Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Przynios艂em ci Rolling Stones贸w.
- Topor... - M贸w do mnie Waldek. Nie藕le graj膮.
lm starsi, tym lepsi.
''Ju偶 nie chodzisz taki dumny''. ''Ju偶 nie gadasz tak g艂o艣no''.
''Nie znasz drogi do swojego domu. Jeste艣 nikim''.
Tak to brzmi w moim t艂umaczeniu.
- A ja to znam. To Dylan. - Mo偶e.
Podda艂em si臋 psychoterapii. Pozna艂em wspania艂膮 kobiet臋.
Mam nadziej臋, 偶e stworzymy wsp贸ln膮 przysz艂o艣膰. Daleko st膮d.
Gratuluj臋. Czy mog臋 co艣 jeszcze dla ciebie zrobi膰, Topor?
Wol臋 Waldek. Ty mia艂e艣 zgin膮膰 w tym banku, nie twoja dziewczyna.
- Straszysz mnie? - Masz matk臋 w Kanadzie? Jed藕 do niej.
Na kilka tygodni, nie d艂u偶ej. Tam te偶 ci臋 znajd膮.
Nigdzie nie zatrzymuj si臋 d艂u偶ej ni偶 kilka miesi臋cy. Rozumiesz?
Bardzo dobrze ci臋 rozumiem.
- Straszysz mnie, Topor. - Doktor m贸wi艂a, 偶e masz dzisiaj komisj臋.
呕ycz臋 ci szcz臋艣cia. Naprawd臋 wol臋 ''Waldek''.
Jest taki fundusz w policji. Na wdowy i sieroty.
Zwi膮zkowy. P艂acimy sk艂adki.
Po odliczeniu tego, co dostan膮 dzieci Paska i Fabera...
... zostanie dok艂adnie tyle, 偶eby艣 m贸g艂 pojecha膰 do Kalifornii.
Do Kalifornii?
- Ten aktor, Christopher Reeve... - Wiem, Superman.
Za艂o偶y艂 klinik臋 i tam prowadz膮 eksperymentaln膮 kuracj臋.
l my dajemy na to...
To znaczy policja daje. Milion z艂otych.
- Co? - Dostaje milion i leci do Stan贸w.
Potem wraca i ko艅czymy rehabilitacj臋 w Konstancinie.
- To jaka艣 艣ciema z tym milionem? - Przesta艅. Ok艂amali艣my ci臋 kiedy艣?
- Wielokrotnie. - Nie 偶artuj sobie.
Nie 偶artuj臋.
Jak policja mog艂a zdoby膰 milion z艂otych dla mnie?
Nie tylko dla ciebie. Dostaj膮 te偶 wdowa po Pasku i Faberze.
Milion z艂otych dla mnie, s艂yszysz?
Jeste艣cie Wielk膮 Orkiestr膮 艢wi膮tecznej Pomocy czy policj膮?
W pewny sensie jednym i drugim. Gdyby艣 mia艂 problemy z wiz膮, daj zna膰.
Cze艣膰.
Wyjdziesz z tego. Cze艣膰, Brodacz.
- A mo偶e we藕cie ten milion dla dziecka? - Po co?
Ma dwoje zdrowych rodzic贸w.
A co b臋dzie z moim bratem?
- Dobrze b臋dzie. - Tylko mnie nie ok艂amujcie.
Ok艂ama膰 kalek臋 to grzech.
My艣lisz, 偶e ka偶dy policjant k艂amie?
Nie zimno ci?
- Nie. - Oni ci daj膮 du偶膮 ba艅k臋 na leczenie?
To s膮 fajni ludzie. Tylko szkoda, 偶e to dziecko nie jest nasze.
- Znaczy Kruszona. Szkoda. - Szkoda, 偶e on j膮 zostawi艂.
- To ona go zostawi艂a. - On j膮 zostawi艂.
l szkoda. Gdyby teraz by艂 z ni膮, to mo偶e by艂by z nami.
Tu prosz臋.
procent naszych pacjent贸w udaje. l wojskowi, i policjanci.
- Pan chce wy艂udzi膰 odszkodowanie? - Nie. Chc臋 wr贸ci膰 do s艂u偶by.
Wi臋c niech pan podpisze, 偶e zrzeka si臋 pan roszcze艅 wobec policji.
- Ja chc臋 wr贸ci膰 do s艂u偶by. - W艂a艣nie. Nam te偶 na tym zale偶y.
''Uwa偶a si臋 pan za zdolnego do pracy, nie utraci艂 pan zdrowia''.
Chyba 偶e zamierza pan ubiega膰 si臋 o odszkodowanie?
- Nie jestem kalek膮. - Wi臋c niech pan podpisze.
- Jeszcze raz. Jak pan si臋 nazywa? - Tomasz Kruszy艅ski.
- Nie s艂ysza艂em. Jeszcze raz. - Tomasz Kruszy艅ski.
- Po czym ma pan blizn臋? - Po postrzale.
- Jak pan si臋 nazywa? - Tomasz Kruszy艅ski.
Prosz臋 palcem wskazuj膮cym lewej d艂oni dotkn膮膰 powoli nosa...
... a kciukiem zakr臋ci膰 m艂ynka.
Myl膮 si臋 panu d艂onie.
- Pan si臋 nazywa? - Tomasz Kruszy艅ski.
Prosz臋 nie otwiera膰 oczu. Nie kaza艂em otworzy膰 oczu.
Niech pan przejdzie do przodu 1 1 krok贸w stopkami...
... p贸藕niej zwrot w lewo o 0 stopni i krok贸w, zwrot w prawo o 1 80 stopni.
- Zrozumia艂 pan? - Tak.
Chcia艂 pan wyrwa膰 bro艅 komisarzowi Rysowi!
- Rysiowi. - Tu jest napisane Rys.
- Widocznie nie by艂o innej czcionki. - Dzia艂a艂em pod wp艂ywem wzburzenia.
- Oni mnie torturowali. - l chcia艂 si臋 pan z nimi rozprawi膰?
Jak bohater gry komputerowej?
Panie komisarzu!
- Nie chcia艂em si臋 m艣ci膰. - Powiedzmy.
Ma pan rodze艅stwo?
Mam przyrodniego brata. Te偶 je藕dzi na w贸zku.
- Czyli by艂y rozwody w rodzinie? - Rodzice si臋 rozwiedli.
A ten incydent w szkole policyjnej w Szczytnie?
Nie by艂em w Szczytnie, tylko w Legionowie.
Rzuci艂 si臋 pan z ga艣nic膮 na szefa kompanii.
To jaki艣 sadysta. W艂asnej 偶onie z艂ama艂 szcz臋k臋. By艂 tu u nas.
- Nie pami臋tam. - Jest poza s艂u偶b膮.
Wi臋c jak to by艂o?
- Co jak by艂o? - Z t膮 ga艣nic膮.
Zawsze, gdy si臋 upi艂, robi艂 nam w nocy pobudki. A pi艂 codziennie.
On jest poza s艂u偶b膮. On nas nie interesuje. Rozmawiamy o panu.
Mamy rozwi膮za膰 pa艅skie problemy.
Wi臋c jak to si臋 m贸wi? ''Za porozumieniem stron''.
''Ataki niekontrolowanej agresji, osobowo艣膰 patologiczna...''
Psychiatrzy napisali, 偶e jeste艣 ca艂kowicie niezdolny do s艂u偶by.
- Widocznie nie jestem, panie generale. - Siadaj. Koniak?
Na koniak za wcze艣nie. Tak mnie uczyli.
Mo偶e by膰 whisky?
- Whisky mo偶na o tej porze? - Nie pami臋tam.
My艣l o przysz艂o艣ci. O tym, co b臋dzie dalej.
Siadaj.
- lle ten kraj jeszcze wytrzyma? - Te偶 jestem ciekaw, panie generale.
Ostatnio moja praca polega na 偶egnaniu policjant贸w.
Na cmentarzu, czasem tu. l mam poczucie, 偶e 偶egnam najlepszych.
- Czy wszystko musi si臋 popsu膰? - Zgodnie z regu艂膮 Kopernika tak.
Jeste艣 zbyt inteligentny.
Nauczyli艣cie mnie, 偶e z艂y pieni膮dz wypiera dobry...
... a z艂y policjant lepszego.
Ale tu napisali, 偶e ty si臋 nie nadajesz do s艂u偶by.
Niech mi pan podpisze obieg贸wk臋.
Zawsze o tym zapominam.
Dzieje si臋 wok贸艂 nas co艣, nad czym nie mo偶emy zapanowa膰.
Dlaczego napisali, 偶e cechuje ci臋 niedojrza艂o艣膰 i nieodpowiedzialno艣膰?
Pewnie im kto艣 zap艂aci艂. Albo im co艣 obieca艂.
- Kto? - Nie wiem, ale si臋 dowiem.
A ten bank, gdzie by艂a nasza akcja, zbankrutowa艂.
- Tak s艂ysza艂em. - Nasuwa si臋 takie dziwne podejrzenie.
Wyjed藕 st膮d jak najdalej.
- Dlaczego? - B臋dziesz g艂贸wnym podejrzanym.
Tylko ty mia艂e艣 dost臋p do kod贸w.
Dosta艂e艣 je w zalakowanej kopercie, a potem zosta艂y zniszczone.
Wyjed藕, p贸ki masz paszport. Tyle mog臋 dla ciebie zrobi膰.
- Znajomi czy rodzina? - Rodzina, ale dalsza.
B臋dziemy tu dzi艣 stawia膰 pomnik. My艣la艂em, 偶e chce pan przypilnowa膰.
Mo偶e i chc臋.
Taka robota za ponad milion, to wypada przypilnowa膰.
- Ale niech pan przyjdzie potem. - Za ponad milion?
Tak.
''Wielkie艣 mi uczyni艂a pustki w domu moim...'' Co to jest?
Nie wie pan? Kochanowski.
Trendy wybieraj膮 najcz臋艣ciej. Opr贸cz 艂aciny.
- Powinno by膰 ''Orszulo''. - Rodzina zmienia nazwiska, jak mo偶e.
Cz臋sto dodaje: ''Pe艂no nas, a jakoby nikogo nie by艂o''.
- Kto zam贸wi艂 ten pomnik? - Majster, kto zam贸wi艂 ten pomnik?
- Co ci臋 to obchodzi? - Jego nie, ale mnie tak. Policja.
Trzeba by艂o tak od razu. Jaki艣 adwokat. W imieniu rodziny.
- Jak si臋 nazywa艂? - Nazwisko jak jaki艣 wynalazca.
- Ten od lampy naftowej. - 艁ukasiewicz?
Nie. Mo偶e jak ta od tej nagrody?
Chwileczk臋! My tu o tajemnicach handlowych, a pan ani legitymacji...
- Ma pan jaki艣 nakaz? - Mam.
Taki.
Pan nie z policji. Oni nie p艂ac膮.
- l? - Mecenas Sk艂odowski.
- Niezawodny obro艅ca mafi i. - Oni si臋 wszyscy znaj膮.
Mia艂am lat i nie mieli艣my 偶adnej rodziny.
Byli艣my przez p贸艂 roku w bidulu. W domu dziecka.
Ciekawe, ile jeszcze ludzie wytrzymaj膮?
Jacy ludzie? Ludzie s膮 tacy sami jak rz膮d. My ich wybieramy.
Ale s膮 jeszcze m膮drzy, tylko si臋 ukrywaj膮.
- Bierzesz? - On ma kierownic臋 w prawej strony!
Bo to jest wersja eksportowa. Z Wielkiej Brytanii.
Wiesz, 偶e Beatlesi nim je藕dzili? We czterech si臋 mie艣cili.
Dw贸ch z przodu, dw贸ch z ty艂u. Wozili wzmacniacze w baga偶niku.
Jazda pr贸bna?
lle lat ma ten gruchot?
lle ma? Najwy偶ej 1 3.
Wszystkie papiery ma w porz膮dku.
- Kradziony. - Jaki kradziony? Co ja, honoru nie mam?
W艂a艣ciciel umar艂.
Zosta艂em wykonawc膮 jego testamentu.
Wdowa zgodzi艂a si臋 na sprzeda偶 rataln膮, ale tylko dla ciebie.
Bo ci臋 szanuje. Prawie tak, jak mnie.
Tarpan?
Tarpan?
Ford.
Pyta, czy by艂 pan um贸wiony.
Nie przyszed艂em tu dla przyjemno艣ci. Jestem z policji.
M贸wi, 偶e pan ju偶 nie pracuje w policji.
Oddzia艂owy.
Pogadam z nim.
Masz 300 sekund.
Nie przynios艂e艣 s艂odyczy albo papieros贸w?
Nie palisz. Szybko si臋 otrz膮sn膮艂e艣.
- Faktycznie, w Legii wyprali ci m贸zg. - Nie my艣la艂e艣 chyba, 偶e b臋d臋 p艂aka艂.
Chcia艂bym podr贸偶owa膰, zwiedza膰 egzotyczne kraje.
Kto zdecydowa艂, 偶e poszli艣my akurat do tego banku?
Wiele dobrego s艂ysza艂em o Seszelach. Rasowe dziewczyny, przyst臋pne.
Nigdy te偶 nie by艂em w Nowej Zelandii. S膮 tam 艣wietne warunki do surfowania.
Kto p艂aci za pomnik na grobie twoich rodzic贸w i Malwiny?
Ju偶 nigdy nie b臋dziesz szed艂 sam. Przez ciebie zgin臋艂o trzech z nas.
Trzech Legionist贸w. Przez ciebie mam k艂opoty.
Przej艣ciowe, ale przez tak膮 ma艂膮 mend臋 jak ty, zgin臋艂a moja siostra.
Ty zabi艂e艣 Malwin臋.
ldiotka. Zas艂oni艂a ci臋 w艂asnym cia艂em. Wystarczy jedno moje s艂owo...
... a zaczn膮 ci臋 szuka膰 tysi膮ce najlepiej wyszkolonych 偶o艂nierzy.
Nie b臋dziesz wiedzia艂, sk膮d i kiedy dopadnie ci臋 kula.
W 偶adnym mie艣cie nie b臋dziesz bezpieczny.
- Kto za tob膮 stoi? - Nagle, gdzie艣. Nawet nie wiesz, kiedy.
Wbij膮 ci n贸偶. A potem wypatrosz臋 ca艂膮 twoj膮 rodzin臋.
Twojego brata, ojca...
Warto by艂o?
By艂e艣 takim wiernym psem, a wyrzucili ci臋 z policji.
Sk膮d ty wiesz to wszystko?
Powiedz mi, kto to jest. Za艂atwi臋 ci status 艣wiadka koronnego.
Wyjdziesz st膮d.
Wyjdziesz, s艂yszysz?
Mam sto r膮k, sto sztylet贸w. Gdy chc臋, sto ran zadam.
Zacznij liczy膰 dni. Nie masz nikogo.
Maszeruj albo zdychaj, psie.
Koniec.
Panie mecenasie?
- My si臋 znamy? Broni艂em pana? - Jeszcze nie, ale poznali艣my si臋.
- Tomasz Kruszy艅ski. - Ju偶 pami臋tam. Pan jest policjantem.
Ju偶 nie jestem policjantem. Chyba mnie pan nie lubi.
- Ma pan jaki艣 problem? - Moja dziewczyna zgin臋艂a tragicznie.
- By艂a sierot膮. Nie mia艂a rodziny. - Pogrzeb na koszt opieki spo艂ecznej?
Pan zam贸wi艂 pomnik na jej gr贸b. Za 1 1 4 600 z艂otych. Plus VAT.
lmponuj膮ca kwota. Robi臋 takie rzeczy dla moich klient贸w.
- A ten VAT zabija gospodark臋. - M贸g艂by mi pan da膰 do nich telefon?
Chcia艂bym z nimi porozmawia膰. Ona zgin臋艂a na moich r臋kach.
To musia艂o by膰 straszne prze偶ycie.
Mo偶e rozmowa z pa艅skim mocodawc膮 przynios艂aby mi ulg臋?
- Wi臋c niech pan si臋 z nim spotka. - Tylko nie wiem, kto to jest.
Chce si臋 pan spotka膰, ale nie wie pan, z kim.
Wystarczy mi, 偶e pan wie.
Chce pan, 偶ebym wyjawi艂 panu informacje obj臋te tajemnic膮 adwokack膮.
Jestem prawnikiem. Mam swoj膮 etyk臋 zawodow膮.
- Chodzi mi o prywatn膮 rozmow臋. - Troszk臋 si臋 spiesz臋.
Proponuj臋 spotkanie, zanim b臋dzie za p贸藕no.
Zanim obeschn膮 艂zy, zanim sko艅czy si臋 偶a艂oba i nie b臋dzie o czym gada膰.
Albo niech pan powie klientowi wprost: spotkajmy si臋, p贸ki 偶yjemy.
- Zaraz, czego艣 nie rozumiem. - Widz臋.
- 艁adne sobie auto kupi艂em? - Troch臋 przechodzone, ale...
- Zrozumia艂 pan aluzj臋. - Nie.
Zosta艂em bez 艣rodk贸w do 偶ycia.
Co z tego wynika?
Biednym r贸偶ne rzeczy przychodz膮 do g艂owy.
Mog臋 zacz膮膰 dziwnie my艣le膰. Kojarzy膰 fakty.
Pan jest pewien, 偶e pan wie, kto rozdaje karty?
Wiem. Ja.
Pan nie ma wyobra藕ni.
Najwy偶ej nast臋pny pomnik zam贸wi pan dla mnie. Tylko wola艂bym inny wiersz.
O tym te偶 chcia艂bym porozmawia膰 z pana mocodawc膮.
Cze艣膰. Trzeba si臋 spotka膰. To nie jest na telefon.
B臋d臋. Cze艣膰.
KLAKSON
- Gdzie si臋 wpieprzasz! - Policja! Spadaj!
Poczekaj.
- Nigdzie si臋 nie wybieram. - Oddychaj.
Oddycham. Torba!
- Oddychasz? - Oddycham.
Co si臋 z tob膮 dzieje? Przecie偶 to ja rodz臋.
- Oddychaj. - Przecie偶 oddycham!
Drzwi...
W艂膮cz alarm.
Minuta. Mam posiedzenie rz膮du. Co jest?
Nie chce wyje偶d偶a膰, nie boi si臋. Zaakceptuje kilka groszy.
Zap艂aci膰 mu? Za co? Nie lepiej go zamkn膮膰?
Wi臋zienie nie 艂amie ludzi tak dobrze jak pieni膮dze.
Za kilka groszy zapomni.
S膮 lepsze sposoby.
- Ja si臋 chyba przes艂ysza艂em. - Tylko 偶artowa艂em.
Masz racj臋, zap艂ac臋 mu. Tak b臋dzie najlepiej.
- Czy bierzesz jakie艣 prochy? - Nic uzale偶niaj膮cego.
Chcia艂e艣 co艣 doda膰 od siebie?
- Nie, nic. - To dobrze. Ciesz臋 si臋.
l to by艂a rozmowa nie na telefon?
My艣la艂em, 偶e co艣 si臋 sta艂o, a to tylko ten g贸wniarz. Cze艣膰.
Polska!
To jest najpi臋kniejszy dzie艅 w ich 偶yciu. Narodziny dziecka.
Gdybym by艂 zn贸w m艂ody, to nic bym nie robi艂, tylko dzieci.
- Przecie偶 ty nie masz dzieci. - l nie jestem m艂ody.
Mo偶e dlatego wydaje mi si臋 to takie pi臋kne.
Pi臋kna jest moja Agatka!
- Faceci b臋d膮 za ni膮 szale膰. - Zdrowie Agatki!
- Najwa偶niejsze, 偶eby by艂a inteligentna. - 呕eby by艂a warto艣ciowa.
- 呕eby mia艂a klas臋! - To ma zapewnione po Aldonie!
Zdrowie Aldony! Zdrowie mamy!
Wa偶ne, 偶eby by艂a dobrym cz艂owiekiem.
- Lekarzem albo prawniczk膮. - Jak ty wszystko pi臋knie m贸wisz.
Wzruszy艂 si臋! Naprawd臋!
Skopiowa艂em ci wszystko, o co pyta艂e艣.
To on protegowa艂 Granda do Emersona.
Wszystko 艣ciema. Policjanci, kt贸rzy prowadzili 艣ledztwo...
... w sprawie ch艂opaka, kt贸ry spowodowa艂 wypadek...
... wszyscy dostali powa偶ne awanse. Jeden zosta艂 艣l膮skim wicewojew贸dzkim.
Prokurator, kt贸ry prowadzi艂 spraw臋, zosta艂 radc膮 handlowym w San Jose.
Jest opiekunem kont kilku wa偶nych ludzi. Dlaczego ma zosta膰 policjantk膮?
- Bo ma badawcze spojrzenie! - lnteligentne!
- Ma badawcze spojrzenie? - Co艣 si臋 dzieje na samej g贸rze.
Widzia艂em w ''Wiadomo艣ciach''. Genera艂 spotka艂 si臋 z premierem.
Wi臋c zacz臋艂o si臋 odliczanie.
Co si臋 sta艂o?
Zdrowie Agatki!
Jeszcze jeden!
Wiecie co艣, czego nie wiem.
Jego pytaj. Ja ju偶 nie jestem oficerem.
- Co, Ry艣? - Nie chcesz wiedzie膰.
- M贸w do mnie po ludzku. - Ja sam tego nie chc臋 wiedzie膰.
- lle Agatka ma wzrostu? 5 7? - 58.
- Uczy艂em ci臋 tej roboty. - Wiem. Bez ciebie by艂bym nikim.
- Wzi膮艂em ci臋, bo by艂e艣 dobry. - Dobrym to by艂em nauczycielem historii.
- Wrobi艂e艣 mnie w policjanta. - l co? Nie powiesz mi?
Urodzi艂a mi si臋 c贸rka, rozumiesz? Musicie gada膰 tylko o jednym?
Bior臋 na pami膮tk臋.
Jeste艣 nienormalny. ld藕 si臋 leczy膰 razem z Kruszonem.
Ju偶 jestem dla was nikim?
Poszed艂? Obrazi艂 si臋? G艂upio wysz艂o.
G艂upio.
To ja pope艂ni艂em b艂膮d w sztuce.
Czy mieli艣my jakikolwiek wp艂yw na to, czy byli艣my tylko pionkami?
Po co ci to wiedzie膰?
Chc臋 wiedzie膰, czy Malwina zgin臋艂a przeze mnie, czy przez swojego brata.
Ona zgin臋艂a. Nie zmienisz tego.
ld藕my z tym, co mamy. Do genera艂a, do ministra.
Genera艂a ju偶 nie ma. Przeniesiony do rezerwy.
- Wi臋c id藕my z tym do gazet. - Nie mamy dowod贸w.
- 1 00 milion贸w euro. To jest wiadomo艣膰. - Rozmawiali艣cie sami. Nagra艂e艣 co艣?
To jest wicepremier. Nie podejrzewa艂em go.
- A mo偶e to nie on tym kieruje? - To jest on.
A tam pod bankiem by艂 Matejewski.
- Kto to jest? - Nie pami臋tasz?
Kolekcjoner broni. Przeprasza艂e艣 go.
- Co tam robi艂? - Jad艂 bagietk臋.
- To przypadek. - A mo偶e on tym kieruje?
Mo偶e dzia艂aj膮 razem?
Mo偶e.
Polska!
Spadamy. Moja c贸rka ko艅czy jutro 2 dni.
Czekaj.
S艂yszysz? Deszcz.
S艂yszysz, jak oddycha moja Agatka?
- Dzisiaj zn贸w j膮 zobacz臋. Rozumiesz to? - Tak!
G贸wno rozumiesz. Chcia艂by艣 to rozumie膰.
Ale najpierw sam musisz to prze偶y膰.
Bro艅 si臋! Pozna艂em nowy cios karate!
Naprawd臋 skuteczny! Musisz by膰 szybki! Bandyci nie 艣pi膮!
Boj臋 si臋.
Chc臋 i艣膰 na emerytur臋.
Jak膮 emerytur臋?
Mia艂e艣 czapk臋, jak przyszed艂e艣.
Zam贸wi艂em taks贸wk臋, poczekajcie. Wejd藕 do budki, nie zmokniesz.
Krzysiek?
Halo? Odbieraj!
By艂 wypadek. R贸g Zakroczymskiej i Nowomiejskiej.
Kruszy艅ski. Chod藕 tu! Podjed藕 w tej chwili!
Uspok贸j si臋 ju偶. 呕yjesz, Krzysiu.
Uspok贸j si臋. M贸w do mnie.
M贸w o Aldonie. O Agatce.
Spokojnie. Wszystko b臋dzie dobrze.
Poczekaj. Zawo艂ajcie karetk臋!
Ju偶 jest dobrze. Jedzie karetka. M贸w do mnie. Krzysiek!
Masz 偶y膰, rozkazuj臋 ci.
To jest rozkaz, rozumiesz?
To jest rozkaz!
Masz 偶y膰. Prosz臋 ci臋.
呕yj!
B臋dziesz 偶y膰. Rozkazuj臋 ci!
Ratuj go!
Pan jest ranny? Zr贸b mu zastrzyk.
To jest jego krew. On jest ranny.
On nie 偶yje, rozumiesz?
Kto nie 偶yje?
St贸j spokojnie i czekaj na policj臋.
Ja jestem policja!
- Uspok贸j si臋! - Wypierdalaj!
Zostaw go.
- Co z nim? - Nie 偶yje.
Nie, przegrzeje si臋. Jedna podkoszulka wystarczy.
Tylko do samochodu i do schod贸w, 偶eby si臋 nie przezi臋bi艂a.
Nie przezi臋bi si臋.
Mamusia tu jest. Tatu艣 te偶 zaraz b臋dzie.
Gdzie jest Krzysiek? Tatu艣 ma s艂u偶b臋, jak zawsze, tak?
- On nie ma s艂u偶by, Aldona. - Kto tak si臋 posiusia艂?
Czuj臋, 偶e jad臋 do domku.
Krzysiek nie ma s艂u偶by.
By艂 wypadek.
Od kiedy on si臋 zajmuje wypadkami?
To nie by艂 wypadek.
A co to by艂o?
Mia艂 odebra膰 swoje pierwsze dziecko ze szpitala.
Nie mog艂e艣 za niego wzi膮膰 tej roboty?
Nie. Nie m贸g艂.
To Ry艣 mia艂 wypadek.
Co on m贸wi? To nieprawda.
Powiedz, 偶e to nieprawda.
Panowie, wyjd藕cie.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.