Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
www.NapiProjekt.pl - nowa jakość napisów. Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
NETFLIX - SERIAL ORYGINALNY
Miałaś dobry pomysł, Frankie. Tego nam było trzeba.
Zawsze mówię, że jeśli rozkręcasz wibratorowy biznes z przyjaciółką,
zalicz wypad do Niezwykłych Deserów
na pełen wypas.
Masz na myśli wciągnięcie nosem kreski cukru pudru?
To był wypadek.
Po słodkościach jestem nabuzowana energią.
Może trochę popracujemy?
Chciałabym, ale mam już plany.
Chodzi ci o oglądanie Raya Donovana?
No raczej.
Możesz obejrzeć go ze mną, ale pamiętaj:
o urodzie Lieva Schreibera nie mówimy w trakcie programu,
tylko po nim.
Jest przystojny?
Jasne, że tak!
Brzydki nie jest...
Właśnie takie tematy wałkujemy po programie.
Grace, masz telewizor?
Tak, w torebce.
Masz mojego laptopa?
Wciąż dumam nad telewizorem. Po kolei.
Twój też zniknął.
Oba były na stole.
O Boże, okradziono nas!
Złodzieje mogą być w domu!
- Frankie? - Ewakuacja!
Biegnij do wody!
Na pewno nic wam nie jest? Potrzebujecie czegoś?
Wszystko w porządku.
Chciałam tylko obejrzeć Raya Donovana.
Jak się dowiem, czy załatwił wszystkie swoje sprawy?
Wygląda na rozbitą.
To rzeczywiście włamanie.
Ma pan zadatki na oficera śledczego.
Jestem nim.
Mamo? Wszystko gra.
Nie zabrali mojej... twojej biżuterii.
Nie wzięli biżuterii, którą masz mi dać.
- Boże, jak się czujecie? - W porządku.
Niepotrzebnie przyjechałyście.
Zostałyśmy skrzywdzone.
Moje fałszywe poczucie bezpieczeństwa legło w gruzach.
Weź się w garść.
Łatwo ci mówić.
Zależy mi tylko na laptopach.
Jest znikoma szansa, że odzyskają je panie.
Jak znikoma?
Maciupka.
No dobrze, zerowa.
Nie do wiary!
Ubezpieczenie domu nie obejmuje laptopów.
A ta ubezpiecza tylko swoje geody.
Mieszkają panie same?
Myśli pan, że sprawcy wrócą?
Jestem tu tylko starutka ja i ta zakurzona sterta kości.
To mało prawdopodobne, ale niewykluczone.
Sugeruje pan, że coś mi grozi?
Jeśli tak, znów ukryję się w oceanie.
Nie żartuję.
Może ktoś na niej usiąść?
Mają panie alternatywny nocleg?
Jacob wybrał najgorszy możliwy termin na wyjazd z miasta.
Gdzie możemy się zatrzymać?
W hotelu Disneya! Proszę.
Przenocujcie u mnie. Mamy mnóstwo miejsca.
Ostrzegam: Macklin ma koszmary,
bliźniaki szaleją w nocy, Madison ma krup,
upiorny kaszel.
Nocujcie u mnie. Mnie tam nie będzie, ale zapraszam.
Dziewczyny, damy radę.
Nie przelękniemy się byle chuliganów. To nasz dom.
Wracajcie do swoich koszmarów, a ja zostanę ze swoim.
No już, sio!
Zabrać biżuterię? Będzie bezpieczniej...
- Idźcie! - Potem do tego wrócimy.
Chryste na torcie, zdałam sobie sprawę, ile tu mamy okien.
Po co nam one? Siedzimy tu jak na patelni!
Jeśli to panią uspokoi,
w ośrodku kultury są zajęcia z samoobrony dla seniorów.
Mogę tam nocować?
Dziękujemy. Damy radę.
Ostatnie pytanie.
Czy mają panie broń, a jeśli tak, czy została skradziona?
Nie.
Nie mają panie broni czy nie została skradziona?
Tak.
- Nie rozumiem. - Zgadza się.
Pewnie, że nie mamy broni! Oszalał pan?
Myśli pan, że mamy broń?
Że trzymałybyśmy w ogóle w domu broń?
Nie znam pań.
- Powiedz mu, Grace. - Ale co?
Że nie mamy broni. Że nigdy nie sprawiłybyśmy sobie broni.
- Grace? - Co?
Masz broń?
Nie.
Musisz mi obiecać.
Obiecuję.
Tak jak lubię.
Frankie, obiecuję, że nie mam broni i nigdy nie będę miała.
Nie martw się.
Dziękuję. Jeszcze finisz.
Obietnica przyjęta.
Namaste.
- Pani żona jest urocza. - Dziękuję.
- Czyli ma pani broń? - Tak.
Skradziona?
Nie, jest w sejfie na piętrze.
Rozumiem.
A ta dziewczyna, nie modliszka, tylko ta miła?
Ma męża i czworo dzieci.
A modliszka?
Dobranoc.
Powtarzam, nic jej nie jest.
Znam Frankie. Na pewno jest roztrzęsiona.
Połóż jej na głowę ciepły kompres.
To zawsze ją uspokaja.
Ten sam kompres, który wkłada sobie do majtek? Spasuję.
Chociaż wymasowałaś jej mostek?
Próbowałam, ale stale jęczała i zbiła mnie z pantałyku.
A małe palce u stóp?
Zareagowała identycznie.
Na pewno nic wam nie jest?
Na pewno.
Możecie nocować u nas. Robert pewnie się zgodzi.
Nie mogę go spytać, bo jest na próbie. Jak co wieczór.
Teraz wiem, jak czuła się Lucy Ricardo.
Zawsze wiedziałem.
- Może jednak wpadniecie? - Nie ma takiej potrzeby.
Frankie poszła spać tylko trochę marudząc, ja też się kładę.
Dzięki za troskę, ale nie potrzebujemy pomocy.
- Dam radę. - Nie byłaś tu jeszcze.
Jest bardzo wygodnie. Śliczny widok. Może w coś zagramy?
Moglibyśmy, wiesz, cokolwiek...
Pora uderzyć w kimono.
Wolisz prawą stronę czy lewą? Zamawiam środek.
Chyba żartujesz.
Wolisz spać w pracowni?
Dla mnie spoko, ale zapodziało mi się ostre curry
gdzieś w łóżku.
Nie.
Ja śpię w swoim łóżku,
a ty z indyjskimi frykasami, jak zwykle.
No dobra, dogadajmy się.
Ja śpię z tobą, a ty się zgadzasz.
Ci idioci prędko nie wrócą.
Nie wiesz tego.
A jak się skapną, że zapomnieli
kłębka szpagatu z czasów wojny secesyjnej?
Bez obaw, zamaskowałaś go sprytnie jako śmieć.
Co z tobą? Czemu nie możesz się opanować?
Nie wiem. Stale myślę o tym, jakie jesteśmy narażone.
- Ciebie to nie gnębi? - Szczerze?
Nie bardzo. Nic mi nie jest.
A mnie owszem.
Nie czułam się tak chyba nigdy.
Proszę, Grace. Pozwól mi zostać. Tylko na jedną noc.
- Potrzebuję cię. - Niech będzie.
Hurra!
- Tylko na jedną noc. - Jasna sprawa.
Góra na trzy tygodnie, nie licząc komplikacji.
A te na pewno wystąpią.
Wzięłabyś się w garść,
gdybyśmy poszły na te zajęcia z samoobrony dla seniorów?
- A pójdziesz ze mną? - A opuścisz moje łóżko?
- To wielce prawdopodobne. - Niech będzie.
Dobranoc, Frankie.
Dobranoc, pchły na noc.
Wybacz.
Dobranoc.
Rety.
Poznałem auto.
Dziękuję. Co to?
Różowa Wiewiórka.
Niechcący kupiłem mleko truskawkowe
i muszę się go pozbyć.
Niezły numer z tym włamaniem.
Przez 20 lat nie było żadnych problemów.
One są tam od półtora roku
i nagle robi się jak w Prawie ulicy.
Dziewczynki mnie zawiadomiły.
Dzwoniłem do Grace, wszystko gra.
Super. Nie musimy o tym mówić.
Zmieńmy temat. Jak próba?
Coś nowego w didaskaliach?
Znam ten żargon.
Próba była w porządku. Dopiero zaczynamy się przygotowywać.
Cieszę się, że już jesteś.
Czekałem na ciebie z ostatnim odcinkiem Dance Moms.
To jest ich więcej?
Możemy obejrzeć coś innego. Na co masz ochotę?
Marzę o tym, żeby pójść do łóżka.
To się da zrobić.
Dziś raczej nic z tego, Sol.
Różowa Wiewiórka doda ci wigoru.
Skarbie, kocham dżin z mlekiem, ale padam z nóg.
Spędziłem dwie godziny na próbie.
Dwie? Mówiłeś o trzech.
No cóż...
Dwie godziny próby, potem wokalizacja
i godzina drineczków.
„Drineczków”?
Jakich „drineczków”?
No wiesz, takich po próbie.
Brać aktorska po zejściu ze sceny idzie się integrować.
Zawyżyłeś czas trwania próby?
Nic podobnego, to aktorska tradycja.
Sięga czasów rzymskich, jak sądzę.
Czyli to nam się nie przyda.
Chciałem cię zaprosić, ale drineczki nie są dla małżonków.
Nie mogę zagrać choćby milczka ze spluwaczką,
ani nawet pójść na drineczki.
Wiesz co? Możesz iść na drineczki.
- Wiesz dlaczego? - Nie.
Bo jutro drineczki odbędą się tutaj.
Niemożliwe.
Owszem, możliwe. Właśnie to postanowiłem.
Zrobić Różowe Wiewiórki?
Wykluczone.
Dobranoc, skarbie.
Smaczne.
Nawet nie zdajecie sobie sprawy,
że się narażacie.
- Słucham. - Jestem Frankie Bergstein.
Nie musisz się wciąż przedstawiać.
O co chodzi?
- Uleciało. - Super.
Po pierwsze, unikajcie zakupów między godziną 17 a 20.
Mieszkam w domu opieki. Zabierają nas na zakupy autobusem.
- Mel Cordray. - Uwaga do wszystkich:
nie trzeba się przedstawiać za każdym razem.
Przepraszam. Między godziną 17 a 20 w markecie jest mnóstwo promocji.
Kontynuujmy. Za wszelką cenę unikajcie toalet w centrach handlowych.
Gdzie zjem bułkę cynamonową?
Już ci mówiłam, w cukierni!
Wszystko robię źle. Jestem chodzącym celem.
- Nic podobnego. - Obawiam się, że ma rację.
- Naprawdę? - Wielkie dzięki.
Proszę tu stanąć.
Tylko nie to.
Przeanalizujemy ten przypadek.
Po pierwsze, luźne tkaniny, za które łatwo złapać.
Drewniaki uniemożliwiają ucieczkę.
Mają sprężyny.
Z włosami w kucyk byłaby idealnym celem.
To jakiś kabaret?
Abstrahując od dziwnego stroju,
Frankie nie jest taka bezbronna, na jaką wygląda.
Jest niezwykle czujna.
- Tak? - Zdecydowanie.
Słyszałem, jak podawała swój adres trzem osobom.
- Racja. - Nigdzie nie jestem bezpieczna.
Mel Cordray cię obroni.
Wyglądasz na fajnego faceta
i busik zakupowy brzmi kusząco,
ale to nie czas ani miejsce.
Wolałem przedszkolaków.
Przyjaciółka jest roztrzęsiona, bo miałyśmy włamanie.
Nie może pan jej jakoś uspokoić?
Właśnie, chętnie posłucham.
Najważniejsza sprawa to stworzyć wrażenie, że ktoś jest w domu.
Nie opuszczać domu. Jasne.
Na 90% włamywacz nie wejdzie do domu,
w którym ktoś nie śpi.
Nie możemy zasypiać.
Oto jak stworzyć wrażenie,
że ktoś czuwa.
Jasne, teraz rozumiem.
Można zostawić włączone światło. Zainstalować czujnik ruchu.
Nie wyłączać telewizora na noc.
Można też wystawić przed drzwi parę męskich butów.
Zasugerować obecność mężczyzny.
A jeśli natkniemy się na intruza w domu?
Przede wszystkim nie próbujcie z nim walczyć.
W podeszłym wieku nie macie szans w bezpośrednim starciu.
Jak to? A adrenalina?
A kobiety podnoszące auta, by ocalić dziecko?
Ten rozdział jest już raczej zamknięty.
Jeśli ktoś wtargnie do domu,
przede wszystkim głośno i wyraźnie się przedstawcie.
A potem radzę narobić pod siebie.
Słucham?
- A jak się nie chce? - Zachce się.
Narobić pod siebie?
To niezbyt estetyczny, ale skuteczny sposób,
by napastnik was nie dotknął.
Narobić pod siebie.
A propos... Przepraszam.
- Narobić pod siebie. - Tylko raz.
Janet Reno zgodziła się w końcu wpaść na kolację?
Nie, to pomysł z waszego kursu.
Mowa była o męskich butach,
ale mama uważa, że to seksistowskie.
Miałam wezwać fachowca.
Widzieliśmy wymianę szyby na YouTube.
Poza tym mama podejrzewa, że wszystkie złote rączki
to przykrywka dla złodziei.
Obstawiacie, że wasza matka wkrótce wróci do normy?
Zdefiniuj „normę”.
- Gdzie ona jest? - Tutaj.
Frankie, miało nie być zasadzek.
To lepsze od zasadzek.
Dzięki za pomoc z nowymi telewizorami.
Jeden wisi do góry nogami, ale to nic.
- A nie mówiłem? - Stul dziób.
- Lepiej się czujesz? - Tak.
Super. To po co ci to wszystko?
To? Ma ją tylko obciążyć.
Co?
Masz faktycznie wspaniałe włosy.
Jak ty to robisz, Sol? Skórka jest chrupka, a zarazem puszysta.
Przeszedłeś sam siebie.
Nie przesadzaj z komplementami.
Nie dałeś mi roli w sztuce, a teraz jestem współgospodarzem drineczków.
Dziwna sytuacja.
Jeśli będziemy o niej mówić.
To o czym chcesz rozmawiać?
Rety, i tak jest dziwnie.
Dołączmy do nich.
Nie, Gwen Verdon nie dostała Tony za Słodką Charity w 1966.
Chyba Verden.
Mówi się Verdon. Sprawdź.
Wygrała Angela Lansbury za Mame.
Nie wygrała czterokrotnie?
Owszem.
Kankan, Czego pragnie Lola, New Girl in Town i Redhead.
Proszę o trudniejsze pytanie.
Może o Zero Mostela lub Patti LuPone.
Mówi się LuPone. Sprawdź.
Jesteś niesamowity. Sol, ty to masz szczęście,
żyjesz z musicalową encyklopedią.
Nie zanudzam Sola swoim talentem.
Nie zanudza mnie, czasem dezorientuje.
Zastanawiam się, jak przez tyle lat Grace nie wpadła na to,
że jest gejem.
Jaka Grace?
- To... - Grace Kelly.
Gwiazda Wyższych sfer, musicalowej wersji Filadelfijskiej opowieści.
A przez 40 lat żona Roberta.
Słucham?
Byłeś żonaty?
Z kobietą?
- Ja też. - Proszę o dolewkę.
Nie wiedzieliście o tym?
Dlaczego to nie wyszło w kręgu szczerości?
Albo przynajmniej w pijackim kręgu szczerości?
- Chyba za mało wypiłem. - Nie powiedziałabym.
Żaden z nas nie chwali się tym,
ale teraz już wiecie.
Zgłębmy temat.
Dlatego nie biorę Jeffa na drineczki.
Opowiedz nam wszystko.
- Czołem, dziewczyno. - Nie.
Nawet nie myśl o wpakowaniu mi się do łóżka. Muszę się wyspać.
Wyluzuj. Szukam okularów.
Chyba tu zostały. Mogę?
Możesz, byle szybko.
Po kursie mi ulżyło.
Nasunęło mi się mnóstwo pomysłów, jak zabezpieczyć nasz teren.
Akurat.
Muszę zrobić jeszcze jedno, by noc minęła bez zagrożeń.
A konkretnie?
- Nie, Frankie! - Już wskoczyłam.
Nie wykopiesz mnie.
- Dziki lokator. - Boże.
Myślałam, że dobrze się czujesz.
Bo tak jest. Za dnia.
Wieczorem jest nieco gorzej.
Chrapiesz i mówisz przez sen.
Wczoraj powtarzałaś: „Wyciągnijmy cię z tej skóry”.
Pewnie się wystraszyłaś.
Wynoś się!
Czekaj! Nie wyrzucaj mnie!
- Proszę. - Nie, proszę.
Jakoś się dogadamy.
Chcesz, bym coś ci zrobiła?
Przestań mnie o to pytać.
Nie słyszę odmowy.
Do cholery, Frankie!
Mam cię siłą usunąć z tego pokoju?
Wzięłam podwójną dawkę suplementów.
Naprawdę się nie boisz?
Boję się, na przykład, śmierci.
Ale włamania się nie boję. I coś ci powiem.
Przy mnie nic ci nie grozi.
- Sama nie wiem. - Daj spokój.
Frankie, którą znam, wymiata.
Radzi sobie z każdą fobią.
- Jeździ autostradą. - Ale niemal zabiłam faceta.
Zaczęła związek z nowym mężczyzną.
W dodatku farmerem.
Oczarowałam go.
Rozkręciła biznes po siedemdziesiątce.
Zrobiłam to wszystko.
Jeszcze jak!
Wiesz, co łączy te sukcesy?
Seria zgubionych torebek?
Ty.
Nie dokonałabym tego bez ciebie.
Sprawiasz, że czuję się silna.
Wszechmocna.
- Cieszę się, że już ci lepiej. - Ja też. Dobranoc.
Miałaś spać u siebie.
Skoro już tu jestem...
Czekaj, mam pomysł.
Kupiłam dla Macklina.
Nie mów Robertowi,
ale mam zapas zabawek na wypadek wizyty dzieciaków.
Krótkofalówki.
Przepraszam, jest na nich zdjęcie niejakiego Andre Giganta.
Pamiętasz, jak załatwił King Konga Bundy'ego
w osiemdziesiątym piątym?
Nie znam się na koszykówce. Patrz.
Specjalny kanał, byśmy mogły kontaktować się w dzień czy w nocy.
- Krótkofalowo. - Tak.
Nigdy nie będziemy daleko od siebie.
Pomogę ci przez to przejść.
Zawsze będę cię wspierać. Tylko nie tutaj.
Używaj jej z głową.
Dobranoc. Rano będę zwarta i gotowa do pracy.
- W południe? - Koło południa.
Zwariowany Kurczak dotarł na dół. Bez odbioru.
Gazela szuka dziennej porcji pożywienia...
Zebry kontynuują wędrówkę po sawannie,
szukając wody po ostatnim deszczu.
Wrócę jutro po samochód.
Wezmę Ubera do domu, a potem drugiego po swoje auto.
Tylko go nie przestawiajcie.
Już idę!
- Dobranoc. - Dobranoc.
Biedny kierowca Ubera.
- Peter mieszka daleko stąd? - Nie.
Co się stało? Jesteś na mnie zły?
Tak.
- Mogę spytać dlaczego? - Nie.
- Tak. Wsypałeś mnie. - Słucham?
Wyautowałeś na opak.
Wygadałeś znajomym gejom, że byłem hetero.
- Myślałem, że wiedzą. - Nie!
Pomimo to wtajemniczyłeś ich we wszystkie żałosne szczegóły.
Nie wiedziałem, że historia naszego życia jest żałosna.
Chciałem należeć do paczki gejów
i być homo tak jak oni. Czy to za dużo?
Wykazali się zrozumieniem. Wiedzą, że nasze pokolenie było inne.
Nie chodzi o nich.
A o co?
- O to, jak się czuję. - A jak?
Nie wiem!
Wstydzę się długich lat udawania hetero
i krzywdzenia tych, których kocham.
Teraz wszyscy wiedzą, jakim jestem tchórzem.
Ale tak przecież było.
Nie możemy udawać, że nie.
Ale czy musisz omawiać to z całym światem?
Nie, ale nie możemy ukrywać.
Ja wyszedłem z jakiejkolwiek szafy na dobre.
To twój problem.
Frankie? Jesteś w domu?
Zaprzeczam. Zwariowany Kurczak jest w kojcu. Odbiór.
Zostań, gdzie jesteś, i wezwij policję.
Ktoś jest w domu.
Co?!
Ile z tego widziałaś?
Napisy: Małgorzata Hickey
www.NapiProjekt.pl - nowa jakość napisów. Napisy zostały specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.