Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
movie info: XVID 608x336 25.0fps 700.9 MB /SubEdit b.4036 (http://subedit.prv.pl)/
Tłumaczenie: kampai kampai@kinomania.org
CZŁOWIEK-KOMAR [MANSQUITOMAN]
{Y:i}Po całym kraju rozprzestrzenia się zaraza {Y:i}z jaką jeszcze nie mieliśmy nigdy doczynienia..
{Y:i}podobnie jak wirus Zachodniego Nilu, {Y:i}wywołuje on gorączkę...
{Y:i}skutki działania wirusa są dobrze znane, {Y:i}zakażeni wymagają natychmiastowej hospitalizacji, {Y:i}a w szpitalach brakuje miejsc...
{Y:i}Rząd podejrzewa, że wszystkie {Y:i}50 stanów zostało zarażonych...
{Y:i}ale co gorsza szacuje się, że śmiertelność wirusa {Y:i}z zachodniego Nilu wynosi parę procent zakażonych...
{Y:i}a wirus Guillem okazuje się {Y:i}parokrotnie bardziej śmiertelny...
{Y:i}Stworzyliśmy moskita zdolnego {Y:i}do przenoszenia tego wirusa...
{Y:i}jak tylko przedostał się do środowiska, {Y:i}przeniósł wirusa na inne moskity...
{Y:i}i tylko od Boga, zależy {Y:i}kiedy ten wirus zaniknie...
{Y:i}Sprawa numer 715K, okazało się, {Y:i}że wirus Guillem zbiera potężne żniwo...
{Y:i}zakażonych liczono w tysiące...
{y:i}Zajmowałem się zabójstwami.
{Y:i}Ray Eriksson był mordercą,zamknąłem go parę lat temu, {Y:i}został przeniesiony do prywatnego ośrodka badawczego...
{Y:i}Nie przypuszczałem, że takie rutynowe przeniesienie, {Y:i}będzie miało tak wielki wpływ na moje dalsze życie.
Przeklęte moskity.
- I co, gotowy? - Daj spokój, Aron.
Mówiłam ci to już milion razy,pierwsze wyniki są pozytywne, ale musimy przeprowadzić więcej testów,by być pewnym.
Nowe pokolenie moskitów powinno nie mieć śladu wirusa. Sama tak mówiłaś.
Jennifer, wiesz z czym mamy tutaj doczynienia?
Siedzimy na żyle złota. Nie czytasz gazet? One są wszędzie!
Kto wie, może czeka cię Nobel.
Wszyscy uwijamy się jak możemy, by zweryfikować porządnie nasze dane. Myślisz, że nie chcemy znaleźć lekarstwa na ten wirus?
Daj spokój Jennifer, wyniki są bardzo dobre.
To jeszcze nie jest gotowe, Aron. Nie przetestowaliśmy ich jeszcze na ludziach.
Masz rację JESZCZE nie przetestowaliśmy ich na ludziach.
/- Kiedy chcecie je wypuścić? /-To zależy od dr Michaelsa,gdyby nie on to już tydzień temu.
/Nie jest pewien powodzenia?
{Y:i}Bardziej martwi się o reakcję inwerstora, niż o pozbycie się wirusa.
Właśnie mieliśmy wiadomość od więźniarki...
utknęli w korku, trochę się spóźnią.
Chcę to zacząć jeszcze dziś.
Zadzwoń do nich i powiedz by się pośpieszyli. Jak już będą na miejscu to niech wejdą..
tylnimy drzwiami,nie chcę by ktoś zobaczył więźniarkę przed wejściem.
Tak jest.
/- O ten pojemnik chodzi? /- Tak.
/Wlej to delikatnie.
/Śmiało.
{Y:i}Doskonale, musimy je ogłupiać jak {Y:i}nie chcemy, by się rozlazły po laboratorium.
/Delikatnie Darcy, doskonale.
/Nie martw się, to im nie szkodzi.
/Wsadźmy je do komory.
{Y:i}Połączenie żelu i promieni X z reaktora {Y:i}spowoduje, że ich DNA zacznie mutować.
{Y:i}To tylko jeden z naszych sposobów {Y:i}wypływania na nie za pomocą rentgena.
{Y:i}Używamy ich larw jako odnośnika, {Y:i}by móc później porównać wyniki.
{Y:i}Sprawdzamy w ten sposób, {Y:i}że promienie zrobiły swoje.
{Y:i}Do ustalania dawek używamy {Y:i}komputerów i specjalnych programów,
{Y:i}natężenia promieniowania {Y:i}muszą być bardzo ścisłe.
/Za mało... /Nic się nie dzieje.
/Za dużo... /I nikt nie wie co się stworzy.
Dobrze się bawisz, Ray?
Nie zapomnij podjechać od tyłu.
{Y:i}Dobra myślę, że tyle narazie starczy. {Y:i}Może zrobimy sobie przerwę na kawę?
- Jesteś głodna? - Nie, dla mnie tylko kawa.
Czysto.
Dobra, wyprowadzę go stąd.
Idziemy.
Ray Eriksson, ty idziesz na dół.
Powiem im, że jesteście.
Przyjechał więzień.
Dobrze.
Podpisać tutaj...
i po sprawie.
- Wy też musicie podpisać. - Gdzie? - Tutaj.
Dobra, dzięki, proszę za mną.
Papiery zostają tutaj.
- Powinny być już gotowe do wyjęcia. - Zapomniałam dosypać cukru, zaraz wracam.
Dobrze Ray, idziemy.
Próbuje uciec!
Mamy problem!
Rzuć broń! Ale już!
Otwórzycie drzwi, albo macie trupa!
Szybciej!
Otwierać!
Szybciej!
No dalej strzelaj, próbuj szczęścia!
Otwierać je!
Nie próbujcie iść za mną!
Zabiję je obydwie!
Wchodzimy!
Nie! Lisa, proszę...
Nie masz gdzie uciec, rzuć broń!
Mówiłem, że masz być cicho!
/Zalecana natychmiastowa /ewakuacja personelu
Kod czerowny! Kod czerwony!
/Poziom promieniowania /powraca do normy
Zabezpieczyć teren!
Wszystko w porządku?
Sprowadzimy pomoc.
- Potrzebujemy wsparcia. - Patrz na to.
Gdzie idziesz?
Co do...?
Dzwonię na policję!
Tia!
Ray?
Mój Boże, uciekłeś z więzienia?
Daj mi klucze!
Nie mogę od tak dać ci samochodu. Co się dzieje?
Musisz mi pomóc!
Co się dzieje?
Boże!
Przestań, Ray!
Proszę, nie...
Nie, Ray!
- Doktor Allen, Jennifer Allen gdzie jest? - W pokoju kontrolnym.
- Hej! - Boże, Tom.
- Jesteś cała? - Tak.
Lisa nie żyje, Tom. Zastrzelił ją.
Jak do tego doszło?
Pojawił się ten facet i zaczął strzelać.
- Na pewno nic ci nie jest? - Tak.
- Powinieneś zawieźć ją do St Johns. Przebadają ją tam. - Nie, nic mi nie jest. Chcę do domu.
Dobrze, już dobrze. Tylko zgłoszę, że cię zabieram i odwiozę cię do domu.
- Niech pan posłucha panie Michaels... - Doktorze.
- Racja, doktorze, zajmiemy się tym bałaganem. Przyślę kopię raportu.
- Dobry pomysł.
- Miły facet. - Ta, kochany.
- Wprowadzisz mnie? - Skazany tutaj wyrwał się strażnikom.
Nie me gdzie uciec, więc chwyta laborantkę jako zakładnika.
- I Lisa... - Strzela do Lisy, chwyta Jen, Jen ucieka.
Strażnicy otwierają ogień, dziurawią jakąś rurę i mamy wybuch.
- Skazany po wszystkim rozpływa się bez śladu. - Super.
Mamy jego nazwisko: Ray, Ray Eriksson.
- Żartujesz? - A co? Słyszałeś o nim?
Słyszałem? To ja go przymknąłem, powinien teraz siedzieć w celi śmierci.
No bo był, ale został przeniesiony.
- Dokąd? - Tutaj: Lekarstwa na Życzenie.
- Dlaczego? - Został zakwalifikowany do jakiegoś programu badawczego.
- Będę musiał pogadać jeszcze raz z doktorem Michaelsem.
- Zacząłem już poszukiwania tego Erikssona, póki co nic.
- Sprawdź szpitale. - Dlaczego?
Był wystawiony na promieniowanie. Musi być ciężko ranny.
Możesz mi dać chwilkę?
- Jesteś ranna? - Nie, chronił mnie stół.
Chyba miałam szczęście.
- Już po wszystkim, zrobię co mogę... - To nie twoja wina, po prostu...
- dopadnij tego gościa. - Dopadnę. Obiecuję.
- Wybacz na chwilę. Doktorze Michaels! - Tak?
Miło znów widzieć...
- ...mam parę pytań o Ray'a Erikssona. - To nia ja tutaj zawiniłem.
Tak, został zakwalifikowany do testowania naszych najnowszych leków.
Chce pan powiedzieć, że eksperymentujecie na skazańcach?
Odpowiedź brzmi tak. W zamian za skrócenie wyroku...
...godzą się na rezygnację za swoich praw.
Mogę pana zapewnić, że wszystko jest jak najbardziej legalne.
Dla nas to był tylko kolejny numer poruczniku Randall.
Jest jeszcze coś w czym mogę pomóc?
Jak pan się czegoś dowie, proszę dzwonić.
- Macie coś? - Nie, jeszcze nie.
- Kochanie, będę musiał tutaj zostać ogarnąć to wszystko... - Nie, nie, idź, wszystkim się zajmę.
- Na pewno? - Tak.
- Upewnij się tylko, że... - Tak, jak coś to będę dzwonił, szefie. Idź już.
Ten gość, Ray, zabił 12 osób zanim go zamknęliśmy.
- Chcę tylko, byś miał to uwadze. - Dobra.
- W porządku? - Tak, daję radę.
Z pewnością nie rozpłynął się w powietrzu.
A sprawdził ktoś kostnice...
może mu się nie poszczęściło.
/- ..tematem dzisiejszego programu będzie... - Sam to zrób. Zadzwoń mi na komórkę.
/- .problem rozprzestrzeniania się zabójczego virusa Guillem.. - Zostanę tutaj na noc.
/- ..nowe szczepy uwolniły się po wybuchu w laboratorium.. - Tak, ja ciebie też kochanie.
{Y:i}..przyczyna wybuchu nie jest jeszcze znana. {Y:i}Tylko dzisiaj zgłoszono 11000 nowych zachorowań..
{Y:i}..czyli w całym kraju {Y:i}do tej pory mieliśmy 336000 zachorowań..
Kochanie...
pomyślałem, że zostanę u ciebie na noc.
Upewnię się, że nic ci nie jest.
Już mi przechodzi.
Cieszę się, że zostaniesz.
Chciałbym zostać jeszcze dłużej.
Ale nie mogę przez tą pracę.
Ani ty, ani ja.
-Ale jak tylko dostałem telefon,natychmiast przyjechałem. - Wiem, wiem.
Chcesz wina?
Nie dzisiaj, dzięki.
Napiję się soku pomarańczowego.
Naleję ci.
- Co robisz? - Nie wiem ile dni straciliśmy przez tę eksplozję.
Chcę zobaczyć ile mamy danych.
Kochanie, nie wydaje ci się, że to może poczekać?
Muszę to zrobić Tom. Muszę zająć czymś głowę.
Przepraszam, rozumiem.
- Randall. /- Dzień dobry kochanie, kawa gotowa.
- Lepiej już z nią? /- Tak, dobrze to znosi.
- Masz coś? /- Tak.
Martwą prostytukę na 11 ulicy.
I dlatego mnie budzisz?
- Zgadnij z kim on kiedyś chadzał. - Pamiętam coś... Tia... Tia... - Tak, to ona.
- Jaki adres? - 375, 11th Avenue.
Dobra, będę tam za 10.
Chyba na coś wpadliśmy. Dasz sobie radę?
Tak, oczywiście.
Może zostaniesz dziś w domu.
Nie przemęczaj się.
Jasne.
Niedługo do ciebie zadzownię.
Dasz mi chwilkę?
Tom, rzuć na to okiem.
Chyba brakuje jej trochę płynów.
Wyślijcie migiem ten śluz do laboratorium, chcę wiedzieć co to jest.
- Coś było ruszane? - Nie.
To bez wątpienia nasz człowiek.
Musimy wrócić do biura, przejrzeć akta Erikssona,a następnie pogadać ze wszystkimi, z którymi miał kiedykolwiek kontakt.
Bo to... To jest dopiero początek.
- Tak postępował ze wszystkimi ofiarami? - Ani trochę.
Poprzednie ginęły od kul.
- Chyba zmienia styl. - Ta.
Nie ma nic, mam rację? Wszystkie badania, zniszczone...
Może uda nam się to jeszcze uratować, sprawdzę ile mamy kopii zapasowych.
Rządowy kontrakt nie może czekać. Pozwoliłem sobie już zwolnić wszystkich asystentów.
Co? Dlaczego?
Nic nie mamy jak nie będzie wyników.
Reaktor był jedyny w swoim rodzaju, prototyp.
- Zrujnowałaś mnie. - Słucham...
- W końcu to ty go wypuściłaś. - Przystawił jej broń do skroni, co miałam robić?
On ją zabił Aron!
- Więc to nic nie zmieniło. - Piłeś.
Masz rację. Chcesz się przyłączyć?
Byliśmy tak blisko Jennifer, mogliśmy odkryć wszystko.
Ale ty wszystko zniszczyłaś. Pociągnę cię do odpowiedzialności.
Nie zapomnę ci tego, Jennifer.
Jak śmiesz?
Myślisz, że kim jesteś?
To ty sprowadziłeś tutaj więźnia. Chciałeś przetestować na nim moskity, mam rację?
Chciałeś zrobić coś takiego, a wszystko za moimi plecami...
Tak się zastanawiam, Aron...
Kiedy miałabym twoje pełne zaufanie przy jakimś projekcie?
Nie masz nic do roboty? Jak już byłaś taka miła i mi przypomniałaś, tam umierają ludzie!
Idź ratuj ich tyłki, no już spadaj stąd!
Jesteś odrażający!
Nie, nie rozumiem.
Dobrze, ale dowiedz się co to jest i to szybko.
Ten śluz z ciała to coś poważnego. Wysłali to do federalnego laboratorium.
- Nie to chciałem słyszeć, Charlie. - Wiem, pracuję nad tym.
Rzuca szkołę średnią, mnóstwo przyjaciół, ale z marginesu.
Nie ma dziewczyny do czasu tej z blokowca.
To wygląda na całkowite izolowanie się od społeczeństwa.
Z pewnością.
Wszystkie rozmowy kończą się tak samo.
Nikt go nie widział, ani o nim nie słyszał od czasu jak poszedł siedzieć.
- Szpitale? - Nie, nic.
Brak ofiar poparzeń, nic nadzwyczajnego.
Dobra, gość nie zabił dlatego, że musiał. Zabił, bo chciał.
To nie jest geniusz. Na pewno kręci się gdzieś w okolicy.
Musimy coś znaleźć i to szybko.
Hej, Barry!
Sam mam sobie wziąć piwo?
Hej, Barry!
Nie strasz mnie!
Nie ma tego?!
Dalej, otwieraj!
Poszło sobie?
Czego nie ma, nie ma tu nic poza mną.
Coś ci się poprzestawiało. Gdzie Stevie? Gdzie Jay?
Co ty zrobiłeś?
Lepiej otwórz mi te drzwi i wytłumacz co się tutaj dzieje?
- Macie coś? - Mam parę śladów do jego byłych melin.
Wyślij tam paru krawężników, niech zobaczą co i jak.
Biuro porucznika Randalla. Co?
Takie same ślady? Dobra... Nikt niczego nie dotyka, zaraz tam będziemy.
- Rzucaj wszystko będziesz nam potrzebny. - To ci się spodoba...
uderzył w klubie R'n'B.
Boże, stracił nad sobą kontrolę czy co?
Co do licha?
Widziałeś kiedyś coś takiego?
Nigdy.
Coś mi tutaj śmierdzi...
Niby co, mamy psychopatę, który zabija każdego na swej drodze.
Nie, to coś więcej.
Tom, gdzie idziesz?
Pojadę do laboratorium, dowiem się czy ten reaktor mógł mieć jakiś wpływ na Ray'a.
Co masz na myśli?
Niedługo się odezwę.
/- Halo? - Jesteś głodna?
/Umieram z głodu. /Wszystko w porządku?
Tak, oczywiście. Zrobimy tak, wpadnę jeszcze do siebie...
a potem wpadnę po ciebie i pojedziemy na kolację.
/Super, kocham cię.
Ja poproszę stek i pieczone ziemniaki wraz z dodatkami.
Jak ma być wysmażony? Średnio?
- W sumie to proszę krwisty, bardzo krwisty. - Oczywiście proszę pani.
Chyba masz apetyt.
Bardzo smaczna nazwa.
- Już trzeci raz je wąchasz. - Bo tak pięknie pachną.
Jesień tuż tuż, muszę się nimi cieszyć póki mogę.
No dobrze...
Dziękuję. Nie będziesz się czuła niezręcznie, mówiąc o tym?
Nie ma sprawy. Myślisz, że mogę coś pomóc?
Normalne śledztwo nie daje narazie rezultatów.
- Więc co chcesz wiedzieć? - Chcę byś mi to tak streściła.
W momencie eksplozji, ten gość był całkowicie na nią wystawiony.
Stał idealnie naprzeciw.
I powiedziałaś, że będzie mocno popażony?
Przez eksplozję tak, ale nie przez promieniowanie.
A to dlaczego?
Bo reaktor nie miał takiej mocy.
Używaliśmy go, by wpływać na DNA moskitów, dla ludzi będzie nieszkodliwy.
Więc nic mu się nie stało? Nic, a nic?
Nie mogę, być tego pewna...
Ale stężnie płynów i natężenie promieniowania były ustalane tak, by działały na moskity...
ludzkie DNA jest o wiele bardziej złożone.
Wszystkie moskity piją krew, tak?
Większość, tak.
Tak właśnie rozprzestrzenia się wirus Guillem, przez ugryzienia.
To też ma związek ze sprawą?
Nie, to nie. Zobaczyłem coś na miejscu zbrodni co mnie zaciekawiło.
Chcę złapać tego gościa.
Jak zwykle chcę zrobić to jak najszybicej.
- Co to jest? - Co?
Nie czujesz?
Kochanie, na kwiaty też byłaś dziś tak wyczulona.
To nie są kwiaty.
Frajerze!
Park po zmroku zamknięty, chyba że chcesz....
Kolego, wszystko w porządku?
No nie mogę, co znowu? Chcesz się napić?
Najpierw słodzisz kawę. A teraz jesz czekoladę. Nic ci nie jest?
O co ci chodzi? Dzięki.
Musisz przyznać, że to do ciebie nie podobne.
To ma coś wspólnego z wydarzeniami z laboratorium?
Nie wiem.
Możliwe.
Widziałam jak ona gine...
Przykro mi, Jen.
Złapiemy tego gościa, rozumiesz?
Wiem.
Zrobię wszystko, by pomóc ci przez to przejść, obiecuję.
Jest coś jeszcze...
Podajmi telefon!
Kochanie, mój telefon.
Tak.
Nie, już jadę.
Gdzie?
Wiem gdzie to jest, stare tunele metra, będą tak za 15 do 20.
To nie zajmie mi długo. Wrócę najwcześniej jak będę mógł.
Co jest?
Parę ciał w tunelach. Prawdziwy bajzel.
Cześć, Tom.
Suchutkie tak jak pozostałe.
- Gdzie Morrison? - Tam.
Tu jestem.
- Wy ich znaleźliście? - Tak.
- Znacie ich? - Nie, pierwszy raz ich widzę.
- Macie mapę okolicy? - Owszem. - Rzuć na to okiem. Charlie...
- Gdzie my jesteśmy? - Tutaj.
Tutaj jest mieszkanie dziewczyny, a tutaj bar.
Laboratorium jest tylko dwa kilometry na wschód.
Prosto tym tunelem.
Poświeć mi tam.
Pójdę się rozejrzeć.
Czekaj. Nie chcesz pomocnika?
Nie, lepiej się dowiedz dlaczego jeszcze nie mamy odpowiedzi z laboratorium.
Czeka cię bezsenna noc.
Charlie!
Mój Boże...
Ray?
Pokaż się!
Ray?
Pokaż się!
Tom!
Rozdzielić się! Przeczesać teren!
- Tom, nic ci nie jest? - Łapcie wszystko co się rusza.
Co się stało?
Wiem co widziałem, Charlie.
To robal...
Nie, nie, bardziej jak moskit...
- Daj spokój... - Mówię poważnie!
Eksplozja musiała mieć na niego jakiś wpływ, zmieniła mu DNA.
- Ciemno tutaj i wogóle... - Jak długo mnie znasz?
- Myślisz, że w takim momencie bym kłamał? - Nie, oczywiście, że nie.
- Na co się patrzysz? - Spokojnie...
Co chcesz bym zrobił? Nie mogę zarządzić obławy na 2-metrowego moskita.
Owszem możesz. Możesz i to zrobisz! To rozkaz.
Inaczej zginie więcej ludzi!
- Dobrze. - I powiedz wszystkim,że to coś ma jakiś rodzaj pancerza.
- Dobra.
- Charlie, trafiłem go centralnie, a to coś nawet się nie zachwiało.
- Gdzie idziesz? - Odszukać Jen. Może ona wie jak go zabić.
- Dzwoń, Charlie. - Się robi.
Dzwoń!
Ronald? Tak, Morrison z tej strony.
Mutuje! Nie!
To się nie może dziać!
Mój Boże...
- Jennifer? /- Mówi James Hetfield z laboratorium federalnego...
- Rozmawiam z porucznikiem Thomasem Randallem? - Tak, co macie?
Mam przed sobą analizę tej cieczy.
- Muszę spytać. To jakiś kawał? - Chciałbym. Co macie?
Paskudna sprawa, w większości to ludzka krew...
- ale są też śladu pewnego enzymu... - Co?
zapobiega on koagulacji. Krew nie krzepnie.
- I teraz najważniejsze. Znaleziono go tylko u much... - I moskitów!
Tak. Próbka, którą pan przesłał. Gdzie pan zdobył taką ilość?
Nie chce pan wiedzieć.
Jennifer!
Boże... Nie zbliżaj się...
Jen, zabiorę cię do szpitala. I to już!
Coś jest nie tak. Szybko.
Zawiadom St Johns i powiedz im, że jestem w drodze!
- Tom... - Uspokój się, dobrze?
Podłączyli cię do aparatury.
Zaaplikowali ci transfuzję krwi.
- Chcą to spowolnić. - Nie na długo.
Też byłaś wystawiona podczas eksplozji?
Tylko ramię, myślałam że to bez znaczenia. Przepraszam, Tom.
Musi odczuwać wielki ból.
Wygląda na nieźle wkurzonego.
Słuchaj, Jen...
Naprawdę potrzebuję teraz twojej pomocy...
gdziekolwiek ten gość się pojawi zostawia po sobie mnóstwo ciał.
Wie, że go ściagamy, dlaczego jest cały czas w okolicy?
Teraz to bardziej moskit niż człowiek.
Potrzeby jego nowego ciała zniszczą każdą cząstkę człowieczeństwa jaka w nim została...
Rozumiem...
Moskity nie odczuwają emocji, ani nie mają żadnej motywacji, Tom.
To proste stworki.
Więc czego on chce?
Dwie rzeczy:
Jeść i...
Co?
współżyć.
Chce się rozmażać, Tom, dlatego szuka mnie.
Ale skąd może wiedzieć?
Wie... Wyczułam go w restauracji i jak byłam w laboratorium. On się zbliża, Tom.
Czeka...
na mnie...
aż się skończy...
Co? Co sie skończy?
Aż skończy się moja przemiana.
Dobrze, ale do tego nie dojdzie.
Słyszysz?
I nie musisz się martwić, że tutaj wtargnie. Mam tutaj mnóstwo policjantów. W środku i na zewnątrz.
Nie dojdzie do tego!
Ale muszę wiedzieć, muszę Jen. Jak to coś zabić?
Już za późno...
Nie, nie Jen.
Co?
- Pójdę po lekarza... - Nie, nie odchodź.
- Muszę wrócić do laboratorium, badania... - Nie, nie Jen.
Uspokój się. W takim stanie nic w laboratorium nie wskórasz.
- Nie, ja muszę... - Jen, proszę.
- Nawijaj.
/- Poruczniku kazał pan meldować /o każdej podejrzanej rzeczy...
- Co jest? /- To może nic wielkiego,ale zaginął nam człowiek.
Dobra...
zaraz przyjdę.
Kocham cię.
Nie przyjmuje żadnych płynów. To Guillem, daję jej dwa dni.
- Jak ona się trzyma? - Też ucierpiała podczas eksplozji.
To co się dzieje z tym facetem dzieje się też z nią.
- Zostaniesz i jej popilnujesz? - Jasne, a ty dokąd?
Zaginął nam policjant.
- Jak się tutaj pojawi... - Nikt obok mnie nie przejdzie, rób swoje.
- Dorwałeś go? - Nie, może mu radio nawaliło .
- Chcę mieć tutaj SWAT za 10 minut. - 10 minut?
- Albo szybciej. I powiedz, by wzięli ze sobą duży kaliber.
- Do penetracji pancerza?
Wykonać!
Alfa 15, Alfa 15?
Miej oczy otwarte Bud, to będzie długa noc.
Tom?
Nie, to ja, Charlie.
Tom zaraz wróci.
Wyglądam aż tak źle?
Nie, widziałem gorsze rzeczy.
Boję się, Charlie.
Wszystko będzie dobrze, nie martw się.
Nic ci nie będzie.
- Jen. - Jest tutaj!
Sprawdzić co się dzieje i wracać! Ty zostań!
Potrzebuję lekarza!
- Tak! /- Tom!
- Charlie! /- Włamał się do środka!
Skurwysyn...
Mają tam jakieś kłopoty.
Wszędzie słychać strzały!
Karnby, Greenfield, Mauers! Migiem do środka i dowiedzcie się co się dzieje!
Nie, nie wysyłaj ich tam!
Byłem na parterze i usłyszałem strzały!
Ruchy ludzie! Zabezpieczyć ten budynek!
- Muszę się dostać do środka! - Wszystkim się zajęlismy.
- Jestem policjantem! - Proszę nam nie przeszkadzać.
- Nie wiecie z czym macie doczynienia. - Proszę czekać tutaj.
Czysto!
Cofnąć się, idzie tu.
Czysto!
Za chwilę będzie po wszystkim.
- Nie może pan tam wejść. - No to patrz.
Staliciliśmy już za dużo ludzi.
- Co z kobietą: Jennifer Allen? - Nie mam pojęcia.
- Tam jest panuje choas. - Nikt nie ma prawa po mnie...
Gdzie jesteście!
- SWAT, wszyscy nie żyją. - Co ich zabiło? - Nie wiem, strzelaj!
Proszę... Proszę...
Odsuń się od niej!
/...Charlie... Zgłoś się, odbiór...
/Charlie... Zgłoś się...
Nie, nie pozwolę na to.
Nie ruszać się!
A to co jest?
Musimy się stąd szybko wydostać.
Tak.
Greenfield?
Proszę pani! Nic pani nie jest?
Proszę ze mną. Sprowadzę pomoc.
Chodźmy.
Potrzebujemy więcej sanitariuszy.
Potrzebujemy więcej sanitariuszy.
/Potrzebujemy więcej sanitariuszy.
Ni ci nie jest?
Sprowadzimy ci jakąś pomoc...
Uciekaj! Wyskakuj!
Oszalałaś!
Stój! Wracaj tu!
Jennifer?!
Wszystko w porządku?
To nie moja krew.
- Dalej, wstawaj! - Jest tam!
Uciekaj, ale już!
Człowieku-komarze!
Mamy żywego!
Trzymaj się kolego. Wyciągniemy cię.
Nic mi nie jest!
Nic mi nie jest!
Jennifer?!
- Myślałem, że już po tobie. - Muszę ją znaleźć.
Ewakuowano wszystkich. W środku zostały tylko ekipy ratownicze.
Gdzie idziesz?
Dzięki Bogu.
Miałam nadzieję, że nic ci nie jest.
Co tutaj robisz, Jen?
Musisz stąd iść.
Co to jest?
Zostaw mnie, Tom.
On nie żyje, Jen...
to koniec.
Nie, on nie zginął Tom.
On żyje.
To niemożliwe.
Posłuchaj mnie, Tom...
umrzesz jak tu zostaniesz.
Musi być jakiś inny sposób.
Wypuściłam inne moskity...
te które przetrwały wybuch.
I jeśli moje obliczenia są poprawne, to pozbycie się wirusa jest tylko kwestią czasu.
Tom, proszę nie zbliżaj się do mnie.
Musi być jakieś inne lekarstwo.
Coś, byle nie to...
Nie Tom, nie ma nic innego, pomyśl trochę o mnie, nie chcę się tym czymś...
Puść mnie!
Jennifer, uciekaj stąd!
Jennifer?!
Pamiętasz to?
No dalej!
Tom, proszę cofnij się!
Czas się podpiec!
{Y:i}Wygląda na to, że nadszedł w końcu {Y:i}kres dla zabójczego wirusa Guillem...
/liczba nowych zachorowań spadła do zera...
{Y:i}nikt nie wie dlaczego epidemia ustała,zaobserwowano {Y:i}jednak nowy szczep moskita nie przenoszący wirusa.
{Y:i}wirus przestał być groźny, ale nikt {Y:i}nie wie, co by było gdyby ogarnął on cały świat...
/W końcu straciłem wszystko /na czym mi zależało...
{Y:i}jedyna kobieta, którą kochałem... {Y:i}zginęła ratując nas wszystkich...
{Y:i}ale zawsze jak się coś {Y:i}skończy to musi przyjść nowe...
.
>>
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.