All language subtitles for La.Bonne.Epouse.MN

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Jeszcze niedawno wi臋kszo艣膰 dziewcz膮t wyrasta艂a na idealne 偶ony i matki.

Przysz艂e gospodynie kszta艂ci艂y si臋 w blisko tysi膮cu francuskich szk贸艂.

Oto historia Instytutu Van der Becka,

tu偶 przed wybuchem pami臋tnych zamieszek w maju 1968 roku.

Ob艂臋d ogarn膮艂 wtedy ca艂膮 Francj臋, si臋gaj膮c a偶 do B艙rsch,

sielankowej miejscowo艣ci w Alzacji, s艂yn膮cej ze swych winnic i strudli.

Tu zaczyna si臋 nasza opowie艣膰.

- Ile ich b臋dzie? - 18.

O 15 mniej.

- Brzuch mnie boli. - Znowu?

Nie masz gor膮czki. Poka偶 j臋zyk.

Wygl膮da zdrowo. Przepracujesz si臋, Robercie.

Musz臋 ju偶 i艣膰.

- Co na kolacj臋? - Kurczak, jak to pierwszego dnia.

Nie przejmuj si臋 tak, to ci nie s艂u偶y. Zawo艂am twoj膮 siostr臋.

Gilberte?

Gilberte!

Chod藕, ju偶 czas!

Schodzisz?

Tak, ju偶 id臋!

- Musz臋 pani膮 ostrzec. - Przed czym?

- Mamy rud膮. - S艂ucham?

- Mamy rud膮. - S艂ysza艂am. I co?

Nie chc臋 pani denerwowa膰, ale ruda zawsze wr贸偶y k艂opoty.

Daruj.

Chc臋 j膮 wykluczy膰 z zaj臋膰 o higienie, majonezie i trzepaniu bia艂ek.

I z robienia sos贸w. Zwarz膮 si臋.

Na lito艣膰, Mario Tereso, to nie 艣redniowiecze.

Mimo to.

Mog艂abym zawiesi膰 krzy偶 nad jej 艂贸偶kiem.

Odby艂am rozmow臋 z panem Van der Beckiem.

Mamy 15 uczennic mniej ni偶 przed rokiem. Pi臋tna艣cie!

Ruda to nasze najmniejsze zmartwienie.

B臋dzie mia艂a z艂y wp艂yw na reszt臋.

Gilberte, wszystko dobrze?

Dobrze, dobrze.

Nie spyta艂am dzi艣 pani, czy z biodrem ju偶 lepiej?

Wcale nie lepiej, siostro. Wcale nie lepiej.

B臋dzie mnie siostra nosi艂a.

Jeszcze czego.

Gotowe?

Mario Tereso, co do tej rudej...

To nasza pierwsza, prawda? Nie mieli艣my dot膮d 偶adnej?

Nie, nie przypominam sobie.

Obym nie zapeszy艂a.

Dziewcz臋ta, prosz臋 o cisz臋.

Znajdujecie si臋 w powa偶nej i cenionej instytucji.

Zachowujcie si臋 grzecznie i z szacunkiem.

Mo偶emy zaczyna膰? Zatem do dzie艂a.

Wasi rodzice wybrali Instytut Pa艅 Domu Van der Becka.

S艂uszna decyzja.

Sp臋dzimy razem dwa lata, podczas kt贸rych ja i reszta kadry

podejmiemy si臋 trudnego zadania wpojenia wam

siedmiu filar贸w bycia idealn膮 gospodyni膮.

Ku uciesze waszych przysz艂ych m臋偶贸w.

Fuchs, 偶ujesz gum臋.

To nie kawiarnia.

M贸wi臋 teraz do was wszystkich.

Filar pierwszy.

Dobra 偶ona powinna by膰 nade wszystko towarzyszk膮 偶ycia.

A zatem by膰 osob膮 bezinteresown膮, wyrozumia艂膮 i dowcipn膮.

Moim zdaniem, gdyby wi臋cej kobiet by艂o lepszymi 偶onami i matkami,

mieliby艣my dzi艣 mniej rozbitych rodzin i rozwydrzonych, zepsutych dzieci.

Skorzystaliby na tym ich bliscy, og贸艂 spo艂ecze艅stwa oraz 艣wiat.

Dobrze. Teraz kolejny filar.

Filar drugi: gospodyni ma obowi膮zek wykonywa膰 swoje codzienne prace,

jak gotowanie, prasowanie, cerowanie ubra艅 i sprz膮tanie,

bez szemrania i z ca艂kowitym oddaniem.

Fisch, Finck, Fuchs,

Goetz, Gruber, Guth, Herzog...

Filar trzeci: gospodyni dba o domowy bud偶et,

na ka偶dym kroku wypatruj膮c mo偶liwych oszcz臋dno艣ci.

Dobrze zna potrzeby reszty domownik贸w

i przedk艂ada je ponad swoje w艂asne.

Macie by膰 pow艣ci膮gliwe, a nie rozrzutne.

Okrycia na wieszaki.

Przebierzcie si臋 w ciszy.

Filar czwarty:

gospodyni stoi na stra偶y

prawid艂owej higieny osobistej oraz czysto艣ci w ca艂ym domu...

Zawsze zgodnie z ruchem zegara.

...dzi臋ki czemu rodzina cieszy si臋 dobr膮 opini膮

oraz sympati膮 w艣r贸d s膮siad贸w.

Schwartz! Do艣膰 tych obscenicznych 偶art贸w.

Brawo, Ross.

Filar pi膮ty.

Dobra 偶ona pierwsza wstaje i ostatnia si臋 k艂adzie. Jest zawsze czujna.

Jej aparycja, 偶yczliwo艣膰 oraz dobre maniery

sprawiaj膮, 偶e w domu panuje atmosfera zwana "rodzinn膮 aur膮".

M贸wi膮c w skr贸cie: nigdy nie no艣cie tego samego dwa dni z rz臋du.

Filar sz贸sty:

Dobra gospodyni zawsze wystrzega si臋 spo偶ywania alkoholu,

daj膮c dobry przyk艂ad innym - zw艂aszcza dzieciom.

Ale umie przymkn膮膰 oko i by膰 wyrozumia艂a,

gdy jej m膮偶 oddaje si臋 takim uciechom.

Co ten robi nierzadko.

Filar si贸dmy.

Ostatnim obowi膮zkiem dobrej 偶ony jest pomaganie m臋偶czy藕nie w jego pracy.

Zwykle przyjemnej, acz czasem 偶mudnej.

W ty艂 zwrot!

Mowa o obowi膮zku ma艂偶e艅skim.

Je艣li si臋 przy艂o偶ycie, to z up艂ywem czasu

Przestaniecie zwa偶a膰 na to, jaki jest on niewdzi臋czny i nieprzyjemny.

Do艣wiadczenie nauczy was, 偶e to on trzyma ca艂膮 rodzin臋 w dobrym zdrowiu -

fizycznym oraz moralnym.

JAK BY膯 DOBR膭 呕ON膭

Nie mazgaj si臋 ju偶.

Co ci si臋 sta艂o?

Sama nie wie.

Jeszcze dwie minuty!

艢wiat艂a gasimy punktualnie o 20:00.

Nie 艣mia膰 si臋 tam!

Cicho by膰, bo wam spuszcz臋 manto!

Kt贸ra gada w alzackim?

Nie m贸wimy tutaj w alzackim!

A ty dok膮d?

- Umy膰 z臋by. - Dopiero teraz?

I co to za str贸j? M臋ska pi偶ama? Co jeszcze?

- W takiej 艣pi臋 w domu. - Nie jeste艣 w domu. Znasz regu艂y.

Z臋by myjemy rankiem, a 艣pimy tylko w koszulach nocnych.

Dziewczyna w pi偶amie...

- Mama w takiej 艣pi. - I jeszcze pyskuje!

Regu艂y obowi膮zuj膮 was wszystkie, bez wyj膮tk贸w. Pog贸d藕 si臋 z tym.

- Mog臋 zrobi膰 siusiu? - S艂ysza艂a艣 dyrektork臋.

Chodzimy si臋 za艂atwia膰 tu偶 po kolacji, a w nocy - do nocnika!

Jest za ma艂y, siostro.

Jeden nie wystarczy na czw贸rk臋. Przeleje si臋.

Siostro, pu艣膰 nas na siusiu, prosimy.

Nie wytrzymamy!

Matko Boska, Jezusie 艢wi臋ty, co za s艂abe p臋cherze!

Siostro, siusiu!

Zamilkniecie wreszcie?! Cisza!

Cicho, bo obudzicie pani膮 dyrektor!

Dobra, ju偶 dobra.

Pojedynczo.

Ostatnia spuszcza wod臋. S膮 obostrzenia.

W pantoflach, prosz臋. W pantoflach!

Robbi?

My艣lisz, 偶e de Gaulle si臋 wyka偶e?

Po ca艂ej tej awanturze z Algieri膮...

Co pisz膮 w gazecie?

Co robisz?

Teraz poci膮ga ci臋 polityka?

AMERYKA艃SKI ZWYCZAJ: OPALANIE SI臉 TOPLESS

Tak, oczywi艣cie.

Mog臋 nawet p贸j艣膰 g艂osowa膰.

Prosz臋: w Besan莽on strajk robotnik贸w, a w Strasburgu - lewicowe zwi膮zki

nawo艂uj膮 do bojkotu zmian w ustawie dotycz膮cej funduszu pomocy spo艂ecznej.

Zadowolona?

Ta zaraza si臋 rozprzestrzenia. Ju偶 do nas pukaj膮.

Kto?

Nie strugaj g艂upiego. Komuchy, a kto?

Komuchy? Niby kto?

A potem wezm膮 si臋 za nas. Przerobi膮 nasz膮 szko艂臋 na ko艂choz.

Co ty opowiadasz?

Rozp臋ta si臋 piek艂o, m贸wi臋 ci! Tylko czekaj, a偶 wlez膮 ci do 艂贸偶ka.

Mo偶e, ale tymczasem... to ciebie zapraszam, p膮czusiu.

No ju偶, w podskokach.

No nie, zn贸w to samo! Robi to specjalnie!

Co noc te same ha艂asy! Id藕 z ni膮 pom贸wi膰.

- Teraz? - Tak, teraz!

Zachowaj si臋 czasem jak g艂owa rodziny.

W samotno艣ci brodz臋

Ciszy tej nie znios臋

Sama po艣r贸d 艣niegu

Gdy偶 nie ma ci臋 przy mnie

I jak偶e mi z tym 藕le

艢nieg t艂umi m贸j ogie艅

C贸偶 ja ze sob膮 zrobi臋

To ty.

- Gilberte. - Co?

Z艂o艣cisz Paulette. Prosz臋, zlituj si臋.

Widzisz? Umiem tupn膮膰.

Co tym razem?

Darujmy sobie dzisiaj, dobrze?

Pierwszy dzie艅 zaj臋膰, zrozum.

Ty te偶 si臋 po艣wi臋膰. Jestem wyczerpana.

Zostaw.

Przecie偶 sama m贸wisz, 偶e to zdrowe.

I odci膮ga od zmartwie艅.

Dobrze.

Byle szybko.

Wchodzi i wychodzi przez ma艂膮 dziurk臋.

- Kto to? - Nitka.

- M贸j wujek. - Kt贸ra to?

Masz mnie za g艂upi膮, Fuchs? Nie urodzi艂am si臋 wczoraj.

Nie przetrwasz tygodnia, Des-Deux-Ponts.

Posagowa po艣ciel to paszport Do wielkiego 艣wiata. Wiecie dlaczego?

Bo kobieta bez niej to kobieta bez przysz艂o艣ci.

Dlatego w艂a艣nie nale偶y w艂o偶y膰 w ni膮 du偶o pracy...

i ca艂e serce.

Je艣li istnieje dzie艂o, kt贸rego kobieta musi dokona膰 przed 艣lubem...

to w艂a艣nie po艣ciel.

Ziegler, leniuchu, wzi臋艂a艣 stanowczo za du偶o nici.

Bierz przyk艂ad z Wolf. Poka偶 jej, ile nale偶y wzi膮膰.

Bo czy偶 jest co艣 rado艣niejszego, ni偶 u艂o偶enie si臋 pierwszej nocy

razem z przysz艂ym ojcem waszych dzieci

na nieskazitelnym prze艣cieradle, na kt贸rym wasze inicja艂y wyszy艂y...

wasze zwinne r膮czki?

Co ty zn贸w wyrabiasz?

To nie tw贸j inicja艂. Sk膮d "C"?

呕artujesz sobie? Nie nazywasz si臋 Des-Deux-Ponts?

Nie 艣mia膰 si臋. Wyja艣nisz mi, co ty knujesz?

Nigdy nie wyjd臋 za m膮偶.

Co ty powiesz. Dlaczego?

- Bo nie wierz臋 w ma艂偶e艅stwo. - Nie?

Zatem w co?

- W mi艂o艣膰. - Oj, mi艂o艣膰...

Nie zadzieraj nosa. S膮dzisz, 偶e jeste艣 lepsza od nas?

Znajdziesz m臋偶a i si臋 sko艅czy.

Zapami臋tajcie.

M臋偶a nie zawsze si臋 wybiera. A ta, kt贸ra si臋 nie stara...

sko艅czy jako panna stara.

Wyobra藕cie sobie, 偶e znajdujecie si臋 w okr臋gu Forbach.

艢cian臋 zdobi zdj臋cie Genera艂a w艣r贸d flag.

To samo, kt贸re jest na 艣cianie w ratuszu.

Nad kominkiem stoi popiersie Marianny,

a z sufitu zwisa ogromny kryszta艂owy 偶yrandol,

pochodz膮cy ze s艂ynnej huty szk艂a Saint-Louis. Ca艂y b艂yszcz膮cy.

W pomieszczeniu siedzi 偶ona subprefekta wraz z ma艂偶onkiem.

I daje wam znak.

Dost膮pi艂y艣cie ogromnego zaszczytu podania pa艅stwu herbaty.

Teraz otw贸rzcie oczy.

Kt贸ra mia艂aby ochot臋 spr贸bowa膰?

Mo偶e ty, Fuchs? Pracujesz w bran偶y, pewnie masz wpraw臋.

Herbata w kawiarni?

W偶yciu.

Nala艂aby艣 mimo to?

Nie szuraj.

Kt贸ra opowie mi, co zrobi艂a nie tak? Ziegler?

- C贸偶... - Tak?

Narozlewa艂a.

Co poza tym? No dalej, zbud藕cie si臋!

Schwartz?! Jak zawsze w tyle... Des-Deux-Ponts!

Z pewno艣ci膮 pija艂a艣 herbat臋 w waszym dworku, czy偶 nie?

Nie藕le jej posz艂o, jak na pierwszy raz.

艁adnie kryjesz kole偶ank臋, brawo.

Poka偶臋 wam, co posz艂o nie tak.

Fuchs trzyma艂a imbryk jak dzban wody.

To si臋 nie godzi! Go艣cimy u subprefekta, a nie w stodole.

Sztywniak jaki艣 i tyle.

Na miejsce.

Sp贸jrzcie na mnie. Przypatrzcie si臋,

w jaki spos贸b herbat臋 nalewa osoba szukaj膮ca miejsca w 艣wiecie.

Kiedy艣 mi podzi臋kujecie.

Cebula! Dajcie cebul臋.

Albane?

Kt贸ra mi powie, co mam w r臋ku?

Czarne porzeczki? Dobrze?

Czarne porzeczki w pa藕dzierniku? Dobre sobie, Goetz.

- 艢rut. - Lito艣ci.

艢rut to masz w zadzie.

Tam grzeba膰 nie chc臋.

Ja艂owiec, prosz臋 pani.

Dobrze, Des-Deux-Ponts! Jagody ja艂owca.

I wiecie, co z nimi zrobi臋?

Wrzuc臋 do sosu!

Poniewa偶 sos, moje drogie, to nie tylko sos.

To sekret waszego serca.

Przyrz膮dzaj膮c kr贸lika dla swojego m臋偶a,

zawsze pami臋tajcie by doda膰 co艣 od siebie.

Jaki艣 drobiazg, kt贸ry prze艂o偶y si臋 na znacznie wi臋cej.

Dlatego m贸wi si臋 "kocha膰 si臋 jak kr贸liki"?

Dajcie spok贸j z tymi 艣wi艅stwami.

Przynie艣cie mi butelk臋 sznapsa.

Tak si臋 sk艂ada, 偶e potrawka z kr贸lika to ulubione danie pana Van der Becka.

Dlatego zawsze pami臋tam,

by obficie pola膰 mi臋sko sznapsem,

i doprawi膰 sos, w kt贸rym pan Van der Beck umoczy...

Pyry. Id藕cie po pyry.

Wiecie, co m贸wi moja mama?

呕e kiedy艣 nie b臋dziemy podlega膰 m臋偶czyznom.

Twoja mama?

Gdy moja ma do艣膰 zajmowania si臋 domem, grozi, 偶e zostanie feministk膮.

- 呕e kim? - Feministk膮.

- Kto to? - Kobiety chc膮ce r贸wnych praw.

O raju.

Brat m贸wi, 偶e wszystkie maj膮 w膮sy i kud艂ate nogi.

Wyobra偶acie sobie, by faceci gotowali i przewijali dzieci?

Zniewaga!

Kojarzycie prezenterk臋 z telewizji, Anne-Marie Peysson?

Nie mamy telewizora.

Przyjd藕 kiedy艣 do kawiarni.

Guy Lux... Wiecie, kto to?

Prowadzi kana艂 muzyczny na jedynce.

Domaga si臋, 偶eby przesta艂a pracowa膰. Wiecie dlaczego?

- Bo jest w ci膮偶y. - O raju.

Godzisz si臋 z tym? Matka m贸wi, 偶e tak nie wolno. Jest feministk膮?

Co robicie w ogrodzie bez nadzoru?

- Pani Gilberte kaza艂a. - Wys艂a艂a nas tu.

Wykopujemy pyry.

Co za paskudne s艂owo!

Masz na my艣li ziemniaki?

Pani pozwoli, ja si臋 tym zajm臋.

Na pewno niczego nie zapomnia艂y艣cie?

Rozejrzyjcie si臋 woko艂o.

Zapomnia艂y艣cie o czym艣 r贸wnie istotnym jak ziemniaki.

O czym艣, co ogr贸d daje niemal偶e za darmo.

O czym艣, co uraduje waszego m臋偶a i ozdobi ka偶de wn臋trze,

nawet to najskromniejsze.

Dziewcz臋ta.

B臋d臋 to powtarza艂a do skutku.

Zawsze jest miejsce na par臋 kwiat贸w.

Jeste艣cie nie tylko paniami domu, ale i gospodyniami.

Krwawisz. Siostro!

Odchyl g艂ow臋.

Ostro偶nie, zaplami okrycie.

Krwawi膮ca ruda...

Id藕 si臋 umy膰 na zapleczu.

Apteczka jest przy piecu grzewczym!

- Krwawi膮ca ruda... - Co mamroczesz?

Z艂a wr贸偶ba...

Je艣li si臋 zachlapie, przemyjcie ch艂odn膮 wod膮! Ch艂odn膮!

- Gdzie te pyry? - Id膮.

- A jej co? - Krwawi z nosa.

Odchyl g艂ow臋. Poradzimy sobie.

Masz. Tw贸j kaftan!

- Van der Beck mnie zabije! - Bez obaw.

- Pr臋dzej. - Nie schodzi.

Dosta艂am go od twojej mamy.

Da ci nowy, 偶aden k艂opot.

Dobra.

Wk艂adaj.

- A ty? - M贸j jest suchy.

- Dalej leci? - Chyba nie.

Co jest? Co tak na mnie patrzysz?

Wariatko!

Pob艂ogos艂aw, Panie, ten posi艂ek, i nakarm tych, kt贸rym go brak.

Amen.

Jeste艣 wreszcie. Gdzie si臋 podziewa艂a艣?

Damski k艂opot.

Usi膮d藕. I zapnij kaftan.

呕yjesz?

Potrawka z kr贸lika.

Wystarczy, Gilberte, dzi臋kuj臋.

Nie m贸w, 偶e pogardzisz 艂adnym udkiem.

A teraz sos.

Doda艂am ja艂owca i pola艂am mi臋sko sznapsem.

Nie! Jak was uczy艂am?

Ramiona po bokach!

Je艣li chcecie je艣膰 jak damy,

podno艣cie k臋sy i podawajcie je sobie do ust. Nie nagarniajcie!

Sp贸jrzcie, jak je pan domu.

Ziegler, widelec to nie 艂opata!

Siedzie膰 prosto i zamkn膮膰 usta, jak 偶ujecie. Zamkn膮膰!

Schwartz, co ja m贸wi臋?

Co tu robisz?

A bo co?

Bogate zwykle id膮 na studia.

Za co siedzisz z biedot膮?

A ty dlaczego?

Rodzice p艂ac膮 ju偶 za studia brata, wi臋c mnie wys艂ali tutaj.

- Brat co studiuje? - Prawo, w Strasburgu.

- A ty? - Wiesz, co chcesz robi膰?

Ja?

Otworz臋 w Strasburgu salon pi臋kno艣ci. Matka woli, bym przej臋艂a kawiarni臋.

- Rw臋 sobie przez ni膮 w艂osy. - Wida膰.

A ty?

- Ja? - Tak, ty. Co chcesz robi膰?

Ja tam robi臋, co mi ka偶膮.

Dlaczego wyszy艂a艣 na zaj臋ciach "C", a nie sw贸j inicja艂?

- To imi臋 ukochanej osoby. - Nie m贸wi艂am ci.

艢lub z Jean-Yvesem odb臋dzie si臋 w maju.

- Tw贸j ojciec ci臋 zmusi艂. - Nie oceniaj mojego.

Tw贸j nas wykorzystywa艂.

Robercie!

- D艂awi si臋. - Klepnijcie go.

Kostka kr贸lika stan臋艂a mu w gardle.

- Zdejmij krawat. - Wypluj j膮, Robercie!

Biedak w艂a艣nie nie mo偶e!

Fuchs, ty umiesz obs艂ugiwa膰 telefon. Wezwij pomoc, pr臋dko!

Robbi!

S艂yszysz?

B艂agam ci臋, odpowiedz!

Drodzy bracia, drogie siostry.

W tym oto miesi膮cu listopadzie,

w kt贸rym wszystko przypomina nam, i偶 lato musi dobiec ko艅ca,

nasz Pan postanowi艂 wezwa膰 do siebie naszego brata, Roberta.

Roberta, kt贸ry, podobnie jak ojciec August oraz dziadek Ernest,

po艣wi臋ci艂 ca艂e 偶ycie szerzeniu edukacji oraz moralno艣ci.

Edukacji nie byle jakiej.

Co?

Albowiem nade wszystko chcia艂 pomaga膰 dziewcz臋tom

odnale藕膰 swoje miejsce w 艣wiecie.

Wznie艣膰 si臋 wy偶ej, zar贸wno w wymiarze duchowym, jak i w codziennej pracy.

Ile dusz b艂膮dzi艂oby dzi艣 bez celu, gdyby nie on?

Dzi艣 nasz brat Robert

zostawia za sob膮 偶on臋 oraz siostr臋, pogr膮偶one w 偶a艂obie.

呕yczmy im, aby zwalczy艂y przeciwno艣ci

i odnalaz艂y, mimo tak wielkiego nieszcz臋艣cia, si艂臋,

kt贸ra pozwoli im przetrwa膰 w domu bez m臋偶czyzny.

Ku Tobie, Bo偶e m贸j

Ku Tobie wzwy偶

Przez ci臋偶ki 偶ycia zn贸j

Przez trud i krzy偶

Cho膰 mi w艣r贸d 偶ycia dr贸g

Zag艂ad膮 grozi wr贸g

Ku Tobie, Bo偶e m贸j

Ku Tobie wzwy偶

Jak ma na imi臋? D艂ugo si臋 znacie?

- W zasadzie od dziecka. - Tak?

Robili艣cie to?

Prawie.

Czekajcie!

Nie idziesz wybra膰 sukni 艣lubnej?

Mog臋 p贸藕niej.

Narzeczony ci臋 z nami pu艣ci?

To chod藕!

Ruszaj si臋!

Oran偶ada czy lemoniada?

Patrzcie.

Teraz ty.

Ostatnia nie je karmelka!

Radio RTL, 15:05.

Odpowiada M茅nie Gr茅goire.

Odpowiada M茅nie Gr茅goire.

Val茅rie B. z miejscowo艣ci Limoges pyta, dlaczego nie orgazmuje z m臋偶em.

Ale nudy. Zmie艅 stacj臋.

Martwi j膮 fakt, 偶e podczas stosunku nic nie czuje.

M艂odej 偶onie trudno odczuwa膰 przyjemno艣膰,

gdy wci膮偶 nie zna swojego cia艂a.

Cz臋sto wini臋 za to obecne wychowanie, gdy偶 kobiety od dzieci艅stwa

nie uczy si臋 bada膰 granic swojej seksualno艣ci i zmys艂owo艣ci.

Dlatego radzi艂abym Val茅rie zacz膮膰 d膮偶y膰 do przyjemno艣ci samodzielnie,

nim p贸jdzie jej szuka膰 z partnerem.

Nale偶y zrozumie膰, 偶e masturbacja to nic wstydliwego...

呕e co?

- Co? - To co艣 na "M".

...bywa niezb臋dna dla wsp贸lnej przyjemno艣ci.

Wiele dziewcz膮t nic nie wie o swoich 艂echtaczkach

ani o doznaniach, jakich dostarczaj膮.

Ale ohyda.

Musimy zrozumie膰, i偶 jest rok 1967.

Skoro kobiety z pomoc膮 pigu艂ki mog膮 decydowa膰, kiedy zajd膮 w ci膮偶臋,

oraz cieszy膰 si臋 swoj膮 seksualno艣ci膮 bez obawy zap艂odnienia,

wolno im tak偶e dowolnie zmienia膰 partner贸w.

Ch艂opaki te偶 maj膮 艂echtaczki?

Ja swoj膮 widzia艂am.

Serio?

Jaka jest?

Zobacz sobie.

Zwariowa艂a艣?

Poka偶esz Jean-Yvesowi, gdzie celowa膰.

- Masz. - Ja widzia艂am.

Yvette?

- No zerknij. - Ja nie mam.

Jak to nie masz?

Nie mam i ju偶. Nie chc臋 si臋 nikomu t艂umaczy膰.

Szkoda. Nie wiesz, co ci臋 omija.

- Masz. - Dzi臋ki.

Pal.

Poprosi艂a mnie dziewczyna, bym zagwizda艂 ze szczyt贸w g贸r

Bym zaczeka艂 w艂a艣nie na ni膮 z mym bukietem dzikich r贸偶

Wi臋c wdrapa艂em si臋 na szczyt, I gwizda艂em ile si艂

Lecz ona przyj艣膰 nie raczy艂a, cho膰 swe s艂owo da艂a mi

Corinne?

Co si臋 sta艂o?

Chod藕. No chod藕.

Nie uciekniemy od tego. Nie ma odwrotu, Gilberte.

Gwiazdka to 艣wietna okazja.

Nie wyg艂upiaj si臋.

Mog膮 wzi膮膰 du偶膮 walizk臋?

Oczywi艣cie, ale chc臋 j膮 z powrotem.

Pani dyrektor?

Na pewno?

Mario Tereso, ju偶 i tak nam ci臋偶ko.

Skoro zamierzam odda膰 wszystko, to wszystko, co do ostatniej skarpetki.

24 wsp贸lne lata. Wyobra偶asz sobie?

W przysz艂ym roku by艂yby srebrne gody.

Kochany Robert.

Nie zawsze by艂o mi z nim lekko.

Ale tworzyli艣my razem... bardzo zgrany duet.

Nie wybacz臋 sobie tego.

- Nigdy. - Przesta艅.

Zn贸w zaczynasz.

To przeze mnie zgin膮艂.

Nie przez ciebie. To by艂o...

Przeznaczenie. Na pewno.

Wcale nie.

To kr贸lik. M贸j kr贸lik!

Najwa偶niejsze, 偶e ty i ja...

dobrze si臋 dogadujemy.

Tak?

Odwagi.

A to co?

Co znowu?

- A to? - Co z tym?

Jest nowiutka.

Rzecz jasna. Robert nie gra艂 w tenisa.

I tak odda膰?

Jak my艣lisz?

Ja nie wiem.

- Nie wiem. - Niech zostanie.

Nie mamy kortu.

Co艣 wymy艣lisz! Mamy wi臋ksze zmartwienia.

Dobrze si臋 kry艂.

Jakie s艂odkie. Jakie delikatne.

呕e te偶 nie wiedzia艂am.

Mog艂y艣my je wstawi膰 do szopki.

Sp贸jrz, jakie cudne.

Baranek!

Jaki 艣liczny.

Prze艣liczny jeste艣!

A gdzie Jezusek?

Widzisz Jezuska?

GONITWA

"Ksi臋ga rachunkowa".

Chocia偶 wiemy, 偶e rok si臋 zgadza.

- A to co? - Od komornika.

- Jak to? - Same ponaglenia.

- Ponaglenia do czego? - O matko.

Co znowu?

Kiepsko si臋 czuj臋.

OSTATNIE PONAGLENIE

Mo偶na?

Trudno sta膰 w艣r贸d jego rzeczy. Ca艂kiem jakby tam by艂.

Ma szcz臋艣cie, 偶e go nie ma, bo dosta艂by nie lada bur臋.

Mam dla was bardzo z艂e wie艣ci.

Jeste艣my sp艂ukane.

Naprawd臋 ch臋tnie poprowadz臋!

Niech pani przy艣pieszy.

Szybciej, na Boga.

A teraz wrzuci dw贸jk臋. Dw贸jk臋.

Niech pani wy艂膮czy sprz臋g艂o, skrzynia si臋 zatrze! Dw贸jka!

- Kobieta za k贸艂kiem, tragedia. - Ani s艂owa.

Nie moja wina, 偶e Robert mi nie pozwala艂.

Wola艂abym ju偶 dowiedzie膰 si臋, 偶e mnie zdradza艂,

ni偶 偶e zrujnowa艂 nas, obstawiaj膮c gonitwy.

Ja te偶.

Teraz tr贸jka.

Trzeci bieg.

Ile wynosi ten d艂ug?

22 tysi膮ce.

- Starych czy nowych frank贸w? - W艂a艣nie, kt贸rych?

Szanowne panie zapomnia艂y, 偶e nowe s膮 ju偶 od siedmiu lat?

B膮d藕偶e wyrozumia艂a.

To jasne, 偶e skoro nie wpuszcza艂 偶ony za kierownic臋,

tym bardziej nie pozwoli艂by jej zajrze膰 do ksi膮g.

Mia艂 troch臋 racji.

Wed艂ug taty 偶ona nie powinna wtr膮ca膰 si臋 do spraw m臋偶a. To nie przystoi.

No i s艂usznie.

Mimo wszystko...

przera偶a mnie wizja rozmowy z panem...

- Grunvaldem. - Grunvaldem?!

Zaraz zjedziesz do doliny!

Wygra艂a艣, Mario Tereso.

Mo偶esz prowadzi膰.

ALZACKI BANK KREDYTOWY

Prosz臋.

Chc臋 pani z艂o偶y膰 najszczersze kondolencje.

Dzi臋kuj臋.

Szwagierka, Gilberte Van der Beck.

- Pani r贸wnie偶. - Pannie.

Prosz臋 siada膰.

Na pocz膮tek wyja艣ni臋, dlaczego chcia艂am, by szwagierka,

kt贸ra zosta艂a bez grosza po 艣mierci brata, bra艂a udzia艂 w rozmowie.

Gdy zmar艂 nasz ojciec, zosta艂am sierot膮, panie Grunvald.

Jako ma艂偶onka odziedziczy艂am niemal ca艂y maj膮tek rodu Van der Beck贸w,

ale rzecz jasna nie mog臋 zostawi膰 szwagierki samej sobie.

Wszystko si臋 pani nale偶y.

Nie musz臋 chyba t艂umaczy膰 paniom, w jakiej sytuacji znale藕li艣my si臋,

gdy pa艅 m膮偶 i brat, jeden z naszych najznamienitszych klient贸w,

postrada艂 z winy gier losowych dusz臋 oraz wszystkie pieni膮dze.

To si臋 nie mie艣ci w g艂owie, panie Grunvald.

Brat by艂 wcieleniem prawo艣ci.

Cz艂owiekiem tak 偶yczliwym, tak oddanym dla innych...

Czy uda si臋 ocali膰 szko艂臋?

Jest nik艂a szansa na przyznanie kolejnego kredytu.

Jak to... kolejnego kredytu?

Pani Van der Beck.

Z przykro艣ci膮 zawiadamiam, 偶e m膮偶 wzi膮艂 ju偶 cztery.

Cztery?!

Cztery kredyty! M贸wi艂 ci co艣?

Przepadniemy zatem?

Co z nami b臋dzie?

Jak si臋 panie orientuj膮, gospodarka jest nieco rozchwiana.

Wiem. Nie mog艂y艣my kupi膰 prezent贸w pod choink臋.

Wybuchaj膮 kolejne strajki, zagra偶aj膮c naszej bran偶y.

Ca艂a sytuacja jest bardzo niepewna.

Otrzyma艂em wyra藕ne wytyczne od dyrekcji.

- Niemniej... - Niemniej?

Gdyby tak otworzy膰 nowe konto imienne, na pani podpis...

Nowe konto? Na moje imi臋?

Przymkn臋liby艣my oko na d艂ug m臋偶a i mog艂aby pani zacz膮膰 od zera.

Otworzy艂by pan?

Rzecz jasna.

Mia艂abym w艂asn膮 ksi膮偶eczk臋 czekow膮?

- Na siebie? - A na kog贸偶 innego?

Uratowa艂 nas pan, panie Grunvald.

Wie pani, pani Van der Beck...

偶ycie... to statek.

Statek popychany przez fale tego 艣wiata...

obracaj膮cego si臋 wiecznie niczym karuzela.

Gdy wi臋c opatrzno艣膰... wyci膮ga r臋k臋...

i zwraca co艣, co omal nie przepad艂o, m膮drze jest to przyj膮膰.

Nieprawda偶?

Odprowadz臋 panie.

- Gdzie艣 ty znikn臋艂a? - A ty?

Wsz臋dzie ci臋 szuka艂am.

- Listy nie przychodzi艂y? - Jakie listy?

- Spotkajmy si臋. - Nie!

Torebka zosta艂a.

Co za przystojniak.

Na pewno nas poratuje.

Cho膰 pani domu nie zna si臋 na liczbach,

musi prowadzi膰 szczeg贸艂owy rejestr wp艂yw贸w i wydatk贸w.

Dla w艂asnej wygody, nale偶y 贸w rejestr trzyma膰 w 艂atwo dost臋pnej szufladzie,

a jednocze艣nie poza zasi臋giem dzieci,

notowa膰 w nim wszelkie codzienne wydatki

i oddawa膰 go m臋偶owi do wgl膮du na koniec ka偶dego miesi膮ca.

Pami臋tajcie, 偶e pieni膮dze wr臋czane wam na utrzymanie domu

nie nale偶膮 do was, a do gospodarstwa.

Dobra 偶ona nie prosi o wi臋cej

i ma do艣膰 dyscypliny, by nie ulega膰 zachciankom.

Jak same zobaczycie, 艂atwo przy艂o偶y膰 zbyt du偶膮 wag臋 do wygl膮du.

To co prawda nie grzech, gdy偶 musimy cieszy膰 naszych m臋偶贸w, ale ostro偶nie!

Zbytnia rozrzutno艣膰 nadwyr臋偶a rodzinn膮 kas臋 i moralno艣膰.

Czego艣 nie rozumiesz, Ziegler?

Co to jest "moralno艣膰"?

Nie 艣miejcie si臋, to bardzo trafne pytanie.

Moralnym jest to, co robimy...

a niemoralnym - to, czego nie.

- Jasne? - Chcesz przyk艂ad?

Milcz, Fuchs. Ju偶 t艂umacz臋.

呕ycie pcha nas ku r贸偶nym czynom. Inaczej...

natura co艣 nam dyktuje,

a my ulegamy jej g艂osowi. Moralne czyny to te dobre.

Wszystkie pozosta艂e s膮 z艂e.

Pope艂niaj膮c je, zbaczamy z drogi, na kt贸r膮 wesz艂y艣my w dniu 艣lubu.

Teraz rozumiesz, Ziegler?

Jakie s膮 przyk艂ady takich grzech贸w?

A sk膮d mam wiedzie膰?

Marzycielstwo, lenistwo...

chciwo艣膰 i nadmierna melancholia.

Wszystkie nieuchronnie prowadz膮 do deprawacji i rozpusty.

Dobra 偶ona skupia si臋 na swojej pracy, aby przegna膰 pokusy.

Innymi s艂owy, gdy r臋ce s膮 zaj臋te, rozum nie b艂膮dzi.

W pi膮tek zaj臋cia z higieny intymnej.

B臋d膮 膰wiczenia praktyczne. Pami臋tajcie o podpaskach.

Przypominam wam, 偶e prasowanie koszuli m臋偶a

to ostateczny sprawdzian.

On w艂a艣nie czyni kobiet臋 godn膮 miana dobrej 偶ony.

Jak g艂osi porzekad艂o: "Ko艂nierzyk sztywniutki, m膮偶 - wesolutki".

Samo 偶elazko nie wystarczy.

Potrzebne b臋d膮 mokre szmatki, kt贸re w艂a艣nie rozdaje Ziegler.

Ka偶da ma r臋kawnik?

Tak, siostro.

Zaczynam odlicza膰 siedem minut.

Przypominam, 偶e nale偶y zacz膮膰 od czystej, suchej tkaniny.

Czas - start.

Instytut Van der Becka...

Mam oszale膰?

Spotkajmy si臋.

Nie, Andr茅, wykluczone. Nie nalegaj.

Ostatni raz, Paulette.

Nie mog臋, jestem m臋偶atk膮. To niedorzeczne.

Min臋艂y ju偶 trzy miesi膮ce!

- Wiem. - To w czym rzecz?

呕e... mam swoje zasady.

- Ostatni raz. - Nie, nie ust膮pi臋.

- Droga na Lispach. - Nie.

B臋d臋 tam czeka艂 za kwadrans.

Dobrze.

A zatem: bierzemy patelni臋 w obie r臋ce.

Wyginamy biodra do przodu, by utrzyma膰 r贸wnowag臋.

艢ciskamy zadki, skupiamy si臋...

i podrzucamy nale艣nik. Ciach!

Wasza kolej.

Na trzy.

Raz, dwa, trzy, ciach!

Blisko! Brawo, Fuchs.

Des-Deux-Ponts...

Schwartz, ciut za s艂abo.

Ziegler.

Na co czekasz? Chcesz go podrzuci膰 pod niebiosa?

Dalej, z 偶yciem!

Widzisz? Potrafisz!

Wcale nie jeste艣 g艂upsza.

Jad臋 na zakupy. Sprawdzi艂am i niczego nie ma.

- Serio? - Tak.

M贸wi艂a艣, 偶e mamy zapasy do ko艅ca miesi膮ca.

Tak, ale brakuje cukru i m膮ki. Bez nich nie b臋dzie chleba, nale艣nik贸w i tort贸w.

Nie b臋dzie lekcji gotowania i nie b臋dzie szko艂y.

- Brawo, dziewczynki! - 艁adne szynki!

- Ch艂opcy te偶! - Du偶o zjesz!

Jak pami臋tamy, przed rokiem,

w marcu 1967 roku, na kilka miesi臋cy przed wprowadzeniem pigu艂ki,

m臋scy studenci z艂amali uniwersytecki zakaz

i sp臋dzili noc w 偶e艅skim akademiku.

Natomiast dzi艣, pierwszego dnia wiosny roku 1968,

arogancka m艂odzie偶 posun臋艂a si臋 jeszcze dalej.

Pikietuj膮cy uniemo偶liwili profesorom wst臋p na uniwersytet i szalej膮...

Czeka pani na kogo艣?

Nie powinnam by艂a przyje偶d偶a膰.

呕egnaj wi臋c.

Ale偶 to niedorzeczne! Mam m臋偶a i go kocham!

- Jest martwy! - To 偶adna wym贸wka.

Nie oszukujmy si臋. Nasz los jest zapisany.

- Chod藕. - Tam s膮 pokrzywy!

Moje buty!

By艂a艣 tam kiedy艣?

Gdzie?

- W Mado. - Mado?

Ka偶dy wie, 偶e to haniebne miejsce.

Pary bez 艣lubu urz膮dzaj膮 tam schadzki.

- Tym lepiej. - Nie, nie ma mowy!

Przetrwa艂em dzi臋ki tobie.

Nie chcia艂em umiera膰, nie zobaczywszy ci臋 ostatni raz.

Dusisz mnie.

Nie nadrobimy straconych lat.

Nigdy. Za p贸藕no.

Wol臋 wi臋c umrze膰.

Wol臋 umrze膰, ni偶 nie m贸c by膰 z tob膮.

Przetrwa艂em wiele na wojnie, ale nie znios臋 kolejnej roz艂膮ki.

Chc臋 zgin膮膰 tu, z twojej r臋ki.

Dalej, zabij mnie.

Uderz.

Tutaj. prosto w skro艅, nad blizn膮. Tylko mocno.

To by艂aby najs艂odsza 艣mier膰, ukochana.

Kto ci臋 zrani艂?

Ju偶 nieistotne.

To prawda, co m贸wi膮?

O obozach?

O twoich rodzicach i braciach?

- Nie odpisywa艂a艣 na listy. - Kt贸re?

Ostatni wys艂a艂em ze szpitala, 4 czerwca 1946.

Pisa艂em codziennie. Na pewno przychodzi艂y.

- Dok膮d je s艂a艂e艣? - Do rodzinnego domu.

Dawno go opu艣ci艂am.

Tata zgin膮艂 w obozie, a matka zmar艂a z rozpaczy.

By艂am samotna i bez pieni臋dzy.

Zatrudni艂am si臋 wi臋c jako sekretarka w Instytucie Van der Becka.

Robert si臋 we mnie zakocha艂.

Poprosi艂 mnie o r臋k臋, a ty milcza艂e艣...

Nie wierzy艂a艣, 偶e wr贸c臋?

Czeka艂am ca艂e wieki. Nie wiedzia艂am. Czeka艂am tyle lat!

Wybacz mi.

Wariacie! St贸j...

Zaj臋cia! Mam zaj臋cia!

- Jakie? - Z higieny intymnej!

- Jad臋 z tob膮. - Nie, zabraniam!

Ja zabraniam ci czeka膰 kolejne 30 lat.

- Masz dzieci? - Dw贸jk臋, a ty?

- A twoja 偶ona? - Co z ni膮?

Kocham ci臋, Paulette Van der Beck!

Mamy 22 marca. 150 student贸w okupuje dziekanat na uniwersytecie w Nanterre.

Podaj膮 si臋 za wrog贸w imperializmu, brutalno艣ci policji i kapitalizmu.

Przyw贸dca anarchistycznego ruchu, Daniel Cohn-Bendit,

grozi radykalnymi krokami w razie interwencji str贸偶贸w prawa.

M艂odzie艅com z pewno艣ci膮 nie brak ikry.

Postanowili艣my, 偶e nie ust膮pimy, p贸ki wszyscy uciskani nie wyjd膮 na wolno艣膰.

"Drogi panie Grunvald"...

Wprost: "Drogi Andr茅"...

"Odk膮d spojrzeli艣my sobie w oczy"...

"Odk膮d m贸j wzrok spotka艂 si臋 z twoim"...

"Odk膮d... nasze oczy si臋 spotka艂y...

i twe s艂owa...

tak prawdziwe"...

"Nie jeste艣my ju偶 dzie膰mi.

A 偶yciowy ocean,

kt贸ry pchn膮艂 nas ku sobie, bardzo pragnie nas zjednoczy膰".

Na pewno?

Corinne?

Wyjecha艂aby艣 ze mn膮 do Pary偶a?

Pojecha艂aby艣?

Corinne?

"Sytuacja finansowa w kontek艣cie zatrudnienia"...

"Sytuacja finansowa w kontek艣cie zatrudnienia"...

KODEKS PRACY

- Przeszkadzam? - Ucz臋 si臋.

Chcesz si臋 po艂o偶y膰?

Zapraszam.

Chod藕.

Fascynuj膮ce.

Tyle si臋 dowiedzia艂am.

Pan Grunvald si臋 odzywa艂?

Rozmawiali艣my par臋 razy przez telefon.

A co?

- Zdo艂amy ocali膰 Instytut? - Musimy, Gilberte.

Ale trzeba trzyma膰 si臋 razem.

Najwa偶niejsze, 偶e pan Grunvald jest po naszej stronie. Doda nam skrzyde艂.

W艂a艣ciwie...

zrobi艂am sobie prezent.

- Po d艂ugiej przerwie. Pokaza膰 ci? - Tak!

A p贸藕niej oficjalnie ci臋 przyjm臋.

Przyjmiesz?

- 呕eby艣 dostawa艂a pensj臋. - Pensj臋? Po co?

Musisz zarabia膰.

Robert m贸wi艂, 偶e nie ma potrzeby,

bo jako krewna mam wikt i opierunek za darmo.

Nie w tym rzecz.

Ojciec nie uj膮艂 ci臋 w testamencie, ale Robert dawno powinien.

Wikt i opierunek to nie godna zap艂ata, tylko wyzysk.

Robert by si臋 pogniewa艂, s艂ysz膮c co艣 takiego.

Ja b臋d臋 ci p艂aci艂a co miesi膮c.

B臋dziesz mia艂a rachunki, urlopy i emerytur臋, moja ty prawa r臋ko.

Dobrze. Gotowa?

My艣lisz, 偶e nie przystoi?

Rozumiem. Ju偶 zdejmuj臋.

Nie, st贸j.

Poka偶 si臋 z ty艂u.

Obr贸膰 si臋 i poka偶 ty艂.

Masz w nich 艣wietn膮 pupk臋.

Tak?

- Tak my艣lisz? - Wyjdziesz w nich?

Chyba tak. Sama nie wiem.

Przejd藕 si臋 par臋 krok贸w.

Odejmuj膮 ci mn贸stwo lat!

Co za zmiana.

Jak si臋 w nich czujesz?

Cisn膮 mnie troszk臋 w kroku, ale poza tym...

czuj臋 si臋... bezpiecznie.

Gilberte, musz臋 ci co艣 powiedzie膰.

- Ja te偶. - Co艣 bardzo wa偶nego i co艣, co...

- Ci臋 rozz艂o艣ci. - Ciebie te偶.

Ci膮gle my艣l臋: "Jak Paulette to zniesie? Czy si臋 na mnie pogniewa?".

- Ale prosz臋, m贸w. - Ty pierwsza.

Umia艂aby艣...

dusi膰 to w sobie...

gdyby艣 zakocha艂a si臋 bez pami臋ci?

Maria Teresa!

- Matko Boska! - Spodnie!

St贸j! Czekaj na mnie!

艁apy do g贸ry!

- To ja, siostro! - Jaka "ja"?

- Ja, Fuchs! - Fuchs jest w 艂贸偶ku!

- Z艂odziejka! - Straszy mnie siostra!

Anarchistko! Nie ze mn膮 te numery!

Kiedy to ona, siostro! Fuchs!

- To ja, siostro! - Nie, nie ty!

Fuchs, co tam robisz o tej porze?

Mario Tereso, postrada艂a艣 rozum?

Ja ci dam, ty komuchu!

To Fuchs, nie komuch!

Od艂贸偶 strzelb臋, Mario Tereso! To rozkaz!

Nie! Nie wpuszcz臋 jej!

Nie jeste艣 na wojnie! Zrobisz komu艣 krzywd臋!

Od艂贸偶 t臋 strzelb臋! Bo wezw臋 policj臋!

A teraz obie marsz do gabinetu!

Zmykajcie. Wraca膰 do 艂贸偶ek, nic si臋 nie sta艂o.

- Co si臋 dzieje? - Po艂贸偶 dziewcz臋ta.

Co si臋 dzieje?

Kurde.

Wej艣膰.

Jest na艂adowana?

- S艂ucham? - Strzelba jest na艂adowana?

Chodzisz po domu z nabit膮, Niezabezpieczon膮 broni膮?

- Tak. - Co to znaczy?

Co ci臋 op臋ta艂o?

Nie s艂ysza艂a pani o zamieszkach w Pary偶u?

I co? To pow贸d, by paradowa膰 ze strzelb膮 mojego te艣cia?

Pan Robert powierzy艂 mi klucz do szafy, pani dyrektor.

Do jakiej szafy?

Tej z broni膮, pod schodami.

Mario Tereso, m贸j m膮偶 nigdy nie dotyka艂 broni!

W艂a艣nie dlatego klucz trafi艂 do mnie. Nauczy艂am si臋 strzela膰 w ruchu oporu.

- Przyda si臋. - 艢miem w膮tpi膰.

Mario Tereso, nie umniejszaj膮c twoich zas艂ug podczas wojny,

jestem zmuszona ci臋 rozbroi膰 i poprosi膰 o tamten klucz.

- Pan Robert... - Nie 偶yje. Teraz ja tu rz膮dz臋.

Skoro tak...

sk艂adam wym贸wienie.

- Teraz? - Tak.

Jeste艣 pewna?

Tak, pani dyrektor.

Wniosek odrzucony.

Dzi臋kuj臋, pani dyrektor.

Dobrze, Fuchs, twoja kolej. Podejd藕.

Poka偶 dekolt.

Poka偶 dekolt, m贸wi臋.

Jak to wyja艣nisz?

To uczulenie, prze pani. Mama te偶 takie miewa.

Naczynka p臋kaj膮 przy pracy.

Masz mnie za g艂upi膮. Czyja to sprawka?

Robi艂a艣 to?

Powiedz. Robi艂a艣?

- Robi艂a艣? - Wyjd藕, Mario Tereso.

Porozmawiam z Fuchs na osobno艣ci.

S膮dzisz, 偶e pierwsza si臋 wymkn臋艂a艣?

I 偶e nie wiem, po co?

Sp贸jrz na mnie.

W艂a艣nie patrz臋.

Ostrzegam, 偶e w odr贸偶nieniu od tego ch艂opaka, mo偶esz sko艅czy膰 z brzuchem.

Masz 17 lat. Pomy艣l o swojej przysz艂o艣ci.

Przysz艂o艣ci? Jakiej?

Sp臋dzonej w milczeniu pod m臋skim butem?

To ma by膰 艣wietlana przysz艂o艣膰?

Pragn臋 偶y膰. By膰 wolna i kocha膰, kogo zechc臋.

A co ludzie powiedz膮?

A co to pani膮 obchodzi? Ja gwi偶d偶臋 na ludzi.

Licz si臋 ze s艂owami. Mog臋 ci臋 wyrzuci膰.

- A co mam do stracenia? - Wi臋cej, ni偶 my艣lisz.

Wolno艣膰 nie przychodzi 艂atwo. Zobaczysz.

Co pani wie o wolno艣ci?

Zmienia nas pani w niewolnice, takie jak pani sama.

Marsz do 艂贸偶ka. Koniec rozmowy.

I nie my艣l, 偶e ominie ci臋 surowa kara.

Ty te偶 do spania, Mario Tereso.

Kaza艂am wam przesta膰!

Dosy膰!

Co za diabe艂 was op臋ta艂?

Puszczaj!

M贸wi臋 wam, przesta艅cie!

Tak.

- Co tak. - Pojad臋.

Chc臋 jecha膰 z tob膮 do Pary偶a.

Naprawd臋?

Nie chc臋 by膰 z Jean-Yvesem, tylko z tob膮.

Tylko z tob膮, ju偶 na zawsze.

Ale obiecaj mi jedno.

Chc臋 zobaczy膰 morze. Nigdy nie widzia艂am.

Chc臋 je zobaczy膰 z tob膮.

Kocham ci臋.

Nic tak nie czy艣ci marmuru jak wybielacz.

Sp贸jrz tylko. Jak nowy.

Hej, ty k臋pko mchu. My艣lisz, 偶e ci臋 nie widz臋?

Cwana.

Dobrze ci, Robercie?

Dobrze o ciebie dbamy?

Lubi艂e艣, gdy ci臋 rozpieszczano.

Tobie te偶 dobrze, mamo?

Tato, dziadziusiu, babuniu?

Dobrze wam z Robertem?

Je艣li tak, to ja te偶 si臋 ciesz臋.

Podaj miote艂k臋.

Popo, zamy艣li艂a艣 si臋?

Miote艂ka.

Widzisz, jak cierpi, Robercie?

Cierpi, ale nie traci odwagi. Twoja ma艂a 偶onka.

Na zawsze twoja 偶onka.

Co si臋 dzieje? Co ci jest, Popo?

To przez to, co m贸wi艂a艣.

Przez to, 偶e Robbi jest ca艂kiem sam.

Nabior臋 wody do konewki.

Wcale nie jest sam, Popo.

Le偶y z tat膮 i mam膮.

Je艣li to jaka艣 pociecha, pami臋taj, 偶e kiedy艣 spoczniesz z nimi.

Tak b臋d臋 si臋 cieszy艂a, 偶e zn贸w b臋dziecie razem.

W komplecie, jak za dawnych czas贸w.

Wcze艣niej nie mia艂em okazji, a wi臋c - po kolei.

Jestem po 艣lubie, ale 偶ona zmar艂a.

Dzieci s膮 doros艂e i wyjecha艂y ze Strasburga.

Niepr臋dko zostan臋 dziadkiem i nie grywam w bryd偶a ani golfa,

wi臋c b臋d臋 mia艂 dla ciebie czas.

Poniewa偶 kaza艂a艣 mi czeka膰 tygodniami, ustali艂em, gdzie jest twoja sypialnia.

Wiesz, gdzie jest?

Drugie pi臋tro na ty艂ach, trzecie okno od lewej, tu偶 pod pokojem Gilberte.

Rynna jest mocna, sprawdzi艂em. Ju偶 mi si臋 nie wymkniesz.

Wyjdziesz za mnie?

Czy to ty zam贸wi艂a艣 ten miejscowy specja艂?

W 偶adnym razie.

A jednak ogromna, majestatyczna, wr臋cz arogancka g贸ra kapusty

wyros艂a mi臋dzy nami niczym mur.

Prosz臋 pani?

Przykro mi, ale tego nie zamawiali艣my.

- S艂ucham pana? - Nie, prawda?

- Nie. - Panie Frantz!

Zaraz wracam.

Zanios艂am pa艅stwu kapust臋 z mi臋sem, a oni twierdz膮, 偶e to pomy艂ka.

Przykro mi to s艂ysze膰.

Przepraszam, ale t臋 kapust臋 z golonk膮 zam贸wiono u nas wczoraj przez telefon.

Mniejsza o ni膮. Wie pan dlaczego?

Bo to najpi臋kniejszy dzie艅.

15, 14...

11!

I jak?

Wida膰 g贸ry. A u ciebie?

Parking.

Boj臋 si臋.

"DZIE艃 DOBRY PANI"

Bez urazy, drodzy panowie, ale to program skierowany do pa艅.

Stoj臋 przed szko艂膮 gospody艅 Van der Becka,

wybran膮 przez wykwalifikowane jury pod patronatem pierwszej damy,

na reprezentacj臋 Alzacji na targach gospody艅 domowych,

odbywaj膮cych si臋 w paryskim Centrum Nowych Ga艂臋zi Przemys艂u i Technologii.

Kto wie, czy nie patrzymy w艂a艣nie na przysz艂e laureatki

nagrody dla najlepszej takiej szko艂y w kraju.

- Witam pani膮 Van der Beck. - Witaj, Christiane.

Jak rozumiem, rz膮dzi pani t膮 znakomit膮 instytucj膮 偶elazn膮 r臋k膮.

Cieszy mnie bardzo widok otaczaj膮cych nas zewsz膮d

donic z pelargoniami w ka偶dym oknie.

To prawda, w Instytucie Van der Becka...

uczymy nasze wychowanki,

jak istotne s膮 odpowiednio zadbane i dobrane kwiatowe dekoracje.

Poniewa偶 w naszych oczach ogr贸d to swoisty pierwszy pok贸j w domu.

Czy mo偶na powita膰 go艣ci w 艂adniejszy spos贸b?

Witamy w "Dzie艅 dobry pani"!

Rety, jakie czaruj膮ce.

A czy gotowe do wyjazdu do stolicy? Walizy ju偶 spakowane?

By艂a艣 ju偶 kiedy艣 w Pary偶u? A ty?

Ani ty? Jakie one urocze.

Pary偶, c贸偶 za wycieczka!

Jak pa艅stwo s艂ysz膮, na prowincji stolica wci膮偶 kojarzy si臋 magicznie.

Innymi s艂owy: Pary偶 zawsze b臋dzie Pary偶em.

Ci臋cie!

Instytut Van der...

Na dzi艣 zarezerwowa艂em 12. Dobrze?

Tak, kochany.

- Do wieczora? - Tak.

- Punkt o 20:00? - Tak, przyjad臋.

- Do zobaczenia. - Na razie.

- My艣l臋 o tobie. - A ja o tobie.

- Ca艂y czas. - Kocham ci臋.

- Kocham. - A ja ciebie!

Pomy艂ka.

W tym oto pomieszczeniu nasze domowe wr贸偶ki doskonal膮 swoje talenty,

aby karmi膰 krewnych syc膮cymi, r贸偶norodnymi potrawami.

Witam Gilberte Van der Beck.

Czy偶bym wyczuwa艂a s艂odki zapaszek jab艂ek duszonych na ma艣le?

Tak.

- S膮... - Aha?

S膮 do...

- Do? - S膮 do...

S艂uchamy.

Ci臋cie.

Ech, ta prowincja.

Co si臋 dzieje?

- Nie da艂am rady, Popo. - Przecie偶 膰wiczy艂y艣my.

Odetchnij g艂臋boko i powt贸rz: "Tak"...

Tak, s膮 do strudla z...

Tak, s膮 do strudla z jab艂kami.

Do strudla z jab艂kami, droga Christine.

Znaczy Christiane.

C贸偶 za wspania艂e dzie艂a. Tak mnie cieszy, 偶e te m艂ode Francuzki

s膮 gotowe po艣wi臋ci膰 si臋 swoim m臋偶om oraz ca艂ej Francji.

Kto艣 ch臋tny? Ich serca s膮 do wzi臋cia, ale ostrzegam:

nie ma w nich 偶adnych spro艣nych my艣li. S膮 skupione tylko na swej pracy.

Powtarzamy raz jeszcze, drogie panie:

promieniej膮ca, zdrowa m艂odzie偶 dzier偶y w r臋ku przysz艂o艣膰 Francji.

A teraz, w imieniu stowarzyszenia m艂odych francuskich gospody艅,

pod patronatem Yvonne de Gaulle

oraz naszego sponsora i organizatora targ贸w, marki Arthur Martin,

wr臋czam paniom t臋 oto pralk臋 automatyczn膮,

kt贸ra z pewno艣ci膮 u艂atwi 偶ycie m艂odym gospodyniom.

W imieniu Instytutu Van der Becka

serdecznie dzi臋kuj臋 pani de Gaulle oraz marce Arthur Martin.

No偶yczki.

Gdzie masz no偶yczki?

Ziegler.

Ziegler?

No co znowu?

Fuchs, gdzie Ziegler?

- Dosta艂a list. - Jaki list?

- Ze z艂ymi wie艣ciami. - Biegnij po ni膮!

呕adna nie ma no偶yczek?

Yvette!

Ratunku!

Ratunku!

Pom贸偶cie!

Bo偶e m贸j.

Postaw j膮.

Nikt ci臋 nie zmusi. Nikt.

Otw贸rz!

- No otw贸rz! - Nie!

Ale偶 Paulette, nie wychodzisz z pokoju od dw贸ch dni.

Ziegler zrobi艂a pani sa艂atk臋 warzywn膮 z jajkiem, pani ulubion膮.

Jest ca艂a. 呕a艂uje.

Dzia艂a艂a w chwili s艂abo艣ci!

Tak to nazywacie? Chcia艂a si臋 zabi膰!

Daruj, dramatyzujesz.

Przejrzyj na oczy! Myli艂y艣my si臋 we wszystkim.

Niby w czym?

Co ty m贸wisz? To dziecko.

Robi wiele ha艂asu o nic!

O nic?

Ka偶膮 jej wyj艣膰 za kogo艣, kogo nie kocha!

Kto m贸g艂by by膰 jej ojcem! To jest nic?

Przyk艂ada艂y艣my do tego r臋k臋!

Robisz z ig艂y wid艂y, Paulette.

Ten 艣lub to dla niej wielka szansa.

Znam to gospodarstwo. Nigdy nie b臋dzie g艂odowa艂a.

Ocknijcie si臋, na lito艣膰 bosk膮!

To koniec dobrej 偶ony! Idziemy na dno jak Titanic!

Mam do艣膰 wmawiania im, 偶e b臋dzie im dobrze w niewoli.

Zrzucam fartuch na dobre!

Ale co b臋dzie z targami?

Nie pojedzie pani?

To dla nas wielka okazja. Pomy艣l o panu Grunvaldzie.

O dziewcz臋tach.

Co powiemy dziewcz臋tom?

I pani de Gaulle?

Powiedzcie, co chcecie! Zamykam t臋 szko艂臋!

Co tu robisz?

Nie przysz艂a艣 do pensjonatu, to jestem!

Telefony odbieraj膮 tylko szwagierka i siostra, jak jej tam?

Udawa艂em hydraulika, stolarza i 偶on臋 rze藕nika. Goni臋 ju偶 w pi臋tk臋!

Przykro mi, Andr茅, jeste艣 nie w por臋.

Wchodz臋.

- Co ty wyprawiasz? - Wejd臋 do ciebie.

Wybacz mi, ale chc臋 by膰 sama.

- Jak to chcesz by膰 sama? - Bo tak.

I jednak nie wyjd臋 za m膮偶.

Nie "za m膮偶", tylko za mnie!

Czego?

I rzek艂 Jezus: "Jestem dobrym pasterzem".

Niedawno by艂em m臋偶czyzn膮 twojego 偶ycia.

Ale nie chc臋 by膰 m臋偶atk膮.

Nigdy wi臋cej nie za艂o偶臋 sobie tego sznura na szyj臋.

Jakiego sznura? Co ty wygadujesz?

Ja ci臋 kocham. Nie chc臋 niewolnicy, tylko ciebie.

I je艣li to ci臋 przekona...

艢wietnie wywijam 偶elazkiem, ceruj臋 skarpetki i gotuj臋.

- Umiesz gotowa膰? - Tak.

Paulette, co si臋 dzieje? Wszystko dobrze?

Wszystko w porz膮dku, Gilberte!

Ptak wlecia艂 do pokoju, ale ju偶 go nie ma.

Skoro taki z ciebie kucharz, powiedz, jak si臋 robi strudel.

Aby zrobi膰 dobry strudel z jab艂kami,

obsma偶amy trzy du偶e jab艂ka, poci臋te...

w r贸wn膮 kostk臋, w 50 gramach jak najt艂ustszego mas艂a.

Dodajemy 艣wie偶o wyci艣ni臋ty sok z pomara艅czy,

oraz 艂y偶eczk臋 s艂odkiego miodu spadziowego.

G艂adkiego i kremowego.

Do tego 艂adne, p臋kate rodzynki,

kt贸re wymoczyli艣my przez noc w cukrzonej wodzie.

Nast臋pnie 50 gram贸w ciemniutkiego cukru

i szczypta... cynamonu.

Dusimy przez g贸ra 15 minut.

Mam przej艣膰 do ciasta?

Czekaj, zaraz wr贸c臋.

Dobrze, pojed藕my.

Ju偶 ci przesz艂o?

Nie odm贸wi臋 dziewcz臋tom wycieczki do Pary偶a.

Pan nas wys艂ucha艂. Alleluja!

Pom贸c ci si臋 spakowa膰?

Nie, nie ma potrzeby.

Ale wol臋 zwiedzi膰 miasto, ni偶 siedzie膰 na targach.

- O kt贸rej wyje偶d偶amy? - O 7:45.

Doskonale.

Titanic, s艂ysza艂a pani? Titanic!

Trzymajmy si臋 razem, a ominiemy g贸r臋 lodow膮.

Dobrze. P贸jd臋 uspokoi膰 dziewcz臋ta.

Za chwilk臋 zejd臋.

To jak z tym ciastem?

Pieczesz je na ogniu?

To we mnie jest ogie艅.

Pytam o strudel, g艂upku. Na ogniu?

Strudel, na ogniu? Bez sensu!

Dziewczyny, prosz臋 o cisz臋!

A gdzie pani Gilberte?

Jeszcze nie zesz艂a?

Obawiam si臋, 偶e wzi臋艂a sobie pani z艂膮 wr贸偶b臋 do serca.

- O Titanicu. - Co z nim?

O rety!

Gilberte!

Jak pi臋knie!

Mo偶na spyta膰, ile to pani zaj臋艂o?

Doskona艂e 艣ciegi i wyko艅czenie.

Nieprawda偶?

Bez dw贸ch zda艅: tak dobrze zszyty statek nie ma szans zaton膮膰.

Mi艂o艣膰 dobrze ci s艂u偶y.

Jeste艣 prze艣liczna.

- Gotowe na wielk膮 wypraw臋? - Tak!

Nie s艂ysza艂am!

Pary偶u, przybywamy!

Paulette!

Prosz臋 pani, kto艣 pani膮 wo艂a!

Sta艅cie!

Mario Tereso, sta艅! To Andr茅!

Postanowi艂em, 偶e zwolni臋 si臋 z banku. Jutro dojad臋 do Pary偶a.

Ale偶 Andr茅, jutro...

B臋dziemy na targach gospody艅.

To nie miejsce dla pana. 呕egnam.

- To do jutra. - Tak, do jutra!

Kocham ci臋.

Panie i panowie, nadajemy na 偶ywo z po艂udniowego brzegu.

Tysi膮ce student贸w ustawiaj膮 barykady i dochodzi do star膰 z policjantami.

Skala zamieszek grozi wybuchem strajku generalnego i upadkiem rz膮du,

poniewa偶 genera艂 de Gaulle przebywa aktualnie w Rumunii.

Odradzamy podr贸偶nym wjazd do stolicy.

Co, do...?

Demonstranci szar偶owali trzykrotnie,

a policja dot膮d by艂a w odwrocie, jednak w艂a艣nie w tej chwili przesz艂a do ataku!

Stoj臋 w samym 艣rodku.

Wko艂o fruwaj膮 kamienie i wybuchaj膮 granaty. C贸偶 za widok!

- M艂odzie艅cze, co si臋 dzieje? - Nie ma paliwa.

Wracajcie, i tak nie wjedziecie do Pary偶a.

Powariowali!

Co robimy, prosz臋 pani?

W艂a艣nie, co zrobimy?

- Wracamy do domu? - Nie, w 偶adnym razie.

Chod藕my.

Te偶 do艂膮czymy do rewolucji!

Gilberte, Mario Tereso!

Chod藕cie!

Filar pierwszy:

nie dla niewolnictwa! Dobra 偶ona to nade wszystko wolna kobieta!

Ani s艂u偶膮ca, ani ozdoba! Na wskro艣 wolna osoba!

呕ona dobra, 偶ona dobra

呕ona dobra, 偶ona dobra

呕ona dobra, 偶ona dobra

Nie nale偶y do m臋偶a

Woli by膰 niezale偶na

Ch臋tnie oddam ci r臋k臋

Lecz cieniem nie b臋d臋

Filar drugi:

Dobra 偶ona jest pani膮 w艂asnego losu. Nic nie zdusi jej g艂osu!

Filar trzeci: dobra 偶ona sama zarabia na chleb!

I sama wydaje w艂asne pieni膮dze!

W艂a艣nie tak!

Mog臋 艣ciera膰 kurz

Ale ciuchy ty prasuj

Wyszoruj臋 ci bidet A ty b臋dziesz od skarpet

Zapiekanki mog臋 piec!

Zaparz臋 nam kaw臋, ugotuj臋 zup臋

B臋d臋 mie膰 karier臋, te艣ciow膮 ugoszcz臋

Najmij sekretark臋!

Galaretk臋 zrobi臋, majteczki za艂o偶臋

A kiedy kumpla twego Przy stole z艂apie chu膰...

To w kajdany go sku膰!

Simone de Beauvoir, Sarah Bernhardt, Mata Hari,

Gis猫le Halimi, Maria Curie, Kleopatra, Louise Michel,

Frida Kahlo, Olympe de Gouges, Juliette Gr茅co, Virginia Woolf,

Ana茂s Nin, Marguerite Yourcenar, Josephine Baker, Isabelle Eberhardt,

Eleonora Akwita艅ska, Marilyn Monroe, George Sand, Rosa Parks,

Nina Simone, Joanna d'Arc, Alexandra David-N茅el.

Dajcie pigu艂k臋

Przez du偶e "P", prosz臋

Wyb贸r to z艂y

Matka - dziwka

Wyb贸r to z艂y

艢wi臋ta - szmata

Chc臋 si臋 cieszy膰

Chc臋 spe艂nia膰 ka偶dy kaprys sw贸j

Niepos艂uszna

Najbardziej chc臋

B艂膮dzi膰

Filar czwarty: dobra 偶ona jest pani膮 w艂asnego cia艂a.

Filar pi膮ty: i ma r贸wne prawa, co m臋偶czyzna!

Antykoncepcja, rozmna偶anie! Liczy si臋 jej zdanie!

Filar sz贸sty!

Do艣膰 ucisku, do艣膰 motania! Dobra 偶ona wymaga dobrego traktowania!

Kobiety 艣wiata, dziewcz臋ta znik膮d!

Zakonnice, matki, dziwki!

Powsta艅cie! Zbud藕cie si臋!

Do艣膰 spowiedzi, do艣膰 wyrzecze艅

Powsta艅cie, zbud藕cie si臋 Z nami id藕cie

Naprz贸d, naprz贸d

Rewolucji cud!

Filar si贸dmy:

niniejszym uznaj臋 "dobr膮 偶on臋" za prze偶ytek.

Dobra 偶ona nie istnieje!

Pilnuj si臋!

Powsta艅cie, zbud藕cie si臋 Z nami id藕cie

Naprz贸d, naprz贸d

Rewolucji cud!

Wersja polska: Kino 艢wiat Tekst: Piotr Kacprzak

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.