All language subtitles for shelf life (aka subhuman)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian Download
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Zrozum, to inny gatunek; nie są ludźmi.

Są szczebel wyżej od nas.

Wchłanianie jednego gatunku przez drugi to dobór naturalny.

My nie mordujemy krów-zabijamy je. Nie mordujemy psów-niszczymy je.

Są podobni do nas dzięki tysiącom lat asymilacji.

W ostatnim stuleciu

stali się idealnymi kopiami gatunku, na który polują.

ANTYGATUNEK

Chodźmy coś zjeść.

To nie było miłe.

Mogę postawić drinka tak pięknym paniom?

Jesteś szalenie miły.

Jerry.

Ich życzenie twoim rozkazem!

- Czerwone wino. - Dla mnie też.

To i dla mnie.

Jestem Duncan.

Amy.

Jak się masz?

- Tanya. - Miło mi.

Nadciąga burza.

Moja ulubiona kurtka. Wiesz, ile za nią dałem?

- Przepłaciłeś. - Masz rację.

I co z tym zrobimy?

- Radzę ci odpuść sobie. - Niby, czemu?

- Bo to mało ważne. - Dla ciebie, czy dla mnie?

- Po prostu. - I tu się mylisz.

Czy mi się zdaje, czy czerpiesz z tego radość?

Zdaje ci się.

Szkoda, bo mam wiele w zanadrzu.

Ustalmy sobie, co jest ważne.

Masz chęć zginąć przez plamę na przepłaconej skórze?

Nie wyjdziesz stąd żywy.

Po drugiej stronie trawa zawsze wydaje się zieleńsza,

a to dlatego, że patrzysz z daleka.

- Co ty chrzanisz?! - Zgadzasz się na to?

Oko za oko, moje życie za twoje?

- Czekaj. - Noc przed nami.

Decyzja należy do ciebie.

Zginiemy przez kawałek krowiej skóry,

czy przeżyjemy wyciągając wnioski z tego spotkania?

Przeżyjemy.

Cóż za mądry wywód. Odpraw świtę do wozu.

Wystarczy, że machnę ręką...

Jazda!

Innym razem.

Jeśli Bóg istnieje, niech ma cię w opiece.

Muszę się napić.

Chcecie się zabawić? Może coś do noska?

Lubisz ostrą jazdę?

Pewnie!

Zapraszam do biura.

Wchodźcie.

Byłeś kiedyś na wzgórzu Rushmore?

- Nigdy mnie tam nie ciągnęło. - Gotuj się do drogi.

Dwa cuda świata!

Troszkę zostało.

Czy teraz mogę zwiedzić Wielki Kanion?

Co pijesz?

To samo, co on.

- Żartujesz? - Skoro jemu smakuje.

To świństwo jest jak rozpuszczalnik do lakieru.

Zatem podwójne.

Bez wody.

Korzystajmy z pokus, bo możemy nie mieć drugiej szansy.

Jemu też dolej.

Prawdziwe bogactwo to rezygnacja z uciech.

Dopisz do rachunku.

- Tego się nie pije duszkiem. - Tak to wyglądało?

Zabije cię szybciej, niż rak okrężnicy.

- To czemu pijesz? - Jestem jedną nogą w grobie.

To gówno pozwoli mi dostawić drugą. Łyczek za łyczkiem.

Powoli zatapiam się w przyszłości.

Gdzie jedynym pewnikiem jest niepewność.

- One wiedziały o czym myślał. - Miały całkiem niezły pomysł.

Przykre, że pieniądze i chciwość uważa się za szlachetne.

Cnotą kapitalizmu jest społeczny rozkład.

10% populacji posiada 80% dóbr.

Z czego 70%

już urodziła się w bogactwie. A ty kim jesteś?

Jednym z miliarda.

Zatem po Ziemi błąka się jeszcze sześciu, takich jak ty.

Dwunastu.

Co cię tak wyróżnia?

Znam prawdziwą definicję zła.

Tę tajemnicę możesz zachować dla siebie.

Na razie mi się to udaje.

Dokąd idziecie?

Moim zdaniem, czas się wreszcie porządnie zabawić.

- O czym myślisz? - Spotkaj się z nami za rogiem,

jeśli naprawdę chcesz przeżyć coś niezapomnianego.

Płacę za drinki.

Jerry...

Reszty nie trzeba.

Już idziesz?

Interesy.

- Nie skrzywdź ich zbytnio. - Krzywda już się stała.

I jak tam, moje panie?

Odważysz się?

Wszystkiego można spróbować.

Miło spotkać dżentelmena w XXI wieku.

Gotów.

Poczekaj, aż rozejdzie się w krwiobiegu.

Wątpię, byś chciał to zachować na pamiątkę.

Źle wybrałeś. Na szczęście rano nie będziesz nic pamiętał.

Jesteś w czepku urodzony.

Szkoda dobrej gorzały.

Jeśli nas dopadnie, obie zabije.

Wsiadaj!

- Nie zauważyłem go. - Bez obaw.

- Jak to bez obaw? - Gdzie jego nóź?

- Zabiłem go, a ty szukasz noża? - Oddycha. Widziałeś nóź?

Nie!

Wezwałam karetkę. Zaraz będą.

W mordę!

Zabierz mnie stąd.

- Karetka już jedzie. - W szpitalu umrę.

- Nie wstawaj. - Wtedy ona mnie zabije.

- Majaczysz. - Co robisz?

Sami zawieziemy go do szpitala.

Nie!

- Cholera. - Co jest?

- Na kogo jest ten wóz? - Na mnie, bo co?

Zapisała numer.

Nieistotne. Najważniejsze to zawieźć cię do szpitala.

- To dla mnie śmierć. - Czemu?

- Jedźmy do mnie. Wyjaśnię. - Nie pochwalam.

A pochwalasz ucieczkę z miejsca wypadku?

- Ty mi kazałeś. - Sam mówiłeś, że majaczę.

Teraz będzie nas szantażował! To oszust!

To też jest oszukane?

Dość tego. Jedziemy do szpitala.

Powtarzam, że to zły pomysł. Odwieź mnie do domu.

- Muszę się przespać. - Czemu nie do szpitala?

Powiedzmy, że nie mam ubezpieczenia.

To jakiś żart?

Sprawdzę.

Współlokator nie otwiera. Poza tym strasznie tam brudno.

- Zabierzemy go do siebie. - Proszę?

Czuję się odpowiedzialny.

Na jedną noc.

Wybaczcie. Źle znoszę jazdę.

Przepraszam.

- Gdzie jesteśmy? - U nas.

- Muszę do domu. - Wybacz, ale masz tam straszny syf.

Ledwo żyjesz, stary.

- Martin. - Jak możemy ci pomóc?

Muszę się przespać.

Ale wcześniej skorzystam z łazienki.

Śmiało, na końcu korytarza po lewej.

Co z nim zrobimy?

Jeśli do rana nie umrze i przestanie bredzić,

- zawieziemy go do szpitala. - Nie czuję się przy nim bezpiecznie.

- Przypilnuję go. - Lepiej powiadomić policję.

Zaufajmy mu.

Jeśli zacznie szaleć, rano się go pozbędę.

Jak chcesz.

Idę spać.

Martin?

Nie mam ani AIDS, ani żadnej innej śmiertelnej choroby.

- Przywiozłem do domu ćpuna. - Mówiłem, żebyś mnie odwiózł.

Chciałem być dobrym Samarytaninem.

- Daj łyka. - Nie dość ci jeszcze trucizny?

Im więcej, tym milej.

Dzięks.

Pięknie! Do tego pijak.

Alkohol to środek, jak większość leków. Stosowany w odpowiednich

ilościach ma kojący wpływ i poprawia sprawność.

Czasem takie przypadki to zrządzenie losu.

Za Samarytanina, co przejechał pieszego!

- Idź sobie. - W swoim czasie.

- Teraz. - Nie jestem gotów.

- Na regenerację potrzebuję 6 godzin. - To idź do szpitala.

- Mówiłem, że nie mogę. - Nie chrzań o ubezpieczeniu.

Tu jest więcej, niż moja pensja.

Po co mi szpital? Mam własną apteczkę.

Już nie.

- Ty gnoju! - To dla twojego dobra.

Mnie pomaga co innego, niż wszystkim. Aleś namieszał.

To proste. Idź stąd.

Jak stąd wyjdę, będę trupem.

Ty również.

- Grozisz? - Ostrzegam.

- Nie za wcześnie na picie? - Martin właśnie wychodzi.

Przeciwnie, wpierw muszę odnowić zapasy.

Śmiało. Kto cię trzyma?

Oni.

Jacy 'oni'?

Musi pójść ktoś z was.

- Dokąd? - Tu macie adresy i to,

czego potrzebuję.

Nie zamierzam podtrzymywać twojego nałogu.

Musisz, inaczej zginiemy. Potrzebuję ich, by wrócić do formy.

Większość jest zakazana.

Twierdzisz, że coś nam grozi. Z czyjej strony?

Pomagając mi przypieczętowałeś swój los.

- Szkoda, że mnie nie rozjechałeś. - Świr!

Niepoczytalność byłaby darem Niebios,

a mój zgon pomógłby tobie, nie mnie.

Goniłem kobietę. Prawie ją miałem.

Mówiłeś, że jeden z nich był u mnie.

- Tak. - Czeka na mnie. Pułapka.

Już wiedzą, gdzie mieszkam. Nasze spotkanie to dar losu.

Kto na ciebie czeka?

Zło. Najważniejsze jednak jest to, kiedy zjawią się tutaj.

- Czemu mieliby tu przyjść? - Po mnie, a potem po was.

Znają numery wozu. Odszukają was. To tylko kwestia czasu.

Kto? Dilerzy, którym wisisz forsę?

- Chciałbym... - Czemu mieliby tu przyjść?

Brawo. Uznałaś, że to nie są mrzonki. Jesteś bliska uwierzenia mi.

Twój facet zaciął się na pierwszym biegu o nazwie strach.

Boję się, bo jesteś psycholem! Już widzę, jak nas zarzynasz!

Zapewniam, że to nie będę ja, ale za innych nie ręczę.

Jakich innych?

Jednym uchem wleciało, drugim wypadło?

Zapomnijcie o wszystkim, co wiecie i widzieliście.

Oto moja rzeczywistość, moje doświadczenie.

To, na co poluję i co niszczę wy nazwalibyście...

Wilkołakami? Obcymi? Wampirami?

Żebyś miała punkt odniesienia, nazwę ich wampirami.

- Dziś przyjdą? - W końcu.

Nie mogę się doczekać.

Cóż za prostackie podejście!

Chciałbym zobaczyć wyraz żalu i pychy na twej twarzy

w godzinie śmierci. Byłby to niezapomniany widok.

Niestety, nigdy nie ma na to świadków.

- Są jak komary. Trują - jedząc! - Jak mamy w to uwierzyć?

Nie wiem. Zaufajcie. Obdarzcie mnie zaufaniem.

Odkrywca widzi to, co wszyscy, ale myśli, jak nikt.

Mam dać wiarę majakom ćpuna-alkoholika?

- Jestem naćpany, bądź pijany? - I co z tego, że znasz umiar?!

Nie nadużywam ani alkoholu, ani leków. Utrzymuję równowagę

psychofizyczną. Żyję w innym świecie, niż wy. Inaczej postrzegam.

Niełatwo patrzeć w przeszłość,

ale ja potrzebuję stałego wsparcia w działaniach.

Nie poluję na nich dla przyjemności.

- Zarobiłem już na emeryturę. - To przejdź na nią.

Nie mogę, bo wiem to, o czym wy nie macie pojęcia.

Kto nie dostrzega zła, sam złym się staje.

Najlepsze lata mam już za sobą.

Całe nasze życie sprowadza się do żywotności.

Zgony, dobór naturalny.

Beze mnie przeżyjecie tyle, co mucha.

Twierdzisz, że została nam niecała doba?

Gdybym teraz wyszedł to nawet mniej.

- Absurd! - Co gorsza,

mucha przychodzi na świat z wrodzonym poczuciem,

że dojrzeje i umrze w ciągu doby. Taki stres przyśpiesza metabolizm.

Dlatego lata, jak oszalała wykańczając się.

Gdyby udało się stworzyć muchę bez tego poczucia,

jej życie wydłużyłoby się tysiąckrotnie.

Jeśli ci uwierzymy,

- będziemy żyć dłużej? - Widzicie tylko to,

co wasze mózgi są w stanie pojąć, ale wasz los i tak jest ustalony.

Skoro w to wierzysz, czemu się nie boisz?

W tym sęk. Nie odrzucam śmiertelności. Wiem, że umrę.

Nie wiem kiedy, ale to nastąpi. Odrzucanie tej myśli,

jest dla człowieka mechanizmem obronnym. Powraca jednak,

gdy umiera nam ktoś bliski. Wtedy wątpimy w sens życia

i wartość innych osób. Czy opłaca się żyć i kochać?

Porównujemy siebie, ale niestety w złym kontekście.

Porównujemy majątki, wygląd, choć to nieważne.

Liczy się tylko przetrwanie najsilniejszych,

instynkt samozachowawczy i dotrwanie do rana!

Z tego, co widzę, powoli przegrywamy.

Postrzeganie jednostki może wypaczać zachowania ogółu

- i komuś może się coś stać. - Owszem. Masz to, jak w banku!

Jeśli ci uwierzymy i pomożemy zdobyć narkotyki,

w jaki sposób przedłużysz naszą ''żywotność''?

Trzeba zniszczyć wszystkie istoty, które was widziały.

- Co to ma być? - Tak się żywią. Ohyda, co?

- Jak to działa? - Jak u wszystkich krwiopijców,

tylko ci tłoczą pokarm wprost do krwiobiegu. Żołądek jest im zbędny.

Widziałem to kiedyś na filmie.

Jak zobaczysz na żywo będziesz miał koszmary.

Załatwcie mi towar, a zniknę z waszego życia.

Tam jest forsa. Twojej kobiecie nic nie grozi.

Zrehabilituj się za złamanie mi 4 żeber. Wynagrodzę ci to.

Zaczynam się gubić. Chcesz iść?

Mówiłeś, że bez ciebie nie przeżyjemy nawet doby.

Najważniejsze jest takie podejście do problemu,

by znaleźć rozwiązanie. Skoro mi nie wierzycie,

to po co ciągnąć ten temat?

Chcecie, żebym się wyniósł, to się wyniosę!

Ale potrzebuję narkotyków i czasu!

Chcę dowodu. Pokaż mi jedną z tych istot.

Czyś ty oszalał?!

To będzie ostatnia rzecz, jaką w życiu zobaczysz!

Ty je widziałeś i żyjesz.

Ich uśmiercanie to mój zawód. Giną tylko po dekapitacji.

To ich słaby punkt, w który uderzam!

- Odcinasz im głowy? - Zanim mnie potrąciliście,

zabiłem i spaliłem jedną z nich. Musiałem zatrzeć ślady.

Jedynym dowodem są twoje słowa. Wracamy do początku.

Doczekasz się dowodów. To kwestia czasu.

Podzielcie się. Julie wykupi recepty,

ty załatw narkotyki. Wrócicie w niecałą godzinę.

- To pokażesz w aptece. - Po co?

Nieważne, nie będą pytać.

Wykup wszystko z listy. Tylko jedź do apteki na Tollins.

- A ja dokąd? - Needle Park. Odszukasz Lagę.

Ma rzeźbioną, drewnianą laskę. Daj mu spis i o nic nie pytaj.

I weź resztę, przyda ci się.

Nie wierzę ci.

Nie musisz, po prostu zrób to. Wiara przyjdzie z czasem,

jak nabierzesz doświadczenia.

Po naszym powrocie odejdziesz w ciągu sześciu godzin.

- Nie inaczej. - Dotrzymujesz słowa?

Przez to wszystkie moje kłopoty.

Tak, panie władzo?

- Nie jestem gliną. - Co to takiego?

Lista zakupów.

- Przypominam sklep? - Martin pilnie potrzebuje.

- Jaki Martin? - Świrnięty łowca wampirów.

Chodźmy stąd.

Powiedział, że nie będzie żadnych pytań.

- Skąd to masz? - Mówiłem, od Martina.

Teraz ma na imię Martin?

Idziemy.

Ja zostaję.

Myślisz, że noszę to przy sobie, jak cukierki? To duże zamówienie.

Chcesz kupić, chodź ze mną.

- To zajmie 10 minut. - Dzięki.

Straszne.

Piszą o kobiecie, która potrąciła autem bezdomnego.

Wbił się jej w szybę, ale przeżył. Wróciła do domu i przez tydzień

trzymała faceta w garażu. W końcu zmarł,

a ona nie przyznaje się do winy.

Co za tupet. A ty jakbyś postąpiła?

Pojechałabym prosto na policję... do szpitala.

Tak?

To czemu tego nie zrobiłaś?

Luzik.

Wyciągaj sałatę.

- Skąd on bierze szmal? - Miało nie być pytań.

Wedle życzenia.

Razem sześć paczek. Ceny hurtowe.

- Widzimy się za tydzień. - To mu starcza na tydzień?

I wciąż żyje. Mój najlepszy klient.

Od dawna tu przychodzi?

Ponad dwa lata. Wciąż ściga wampiry?

Tobie też tak powiedział?

Uciekł z ośrodka. Co miesiąc tak robi.

Ślad prowadzi do was. Czemu nie odwiozłaś go do szpitala?

- Powiedział, że tam go zabiją. - Niby kto?

- To wariactwo. - Nie. On jest wariatem.

Mówił o ataku obcych czy o wielkich mięsożernych glistach?

Twierdzi, że ścigają go wampiry.

Jasne. Pewnie dorwał w bibliotece książkę Ann Rice. Co jeszcze mówił?

Ustaliliśmy, że odejdzie, jak odpocznie.

Nie odejdzie.

Czas na mnie.

Pozdrów go. Na twoim miejscu bym to dobrze schował.

- Gotowe. - To dla niego?

- Tak. - Po tym nigdy nie odejdzie.

Jak odzyska siły zrobi z was zakładników.

Trzeba powiadomić policję.

Bez leków ma skłonności samobójcze.

Oto środek uspokajający. Podmień mu któryś z leków.

To go otumani. Wtedy zabierzemy go do zakładu,

nim skrzywdzi siebie, lub kogoś innego.

Masz moją wizytówkę. Zadzwoń, jak je przyjmie,

wtedy po niego przyjedziemy.

To szaleniec. Nie możemy mu tego dać.

- Wiem. - Proszę?

Uciekł z psychiatryka. Widzisz ten wóz?

To jego lekarz. Dał mi środek,

który mamy mu podrzucić. Wtedy go zabiorą.

- Zbyt ryzykowne. - Mamy inne wyjście?

Jakieś kłopoty?

- Żadnych. - Mieliście szczęście.

- Czyżby zmienili dawkowanie? - To dostałam.

Doktor Chan rzadko się myli.

Mógłbyś nieźle zarobić

- na dilowaniu. - Wystarczy mi to, co robię.

- Idziesz do pracy? - Tak.

Odwiozę cię.

Za resztę forsy kup bilety do Meksyku.

Nie dostanę urlopu.

Śmierć nie uznaje zwierzchnictwa.

Już ?

- Poczekajmy jeszcze 10 minut. - A ile minęło?

- 1 7. - Ile miałaś odczekać?

- Nie mówił. Mam dzwonić? - Raczej tak.

To ja. Ile mamy czekać?

Bez obaw. Zaraz będziemy.

- Zażył lek 20 minut temu. - Wystarczy. Kto to?

- Mój facet. - Właśnie idę do pracy.

- Gdzie pracujesz? - W hotelu portowym,

- ale jeśli trzeba, zostanę. - Damy radę.

Ważne, byście po takim spotkaniu nie zmieniali codziennych zajęć.

- Zostanę. Jakby co, zadzwonię. - Na pewno nic jej nie grozi?

- Jest pod moją opieką. - Miłego dnia.

Dzięki.

- Co dalej? - Zabieramy go.

Nie wchodź, póki nie zawołamy.

Gdyby coś nam się stało, zadzwoń pod ten numer.

Powodzenia.

Obsługa hotelowa.

Dostarczymy za około 10 minut.

Moje imię? Ben.

Czemu mi to przyniosłaś? Nawet dziecko odróżni je od Prentizolu.

Nie zabijaj!

Mówiłem, że to nie mnie masz się bać!

Po mnie, dobraliby się do ciebie!

- Jesteś chory, wymagasz pomocy! - Skończmy z tym raz na zawsze.

Dalej, krwiopijco, czyń swą powinność!

Ucztuj!

Uwolnij nas. Pomożemy ci.

Milcz, gnido! Pokażcie jej swoje prawdziwe ''ja''!

Oświećcie ją! Nie kaź mi tego z ciebie wyciągać!

Przestań szaleć!

Zamknij się! Pokaż mi, co chcę zobaczyć!

To tylko twoje urojenia. Wypuść dziewczynę!

Obaj wiemy, że ona zginie, jak tylko wyjdzie z mieszkania.

Pokażmy jej chociaż, jak umrze!

Tym razem przegiąłeś.

Chciałaś niezbitych dowodów? Proszę! I jak to wyjaśnisz?

Spójrz!

Teraz już wiesz w co wdepnęłaś?

Obsługa hotelowa.

Otwarte.

Wejdź.

Pamiętasz mnie?

Byłaś przy wypadku.

Uratowałeś mnie przed poćwiartowaniem.

Bez obaw. Właśnie odstawiają go do zakładu.

Wiem.

- Wzywałaś obsługę hotelową... - Chciałam ci osobiście podziękować.

Cokolwiek ci pokazuje lub mówi jest jedynie urojeniem wariata.

Wezwij pomoc!

Masz szansę odzyskać wolność.

To jeden z tych, którzy cię widzieli. Zniszcz go, a może przetrwasz.

To morderstwo. On jest wariatem,

ty nie. Bądź rozsądna. Boisz się, a on wykorzystuje twój strach.

- Odłóż nóż. - Wpędzi cię do grobu. Zniszcz go.

Ją przekonałeś, ale mnie nie oszukasz.

Pójdę już.

- Zostań. Proszę. - Ja pracuję.

Wytłumaczę cię.

Odpręż się.

Ben?

Zacznij układać nekrolog. Wychodząc, skazał się na śmierć.

- Żyje! Trzeba mu powiedzieć. - Zapomnij!

Przyprowadzając ich o mało mnie nie zgubiłaś.

- Wierzę ci. Zrobię, co zechcesz. - Tak, jak wtedy w łazience?

Mogę umrzeć za Bena.

Pytanie, czy jesteś gotowa zabić.

Chcę ci coś dać.

To tajemnica. Nikt inny o tym nie wie.

To coś będzie przy tobie, aż do ostatniego tchnienia.

Tajemnice mają moc.

Dają ci nad innymi psychiczną przewagę.

Ja najbardziej lubię sekrety Kasandryczne.

- Słyszałeś o nich? - Nie.

To wtedy, gdy wiesz coś ważnego,

czego zdradzenie doprowadziłoby do śmierci.

Dlatego zachowujesz ją dla siebie, bo i tak wiesz, co będzie.

- Chcesz poznać moją Kasandrę? - Czy komuś coś się stanie?

Nieuchronnie.

- Pewnie szef mnie szuka. - Spław go.

Jak to?

Ważniejsze: dlaczego! Wszechświat nie jest ani wrogi,

ani przyjacielski, ale zwyczajnie obojętny.

To znaczy?

Mówił prawdę.

Ma pół minuty, by zabić lub zginąć.

Oni się nie cackają. Zabijają, gdy tylko ktoś odkryje ich tajemnicę.

To jej sprawdzian. Jeśli go zniszczy, macie szansę przeżyć,

by samemu tropić ich i niszczyć.

- Co jej zrobiłeś? - Dałem dowód. Ty też chcesz?

- Była zbyt silna. - Czemu ją zaatakowałaś?

Przez to. To wszystko prawda.

Idźcie już. Uciekajcie, jak najdalej.

Nie możemy.

- Musimy. - Dokąd pojedziemy?

Nie wiem, byle dalej.

Muszę to przemyśleć.

Nie masz czasu.

Ludzie się zamyślają, gdyż to niezbadany obszar.

Wasze dni są policzone. Koniec słodkiego życia.

Pomóż nam.

Sami sobie pomóżcie. Uciekajcie, jak najdalej nie patrząc wstecz.

Pewnie czekają na was na dole.

Jazda!

Nie mam czasu was niańczyć. Jesteście kulą u nogi.

Przestraszeni, zdezorientowani. Raz was wytropili, zrobią to znowu.

A może powinienem was tutaj zabić, by oszczędzić wyczekiwania.

Zostaw nas!

Dopiero w ciemności zaczynamy widzieć.

- Nie chcę żadnych kłopotów. - Ani ja.

To, co zwykle.

Cuchniesz śmiercią.

Ryzyko zawodowe.

Rybak też nie może pozbyć się odoru, choć nie wiem ile by szorował.

Żyjemy w tęczy chaosu.

Wiesz, co to za zapach?

Strachu.

Czego się spodziewasz po swoim wczorajszym zachowaniu?

Ponoć zamknęli nieszczęśnika w wariatkowie?

- Tam nic mu nie grozi. - Z twojej strony?

Mnie się nie musi obawiać.

Za to wszystkim nam grozi o wiele większe zło.

Mianowicie?

Nie dam się złapać. Lepiej, żebyś nie wiedział.

Filozofia bazuje na wielowiekowej obserwacji ludzkich zachowań.

Historia uczy nas, że nikogo i niczego nie nauczyła.

Jest wieloraka, oparta na rozwoju cywilizacyjnym...

- Nikt nie wyciąga wniosków! - Największymi byli Sokrates i Platon,

- protoplaści logicznego myślenia. - Są za starzy.

- Wszystko przed XXI w., to bzdet. - Absurd!

Weźmy Biblię, lub inny święty tekst. Kto je napisał?

- Ja nie o tym. - Kto?

To bajki dla dzieci.

Zbiór moralitetów przystosowanych do jednej kultury...

Mówię o pradawnych mistrzach.

...wypaczony przez głoszących je zelotów.

- Twórcach logiki! - Nie ufam niczemu,

czego nie mogę zobaczyć lub dotknąć.

- Zatem jesteś głupcem. - Dzięki temu wciąż żyję.

Mógłbym pokazać ci rzeczy, jakich nie znajdziesz w źródłach,

ale uznałbyś mnie za szaleńca. Mógłbym snuć opowieść,

jak każdy z nas.

Jeśli ci pokażę, nie zaprzeczysz namacalnym dowodom.

Wprowadź słowo w czyn.

Rachunek, proszę.

Zapomnij... Reszty nie trzeba. Za niego też płacę.

Oto dowód, że nie jesteśmy sami.

Postawcie go.

Zabrać mu noże.

Przeszkodziłem?

Chciałbym dokończyć wcześniejszą dyskusję.

Pamiętasz mnie?

Kto nie pamięta przeszłości, wciąż ją powtarza.

Co powiedziałeś mi wtedy na odchodne?

- Wal się? - Raczej nie.

Wspomniałeś o miłosierdziu mojego Boga.

- Racja. - Nie usłuchałem twej rady

i modliłem się, by cię jeszcze spotkać.

I stało się.

Ostrożnie z życzeniami, bo mogą się spełnić.

Spójrz na mnie!

Nie kumam cię.

Większość ludzi błagałaby o litość, a ciebie to chyba bawi.

Owszem.

Jesteś stuknięty?

Przeciwnie, normalniejszy od większości.

Nie obchodzi cię, że za chwilę umrzesz?

Gadaj!

Na co czekasz?

- Jednak jesteś świrem. - Po prostu się nie boję.

A ciebie wkurza, że nie możesz mnie nastraszyć.

Zabić, owszem, ale co to za radocha,

jeśli o to nie dbam? Znów przegrałeś.

- Czemu taki jesteś? - Przez wojnę.

Na Wietnam jesteś za młody. Wojna w Zatoce?

Wojna z czymś, co przypomina rasę ludzką.

Czuję się, jakbym walczył samotnie.

Według mnie, walczysz z samym sobą.

Spadamy. Szmaciarz!

- Martin! - Wróciłeś po nas!

- Co wy tu jeszcze robicie? - Miałeś rację. Śledzili nas.

Uznaliśmy, że to najbezpieczniejsze miejsce.

Waszą jedyną szansą była ucieczka.

Po co przyszedłeś?

Odpocząć...

ale chyba trafiłem w gniazdo węży. I zapomniałem towaru.

- Odpocznij i spadamy. - Razem? Radźcie sobie sami.

- Nie skazuj nas na śmierć! - I tak nie umiecie walczyć.

Naucz nas.

Przepraszam, masz ogień?

Niestety.

To tylko kwestia czasu.

Pomóż nam.

Raz dwa się uwinę.

Bułka z masłem!

- Jak ich odróżnić od innych? - Z wyglądu się nie da.

Ale podobnie do zwierząt mamy inny zapach.

Jesteś tym, co jesz, a przynajmniej tym pachniesz.

Oni żywią się krwią, więc cuchną.

Jak z kanału.

Tak się ich odróżnia.

Nie używają perfum. Nawet zwierzęta od nich odrzuca.

Co z nią zrobimy?

Utniemy łeb.

Nie można się z nimi dogadać?

Spróbuj.

Ale to jak gadka z głodnym lwem,

dla którego stanowisz jedynie następny posiłek.

Jesteś jak świnia. Im głośniej kwiczysz,

tym szybciej chcą cię zabić.

Proponuję, byście się naćpali. Przygotowałem wam co nieco.

Połknijcie, poczekajcie 20 minut...

i odrąbcie jej łepetynę!

- Dokąd idziesz? - Napić się.

Wrócę za godzinę. Do tego czasu ktoś powinien zginąć.

Jedynie stając twarzą w twarz z tym paskudztwem,

zrozumiemy, jak szalenie jest to ważne.

Co to za okazja?

Pijesz na mój koszt, jeśli mi to wyjaśnisz.

I tak byś nie uwierzył.

Jeśli ktoś chce uwierzyć,

to i kłamstwo staje się prawdą. Spróbuj.

Właśnie wyjawiłem prawdę pewnej parze.

Po co bardziej gmatwać. Ale powiedzmy...

że to przypomina meduzę.

- Meduzę? - Z mitologii greckiej.

Półkobieta, półgadzi potwór z wężami zamiast włosów

i ze wzrokiem, którym zmienia w kamień.

Tylko w tym przypadku wszystko obraca w pył.

A ja myślę, że to ze zmutowanej ryby głębinowej...

która żywi się innymi rybami.

Bezpieczna teoria. Będąc tobą, też bym się jej trzymał.

A twoje zdanie?

Boję się powiedzieć.

Więc pewnie masz rację.

Nie sądziłem, że ci się uda.

Pomóż jej!

Dziabnęła ją?

Jak?

Próbowaliśmy negocjować.

Oni chcą wszystko zniszczyć. Nie tylko nas, wszystko!

I tu się mylisz. Oni nie niszczą,

lecz zbierają plon. Ja jestem od niszczenia.

Julie jest już trupem. Została ukąszona.

- Co ty bredzisz?! - Wspominałem, że są jak komary.

Jedząc - trują!

Wstrzykują enzym, który przystosowuje krew do spożycia.

Ona jest teraz dla nich chodzącą przekąską.

Doskonale to czują i wkrótce się pojawią.

Znalazłem ich magazyn.

To było 3 miesiące temu. Zachowywali się, jak zwierzęta.

Enzym uszkadza mózg. Zmieni się w roślinkę.

- Musi być jakieś wyjście! - I owszem. Jest!

Zabij ją.

Wal się!

Nowej prawdzie najbardziej zagraża stary klimat.

Skróć jej cierpienia.

Wszystko przez ciebie!

Ta walka nie ma końca.

Nareszcie... Zaczynasz rozumieć.

Wyładuj nienawiść na nich, nie na mnie.

Wiem, co czujesz.

Też przez to przeszedłem. Dlatego jestem, jaki jestem.

Mój mentor też dał mi wybór: giń albo niszcz.

Wybrałem trudniejszą drogę. Teraz twój wybór.

Wracam za godzinę. Jeśli ona będzie żyć, zabiję was oboje.

I radzę się naćpać.

Prawdę pozna jedynie człowiek bezstronny.

Ci przy barze pytali o ciebie.

Roztropne pytania są oznaką mądrości.

Stawiam im kolejkę.

Od tego pana na końcu.

- Są nie zainteresowani. - Raczej niewdzięczni.

Masz jeszcze tę torebeczkę?

- Tak. - Pokaż im. Ciekawe, co powiedzą.

- Nie mieszaj nas w swoje wariactwa. - Sącz drinka, a nic ci nie będzie.

- To ich? - Ich znajomego.

Czas się pożegnać.

Gdyby ktoś pytał, wyjechałem do ciepłych krajów.

Krzyżyk na drogę.

I o to chodzi. Kto żyje w strachu, dłużej żyje.

Życie to ciągła niepewność.

Nie znamy dnia, ani godziny.

Gdy zaczynamy się domyślać, to początek umierania.

Ale nigdy nie dowiemy się do końca.

Błądzimy w ciemnościach.

Pokażcie się, gdziekolwiek jesteście.

Powiedziałeś coś, czego nie rozumiem.

Gdzie Julie?

W sypialni.

Co miałeś na myśli...

mówiąc, że wiesz, co czuję?

Pojęcia nie masz!

Dwa lata temu byłem w tym samym położeniu.

Te same dni, pytania i martwa kobieta.

Tak to już jest. Historia lubi się powtarzać.

Musiałeś przez to przejść, by rozpalić żądzę karania!

Tego potrzebujesz do sterowania płomieniem.

I na koniec jeszcze jedno.

Heroina to równowaga. Patrz uważnie.

Jestem opłacany przez Zjednoczony Związek Kościołów.

Włączyły się do tego wszystkie wyznania;

mają nieograniczony budżet. Władze kościelne są świadome

problemu, ale trzymają go w tajemnicy przed ludźmi.

Na całym świecie jest nas przynajmniej tuzin.

To my decydujemy, komu przekazać ten ogień.

Widziałem, że się w tobie tli. Teraz wiem, że dasz radę.

Jestem pewien. Przez dwa lata będziesz w cieniu, jak ja,

potem zaczniesz szukać.

Zrób tatuaż wkoło żyły i tam wstrzykuj.

Masz pytania?

Będziemy razem pracować?

Nie. Miarą twej wartości są również korzyści,

jakie inni osiągnęli dzięki tobie. Od dziś jestem na emeryturze.

Dokąd wyjeżdżasz?

Tam, gdzie ciepło.

Wejdźcie, panowie.

Reżyseria

Scenariusz

Zdjęcia

Muzyka

Wystąpili

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.