Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
- Kiedy to się zaczęło? - Kilka tygodni temu.
Kiedy lekarz nic nie mówi to zły znak.
Twój stan pogorszył się szybciej, niż przypuszczałem.
Nie pierdol.
Oślepnę?
Zapalenie siatkówki wywołane wirusem cytomegalii powoduje częściową utratę wzroku.
Oto historia mojego pojebanego życia.
Czyli...
pisana jest mi ślepota?
Nie okłamuj go.
Dla większości pacjentów z AIDS...
oznacza to początek końca.
Nie. Nie zrobicie mi tego po raz kolejny.
Kilka miesięcy temu powiedziałeś, że umieram,
i proszę. Nadal tu jestem. Żywy.
I będę dalej to robił.
Będę żył.
A teraz wybaczcie. Ubiorę się, żebym mógł wrócić do mojego życia.
Dałeś dziś czadu.
Musiałem przygotować coś wyjątkowego dla matki panny młodej.
Wołowiną, ryżem i warzywami chcesz mnie utuczyć na ślub.
Prawda?
Co to ma być? Jeszcze prezent?
Otwórz.
Boże. Sukienka?
Przeszedłeś sam siebie, Pray. Piękna.
Dziękuję.
Długo ją szyłem, ale dla ciebie musiała być idealna.
- I dla mnie. - Co to znaczy?
Przyjeżdżając do Nowego Jorku, nie tylko uciekałem przed demonami w domu.
Miałem marzenie, Blanco. Chciałem otworzyć własny dom mody.
Pray Couture miał podbić wybiegi w Paryżu i Mediolanie.
Nie tylko sale balowe.
W twoich kreacjach czuję się najpiękniej.
Kiedy w 1988 roku zostałam Matką Roku,
sprawiłeś, że czułam się jak w bajce.
Twoje projekty nie muszą jechać w świat, żeby miały znaczenie.
Wiesz o tym, prawda? Ta suknia wyznaczy nowy początek dla Pray Couture.
Chciałbym, żeby tak było. Coraz trudniej jest mi pracować.
Byłoby łatwiej, gdybyś ściągnął okulary.
Boże.
Pray.
Tracę wzrok... w prawym oku.
To początek końca.
Nie wiem, ile mi zostało. Nikomu o tym nie mówię.
Nie mogę ich zasmucać, żeby się załamali.
- Co mogę zrobić? - Zawsze byłaś moim sercem.
Teraz bądź moimi oczami.
Jestem przy tobie.
Zacząłem coś robić.
Musisz pomóc mi dokończyć.
Tablica pamiątkowa.
- Pray, tak robią ludzie, którzy... - Umierają.
Ja umieram.
Ostatnim życzeniem Costasa było upamiętnienie go taką właśnie tablicą,
a ja nie rozumiałem, dlaczego to dla niego takie ważne.
Do teraz.
Chodzi o dziedzictwo.
Zostawienie czegoś po sobie.
Jakiejś małej cząstki siebie. Ty masz Dom i dzieci.
A co ja mam, żeby mnie zapamiętali?
Twoje dziedzictwo wypełnia salę balową. Ty jesteś tą salą.
Nikt tam o mnie nie myśli. Wszyscy przechodzą obok.
Nie zapomną o tobie.
Jeśli chcesz, żebyśmy to uszyli,
zrobimy to razem, jako rodzina.
Kategoria to...
Żyj...
Pracuj...
Pozuj!
Pieczenie jest jak nauka ścisła. Trzeba być perfekcyjnym.
Jeszcze jeden.
Nie tak. Musimy być dokładni.
Uważaj. Teraz jajka.
W eleganckich szkołach gotowania najpierw uczą jak rozbijać jajka.
Musisz umieć zrobić to jedną ręką. Jak nie potrafisz, wylatujesz.
- Umiesz, Papi? - Zobaczymy.
- Nieźle. - Ja też umiem.
Beto, co ty robisz?
To nie gimnastyka. Musisz być ostrożny.
Brakuje nam dwóch jajek. Przepraszam.
- Idź pokolorować. - Mogę obejrzeć telewizję?
Wiesz, jaką mamy umowę. Telewizja tylko wieczorem.
Załóż sweter.
Otwarte.
Co tam, Papi? A może mam mówić "tatuśku"?
Mów, jak chcesz. Ratujesz mi tyłek.
Nie miałem czasu na zakupy. Beto, to wujek Ricky.
- Zajmie się tobą. - Jak leci, mały?
Nie jadł jeszcze śniadania, ale macie jajka w lodówce.
Dopilnuj, żeby nie kręcił się przy oknie, bo nie założyłem jeszcze zamków.
I pilnuj kolorowanki, bo wychodzi poza linie.
- Idziesz tylko do sklepu. - No i? Dzieci potrzebują struktury.
Miło patrzeć, jak się starasz. Choć nikogo to nie dziwi.
- A co u ciebie? - Dobrze. Mieszkam u Blanci odkąd wybrali mnie do trasy.
- Nic nie mówiłeś. - Jeden z tancerzy Janet się rozmyślił,
więc mnie wzięli.
- Ruszam na wiosnę. - Super.
Skoro tam mieszkasz, musiałeś widzieć się z Angel.
- Nie będzie żadnego ślubu. - Powiesz dziewczynom, że nici z ich sukienek?
- Rozczarujesz je. - Elektra by cię zabiła.
Ale to mój ślub. Czy nie ja powinnam się liczyć?
- Jeśli chcę go odwołać, to mogę. - Jeśli chcesz, ale nie chcesz.
Wciąż masz pierścionek na palcu.
Zgodziłam się na ślub, nie bycie macochą jakiegoś dziecka.
A jakie inne dziecko chciałabyś wychować?
Siedzisz tu, użalasz się i jojczysz, że masz faceta,
który chce założyć z tobą rodzinę.
- Faceta z pracą. - Właśnie. Takiego, który cię kocha.
Posłuchaj.
Zrób to, co uważasz za słuszne.
- Myślisz, że przyjdzie? - Pewnie tak, ale baby to wariatki.
- Dlatego z nimi nie chodzę. - Mam nadzieję, że wróci. Kocham ją...
ale gdybym miał poradzić sobie z tym sam, to tak zrobię.
- Pa, Beto. - Pa, Papi.
Joł, mały. Chcesz oglądać kreskówki?
Nie dzwoń. Jak odwołasz ślub, będziesz tego żałować do końca życia.
Nie dzwonię do Papi'ego, tylko do ojca.
- Nie wiedziałam, że macie kontakt. - Zawsze mieliśmy. Nawet po śmierci mamy.
Forsa z przystani pomogła nam przetrwać.
Wysyłałaś mu pieniądze po tym, jak cię wyrzucił z domu?
To mój ojciec. Potrzebował ich.
Co miesiąc dawałam mu trochę.
Chciałam go zapytać, czy zaprowadzi mnie do ołtarza,
- ale nic z tego, więc odwołam to. - Nie. Ile razy mamy szansę na kontakt z krewnymi?
Podtrzymaj tę relację. A do ołtarza i tak pójdziesz.
- Niezła niunia. - Trochę szacunku, kretynie.
- To moje dziecko. - Wybacz, Carlos.
- Myślałem, że masz syna, nie córkę. - Pilnuj swojego nosa.
- Cześć, tatku. - Mówiłem ci coś o przychodzeniu tutaj.
Chciałam cię zobaczyć. I pogadać.
Pedro, wychodzę. Pilnuj interesu.
Chodź.
Nie widziałem cię od dwóch lat. Wyglądasz inaczej.
- To znaczy? - Znają cię jako chłopaka.
Ale dobrze wyglądasz. Ten makijaż i przebranie
- zabiłyby twoją matkę. Panie, świeć nad jej duszą. - Niektórzy nigdy się nie zmienią.
To dla mnie trudne. Nie widzisz, jakie to pojebane,
że mój syn lata w kieckach. To nienormalne.
Nie wiesz, jak to na mnie wpływa.
Dlatego... nie było mnie przez dwa lata.
Zaczekaj.
- Przyjechałeś dać mi pieniądze i zwiać? - Liczyłam, że się zmieniłeś, tato.
Przyjechałam... żeby powiedzieć ci, że się zaręczyłam.
A raczej byłam zaręczona. Chciałam, żebyś poprowadził mnie do ołtarza.
Choć taka prośba byłaby pomyłką.
Nadal jesteś tym samym człowiekiem, od którego uciekłam po śmierci mamy.
- Dziękuję, Mina. - Co to za dziewczyna?
- Moja córka. - Nic nie mówiłeś. Piękna.
- Dziękuję. - Smacznego, kochana.
Zjedz coś. Potrzebujesz mięsa.
Doceniam pomoc.
- Czyli miałeś brać ślub? - Tak.
- Z chłopakiem? - Dlaczego jesteś zaskoczony?
Jestem ciekawy. Jak to działa?
- Dwóch facetów... - Jestem kobietą.
Możesz mówić jak chcesz, ale popraw mnie, jeśli się mylę.
Twój akt urodzenia mówi, że jesteś mężczyzną.
Gdzie tu sens?
Jesteś moim ojcem. Nie musisz widzieć w tym sensu.
Masz tylko mnie wspierać. I pomóc mi to naprostować.
Nie mogę. Nie stanowię prawa.
- Nigdy mnie nie dostrzeżesz, prawda? - Nie próbuję być dupkiem.
Mówię tylko, że ślub dwóch mężczyzn to coś nieprawdziwego.
Próbuję przygotować cię na spotkanie z prawdziwym światem.
Wstawiam się za tobą najlepiej jak umiem.
Masz rację.
Przez tyle lat...
wstawiałam się za tobą...
najlepiej jak umiałam.
Czekałam na ciebie...
żeby dostać miłość, za jaką przyszło mi... zapłacić.
Przez cały ten czas nie widziałam,
że już mam miłość i wsparcie od mężczyzny.
Okazywał mi ją nieustannie.
A kiedy najbardziej mnie potrzebował...
uciekłam od niego.
Muszę iść.
Dziękuję...
że pomogłeś mi zrozumieć, jak bardzo nawaliłam.
Masz łaskotki?
Mogę cię połaskotać?
Tak myślałem. W latach 80. Metsi byli dobrzy, a Yankeesi kiepscy.
Więc kibicowałem Metsom. Teraz Yankeesi znów są dobrzy, a Metsi do bani.
Czyli teraz kibicujemy Yankeesom. Na tym polega bycie Nowojorczykiem
Są różne drużyny, ale zawsze możesz biec ze zwycięzcą.
Wiesz, o czym mówię.
- Co się stało? - Wkurzysz się.
Czasem będziesz musiał powiedzieć coś, co mnie wkurzy, ale nie bój się tego.
- Mów. - Brakuje mi mamy.
- Dlaczego miałbym się wkurzyć? - Bo kiedy o niej mówię, chce mi się płakać.
Więc płacz. Myślisz, że chłopaki nie płaczą?
Michael Jordan płacze, a jest bardzo męski. Ja czasem też, kiedy myślę o Angel.
Nieraz spotkasz mężczyzn, którzy myślą, że bycie facetem
Oznacza drogą biżuterię, samochody i bicie słabszych,
ale to nieprawda. Musisz być twardy
i musisz chronić siebie i tych, których kochasz.
Czasem będziesz musiał kogoś stłuc. Nauczę cię tego.
Prawdziwy mężczyzna nie boi się kochać.
Nie boi się zranienia. I nie boi się wybaczać.
Prawdziwy mężczyzna nie ucieka, bez względu na wszystko.
Kupiłem ci truskawki. Wiem, że je uwielbiasz.
Jedz, co chcesz.
Tata daje ci dobre rady, Beto.
Wybaczcie, że przeszkadzam.
Musiałam cię poznać.
Jestem Angel. Przyjaciółka twojego taty.
Opowiadał ci o mnie.
Beto, nieraz spotkasz ludzi,
których pokochasz...
Którzy się boją i potrzebują mnóstwo cierpliwości.
I czasu.
Bardzo cię przepraszam.
Bardzo.
Wybaczysz mi?
Skarbie...
Zaskoczyłaś mnie.
Wiedz...
że jeśli wybierzesz Beto i mnie...
- obdarzę was mnóstwem miłości. - Wiem o tym.
Wiem, że twoje serce pomieści nas wszystkich.
Tak bardzo cię kocham.
Plany nadal aktualne?
- Tylko, jeśli Beto mnie przyjmie. - Co myślisz?
Chcesz naleśniki?
Mamy tu dżentelmena. Nie trzeba go niczego uczyć.
- Syrop? - Jest i syrop.
- Chcesz bekonu? - Poproszę.
Noc w noc nawiedza mnie ten sam koszmar.
Składam z Papim wniosek o ślub,
a kobieta w biurze zauważa, że w paszporcie jestem mężczyzną.
- Kogo chcesz oszukać? - Słucham?
- Chcesz nas oszukać. - Jestem kobietą.
Oszust!
Oszust!
Nie!
Długo to odkładałam, a za tydzień ślub.
Musimy dostać certyfikat, inaczej małżeństwo będzie nieważne.
Nie znam się na papierach, więc Papi wszystkie wypełnił.
Kogo obchodzi, czy to legalne? Sami ustalamy zasady.
Nie potrzebujecie zgody miasta, żeby udowodnić waszą miłość.
Ten ślub jest dla was. Składacie przysięgę przed tymi, których kochacie.
- Masz rację. - Ale pieprzycie.
Wasza miłość jest prawdziwa, tak samo jak ślubne bukiety,
suknia na zamówienie i zastępy druhen.
Nie zapominajmy też o historycznym miejscu.
Żadna z tych rzeczy nie jest na pokaz. Zrób wszystko, co w twojej mocy,
żeby twój ślub był tak prawdziwy, jak forsa, którą na niego wyłożyłam.
Nie piszę się na ceremonię gadania pierdół.
Chwila. Nie ma w tym nic złego, jeśli to jedyna opcja.
Owszem, jeśli dotyczy naszych drogich gejów.
Byłam na wielu smutnych ceremoniach.
Angel nie może takiej mieć. Jej ślub musi zostać uznany.
To co mamy robić?
- Masz jakiś prawników, mamuniu? - Mam coś lepszego.
Co?
Mafiozów.
Na pewno mogą skombinować dowód ze śliczną literką "K".
- Byłoby świetnie. - Wcale nie.
- Chcesz zacząć małżeństwo od kłamstwa? - Wiesz, że nie o to chodzi.
Kiedy pójdziesz do biura z wypełnionym wnioskiem,
będziesz musiała podpisać oświadczenie. Jeśli pokażesz fałszywe papiery,
zagrozisz własnemu małżeństwu.
To co mam robić?
Masz żyć prawdą. Tak jak zawsze.
Pójdziesz tam z podniesioną głową i pokażesz prawdziwe dokumenty.
Uwierz mi, nikogo nie obejdzie literka "M", kiedy na ciebie spojrzą.
A dostrzegą piękną kobietę i mężczyznę, który ją kocha.
- No nie wiem. - Ciężko to przyznać, ale Matka Teresa ma rację.
Prawda. Nie będą patrzeć na dowód, żeby sprawdzić, czy jesteś kobietą.
Oszaleją na twój widok. A ty spośród nas najbardziej uchodzisz.
Zawsze miałaś na imię Angel, więc jesteś kuloodporna.
Racja.
Dobra, jebać to. Nie mam nic do ukrycia.
- Zjedz coś i utyj dla swojego faceta. - Nie zamierzam stracić depozytu.
Nie możemy posadzić Khanów obok Pendavis. Kiki i Lemar mają na pieńku.
Nie pomyślałam o tym.
Posadźmy ich z Xanią, bo ona i Andre lubią Kiki.
- Super. Kiki z Lulu. - Inaczej będzie mnóstwo...
- Jutro idziemy do biura. - Tak?
Wejdziemy tam, dostaniemy pozwolenie i już. Po prostu będziemy sobą.
Racja. Nie mamy się czego wstydzić.
- Nie mamy. - Muszę lecieć.
- Dokąd? - Mam ostatnią przymiarkę.
Kto się nim zajmie?
Ty.
Nie mogę. Nigdy nie byłam sama z dzieckiem.
Jesteś urocza, kiedy się denerwujesz. To tylko dzieciak. Nie przejmuj się.
- Pa, Beto. - Pa, Papi.
Chcesz wody?
- Chcę Papi'ego. - Zaraz przyjdzie. Obiecuję.
Beto, nie biegaj. Nareszcie.
Uspokój się!
Nie wytrzymam. To nie na moje nerwy.
- Ratuj mnie przed nim. - To tylko dziecko.
Coś jest z nim nie tak. Może ma jakieś problemy psychiczne.
- Przez śmierć matki. - Nic mu nie dolega.
- Cześć. Jestem Blanca. - Hej, Blanca.
Miło cię poznać. Chodź, pokażę ci coś.
Pomyślałam o tobie, kiedy zobaczyłam to.
Angel powiedziała, że lubisz "Power Rangers" i oglądasz za każdym razem. To prawda?
- Tak. - To też mój ulubiony serial.
- Który jest twoim ulubionym? - Czarny, Zack. Znam jego ruchy karate.
Poważnie? Więc weź to do łazienki, a kiedy wrócisz pokażesz nam, co potrafisz.
Dobry plan? Paluszkowa przysięga. Przybij piątkę. Trzymaj.
Chyba używasz jakiś czarów. Mnie nigdy tak nie słucha.
To żadna magia, tylko rodzicielstwo. Wymaga cierpliwości i praktyki.
- Czyli nie nadaję się na matkę. - Nieprawda. Będziesz świetną matką.
Pamiętasz początki naszego Domu? Co ci wtedy powiedziałam?
Że jak wygram trofeum, nie będę musiała sprzątać.
Nie. Powiedziałam ci, że będziesz moją dziedziczką.
Ze kiedyś będziesz mieć własny Dom. I że wychowasz swoje dzieci.
Przeskoczyliście moje przepowiednie. W życiu nie pomyślałabym, że ty i Papi będziecie rodzicami.
I że wychowacie dziecko tak, jak należy.
Ten chłopiec to skarb i jest twój.
Boję się.
Nie chcę tego spieprzyć.
Dopóki nie spotkałam ciebie i Elektry, nikt się mną nie zajmował.
Ojciec nie przyjdzie na ślub.
Posłuchaj.
Przykro mi, że twoi rodzice nie widzą tego, jakim jesteś darem.
Mimo tego...
jesteś tu.
I dostałaś tyle darów. Papi'ego i Beto.
- Ma szczęście, że zostałaś jego mamą. - Tak myślisz?
Dają ci słowo.
Czas na Morphin!
Chodź tu.
Przygotował się.
Kto ci dał pozwolenie na tak piękny wygląd?
- Cześć, skarbie. - Jak tam?
Gdzie twój garnitur? Miałeś go odebrać przed ślubem.
- Myślałem, że go odwołali. - Powiedziałam ci, że przywrócili.
Masz mnie za kretynkę? Znowu jesteś upalony.
- Nie będę się z tobą użerał. - I gdzie pójdziesz?
- Nie chcę słuchać twojego jazgotu. - Skarbie, czekaj chwilę.
Spójrz. Elektra dała nam to, żebyśmy zbudowali sobie życie.
Dobrze mi było w dawnym miejscu. Nie prosiłem o to burżujskie mieszkanie.
Nie.
Nie możesz tu ćpać. Przysięgłam sobie, że będę czysta.
Że skończę z tym gównem.
Nie mogę skończyć jak Candy.
Kocham cię. Naprawdę. Ale siebie muszę zacząć kochać bardziej.
- Tak po prostu? - Tak. Albo jesteś czysty, albo wynocha.
Dobra.
Nie zapomniałeś czegoś?
Moje klucze.
Żałosny dupek.
- Wtopmy się. - Do dzieła.
Zapraszam.
- Witam. Jak leci? - Dobrze.
- Potrzebny nam akt małżeństwa. - Musicie najpierw wypełnić wniosek.
Już wypełniliśmy.
- Ułatwicie mi dziś pracę. - O to chodziło.
Chodzimy ze sobą już trzy lata i chcemy się pobrać.
- Rozumie pani. - Owszem. Esteban, masz dowód?
Tak.
Proszę.
- Jeszcze Angel. - Mamy jej paszport.
Jedziemy na miesiąc miodowy do uzdrowiska. Nie byłem tam od dzieciństwa.
- Jesteś z Dominikany? - Oczywiście.
- Jak mógłbym nie być? - Wybacz.
Nie możemy teraz jechać, bo syn ma przedszkole.
Chłopiec. To błogosławieństwo. Ile ma lat?
Pięć. Ma imię po tatusiu. Proszę spojrzeć na słodziaka.
- Dopiero co ostrzyżony. - Jaki przystojniak.
Dziękuję. Latem jedziemy do Disneylandu.
Rodzinna przygoda. Prawda, skarbie?
- Uwielbiamy oglądać filmy Disneya. - Brzmi fajnie.
Prawie to przegapiłam.
Musisz tu podpisać.
I gotowe.
- Gratulacje, państwo Martinez. - Dziękujemy.
Udało się.
Stój spokojnie.
Ciągle się wiercisz.
- Schudłaś? - Muszę być piękną matką panny młodej.
Po to nie musisz się bardzo starać.
Zastanawiałam się, jak ci się odwdzięczę.
- Nie jesteś mi nic winna. - Jestem.
- Co to? - Zaprojektowałeś mi sukienkę, więc jak też postanowiłam coś zrobić.
Na miejsce pamięci.
Idealny.
- Kocham cię, Pray. - Ja ciebie też.
To kula dyskotekowa?
- Tak. - Zapomniałem.
Żyj + Pracuj + Pozuj Pray Tell 1945-
Spójrz na to bogactwo.
- W stylu starego Nowego Jorku. - Mam to gdzieś. Ważne, co będzie w menu.
- Ile Elektra na to wydała? - Kto wie?
Słowa "budżet" nie ma w jej słowniku.
Tu się chowasz. Idziemy do apartamentu.
Po co tu siedzieć, skoro Elektra płaci z obsługę?
Tu jest tak drogo, że będą musieli poprosić Betty Ford o wsparcie.
Pray, jest popołudnie. Po co ci te okulary?
Kurwa.
Nic nie może was odciągnąć od radości, która zaraz na nas spadnie.
Przyda mi się wsparcie przy zejściu z ołtarza,
ale nie muszą wiedzieć, dlaczego. Słyszycie?
Ani mi się waż.
Dziś jest dzień Angel i Papi'ego. Zrozumiano?
- Tak. - Dobrze.
- Co tam masz? - Moją przysięgę.
Czym się denerwujesz? Angel ciągle się przechwala,
jak jej słodzisz.
W tym problem. Muszę to przebić.
To ślubne przyrzecznie. Moje najważniejsze słowa do niej.
- Podniosłeś poprzeczkę zbyt wysoko. - Dokładnie.
Wyjdź poza ramy. Spróbuj czegoś nowego.
Zaskocz ją.
- Chodźmy na górę. - Jeszcze moment.
Trzy najlepsze whiskey i sok żurawinowy dla abstynenta.
Chcę wam coś powiedzieć. Po pierwsze, dzięki, że przyszliście tu dziś, bo...
Proszę cię. Już dawno zakopaliśmy topór.
- Życie jest zbyt krótkie. - Amen.
Po drugie... zauważyliście, że mało dziś gości od pana młodego.
Latynosi dużo mówią o tym, jak ważna jest rodzina,
ale też, że trzeba trzymać się swojej rasy.
Ludzie, którymi zazwyczaj się otaczałem, nigdy nie tworzyli takich zasad.
Nie miałem nikogo, kto by się za mną wstawił.
Aż poznałem was.
Jesteście gejami i świat ma was za podludzi.
Ale to wy nauczyliście mnie, jak być mężczyzną.
Jesteście prawdziwymi facetami.
Bo trzeba być twardym, żeby kochać kogo się chce,
podczas gdy świat mówi wam, że coś jest z wami nie tak.
I... nie mógłbym należycie pokochać Angel
bez wskazania mi przez was drogi i zaakceptowania mnie.
Bardzo was kocham.
Dzięki, że jesteście moimi braćmi. Zdrowie.
Mam dla ciebie mały gadżet.
I dla ciebie.
- Dla ciebie też... - Stąd je czuję.
- Albo nie, bo sam wiesz... - Ale ja chcę. Ty nie powinieneś palić.
Piękna.
- Wyglądasz odlotowo. - Wprost olśniewająco.
Jeszcze trochę połysku.
Jeszcze trochę blasku, a Papi pomyśli, że idzie na przystań zarobić na wesele.
A teraz, droga Angel, tradycji musi stać się zadość. Panna młoda dostanie
coś pożyczonego, coś błękitnego,
coś starego i coś nowego.
Podasz mi rękę? Chodź.
Mówią, że te przedmioty przynoszą szczęście, dobrobyt i wieczną pomyślność.
Każda z nas chce ci coś dać. Ja pierwsza.
Książka kucharska mojej mamy.
To coś starego.
W dzieciństwie uwielbiałam gotować z mamą.
Posiłki nas łączyły, bo jedzenie to miłość.
Wykorzystaj te przepisy,
żeby mogły napełnić żołądki i dusze twojego męża,
dziecka i tych, których kochasz.
Nie chcę ci zepsuć makijażu, bo jest przepiękny.
A teraz coś nowego.
Barneys?
Mój Boże.
Kiedy uciekłam z domu, nie miałam grosza przy duszy.
Miałam na sobie jedynie ubrania. Spędzałam zimne noce na przystani.
Drżałam, marząc o życiu, na jakie zasługuję.
Oszczędzałam każdego zarobionego dolara.
Nie miałam mebli w moim mieszkaniu, kiedy kupiłam u nich pierwsze futro.
Futro z norek w kolorze kości słoniowej. Ogrzewało mnie i dawało wygodę.
Przypominało mi, że jeśli odważę się podążać za marzeniami,
i będę ciężko pracować, żeby je spełnić, nigdy nie będę biedna.
Niech to futro przypomina ci, że zasługujesz na wszystko to,
co świat ma do zaoferowania. Kocham cię, skarbie.
Bardzo cię kocham.
Dziękuję.
- Moja kolej. - O rety.
- Angel. - Tak?
Jesteś nieustraszona, lojalna,
i niezwykle mądra.
Kiedy Candy zmarła, byłaś przy mnie.
Pomagałaś mi i mogłam się wypłakać na twoim ramieniu.
Kiedy zaczęłam brać, nigdy mnie nie osądzałaś,
choćbym była w najgorszej rozsypce.
Żyjąc po swojemu pokazałaś mi życie, na jakie zasługuję.
Dziękuję za inspirację i wskazanie mi drogi.
Dlatego chciałam, żeby to było coś pożyczonego.
Wiem, że to niewiele.
- Lulu. To twoja moneta. - Tak.
Wspaniała. Jestem z ciebie taka dumna.
Wiem, jak ciężko na nią pracowałaś.
Moja droga córko, ja też jestem z ciebie dumna.
- Kocham cię, Lulu. - Ja ciebie też, matko.
Coś błękitnego.
Candy.
Ten młotek...
sporo w życiu widział, dziecko.
Historie, które można opowiedzieć.
Niech przypomina ci...
że prawdziwa kobieta broni się z całej siły.
- Nie mogę go wziąć. - Możesz i weźmiesz.
Dominikańczycy mają niewyparzone buźki. Kiedy Papi nabroi,
palnij to tym. Pokaż mu, kto jest panią domu.
Chroń siebie...
swoich bliskich...
i naszych.
To niesprawiedliwe.
Ja mogę spełniać marzenia...
Posłuchaj. Poczucie winy to tylko strata czasu.
Weź się w garść i żyj.
Wyjdź za tego chłopaka. Wychowaj dziecko i zrób wszystko,
co masz do zrobienia w życiu.
- Obiecujesz? - Tak.
Bycie częścią was to olbrzymie szczęście.
- Kocham was. - My ciebie też.
Zanim tam pójdziesz...
Stojąc tutaj prosimy, żebyś chronił naszą Angel
i położył pieczęć na jej sercu, kiedy stanie się żoną i matką.
Strzeż ją i Papi'ego a także pobłogosław ich związek.
Niech rodzina, którą stworzą, będzie bezpiecznym miejscem.
Niech nigdy nie biorą niczego za pewnik.
I niech świat będzie lepszy, bo wybrali ścieżkę miłości.
Amen.
- Gotowa? - Tak.
Wychodzisz za mąż!
- Wyglądasz pięknie. - Dziękuję, Papi.
Usiądźmy.
Zebraliśmy się tu dziś, żeby świętować małżeństwo
Angel Vasquez i Estebana Martineza.
Aby poprowadzić ich ku wspólnej przygodzie,
w której będą dzielić radość i smutki oraz towarzyszące im wyboje i zakręty.
Zostaliście zaproszeni, ponieważ zajmujecie specjalne miejsce w ich życiu.
To do was zwrócą się, kiedy będą przeżywać trudne chwile.
Przypomną wam wtedy, że to dziś byliście świadkami tworzącej się więzi.
Ta ceremonia to nie tylko oni. To także my.
Wasza obecność to dowód oddania. Proszę was o deklarację,
żebyście pomogli im, kiedy zajdzie taka potrzeba.
Pytam was, czy to zrobicie?
Tak!
Niech ktoś powie "amen".
A teraz, świadomi tej deklaracji,
Angel i Papi podzielą się z wami swoimi ślubami.
Dojście do tego miejsca kosztowało wiele trudu.
Bez ciebie nigdy by mi się to nie udało.
Nawalałam wiele razy, a ty nie odszedłeś, choć dawałam ci ku temu powód.
Jestem najlepszą wersją siebie, bo chcę być żoną, na jaką zasługujesz.
Dałeś mi spokój, jakiego wcześniej nie miałam.
Jesteś moim najlepszym przyjacielem, największym wsparciem i opoką.
Wiele nocy zastanawiałam się, czy mogę cię poślubić.
Czy mogę być twoją żoną.
Bo nigdy nie wiedziałam, jak wygląda prawdziwa miłość.
Moi rodzice nie mieli pojęcia, co robią.
Zostawili mnie samą.
Bardzo długo byłam sama.
Smutno mi, że nie ma ich tu dziś, ale spójrz, kto jest.
Zawsze myślałam, że jestem skazana na porażkę,
ale teraz wiem, że zostałam pobłogosławiona.
Oboje zostaliśmy, bo jest na tej sali mnóstwo przykładów bezwarunkowej miłości.
Dziś obiecuję,
że będę cię podnosić, kiedy upadniesz,
chronić cię, i będę najlepszą matką, jaką mogę być dla naszej rodziny.
I obiecuję nie zapomnieć, że jesteś moją nagrodą.
Największą nagrodą, kochany.
Słowa tego nie wyrażą, ale przez resztę życia pokażę ci, jak bardzo cię kocham.
Estebanie, tym pierścionkiem biorę sobie ciebie...
za męża i nie opuszczę cię aż do śmierci.
Droga Angel, skarbie.
Wybaczcie, że nie wyglądam dziś wyjściowo.
Widzę pytania w twoich oczach. Wiem, co się dzieje w twojej głowie.
Ale wiedz, że znam swoje serce i będę stał przy tobie latami.
Będziesz płakać tylko ze szczęścia. Choć popełniam błędy, nie złamię ci serca.
- Recytuje piosenkę "I swear"? - Nie wiem.
Nie mogę tego zrobić.
Papi.
Co się dzieje?
O co chodzi?
Dasz radę.
Przysięgam
Na księżyc i gwiazdy na niebie
Będę tu
Przysięgam
Będę jak cień Który jest obok ciebie
Będę tu
Na dobre i na złe Dopóki śmierć nas nie rozłączy
Będę cię kochał Z każdym uderzeniem mojego serca
Przysięgam
Że dam ci wszystko Co tylko mogę
Zbuduję twoje marzenia Tymi rękami
Zapiszemy nasze wspomnienia Na ścianach
I kiedy będziemy razem
Nie będziesz musiała pytać Czy nadal mi zależy
Bo choć czas płynie
Moja miłość się nie zestarzeje
Przysięgam
Na księżyc i gwiazdy na niebie
Będę tu
Przysięgam
Będę jak cień Który jest obok ciebie
Będę tu
Na dobre i na złe Dopóki śmierć nas nie rozłączy
Będę cię kochał Z każdym uderzeniem mojego serca
Przysięgam
Dawaj, Papi.
Przysięgam Na księżyc i gwiazdy na niebie
Będę tu
Przysięgam
Będę jak cień Który jest obok ciebie
Będę tu
Na dobre i na złe Dopóki śmierć nas nie rozłączy
Będę cię kochał Z każdym uderzeniem mojego serca
Przysięgam
Tą obrączką...
biorę sobie ciebie...
za żonę.
I nie opuszczę cię aż do śmierci.
Nie mam nic do dodania. Pocałujcie się.
Ogłaszam was mężem i żoną.
Jedziemy do Disneylandu!
- Co jest? - Chyba nie sądziłeś, że o tobie zapomnę?
Śmiało. Przed wami rodzinna podróż.
Strasznie was kocham.
Mamo, udało mi się. Patrz na to.
- To twoja rodzina? - No. Przyjechaliśmy na miesiąc miodowy.
Nieźle. To moja.
- Piękna rodzina. - Nie ma nic lepszego.
To prawda.
Święte słowa.
- Chodź, tato. - Miłego dnia.
Tatuś już idzie.
Jak leci?
Wielkie nieba.
- Sami go zbudowaliście? - Ja z mamusią.
Patrz, Papi. Tam jest napisane "Angel, Beto i Papi".
Widziałem.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.