All language subtitles for Call.the.Midwife.S04E01.1080p.BluRay.x264-YELLOWBiRD

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian Download
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

::Project HAVEN:: ::prezentuje::

Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon IV, odcinek I

Tłumaczenie: titi

Gdy rodzi się dziecko, świat natychmiast się zmienia.

Słychać nowy głos. Rozkwita nowa miłość.

Po latach zastanawiamy się i mówimy:

"Tak, wtedy to się zaczęło. Tego dnia, w tym pokoju.

Gdy ujrzałam tę twarzyczkę".

Narodziny są najmniejszą z rzeczy wielkich

i największą z małych.

Dla położnych z Nonnatusa

każde były zwyczajne i magiczne jak wschód słońca.

dobrze znane i różne od siebie jak wstający nowy dzień.

Telefon!

Jest na Beauregarde Street! Podwieźć panią?

Dobrze, jeśli będziemy szybciej.

MLECZARNIA EASTGATE

- Boże! - Z tyłu! Jechaliśmy do szpitala!

- Imię? - Jeśli chłopak, to Nicholas.

Imię żony!

Sarah, to ty?

Mówiłam, że to już niedługo.

Jak się tu dostałaś?

Latający Dywan Położniczy do usług.

Uważaj, zwymiotowałam na siedzenie.

Wszystko można wyczyścić.

Zobaczymy, jak idzie maluchowi.

Pupa w górę, kochana.

Świetnie, Sarah! Tak trzymaj!

Dzieciaczek sobie radzi.

Policja. Możemy jakoś pomóc?

Tak, nie zaglądać tu i ściszyć to radio!

Albo skutecznie obrzydzisz sobie Presleya.

Przyj teraz leciutko...

i jeszcze ostatni raz.

Delikatnie przyj, nie mocno.

Świetnie!

Zuch dziewczyna!

Dzielna z ciebie babka!

I już!

Dla chłopca miało być Nicholas?

Chyba Nicola będzie odpowiedniejsza.

- Mam dziewczynkę? - Bez wątpienia.

Myślę, że będzie blondynką.

Jak ty.

A blondynki mają lepiej. Naprawdę!

Prawda, siostro?

Oczywiście.

Co ty, do jasnej ciasnej, wyprawiasz?

Słychać tylko, jak się tłuczesz. Jak w dyskotece!

Oczekujemy nowicjuszki.

I nie ma ani ciasta, ani słodyczy na jej powitanie.

Może z jakiegoś powodu.

Widziałyśmy, jak napychasz świeżaki ciastem.

Trudno je znaleźć, więc ich nie odstraszaj.

Ta gęsta zupa, którą nazywasz płatkami,

odrzuci je skuteczniej.

Jeśli siostra Gilbert zapragnie moich płatków, to proszę.

Jakby człowiek żuł słomiankę.

Nie ma ciasta!

- Dobra robota, Trixie! - Brawo!

- Schowałyśmy ci trochę boczku. - Fantastycznie.

Narodziny w aucie!

Tego jeszcze w Nonnatusie nie było.

Ani, zdaje się, w całym Poplar!

Raz nas chyba wzywano do porodu w autobusie.

I raz na peronie metra.

Wszystko przez bałagan, złe poradnictwo i porody szpitalne.

Będzie gorzej, aż przekonamy kobiety, że rodzić najlepiej w domu.

- Boczku? - Nie.

Skoro jestem p.o. kierowniczki w domu samotnej matki,

zapewnię tam też porody domowe. Będzie im łatwiej.

Wiesz, że nigdy nie osądzałam kobiet, które źle rozpoczęły swe życie.

Ale czy na pewno chcesz poświęcić im tyle swego czasu?

To praca ze służbówką, więc Freddie pomieszka trochę na wsi.

Tej zimy zrobił się z niego mały Pan Kaszlak.

To i tak tylko do czasu, aż znajdą kogoś na stałe.

Jesteś zarówno współczująca, delikatna i odważna.

To najlepszy start do wszelakich przedsięwzięć.

W dodatku sierżant Noakes będzie z nami na nocnych zmianach.

Nie mogę się doczekać.

Co robisz z tym sprzęgłem?

Próbuję je wyczuć,

ale przy cofaniu to się zwyczajnie nie da.

- Mam cię tam zawieźć? - Nie, dziękuję.

Za pół godziny zaczynasz pracę. W Astor Lodge muszę być do obiadu.

Przekręć kluczyk w stacyjce i mów: lusterko, migacz, manewr.

Powtarzaj to i rób, a uspokoisz się.

Lusterko, migacz, manewr.

Wyskakuj. Zawiozę cię do końca Commercial Road.

- Na razie! - Do widzenia.

- Z Bogiem! - Pa, Chummy!

Siostro Monico Joan, co ty wyprawiasz?

Mówisz to z takim zaskoczeniem.

Jakbyś nigdy nie widziała mnie przy konkretnym zajęciu.

Nie musisz wykonywać tak niewdzięcznych prac.

Inne mogą to zrobić. Zasłużyłaś na odpoczynek.

Nie odpoczywałam za młodu, co denerwowało silniejszych.

Młodzi są dziś mniej zahartowani.

W klasztorze mają elektryczną zamiatarkę.

Trochę się obawiam, jaka będzie ta nowicjuszka.

Siostro,

mylisz chyba nową położną z siostrą Miller.

Pojechała do Chichester jako postulantka.

- Mówiłaś, że wróci! - Bo wróci.

Zanim wstąpiłam do zakonu,

pewnego razu, razem z mamą

jadłyśmy podwieczorek w londyńskim hotelu.

Nie pamiętam jego nazwy,

ale to chyba nieistotne.

Były tam obrotowe drzwi.

Wydawało mi się, że przechodzi przez nie cały świat.

Ciągle różne twarze, wciąż wirujące,

jak figurki w pozytywce.

Oblicza stały się zamazane.

To może niepokoić, gdy zamiast przyjaciół widzimy obcych.

Lecz tu wszyscy są mile widziani i kochani.

Pamiętasz słowa św. Benedykta?

Sądzisz, że mam w głowie miejsce na wszystko, co mówił?

Nie.

Ale wiem na pewno, że jego nauki masz w sercu.

Ogromnie pana przepraszam.

A ty skąd, księżniczko? Z Buckingham?

Nie, z Liverpoolu. Szukam jakiegoś... Domu Nonnatusa.

Idziesz do sióstr? Daj im to ode mnie.

W górę ulicy, potem w lewo i znów w lewo.

Należy ci się pochwała za ułożenie tego alfabetycznie,

ale część położnic musi mieć dwie wizyty:

jedną dla siebie i drugą, żeby zaszczepić dziecko.

Nie wystarczy jedna lista.

To chyba napad, pani Turner.

Przejście!

Zobacz, czy nie trzeba pomóc siostrze Mount z ewidencją.

Tu nie wolno wjeżdżać wózkiem!

Do kółek przykleja się psia kupa.

No to czyj to wózek?!

- Mój... i ma czyste kółka. - Mój też.

Zresztą mam w nim drewno i ktoś mi je pociągnie.

No dobrze, tylko dziś.

- A twoja mama gdzie? - W pracy.

Przyszedłem po kupon na mleko i sok dla siostry.

Ale masz dobrego starszego brata!

- Podasz mi imię? - Gary Teeman.

Chodzi mi o twą siostrzyczkę.

Coral. Jak koral, taki z morza.

Bardzo ładnie.

Mam jeszcze siostry Marcy i Jacquettę.

Mama mówi, że ładne imię nic nie kosztuje.

Ma rację.

- Przepraszamy! - Uważajcie, dziewczyny.

O rany!

Barbara Gilbert, dzień dobry.

- Nikogo nie ma. Są za granicą. - Za granicą?!

Są jak Ariel, mogą rozdzielić się i zapłonąć w kilku miejscach.

Miałam pytać o siostrę Julienne.

Jest w klinice, ponieważ mamy zbyt wiele zadań,

a zbyt mało rąk do pracy.

Ale ktoś się mnie tu spodziewa? Jestem nową położną.

Ciasta nie uświadczysz, jeśli tego szukasz.

Ośmielę się zaproponować, żebyś wróciła o zmroku.

Nie ufają mi tak, bym wpuszczała obcych.

Ja siostrze ufam.

Jestem nowa.

Jechałam cały dzień, w wagonie służbowym z rowerem.

Do Euston przyjechałam późno i jeszcze się zgubiłam.

I cały mój ziemski dobytek leży na chodniku!

Proszę mi pomóc.

I jeszcze jakieś psy!

Odłóż te banany. W tej sytuacji są zbyteczne.

Nie!

Zostaw! Wracaj tu!

Brzydki, niedobry pies!

Bardzo niedobry.

Przepraszam.

Oddaj to!

O nie!

Dziękuję.

Znalazłam dokumenty małej Coral, ale reszty dzieci - nie.

Sprawdziłam; matka już dawno z nią tu nie była.

Coral ma, zdaje się, liszajca,

ale muszę zacząć pogadankę o karmieniu.

Idź, zajmę się tą dwójką.

A więc tak, młody człowieku:

dzięki NHS masz tu tygodniowy talon na mleko

i fantastyczny syrop z dzikiej róży.

- Soku pomarańczowego nie ma? - Dzika róża jest świetna!

Zawiera tyle witamin, co sok z pomarańczy.

- Dodają je w fabryce. - Kumam.

Jeśli wystawię je rano, mleczarz zostawi mi mleko?

Tak się właśnie robi.

Tylko tego druciaka nie mamy, co to się tam wkłada mleko.

Zostaw kupon na schodach, a mleczarz na pewno zrozumie.

To wszystko za darmo?

Tak. Jeśli chcesz, weź dla mamy.

Śliczne dzięki.

Gary, zostaniesz jeszcze chwilę?

Lekarz powinien obejrzeć Coral.

- Chora jest? - Nie,

ma tylko wysypkę koło noska,

może to jakieś zakażenie skóry.

Zaczekaj, doktor was zawoła.

No dobra.

- Dasz sobie radę? - Pomogę ci.

Siostra Gilbert? Witam, jestem siostra Julienne.

Siostrę Monicę Joan już, widzę, poznałaś.

Napijesz się herbaty przed pracą?

Powinnam zapytać:

"Jaką sobie życzysz, indyjską czy chińską?".

Ale jest jedynie Popularna.

Powinnam przyjść w uniformie?

Przebrałabym się, ale był drobny... problem z moim bagażem.

Nie ma już nic do roboty. Wszystko załatwione.

Jak wiecie, kilka miesięcy temu adoptowaliśmy dziewczynkę.

Nim wyszłam za mąż, byłam położną

i chcę podzielić się doświadczeniami

z zakresu przyrządzania mieszanki, sterylizacji butelek i tak dalej.

Zachęcamy do karmienia piersią, lecz nie zawsze jest to możliwe.

Przepraszam. Czytałam, że można tylko i wyłącznie karmić piersią.

- Naprawdę? Kto tak napisał? - Dr Spock, Amerykanin.

Amerykanie wszystko robią inaczej.

Pewnie nie mają tam nawet mleka w proszku.

Mnie nim wykarmiono i dam je swemu dziecku.

Właśnie miałam o nim mówić.

Do deserów na pewno jest świetne,

ale mieszanki opracowane naukowo są dużo odpowiedniejsze.

Spock nie mówił tylko o mleku,

ale o samym karmieniu, równie ważnym.

Mówi, że karmiąc dziecko wytwarza się z nim więź.

- Więź? - No... chyba miłość.

Z pewnością nikt, karmiąc dziecko butelką, nie kocha go mniej.

Powtarzam tylko, co mówią on i siostra Evangelina.

Mówiła: nie ma to jak pierś.

Gdy byłam w pierwszej, drugiej i trzeciej ciąży.

- Jest pani doświadczona, pani... - Wimbish. Nie jestem.

Poroniłam wszystkie ciąże.

Ta jest dla mnie wielką szansą, być może jedyną.

Chcę wszystko zrobić jak należy.

Gdzieś się podziewał?!

Robiłem to i owo. Ładnie wyglądasz.

W pracy muszę być elegancka.

Chcesz kotleciki rybne, gdy wrócę?

Coral ich nie lubi.

Przecież będzie już spała.

Zasłużyłeś sobie na rybkę, mój żołnierzyku.

Klucze są na sznurku, sięgnij przez klapkę.

Pogadałam z panią Wimbish po zajęciach,

ale i tak się boi, mimo rozmowy.

Timothy, używaj kosza na śmieci, bo wióry znajdą się w kotletach.

Przejmowanie się karmieniem to dla niej ujście innych, poważniejszych stresów.

Naprawdę straciła trzy ciąże?

Każdą przed szóstym miesiącem.

Zaordynowałem kontrole co tydzień, żeby ją uspokoić,

ale obawiam się, że to działa odwrotnie.

Wszystkim się przejmuje.

Nawet karmieniem; a to gadanie o Spocku denerwuje inne matki.

Nie zawsze można karmić piersią.

Kobiety cierpią na zapalenie sutka

lub nie nadążają, mając inne dzieci.

- A ryzyko zakażenia? - Po to właśnie są wykłady.

Karmienie z niesterylnej butelki jest bardzo niebezpieczne.

Chodziło mi o przeciwciała przekazywane z mlekiem matki.

Dzieci karmione piersią

mają dużo mniej bakterii w przewodzie pokarmowym.

Skąd to wiesz?

Przeczytałem w "Lancecie".

Wywietrzyłyśmy ci pokój, ale stał długo pusty,

więc trochę śmierdzi wilgocią.

Czyli jak w domu. Nasza plebania była zagrzybiona.

Właśnie, twój ojciec był duchownym, prawda?

Od czasu do czasu będzie u nas nocował policjant,

więc ubieraj szlafrok idąc do łazienki,

która jest tam.

22.00, pierwsze drzwi na prawo. Pozdrowienia, Trixie i Patsy.

Czy to aby dozwolone?

Ja zezwalam. We wtorki jestem siostrą dyżurną.

Poza tym nie możesz być sama w pierwszą noc.

Rany, Cinzano Bianco!

Rozwijamy się.

Już nie jest białe, bo dolałam soku z dzikiej róży.

- No coś ty? - W klinice w ogóle nie schodzi.

Ludzie grymaszą, choć mają go za darmo.

Czy to alkohol?

Bianco?

Raczej nie. To coś jak wino likierowe.

To dobrze.

Kilka razy piłam Sanatogen, wino lecznicze.

To jest równie zdrowe. Ma strasznie dużo witamin.

Zdrówko!

Już idę, chwileczkę.

A teraz czas na muzykę.

Specjalnie dla ciebie, Barbaro.

Billy Fury z Liverpoolu.

Mój chłopak go nie znosi.

- Masz chłopaka? - Tak, jest wikariuszem.

Parafianie i dobre uczynki wciąż go ode mnie odciągają.

Ryzyko zawodowe.

Wybacz, ale tu zgodzę się z Tomem. Brzmi, jakby śpiewał z dna studni.

Jak przy tym tańczyć?!

Można. Taki powolny foxtrot, o tak.

Od pięciu dni nie widuję się z Tomem.

Tak między nami; jeśli nie zacznie bardziej się starać,

to nasz romans się wypali. A ja zostanę starą panną.

Nie, nic takiego się nie stanie!

Jesteś taka miła.

Jeszcze mnie nie znasz.

Za to biedna Patsy nie ma wcale faceta.

Możemy założyć Adoracyjny Klub Starych Panien

i zostać jego prezeskami.

Daj kosz na śmieci! Nie! Jest wiklinowy.

Biedactwo!

Łazienka jest niedaleko.

O rany.

Można już zrobić tylko jedno:

ty się zdrzemniesz, a ja zajmę się telefonami.

I mopem.

Siostra Franklin? Co ty wyprawiasz?

Szukam transportera na mleko. Dałabym głowę, że tu był.

Wyjdź stąd. Zaraz ci wszystko znajdę.

Poza tym tu są szczury, pogryzą ci pończochy.

Jest. Proszę bardzo.

Jest nawet numer telefonu.

Jak to: zjadła zielonego czipsa?!

Miała czipsy na drugie śniadanie i ponoć jeden miał dziwny kolor.

Napiszę do producenta. Wymiotowała do trzeciej rano!

Słyszałam! Odechciałoby mi się czipsów na zawsze.

Niech sobie dziś odpocznie.

Daj jej mleczko magnezjowe.

Pusta jest.

Ano pusta.

- Dzień dobry, słonko! - Dobry.

- Znów się widzimy. - No tak, faktycznie.

Jakieś szczególne porody?

Co dzień mam porody i każdy jest szczególny.

Wiesz coś o rodzinie z tego mieszkania?

Od trzech miesięcy stoi puste.

Zabite dechami, więc chyba eksmisja.

W każdym razie nigdy nie brali mleka.

Cześć, Trixie.

Tom!

Nie chcę cię zatrzymywać, ale mam prośbę.

Miło mi było panią widzieć.

Bry. Mama przysłała mnie po kupon na mleko.

Nazywam się Teeman.

Tak. Należy wam się litr dziennie.

Niech mama je co dzień rano wystawia.

Dzięki.

Zostawia za sobą lekki smrodek, biedny mały.

Na szczęście niedługo to się skończy; nowe mieszkania mają łazienki.

Nie poczułam.

W parafii ojca tylko my mieliśmy łazienkę.

Nieźle! Pozbyłaś się sporej ilości syropu z róży.

Mówię wszystkim, że sama go piję i bardzo lubię.

Kiedy był Gary Teeman?

Przed chwileczką.

Przecież napisałam tu, żeby mnie wołać, gdy się zjawi!

Trixie!

- Kłaniam się, pastorze. - Dobry wieczór.

Informuję, że miałem zamiar cię pocałować.

A ja miałam zamiar ci pozwolić.

- Jajko w panierce? - Czasem jesteś aniołem.

Szukałem koleżki z wózkiem w całym Poplar.

Gary'ego?

Ani w księgach parafialnych, ani w szkole nie ma Teemanów.

- Jakby wyparowali. - Tak nie może być!

Udaje takiego odważnego.

Wiem, jak to wygląda i jakie to uczucie.

Sama to robiłam jako dziecko.

Poza tym mała ma na pewno liszajca.

Nie bój się, Marcy. Już biorę klucz.

Spokojnie, nigdzie nie idę!

Nie bój się, zaraz coś wymyślę.

Siadaj, siostro.

Postanowiłam, że siostrze Gilbert

przyda się kilka dni w klinice położniczej.

Przy tamtejszych procedurach poczuje się jak w niedużym szpitalu.

Powinny być wcześniej przeszkolone.

Jest przeszkolona i wykwalifikowana. Brak jej tylko doświadczenia.

Oddam ją im na zdrowie, niech ją trzymają, ile chcą.

Zmieniłam też grafik, byś mogła pojechać z nią

i mieć na nią oko.

Nie ma sprawy, o ile nie ucierpią na tym pacjentki.

Nie leży mi tej chwili na sercu cierpienie pacjentek,

ale twoje, siostro.

Wcale nie cierpię. Co ci przyszło do głowy?

Nie chcesz jeść przy posiłkach.

Zażywasz mleczko magnezjowe.

A dziś w kaplicy, wstając do modlitwy, masowałaś sobie plecy.

Mam lekkie lumbago. Jak i ty, młodsza się nie robię.

Wiek to jedno, a choroba - drugie.

Chcę, żebyś poszła do lekarza,

żebyśmy były spokojniejsze.

Czy kiedykolwiek źle wykonywałam obowiązki?

Czy zawiodłam rodzącą matkę albo którąś z sióstr w Chrystusie?

Nigdy.

W takim razie znajdź sobie inny przedmiot troski!

Na przykład stan tego budynku!

To Dom Nonnatusa się sypie, nie ja!

Sygnalizowania ręką też mam cię uczyć?

Przepraszam, siostro.

Nie podobała mi się twa powiewająca kiecka.

Jesteś położną, nie tancerką kankana.

Wstajesz z pierwszym kurem, młody.

- Kur? - Taki ptaszek.

- A w Londynie żyją? - Może w niektórych domach.

Kury w domach niektórych?

Jacquetta!

Daj no kubek.

I przynieś pod drzwi.

Unieś go, Jackie.

Trzymaj.

Podnieś!

- Pani Wimbish? - Coś jest nie tak, na pewno!

- Od czwartej nie śpi, ma skurcze. - Proszę usiąść.

- To siódmy miesiąc, nie mogę rodzić! - Idę po lekarza.

Tak się zawsze zaczynało, George.

I tak się kończyło.

Rodziły się zbyt wcześnie.

Skurcze nie były regularne i zanikły, jak się zdaje.

Położymy tu panią na obserwacji,

a gdy się zacznie, pojedziemy do Londyńskiego.

A zacznie się? Nie można tego zatrzymać?

Najważniejszy dla was obojga jest odpoczynek.

Coś jeszcze?

- Pudełko czekoladek. - Bombonierkę?

- To wszystko? - Tak, dziękuję.

Ja również dziękuję.

Ej, ty! Chodź no tu!

Wracaj, ty złodzieju!

Chodź tu!

- Chodź no tu! - Puszczaj!

Żebyś wrócił jutro i znów mnie okradł?!

Śniadanko!

Sama je pani zrobiła?

Nie, ale nadzoruję nową salową.

Ale ma pani szczęście!

Wolę nie mówić, czym się zawodowo zajmuję.

Uczę prac domowych.

Spokojnie, Colette.

Robiłaś ćwiczenia oddechowe?

Siostro Evangelino!

Właź tu!

Temu gnojkowi trzeba dać nauczkę.

Albo sam to zrobię!

- Co zrobił? - Obrabował mój sklep!

Herbatniki? Musisz być bardzo głodny.

Pełne rozwarcie.

Wezwałam erkę.

Mówiłam, że urodzi się 33-tygodniowy wcześniak; już jadą.

- Urodzi, zanim przyjadą. - Gdzie są dodatkowe grzejniki?

Szafka na podeście po lewej. Szybko!

Wszystko będzie dobrze.

Dzieciątko się śpieszy, a to nie przelewki.

Przy następnym skurczu poczujesz przymus parcia...

- Nie, u mnie jest bezpieczniejsze! - No właśnie.

Patrz, jak chodzisz!

Bardzo dobrze, Colette!

Jeszcze trochę.

Zuch dziewczyna!

Długo jeszcze?

Jeszcze jeden skurcz, jeśli tak dalej pójdzie.

Dalej... tak, właśnie tak!

Tak, jeszcze trochę!

Już!

Masz córeczkę.

Odciągacz śluzu!

Wszystko w porządku?

- Coś nie tak? - Pobudka, młoda damo!

Mogę ją zobaczyć?

Tutaj postawcie.

Kochanie moje!

Nie mogłaś już wytrzymać, prawda?

Spontaniczny poród naturalny w 33 tygodniu ciąży.

Oczyszczone drogi oddechowe, oddycha samodzielnie.

Dokąd ją zabierają?

Niech oni robią swoje, a my swoje.

Siostro, nie im masz pomagać, tylko mnie!

Tutaj stań. Nie tam, tylko tu! Niech kobieta ma trochę prywatności.

Pewnie napijesz się herbaty, co?

Skoro przyniosłeś herbatniki...

- Nie były dla mnie. - Nawet jeden?

Ja nie bywam głodny. Ale moje siostry zaraz płaczą.

Nie umieją czekać tak, jak ja.

- Na co czekać, Gary? - Na mamę.

Przynosi nam frytki i takie tam, gdy wraca.

- Gdy skąd wraca? - Wychodzi i już.

To chyba niedobrze, co?

A gdy wychodzi, to na jak długo?

Tylko na noc. No, czasem na dwie.

Tak jak mówi: każdy zasługuje na szczęście.

- Chodź tu. - Nie zbliżaj się, cholera!

- Czemu nie, synku? - Bo wiem, że śmierdzę i głupio mi.

To nic takiego, mały.

Wcale nie. Nie gadałbyś tak, gdybyś wiedział.

Gdybym co wiedział?

Czemu nie mogę z nią jechać?

Trzeba ostrożnie się z nią obchodzić.

Musi być w inkubatorze na oddziale wcześniaków.

Wciąż słyszę jej płacz.

Powtarzam go w głowie jak refren piosenki.

- To zawsze coś. - Nic więcej nie mam.

Otwieramy!

Co za smród!

Wpuść trochę światła.

Już dobrze, nie bójcie się.

- Co robimy, sierżancie? - Wezwijcie policjantkę.

- Ich brat niech wejdzie. - Dajcie chłopaka!

- Jestem głodna. - Przepraszam.

- Gary, jeść mi się chce. - Zimno ci?

Trzymaj.

Teraz wszystko będzie dobrze.

- Cześć, Coral. - Weź Gary'ego do wozu.

Chodź, kochaneczku.

Weźcie naszą siostrzyczkę!

Już dobrze.

Gdy ta wyrodna matka wróci, aresztuj ją za zaniedbanie.

Chodźmy na dół. Tędy.

Jacquetta, mogę zobaczyć, co to jest? Nie zabiorę ci.

Jest poważnie odwodniona i gorączkuje.

Jacquetta ma sińce na ramieniu. Ktoś musiał nią potrząsać.

Obie mają pchły, a Marcy ma ślady od papierosa na stopie.

- O Jezu. - Dać ci pieluszkę?

Nie, wezwij karetkę. Musi dostać antybiotyk dożylnie.

Zapewne czeka ją przeszczep skóry.

Dom Nonnatusa, mówi położna.

Siostra Franklin?

Przyślij dwie pielęgniarki środowiskowe do gabinetu doktora.

Mamy tu przypadek zaniedbania i znęcania się.

Musimy zrobić dezynfekcję.

Dezynfekcję? Jest aż tak źle?

- Pójdę z tobą. - Nie ma potrzeby.

Kiedyś punkty dezynfekcyjne były czynne non-stop.

Często tam bywałyśmy,

uwalniając nędzarzy z warstw oblepiającego ich brudu.

Nie było to miłe zajęcie, ale niewątpliwie konieczne.

Nie będę zaszokowana.

Tę pracę mogę wykonywać.

Tego młodzieńca trzeba też całować i tulić.

Ale chyba mu nie pomożecie.

Chyba, że dacie mi ten tobołek, którego tak ładnie pilnujecie.

Dzwoniłam do pomocy społecznej.

Nie znajdą zastępczych rodziców, którzy dziś wzięliby całą trójkę.

Udało mi się zabrać im ten skarb.

To chyba jakaś przyprawa?

Sos w proszku.

Kotki, jadłyście coś z tej paczuszki?

Byłam głodna.

Cóż,

Vidal Sassoon to może nie jest, ale postaramy się, żeby było fajnie.

Co to jest Vidal Sassoon?

To najwspanialszy salon piękności na całym zachodzie.

Są tam lustra od podłogi do sufitu i złote żyrandole,

a gdy tylko tam wejdziecie, pachniecie szamponem i różami.

Aczkolwiek...

jesteśmy też znani z mycia i układania włosów a la Trixie.

Mamy też atrakcyjną ofertę dla młodych panów.

- Cześć, Gary! - Fajna woda?

Pcheł się pozbyłyśmy, ale gnidy się trzymają.

Najlepiej będzie ogolić głowy.

- Przygotuję brzytwę. - Nie!

To dla waszego dobra.

Ludzie nas wezmą za biedaków! Będą się litować!

Gary ma rację.

Ze wszystkim można się uporać poświęcając odrobinę czasu i troski.

Tego pierwszego mamy masę,

a to drugie nic nie kosztuje.

- Nie wyłączaj światła. - Nie bój się.

Nikt nie lubi spać po ciemku.

Słodkich snów, kotki.

Nie musiałeś.

Ty mi zawsze robisz herbatę, gdy wzywają mnie w nocy.

- Dużo miłości jest w naszym domu. - Bardzo dużo.

A w świecie czasem jest jej tak niewiele.

Mogę coś ci powiedzieć?

Możesz mi mówić wszystko i obyś zawsze to robiła.

Tęsknię za pielęgniarstwem i położnictwem.

A one chyba tęsknią za tobą.

Nie mówię, że chcę wracać do pracy.

Nie mogę pracować według grafiku,

wychodzić w środku nocy i odbierać porody.

Ale mam w sobie pragnienie...

...by poczuć znów, że robię coś dobrego.

Zmieniać świat na lepsze.

Też tak mam.

Ciężko pracujesz, Patrick.

A w dodatku zupełnie sam.

Ale tak być nie musi.

Co ty znów robisz?

Dostałaś wytyczne co do kuchenki.

Obawiasz się, że spowoduję pożar?

Tak. Albo wysadzisz nas w powietrze.

Znowu masz boleści?

Woda ich nie wyleczy; nieważne: zimna, ciepła,

czy zamknięta w gumowej flaszce.

Niedługo będziesz niezdolna do pracy,

tak jak ja przez zawirowania umysłu.

Ale jesteś dość bystra, by udzielać rad i piec sobie placuszki.

Widzisz?

Jesteś potrzebniejsza, niż ci się zdaje.

Jeśli nie pójdziesz do lekarza, kto wie, jak to się skończy.

Zmierzymy ciśnienie i skontrolujemy szwy.

Jeśli złożę siostrze Evangelinie pozytywny raport,

być może będzie ci wolno posiedzieć dziś chwilę na krześle.

Leci mi mleko.

Jak nie odchodzą mi wody i nie płaczę, to leci mi mleko.

Jeszcze trochę płynów stracę i łóżko popłynie.

Możemy dać ci leki wstrzymujące laktację.

Nie chcę. To mleko dla mego dziecka.

Nawet nie wiem, czym ją tam karmią.

Chcę spróbować! Colette może odciągać mleko co trzy godziny,

woziłabym je do szpitala, gdzie podawaliby je dziecku.

- I ile czasu nam to zajmie? - Mnie, nie nam!

Na rowerze obrócę w pół godziny.

Mogę je odwozić partiami, rano i wieczorem.

- Sama siostra mówi: nie ma jak pierś. - Skąd ty masz tyle energii?

Co to za smutne buzie?

Nie chcę widzieć takich smutasków.

Patrzcie! Co to takiego?

Może nacisnę, co?

Od razu lepiej!

Twoja kolej.

Świetnie! Hałas jak się patrzy!

I jeszcze ty. To mi się podoba!

Znaleźliśmy im znakomitą rodzinę zastępczą.

Dzieci będą razem, nawet w jednym pokoju.

Udało mi się znaleźć zapasowe majtki dla Marcy.

Przekaż opiekunom,

że nie opanowała sztuki korzystania z toalety.

Pożegnaj się z nimi. Proszę.

Nie.

Lepiej nie.

Bywają przypadki, które głębiej nas dotykają.

Gary i jego siostry to nie "przypadek"!

To są dzieci!

Gary udaje zawadiakę,

tak jak ja udawałam Shirley Temple, gdy byłam dzieckiem

a mój ojciec miał depresję.

Nie zapomnę, jak próbowałam coś pokazać,

marząc o tym, by ktoś, kto może pomóc, zapytał:

"Czy coś się stało?".

Chciałam, żeby wreszcie to się stało, bo tak dużo miałam do ukrycia.

Wymazałbym to z twej pamięci, gdybym mógł.

Wyrzuciłbym każdą odrobinę krzywdy, której doświadczyłaś, gdybym mógł.

Ale nie możesz.

Ale gdy stoję przy tobie,

słuchając twoich słów, wiem, że to przetrwałam.

Ale nie każdy przetrwa, jeśli nie pomożemy.

Nie zapomnij powiedzieć opiekunom o majtkach.

- Dobranoc. - Dobranoc.

Może byście mi powiedzieli, gdzie moje dzieciaki?

Nie musi się już pani o nie martwić.

Zarabiałam na ich utrzymanie!

Zasiłek rodzinny to za mało, gdy ojciec dał nogę.

Gdzie właściwie pani pracuje?

W zarejestrowanej firmie!

Na Notting Hill, więc muszę dojeżdżać.

To dobre godziny, gdy ma się dzieci.

Gdy mam wolne, jestem zawsze w domu.

Przesłucham panią na posterunku.

Może zeznam, że odcięli mi wodę i dlatego tak tu cuchnie?

Czekam na mieszkanie socjalne, ale miasto nic nie zrobiło.

Ani lekarz, gdy prosiłam o podwiązanie jajowodów.

Jest pani aresztowana. Porozmawia pani z adwokatem.

- Ja się o to nie prosiłam! - Dzieci też nie.

Robiliśmy, co się dało. Wszyscy się staraliśmy.

Małej nic nie jest?

Odprowadźcie ją do auta.

- Co to? - Otwórz.

Beza?

Z wisienką i kandyzowaną lukrecją,

bo wiem, że je uwielbiasz.

- Mam zjeść od razu? - Jeszcze nie.

Bo tak naprawdę chcę dać ci to.

- Należał do mojej babci. - Ależ mnie zaskoczyłeś.

Nie mów tak, bo jeśli to prawda,

to znaczy, że mniej tego pragniesz, niż ja.

Tom...

Co dzień mówię o miłości,

miłości boskiej,

umiłowaniu świętości,

kochaniu bliźnich...

miłości, której żadna się nie równa.

Ale chyba nie wiedziałem, co to naprawdę znaczy,

póki nie odkryłem, ile dla mnie znaczyłaś.

I znaczysz.

Zgódź się.

Proszę, powiedz "tak".

Tak.

Jaka pani elegancka.

Zostałam oficjalnie sekretarką medyczną.

Doktor jest bardzo zajęty, a gabinetem trzeba zarządzać.

To dość rozsądny układ i na pewno wykonalny.

Chcę umówić się do lekarza,

ale nie do doktora Turnera, tylko do ginekologa.

Czy ma siostra jakieś... kobiece problemy?

Tak. Dość poważne.

Bywa tak, że nowe początki nie przychodzą nagle, ale w końcu.

Oczekiwanie zostaje nagrodzone takim nowym początkiem.

Nigdy nie wiemy, jak skończy się opowieść

i może to dobrze.

Mała Coral została adoptowana

i wraz z trójką rodzeństwa wysłana do Australii

w ramach dziecięcego programu migracyjnego.

Obiecano im słoneczne życie, błękitne niebo i niezliczone szanse.

Prawda była jednak inna.

Jedynym pocieszeniem jest,

że przez niedługi czas miały nadzieję.

Radość nie jest mniej intensywna, gdy chwila okaże się ulotna.

A gdy możemy jej zakosztować, wiemy, że to błogosławieństwo.

Tłumaczenie: titi

Synchro i drobne poprawki: Peterlin

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.