All language subtitles for The.Messenger.2019.1080p.BluRay.Enz.ter

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Wychodzi膰! Ju偶!

Panie oficerze.

C贸rka ma tylko sze艣膰 lat.

Ucz臋 j膮 niemieckiego.

Mo偶e panu za艣piewa膰.

Choineczko

Choineczko

Jak pi臋kne s膮 twoje ga艂膮zki

Panie s膮 Volksdeutschami?

Nie.

Studiowa艂am malarstwo w Wiedniu, cztery lata.

Tylko jedna strona jest w艂a艣ciwa.

Mo偶e pani wybra膰.

Nie rozumiem.

- Mamy przej艣膰? - Wskaza膰.

T臋, albo tamt膮.

Dlaczego?

Ta czy tamta?

Nie mog臋-

Po艂owa i tak musi.

Reszka - wy, orze艂- oni.

Orze艂. Ci zostaj膮.

Oddzia艂 na moja komend臋! Baczno艣膰!

W ty艂 zwrot!

艁adun

Cel!

Pal!

Cze艣膰.

- No, wreszcie! Jak leci? - Ca艂kiem, ca艂kiem.

Daj mi minut臋.

Cze艣膰, ma艂a. Mo偶e gdzie艣 razem wyskoczymy?

- Tom, nie b膮d藕 g艂upi. - Nie.

Nie b膮d藕 taka...

Poka偶 t臋 艣liczn膮 bu藕k臋.

Panowie oficerowie!

Nie wtr膮caj si臋.

- Nie twoja sprawa. - Ojciec wychowa艂 mnie na u艂ana,

- wi臋c jednak moja. - Daj spok贸j, Tom.

S艂ysza艂e艣 go. To nie jest angielski.

Co powiedzia艂e艣?

Zrozumia艂 pan wystarczaj膮co dobrze.

- Nie jeste艣 nawet Angolem! - Racja.

Nie jestem.

Jestem za to przyjacielem pu艂kownika Davida Schillinga,

pa艅skiego prze艂o偶onego.

Chc膮 panowie wto brn膮膰?

Nie warto si臋 wto pakowa膰.

Chod藕, idziemy.

Usi膮d臋 sobie tu obok, kochanie.

Zjedzmy co艣, wci膮偶 jestem g艂odny.

Hej, kolego, obs艂u偶ysz nas?

Pan pozwoli?

Mam do艣膰 oficer贸w na dzi艣.

Obawiam si臋, 偶e te偶 jestem oficerem.

Porucznik Jan Kwiatkowski.

- Wojsko polskie. - Polskie?

To zaryzykuj臋-

Dorothea Anderson. Doris.

Prosz臋, niech pani siada.

Naprawd臋 zna pan jego dow贸dc臋?

Szczerze m贸wi膮c, nie.

Poka偶臋 co艣 pani.

Mam za to pami臋膰 do twarzy

i rozr贸偶niam alianckie insygnia, co bywa przydatne.

W imieniu personelu chc臋 przekaza膰, 偶e jest pan tu bardzo mile widziany.

Dzi臋kuj臋.

- Zatrzyma艂 si臋 pan w hotelu? - Nie.

Mieszkam obok, na Burleight Street,

- Jem tu z braku kupon贸w na jajka. - Te偶 nie mam kupon贸w.

W艂a艣nie przylecia艂am ze Szwecji.

Nikogo tu nie znam.

Ch臋tnie zaprosi艂bym pani膮 na 艣niadanie, ale niestety wyje偶d偶am z Anglii.

Panowie, prosz臋 za mn膮.

Premier przyjmie pan贸w za kwadrans.

Czas spotkania to 12 minut.

Mog臋 pom贸c, sir?

Nie, dzi臋kuj臋.

Odpoczywam w drodze do jednostki.

Dokumenty!

Co zrobi艂em?

Jestem ameryka艅skim oficerem.

Gdzie艣 tu mam papiery.

Zaraz...

Dwa n...

Donnerstag, to znaczy czwartek.

Bystry jeste艣.

- Panie premierze. - Winstonie.

Pozw贸l przedstawi膰 sobie. Kapitan Jan Nowak,

- Prosto z Warszawy. - Nowak.

Cudem wydosta艂 si臋 pan z Warszawy

i chce pan tam znowu wr贸ci膰?

Szanuj膮cy si臋 kurier nie podr贸偶uje tylko w jedna stron臋.

Niech pan powie tam, w Warszawie, 偶e jeste艣my i b臋dziemy

niez艂omnymi przyjaci贸艂mi waszego kraju.

Ale teraz le偶y on w sowieckim teatrze wojny

i 偶adne dzia艂ania militarne

nie mog膮 by膰 podejmowane bez zgody sowiet贸w.

Tu nie chodzi o terytorium powojennej Polski

le偶膮cej bardziej na wsch贸d

czy na zach贸d.

Sowieci zrobi膮 z Polski

swoj膮 17. republik臋. Chodzi 0 wolno艣膰 kraju,

za kt贸ry brytyjski rz膮d,

pod wodz膮 premiera Chamberlaina...

Nowak!

Nie wy艣l臋 ani RAF-u, ani brygady Sosabowskiego

do strefy dzia艂a艅 wojennych.

Niech wasza Armia Krajowa zapomni o powstaniu

i czeka na Sowiet贸w.

Gotowi?

Poruczniku!

- To pana pierwszy skok? - Nie, trzeci!

Byle nie ostatni.

Halo!

Skacz!

Skacz!

Skacz!

Skacz!

Poruczniku! R臋ce na piersi!

Wszystko dobrze?

Chyba z艂ama艂em r臋k臋.

Na nast臋pny skok pozwol膮 panu dopiero po wojnie!

Obersturmbannf眉hrer!

Wr贸ci艂 pan?

Mo偶na tak powiedzie膰.

Himmler mnie przys艂a艂.

Chwilowo zajm臋 pana gabinet.

Nasz agent w Londynie nada艂 to poczt膮 dyplomatyczn膮,

przez Madryt.

Zdolny, dobra kreska.

Nie m贸g艂 go sfotografowa膰? Przystojny m艂ody cz艂owiek.

Typ nawet aryjski.

Dlaczego to ogl膮damy?

Ten przystojny m艂ody cz艂owiek to porucznik Jan Kwiatkowski.

P贸艂 roku temu

dotar艂 przez Sztokholm do Londynu

kana艂ami organizacji 鈥瀂a艂oga...

- Ten wasz konfident... - Jarach.

Jarach donosi,

偶e przerzucili ju偶 na Wyspy

kilkana艣cie os贸b.

Czemu ten jest taki wa偶ny?

Kwiatkowskiego przerzucili dwukrotnie...

W t臋 sama stron臋.

Kurier...

No, no...

Z kim spotka艂 si臋 w Londynie?

Z Miko艂ajczykiem, Edenem i Churchillem.

Tak jest, z Winstonem Churchillem.

To z kim spotka si臋 w Warszawie?

- Witze? - Z Borem.

Panowie.

Reichsf眉hrer przys艂a艂 mnie, bym nawi膮za艂 kontakt z dow贸dc膮 AK.

I to zanim Rosjanie zajm膮 Warszaw臋

i zgarn膮 Komend臋 AK w swoje 艂apy.

Rosjanie zajm膮 Warszaw臋?

Sturmbannf眉hrer.

Jako oficer SD nie powinien pan

czerpa膰 wiedzy z przem贸wie艅 radiowych ministra Rzeszy.

Ten Kwiatkowski...

Je艣li B贸g jest naprawd臋 z nami,

pomo偶e nam zmieni膰 losy tej wojny.

Tak jest, panie Reichsf眉hrer.

Kwiatkowski to najlepszy spos贸b dotarcia do Bora.

Tak jest.

Bardzo dobrze pan to uj膮艂.

鈥瀂wyk艂y kurier mo偶e zosta膰 pos艂a艅cem bog贸w...

Co za idiota.

Warszawa...

Poczekaj.

Musi pan by膰 bardziej ostro偶ny. My je藕dzimy lew膮 stron膮.

To nie wina oficera, tylko cholernego Jankesa za kierownic膮.

Mo偶emy zamieni膰 si臋 miejscami?

Dzi臋kuj臋.

To pani! Co za przypadek.

呕aden przypadek. Widzia艂am, jak pan wchodzi do kina.

Mia艂 pan wyjecha膰.

Jestem winien pani 艣niadanie.

Ma pan ju偶 te kupony?

Przepraszam.

Mam lepszy pomys艂. P贸jdziemy na bal.

Pan nie 偶artuje, poruczniku?

To dla pani.

Przepraszam na chwil臋.

- Kto to jest? - Zaraz wracam.

Nie wiem, czy kobietom tu wolno.

Zn贸w spotkali艣my si臋 za p贸藕no.

Musz臋 natychmiast wyjecha膰.

Mo偶e si臋 jeszcze spotkamy.

Kiedy艣.

Daleko st膮d,

w odleg艂ym mie艣cie,

jest pi臋kny ko艣ci贸艂, a przed nim

Jezus nios膮cy Krzy偶 na plecach,

jakby wskazywa艂 ludziom drog臋.

B臋d臋 si臋 tam modli艂, 偶eby艣my zn贸w si臋 spotkali.

Modli艂?

Tak.

Czasem 偶a艂uj臋,

偶e nie jest pan Jankesem.

Burleight Street 21B, mieszkania 5.

- Zaskoczony? - A powinienem by膰?

Ja si臋 sobie dziwi臋.

To nie przeszkodzi chyba pani wej艣膰?

Teraz ju偶 nic mi nie przeszkodzi.

Dobry wiecz贸r pani.

Poruczniku, musimy niezw艂ocznie porozmawia膰.

W艂a艣nie wychodzi艂am. Do zobaczenia.

Wystraszy艂em pana?

- Dzie艅 dobry. - Pan wsiada, musimy porozmawia膰.

Dostajemy meldunki, 偶e RAF zrzuca skoczk贸w w Generalnym Gubernatorstwie.

Ostatnio wyl膮dowa艂 nawet brytyjski samolot.

Pod Tarnowem.

Przed wyjazdem do Tarnowa, niech pan wy艣le samolot do Bremerhaven.

Gdy tylko nasz angielski agent zejdzie z pok艂adu U-Boota,

- ma tu przylecie膰. - Do Warszawy?

Pod膮偶a za Kwiatkowskim krok w krok.

Gdy Kwiatkowski wyl膮duje w Polsce, on te偶 powinien tu by膰.

Cholera.

Teraz musz臋 do Polski.

Dobry wiecz贸r, poruczniku.

Co jest, koledzy?

Prosz臋 odjecha膰. Nie mo偶e pan tu parkowa膰.

Teraz?

Tak, poruczniku. Teraz.

Cholerni Jankesi.

Majorze, porucznik Nowak. Moje dokumenty.

Prosz臋 0 wpisanie mnie

na najbli偶szy lot do Polski.

Prosz臋 zagl膮da膰 codziennie o 5 i 17 i pyta膰 0 lot.

- Jak d艂ugo to potrwa? - Mo偶e 24 godziny,

mo偶e 24 dni.

Musi pan by膰 cierpliwy.

Musz臋 lecie膰 teraz.

Za 24 godziny mo偶e by膰 za p贸藕no.

Widzi pan, co si臋 tu dzieje?

- Musz臋 si臋 dosta膰 do Polski! - Rozumiem,

ale my tu prowadzimy wojn臋.

Widzi pan? Prawdziw膮 wojn臋.

Chcia艂bym, aby moja by艂a mniej prawdziwa.

Ka偶dy ma swoj膮 wojn臋.

Dla 艣wiata pa艅ska nie jest najwa偶niejsza.

Prosz臋 codziennie pyta膰.

Nie ma pan kwatery?

Nie potrzebuj臋 kwatery.

Nie odejd臋, p贸ki nie wpisze mnie pan na lot.

To mo偶na podci膮gn膮膰 pod niesubordynacj臋.

A nawet bunt.

Organizuj臋 tysi膮ce lot贸w,

偶eby zaopatrzy膰 partyzant贸w we Francji, Jugos艂awii i Grecji.

- We Francji mamy drugi front... - W Polsce pierwszy.

To wojna Sowiet贸w. Tam nic nie zale偶y ode mnie.

Zdradz臋 panu sekret.

Tylko nikomu ani s艂owa, cho膰by pana r膮bali na kawa艂ki.

Teraz, w tej jednej chwili, w ci膮gu pi臋ciu lat cholernej wojny,

w tej jedynej chwili,

kt贸ra za chwil臋 minie, i zn贸w nic nie b臋dzie od pana zale偶a艂o,

w艂a艣nie teraz, tylko tu i teraz, przez Jedn膮 minut臋,

los Polski zale偶y ode mnie i od pana.

Wrzu膰cie tu wszystko zwi膮zane z Angli膮.

Papierosy, zapa艂ki, stare bilety, przepustki,

konserwy, dokumenty, bro艅 osobist膮.

Wszystko odda艂em przed wej艣ciem do samolotu.

Sprawd藕 jeszcze raz.

Wyrwa艂 pan metki?

Wypru艂em.

Ma pan bro艅?

Nie pobra艂em.

Na wszelki wypadek.

Przygotowa膰 si臋 do l膮dowania!

S艂yszy pan?

Dwusilnikowa Dakota. Raczej nie b臋d膮 nas bombardowa膰.

Ilu ma pan ludzi?

To mechanicy.

Miejsca l膮dowania

pilnuje co najmniej stu partyzant贸w.

Nie wy艣l臋 tam dwunastu mechanik贸w.

To bunt, panie poruczniku!

Tak, ale nie g艂upota.

Prosz臋 wezwa膰 SS z Tarnowa. Wtedy pojedziemy.

Nie mamy...

Pytaj膮, czy wystartujemy w tych warunkach.

Nie, musimy roz艂adowa膰

i spali膰 samolot.

Szybko!

Dalej!

Ogniska jeszcze si臋 dymi膮.

Samolot si臋 zagrzeba艂, wykopywali go.

Nadam wiadomo艣膰 do Luftwaffe.

Musimy przeczesa膰 cha艂upy, dworce i drogi.

Kogo szukamy?

Tego cz艂owieka.

Pan pojedzie na dworzec.

' MV Sprawdzim h - Tak jesytlc a艂upy'

Niech przestanie kurzy膰.

Gdzie s膮 jej ma偶 i synowie? U bandyt贸w?

M膮偶 Stolarskiej zagin膮艂 jeszcze w "39.

Starszy syn aresztowany.

M艂odszy by膰 mo偶e w lesie,

ale raczej nie 偶yje.

Pytaj, gdzie m艂ody.

Zapytaj, czy widzia艂a jaki艣 obcych.

Niech odpowie.

Co pan robi? Witze?

Czemu p艂aka艂a?

Spali膰 cha艂up臋.

Panie oficerze...

Szkoda dobra...

Nie jeste艣my z艂odziejami.

Na stacj臋-

Jedzie pan, poruczniku?

Nie wysiada膰!

Nie wysiada膰! Czeka膰 w poci膮gu!

Kontrola. Nikt nie opuszcza poci膮gu!

Prosz臋.

Za mn膮!

Dokumenty! Czapk臋 zdj膮膰!

Dokumenty!

Czapk臋 Zdj膮膰!

Dokumenty!

Kapelusz zdj膮膰!

Czapk臋 Zdj膮膰!

Dokumenty!

Dokumenty!

Dokumenty!

Czapk臋 Zdj膮膰!

Mo偶na jecha膰.

Meldujcie, gdy go zobaczycie!

Baczno艣膰!

Ognia!

Tego tam.

I tamtego.

Ty! Otworzy膰 walizki. Dokumenty.

Hej, wy dwaj!

Papiery. Otworzy膰 walizki.

Bo偶e... Ranni, kt贸rzy nie dojechali.

Przyjecha艂 nocnym poci膮giem z Krakowa.

Niech to! Witze, mieli艣cie go!

Jeszcze jeden b艂膮d i spiszemy t臋 operacj臋 na straty.

Tak jest, Obersturmbannf眉hrer.

Oni chc膮 nas wszystkich zabi膰.

Szykuj膮 si臋 do tego od lat.

Knuj膮, konspiruj膮.

Maj膮 najwi臋ksz膮 podziemn膮 armi臋 w Europie.

I to si臋 stanie, Witze. Nied艂ugo, mo偶e nawet dzi艣...

Himmler kaza艂 mi

spotka膰 si臋 z Borem i przekona膰 go, 偶e to Rosjanie s膮 ich wrogami.

My... My jeste艣my tylko mniejszym z艂em.

Polacy nas i Sowiet贸w utopiliby w 艂y偶ce wody.

Mamy kogo艣, kto widzia艂 Kwiatkowskiego?

Tylko Jaracha.

Reszt臋 aresztowa艂o gdy艅skie gestapo.

Jeszcze jedno.

W nocy przyby艂 ten agent z Londynu.

Obersturmbannf眉hrer Steiger, Sturmbannf眉hrer Witze.

Wys艂ali panowie po mnie samolot transportowy.

Co za mi艂a niespodzianka.

Jak podr贸偶?

W 艣mierdz膮cym U-Boocie, czy lodowatym samolocie?

Co ja tu robi臋?

Nie m贸wi臋 nawet po polsku.

Nie chce by膰 nieuprzejmy, ale mia艂em by膰 przeniesiony do Niemiec.

Tu wisi na mnie wyrok 艣mierci.

Chodzi 0 tego polskiego agenta, kt贸rego spotka艂a pani w Londynie.

Wiemy, 偶e Kwiatkowski przebywa obecnie w Warszawie.

Mam szuka膰 porucznika b艂膮kaj膮c si臋 po jego rodzinnym mie艣cie?

Taki jest pan贸w plan?

Jarach ma adresy,

pod kt贸rymi Kwiatkowski bywa艂 w '43.

Z nim mam szuka膰 kuriera?

Mieli艣my go, ale si臋 nam wymkn膮艂.

Wie, 偶e jest poszukiwanym numer jeden.

Pani jest nasz膮 ostatni膮 nadziej膮.

Mam plan.

Poszukam w Warszawie pewnego ko艣cio艂a.

Prosz臋 pomy艣le膰.

P贸艂 miliona akowc贸w,

kt贸rych uzbroimy po z臋by!

Jaki to bicz na Rosjan.

Polacy ich nienawidz膮!

Nienawidzili ich bardziej ni偶 nas, to prawda, ale w '39.

Obawiam si臋, 偶e jest ju偶 za p贸藕no.

Heinrich Himmler jest innego zdania. Chyba nie b臋dzie pani go kwestionowa膰?

Reszt臋 prosz臋 zostawi膰 mnie.

Sta膰!

Dokumenty, prosz臋.

Koniec kontroli.

- Odejd藕cie. - Jeste艣my na s艂u偶bie.

My te偶.

Wszystko w po rz膮d ku . Dzi臋kuj臋.

- Jutro te偶 jedziemy? - Nie trzeba.

Dzie艅 dobry.

- Telefon? - Tam z ty艂u.

Jest tutaj.

Krasi艅skich 12. Mog臋 zaczeka膰, ale jak d艂ugo?

Po艣pieszcie si臋.

St贸j-

Wi臋kszo艣膰 wysz艂a godzin臋 temu.

M臋偶czy藕ni po czterdziestce.

Kwiatkowski?

Mo偶emy zgarn膮膰 jego i kolejn膮 艂膮czniczk臋.

Albo...

- Prosz臋 mi pom贸c. - Pani?

Nie znam miasta!

Po schodach!

Lewo.

Pierwsze drzwi po lewej.

Biegnij!

Jedynym powodem, dla kt贸rego widz臋 ci臋 w Warszawie,

mo偶e by膰 to,

偶e jeste艣 agentk膮 MI6.

Sam wiesz najlepiej, 偶e nie mog臋 tego potwierdzi膰.

Co za niebywa艂y przypadek.

Gdyby nie ta 艂apanka, min臋liby艣my si臋.

- Masz bro艅? - Nie.

- Dokumenty? - M贸j szwedzki paszport.

Spokojnie.

To tylko moja 艂膮czniczka.

Co艣 wa偶nego?

Jutro zbierze si臋 tu KG AK...

Zmieniaj膮 awaryjnie lokal.

Przygotuj臋 ci pos艂anie.

- Nie mog臋 zosta膰. - Musisz.

Zaraz godzina policyjna.

W艂a艣cicielka wyjecha艂a na wie艣. Obawia si臋 wybuchu walk w mie艣cie.

Ale co艣 ci przygotuj臋, jedn膮 chwil臋.

B臋d膮 walki?

Jutro na godzin臋 17 AK wyznaczy艂a rozpocz臋cie powstania.

Jestem w mieszkaniu na Grottgera.

Komenda AK spotyka si臋 tu jutro 017.

Nie przera偶a ci臋 to?

Powstanie?

Tak.

Przera偶a mnie to, co przypadkowe.

To, co nieuniknione,

akceptuj臋 bez strachu.

W Londynie my艣la艂em,

偶e Alianci wszystko za nas za艂atwi膮. Ale nic ztego.

Wszystko co dotyczy nas,

Polak贸w, musimy zrobi膰 sami.

Naprawd臋 musz臋 i艣膰.

Mam patefon.

W Londynie byli艣my na balu

i nie zd膮偶yli艣my zata艅czy膰.

Jeden taniec i id臋.

Id藕 za ni膮.

Mam j膮 艣ledzi膰 na pustej ulicy?

Id藕, polska 艣winio!

- Za pi臋膰 minut godzina policyjna. - Wiem, ja niedaleko.

Dawajcie, wchodzimy.

Wiesz co? Tak sobie my艣l臋.

Mo偶e by膰 jeszcze inny pow贸d twojej obecno艣ci w Warszawie.

Jeste艣 agentk膮 gestapo.

Przyjd膮 po ciebie rano.

Gdzie艣...

Gdzie艣 musisz spa膰.

I co teraz?

B臋dziemy si臋 strzela膰?

To moi Iudzie.

Nie uciekniesz.

Nawet, jak mnie zabijesz.

Ale nie zabijesz mnie, prawda?

Nigdy nikogo nie zabi艂e艣.

Jest inne wyj艣cie.

M贸j szef chce spotka膰 si臋 z Borem.

Mo偶esz pom贸c i nam, i swoim ludziom.

Twoich ludzi ju偶 nie ma.

P贸jdziesz z nimi.

Szkoda.

Zn贸w spotykamy si臋 na pr贸偶no.

Mo偶esz mi pom贸c.

W艂a艣nie to zrobi艂em.

To on. To Kwiatkowski.

- Nie s膮dzi艂em, 偶e tu zostanie. - Czemu?

Znikn臋艂a Doris

i czterech naszych obserwuj膮cych lokal.

Je艣li B贸r nie zjawi si臋 do 17,

to zdejmujemy Kwiatkowskiego.

Mo偶e Doris tam jest.

Rozkaz.

Wchodzimy.

Powstanie...

Choineczko. ..

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.