Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Jesteśmy w Berlinie i szukamy twojej pierwszej miłości.
Zabrałeś mnie siłą z Berlina.
Postanowiliśmy z Tomasem, że się pobierzemy.
Wyjechałaś, martwiłem się.
Kochałam go.
Napisał go po swoim wypadku. Stempel z Berlina.
Myśleliśmy, że nie żyjesz. Nie każ jej dłużej czekać!
Będę na ciebie czekać na lotnisku w każdy ostatni dzień miesiąca.
Zrozumiem, jeśli nie przylecisz.
Pan Ullmann.
- Zastanawia mnie twój pseudonim. - To sprawa osobista.
A ten kumpel, który was nie odstępował?
- Knapp, jego przyjaciel. - Odwiedźmy go.
Tomas już nie jest dziennikarzem.
Wyjechał dawno temu. Afganistan go złamał.
Rozmawiałaś z Knappem?
Tomas jest żonaty. I tak, nie jest już dziennikarzem.
Leć ze mną do Berlina.
Berlin, rok 2005, dzień trzeci
To niemożliwe, przykro mi.
Sądziłem, że ustawa zapewnia obywatelom
nieskrępowany dostęp do dotyczących ich akt Stasi.
Ich osobiście bądź ich najbliższych krewnych, owszem.
Jeśli chce pan informacji na swój temat, chętnie pomogę.
Ale te, o które pan prosi, należą do właściciela.
Musimy dbać o ochronę prywatności naszych obywateli.
Nie wolno nam powtarzać błędów przeszłości.
Doskonale to rozumiem.
I tu interpretacja przepisów nabiera wielkiej wagi.
O ile dobrze rozumiem, celem tej ustawy
jest ułatwienie łączenia rodzin rozdzielonych przez Mur.
Między innymi.
Mój zięć, Tomas Meyer, mieszka w Stanach Zjednoczonych.
Zdradzę panu z wielką radością, że wkrótce zostanę dziadkiem.
Mam list od niego, w którym prosi mnie o wgląd w jego akta.
Proszę pokazać.
Dobrze... Mam go tutaj.
To jedynie gest przyjaźni. W ramach pomocy.
Chwileczkę.
Występują:
Muzyka
WSZYSTKO, CZEGO NIE ZDĄŻYLIŚMY POWIEDZIEĆ
Scenariusz
Reżyseria
"Gdyby moje przeczucia okazały się słuszne,
nigdy bym sobie nie wybaczył, że po ciebie nie przyjechałem.
Przyznaję, cieszę się, że się myliłem.
W nocy znów odezwała się moja intuicja.
Tym razem trafnie, jak sądzę.
Do zobaczenia niebawem, twój kochający ojciec".
Ma pan szczęście.
Akt pańskiego zięcia nie zniszczono.
Oto ostatni raport na jego temat.
Tomas Meyer, sierota.
Wychowany przez babkę ze strony matki.
Student stanowiący potencjalne zagrożenie.
Jürgen Knapp, jego przyjaciel i sąsiad uciekł na Zachód.
Pokonał Mur, przejechał przez granicę
prawdopodobnie ukryty w samochodzie.
Nie wrócił do NRD.
Powiedział pan "Knapp"?
Tak, Jürgen Knapp.
Mimo wielodniowych przesłuchań
Tomasowi Meyerowi nie udowodniono wspólnictwa.
Niemniej, uwzględniając więź łącząca go z uciekinierem,
możemy założyć, że wiedział o ucieczce i nie zawiadomił władz.
Teraz tu.
Tak. Tomas Meyer zaprzyjaźnił się z Gerardem Ullmannem,
młodym fotografem
skazanym na pięć lat za działalność wywrotową.
Ullmann zmarł w swojej celi.
Ullmann?
W raporcie zaleca się ścisłą obserwację Meyera. To wszystko.
Dziękuję panu.
Madryt
Co chcesz robić wieczorem?
Obejrzeć twoje mieszkanie.
W Berlinie ciekawi cię tylko ono?
Tak.
Szybko ci pójdzie. To pokój ze stołem i łóżkiem.
Już kocham Berlin.
Stół i łóżko. Czegóż więcej chcieć?
Na lotnisko, proszę.
To komputer?
Tak.
Połączony z... Internetem?
Zgadza się. Górna półka.
Mogę jakoś pomóc? Wygląda pan na zagubionego?
Wyszukałby mi pan pewne informacje?
Jakiego rodzaju?
Na temat pewnej osoby.
Dobrze.
Zna pan nazwisko?
Proszę zaczekać!
Dziękuję, proszę do Stiftung Brandenburger.
Jeszcze tylko dwa dni...
Co?
Nie, nic.
Odjechał taksówką wczesnym rankiem.
Tyle mogę powiedzieć.
Pan Saurel nie poinformował mnie również, że pani dziś wyjeżdża.
Jest pani pewna, że tak postanowił?
Ja tak postanowiłam!
Mogę spróbować znaleźć państwu miejsca na inny lot.
Jest samolot do Paryża po południu.
Gdyby pan zechciał, tak, proszę.
Jest niemożliwy!
Pozwolę sobie być innego zdania.
Chwileczkę.
- Proszę. - Chodziło mi o państwa bilety.
Zabrał je ze sobą.
Więc zapewne miała pani słuszność.
Nareszcie!
Gdzieś ty był? Zamartwiałam się!
Po raz pierwszy. Cudowny dzień!
Martwiłam się, że nie zdążymy na samolot.
Jaki samolot?
Uzgodniliśmy wczoraj, że wracamy, nie pamiętasz?
Ale to było wczoraj. Chodź, pogadamy.
O czym?
O mnie.
Nie, żartuję.
Wsiadaj.
A kto się zajmie twoim bagażem?
Głowa w chmurach! Po kim ty to masz?
Dowiem się, skąd ten pośpiech?
Nie.
A dokąd jedziemy?
- Nie. - Co tam będziemy robić?
Zobaczysz.
Kto raz skłamał, pozostanie kłamcą.
To o mnie?
Nie jesteś pępkiem świata.
Nie, o Knappie.
O czym ty mówisz?
Raczej o kim.
Czy nazwisko Ullmann coś ci mówi?
Nie.
Tomas Meyer nie zrezygnował z zawodu.
Zamienił jedynie pióro na aparat fotograficzny
i przyjął nazwisko swojego zmarłego przyjaciela.
I założę się, że nadal pracuje dla tego drania Knappa,
który wstawia nam głodne kawałki.
A propos, zjadłabyś coś?
Nie.
Muszę oszczędzać swoje obwody. Powinienem usiąść.
I co?
Jak odkryłeś to wszystko o Tomasie?
Intuicja. Napisałem ci.
- Jaka intuicja? - Twoja.
Skoro Tomas nie mógł porzucić zawodu,
należało ustalić, dlaczego nigdzie go nie widać.
Same sprzeczności.
Z jednej strony usiłuje wymazać swoją przeszłość za dyktatury,
a z drugiej przejmuje nazwisko
należącego do niej najlepszego przyjaciela.
Sławetnego Ullmanna.
Ale dlaczego?
Żeby go upamiętnić?
Wbrew kłamstwom tego łajdaka Knappa,
mentorem Tomasa był Ullmann.
Gdzie się tego dowiedziałeś?
W odpowiednim miejscu, zadając właściwe pytania.
Dopisało mi też szczęście.
Wszystko przejaśniało,
kiedy przechodziłem obok witryny ze starymi aparatami.
Teraz najważniejsze: musisz wiedzieć, co zamierzasz.
Będę się cieszyć, że osiągnął to, czego pragnął.
Jego jedynym pragnieniem były sukcesy zawodowe?
Marzył, żeby być reporterem.
Nie uwierzę.
Nawet jeśli uważam, że nie był komunistą.
Wyobrażasz sobie? Urodzić się w NRD i wyrosnąć na karierowicza?
Nie, przesada.
Trudno w to uwierzyć.
Powtórzę pytanie.
Jaki masz plan?
Najrozsądniejszy byłby powrót do Berlina.
Wymowna pomyłka.
Powiedziałaś "do Berlina", a mieszkasz w Paryżu.
- Przejęzyczyłam się! - Uważaj, córciu.
Do szczęścia potrzeba dokładności i bogatej wyobraźni.
Jak powiedział Romain Gary,
"nie ma nic piękniejszego niż spotkanie dwóch wyobraźni".
Nie wiedziałam, że go lubisz.
Niewiele wiesz o swoim ojcu.
Ważne, że ja wiem o tobie wystarczająco dużo,
żeby cię zadziwić...
zaskoczyć.
A teraz zapanuj nad swoją przyszłością.
Nie zawsze tu będę, żeby wybierać za ciebie.
O to ci chodziło.
Nie mów takich rzeczy. Jesteś, siedzisz naprzeciwko.
Jeszcze przez jakiś czas.
Ostatnia rada.
Wystrzegaj się samotności. Jest straszniejsza niż się uważa.
Samotność?
Tak.
Nachodziła mnie często, kiedy odeszła twoja mama.
Ale wystarczyło pomyśleć o tobie, żeby ją przegonić.
Nie mogę się skarżyć, bo korzystam z przedłużenia.
Dzięki czemu...
Co?
Brakowało mi ciebie.
Nie nadgonię straconych lat.
Pracowałem.
Uważałem, że to moja rola.
Pracowałem, bo...
należało jakoś wypełnić pustkę,
którą pozostawiła śmierć twojej mamy.
Co za błąd!
Jesteś najpiękniejszą częścią mojego życia.
Ty, Julio.
Nie pójdę z tobą, żeby skopać tyłek Knappowi
i zmusić go do mówienia.
Muszę oszczędzać akumulator.
Obiecałem: więcej się nie wytrącam.
Zdecydujesz ty, wyłącznie.
Będziesz miał kiedyś tego dość?
Czego?
Bycia gdzie indziej.
To znaczy?
Jesteś w podróży trzysta dni w roku.
Mieszkasz w kawalerce ze stołem i z łóżkiem.
Nie potrzebuję więcej.
Życie to inni, wychodzę im na spotkanie.
Wiesz chociaż, dlaczego to robisz?
Czego szukasz tak daleko?
Prawdy. Żeby ją opowiedzieć taką, jak ją widzę.
Robisz to samo w swoich artykułach.
Chcesz prawdy?
Szukasz siebie, nie innych.
Jesteś psychoanalitykiem?
Nie muszę.
Jesteśmy do siebie podobni.
A więc? Czym ci mogę służyć?
Zacznij od tego, dlaczego mnie okłamałeś.
Czego szukasz w Berlinie?
Jesteś mało bystry jak na dziennikarza tego kalibru.
Tomasa?
Po tylu latach?
Zdumiewające.
I żałosne.
Gdzie on jest?
W Hiszpanii.
Jasne. W swojej restauracji, z żoną i z dziećmi.
Może opowiesz mi o Tomasie Ullmannie?
Dobrze.
Chcesz, żebyśmy zadali sobie szczere, poważne pytania?
Znakomicie.
Zastanawiałaś się, czy Tomas chciałby cię znów zobaczyć?
Jakim prawem znowu pojawiasz się w jego życiu?
Nie ma już Muru, rewolucji, zachwytu.
Szaleństwa.
Pozostał zdrowy rozsądek.
Więc znikaj stąd!
Opuść Berlin. Dość szkód narobiłaś.
A ty?
Jakim prawem prawisz mi morały?
Co cię uprawnia do mówienia za niego?
To ja się nim zająłem, kiedy wrócił złamany z Kabulu.
Woziłem go dzień w dzień na fizjoterapię.
Gdzie byłaś, kiedy uczył się chodzić?
Na pewno nie na lotnisku,
gdzie czekał na ciebie pod koniec każdego miesiąca.
Przez cały rok!
Wypatrywał cię jak wariat!
Pomagałem mu się pozbierać,
kiedy to dziewczynka z dobrej rodziny,
wyrósłszy z okresu buntu, odwróciła się od niego
i złamała mu serce.
Wiesz, ile wieczorów wysłuchiwałem jego opowieści o tobie?
Ile kobiet, które chciały go kochać,
zderzało się ze wspomnieniem o tobie?
Gdy wreszcie zaczął wracać do zdrowia
i znów stawał się przyjacielem, jakiego znałem,
bałem się, że spotkamy kogoś podobnego do ciebie
i że znów się zapadnie.
Rozumiesz już, dlaczego kłamałem?
Nie chciałam go skrzywdzić. Nigdy.
Napisał do ciebie po powrocie z Kabulu.
Dokonałaś wyboru.
Uszanował to, nie mając ci za złe.
Więc trzymaj się swojej decyzji i teraz ty uszanuj jego.
Ja nie wybrałam, Knapp!
Ojciec dał mi list dopiero przedwczoraj.
Teraz, kiedy już wszystko wiesz,
możesz utemperować swoją nienawiść.
Przyrzeknij, że mu nie powiesz o mojej wizycie. Tak będzie lepiej.
Tomas jest w samolocie.
Ląduje za trzy kwadranse.
Lot z Madrytu.
Na lotnisko, proszę.
Jak najprędzej.
Pasażerowie siedzą z tyłu.
Ale lusterko jest z przodu. Szybciej, dziękuję.
Niech pan wymija.
Odbiorą mi prawo jazdy.
- W razie czego będę w ciąży. - Kto w to uwierzy?
Co?
Może być.
Tekst: Grzegorz Schiller
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.