je potrzymać?

- Jeden złapałam. - Nie pogub ich.

- Racja. - Są niczym złoto.

W takim razie, nie powinnaś ich trzymać.

Ile okularów do czytania zgubiłaś w tym roku?

To się nie liczy.

Okulary do czytania są od tego, żeby je gubić.

Dobrze.

Która jest najbardziej odpowiedzialna?

Ja.

Dobra.

Dobrze, że zabrałam strapon.

- To raczej złe określenie. - No co ty?

Po prostu zapinasz...

- wokół siebie. - Rany.

To jest nerka.

Nie, jeśli nie nosisz to wokół talii. Jeśli założysz tak, to strapon.

Będą bezpieczne.

Dobra.

Zanim wyruszymy, spójrzmy na agendę.

Na początek NFL Experience.

- Agenda brzmi jak praca. - Uwielbiam dobrą agendę.

- Chodźmy do spa. - Nie.

Nie wygrałyśmy tych biletów, żeby iść do spa.

Przyjechałyśmy tu dla futbolu.

Idziemy do NFL Experience.

Trudno uwierzyć, że tu jesteśmy.

No nie wierzę.

Boże. Ale gmaszysko.

Spójrzcie na te kaski.

Chcę taki dla wnuków.

- Przerosło moje najśmielsze oczekiwania. - Nie moje.

Dziś rano śniło mi się, że płynę Amazonką na korniszonie

z moimi dziećmi z papier mâché.

Jest tu tyle do zobaczenia.

I bez broszury to oczywiste.

Przyjrzałam się. Gdybyśmy chciały zaliczyć każdy punkt,

na każdy musimy poświęcić mniej niż pięć minut,

poza tym dużym...

Witamy w Konkursie Rozgrywających.

Zobaczmy, ile podań zaliczycie w 45 sekund.

Jestem w tym dobra. Patrz.

- Następny. - Wiem.

Myślałem, że czekasz na wnuka.

Nie, jestem tu, żeby grać.

Powodzenia, babinko. Nie chcę, żeby pani sobie coś złamała.

Brzmisz na pewnego siebie.

Może mały zakład?

- Dycha, że trafi najwyżej pięć. - Też mi zakład.

Jeśli wygra, dasz jej koszulkę Falcons.

- Umowa stoi. - Umowa stoi.

Proszę bardzo.

Nie zezwalamy tutaj na zakłady.

Cześć, Lou.

Ale za mało mi płacą i chcę to zobaczyć.

- Lou! W górę. - Tak. Zobaczmy.

Jestem tutaj. Mówię do ciebie.

Louello, nie przejmuj się siłą rzutu.

Liczy się precyzja i chwyt.

Pani kolej.

- Dobra. - Dobra.

Do rzutu, gotowa. Rzut.

Dalej, babuleńko!

Daj im popalić, Lou.

Kiedy zaczniesz rzucać?

- Na litość boską. - Może się pani zająć sobą?

Pierwszy raz widzę coś takiego.

Ma przycisk wyciszania?

- Naprawdę? - Jestem zdruzgotana.

Serio, babul...

Nie ma pani nic lepszego do roboty?

- Niszczysz go. - Proszę pani, stresuje mnie pani.

Naprawdę? To rozpraszające?

- Oby. - Upuściła pani multiwitaminę.

Fantazyjna praca nóg. No popatrz.

- Och... - Cofniesz się?

- Nie robi to wrażenia. - O rajuśku.

- Zdumiewające! - Proszę pani!

- Sześć, pięć, cztery... - Piła przed lunchem.

- Stąd jej problem. - ...trzy, dwa, jeden!

- Udało ci się! A nie mówiłam? - Wiedziałam, że dam radę.

Niesamowite. Za zdobycie ponad 20 punktów

jest koszulka Super Bowl.

Chcę Brady’ego.

- Jaki masz rozmiar? - Nie założę tego.

Możemy podwoić stawkę, jeśli chcesz odzyskać koszulkę.

Jeśli wygramy, musisz to założyć.

Dobra.

Jesteśmy w Houston. Nie możemy pójść na grilla?

Twoja książka! Zobacz!

- Rany, mają to. - Podpisz.

Między GRONKIEM a KOWADŁEM

- Serio? - Mam długopis. Gdzieś tutaj.

Niegrzeczna ty.

Dobra.

Przepraszam, co pani robi?

Podziwiam te książki.

Musi pani za to zapłacić.

Ona to podpisuje.

- Jesteś Virginią Ledou? - Ledoux.

O mój Boże.

Sprzedaję sporo egzemplarzy pani książki. Osobiście jestem fanką.

Zostawię was. Znajdę grilla.

- Chyba jest na dworze. - Cześć.

Pracuje pani nad czymś?

Tak. Nad książką o tematyce świątecznej.

Dzwonią Gronki sań.

- Mogę zamówić w przedsprzedaży? - Jasne.

Święta są dla mnie bardzo seksualne.

Rety.

Halo?

Przepraszam.

Cześć, chciałabym kupić skrzydełka.

Niestety nie są na sprzedaż.

To zawody pikantnych skrzydełek.

- Serio? - Tak.

Ostrzegam. Bywa gorąco.

Mają przyprawy, które brzmią jak z horroru.

- Typu? - Kalifornijski żniwiarz.

Wężowa papryczka. Misiowy piknik. Ten jest najstraszniejszy.

Brzmi miło i przytulnie,

ale nie jest. Serio.

- Przyda mi się nieco pikanterii. - To więcej niż nieco.

To jego konkurs.

Guy Fieri.

Proszę spojrzeć. Nawet wygląda na pikantnego.

- Wchodzę w to. - Na pewno?

Proszę podać kontakt do kogoś, w razie nagłego wypadku.

Mój mąż, Mark, ale proszę do niego nie dzwonić.

Nie chcę, żeby się dowiedział.

W razie omdlenia mam nie dzwonić do pani męża?

- Nie. - To kogo mam wezwać?

Pogotowie?

Panie i panowie!

Gotowi na Wyzwanie Ostrych Skrzydełek?

Zasady są proste.

Jeśli chcesz grać dalej, wytrwaj w piekle!

Dotkniesz mleka i odpadasz.

Rozpętajmy tu papryczkowe piekło.

Za trzy, dwa, jeden. Ognia!

- Boże, to Betty! - O rany.

Witajcie w ulu bólu!

Kto zniesie ten gorąc?

Trzymajcie się. Bądźcie twardzi.

Bądźcie twardzi.

- Odpadasz. - Dajesz.

Przepraszam, Betty?

- Nie musisz zjeść całości. - Okej. Jestem głodna.

Znam ją!

„I wtedy, na uświęconej murawie stadionu Gillette,

Gronk ją wziął w posiadanie.

Wiedziała,

że nikt nigdy nie przebije tego mężczyzny”.

Dziękuję.

Jakie to nieoczekiwane.

Jeśli się nie mylę, pani Ledoux, jest pani wszechstronnie uzdolniona.

Nie jest pani oryginalną dziewczyną Mayflower?

- Boska książka. - Dziękuję.

Dawno i nieprawda.

Piękno nie przemija.

Dan O’Callahan.

Boże. Ten sygnet.

Boże. Ale paznokcie.

- Paznokcie na mecz. Masz dwa. - Tak.

- Zakładam, że grałeś. - Tak jest.

Dwa Super Bowls, dla dwóch drużyn.

Mam się do ciebie zwracać per dziewczyna Mayflower?

Patricia.

- Super książka. - Dziękuję.

- Uratowała nasze małżeństwo. - Nie Virginia?

Mój pudel miał na imię Virginia Ledoux.

Twój pudel upodobał sobie futbolistów.

Nie.

Raczej ja.

Panie i panowie, dotarliśmy do samego szczytu bólu

w tej świątyni żaru.

Czas na ostatnią rundę.

Dal kontra Betty.

Dal, jak się czujesz?

- Świetnie, Guy. - To super.

Betty, a co u ciebie?

Tak, szykuję się.

Przyprawę zamień w strawę. Przyjmij ją w siebie.

- Nie walcz, bo będzie ciężej. - Dobra.

- Wóz albo przewóz. - Dobra.

W ostatniej rundzie: ozór szatana.

Nasze najostrzejsze skrzydełko.

Jedziemy za trzy, dwa, jeden.

Ognia!

Dal wziął niezłą porcję. Betty też.

Pierwszy kęs Dala.

Betty już po drugim.

Dal?

Dal słabo wygląda.

Trzęsie się. Betty bierze kolejnego gryza. Dal wypluwa i odpada!

Brawa dla naszej mistrzyni, Betty!

Cóż...

Proszę państwa, wasza mistrzyni, Betty! Jak to zrobiłaś?

Ten miał niezłego kopa.

To był zaszczyt obserwować, jak wymiotłaś konkurencję.

Jak sobie poradziłaś z takimi przyprawami?

Nie wiem.

Czuję już tylko ekstremalne smaki.

Skoro mowa o ekstremalnym smaku, mam świetny brisket.

- Mogę zaprosić przyjaciółki? - Jasne! Jesteś mistrzynią! Brawa!

Mauro, jeszcze trochę brisketu?

Mogłabym go jeść bez końca, ty brutalu.

Proszę bardzo.

Jakie dobre.

- Trish! - Cześć.

- Trish! - Ty jesteś Guy Fieri?

No jasne. Gdzie byłaś?

Rozmawiałam z fanem i zaprosił nas na imprezę. Zobaczcie.

- Z fanem? - Mojej twórczości.

I dwukrotnym zwycięzcą Super Bowl.

- Trish. - Nie flirtowałam. On to robił.

Nie lepiej odpocząć przed wielkim finałem?

Chwila. Ta impreza?

Będzie odlot. Wbijam na to przyjęcie.

On ma rację. To nie my gramy.

Czy celem tego wyjazdu nie miała być wspólna przygoda?

- To jest przygoda. - Ja idę.

- Będą tańce? - Jeśli idziesz, będą.

- Boże. Betty? - Tak?

Betty. Pokaż mi swoje usta.

Nigdy nie używasz szminki.

- Nie oblizuj ust. - Jasne.

Pokaż mi swój pieprzyk. Świetnie.

- Idziemy. - Gorący towar.

Będziemy tu najstarsze?

Betty, nie powielaj stereotypów.

Jest Dan. Danie!

Masz fana o imieniu Dan?

Tak, Dan O’Callahan.

Wejdźcie!

Mówiłeś, że trenujesz.

Zgadza się.

Ile razy zapomniałeś o nogach?

Ale masz kurze udka.

To było wredne. Ma świetne nogi.

To „negging”. Tak flirtujemy.

- Po co skupiacie się na negatywach? - Wpuścicie je?

- Wpuszcza nas. - Panie.

- Grał dla Pats. - Proszę wybaczyć.

- Wspaniale was poznać. - Grałeś dla Pats?

- Przez trzy lata. - Rany.

Większość kariery grałem dla Raiders.

Dobra.

Wyglądasz cudownie.

Dziękuję.

Przedstawię was kilku moim znajomym. Wejdźcie.

Gdzie jest Maura?

Mauro. Musimy trzymać się razem.

- Na litość boską. Odbiło ci? - Sorki.

- Dziękuję. - Wielka szkoda.

- Pa. - Co za dżentelmeni.

- Doceniam. - Chodź.

Gdzie podziała się Trish?

Rany. Nigdy nie byłam na takim przyjęciu.

Chodzimy tylko na przyjęcia wydziałowe,

na których piją taniego szampana.

Moją ostatnią imprezą była stypa.

Dobrze się bawiłam.

Pewnie mają tu mnóstwo narkotyków. Stosy kokainy.

Założę się, że mają nawet sale seksu, jak z Oczy szeroko zamknięte.

Co sądzicie?

Wracam do hotelu.

- Muszę się zrelaksować. - Proszę.

Dziękuję.

Kim pani jest?

- Spotkałyśmy się na dworze. To... - Sophie.

- To jest Sophie. - Tak.

Co za urocze imię. Mam wnuczkę Sophie.

Po prostu cudowne imię.

- Dobre. - Bardzo dobre.

Uwaga. Są mocne.

- Co? - Mocne?

- Tak. - Czy to narkotyki?

- Tak. Ponoć chciałyście się rozluźnić. - Co... Sophie!

- Sophie! - Lou, dokąd idziesz?

Zjadłam dwa żelki.

Co będzie, jeśli wzięłam trzy?

- Twoja kumpela nas odurzyła. - Też mi coś. Cały czas jarałaś trawkę.

Leczniczo.

Dobra. Zrobiłyśmy to. Wzięłyśmy narkotyki.

Po prostu cieszmy się tym.

Wracam do hotelu. Potrzebuję mojego biletu.

Muszę się trochę przespać, aby wypocząć przed meczem.

Po to przyjechałyśmy.

Jeśli będziecie zbyt skacowane, nie dacie rady pójść.

Daj mi bilet.

O Boże. Zostawiłam go w hotelu, prawda?

Zdjęłam w... Boże, nie.

Zdjęłam go na zawodach jedzenia. Położyłam na...

Zgubiłaś bilety?

Udawałam, że to nie było ostre,

choć naprawdę piekło...

Musimy znaleźć te bilety. Chodźmy do NFL Experience.

- Jest zamknięte. - Posłuchajcie.

Uspokójmy się.

Guy miał wpaść na tę imprezę.

Znajdźmy go.

Jestem pewna, że wie, gdzie jest strapon...

Jak chcesz znaleźć jednego faceta w morzu tysięcy?

Tam jest!

- Gdzie? Nie widzę go. - Poszedł tam.

- Nie widzę go. Dlaczego biegniesz? - Bo on biegnie.

Dziewczyny?

Guy?

Mauro?

Gdzie podziała się Maura?

Nie wiem. Gdzie jest Guy? Nie jego szukamy?

Oczy szeroko zamknięte.

Dlaczego nikt nie tańczy?

Dlaczego nikt nie szaleje?

Zgubiłyśmy go.

Lou, spójrz!

Gdzie? Co?

Musimy znaleźć te bilety.

Tak, ale czy ta muzyka nie wprawia ciała w ruch?

- Nie, musimy się skoncentrować. - Pewnie, ale to takie...

- Takie dobre. - O tak.

Przepraszam, szukam kogoś.

Przyszłaś na grę w pokera?

Trochę skittlesów?

Wszystko dobrze?

Chyba tak.

Siadaj.

Jestem Guy Fieri.

O mój Boże!

Wybacz, że cię walnęłam.

Pokaż.

Jest nieźle.

Po prostu lubię tańczyć, ale nie mam okazji.

Ten żelkowy miś był zacny.

Może powinnaś zwolnić.

Tak. Może ty też powinieneś zwolnić.

Wolniej się nie da.

Na najgorętszej imprezie w Houston,

siedzę z czyjąś babcią.

Do tego wcinającą żelki.

Rozumiem.

To jest negatyw... No ten neg...

Też potrafię.

Niech się przyjrzę.

Nie. Mój Boże.

Jesteś idealny. Wstań.

Wstań.

Obróć się.

Nie. Szybko. Dobra.

Usiądź. Musi być coś.

- Pokaż zęby. - Co?

Pokaż mi swoje zęby. Dalej. O właśnie.

- Co? - Spójrz. Rany.

- Co? - Krzywy ząb.

Mógłbyś jeść kukurydzę przez płot.

O tak.

Tak.

- Cześć, skarbie. - No cześć.

Chciałem dać znać,

że wysłałem ci dwie wersje artykułu, A i B.

Poradź, który mam opublikować.

Nie mogę.

Jestem na imprezie z dzieciarnią.

- Mam 36 lat. Jestem mężczyzną. - Co?

Pracujesz nad tym.

Muszę kończyć.

Dobra.

Mauro.

Tak?

Teraz ty stawiasz, Mauro.

Grałam?

Nie, niszczyłaś nas.

Niszczyła! Gugu. Połowa stołu traci fason.

Gdy tylko przebija, mówi, że poznamy smak porażki.

No i nazwała mnie „Brisket”.

Nie powinno mnie tu być.

- Lepiej pójdę. Nie pasuję tutaj. - Zostań.

- Musisz zostać. - Tak.

Pisane ci to było.

Czasami los daje cię tam, gdzie powinnaś być.

Stawiasz.

No tak.

- Ile to będzie? - Czterdzieści.

Dobra.

Podniosę o 40 dolarów.

Rety. Serio?

To jest 40 000.

No jasne.

Jasne.

Dobra.

Podnoszę o 40 000 dolarów.

Odpadam.

Jesteś karcianym rekinem, Mauro.

Nie. Mój zmarły mąż uwielbiał hazard.

Za każdym razem przegrywał.

Ja cały czas wygrywałam,

więc wsuwałam trochę żetonów pod jego stos,

żeby mógł grać dalej.

Słodka opowieść, ale...

- Cholera. - ...pokaż co masz, smakoszku.

Dobra.

Trójka dwójek! Czarodziejka.

- Dajcie spokój. - Czarodziejka. Czarnoksiężniczka.

Cicho, Brisket.

O kurka.

- Jakieś prośby? - Beastie Boys!

Może „I Won’t Dance” w oryginalnej tonacji C.

Proszę pani, to nie karaoke.

Mój telefon.

Halo?

Mamo, dzwoniłaś do szpitala?

Jeszcze nie.

Mamo, musisz. To ważne.

Gdzie jesteś?

W jakiejś rezydencji, w Teksasie.

A nie w New Hampshire?

Nie. Jestem w Houston na Super Bowl.

Super Bowl? Skąd miałaś na to pieniądze?

W porządku. Nie martw się o to.

Co się dzieje? Dlaczego mnie okłamujesz?

Wszystko gra. Zrobiłam sobie kilka badań.

Dzwonią, żeby je ze mną omówić.

Wyniki przesłali mi pocztą.

No i?

- Jeszcze ich nie otworzyłam. - Co? Mamo, otwórz list.

Nie.

Co?

Jakie to ma znaczenie? Co zmienią dwa dni?

Zawsze chciałam to zrobić.

Pojechać na Super Bowl z przyjaciółkami i zobaczyć, jak Tom Brady wygrywa.

Więc nie otworzę tej koperty.

Jej zawartość może zepsuć wszystkim zabawę.

Wszystkim. Gdzie są...

Muszę kończyć.

Nie. Mamo?

Czy ktoś widział Guya Ferrari?

Wygląda jak pikantny cheetos.

Co to za miejsce?

Cześć.

Zaraz wracam.

Lou, co się stało?

Odurzono mnie żelkowymi misiami.

Powinienem iść.

Maura i Betty zniknęły,

a biletów nie ma.

Co? Jak to?

Ostre papryczki.

Betty? Mauro?

Jak bardzo jesteś na haju?

Dosyć istotnie.

O czym myślisz, Mauro?

- Marzy ci się odpowiedź, co? - Mauro!

- Grasz w pokera? - Tak.

- Daj mi chwilkę. - Tak.

- Karta mi idzie. - Musimy iść.

- Nie! - Bilety zaginęły!

Wiem.

Ale jeśli wygram to rozdanie, będę mogła kupić bilety.

- To do dzieła. - Idź!

- Dobra. - Słuchaj.

Przeżyliśmy razem tyle pięknych chwil

i czuję więź z tobą.

Na całego. Ale teraz zabiorę ci wszystkie pieniądze.

Wchodzę ze wszystkim.

Dobra.

Ja też.

Cóż...

Szablam!

O nie.

Poczekajcie na rękę.

Cztery królowe?

Tak! Zrobiłaś to!

Umarłem. Trup ze mnie.

Trup jak nic.

O mój Boże.

O mój Boże.

- Myślę, że wypłacę kasę. - Jaką organizację charytatywną wesprzeć?

To charytatywny event pokerowy.

Boże.

- Dobroczynny. - Jasne.

Gugu?

Jaką masz organizację?

Broadway Cares.

Przekaż całą moją wygraną Broadway Cares.

Chcę podziękować wszystkim za to, że pozwoliliście mi grać.

Bawiłam się wyśmienicie.

Charytatywny poker.

Ani myślałem nosić aparatu przez 18 miesięcy.

Rozumiem.

Doktor Wong miał rację i zęby wróciły do punktu wyjścia.

Rety, to straszne.

Różne rzeczy musimy brać na klatę.

Nie rozumiesz, jak trudne jest teraz randkowanie.

Mogę to sobie wyobrazić.

Ale powiem ci jedno.

Posłuchaj mnie teraz.

Jeśli chcesz znaleźć miłość,

musisz skupić się na pozytywach, a nie na negatywach.

Zawsze znajdzie się coś złego.

Powiem wprost. Jeśli ktoś cię zaciekawi,

spójrz mu prosto w oczy

i powiedz...

„Podobasz mi się”.

- Nie mi! - Ty też?

Co ty robisz?

Nie wiem, co robię.

- W tym problem. - Jest pierwsza w nocy.

Czy nikogo nie obchodzi, że nie mamy biletów?

Lou, wyluzuj.

Mam wyluzować? Powinnam relaksować się w łóżku,

ale nie, bo jesteś zbyt zajęta hazardem.

Tobie zależy bardziej na jakimś kolesiu niż na własnych przyjaciółkach.

A ty powinnaś być bardziej odpowiedzialna, ale najwyraźniej ci to wisi.

Nie wisi mi. Znajdziemy bilety.

Kiedy? Jutro mecz.

Użyj tego swojego wielkiego mózgu.

To ty miałaś być łebska.

Co się dzieje?

Nikt nie wie, ile ta podróż dla mnie znaczy.

Nie bądź egoistyczna. Wiele znaczy dla nas wszystkich.

Jestem padnięta.

Jutro znajdziemy bilety.

Teraz pójdziemy do hotelu, dobrze się wyśpimy

i obudzimy wypoczęte.

Witam z Houston w stanie Teksas.

Jest niedziela, Super Bowl, 5 lutego 2017 roku.

To największe sportowe wydarzenie.

Patriots kontra Falcons.

Dwa zespoły z bogatą historią, dwa nieuchronne losy, jeden...

- O rany boskie. - O Boże.

Mój łeb.

Musimy wstać.

Trzeba znaleźć bilety.

- Nie chce mi się wstawać. - Boże.

Dlaczego szampan jest tak bezlitosnym trunkiem?

Kurka.

- Lou, przepraszam. - To także moja wina.

Mecz zaczyna się za kilka godzin.

- Załatwimy bilety. - Muszą być koniki.

Spotkajmy się za godzinę przed stadionem.

Rozdzielmy się.

- Godzina. - Za godzinę.

Piknik

Wiecie...

Wiecie może, gdzie znajdę konika?

- Nie pomogę. - No jasne.

Czy ktoś ma bilety?

Przepraszam.

Cholera.

Jesteś konikiem?

Nie.

A ty policjantką?

Nie. Ile za cztery bilety?

Dziesięć tysięcy.

Dziesięć tysięcy?

Za bilet.

Jestem skłonna zapłacić 100 za bilet.

- To mniej niż cena nominalna. - A 175?

Odejdź. Szukam prawdziwego kupca.

- A 200 da radę? - Nie.

Nie przyjmiesz 250 gotówką do ręki?

Co z tobą nie tak?

- Oferuję 300. - Nie.

- Dam 450. - Nie.

Pięćset to mój maks. Mój maks.

Dam 525.

Odpuść już. Nie.

Wiesz co?

Kiedy zostaniesz w przerwie z tymi biletami,

będę miała z ciebie bekę, ty sukinsynu.

Dam 550.

Gdyby mój bukmacher słuchał,

kazałbym mu obstawić za mnie jakieś pięć stów,

że Pats wygrają 14 punktami.

Ale nie mam bukmachera, więc...

Słyszałeś go, Mike?

Zaraz wracamy. Zostańcie z nami.

Nie możesz tak ujawniać Mike’a w programie.

- Przepraszam. - Hej.

Znamy się, prawda?

Wyglądasz znajomo.

Byłam dziewczyną Mayflower.

- Właśnie. Boże. - No tak!

- Z reklam, kiedy byliśmy dziećmi. - Wiem.

Opony, części, a także nowe auta

Mamy wszystko...

Zaśpiewasz całość?

Leciałem na ciebie, gdy miałem dziesięć lat.

Dobra, przeginasz.

Dziękuję. Bardzo mi miło.

Potrzebuję waszej pomocy. Przyjaciółka wygrała u was bilety

i teraz je zgubiła.

- Nie... - Twoja przyjaciółka wygrała?

- Tak. - No cóż...

- Ci faceci wygrali. - Tak.

- Oni? - Tak.

To jest grupa wsparcia Toma Brady’ego.

Wspierają Toma Brady’ego?

Nie. To faceci nazywający się Tom Brady, którzy utworzyli grupę wsparcia,

bo nie będą godni tego imienia.

- Są fanami Pats? - Są wewnętrznie skonfliktowani.

Niechętnie, ale wspierają.

Tak. Przyjechali.

Cześć, kochanie.

Starałem się za bardzo nie przeszkadzać, ale który dać?

Co?

Wysłałem ci maila z dwiema opcjami. A lub B?

- O czym ty mówisz? - O artykule naukowym.

Nie czytałam go.

Jesteś blisko komputera? Albo punktu druku?

Nie...

Nie zamierzam tego czytać.

- Może po prostu jesteś głodna? - Nie, na litość boską.

Nie jestem głodna. Jestem na Super Bowl z przyjaciółkami.

To jest naprawdę ważne.

Dla ciebie. Nie dla mnie.

To twoja praca naukowa, z twoim nazwiskiem.

Decyzja też musi być twoja.

Marku, jesteś tam?

Tak.

Słuchaj.

Kochanie...

Przez lata wiele poświęciłam

i niczego bym nie zmieniła.

Jednak to, że potrafię rozwiązać problem,

nie oznacza, że muszę.

Dobra.

Kocham nasze życie.

Kocham nasze dzieci i wnuki.

Kocham ciebie.

Ja też cię kocham.

Przepraszam. Baw się dobrze.

Dobra.

- Dobrze. - Dobrze.

Znalazłam!

- W czym mogę pomóc? - Jest tu Guy?

- Ożeż! To ty. - Cześć.

- Jak się masz? - Dobrze.

Jak twoje jelita?

- Nie twoja sprawa. - Dobra.

Już jakiś czas go nie było. Może być w biurze.

Gdzie jest biuro?

Powodzenia.

Panie Fieri.

Panie Fieri?

- Cześć. - O Boże. Przepraszam.

Panie Fieri?

Panie Fieri?

Panie Fieri?

Guy!

Tak?

Dzięki Bogu.

Panie Fieri, przepraszam, ale pan chyba ma mój strapon.

Sekundę.

Dzięki Bogu.

Betty! Spodziewałem się kogoś innego.

Chyba masz mój strapon.

Zdjęłam go podczas zawodów.

- Twoją nerkę. - Tak.

Nie ma pani biletów, aby wejść na mecz?

- Nie, zgubiono je. - Szukała pani w rzeczach znalezionych?

- Nie. Gdzie to jest? - Dobra.

Właściwie to nie wiem.

Musi być jakiś sposób.

Jeśli nie ma pani biletów...

Ta chwila, gdy ciężka praca doprowadziła cię

do tego miejsca.

Można przegrywać,

ale trzeba pamiętać, że wszystko się ułoży.

Nie, Tomie. Raczej się nie ułoży.

Nie wpuszczą nas.

Lou, kiedy przegrywam, mówię sobie:

„To będzie niesamowity comeback.

Kiedy wyjdziemy z opresji,

to będzie przełomowy moment w moim życiu”.

Zmień myślenie.

To daje siłę.

Powiedz to.

Wszystko się ułoży.

Wszystko się ułoży.

Lou. Uwierz w to, co mówisz.

Wszystko się ułoży

Wszystko się ułoży!

- Lou! Znalazłam je! - Boże.

Mamy bilety!

- Mamy bilety. - Rany boskie!

- Mam je! - O mój Boże!

- Musimy wchodzić. - Wspaniale, prawda?

- Ale już. - Świetnie. Boże.

Każda ma bilet.

Dalej. Mamy nasze bilety.

O mój Boże. To się dzieje.

- Udało się. - Tak jest.

Następny. Proszę.

- Cześć. - Cześć.

Wszystkie razem? To jest...

To nie są... Przykro mi. To nie są bilety na Super Bowl...

To nasze bilety.

Świetnie, ale nie na Super Bowl.

- Chip, mamy kolejnych. - Idę.

- Fałszywki. - Pokaż.

Cztery.

- Tak, są fałszywe. - Tak.

Oficjalne bilety mają hologram,

który świeci w świetle UV.

Te nie mają. Oszukano cię.

To niemożliwe. Wygrałyśmy je w konkursie.

Nieprawda.

Lou, powiedz im.

Nigdy nie wygrałam konkursu.

Niedoszli Tomowie Brady’owie wygrali.

Skąd miałaś bilety?

Kupiłam w internecie.

Wyczerpałam limit karty kredytowej i sprzedałam samochód.

Lou, dlaczego?

Chciałam przeżyć ostatnią, niezapomnianą przygodę,

zanim będzie za późno.

Prosiłbym panie o odejście na bok. Ludzie chcą przejść przez bramkę.

Zacznij od przepuszczenia nas.

Nie wejdziecie.

Co?

- Złożone są grube. - Daj.

Przedrzyjmy się.

- Nie, Mauro. - Proszę pani.

- Ona... Chodź. - Nie robię jej krzywdy.

- Wiemy. - Nie dotykaj mnie!

- Napiera na mnie. - Chodź.

No dobrze.

Lou, dokąd idziesz?

Louello, porozmawiaj z nami. Co się dzieje?

Spójrz na mnie.

Co miałaś na myśli, mówiąc:

„Zanim będzie za późno”?

Zrobiono mi kilka badań i szpital do mnie wydzwania.

Mogli coś odkryć.

Lou. Co powiedzieli?

Nie wiem... Przysłali mi list, ale go nie otworzyłam.

To otwórz.

A jeśli mam nawrót? Nie chcę znowu przez to przechodzić.

Lou. Nie zostaniesz z tym sama.

Będziemy przy tobie. Zawsze.

Każda z nas będzie cię wspierać.

Nie na tym polega przyjaźń?

Wspólnie stawimy czoła nieznanemu, ramię w ramię?

Nie chciałabym przez to przechodzić z nikim innym.

Naprawdę was kocham.

Super Bowl chyba nie był nam pisany.

Daj spokój, Lou. Chciałaś, żebyśmy miały wspomnienia?

Udało ci się.

I to z przytupem. Zapamiętamy to na zawsze.

Bez wątpienia.

To był najlepszy weekend w całym moim życiu.

Serio. Najlepszy z najlepszych.

No może poza poczuciem winy

za zgubienie podrobionych biletów.

Z perspektywy czasu niepotrzebnie czułam się winna.

Gdzieś tu na pewno jest jakiś bar.

Nie.

Musi być jakiś sposób, aby wejść na stadion.

Dalej. Nie poddamy się. Zaszłyśmy za daleko.

Nie będziemy sterczeć w strefie gastronomicznej

i beczeć jak dzieci.

- Gugu. - Tak. Gugu, gaga.

Nie.

- Gugu! Cześć. - Chwila.

- Hej. - Chodźcie.

Mauro. Jak się panie mają?

- Wyglądacie bosko. - Dziękuję.

Chciałem ci podziękować za wczoraj, ale wybiegłaś.

Wszystkie wybiegłyście. Wzruszająca darowizna. Dziękuję.

Proszę. To była przyjemność.

Idziesz na mecz?

No jasne. Opracowałem choreografię cheerleaderek.

Pracujesz z Lady Gagą?

Robię z nią wszystko. Jak myślisz, skąd wzięła swoje imię?

Jestem Gugu, a ona Gaga.

- Jest niezwykła. - To prawda.

Mógłbyś nas wprowadzić?

Tak, nie mamy biletów.

Drogie panie! Za mną!

- Idź. - Dalej.

- Hej. Jak się masz? - Spoko.

- Chwila. Przepustki. - Nie.

Są ze mną. To moje tancerki.

Nie wyglądają na tancerki.

To było ageistowskie.

Wisi mi, ile mają lat. Potrzebują przepustki, jak ci tancerze.

- Cholera jasna. - Elastyczni.

Wszyscy są moimi tancerzami.

A co? Mamy ci pokazać?

Dobra.

Dobra. Dacie radę.

Obgadajmy to.

Dobra. Jakie znacie ruchy taneczne?

- Twista. - Twista.

- Jerka. - Shimmy.

Tak, step touch.

Dobra, zrobimy step toucha, twista, shimmy i na koniec jazzowe ręce.

- Może być? - Tak.

- Dobra? - Tak.

- Raz, dwa, trzy. - Dajemy!

Zróbmy to.

Gotowi? Trochę freestyle’u.

I pięć, sześć, siedem.

To mój dom i ja mieszkam tu

To mój dom i ja...

Proszę bardzo.

Freestyle, panie.

Freestyle, panie. Zamykamy.

Świetnie się spisałyście!

Pięć, sześć, siedem i trzymać!

Kurde, panie.

Odjechane ruchy taneczne.

Wiem, że nie jesteście jego tancerkami, ale to było świetne.

Zapraszam.

Nadzwyczajne!

- Musimy iść do pracy. Było miodzio. - Dobra.

Lepiej się przyłóżcie, bo te panie was wysiudają.

- Dzieci, za mną! - Dziękuję.

- Jak dobre były? - Zdumiewające.

Ja cię!

70 DLA BRADY’EGO 80 DLA BRADY’EGO

Za trzy, dwa, jeden!

Dokąd teraz?

Tam są wolne miejsca.

- Wejdźmy tam. - Tak.

- Super Bowl 51. Witamy. - Pats Nation, witamy na Super Bowl LI.

Wykop i zaczynamy.

- Tam jest Tom. - Gdzie?

Zróbmy to, za co nam płacą!

Jeszcze nigdy mi się tak dobrze nie siedziało.

Trzecia próba. Tom Brady jest w...

- Boże! Ale go skosili. - Rany.

Co to, kurna, było?

W pierwszej kwarcie wciąż bez punktów.

- Kto wciąż ci wysyła wiadomości? - Dan.

Dlaczego nie odpisujesz?

Nie wiem. Chcę go spławić.

Cały czas dzwoni...

Wiem, jak to się skończy.

Będzie...

Będzie czarujący, dam się nabrać.

Wszystko za szybko się rozwinie, a potem wszystko diabli wezmą.

Ale gdy go ignorujesz, jeszcze bardziej cię pragnie.

Spójrz na siebie i na to, kim jesteś.

Przesz naprzód i robisz nowe rzeczy.

- Cóż... - Nikt ci się nie oprze.

Wcale nie chcę, żeby nikt nie mógł mi się oprzeć.

Marzy mi się piątka wnucząt. Mieć to, co ty.

- Trochę za późno na to. - Też tak sądzę.

Chcę móc usiąść obok mojego faceta i nie musieć rozmawiać.

Mark jest w tym doskonały.

Wzięłabym go, ale jest w tobie za bardzo zakochany.

Patrz, to my! Rany boskie!

O tak!

Tom Brady, kochamy cię! Spójrz tam.

Brawa dla superfanów Super Bowl!

Mój Boże, chciałbym mieć takie biodra.

A niech mnie, nie na mojej warcie!

- Siadaj. - Tomie, daj mi klapsa.

- Tutaj. Daj mi klapsa. - O nie...

Usiądź. Wielkie nieba. Ale mi wstyd.

Falcons nie należy się miejsce w finale.

To będzie krwawa łaźnia.

Dalej! Dorwij go!

Kurde! Atlanta z pierwszym przyłożeniem w meczu.

Ładnie!

Bonusowy punkt dla Bryanta. Siedem do zera dla Atlanty.

Hej!

Chodźmy.

Zejść. Ale już.

Dalej, Złotka. Złazić.

Nie wiem, jak panie się dostały na stadion,

ale wiem, jak wyjdą.

Dzięki Chipowi.

O Boże.

Trish?

Dan.

Widziałem cię na ekranie. Nie odpowiadałaś na SMS-y.

Byłam bardzo zajęta.

Dan O’Callahan?

To podanie, które złapałeś z 90 jardów przeciwko Oilers!

Czysta poezja.

Jako fan Oilers byłem zdruzgotany,

- ale poezja. - Dziękuję.

- Dan, on nas wyrzuca. - Co?

Nie mają biletów.

Są ze mną w strefie VIP.

Narka, Chipie.

Gotowe?

Rany.

Tak ludzie oglądają futbol?

- Jesteśmy w niebie. - Wiem. To się nazywa skybox.

Przepraszam, że się zezłościłam na ciebie za to, że gziłaś się z nim w składziku.

Miło, że to zrobiłaś.

Tylko się całowaliśmy. Chodź, patrz jaki widok.

Może to jest niebo.

Spójrzcie tylko. Świetny ogląd całego pola gry.

Widać wszystko.

Dokładnie. Widzicie tych tam, po drugiej stronie?

- To stanowisko koordynatora. - Tam decydują o zagraniu.

Ci faceci rozmawiają bezpośrednio z Tomem Bradym?

Spełnienie marzeń.

Usiądźcie. Jakby co, zawołajcie.

Jasne.

Przepraszam, że nie oddzwoniłam.

Po prostu...

Czasami za szybko się angażuję.

Rozumiem.

Zero presji.

Spędźmy razem trochę czasu i będzie, co ma być.

- Hej, Mickey. - Cześć.

Ludzie pytają o ciebie.

Są przekonani, że zostałaś porwana.

Przesłuchiwali mnie przez trzy godziny.

Rzecz jasna nie jestem kapusiem.

Dziękuję. To bardzo miłe, ale nie chcę, żeby ktoś się martwił.

Możesz być kapusiem. Śmiało.

Dobra.

Kiedy wracasz?

Niektórzy lokatorzy ostrzą sobie zęby na twój pokój.

Odganiam ich,

ale są jak sępy.

Wiesz co, Mickey?

Niech go sobie wezmą.

Czyli odchodzisz?

Wracam do swojego domu. Odwiedź mnie, kiedy tylko chcesz.

Pewnie.

Do boju Pats, co?

Do boju Pats!

Druga kwarta, Falcons wciąż prowadzą 0:7.

No i...

to nie wystarczy.

Jak myślisz, ile kosztuje taki box?

245 tysięcy.

Nie.

- Chcesz się założyć? - Tak.

Co za bufon wydałby tyle pieniędzy?

Ja.

Serio?

Dziękuję za gościnę.

Nie wiem, kim jesteś, ale dziękuję, że przyszłaś.

Nie ma za co.

Ryan się cofa, obrona trzyma, piłka poleciała.

Strefa końcowa, przyłożenie, Austin Hooper.

Falcons prowadzą dwoma przyłożeniami.

Jesteś do kitu!

Nagadaj mu.

- Przyłożenie Hoopera. - Kim jest ten facet?

Brady rozgląda się, rzuca.

Przechwyt!

Robert Alford przejmuje.

Mamy 82-jardową szóstkę dla Rocky’ego Alforda.

Przyłożenie.

Dalej, Tomie.

- To dopiero połowa meczu. - 21 do 3.

Lepiej, żeby w szatni usłyszeli coś naprawdę inspirującego.

Mam taką nadzieję.

Rusza trzecia kwarta.

- Wystarczy jedno zagranie. - Jasne.

Jedno zagranie, a potem nabierasz rozpędu...

Do Colemana.

Przyłożenie w strefie końcowej.

28:3. Dominacja Atlanty.

- Rany. - Do bani.

28:3. Co się dzieje?

To dopiero trzecia kwarta. Jeszcze mogą się odbić.

Przykro mi z powodu przegranej.

Dziękuję, ale jeszcze nie przegraliśmy.

Nie.

Wiecie, jakie są szanse Patriots na wygranie?

- Jeden procent? - Blisko.

Mają 0,7% szans na wygraną.

Nadal uważam, że mogą podołać.

Skarbie, nie liczyłbym na to.

Proszę państwa, dla przypomnienia,

po meczu odbędzie się oficjalna prezentacja Pucharu Lombardiego.

Za przeproszeniem, ale walić to.

- Wychodzisz? - Zamierzam coś z tym zrobić.

Możecie tu zostać, ale nie tak skończy się mój Super Bowl.

- Łap. - Umowa stoi.

- Co tam? - Chodźmy.

- Co? - Ruchy.

Lou?

Pięć minut do końca trzeciej kwarty

i przegrywamy...

- sromotnie. - Tak.

- Źle to wygląda, Pats Nation. - No tak.

Koordynatorzy zespołu

Musimy wejść z piłką do strefy końcowej.

Nie mamy wyjścia: dwuminutowy atak

przez resztę gry. Brakuje czasu.

Hej!

- Krycie strefowe. - Zgoda.

Tak. Podwójne krycie Julio.

Matta też. Krycie strefowe.

- Nie. Indywidualne. - Co tu robicie? Nie wolno wam tu być.

Posłuchaj mnie.

To uwalnia bieg McCourty’ego, daje nadzieję na jakiś błysk geniuszu.

Obrońcy są świetni. Użyj ich, na litość boską.

- Dlaczego mamy krycie indywidualne? - Co? Nie. Strefowe.

- Tak! - Dajemy!

- Tomie? - Nie może pani tego używać...

Chcesz ją? To najpierw omiń mnie.

Zostaw je. Mogą zostać.

- Co jeszcze? - Dobra.

Tomie, słyszysz mnie?

Słyszysz mnie?

Tutaj, na górze.

Tomie, słyszysz mnie?

Słyszysz mnie?

Tu na górze.

Na górze.

Jestem Louella, twoja największa fanka.

Nie wiem, czy to dobry moment na rozmowę.

Szesnaście lat temu byłam w trakcie chemii.

Czułam, że to koniec i długo już nie pociągnę.

Pojawiłeś się w telewizji, nieustraszony, zdeterminowany, chuderlawy nowicjusz.

Każdy mecz dawał mi kolejny powód do życia.

Każdego tygodnia dodawało mi to siły.

Dzięki niej przetrwałam zabiegi.

Ale to było 16 lat temu i od tamtej pory cieszę się każdą chwilą.

Tak jak zapewne ty, gdy wygrywasz tyle Super Bowl.

Ale to przeszłość i nie możemy w niej tkwić.

Nieważne, jak było dobrze czy źle.

Jesteśmy tu i teraz, a wy gonicie za wynikiem.

Ale ty jesteś Tomem Bradym.

Musisz się odbić.

W tym się specjalizujesz. Kocham cię, bo jesteś najlepszy.

Kto cię nie kocha, to szanuje,

bo walczysz i nigdy się nie poddajesz.

Dlatego też się nie poddam.

Nie wiem, co mnie czeka, ale jeśli będziesz walczył, to ja też.

Idź i wygraj!

Dajemy!

Dajemy, kuźwa!

Jak wyszło?

- To było... - Piękne.

Róbcie swoje.

Kolej na atak. Chodźcie.

Mamy Super Bowl do wygrania.

Zostało dziewięć minut. Nabrali rozpędu.

Jeśli im się uda, będzie to największy comeback w historii NFL.

Rany boskie!

W 1993 roku Bills odrobili znacznie większy deficyt,

ale zostawmy statystykę.

Betty, co robisz? Chodź.

Do odrobienia zostały dwa przyłożenia

- i dwie dwupunktowe konwersje. - Tak.

- Dwa przyłożenia i dwie... - To jest wykonalne.

Nic wielkiego.

- No pestka. - O mój Boże.

Musimy grać ostrzej i mocniej.

Ryan...

Zmietli go, strata piłki. New England przejmuje.

Coś wstąpiło w Patriots.

Odzyskaliśmy piłkę.

To zbyt stresujące. O Boże.

Dalej!

Brady...

podaje Amendoli. Przyłożenie Patriots.

I jest 28 do 18.

- Amendola. - Rany, to było ładne.

Ma czaszkę niczym pisklę, ale za to midasowe ręce.

Brady pokazuje dwa. Dobra, dwupunktowa konwersja.

Bezpośredni snap do Jamesa.

- Wszedł! - Zrobił to.

Rety. Dajcie Tomowi Oscara.

Myślałem, że to było to.

Mamy 20:28.

Ktoś musiał zainspirować Brady’ego, bo wymiata.

Gra na jedno przyłożenie.

Matt do kieszeni.

Wyrzut, szuka Julio.

Ależ złapał!

Złapał! Nie do wiary!

- Ale sack na Mattym Ice. - Rany.

Rany. Stamtąd nie kopną.

Dajesz, Flowers!

Zostały dwie i pół minuty. Musimy posunąć się do przodu.

O Boże.

Złapałem to. Obłęd, ale przysięgam.

- W życiu. Zobacz. - Zobacz.

- Zobacz. - Hej.

Edelman na ziemię z piłką. Mówią, że złapał.

Złapał, naprawdę złapał!

- Złapał ją! - Najlepszy catch...

- Dżizas! - ...w historii NFL.

Od nogi.

Weryfikacja potwierdza decyzję z boiska.

Ale obłęd.

Przekazuje Jamesowi White’owi. Ten wbiega w strefę końcową.

- Przebił się! - O rany!

Zostały dwa punkty.

James White. Pięknyś ty!

Potrzebna konwersja za dwa. Została minuta.

Cuda się zdarzają. Każdego dnia.

Szybka zasłona do Amendoli i przebił się.

- Jest remis! - Zremisował!

Piłka przekroczyła linię. Dostał się.

- Tak trzymać. - Dajemy!

Tom Brady!

Dogrywka, po raz pierwszy w historii Super Bowl.

- Ja pier... Rany. - Zmierzamy do dogrywki.

Czy ktoś zmierzyłby mu ciśnienie?

Rany.

To nie koniec. Skupcie się.

Zaraz zacznie się dogrywka, która trwa do chwili wyłonienia zwycięzcy.

Zdobywca pierwszych punktów wygrywa, chyba że to bramka z pola.

Wtedy druga drużyna może odpowiedzieć.

Tu jest orzeł. Tu reszka. New England wybierze.

- Orzeł. - Wybrali orła.

- Wypadł orzeł. - Nasza piłka.

- Tak! - O tak!

- Dobra. - Dobra. Usłyszcie mnie.

- Dobra, dobra. - Dobra, dobra.

- Zdobądźmy punkty i wygrajmy to. - Ruszamy.

Amendola łapie.

Tom Brady do Hogana.

- Na 16 jardów. - Dalej, Hoge!

Jeszcze kilka na dokładkę.

Chyba zwymiotuję. To najlepsze chwile mojego życia.

Podanie do Edelmana i 15 jardów. Ładnie, pomału i do przodu

Oto Bennett.

Nie utrzymał jej.

Dalej, Tomie. Dasz radę.

Zielona 19!

Przebił się!

Patriots wygrywają Super Bowl.

Pats wygrywają Super Bowl.

No nie... Chodź tutaj.

- Rany. - Kocham cię, młody.

Zrobili to!

Ty to zrobiłaś.

Nie, my to zrobiłyśmy.

Zrobiłyśmy to.

Warte każdego grosza.

Lou, ile na to wydałaś?

Dużo.

Chyba mogę z tym pomóc.

Co masz na myśli?

W trzeciej kwarcie założyłam się z tym bogaczem, że Pats wygrają.

Ile zgarnęłaś?

Dużo.

Ale nie miał przy sobie dość gotówki, więc biedak...

Musiałam...

wziąć to.

Rety.

To wy włamałyście się do kabiny trenerów.

To była moja sprawka.

Mogłem się domyślić.

Za mną. Wszystkie.

- Je zostaw w spokoju. - Sama nie pójdziesz.

Ale ty wolno chodzisz.

Tak. Pokazuję swój autorytet.

Przepraszam. Nie należało tego robić.

Ktoś musiał zareagować, bo by przegrali.

- Nie wierzę, że to się dzieje. - Co z nami będzie?

- Boże. - Nie byłam w kiciu od 1967 roku.

Hej!

O mój Boże.

O mój Boże.

- O mój Boże. Danny Amendola. - Tak.

Masz najwyższy procent złapanych piłek w lidze.

Jesteś niezawodny.

Pierwszy raz słyszę coś tak miłego.

Jak to? Nie mówią ci tego cały czas? To twoje?

Tak. Wybacz, jest przepocony.

Tak. Czy twoja głowa faktycznie...

Chcę cię ogolić.

Tak.

Między GRONKIEM a KOWADŁEM

- Gronk. - Cześć.

Czytałeś tę książkę?

Zabieram ją ze sobą wszędzie.

Jesteś taki duży.

Dziękuję.

Louello?

Tomie.

Chciałem ci podziękować za tamto.

Dziękuję bardzo.

Też powinnam ci podziękować.

Co za dzień.

- Uwierzysz? - Nie.

Dzięki, że to powiedziałaś.

Nie wiem, jak to zrobiłaś, ale twoje słowa wiele dla mnie znaczyły.

Szorowaliśmy po dnie. Wiedziałaś, czego potrzebuję.

Kocham tę grę.

Futbol

tyle mnie nauczył.

Ludzie wciąż mi mówią, że ich inspiruję...

Ale to tylko gra.

Przeszłaś przez piekło. Jesteś twarda

i ty inspirujesz mnie.

Twoja odwaga mnie inspiruje.

Dziękuję.

Nie ma za co.

Świetna koszulka.

Rety.

Wymienimy się koszulkami?

- Moja za twoją? - Tak.

- Jest spocona i w ogóle? - Ma mnóstwo potu.

- Dobra, może być. - Jasne.

Nigdy nie miałem czegoś z takimi cekinami.

Gdzie jest moja koszulka?

Była tutaj.

Możesz mi ją wysłać.

Tak zrobię.

Bez dwóch zdań.

Tampa Bay Buccaneers rozpoczną sezon

z nowym rozgrywającym.

Czterdziestotrzyletni Tom Brady spróbuje zmienić losy klubu,

który nie grał w barażach od 2007 roku.

Nauczyłem się nigdy nie wątpić w Brady’ego.

Wyobraźcie sobie...

Gra zaraz się zacznie. Chodźcie. Zaraz się zacznie.

- Dobra. - Jak guacamole?

- Zrobione. - Zobaczmy.

Więcej cebuli.

- Jasne. - Świetnie sobie radzisz.

Wie, czego chce.

- Chodźmy. Zaraz się zacznie. - Już idziemy.

Szybko.

Wzniosę toast jako pierwsza.

Za nowy sezon,

nowy zespół

i za kobietę, która nas połączyła.

Gdzie ona, do cholery, jest?

- Mamo, chodź! - Jesteśmy gotowi!

Poszłam do garażu po chipsy.

Za naszego zdrowego rozgrywającego.

- Ruszamy w Tampa Bay. - Szybko, zaczynają.

Gwizdek i piłka jest w grze.

INSPIROWANE PRAWDZIWĄ HISTORIĄ

To kiedy emerytura?

Nie lubię tego słowa. Brzmi tak ostatecznie.

Nie „przechodzę na emeryturę”. Po prostu zmieniam zawód.

Często.

Wiele lat temu wzięłam urlop naukowy i po prostu nigdy nie wróciłam.

Nie was pytałam, dziewczyny. Tylko jego.

Dużo myślałem o emeryturze.

Ale byłaby to wielka szkoda, gdy czujesz, że wciąż wymiatasz.

Witamy w klubie.

- Wypiję za to. - Zgoda!

- Ja też. - Jak tu ładnie.

- Twoje zdrowie. - Tampa. No, szok.

Napisy: Przemysław Stępień

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.