Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Spokojnie, tylko spokojnie
jestem sharkman i niczego się nie boję,
nikt nie rozumie prawdziwego rekina, mama myśli, że mam zbyt wybojałą
wyobraźnię i że urodziła zwyczajne dziecko, a nie żadną rybę.
Ej, Jasiu, trzeba już iść.
Tata w ogóle nie ma do tego głowy, przyjmuje się swoją perułką i cały czas
siedzi w wynalazkach.
To jest świetne.
Chcę wymyślić żel na porost włosów.
Ale nic z tego nie będzie.
Ej, zobacz.
A siostra?
Papier, kamień, nożyce.
Ona jest najgorsza.
Papier, kamień, nożyce.
Jest nastolatką i weganką.
Zależy mi, żeby wam zależało.
Wszyscy ją chwalą.
Koleżanki za to, że im pomaga, mama za to, że jest taka mądra.
W dodatku chwali ją podwójnie, bo jako mama i jako pani dyrektor.
Prawdziwego Sharkmana nikt nigdy nie chwali.
Wszyscy się go boją.
Wszystko w porządku, Janek?
Powiedz wam, że wiem.
Dlatego ja nie chcę być jak moja siostra.
I nigdy nie będę ani weganinem, ani nastolatkiem.
Cisza!
Skać, bo następni czekają.
Mówię wam, życie szarkmana nie jest łatwe.
Zwłaszcza wtedy, kiedy boi się wody.
Chodź!
Ej, Sharkman!
Nie bądź cykor!
Rekin jesteś!
No chodź, nie bój się!
Co zrobiłeś, no?
Czekaj, muszę cię wytrzeć.
Chodź.
Halo, mamo?
Curuniu, będziecie jutro?
Mhm.
To dobrze, bo Pradziadek się o was martwi.
Niepotrzebnie.
No ci znowu miał koszmady.
Znowu?
No i to jak?
Wczoraj minęło 50 lat od tego zawału w kopalni.
Kiedy uratował Fuberta?
O matko.
Przyjemnie.
Ba.
Nie bój szaby.
Spoko.
Teraz jak prawdziwe rekwile.
Nurkujemy!
Andrzej, musimy ustalić co z wyjazdem na Śląsk.
Dziadek ma urodziny.
Słyszałeś co powiedziałam, czy nie słyszałeś?
Co się, co jemu, co się stało?
Co to za kudły na moim piesiu?
Mój kroki.
No przecież jak ja z tym...
Coś mu pan wcierał?
Ale proszę pana, spokojnie, bez nerwów.
Co to jest?
To ta woda!
Wariat.
Pan się wariował.
Pana, co się porwali?
Co?
Co się porwali?
Przestań już, naprawdę mam dość wygłupów ojca.
Przecież, patrz, tu jest Zosia.
Uciekłaś mu!
Spadaj.
O czym on mówi?
Wymyślił sobie coś.
Aha. Już nie fantazjuj.
Zosia,
to ty?
Janek!
Czemu ty tak nabałaganiłeś?
Zosia gada z potworami!
Janeczku, nie ma żadnych potworów.
To jest twój pokój.
Ja jestem twoją mamą, Zosia jest twoją siostrą.
To tylko twoja fantazja.
Musisz przestać zmyślać.
Jak wrócę, chcę, żeby tu było posprzątane.
Przeważa dziś będzie zachmurzenie małe i umiarkowane na pozostały męczach.
Bo ja wolę pająki od euforii biedronki i nocne dźmy od motylej gry, bo ja jestem inny i nie czuję się winny.
Bo ja wolę pająki od euforii biedronki i nocne dźmy od motylej gry, bo ja jestem inny i nie czuję się winny.
Bo na wolę pająki od euforii biedronki i nocne dźmy.
Co Jasiu?
Co się stało?
Ja chcę, żeby moja siostra wróciła.
Janek, moja siostra po prostu dojrzewa.
Witajcie w piekarach.
O jacie, węglosz.
Popatrzcie, węglosz.
Janek, Zosia, Zosia, obudź Zosię.
Weń już.
Myślałam, że oni już nie istnieją.
Ludzie, żwawiej.
Anik, słyszą, że jesteśmy.
Matka Boska, piekarsko, Basia przyjechała.
A Kaja, mama?
A, poszła szukać dziadka.
Zasiępiał, kaś tracił.
Dzień dobry.
Zosia, Jaśko, aleście wyrośli.
A to jest Bartuś, pamiętacie?
Bartka, Uszoka, Łódz Sąsiadów.
No, pójdź na sam, Bartuś.
Poznajcie się!
Eee, hoppe!
Jesteś ty taki anemiczny!
Cześć!
Babą się nie dowo.
Au!
Pary to ty moż!
Rychtik się fajnie bawicie!
Łostowcie to i pójdźcie!
O ja, pójdźcie dziążki!
Ujdź, no byś siedział w tej piwnicy, siedział.
Ten szakiet zakładaj świętom, odpadnie ta luda.
Siadajcie sam.
No dawaj ta ręka.
Nie, rób oj.
Nie, rób nie, ojciec, spokojnie.
Siadajcie.
Bartek, dowiej ta czopka.
Ojciec, mogę burska.
Urodziny.
Tyż, tyż.
Chodź, chodź ludzie, chodź.
Janek, Zosia.
Okazja osiemdziesiątych piątych życzę wam dużo słodyczy, zdrowia, pieniędzy.
No i wiecie, tam jakieś fajne dziełuszki, nie?
Dziękuję ci.
Dziękuję ci.
Nie, raczej masz kresu, Jezusiczku.
Ja wam zdyca pełno myca.
Trzymaj się dalej zdrowo.
Ja.
Cześć, Boże.
Rzeczuś, to dla ciebie.
To jest Zosia, prawda?
A to jest Janek, Jasiu.
Kucza, nie bój się, Jaśiu.
Otwórz to ode mnie.
Taki górnicek, tyś we młodości, a sam się to możesz tak począstnąć,
ojciec, i sam będziesz miał wągiel.
Znakuja Wam, a chcecie dokładki?
Nie, nie dawe jej tego, ona tego nie chce.
Nie, nie, mamo!
Nie, nie, nie, ty będziesz dziecka rybia wegetariankę. No, daj.
Mamo, to jest jej wybór.
Ja, jej wybór.
No, Co? O?
A, Tosia.
Ja, zług dziewczynka, jedz, jedz jążka na zdrowie.
To w ni...
Chcesz moja?
Tato, a nie mówiłem?
No by nie, głodko to.
Ja, ja, ja.
100 lat, 100 lat, 100 lat.
Marzyć, marzyć, maduga, duga żyć.
Marzyć, marzyć, maduga, duga żyć.
Co ty robisz? Co to? Marzyć, marzyć, maduga, duga żyć.
Dziadziuciu, a opowiesz nam wszystkim o magicznym sreberku?
O tym magicznym sreberku.
Jak się o tym dowiedziała?
Od mojej taty.
Tak?
Dziadziuszu, proszę.
Czamy za wielkie larmu.
Pójdźcie za mną, dzieci.
Muszę wam to...
powiedzieć.
Pięćdziesiąt lat temu u nas kopalnie było tąpnięcie.
Myślały, że już jest po mnie.
A w ten czas zobaczyły, czyja się ręka.
A w kopalni nie ma ja.
Wszyscy są my.
Jeden drugiemu musi pomóc.
Jak się zmyczył tego górnika, to się stracił.
Wszystko mi się pomieszało.
Poszedł na inną kopalnię, a to była kopalnia srebra.
Góra, ściany się srebrzyły, u nas coś błysło pod nogami, a
to, to było magiczne sreberko.
No i w ten czas zobaczyłem skarbka.
No, no to jest taki dobry duch, co się opiekuje górnikami i z dołu wahuje,
co by był porządek.
Kozał mi te sreberko oddać, ale powiedział, że mogę mieć jedno życzenie.
I otarł sreberko o kapota.
Powiedział moje życzenie jak krzasło.
Gdy go dali na wieku, to wszystkie gołębie na całym Śląsku do nieba poleciały.
Przedałoby się takie sreberko na klacówce z majcy, no nie?
Daj pozor, bo widzę, że cię Szarlej kusi.
Kto to Szarlej?
Tymon, co żyje w kopalni?
Okropnie złośliwy i no czeko co by tu złego narobić.
A każdego kusi i z tego jest nieszczęście.
A jakby Szarlej przerał magiczne sreberko?
Boję się o tym godać.
Magiczne sreberko mogłoby się znaleźć w komnacie nieszczęścia.
Tam jest piec, co się poli wiecznym ogniem.
Jakby się spaliło magiczne sreberko, całka ziemia by się wrzała.
Ludziska wyginą, a złe duchy będą rządzić.
No ale żaden z was złego ducha nie widział, prawda?
Mamo, mamo, nie zostawiajcie mnie z nią.
Ale co ty się babci boisz?
Babci nie, to niby Zosi.
A kto to jest niby Zosia?
Mamo coś pozmyślał, ufantazjuje.
Janek, posłuchaj.
Chodź tu dziecko.
Przestań fantazjować, bądź poważny.
Ja muszę pojechać z tatą i ty zostaniesz na trochę u babci.
Ja nie chcę.
Andrzej, no powiedz.
Młody, dasz radę.
Wyobraź sobie, co by w takiej sytuacji zrobił Sharkman.
Przecież miałem skończyć z fantazywaniem.
Wy dorośli jesteście beznadziejni.
Jezus Maria.
Baśka, Łocie zboświęto.
Mogę dziś u was spać?
Pewnie.
A mogę mieć pokój z osią?
Eee, nie, nie, nie.
Chłopakowi nie wypada spać z dziewczynką.
Ona będzie spała z bratem, a ty ze mną.
Żarlę.
Ziarzu, sreberko.
Ziarzu!
O, zajeżdżam je twoje.
Co ty tu robisz?
A ty? Co to jest?
Zostaw, to dla dziadka, na urodzinie, no zostaw!
Pójdziesz ze mną?
Na randkę?
Na sushi?
Co ty boba zgrałeś tam?
To nie moje!
Twoje!
Nie!
No weź!
No nie!
Gdzie idziesz?
Tam gdzie ty?
Ja też.
Toć!
Ty, Bebokaj.
Ty miałeś spraw to...
No dziadka, ty nie miałaś? No pukaj.
Chodź.
Jakiś włos.
Kurde, latarka mi spadła.
Uważaj.
Idę po ciebie.
Przejdzie cię.
Lepiej mi powiedz, jak stąd teraz wyjdziemy.
Za mną.
Chodź.
Tam jest wyjście.
Co ci jest?
Tam jest trup.
Chodź, jest wyjście.
Otwórz oczy.
Kaj mi są!
O kurde, to
twój pradziadek.
Proszę, to był...
Cicho.
Chcę zobaczyć, co knuje.
O, chcesz.
Cmentarz Topielców.
Co?
To sto lat temu chowali tu tych, co utopili się w leśnych stawach.
Czekaj!
Janek!
Czacha.
Tędy.
Nie, tędy.
Nie idź tam.
Będzie na ciebie.
Szarleś.
Tędy.
Gdzie?
No nie, jesteśmy znowu tutaj.
I kto to mówił, żeby iść w lewo?
Czy to jest to, o czym myślę?
Magiczne sreberko.
Daj!
Spełnij każde nasze życzenie.
No daj!
A co wy sam robicie?
Po nocy.
Odejdź.
Wiemy kim jesteś.
No to kto ja jest?
Szarnej.
Szarnej.
O, stop to.
No dobra, powiem wam co sam robię.
Węgiel kopia.
Bez tej roboty nie czuję, że żyję.
Wasza babka pilnuje mnie cały dzień, no to uciec mogę dopiero w nocy.
To jadę na azot, do domu.
No, co się dziwujecie?
Ta broda nasza, co by mnie nie poznali.
To ty jesteś ten węglarzem?
No a coś ty myślą?
Sam mieszkał Mietek.
Kopalnia mu zawarli.
Dosypiemy mu węgla.
Wy kisny pioruńskie!
Będziecie mi sam węglem barasić, a ja mu węgla!
Każdy się może pomylić.
Nie, nie, nie!
Ciście mi stąd na kipko!
Co byście waszej babce nic słowa nie powiedzieli.
Napij się, kakao.
Nie budź go.
Kto to jest?
Heksa.
A ten?
Latawiec.
A ta koza?
To jest przemieniony Szarley.
A kto to jest?
Utopiec.
Utopce biorą się od topielców.
Groźne są.
Ciągną ludzi do obwody i tam ich trzymią.
A czemu się pytasz?
Bo on chyba porwał mi siostrę.
Jak?
Nie godyj.
Bartek, idź do kuchni i przynieś szolce cukru.
Szolka jest na piecu.
Godyj sam, jak było.
Porwał mi siostrę.
Byliśmy z rodzicami nad jeziorem.
Próbowałam jej pomóc, ale nie mogłam zazurkować.
Naprawdę, zrobiłam wszystko, co mogłem i nikt mi nie wierzy.
A Zosia jest teraz zła i dziwna.
Nie gadaj nikomu, o czym my tu rozprawiali.
Rano, jak pośniadasz, przyjdź do mnie, to zapowiemy, co dalej.
A co z moją siostrą?
Wszystko będzie dobrze.
Wszystko będzie dobrze.
Cześć.
To za Zosię.
Przecież ona jest mądra i miła.
Zapamiętaj to sobie.
Cześć młody.
Chcę odzyskać siostry.
Chcę.
Boratki, spotkaj się z sobą.
A to będą takie pyszne, ciepłe krupnioczki.
Jeszcze z cebulką.
Widzę chłopcy, że się bardzo lubicie.
Mogę iść do dziadka?
Ale oczywiście dziecko.
A ty gdzie?
Do dziadka.
Nie, nigdzie nie pójdziecie.
O nie, ja mam dla was na dzisiaj takie zadanie.
Jakie?
Będziemy ciasto wałkować, makaron robić. Super, co?
Matko jediná.
Dziadziuś.
Podciep.
Gdzieś je podmieniono.
Mam to, czego szukasz.
Chodź za mną.
Kiedy się domyśliłeś, dziadu?
Mali płciów farbę?
Po prostu wieszę, bo on nie wie z jakimi siłami ma o do czynieniu.
Koniec udawaniu grzecznej dziewczynki.
Nawet nie wiesz jak dobrze wreszcie być sobą.
Nawet o tym nie myśl.
Jesteśmy kolegami, nie?
To jesteśmy.
To może razem go używajmy?
Jedno zaklęcie, ty, drugie ja.
Nikt się nie dowie.
Pójdziemy do wesołego miasteczka. Do legendii.
Będzie fajnie.
Ej, nap!
W dzisiejszym odcinku znajdujemy się w jakże pięknym i oszałamiającym ogrodzie w
uroczym miasteczku piekary śląskie.
A ogród i kwiat jest jak kobieta.
Piękny, tajemniczy, niebezpieczny i uparty.
Lepiej, żebyś nie kłamał.
Babciu!
Babciu!
Babciu!
Dowiecie się wszystkiego, prócz dwóch rzeczy.
Na pewno nie dowiecie się, jak przekonać kwiat, by rósł w przeciwną stronę od
słońca i jak namówić szlązaczkę, która idzie w lewo, żeby poszła w prawo.
Czemu nie pójdziemy dalej?
Najpierw muszę dostać moja wnuczka.
Utopiec!
Utopiec!
Kajże się jest?
Pójdźcie!
Oddaj mi moja z...
Zosia, ja się ładną tego podczepa.
Szefczyna, oddaj łagizę sreberko.
Mam.
Ale najpierw moja Zosia.
Najpierw sreberko.
Muszę ją zobaczyć.
Pokaż sreberko.
Daj jej.
Podciep to dziecko w utopce, który utopiec podmienia za prawdziwe ludzkie dziecko.
Podciep rozpoznasz po mrukliwym charakterze i bekanu.
Uwielbia rury i żeberka, nie znosi marchewki.
Gdy się naje, zasypia pod łóżkiem.
Niektóre utopce i podciepy giną od guzika ze ślubnego garnituru wystrzelonego z
procy.
O matko, co tu się stało?
Pradziadek to widział?
Jasiu, hej!
Musimy ratować dziadka!
Ale Jasiu!
To ma być magiczne sreberko?
Wy ludzie jesteście kładcami, nie zasługujecie, żeby żyć na ziemi.
Gdzie on tę biedną Zosię ze sobą zabrał?
Już nigdy ich nie puszczę, nigdzie razem, nigdzie.
Już my się tak w kółko kręcimy.
Byliśmy tutaj przed chwilą, żeśmy tędy szli.
To gdzie my teraz mamy iść?
Tędy.
Chciałbym dzisiaj cały dzień się bawić!
Jezus!
Biegli, biegli do jakichś znaków.
Płociec!
Płociec!
Jeszcze jeden metr!
My sam mamy kij!
Ja tej żerzi się złap!
Płociec!
My mamy sam kija!
Chodź, chodź, jeszcze dwa kroki.
Kto jest?
Płóciec.
Dawaj, płóciec, pójdź.
Mówi, że nie jest.
Nic się nie jest.
A kaj jest Zosia?
No, no to jest pytanie.
Golej mi kaj jest Zosia.
To kaj jest zima.
Chciałbym mieć dziewczynę.
Jezusie, a co, co?
No, zejdźcie do Ojca Świętego.
Co to było?
Kto?
Ktoś ma magiczne sreberko.
To jest Bartek!
No to... koniec świata!
Wiem gdzie mogą być!
Dawaj!
Jakiś tutaj mokry...
Mega!
Wiesz co to jest?
To nie taki zwykły kamień.
Może chcesz potrzymać?
Podciep jest tam!
Zosia?
Zosiu?
Zosiu!
Janek!
Pracuj!
Dogonię was!
Zosia!
Zosiu, czekaj!
Zosienka!
Czyjesz?
Pąsinia.
Dorwę ją.
Czekaj!
Idź w te drzwi, ja pójdę tam dalej.
Tokaj?
Zosiu?
Kochanie?
Gdzie się schowałaś?
No pokaż się, nie będę się gniewać.
Zosia?
Podnieś się!
Hekso, Hekso!
Wzywam Cię!
Jest Twój.
Zosiu?
Zosia?
Zosia?
Latawcu, latawcu, wzywam Cię.
Zosiu, to ja babcia.
Jest Twoja.
Zasiu!
Co ci zrobiła?
Strzynaj.
To jest już ostatni guzik.
Szybko!
Młonią!
Ojej, proszę pana, szukam małej dziewczynki.
Ojej, to pan...
Z tego rodu śląskiego codziennie pana oglądam w telewizji.
Babciu, babciu, ty wołałaś mnie?
Dlaczego ty dziecko mówisz na mnie babciu?
Ja nie jestem żadną babcią.
A ja nie jestem żadną wnuczką.
Stój!
Łap ty ją!
To daj magiczne sreberko!
Nie zrobię ci krzywda, ale oddaj je!
Sreberko!
Co ty, Janek?
Do siostry szczyląś?
Nie możesz tak jeszcze i krzywda zrobisz.
Kaj jest twoja babcia?
Mam cię.
A co ty robisz, ty dziążce?
Łobuz nie dziewucha.
Zawinała mi watę.
Eee, Janek.
I co teraz?
Piwożniku, piwożniku, wyzywam cię.
Słucham?
To mi graj!
Odkręcam kraj!
Bluśnie i nie dusznie, no to ciup, bradosny ciup, pijcie anioł, pijcie, pijcie.
Szarleju, Szarleju, prowadź mnie.
Idź za mną, bądź pozbóżna.
Jerona, jak mnie się kręci w głowie.
Dziadek, dlaczego to się wszystko dzieje?
Powiem wam, jak
to było po prawdzie.
Przesieńko,
jak się ratało tego górnika i jak się znalazł w tej kopalni srebra.
Nareszcie mogli być fest bogaty do końca życia.
No to ja mógłbym przepuścić taką okazję.
Dobrze, żeś chłopa uratował.
No a teraz oddawaj co moje.
No ty nie godzisz po noszemu?
Kuczok, kuczok, kuczok.
Dobra, dobra.
Dobra.
Odwrócisz się, pójdziesz z pół kilometra, skręcisz w prawo, tam będzie szybko.
Hej, Skarbek!
Mam chyba prawo do jednego życzenia, nie?
A, no tak, no dodać, a czego dusza pragnę, no ładnej dziewczyny za żonę, czy tam
zdrowia, czy...
Od razu mówię, że nie wskrzeszam ludzi i zwierząt, a o demonach w ogóle nie chcę
słyszeć.
A każdą inną rzecz spełnisz.
Spełnię.
Bo to już prawda?
A, no nie nuć, nie nuć, spełnię.
Życia sobie, życia
sobie, żeby skarbek stał i nie ruszał się z miejsca aż do końca życia.
To jest moje życzenie.
Nawet nie wiesz, o co prosisz.
Trzymaj się tego, coś powiedział.
Odwołaj to, póki jeszcze czas.
Bo co?
Zrobisz mi co?
Teraz nic.
Ale jak zastygnę, obudzę się za pięćdziesiąt lat, jako Szarlek.
Moja zła strona przejmie nade mną moc.
Będę mścił się na tobie i na całym twoim rodzie.
Nadal chcesz, bym spełnił twoją prośbę.
Słowo jest słowo.
A więc, dobrze.
Niech skarbek stoi i nie rusza się do końca życia.
Ale ja byłem chciwy.
To było mocniejsze ode mnie.
W głowie cięgiem miał ich przepowiednia, skarbka i diopielski śmiech Szorleja.
Coś uczyni nieszczęsny.
I co było potem?
Po drodze stało się, stracił ich magiczne sreberko.
Z kuli tego, że wykopał własny chodnik do kopalni i cięgiem, że szukał.
A teraz już wiem, wiem, czemu że nie mógł znaleźć magicznego sreberka.
Boże, stracił czyste serce.
No i oni z tego nie rozumią.
Świat swych duchów to jedno wielkie pomieszanie, którego pilnie skarbek.
Jak przeszło 50 roków, to wszystkie złe duchy powychodziły na świat i teraz każdy
innego chce sreberka.
Jasiu, otwórz tę blaszaną skrzynkę.
W tobie całka nadzieja.
Dlaczego ja?
Bo z nas wszystkich tylko ty masz czyste serce.
Chłopcy, jak zejdziecie na dół do kopalni, złe duchy rozdwa się za was wezmą,
a skarbek wam już nie pomoże.
Ale jak go treficie, to uciekajcie jak najdalej, bo to nie będzie już skarbek,
to
Będzie Szarley.
Podciep jest gdzieś tu, my jesteśmy tu.
Jak pójdziemy z krótem dziadka, przytniemy mu drogę.
Zdążymy?
Spróbujemy.
A co jak nas znajdzie?
Janek!
Wykończy nas!
No daj to.
Zgłodniałem.
Masz coś do jedzenia?
Zostaw to!
To dla Zosi!
Że co?
Muszę jakoś odróżnić moją siostrę od Podciepa.
Zosia to zje, Podciep nie.
No schowaj to.
Chodźmy po dworo.
Ej, patrz!
Co to jest?
Karbidowa lampa.
Myślisz, że to skarbka?
Dziadek nie kłamał.
Szarlej się obudził.
Skaś latarki.
Odaj moją siostrę!
Mówiłeś do mnie?
Łukasz ich!
Szarleju.
Są twoi.
Ja...
Bartek...
Wielkie dzięki i do zobaczenia w kolejnych odcinkach.
Cześć Bartek.
Skąd znasz moje imię?
Dużo o tobie słyszałem.
Same dobre rzeczy.
Nie dam się nabrać.
Jak nie dasz się nabrać, skoro już cię nabrać?
Kto?
Dziadek i Janek.
Jak to?
Nie powiedzieli ci o czymś?
O czym?
O Komnacie Szczęśliwości.
Możesz ją odnaleźć.
A co jest w tej komnacie szczęśliwości?
Wszystko, co tylko sobie wymarzysz.
O czym marzysz, Bartku?
Marzę o chipsach.
O czym jeszcze?
O coli.
Będzie cola.
Co jeszcze?
O karuzeli.
Będzie karuzela.
I co jeszcze?
O Zosi.
Będzie i Zosia w komnacie szczęśliwości.
Ale ani słowa rodzicom.
Zgoda.
Może wróćmy po Bartka?
Bartek zajęty jest tylko napychaniem swojego wielkiego brzucha.
Sam musisz uratować świat.
Ale dziadek mówił nam, że w kopalni nie ma ja, tylko są my.
Skarbku, wszystko dobrze?
Tak, tak, tak.
Kopalni, sumy, dziadek dobrze ci mówił.
Trzeba myśleć o innych, ale działać samemu.
Skarbku, to chyba twoje.
Wyrzuć to dziadostwo!
Zostaw to.
Zostaw to.
Bartek!
Zosia.
Bartek!
Zosia.
No, odłóż te kamienie!
Co ty w ogóle gadasz?
Obudź się!
Szarley nas zaklął!
Szarley?
Jak masz na imię?
Ja...
A ja?
Janek.
Dobrze, lecimy, nie mamy czasu!
Uważaj.
Nieeeet!
Oddaj to!
Nie!
Pypl, co słyszysz?
Za późno.
Przyjęło się.
Wypych to ma cię rozpróje!
Nie,
nie odwracaj się.
Szarleju, czego chcesz?
Odejdź od niego.
Ale...
Bądź posłużna.
Odejdź do ściany.
Szarleju, ale dlaczego?
On jest mój.
Zamknij oczy.
Zamknęłaś?
Tak.
Czekaj tu.
Mocno.
Nie, nie, nie, nie.
Dobry to był.
Wychodzi, już, szybko.
Nie żartowałam z tym rozpróciem.
Nie, tylko nie brzuch.
Nie!
Podciep.
Nawet jak mu brzuch rozprócił, co z tego?
Magicznego sreberka już tam nie ma.
A gdzie jest?
Jakby ci to powiedzieć, zeszło dużo niżej.
Poczekaj, aż sreberko samo wyjdzie.
Kiszki ma puściutkie.
To długo nie potrwa.
Dostaniesz to, co chcesz.
Próbuj.
Jeszcze nie.
No próbuj.
Długo jeszcze?
Czuję, że już jest blisko.
Ale gdzieś się zablokował.
Może pomóc?
On nie zrobi przy dziewczynie.
Jestem demonem.
Ale ty z dziewczyną, obróć się.
A on ucieknie.
Pójdę na zakładnika.
Gruby, próbuj.
Co z moją siostrą?
Czy ona żyje?
Nie wiem.
Dlaczego to wszystko robisz?
Mój tata, tak naprawdę robię to wszystko dla niego, żeby był ze mnie dumny.
A utopcy mają uczucia?
O, co to są uczucia?
To, co myślisz o innym człowieku.
Miłe.
Niech życzy, że lubisz go.
Każdy ma serce.
Ty też.
Dość tego gadania.
Gruby, masz ostatnią szansę.
Chyba się udało.
Wreszcie.
Ale muszę cię oszczec.
Nie wygląda to za dobrze.
Zajmij się tym.
Brzydzę się.
Ty idź.
No, szybko idź.
Coś ty zrobił.
Nikt go teraz nie będzie miał.
Kto tam wskoczy, to zginie.
Ty też.
Prąd!
Janek!
O nie.
Gdzie Janek?
Janek!
To wszystko przez ciebie.
I przez ty, sreberko.
Załatwiłaś mojego najlepszego kolegę.
Ty po ciebie, głupi ty.
Ty żyjesz.
Jezu, Szarlej.
Już nie.
Szarleja już nie ma.
Obudził mnie twój dobry uczynek.
Dziękuję, Janku.
Czyli może mieć jedno życzenia?
Tak, jeśli zwróci mi magiczne sreberko.
Nie mam magicznego sreberka.
To już koniec.
Już nigdy nie zobaczę Zosi.
Skarbku
Proszę.
Niemożliwe.
Jeszcze nikt nie skruszył serca Utopca.
Co się tak napisze?
Ty jesteś prawdziwa?
Marchewki?
Nigdy nie myślałam, że będę tak szczęśliwa na twój widok.
Ja też.
Nie uwierzycie!
Szarli nie kłamał!
Komnata szczęśliwości!
Płyniemy tam!
Historia niby dobiega końca.
Zamiast trafić w szpony Podciepa, trafiłem w ramiona Zosia.
I jeszcze chwilę w nich wytrzymać.
Cześć!
Jestem Bartek.
No chodźcie.
Kto pierwszy?
Gdzie my jesteśmy?
No i to ma być ta komnata szczęśliwości.
Nieźle, co?
Zobaczyłem tatę bez perłów i mamę bez zmartwień.
Skarbek nie kłamał.
Komnata szczęśliwości istnieje i jest bardzo blisko nas.
Trzeba tylko mieć odwagę ją odnaleźć.
To co drużyna?
W przyszłym roku obóz superbohaterów?
Nie, ja wolę do babci.
A ten zaś nic nie gada.
A dziadek?
Dziadek został moim największym przyjacielem.
I chyba wreszcie obydwom nam przestaną śnić się demony.
Bo Skarbek strzeże ich z pomocą magicznego sreberka.
Zatkajcie uszy, ta piosenka was nie wzruszy.
Zatkajcie
uszy, ta piosenka was nie wzruszy.
Małe syrenki to powód mojej udręki, wszystkie blondloki to stres głęboki.
Mini spódniczki, piękne księżniczki mam gdzieś.
Bo ja wolę pająki, od euforii biedronki i nocne drzmy od motylej gry.
Wielkie
dzięki i do zobaczenia w kolejnych odcinkach.
Podobory, wietronki i nocne śmy od motylej gry, bo ja jestem inna i nie czuję się
winna.
Wolę by z tobą harły paparał.
Nic tak nie hańbi, jak wygląd Barbie, zamiast falbany wstakuje w glany.
Wszystkie make-upy, urody, sobizmaty mam gdzieś.
Bo ja wolę pająki, odeł, pori, wietronki i noc leczmy od motylej gry,
bo ja jestem inna i nie czuję się winna, wolę być sobą, chodźmy pod porą.
Moja wolę pająki od oborów dronki i nocleg, czy od morfyle i gry, bo ja jestem
inna i nie czuję się winna.
Wolę być ową, choć bym odwodą.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.