Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Arab, Arab, Arab.
Makloufi - Arab. Sahraoui - Arab.
Benboudaoud - Arab do kwadratu.
Sami Arabowie!
Doune, zaprosiłaś wszystkich Arabów?
Na francuskim ślubie są Francuzi, a u nas Arabowie.
Saida, ta Tunezyjka, żartujesz?
Nie wstyd ci tak mówić? Przy dzieciach?
Nie słyszą. Krim?
Daj mu spokój, pracuje.
Nie krzycz.
Zaprosiłam nawet wujka Wardę.
Pana Aloulou? Nie! Pamiętasz, jak nam dawał popalić?
Wszystko zorganizował.
Świetnie.
Są gotowi. Na razie, oddzwonię.
Doskonale.
- Gdzie David? - Rozmawia.
W razie czego pisz. Śledźcie społecznościówki.
- Gdzie reszta? - Czekamy na ochronę.
Kobiety i ich wdzięk to ważny atut w jego kampanii.
Także ich siła. Choćby jego córka...
Tak, Jasmine, szefowa kampanii.
...narzeczona słynnego aktora Fouada Nerrouche'a,
popularnego doktora Franka.
Jego żoną jest natomiast Daria, wybitna dyrygentka.
To ważna informacja, gdyż dyrygentek jest niewiele.
Te panie to współczesne oblicze Francji.
Powiedz, na kogo głosujesz.
- Jestem jak skała. - Uchyl rąbka tajemnicy.
Nic z tego.
A jak powiem, że nie głosuję?
Smutne.
- Nie wierzę. - Chronię urząd, nie człowieka.
Są gotowi.
Szybciej, chcę zdążyć.
Mam nas zabić?
Nazir dostanie przepustkę?
Nie wiadomo, czy go zwolnią.
- Nic nie mówiłaś Fouadowi? - Nie.
Nie przyjechałby, wiedząc, że będzie brat.
Wybaczcie, nie mam czasu.
Ukradnę ją.
- W porządku? - Tak.
- Zostaję tutaj. - Na razie.
Witamy na debacie poprzedzającej drugą turę wyborów prezydenckich...
Po wejściu Chaoucha zabezpieczcie drzwi.
Piątek
Jak forma?
Serge, w porządku? Zaczęli?
- Spóźniłem się. - Właśnie.
Jak się macie? Gdzie reszta?
...jest rewelacją tych przyśpieszonych wyborów.
Pół roku temu niemal nieznany, pochodzący z Saint-Denis
profesor ekonomii na Harvardzie, wrócił po ośmiu latach do Francji
i rozpoczął działalność w Grigny.
W ostatnich miesiącach zdobył nominację lewicy
dzięki córce Jasmine, szefowej kampanii,
i Serge'owi Lamielowi, swej prawej ręce.
Odtąd idzie jak burza, mimo kontrowersji,
choćby incydentu z targów rolnych,
kiedy to jego gest odczytano jako odmowę zjedzenia wieprzowiny.
Sukinsyny! Znów wyciągają tę szynkę!
...to lewicowiec czuły na punkcie spraw społecznych
i rzecznik reform.
Obiecuje, że w pierwszych stu dniach prezydentury
zniesie stan wyjątkowy, zainicjuje zmiany w konstytucji
i rewolucję podatkową.
Idder Chaouch, witamy.
Dobry wieczór.
Scenariusz i reżyseria
Występują:
DZIKUSY
...a obywatelstwu musi towarzyszyć lojalność.
Jeśli dokonujecie zamachu na kraj, który dał wam wszystko,
musimy móc się bronić. Reagować.
Nie wystarczy paszport, żeby być Francuzem.
„Nie” dla dzielnic wrogów ojczyzny - oto moje stanowisko.
W tej kwestii będę nieprzejednany.
Pańska odpowiedź czy reakcja, jak powiedziałby pan Noyer,
na problem skojarzeń z terroryzmem?
Gotuje się!
Dwie minuty, proszę.
Co z nim?
Jest przygotowany.
Pas.
Co?
Jest pan pewien? Ma pan okazję...
Nie, dziękuję.
- Proszę się uspokoić. - Nie widzę powodu, panie Noyer.
Jeśli rezygnujemy z zasad państwa prawa,
by zwalczyć terroryzm, to owszem, terror zwyciężył.
W toku kampanii insynuowano,
że jestem mniej francuski od rywali.
Że moje stanowisko co do swobód obywatelskich,
lata spędzone w Stanach Zjednoczonych
i pochodzenie rodziców
uniemożliwiają mi przewodzenie memu krajowi.
Dobrze, kochanie!
Moc Republiki zasadza się na idei,
że nie ma lepszych i gorszych Francuzów.
A ci, którzy, jak pan, ją negują, przeczą naszej historii.
- Nie pozwalam! - Sam sobie pozwolę.
Bo widzi pan, ja też przysięgałem być sługą państwa.
Chaouchem, jak ongiś mówiono.
A co do waszego „reagowania”, powiedzmy wprost - chodzi o odwet.
To samobójstwo.
Jest pan kandydatem odwetu? Dobrze.
A ja, wie pan, jestem kandydatem życia.
Wygrał.
Rozniósł go.
Tak, mamo? Halo?
Nie słyszę.
Jestem zajęty...
Oglądasz debatę?
Co? Nie, jestem w pracy.
Denerwujesz się jutrem?
Mówiłem, że przyjadę. Nie bój się.
Nazira nie będzie, skorzystam z okazji.
- Tym razem przyjadę, słowo. - Sam czy z przyjaciółką?
Nic mi nie mówisz, dowiaduję się z gazet.
Będzie mile widziana.
Jest zajęta, trwa kampania.
Następnym razem.
Oczywiście, kochanie.
Następnym razem... Jak zawsze.
Zapraszamy na premierowy odcinek serialu „Doktor Frank”
z Foaudem Nerrouche'em...
Masz coś jeszcze?
Nie, nic.
Wracaj do przyjaciół.
Teraz są prezesami i lekarzami. Sami kuzyni!
To niekwestionowany zwycięzca debaty.
Wychodzą!
Pańska ocena debaty?
Szczera, bezpośrednia, grzeczna.
Określenie „kandydat życia” jest jednoznaczne.
Macie wszystko? Zrobiłeś? Ty też?
Widzimy ogromną radość sztabu wyborczego Chaoucha.
Nie wybiorą paryskiej piwiarni.
Nie, Idder Chaouch woli wąskie grono.
Jest z bliskimi osobami, z rodziną...
Jak się masz?
Przegapiłaś! Pokazali nawet Fouada.
Mówię ci, zjadł go.
Doune, bez przegięć. Pal na balkonie.
Nie zaszkodzi im.
W porządku?
Denerwujesz się jutrzejszym ślubem?
- Masz, zrobiłam lazanie. - Super.
Znów ten stary rasista?
Jest pacjentem.
Na paliatywnej nie zwracasz uwagi na przekonania.
Musiałabyś widzieć Noyera. Wygramy!
Mogłabyś popilnować dzieci? Śpią jak zabite.
Rab?
Jasne.
Dzięki za lazanie.
Nie siedź długo, o szóstej musimy być na sali.
Zgadnij, jaka była oglądalność.
Sześć milionów, siedem?
Czternaście milionów. Jak w finale mistrzostw świata.
Obłęd!
O której jedziesz na ślub?
Może byłoby dobrze, gdybym pojechała z tobą?
Nadal mnie ukrywasz jak trędowatą?
Przestań. Jesteśmy w przeddzień wyborów. Masz co robić.
Wstydzisz się mnie.
Coś ty. To moja rodzina, Saint-Étienne...
Uwielbiam ich, ale... nie znajduję słów, jestem zalany.
Słuchaj... chodzi o twojego brata?
Jak to?
Dlaczego o nim mówisz?
On nie ma nic do rzeczy.
Nie psuj wieczoru.
Wiem o nim, mam to w nosie. Nie obchodzi mnie. Co?
Chodzimy ze sobą, musieli cię prześwietlić.
Co jeszcze wygrzebali?
Wiedzą, że lubię cię całować tutaj...
tu... i tu?
Pewnie, że wiedzą.
Sobota
Uwaga!
Co robisz? Pomóż!
Tańcz, ale pracuj.
Włączcie muzykę.
Co tu robisz?
Nie pobrudź garnituru.
Chcecie mieć zdjęcia w tym stroju?
- Wszystko gra? - Tak. Zostały mi dwa stoły.
Widzimy się potem.
Graj. Piękne.
Jak ty się w tym wyznajesz?
Pamiętam, jak było na śpiewie. Flety, bemole, inne głupoty.
Klasa wdzianko. Jak Daniel Craig.
Jak się czujesz w najpiękniejszym dniu życia?
- Gotów do konkursu? - To przesłuchanie.
Co za różnica? Co możesz wygrać?
Zakwalifikuję się.
Nie słyszałeś o pucharze świata w muzyce poważnej?
Krim?
Co?
Nic, nieważne.
Trzeba dosunąć krzesła.
Chaouch, smaż się w ogniu piekielnym!
Marion?
Jasmine wybiera się do Saint-Étienne.
Zgłupiała? W przeddzień wyborów?
Nie mogę z nią jechać.
Tak. Cholera, jestem z rodziną...
Nie mogę ryzykować.
Pojadę sama.
Dzięki.
Jasne, dziękuj. Cześć.
Dobrze. Pasuje.
Ktoś po mnie podjedzie?
Dziękuję, Marion. Ta wizyta jest dla mnie ważna...
Tak, wiem.
Jeszcze raz stokrotne dzięki.
Jest pani cudowna.
Podjedzie pod dom?
Już jest? Doskonale.
Przepraszam, że w ostatniej chwili. Do widzenia.
Dzięki.
To ja.
Przeszkodziłam?
To nic, tobie wolno.
- Może być? - Dla mnie bomba.
- Na pewno? - Tak. Jest ślicznie.
- Uciekam. - Baw się dobrze.
Co tu robisz?
Wpuść mnie.
Proszę.
Daj piwo.
To zbyt trudne.
Nie dam rady.
Posłuchaj brata. Ożeń się, załóż rodzinę.
Slim, zrób coś dla mnie.
- Zapomnij. - Przestań.
Zapomnij o mnie!
Nie potrafię, Youss! Potrzebuję cię.
- Wkurzasz mnie. - Jesteś mi potrzebny.
Wkurzasz!
Nie daję rady.
Potrzebuję cię.
Niespełna dobę przed wyborami prezydenckimi
powraca temat wywołany w debacie: spór o bagietkę z szynką...
Friedmann przysłała scenariusz.
- Co? - Scenariusz.
Ten sam, pomyliła się.
Tak?... Kampania zamknięta. Wnieście pozew...
To ludzie Noyera. Bądźmy w kontakcie.
Przyślesz mi tekst?
Za godzinę będę w Saint-Étienne...
Tak, cieszę się, wreszcie ich poznam.
Opowiem wieczorem.
Jadą wędliny, przepraszam. Tutaj!
Godzina spóźnienia.
Moja matka, ta w chustce.
Mamo!
Dobrze cię widzieć!
Cieszę się, że jesteś.
To Jasmine.
- Miło panią poznać. - Jestem Jasmine.
Dziękuję za zaproszenie.
Zaprosiłabym cały świat, byle zobaczyć syna. Zapraszam.
Proszę zawołać znajomych. Zapraszamy, chodźcie, państwo.
- Jak tam, braciszku? - Myślałem, że nie przyjedziesz.
Żartujesz? W najpiękniejszym dniu twojego życia?
Cieszę się.
Pokaż się. Klasa!
Śmiej się.
Mój braciszek.
- Jak podróż? Dzięki, że jesteś. - Gratulacje!
- Podejdźmy do ciotki. - Już.
- Jak się masz? - A ty? Nigdy nie dzwonisz!
SMS od wielkiego dzwonu, nie wstyd ci?
Byłam na twoim obrzezaniu! Nie strugaj ważniaka!
- Co u ciebie? - Dobrze. A u Louny i Krima?
Co?
Dlaczego mama chodzi w chustce?
Brakuje nam ciebie.
Sporo się zmieniło od twojego wyjazdu.
Oglądamy was w telewizji!
Urosłeś!
Pobierzecie się?
Louna, moja ulubiona kuzynka.
- Jutro trzeba głosować. - Na kogo?
Na Chaoucha! To też Algierczyk!
Sfrancuział, nie mogę. Nie, nie zagłosuję na niego.
To Francuz.
Jeszcze kęs i pęknę! Dziękuję, wystarczy.
A ja zobaczę.
Żarłok.
- Jutro przesłuchanie! - Dziś mi to mówisz?
- Nie chciałam zawracać głowy. - Nigdy tak nie mów!
Bo co?
Gdzie mieszka w Paryżu?
W Puteaux, podobno to blisko.
W Puteaux? Serio? Nie.
Nie ma mowy. Śpi u mnie!
- Nie trzeba. - Jedzie z nami. Jasmine?
- Zabieramy Krima. - Jasne.
Dziękuję, kochani.
A co do mamy...
Co tu dodać? Znasz swojego brata.
Siedzi czy nie, to zły duch.
Kazał jej nosić chustę?
A jak myślisz? Robią tak coraz młodsze.
Powiedziałam Nazirowi, że nie marznę w oczy.
Że są hipokrytami. Z tymi brodami i galabijami.
Wiesz, jak oni traktują żony? Parszywcy!
Skłóciłam się z nią.
O co?
Też jest zaślepiona. Wielbi Nazira.
Niech się modli, jak lubi, ale bez ciemnoty!
Przegięcie!
Modli się?
Dziękuję, bracia.
Tata!
Synkowie! Rośniecie!
Mój syn...
Myślałam, że cię nie wypuszczą.
- On tutaj? - Złagodzenie kary.
Dostał tylko 11 miesięcy za mowę nienawiści!
Pół doby na miesiąc.
Przyjaciele! Rodzino! Dziękuję.
Dziś święto mojego brata! Niech żyje młoda para!
Dzień dobry.
- Nie wiem, czy dam radę. - Dasz.
Nie kocham jej.
Dasz radę.
Co? Chcesz przynieść wstyd rodzinie?
Żeby mama spuszczała wzrok, idąc ulicą?
Przymusisz się, miłość przyjdzie później.
Nie bój się, braciszku.
Wracaj do żony.
Muzyka, proszę!
- Idziemy. - Teraz?
Jedno zdjęcie z brodaczami i będzie po nas.
Przepraszam.
Rabio? Gdzie Krim?
Przed salą.
- Spakowany? - Tak.
Louna, widziałaś Krima?
Jedziemy, mamy kawał drogi.
Krim?
Włączcie silnik, poszukam go.
Krim?
Co robisz?
Jedziemy, teraz albo nigdy.
No chodź!
Już znikasz?
Nie przywitasz się?
Jesteśmy dla ciebie za prości?
A może nie gadasz z więźniami?
- Ja spłaciłem dług. - Cieszę się.
- A ty swój spłacasz? - Czego chcesz?
Pieniędzy?
Poproś, jeśli ci ciężko.
W więzieniu pewnie nie jest słodko?
Wiesz co? Chętnie wezmę.
Wpłacę na konto mamy za ból, jaki jej wyrządziłeś.
Chyba ty.
Twoja nowa rodzina wygląda lepiej w telewizji.
Przedstawisz mnie narzeczonej?
Chodź.
Narzeczona nazywa się Jasmine.
Jasmine Chaouch. Miło mi.
Wzajemnie.
Jutro o tej porze jedno z nas będzie skakać z radości,
a drugie tonąć we łzach.
Zaopatrz się w chusteczki.
Jedźmy.
Dobranoc.
Wysadź mnie pierwszą, proszę.
Wcześnie wstaję.
Wolę zostać sama, nie gniewaj się.
Nic nie mówię.
Co jutro włożysz?
Wyjściowy dres.
Marynarkę, nie bój się.
Pierwszy raz w Paryżu?
Tak.
Mrocznie. Brzydziej.
Bez ozdobników.
Przepraszam. Tak się nie da pracować.
Proszę to wyłączyć albo wyjść. Dziękuję.
Ernst, tak, nie. Za słabo, za łagodnie.
Chcę kwasu, nie klasyki. To Byron, nie barok.
Od początku, proszę.
Sul ponticello.
Źle zaczęliśmy. Nie, nie.
Skupmy się. Dwa takty przed canto.
Jak kwiatuszek maku.
Wracamy?
Będzie przepięknie.
Gdzie tam, nie zdążymy.
Facet nie będzie chciał u mnie grać.
Nie przesadzasz?
Ten zamęt...
Nie dam rady. Nie umiem pracować w takim cyrku.
Z piekielnym orszakiem, który nie odstępuje cię na krok.
Na myśl, że tak będzie przez pięć lat, jeśli nie dłużej...
Dariu, powiedziałem czternastu milionom Francuzów,
że druga kadencja nie wchodzi w rachubę.
Że nie interesuje mnie monarchia republikańska.
Byłem szczery z Francją,
a miałbym być nieuczciwy wobec ciebie?
Zagłosujemy - ty, Jasmine i ja.
I przeżyjemy pięć najtrudniejszych lat. Razem, jak rodzina.
A jak przegrasz?
Jesteśmy umówieni.
Jeśli wygram, zostaniesz panią Chaouch.
Jeśli nie - pozostanę panem Tsouri.
Do jutra.
Proszę wypocząć.
Dam ci klucze. Siódme piętro.
Czuj się jak u siebie, niedługo przyjdę. Odpocznij.
Zaczekajcie!
A ten co? Zatrzymaj się.
Tak? O co chodzi?
Pójdziemy na piwo? Nie chce mi się spać.
Pewnie.
Przepraszam, muszę zapytać, bo się zamęczę.
Jesteś rogaczem?
Ordynatorka cię zdradza?
Powiedz, jestem jak studnia.
Nie mogę. Przykro mi.
- Po tym, co dla ciebie zrobiłam? - Wiąże mnie umowa.
Chyba że powiesz, na kogo zagłosujesz.
Coś za coś.
Przepraszam, jutro wcześnie zaczynamy.
Idziemy.
- Ja stawiam. - Nie, ja.
Pasuje. Do jutra.
Przed nami wielki dzień.
Niedziela
Dziesiąta
Oto nadszedł ten dzień. Pełna mobilizacja.
W kilku departamentach zwiększono liczbę lokali wyborczych.
Tak wysokiej frekwencji nie notowano od 1969 roku.
Przekonasz się, Chaouch dostanie co najmniej 90 procent.
Mamo, przestań.
Zaczekam tu.
Już na nogach? Dobrze się spało?
Bosko.
- Kawy? - Soku, proszę.
Spóźnię się!
Nie zawiozę cię. Dam ci na taksówkę.
Dziś McDonald.
Przepraszam, taki dzień.
Jutro się tobą zajmę.
Popodrywamy paryżanki.
Mam dla ciebie prezent.
Który?
Ta szara.
Bezbłędna!
- Niezła. - Dzięki!
Proszę.
Zostawiam ci kasę. Muszę pędzić.
Widzimy się w Grigny. Połamania nóg.
- Zaczekaj! - Co?
Wyciskarka. Zgadnę, jak działa.
Na razie.
Głos oddany.
Obstawiam 53 do 47.
- Mamy 54. - Nie!
Jestem w sztabie, zaraz przyjdę.
Wyjdę na chwilę.
Co robią?
To ostatnie przygotowania przed wieczornym piekłem.
Uda się.
W porządku?
Spadł mi cukier, nic groźnego.
Na pewno?
Dwunasta
To niezwykła kampania.
Pierwszy raz jeden z kandydatów nie głosuje rano.
Pierwszy raz kandydat ze środowisk imigranckich
może objąć najwyższy urząd.
„Imigranckich”! Wstydu nie mają.
Właśnie oddaje głos.
Za chwilę wrzuci kartę do urny. Otaczają go najbliżsi.
...w nadziei, że Idder Chaouch zostanie prezydentem.
Widzimy go w towarzystwie żony, zaprasza swoją córkę
i jej partnera, Fouada Nerrouche'a, słynnego dra Franka.
Oto piękne zdjęcie rodzinne z merostwa w Grigny.
Siedemnasta
Na-dzie-ja! Na-dzie-ja!
U Noyera mają nietęgie miny.
Spójrz!
Faktycznie!
Nosy na kwintę.
Zerknij. Skreśliłem parę powtórzeń.
- Zagranica? - Belgowie.
- Co piszą? - Przewidują 51,4 procent.
Nie merdajmy. Napijemy się na tarasie?
Jestem kuzynem Fouada Nerrouche'a.
Rodzina prezydenta.
Panowie!
Podobno pański kuzyn.
Krim, zapomniałem! Tak, w porządku.
Dobrze, można.
Wyniki sondażu, który otrzymaliśmy z Belgii,
nie wszystkim przypadną do gustu.
Nie każdy cieszy się z niemal pewnej wygranej Chaoucha.
Wyniki wyborów mógłby zmienić jedynie jakiś niebywały zwrot akcji..
Nerrouche, zamykam.
Minuta do dwudziestej
Szanowni państwo, za chwilę poznamy nazwisko
nowego prezydenta Piątej Republiki.
Pozostaje kilka sekund.
Sekund, które może zwieńczyć niespodzianka.
Już!
Ósmym prezydentem Piątej Republiki
zostaje Idder Chaouch.
Gdzie znajdę Fouada Nerrouche'a?
Zaraz przyjdzie.
Słyszą państwo tę radość?
To historyczna chwila! Widzę doradców prezydenta!
Z której strony?
Pan pozwoli, ochrona.
Co państwo czują?
Jesteśmy szczęśliwi.
I wzruszeni. To lata pracy.
Pani Chaouch, można? Przede wszystkim gratuluję...
Przeszukany?
Tak, czysty.
- Wzruszona? - Tak.
- Niesamowita kariera! - To wielka chwila dla Francji.
Dziękuję! Udało się!
Przedstawię ci kogoś. Mojego kuzyna z Saint-Étienne.
Ewakuować prezydenta!
Na ziemię!
Nic nie zrobiłem!
Zamknij się!
Nie mam z tym nic wspólnego!
Tekst: Grzegorz Schiller
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.