Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W dniu dzisiejszym wojska Czerwonych zostały rozbrojone i wzięte do niewoli.
Siły narodowe osiągnęły
wszystkie cele wojskowe.
Wojna jest zakończona!
Wojna!
W pierwszą rocznicę pokoju,
po odebraniu Defilady Zwycięstwa na Paseo de la Castellana,
generalissimus Franco udał się do Risco de la Nava
w górach Guadarrama, gdzie oficjalnie zainaugurował
budowę monumentu ku czci poległych za Wiarę i Hiszpanię.
Dowodzone przez generała Eisenhowera morskie siły sprzymierzonych,
przy wsparciu lotnictwa,
rozpoczęły dziś rano desant na północnym wybrzeżu Francji.
Trwa budowa mauzoleum, które Franco kazał wznieść koło Madrytu.
Mamy informacje, że podobnie jak przy robotach publicznych,
zatrudniani są tam jeńcy wojenni.
Hiszpańska aktorka Macarena Granada, której talent i urodę
w rolach drugoplanowych doceniła Ameryka,
gra swoją pierwszą główną rolę
w filmie reżyserowanym przez Ottona von Fischera.
Odbudowa Francji
Wioska się odrodzi,
miasto powstanie z ruin -
i tak odbudujemy Francję.
Aktorka Macarena Granada i austriacki reżyser Otto von Fischer
w trakcie zdjęć do filmu ''Niewolnica'' ujawnili swój romans
i wzięli ślub w Palm Springs, podczas przerwy w pracy.
Wielki naród amerykański - potęga gospodarcza i niewyczerpana siła twórcza -
prowadzi politykę zacieśniania stosunków międzynarodowych.
Macarena Granada i pracujący w Hollywood reżyser Otto von Fischer
powiadomili o swoim rozwodzie po niespełna roku małżeństwa.
W dniu świętego Jana Bosko
w Madrycie odbyła się doroczna gala wręczenia nagród
Związku Zawodowego Filmowców.
Luis García Berlanga, reżyser ''Bienvenido Mr. Marshall''
i Rafael Gil, twórca ''La Guerra de Dios'', zdobyli nagrody główne.
W środę, w Hollywood, hiszpańska gwiazda Macarena Granada
otrzymała Oscara dla najlepszej aktorki i zadedykowała go ojcu,
który zmarł we frankistowskim więzieniu podczas wojny domowej.
Hiszpania wstępuje do ONZ, zajmując
należne jej miejsce na arenie międzynarodowej.
Po wielkim sukcesie ''Les Diaboliques'', reżyser Henri-Georges Clouzot
kręci w nicejskich studiach La Victorine
film ''Le Mystere Picasso'',
w którym zdradza widzom tajemnice genialnego Hiszpana.
W ramach doskonałej współpracy hiszpańsko-amerykańskiej
słynny hollywoodzki producent Max Spiegelman
przeniesie na duży ekran życie królowej Izabeli Katolickiej.
Film wyreżyseruje John Scott, który zdobył najwięcej Oscarów w historii.
Jest żywą legendą kina! W rolę królowej Izabeli wcieli się
wielka gwiazda Hollywood, Macarena Granada.
Longinos! Kto by się spodziewał.
- Niech mnie, pan Fontiveros! - Raczej jego blady cień.
- Mówili, że pan nie żyje. - Złego diabli nie biorą.
A tak, w ogóle - ile ty masz lat?
Byłem już dziadkiem, kiedy wynaleźli kino.
I chyba dożyję stu lat, z bożą łaską.
A i bez niej pewnie też.
Jestem ksiądz Quintanilla, to moje sierotki.
Musi ksiądz zaczekać, teraz mają próby.
Przyszły chrześcijańskie dzieci!
Co to za wygłupy?!
Na kolana! Dostanie wam się za to!
Też mi superprodukcja!
Nawet nędznej kawy nie dadzą!
Siedzę tu od ósmej rano.
Chyba nie wiesz, kim jest mój mąż. Prawda?
Za czasów don Norberta było tu inaczej.
Zobaczysz, poskarżę się panu Bonilli!
- I panu Marciano! - Lucía?
Fontiveros?
- Skąd się tu wziąłeś? - Grałem amantów, zanim ty się urodziłaś.
Tak nie wyjdę! Wyglądam jak Ali Baba i czterdziestu rozbójników!
I jeszcze ten turban - bez jaj! Lucía, jak wyglądam?
Blas?
- Czyli wszyscy zagracie w tym filmie? - A co, zaskoczony?
- Wiesz, że ona przyjeżdża? - Macarena?
Tak, czytałem w gazetach, we Francji.
- Gra Królową, oczywiście. - No tak.
Co za przypadek, że wracacie jednocześnie.
- Tak, zbieg okoliczności. - Ja też robię za króla!
- Grasz Ferdynanda Katolickiego? - Chciałby.
Rola niewielka, ale wyglądam jak gwiazda. Jestem królem Maurów.
Gram samego Boabdila, a co!
Nie zgadniesz, kto gra moją matkę.
Rosales.
- Rosa? Też tu jest? - Tak.
Wróciła niedawno z Ameryki Południowej. Gra w Teatrze Marii Guerrero.
Zarabia na chleb, jak wszyscy.
- Zobaczysz nasze dekoracje. - Nareszcie! Wieża Comares...
idzie tam - na Dziedziniec Mirtów.
I uwaga na cyprysy! Bo mi je połamiecie!
Venancio! Proszę cię, chmury jaśniejsze, niech błyszczą!
- To ma być Granada, nie ''Wichrowe wzgórza''! - Skarbie!
- Mamy gościa. - Jeszcze mi tu tylko gości brakowało!
Cześć, Julián.
Bardzo ładna ta Alhambra.
Matko Przenajświętsza! Panno Maryjo!
Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha.
Jakiego tam ducha!
O mój Boże!
- Blas Fontiveros? - My się znamy? - Tak, ale…
Pewnie pan mnie nie pamięta. Przyniosłem panu kawę, 20 lat temu.
- To bratanek Bonilli. - Pepe Bonilla, przepraszam.
Asystent reżysera. Bardzo mi miło.
Pani Gandía, pilnie pani potrzebują w kostiumach!
Jeszcze będą nas poganiać…
- Do zobaczenia. Wszystko nam opowiesz. - Oczywiście.
Castillo, Mister Spiegelman chce obejrzeć z panem matte painting.
Mój Boże!
- Miło było... - Przyjdźcie obejrzeć pałac. Fantastyczny!
Chodźmy, Blas. Zobaczysz, jak się rządzą ci Amerykanie.
- Castillo nic się nie zmienił. - Proszę?
Nie rozśmieszaj mnie.
- A co się stało? - Ożenił się! - Nie! Serio?
- Niewiarygodne, ale prawdziwe. - Więc już nie jest… Wyleczył się?
Na to nie ma lekarstwa. Ale nie uwierzysz, z kim się ożenił.
No, mów wreszcie.
Z…
- Z kim? - Z Lucíą!
- Co ty gadasz! - Mówię ci. Sam zobaczysz.
- Więc się odmienił? - Nie, to ona przeszła na drugą stronę.
- Mów jaśniej. - Została lesbijką.
- Więc po co…? - To małżeństwo na niby.
Dla zachowania pozorów.
To jest bardzo dobre, ale… Czy jest już skończone?
Prawie tak.
- Piękne. - Dziękuję. - Dzieło sztuki.
Emilio Ruiz jest wielkim artystą. Przedstawię panom kogoś.
Blas, pozwól!
Pan Spiegelman, producent filmu. Pan Berman, scenarzysta.
Blas Fontiveros, hiszpański reżyser, bardzo dobry reżyser.
Miło poznać.
- Bardzo mi miło. - Mój przyjaciel.
Jordan, popatrz w kamerę.
Julián, a Johna Scotta nie ma?
To dzięki niemu zostałem reżyserem, zachwycił mnie jego ''Ognisty koń''.
Był mistrzem.
Myślałem, że już się wycofał.
- Niestety, dobrze myślałeś. - Jak to?
Odkąd przyjechał, siedzi w hotelu, schodzi tylko do baru.
Jeszcze tutaj nie był. Ma jakiś problem.
Bonilla! Chodź tu!
Co to za produkcja? Trzeba zorganizować przyjęcie powitalne!
Obiecaliśmy Amerykanom, że dziś wieczorem…
Nie mów im, będzie niespodzianka. Idziesz z nami.
- Justino, jedziemy do pani Fuencisli. - Tak jest.
Krawiectwo Wchodzić bez pukania
Czy ona będzie gotowa na poniedziałek?
- Jorge jest w Burgos. - I co tam robi?
Służy w wojsku. Ma 21 lat, nie wiesz?
Mój Boże.
Jest lekarzem wojskowym. A jaki przystojny!
Przyjedzie na przepustkę, na ślub swojej siostry.
Magdalena...
Wychodzi za mąż?
Proszę - przynajmniej pamiętasz ich imiona.
Będę się musiał elegancko ubrać.
- Po co? - Na wesele córki.
Oszalałeś? Chcesz nam zrujnować życie?
- Nawet się do nich nie zbliżaj. - Jestem ich ojcem. - Byłeś!
Myślisz, że możesz zmartwychwstać, kiedy ci wygodnie?
Teraz mają innego ojca. Kiedy ciebie zabrakło, bardzo nam pomógł.
Arturo...
był dla nich prawdziwym ojcem.
Ciebie nigdy nie było - nawet, jak z nami mieszkałeś.
Albo miałeś zdjęcia, albo byłeś z tą zdzirą.
- To było dawno temu. - Co ty powiesz - w innym życiu?
A jaką karierę zrobiła...
Tobie też się nieźle powodzi.
Pewnie.
I co jeszcze?
Wiesz…
Wyglądasz wyjątkowo pięknie.
Zawsze miałeś bardzo ładne dialogi.
Gorzej było z akcją.
Jestem twoim mężem.
Już nie.
Owdowiałam po tobie.
Gdzie się zatrzymałeś?
W pensjonacie, przy Gran Vía.
Masz pracę?
Jeszcze nie.
A masz jakieś widoki?
Byłem dziś rano w wytwórni.
- Nie mogę tego przyjąć. - Nie bądź idiotą.
Bierz.
Bardzo dziękuję.
Nie wiem, czy takie miłe niespodzianki są zdrowe.
Właśnie, mogli umrzeć na serce.
Przed wyzwoleniem obozu nie miałem z nikim kontaktu.
Potem było już za późno.
Dowiedziałem się od siostry...
że uznali mnie za zmarłego. A kuria unieważniła moje małżeństwo.
Ana wyszła drugi raz za mąż.
Doszło do mnie nawet - za kogo.
Pomyślałem, że skoro nie żyję, to lepiej niech tak zostanie
- i zacznę wszystko od nowa. - Gdzie byłeś przez tyle lat?
- We Francji. - Pracowałeś gdzieś?
Gdzie się dało: jako murarz, listonosz…
Kiedyś dostałem pracę w kinie: byłem elektrykiem, wózkarzem…
Raz nawet trzecim asystentem reżysera.
Przepraszam, panie Fontiveros, oni pytają…
- w którym obozie pan był. - W Mauthausen.
Dobrze, że wróciłeś, przyjacielu.
A ty, Rosales…
- Dlaczego wróciłaś? - Ja...
Popełniłam błąd - zakochałam się w Argentyńczyku i założyłam własną trupę.
Ten przystojniak mógłby być twoim synem.
Nie synem -
wnukiem.
Ale jak tańczył tango!
Tango... Nieźle z tobą zatańczył, sukinsyn.
Zabrał mi wszystko. Wróciłam bez grosza, zupełnie przegrana…
a zaczynać od nowa w naszym wieku
jest dość trudno, ale co robić.
- Wygłupiam się - to w teatrze, to w kinie. - Już tak nie narzekaj.
Tutaj za 3 dni płacą tyle, co w teatrze za 3 miesiące.
Kino nie ma przyszłości. Mówili to już bracia Lumiere.
Czy jest jakieś mniej pewne zajęcie?
- Popatrz… - Panie Fontiveros… - Jak tu interes się kręci.
Pan Berman i pan Spiegelman słuchali, co pan mówił
i pytają, czy chciałby pan…
reżyserować w drugiej ekipie.
- Poważnie? - Tak.
Dlatego, że…
nasz drugi reżyser jest do niczego, jest po znajomości.
- To zięć dyrektora. - Chyba myślą, że jesteś Żydem,
- jak oni obaj. - I niech tak myślą.
Kręciłby pan plenery, statystów…
- To dobra praca. - Co tylko będzie trzeba.
Nie śpię na pieniądzach.
Panie Spiegelman, nie wiem, jak panu dziękować…
Proszę mi nie dziękować, potrzebujemy prawdziwego fachowca…
- Nie gap się tak. - Ja? A ty?
Sama się gapiłaś na tę Cygankę.
Jeśli pan się zgadza, to oni są zachwyceni.
Nie wierzę - będę pracował z Johnem Scottem.
- Mógłbym mu robić kawę. - Za Amerykanów!
- Dają nam pracę i dolary. - Żeby...
- uwolnić nas od konspiracji w Salamance. - ''Konferencji.''
- Jakiej konferencji? - Banda smutasów głosi,
że trzeba robić kino społeczne, odzwierciedlające rzeczywistość.
Mało nieszczęść w życiu, to jeszcze pokazywać je w kinie.
Przyjemniaczki!
Ja ich rozumiem, ale apel o realizm w Hiszpanii
to brak realizmu.
Trzeba robić komedie, żeby ludzie się śmiali, bo życie jest za ciężkie.
Powiedz, co my tu, do stu diabłów, robimy?
Dwaj Żydzi kręcą film o królowej Izabeli Kastylijskiej?
Co ja zgubiłem w tym zapomnianym kraju?
Nic nie zgubiliśmy.
Znaleźliśmy ''fundusze nieprzekazywalne''-
tak to się nazywa?
I opiekę generalissimusa Franco.
- Masz skrupuły? - Skrupuły?
Jestem producentem filmowym - idę tam, gdzie jest forsa.
Charo, ubierz jakoś tych Maurów,
to nie pierwsza komunia, tylko bitwa!
A to? Nie z tej epoki.
- Cięcie! Nie, nie! - Stop!
Stop!
Cięcie!
Skąd wziąłeś tego idiotę, Bonilla?!
- On się nie nadaje. - To nie jest nasz statysta.
- Więc co tu robi? - To strażnik Guardia Civil,
przydzielili nam ich - pilnują broni.
- Bardzo chciał wystąpić w filmie. - Co pan pieprzy!
Z takimi ludźmi nie da się pracować!
Proszę mu powiedzieć, że dobrze wypadł, pochwalić go...
Przerwałem zdjęcia. Gdyby pan Scott to zobaczył,
pomyślałby, że to ja jestem idiotą!
Bardzo dobrze, wspaniale!
Już możesz się przebrać. Dziękujemy!
W porządku, kupione!
Dobra… Jadę.
Wszystkie kostiumy sprawdzone. Nie jestem już potrzebny.
Castillo, naprawdę, żal na ciebie patrzeć…
- Nieźle cię urządził. - Miał siłę w rękach, rozwalił mi twarz.
Mógł mnie zabić. Cholerny bandzior.
A dom jak wygląda - najbardziej mi żal XVI-wiecznych srebrnych kandelabrów.
Wracam do studia, mam dużo roboty.
Ukradli mu kandelabry, które sam zwinął…
jak kręciliśmy ''Lwicę z Kastylii''.
Na miejsca!
Jak wytłumaczysz dowódcy, że zgubiłeś kapelusz?
Tu go zostawiłem. Musi gdzieś być.
- Gdzie pani jest? - Tutaj!
Za chwilę przyjdę.
Będzie pan łaskaw zaczekać w salonie.
I co teraz?
- Proszę sprawdzić w książce. - Nie muszę.
Dobrze pamiętam, co pan napisał.
Więc…?
Jeśli przyszedł pan po zapłatę…
Co by pani zrobiła, żeby zatrzymać majstra?
Cóż… Mogłabym za niego wyjść.
Niech żyją Państwo Młodzi!
Wyszło świetnie! Będą zachwyceni.
Jak u Eisensteina!
Bez obaw, zrobiłeś to fantastycznie.
Idą.
- A pan Scott nie przyjechał? - On czasem jest,
czasem go nie ma. Spokojnie, zdążysz go poznać.
Moje gratulacje.
Świetna robota.
Cieszymy się, że jest pan z nami.
- Blas Fontiveros? - Tak, to ja.
- Pojedzie pan z nami na komisariat. - Na komisariat? Dlaczego?
- Tam się pan dowie. - To chyba jakaś pomyłka.
Co oni sobie o mnie pomyślą?
- Proszę z nami! - O co jestem oskarżony?
Idziemy!
Co to za ludzie?
Chyba tajna policja.
Proszę, idziemy!
Pamiętaj, tylko nie nawal. To zamówienie z samej góry.
Bez obaw. Wszystkiego tu brakuje, ale nie wypadków...
Tam masz pryczę.
Dobry wieczór.
Dobry wieczór.
- Pepe Bonilla, asystent reżysera. - Bardzo mi miło.
Witamy!
Panno Granada, czy to prawda, że Ava Gardner zrobiła
Frankowi Sinatrze i pani awanturę w jednej z restauracji?
Nie mówmy już o tym. Tym bardziej, że Ava chyba też tu jest.
- Została pani Amerykanką - już nie chce pani być Hiszpanką? - Co za typ!
Nie mogę nagle przestać być Hiszpanką.
To się ma w sobie.
Ale teraz tam mieszkam, tam pracuję i płacę podatki.
- To bardziej praktyczne rozwiązanie. - Panie Honess, jedno pytanie…
Wymawia się ''Dżąns''.
Więc panie Jones… Co w naszym kraju podoba się panu najbardziej?
Z pewnością kobiety.
Nie ma nic piękniejszego niż Hiszpanka.
Pan Jones mówi, że Hiszpanki...
Że są najpiękniejsze.
Co pani powie o swoim romansie z Carym Grantem?
Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, nic więcej.
Ludzie wierzą w to, co wymyślają dziennikarze,
ale że wy sami w to wierzycie, to śmieszne.
Połowa z tego to bzdury.
Gdybym tyle romansowała, nie miałabym kiedy grać w filmach.
Dlaczego zadedykowała pani Oscara ojcu, skoro on nie żyje i nie mógł tego słyszeć?
Bo to jemu wszystko zawdzięczam. Również ten zawód -
pokochałam go dzięki niemu już jako dziecko.
Chciałam mu oddać sprawiedliwość, na którą zasługiwał,
- a nie zaznał jej za życia. - Pięknie powiedziane!
Panie Spiegelman, kiedy porozmawia z nami pan Scott?
Pan Scott odpoczywa po podróży.
To będzie jego 192. film.
W ciągu całej swojej długiej kariery nie udzielił ani jednego wywiadu.
Przepraszam, że przeszkadzam… Proszę ocenić kostium Ferdynanda.
Jak wyglądam?
- Najładniejszy król, jakiego widziałem. - Wystarczająco katolicki
czy mam nosić jeszcze krucyfiks?
Zna się na tym, jest Irlandczykiem.
Panno Granada, jesteśmy gotowi.
Na miejsca!
Zaczynamy zdjęcia!
Pani Matyldo, co pani czuje jako konsultantka historyczna tego filmu?
Co mam powiedzieć... Czuję wielkie emocje.
Bo to superprodukcja w każdym calu.
Bez wątpienia ten film jest…
Celestino, przecież nie robisz tego pierwszy raz.
To bez wątpienia najdroższy film kiedykolwiek kręcony w Hiszpanii.
Manolo, włącz czerwone światło! I cisza tam z tyłu!
Uwaga, kręcimy! Uciekaj!
Widzę cię, uciekaj! Reżyserze, jesteśmy gotowi!
Zaczynamy!
Cisza!
Teraz jesteśmy gotowi!
Panie Jones, zdjęcie do gazety. Z gazetą.
Wszyscy gotowi? Proszę o ciszę!
Na miejsca! Kamera!
- Guma. Guma!… - Kręcimy!
Scena 314. Ujęcie 1.
- Reżyserze… - Akcja.
Izabelo!
Ferdynandzie!
Ale… to nieprzyzwoite.
To niedopuszczalne!
Nie, nie i nie! Stop!
- Jest wymalowana jak Komancze! - Nie wolno mówić w czasie ujęcia…
Co nie wolno? Wolno - właśnie to robię!
- Źle się ten filmik zaczyna! - Kręcimy czy nie? - Tak, tak...
- W kinie… - Ani w kinie, ani w teatrze, ani w cyrku!
Nie! Wykluczone!
To kompletny historyczny bełkot!
Ożył!
To oburzające! Nie ma pan wstydu!
- Ty, wywieź stąd tę panią. - Poza tym…
To nie ma nic wspólnego z historią! To jakiś amerykański bzdet!
To Amerykanie, więc jaki ma być: niemiecki, hiszpański?
Co pan robi?!
- Próbuję jechać, proszę pani. - Nie zgadzam się! To porwanie!
- Poskarżę się u samego Franco! - To wariatka.
Jak to dobrze mieć na planie historyka...
Zazwyczaj pierwszy wylatuje scenarzysta.
Bonilla!
- Chcę, żeby pan Scott to ocenił. - Nie, czekaj w garderobie.
- Nikt cię nie wołał! - Co się dzieje, kręcimy czy nie?
Ty jesteś pewnie…
Julián Torralba - Gary Jones. Król Boabdil - król Ferdynand.
- Mów mi Gary. - Miło mi. - Mnie również.
- Witamy w wariatkowie. - Nie rozumiem ni w ząb.
Uczę się… angielskiego.
Bardzo słusznie.
Zdradzę ci coś... Reżyser to moczymorda. Rozumiesz?
- Za długo w Hollywood. - Hollywood! Moje marzenie.
Filmy… w Hiszpanii… słabe pieniądze.
To przykre.
Musisz poznać mojego agenta. Bill!
Pan Larsen z Agencji Williama Morrisa, a to Julián… Torralba.
- Rozumiem, ale nie wszystko. - To pan Larsen z Agencji Williama Morrisa.
Mister Jones, możemy kręcić!
Obowiązki, do zobaczenia!
Od Williama Morrisa?
Scena 315. Ujęcie 1.
Akcja.
Izabelo!
Ferdynandzie!
Boabdil przyjmuje kapitulację.
Granada ściele ci się do stóp.
Hiszpania…
jest twoja.
Nie, Ferdynandzie.
Hiszpania jest nasza.
Nasza.
Cięcie!
Mamy!
Dziękuję wszystkim!
- Dobrze było, prawda? - Tak.
Zaprzyjaźniłyśmy się z doktorem Rosenem.
A właściwie - Rosenbergiem. Jest Żydem.
Uciekł przed Hitlerem do Hollywood i zmienił nazwisko
na bardziej amerykańskie. Każdej z nas coś robił:
jednej nos, drugiej coś innego… A Ricie Hayworth…
Za to, co jej zrobił, powinien dostać Nobla.
- Z literatury? - Nie, ciemnoto! Z medycyny.
Zrobił jej nos…
Ale jaki! I przepraszam, że to mówię -
przesunął jej włosy aż tutaj, bo biedna nie miała czoła.
I wcale nie nazywa się Rita Hayworth!
Tylko Rita Cansino i mówi po hiszpańsku jak my.
- Jest z Andaluzji? - Nie, ale jej ojciec jest z Sewilli.
- To widać... w jej ruchach. - Była tancerką!
Sto razy lepszą niż Ginger Rogers.
Widzieliście ją z Fredem Astairem w ''You Were Never Lovelier''?
''Moja najmilsza'' - cudny film.
- Dlaczego zawsze muszą zmieniać tytuły? - Bo kto by to zrozumiał.
Czemu ja o tym mówiłam? Już wiem!
Doktor Rosen, chirurg gwiazd,
mieszka koło nas w Beverly Hills i w niedziele przychodzi na moją paellę.
A jak ma robić operację, jestem jego królikiem doświadczalnym.
Cieszę się, bo zrobił mi już wszystko.
Tutaj, tu i tu - wszędzie.
Uwielbiam sale operacyjne.
Mogłabym się bez przerwy operować.
- Dziwna jesteś. - A Macarena coś sobie robiła?
- Nie, ona nie musi. - Ile to się człowiek w życiu namęczy.
- Lepiej było mi zostać w Argentynie. - I co byś tam robiła?
- Nawet Perón musiał uciekać. - Wiedziałaś, że będziesz
pracowała z taką legendą?
- Niewiele z niej zostało. - Ale i tak ma więcej Oscarów
niż Sáenz de Heredia Nagród Gildii.
Ja sobie porozmawiałem z agentem od Williama Morrisa.
Ci od Williama Morrisa - to potęga!
W Hollywood nie pójdziesz nawet do toalety bez agenta.
Bez niego dobrze sobie radzi tylko Cary Grant.
Bo już jest gwiazdą. Ale jak zaczynasz i chcesz się wybić…
- Nie, on jest taki skąpy! - To prawda, że nasza lala z nim kręciła?
Z kim? Z Carym?
- Skąd! To ''gossip''. - Czyli co?
Plotki.
Wytwórnia bardzo chciała, ale nic z tego nie wyszło.
Bo nie mogło wyjść.
- Chcesz powiedzieć, że on też jest...? - Ba, Cary…
I wielu innych. Niby tacy męscy - nie chcę wymieniać nazwisk,
- ale pełno tam takich. - Coś podobnego!
- Obiad dla królowej. - Dziękuję. To na razie.
Do widzenia.
Fontiveros zniknął.
W ministerstwie nic nie wiedzą…
nie ma go w żadnym komisariacie, więzieniu - zapadł się pod ziemię.
Przyniosłam ci obiad. Jedz, bo wystygnie.
Zupa czosnkowa - palce lizać!
- Nie jestem głodna. - Musisz coś zjeść.
Żołądek mi się ścisnął, z nerwów.
Czym się denerwujesz?
Nie wiem. Może to pierwszy dzień zdjęć...
Tak, trema debiutantki!
Nie wciskaj mi kitu. Co się dzieje?
Trini, naprawdę nie wiem. Czuję tu taki ścisk.
Mów mi wszystko, zaraz poczujesz się lepiej.
Sama wiesz: myślisz, że to już nie przyjdzie
i nagle przychodzi.
Już pierwszego dnia zdjęć?
- Nie masz pojęcia, jak tu było za dobrych czasów. - Gówno tam dobrych.
- Jak przy egipskich piramidach! - Serio? - Mówię ci.
- Żebyś widział, jak kuliśmy tę przeklętą bazylikę. - Pieprzona skała.
Paru zasypało i nawet ich nie odkopywali.
Paru? Dużo więcej.
Nas, starych, niewielu zostało - teraz potrzebują ludzi z wiedzą.
- ''Siły wykwalifikowanej''. - Więc co tu robicie?
- Bardziej przydam się tutaj. - Komu się przydasz?
Widzisz tego tam?
Był szefem związku zawodowego górników.
Gość ma większe jaja niż cały ten pieprzony krzyż.
Z więzienia przysłali go tutaj.
- Niby zdrowe górskie powietrze... - Jest chory, ale jeszcze żyje.
Powinien umrzeć wśród dzieci i wnuków, prawda?
- Tak. - No więc właśnie.
- Przynajmniej dają wam jeść. - Tyle, żebyśmy mogli kuć te skały.
I płacą wam. Skromnie, ale płacą.
''Skromnie'' - chłopie… Ci z filmu żyją w innym świecie.
Płacą nam połowę pensji minimalnej: 6 peset.
- Z czego 3 zabiera rząd. - Przynajmniej zostają wam trzy.
Jedną potrącają za jedzenie, druga idzie na konto, żebyś miał, jak wyjdziesz.
Jedna zostaje. Zawsze to coś.
Tylko, że ta jedna idzie dla rodziny - przez urząd twojego miasta.
- Jak się trafi, że burmistrz jest uczciwy… - Prędzej wygrasz na loterii.
…to twoja rodzina ją dostanie.
Pewnie macie rację. Ale mogę wam jeszcze raz opowiedzieć o Mauthausen.
Nie, tylko nie to. Mam złe sny po tych opowieściach.
Mnie tam śnią się tylko kobitki.
Uważaj!
Noga!…
Nie ciągnij! Nie dotykaj!
- Tylko noga, czy coś jeszcze? - Jestem w kawałkach... Nie ruszaj mnie!
- Spokojnie… - O Boże!
Cud, że żyjesz.
Rzygam już tą Izabelą.
Okropność, staje mi w gardle.
Popatrz, pan Scott.
Znów to samo.
Mister Scott…
Porozmawiajmy o mojej roli, bo chyba jej nie rozumiem.
Słucham cię, złotko.
Właśnie czytam biografię tej kobiety
i dowiaduje się niebywałych rzeczy, o których wcześniej nie miałam pojęcia.
Wydawało mi się, że ona była świętą!
Czyniła dobro...
A ona wyrzuciła z Hiszpanii Żydów. To samo z muzułmanami.
Zorganizowała Inkwizycję…
i w dodatku była brudaską -
ślubowała, że się nie umyje, dopóki nie zdobędzie Granady.
Więc…
W każdym razie, tego w ogóle nie ma w scenariuszu.
Mister Scott?
Cholera, zasnął.
I kto, psia mać, mi to teraz wyjaśni?
Jordan, pomóż mi…
Kim ona jest?
Świętą czy brudaską?
Jeśli ma być inna, niż była naprawdę - muszę to wiedzieć.
Ja też jej nie cenię. Co mam powiedzieć?
Nie wiem, to twój scenariusz.
Teoretycznie.
Jak to?
Mojego nazwiska nie ma w napisach końcowych, i dobrze.
- Widziałaś ''Ostatnie dni Pompejów''? - Tak, cudowne.
Żal mi cię.
Tam też nie pojawia się moje nazwisko. Nie mogłem się pod tym podpisać.
Musiałem wyjechać z powodu nagonki McCarthy’ego.
Jestem na czarnej liście.
To straszne.
Ale niech ktoś mi wytłumaczy, co mam grać.
Napisałem scenariusz o Kolumbie…
ale pan Franco stwierdził, że woli film o królowej Izabeli.
Musiałem wszystko zmienić. Miałem na to 3 dni i 6 butelek whisky -
bez przerwy pilnowali nas ludzie Franco.
Więc najlepiej, jeśli oboje będziemy…
robić grzecznie swoje i siedzieć cicho.
To moja rada.
No to wpadliśmy.
Poza tym, to ci ułatwi kontakty z panem Scottem.
Dlaczego?
- Podobno byłaś u Strasberga w Actors Studio. - Tak.
Lepiej, żeby o tym nie wiedział.
- Dzisiaj soczewica. - Gwiazdy mają przesrane.
- Będziemy jeść ze wszystkimi. - No, nareszcie!
- Jest w Cuelgamuros. - Jako więzień?
Coś takiego! Gwiazdy zstępują na ziemię.
- A co, przeszkadzam? - Skąd. Jak miło.
Nam wszystkim.
Tak. Dowiemy się o tobie wszystkiego z pierwszej ręki.
Że niby ja mówię coś nie tak?
- Ty mogłabyś pisać scenariusze. - Właśnie pogadałam sobie ze scenarzystą.
O mojej roli, bo…
A co chcesz o niej wiedzieć? Izabela… Katolicka. I wszystko jasne.
Właśnie dlatego ten kraj tak wygląda.
Trzeba się uczyć! Naprawdę byłaś w Actors Studio?
- I poznałaś Marlona Brando? - Pewnie! Nudziarz -
wciąż do niej wydzwaniał. Mówili mu, że jest przystojny i uwierzył.
Bo jest, może nie?
Fontiveros jest w Cuelgamuros, don Marciano mi powiedział.
Dowiem się czegoś więcej.
- Co to jest? Więzienie? - Gorzej.
- Cmentarz? - Boże!
W górach Guadarrama budują krzyż - gigantyczny!
Pracują tam jeńcy wojenni.
To draństwo!
Teoretycznie jeńców już nie ma.
- I tam siedzi Blas? - Tak.
- Bo jego żona wyszła za mąż… - ...za sekretarza generalnego Falangi.
- No i proszę. - Już ona wiedziała, co robi.
Nie jest głupia!
Czyli ten gnojek go tam zamknął, żeby się go pozbyć?
Po tym, co biedak przeszedł, tam pewnie czuje się jak w kurorcie.
To obóz pracy.
''Zmniejszenie kary w zamian za pracę.''
- O co go oskarżają? - To nie Ameryka.
- Nie, ale… - To Hiszpania, skarbie.
Wszyscy jesteśmy winni, a niewinność musisz udowodnić.
- Trzeba coś zrobić. - Tak, modlić się, żeby szybko wyszedł.
A co my możemy...?
Garstka biednych komediantów.
Wcale…
nie takich biednych.
Nie ma za co.
Mogę wiedzieć, kim jesteś?
Z ekipy filmowej.
Naprawdę?
- Dziwne, nie widziałam cię. - Szef wózkarzy.
- Jak wielki Szef się nazywa? - Leonardo Sánchez.
Ale mów mi Leo.
Jasne - i Nardo. Nie wysilaj się.
Zabawna panienka.
Gdzie tu widzisz ''panienkę''…
dzieciaku?
Dziewczynka…
której się zdaje, że jest gwiazdą.
Gwiazdy to zobaczysz, jak cię walnę, jeśli zbliżysz się choćby o milimetr.
Można wiedzieć, na co czekasz?
Bo nie mam czasu.
Może ci się nie podobało?
A czy ja coś mówię?
Nie mówisz… ale robisz.
A co? Może ci się nie podobało?
To pierwsze - tak…
ale to drugie…
Mnie się podobało wszystko.
Pojadę w góry, odpocznę w Sierra Nevada.
Już wiesz, co to znaczy ''prawdziwa'' kobieta.
- Bije jak rzeźnik. - Widać, jej się podobasz.
Proszę.
Trini, gdzie położyłaś mój pierścionek?
Cześć, Macarena.
Ty jesteś… Ana.
Masz dobrą pamięć.
Chcę cię o coś prosić. Chodzi o Blasa.
Musisz wiedzieć, że Blas i ja…
Troszkę za późno na wyjaśnienia.
To prawda.
Przepraszam.
Było-minęło, ale teraz…
on ma poważne kłopoty.
- Tak, słyszałam. - Martwię się o niego.
Musimy mu pomóc.
My?
Ty.
Ja?
W niedziele mogą ich odwiedzać rodziny. Załatwię ci przepustkę.
Nie jestem z rodziny.
Dokumenty mojej córki.
Spędza miesiąc miodowy na Majorce.
Moje dzieci o niczym nie wiedzą.
Nie jestem do niej podobna.
Ale jesteś aktorką.
Dziękuję.
Dzień dobry.
- Jesteś tu pierwszy raz? - Tak, chcę odwiedzić ojca.
- W porządku. - Dziękuję.
Znam tę twarz…
- Gdzieś ją widziałem. - Jasne, w kinie. Daj spokój.
Tato!
Tato!
Tato, tak się cieszę! Boże!
Jak się tata czuje? Co się stało w nogę?
- Udawaj, że jestem twoją córką. - Że co?
Córeczko!
- Macarena… - Magdalena, głupolu!
Tak, Magdalena.
- Jak się czuje matka? Twój brat? - Dobrze.
Wydoroślałaś.
Dzidzia palce lizać.
Już, niech tata tak nie przeżywa…
- Bo znów będą kłopoty z sercem. - Tak...
Mam słabe serce.
Zaraz…
Zaraz wracam, idę pogadać z moją… córką Maca... gdaleną.
Nie wiesz, jak bardzo za tobą tęsknimy.
Zwłaszcza mama.
Pieprzenie. Wyszła za innego, a teraz tęskni za nim.
Spójrz, co ci przywiozłam.
Cygara…
miód, parę książek…
Szalik od Trini…
i list od żony.
- Co pisze? - Nie wiem, przecież nie czytałam.
- Przez nią tu siedzę. - Wy, mężczyźni…
dla was wszystkiemu winne są kobiety.
Ona nie życzy ci źle. Przyjechałam, bo to ona mnie prosiła.
Bardzo się martwi.
Myślałem, że sama chciałaś przyjechać.
Przecież jestem...
Fontiveros…
Musisz stąd wyjść, zanim stanie się coś złego.
Co robisz? Zwariowałeś?
Pocałuj mnie, jak za dobrych czasów.
Dobre czasy…
Kiedy takie były?
Słuchaj, mamy już dosyć kłopotów.
Ty masz kłopoty?
Co ty pleciesz?
Blas…
To było dawno temu.
Macarena…
Sam widzisz, że tak nie wolno!
Ostatni raz, proszę. Choćbym miał zostać beznogim kaleką.
- Co za człowiek… - Ostatni raz.
Dobrze… Jeden ostatni raz.
- I dasz mi święty spokój! - Tak, spokój...
- Ty jesteś moją świętą. - Nie gadaj tyle!
Piękny kawał kobiety.
To naprawdę twoja córka?
Granada.
Granado...
Urzeka mnie twój czar
Gdybyś mówić umiała
Cuda opowiedziałabyś nam...
Wodospad!
I...
cięcie!
Pięknie wyglądasz, cholero. Lata ci służą.
Dzięki, Lucía, jesteś kochana.
Daj, pomogę ci.
- Co robisz? Oszalałaś? - Chciałam tylko spróbować.
Chryste…
Ale nie ty pierwsza.
- Garbo też próbowała. - Poważnie? Garbo?
Ty to masz szczęście!
Od dawna jesteś…?
Mężczyźni mnie rozczarowali. A już don Norberto…
- Co z nim? - Umarł.
- Miał już swoje lata. - Owszem.
- Tylko, że wykończył się na mnie. - To straszne!
Ale umarł szczęśliwy. Drań skonał z uśmiechem na ustach.
A ty nie masz już dosyć facetów?
Powiem ci, że nie.
- Chociaż miałabym ochotę… - Możemy zaczynać. Chodźmy!
A inni?
- Gotowi? - Pepe! Gdzie mam patrzeć?
- Jak to? - Skąd nadjedzie koń? - Koń, tak…
- Jest w ruchu. - To dajcie mi znacznik.
Luismi! Gdzie ma patrzeć panna Macarena?
Nie wiem, z tej strony kamery.
- Na lewo od kamery. - Albo lepiej niech patrzy...
na niego!
- Na tego wózkarza. - Tego brakowało.
Wszyscy gotowi?
- Kamera! - Scena 237. Ujęcie 1.
Akcja.
Cięcie!
- Kupione. - Koniec ujęcia! Świetnie!
Kotku, było cięcie. Już na niego nie patrz, chodź.
Robimy przerwę, zjedzcie kanapki!
- Ma pani pół godziny. - Dzięki, Pepe.
Dokończ, zaraz wracam.
Julián!
- I jak? Teraz lepiej? - O wiele.
Bo wyglądałeś jak z procesji Trzech Króli. Wkrótce twoja wielka scena.
- Tak? Która? - ''Westchnienie Maura''.
Kiedy Boabdil płacze, patrząc ostatni raz na Granadę. To wspaniałe.
- Mam płakać? To łatwizna! - Myślałem, że to trudne.
Skąd! Jak mam płakać, to płaczę! Nie ma problemu.
- Amerykanie myślą wtedy o czymś smutnym. - To dla pedałków.
- Ja mam niezawodny sposób. - Powiedz, jak to robisz.
Dobrze, ale ma to zostać między nami.
- Tajemnica zawodowa, rozumiesz. - Jasne, będę milczał jak grób.
Kiedy mam płakać, wkładam rękę do kieszeni…
łapię się za jajo… i zgniatam je - o tak…
Bo się uszkodzisz!
Patrz.
Prawdziwe łzy!
Niesamowite.
Żaden tam ''Stanislavski''! Ja jestem z Actors Non-Studio.
Seniorita Macarena, zaczynamy!
Szybko… Za chwilę!
Akurat teraz…
Tylko, żeby nikt cię nie widział!
Jezusie, Mario, Józefie…
Trini, pomóż.
- Skarbie, nigdy się nie zmienisz? - Nawet nie masz pojęcia…
Mam.
- Kawał przystojniaka! Rzadki okaz. - Panno Granada,
- jesteśmy gotowi. - Ja też. Prawie!
Już.
Potrzebna pomoc przy kostiumie!
- I co? - Jak to co?
Miałam rację czy nie?
Pewnie tak, ale o co chodzi?
Mówiłam, że to ''prawdziwa'' kobieta.
No tak. Nie zrozumiałem tylko tego ''Yes, yes, yes!''
Co za nieuk. To znaczy ''tak'' po angielsku.
Tyle to wiem,
ale dlaczego krzyczała po angielsku?
To proste, skarbie - bo jej życie, powiedzmy ''uczuciowe'',
toczyło się głównie w Stanach Zjednoczonych.
No tak. Jasne.
W Kalifornii, mówiąc konkretnie.
Cześć!
Co dziś dają? Konam z głodu!
To od tego…
Musimy go stamtąd wyciągnąć.
Ale kogo?
- Skąd? - Bez żartów, nie zna pani tego kraju.
To nie wytwórnia MGM.
Nie do wiary, Castillo.
A kto ciebie wyciągnął z aresztu, jak cię zamknęli za obrazę publicznej
- moralności, bo robiłeś… - Kotku, bez szczegółów.
- Wszyscy się znamy. - A tobie, Lucía, kto dał pierwszą rolę?
Tak, ale drugoplanową. Na główną - cały czas czekam.
- I jeszcze sobie poczekasz. - A ty, Julián? Byłeś elektrykiem,
- kto zrobił z ciebie aktora? - Blas. To prawda.
No właśnie.
Na mnie nie patrz. Byłam już wielką aktorką, kiedy go poznałam.
A on był wtedy… małym asystentem reżysera.
Ale w całej wytwórni był najprzystojniejszy.
Mój wujek był taksówkarzem. Opowiadał mi wiele razy,
jak pan Fontiveros wysyłał go po różne rzeczy, aż kiedyś mu mówi:
- ''Bonilla, jest pan w ekipie!'' - I jak skończył? Jako sutener.
- Alfons, jak to się mówi. - Kochamy go za to wszystko...
- Ale czy mamy narażać życie? - To nie żarty, bądźmy poważni.
- Mogą cię zabić - co to dla nich. - I będzie po wszystkim.
Skarbie…
Mój krawiec jest bogaty. Łatwizna.
Cześć, Julian.
- Jeszcze tu jesteś? - Tak, student.
Uczysz się! Jasne… To dobrze.
Może… pójdziemy się napić?
Omówimy wspólne plany na przyszłość - w Hollywood.
Tak, Hollywood!
Tam się robi prawdziwe kino. Prawdziwe filmy.
Hiszpania jest dla mnie za mała. Nie ma…
ról dla takiego dojrzałego amanta, jak ja.
A w Hollywood…
jest… na przykład…
- Ronald Colman. - Ronnie, tak.
Znam go dobrze, to mój kumpel.
Jest też… Louis Calhern,
Charles…
Laughton.
Tak, to wspaniali aktorzy. Znam ich wszystkich.
''Humpry'' Bogart. ''Charles'' Boyer…
Cholera.
Jasny gwint!
Wybacz, że to mówię, Julian, ale…
jesteś za bardzo spięty.
Jasna cholera!
Psia mać!
Denerwujesz się przed jutrzejszą sceną?
Nic się nie bój.
Wiesz, jak ja się odprężam?
Poprzez rozciąganie.
- To świetnie działa. Pozwól… - Bardzo proszę.
A teraz... się rozluźnij.
Co jest?
- Zaraz… - Prawda, że cudownie?
Proszę cię… Nie rób sobie jaj! Bo się wkurzę!
Co?
Mam cię uwolnić? O to chodzi?
Co za pech…
Zacięło się.
Prawdziwe dyby.
Szurnięci Hiszpanie.
Trzeba zawołać rekwizytora i zbrojmistrza,
żeby to otworzyli, w mordę jeża!
Na pomoc!
Jest tam ktoś?
Chyba zostaliśmy sami - tylko ty i ja.
Tak ładnie pachniesz.
Uwielbiam, kiedy ktoś się nie myje.
Dlaczego przytrafia mi się coś takiego? Akurat mnie.
Teraz jesteś mój.
Jesteś moim jeńcem.
- Więc może buzi? - Co? Buzi? Nie!
- No daj! - Nie, Gary, buzi - nie!
Zabiję go. Przysięgam, że go zabiję!
Dobrze…
zobaczymy, jaki skarb tam chowasz.
Taka śniada twarz…
a taki blady tyłek.
Cudowny kontrast.
Nie wierzę…
- Nie myśleliście o ucieczce? - Uciec stąd jest łatwo,
ale zamienilibyśmy jedno więzienie na drugie -
to na zewnątrz. Nie pilnują nas, co chwila ktoś ucieka.
Zwłaszcza w niedziele. Latem wieją na całego!
Ale prawie wszystkich łapią - trzeba mieć kogoś na zewnątrz.
Wpływowych ludzi - takich jak ty!
Filmowcy?
Co ty. My nic nie znaczymy.
Wy trzej! Do tunelu, szybko! Trzeba wzmocnić stemple.
- Strop zaczął się sypać. - Akurat teraz.
- Ty zostań, o kuli nic nie zrobisz. - Nie! Wszyscy trzej.
- Do rąbania nie potrzeba nóg. - Ani do dymania.
Jazda!
Tam wam powiedzą, co macie robić.
Szybciej! Nie ma czasu!
Weź to.
Ty tutaj… Ty tu.
- A ty tutaj. - A ty kim jesteś?
Co cię to obchodzi? Masz słuchać! Jestem inżynierem.
Inżynier?
Dobrze wszystko umocujcie!
Nie chcemy więcej wypadków.
- Coś mi tu śmierdzi. - Dlaczego?
Taki… z niego inżynier, jak ze mnie biskup.
Psiakrew… Fatalnie to wygląda.
Daj, ja to zrobię.
Odejdź.
- Uciekaj! - Ramón, uważaj! Ramón!
To było ukartowane.
Chcieli cię załatwić.
Biedny Ramón.
Cięcie!
Aktorzy do zbliżeń, przygotować aktorów na koniach!
- Wyglądasz wspaniale. - Zamknij się, mam tremę.
- Rosales, na koń! - Że co?
Tak.
- Twój bliski plan. - Nie bierz dublerki, to twoja scena.
- Za nic nie wsiądę na konia! - Jak to? - Zresztą, o koniach nic tu nie ma.
- Jest. - Gdzie? - Tutaj.
''Horse…''
- To znaczy: koń? - Scena 72. Ujęcie 4.
Płacz jak niewiasta,
skoro nie umiałeś tego obronić jak mężczyzna.
Wspaniały aktor! Jestem pod wrażeniem.
Mówiłem ci.
Byłeś świetny!
Miałem gęsią skórkę. Mało się nie rozpłakałem.
Pewnie zgniotłeś sobie jaja, ale wypadłeś genialnie.
Co tam Marlon Brando! U ciebie to była…
taka wyjątkowa głębia. I nie obraź się, ale twój król
miał w sobie coś… kobiecego!
Kobiecego?
Julián!
Zapracowałeś na dniówkę: Amerykanie są zachwyceni.
- A tobie co się stało? - Nic, ciągle obrywam.
Jak nie za to, to za tamto - walą mnie w mordę!
Pan Larsen…
chce cię zaangażować do filmu o piratach z Errolem Flynnem.
Po prostu nie wierzę.
Errol Flynn!
Taki jesteś dziś wrażliwy… Aż strach ci przynieść dobre wieści!
Łatwo się wzrusza.
Musimy działać szybko! Zanim będzie za późno.
Ciszej, tu ściany mają uszy!
Myślę, że trzeba to zrobić w dniu odwiedzin.
Będę udawała jego córkę, jak ostatnio…
wyprowadzę go gdzieś dalej, a tam będziecie czekać wy:
z samochodem i ubraniem.
- Łatwo powiedzieć, ale… - Nie, ja tego nie widzę.
Mówię wam…
jestem zachwycona Torralbą. Nagle stał się wielkim aktorem!
Charles Laughton się chowa.
- Coś się stało? - Nie!
Więcej dyskrecji! Tu się nie da rozmawiać.
O czym?
Znajdziemy jakieś miejsce…
poza wytwórnią.
Ale gdzie?
Może przyjdźcie wieczorem do teatru.
- Przecież w teatrze… - Po przedstawieniu.
Przyjdźcie do mojej garderoby. O tej porze będzie tam
tylko strażnik - anarchista. Katalończyk.
Świetnie.
To, co planujecie z przyjaciółmi…
Co jest? Podsłuchujesz cudze rozmowy?
Tak, coś usłyszałem... Wiem, o co chodzi.
Zapomnij o tym, co słyszałeś, albo ja zapomnę o tobie!
Czary-mary i znikasz!
Słuchaj, królowo…
taka akcja to nie robota dla amatorów.
Bardzo cię kocham, więc ci pomogę.
Ty?
Wielkie dzięki, mój Supermanie.
Dlaczego miałabym ci ufać?
Bo się na tym znam.
A ty i twoja banda tchórzy nie macie o tym pojęcia.
A ty masz.
Tak, śliczna.
Ja też walczę.
O co walczysz?
O wolność.
O klasę robotniczą, o kulturę.
Mamy tajną organizację.
Nie jest nas wielu, ale i niemało. To, co chcecie zrobić,
może was przerosnąć.
A ciebie nie?
Być może mnie też.
Ale spróbuję.
- Uwolnisz Fontiverosa? - Tak.
Twojego Fontiverosa...
A przy okazji kogoś ważniejszego dla kraju i walki o wolność.
Jeśli nam się uda, rozpęta się piekło. Musimy tylko mieć dobry plan.
Wczoraj było dużo lepiej: klaskali przez 10 minut.
Dzisiaj jakoś tak chłodniej, bez życia.
Są już wszyscy.
Im wcześniej zaczniemy, tym szybciej skończymy.
Przejrzałem plan zdjęć, jest tylko jedna szansa. Ale trzeba...
przekonać Amerykanów, żeby poddanie Granady kręcić w Madrycie.
Oni chcą to robić w plenerze.
Dobrze, ale niech góry Guadarrama zagrają Sierrę de Granada.
Pan Spiegelman się zgodzi: oszczędzi na dietach i transporcie.
- Przekroczyliśmy już budżet. - Ja powiem, że nie pojadę do Granady,
- bo tam zginął mój ojciec. - Ale on umarł w więzieniu w Kordobie.
- A ty po co się wypowiadasz? - Nie zginął - zmarł na tyfus.
- Tak jak Federico García Lorca. - No tak.
Tego dnia druga ekipa ma kręcić szarżę jazdy chrześcijańskiej.
Paru statystów mogłoby zabłądzić w górach i pojechać uwolnić Fontiverosa.
Oni go uwolnią? Statyści?
Aleś ty głupia. Jacy statyści? My!
Tam będą strażnicy - uzbrojeni. Zastrzelą nas!
- Nie ma ich wielu. Nie bądź tchórzem. - Wyciągniemy go bez trudu,
ale jak go dowieźć do granicy z Francją? Kontrolują drogi.
- Kiedy mamy kręcić tę kawalerię? - W następną sobotę.
Więc mamy jeszcze trochę czasu.
Szkoda, że…
mnie nie będzie, bo właśnie tego dnia
pakujemy dekoracje i kostiumy, ładujemy je na trzy ciężarówki
i jedziemy z całą trupą do Barcelony.
Królowo, chyba się wygadałaś.
Gotowe.
Uwaga, proszę, kręcimy!
Kamera poszła!
Sir, kamera idzie.
Akcja.
Cięcie!
Koniec ujęcia! Sprawdzić kadry!
Koniec zdjęć dla pierwszej ekipy!
Druga zostaje...
Dziękuję.
Szybciej, Trini!
Skarbie, przecież nie musisz z nimi jechać!
Przestań, już o tym rozmawiałyśmy.
Jeszcze hełm.
- Będzie tylko jedna koza? - Tak, jedź wtedy w lewo.
- Zobaczysz kozę - skręcasz w lewo. - No to jedziemy.
Przepraszam pana, ale to druga ekipa.
- To konie… Może pan sobie iść. - Wydaje mu się, że jest reżyserem.
Tu będzie panu niewygodnie.
Nie trzeba. Druga ekipa.
''Komunistyczna Partia Ameryki''. Matko, to komunista!
Proszę schować. To bardzo niebezpieczne.
Jedźmy!
Leo, on chce jechać z nami.
Na razie! Powodzenia!
Jezu…
- Co jest? - On chce jechać z nami.
Co robimy?
Byłem tu w 1937.
W Brygadzie im. Lincolna.
Weźmy go.
Dziękuję.
Jedziesz z nami.
Bonilla! Dlaczego ja nie mogę jechać?
- Bo jadą tylko Chrześcijanie. - A ona?
Jest Chrześcijanką. Poza tym ona tu... dowodzi.
Wsiadaj, Luchi!
Julián, chcę cię przeprosić za wszystko…
Nic nie mów. Proszę, nie teraz!
Nie rozumiem, co mówisz, ale... zostańmy przyjaciółmi.
Nie przyjaciele! Jacy przyjaciele?
Cholera.
Te kolumny to Juanelos. Ściągnęli je tu aż z Toledo.
Chodź.
- Daj rękę… - Ostrożnie…
- Chcesz zapalić? - Na razie nie.
- Tobie nie wolno. - Żyje się raz. - Słusznie.
- Chodzisz już dużo lepiej. - Chyba tak.
- Więc gips ci niepotrzebny. - Co robisz?
Santiago, oszalałeś?! Santiago!
Przestań, do cholery!
Zostańcie tu, dopóki po was nie przyjadą.
- Po nas? Kto? - Czy to ważne?
Każdy będzie mile widziany.
Wszyscy gotowi? Proszę, kręcimy!
Ruszamy razem. Na zakręcie my was wyprzedzimy,
żeby konie szły za kamerą!
Jeźdźcy dwójkami!
Jasne? Kręcimy!
Kamera! Jazda! Akcja!
Ja też cię kocham!
To męska rzecz.
Ja to zaczęłam i doprowadzę to do końca.
Za Hiszpanię i Fontiverosa! Trzymaj się, Blas!
Co to ma być? Co on tu robi?
- Człowieku, odbiło ci? - Coś się nie podoba?
''Jest w Hiszpanii dolina Jarama,
którą każdy tak dobrze zna...''
Co?!
To wcale nie jest śmieszne!
Dwójkami! Dwójkami!
Jest koza!
- Jaka ładna! - Gdzie?
- Dzień dobry! - Cześć!
- Za stary jestem na to. - Stary i złośliwy. - I kto to mówi?
Jedziemy z tą akcją? Bo się denerwuję!
Juanelos - tam!
- Nie strzelaj, to ci z filmu! - Nie wjadą bez przepustki!
- To też z filmu, puść go. - Chrześcijan puszczę,
- ale Maurów - nie ma mowy! - Nie strzelać!
Matko Boska! Co to było?
- Co się dzieje? - Nic.
Wysadzają skały.
- Lepiej zmień rolkę. - Ale jest jeszcze taśma.
- Zmień ją, do cholery! - Załóż nową.
Wiedziałem, że to się źle skończy!
- Co to było? - Szykuj się, jedziemy. - Dokąd?
Blas, przybywam!
Jest koza! Tędy!
Trini…
To mała.
- Nie wiem, jak ci dziękować. - Napiszesz do niej list po wszystkim.
Musimy wrócić na plan, zanim tamci wrócą do obozu.
Dziękuję, królowo.
Powodzenia!
Niech się przebiorą, szybko! I do ciężarówki!
Nie czas na rycerskie pozdrowienia! Musisz się przebrać!
- Gdzie masz drugi but? - Nie mam. - I co zrobimy?
Trudno, weź mój.
Szybko, trzeba jechać! Pędź, Blas!
Powodzenia, Fontiveros!
Niech mu szczęście sprzyja. Jemu i nam.
Do widzenia!
Julián!
Castillo!
Ale smród!
To krowie gówno. Ja się nie zesrałem.
A ty?
Na razie nie.
Dla mnie to zapach zwycięstwa.
Wszyscy gotowi? Zaczynamy!
Kręcimy powrót do obozu! Kamera idzie!
- Dziękuję. Jedź bezpiecznie. - Zjem fabadę za twoje zdrowie.
- Do zobaczenia. - Bądź zdrów, towarzyszu.
Tu masz dokumenty.
Nazywasz się Antonio Fernández. Zdjęcie sprzed 30 lat,
- tylko takie znalazłem. - Chodź, bo odjadą bez ciebie.
Nie, Rosales przyrzekła, że zaczekają.
- Rosa? - Tak, Rosa.
Chodźmy już.
Idziemy spać. To cud, że żyjemy.
- Jeszcze mi się nogi trzęsą. - A mnie boli dupa, jak nie wiem co.
- Od konia. - Ty siedź cicho, mogłeś wszystko zepsuć.
- Jadę do Pasapoga. - Teraz?
Muszę się napić. Poza tym, będę miał alibi.
- Słusznie. To ja też jadę! - Właśnie - alibi.
Idź, kotku. Jadę z nimi.
Naprawdę, jak można tyle chlać?
- Mężczyźni! - Luchi, nie czekaj na mnie!
Nie zmrużę oka... Cała się trzęsę.
Kto by pomyślał? Byłaś piekielnie odważna.
Przygotuję ci gorącą kąpiel, trochę się odprężysz.
- I zamówię dla nas kolację. - Nic nie przełknę.
Żołądek ci się skurczył?
Zawsze tak mówisz - a potem zjadasz całe prosię!
O matko…
Mnie też po tych przygodach tak ścisnęło w środku…
Z nerwów.
Chyba ktoś nas śledzi. Nie odwracaj się.
Za rogiem się rozdzielimy.
Może pójdzie za mną, spróbuję go załatwić.
Spotkamy się w teatrze, albo już nigdy.
- Powodzenia. - Dzięki.
Teraz!
Stać! Policja!
Dokumenty, poproszę.
Trochę stare zdjęcie.
Chyba z zeszłego stulecia. Pójdzie pan ze mną…
Wejdź.
Nie rób hałasu.
To jej ukochanego. Jest z Guardia Civil.
Chłopcze! A ty dokąd?
Psiakrew!
- Można wiedzieć, na co czekamy? - Jeszcze minuta, skarbie.
- Już późno! - Wiem.
Nic im nie mów, bo spanikują. Im mniej wiedzą, tym lepiej.
Za chwilę jedziemy.
Muszę zadzwonić.
- Słucham… - Mama wyszła ze szpitala.
- Przykro mi, to pomyłka. - To ja, idiotko!
- Rosa, nie poznałam cię. - Bez imion, Trini!
Zapomniałam, że miałam mówić szyfrem.
Bardzo dziękuję! Ucałuj mamę.
Coś takiego… Wściekła jak bazyliszek.
Jedziemy!
- Trzymaj się. - Dzięki. - Oby się udało.
Nie uspokoję się, dopóki nie przekroczą granicy.
Zapalę świeczkę Matce Boskiej z Macareny.
Jesteś ateistką!
To nie mogę?
- Co się dzieje? - Spokojnie, to ja.
Pozwól mi tu dziś spać.
Umieram ze strachu, nie zasnę sama.
Może na stare lata zmienimy orientację?
Dobry wieczór.
Proszę wysiąść, musimy przeszukać ciężarówkę.
Podnieść.
Jak powiedział Munoz Seca, zanim go rozstrzelali:
''Możecie odebrać mi dom i pieniądze, nawet życie…
ale jednej rzeczy mi nie odbierzecie -
strachu, który czuję.''
Tutaj jedzie personel, głównie aktorzy.
Dobry wieczór pani.
Dobry wieczór.
Rosales, już po nas!
- Schowaj się. - Nie. - Zaczekaj…
- Tutaj. - Nie! - Schowaj się!
Nie będę się chować!
''Nie trać serca, córko, bądź dzielna.
Wkrótce poślubisz najmężniejszego szlachcica Kastylii -
tego, którego zwą
Rycerzem z Olmedo.''
''Sztyletem i lancą zadawał bykom ciosy niczym Hektor.
Cały w zbroi, jak Achilles oblegający Troję…
nadobny jak Adonis. Niechaj niebo mu sprzyja!
Nie zaznasz spokoju u boku jego.
Nieszczęsna ta, której mąż jest głupcem!''
Dlaczego otwieracie drzwi i przeszkadzacie nam w próbie?
- Jutro mamy premierę. - Przepraszam,
- ale musimy przeszukać auto. - Czyńcie swoją powinność…
przeszukujcie, ale dajcie nam pracować, na miłość boską!
Proszę dalej robić swoje.
Jakie ''dalej'', kiedy przerwaliście mi monolog!
Nie mogę mówić dalej, muszę zacząć od nowa, da capo!
''Nie jestem tym, kim byłem. Umarłem i się odrodziłem,
ale nie jako don Mendo. Jestem bytem, chimerą, przybłędą, ludzkim cieniem.
Bez ojczyzny, bez imienia -
pomyleniem.
Człowiekiem, co człowieka w sobie się lęka.''
Bardzo dziękujemy. Dobranoc.
- Co za wściekła baba! - Strasznie nadęta.
- Za to on - całkiem normalny. - Inna rozmowa.
- Zwariowałaś? - Ja?
Recytuję Lope de Vegę, a ty wyjeżdżasz z ''Zemstą Don Mendo''!
Wspomniałaś Munoza Seca, a ja pamiętam Don Mendo jeszcze ze studiów.
Zrobiłam coś złego?
Nic o tym nie wiem.
Przestałeś mnie zauważać.
- Żeby nie wzbudzać podejrzeń. - To dlatego?
Też na mnie nie patrzysz.
Nie chcę wzbudzać podejrzeń.
Myślałem, że się mnie wstydzisz.
Ja?
Tak, ty.
Na razie.
Boże, będzie afera.
- Co ona robi, oszalała? - Trochę tak.
Tego tylko brakowało!
Co będziesz robił potem?
Kiedy?
Po tym filmie.
Następny film.
Pytam, co chcesz robić w życiu.
Nie chciałbyś podróżować?
Zwiedzić świat?
- Chcesz mi coś powiedzieć? - Jesteś głupi, czy tylko udajesz?
Filmy się kończą i ludzie się rozstają.
Tak to bywa.
Niektóre pociągi odjeżdżają tylko raz.
I jeśli nie wsiądziesz…
- Powiedziałaś coś bardzo mądrego. - I niech tak będzie.
Co jeszcze mam ci powiedzieć? Nie uklęknę przed tobą, bo zniszczyłabym kostium.
Co ci powiedziała, że tak rozdziawiłeś gębę?
Coś.
Jeszcze jeden Leo. I jeszcze jeden ból głowy.
Ta zmiana powietrza jej nie służy.
Pracuj dalej. Żegnaj.
Boże…
Jedzie tu Franco!
Jedzie Franco!
Jedzie Caudillo!
Mam go gdzieś! Nie będę z nim gadać!
- Macarena, musisz… - Ty musisz. Sukinsyn zabił mojego ojca!
- To twój prezydent. - Nic podobnego. Jestem już Amerykanką.
- Ma charakter! - Tłumacz nam.
- Nie chce z nim gadać! - Tyle to wiemy. - Znasz angielski?
- Przyjechał! - Zgłupiałeś?!
- Panie Spiegelman! - Pepe, to wariatka. Zniszczy mój film.
- Bez obaw… - Precz! - Porozmawiam z nią.
- Panno Granada, to ja, Pepe. - I Julián!
Można?
My z nią porozmawiamy - z naszą małą. Nie, przepraszam!
Nie spotkam się z tym skur-bydlakiem!
Panno Macareno, to bardzo ważne dla produkcji.
Dla przyjaznych stosunków hiszpańsko-amerykańskich.
Pepe, zapomniałeś, że mój ojciec zmarł w więzieniu?
On i wielu innych, ale dobrze, że zdjęli blokadę,
że Hiszpania się otwiera, przyjeżdżają do nas ludzie, że pani wróciła!
Amerykanie dają nam pracę i nowe możliwości.
Niech ten kraj się wreszcie rozwinie!
- Dla ciebie to jest rozwój? - Ma pani świętą rację,
ale jeśli ten film się uda, będą kolejne - to dopiero początek!
Nie psujmy tego zawczasu.
Macarena, masz się z nim tylko przywitać, uśmiechnąć…
- i stanąć przed kamerą. - On chce tylko to zobaczyć…
i sobie pojedzie, jest bardzo zajęty.
Zatruwaniem ludziom życia - od rana do wieczora!
- Boże, pewnie coś podejrzewają. - Nie, bo już byśmy siedzieli w pudle!
Powiem wam jedno: przeżyliśmy Hitlera, który grał główną rolę…
więc możemy zrobić sobie fotkę z tym aktorem drugoplanowym!
Akcja…
Na co znów czekamy?
To on.
Kto?
''Il Duce''...
Coś w tym rodzaju.
Mój mundur!
- Jak wyglądam? - Bosko. - Trini, ty spróbuj.
Zrobię, co się da.
- Nie za dużo makijażu? - Mniej niż na pogrzeb ''byłego''.
- Ale jesteś wredny. - Jestem. Po co za mnie wychodziłaś?
Jedzie Caudillo, wszyscy na miejsca!
Jest Franco. Ustawcie się w rzędzie.
Najpierw Amerykanie!
Mister Spiegelman, mister Scott, proszę…
Najpierw Amerykanie! Félix, weź to ode mnie! Wszyscy gotowi.
Jego Ekscelencja generalissimus Francisco Franco!
- Ekscelencjo… Pepe Bonilla z produkcji hiszpańskiej. - Miło mi.
- Producent, pan Spiegelman. - My się znamy.
Witamy na planie.
- Julián Torralba, prawda? - Do usług. - Lubiłem pańskie filmy.
- Ale to było… - W późnym średniowieczu.
- Pewnie przed wojną. - Tak.
''Kapitan flandryjskich tercios.'' Był pan świetny.
- Dziękuję, Ekscelencjo. - Ostatnio niewiele pan grał.
Tak, ale teraz znów pracuję.
Kto pracuje dla hiszpańskiego kina, pracuje dla Hiszpanii.
Pan John Scott, reżyser.
- Przecież my już tak nie robimy. - To już wyszło z użycia.
A te medale? Walczył pan w I wojnie światowej?
W pierwszej, w drugiej…
i będę walczył w trzeciej, jeśli będzie trzeba. To...
za Normandię - Plaża Omaha.
A te za Pacyfik, tam straciłem oko.
Walczyłem przeciwko faszyzmowi,
za demokrację i wolność.
On… walczył w pierwszej wojnie światowej i w drugiej też.
My, wojskowi, jesteśmy przede wszystkim żołnierzami - jedną wielką rodziną.
Wy, wojskowi, jesteście…
- wojskowymi! - Znam wszystkie pańskie filmy.
Nikt tak, jak pan, nie potrafił przedstawić wojskowych i wojny.
Uwielbia wszystkie pańskie filmy. I artysta amerykański…
Znam doskonale - pan Gary Jones. Miło mi.
To dla mnie zaszczyt, wasza Ekscelencyjozo!
Bardzo mi się podobał w ''Piracie pyszałku''.
Podobał mu się bardzo pański film - pirat…
''Pirat pyszałek''! Dziękuję.
Scenarzysta filmu, pan Berman.
Czyli mój kolega po fachu. Ja też napisałem scenariusz.
Przepraszam… Nie chcę przeszkadzać, pracujcie dalej.
Powiedział, że też napisał scenariusz.
Naprawdę?
I nakręcili to?
No pewnie. Wszyscy Hiszpanie widzieli ten film.
Wyobrażam sobie. Dobry chociaż?
Powiedzmy, że… to osobna kategoria.
Dzień dobry, panno Granada.
Dzień dobry, Ekscelencjo.
- Jest pani wielką gwiazdą. - Chyba tak, miło mi.
Gwiazdą hollywoodzką. Nie chcemy teraz żadnego skandalu,
który zagroziłby naszej młodej przyjaźni z narodem amerykańskim.
To cudownie.
- Zamknie nam produkcję. - Albo gorzej:
ją aresztują i będziemy kończyć film z Aną Mariscal.
- Ona nie zna angielskiego. - O czym oni gadają?
Jak znam małą, może chlapnąć coś głupiego.
Trzeba kręcić. On chce zobaczyć plan. Daj megafon!
Wszyscy na miejsca! Kamera, dźwięk, wózkarze - kręcimy!
Panno Granada, proszę nie myśleć, że jestem naiwnym dzieckiem.
- Dla mnie może pan sobie być. - Nadużywa pani mojej cierpliwości.
Mamy uzasadnione podejrzenia co do pani udziału w niedawnych wydarzeniach.
Jakich?
Ma pani szczęście, że jest obywatelką amerykańską.
- Żeby pan wiedział. Bardzo się cieszę. - Hiszpankę kazałbym aresztować
i zgniłaby pani w więzieniu.
Tak było z moim ojcem, prawda?
Więc między nami zgoda?
Ja z panem w zgodzie? Śmieszne żarty cioci Marty.
Myślę, że rozumie pani doskonale, o czym mówię.
Wasza Ekscelencjo…
Wie pan co?
Tym, co pan mówi... podcieram sobie dupę!
Wszyscy na miejsca. Panie Jones, proszę…
Dobrze, kręcimy.
Kamera!
Scena 936. Ujęcie 1.
Kamera idzie.
Akcja!
KRÓLOWA HISZPANII
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.