Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Widzisz,
przez całe swoje życie demontowałem istniejące mechanizmy.
Wszystkie, nawet te najbardziej skomplikowane.
Jako dzieciak
zamęczałem magików, żeby tłumaczyli mi sztuczki.
I zawsze osiągałem zamierzony cel.
Księgarnia Fontaine
Targi Książki, Frankfurt, Niemcy
Szanowni Państwo! Niezmiernie miło mi ogłosić,
że wydawnictwo Angstrom nabyło prawa do finałowego tomu
trylogii Dedal Oscara Bracha, pod tytułem Człowiek, który nie chciał umierać.
Jednoczesne prace nad przekładami rozpoczną się w grudniu,
a książka będzie dostępna we wszystkich dobrych księgarniach od marca.
Kopenhaga, Dania
Myślałem, że pisarki pracują w domu.
Dlatego się z tobą ożeniłem. To najgorszy moment na wyjazd.
- Carl, niedługo wszystko się zmieni. - Niby jak?
Zaufaj mi.
Z drogi! Ruchy!
Lizbona, Portugalia
Dziękuję.
Dzisiaj nie przyjdę. Jadę pracować do Francji. Na dwa miesiące.
Jaja sobie robisz?
- Wszystko w porządku? - A skąd! Wylali mnie z pracy!
Nie jedzie pani pracować do Francji?
Od kiedy jedna praca wystarczy, żeby się utrzymać?
W Paryżu. Spotkam się ze starym kumplem, Oscarem Brachem.
Co pan wyprawia? To moje!
To nic nie da. Już próbowałem. Ignoruje nas.
- Konstantinos Kedrinos, Grecja. - Zabrał mi telefon! Szlag!
Nie czytał pan umowy.
I co z tego? Mam drugi.
Gare du Nord, Paryż, Francja
Co tam, stary?
Rezydencja Villette, Francja
Jak minęła podróż?
Rozdam identyfikatory.
Przynajmniej nie zapomnimy, jak się nazywamy.
Nawet podczas ataku klaustrofobii. Od razu lepiej.
Proszę bardzo uważać, bo to...
Nieważne. Nie ma sprawy.
To moje... Dzięki.
To moje narzędzie pracy.
Muszę się nagrywać.
To urządzenie i tak...
nie łączy się z siecią.
Warunki pracy są poufne, panie Casal. Nie pozostanie żaden ślad po waszym pobycie.
- Pełne zaufanie... - Ołówek i papier w zupełności wystarczą.
Wygląda jak ta martwa laska z Dedala. Od razu wchodzimy w klimat.
Zaburzenia osobowości. Zapewne wynik kłopotów z tatusiem.
Chodźmy.
KOD DEDALA
Robi wrażenie, prawda?
A to dopiero początek.
- Alex Goodman. - Chen Yao.
- Przyjechałeś prosto z Chin? - Mieszkam w Paryżu od ponad dwudziestu lat.
Nie wiedziałem, że jesteś taki młody.
Dedal to mój debiut. Byłem stażystą, gdy wydali pierwszy tom.
Nikt nie chciał go wziąć. Miałem szczęście.
Często śpisz na ulicy?
Przyjechałem wczoraj. Nigdy nie byłem w Paryżu.
Chciałem się trochę zabawić...
Zabawiłem się bardziej niż trochę.
Właścicielem rezydencji jest rosyjski miliarder,
wielki fan Dedala, przekonany o bliskim końcu świata.
Dzięki jego nieszkodliwej obsesji dzieło Oscara Bracha będzie bezpieczne.
Zapraszam.
Czeka was niełatwe, choć prestiżowe zadanie.
Jednoczesna praca nad przekładem
to precedens i genialny pomysł pana Angstroma.
A także wyraźne przesłanie polityczne.
Deklaracja jego zaciekłej walki przeciw wszelkim przejawom piractwa.
Możecie uważać się za szczęściarzy,
bo pochodzicie z krajów, gdzie Dedal sprzedaje się najlepiej.
Stworzyliśmy wam bardzo przyjazne warunki odosobnienia.
Wieczorem zobaczycie pokoje.
Każdy z nich ma powierzchnię całego mojego mieszkania.
I w każdym jest osobna łazienka.
Korzystanie z sieci jest surowo wzbronione.
Codziennie dostarczymy wam świeżą, międzynarodową prasę.
Tutejszej kolekcji filmów nie obejrzelibyście do śmierci.
Śniadanie podajemy o 8, lunch o 13, a kolację o dwudziestej pierwszej.
Z wyjątkiem niedziel, dzień pracy trwa od dziewiątej do dwudziestej.
Pan Angstrom będzie surowo was z tego rozliczał.
Można tu przyjemnie przeczekać apokalipsę, prawda?
Proszę dalej.
Tłumaczymy tego gniota pogrzebani żywcem. Oto apokalipsa!
Przepraszam...
Eric...
Dario Farelli. Cieszę się, że znów pana widzę. Pamięta mnie pan?
I pana, i całą resztę.
Usiądźcie, proszę.
- Pan również. - Oczywiście...
Tu jest tylko 20 stron...
Wątpię, że przełoży je pani bezbłędnie w ciągu jednego popołudnia.
Wieczorem zbiorę arkusze i zwrócę je wam jutro,
dodając, w razie konieczności, 20 kolejnych stron.
W ciągu miesiąca poznacie i przełożycie 480 stron trzeciego tomu.
Drugi miesiąc przeznaczycie na poprawki.
W tej bibliotece znajdziecie podstawy wiedzy ogólnej.
Solidniejsze, niż gdziekolwiek indziej.
Nie podoba się tu panu, Kedrinos?
Gdybym chciał pracować w korporacji wybrałbym inny zawód.
Arkusze i komputery zostają w tym pokoju.
Palarnia jest w holu, pani Alves.
Nasi rosyjscy przyjaciele będą nad wami czuwać.
Świetnie. Życzę miłej pracy.
I, jak to mówią we Francji, "w górę serca"!
DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Więzienie Bois d'Arcy, Francja
Nie sądziłem, że zgodzisz się przyjść.
Poczucie winy bywa pomocne.
Proszę.
Mimo wszystko ją wydadzą.
Wykorzystają to, co się stało, żeby podkręcić sprzedaż.
Weź ją. Przyniosłem dla ciebie.
Twoje trofeum, w pewnym sensie.
Tylko 1% propozycji, które co roku trafiają na moje biurko, nadaje się do publikacji.
Spośród nich sprzeda się tylko 10%.
I tylko jedna, góra dwie, zostaną bestsellerami.
Całymi latami pracowałem
na sukces wydawnictwa Angstrom.
Wypowiadasz wojnę branży, która zatrudnia miliony,
a generuje miliardy.
Nie poradzisz sobie.
W kółko ją czytam.
Mam przeczucie, że rozwiązanie jest w środku.
Nie umiem sobie tego wybić z głowy.
Muszę zrozumieć, jak do tego doszło.
Nie rozstawałem się ani na chwilę z maszynopisem oryginału.
Poza autorem i mną
nikt inny go nawet nie trzymał.
A mimo to
musiał dostać się w twoje ręce.
Kiedy?
Nie patrz tak na mnie. W końcu i tak się dowiem.
- Chcesz odrobinę, Javier? - Nie, dzięki.
Muszę się pilnować. To będą dwa intensywne miesiące.
Chyba nie wszystkich to stresuje.
- No co? - Trochę chrapiesz. I się ślinisz.
Fakt.
Masz szczęście, że trafiłeś tu w tak młodym wieku.
- Musisz mieć talent... - Tak, on ma talent... Zwłaszcza do drzemek.
- Cel uświęca środki. - Po prostu muszę odespać.
Zresztą i tak nigdy nie siadam do tłumaczenia z marszu. To musi... dojrzeć.
Masz rację. Poza tym źle się pracuje bez całego tekstu.
Znajomość całości to podstawa.
- Angstrom traktuje nas jak maszyny. - Skąd!
Po prostu jest ostrożny.
Obciągasz mu, czy co? Jest sadystą. Od razu to widać.
To frustrujące!
Myślałem, że się dowiemy, kto utopił Rebeccę.
- Ale po co? - A może śledztwo Francka wykaże,
że Rebbeca popełniła samobójstwo?
- Żeby go ocalić? - Nie.
Byłbym zawiedziony.
A jeśli to sam Franck zabił swoją żonę?
Może działa pod wpływem Dedala, choć o tym nie wie?
Rebecca stworzyła wirus.
Traktowała Francka jak królika doświadczalnego i to się na niej zemściło.
Nie.
To by było zbyt banalne.
To prawda.
Nie trzyma się kupy.
Czekaliśmy na to dwa lata.
Dwa przepieprzone lata.
To nie jest literatura, tylko produkt masowej konsumpcji.
Żadne zakończenie
nie uczyni z tej książki arcydzieła.
O czym ty w ogóle mówisz? To światowy bestseller!
- Miliard dolców zysku, do kurwy nędzy. - Przypomnij mi, co z tego masz? Gówno!
Oscar Brach, jest taki jak reszta.
Będzie wydawał kolejne serie poboczne,
i pisał w kółko tę samą książkę, dopóki nie spłaci domu w Szwajcarii.
Dedala analizują badacze z najlepszych uczelni w Europie.
Uniwersytety też wkraczają do świata biznesu.
Wiem, co mówię. Wykładam w Atenach.
Więc co tutaj robisz, skoro tego nie akceptujesz?
To samo, co wy.
Uginam kark przed wielkim kapitałem, żeby mieć co włożyć do garnka.
Ja robię to z radością.
- A ja nie mam wyboru. - Traktujecie to jak zwykłe zlecenie?
Praca w służbie Dedala to ogromny zaszczyt!
Rebecca...
albo raczej jej duch...
Franck rozróżniał je z coraz większym trudem.
Rebecca stała się niewyraźną ułudą.
Przypominała mu...
o poczuciu winy, które ogarniało go w tych fatalnych godzinach
i narastało w przelotnych wizjach,
w powracających stale odpryskach tragedii.
Rebecca.
Jej długie, czarne włosy na wodach Sekwany...
Ciemne kędziory, odbijające światła mijających ją statków.
I suknia, falująca wokół niczym białe skrzydła.
- Dobry wieczór. - Dobry wieczór.
Dziękuję.
Dobranoc.
Panie Farelli!
Tak, Ericu?
Liczył pan na spotkanie z Oscarem Brachem?
Tweetował pan o tym przed przyjazdem.
Nie. To taka metafora. Miałem na myśli książkę.
Trochę reklamy nie zaszkodzi.
Reklamę proszę zostawić mnie.
Rose-Marie pójdzie z panem na górę. Usunie pan ten post.
Dobrze.
Brach nadal nie chce nadzorować naszej pracy?
W tych okolicznościach byłoby to możliwe.
Podpisaliśmy klauzulę poufności. Jego tożsamość pozostanie tajemnicą.
Nie interesują go techniczne szczegóły, związane z publikacją.
Techniczne?
Na jego miejscu chciałabym poznać tych, którzy mówią jego głosem.
Tu chodzi o jakość tekstu.
Jakości Dedala nie trzeba już udowadniać, pani Korbel.
Za chwilę skończy. W razie potrzeby jestem obok.
Niech zostanie krytykiem, skoro nie ma już nic do powiedzenia.
Właśnie!
Tak. Z punktu widzenia dziennikarza...
Naprawdę mi przykro... Cześć!
- Co pani tu robi? - Rose-Marie kazała mi na pana czekać.
Chciał się pan ze mną spotkać?
Tempo pani pracy jest imponujące, pani Anisinova.
Dziękuję.
Premiera trzeciego tomu
na Paryskich Targach Książki będzie wielkim wydarzeniem.
Planuję konferencję prasową.
Fani...
Fani oszaleliby
na widok sobowtóra Rebeki.
Wolałabym opowiedzieć im o swojej pracy.
Jedno nie wyklucza drugiego.
Za Paryż!
Gdyby nie ta fascynacja Oscarem Brachem,
być może tekst nigdy by nie wyciekł.
Wiesz...
tajemnica jego tożsamości
i rola jedynego depozytariusza oryginału
przyniosła mi same kłopoty.
Powiedziano o nim wszystko. Że tak naprawdę to bliźniacy,
że to kobieta,
i dawny enerdowski szpieg.
Niektórzy twierdzili, że to ja.
Barfleur, Normandia, Francja
Przepraszam... Kurs literatury i komparatystyki, to tutaj?
Już dawno nie uczę, młodzieńcze. Rozczarowałem się.
Moi najlepsi studenci poszli w biznes. Zarabiają duże pieniądze.
Nie chcą być smutnymi pisarzami.
Ktoś, to zaznał głodu, wie, że sztuka go nie wykarmi.
Jak się masz?
- Jak minęła podróż? - Była długa i nudna.
- Do tego miejsca nie walą tłumy. - I niech tak zostanie.
Georges, dlaczego nie pozbędziesz się tej księgarni?
Za same tantiemy mógłbyś do śmierci jeździć po świecie.
- Mam świetny dział podróżniczy. - Tak, wiem.
Właśnie postawiłem ostatnią kropkę w Dedalu.
Mężczyzna, który nie chciał umrzeć czeka na ciebie na górze.
- Wiedziałem! - Naturalnie.
Inaczej byś tu nie przyjechał.
Oscar Brach to jedyna osoba, której dotąd nie potrafiłem przejrzeć.
Należy do tej samej kategorii ludzi, co ty.
Ale nie ja.
Ja nigdy nie miałem wyobraźni.
- Odbiło ci? - Myślałem, że nigdy nie wypłyniesz.
Chciałam sprawdzić, co czuła Rebecca, gdy tonęła.
Jak na tłumaczkę masz dziwne metody.
Mylisz się co do mnie, Katerino.
Ja też jestem fanem Dedala.
Obserwuję cię.
Czuję to samo, co ty.
Ostatni tom ma moc.
Który pisarz był inspiracją dla monologów Rebeki?
James Joyce. I jego strumień świadomości.
Pozbawiony przecinków monolog Molly Bloom
z Ulissesa.
Dominujący narrator w trylogii?
- Wszystkowiedzący. - Źle. Rebecca.
To twoja interpretacja.
- Naucz się czytać. - Bohaterem... jest Franck.
Rebecca jest duszą tej powieści.
Wszystkie zdarzenia pokazują Franckowi, że nigdy nie była jego.
Dedal to coś więcej, niż thriller. To opowieść o żalu.
A ty? Co cię porusza w Dedalu?
Nie wiem.
Różne rzeczy. Lubię zagadki.
Nie porównujesz go z Ulissesem tylko dlatego, że lubisz zagadki.
Dla mnie ta książka opowiada głównie o żałobie.
Niemożliwej do przeżycia.
To akurat dobrze znam.
Angstrom nie zrozumiał subtelności tej trylogii.
Tak prostacko opowiada o niej w mediach.
Dla pieniędzy zrobiłby wszystko.
Kiedyś będzie tego żałował.
Cieszę się, że lepiej cię poznałam,
Aleksie Goodmanie.
Może powinnaś dać szansę innym, żeby też cię poznali.
Rozumiem, co cię do tego skłoniło.
Poza pieniędzmi, oczywiście.
Tłumacz żyje czyimś życiem.
Nikt nie zapamiętuje jego nazwiska. Zawsze na drugiej stronie, nigdy na okładce...
A ty...
Ty masz inne ambicje...
I możliwości, by je spełnić.
Zawsze cię dobrze traktowałem.
Dałem ci szansę.
Mogę dać ci kolejną.
Pod jednym warunkiem.
Powiedz mi to, co chcę wiedzieć.
Odezwij się, do cholery!
Katerina przygotowuje się do wielkiej rozgrywki.
To będzie wspaniały pojedynek!
Podchodzi, wymierza odległość... I strike!
Co ty tu robisz?
Święta nie są dla mizantropów.
- Zawsze miałem słabość do szampana. - Ty łobuzie!
- Dzięki za zaproszenie. - Miło nam.
Nie chciałem zostawiać cię z szefem. Mam dobre serce.
Dajesz, Włochu!
- Przepraszam! - Teraz przepraszasz?
Albo gramy albo nie gramy!
Dobra, nie gramy.
Ręce służą Włochom wyłącznie do mówienia.
- Skąd ty bierzesz te wszystkie stereotypy? - Uwielbiam to.
- Jesteś gorszy niż my wszyscy. - Może zatańczysz flamenco?
A nie, to w Hiszpanii.
Zawsze mi się myli. Jak wszystkim.
Ze mną nikt nie wygra. Grecy wynaleźli
wino, teatr i demokrację. Przebijcie to.
To było 3000 lat temu.
- Właśnie! - A potem spoczęliście na laurach.
I nie płacicie podatków.
Żartowałam.
Chciałbym wznieść toast.
Niech to odosobnienie utrze nosa tym,
którzy twierdzą, że światowe braterstwo to mrzonka.
Pozwólcie, że zaśpiewam w języku Shakespeare'a...
Tym, czego pragnie dziś świat Jest miłość, słodka miłość
- Znasz? - Jasne!
A ja?
Witaj Eric...
Co się dzieje, do cholery?
"Dziesięć pierwszych stron Tomu III już do ciebie nie należy.
Pięć milionów euro zatrzyma ten wyciek.
Jeśli nie przelejesz ich w ciągu 24 godzin,
jutro w sieci pojawi się 100 kolejnych stron.
Upieraj się nadal, a cała książka wymknie ci się z rąk.
Nie zastanawiaj się, lecz działaj.
Tylko w ten sposób odzyskasz spokój.
Ciesz się!
Twój pech uszczęśliwi licznych fanów Oscara Bracha.
Wielu z nich przekłada już jego kwiecistą francuszczyznę
na swoje języki, w czynie społecznym.
Internet obala granice kulturowe i łączy ludzi.
Tym, czego pragnie dziś świat jest miłość, słodka... miłość."
Podobno ma pan piękny głos.
- Czyżbyście nas obserwowali? - Winny jest wśród nas.
Prace zostają wstrzymane na czas nieokreślony.
Nie macie ostatnich stu stron. Ten kto to zrobił,
nie będzie mógł spełnić swojej groźby.
Dopóki nie znajdzie się winny, jesteście skazani na bezczynność.
- A jeśli nigdy się nie znajdzie? - Proszę się nie martwić.
Znajdziemy go. I zdemaskujemy.
Słowo komentarza, panie Kedrinos?
Przepraszam, ale jeśli pan nie zapłaci,
będzie pan w dupie.
Nikt nie kupi książki, która jest dostępna za darmo. Ktoś pana wydymał!
Przestań!
Odbiło panu?
Rose-Marie, zrób coś!
Możemy to załatwić bardzo szybko. Wszystko zależy od was.
- Ile chce haker? - 5 milionów.
Trzeba zawiadomić policję.
To sprawka któregoś z tłumaczy. Zajmę się tym.
Znajdę największego megalomana.
Może to kobieta? Mizoginia cię zgubi!
To nie telefon!
Tylko ty znasz autora i posiadasz maszynopis.
Rościsz sobie wszelkie prawa. Nie wiemy nawet, gdzie jesteś!
Taka była umowa.
Całe środowisko panikuje. Zagraniczni wydawcy grożą sądem.
Ależ proszę, sprawdzajcie. Mogę nawet pomóc.
Firma już i tak cienko przędzie.
Załatw to, bo zbankrutujemy.
Odwalcie się!
Wy skurwysyny! Łapy precz od moich rzeczy!
Puszczaj!
- Co o tym myśli sam Oscar Brach? - O niczym nie wie.
- Jak to? - Tak czy inaczej, złodziej jest w pobliżu.
Dopadnę go w ciągu kilku godzin.
Chronię to, co moje.
Atakują mnie, więc się bronię. Nikomu nie zabraniam oddać.
Ale ludzie są tacy słabi!
Choćby ty...
Jesteś zbulwersowana, ale boisz się to powiedzieć.
- Gdybym to zrobiła, straciłabym pracę. - I co z tego?
- Lubię swoją pracę. - Lubisz być pokojówką?
Nie. Lubię literaturę.
Więc załóż wydawnictwo. Nie moja wina, że ludziom brak ambicji.
To poważne wykroczenie.
Angstrom nie stoi ponad prawem. Wy też nie.
Nie dotykaj tego! To moje!
Długo się pani ukrywała!
To nie jest transkrypcja Dedala.
Każdy, kto zna duński, może to zaświadczyć.
Ma pani beznadziejny styl.
Jeszcze tego nie skończyłam.
To moja pierwsza powieść.
Jak długo pani nad tym siedzi?
Tylko szczerze.
Osiem lat.
Ale odkąd tu jestem, coś się ruszyło.
Wie pani...
że umowa zabrania wszelkiej innej aktywności
podczas pracy nad przekładem.
Nie wie pan, jak to jest, gdy się ma rodzinę.
Dwa miesiące w odosobnieniu to okazja, by ukończyć powieść.
Ależ, pani Tuxen!
Jest pani beztalenciem.
Gdzieś w głębi duszy
jakiś cichy głosik powtarza to pani od lat,
ale pani udaje, że go nie słyszy.
Złudzenia to nic dobrego.
Kiedyś mi pani podziękuje.
Co ty gadasz!
- Wiem, że chcą mnie w to wrobić! - "Kto się czerwieni, już jest winny.
"Prawdziwa niewinność nie wstydzi się niczego." Rousseau.
Ktokolwiek to jest - szacun!
Jeśli potrzebuje pomocy, niech da mi znać.
Odbiło ci? Haker wydymał nie tylko Angstroma, ale i nas.
Kto zarabia tu najmniej?
A co? Tylko biedni okradają bogatych? Zejdź na ziemię, Dario!
Dlaczego to miałby być ktoś z nas?
- Dlaczego nie Rose-Marie? - A może ochrona? Albo kucharze?
Nie. Nie grali z nami w kręgle.
- Nie słyszeli, jak śpiewałem. - Rose-Marie słyszała.
I wydała cię Angstromowi.
Rose-Marie to grzeczna dziewczynka. Nigdy by tego nie zrobiła.
Angstrom musi zapłacić. I to szybko.
Nigdy nie zapłaci.
W żadnym kryminale nie płaci się pierwszego okupu. I to jest początek kłopotów.
Drugie żądanie wzmaga napięcie, ale też nie zostaje spełnione.
Nikt nie łamie się przed trzecim. Płacą dopiero w ostatniej chwili.
"Zagadka to sekwencja prostych rzeczy." Dedal, tom I, rozdział 4.
Właśnie! Musimy myśleć jak haker!
Gdybym była nim lub nią, na pewno skopiowałabym tekst.
Kiedy? Spędzaliśmy razem całe dnie. Zauważylibyśmy.
- W nocy. - A co z dostępem do sieci?
Ktoś mógł wnieść do schronu
rozłożonego na części smartfona.
I gdzie by go schował?
Nosi go zawsze przy sobie.
Przypomnij mi, jak sobie to zrobiłeś?
- Spadłem z roweru. - Kiedy?
Właśnie, kiedy?
Jakiś miesiąc temu.
Telma!
Odbiło ci?
Nie mógłby udawać. Niczego nie chowa pod gipsem.
Jeśli będziemy się wzajemnie pilnować, haker nie będzie mógł działać dalej.
Nie proponuję ci drinka...
Daj spokój, Alex. Nie wierzę już w twoją pozę młodego luzaka.
Nie popadaj w paranoję. Nie ty.
Kłamiesz. Od samego początku.
Wszystko sprawdziłam przed wejściem do schronu.
Nie przełożyłeś ani Ukąszenia Rebeki,
ani Zatrutego pocałunku.
Wdepnąłem w niezłe gówno.
Londyn, Anglia
Słucham pana.
Nic z niego nie wyciągniemy.
Chce rozmawiać wyłącznie z Oscarem Brachem.
Mamy mu zapłacić za pirackie tłumaczenia? Proszę dać mi akta. Załatwię to.
Naprawdę chce pan z tym iść do sądu?
Ściganie fana źle wpłynie na wizerunek Dedala.
Igrasz z ogniem, młodzieńcze.
We Francji za kradzież własności intelektualnej grozi 5 lat,
i 300 000 grzywny, przy dużym szczęściu.
W Anglii dostaniesz 10. A ja nie słynę z miłosierdzia.
Pokazał pan moje przekłady Oscarowi Brachowi?
Pańskie są gorsze. Fani wolą moje.
Prawdziwi fani nie kradną, lecz płacą.
Prawdziwi fani ściągnęli moją wersję 10 milionów razy, w ciągu dwóch tygodni.
A jak to wygląda u pana?
Myślisz, że jesteś sprytny, a dałeś się złapać.
Może właśnie tego chciałem?
Nigdy nie poznasz Oscara Bracha.
Nawet, jeśli go zainteresujesz, nie wyświadczę ci tej przysługi.
Niech mnie pan zatrudni. Przetłumaczę trzeci tom.
- Oficjalnie. - Jaja sobie robisz?
- Na chwałę Oscarowi Brachowi. - Mam już angielskiego tłumacza.
Aaron Troy? Jest do dupy.
Praca nad przekładem
nie pomoże ci w poznaniu Bracha.
Ale i nie zaszkodzi.
Ma pan wiele do zyskania
i nic do stracenia.
Będę pracował za darmo.
Najlepiej znam jego twórczość, do kurwy nędzy!
Dość tego. Do celi!
Założę się, że zgadnę pierwsze zdanie Tomu III.
To łatwe.
Co on powiedział?
Boi się pan, że zgadnę?
Możecie nas na chwilę zostawić?
Chodź.
Proszę bardzo.
Zaimponuj mi.
Jak to zrobiłeś?
Pierwsze zdanie Tomu II
składa się z pierwszych słów każdego rozdziału Tomu I.
Oparłem się na logice Oscara Bracha
i wydedukowałem, że w III Tomie użyje pierwszych słów z Tomu II.
Genialne.
Szkoda, że się nie pomyliłem. Angstrom jest przekonany, że ten haker to ja.
Zrobiłbym wszystko, by poznać Oscara Bracha,
ale nigdy bym go nie wykorzystał do zarabiania pieniędzy.
Nie mógłbym go zdradzić.
Już go zdradziłeś, udostępniając tłumaczenia dwóch pierwszych tomów.
Angielskie tłumaczenie było takie, jak Angstrom.
Blichtr pozbawiony głębi.
Czytelnicy podpisywali petycje,
żeby zmieniono tłumacza.
Jeśli nie znajdzie się winny,
będzie po mnie.
Prawie ukradłam oryginał.
Nie mogłam się doczekać. Musiałam poznać zakończenie.
Wiesz, gdzie Angstrom go ukrywa?
Nigdy nie rozstaje się z teczką. Nietrudno było zgadnąć.
A kod?
123, najczęstszy.
Zaraz potem - 321.
567.
765.
666, liczba Szatana.
911, jak 11 września.
365 - liczba dni w roku.
069 - pozycja seksualna.
007.
777, trzy razy święta liczba.
To najczęściej używane trzycyfrowe kombinacje do zamykania walizek.
Dedal Tom I, rozdział 15.
W przypadku Angstrom, oczywiście, sprawdziła się pozycja seksualna.
Za godzinę lecisz do Londynu.
Przywieź mi wszystko co uda ci się znaleźć na temat Aleksa Goodmana.
Pokaż, że naprawdę kochasz literaturę.
No tak. Nie traćmy czasu...
Eric? Jestem w mieszkaniu Goodmana. Nic tu na niego nie ma, przykro mi.
Jest jednak coś, co męczyło mnie przez całą podróż.
Od przyjazdu tylko troje tłumaczy było na górze.
Mogli połączyć się z siecią.
Miałam oko na pana Farellego i na panią Tuxen.
Ale nie na panią Anisinową.
10 PIERWSZYCH STRON DEDALA MILIONY WYŚWIETLEŃ
No i proszę. Zaraz wszystko będzie jasne.
Zobaczymy, dla kogo ta sytuacja okaże się najtrudniejsza do zniesienia.
No, dalej!
Spróbujcie teraz wysłać mi maila!
"Drogi Eriku,
Widzę, że się nie spieszysz.
Świat otrzyma dziś 100 następnych stron.
20 milionów euro ocali to, co jeszcze ci zostało.
Już i tak nadużywasz mojej wspaniałomyślności.
Masz sześć godzin.
Później moje przygody zaczną wymykać ci się z rąk.
Podejmij dobrą decyzję i weź się w garść.
Kto się czerwieni, już jest winny.
Prawdziwa niewinność
nie wstydzi się niczego."
No i co? Teraz to wina Ingrid?
Tak. Powiedziałam to.
To jakaś czarna magia.
"Magia nie jest z tego świata."
Dedal, Tom II,
rozdział 10.
Zna pani również na pamięć wszystkie strony Tomu III?
- Tak to pani zrobiła, prawda? - Słucham?
Proszę nie odgrywać niewiniątka! Udaje pani Rebeccę,
pracuje pani pilniej, niż cała reszta, robi pani wszystko,
by zwrócić na siebie moją uwagę. Żebym zaprosił panią do gabinetu.
- To nie było wystudiowane... - Cała jesteś wystudiowana!
To ona! Jasne, że ona!
- Chce nas pan ze sobą skłócić? - Chronię to, co moje!
Dość tego!
Nie będę tu przez ciebie tkwił! Ty suko!
Przestań!
Alex, nie!
Spadaj!
Wiem, że to ty.
Wiem! I udowodnię to.
Zobaczysz! Wiem to!
Dopóki nie znajdzie się winny, niczego ode mnie nie dostaniecie.
- Mamy umrzeć z głodu? - Nie obchodzi mnie to.
Będzie dobrze.
Nie będzie. Nie mamy wody i ogrzewania. Nie mamy jedzenia.
Okaż trochę więcej zrozumienia!
Spokojnie, Javier.
Najgorsze minęło.
Wspaniale!
- Javier? - Dlaczego jest ciemno?
- Specjalnie odłączyli prąd. - Światło!
Wszystko gra?
Musimy stąd jakoś uciec.
Ktoś na was czeka po tamtej stronie?
Może mój pies.
Moi kochankowie.
A i oni...
potrafią się świetnie bawić beze mnie.
Moja córka.
Ale ona jest już duża.
Nie widziałam jej od kilku miesięcy.
Stałyśmy się sobie obce.
Nie martw się, Helene.
Masz wielkie szczęście.
- Mąż i dzieci kochają cię. - Ale ja ich nie.
- Chyba tak nie myślisz? - Myślę. To straszne.
Chyba jeszcze nigdy nie myślałam tak trzeźwo.
Odkąd tu jestem, dociera do mnie...
choć robię wszystko, by wmówić sobie, że jest inaczej...
że nie tęsknię za nimi.
Za nikim, nawet za najmłodszym.
Jak gdyby byli dla mnie...
tylko konceptami.
W młodości chciałam tylko
pisać powieści.
Podróżować po świecie.
Nigdy nie chciałam dzieci.
Ale Karl naciskał.
Więc ustąpiłam, żeby się cieszył.
Zawsze tak robiłam.
Wszystkich uszczęśliwiałam.
To skłoniło mnie do pisania. Chciałam sprawiać ludziom przyjemność.
Ale bałam się przejść do czynu.
Wyrzucałam mężowi i dzieciom, że zabierają mi czas...
i twórczą przestrzeń.
Miałam do nich żal, że jestem tylko tłumaczką!
Nie autorką z prawdziwego zdarzenia!
Nie przyznawałam się do tego przed sobą, ale odcinałam się od nich.
Prawda jest taka, że nie potrafię pisać.
Ale wmawiając sobie, że jest inaczej,
przegrałam na wszystkich frontach.
Dałem ci się omotać.
Od początku nosisz maskę. Nabrałem się.
A przecież też umiem zachować zimną krew.
Więc daj mi szansę.
Daj mi szansę!
Proszę!
Mamy to.
"Proszę."
Magiczne słowo.
Nie było tak trudno, prawda?
Jak na kogoś bez wyobraźni wymyśla pan zgrabne historyjki.
- Mówiłem wyłącznie prawdę. - Sprawdzę to.
Pominął pan jeden szczegół.
To pan jest w więzieniu.
- Nie ja. - Przetrwam proces. Jestem niewinny.
- To była obrona konieczna. - "Kto się czerwieni, ten już jest winny."
"Prawdziwa niewinność nie wstydzi się niczego."
Czego ty właściwie chcesz?
Mówiłem to jasno, od początku.
Chcę poznać Oscara Bracha.
Na pańskim miejscu,
spróbowałbym wreszcie go do tego namówić.
Inter folia fulget.
Zatem, jeśli zakończę wybór tłumaczy do schronu
w październiku,
Mogę zlecać druk w lutym.
Znalazłem niezwykle bezpieczny magazyn.
- Światowa premiera około... - Zwolnij.
Czyżbyś chciał poprosić o czas na doszlifowanie tekstu?
Zawsze prosisz.
I za każdym razem mówię ci, że wszystko jest idealne.
I mam rację.
Nie chcę już z tobą pracować.
- Słucham? - Jestem umówiony z innymi wydawcami
w przyszłym tygodniu.
- Mam nadzieję, że to żart. - Nie podpisałem umowy na wyłączność.
Dam ci milion podwyżki
i podwoję tantiemy ze sprzedaży. Może być?
Zwrócę ci zaliczkę. Nie chodzi o pieniądze.
Więc o co?
O lojalność.
- Wobec samego siebie. - A co z lojalnością wobec mnie?
Zawsze szanowałem twoje życzenie anonimowości. Walczyłem o Oscara Bracha,
gdy nikt w niego nie wierzył. Tak mi dziękujesz?
Wiesz, ile w to zainwestowaliśmy? To musi być bestseller roku!
Bardzo tego potrzebujemy. Ja tego potrzebuję.
Zostań tu na noc.
I spokojnie to przeczytaj.
Chcę, żebyś pierwszy poznał zakończenie.
Dzięki za ten zaszczyt!
Nie wkurzaj mnie!
Nigdy nie zdołam cię zadowolić! Od studiów nic się nie zmieniło!
Gdy do ciebie przyszedłem,
Wydawnictwo Angstrom było małą oficyną,
która traktowała swoje książki jak prawdziwe dzieła.
Teraz sprzedajesz Dedala jak zwykłą pastę do zębów.
Wyciskasz z niego co się da.
Pochłonęła cię chęć zysku.
Sukces nie jest niczym złym.
Gdybyś sam odważył się pisać, zrozumiałbyś mnie.
Nie możesz mi tego zrobić!
Jesteś gotów zamknąć tłumaczy w schronie
i traktować ich jak bydło?
Straciłeś poczucie człowieczeństwa i zrozumienie dla procesu twórczego.
- Co robisz? - Pracuję.
Inni chyba zapomnieli, po co tu jesteśmy.
Ja też zawsze uciekam w lekturę.
W POSZUKIWANIU STRACONEGO CZASU
Wiesz, dlaczego upodobniłam się do Rebeki?
To mój pancerz.
Czuję się niezwyciężona.
To dziwne, że zyskujesz siłę, utożsamiając się z ofiarą.
Ona nie jest ofiarą.
Przeciwnie. Zginęła, bo miała moc.
Pierwsze zdanie Tomu III
nie składa się z pierwszych słów z każdego rozdziału Tomu II.
Okłamałeś mnie.
- To ty jesteś hakerem. - Przestań! Nigdy cię nie skrzywdzę.
- Nie wiem, kim jesteś... - Jestem fanem Dedala.
Nie okłamałem cię w najważniejszej kwestii. Nie chcesz wiedzieć, kim jest Oscar Brach?
Szanuję jego wolę pozostania anonimowym.
Nie znam twojej historii,
ale musiało przydarzyć ci się coś złego.
Stałaś się jedną z jego bohaterek.
Potrafił wyrazić twoje cierpienie. Tylko on cię rozumie.
Co mu powiesz, jeśli uda ci się go spotkać?
Nic. Gdy stoisz naprzeciw Oscara Bracha, czekasz, aż sam zacznie mówić.
Też chcę tam być.
Przyszedłem udzielić panu lekcji magii.
Dlaczego zmieniłeś zdanie?
- Wczoraj zrobiło mi się pana żal. - Spierdalaj.
Jak brzmi złota zasada Francka Hardy'ego?
"Zawsze patrz w dobrym kierunku."
Pobrzmiewa w niej utonięcie Rebeki.
Gdyby stanęła przy prawej burcie, Franck mógłby ją uratować.
Dzięki. Wiem, co się z nią stało.
Potem próbował robić to prowadząc śledztwo.
Patrzył w dobrym kierunku.
No i?
Zrobił pan błąd
zbyt długo upierając się, że wszystko rozgrywa się w schronie.
Działałeś z wyprzedzeniem...
Ale to nadal nie wyjaśnia mi, jak przejąłeś maszynopis...
- Miałem go zawsze przy sobie. - Wiem.
I wiem też, że pański dzień jest uregulowany jak w zegarku. Wychodzi pan z wydawnictwa
co wieczór, za dwadzieścia ósma,
i wraca pan prosto do domu.
Siada pan za każdym razem w tym samym miejscu,
w środkowym wagonie metra.
Stapia się pan z tłumem.
Metro jest bardziej punktualne, niż samochód.
Ma pan 13 stacji między Glacière a Passy.
Odstępy między stacjami linii 6 wynoszą 1 minutę i 18 sekund,
zatem cały przejazd trwa 15 minut i 36 sekund.
Tydzień przed wejściem do schronu,
nieświadomie odbył pan
końcówkę podróży z pustą teczką.
Podmieniłem je.
Cześć.
666.
911.
365.
- No, dalej! - Nie!
069.
Mamy mało czasu.
Dalej...
007.
Dalej...
- Już po nas. - Zamknij się!
777.
Mamy to!
Riso GD7630 to Rolls Royce wśród kserokopiarek.
Kopiuje 170 stron na minutę.
Przy dwóch maszynach
potrzeba minuty i 36 sekund,
by skopiować 480 stron
trzeciego tomu Dedala.
- Wiesz, co nam za to grozi? - Więzienie.
Już jesteś w więzieniu, Ingrid. Wszyscy jesteśmy. Służymy absurdalnemu systemowi,
który nas gnębi, choć nas potrzebuje.
Jesteś zbyt inteligentna, by się temu podporządkować.
Wolność to abstrakcyjne pojęcie w kraju, z którego pochodzę.
Sam cenzurujesz swoje przekłady? A może robi to redakcja?
Nauczyłem się antycypować.
Wydawcy tacy, jak Angstrom godzą się na to, by wejść na rynek.
To przestępcy.
Nie masz żadnych zysków ze sprzedaży.
A przecież 500 milionów ludzi mówi na świecie w twoim języku.
Uważasz, że to sprawiedliwe?
- Nie mam wyboru. - Zawsze masz wybór.
Jarasz się, gdy inni traktują cię jak...
gów-gów-no...
- Nie nabijaj się ze mnie. - Słyszysz?
Najlepsze jest to, że nikt cię nie będzie podejrzewał.
Jestem twoją życiową szansą, Javier.
Wybrałem najbardziej szalonych. Najbardziej bystrych.
Najbardziej wyzyskiwanych. Najodważniejszych.
Czemu miałabym ci zaufać?
Nie jestem debiutantem.
Zaczekaj, Chen!
Rusz się, do cholery!
Co, co cholery...
Uważaj!
Skurwysyn!
Z drogi, baranie!
O, kurwa!
Nie uda się!
Alex!
Kurwa!
Kto ci pomógł?
- Kto? - Powiedziałem panu, jak.
Nie powiem, kto.
Magik nigdy nie wyjawia wszystkich sztuczek.
Na to wygląda...
Ale złapiemy ich w ten, czy w inny sposób.
Skoro pan tak mówi...
Wierzysz, że ten dzieciak sprzeniewierza miliony euro?
I tak nigdy nie powie, gdzie jest forsa.
"Zbrodnia to rodzaj teatru."
Dedal Tom I, rozdział 9.
Jesteś gorszy ode mnie.
Dziękuję panu.
Konie, ptaki,
świnie... spoko, ale szczury?
- Gdzie się nauczyłaś tak jeździć? - Nie chcesz wiedzieć.
- Masz prawko? - Nie dotykałam go.
Kto by dotknął szczura?
- Nienawidzę szczurów! - Cicho!
- Kto czyta pierwszy? - Śmiało, proszę pana.
Żadnych przywilejów. Czytamy na głos.
Cudownie!
Kto czyta?
Nie ja. To by mogło...
potrwać.
Nie przeszkadza wam, że zacznę?
Widzę, że masz ochotę.
Oscar Brach. Tom III. Dedal.
Człowiek, który nie chciał umierać
trzy tygodnie odosobnienia...
twierdzą, że światowe braterstwo to mrzonka...
Zacytuję w języku Shakespeare'a... "Tym, czego pragnie dziś świat..."
- Raczej to zaśpiewaj. - Jeszcze raz.
Jak to szło?
Właśnie!
Wszyscy razem! Śpiewajcie.
Tak może być?
Na pomoc! Na pomoc!
Wiedziała, że zostanie zdemaskowana.
Pan Tuxen nie byłaby do tego zdolna.
Zresztą - w ogóle, do niczego.
W końcu zmierzyła się z rzeczywistością.
Koniec z tym! Pańscy pracownicy wypuszczą nas stąd,
- gdy tylko dowiedzą się o śmierci Helene. - Najpierw się muszą dowiedzieć!
Jest tu na tyle zimno, że ciało przetrwa jakiś czas.
Nikt nie wyjdzie z biblioteki!
Szczere wyrazy współczucia.
- Czyżbym pan obudziła? - Mów o co chodzi, Rose-Marie.
Mieszkanie było bardzo wiarygodne, poza jednym drobnym szczegółem.
Nie ma w nim przyborów toaletowych. Żadnego mydła, nic.
Nikt w nim nie mieszka.
Pytałam sąsiadów. Nigdy nie widzieli Goodmana.
To on jest winny.
Ktoś, kto nie musi się chować, nie potrzebuje przykrywki.
Więc gdzie on mieszka?
Nie wiem...
Zaczniesz wreszcie coś robić, żałosna idiotko?
Poruszysz niebo i ziemię, i znajdziesz jego norę.
Zrozumiałaś?
Nie jesteście zmęczeni?
Mam nadzieję, że Angstrom płaci wam za nadgodziny.
Jeśli chcecie się odprężyć, znajdźmy ustronne miejsce.
Podobno robię świetne masaże.
No co? Może nigdy stąd nie wyjdziemy.
Korzystajmy z czasu, który nam pozostał.
Chen! Eric wie... On wie.
- O czym? - Że to my.
Od początku nas za to karze.
Jak upadłem... jego pióro wyleciało... z teczki.
O czym ty mówisz?
Na pewno zauważył.
Posłuchaj... Musimy teraz zachować zimną krew.
Co tam knujecie?
Dość tego!
To się musi skończyć!
Rozumiem, co czujesz,
ale Helene i tak by to zrobiła, jak nie tu, to gdzie indziej.
Skąd możesz wiedzieć?
Wolałbym siedzieć w pace, niż spędzić tu choćby sekundę więcej.
Javier.
To ty jesteś hakerem?
Zapytałem cię o coś.
Jesteś hakerem.
"Drogi Eriku,
nie były mi znane twoje autodestrukcyjne zapędy.
200 kolejnych stron wymknęło ci się z rąk na zawsze.
80 milionów. Tyle wynosi całkowita suma twojej kary.
Masz 20 minut.
Potem książka popłynie ku innym horyzontom.
Dokonaj dobrego wyboru.
Chroń
to, co twoje."
Powiedzcie, jak to powstrzymać, albo zabiję was wszystkich!
To zdalny system wysyła maile o ustawionych datach i godzinach.
Jeśli mnie pan zabije, pożegna się pan z trzecim tomem.
Chcesz się zabawić? To się zabawimy!
Zaczniemy od kraju, na którym zarabiamy najmniej.
On nie ma z tym nic wspólnego. To sprawa między nami.
Mogłeś pomyśleć o tym wcześniej.
Zastrzel mnie, skurwielu. Przynajmniej sobie odpocznę.
- Musimy coś zrobić... - Po francusku, jąkało.
On nie rozumie.
Zorganizujmy się i walczmy.
- Co mamy robić? - Podzielmy się na dwie grupy.
Jedni odwrócą uwagę ochrony, drudzy zajmą się nim.
Namawiają się. Trochę znam hiszpański. Potrzebuję więcej, niż trochę, kretynie!
- Jestem po twojej stronie. - Kurwa!
- Nie znam hiszpańskiego! - Ja znam.
Mówcie. Przetłumaczę.
Przestańcie, do cholery!
Możemy to załatwić szybko. Wszystko zależy od pana.
Serio? Co sugerujesz?
Proszę zadzwonić do Oscara Bracha i dać mi słuchawkę.
- Za późno, Alex. - Prawie to mamy.
Musimy działać razem.
Telma, Chen i Javier,
zajmą się ochroną.
Ingrid i ja rzucimy się na tego gnoja!
- Przestańcie! - Telma, Chen i Javier,
zajmą się ochroną Ingrid i ja rzucimy się na tego gnoja!
Nie znam hiszpańskiego ani mandaryńskiego. Greka?
Prosiłeś się o to!
Cokolwiek chcieliście zrobić, zróbcie to teraz.
Zaczynamy. Na trzy!
Zaczekaj. Wszyscy liczą do trzech po hiszpańsku.
Nawet on.
Policzę po chińsku. Raz...
- Dwa... - Trzy!
Chyba nie tylko ja działam pod presją czasu.
Nie powstrzymam tego. Wszystko wysyła mój komputer w Londynie.
Jeśli nie zrobi pan przelewu, tekst automatycznie trafi do sieci.
Podaj mi swój adres. Prawdziwy.
- Podaj adres! - Zróbcie coś!
Wezwijcie karetkę.
- Kod? - 1415.
Znajdź ten cholerny komputer.
Wygrał pan. Proszę wezwać karetkę!
Wszystko w porządku?
W absolutnym, Rose-Marie.
Ratujesz Wydawnictwo Angstrom.
Byłem surowy, bo w ciebie wierzyłem. Dyrektor ds. sprzedaży. Chciałabyś?
Twoje gówniane życie zamienia się właśnie w świetlaną przyszłość.
Rose-Marie, jesteś tam?
Znalazłaś?
Rose-Marie, odpowiedz mi! Znalazłaś?
Dzwoń po tę jebaną karetkę!
Rozwal ten pieprzony komputer,
jeśli trzeba, to nawet młotkiem!
Eric?
Ja naprawdę kocham literaturę.
Tak? No to co?
No to się pierdol.
Nie mamy wyboru. Musimy zapłacić.
Za późno. Nie mamy takiej sumy.
Dorzuć moje udziały. Płacimy.
- Jaki numer konta? - Już wysłałem.
Poszło.
Już po wszystkim.
"Drogi Eriku,
Dedal ci się wymknął.
Tak, nawet strony, których mi nie dałeś.
Myślę, że spodobają ci się zwroty akcji,
z których tak słynie Dedal".
"W dupie mam twoje pieniądze.
To ciebie chcę dopaść. I chyba już nawet dopadłem."
Niech pan zadzwoni do Oscara Bracha.
Nie! Stop!
Nie!
Angstrom właśnie stracił pracę. My też. Daj spokój.
Coś, co wisiało w powietrzu, coś, jakby pieszczota,
zdawało się go wołać.
Rebecca.
Choć wybaczała mu ciągle od nowa,
w przysięgach, które powtarzał sam sobie,
nie przestawała go oskarżać, gdy tylko zamykał oczy.
Prawda pozostawała prawdą.
Był jej jedynym mordercą,
człowiekiem, którego tak desperacko szukał,
człowiekiem, na którego bezwiednie
patrzył każdego ranka,
gdy przeglądał się w lustrze.
80 milionów euro.
Wyłudziłeś ode mnie 80 milionów.
Gdzie jest ta forsa?
Co to pana obchodzi?
Jeszcze jedno.
Gdy spotkaliśmy się w Londynie, odgadłeś pierwsze zdanie Tomu III.
To było zanim ukradłeś mi maszynopis.
Jak to zrobiłeś?
Nie słyszę ich.
Co się dzieje?
To ja je napisałem.
Oby ta książka była tego warta.
Dobrze wiesz, o czym mówię.
Chciałem poznać zakończenie. Swój egzemplarz zostawiłem w domu.
Rozsądniej byłoby po niego wrócić.
Dom jest u mamy, w Londynie.
Spędzam wakacje u taty.
Jest Francuzem. Sztywniakiem, jak pan.
Proponuję ci umowę.
Jeśli zgadniesz, kto był mordercą w Orient Expressie,
zatrzymasz książkę.
A jeśli nie zgadnę?
Tu jest sporo do roboty.
Myślę, że wszyscy są winni.
Widzisz ten karton?
Wyjmij z niego książki i rozstaw je na regałach.
Tak, tak. Działaj.
Jak się nazywasz?
Alex Goodman.
Czytałem Dedala.
Gówniany. Powiedz to od razu.
Jest naprawdę świetny.
Idealne połączenie anglosaskiej dramaturgii z językiem francuskim.
Imponujące. I już wiem, komu to wyślę.
Nie zależy mi na publikacji. Chciałem ci udowodnić, że to umiem.
I udowodniłeś.
Wreszcie mnie posłuchałeś. Twoi bohaterowie żyją.
Nauczyłeś się obserwować ludzi, opisywać ich po swojemu.
Ale nie piszemy dla siebie.
Ludzie potrzebują dobrych książek.
- A ta jest bardziej, niż dobra. - Nie, Georges.
Nigdy się nie ośmielę.
Zrywa się wiatr. Trzeba próbować żyć.
Nie pozwolę, żeby ten tekst został w szufladzie.
Jeśli naprawdę chcesz to wydać,
podaj się za autora.
Nie mówisz poważnie.
Dlaczego nie?
W takim razie wymyślmy pseudonim.
To ty wybrałeś
Oscara Bracha.
Napraw to. Nic nie słychać!
- Dość! Idę po dzieciaka. - Nie mamy żadnych dowodów.
Jest tylko jeden winny w tej opowieści. Ty.
Chce zamknąć tłumaczy w schronie? Traktować ich jak bydło?
Ten facet nie szanuje ani ludzi, ani procesu twórczego.
Chciałeś pozostać w cieniu. Kontroluję sytuację...
Niczego nie kontrolujesz.
Angstrom opowiada brednie o Dedalu. Sprzedaje go jak zwykłą pastę do zębów.
Czy tego chcesz, czy nie, zawdzięczasz mu sukces.
Zawdzięczam go sobie i nikomu więcej!
Znasz tę książkę?
W POSZUKIWANIU STRACONEGO CZASU
Otworzyła przede mną nieskończone perspektywy.
Nie dbam o to, kto mi ją sprzedał.
Spomiędzy stronic tryska
wiedza.
Inter folia... fulget.
Tekst ma większą moc, niż cokolwiek innego.
Tylko tekst pozostanie.
Zapis.
Zaufaj literaturze.
Szanowni Państwo! Niezmiernie miło mi ogłosić,
że wydawnictwo Angstrom nabyło prawa do finałowego tomu
trylogii Dedal Oscara Bracha, pod tytułem Człowiek, który nie chciał umierać.
Zażarcie negocjowałem z Oscarem Brachem,
ale zapewniam, że to ja miałem przewagę.
Nie przestaję chronić tego, co moje.
Jestem pewien, że Oscar Brach nie będzie tego żałował.
Jednoczesne prace nad przekładami rozpoczną się w grudniu,
a książka będzie dostępna we wszystkich dobrych księgarniach od marca.
Zatem, drodzy państwo, drugi kwartał roku będzie zabójczy!
Prawdziwy angielski przekład Dedala I i II.
Nie możesz być Oscarem Brachem!
Naprawdę myślisz, że podmieniłbym walizki w metrze tak, żebyś tego nie dostrzegł?
Cały czas miałeś przy sobie maszynopis oryginału.
Nie musiałem go kraść.
Tylko, że reszta w to wierzy.
Prawda jest taka, że nie miałeś nic, co można by ukraść.
"Chroń to, co twoje."
A co tak naprawdę jest twoje?
Moje książki?
Ty je tylko kupujesz. A wiesz, co jest najśmieszniejsze?
Gdy powiem śledczym, żeby sprawdzili twoje konto...
znajdą na nim 80 milionów.
Co ty gadasz?
Nośna historia, prawda?
Wydawca zamyka kilku tłumaczy w bunkrze,
i udaje, że padł ofiarą hakerów.
Usypia czujność wszystkich, wyłudzając monstrualny okup.
- Nikt ci nie uwierzy. To ty jesteś hakerem! - Nikt, poza tobą, mnie nie oskarżył.
Ani Rose-Marie, ani tłumacze, ani ochroniarze.
Przekupiłeś ich, hakerze!
Teraz już wiesz, kim jestem.
Kłamiesz!
Nie możesz być Oscarem Brachem. On nie żyje, rozumiesz?
Zabiłem tego łajdaka własnymi rękami!
Właśnie to chciałem usłyszeć.
Idę tam.
To nie ja zabiłem Oscara Bracha. To jest Oscar Brach.
- To on. - Jasne.
Mówię wam, że to on.
Nie mogłem go zabić. Przecież to on. To jest Oscar Brach!
Nie smuć się, mały. Wrócisz tu za rok.
KOD DEDALA
Tłumaczenie: Magdalena Kamińska-Maurugeon
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.