Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Wkraczacie do królestwa
między tym, co ukryte i zapomniane.
Strumienia między kanałami,
tajemnego muzeum ludzkości,
prywatnego katalogu cieni,
a wszystko to dzieje się na scenie wykutej z tajemnicy,
którą znaleźć można jedynie pomiędzy logiką a mitem.
Wkraczacie do Teatru Paradoksu.
TEATR PARADOKSU
Dzisiejszy odcinek nosi tytuł
„Z głębi nocy”.
CAYUGA – GRANICA MIASTA NOWY MEKSYK – POPULACJA 497
Idziecie na mecz całą rodziną?
Nie, idę sam.
Patricia i dzieci są w Hobbs.
W Hobbs?
Dobrze, że nie gramy z nimi.
Żebyś wiedział.
Widzimy się na meczu.
SZKOŁA ŚREDNIA W CAYUGA
Nie chcę zapalać kolejnego papierosa.
Ten powinien się nadać.
- Pani McBroom cię szuka. - Po co?
Nie wiem. Byłem na kolacji.
Siostra Ingrid taksowała cię wzrokiem od góry do dołu.
- Wcale nie. - Ależ tak.
Siedziała z Millie w aucie, akurat gdy podchodziłem.
Do cholery, co to było?
Chyba dlatego dzwonili.
Popraw mi humor, Benny.
- Nie podoba mi się to. - Arlo sprawdza to pod trybunami.
Ostatnio wiewiórka przegryzła kabel.
Nadal tkwił w pysku wiewiórki, a raczej jej szkieletu.
To wina żarówek czy elektryki? Nic nie nagramy, jak będą migać.
- Nie wiem. Byłem na kolacji. - Ile razy
jeszcze to powtórzysz?
Sam, co tam się dzieje?
- Nie wiem. Światła migają. - Dobra, podłączmy to.
- Nie miałem jak sprawdzić. - Zaraz zobaczymy. Podłączaj.
Dobra.
Ostrożnie, bo jak cię porazi, przestaną ci rosnąć włosy
- i nie znajdziesz dziewczyny. - Ucisz się.
Poszukaj pani McBroom.
Poszukam, ale nie podoba mi się ten ton.
Jeśli będzie migać podczas nagrywania,
przerwij, bo naślę na ciebie
- jednego z braci Buell. - Everett.
- Everett. Hej. - Jasne.
Pani McBroom cię szuka.
Renny i jego puzon na trybunach.
Wiem. Benny mi mówił. Czego chce?
Nie wiem. Chodzi i pyta wszystkich, gdzie jest Everett.
„Widzieliście Everetta? Kiedy przyjdzie Everett?”
To mi nic nie mówi. Siadaj z tym puzonem.
Właściwie to daj mi go.
Coś tu nie gra. Kiedyś grywałem.
Everett! Pokażesz mi, jak działa mój magnetofon?
Nie wiem, co powiedziałaś. Gadasz jak mysz jedzona przez oposa.
- Daj mi puzon. - Pytałam,
czy pokażesz mi, jak działa magnetofon.
- Jasne, Fay. Renny, daj go. - Super!
- Po co? - Daj mi go, Renny.
- Tylko nie zepsuj. - Co miałbym zrobić?
Co miałbym... Daj go. No już.
- Dobrze. - Dokąd idziesz?
- Everett! - Na razie, Renny.
Everett, Arlo kazał mi cię przyprowadzić.
Ale co po? Gdzie on jest? Gdzie mam iść?
Pod trybunami. Nie wiem, czego chce.
Nic mi nie mówią.
Nie słuchają mnie. Tylko kazał mi „iść po Everetta”.
Nie wiem, co się dzieje.
Dopiero przyjechałem. Nie pomogę mu.
- O 19 prowadzę audycję, więc... - Wiem.
Ale on mnie nie słucha.
Sam mu powiedz.
Kazałam im wyłączyć zasilanie na czas tornada,
ale mnie nie słuchają.
Poprzednim razem to wiewiórka
przegryzła kabel.
Znaleźliśmy ją z kablem w pysku.
Wiem, Benny mi mówił.
Raz szczur przegryzł kabel tablicy wyników.
- Wiedziałeś? - Nie.
A sowa urządziła sobie gniazdo na strychu w bibliotece,
i porozrzucała kości w schowku
na kostiumy orkiestry dętej.
Helen Trank znalazła w kieszeni czaszkę nietoperza.
Zaraz.
Co tu robisz?
Zaraz, czekajcie. To ja.
Arlo, wyłaź!
Zaraz.
Co tu robi Everett?
Kazałeś mi go przyprowadzić.
- Wcale nie. - Tak.
- Nie. - Kazałeś mi go przyprowadzić.
Kazałem przyprowadzić Emmetta, nie Everetta.
- Emmetta. - Zapytałam,
czy chodzi ci o Everetta z radia.
Emmett nie pracuje w radiu?
Nie, w radiu pracuje Everett.
Jeśli mnie nie potrzebujesz, to spadam.
Emmett nigdy nie pracował w radiu?
Nie, tylko ja.
Emmett pracuje w Santa Mira Mills.
Jest elektrykiem.
Czekaj chwilę.
Emmett pracował w radiu. Nie. Czekaj.
- Czekaj. - Kazałeś mi go przyprowadzić.
Mamy to nagrać na ostatnim meczu?
A Renny chce swój puzon.
Wiem. Dlatego go zabrałem.
- Masz taśmę? Bo... - Wszystkie nagrywamy na tej samej taśmie.
Jest z tyłu magnetofonu. Pokażę ci.
- Oddasz Renny'emu puzon? - Jeśli przestanie mi przeszkadzać.
Ktoś musi mu dać w tyłek.
- Fay, teraz? - Tak, możesz?
- Możesz iść? - Tak.
W takim razie chodź.
Tylko im pomogę.
Znalazłem. Mamy użyć tej samej taśmy, co ostatnio?
Tak, tej samej na każdy mecz.
Ale w końcu pojawi się przesłuch.
Prawda? Nie sądzisz?
- Czytujesz Biblię, Sam? - Tak.
Masz swoją odpowiedź.
- Na co? - Na wszystko.
- Ale to nie... - Tak, pojawi się przesłuch.
Ale nikt nie będzie kupował taśm na każdy mecz.
Jeśli to problem, spytam pana McKeana. Może kupi wam nowe,
ale teraz to bez różnicy.
Jeśli padnie zasilanie, przerwij,
bo nie kupię McKeanowi nowego.
Już mówiłeś.
A więc mów.
O co chodzi? Co robisz z tym puzonem?
A to co? Jesteś w zespole?
- Czemu nie grasz? - Nie gram na meczach.
Wtedy pracuję, żeby Ruth mogła oglądać Grega.
Co robisz z puzonem Renny'ego?
Karzę go za bycie Rennym.
Zaraz, pracujesz? A Rita Cope albo Winifred?
Winifred ma nocki w San Mirial, a Rita odeszła.
- Teraz pracuje u Zeba. - A więc co to za menażka?
- Westinghouse? - Tak, taki, jak mówiłeś.
- Skąd go masz? - Z katalogu Montgomery Ward.
Puść mi coś. Co nagrałaś?
Jeszcze nic.
Nie chciałam nic popsuć.
- Czyli nic nie nagrałaś? - Nie chciałam nic popsuć.
Masz nowiutki magnetofon.
Nie byłaś ciekawa nawet na tyle, by wcisnąć guzik?
Byłam ciekawa, ale nie chciałam...
- Denerwuję się. - Włożyłaś baterie?
- Tak. - Dobra, wciśnij nagrywanie.
Wyciągnij mikrofon.
Szpule po boku się kręcą?
- Tak. - Dobra, to mów.
- Co mam mówić? - Może spróbuj tak.
Podnieś prawą rękę.
Powiedz: „Nie jestem i nigdy nie byłam
członkinią Partii Komunistycznej”.
Nie jestem i nigdy nie byłam
członkinią Partii Komunistycznej.
W Dodge City i na zachodzie...
Mamy własny sposób radzenia sobie z szabrownikami i zabójcami:
marshal i zapach prochu.
Sponsor: papierosy L&M.
To było dobre. Chcesz posłuchać?
- Tak. - Dobra.
Hej, kojoty!
Znają mnie. Jestem Everett.
Lubię ich.
- Mówi Fay Crocker. - Nie nagrywa się.
Wiem. Tylko... Nigdy nie miałam w ręku mikrofonu.
- Ćwiczę. - Nie kazałem ci ćwiczyć.
- Kazałem ci się zamknąć. - Nie zamknę się.
- To mój magnetofon. - No proszę.
To było dobre. Taka musisz być, gdy nagrywasz.
Królowa Cayugi. 500-watowa Fay.
Mówi Fay Crocker.
Mówi Fay Crocker.
Nigdy wcześniej nie miałam w dłoni mikrofonu.
...własny sposób radzenia sobie z szabrownikami i zabójcami...
Fajnie, co?
- I to jak. - Zacznij nagrywać od nowa.
- Naprawdę tak brzmię? - Naprawdę tak brzmisz.
Stuprocentowa królowa Cayugi. Wciśnij nagrywanie.
- Co nagramy? - Spoko, Clyde. Jest dużo do powiedzenia.
Chodź ze mną.
Jestem z Fay Crocker,
tubistką i rejestratorką dźwięku z liceum w Cayudze.
Co nam o sobie powiesz, Fay?
Nie wiem.
Dalej, siostro, nagrywa się.
- Upieczmy bułeczki. - Tu Fay...
Zaraz. Co to znaczy?
To znaczy nagrywać.
Masz, brakuje ci papierosa. Wszyscy palą, trzymając mikrofon.
Nie chcę teraz palić.
Nie bądź nudziarą. Tylko go będziesz trzymać.
To taki rekwizyt. Doda ci odwagi.
A teraz dawaj tubę.
Nie wolno mi nikomu jej dawać.
- Czemu? - Bo jak upadnie, będę musiała zapłacić.
- To własność szkoły. - Dobra. Spoko. Chodźmy.
Balon, balon, 940.
- Co? - Słyszałam to w filmie wojennym.
Tak się nie mówi na wojnie.
Może myślimy o różnych wojnach.
To nie jest radio wojenne.
Musisz mówić ciekawie.
Dobra, czekaj.
Pójdziesz do Oliverów i zrobisz z nimi wywiad.
Everett, nie! To zły pomysł.
- To nuda. - Zanim wejdziecie,
odpowiecie nam na parę pytań.
- Cześć, Everett. - O co chodzi?
- Co się dzieje? - Nagrywamy wywiady.
Myślę, że Cayuga wygra ośmioma punktami. Jak wy sądzicie?
- Potrzebujesz ognia, Fay? - Nie.
To tylko dodatek do mikrofonu.
- Zadaj mu pytanie. - Nie mogę.
- Denerwuję się. - To tylko pytanie.
Pytaj kogokolwiek o cokolwiek, nieważne.
Wiedział pan, że wiewiórka przegryzła kabel na sali gimnastycznej?
- Nie. Dzisiaj? - Ja wiedziałam.
Nie dzisiaj.
To było wtedy, gdy Clem jeszcze uczyła.
- Niech powie ci coś więcej. - A coś więcej?
Tak naprawdę to był pręgowiec.
- Pręgowiec. Tak. - Podsuń jej mikrofon, Fay.
- Coś więcej? - Nic więcej nie wiem.
Zapytaj ją, co sądzi o pręgowcach.
Co pani sądzi o pręgowcach?
Są słodkie,
dopóki nie włażą ludziom do aut, domów i we włosy.
To było dobre. Zapytaj ją, czy chce posłuchać.
- Posłucha pani swojej bułeczki? - Co? Bułeczki?
- Zrobiliśmy bułeczkę. - Nie mówi się...
Nie mówi się tak.
Mówiłeś, że robimy bułeczki.
- Nie o nagraniu. - Po co to? Puścisz to w radiu?
Nie... Co to za pytanie?
Chciałby pan słuchać w radiu, jak rodzina w aucie gada,
- jednocześnie jedząc? - Chyba nie.
Właśnie. Nikt by nie chciał. Oto pana odpowiedź.
Bez filtra, dla pana ode mnie.
Zabawny jesteś, skarbie. Co to za tekst?
Sam wyszedł podczas nagrywania. Spróbuj. Wystarczy trzymać mikrofon przy ustach.
Daisy, możesz już chodzić na mecze koszykówki?
- Tak. - No nie wiem...
Trzeba mieć chyba co najmniej pięć lat.
- Mam pięć lat. - Widzisz?
To dobrze, bo gdybyś nie miała,
musiałabyś wracać do domu i iść spać.
Bawcie się dobrze. Ładna fryzura, kędziorku.
Dzięki za ten wywiad.
- Dobrej nocy. - Cześć!
Wciśnij nagrywanie i zacznij mówić.
Co mam mówić?
- Daj mi swoją tubę. - Nie.
Nie upuszczę jej. Wyjmij mikrofon.
Wyjmij go.
Dobra. Jaki jest twój ulubiony przedmiot?
Nie jesteś mózgiem z nauk ścisłych?
- Tak. - To opowiedz mi o nich.
Bądź ostrożny z tą tubą, bo będziesz miał do czynienia z panem Pikiem.
Robby Ritter położył swoją
- za samochodem i ją rozjechali. - Niezłe.
Wiedział pan, że Robby Ritter położył tubę
za samochodem i ją rozjechali?
Słucham? Witaj, Fay.
- Dobry wieczór, panie Stemmons. - Co to?
To jakiś szkolny projekt?
Nie, Everett każe mi przepytywać ludzi
i nagrywać ich odpowiedzi.
- Zepsuł się. - Co?
- Nie kręci się. Przestał działać. - Jakim cudem? Jest nowy.
Nie wiem. Przykro mi.
Przykro mi. Nagramy pana innym razem.
Dziękujemy za chęci. Następnym razem.
W porządku. Miłego wieczoru.
Da się to naprawić?
Nie jest zepsuty.
Pan Stemmons jest zbyt nijaki.
- Musieliśmy wykręcić się od tej rozmowy. - Czyli działa?
Nie można marnować taśmy na kogoś takiego jak pan Stemmons.
Ty dwulicowy diable. Przestraszyłam się.
Kupiłam go za własne pieniądze.
Jak ktoś bardzo przynudza, możesz tak robić.
„Przykro mi, magnetofon się zepsuł.
Umówimy się na inny termin”. I się nie umawiaj.
Nie mogłabym tak.
- Mogłabyś. Czemu nie? - Bo to kłamstwo.
Wcale nie.
W ten sposób oszczędzam ludziom wstydu.
Wystarczy ich nie zawstydzać.
Dzięki takim numerom dostaniesz od ludzi to, czego chcesz.
Nie bój się im przerywać albo ich uciszać.
Nie będę robić żadnych numerów.
Przepraszam. Czy mogę zobaczyć licencję?
To nie broń, tatku Fredzie.
Na wasze szczęście, bo już bylibyście martwi.
Fay ma nowy magnetofon.
Pogadajcie z nią. Zadaj im pytanie, Fay.
Na jaki temat?
Znowu się zdenerwowałam.
- Co to? - Magnetofon.
Zapytaj o „balon, balon 940”.
„Balon”? O czym ty...
- Jaki balon? - „Balon”?
- Słyszałam to w filmie wojennym. - Trzymaj mikrofon przy ustach.
Słyszeliście kiedyś wyrażenie „balon, balon 940” w filmie wojennym?
Teraz podsuń jemu.
Chyba chodzi ci o „halo, halo”.
A więc o to chodzi!
- Byłam blisko. - Spokojnie, mała.
Byłaś o kilometr dalej.
Masz własne show, Fay?
Tak. Nazywa się Nastoletnie Rendez-Vous,
a jej radiowa ksywa to Królowa Cayugi.
Przyjmuje życzenia słuchaczy i opowiada o nastoletniej miłości.
Świetny pomysł. Powinnam mieć własne show.
Zacznij pracować nad licencją. I naucz się zadawać pytania.
- Jaką? - Radiową. W Komisji Łączności.
Idziecie na mecz?
- Nie, musimy pracować. - Oczywiście.
Świetnie ci idzie, skarbie. Co u mamy?
Fay mówiła ci o Grimaldich?
Że ich psa poraził prąd?
Nie chodzi o psa. Zapytaj Fay.
Nie wtrącaj się w sprawy Fay, Marjorie.
To nie sprawy Fay, tylko Grimaldich.
A ona wie o nich wszystko.
Tylko wyłącz nagrywanie.
Tak zrobimy.
Wie o nich wszystko.
Zamknij się, Margie.
No proszę.
Nic nie mówiłam, Fred.
Mogę iść do sądu i przysiąc na Biblię...
Idziemy. Problemy małżeńskie.
- Chodź. - ...że nic nie mówiłam.
Przed Bogiem i wszystkimi?
Tak.
Opowiedz mi o tych Grimaldich.
Nie rozmawiam o sprawach innych.
To wymyśl inny sposób, by zapełnić tę taśmę, Fay.
Nie mogę. Denerwuję się
i nie wiem, co powiedzieć.
Chociaż to przepytywanie ludzi mi się podobało.
Tylko rozmawiamy.
Opowiedz o swoim najdziwniejszym telefonie.
Wiem, o czym mogę ci opowiedzieć.
Nie o telefonie, ale o nauce.
- Mogę? - Oczywiście, Fay Cordelio Crocker.
Nie mam tak na drugie imię.
Wiem. Mam to gdzieś.
Nie wiedziałem, ale zdecydowanie mam to gdzieś.
Co tam jeszcze masz?
Ustnik i spinki.
- Spinki? - Tak.
Moja mama mówi, że warto je wsadzać wszędzie,
- bo jeszcze będzie się za to wdzięcznym. - Dziwne.
Dobra, niedawno o tym przeczytałam
i uważam, że to coś super, więc nie wyśmiewaj się ze mnie.
Nie śmiałbym.
Dawaj. Zaskocz mnie.
Dobra. Wiedziałeś, że w tym roku
w Lincoln w Nebrasce przeprowadzono eksperyment
z autem kontrolowanym radiowo?
RCA. Pełnowymiarowy samochód.
- Nieźle. - No.
Nazywają to „elektroniczną kontrolą autostrad”.
W artykule napisano, że pod nawierzchnią
umieszczono obwody ze światełkami,
dzięki którym można połączyć się z samochodem przez radio
i przejąć nad nim sterowanie. Szaleństwo.
Zaraz. Odbył się eksperyment? Czyli już to zrobili?
W Lincoln w Nebrasce, w kwietniu.
Naciskasz na desce rozdzielczej guzik „prowadzenie elektroniczne”,
a samochód zaczyna jechać sam.
- Niesamowite. - Wiem.
I jeszcze jedno... A właściwie dwie rzeczy.
Auto samo wie, czy w zasięgu półtora kilometra przed nim stoi inny wóz,
i automatycznie spowolni ruch.
Wszystkich samochodów. Jak ławice ryb.
A po drugie, do jego działania niepotrzebny jest wzrok,
więc jeśli masz z nim problemy,
na zewnątrz mocno pada
albo twoje światła są za słabe,
samochód nadal może jechać.
A głos w radiu pokieruje cię do celu.
Więc jeśli na autostradzie będzie zbliżał się twój zjazd
albo będziesz musiał zmienić trasę,
głos przerwie ci to, czego słuchasz,
i powie, że zbliża się zjazd,
żebyś mógł wrócić za kierownicę i znów przejąć kontrolę.
Wiem, że to były trzy rzeczy, ale gdy to przeczytałam,
pomyślałam: „Serio? Czy to możliwe?”.
Możliwe. Na 100 procent.
Sprawdzone w kwietniu w Lincoln w Nebrasce.
To z ostatniego numeru Science Digest.
Głos w radiu mówi ci, dokąd masz jechać?
Tak napisali w artykule. Przeczytaj.
Pisali, kiedy to się stanie?
W 1974. A do 1990 wszystkie drogi będą elektroniczne.
Naprawdę?
Nie wierzysz mi, co?
- Nabijasz się ze mnie. - Wcale się nie nabijam.
Podoba mi się to. Robię z tobą wywiad. Gram rolę.
Mam jeszcze dwie historie.
- Mamy czas je nagrać? - Oczywiście.
- Zapełnijmy tę taśmę. - Dobra.
Jeśli to ci się podobało, przygotuj się na to.
Czytałam artykuł o takich tubach...
Opowiedz mi o nich.
Czekaj, bo najpierw trzeba przedrzeć się
przez te wszystkie reklamy i strony dla amatorów.
Czekaj. Chcę ci to przeczytać tak,
jak zostało napisane,
żeby wywarło na tobie takie samo wrażenie.
Dobra, zaczynam.
„Wyobraźcie sobie człowieka w Nowym Jorku
na Times Square.
Schodzi po schodach na stację metra
i wsiada do pociągu.
Kładzie teczkę na półce nad głową i siada.
Zaczyna czytać książkę, a około godzinę później
czuje, że pociąg się zatrzymuje.
Wstaje więc, zbiera swoje rzeczy, łapie teczkę,
wkłada kapelusz, wysiada z pociągu,
wchodzi po schodach i wychodzi na moście Golden Gate”.
Co? Jak to możliwe?
Wiem. Szaleństwo, co?
Pociąg porusza się z prędkością między 900 a 2200 km/h
w tubach ciągnących się pod powierzchnią całego kraju. Tak będzie.
To transport próżniowy.
Tuby będą przecinać cały świat,
a my będziemy pasażerami aut wciśniętych w nie
jak parówki w węża ogrodowego.
Chwileczkę...
Do roku 2000 będą wszędzie.
- Zaraz. Co... - Tak piszą.
- Widzisz? - Czekaj chwilę.
Czyli ta druga rzecz się nie wydarzy?
Te samochody sterowane radiowo?
Nie.
To będzie działało na krótszych dystansach.
A tuby zastąpią nam pociągi i samoloty.
- Czyżby? - Tak myślę.
Będą szły nawet za ocean?
Tak sądzę.
Ale nie wiem. Nie piszą o tym.
Dobra, mamy czas na jeszcze jedną historię.
Gotowa na trzecią opowieść, panno Crocker?
Tak. Czekaj.
A mam czas na dwie czy tylko na jedną?
Obawiam się, że na jedną.
- Dobra, a więc... - Mów.
Zakończę nią,
bo moja mama nie wierzy, że do tego dojdzie,
i mówi, że piszą takie rzeczy,
żeby gazety się sprzedawały.
Co za intrygujący początek, Fay. Kontynuuj.
Dobra. A więc w przyszłości
każdemu dziecku przy urodzeniu przypisany zostanie numer telefonu na całe życie.
Telefony będą wielkości dłoni
i nie będą miały słuchawek.
Albo...
Będziemy mieli małe głośniki i mikrofony.
Z jednej strony będzie tarcza numerowa.
A z tyłu malutki ekranik,
jakby mały telewizorek.
Będzie można trzymać go w kieszeni,
żeby zadzwonić do znajomych z Rzymu, Nowego Jorku lub innego miejsca,
i zobaczyć w telefonie jego twarz
i z nim porozmawiać. W kolorze.
- Ekrany będą kolorowe. - Co to za gazeta?
Modern Mechanix.
Ten artykuł ma parę lat.
Ale piszą też, że jeśli zadzwonisz,
a twój znajomy nie odbierze,
- będzie wiadomo, że umarł. - Co?
Niby skąd?
Bo mając telefon zawsze ze sobą,
- zawsze można odebrać. - Nie wierzę.
Co? Zobacz zdjęcie.
- To jakieś science fiction. - Wiem.
Zgadzam się z twoją mamą. Mądra kobieta.
Wierzę w te tuby i autostrady,
ale telefony z małymi telewizorkami to wariactwo.
Dobra. Fajnie było.
Muszę lecieć. Dostrajaj się.
- Dobrze! Dzięki. - Patrzcie ją.
- Mam magnetofon. - Co?
- Mam magnetofon. - A właśnie. To on?
Tak, Westinghouse'a.
Nagrywaliśmy się z Everettem przez całą drogę ze szkoły.
- Kupiłaś ten, który ci polecał? - Tak, posłuchaj.
...z Rzymu, Nowego Jorku
lub innego miejsca i zobaczyć w telefonie jego twarz
i z nim porozmawiać.
Jak miło, Fay. To taki fajny chłopak.
Tak, i powiedział, że na nagrywanie
- mówi się „pieczenie bułeczek”. - „Pieczenie bułeczek”?
- Tak. - A niech mnie.
- Tak. - Przyjrzałaś się drużynie Pocasset?
Tak, przez chwilę, przed meczem.
Wysiadali z autobusu. Wysocy są.
- Nie. Naprawdę? - Tak.
I mają w drużynie kilku Indian.
Czterech czy pięciu.
Jest tam chyba kilka takich rodzin,
czterech czy pięciu braci lub kuzynów.
Pewnie nas rozgromią.
I nie dlatego, że to Indianie.
Gdy włożyli koszulki,
- wyglądali jak dorośli. - Czyli przegramy.
Tutaj też migały światła?
Nie. A co?
Bo w szkole migały.
Arlo nad tym pracuje.
Ostatnio, gdy jeszcze uczyłam, to była sprawka wiewiórki.
Przegryzła kabel.
Dobra, idę.
Na linii do San Mirial zawsze jest sygnał,
więc jej nie odłączaj,
- bo Fran i Judith się dowiedzą. - Dobra, cześć.
Proszę o numer.
Proszę o numer.
Radio WOTW w Caygudze w Nowym Meksyku.
Czas na wiadomości.
Boeing wprowadzą nową linię własnych...
Proszę o numer.
...Sherman twierdzi, że incydent był wynikiem,
- cytuję... - Proszę o numer.
Halo?
...tajny plan. Ma być on
- bardziej spójny i... - Nazwa miasta.
Winnie, to ja.
Słyszałaś kiedyś ten dźwięk?
- Słyszałaś to kiedyś? - Nie, ale puść jeszcze raz.
Zawołam resztę.
Dobrze.
Winnie, mam telefon,
oddzwonię do ciebie.
Proszę o numer.
Halo?
Proszę pani, może się pani rozłączyć i spróbować raz jeszcze? To...
...dzwonimy...
Dziwny, duży obiekt unosi się nad moim podwórkiem
jakby...
jak tornado...
wiruje coraz szybciej...
- ...przyślijcie policję... - Czy zdarzył się wypadek?
...coś jest w kanionie.
- Gdzie pani jest? - Idziemy do piwnicy.
- Halo? - Josie, posłuchaj, tu Fay.
Jest gdzieś pan Pruitt albo Boker?
Nie, wyszli z panem Pruittem.
Nie odbierali na posterunku. Nikogo tam nie ma?
Byli tu, ale kierowca ciężarówki
zgłosił coś na autostradzie.
- Co? - Nie powiedział.
Ale wiatr zaczął wirować i przewrócił ciężarówkę,
więc na ulicy leżą tony awokado.
A jest pan Abbott? Nie na służbie?
Judy chyba dziś występuje?
Tak, ale go nie widziałam.
A możesz go poszukać?
Pewnie wyszedł z Bokerem i Pruittem.
Co się dzieje?
Nie wiem. Pewnie nic.
Josie, mam telefon,
dasz znać, jak się czegoś dowiesz?
Dobra. Cześć.
Nazwa miasta.
Fay, gdzie byłaś?
Winnie, odebrałam telefon,
w którym słyszałam ten sam dźwięk,
ale dzwoniąca nie podała żadnych danych.
Chyba nie była ranna. Co robić?
Winnie?
Halo?
Ethel, cześć. Słuchasz radia?
Nie, oglądałam telewizję.
Możesz włączyć radio i powiedzieć, czy słyszysz jakiś dźwięk?
- Jaki? - Jakby...
Coś słyszałam w centrali
parę minut temu i chciałam...
Zniknęło. Chciałam sprawdzić, czy...
Zadzwoń do Everetta.
Nie chcę mu przeszkadzać, gdy nadaje.
Nie wstydź się go.
Nie dba o to, czy dzwonisz...
Ethel?
- Halo? - Cześć, Grace.
Możesz sprawdzić, co u Ethel i Maddy?
Próbowałam u Van Ortonów, ale są na meczu.
Obawiam się, że wszyscy tam są.
- Kto mówi? - Fay.
Rety. Jak nie widzę twarzy, mój mózg wariuje.
- To sprawdzisz, co z nimi? - Mogę sprawdzić. Wszystko dobrze?
Bo jestem w kuchni i mam ręce zanurzone w misce ciasta.
Chyba tak. Tylko... Dzwoniłam do Ethel i nam przerwało.
Mamy dziś problemy z połączeniem.
Zobaczmy.
Mogę umyć ręce i wstawić ciastka do piekarnika
czy muszę iść od razu?
Mogę iść, ale wybrudzę klamki.
Możesz umyć ręce.
Idź, jak będziesz mogła. To pewnie nic takiego. Tylko...
Gdzie twoja mama, skarbie?
Pracuje teraz na nocną zmianę.
Racja, mówiła mi.
Przepraszam, że dzwonię tak późno.
Dzwoniłam do Gertie Van Orton, ale jest na meczu.
Wszyscy tam są.
Żaden problem, skarbie.
Tylko to dokończę i sprawdzę.
Od razu do ciebie oddzwonię.
Ethel się nią opiekuje?
- Tak. - Dobrze.
- Daj mi kilka minut. - Dobrze. Dziękuję.
- Pa, pa. - Pa, pa.
A oto i oni.
Płyta się kręci.
Jimmy Rain and Crocs w odlotowej piosence
„Hoppin' and Cookin'”.
Słuchacie Everetta „Mavericka” Sloana
w audycji pod tytułem Highway Hits,
której możecie słuchać dzięki Santa Mira Mills i Cloverbloom Honey
we współpracy z naszym biznesem tygodnia,
czyli Udder Stand dostarczającemu całej okolicy
najzimniejsze lody i najsłodsze napoje.
Wiemy, że myśli wszystkich zaprząta dziś
pierwszy mecz sezonu i lokalna rywalizacja.
Ale pamiętajcie, że w sezonie koszykarskim
Udder Stand zamyka się na czas meczów i otwiera na godzinę po ich zakończeniu
dla tych z was, którym przed powrotem do domu
i udaniem się na spoczynek
marzy się wieczorna przekąska.
Tyle z ogłoszeń.
Gdy grają nasi, zawsze mamy wolniejszy wieczór.
Ale do tej piątki, która słucha:
dzwońcie ze swoimi życzeniami i dedykacjami
i dajcie znać, że tam jesteście.
Mamy nadzieję, że zostaniecie z nami do samego końca.
WOTW, mamy 12 minut po 19.
Temperatura wynosi 17 stopni.
Zostańcie z nami i zatopcie się w dźwiękach,
które dla was przygotowaliśmy, zaczynając od Gabe'a Guntona
i jego hitu „Screamin' Scooch” w Highway Hits.
Radio WOTW.
- Mówi Everett „Maverick” Sloan. - Tu Fay.
Przepraszam. Nie złość się.
Myślałem, że to słuchacz.
Wiem. Przepraszam. Tak myślałam.
- Nie złość się. - Chodzi o magnetofon?
Nie, centrala wyłapała jakiś dźwięk, który zakłócił twoją audycję.
Nie wiem. Nigdy nic takiego się nie zdarzyło.
Coś przerwało moją audycję?
- Tak, przez radio. - Jak brzmiało?
Nie wiem. Jak chcesz, mogę cię połączyć.
- Brzmiało po meksykańsku? - Nie.
Bo nasz sygnał przecina się z sygnałem stacji w Meksyku.
Brzmiało jak coś niebezpiecznego.
- Dzwoniła kobieta... - Jak to? Czemu?
Tutaj nic nie było słychać. Kiedy to było?
Na samym początku wiadomości.
Jesteś na mnie zły?
Nie, ale nie wiem, czego ode mnie oczekujesz. To pewnie twoje radio.
Posłuchasz dźwięku, który odbiera centrala?
Tego samego, który przerwał audycję?
W zasadzie. Nałożyły się.
- Dobra, przełącz mnie. - Dobra.
Nigdy czegoś takiego nie słyszałem.
Ja też nie. Potem zadzwoniła ta kobieta.
Powiedziała, że za miastem coś się dzieje
i że schodzi do piwnicy,
a potem usłyszałam ten dźwięk na jej linii.
Zadzwoniłam do Ethel, która opiekuje się Maddy,
i nas rozłączyło.
Mówiłaś, że kiedy przerwało audycję?
Na początku wiadomości.
W słuchawkach nic nie słyszałem,
ale mamy tutaj obieg zamknięty.
Jeśli dźwięk pochodził ze stacji, musiał się nagrać.
Zostań na linii, a ja przewinę taśmę
- i dam znać, jak coś usłyszę. - OK.
Radio WOTW w Caygudze w Nowym Meksyku.
Czas na wiadomości.
Boeing wprowadza nową linię własnych...
- To było to. - Co?
To było to. Właśnie tak to brzmiało.
A niech mnie.
Co? To coś złego?
Dobre pytanie.
Jeśli to jakiś szyfr,
trzeba się szykować na wizytę sił powietrznych.
- Naprawdę? - O tak.
- Będziemy mieli kłopoty? - Nic nie zrobiliśmy.
To prawda.
Masz rację, to prawda.
Prześlij mi ten sygnał jeszcze raz, a ja go puszczę.
Może ktoś ze słuchaczy będzie wiedział.
Nie wpakujemy się w kłopoty?
Mam to gdzieś. To porządna stacja.
Dobra, zrobię to. Wysyłam ci sygnał.
Nie dzwoń przez chwilę, chyba że ktoś zadzwoni.
Żadnych fałszywych alarmów. Patrz na zegar. Dziesięć minut.
Rozumiem. Poczekam na telefon. Proszę.
Tak, jak mówiłem.
To był Gabe Gunton, a następnie „Crazy Waves” zespołu The Golden Glows.
Mamy godzinę 19.18.
Teraz słuchajcie, bo mamy pytanie
do tych, którzy chcą spróbować swoich sił.
Puścimy wam pewien dźwięk,
który pojawił się dziś w okolicy.
Jesteśmy ciekawi, co myślicie.
Chętnie dowiemy się,
czy jacyś starzy lub młodzi fani krótkofalówkarstwa,
o których nie wiemy, zakłócają nasz sygnał.
Na słuchacza, który nam pomoże i zidentyfikuje tajemniczy dźwięk,
czeka kawałek wykładziny Elvisa zerwanej z podłogi jego domu w Memphis.
Linie są otwarte. Będziemy wdzięczni za wszelkie informacje.
GOSPODARZE 20 GOŚCIE 17
Dalej, Cayu!
Podanie z ręki do ręki.
Następne.
I kolejne.
Wygląda na to... Tak.
Idzie z piłką na drugi koniec boiska.
A teraz ją podaje.
I znów podaje.
Chyba będzie rzucał.
- Nie. Jednak podaje. - Dobra.
- Muszę... - I trafił. Kolejne dwa punkty.
Trafiłby z dowolnego miejsca.
Kończy grę.
Podaje.
I już.
Everett, mamy telefon.
- Połącz go. - Spoza miasta.
Chyba coś wie.
To go połącz, Fay, szybko.
Łączę pana.
Dobry wieczór. Mówi Everett Sloan. Słyszy mnie pan?
Halo? Tak. Jak się pan ma?
Dobrze. Jak się pan nazywa?
Jestem Billy.
Billy. Dziękuję, Billy.
Mam obowiązek poinformować, że na antenie nie wolno przeklinać
ani opowiadać niestosownych historii, bo mógłbym stracić pracę.
Mogę od razu pana puścić,
ale musi pan obiecać,
że będzie pan przestrzegał zasad.
Oczywiście. Rozumiem.
Nawet w życiu osobistym nie przeklinam.
Łamię zasady, żeby to zrobić,
więc proszę mówić szczerze i dać mi znać,
jeśli uzna pan, że o czymś powinniśmy porozmawiać
poza anteną, a ja puszczę muzykę, dobrze?
Dobrze.
W porządku. Wchodzimy na antenę
za trzy...
dwa...
jeden.
To znowu ja. Wybaczcie, że przerwałem ostatnią piosenkę,
ale zgłosił się do nas słuchacz, który może nam pomóc.
Co wiesz na ten temat, Billy?
Być może ta historia wam pomoże.
A może nie, nie wiem, ale opowiem ją.
W porządku, Billy. Słuchamy.
Gdy byłem w wojsku,
ciągle dawali nam różne zadania,
o których nam nic nie mówili.
Co masz na myśli?
Że przydzielano nas do miejsc,
których położenia nie znaliśmy,
dając nam zadania, których nie rozumieliśmy,
co w wojsku jest dość normalne.
Pewnej nocy obudził mnie przełożony.
Kazał mi włożyć mundur i zgłosić się do służby.
Przyleciał samolot pokładowy, do którego kazano mi samemu wsiąść.
Po drodze zgarnęliśmy jeszcze kilku innych żołnierzy.
Lecieliśmy przez co najmniej dwie godziny.
Po wylądowaniu wsiedliśmy do autobusu,
którego okna zamalowane były czarną farbą,
abyśmy nie wiedzieli, dokąd nas wiozą.
Na miejscu
wciąż otaczały nas równiny i pustynna roślinność.
Ale były tam namioty, tunele
i podziemne laboratoria albo bunkry.
Jakiś nieznany mi oficer szybko nas wprowadził
i powiedział, że wszystko, co widzimy, jest ściśle tajne,
i że mówiąc o tym komukolwiek, narazimy los Ameryki,
i że się o tym dowiedzą.
Wysłano nas do kamienno-piaszczystej niszy
i kazano nam kopać kwadratową dziurę
przy użyciu specjalnych koparek.
Budowaliśmy ściany z bloków,
betonowaliśmy podłogę i tak dalej.
Zrobiliśmy też okna
na potrzeby obserwacji i wentylacji.
Spaliśmy w pokoju pełnym koi
i zaopatrzenia wojennego, wszystko pod ziemią.
Pewnego ranka zgłosiliśmy się do służby
i zobaczyliśmy, że w tej dziurze leży coś ogromnego
przykrytego brezentem.
Co masz na myśli?
Było większe od samolotu,
ale nikt nie mógł tego zobaczyć.
Cały dzień pilnowali tego strażnicy.
Jak to wyglądało?
Było gładkie, ale wyglądało na uszkodzone,
bo widać było nierówności.
Myślisz, że robota Amerykanów?
Nie wiadomo.
Nie zadawało się takich pytań.
Byliśmy ciekawi, jak każdy normalny człowiek.
Ale należało bezwzględnie ufać przełożonym i słuchać rozkazów.
Ale to...
mnie zmartwiło.
Dlaczego?
Pewnie przez tę otoczkę tajemniczości.
Co było dalej?
Wybudowaliśmy nad tym sufit.
Gdy wypełniliśmy swoje zadanie,
wsadzili nas na pokład samolotu.
Śmigła już się kręciły
i mieliśmy już startować,
gdy z radia zaczął wydobywać się ten dźwięk.
Jaki dźwięk?
Ten, który dziś puszczaliście.
Jesteś pewien?
Nigdy go nie zapomnę.
Gdy wystartowaliśmy i spojrzałem przez okno,
widziałem żołnierzy zakopujących pas startowy,
jakby nigdy go tam nie było.
Dźwięk ucichł i odlecieliśmy.
Po powrocie zacząłem chorować.
W następnych tygodniach
rozwinęła się u mnie choroba płuc.
Teraz mam problemy z oddychaniem.
I wydaje mi się, że spowodował to
pobyt na tamtej pustyni.
Może promieniowanie.
Bo zawsze byłem okazem zdrowia.
Trafiłem do szpitala wojskowego.
Parę lat później spotkałem jednego z żołnierzy,
który był ze mną na tej pustyni.
Zapytałem, czy też się potem rozchorował,
i powiedział, że tak.
A potem powiedział, że już po raz drugi
brał udział w czymś takim.
Opowiedział mi o nocy,
gdy stacjonował w Nevadzie
i zabrano go nad rzekę Kolorado,
po której pływała ogromna barka
transportująca coś dwukrotnie większego od siebie.
Po kilku godzinach drogi
dopłynęli do prowizorycznej stacji
i zapakowali ładunek do dwóch wojskowych ciężarówek.
Gdy skończyli,
ten sam dźwięk, który słyszeliśmy na pustyni,
zaczął wydobywać się z radiów na ziemi i na barce.
Potem te dwie ciężarówki odjechały,
a dźwięk znikł razem z nimi.
Wiedział, co to było?
Nie.
Ale od czasu naszej przygody na pustyni
zaczął pytać innych
i dowiedział się o żołnierzu, który też słyszał te dźwięki.
Spotkaliśmy się z nim poza bazą,
ale znał tylko część faktów.
W wojsku wszyscy znają tylko ich części.
Nikt nie wie wszystkiego.
I to jest część planu.
Dlatego oddziały składają się z żołnierzy z całego kraju
i odkomenderowywane są do jednego zadania.
Żeby nikt nie wiedział wszystkiego.
Chwileczkę. Musisz mówić jaśniej.
Ten dźwięk pochodzi od wojska?
O to pytaliśmy tego gościa z Walker.
I co powiedział?
Że to nie wojsko.
To nie wojsko żadnego kraju.
Dźwięk pochodzi z rejonów położonych o wiele wyżej,
niż cokolwiek może dolecieć.
Skąd wiedział?
Był operatorem radaru.
Czy te sygnały pojawiały się często?
- Nie. - A czy mogę spytać...
Zakładam, że to było przed Sputnikiem.
Wiele lat przed.
Sygnały takie jak ten
wyłapywano z wielu stron.
Co masz na myśli?
Komunikację.
Jeden wysyła wiadomość z jednej części nieba,
a inny odpowiada z innej.
Czasem rejestrowano je na wysokości Sputnika,
a czasem zaledwie kilkadziesiąt metrów nad ziemią.
Gdzie?
W wielu miejscach.
Wszędzie.
Jak to wszędzie?
Billy?
Billy... chyba coś przerwało.
Billy?
Do tej piątki, która jeszcze słucha: chyba zgubiliśmy Billy'ego.
Spróbuję znów się z nim połączyć.
Zaraz wracamy.
- Fay, co jest? - Nie wiem.
Przerwało połączenie.
- Musimy do niego oddzwonić. - Nie mogę.
- Czemu? - To była zamiejscowa.
- Nie wiem, gdzie mieszka. - To dzwoń do Holloman.
Nie możemy. Pewnie podał im fałszywe nazwisko albo...
Nie możesz oddzwonić na linię...
- To tak nie działa. - Szukaj
- w książce telefonicznej. - Kogo?
- Billy'ego z okolic Holloman? - Nie wiem.
Szlag.
Czekaj, mamy telefon!
Nazwa miasta.
- Centrala w Alamogordo. - Łączę.
- Cayuga, proszę o numer. - Mówi Billy.
Już łączę! To on, Everett.
Billy. Co się dzieje? Potrzebny nam twój numer.
Przykro mi, ale nie mogę.
W takim razie nie mogę puścić cię na antenie.
Chciałbym, ale to byłoby naruszenie zasad etyki,
bo nie mogę potwierdzić twoich informacji.
Wiem. Rozumiem.
Nie chcę sprawiać panu problemów.
Billy, muszę spytać. Czemu nam to mówisz?
Możemy mieć przez to kłopoty?
Chyba mówię to, bo jestem chory.
I stary.
I nikt nas nie słucha.
I chcę, by ludzie wiedzieli, co dla nich zrobiliśmy.
Czemu sądzisz, że nikt cię nie słucha?
Częściowo dlatego, że jestem czarny.
- Przepraszam, jeśli to problem. - Nie, skąd.
Tak sądziłem.
Po prostu nigdy nie dzwonił do nas czarnoskóry słuchacz.
Przepraszam, powinienem był o tym powiedzieć.
Ale na te misje brano tylko czarnych.
Albo Meksykanów. Odwalaliśmy brudną robotę.
Myślisz, że wybierali was celowo?
Jestem pewien.
Dlaczego?
Bo kto nam uwierzy?
Ale może pan sprawdzić część tych informacji,
by mieć pewność, że nie zmyślam.
Chętnie, bo w tym momencie
mamy tylko twoje słowo.
Za chwilę opowiem o pewnym człowieku.
Wybacz, że przerywam, Billy, ale będę to nagrywał,
mimo że nie jesteśmy na antenie, w porządku?
Oczywiście.
W porządku. Mów, Billy.
Ten człowiek z Walker Base, z którym rozmawialiśmy,
operator radaru, z którym spotkaliśmy się poza bazą,
po przejściu na emeryturę nie przestał nasłuchiwać sygnałów.
Wyczekiwał ich,
usiłując je nagrać
przy użyciu radia i sprzętu wojskowego, który sam naprawił.
Udało mu się coś nagrać?
Tak.
W końcu.
Zajęło to dużo czasu,
ale w końcu się doczekał.
I go nagrał.
Zrobił kopie i wysłał je do kilku z nas...
Tych, którzy brali udział w tych tajnych misjach.
Czym według niego były te sygnały?
Teraz musisz otworzyć swój umysł.
Powiedział nam,
że coś mówi,
po czym znika.
Coś bardzo wysoko,
czego nie widzimy.
- Zrobił kopie? - Tak.
I je nam wysłał.
Różnym gościom z różnych tajnych misji w tym rejonie.
Gdy w końcu dostałem swoją kopię, włożyłem ją do odtwarzacza
i puściłem...
włosy stanęły mi dęba.
Dlaczego?
Bo to były te same dźwięki, które słyszałem na pustyni.
Masz jeszcze tę taśmę?
Nie. Nie chciałem, by ją u mnie znaleziono,
więc ją spaliłem.
Ale inny z pracowników sił powietrznych,
który też uczestniczył w tajnych misjach,
też słyszał te dźwięki i mieszka w Cayudze.
On też dostał taką taśmę.
Myślałem, że dziś ją puściliście.
Czekaj. Jedna z taśm jest w Cayudze? U kogo?
Raymonda Bucka, byłego pracownika sił powietrznych.
Dostał taśmę z nagraniem tych sygnałów?
Ale Raymond Buck nie żyje.
- O nie. - Umarł?
Tak.
Bałem się, że do tego dojdzie.
Przykro mi, Billy.
Nie znałem go dobrze.
Wiesz, gdzie może być jego taśma?
Nie. Może miał dzieci?
Nie, pani Buck oddała jego taśmy bibliotece.
W bibliotece nie ma magnetofonu, Fay.
Jest. W piwnicy.
Nie zdążyli przejrzeć taśm,
więc nadal tam jest. Wiem gdzie.
Teraz jest zamknięte, no i centrala.
Wszyscy są na meczu. Nikt nie zadzwoni.
Wiem, jak wejść do biblioteki.
Billy, co się stanie, jeśli ją znajdziemy i puścimy?
Nie wiem.
Ale jeśli zamierzacie to zrobić,
lepiej się spieszcie,
bo to coś jest nad nami teraz.
I długo tam nie zostanie.
Dobra, biegnij, Fay.
BIBLIOTEKA MIEJSKA
Wskakuj!
- Ukradłeś samochód? - Masz je? Nie.
Tak. Wsiadaj. Masz je?
- Ukradłam rower! - Odpowiedz, Fay.
- Tak, mam. - Dobra.
- Czyje to auto? - Pana McKeana.
- Pan McKean wie? - Jasne, że nie.
Dasz Billy'emu kawałek wykładziny Elvisa?
Co?
Powiedziałeś, że pomocny słuchacz otrzyma kawałek wykładziny Elvisa.
No tak.
To tak naprawdę nie jest wykładzina Elvisa.
Mieliśmy taką, ale już ją rozdaliśmy.
Jack Sage i Red Gant dostali po kawałku,
a my rozdajemy kawałki wykładziny z domu Jess Pervis.
Everett, to kłamstwo.
Ludzie naprawdę myślą, że to wykładzina Elvisa.
Zamknij się, Fay.
Billy? Mówi Fay, operatorka z Cayugi.
Mamy tu sporo taśm.
Pamiętasz, jak wyglądała?
Minęło sporo czasu,
ale chyba była przezroczysta.
Wszystkie są przezroczyste.
Billy?
- Przerwało połączenie. - Co?
Billy?
Nie mogę się z nim połączyć, muszę wrócić do centrali.
Nie. Podawaj mi je po kolei.
I zejdź z mojego fotela.
Nie wierzysz panu Billy'emu?
Nie wiem.
Ale jeśli na niebie coś jest,
chcę wiedzieć.
Baxter to czteroletni...
Nie.
Następna.
Skąd wiesz, czego szukamy?
Nie wiem.
Mógł coś na niej nagrać?
Tak.
Zdecydowanie.
Niestety.
A więc tak zrobiłam i...
Co to za magnetofon?
Maggie PT-6.
- Maggie? - Tak, jak Magnecord.
Transmisyjny brat twojego magnetofonu.
W ten sposób puszczamy mecze i reklamy.
Ludzie naprawdę słuchają transmisji meczów,
których wynik już znają?
Tak. To nie ma dla nich znaczenia.
Chcą usłyszeć o swoim dzieciaku w radiu.
To nie to.
Będziesz miał przez to kłopoty?
Jeśli tak, to trudno.
To porządna stacja.
Dzięki niemu dostanę lepszą pracę gdzie indziej.
Dokąd chcesz wyjechać?
- Nie wiem. - W tym momencie...
Pewnie na Zachodnie Wybrzeże.
Tam się robi prawdziwe audycje.
Ja też chcę wyjechać.
Nie dopóki Maddy jest mała, ale kiedyś.
Dokąd? Co chcesz robić?
Iść na studia?
Pewnie szukałabym pracy w większej centrali.
Teraz mogłabym pracować przy centrali w szpitalu, hotelu
albo szkole.
Ale jeśli chcę pracować przy większej,
będę musiała przenieść się do dużego miasta
i zatrudnić w firmie telekomunikacyjnej.
Nie chcesz studiować?
Nie stać mnie na studia, Everett.
Są kredyty.
Mogłabyś się zorientować.
Chciałabym.
A niech mnie.
Everett.
To jest to.
- I wyraźniej słychać. - Co zrobisz?
Ludzie, musicie pomóc nam zidentyfikować kolejny dźwięk.
Słuchajcie i dajcie znać.
I Billy, jeśli to ten dźwięk, zadzwoń.
Dobra. Oto on.
- Boże, Everett? - Boże.
Co zrobiłeś? Robisz sobie ze mnie żarty?
Nie robię sobie z ciebie żartów.
- Nie ruszaj się. - Co się dzieje?
Spokojnie. Gdzieś tu jest latarka.
- Srebrna. - Co się dzieje, Everett?
Fay, uspokój się!
Srebrna latarka.
Wiedziałam, że to coś złego. Wiedziałam.
- Kurwa. - Co zrobiłeś?
Nic! Nie wiem!
Tutaj jest światło.
Gdy... Szlag.
Gdy to puściliśmy, wysiadł prąd...
- Co robisz? - Nagrywam na wypadek,
- gdybyśmy dostali jakieś wieści. - Czemu tak zmieniasz głos?
- Jak? - Gdy jesteś w radiu,
zawsze zmieniasz głos! Czemu?
Bo tak brzmi się w radiu!
Fay, to nie jest czas na krytykę.
O nie.
- Co? - Centrala!
Fay, czekaj!
Szlag. Fay!
Wsiadaj!
Nie powinnam wychodzić na tak długo.
Czemu ciągle biegasz po ulicy?
- Przyjechaliśmy autem. - Nie mamy auta.
Nie jeżdżę samochodami. Wszędzie chodzę pieszo.
Dobra, spokojnie.
Nadal uważasz, że nic się nie dzieje?
Uważam, że jeśli już,
to albo jesteśmy szpiegowani, albo czeka nas inwazja.
- Czyja? - Sowietów.
- Naprawdę tak sądzisz? - Jestem pewien.
I dokładnie tutaj zaatakują.
Przy południowej granicy.
Poproszę numer. Przepraszam za zwłokę.
Poproszę numer. Już łączę.
Nie jestem pewna. Jest pan pierwszym...
Tak, przekażemy im. Dziękuję.
Poproszę numer. Tak, powiadomimy policję drogową.
Będziemy państwa informować.
Dziękuję.
Poproszę numer. Przepraszam za zwłokę.
Dobrze, dziękuję. Do widzenia.
Dziękuję. Do widzenia.
Ludzie mówią, że coś jest na niebie.
Jest 19.45. Zapisz to.
- Nie możesz tego nagrać? - Racja.
Jest 19.45 i być może mamy coś...
Widzieliście to? Przesuwało się?
- Co? - Coś jest na niebie.
Jechaliśmy za tym z Culp Canyon.
Jestem Bertsie. To Gerrie.
Mówcie mi Gerald.
- Wybacz. - Everett. To Fay
W radiu wysiadło zasilanie...
- Gdzie wszyscy? - Pracujesz tam?
Tak, prowadzę Highway Hits od 19 do 23.
- Słuchaliście? - Jechaliśmy
- ledwie 35 km/h... - Coś było na niebie.
Tak. On puszcza stare przeboje,
- a ja nowe hity... - Nie słuchamy...
Ja nie lubię nowej muzyki, ale Gerrie owszem.
Proszę numer.
Tak, Everett tu jest. Chce pani z nim rozmawiać?
Dobrze, już łączę.
Everett, do centrali pierwszej!
Dzwoni słuchaczka!
Masz.
Halo, mówi Everett „Maverick” Sloan z radia WOTW.
Powiem wam, co się dzieje.
- Co ma pani na myśli? - Mogę powiedzieć więcej
o tym, o czym rozmawiał pan z poprzednim słuchaczem,
żeby mógł pan opowiedzieć o tym w pańskiej audycji.
Proszę mówić.
Nie. Wolałabym, żeby przyszedł pan do mojego domu.
Opowiem panu tutaj.
Coś jest na niebie, proszę pani.
Wiem.
Dlatego chcę panu o tym opowiedzieć.
Opowiem panu dużo więcej, niż wie pan teraz,
jeśli pan do mnie przyjdzie.
Sądzę, że to, co panu powiem,
okaże się dziś bardzo ważne.
W porządku, gdzie pani mieszka?
Sycamore 1616.
Szesnaście. Dobrze.
Proszę wziąć klucz z doniczki na werandzie.
Zostawiam go tam dla dostawcy zakupów.
Ja nie będę w stanie panu otworzyć.
Nie mogę chodzić.
Ale jestem w domu.
Dobrze, będę za parę minut.
- Jak się pani nazywa? - Mabel Blanche.
Dobrze, pani Blanche. Zaraz będziemy.
Do widzenia.
Powie nam, co się dzieje. Chodź.
- Powiedziałem, że zaraz będziemy. - Kto?
Ta starsza pani, która dzwoniła. Wie, co się dzieje.
Znasz ją? Co ci powie?
Nie. Powiedziała, żeby do niej przyjechać.
I co ci powie? Gdzie... Skąd wiesz, że to nie wariatka?
Nie wiem. Może, ale brzmiała normalnie.
To minutę stąd, na Sycamore.
My będziemy tu obserwować.
Powiadomcie nas, jakby co.
A wy, jak się czegoś dowiecie.
- Dobrze. - To jej linia.
- Może pani przekręcić... - Nie,
- nie znam się na tym. - Dobra, nieważne.
Co się dzieje, Fay?
Nie wiem. Nigdy nie dzwoniła w nocy.
- Nie wychodzi z domu. - To może być coś.
- Tak myślisz? - Tak.
- Powinnam była wziąć magnetofon? - Nie, ten jest lepszy.
Mój nie jest dość dobry?
Jest w porządku, ale nie nadaje się do transmisji.
To bardziej zabawka.
Nie chcę ranić twoich uczuć.
- Nie ranisz. - Dobrze, bo często to robię.
Nie bądź takim dupkiem, to nie będziesz ranił...
Aleś się dziś uwzięła!
- Czekaj! - To ty się pospiesz.
Dobra.
Jestem tutaj.
A to kto?
Fay.
Jestem Everett. Jest telefonistką.
To moja znajoma.
- W porządku? - Tak.
Możecie usiąść.
- Ty odebrałaś telefon? - Tak.
Ile masz lat, skarbie?
Szesnaście.
Kim są twoi rodzice?
Taty nie mam, ale...
mama nazywa się Yodi Crocker. Jest pielęgniarką w San Mirial.
Co pani mówiła, gdy wchodziliśmy?
Zaniepokoiło mnie to.
Wiem.
Przepraszam.
Zaraz wam wyjaśnię.
Przysięgam, że nie jestem wiedźmą.
Możemy powtórzyć w radiu to, co pani nam powie?
Dlatego wam o tym mówię.
Możemy nagrywać? To może być materiał do wiadomości.
Oczywiście.
Mam nadzieję, że taki będzie.
Czekałam na to całe życie.
Dobrze, dziękuję.
Chcemy usłyszeć wszystko, co ma pani do powiedzenia,
ale nie mamy dużo czasu.
- Więc jeśli mamy... - Rozumiem.
Zatem zacznę.
Co wieczór słucham twojej audycji.
Jesteś świetny,
mam nadzieję, że uda ci się stąd wyrwać.
Dziękuję.
Powiem wam, co się dzieje,
ale gdy skończę mówić, będę miała jedną prośbę.
Dobrze. Zrobię, co mogę.
Ten mężczyzna, który do was dzwonił...
Wierzę mu,
bo moja historia jest podobna.
Ale wydarzyła się wcześniej.
Oni byli tu już wcześniej.
A teraz, gdy dzieje się to coraz częściej,
lepiej rozumiemy, co to może być.
Ale lubili to miejsce, od kiedy byłam małą dziewczynką.
Od zawsze.
Kto?
Ci ludzie w niebie.
Szczerze w to pani wierzy?
Nie muszę szczerze wierzyć. To prawda.
Może pani wyjaśnić dlaczego?
Mogę.
Słyszałeś o napadzie w Boles Acres?
Nie.
Gdy byłam małą dziewczynką,
ukończono budowę linii kolejowej z Alamogordo do El Paso.
Pewnego dnia pociąg osobowy zatrzymał się za miastem.
Gdy pracownicy kolei tam dotarli, pociąg okazał się zupełnie pusty.
Wszyscy zakładali, że pasażerów porwali Apacze,
więc nazwano to napadem w Boles Acres.
Ale kilka dni później
w mieście pojawiła się wycieńczona młoda kobieta,
która wyskoczyła z pociągu.
Ukrywała się w zaroślach.
Była odwodniona i nie mogła mówić.
Przygarnęła ją rodzina mojej znajomej, Charlotte.
Nakarmili ją, dali jej łóżko... właściwie to było łóżko Charlotte,
i napisali do ludzi z El Paso, aby ją zabrali
i wyciągnęli z niej jakieś informacje.
Ojciec Charlotte, Batsell Breff, był pastorem w kościele metodystów.
On go założył.
Moi rodzice zmarli, gdy byłam mała, więc...
przez dużą część roku mieszkałam z rodziną Charlotte.
Gdy moi bracia i siostry pracowali albo mieli za dużo gęb do wykarmienia.
Ale tej nocy...
ta kobieta z pociągu zaczęła mamrotać coś przez sen
w pokoju Charlotte.
Nie po angielsku, hiszpańsku ani w języku Indian.
Uchyliliśmy więc drzwi, by posłuchać.
Nigdy czegoś takiego nie słyszeliśmy,
ale zapamiętałam to.
A potem, nim nastał dzień, zniknęła.
Wierzcie lub nie, ale wyszła przez okno i ukradła konia.
Więc jeśli kiedyś usłyszycie o starej wiedźmie na koniu,
to stąd wzięła się ta historia.
Wychowała mnie starsza siostra.
Ale przez większość czasu żyłam sama.
Szyłam sukienki, obrusy i tym podobne.
Byłam jeszcze młoda, gdy poznałam Claude'a Maynarda.
Pracował przy montażu sieci telefonicznej.
Zakochaliśmy się w sobie
i zaszłam z nim w ciążę,
nie będąc jego żoną.
Nie wiedziałam, że stąd biorą się dzieci,
wierzcie lub nie.
Ale powiedział, że wróci, gdy skończy pracę w White Sands,
a ja mu uwierzyłam.
Nie wrócił.
Gdy dziecko się urodziło, nazwałam je Hollis.
Parę osób mi pomagało, ale...
przeważnie byłam z nim sama.
To miasto nie było takie jak dziś.
Zaledwie kilka domów wokół budynków przy Ayers.
Byłam samotną matką, ale robiłam, co mogłam.
Później usłyszałam...
że Claude zginął, montując światła
dla turystów w jaskini w Teksasie.
To oczywiście złamało mi serce.
Ale wróćmy do czasów, gdy Hollis był jeszcze dzieckiem.
Pewnego wieczoru nakarmiłam go,
a on zasnął w moich ramionach
i zaczął wydawać dźwięki, jak to niemowlę.
Potem stały się coraz wyraźniejsze.
Głosowe.
A potem wymówił swoje pierwsze słowa.
Te same słowa, które usłyszałam od tej dziwnej kobiety u Charlotte,
zaczęły wydobywać się przez sen z ust mojego dziesięciomiesięcznego dziecka.
Powiedziałam kilku osobom.
Poszłam do lekarza w sąsiednim mieście.
Powiedział, że dzieci tak robią i żebym nikomu nie mówiła.
Hollis zawsze był inny.
Obsesyjnie skupiał się na przedmiotach.
Nie słyszał, gdy do niego mówiłam.
A czasem we śnie...
wymawiał te słowa.
Zapisałam je.
Słowo w słowo.
Zapytałam go o nie...
ale nie wiedział.
Nie wiedział o nich.
Pewnej nocy, gdy miał cztery lata,
rozpętała się silna wichura.
Słychać było dźwięk, jakby wielkiego wiatraka.
Hollis patrzył w okno.
I nie odpowiadał.
Więc...
odczytałam mu te słowa.
Zamknął oczy i spojrzał w sufit.
I się nie ruszał.
A jego usta poruszały się razem z moimi.
W chwilę po tym, jak przestałam,
otworzył oczy i wrócił do zabawy.
Parę dni później znów spróbowałam, ale się nie udało.
Pomyślałam więc,
że nocami mówi do niego coś,
czego nikt inny nie słyszy.
Niedawno pojawiło się radio i myślałam, że to to.
Albo jakaś czarna magia.
Gdy miał dziewięć lat,
znowu poczułam, że coś tam jest.
Tej samej nocy...
w samym środku nocy
wyszedł z domu i zniknął.
Jak?
Coś zabrało go z Ziemi.
Nie było innych domów. Było bardzo sucho.
Podążyłam za jego śladami od drzwi
i jakieś 50 metrów dalej...
po prostu zniknęły.
Tak jak on.
Zabrali mojego syna
i nikt nigdy mi nie uwierzył.
Wszczęto śledztwo?
Oczywiście.
Ale w pewnym momencie zaczęło skupiać się wyłącznie na mnie.
Ludzie sądzili, że syn zniszczył mi życie,
więc go zabiłam.
A więc poznaje pani dźwięk, który puściłem dziś w radiu?
Nie.
Ale wierzę, że wiem, co się dzieje.
Może pani powiedzieć?
Wierzę, że oni znów tu są.
Teraz.
I że są powody, by wierzyć w tę teorię.
Jakie?
Trzymają się z dala od dużych miast.
Czekają, aż ludzie zbiorą się w jednym miejscu, jak dziś,
a gdy po meczu zaczną wychodzić,
znikną.
Lubią, gdy ludzie są sami.
I że mówią do nich przez sen
za pomocą jakiegoś zaawansowanego radia.
Myśli pani, że tak było z pani synem?
Nie wymyśliłam tego.
Na najniższym poziomie
dają ludziom zadania.
Bawią się z ich umysłami.
Nakłaniają ich do robienia różnych rzeczy
i myślenia pewnymi kategoriami,
abyśmy pozostali w konflikcie,
skupieni na sobie.
Żebyśmy zawsze...
sprzątali, chudli i stroili się dla innych.
Myślę, że wchodzą do naszych głów
i zmuszają nas do destrukcyjnych zachowań jak picie i objadanie się.
Dobrzy ludzi stają się źli, a mądrzy stają się szaleni.
A na najwyższym poziomie
zmuszają narody do prowadzenia wojen.
Do rzeczy, które nie mają sensu.
I chyba nikt
nie wie, że jest kontrolowany.
Wszyscy szukamy innego
wytłumaczenia naszych zachowań.
Ale wolna wola
nie jest możliwa, póki oni tam są.
Myślałam o tym całe życie.
Całe lata w samotności.
I takie jest moje zdanie.
Bardzo mi przykro, że pani historia
przywiodła panią do takich wniosków.
Dziękuję.
Jak mówiłem na początku, nie chcemy pani urazić,
- ale musimy się zbierać. - Wiem.
Ale prosiłam was o coś.
Oczywiście.
Zabierzcie mnie ze sobą.
Zabrać panią?
Tak. Teraz.
Przepraszam, ale dokąd?
Na statek.
Chcę zobaczyć mojego syna.
Wiem, że dziś tu jest.
Tam na górze.
Chcę, byście zabrali mnie na statek.
Fay, chodź.
Już.
Czekajcie.
Weźcie to.
Wypowiedzcie te słowa,
gdy spotkacie dziś jakichś ludzi.
Musimy znaleźć jakiś aparat.
Tata mojej znajomej Gretchen ma aparat.
Nie sądzę, by było tam coś takiego,
- jak ona opisuje. - Everett.
Co?
Zapomniałam o Ethel i Maddy.
Czekaj. Fay, co?
Ethel?
Maddy. Chodź tu.
Już dobrze. Siostrzyczka jest przy tobie.
Chodźmy.
Wszystko będzie dobrze. Chodź.
Już dobrze. Chodź.
Gretchen? Potrzebny mi aparat twojego taty.
- Co się dzieje? Wszystko gra? - Weź ją.
Nie wiem. Słuchałaś radia?
- Kto jest w centrali? - Nikt. Wyszłam.
- Czemu jesteś taka zziajana? - Coś się dzieje.
To nagły wypadek. Potrzebny mi ten aparat.
Będę miała przez ciebie kłopoty.
Rozmawiałaś z Ethel? Nie ma jej.
Opiekowała się Maddy, dzwoniłam...
Nie wiem. Nie widziałam jej.
Dzwoniłam do niej i przerwało połączenie, więc...
Fay! Do cholery!
- Kto to? - Everett.
- Everett z radia? - Tak.
Przestań się uśmiechać.
- Co on tu robi? - Pomaga mi.
- Nie uśmiechaj się. - Do cholery, Fay!
Co tu robisz? Jestem w koszuli nocnej.
Nie patrzę i nie obchodzi mnie,
jak wyglądasz w koszuli nocnej.
Dobra, chodźmy.
- Nie bierzemy jej. - Nie dam ci aparatu.
Zapytaj mojego taty, jest na meczu.
Nie ma czasu, Gretchen. To nagła sytuacja.
Co? Co się dzieje?
Coś jest na niebie.
Zostań w domu.
Nie wiemy. Nie możesz tak mówić ludziom.
Wywołasz panikę.
Wszyscy są na meczu, a ona do nikogo nie zadzwoni,
więc nie mów mi, co mam robić,
- i znajdź parę z Culp Canyon. - Dobra.
- Czemu wzięłaś siostrę? - Bo nie ma Ethel.
Miała się nią opiekować.
- A gdzie jest? - Nie wiem.
Ten aparat się nada?
Tak, już go używałam.
- Myślisz, że radio nadal nie działa? - Nie wiadomo.
- Ethel! - Fay, Maddy jest z tobą?
- Tak! Gdzie byłaś? - Przyjechał Gabe i powiedział...
Byłaś z Gabe'em? Coś ty sobie myślała?
Byliśmy u niego na dachu.
Coś jest na niebie. Widziałaś to?
Nie. Co widziałaś?
Wsiadaj! Jest za miastem!
- Szybko! - Fay, chodź!
Szybko, wsiadajcie!
- Nie wychodź z domu! - Fay, chodź!
Ethel powiedziała, że weszli z Gabe'em na dach
- i zobaczyli coś na niebie! - Co?
- Dziecko? - Kto co widział?
- Wsiadaj. - Masz aparat?
- Kto co widział? - Moja kuzynka Ethel
opiekowała się małą i weszła na dach.
- Widzieli coś na niebie. - Gdzie? Jak wyglądało?
Mówiła, że było okrągłe.
Ukrywało się za chmurami.
Czego dowiedzieliście się od tej starszej kobiety?
Mówiła, że tam są.
Ludzie w niebie.
I że mają zaawansowane radia i metody komunikacji.
I że zabierają ludzi do góry.
Poważnie? Tak powiedziała?
Dokładnie tak.
Właściwie to przeczytała nam...
Czekaj.
...nakarmiłam go, a on zasnął w moich ramionach...
...gdy byłam mała, więc...
Jestem tutaj.
Everett, zatrzymaj taśmę!
Dobrze. Gerald?
Gerald? Hej.
Everett, łap za kierownicę! Ja trzymam Maddy!
Gerald, obudź się!
Gerald!
Co się stało?
Gerald!
Chcę wysiąść!
- Zwolnij! - Spokojnie!
Nie! Wypuśćcie mnie, proszę!
- Przepraszam. - Wypuśćcie mnie!
- Chcę do domu! - Proszę, nie!
Zostaw ją!
- To zły pomysł! - Przepraszam.
Wracaj tu, zawieziemy cię do domu!
- Tam są grzechotniki! - Proszę, nie!
Jestem, Fay.
Jestem tu.
Już dobrze.
Co jest?
Są spalone.
Drzewa też.
O Boże.
O nie.
Są tu.
Naprawdę tu są.
Myślisz, że są w lesie?
Nie wiem.
Everett,
proszę, nie.
Everett.
Proszę.
Nie.
GODZINA TELEWIZJI
TEATR PARADOKSU
Napisy: Agnieszka Putek
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.