All language subtitles for Krol.S01E01.POLISH.1080p.WEB.H264-FLAME

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

( w języku jidysz )

Twój stary zbankrutował, frajerze!

Idziemy za nim. Będzie draka na pewno.

Musimy to zobaczyć.

Zjeżdżać mi stąd!

Gówniarze tacy powinni w szkole siedzieć.

Powinni.

Ty też biegałaś po ulicach. Ja też.

Ulica to jest najlepsza szkoła dla takich jak my.

Takich gnojków nie powinno tutaj być.

Bo zawsze coś.

I wiadomo, nieszczęście gotowe.

A pojutrze, ring.

Bóg wie, chce to panu Jakubowi w ostatniej walce wygrać pozwoli,

jak zawsze pozwalał.

Cześć, Kocot.

Dzień dobry, panie Szapiro.

Boga w to nie mieszaj, bo go nie ma.

Maszyny są?

Będzie strzelane, panie szefie?

Zobaczy się. Lepiej, żeby nie.

...jeden z tych bojowców,

weteranów naszej świętej sprawy, jest dziś z nami!

Teraz, towarzysze i towarzyszki,

przemówi do nas w imieniu Zrzeszenia Związków Zawodowych

towarzysz Jan Kaplica!

( owacje )

tłum: Kaplica! Kaplica!

Kaplica! Kaplica! Kaplica!

Towarzysze!

Towarzysze i towarzyszki!

Pięć dni temu

faszystowscy lotnicy zrównali z ziemią hiszpańską Guernicę.

( pomruk niezadowolenia )

Nasi koledzy, nasi towarzysze, nasi bracia

walczą w szeregach Brygad Międzynarodowych.

Walczą pod niemieckimi bombami w Madrycie!

Walczą pod Jaramą!

I walczyć będą aż do ostatecznego zwycięstwa nad faszyzmem!

( owacja )

Ale również na ulicach naszej Warszawy są dzisiaj pola bitwy.

Również my w Warszawie

musimy nieustannie stawać przeciwko faszyzmowi!

( owacja )

Niezależnie, czy będzie on nosił mundur niemieckiego hitlerowca,

polskiego falangisty, czy najgorszy ze wszystkich,

frak burżuja!

Precz z faszyzmem!

tłum: Precz z faszyzmem!

tłum: Żydy precz! Żydy precz!

Żydy precz! Żydy precz!

Żwirski: Polak kupuje w polskim sklepie!

Polak chodzi do polskiego lekarza!

Potrzebuje adwokata? Wynajmuje polskiego adwokata!

A oni potrafią żyć tylko z naszych polskich pieniędzy!

Bo sami niczego nie produkują! Nie wytwarzają!

Pijawki!

Dlatego nie ma dla nich miejsca na naszych uczelniach!

Nie ma dla nich miejsca w naszych sądach i szpitalach!

Gospodarczą organizujmy jedność!

G-O-J!

G-O-J! G-O-J! G-O-J!

Żydzi mówią... wasze ulice,

ale nasze kamienice!

- Czy pozwolimy im tak mówić? - Nie!

Czy pozwolimy, by pluli nam w twarz? W naszym własnym kraju?

- Nie! - Dlatego Żydy precz!

Żydy precz! Żydy precz!

Żydy precz! Żydy precz!

Chwała wielkiej Polsce!

Chwała!

Chwała!

( oklaski )

Co ty z tym, że Żydzi nic nie produkują?

Mało fabrykantów obrzezanych?

Wiec to nie jest miejsce na rozważanie,

czy bardziej produktywny jest posiadacz kapitału,

czy proletariusz. Tym bardziej obrzezany.

Liczy się prosty, radykalny przekaz.

Tylko tak można serca rozpalić, by gorzały miłością do ojczyzny

i słuszną nienawiścią do wroga!

Nie ma się co z nimi cackać. Trzeba parszywców gonić!

Słyszysz pan? To jest właściwa postawa!

Panie Zieliński, dobrze pana widzieć!

Żydy precz!

Żydy precz!

( tłum śpiewa "Hymn Sokoli" )

Doktor gdzie?

Nie pojawił się.

Trudno. Stać równo.

Leoś, bez wygłupów.

- Mało ich. - A jak.

- Dużo ich. - Dużo, ale gorszych.

( strzał )

Skurwysyny!

( odgłosy bijatyki )

( strzał )

Oto jest tłum!

( policyjne gwizdki )

No to teraz pana Szackiego w Berezie nauczą.

Wesoło panu, panie Kaplica?

A jak?

Piękny dzień, pogoda, robotnicze święto, to i wesoło.

( poturbowany płacze )

Jesteś pan aresztowany.

A pod jakim to zarzutem, co?

Za piętnaście trupów w gliniankach, za haracze, za wymuszenia.

Dużo, by wyliczyć.

Pomówienia.

A dowody pan masz?

Nie, bo i skąd wziąć?

Teraz jesteś pan aresztowany

za przewodzenie nielegalnym zgromadzeniem. I udział w bijatyce.

Ręce.

Nie szkoda ci tracić czasu na takie zabawy?

Nie jesteśmy na ty.

Ty, Szapiro, jesteś ze mną na pan.

Szanuj mundur policjanta, bo go noszę w imieniu Rzeczypospolitej.

Zrozumiano?

Panie komisarzu, to jest konieczne? To Kaplica.

Odprowadzić.

Ja pana bardzo przepraszam, panie Kaplica.

Rozkazy.

Nic się nie bój, chłopcze. Wszystko rozumiem.

Już, chodź do mnie.

Nie patrz.

Kocot, zajmij się tym dzieckiem.

Z partyjnej kasy.

A ty, mi idź po auto, do Lilpopa.

Syneczku, wiesz, co robić.

Tylko nie zaczynajcie beze mnie.

( muzyka )

Dzień dobry, panie premierze.

Czy są już ci, pożal się Boże, kolonizatorzy.

- Tak, są. - Chodźmy.

( telefon )

Kancelaria prezesa Rady Ministrów, Litwińczuk przy telefonie.

Szapiro mówi.

Ten meshugge od was zawinął Kuma.

- O czym pan mówisz w ogóle? - Jak to, kurwa, o czym?

Towarzysz Jan Kaplica, słyszeliście o takim?

Ten idiota Czerwiński z XII komisariatu zawinął go.

Trzeba to załatwić jak najszybciej.

Pan premier ma naradę.

Pan wiesz, o kogo tutaj chodzi?

- Przekażę pańską prośbę. - Nie, przekażę pańską prośbę,

tylko masz mi to pan załatwić natychmiast, rozumiemy się? Już!

Tak?

Nie chcę narzekać...

Ale czy Doktor uważa, że to bezpieczne?

Nie to, że się boję, ale trochę w sumie się boję.

A czego, verdammt, się boi on?

Że jak Kum się dowie, to do mnie będą pretensje.

A jemu tym nie trapić się.

Ja z Kumem rozmawiam. Verstehen?

A Kum się jakby zgodzić, owszem, tak.

Pokaże mi.

Co to one są?

Kokaina.

Dummkopf! Naturlich, że kokaina, to ja widzi na własne oczy.

Kilogramem ile jest?

Ile kokaina jest?

Dwa kilo, panie doktorze.

Dwa.

Du Arschloch!

Dwa?

Sieben być miała.

Siedem kilogram być miała.

Quatsch mit Soße.

Was ist du oszust mnie?

Ja wiem, panie doktorze, ale co zrobić,

jeśli wczoraj w nocy dwa tylko przywieźli.

Dwa, to trzy razy mniej interes jest.

Trzy razy mniej interes, to jaki to interes jest?

Pokazuj mi.

Otwiera.

Sprawdzi to, zobaczy, czy dobre, jak ostatnio.

Może mi to mi cukier rozrobili jeszcze.

Porcjować, w papiery zawijać.

Słuchajcie, tutaj napisane, że w Anglii strajkują autobusy.

Jak może autobus strajkować?

Bo ja rozumiem w Sosnowcu, w Katowicach, górniki.

W Będzinie, u Guttmana, robotniki. Ale jak: autobus?

Kierowcy strajkują, panie Pantaleonie, a nie autobusy.

Panie Jakubie, inaczej tutaj jest napisane:

autobusy strajkują, autobusy.

I w Hollywood też strajk.

Co to Hollywood jest?

Filmy tam robią.

Filmów nie będzie. I bardzo dobrze.

Bo tylko obraza boska w tych kinach.

A pierdolisz pan.

Idź pan do Bałtyku, Gretę Garbo w Damie kameliowej zobaczyć.

To jest cud.

Piękność największa.

I ja bym taką...

Dzień dobry wszystkie luete tutaj.

Dzień dobry, pan Sobenski, dzień dobry, pan Kuba.

Dwa kawa, dwa pasztecik, dwa wódka.

Wszystko mi tu razy dwa sofort na jedną nogę,

dla mnie i dla pan Kuba.

Robi się, panie Doktorze.

Wszystko dziś będzie razy dwa, a nie sieben.

Wie schaben?

A wo Kum? Gdzie?

Kuma hinty zamknęli.

Pytał, czemu to pan Doktor

nas swoją obecnością na demonstracji nie zaszczycił?

Gdyby kurwysyny widziały mundur strzelca, to by nie było strzelane.

Polityka, panie Kuba, polityka.

A na życie kto zarobić pieniądz polski?

Daje pan, ciepłe?

Z kapustą.

Jeszcze raz panów zapewniam i proszę się nie obawiać.

Premier o kwestii kolonialnej nie zapomina ani na chwilę.

Wszyscy wiemy, że Polska musi stać się mocarstwem morskim.

Dziękuję.

Poszaleli wszyscy.

Za Pieńskiem chłopy ledwo z drzew zeszli.

Chodzą srać za stodoły. A ci, Madagaskar.

Dlaczego nie od razu Borneo?

Panie premierze... dzwonił ten Żydek od Kaplicy.

Towarzysza Kaplicy.

Tak, ten bokser.

I mówi, że Kaplicę aresztowali i cały ten...

Połącz mnie z Czerwińskim.

Litwińczuk, kancelaria premiera.

Jego ekscelencja premier Rządu Rzeczpospolitej

chciałby rozmawiać z panem komisarzem Czerwińskim.

Tak, dobrześ pan słyszał.

Proszę.

Dzień dobry, mówi Składkowski.

Wystarczy, wystarczy...

Komisarzu...

Panie komisarzu, nie może być tak, żeby w wolnej Polsce

stary bojowiec po areszcie się wycierał.

No i co?

Nikt wam nie mówił gamonie, że na hintów się ręki nie podnosi?

To nie ja strzelałem.

A co to za różnica?

Ty czy nie ty?

Do Berezy cię wezmą.

- Do Berezy? - A jak?

Ten twój Żwirski już tam siedział, nie?

Nie mówił wam, jak tam fajnie?

Jak faszystom... dają popalić.

Panie Kaplica. Wychodzimy.

To pilnuj się tam, chłopaku.

I widzicie komisarzu, jak zawsze.

Kiedyś premier nie zadzwoni.

Kiedyś to wszyscy umrzemy.

Nie siedź pan do późna.

To niezdrowo.

Żona czeka na pewno.

Pan dobrze wiesz, że nie czeka.

No tak!

Komisarza małżonka uciekła z jakimś buchalterem do Łodzi.

Taki pech.

I raz, dwa, trzy, i...

( kapela uliczna )

Przepraszam bardzo.

Proszę, proszę, zapraszam!

Dzieci moje, zapraszam!

Proszę.

Każdy się naje, każdy napije.

PPS i Związek Strzelecki zawsze dbają o najbiedniejszych.

Pan Fuks! Dzień dobry, co u żony?

Dalej pana bije?

PPS i Związek Strzelecki zawsze dbają o najbiedniejszych.

Co roku ta komedia, udawanie, cyrk?

Synek...

- No i po co to? - Jaki cyrk, Januszku?

Słuchaj...

Powiedz, hinty dla kogo są, co?

No, policysty, no po co są?

Dla picu, chyba. Chyba żeby interes przeszkadzać.

A nie, głupio gadasz.

Policjant interesu pilnuje, ale klasy posiadającej.

A państwo? Państwo to też, żeby jakiś Lilpop z innym burżujem

mógł spokojnie spać po nocach, a kabza mu sama puchnie.

A dla prostych ludzi policja tylko pałkę ma.

Jak kiedyś carski żandarm.

Bo dla prostych ludzi jesteśmy my.

Jak ojciec i matka. Surowi, ale kochający.

Jak myślisz, czemu towarzysz Składkowski

mnie hintom skrzywdzić nie da?

tłum: Kaplica, Kaplica...

Moje zdrowie, proszę wypić.

śpiewak: Na plaży pełno opalonych ciał...

Gdzie spojrzę, zdrowie tryska z lic...

Dzieci moje, proszę...

Proszę, nie, nie...

Dziękuję.

Masz tam, panie kochany.

Kto jeszcze nie dostał tu? Proszę.

Dlaczego pan jest taki blady...?

( w języku jidysz )

No, już. Zjeżdżać mi stąd!

Januszku, patrz.

Nie, no to to... No, masz!

Po co ta... taka ostentacyja?

Przecież to wiele pieniądz polski kosztuje. To po co to?

A daj mi już spokój, Januszku.

Na co żyć, gdyby pieniędzy nie wydawać?

28 tysięcy dałem. Drugiego takiego w Polsce nie ma nikt.

No i teraz to każdy wie, że towarzysz Kaplica tutaj rajzuje.

To po co taki saustelung? Po co popis?

Po co? Bo ja jestem Kum Kaplica, do chujów stu!

A jak!

Jedziemy!

- Munja, zakładaj to. - Panie szefie, to jest konieczne?

Konieczne. Pięknie wyglądasz. Jedziemy!

( śpiewak ) Dlaczego pan jest taki blady?

To latem kiepskie są zasady!

Więc z miłością nie da rady!

Dopókiś blady tu i tam!

( telefon )

Dziękuję, pani Mario.

Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Litwińczuk przy telefonie.

Panie premierze, Kaplica. Oczywiście, na wewnętrznym.

Halo?

Towarzyszu premierze, jak zwykle jestem pana dłużnikiem.

A jesteś, jesteś Janku.

Powiedz mi,

mamy w końcu, do cholery, jakieś prawo w tym kraju, czy też nie?

To z hinta nadgorliwiec. To co ja mogę na to?

Falangistów trzeba powsadzać, a nie starego Kaplicę męczyć.

Mam do ciebie sprawę po starej znajomości.

Jaką sprawę?

Mnie tutaj różne policmajstry...

mówią, że na ulicach pokazały się narkotyki.

Dużo tego. Jakaś kokaina.

Ukręć temu łeb, Janek. Po starej znajomości.

Załatwione.

I cóż pan zrobił z tym dzieciakiem, panie Kocot?

Do ochronki odstawiłem.

Ale trzeba dalej o tym myśleć, żeby ulica wiedziała,

jak się partia troszczy o sieroty po poległych.

Przecież ta zastrzelona nie była partyjna.

Ale manifestacja była partyjna.

Dziecku rodzinę trzeba by jakąś znaleźć.

Ja bym przygarnęła.

Towarzyszko, nie opowiadajcie głupot.

No co?

Dziecko rodzinę musi mieć przecież.

No to miałoby.

Ale rodzinę, czyli matkę i ojca, nie, że wiecie, jak u towarzyszki.

Że jak?

No, że dwie baby, no!

Towarzyszu,

młodzież jest przyszłością narodu.

Dzieciak może się przydać.

- Trzeba planować! - Kocot, dureń ty.

Tabaczyńska ma jajca większe niż ty z Pantaleon razem.

Z niego byłby ojciec, że ho-ho.

Trzeba pogadać, Januszku.

Syneczku...

Sprawa między mną a Doktorem.

Z tą kokainą to jednak nie.

Nie? Jak nie?

Kokaina geschaft jak żaden.

Obiecany. Kum obiecał. Było.

Było.

Ale wyższa instancja grzecznie prosi.

Januszek...

Słuchaj, tu nie ma żadnych dyskusji.

Jasne?

Kum obiecał.

No już, dobrze.

Januszku kochany...

Siadaj.

Pijemy.

A jak.

Ja tu pani wcześniej nie widziałem.

Nie widziałeś mnie pan tu zapewne nigdy.

To gdzie to pani bywała?

W Szwajcarii.

Ciągle orbitujemy niebezpiecznie blisko banału.

Skoro nie lubi pani banału, może od razu pominiemy cały konwenans?

Szczerość doceniam.

Doceniam, ale nie nagradzam.

Zresztą, trzeba już chyba wracać do budy.

Pan Kaplica woła.

Synek!

Chodź tu!

No, chodź!

Proszę państwa, szanownych. W życiu jeszcze tego nie widziałem.

Jakub Szapiro,

gwiazda Makabi,

bożyszcze chrześcijanek i żydówek.

Na myśl, o którym miękną serca

i wilgotnieją pizdy warszawianek każdego wyznania.

I ten Szapiro przed chwilą właśnie dostał kosza.

Może ja powinnam do niej zagadać?

A zagaduj sobie pani, na zdrowie.

Wyszczekana niewydymka.

Szanowni państwo, dziś rano złowione w Adriatyku

przyleciały do nas samolotem. Polecam szczególnie homara.

Bierzemy wszystko. Dziś klasa robotnicza świętuje.

Niech się święci pierwszy maj!

Mecz bokserski między Jakubem Szapirą a Andrzejem Ziembińskim

należy nazwać najważniejszym wydarzeniem sportowym tego roku.

Nie ze względu na widowisko, które nas niewątpliwie czeka,

ale na fakt, iż będzie to ostania walka pierwszego z wymienionych,

niesłusznie nazywanego pięściarzem, dla ścisłości.

Jakub Szapiro, człowiek kryminalisty, Kuma Kaplicy,

to zwykły rekieter, bandyta i chuligan.

Od kiedy cię obchodzi, to co piszą w gazetach?

Szapiro to nie tylko twoje nazwisko.

Twoich synów też.

Strzelanina podobno była.

Była.

Panie szefie.

( stękanina pijanego )

Do garażu mi odwieźć, wyszorować, żeby na jutro był.

Cześć pracy!

Cześć pracy, panie szefie.

A ty nie lubisz tej czapeczki, co?

Uciekaj.

Halo!

Do kurwy nędzy, jak człowiek wraca do domu, to co?

To ktoś chyba na niego z kolacją czekać powinien?

Ciszej bądź, dziewczynki pobudzisz!

Co ty się tak kręcisz, jak Żyd po pustym sklepie?

Ino patrzeć jak takim samym bezbożnikiem zostaniesz.

Co ty powiedziałaś?

Pierdolona antysemitko?

( strzał )

Córuchny moje.

Jak tam w szkole?

Nazaretanki nie pierdolą za dużo o kościele?

Chodźcie do tatunia.

Dziewczęta do pokoju. Już!

A ty, tam! Już!

Tam!

Niech Krysia idzie.

Do bramy na dole, do mieszkania,

do piwnicy i na strych.

Przyjdź od czasu do czasu, przewietrz trochę.

Kiedy mama chce wrócić?

Kto wie? Gdy zrobi się bezpieczniej.

Nigdy może.

- Powinniście jechać z nami. - On nigdy stąd nie wyjedzie.

Zabierz chłopców.

W Nowym Jorku będzie im lepiej i bezpieczniej.

Tam nikt Żydów nie bije.

Chłopcy są bezpieczni, ja jestem bezpieczna.

Polityka wszędzie jest taka sama.

U Hitlera nie jest taka sama. A tu wszystko idzie w tę stronę.

Będzie jeszcze gorzej.

Wspomnisz moje słowa.

( w języku jidysz )

Na demonstracji nie byłeś.

Mówiłem, że mnie nie będzie.

No tak, Legia wojskowy klub.

Jakby cię zobaczyli pod sztandarami z Falangą,

to by cię wywalili z hukiem, prawda?

Dobrze, zbieraj się. Potrzebuję cię na zebraniu.

Chwała wielkiej Polsce!

Chwała.

No więc, kto strzelał i po co?

Szacki aresztowany, kobieta zabita, to nie jest dobra prasa.

Koledzy, jedna demonstracja to jeszcze nie powód,

by podważać przywództwo kolegi Żwirskiego.

Pytanie, czemu ma przywództwo kolegi Żwirskiego służyć?

Naszej sprawie? Czy wyłącznie ambicjom kolegi Żwirskiego?

Ja, kolego, służę Polsce.

I tylko Polsce.

Polsce wielkiej, polskiemu imperium, które kiedyś powstanie,

nie z niczego, tylko właśnie z naszej krwi.

Jakoś na żadne imperium się nie zapowiada.

Kolego, kto rządzi Polską?

Zdrajcy.

Też.

Ale przede wszystkim, Polską rządzą stare pryki.

- I trzeba ich pogonić. - Jak?

Cierpliwości.

Potrzebuję, koledzy, czasu.

Dajcie mi czas, tylko tyle.

To teraz rozejść się...

i praca od jutra, jak zawsze.

- Chwała wielkiej Polsce! - Chwała!

I pamiętaj o gardzie. Garda!

I unik. Unik!

Już chłopcy, koniec.

Jakub, przerwa!

- Puszczaj! - Dawaj go! Chodź, cwaniaczku.

Jakie chojraki! Rekietery małe!

Jedz, Daniel.

Ty też, Dawid.

Wiesz, że on jest młodszy ode mnie?

Mniej doświadczony.

Ale jest zwinny.

Szybki.

Atleta.

Wiesz, że może mi gębę przefasonować?

Jakub, choćbyś szpetny do domu wrócił, to pamiętaj,

miłość jest ślepa.

Dasz sobie radę.

Jak zawsze.

Mówię poważnie.

Ja też.

( bazarowy gwar )

Dzień dobry, panie Szapiro.

Za godzinę jesteś pan u mnie, panie Borowski.

I lepiej, żeby się zgadzało.

Do widzenia, panie Jakubie kochany.

Dużo tam jeszcze zostało?

Jeszcze dwóch, panie Szapiro.

No bo wielmożny, panie Szapiro,

rzecz polega na tym, że mi się córka żeni.

Mazel tov!

Żeni się córka mi i moja żona chce, żeby wesele...

Panie Borowski, przestań pan tu pierdolić.

Panie Szapiro, to wszystko kosztuje majątek.

I ja po prostu nie mam teraz. Bo moja żona...

Panie Borowski, niech pan posłucha,

kogo się pan bardziej boisz, swojej żony czy Kuma?

Panie Szapiro wielmożny, pan mojej żony nie widziałeś.

Posłuchaj mnie pan, panie Borowski,

ja mam w dupie wesele córki, rozumiesz pan?

Jutro przyniesiesz pan do Sobenskiego na Lesznie

zaległe cztery dychy i dwie dychy karnych odsetek.

Jak nie, to ja pana znajdę i sobie inaczej pogadamy.

A teraz, wypierdalać mi stąd!

( w języku jidysz )

Widzę, że trenujemy, synek!

Dobrze, dobrze.

Jak dziś poszło?

Pieniądze tam leżą.

A jak się czujesz, co?

Jak forma?

Jak zwykle, jakoś to będzie.

Łatwo wygrasz. Fetniakowi studenciak nie podskoczy.

Ziembiński to jest niezły bokser.

Wygrasz, synek, jak klasa robotnicza.

( śmiech )

Ja tam wiem, na kogo pieniądze postawić.

Jest innego rodzaju problem.

Bernsztajn.

Takie Żydzisko, nędzne,

na Nalewkach zamieszkane, sechsundzwanzig.

Pożyczył pieniądz polski pod zastaw.

Pod sklep z wyrób gumowy.

No to splajtował.

No co, syneczku?

Trzeba to rozwiązać, jak zawsze. Co zrobisz?

- Kumie, może tutaj... - Może, może...

Morze to, pan Jakub, jest Bałtyckie.

A tu są zasady. Tak trzeba robić.

Oni się muszą bać!

Możesz poczekać w aucie?

Januszek...

Co się dzieje?

I tak się nas boją. Po co nędzarza takiego krzywdzić?

Takie jest życie, synku.

Bo inaczej każdy byle kto będzie myślał,

że nam pieniędzy nie trzeba oddawać.

Ja nie wiem, jak długo jeszcze pociągnę.

A to czy Doktor przejmie po mnie schedę, to też nie wiem.

Bo to równie dobrze możesz być ty.

Doktor nie dba o ludzkie życie.

Nie twoja sprawa!

Ale ja muszę wiedzieć,

że gdy ja dam rozkaz, to ty nie będziesz się wahał.

Jasne?

Zrób, syneczku, co trzeba.

( walenie do drzwi )

( w języku jidysz )

Każdy swojego Boga ma.

Żyd swojego, katolik swojego.

Ale u każdego Bóg być musi.

Tak jak każdy pies

musi mieć swojego pana.

A kundle bezpańskie rakarz łapie.

A mopsika w salonie pani karmi smakołykami.

Towarzyszu, religia to jest opium dla mas.

Ja tam w Boga wcale nie wierzę.

Niedobrze. Jak kundel bezpański.

Kto w Boga nie wierzy, ten we wszystko uwierzy.

A bo z Bogiem to niby inaczej?

Źle przeciwko panu Bogu mówić.

A towarzysz Szapiro też w Boga wcale nie wierzy.

Prawda, towarzyszu?

Boga nie ma.

My jesteśmy.

Trzeba go teraz ładnie rozprawić. Dawaj.

Dania?

Kopenhaga.

- Grecja? - Ateny.

- Czego tata się boi? - Tata niczego się nie boi.

Dlaczego nie chce już boksować?

Chce, ale nie powinien. Rumunia?

- Bukareszt. - Dobrze.

Będziemy musieli się wyprowadzić?

A co ty znowu wymyśliłeś, synek?

Tata jest bokserem, z tego mamy pieniądze.

Więc jeżeli przestanie być bokserem, to z czego będziemy żyć?

Słyszałeś?

I co im powiesz?

Prawdę.

Nie powiesz im prawdy. Nigdy.

Mogę zmienić zawód.

Zapuszczę brodę, pejsy, zostanę cadykiem, nikt mnie nie rozpozna.

Zawsze możemy wyjechać.

Dokąd, do Nowego Jorku? Jak twoi rodzice?

Do Palestyny. Warszawa nie jest miastem dla Żydów!

Warszawa to nasze miasto! To jest moje miasto i twoje.

No i co z tym Żydkiem, syneczku? Załatwione?

Załatwione.

No i trudno.

Takie życie.

I tak będą o tym mówić.

Co to dzieje się?

Czemu Kuma on mieć pouczać?

Nie ma się co denerwować.

Czemu on się mieć wydaje, że wolno?

Już!

Idziemy Januszku, interesy czekają.

( w języku jidysz )

Lubię cię bardzo, głuptasie.

Co byś zrobiła na moim miejscu?

On mi ojca zabił.

Zemściłabym się.

Ostrzyż mnie.

Ja nie jestem fryzjerką.

Nieważne. Pejsy mi zetnij.

( huk nadciągającej burzy )

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.