Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Indochiny, 1945
Wietnamczycy sprzeciwiają się kolonizacji francuskiej.
Powstaniem dowodzi Vo Binh Yen, porucznik armii Ho Chi Minha.
Prowadząca wojnę z Chinami Japonia okupuje północ kraju.
9 marca 1945
Dzień dobry.
Nazywam się Robert Tassen. Jestem żołnierzem.
Zostałem ranny podczas ataku Japończyków 9 marca.
Gdzie służyłeś?
W garnizonie Camille Chautempsa.
Dziwne. Wszyscy nie żyją.
Ja żyję.
Chcę dołączyć do pułku.
Tyle że jesteś w burdelu.
Masz książeczkę wojskową?
Nie.
- A nieśmiertelnik? - Nie mam.
Dobra...
Poczekaj tutaj.
Chcesz coś do jedzenia?
Nie mam pieniędzy.
Dziękuję.
Przyjechałem dzień przed masakrą.
Byłem umówiony z bratem i jego żoną.
Nie mogę znaleźć Roberta Tassena.
Jest Henri Tassen.
Nie z garnizonu Chautemps, tylko Chaubon, obok Haiphong.
Niemożliwe. Spotkaliśmy się w Chautemps.
To 5 Pułk Piechoty. Nie mam wszystkich danych.
Gdzie pan służył w kraju?
Druga Dywizja Pancerna. Nod-sur-Seine.
To dopiero pech.
We Francji wojna się skończyła. Tu się zaczęła.
Siedem tysięcy ofiar masakry.
Nie licząc kobiet i dzieci.
Brakuje czasu, by wszystkich policzyć.
Chcę walczyć z Vo Binh Yenem.
Nasz obecny cel to ochrona ludności Indochin.
Nie zrobi tego Ho Chi Minh,
a co dopiero jego porucznicy.
Wojna partyzancka się rozprzestrzenia.
Japonia zostawiła bałagan. Nawet Wietnamce się zabijają.
Po takich przejściach może pan bez wstydu wrócić do Francji.
Po co?
Mojego brata i jego żonę zabił Vo Binh.
A nie Japończycy?
Wszystko jedno.
Vo Binh był przy masakrze. Pozwolił na nią.
A pan?
Gdzie pan był?
Na dziedzińcu.
Ranny.
Kazali bratu patrzeć, jak patroszą jego żonę.
Wyjęli z niej dziecko i przyszyli jej do piersi.
Potem kazali bratu uklęknąć i Japończyk ściął mu głowę.
Vo Binh tam był.
Patrzył.
Uśmiechał się.
Tassen?
Robert Tassen?
Co?
Chce pan zapalić?
NA KONIEC ŚWIATA
Skąd jesteś?
Z Mayenne.
Jest tam pełno rolników. Jesteś wieśniakiem?
Jeśli chcesz.
Pozwalasz się nazywać wieśniakiem?
Coś tam jest.
Sprawdź.
To ciało.
Kurwa.
Pozwoliliście im na to!
Jesteście tchórzami.
Powinienem was zastrzelić.
Podłe świnie!
Zdradziliście nas dwa razy.
Waszego przyjaciela, ojca François, i mnie.
Straciłem do was zaufanie.
Kapitan Sirbon każe wam za to zapłacić.
Macie 10 minut, żeby uciec. Potem podłożymy ogień.
Co ty sobie myślisz, Tassen?
To kontrola graniczna, nie stajnia.
Godzina więcej i byłbyś dezerterem.
Wiesz, co takim robimy?
Wieszamy ich.
Tego chcesz?
Ale lepsze mięso końskie niż kocie.
Skąd ta krew?
To nic.
Kolejnym razem uprzedź Maussiera.
Napijesz się?
- Nie mam czasu. - Nie masz?
Nie mam ochoty.
Jesteś pedałem?
Pytam, czy jesteś pedałem.
Nowa dziewczyna nie pije, chłopcy.
Jak się nazywasz?
Gdzie idziemy?
Mówię do ciebie.
Kurwa.
Ty go przyniosłeś?
Mojemu bratu też ścięli głowę.
Musimy go pochować.
W Radiu Hanoi wciąż słychać akordeon?
Nie wiem. Akordeon sprawia, że chce mi się beczeć.
A ty lubisz akordeon?
Akordeon. Lubisz go?
Nie.
Możesz przestać, proszę?
Przestań, kurwa!
LIPIEC
Jest tam dziesięciu ludzi.
Na wzgórzu.
Tassen!
Tassen!
Cavagna!
Szczęście, że chujowo celują.
Jak wojskowe jedzenie?
Co?
Jak wojskowe jedzenie?
Co cię to obchodzi?
Płacą wam za walkę?
A co, chcesz zmienić front?
To cię interesuje?
Chcesz zostać Francuzem?
Tak. Chcę zostać Francuzem.
Znasz Vo Binh Yena?
Poznaje mnie pan?
Tak.
Urodził się pan pod szczęśliwą gwiazdą.
Czyżby?
Niewiele brakowało.
Co pan tu robi?
Wyjaśnię innym razem.
Muszę iść.
Św. Augustyn "Wyznania"
"Kto pokaże nam dobro?".
"Usłyszą nasze słowa...".
Bardzo dobrze. Może pan chodzić.
Tak.
W końcu.
Jak długo pan mieszkał w tej chacie?
Miesiąc.
Tamta dziewczynka uratowała panu życie.
To ona mnie znalazła.
Teraz jest im pan winny życie.
Nikomu nic nie jestem winny.
Dobrze pan znał komendanta garnizonu?
Był moim przyjacielem.
Dobrze pasował do wojska.
Był bardzo uczciwy.
Napisze pan o nim?
Prawdopodobnie.
Jemu też ścięli głowę.
Dekapitacja to francuska tradycja.
Zostawił mi pan jakąś książkę.
Ma ją pan? Myślałem, że ją zgubiłem.
Mam ją oddać?
Nie, innym razem.
Została panu rodzina we Francji?
Tak. Przybrana matka.
Jest pan sierotą?
Nie. Matka nie mogła nas zatrzymać.
Poznał ją pan?
Zmarła trzy lata temu.
A ta druga?
Przybrana matka. Kocha ją pan?
Oczywiście.
To dobrze.
Jeszcze ją pan znajdzie.
Nie sądzę.
To Vo Binha znajdę.
Niech pan wróci.
Założy rodzinę.
Jest pan za młody, by rezygnować z życia.
Był pan ranny dwa razy. Lepiej nie igrać z losem.
Poproszę kapitana Sirbona, by załatwił panu powrót.
Nie śpisz już tutaj.
Jesteś teraz kapralem. Dostałeś dwójkę.
Dostałeś też broń.
Kto śpi w drugim łóżku?
Khiet, tubylec. Przyjechał tydzień temu.
Jest sierżantem.
Myślałem, że wróciłeś do Francji.
Kto to?
Rigot. Nie żyje.
Anh wszedł na minę. Nie mogliśmy go zabrać.
Idziesz?
Gdzie?
Do baru "Papuga". Chcę się upić.
Gadają wciąż o łagodzeniu. Co to w ogóle znaczy?
Potrzebujemy poparcia ludności.
Wyzwalamy wioskę, a Wietnamce ją przejmują.
Musimy robić to samo. Atakować w nocy z ukrycia.
Jesteśmy zbyt widoczni i zbyt francuscy.
Zbyt francuscy? Kurwa!
Potrzebni nam komandosi.
Napadamy na wieśniaków i wycofujemy się.
Tak robi Viet Minh.
Komandosi, czyli kto?
Rekrutowani spośród więźniów.
Jak Phong.
Mamy się bratać z Wietnamcami?
Tak, a co?
Jestem teraz Francuzem.
Zatańczą panowie?
Mamy dziś ładne dziewczyny.
- Ile? - 20 piastrów.
- Za co? - Taniec, rozmowę.
- Wolałbyś loda? - Nie gadam ze świniami.
Chciałem przyjść do szpitala, ale to skomplikowane.
Zaprzyjaźniłeś się z kimś?
Nie, byłem odurzony.
Odurzony? Biedne dziecko.
- O co mu chodzi? - Nieważne, upił się.
Nie. Wal się!
Sam się wal.
Tak?
Tak.
Zabawne...
Najpierw proszą brzydkie.
Jedna jest bezzębna.
Czernią swoje zęby.
Legioniści to kochają.
Legia jest pełna nazistów. Wystrzelałbym ich jak Wietnamców.
Francuscy żołnierze są za mili. Nie umieją walczyć.
Zamknij się, Phong.
Albo wybiję ci zęby.
Patrz na tę małą w niebieskim. Śliczna, nie?
Hej, Tassen. Widzisz tę małą w niebieskim?
Komandosi muszą mieć nazwę.
Nie mam pomysłu.
Może Żółte Tygrysy?
Co za głupia nazwa!
Za Żółte Tygrysy!
Phong ma rację.
Złóżmy oddział komando z dezerterów.
Może bilecik?
Tu się mówi po francusku!
Nie poznajesz mnie?
Nie.
Dałaś mi kiedyś zupę. Nie pamiętasz?
Jesteś pewna?
Tak.
Jak ci na imię?
Robert.
A tobie?
Maï.
Masz papierosa, Robercie?
Na pewno mnie nie pamiętasz?
Na pewno.
Chcesz zatańczyć?
Nie wiem.
Nie umiem tańczyć.
To czego chcesz?
To tutaj.
Zawsze to robisz w domu?
Nie, ale jest późno. Chciałam wrócić.
Nie podobam ci się?
Podobasz.
Rozbierz się.
Pójdę już.
To będzie 100 piastrów.
Ach tak.
Przepraszam.
Zobaczymy się znowu?
Jeśli chcesz.
Nie zabili cię?
Nie, Khiet. Widzisz?
Masz szczęście.
Wszystkie pracują dla Wietnamców.
Znam je.
Grożą ich rodzinom i...
Było ci dobrze?
Gdzie?
Z dziewczyną.
Tak.
Wyjeżdżamy wcześnie do Suntay.
Wysadzili most.
WRZESIEŃ
Co to ma być?
Naszyjnik.
To obsesja Dao.
To obrzydliwe.
Oczywiście.
Są pewne granice. Nie możemy upaść tak nisko.
Nie mamy wyboru.
Wiem o twoim pościgu za Vo Binhem.
Skąd?
Masz służyć Francji, a nie się mścić.
Służę Francji.
Dlatego potrzebny mi Viet Minh.
Viet Minh?
Więźniowie z naszych obozów.
Zwerbowałeś już Phonga.
Nie wystarczy?
Nie. Potrzebuję tuzina.
Podetną ci gardło.
Nie, jeśli ich nakarmimy i opłacimy. Tak jak nas.
Wygrają to dla nas.
Obiecano mi tuzin Francuzów.
Czekamy od miesiąca.
Ani słowa więcej o Vo Binh, jasne?
- Tissier nie żyje. - Rzuciłeś granat?
Gdzie są pozostali?
Chodź.
- Gdzie? - Chodź.
To Pingoët.
- Co jest? - Ma pijawkę na fiucie.
Zobaczmy.
Kurwa.
Możesz iść?
Nie odetną mi go?
I tak go nie używasz.
Co z Phongiem?
Khiet nie chce go zabrać do matki.
Co z nią?
Mówi, że jest chora.
Jest jakieś żarcie?
- Daleko ta wioska? - Kilkanaście kilometrów.
Czemu Khiet go nie weźmie?
Widziano tam ludzi Vo Binha. Za duże ryzyko.
Vo Binh tam był?
Nie wiem.
Mogę wejść?
Dlaczego?
- Jesteś z kimś? - Nie, ale musisz mnie uprzedzać.
Nie możesz tu przychodzić. Nie wolno ci.
Musisz zapłacić panu.
Przyjdź dzisiaj do "Papugi".
Dzisiaj nie mogę.
Wyjeżdżamy do wioski.
To jutro.
Jutro może mnie tu nie być.
Nie we mnie...
Daj.
Byłeś u niej znowu?
U kogo?
Dziewczyny z żółtym tygrysem. Byłeś?
Tak.
No i?
No i co?
Co w niej wyjątkowego?
Nic.
Jasne. Masz to wypisane na twarzy.
Jest jak pijawka Pingoëta, tylko tego nie widzisz.
Pożre cię żywcem.
- Skończyłeś? - Tak jak Phong.
To dziwka, czuję to.
- Nudzisz. - Niech ci będzie.
Wyrucha nas, zobaczysz. W dupę.
Jak dziewczynę.
Wiadomo, kto to?
Nie.
Francuz.
Skurwysyny!
Gdzie Viet Minh trzyma swoich więźniów?
Na drugim brzegu.
Niestety, szpitala już nie ma.
Gdzie go zabiorą?
W Bai jest chirurg, ale dla fiuta może być za późno.
Pora jechać.
Panowie.
Jak wybierzesz więźniów?
Poproszę o najchudszych.
Zrobią wszystko dla jedzenia.
Phong chce w nocy spotkać się z matką.
Powiedziałeś Sirbonowi?
Nie, a co?
Lubicie sobie pogadać.
O co ci chodzi?
Nie jestem głupi. Powiedziałeś mu o Vo Binhu.
Jakiś problem?
Phong nie powinien iść sam.
- To znaczy? - Musimy mu towarzyszyć.
Jasne, Vo Binh czeka.
Żółte Tygrysy, śmiechu warte.
Jak ta twoja kurewka.
Byłem w Sajgonie. Jedna wielka impreza.
Czysta dekadencja.
Jakby Francuzi świętowali zgliszcza, które zostały z Europy.
Wrócił pan, by mi to powiedzieć?
Nie.
Nie.
Byłem w Chautemps w dniu masakry, tak jak pan.
Ale wyjechałem wcześniej.
Należymy do tej samej rodziny.
Rodziny ocalonych.
Czemu nic pan nie mówił?
Syndrom ocalonego.
Kiedy usłyszałem pańską opowieść u dowódcy,
poczułem się mniej samotny, mniej winny.
Winny czego?
Bycia żywym.
Pan tego nie czuje?
Co pan tam robił?
Chciałem zobaczyć człowieka, który przejął kontrolę nad Deltą.
Vo Binh Yena we własnej osobie.
Zabił mojego brata.
Naprawdę?
Zabił go?
Pozwolił na to. To przecież to samo.
Nie wydaje mi się.
Wiedział pan, co się stanie.
Nie.
Vo Binh poradził, żebym poszedł.
I poszedł pan, tak po prostu.
Tak, poszedłem.
Poszedłem. Co miałem zrobić? Zostać?
Po czyjej jest pan stronie?
Po niczyjej.
Może właśnie dlatego poszedłem.
To nie jest moja wojna.
Kocham ten kraj i tych ludzi.
Świetny z pana gość, wszystkich pan kocha.
Nie.
Nie lubiłem na przykład pańskiego brata.
Co panu zrobił mój brat?
Porozmawiamy o tym innym razem.
Myśli pan, że znów się spotkamy?
Był bliskim przyjacielem mojego syna.
Myślałem, że ma na niego dobry wpływ.
Nie próbował go odwieść od walki we Francji.
Mój syn poszedł na śmierć z rąk Niemiec.
Nie zmusił go.
Nie.
Tylko go zachęcił.
Ma pan rację.
Trzymanie się mnie go nie przywróci.
Istnieją wrogowie, wobec których jesteśmy bezsilni.
Nie mówię o Vo Binh Yenie.
Mówię o panu.
I pańskim wewnętrznym wrogu.
Proszę o siebie dbać, a o mnie zapomnieć.
Nie mogę panu pomóc.
Kto to był?
Pisarz.
Co mówił?
Czego chciał?
Niczego.
Znał mojego brata.
Wkurza mnie.
Nie podoba mi się.
Nikt ci się nie podoba.
Wygląda jak diabeł.
- Co? - Kurwa, Cavagna.
- Gdzie idziesz? - Spadaj.
Nie idź z Phongiem. Musimy mieć plan. Tam się roi od snajperów i pułapek.
- Nie idę. - Akurat. Szukasz Vo Binha.
- Zabierz rękę. - Bo co?
To wszystko?
Bijesz jak dziewczyna.
Wystarczy ci?
Uspokoiłeś się?
Nie sądziłam, że wrócisz.
Dlaczego?
Są inne dziewczyny.
Nie jestem taki.
Tak.
Co "tak"?
Dzień dobry.
Czego chcesz?
Przywitać się.
Nie widzisz, że jemy?
Rozbierz się.
Taki miałam zamiar.
Nie dyskutuj.
To nie w porządku.
Co?
To, jak mówisz.
A jak powinienem mówić?
Mówię tak, bo pieprzysz się z żołnierzami.
Rozłóż nogi.
Rozkładanie nóg to twoja praca.
Jak cię biorą inni?
Na pieska? Tak lubią?
Czasami.
Nie masz tego dość?
Na twoim miejscu bym miał.
Czemu nie przyznasz, że mnie pamiętasz?
Wyjdź.
Dobrze.
Masz ogień?
Zachowaj je.
Nie spuściłeś się w niej?
Nie lubię resztek.
Co?
Coś nie tak?
Gdzie pójdą?
Do tamtego budynku. Oczyściliśmy go.
- Kiedy przyjechali? - Dwie godziny temu.
Nie mogliście dać mi znać?
Phong zdezerterował.
- Poważnie? - Nie stawił się do apelu.
- To prawda? - Oczywiście, że tak.
Poszedł do matki.
Akurat.
To nie moja wina.
Nie było mnie dwie godziny!
Nikt nic nie mówi.
Walić was wszystkich.
LISTOPAD
Chcę pojechać metrem.
Daj mi jednego.
Przesiąść się na stacji Nation.
Tylko tyle zrobisz?
Och, Cavagna.
Co "Cavagna"?
Cavagna mówi "wal się".
Myślisz, że możesz odgrywać szefa i nami pomiatać?
Za kogo ty się masz?
Myślisz, że masz dłuższego fiuta?
To wracaj do domu.
"To wracaj do domu".
Akurat. Wiesz, że to nie takie łatwe.
Ktoś na ciebie czeka?
Czeka?
Na stacji Nation. Ktoś czeka?
Nikt na mnie nie czeka. Wiesz o tym.
To dlaczego chcesz wrócić?
Ty nigdy nie myślałeś o powrocie?
Ja nie chcę tu zginąć.
To cię gryzie, co?
Nie. Nie chcę, żebyś zginął.
Czyżby?
Oczywiście. Głupio się pytasz.
Jesteśmy za młodzi na śmierć.
Nie chcesz mieć dzieci?
Idź po rekrutów.
Nie są gotowi.
Mają ze mną iść.
Nie wytrzymają.
- Z kim idziesz? - Z tobą.
Nie. Jesteś sierżantem.
A ty dowódcą.
Dowodzę swoją jednostką. Tobą nie mogę.
- Khiet nie żyje. Dostał kulę w serce. - Wiem.
- Trzeba było poczekać na nas. - Co?
Idiota. Trzeba było zaatakować razem.
- Wiesz, kim jestem? - Chciałbym wiedzieć.
Policzymy się potem.
Jak chcesz.
No to teraz.
Nie.
- Co to znaczy? - Nie rozumiem.
Vo Binh?
- Co? - Nie ma nic o nim?
Nie wiem.
- No i? - Jest zakodowane.
Nie obijajcie się. Oczyśćcie wioskę i dołączcie.
- Ludzie mają sraczkę. - Ja też.
Są na serio chorzy. Kiedy się wycofujemy?
Nie wycofujemy się.
W co ty grasz? Nie takie mamy rozkazy.
Zostajemy.
Kurwa, Tassen...
Wróć z Maussierem, jeśli chcesz.
Dupek z ciebie.
Ja też tego chcę.
Czego?
Mieć dzieci.
To ma związek z tym, że się wysrałeś?
Żeby mieć dzieci, trzeba kochać kobietę.
Kiedy to się skończy, tak będzie.
Jasne.
Nie ma więcej serum?
Maussier je zabrał.
Tylko opium wyleczy sraczkę.
Masz je?
Masz czy nie?
Daj mi. Niczego nie czuję.
Słyszycie?
Co?
Wszystko ucichło.
Odpręż się. Pomyśl o czymś innym.
O metrze?
Daj spokój.
Całkiem odleciał.
Kurwa, zaczyna uderzać.
To ty?
Chodź.
Chodź.
Nigdy się nie rozstaniemy.
Nigdy.
O rany.
Szukajcie wszędzie!
Tłumacz, Dao!
Ruszcie dupę!
Tam ich znaleźliśmy.
Ty strzelałeś? Czy on?
Mieszka sam z córką.
Ma małe dziecko w tym wieku?
To jego?
Trzymaj.
Gdzie są inni?
Nie wie. Nie chce umierać.
Ach tak?
Kurwa, to się musi skończyć.
Nie, to takie przyjemne.
Tunel.
Ilu ich tam jest?
Trzech.
- Wrzucić tam granat? - Chcę ich mieć żywych.
Nie zmieścimy się. Za mały.
To mysia dziura.
Jebana mysia dziura!
Co to, kurwa?
Ile wyjść ma ten tunel?
Wiemy, kto strzelał?
Ja.
Dobrze. Jesteś odważny.
Zabierz resztę.
Ty nie idziesz.
Skąd masz karabin?
Znasz Vo Binha?
Był tutaj?
On się nie chowa. Jest wszędzie.
Pewnie.
Ale zdobycz. Dwoje dzieci i ślepa.
- Ślepa? - To moja siostra.
Potrzebuję takich żołnierzy.
No i mówisz po francusku.
Chodź z nami, to jej nie tkniemy.
Nie jestem zdrajcą, jak on.
Co on powiedział?
Gdzie ślepa?
Powiedz Vo Binhowi, że nazywam się Robert Tassen
i nigdy mu nie odpuszczę.
Tassen. Zrozumiałeś?
Vo Binha zabito miesiąc temu.
Zasztyletował go jeden ze swoich.
Powinieneś się cieszyć.
To od Maussiera.
Dotyczy ciebie.
Pisze, że go obraziłeś.
To prawda.
I że jesteś złym Francuzem.
Za łagodnym dla tubylców.
Co czyni Francuza dobrym?
Trzymanie z okupantem?
Co mam zrobić z tym raportem?
Maussier jest dziwny.
Może zaszkodzić.
Nie odpowiadasz już przed nim.
Co to znaczy?
Masz wolną rękę. Rób, co chcesz ze swoimi żółtkami.
Zresztą i tak już robisz.
Nigdy nie będę taka, jak chcesz.
Zawsze będą inni mężczyźni.
Jestem taki jak oni?
Nie.
Oni nie sprawiają kłopotów.
Chodź.
Widziałem w dżungli spadającą gwiazdę.
Eksplodowała.
To nie była gwiazda.
To wojna.
Jesteś z nimi?
Jestem wolna.
Prawie go dorwałem.
- Kogo? - Vo Binha.
Nie powinieneś go zabijać.
To bohater.
Bohater?
Tak. Jest wolnością.
Mam dość bycia ostatnim.
Nie jestem niczyją dziewczyną.
Zapłacę.
Masz za mało pieniędzy.
Zależy ci tylko na pieniądzach?
Masz swoje pieniądze.
Zadowolona?
Nie chcę ich.
Więc mam cię pieprzyć za darmo?
- Idź sobie. - Zapłaciłem.
Mogę cię pieprzyć?
Zejdź mi z oczu.
Będę cię pieprzyć.
Zostaw mnie!
Przestań!
Nie kocham cię!
Powtórz to.
Powtórz to.
- Już! - Nie kocham cię.
I nigdy nie będę!
- Powiedz, że mnie nienawidzisz! - Nienawidzę cię!
GRUDZIEŃ
Nudno tu ostatnio, nie sądzisz?
Tak.
Idę dziś do "Papugi". Chcesz iść?
Nie.
Słyszałeś, co u Pingoëta?
Odcięli mu.
To trzeci szkic tego rozdziału. Chyba go wyrzucę.
Powinienem panu podziękować.
Dobrze, że pan wpadł, bo tak się składa,
że mam mało towarzystwa.
W każdym razie...
mam koniak.
No i?
Czemu zawdzięczam ten zaszczyt?
Niczemu. Byłem w okolicy.
I pomyślał pan...
"Może wpadnę, by przeprosić"? Tak?
Przeprosić za co?
Za nazwanie mnie tchórzem.
Nigdy tak nie powiedziałem.
Pomyślał pan na tyle głośno, że usłyszałem.
Myśli pan, że jestem po złej stronie?
Będzie lepiej, jak sobie pójdę.
Nie przebył pan takiej drogi, by teraz sobie iść.
Wyjeżdżam jutro na misję.
Faktycznie.
No to co chciał mi pan powiedzieć?
Proszę się nie spieszyć.
Samo przyjdzie.
Czas decyduje za nas.
Zawsze ma ostatnie słowo.
Chodzi o dziewczynę.
Jest dziwką w "Papudze".
Ma pan coś przeciwko prostytutkom?
Nie.
To skąd taka mina? Ma pan szczęście.
Nie mogę przestać o niej myśleć.
Obie rzeczy się mieszają.
Sprawia, że zapomina pan o zemście?
Tak.
Miłość zajmuje miejsce.
Nie to właściwe.
Gdzie pan chce umieścić swoją zemstę?
Nie jest pan jedyny. Ludzie się zakochują.
W prostytutce?
Co to zmienia?
Miłość jest cudowna.
Cudowne jest to, że pieprzą ją żołnierze?
Nie ma co rozmawiać. Jest pan pijany.
Jak się nauczyć kochać swój ból?
Słucham?
"Kochać to znaczy nie znać bólu,
albo kochać nawet ból".
Brzmi znajomo?
Co pan sobie myśli?
Że kocham swój ból?
Codziennie próbuję coś z nim zrobić.
Mówię do niego.
Proszę, by ustąpił.
Ale nigdy się go nie pozbędę.
Muszę z nim żyć.
- Nie, dziękuję. - Nie ma pan wyboru.
Obaj jesteśmy ocalonymi.
Być może właśnie ocalenie jest najciekawsze.
Jest naraz przerażające i ogromne.
Nic nie jest nam dane.
Musimy szukać.
Ja nie znajdę.
Jak ona ma na imię?
To dziennikarze. Piszą reportaż.
Kapral Tassen. Uparty jak osioł.
- Sénéchal, gazeta Paris Match. - Dzień dobry.
Kuskaz, mój fotograf.
Był na zewnątrz.
Pytał o ciebie.
Pokaż mu.
Mówi, że zrobił to Vo Binh.
Wie, gdzie on jest.
Jak się tu dostał?
Przyprowadzili go.
Sirbon wie?
Nie.
Nie mów mu.
Zajmę się tym.
Żadnych zdjęć.
No to co? Jedziemy?
Oddaj mi rolkę.
- Co jest? - Zakazuje zdjęć.
Rolka.
- To ich praca. - Zamknij się.
Dasz mi czy sam mam zabrać?
Cavagna jeszcze nie wrócił?
Nie.
- Znasz Hoang Ty? - To za górami.
Co myślisz o tym dziecku?
Vo Binh jest okrutny. Byłby do tego zdolny.
Myślisz, że to pułapka?
Tak.
Chcesz zagrać?
Nie, muszę się przewietrzyć.
Widziałeś Cavagnę?
Był tu wcześniej.
Kiedy wyszedł?
Poszedł chyba z dziewczyną.
Napijesz się?
Nie.
- Jest Maï? - Nie, ale mamy inne dziewczyny.
Wynoś się.
Hej, żołnierzu.
Chcesz zapalić?
Chodź.
Tassen.
Usiądź. Kręci mi się w głowie.
Powoli.
Powoli.
No i?
Co?
Pieprzyłeś Maï?
Cholera, Robert.
Tak czy nie?
Nie.
Kłamiesz.
W porządku.
No to pieprzyłem.
Zadowolony?
Nie udawaj, że jej nie pieprzyłeś, przyznając się na niby.
Zamknij się.
Jutro idziemy do Hoang Ty.
Tak.
Bardzo dobrze.
Pogrzebiemy wszystkie odcięte głowy.
Fiuty też.
Obrzydliwe.
Dorwiemy go.
Co jest nie tak z tą fajką?
Hoang Ty...
Brakuje nam tylko Hoang Ty.
Robert!
Wyjeżdżam.
Jutro.
Kiedy wrócisz?
Nie wrócę.
Co się dzieje?
Poczekaj.
Muszę z nim porozmawiać.
Musimy się zatrzymać. Chłopak nie daje rady.
Hej, Robert!
Nienawidzę cię, kurwa.
Na pewno chcesz się w to pakować?
Sto metrów stąd są ślady stóp.
Dwóch mężczyzn.
Daj mu granat.
Poczekaj.
Przestałeś się dąsać?
Nie dąsam się.
Nie pieprzyłem twojej Wietnamki.
Nawet bym nie chciał.
Naprawdę nie rozumiesz, co?
Wolę facetów, ty dupku.
Jestem pedałem.
Ciągnę druta.
- Co jest? - Jebany wąż.
Wszystko gra?
Ukąsił mnie.
Kurwa. Pokaż.
Kurwa.
To takie głupie!
Nie zostawiaj mnie. Zostań.
Cholera, metro...
Zgubiłbym się.
Nigdy nie byłem w Paryżu.
Zostały tylko żółtki.
I ja.
Nie, ty jesteś jednym z nas.
Dzieciak zniknął.
Co teraz?
Idziemy mimo to?
Nie ma już świec?
Zaczekaj.
Mogę przeczytać ci fragment?
"Po obronie pracy
ojciec postanowił odpocząć z dala od Paryża.
Najpierw myślał o Bordeaux,
ale pobyt w kołysce handlu czarnymi niewolnikami
był dla niego nie do przyjęcia.
Postawił więc na mniej oczywiste miejsce: Lille.
To był dobry wybór, bo w stolicy Flandrii
poznał moją matkę.
To spotkanie zapoczątkowało trwający 50 lat romans.
Tylko żałoba mogła przerwać tę miłość.
I skończyła się właśnie tu, w Indochinach.
Lata później tam też spotkałem
kobietę, w której się zakochałem.
Kobietę, która zmarła w wieku 50 lat,
dając mi wcześniej syna,
który stracił życie w wieku 25 lat".
Żałoba jest dziwnym uczuciem.
Czasem wydaje się nam, że nas opuściła, ale nie...
Wciąż tam jest,
zrośnięta z naszym gniewem.
Idź spać.
Prowadzenie szpitala w Hanoi to zupełnie inna rzecz.
Zna pan profesora Grameta z Rouen?
Opowiadał mi o niemych pacjentach,
którzy nagle...
odzyskali mowę.
Jeśli Maï nie chce mówić,
nikt tutaj ją nie zmusi.
Nie sugeruję żadnej formy nacisku.
Afazja o podłożu traumatycznym jest poważna.
Zmuszanie jest okropnym pomysłem.
Pozwoli pani, że o coś spytam?
Nie oczekuję odpowiedzi teraz, ale proszę się zastanowić.
Czy kiedykolwiek byłoby możliwe...
Nie ma pośpiechu,
ale mimo to...
Czy kiedykolwiek byłoby możliwe...
żebym poprosił panią o rękę?
Do zobaczenia.
Bezpiecznej podróży.
Tłumaczenie: Marzena Falkowska
Napisy TITRAFILM
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.