Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Chicago - doki, marzec 1925.
Na co my, do diabła, czekamy?!
Prawdziwy Old Log Cabin!
Kosztował dwa miliony.
Hej! A gdzie kluczyki?! W umowie było o kluczykach!
Nienawidzę takich śmierdzieli!
Nitsch?! Ty skurwysynu! Sprzedałeś nas glinom!
Widziałeś?! To był Mick Nitsch! Skurwiel sprzedał nas policji!
To twoja ostatnia szansa: gdzie jest Nitsch?
Przysięgam. Ja nic nie wiem! Zabijecie mnie za nic!
Następnym razem, w niebie, będziesz ostrożniej dobierał przyjaciół.
Nie, Franco! Błagam cię!
Zabijecie mnie za nic!
Zatkajcie mu mordę, chłopcy.
- A może lepiej go zastrzelić? - Nie. Zgnije i będzie tu śmierdział.
Co jest?! Pośpieszcie się, nie chcę się przeziębić przez tę kupę gnoju!
Stójcie! Wiem, gdzie jest Nitsch!
Ten zasraniec nic nie wie! Wracam właśnie z Nowego Jorku!
Dajcie mi zabić tego skurwiela! Zastrzelę go, albo lepiej:
uduszę jak psa!
Gówno by go załatwił. To robota dla profesjonałów!
OK, Big Jim czeka na wiadomości.
Złe chce znać natychmiast, a dobre jeszcze szybciej.
Chcę, żeby wszystko odbyło się zgodnie z tradycją.
Zdrajca przed śmiercią ma wiedzieć, że umrze.
Don Cimino, ten skurwiel Nitsch zwiał, i to daleko.
Musimy go znaleźć i zabić, zanim się spostrzeże.
Po co nam te numery ze zdechłymi rybami?
Nie, Alfredo Scorsese. Nie będziemy jak inni.
Dziś, kiedy nasze tradycje umierają i ludzi zabija się bez należnego szacunku,
musimy walczyć z dehumanizacją naszej profesji.
Musimy szanować stare reguły.
OK, Don Cimino. W porządku. Zrobimy, jak sobie życzysz.
Twoja kolej, Franco De Niro.
Wiemy, że zdrajca zniknął z Chicago. Wiemy też, gdzie go szukać,
obawiam się tylko, Don Cimino, że tym razem musimy wynająć
kogoś spoza Rodziny.
Potrzebujemy zabójcy najwyższej klasy. I tylko jeden człowiek przychodzi mi na myśl.
Johnny Pollack, bardziej znany jako Profesor.
- Dlaczego Polak? - Bo zna język.
Ale on bierze 50 tysięcy za kontrakt!
Kiedy idzie o honor Rodziny, rozmowa o pieniądzach jest nie na miejscu.
Dziękuję, Don Cimino, dziękuję.
- On jest żonaty? - To tylko mama.
Panowie w sprawie zamówień?
- Tak. Czy Johnny w domu? - Niestety, mój biedny chłopiec
jest ciągle zajęty. Tylu klientów ostatnio.
Bez wątpienia. Johnny ma najlepszą reputację. Nigdy nie nawala z dostawą.
Wejdźcie, panowie. Właśnie upiekłam polski sernik.
Dziękujemy, ale może innym razem. Gdzie możemy znaleźć Johnny'ego?
Dziś ma wolny wieczór, poszedł do opery.
- Johnny Pollack? - Kto pyta?
Big Jim Cimino.
- Pierwszy wolny termin - po 1 sierpnia. - Zaczekamy.
- Pieniądze z góry. - Sakwojaż.
Dlaczego ja?
Tylko ty potrafisz wytropić klienta nawet u diabła w dupie.
Odessa, sowiecka Ukraina, pół roku później.
Jeśli Odessa to matka, Nowy Jork - ojciec.
Włodzimierz to ciągle z tymi swoimi żartami.
Przepraszam! Przepraszam!
- Szybciej, Wolfgang! - Tak, tak.
- Uważać! - Chodź, chodź, chodź!
Byłem pierwszy, zająłem kolejkę jeszcze w Konstantynopolu.
- Chodź, Wolfgang! - Nie, nie, to jest tandem. Przepraszam!
- Miał być tandem! - Ja rezerwa!
Komunizm zmiecie wszystkie granice
Majakowski! Majakowski! Majakowski!
Wracajcie na miejsce, obywatelu.
- Ja? - Tak, wy. Wracajcie na miejsce.
Zdejmijcie kapelusz.
Jesteście amerykańskim obywatelem w drodze na Sumatrę?
Tak.
W takim razie po co przybyliście do Odessy?
Tu jest pochowany mój ojciec. Chciałem odwiedzić jego grób.
- Dwa dni wam wystarczy? - W zupełności.
- Kim jesteście, rybakiem? - Entomologiem.
- Kim? - Entomologiem... Motyle!
Moment. Pokażcie, co to?
Prezent. Dla was.
A to zręcznie wymyślone. Wygodna konstrukcja.
- Amerykański patent. - Jesteście wolni.
Dzięki.
No proszę! To nie Ameryczka!
- Witamy! Witamy! - To pomyłka! Ja nie Majakowski! Tam!
- Jestem Agłaja Iwanowna Głuszko! - John Pollack, miło mi.
Przyszłam was powitać!
Kilka słów dla gazety Marynarz.
- Nie rób tego więcej. - Wszystkim śmiałym i duchem młodym,
- wręczamy sierp i młot. - To jakieś nieporozumienie.
To dla was upominek od Rusfłotu. Dla pierwszego pasażera rejsu
Nowy Jork - Konstantynopol - Odessa!
- Teraz rozumiem. - A to dalsze podarki.
Dziękuję!
- A teraz do hotelu? - Do hotelu, tak, tak.
Uwaga na mój bagaż! Uwaga na mój bagaż!
Wyciągam z kieszeni spodni paszport - bezcenny ładunek.
Patrzcie i zazdrośćcie! Jestem obywatelem Związku Radzieckiego.
Oczekują was same atrakcje! Oj, trochę się pobrudziliście!
W hotelu?
A w hotelu czeka na was wspaniały apartament!
Specjalnie jedziemy wolno, żebyście mogli przyjrzeć się miastu.
To bulwar Feldmana, a to budynek byłej Dumy Miejskiej.
- Co was w życiu najbardziej interesuje? - Jazz, boks i seks.
Seksu u nas nie ma. Jazzu też nie.
A boks postaramy się wam zorganizować.
Jak wiedzie się towarzyszowi Chaplinowi?
Według ostatnich danych zbliżył się do amerykańskich komunistów.
Dlaczego mnie fotografujesz?
Robimy reportaż o waszym pobycie w Odessie!
Chcemy uwiecznić każdy wasz krok!
Protestuję! Przyjechałem tu prywatnie, na grób ojca!
Ach, to dlatego tak świetnie mówicie po rosyjsku.
- Wasz ojciec był Rosjaninem? - Nie, Polakiem.
- Z Odessy? - Nie, zesłanym na Sybir.
W Odessie jest jego grób, który chcę odwiedzić.
- To wam także zorganizujemy. - Ja chcę sam! Bez reporterów!
No, to się jeszcze zobaczy.
Przepustka!
- Idziemy się zameldować. - Miejsc brak.
Wyścig kolarski: Na tandemie w świetlaną przyszłość.
Ten obywatel ma zarezerwowany apartament.
To Amerykanin, gość Rustfłotu.
Kostia, zaprowadź towarzysza Amerykanina!
Guten Morgen, towarzyszu Amerykaninie!
Ostrożnie!
W Ameryce ideały Rewolucji Francuskiej istnieją tylko w słowach, a u nas - w czynach.
Wy eksploatujecie pracę Murzynów, a my zastąpiliśmy ją maszynami.
O cholera, co robisz?
Mechaniczny tragarz! Dostarczy bagaż prostu do numeru!
- Zagraniczna konstrukcja? - Nasza!
- Nasza! - Co?!
Gdzie mój bagaż?
W drodze do waszego pokoju. Rurami transmisyjnymi.
Nie ma się co martwić! Słyszycie? Pojechał na drugie piętro.
- Co tu się dzieje? - Wasz pracownik obraził Amerykanina!
Wypomniał mu ideały Francuskiej Rewolucji, a ten się wściekł i porozbijał wszystkie podarki.
Proszę, to wasz bagaż. Nie denerwujcie się, to najlepszy system w Europie!
No i co? Wszystko w porządku! Tak. Nawalił reduktor zwrotny.
Zaraz naprawię.
To skandal!
Trzeba być kompletnym idiotą, żeby tak cienką rączkę dorobić do tak ciężkiego wózka.
- Kobieto... - O co chodzi?
John?
Wy z powodu tej rączki tak się zdenerwowaliście?
Zrobimy wam nową, żeliwną!
Obywatelu Pollack, musimy jechać!
Mamy bardzo napięty program wizyty.
Czekają na nas!
Co mam z tym teraz zrobić? W dupę sobie wsadzić?
Witajcie w Odessie!
Jeśli za pięć minut nie wyjdziecie, będziecie żałować do końca życia.
Spóźnicie się na spotkanie z Potiomkinowcami i nigdy ich już nie zobaczycie.
O co chodzi, kobieto?!
Chodź! Ten apartament według prawa należy się nam.
My jesteśmy pierwszymi pasażerami!
O Boże! Nasz rower!
- Dlaczego? - Bo kiedy byłem mały, prosiłem Boga o rower,
a on mi nie dał! To znaczy, że Boga nie ma!
- Kto następny? - Ja rezerwa! Odmaszerować!
- My tu jeszcze wrócimy. - Wynocha!
Poleciał reduktor. Pękła sprężyna.
Wezmę tę rączkę do naszego biura konstrukcyjnego
- Oddaj rączkę. - I będzie jak nowa.
Przepraszam, towarzysze, nie przebiegał tędy mężczyzna?
Stać!
Szukamy członka podziemnego syndykatu bimbrowego, który wbiegł do hotelu
i jakby się zapadł pod ziemię.
Co to za skandale!
A towarzysza cudzoziemca prosimy o zachowanie ciszy!
To jest hotel, a nie Wall Street!
Jeśli jesteście cudzoziemcem, lepiej nie chodźcie po bulwarze Feldmana.
Dzięki.
Afrodyta! Ditta! Koteczku! Otwórz, to ja, Żorż!
- Strasznie pana przepraszam! - Skąd się pani tu wzięła?
Mieszkam w pokoju obok, wyszłam na balkon i drzwi mi się zatrzasnęły.
Pozwoli pan, że przejdę do siebie.
- Proszę, tylko szybko. - Dziękuję.
Proszę mi pomóc! Co to było?
- Tak właśnie myślałem. - Żorż, zaraz ci wyjaśnię.
- Nie trzeba, i tak wszystko jasne. - Żorż, nie bądź Otellem,
jestem tu przez przypadek.
Na nim, w pościeli?! To już koniec!
Żorż!
Sami wariaci tu mieszkają!
Jakie róże! Żorż!
Otello, sukinsyn!
Tu nikogo nie ma!
Przyniosłam panu herbaty.
- Dziękuję. - Pan Amerykanin?
Tak.
A jeśli znajdzie pan chwilę czasu, opowie mi pan o Ameryce?
Jutro, przed odjazdem.
Dziękuję. Przyjemnego pobytu w Odessie.
Dziękuję.
Skończyła się epoka amatorskiego bandytyzmu w naszym mieście.
Stoimy na progu nowej ery samogonu.
Dzięki temu złotonośnemu źródłu zamienimy się we współczesne, potężne imperium
gangsterów!
Niech więc otwarcie tego kasyna będzie symbolem nowej ery samogonu!
Tak jak widzicie, czasy Beni Krzyka minęły bezpowrotnie.
Nastała epoka Mikity Niczyporuka!
A teraz do dzieła.
Nasz pierwszy transport, 20 tysięcy litrów bimbru,
jedzie saniami wielkim samogonowym szlakiem
przez Archangielsk i Czukotkę na Alaskę.
Stamtąd do speakeasy barów Chicago, Nowego Jorku, Miami!
Drugi transport wyrusza w przyszłym tygodniu,
a to znaczy, że mamy wypiec jeszcze 10 tysięcy bochenków według naszej receptury.
Życzę owocnej pracy.
Merci za uwagę.
- Moje uszanowanie, Mikita Mikitycz! - Możesz otwierać.
Mick Nitsch. Mikita Niczyporuk.
Niczyporuk...
Niczyporuk...
Spokojnie, spokojnie. Jestem Piotr Moisiejewicz Kriwonoszczenko,
- kooperator z Charkowa. - Jak się tu dostaliście?
- Ja tu mieszkam! - Ja tu mieszkam!
I ja tu mieszkam! To moja przepustka.
Naruszacie moją prywatność!
Wiem, wiem. Mnie w recepcji uprzedzili, że będę mieszkał z pierwszym pasażerem
z Nowego Jorku, z Johnnym Pollackiem. A takie to u nas koniom zakładają!
O, jaki nieporządek!
Ktoś tu schował i zapomniał, trzeba do recepcji zanieść!
To moje czekoladki, to mój pokój, a ty spieprzaj stąd natychmiast!
Jak wy pięknie mówicie!
U nas w kooperatywie też zaczęli uczyć angielskiego:
kapitalizm - bad! Worker - good!
Recepcjonista ma dupę zamiast głowy! To ma być luksusowa obsługa?!
Hej, ty!
Dlaczego zameldowano człowieka do mojego pokoju?
Chwileczkę. Ponieważ Rusfłot zamówił tylko jedno miejsce.
Jakim prawem wpuszczono do mojego pokoju obcego człowieka?!
Po pierwsze to nie wasz pokój,
a po drugie, dla was zamówiono jedno miejsce, a w apartamencie są trzy.
Chcielibyście sami mieszkać w trzyosobowym pokoju,
kiedy tysiące ludzi oczekują na miejsca w hotelu?
Jezu Chryste, niewiarygodne!
Ja zapłacę za pozostałe dwa miejsca!
To u was w Ameryce wszystko można za pieniądze,
ale u nas wszystko dla dobra człowieka!
Dajcie mi pojedynczy pokój! Tylko dla mnie!
Niestety wolnych miejsc brak.
Jasny gwint! Ja chyba zwariowałem!
A po co wam osobny pokój?
My specjalnie zamówiliśmy trzyosobowy, żeby się wam weselej mieszkało.
A teraz szybko przebieramy się i w drogę!
Uprosiłam Potiomkinowców, żeby na was poczekali.
Jacy Potiomkinowcy? Ja przyjechałem na grób ojca!
To też zorganizujemy, jak wrócicie z Leningradu.
- Lenin-co? - Nie uprzedzili was?
Jutro rano na tydzień jedziecie do Leningradu.
- Nie, nie... - Na rachunek Rustfłotu!
Poznajcie się, to Ostap Mogilny, mistrz złota rączka, a to dzieło jego rąk.
To się nazywa prawdziwa robota! Z taką rączką śmiało można jechać
- do Leningradu. - A najważniejsze jest w środku.
Odbiornik detektorowy.
Wieziecie swój bagaż i słuchacie radia Kominternu.
Gdzie moja rączka?
Z niej Ostap zmajstrował niespodziankę - suwenir.
Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem...
- Obywatelu Amerykaninie, to chyba wasze? - Dziękuję.
Nieprzewidziane trudności.
Podnoszę cenę kontraktu do stu tysięcy.
- Błyskawiczna czy zwykła? - Błyskawiczna.
Jutro.
Będzie 5 razy drożej. 5 rubli 85 kopiejek.
To nie pieniądze. Ruble dawajcie.
Co to znaczy, to nie pieniądze?!
To nie pieniądze! Ruble, ruble dawajcie!
A gdzie ja mogę dolary wymienić?
Ja nie informacja! I proszę tu nie hałasować!
No co? Możemy jechać?
Obywatelu Pollack, w ten sposób zrywacie nam program pobytu.
Zostawcie mnie w spokoju!
- Gdzie ja mogę dolary wymienić? - W banku, ale lepiej...
w piekarni Niczyporuka. To niedaleko, bulwar Feldmana 15.
Dzięki.
Obywatelu Pollack, tak nie można! Nasi bohaterowie czekają!
Obywatelko, zostawcie cudzoziemca w spokoju!
Nie zdążyłem zaprosić was na zbiórkę!
Chcemy omówić z wami kwestię przerzutu towarzysza Chaplina do ZSRR!
- Gdzie on się podział? - Przez was Amerykanin przepadł!
- Przepustka! - Ależ to sam Władimir Majakowski!
A choćby i Puszkin! Bez przepustki nie wpuszczę!
Wujku, dajcie co łaska!
Czym mogę służyć? Mamy świeżutkie pieczywo!
Powiedzieli mi, że mogę tu wymienić walutę.
- Marki? Franki? Funty? - Dolary.
Dolar spada. Nasz kurs: 61 kopiejek za dolara.
OK, będę tu jeszcze z pół godziny.
To dla stałych klientów na zamówienie. Zabieraj to, kretynie!
- Dzięki. - Stop!
Kompletnie wam odbiło?
- Ryba... Babka, podejdź tu. - Och, jaka smaczna rybka!
Skrzela czerwone, rybka świeża, paluszki lizać. Dobra rybka!
To zabawka, nie rybka!
O co chodzi, smarkaczu?
Paczka dla obywatela Niczyporuka.
Daj.
Mikita, paczka dla ciebie.
- Kto to przyniósł? - Jakiś smarkacz...
- Wolnych miejsc brak! - Ja tu mieszkam.
- Przepustka! - Ja tu mieszkam!
- Przepustka! - Jaka przepustka?
- Jestem amerykańskim obywatelem! - Dla mnie choćby i Francuz!
Bez przepustki nie wpuszczę!
Jako obywatel USA
protestuję przeciwko gwałceniu moich konstytucyjnych praw!
Cholera jasna! Paszport do własnego hotelu?
Zapraszamy do naszego szałasu! Tu można z głodu umrzeć!
W restauracji obsługują tylko kolarzy, a w bufecie stomatologów!
A to Ahmedl! Nasz trzeci lokator. Też kooperator, tylko z Taszkientu.
- Salam alejkum. - Taki gość!
Widzicie, jacy gościnni ludzie?
Dowiedzieli się, że ja z Uzbekistanu, i szlafrok mi przygotowali!
Następny sukinsyn! Czuje się jak w domu!
Szybko wypijmy po kielichu za naszą znajomość!
Nie bój się, Johnny, u nas można.
Ja odpowiadam za niego przed Rusfłotem.
- Ja nie piję. - No to będziemy jeść arbuz, przyjacielu!
Z Uzbekistanu przywiozłem.
Wszystko będzie w porządku, panowie, tylko zostawcie mnie w spokoju, OK?
U nas nie ma prohibicji! Johnny! Za znajomość!
Jak wy w tej Ameryce możecie żyć?
- Ach, to pan?! - Masaż! Szybko!
Może mi pan pogratulować. Pogodziliśmy się z Żorżem,
i za tydzień ślub!
Żorż, wszystko ci wyjaśnię.
Spokojnie, Otello!
Nie zmuszaj mnie, żebym cię zabił!
Psiakrew!
Żywcem mnie nie weźmiecie!
- Co to były za czekoladki? - Z rumem.
- Tak, wyrób zepsuty... - Co?!
Co z tobą? Co się tak rzucasz?
- Koniec! To już koniec! - On sam na mnie upadł!
- Głaskałaś go po tyłku! - To był tylko masaż!
- Szczęście, że nie wewnętrzny! - No wiesz...
To on!
Dżiwan?
- Dżiwan się odnalazł! - Nie, nie, to pomyłka.
Jestem John Pollack z Ameryki!
Dżiwan Polakian. A ja twój wujek, Aszot,
- a to twój brat, Aram! - Aram!
Ja przez radio słyszałem, że wróciłeś do nas!
Chwila! To pomyłka!
Policja!
Kto tu strzelał?! Skąd padły strzały?!
Nikt nie widział, skąd strzelano?
Oni wszyscy nie wierzyli. A ja wiedziałem, że przyjedziesz.
- Broń dla ciebie przygotowałem! - Ja potrzebuję broni!
Potem! Chodźmy!
- To oni. Znaleźli mnie. - Kto?
- Mafia. - A skąd tu mafia?
Odkąd przyjechałeś z Chicago,
w kółko słyszę: mafia i mafia! Gówniarz przyniósł rybę - mafia.
Gliny polują na kieszonkowców - znowu mafia!
Chciałoby się, żeby ona u nas była, ale po to trzeba jeszcze nie źle popracować.
Ryba u mafii z Chicago to wyrok śmierci!
Nie ma tu nikogo z Chicago oprócz ciebie.
Dziś przypłynął pierwszy Amerykanin, z Nowego Jorku.
Profesor Uniwersytetu Columbia.
Przybył z Ameryki, z Nowego Jorku, profesor?
Czego ty się bardziej boisz? Mafii czy Uniwersytetu Columbia?
Zamknij pysk i zajmij się tym profesorem.
Oczu z niego nie spuszczaj, rozumiesz?
- Nie, nie piję w pracy! - No wypij, troszeczkę.
W jakiej tam pracy? W tej Ameryce zupełnie zwariowali na punkcie pracy.
Praca, praca! Czy jest coś dla ciebie świętego w życiu oprócz pracy?
Mama!
To wypij zdrowie mamy!
Ja nie piję!
Broń.
Ja nie piję!
Tu leży najdroższy dla ciebie człowiek.
Tatusiu, tu twój syn Johnny! Przyjechałem z tak daleka,
żeby cię zobaczyć! Tatusiu, jestem nareszcie z tobą!
Życie jest ciężkie bez ciebie.
- Mój ojciec! - Nie ojciec. Mama...
Mamusiu! Jak mogłaś mnie opuścić!? Moja mama umarła?
A mówiłam, że nie wolno mu pić.
U nich prohibicja. Dżanik odwykł i oto rezultat!
- Moja mama umarła? - Umarła, umarła...
A tu pod tym kamieniem leży twój brat!
- Zaraz, ja nie mam brata! - Teraz już nie!
Twojej matce pękło serce, kiedy dowiedziała się, że ten łobuz go zabił!
Zabił?! Zabił?! Dajcie mi broń!
Dajcie mi broń!
A co, nie mówiłem?
On nawet w Ameryce nie przestał być prawdziwym Ormianinem!
Dżiwan-John, spokojnie! Broń jest!
Śpij, śpij, mój drogi. Odpoczywaj. Czeka cię ciężka praca.
- Gdzie ja jestem? - W pociągu.
- W jakim pociągu? - Do Erewania.
Jakiego Erewania? Po co do Erewania?
Ten drań, który zabił twojego brata, uciekł do Erewania!
Myślał baran, że tam go nie znajdziesz.
Zwariował...
Nasz Amerykanin.
- Gdzie ja jestem? - W hotelu.
- A kim ja jestem? - Wy John Pollack.
Amerykański uczony, entomolog. Jedziecie na Sumatrę łapać motyle.
Ja go pierwszy zauważyłem.
Jesteście pierwszym pasażerem rejsu Rusfłotu Nowy Jork - Konstantynopol - Odessa!
- To znaczy, że jestem na statku? - W hotelu, w Odessie.
Co on, zwariował?
To typowe symptomy amnezji wstecznej. Człowiek jest kompletnie zdrowy,
tylko niczego nie pamięta.
Ja jechałem pierwszy, ja pierwszy zauważyłem!
On nas zepchnął z trapu, a my jego... moment!
Jedynie silny wstrząs może wrócić mu pamięć.
- Uratować! - Przyjaźń ponad wszystko!
- Niemcy ponad wszystko! - Tak jest!
- Dlaczego w Odessie? - Widzicie! Niczego nie pamięta!
- Żeby odwiedzić grób ojca. - Towarzysze! Wszyscy na grób ojca!
Ja już gdzieś tu byłem.
On cierpi także na deja vu!
Nie trzeba się z tego powodu niepokoić, bo to nie choroba,
tylko nieznaczny rozstrój psychiczny, przy którym człowiekowi zdaje się,
że to co się właśnie z nim dzieje, zdarzyło mu się wcześniej.
Oczywiście, że tu byłem! To grób mojej mamy!
To grób jego mamy.
Nie mógł to Murzyn być pierwszym pasażerem?
To grób obywatelki Polakian, a wy Pollack!
W Odessie leży wasz ojciec.
- A brat? - Co brat?
Gdzie jest pochowany mój brat?
- Gdzie jego brat jest pochowany? - A czy ja wiem?
Chcę na mogiłę brata. Pomóżcie mi poszukać.
O jest! Tutaj! To on!
- Co oni z nim zrobili? - Zabili go.
Jako komsomolec nie wierzę w życie pozagrobowe.
- On jest w naszych sercach! - Dziękuję.
Wystarczy! Trzeba go zawieźć do hotelu! Inaczej cały dzień będzie ganiał po cmentarzu.
- Znowu go tu przyprowadziliście? - Jak to znowu?
- Był tu wczoraj w nocy. - Nie mógł tu być wczoraj w nocy!
- Ja go widziałem! - Wy też macie też deja vu!
Alkoholik... Ale co z tym zrobić?
W tym stanie wskazane są pozytywne emocje. Pokażmy mu miasto!
To Juliusz Cezar?
To założyciel Odessy, książę de Richelieu, Francuz.
Ja nie lubię Francuzów. Ich nawet do naszego hotelu nie wpuszczają.
- Nie wiecie, co on w ogóle lubi? - Jazz, boks i seks.
Seks przy wstecznej amnezji absolutnie wykluczony!
Seksu u nas nie ma!
Boks także niewskazany.
Ale jazz, proszę bardzo. Muzyka mu nie zaszkodzi.
Gdzie ja mu jazz znajdę?! Do hotelu go trzeba zawieźć,
zamknąć na trzy spusty i tyle!
Przepraszam bardzo, jestem profesor Baboczkin, entomolog.
Z odeskiego uniwersytetu.
W prasie podano, że do naszego miasta przybył mój kolega z Chicago.
To on.
- Moglibyście mnie przedstawić? - Możemy.
Obywatelu Pollack!
Chce się z wami poznać wasz kolega profesor.
- Jeśli oczywiście ma pan czas. - A czy ja mam czas?
Mnóstwo! Wasz statek na Sumatrę odchodzi dopiero jutro rano!
Mam mnóstwo czasu, bardzo mi przyjemnie.
Szanowny panie, szybko, tutaj! Rzadki okaz - Apollo Prinza!
Też mi mafia! To kompletny idiota!
- Fantastyczny! - Profesorze!
- Profesorze! Czy wyście zwariowali?! - Dlaczego?
Nie zaliczyliście ćwiczeń z przysposobienia obronnego
i przez was cały instytut nie może iść na prace społeczne.
O Boże!
Pudło!
Pudło!
Znowu pudło.
A wy, towarzyszu, dlaczego nie strzelacie?
- Ja? - Wy, wy.
- Bierzcie karabin! - Mogę postrzelać.
Bieda z wami, profesorami.
- Nazwisko? - Pollack.
- Jaki fakultet? - Kolega nie z naszego instytutu,
- kolega z Ameryki. - Przepraszam.
No widzicie?! Ich profesura gotowa do boju, a nasza?
Umiecie tylko patrzeć w mikroskopy i ganiać za motylami.
To nie gangster, to kompletny kretyn!
Pół dnia łaził po cmentarzu, a teraz gania za motylami.
Do tego wszystkiego cierpi na deja vu!
- Co to takiego? - Z głową nie w porządku.
Stary trick mafii. Udawać półgłówka, żeby uśpić czujność!
- Gdzie on gania za tymi motylami? - W parku przy kolumnadzie.
A w zasadzie dlaczego powinienem umieć strzelać?
Strzelanie to sprawa wojskowych, a nasza sprawa to łapanie motyli.
- Zgadza się pan? - W zasadzie tak...
Proszę.
Dziękuję.
- Amerykańska? - Tak, Chicago Daily Tribune.
Hej! Tam na werandzie! Zabierajcie się stamtąd!
- Można? - To dla pana, prezent.
Słyszeliście, co powiedziałem?!
Tu niedaleko jest polanka...
- Chłopcy, spadać, szybko! - na której występują Żeglarze Heliosa.
Przekąsimy coś szybciutko i zajmiemy się nimi.
Z przyjemnością.
- Co pan zamówi na pierwsze? - Na pierwsze bym chciał...
Nic nie zamówi! Restauracja zamknięta. Rezerwacja.
Jaka szkoda! A ja właśnie zaprosiłem mojego amerykańskiego kolegę...
- No, Amerykanina to nakarmimy. - I mnie?
Oddział stój! Do przyjęcia pokarmu... rozejść się!
Na drugie pulpet z ryżem albo kotlet z kartoflami.
Ja poproszę pulpet z kartoflami.
Pulpet z ryżem! Kotlet z kartoflami!
Kotlet z kartoflami, pulpet z ryżem.
- Potem się zamienimy. - Zamieniać się nie wolno!
- Wódka jest?! 100 gram! - Żorż, nie trzeba!
200!
Jakie to szczęście, że to pan! Błagam, niech pan powie Żorżowi,
że między nami nic nie było!
- A czy my się znamy? - A z kim ja byłam w łóżku?
Komu robiłam masaż?
W takim razie rzeczywiście jestem gotów przyznać, że między nami
- być może coś było. - Nie!
Tylko ja niczego nie pamiętam!
Tego już za wiele!
Żorż!
- Co będzie? - Tam za dużo ludzi!
Smacznego.
Odessa. Kontrakt - zabić Micka Nitscha!
- Która godzina? - Szesnasta.
- Mamy mnóstwo czasu. - Szesnasta...
Broń! Dajcie mi broń!
- Żorż! Żorż! Błagam cię! - Zostaw mnie!
- Dobrze. - Ditta! Stój!
A jednak spodobało się panu strzelanie!
A nas oczekuje
- endemiczny gatunek motyli! - Wsadź sobie w dupę motyle!
Nie mam czasu na twoje zabawy!
Kto tu dowodzi? Kelner?
Kończcie obiad, kończcie! Wszystko zjadać.
Wy tam też wszystko zjadać! Szybciej!
Tylko nie zostawcie broni!
Mam!
- Czy mówi pan po angielsku? - Tak.
- Czy jest pan profesorem, entomologiem? - Tak, tak.
Witamy w Odessie.
Dlaczego?
Święci pańscy, nasi desant wysadzili!
- Przepustka. - Paszoł won! Swołocz!
Wasza wielmożność, z całym szacunkiem bez przepustki nie mogę.
Zarządzenie nowej władzy: bez przepustek nie wpuszczać!
- To jest moja przepustka, idioto! - Na rozkaz!
Przepraszam, czy może mi pan wskazać pana Eisensteina?
- Won stąd, bydlę! - A, dziękuję panu!
Wy do kogo?
Patrz, Ahmed, to nasz Johnny!
A Abram Siemionycz powiedział, że zachorowałeś na głowę
i pojechałeś do Ameryki się leczyć.
- Kto leży w moim łóżku? - Abram Siemionycz.
Szalom, Abram Siemionycz. Przyjechałem na delegację
- z Władywostoku. - Gdzie moje rzeczy?
- Ty ich nie wziąłeś? - Z Władywostoku.
Bardzo przepraszam,
- pan jako gość czy interwent? - Interwent!
W takim razie proszę powiedzieć: pogromy będą?
Będą, będą.
- Towarzyszu Kołpakow, biali w mieście! - Jacy biali?
Właśnie biały porucznik przeniknął do hotelu! Biały porucznik przeniknął!
Bzdury! Ich wszystkich dawno rozbili!
To znaczy, nie wszystkich rozbili! Znaczy, desant wysadzili!
Pić trzeba mniej! Zrozumiano?
Dlaczego zameldowaliście człowieka na moje miejsce?
Jakim prawem obcy człowiek śpi w moim łóżku?!
Ach, to wy? A takim, że wy nie nocowaliście w hotelu.
Tak jest! Nie nocował!
I zgodnie z instrukcją was wymeldowano!
- Ale pokój opłacony! - I co z tego?
Zgodnie z instrukcją to nie ma żadnego znaczenia.
Gdzie moje rzeczy? Daj mi mój pieprzony bagaż!
Obywatelu, proszę tu nie przeklinać!
Wasz bagaż wydadzą wam z przechowalni.
Za dwie godziny.
Nasi pracownicy są bowiem na zebraniu na temat kulturalnej obsługi gości.
Wasza wielmożność, nie można.
Paszoł won!
Przepraszam! Przy całym szacunku muszę się przeciwstawić!
Wasza wielmożność, nie wolno! Mnie z pracy wyrzucą!
Pasuje.
- Wasza wielmożność... - Milczeć!
Niech chociaż wasza wielmożność zwiąże mi ręce, żeby było widać,
że stawiałem opór.
Wasza wielmożność, nie gubcie mnie!
Łączcie mnie natychmiast z Czeka!
Czeka? Biali w mieście!
- Załatwiłem go. - Kogo?
Profesora.
Wystarczy likwidować inteligentów,
- i tak ich już niewielu zostało. - To przecież Amerykanin!
Co tam znowu?
- A jeśli to był prawdziwy profesor? - No to co?
Wszystkich Amerykanów przyjeżdżających do Odessy będę likwidować.
- Wszystkich jak leci. - Mikita, w ten sposób
narazimy się na międzynarodowy skandal.
A mnie wszystko jedno!
Telegram z Ameryki. Reklamacja.
Jaka reklamacja?
- Coś się stało z transportem? - Z transportem wszystko w porządku.
Dotarło 20 tysięcy butelek.
- To czego chcą, do diabła? - 500 butelek było pustych.
- Jak 500? - Na pewno chłopaki po drodze wypili.
Północ, Alaska, zimno. Chcieli się rozgrzać.
- 500 butelek? - Ich było pięciu!
- Kto najął ich do roboty? - Ja.
Wszystkich w miednice, zalać cementem i do morza!
Z powodu butelek - w miednicę? Słuchaj, tu nie Ameryka.
Jeśli za każde 50 butelek będziemy ludzi w miednicę -
- nie będzie z kim pracować! - Do morza!
Zamknięte! Remanent!
Cholera! Niedźwiedzie na ulicach!
Cicho, mały! Cicho, mały!
Stop! Stop! Stop! Na miejsca!
- Patrzcie, porucznika nie ma w kadrze! - Na miejsca! Będziemy kręcić!
- Gdzieś się podziewał?! - To dobry typ! Dawaj go!
Gdzie wąsy?!
Natychmiast na plan! Oddział próbował bez was!
Przygotować się!
- Mafia! - Można zaczynać!
- Strzelać po komendzie: pal! - Załóż się, że będę.
Uwaga! Przygotować się! Kamera! Akcja!
Nie uśmiechać się!
To moja rola! Samozwaniec! To ja jestem porucznikiem!
- Genialne! Kręć! - Uwaga na wózek!
Gdzie niesiesz te ciastka?! Kładź je na ladę!
- Ty dajesz popalić. - Zamknij się!
Przypomniałem sobie, skąd znam tego typa!
On wczoraj wymieniał u nas dolary.
- Bałwan! Kretyn! Idiota! - No co ty? Dałem mu po naszym kursie!
- Jeden do jednego! - Szpan, walizki!
Ty co? Wyjeżdżasz?
- Nie, będę czekać, aż mnie wykończy! - Nawet gdyby chciał, nie da rady!
Sprawdziłem, on jutro odpływa.
- Ma wizę na 48 godzin. - Idioto!
On nie wyjedzie, póki mnie nie wykończy! Reguły mafii!
- No to trzeba wykończyć jego! - Kto to zrobi? Ty?
Jest jeden specjalista - Bombowiec! Był prawą ręką Macho!
Ty się ukryjesz, a on zrobi swoje.
Gdzie się ukryję? Ty nie znasz mafii.
Oni znajdą człowieka nawet u diabła w dupie.
W dupie znajdą, ale w Kujalniku...
Idealna kryjówka, i nerwy przy okazji podleczysz.
Chwała Bogu! Ocknął się w końcu!
- Gdzie ja jestem? - W hotelu.
- A kim ja jestem? - Interwentem! A może gościem?
Towarzysze, on cierpi na amnezję wsteczną. Nie pamięta swojej przeszłości.
Ja z nim zwariuję!
Nie dość że zerwał program pobytu, zawiódł Potiomkinowców,
nie pojechał do Leningradu, do tego jeszcze cierpi na wsteczną amnezję.
Wystarczy. Rusfłot umywa ręce.
- Kim ja jestem? - Wy John Pollack.
Amerykański uczony, entomolog, jedziecie na Sumatrę łapać motyle.
- To znaczy, jestem na statku? - Na razie jeszcze w Odessie.
- Dlaczego w Odessie? - Żeby odwiedzić grób ojca.
Dzień dobry.
Boże, on tu przychodzi jak do pracy.
- W jakim sensie? - I w nocy, i w dzień.
- Skąd wam to przyszło do głowy? - Już trzeci raz go widzę!
Cierpicie na deja vu, towarzyszu. Leczyć się trzeba.
A najgorsze w Ameryce to gangsteryzm. Pora z tym skończyć.
- Absolutnie. - To nie takie proste.
Póki u was u władzy znajduje się oligarchia, wrzody społeczne trudno wykorzenić.
- Tak myślisz? - To elementarna prawda.
Oligarchia kicha na gangsterów, a więc wy, uczciwi ludzie, powinniście sami
zorganizować komitet do walki z gangsterami.
- Obowiązkowo! - A następnym razem
jak przyjedziecie do Odessy, niczego tu nie poznacie.
Tu będzie zakład, tam fabryka chemiczna!
Zrobimy z Odessy giganta przemysłu!
Pozdrowienia dla towarzysza Chaplina od odeskich pionierów.
Jutro odprowadzimy was całym oddziałem.
Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje...
Amen.
Zamawialiście herbatę, proszę.
Dziękuję.
Chwileczkę, a gdzie taka sympatyczna dziewczyna, co herbatę przynosiła?
Żadnej sympatycznej dziewczyny u nas nigdy nie było.
Przepraszam, ja cierpię na deja vu.
Raz, dwa, trzy, szybciej!
Raz, dwa, trzy... Raz, dwa, trzy, raz...
- Co tam się dzieje? - Spokojnie. Szybko to tylko kotki rodzą.
Towarzyszu Amerykanin. Wy wspominaliście coś na temat seksu, boksu i jazzu.
Seksu to u nas nie ma, a jeśli chodzi o pozostałe, to proszę.
- Wy Amerykanin? - John Pollack, amerykański uczony,
jadę na Sumatrę łapać motyle.
My was cały wieczór szukamy! Z powodu synkopy tak się kłócimy.
Czy to synkopa?
Kurza dupa, a nie synkopa! To jest synkopa!
Raz, dwa, trzy... Raz, dwa, trzy...
Cisza! My jutro wcześnie wstajemy!
- Synkopa? - A ja nie wiem. A co to jest synkopa?
- Kostia, co jest?! - A co wyście się do mnie przyczepili?!
Jeszcze synkopę wymyślili!
Cisza!
- Chodź! - Tak.
Cisza!
To jest synkopa!
My jutro wcześnie wstajemy!
Połączyłeś wszystko jak trzeba?
Jasne. Spokojnie, nie denerwuj się.
No, szanowni panowie. Jestem gotów! Idziemy!
Niech tylko dotknie łóżka.
Jazzbandy u nas zabronione! I ja radzę nocować u siebie w numerze!
Tak, tak! Ja będę nocować!
Tylko go nie upijcie! On w ogóle nie pije!
Nie trzaskać drzwiami!
Mikita!
- Japoniec do ciebie. - Słucham.
Ten twój amerykański specjalista Od zabijania przestał być groźny.
Odessa to nie Chicago, ale my też nie wypadliśmy sroce spod ogona.
Krótko mówiąc, amerykański profesor już nie istnieje.
Proszę, tu seks, tam ruletka, kanapki, szampan, a następny numer nasz.
Radziecki jazz!
A teraz, szanowni państwo, sensacja! Po raz pierwszy w Sowietach -
striptiz!
- Kto cię przysłał? - Jestem amerykańskim entomologiem.
Jadę na Sumatrę łapać motyle. Do Odessy przyjechałem na grób ojca.
To możesz zalewać tym pismakom, nie mnie! Jesteś zabójcą przysłanym przez mafię,
żeby wykończyć Mikitę Niczyporuka.
Nie! Ja jestem amerykańskim uczonym, entomologiem.
Przyjechałem na grób ojca, on był Polakiem.
Znowu Japoniec.
- Słucham? - Mikita, słyszysz te odgłosy?
- Co wy tam, ciasto wyrabiacie? - Nie, to nie ciasto.
Pomagamy twojemu Amerykaninowi odzyskać pamięć.
Amerykanin?
Przecież on wyleciał w powietrze!
Wrócił. Ale to nic, już związany i nieszkodliwy.
- Kulkę w łeb i do ziemi. - Zrozumiałem.
Uderz mnie jeszcze raz.
No, co? Przypomniałeś sobie, śmierdzielu?!
Tak.
Gdzie Mick Nitsch?
Bulwarem do mostu, za rzeźnią w lewo i w dół po schodach.
Jak go związałeś, sukinsynu?!
Stać! Stać!
Stać! Stać! Przeklęty Amerykanin!
A na przedzie tandem naszych znakomitych braci Sidorów.
Przywitajmy ich, towarzysze!
A te kąpiele błotne całkowicie wyleczyły mnie z psychicznych napięć i dolegliwości.
Proponuję wypić za NES: Nową Erę Samogonu!
Panowie, a ja dziś w hotelu widziałam żywego Amerykanina!
Ma pani szczęście, madame. Więcej go pani nie zobaczy.
Czy on nas opuścił?
Wszyscy wstać!
Pod ścianę!
Zobaczymy, kto ma tatuaż na dupie.
Odwróć się!
- Poczekaj, błagam. - Pozdrowienia od Big Jima Cimino.
Nie, tam jest Żorż!
Wszystko OK!
Mikita Niczyporuk, jesteście aresztowani!
Dziękuję.
Dziękujemy wam, obywatelu Pollack, za pomoc w pojmaniu groźnego przestępcy.
Dziękujemy.
Od dawna byliśmy na tropie podziemnego syndykatu bimbrowego i jego szefa
Niczyporuka, ale nijak nie mogliśmy go złapać na gorącym uczynku!
Dopiero dzięki wam, obywatelu Pollack, w końcu nam się to udało.
Kriwonoszczenko?
Naczelnik Oddziału Śledczego. Zręcznie to wymyślili, łobuzy!
Oprócz eksportu bimbru jeszcze dostawa "pieczywa" do Kujalnika.
Siedzi sobie taki amator w wannie i pije bimber! Zupełnie jak w Chicago!
Wybaczcie nam, obywatelu Pollack, was także podejrzewaliśmy.
- Porucznik Pierepliotczykow! - Podporucznik Afrodyta Pierepliotczykowa!
Zaraz... To wy po ślubie?
Przepraszam. Przed waszym przyjazdem dostaliśmy anonim, że jesteście amerykańskim gangsterem.
Teraz wiadomo, czyja to była robota, ale trzeba było was trochę poobserwować.
A my naprawdę jesteśmy małżeństwem. Żorż żałuje, że was uderzył,
ale on mnie strasznie kocha i jest naprawdę zazdrosny!
Wiedzieliście, że jestem gangsterem?
Po waszym uczynku stało się jasne, że jesteście uczciwym człowiekiem.
A jak ojca swojego kocha, towarzyszu naczelniku!
Trzy razy na jego mogiłę przychodził!
- Cmentarz numer dwa? - Sierżant Wasin.
Wy wszyscy w milicji? Fantastyczny kraj!
Więcej takich ludzi, a mielibyśmy mniej pracy!
Posłuchaj, ja zabijam ludzi! Posadź mnie do więzienia,
razem z Niczyporukiem! Proszę, dam ci dolary!
Znowu się spóźnia o minutę! Wasz statek na Sumatrę.
- Na Sumatrę? - Możecie się nie martwić.
Specjalny kurier dostarczy was prosto na pokład.
Nie chcę! Nie chcę!
- Pomóżcie mi! Ja muszę go zabić! - Nie wolno. Nie wolno!
Inaczej mafia mnie wykończy!
Nie chce towarzysz od nas odjeżdżać. To zrozumiałe, ale każdy ma swoje zadania.
My łapiemy przestępców, a wy - motyle.
Nie pójdę!
Trzeba, trzeba, mój drogi!
- Nie pojadę! Chcę do więzienia! - Macie wizę na 48 godzin!
W kraju Sowietów!
Ja nie wypełniłem zadania! Mnie w Ameryce zabiją!
Chicago 1927 18 miesięcy później
Alfredo, nareszcie go mamy!
- Kogo? - Pieprzonego Pollacka!
- Gdzie? - W Berlinie.
W Berlinie?! Co on, do diabła, robi w Berlinie?
Właściwie to nic nie robi. Pacino znalazł tam to!
Co to jest, do diabła?
- To on! - A nie mówiłem?
Jemu się, do cholery, wydaje, że jest Douglasem Fairbanksem?
Zamiast zabić tego sukinsyna, zajął się graniem w filmach?
Nie martw się, Alfredo Scorsese, mam pomysł!
Nie damy mu zostać gwiazdą filmową.
Franco de Niro, chcę, żebyś zajął się tym osobiście.
Dzięki, Don Cimino. Mam już bilet do Odessy.
Rosja? Znów?
Ta pieprzona sprawa zaczyna nas coraz drożej kosztować.
Kiedy honor rodziny jest zagrożony, pieniądze nie grają roli.
Najbardziej dziś rozpowszechniona choroba psychiczna to paranoja.
Za chwilę zobaczycie pacjenta cierpiącego na tę chorobę.
Sundukow, proszę.
Przed wami amerykański uczony, entomolog, który wybierał się
na Sumatrę łapać motyle.
Do Odessy przyjechał na dwa dni, żeby odwiedzić grób ojca,
który żył w Odessie przed rewolucją.
W rezultacie lekkiego wstrząsu mózgu nastąpiła amnezja wsteczna,
a potem deja vu.
Chory uważa, że jest amerykańskim gangsterem przysłanym przez mafię
dla likwidacji innego gangstera, który jakoby znajduje się w Odessie.
On teraz mówi prawdę!
Chory uważa, że jeśli nie wykona zadania, mafia go zabije!
Pacjenta trzykrotnie wsadzano na statek na Sumatrę,
ale za każdym razem skakał za burtę i wracał wpław do portu,
aż w końcu trafił do nas.
Jak on się dzisiaj czuje, Pietrowicz?
Dziś jest spokojny, a wczoraj chciał kraty przegryźć.
Dobrze, że Sundukow w porę zauważył.
Uważajcie na niego.
Ludzie, uwierzcie mi! Ja pamiętam wszystko!
Muszę go zabić! Jutro też będę gryzł kraty!
Dlaczego nikt mi tutaj nie wierzy?
A teraz zajmiemy się manią prześladowczą.
Wracajcie na miejsce! Na miejsce!
Pasażerów odpływających do USA przez Konstantynopol i Marsylię,
prosimy podejść na przystań numer 2.
Przebacz i żegnaj, Odesso-Mamo, czeka na mnie Nowy Jork-Tata!
999... Tysięczny!
Hej, panie młody, piękny, nieżonaty! Daj powróżyć! Całą prawdę ci powiem!
Odejdźcie, obywatelko!
Jezu! Odejdź! Odejdź stąd!
Witajcie, towarzyszu. Kilka słów dla gazety Marynarz.
Jestem Agłaja Iwanowna Głuszko!
Powierzono mi powitać was w Odessie! W imieniu Rusfłotu!
To pomyłka. Jestem amerykańskim psychiatrą.
Nie! Jeśli tak myślicie, to źle myślicie o Odessie!
Przyjechałem na międzynarodowy kongres!
Wszystkim co śmiali i duchem młodzi my dajemy sierp i młot.
Jezu! Nie fotografować! Nie fotografować!
To dla was podarek od Rusfłotu, jako tysięcznemu pasażerowi rejsu
Nowy Jork - Konstantynopol - Odessa!
- A teraz szybko do hotelu! - Na ręce go, towarzysze!
Postawcie mnie!
Cholera jasna! Na pomoc! Na pomoc!
Jestem obywatelem amerykańskim! Wypuśćcie mnie stąd! Na pomoc!
Komunizm zmiecie wszystkie granice
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.