Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W Zatoce Meksykańskiej
wciąż monitorujemy trasę, rozwój i siłę
huraganu Katrina.
To jeden z najpotężniejszych huraganów w historii.
W poniedziałek spodziewamy się huraganuczwartej kategorii.
Dotrze wtedy do lądu, to będzie potężna nawałnica.
Słuchać, czarnuchy!
Nie będę strzępił języka,
żeby ostrzegać was w elokwentny sposób.
Wyłaźcie, bo zginiecie!
Podpalimy was tak jak Harveya.
Zostało wam dziesięć sekund życia.
Dziesięć.
Dziewięć.
Osiem.
Siedem.
Sześć.
Pięć.
Cztery.
Trzy.
Dwa.
Jeden.
Spalić ich!
Spalić ich!
- To tyle. - Petarda, ziom.
Stworzyłeś własny świat.
Grubo!
Spoko, ale nie oddałeś klimatu naszej dzielni.
Podkolorowałeś. Musisz zejść na ziemię.
A ty powinieneś zdurnieć i zbrzydnąć.
- Wal się. - Posłuchaj.
Powieści graficzne mają elementy fikcji.
To pewna forma eskapizmu.
- Do tego służy trawka. - Puść w obieg.
Możesz zachować realizm w stylu Ojca chrzestnego.
Wiesz, że to ściema, ale mafiosi wyglądają autentycznie.
Nie musisz przeginać jak Tarantino.
Pogięło cię? Wściekłe psy były zajebiste.
Przereklamowane. Zbyt często mówili „czarnuch”.
- Sam to za często mówisz. - Co znaczy „za często”?
Lil Wayne się mieści?
Nie wiem, ale powinien być jakiś limit.
- Zwłaszcza dla białych. - Czarnuch ma rację.
Kogo ze mnie robicie?
Domyśl się.
- Jesteś nędznym Kreolem. - Wal się.
Oddaj mój zeszyt.
Nie znacie się na sztuce.
To jest moja sztuka.
Wziąłeś to na mój ślub?
- To podejrzana dzielnica. - Schowaj to.
Dobra.
Zamieniasz setki cipek na jedną.
Będziesz pod pantoflem. Nie kumam cię.
To miłość.
Muszę tam iść i cyknąć cholerne fotki.
Żenię się.
- Chajta się! - Chajta się!
Spieprzać!
Muszę ci coś powiedzieć.
To nie przez ciebie żenię się z twoją mamą.
To dzięki tobie będę przy niej trwał.
Rozumiem.
Garda. Wyżej.
Prawa. Lewa. Prawa.
No proszę.
- Jak suknia? - Ciasna.
Szkoda, że nie ma twojego ojca.
Byłaś szczęśliwa w dniu swojego ślubu?
Powiem ci coś, co przekazała mi twoja babcia.
Nie zawsze liczy się szczęście. Ważny jest sens.
Czyli nie byłaś.
Znajdź w tym sens. Szczęście samo przyjdzie.
Pięknie wyglądasz.
Dziękuję, mamo.
Huragan Katrina może sięgnąć południowo-wschodniej Luizjany,
Kentucky i południowej części Illinois oraz Indiany.
Gdy czarnulka dojdzie do władzy,
nazwie huragany imionami czarnych.
Dałbym się przedmuchać huraganowi Fashawnya.
Żebyś wiedział.
Może mnie dymać każdego dnia.
Nasyłają na nas te cholerstwa.
Mają technologię od Rusków.
Co?
Huragany.
Zabijają nimi czarnych. Huraganami i viagrą.
- Masakra. - Śmiejcie się.
- Bierzesz viagrę? - Łykasz?
Jestem najgorszym koszmarem Ameryki.
Czarnuch ze spluwą i wzwodem.
Co się dzieje?
Jestem drużbą mojego najlepszego kumpla
i nie wiem, co powiedzieć.
Znasz Jamesa od przedszkola, prawda?
Nie musisz nic mówić, skarbie.
Mrugający Blink!
O w mordę!
Nie lubię przemawiać przed takim tłumem.
Zdrowie mojego najlepszego przyjaciela
i jego żony.
Zbiera się na burzę.
Katrina przeszła nad Nowym Orleanem 29 sierpnia 2005 roku.
Najgorszy huragan do tej pory.
Jeśli któreś miasto nie było przygotowane na Katrinę,
to na pewno Nowy Orlean.
Gubernator Luizjany oznajmiła,
że podejmie niezbędne kroki,
żeby ewakuować ocalałych mieszkańców Nowego Orleanu.
Miasto znalazło się pod wodą,
władze spieszą ludziom na ratunek.
Jeśli wojsko miałoby kiedyś pomóc, to właśnie teraz w Nowym Orleanie.
POMÓŻCIE NAM
Powódź spustoszyła miasto po tym,
jak wody jeziora Pontchartrain przerwały wały ochronne.
Jeśli spojrzymy na okolicę z góry, widok jest po prostu apokaliptyczny.
Proszę, skarbie.
Ładnie wyglądasz.
Nie jestem przekonany do tej koszuli.
Ale ja jestem.
Od kiedy tak ciśnie?
Od zawsze.
Od trzech miesięcy.
Tatuś się tym zajmie.
Dobra, ale skoro wychodzisz...
- Idź, bo się spóźnisz. - Isiah, opiekuj się mamą.
Leć, tato.
Bez jaj, ziomuś. To nie koka.
Towar prosto z Kalifornii. Atomowy Pies.
Daj coś tutejszego. Mała działka.
Daj dwie za trzy dyszki.
Wypad, bo dostaniesz w ryj.
Co tam?
Wyczesana obsługa klienta.
Chciał zniżkę. Katrina porwała mój towar.
Kurde, nie cały.
- Serwus, ziom. - Masz towar?
Kuzyn kmini coś na boku.
Są grube ryby i płotki.
Obserwuj! Bierz ich! Zagryź!
Spokój! Do nogi.
Co jest grane?
- Jak leci? - Powoli, a u ciebie?
- Wyskocz. - Dobra.
- Gotowy? - Uważaj.
Tylko na tyle cię stać?
Dołożę ci.
Pokaż klasę.
Blink, Miracle. Patrzcie na to.
Obserwuj! Bierz go!
Zagryź!
Zagryź go!
Co to ma być?
Moje oczko w głowie.
- Brytan. Pół pieszczoch, pół zabójca. - Pół kurewski brzydal.
To trzy połowy, Kermicie.
Goń się, Miracle. To piękny pies, bardzo opiekuńczy.
Popularny za granicą.
Założę hodowlę i będę opylał szczeniaki za 750.
Wyciągam tyle z jednej działki.
Jeśli najpierw jej nie zjarasz.
Pożyczę jedną koszulę.
Bierz, należą do mojego ojca.
Rozkręcę swój biznes.
Skołuję nutę, wydam album.
I takie tam. Czaicie?
Zmienię ksywę z Miracle na Teasy.
Jak „Tea-Z”.
- Kumasz? - Tak. Czekaj.
Jakie znowu Tea-Z?
Tea-Z!
Powinieneś nazywać się Leń-Z.
Wal się.
Gówno dzisiaj zarobiłem.
Wszyscy jesteśmy spłukani. Blink, może zagadasz z kuzynem?
On nie jest moim kuzynem, tylko Demyry.
Nie potrzebujemy tego kempingowego ćwoka.
Zginiemy przez niego.
- To przyczepy od FEM-y. - FEMA jest żałosna.
Nieźle się tam urządził.
Nawet jeśli Blink ma nowego kuzyna,
koleś jest gangsterem, a ja się go cykam.
- A my kim jesteśmy? - Na pewno nie gangsterami.
Kijowy z ciebie diler.
Jesteś najbiedniejszym dilerem w okolicy.
Nie potrzebujemy FEM-y.
A już na pewno nie Kuzyna. Damy radę.
Jak wyglądam?
- Dobrze leży? - Biało. Megabiało.
Biało.
Siadaj.
Pokaż.
Naśladowczy.
Naśladowczy.
- Niezły. Jakieś publikacje? - W gazetce uniwersyteckiej Tulane'a.
- Ukończyłeś? - Jedynie studium.
Użyłeś szczoteczki do zębów, żeby narysować tło?
Tak, proszę pana.
Dobra.
Sam nie wiem.
Trzeba dopracować te rysunki, ale, James...
Proszę mi mówić Blink.
Powiedz, James,
kim się inspirujesz?
Charlesem Schulzem, wychowałem się na Fistaszkach.
Garym Larsonem.
Yoshiakim Kawajirim.
A w życiu?
Kto miałby przyjechać do Cut Throat City?
Nie wiem. Nie zastanawiałem się nad tym.
Najpierw należy zastanowić się nad swoimi czytelnikami.
Jeśli skupimy się tylko na rynku,
komiks będzie jedynie tanim, marnym towarem,
który nigdy się nie zmieni. Nigdy...
Nie wiem, kto udzielił ci takiej rady.
Właściwie to pan.
Na Anime Expo w 1990 roku.
Wypożyczyłem z biblioteki zapis wystąpień.
Niech ci będzie.
Dzięki, że wpadłeś.
Przyślij kolejnego.
Kotku, co robisz?
Chowam to. Urządzimy tu pokój zabaw dla Ike.
Jaki masz plan?
Coś wymyślę. Zrobię, co trzeba.
Możemy wystąpić do FEM-y o pomoc.
Nie chcę.
Przyjdą tu i zabiorą nam dom.
Ten bałagan to ich sprawka. Załatwię to.
Nie chcę szukać winnych.
Musimy poczuć się do odpowiedzialności.
Cała ta cholerna sytuacja
jest wynikiem braku odpowiedzialności.
Gubernator obwinia burmistrza, burmistrz obwinia prezydenta,
prezydent obwinia FEM-ę.
Nie mów mi o odpowiedzialności.
Myślisz, że pojadę do miasta,
napiszę podanie, podam stawkę i już?
„Blink, właśnie szukaliśmy takiego czarnucha jak ty”.
- Dość. - „Jesteśmy tu. Przyłaź”.
Daruj sobie tę gadkę.
Masz imię, James.
Ojciec dał mi tę ksywę.
Przylgnęła do ciebie w odróżnieniu od twojego ojca.
Zostawił mamę, a nie mnie.
Skarbie, jesteś utalentowanym, wykształconym Murzynem.
Ukończyłeś Tulane.
To bez znaczenia,
bo wciąż mieszkam w Ninth Ward.
Możemy pojechać, gdzie tylko chcemy.
- Gdziekolwiek. - Tak?
Nie możemy i w tym problem.
Tonęliśmy, zanim przeszła Katrina.
Odbudowują całe miasto, a co z nami?
Co z okręgami 5-4?
Jesteśmy ostatni w kolejce po jebaną dotację!
Co tu się, kurwa, dzieje? Jesteśmy ostatni!
Poniosło mnie.
Będzie dobrze.
Nie martw się.
O nic się nie martw.
Nie martwię się.
Czołem, ziomale!
Andre!
Wchodzę.
Trzymaj, młody. Co powiedział?
Że nikt nie wyda mojego komiksu Cut Throat City.
Stary, nie słuchaj takich rzeczy.
- Mam D i teraz Ike. - Wiem.
Mamo!
James, zejdź z mojego blatu.
- Przepraszam. - Dre, jak droga do domu?
Słabo.
Nie było ruchu.
Odezwali się z Second Line?
Muzykowi trudno się tu utrzymać. Zwłaszcza teraz.
Kocham cię, ale nie mogę utrzymywać dorosłego faceta.
Nie musisz się o mnie martwić.
Będę sławnym muzykiem jazzowym jak Miles Davis.
Kupię ci dom, o którym zawsze marzyłaś.
Najpierw ogarnij okładkę albumu.
Panie Basquiat i panie Gillespie,
nie wygadujcie tych bredni przy siostrze.
Nikt wam nie broni marzyć, ale jedynym ratunkiem jest forsa.
CENTRUM ZARZĄDZANIA KRYZYSOWEGO
Adres obecny i sprzed klęski.
- Bez zmian. - Ubezpieczenie.
- Państwa całkowity dochód? -Trzydzieści dwa tysiące.
- Potrzebuję zeznań podatkowych. - Dobrze.
Spełniamy warunki?
To zależy od rodzaju wsparcia.
Oferujemy pomoc przy remoncie, lokal tymczasowy lub zastępczy.
A lokal zastępczy?
Takim wsparciem objęte są terytoria zależne i odległe lokalizacje
wyszczególnione przez FEM-ę.
Niestety, Ninth Ward do nich nie należy.
ODRZUCONY
- W ogóle mnie to nie dziwi. - Kotku...
My...
Jesteśmy ubezpieczeni, więc nie rozumiem, dlaczego...
Nie kumacie.
Poszło po ich myśli.
Czemu pękł kanał 17th Street i woda zalała dzielnicę czarnych?
Przez grawitację?
Nie ma grawitacji, tak jak nie ma spisku.
Najpierw nas zalali, teraz chcą nas stąd wykurzyć.
Wykupują naszą ziemię za pieprzone czeki FEM-y.
Opędzlują teren kasynom. Takie są fakty.
Kuzyn zbija tu kokosy.
Z FEM-ą i bez glin żyje jak pączek w maśle.
Żeby zarabiać, potrzebuje ludzi.
Myślimy z June, żeby do niego uderzyć.
Potrzebujemy hajsu.
ODRZUCONY
Blink.
Dzwonimy do niego.
Użryj go w szyję!
Dawaj!
Rusz się!
Zwyciężył Fred Sanford.
To jakiś wał! On był na speedzie.
- Co, kurwa? - Sierściuch był na speedzie.
A ja mam nadzieję, że jesteś przy kasie.
Gdzie moje ziomeczki?
Właźcie.
Zdurniałeś?
Był na speedzie. Napruty.
Co was sprowadza do Oz?
Wiecie, że to kraina Oz, nie?
Mamy tu Blaszanego Drwala,
Tchórzliwego Lwa,
Stracha na Wróble.
Czyli ty jesteś Dorotką.
Toto siedzi w samochodzie, Kuzynie.
Przyjechaliście, żeby mnie rozbawić?
Pojechane zdjęcie.
Żebyś wiedział.
Wiecie, że Katrina znaczy „oczyszczenie”?
Stworzyła idealną okazję
do długo oczekiwanej i przyspieszonej gentryfikacji.
Wpakowali nas w bagno.
Wuj Sam to skurwysyn, nie?
Można się czepiać ich metod,
ale jeśli przełożysz to na siebie i rozkminisz ich motywy,
skumasz, że niewiele się od nich różnimy.
Pod jednym względem jesteśmy identyczni.
Wszyscy jesteśmy chciwymi skurwielami.
Czarni czy biali.
Bogaci czy biedni.
Tacy są Amerykanie.
Jeśli spikniecie się ze mną,
będziecie harować, bo nie mam czasu dla nierobów.
Nikogo nie prowadzę za rączkę.
Nie myśl sobie, że skoro zostaliśmy rodziną,
będziesz dla mnie ważny.
Liczy się hajs. Kropka.
Żaden czarnuch nie spierdoli mi interesu.
Ani ty, ani żaden z twoich durnych przydupasów,
których tu przytachałeś.
Czarnuch obstawiał bez kasy.
U mnie?
Chojrak.
Możecie się na coś przydać.
Co powinienem z nim zrobić?
Obstawił mój pojedynek, dał słowo.
Obiecał, że ma forsę.
Gdyby wygrał, żądałby zapłaty, a my byśmy na to poszli.
Ale zastawił swój tyłek.
- Powinien ponieść karę. - Nie rób mi tego.
Sam sobie to zrobiłeś.
Wyluzuj! Proszę!
Nie wstydź się.
Ściągaj.
Podejdź.
Lepiej na to nie patrzcie.
Kurwa, moja fujara.
Wywal go stąd.
Nie trawię dwóch rzeczy na tym świecie.
Kłamliwych lasek i mazgajów.
No cóż.
Chodźcie.
Blink, czemu ja mam prowadzić? Biała czekolada nie może?
To twój van.
Nie zostanę tam z twoim zapchlonym kundlem.
- Też chcę wziąć udział. - Dobra, poprowadzę.
- Nie tykaj mojego vana. - O co ci biega?
Mam jechać twoim gruchotem? Spoko...
- Nigdzie nim nie pojedziesz. - Co, do cholery...
Zamknąć ryje.
Ty prowadzisz, Miracle, bo to twoja bryka.
Mamy ważne zadanie.
Musisz się ogarnąć.
Zrobimy to tak, jak powiedział.
Skołuj nowe blachy.
Przyczep je na rzep.
Zakryjcie tatuaże.
Włóżcie rękawiczki. Nie machajcie spluwą.
Trzymajcie prosto i celujcie w punkt.
Dre, nie wychylaj się.
Nie podnoś głowy.
Będę przy tobie.
Pij, cykorze.
Włóżcie bluzę z kapturem i dżinsy.
Nie zabieraj psa, Junior.
To tylko jeden skok. Powtórzmy od początku.
Skołuj nowe blachy.
Dre, nie wychylaj się. Będę przy tobie.
Osiemdziesiąt patoli? Wiesz, ile kupię za to beatów?
To tylko jeden skok.
Ojcze nasz,
któryś jest w niebie,
święć się imię Twoje,
przyjdź królestwo Twoje,
bądź wola Twoja
jako w niebie tak i na ziemi.
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj
i odpuść nam nasze winy
jako i my odpuszczamy naszym winowajcom.
I nie wódź nas na pokuszenie,
ale nas zbaw od złego.
Bo Twoje jest Królestwo,
potęga i chwała
na wieki wieków.
Amen.
KASA
Łapy na ladę.
Nie wciskaj przycisku, siedź cicho.
Kiwnij głową.
Kiwnij głową, że rozumiesz.
Lepiej go posłuchaj.
Cholera.
Szybciej.
Ruchy!
Do wozu!
Kurwa!
Właź do wozu!
- No dalej! - Zwiali nam.
Kurwa! Jedź!
- Ja pierdolę! - Szybciej!
Wszystko gra.
W mordę!
Miracle, zajebiście pocisnąłeś!
Skarbie.
Gdzie byłeś cały dzień?
Musiałem coś załatwić.
Musiałem coś załatwić.
Mój ojciec mawiał:
„Chcę cię widzieć, bo jeśli mrugnę, zatęsknię za tobą”.
Niech ktoś tęskni.
Chcę, żeby zapamiętano moją sztukę, rysunki, przemyślenia. Chciałem...
Chciałem coś zrobić.
Co się stało?
Śmiał się od ucha do ucha, D.
Jakby wiedział, że nam się udało.
Wszystko było dobrze...
Jasna dupa!
- Ile mamy? - Sprawdzę.
Trochę kasy i żetony. A u ciebie?
Kurwa!
Gazu!
Kurwa mać!
Dam radę!
Jedź!
Musicie uwierzyć w Teasy'ego. Teasy ratuje z opresji.
Zgubiliśmy ich.
- Kiepsko się czuję. - Kurwa!
Co jest?
Cholera!
Pomożemy ci.
Dre! Trzymaj się. Wyjdziesz z tego.
Uciskaj, Junior!
Wszystko dobrze?
SINCLAIR STEWART ZAKŁAD POGRZEBOWY
To rana postrzałowa.
Nie, mieliśmy wypadek.
Sprawca uciekł.
Naprawdę?
Zgłosiliście to na policję?
Prowadzę legalny interes.
Co wy kombinujecie?
Pastorze, nic. Ten czarnuch...
Nie używaj przy mnie tego słowa!
Rozumiesz?
Tak.
Nie wiem, w co się wpakowaliście, i nie chcę wiedzieć,
ale dopóki nie dostarczycie aktu zgonu,
nie tylko wam nie pomogę,
ale poproszę, żebyście stąd wyszli.
I zabierzcie go ze sobą.
Daj forsę.
Pastorze.
Pastorze Stewart.
Nasz brat miał matkę.
Rodzinę.
Brata i siostrę.
Błagam, proszę to wyprostować.
Wiem, że jest pan w stanie.
To niewiele,
ale mam tu cztery tysiące.
Proszę mi wierzyć, więcej nie mamy.
Proszę to załatwić.
Zdobycie aktu zgonu będzie mnie kosztować tysiąc.
Cóż...
Będziecie musieli głębiej sięgnąć do kieszeni.
Cztery tysiące ledwo starczą na kartonowe pudełko.
Jasne?
Może sięgnę po to, gnoju?
Dasz mu najlepszą trumnę
albo położysz się obok niego.
Kumasz, czarnuchu?
Nie stać was na jeden pochówek,
a co dopiero na dwa?
Zgoda.
Andre nie żyje.
Nie chciał się w to mieszać.
Kto tam?
- Junior. - Cholera.
Otwórz!
Mamy problem.
Nie wcinajcie się w kolejkę.
Tylko wejdziemy i zgarniemy kumpla, Miracle'a.
Tego świra Teasy'ego? 25 za wejście.
POKÓJ IMPREZ
Coś ty sobie myślał?
- Rusz się. - Wychodzimy.
Wiesz, że te żetony są trefne?
Są tak trefne,
że możemy przez nie trafić do pierdla.
Chyba że Kuzyn nas sprzątnie.
Zginął Dre, głąbie.
Tego samego wieczoru wydajesz siano na dziwki,
jakbyś był pieprzonym milionerem!
Nie tylko ty cierpisz.
Co to miało znaczyć?
Myślisz, że go nie kochałem?
On był też moim kumplem.
Wychowaliśmy się razem.
Myślisz, że nie cierpię?
Niech każdy opłakuje go po swojemu.
Wiem, że cierpisz.
Ale skoro tak,
to musisz bulić za striptiz i szampana kradzioną forsą?
Chcesz, żebyśmy wszyscy wylądowali w trumnie?
Chujnia.
Chujnia.
- Słucham. - Dzień dobry.
Detektyw Lucinda Valencia?
Kto mówi?
Radny Jackson Symms.
Podobno zostałaś szefową kryminalnych.
Gratuluję.
Co z tego?
Nie tym tonem.
Teraz jestem radnym, ale kiedyś zastępowałem szefa policji.
Wystarczy jeden telefon i wylatujesz.
Więc posłuchaj uważnie.
Napadnięto Fairgrounds Casino,
które leży w moim okręgu.
Wparowało tam czterech rabusiów
i zaczęli strzelać do ludzi.
Sęk w tym, że znam policjanta, który zareagował jako pierwszy.
Twierdzi, że gdy tam podjechał,
było już po strzelaninie, nikt z naszych nie brał w niej udziału.
Wygląda na to, że jacyś przebrani gliniarze
weszli do legalnego, płacącego podatki kasyna
i narobili rabanu.
To niedopuszczalne, zwłaszcza po Katrinie.
Próbuję przywrócić tu blask, rozumiesz?
Chcę ściągnąć inwestorów,
a takie przestępstwa ich odstraszają.
Rozpracuj, co tu się, kurwa, dzieje!
Ile zostało hajsu?
- Tysiąc dwieście. - Kurwa.
Dwyer!
Szlag by to.
Tyle zostało z mojej fury.
Też była trefna.
Znowu jesteśmy spłukani.
Nadal mamy żetony.
Nie wiem, Miracle. To chyba dobra wymiana.
Spoko, stary.
No dobra.
Nie wychylajmy się.
Jutro pogadamy z Kuzynem.
Ujdzie ta gablota.
- Detektyw Valencia. - Słucham?
David Wyland, menedżer kasyna.
Witam. Proszę usiąść.
- Niezłe zamieszanie. - Fakt.
Rozmawiałem już ze śledczymi i złożyłem zeznanie.
Nie wiem, po co tu jestem.
- Mam mnóstwo roboty. - Rozumiem.
Mam tylko kilka pytań.
Na szczęście nikt nie ucierpiał.
Ale jesteśmy stratni.
Nie wiem dokładnie ile, ale pewnie koło 150 tysięcy.
- W gotówce czy żetonach? - W tym i w tym.
Ale nie wycofamy żetonów z obiegu. To zbyt kosztowne.
Wzmożemy czujność.
Będziemy monitorować wpłaty, w razie gdyby ci chłopcy wrócili.
To byli chłopcy?
Ci bandyci?
Zna się pani na tym lepiej ode mnie.
Czy moglibyście podesłać listę wszystkich pracowników?
Byłych i obecnych.
Oraz listę osób wynajętych przez ochronę?
Proszę podesłać też nagrania z monitoringu.
Będę bardzo wdzięczna.
To wszystko?
Tak.
Jestem pod wrażeniem.
Wysłałem was po stówę.
SKRADZIONO 150 TYSIĘCY
A buchnęliście 150.
To nieprawda.
Wynieśliśmy jakieś 25.
Nie można wierzyć gazetom.
Specjalnie rozdmuchują sprawę...
Wybacz, że robię się podejrzliwy,
ale tak sobie myślę, że może to wy coś kitracie.
Niczego nie kitramy.
Musieliśmy zapłacić za pogrzeb Dre.
To wasza brocha.
Zjebaliście sprawę. Gdzie mój hajs?
Mieliśmy koło pięciu tysięcy.
I żetony.
W dupę sobie je wsadźcie.
W gazetach widzę 150.
Wy mówicie 20. Uśrednijmy to i będzie 80.
Nawet jeśli przyjmę zasrane żetony, jesteście krewni 70.
Gdzie mój hajs?
- Mieliśmy szmal. - Zaskoczyli nas.
- Wszystko grało. - Udało nam się zwiać.
Potem Dre dostał kulkę i pięć kafli poszło na pogrzeb.
Przestań nawijać o tym umarlaku.
Wydaliście hajs Czarnoksiężnika na pogrzeb Stracha na Wróble.
I naruszyliście mój interes, uczestnicząc w zyskach.
Będziecie mieli przesrane.
Udało nam się uciec.
Trzymaj gębę na kłódkę,
bo ci ją zamknę na stałe.
Oddamy ci forsę, Kuzynie.
Potrzebujemy trochę czasu.
Oddamy forsę z odsetkami.
Czaję. To negocjacje.
Negocjujemy.
Chłopaki, pokażcie im, jak negocjujemy.
- Kuzynie, nie mamy... - Jasne.
Wiecie, jak to działa.
Nie macie siana, więc poniesiecie karę.
Oddamy wszystko z odsetkami.
Nie robimy wyjątków.
Wszyscy na tym zyskamy.
Uderzyłeś w czułą strunę.
Gdybym taką miał, to byś mnie urobił.
Wszyscy nie mogą tu zyskać.
Sporo przez was wtopiłem.
Ściągaj.
Bez jaj, ogarniemy to.
Bierz ich!
Idź po wóz!
Wypierdalać.
Dorwę cię innym razem.
Spadamy.
Trzeba było go sprzątnąć!
I co teraz?
Zabił mojego psa.
- Cześć, kotku. - Jedź z Ike do twojej mamy.
- Co? - Jedźcie do mamy. Teraz.
A pogrzeb Andrego?
Sam wyląduję na cmentarzu, jeśli nie wyjadę z miasta.
- Nie rozumiem. - Zrób to.
Daj znać, jak tam dojedziecie.
Kotku...
Musimy coś wymyślić. I to szybko.
Malley, ile znaleźli łusek?
Trzydzieści trzy.
I nikogo nie postrzelono?
Daj spokój.
Ćwoki nie potrafią prosto trzymać broni.
Rzadko trafiają.
Mam prośbę.
Sprawdź kliniki, szpitale, weterynarzy.
Nawet jeśli leczą zwierzęta hodowlane.
Zapytaj, czy kogoś nie opatrywali.
Dobra.
Dzień dobry.
Pokój, bracie. Dzięki.
Co tam, zadymiaro? Szukasz studia jogi?
Chyba wycieniuję sobie włosy. Może numer 15.
Tam jest napisane, że trzeba się umówić.
Ktoś ci to przeczytał?
Maleńka, kup sobie lody.
Kokaina to silny narkotyk, detektywie.
Wiem, po co przyszłaś.
Wieści szybko się roznoszą.
Kto ich napadł?
Nie wiem.
„Nie wiem” nie wystarczy.
Posłuchaj, Courtney.
Jeśli chcesz dalej tańczyć, lepiej puść mi jakąś muzę.
Muszę to rozegrać jak gliniarz.
Białasy nie lubią, jak tutejsi obrabiają kasyno.
Przepierdalają moją kasę.
Więc zanim to się stanie, dam znać, jak czegoś się dowiem.
I vice versa.
Miło było.
Ani kroku dalej, bo pożałujecie!
Tu Blink. Twój syn James.
Co tu robisz?
Musimy się gdzieś zatrzymać.
Masz kłopoty?
Tak.
Wchodźcie.
Ten smród ciągnie się za wami?
Nie.
Dzień dobry.
Najwyższy czas. Ten czarnuch ma spinę.
Brakuje mi cipki.
Chcesz jego numer?
Od Louise?
Czekaj.
Zeszłej nocy miałam klienta w klubie.
Rozdawał żetony pochodzące z obrabowanego kasyna.
Po kilku drinkach zaczął się chwalić,
że zna gości, którzy za tym stoją.
Podaj nazwisko.
Mówił, że nazywa się Teasy.
- Teasy? - Tak.
Koleś o imieniu Teasy to chujowy trop.
Marnujesz mój czas.
Lucy, zaczekaj.
Może znajdziesz go na pogrzebie.
Kurwa!
Upichcę wam langustę.
SZPITALE
Posłuchaj.
Ręce wysoko.
Wszystko się zmienia, gdy dostajesz w łeb.
SINCLAIR STEWART ZAKŁAD POGRZEBOWY
To jest dobre...
dla ciała.
Melasa trzcinowa,
johimba, sarsaparilla.
Postawi cię na nogi. Pij.
Wytępi robale.
Pan Stewart? Lucinda Valencia, policja.
Mam kilka pytań.
Ponoć mam wnuka.
- Podobny do ciebie? - Tak.
To dobry dzieciak. Mańkut.
Ma mamę?
- Demyra to skarb. - Skarb?
To co tu robisz?
Oberwałem. Tam jest teraz ciężko.
Pewnie, że jest ciężko.
Jesteś Murzynem z Lower Ninth. Wiadomo.
To zwykła wymówka.
Nie, to smutna rzeczywistość.
Nie przyjechałem, by słuchać kazań. Chciałem się tylko przyczaić.
Nie napawaj się dumą, James.
Masz żonę i syna.
Nie wiesz, z czym to się wiąże.
Nie uciekaj od tego ani nie ignoruj.
Musisz stawić temu czoło.
Duma cię przepełnia.
Byłeś zbyt dumny, żeby zostać?
- To dlatego odszedłeś? - Nie. Duma nie pozwoliła mi wrócić.
Coś ci poradzę.
Nie zostawiaj swojego skarbu.
Ktoś przyjdzie i ci go zabierze.
Co słychać u rodzinki?
Cześć, Kuzynie.
Nie było cię na pogrzebie.
Twojego męża i jego kumpli też.
Czego chcesz? Nie szukaj zwady.
Sprawa jest prosta. Szukam tylko jego.
To jest nas troje.
Wyjechał i nie widziałam go od dwóch dni.
Czyli nie wiesz, gdzie jest?
Nie.
Po tylu latach traktujesz mnie w ten sposób?
Zaraz zapomnę, że jesteśmy rodziną.
Wiesz, że wszyscy go szukają.
Chyba nie próbujesz mu pomóc?
Gadaj. Gdzie on jest?
Dokąd trafia koleś z Ninth Ward, który opuszcza żonę i dziecko?
Zwykle do piekła.
Tu go nie ma.
Stoimy po kolana w benzynie,
a ty zabijasz ludzi za zapałki.
Jeszcze nikogo nie zabiłem, kuzynko.
Wiesz, jak to jest.
Ten, kto umrze z największą liczbą zapałek, wygrywa zabawę.
Zrozum, że mam w dupie twojego mężusia,
ale młody należy do rodziny.
Wykarmię dziecko, Kuzynie.
Demyra.
Lepszy diabeł znany niż nieznany.
Dobrze cię znamy.
Ale nie wiesz, że ktoś poluje na twój tyłeczek.
Tak sobie myślę.
Tamten skok?
Skąd się wzięli gliniarze?
Pojawili się znikąd,
jak tylko stamtąd wyszliśmy.
Byli skorumpowani.
Innych nie ma. Wszyscy są skorumpowani.
Strzelaliśmy do nich.
Następnego dnia nikt się nie pojawił i nie zadawał żadnych pytań.
Ktoś puścił farbę.
Nikt z Lower Ninth Ward nie wydałby Kuzyna.
Może ten ktoś nie jest z Lower Ninth.
Co robimy?
Kryjemy się, póki Kuzyn nie odpuści?
Bez kitu.
Przechodziliśmy przez gorsze piekło.
Zostaliśmy wygnani z własnego domu.
Nikt mnie nie będzie wyganiał.
Musimy oddać mu kasę.
Kuzynowi zależy tylko na forsie. Sami słyszeliście.
Weźmie kasę, a potem nas sprzątnie.
Właśnie. Ostatnia rozmowa nie poszła zbyt dobrze.
Omal nie straciłeś fiuta i życia.
Uderzymy do kogoś wyżej.
Do Calliope?
Do Świętego.
Nikogo tak się nie boję, jak Świętego.
On się nie cacka. Zabije nas i nasze rodziny.
Może. Ale i tak jesteśmy trupami.
Nie wiem jak wy, ale ja chcę wrócić do rodziny.
Święty może być naszą jedyną opcją.
Jaki masz plan?
Ręce do góry! Dawać forsę!
Łapy do góry!
Jebnij mu!
Leż, kurwa!
Dawać portfele!
Wkładaj do torby! Ruchy!
Pod ścianę!
Spadamy!
Spokój! Wiejemy!
- W mordę! - Lecimy!
Zamknąć ryje i pod ścianę!
- Już! - Odwróć się!
Dawaj kasę! Miałaś tam stanąć!
Idź tam! Rusz dupę!
Mamy to! Wiejemy!
Chodź!
Szybciej!
James był mu najbliższy.
Byłam pewna, że przyjdą na pogrzeb, ale...
Wie pani, jacy są chłopcy.
Gdzie oni teraz mogą być?
Ma pani dzieci?
Nie.
Dzieci mają swego rodzaju nadajnik GPS.
Nie zawsze wiemy, gdzie się znajdują,
ale tak naprawdę wiemy.
Znam tych chłopców równie dobrze, jak mojego Dre.
Myślę, że mają kłopoty.
Oby nie, pani Hampton.
Gdzie mieszka James?
Policja!
- Czarnuch do celi. - Pierdol się, białasie!
Sam się pierdol, kmiocie!
Pieprzona hołota.
Tak?
Mam coś dla ciebie.
Znalazłem nazwisko na liście gości, którą mi dałaś.
Pierwsza litera „K” Bass. Coś ci to mówi?
Kuzyn Bass. Oprych z Lower Ninth.
Zawsze się wywija. A co?
Tak sądziłem.
Lorenzo Bass widnieje na liście płac kasyna.
Szukamy chłopców. Bass ma prawie 40 lat.
Czasem kasyna angażują tutejszych, żeby sprawdzili system zabezpieczeń.
Jeśli znaleziono spore uchybienia,
może Bass postanowił to wykorzystać.
Sprzedał pomysł chłopakom.
Pomóc w czymś?
Dzień dobry.
Mam na imię Demyra.
Pracowałam tu, gdy pańska żona była chora.
Hospicjum mnie przysyłało.
Ella była silną kobietą. Cześć, Po.
Nawet Bóg nie jest tak silny, żeby wyleczyć raka.
Wciąż nie wiem, co pani tu robi.
Nie miałam do kogo się zwrócić.
Potrzebuję pańskiej pomocy w Ninth Ward.
Sprawa dotyczy mojego męża.
To brzmi tak, jakby należało wezwać policję.
Nie ufam policji.
Zapraszam.
Mamy wielu radnych. Dlaczego ja?
Bo pan też stracił małżonka.
Mój mąż nie jest przestępcą.
Wpadł w kłopoty, a razem z nim ja i nasz syn.
Zrobię wszystko, żeby go chronić.
Pani Symms...
zawsze mówiła, że pan jest inny.
Chce pan być lepszym człowiekiem.
O rety.
Była w pani wieku, gdy się poznaliśmy.
Opowiadała o tym? Nie?
Wjechała na skrzyżowanie i zrobiłem coś niedozwolonego.
Wlepiłem jej mandat za urodę.
Myślałem, że ją oczaruję.
Nie wiedziałem, że właśnie zdała egzamin adwokacki.
Była adwokatem, więc pomyślałem, że poflirtujemy w sądzie,
ale umorzono sprawę, zanim wróciłem na komisariat.
Kapitan mnie zrugał za nadużycie władzy,
przytaczając brednie, których uczą w akademii.
Ale zdobyłem jej numer.
Minęły dwa lata.
Ponoć wierzy pan w nowy początek.
Zgadza się?
Właśnie.
Potrzebuję pańskiej pomocy.
Proszę mówić.
Pamiętasz swoje wykłady?
Rok 1927, Fordham, Mississippi?
Znaleźli 40 ton dynamitu 25 kilometrów od Dzielnicy Francuskiej.
Zaraz przy wale.
Jaki mieli plan? Przecież wiesz.
Chcieli poświęcić biedne dzielnice,
żeby ocalić piękniejszą część naszego miasta.
Tylko jeden sędzia się sprzeciwił.
Powiedział: „Panowie, jesteśmy świadkami
publicznej egzekucji naszej wspaniałej parafii”.
Plaquemines, Saint Bernard kompletnie zrujnowane.
Ale niczym się nie przejmuj.
Komary są tam tak ogromne,
że mogą stanąć na baczność i bzyknąć indyka.
Korpus Inżynieryjny wszystko zatuszował.
Ględzili o jakiejś lipnej barce.
Jakby nie mogli jej przenieść, tylko musiała przepłynąć przez wał.
Teraz dzieje się to samo.
Rok 2005 i mamy to samo.
Inaczej to nazywają. Wada konstrukcyjna, błąd inżyniera.
Nic nie tłumaczy znalezionego dynamitu,
bo go znaleźli. Bum!
Znalezienie dowodu zajmie sto lat.
Już dzisiaj mam 80 dowodów.
Wiem. Proszę, przestań.
Przestanę.
Ale nie dzisiaj.
Co chcieli zrobić?
Olać Garden District? Poświęcić Dzielnicę Francuską?
Wykluczone. Za dużo tam forsy i władzy.
Jasne. Chcę być żmijowatym radnym.
Zwalczać korupcję. Pieprzenie.
Dzięki korupcji kupiliśmy dom.
Zapłaciliśmy za prywatną szkołę naszych dzieci.
Rachunki za twoje leczenie.
Wiem, że to nasza dzielnica.
Wiem, że ludzie płaczą.
Co takiego?
Więcej dostrzegamy przez łzy niż przez soczewki teleskopu?
Rozumiem.
W tym momencie,
przepraszam za wyrażenie,
mamy to samo gówno w tym samym kiblu
spuszczane w ten sam sposób.
Do jutra.
Kocham cię, Ello.
BRAK DOSTĘPU
Detektyw Valencia. Co masz dla mnie?
Zrobiła się z tego sprawa o morderstwo.
Zabito Andrego Hamptona.
Tego trębacza.
Jeszcze tego nie poskładałam,
ale wygląda na to, że Courtney knuje coś z Kuzynem.
- Kowboj Courtney. - Tak.
Dobra, zajmę się grubymi rybami.
Posłuchaj.
Musisz pomóc tym chłopakom.
Najwyraźniej ktoś ich wrabia. Masz swoją okazję.
Chcesz chronić i służyć? Więc zrób to.
Przeklęty Courtney.
Nie można grać z pustym żołądkiem.
Gdzie Boogie z moim zamówieniem?
Umieram z głodu. Jesteś wreszcie.
Git.
Zgadza się.
Wyżarłeś mi kurczaka.
Tu powinno być 12 kawałków.
Myślisz, że nie umiem liczyć?
Przelicz to.
Jeden, dwa, trzy, cztery...
Spierdalaj stąd!
Będziesz macał mojego kurczaka!
Pojebało cię?
To napaść. Dostaniesz co najmniej pół roku.
Chodź na dywanik, Kowboju.
Lorenzo Bass.
Nie mówiłeś, że był twoją wtyczką.
Bo nie pytałaś.
Czego jeszcze nie powiedziałeś?
Nie zawsze jest kolorowo, ale takie jest życie, kumasz?
Kuzyn wisi komuś kupę szmalu.
I tym kimś jest Święty.
Toczy się wojna, której nie ogarniasz.
Co się działo w hrabstwie przed burzą?
Wszystkim odpuścili. Federalni nawiali.
Teraz mamy więcej przestępców i przemocy, a mniej danych i gliniarzy.
Ze Świętym się dogadamy, ale Kuzyn wymknął się spod kontroli.
Może coś z tym zrobisz?
Po co? Nie mamy czasu, pieniędzy, zasobów.
Wywlokłeś ten syf na jaw i zginął chłopak.
Miałem go wsadzić, żeby zgnił w pierdlu?
Zaczaili się w jakiejś melinie.
Mają na karku policję i dwóch watażków.
Nie bądź taka święta.
Zastrzelą cię bez mrugnięcia okiem.
Spieprzaj stąd i zajmij się swoimi kradzieżami.
Zostaw to prawdziwym glinom.
Prawdziwi gliniarze rozpoczęli ten bajzel.
- Sprowadzę ich. - Dokąd idziesz?
Za kogo ty się masz?
Dokąd to, lolitko?
Nie jesteś stąd. Myślisz, że odznaka cię ochroni?
Ja cię chronię!
Dostałabyś kulkę od czarnuchów, gdyby mnie tu nie było!
Tato, wróciliśmy.
Dlatego tu jesteś?
- Dlatego tu przyszedłeś? - Nie.
Właśnie, że tak.
- To kasa z dilerki. - Nieprawda.
Nieważne, skąd pochodzi. Nie chcę jej tu widzieć.
Bo nie zarobiłeś tyle przez całe życie?
- Jesteś zazdrosny. - Zazdrosny?
Ile musisz złapać sumów, żeby tyle dostać?
To kupa forsy.
Może gdybyś łapał więcej ryb, nie popełniłbyś tylu błędów
i nie utknąłbym z mamą w Lower Ninth...
Popełniłem kilka błędów!
Byłem niewykształcony, dumny. Ty nie musisz tak skończyć.
Masz syna. I możliwości!
Trochę za późno na wychowawczą gadkę.
Wyjdź z tego domu.
Wyjdź stąd! Precz!
Zabieraj kumpli i wynocha!
Ściągasz kłopoty na głowę!
Powiedzcie Jacksonowi, że nie będzie mnie na lunchu.
- Słucham. - James?
Lucinda Valencia z policji.
Jesteś tam?
- Tak. - Chciałabym z tobą pogadać.
Wyjechałem z miasta. Nie jestem pewien...
Spotkajmy się o zmroku w IC. Jasne?
Przykro mi z powodu kumpla.
To nie nasza sprawka.
Znamy się?
Kończyłam Tulane, gdy ty zaczynałeś.
Pamiętam twoje szkice w gazetce.
Też miałam sztukę.
Nie jesteśmy na zlocie absolwentów...
Twoja ekipa nie próżnuje.
Ekipa? Kogo masz na myśli? Nie wiem, o czym mówisz.
Przyszłam ci powiedzieć, żebyście przestali.
Masz kłopoty, James.
Po obu stronach barykady.
A federalni chcą nowego Nowego Orleanu.
- Federalni. - Tak, ja również.
Ty też powinieneś tego chcieć.
Nowego Nowego Orleanu czy nowego Lower Ninth?
Tego i tego.
Miejsca, w którym wszyscy znajdą pracę.
Domów z bieżącą wodą i elektrycznością.
Banków, sklepów spożywczych.
Dzielnic, w których nie rządzą przestępcy.
O takim Nowym Orleanie mówisz?
Też jesteś przestępcą.
- Nie sięgasz po swoje. - Co?
Po co niby sięgam?
Po majątek kasyn.
Tak ci się wydaje?
Przejrzałaś mnie.
Kasyna żerują na nas, odkąd tu jesteśmy.
Według mnie nowy Nowy Orlean jest taki sam jak stary.
Też do bani.
Podobały mi się twoje dzieła.
Naprawdę.
Z ołówkiem dalej zajdziesz niż z pistoletem.
Nie w Lower Ninth.
Też pracuję nad pewnym szkicem.
Gdy go skończę,
spotkamy się ponownie.
Po cholerę zawracasz sobie głowę trzema czarnuchami z Ninth Ward?
Co tydzień wyławiamy ciało z rzeki.
Te gnojki włażą mi w paradę.
Pieniądze bywają zabawne.
Robią z człowieka władcę.
Z niektórych robią niewolników.
Co mam zrobić, żeby sprowadzić chłopaków do domu?
Coś ci opowiem.
W 1813 roku gubernator Luizjany zaoferował 500 dolarów nagrody
za schwytanie pirata Jeana Lafitte.
Troszczył się o Nowy Orlean.
Z kolei Lafitte, ten pirat,
przebił go i zaoferował pięć tysięcy za schwytanie gubernatora.
Tak to już bywa w Nowym Orleanie.
Nie musimy od nowa definiować Nowego Orleanu.
Wystarczy przedefiniować siebie.
Spójrz na swoje ciuchy, metody działania.
Mnie napędzał grzech pierworodny,
a ty zawsze będziesz podrzędnym dilerem.
A ty skorumpowanym gliniarzem,
który uznał, że w garniturze zarobi więcej szmalu niż w mundurze.
Podwoję to.
Ściągnij gówniarzy.
Wciąż skąpisz datków na kampanię.
Mam pytanie.
Gubernator czy pirat?
Kto dłużej żył?
Pirat.
KLUB DLA PANÓW
Słoneczko.
Dwie butelki dla tamtych kolesi.
Skarbie, daj im cztery butelki.
Moja wygrana.
Spoko, ale coś ci powiem.
Tym razem ostro zagramy.
Chyba nie na twoją kieszeń.
Stary, kumam.
Uprawy szlag trafił.
Zioło poszło na peryferia.
Do Chalmette, Pointe à la Hache.
Wystarczy mieć hajs. Możesz dilować, czym chcesz.
Trzeba skumać się z talibami i Wietnamczykami.
Czarnuch musi się napracować, żeby przeżyć.
Macie farta, że Lower Ninth wciąż jest pod wodą.
A Święty mógłby pomóc?
Nie wiem. Sam go zapytaj.
Wstań.
Przejedźmy się, czarnuchu.
Wiecie w ogóle, skąd pochodzicie?
Ta miejscowość...
Ta miejscowość została założona przez ośmiuset moich przodków.
Les femmes du roi.
Córy królewskie.
Miały przyciągnąć osadników
i użyźnić te ziemie.
Opuściłem to miejsce jako młody człowiek.
Byłem w waszym wieku.
Goniłem za tak zwanym amerykańskim snem.
Nie zdawałem sobie sprawy,
jakim koszmarem musiał być ten sen dla większości z was.
Rozumiem, że straciliście przywileje w Ninth Ward.
Zgadza się.
I szukacie tu azylu?
Chcemy tam wrócić.
Wrócić?
Do miejsca, gdzie większość pochodzi z nieprawego łoża?
Gdzie połowa z was
nie kończy szkoły średniej.
A z tej połowy chłopcy
nie dożywają 20 lat lub trafiają do więzienia.
Siadajcie.
PISMO ŚWIĘTE
Mój Boże!
Trzy świnki nie próżnowały.
- Za twoją fatygę. - Dziękuję.
Co takiego, na miłość boską,
zrobiła dla was Lower Ninth?
Możecie rozpocząć nowe życie.
Uciec stąd.
Macie forsę,
ambicje.
I na pewno talent.
Wiem to, bo jesteście wojownikami.
Odpowiedzcie na jedno pytanie.
Dlaczego chcecie tam wrócić?
Bo to...
nasz dom.
Był moim domem...
dużo wcześniej, niż stał się waszym.
Pozwolicie, że...
przeczytam fragment Biblii?
Jeden z moich ulubionych.
Księga Ezechiela, rozdział trzeci,
werset 18.
„Jeśli powiem bezbożnemu: »Z pewnością umrzesz«,
a ty go nie upomnisz,
aby go odwieść od jego bezbożnej drogi
i ocalić mu życie,
to bezbożny ów umrze z powodu swego grzechu,
natomiast Ja ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew.
Ale jeślibyś upomniał bezbożnego,
a on by nie odwrócił się od swej bezbożności
i od swej bezbożnej drogi,
to chociaż on umrze z powodu swojego grzechu,
ty jednak ocalisz samego siebie”.
Ostrzeżenie zawsze poprzedza zagładę.
S'il vous plaît.
Słucham?
S'il vous plaît.
Chłopcy, powtórzcie za mną.
Wiecie, co to znaczy?
Stuknij obcasami,
bo nie ma to jak w domu.
Powtarzajcie.
Nie ma to jak w domu.
To, co tu widzisz,
to kościół mego wyboru.
Komunia Święta.
Przypomina mi to, za co jestem wdzięczny.
I co przywłaszczyłeś.
Mamy więcej, niż nam się należy.
To prawda.
Nathanielu.
Dobrze cię widzieć.
Nazywają cię Świętym?
Śmiać mi się chce.
Fajnie.
Pamiętaj o grzechu pierworodnym, bo na mnie też ciąży.
To twoja pokuta?
Mam nadzieję, że rozgrzeszenie.
Chcę zacząć od nowa.
Liczyłem, że zajmiesz się tym, czego nie porwała Katrina.
Każdy człowiek
w pewnym momencie musi spłacić dług.
I dla naszych przyjaciół właśnie nadszedł ten moment.
Zrobię to dla ciebie.
Co byś chciał, żeby ci sąsiad czynił, i ty mu czyń.
Brakuje mi jazzu.
Od jakiegoś czasu nie ma go już w Nowym Orleanie.
Od czasu, gdy Louis Armstrong przeniósł się do Queens.
Dźwięk trąbek i puzonów
został zastąpiony rytmami automatów perkusyjnych i mikserów.
Łagodny śpiew ustąpił miejsca wrzaskom.
Wszystko nabiera sensu.
Wiesz, dlaczego wszystkie czarnuchy z Third Ward wykrzykują „Callio”?
Pewnie tego nie wiedzą,
ale Kalliope była muzą poezji epickiej.
Lorenzo,
mogliśmy zostać dobrymi przyjaciółmi.
Katrina mogła...
zbliżyć nas do siebie,
zamiast rozdzielać nasze światy.
Brzmi to nawet romantycznie,
ale nie wchodzę w to, bo jesteśmy zbyt podobni.
Jesteśmy chciwymi skurwysynami.
Dlatego mogą pozbawiać nas wszelkich możliwości.
Mogą nas zalać, zamknąć,
a nawet spróbować zabić.
Ale nigdy nie wyplenią z nas chciwości.
Dlatego będziemy stręczyć, rapować,
dilować, oszukiwać i kraść,
nawet od siebie nawzajem.
Widziałeś mój ołtarz?
Będę zaszczycony.
Wierzysz w bogów?
Wierzę w Boga, tego jedynego.
Być może krzątają się inni, skłonni do wymierzania kary,
może nawet nam,
ale alfą będzie tylko jeden.
Tak uważasz?
Czy nadeszła ta piękna chwila, w której mi powiesz,
że Święty zamierza przedstawić bogu demona?
Tam, dokąd się wybierasz, nie ma boga.
Tak jak...
Au revoir, przyjacielu.
- Przepraszam za pobudkę. - Opowiadaj.
Ktoś zgłosił, że słyszał strzały.
Cztery ciała, brak świadków, mnóstwo dowodów w środku.
Broń, żetony z kasyna.
Dlatego panią wezwaliśmy.
Perkins, przyślesz wreszcie pomoc?
Mówiłem, że toczy się wojna.
POCZTA
Witaj z powrotem.
Zamknęliśmy śledztwo.
Możesz zacząć od nowa.
Dostałeś drugą szansę. Co ty na to?
James.
Kto wyważył te drzwi?
Ja.
To powinno pokryć straty.
Trzymaj się.
Jesteś już w domu.
Pochowaliśmy brata,
żeby do tego wrócić?
Tego chcieliśmy, nie?
Chcieliśmy czegoś więcej od życia.
Nie robię tego tylko po to, żeby przetrwać.
Powinniśmy to powtórzyć.
Po prostu.
Musimy to powtórzyć.
W każdym kasynie w Luizjanie będą na nas czekać.
Nikt tu nie mówi o kasynie.
Forsa jest na zapleczu po lewej stronie.
Musimy się komunikować.
Ace, Deuce i Tres.
Przygotujcie się.
Trzy minuty. Idziemy.
CENTRUM ZARZĄDZANIA KRYZYSOWEGO
Na ziemię! Nikt się nie rusza!
Broń na podłogę!
- Na ziemię! - Ręce do góry!
Ruchy!
Tam! Szybciej, łajzo!
Broń na podłogę! Czołgaj się, gnoju!
Szybciej!
Idziemy!
To napad!
Bez ofiar śmiertelnych!
- Otwieraj sejf! - Nie znam szyfru!
Otwieraj cholerny sejf!
Szybciej, mendo!
Ace!
Tres!
Tres! Głowa przy ziemi!
Ace!
- Ile bierzemy? - Wszystko.
Pakuj wszystko.
Padnij!
Wszyscy na zewnątrz! Uciekajcie!
- Ace! - Chodź!
- Kurwa! - Cholera!
Ja pierdolę.
Pozamiatane!
Spadamy. Mam kasę.
Kurwa!
Cholera!
Co robimy, Miracle?
Co teraz?
- Wychodzić! Ręce do góry! - Kurwa!
- Kurwa! - Zakryj to!
Jasna cholera.
Junior! Nie zdychaj mi tu!
Kurwa.
Trzymaj się. Musimy wiać.
Ja pierdolę.
Macie swoją forsę!
Jestem nieuzbrojony.
Nie strzelać!
Co najmniej trzech mężczyzn napadło na FEM-ę w Seventh Ward.
Ochroniarz uratował zakładników, ale potem został zastrzelony.
Wybuchła ostra strzelanina między policją a bandytami.
Dwóch z nich nie żyje.
Nie wiadomo, ilu jest sprawców.
Rzuć to!
Rzuć to!
Kto miałby przyjechać do Cut Throat City?
Wiele osób uważa, że Bóg wywołał Katrinę,
żeby ukarać nas za grzechy.
Mnie się wydaje,
że Katrina zawsze tu była.
Tyle że inaczej ją nazywano.
Uwierzysz, jeśli ci powiem, że ty mnie do tego zainspirowałaś?
Piękne.
Posłuchaj.
Dziękuję, że nie dokończyłaś szkicu, nad którym pracowałaś.
To ty jesteś artystą, nie ja.
Mówiłam, że z ołówkiem dalej zajdziesz niż z pistoletem.
Jestem z ciebie dumna, Blink.
Gratuluję.
JESTEM NAJŚMIELSZYM WYOBRAŻENIEM
MOICH PRZODKÓW
Słucham.
Jestem Demyra.
To pański wnuk.
Przywitaj się z dziadkiem.
Cześć.
Podasz mu rękę?
Szybki jesteś.
Popracujemy nad tym.
Dobra?
Woda daje życie, ale może też odebrać.
Wszystkie wody mają świetną pamięć.
Zawsze wracają tam, gdzie ich początek.
Czyli do domu.
SIEDEM LAT PO TEJ HISTORII
PONAD POŁOWA LOWER NINTH WARD
NIE MA BIEŻĄCEJ WODY ANI ELEKTRYCZNOŚCI...
„WUJ SAM TO SKURWYSYN” KUZYN BASS
Courtney.
Witam radnego.
- Dobrze wyglądasz. - Pan też.
Dziękuję.
Dlaczego spotykamy się akurat tutaj?
- Rodzina? - Nie.
Tego młodzieńca...
...wpędziła do grobu rywalizacja między Świętym a Kuzynem.
Odwaliłeś kawał dobrej roboty.
Nie zawsze jest kolorowo, ale takie jest życie, kumasz?
Tak.
Masz moją forsę?
Tak.
Przelicz.
Kilka razy słyszałem, jak ten chłopak gra.
Moja żona ostatnio słuchała go w Dzień Matki.
Rozpłakała się.
Będę z tobą szczery.
Nie przyniosłem ci chusteczek.
Jasne.
Rozumiem.
Co byś chciał, żeby ci sąsiad czynił, i ty mu czyń.
To nie tak. Co byście...
Chodź tu.
Cholera.
Dobra.
Trzymaj.
Bierz forsę. Włóż tu pistolet.
Dobrze.
Przykro mi, że musiałeś to oglądać,
ale miejmy nadzieję, że będziesz mądrzejszym nadzorcą
naszego okręgu.
W porządku.
Niż ten osobnik. Możesz?
Chwyć. Dziękuję.
Schowaj do torby.
Świetnie.
Bystrzak. Wiesz, co to jest?
To są twoje jaja.
I moje ubezpieczenie.
Rozumiesz?
Święty uważa, że nie masz charakteru i odwagi,
żeby rządzić Lower Ninth.
Zabawne.
Święty, który nie wierzy w cuda?
Ja wierzę. Jasne?
Śpię w samochodzie, odkąd przeszła Katrina.
Nie martw się o Lower Ninth.
Zaprowadzę tu porządek.
Zabieraj stąd swój biały tyłek.
To za Dre.
Subtitles by sub.Trader subscene.com
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.