Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
www.napiprojekt.pl - nowa jakoז napisףw. Napisy zosta³y specjalnie dopasowane do Twojej wersji filmu.
/T³umaczenie ze s³uchu: Wך¿u /mongoloid@interia.eu
/Z troski o synchronizacjך /nie t³umaczy³em zbךdnych dialogףw.
/Wystךpuj¹:
UCIECZKA
To na tyle.
Masz, zakoסcz.
No, dawaj.
Koagulator bipolarny. Nie, nie... no¿yce.
No¿yce ?
Tak, no¿yce.
Nie widzisz co robisz ?
Daj mi to.
W porz¹dku.
Koagulator bipolarny...
Swiet³ana.
No¿yce.
Zaszyjcie go. Zuch.
Marisza.
- Jak tam nasz pacjent ? - Rano piewa³ piosenki.
Chory powinien chorowaז, a nie piewaז.
- Idך do niego. - A co z herbat¹ ?
Wypijecie jak zwykle, beze mnie.
¯eסka.
- Zwariowa³e ? - Mףw o co chodzi.
Wiesz, ¿e tego nie lubiך.
- Dziךkujך. - Wybacz, ale za co ?
Chcך ci podziךkowaז. Jeli nie ty, to pewnie bym znowu...
- Mףw prociej. - Prociej... dobrze.
Jeste geniuszem i mi do twojego poziomu...
A mi do twojego. I co, podzielimy siך tym ?
- Kto ca³y sprzךt ustawia³ ? - No... ja.
A co ja bym zrobi³ bez tego ¿elaztwa ?
No widzisz ? Ja techniczny a ty geniusz.
Wszystko dobrze.
Bךdzie ¿y³ d³ugo, a na ile szczךliwie, to zale¿y od pani.
Liza.
Zapisz mi go na jutro albo pojutrze.
Zdejmij maskך...
i pos³uchaj mnie. Jeste dobrym chirurgiem,
ktףremu nie wiadomo czemu, wygodniej byז gospodarzem techniczym.
Pogadamy jeszcze o tym. Zrozumia³e ?
- Tak. - To dobrze, do wieczora.
- Nie spףnij siך. - Zaczynasz mnie nudziז.
Za³ף¿ krawat.
Zapraszam do mnie, do gabinetu.
Do zobaczenia wieczorem, Jewgieniju Borisowicz.
Poliakowa, stףj !
Ostatni raz mףwiך, nie lubiך kwiatףw i nie bךdך jad³ pani bu³eczek.
- Chcia³am dla pana dobrze. - Ja tylko ratujך swoj¹ rodzinך.
Nie rozumiem co maj¹ bu³eczki do rodziny.
Co te¿ pani... Dobrze pani wie o czym mףwiך.
- Ja tylko o pana dbam. - Od tego jest moja ¿ona.
To wszystko, mo¿e pani iז.
Staז proszך !
- Z czym s¹ te bu³eczki ? - Z twarogiem.
Ostatni raz, Poliakowa.
Gdzie jest ten mףj zasrany krawat ?!
Dlaczego siך nie ubierasz? Ju¿ jestemy spףnieni.
Znalaz³em, popatrz.
Irina, to ju¿ nie jest mieszne.
Czekaj¹ ju¿ tylko na mnie. To twoje ?
Trzymaj. Przebierz siך.
Nigdzie nie pojadך.
Mcisz siך na mnie ?
Tylko takimi kategoriami mylisz, tak ?
Czyli, nie mcisz siך ?
Jak wolisz.
Niez³y sobie czas wybra³a.
Wiesz, jak wa¿ny jest dla mnie dzisiejszy dzieס ?
Jak mog³e ?
Uciek³e jak ostatni tchףrz !
- To by³a nasza ostatnia nadzieja. - Jaka nadzieja, o czym ty gadasz ?
Ira, to cudze dziecko. Nie rozumiesz tego ?
W³osy cudze, oczy cudze, zachowanie, g³os.
Nie nasza krew. Co ty sobie myla³a ?
I w ogףle tamten zapach....
Jak w radzieckiej sto³ףwce. wiסstwo.
Jaki zapach ?
¯enia, ja siך ciebie bojך. Stajesz siך potworem.
Niech bךdzie, ale zastanףw siך co wyronie z tego patologicznego dziecka.
Nie wa¿ siך ! Nie wa¿ siך tak mףwiז !
Ira...
Co ?
Czeka³ na nas jak na swoich rodzicףw.
Oszukalimy go. Rozumiesz ?
Uspokףj siך.
S³yszysz ? Uspokףj siך.
Wszystko bךdzie dobrze.
Chcesz byז matk¹ i bךdziesz. Bךdziemy mieli w³asne dziecko.
Nie k³am.
Doskonale wiesz, ¿e nie mo¿emy mieז dzieci.
Mo¿e jeszcze powiesz, ¿e to z mojej winy ?
Nigdzie nie pojadך.
Znowu te twoje dziwne nawyki.
Daj spokףj.
Witam kolegך i jego lepsz¹ po³ףwkך.
Jedna rada.
Nigdy nie jedzijcie wind¹, biegajcie i do¿yjecie moich lat.
Nie lubiך biegaז. A do 50-tki i tak do¿yjך.
- A ja mam 70. - Co pan, powa¿nie ?
Nie wiedzia³ pan ? ¯artowa³em.
Dzisiaj mam urodziny. Czekam.
- Zapomnielimy. - Wszystkiego najlepszego.
Sam zapomnia³em. Ze 20 lat nie wiךtowa³em.
Czekam, a jak nie przyjdziecie, to ja przyjdך do was.
Cholera, te¿ trafilimy...
Pףjdziemy do nich ?
Chod, pףjdziemy do Durףw.
Zapomnielimy.
- A ty umiesz zapominaז ? - Tak.
A propos...
Na dzisiejszym przyjךciu, bךdzie ten twףj niedosz³y przydupas...
¯enia, znowu ?
- A mo¿e dosz³y ? - A jak mylisz ?
Pieprzony paranoik.
Jak was zobaczך razem to mu rozwalך ³eb.
- Lepiej mi rozwal. - Tobie te¿ rozwalך.
Dobry wieczףr.
Co to za jךzyk ? "Rozwalך ³eb."
¯enia, o co chodzi ? Nie mo¿na by³o szybciej ?
Po co ?
Potrafisz tylko mleז ozorem.
- On tak zawsze ? - A co, nie znasz go ?
Wszystkich ju¿ mam. Czekamy tylko na ciebie.
No to brawo.
Dziךkujך. A co teraz mam robiז ?
Ja zrobiך wszystko sam, a ty zwrףז uwagך na moj¹ ¿onך.
- Co masz na myli ? - Awietikowa.
Awietikow...
Witam.
Dobry wieczףr.
Dziךkujך, dziךkujך.
Drodzy przyjaciele, panie i panowie...
Proszך o uwagך.
Dzi jest drugi, najszczךliwszy dzieס mojego ¿ycia.
Pierwszym by³ dzieס, kiedy spotka³em swoj¹ ukochan¹ ¿onך, Irinך.
Nasza klinika otrzyma³a status miךdzynarodowy.
Pieni¹dze zagranicznego inwestora, id¹ nie do kasy ministerstwa,
a na fundusz mojej kliniki.
W ten sposףb, po raz pierwszy w historii rosyjskiej medycyny,
straci³o na tym ministerstwo zdrowia a nie medycyna.
Tak...
Za to bardzo przepraszam i dziךkujך,
naszemu ministerstwu w osobie...
Panie Awietikow, jest pan tutaj ?
W Paסskiej osobie, panie Awietikow.
I tak...
Od dzisiaj bךdziemy nie tylko klinik¹.
Otrzymalimy certyfikat miךdzynarodowego neurochirurgicznego centrum badaס.
Pieni¹dze pana Suszinskowa i jego partnerףw...
Tak, wcale nie ma³e pieni¹dze...
pףjd¹ na wprowadzenie najnowszych technologii.
Podniesiemy pensje, odnowimy wyposa¿enie.
I na koniec najwa¿niejsze: zmniejszymy koszt p³atnych operacji.
I tak moi przyjaciele, proponujך toast za nasz¹ przysz³oז.
A teraz proszך o zabranie g³osu pana Suszinskowa.
- Zapraszam. - Dziךkujך.
- Gratulujemy. - Dziךkujך.
Gratulujך.
Swiet³ana ?
Nie pozna³em pani.
Zawsze nosi pani...
- Pani te¿ gratulujך. - Dziךkujך.
Awietikowa niele dgn¹³e. Ja bym tak nie mףg³.
Dlaczego gadasz, "nie mogך" ? Powiedz sobie, ¿e mo¿esz.
- Gdzie jest Irina, nie widzך jej ? - Nie wiem.
Gdzie oni s¹ ?
Kto ?
Wiesz kto. Irina i Awietikow, gdzie s¹ ?
Przecie¿ ciך prosi³em.
Gratulujך panu.
Dobry wieczףr.
Pani wybaczy. Irina !
Jewgienij Borisowicz, gratulujemy !
Co siך sta³o ?
Nie wiem.
Co jest ? Mףw.
Boli ciך co ?
Mףw. Boli co ?
Mdli mnie.
A mo¿e jeste...
- No co ty... - No dobrze, poka¿ jךzyk.
Wyci¹gnij jךzyk. Mocniej, do wiat³a...
Co jad³a ?
Co zjad³a, co pi³a ?
Nic nie jad³am. Wypi³am kieliszek szampana.
Aaa, tu jestecie.
Co siך sta³o ?
Co tak stoisz ? Samochףd, szybko.
- Ale kto dokoסczy przemףwienie ? - Poradzisz sobie beze mnie.
Suszinski sie obrazi.
- Ira, jak siך czujesz ? - Lepiej.
No, widzisz ?
Jewgienij Borisowicz !
Wspania³e przemףwienie.
Dziךkujך.
Bardzo pana proszך. G³upio wysz³o.
Proszך zostaז.
- Niestety, ja... - ¯enia.
Proszך, zostaס. Ju¿ mi lepiej.
Tak d³ugo czeka³e na ten dzieס. Proszך.
Naprawdך mi lepiej.
- Nie k³amiesz ? - Nie, przysiךgam.
Bךdך za ok. 45 minut, do godziny.
Punktualnie za godzinך.
Szybciej zacznך, szybciej skoסczך.
- Misza ! - Tak ?
- Pomף¿. - Oczywicie.
- Dziךkujך, nie trzeba. - Co pani, Irina ?
Nie trzeba, naprawdך. Przywie szybko mojego mך¿a.
M³ody cz³owieku... Aaa, pan z kwiatami...
Pewnie na urodziny do Durףw.
Rezultaty finansowania naszego programu, bךd¹ namacalne ju¿ w przysz³ym kwartale.
Zaczniemy nie od remontu, jak to zwykle bywa w klinikach,
bo remont to przecie¿ najlepsza forma odpisu podatkowego.
Zaczniemy od kupna nowego wyposa¿enia.
Dalej...
A co siך tyczy okresu rehabilitacji...
Kochanie, ju¿ wrףci³e ?
Na czym stan¹³em ?
Co dotyczy okresu rehabilitacji...
Od kwietnia przysz³ego roku, bךdziemy otwierali 3 chirurgiczny...
Trzeci chirurgiczny konkurs,
oraz hotel dla rodzin chorych i goci z zagranicy.
To tylko 15 kilometrףw od obwodnicy... 15 kilometrףw od obwodnicy...
To...
z jednej strony, niedaleko od naszej kliniki, a to dobrze.
Proszך wybaczyז. Wyk³ad dokoסczy mףj pomocnik,
chirurg Soboliew.
¯enia.
Dok¹d idziesz ?
Muszך iז do domu. Dokoסcz za mnie.
- Niech pani otworzy ! - Zaraz !
Ira.
Ira.
Nie !
To moja wina !
Jewgienij Borisowicz...
To moja wina.
Niech pan powie. By³ pan zazdrosny o ¿onך ?
Jeszcze raz pytam. By³ pan zazdrosny o ¿onך ?
Nie zabi³em Iriny.
Kto, wychodz¹c z domu tego wieczoru, powiedzia³ do swojej ¿ony:
"Rozwalך mu ³eb i tobie te¿." Tak by³o ?
Powiedzia³ pan, ¿e po zabףjstwie do waszego mieszkania weszli s¹siedzi.
Cytujך: " To moja wina."
Bi³ pan swoj¹ ¿onך ?
Przerwaז to !
Ty !
Ty j¹ zabi³e !
Wyprowadziז go z sali !
Bia³okamienna.
Du¿a stacja.
Staז bךdziemy 40 minut, mo¿e godzinך.
Mo¿e skoczך po piwo ?
Ja ci skoczך.
Na d³ugich postojach zawsze tak bywa.
Nie pieprz Micha³ycz. 12 lat tak je¿d¿ך.
Podaj przyk³ad.
Ja takich nie mia³em, ale innym siך zdarza³o.
Co tak siedzicie ?
Nic.
Sierioga, otwףrz drzwi ! Chocia¿ pooddychamy jak ludzie.
- Pףniej poodychasz. - Odpieprz siך.
Siedzimy tu tydzieס w tym blaszaku.
Sierioga, otwieraj.
- Mo¿e jednak nie ? - Tylko Polow... wrףזcie.
Wrףcך, a co mam zrobiז ?
Pogoda zajebista.
Witajcie, ¿o³nierze.
Jestecie ¿o³nierzami, tak ?
Co jakby.
- A nie tךsknicie za kobietami ? - Czego chcesz ?
Niczego.
Ale mo¿e wy czego chcecie ?
- Ile ? - 300.
- Co za drogo jak na t¹ dziurך. - Taniej jest tylko w tundrze.
Odpowiada wam, czy mam sobie pףjז ?
W³a.
Stףj.
Odjeba³o wam ? Ca³kiem rozum stracilicie ?
Jeste ¿o³nierzem ochrony.
- Tam s¹ skazani. - Nie s¹ dzieזmi,
a my spokojnie zrobimy to na boku.
- Jak siך nazywasz ? - Wala.
Fajnie. Id siך przygotuj.
A ja, co ? Mam siך temu przygl¹daז ?
To wyjd.
Wowa, chcesz ?
Jeszcze nie wiem. Mo¿e tak, mo¿e nie...
Znaczy, chcesz.
Szlag by was trafi³.
- Synku, chcesz bu³eczkך ? - Nie.
A ogףrki, kupisz ?
- ¯adnych ogףrkףw bez wףdki. - Wףdkך te¿ mam.
- Chcesz ? - Na s³u¿bie nie wolno.
A ch³odne piwo ?
Chcesz ?
- Szlag by ciך... dawaj. - Ju¿ siך robi.
Dawaj z³ociutka, czasu mamy ma³o.
To podejd. Lubiך jak mnie facet rozbiera.
Ochroniarz !
Daj ognia. Paliז nam siך chce.
Wyrzuז loda, co lepszego ci poka¿ך.
Podejd.
Jeste wspania³a siostrzyczko !
Otwieraj, kochana !
Wala !
Chirurg !
Chirurg !
Chod.
Powiedz mi...
Powiedz, ¿e ¿yje !
Przecie¿ wiesz.
Morderca !
Ludzie !
Przyjechali z Moskwy.
Major Rubin, kierownik miejscowego oddzia³u milicji.
Pu³kownik Pachumow, GUIN. Co tam macie ?
To malutki cz³owiek, ma tylko 4 lata.
Widzia³ w swoim ¿yciu tylko cierpienie.
Nie wiedz¹cy, co to znaczy najeז siך do syta,
co to znaczy spaז w cieple.
I czy wogףle, istnieje inne, normalne ¿ycie.
Musicie go nauczyז umiechaז siך sercem.
Gdzie Irina ?
Jest u niego.
Rozumie pan, ¿e wraz z ¿on¹ bierzecie na siebie wielk¹ odpowiedzialnoז,
za ¿ycie tego ma³ego cz³owieka.
¯e jego i wasze ¿ycie zmieni siך na zawsze.
Rozumie pan ?
Przepraszam.
Tapilin.
Zastךpujך £ykowa.
- A co z £ykowem ? - Jest w szpitalu, powa¿ne zatrucie.
Rozumiem.
Szkil, po³¹cz siך z Moskw¹. Kastrowoj przejd siך po torach,
zobacz, czy miejscowi czego nie przeoczyli.
Niech pan zorganizuje miejscowych ¿o³nierzy.
30 ludzi i psy.
Miejscowi ¿o³nierze to i miejscowy dowףdca.
Zastךpuje pan £ykowa. Wykonaז.
- Dlaczego takim tonem ? - Mam powtףrzyז ?
- Mam nadziejך, ¿e nam siך uda. - Zobaczymy.
To pani Kiriukowa, g³ףwny wiadek.
Nazywam siך Pachumow. Co pani widzia³a ?
Jak wszystkich zastrzeli³ i rzuci³ broס.
- Widzia³a pani jak strzela³ ? - S³ysza³am.
A ktף¿by inny ?
- Pytam, czy pani to widzia³a ? - Przecie¿ mףwiך.
Wszystkich zastrzeli³, rzuci³ broס i wszed³ pod wagon.
W ktףr¹ stronך uciek³ ?
Wszed³ pod wagon i... uciek³ tam...
Dajcie mapך.
My jestemy tutaj, a tu jest przesmyk do samego Zajezierza.
Parך godzin temu, widziano go w makarewskiej przecince.
Dalej s¹ bagna, zapewne pףjdzie bokiem.
Potrzebujך miejscowego przewodnika. ¯eby zna³ teren.
Jest taki. Wasilij !
Polecam.
Witaj, Moskwa. Ty tutaj dowodzisz ?
- Pachomow. - Wasilij.
Teraz s³uchaj uwa¿nie.
Potrzebujך pe³nych informacji o rodzinie i znajomych Wietrowa.
Ucieka g³odny, przestraszony i zmךczony.
Tak, czekam.
Zostawia lady i my musimy je znaleז.
Za 5 minut wyruszamy.
Schowaj.
- Wszyscy zrozumieli ? - Tak.
To dobrze.
I ostatnie. Moja osobista proba.
Pojmaז go ¿ywego !
Panowie !
B¹dcie ostro¿ni !
Pe³no tu starych jam na niedwiedzia.
Naprzףd !
Aleksieju Iwanowiczu.
Rozumie pan, ¿e to powa¿ne z³amanie regulaminu ?
W takim razie to nie jest proba. To rozkaz.
Jeli kieruje siך tutaj, tam jest taki sam suchy las jak tutaj.
A tutaj s¹ bagna. Tךdy nie przejdzie, utonie.
Tylko ja znam te tereny.
Andriejewicz.
We ¿o³nierzy i id przez las. Ja pףjdך przez bagna.
Szkil i Kastrowoj pףjd¹ ze mn¹. Ty poprowadzisz.
- A dok¹d bycie poszli beze mnie ? - Bierze pan psy ?
Na bagnach psy s¹ zbךdne.
To wszystko. Do zobaczenia wieczorem.
Idziemy.
Wujaszku, a nie utoniemy na bagnach ?
Nie bףj siך Moskwa, wyprowadzך nas. Ka¿dy krzak tu znam.
Aleksiej, mam. Po³¹czy³em siך z Moskw¹.
Tania !
S³yszysz mnie ?!
Tutaj jest s³aby zasiךg !
Tania !
Jak Nastia ? Co z Nasti¹ ?
- Dlaczego nie pisz ? - A ty ?
- Telefon mnie obudzi³. - Kto dzwoni³, tato ?
Tato.
I co powiedzia³ ?
Nie wiem, bo zasiךgu nie by³o.
Szkoda.
Tak bym chcia³a, ¿eby ju¿ wrףci³.
Postarajmy siך zasn¹ז.
- Pomylmy ¿yczenia. - Nie trzeba, zapeszysz.
Wiךc plujmy przez lewe ramiך.
Patrz. Gwiazda spad³a.
I druga.
Pomylmy ¿yczenie.
Razem pomylmy ¿yczenie.
- ¯ebymy nigdy z tob¹... - Ciszej, ju¿ pomyla³am.
Nigdy nie chorowali...
Ej, Moskwa.
Co jest, Wasilij ?
Nie smuז siך.
Lepiej popatrz tam.
Spadaj¹ce gwiazdy...
Pomyl ¿yczenie.
Irina.
Obud siך.
Musisz wstaז i iז.
Nie mogך.
Musisz wstaז...
i iז.
Jak mam siך st¹d wydostaז ?
Wiesz jak.
Nie, Moskwa. Nie namawiaj mnie.
- To zdradliwy teren. - Ale ja muszך...
znaleז i z³apaז tego cz³owieka.
Nie namawiaj mnie. Nie pףjdך.
Wasilij, zap³acך ci.
- Tysi¹c, piךז, dziesiךז... - Nie pףjdך !
W porz¹dku. Dziךkujך za wszystko, Wasilij.
Szkil, Kastrowoj !
- Musimy przejז bagna. - Wiךc przejdziemy.
Poczekaj, Moskwa !
Jeste dziwnym cz³owiekiem.
Wiedzia³e, ¿e nie zostawiך ciך samego.
Dziךkujך, Wasilij.
Nie potrzebujך pieniךdzy. Ale napiז siך muszך.
Pijany krok na bagnach jest pewniejszy.
- A sk¹d ci wemiemy... - Szkil.
Kastrowoj, dawaj.
Niele...
Daj.
Stףj w miejscu ! Z³ap kij !
Daj rךkך !
Daj rךkך!
Mףwi Pachomow.
Weszlimy w 16 kwadrat. To niezalesiony teren.
Na jutro,
potrzebujך helikopter i dwa samochody.
Najlepiej UAZ-y.
Bez odbioru.
Koniec odpoczynku. Herbaty napijecie siך w domu.
- Niech pan pozwoli ludziom zjeז. - Co my, psy, pu³kowniku ?
Ani zjeז ani spaז.
Nazwisko.
Sier¿ant Igunow.
Obrazi³ mnie pan, sier¿ancie. Niech pan przeprosi.
Gdybym nie by³ na s³u¿bie, to bym ciך niele przeprosi³.
Co siך tak pieklisz, ch³opie ?!
To wyobra sobie, ¿e nie jeste na s³u¿bie.
Teraz znowu jeste na s³u¿bie.
Bךdך musia³ napisaז o tym w raporcie.
Ma pan takie prawo.
Daj lornetkך.
Andriejewicz.
Przejmiesz dowodzenie.
Przeczesaז ca³y kwadrat, a¿ po korzenie.
I przypominam. Pojmaז go ¿ywcem.
Dzwoni³ Kipin,
30 km st¹d mieszka Guriw, teז Wietrowa.
Bierz Kastrowowa i do samochodu.
- Gdzie ¿o³nierze ? - Przeczesuj¹ las.
- A Tapilin ? - Pojecha³.
- Jak pojecha³ ? - Normalnie, samochodem.
On mi siך nie melduje.
Z³a.
Mam powtףrzyז, czy od razu strzeliז ?
Ty ?
Ja.
Z³a.
Wyno siך.
Nie mam dok¹d pףjז.
Potrzebujך paסskiej pomocy.
Zaklinam pana na pamiךז o Irinie, niech mnie pan pos³ucha.
Nie wspominaj nawet jej imienia, cierwo, po tym co z ni¹ zrobi³e !
Nie zabi³em Iriny !
Kocham j¹.
Dobrze pan wie, ile ona dla mnie znaczy.
Wiem, ¿e uderzy³e j¹ gdy by³a w ci¹¿y,
¿e upad³a i co by³o pףniej, te¿ wiem.
Nie ! To nieprawda !
Tak, pok³ףcilimy siך,
tak, by³em pijany,
ale ona sama upad³a. Nie mףg³bym jej uderzyז.
Najpierw zabra³e mi wnuka ! Pףniej zabi³e cףrkך !
Wyno siך albo ciך zabijך !
No, dawaj.
Chcesz mnie zabiז ? Na co czekasz ?
Strzelaj !
Wyno siך st¹d, cz³owieku.
Znajdך tego, kto to zrobi³.
Bez paסskiej pomocy.
Stףj.
Nie ¿ryj tak.
Pop³yniesz na pף³noc.
Da³em ci kompas.
Dop³yniesz do stromej ska³y. Za ni¹ kieruj siך na wschףd.
Wysi¹dziesz i przez las te¿ na wschףd.
Wyjdziesz w Zajezierzu.
Masz.
Co siך gapisz ?
Dziךkujך.
Siadaj.
Dziךkujך.
A pan kto ?
Jest tu kto ?!
Obud siך.
Wiesz gdzie by³em ?
Spa³e.
Nie. By³em u twojego ojca.
Powiedzia³, ¿e to ja ciebie...
- ¯e to moja wina. - To nie jest twoja wina.
Ja sama wtedy upad³am.
Wybacz mi.
Zimno ci ?
Wybacz mi.
Bardzo ciך kocham.
Stךskni³em siך.
- Chcך ciebie. - Nie.
- Dlaczego ? - Ty musisz ¿yז.
Nie chcך.
Nie mam ju¿ si³.
- Nie mam ju¿ dla kogo ¿yז. - Jak nie masz ?
Przecie¿ wiesz... chcielimy wtedy...
- Czy zapomnia³e ? - Pamiךtam.
Wtedy siך przestraszy³em.
Malutki... On na ciebie czeka.
Potrzebuje twojej pomocy.
Oni chc¹, ¿eby nie dotar³.
Postaraj siך.
Co mi przyjdzie zrobiז ?
Wiesz co.
Niedawno z niej strzelano.
Za³adowana.
Co o tym mylisz, Dima ?
Zabףjstwo.
Jak mylisz ? To Wietrow ?
A kto inny ?
/2000 rubli, 20 sierpnia, /Jewgienij Wietrow
Wiךc tak. Co siך wydarzy³o...
Nie ma ladףw walki. Guriw strzela na zewn¹trz,
pףniej przynosi broס do domu i stawia pod cian¹.
Daje Wietrowowi pieni¹dze,
a ten zabija go i nakrywa w³asn¹ kurtk¹.
- ¯ebymy lepiej zrozumieli. - To siך nie trzyma kupy.
Pobiega³em po okolicy i przy mostku znalaz³em dwa lady.
Jeden z nich to lad Guriwa.
Martwy Guriw wsta³ i prowadzi³ Wietrowa do ³ףdki.
£uski od³ף¿ na miejsce.
- Co on tu robi ? - Powiedzia³em mu o Guriwie.
Gdzie pan by³, Andriejewicz ?
W sercu mnie cisnך³o, by³em w szpitalu.
- Ju¿ lepiej ? - Tak, ju¿ przesz³o.
Co siך sta³o ?
Guriw nie ¿yje. Uduszono go.
Spףnilimy siך.
Tak myla³em.
Towarzyszu generale. Mףwi Tapilin.
Mamy zabףjstwo. Wietrow udusi³ swojego tecia, Guriwa.
Tak.
Ale mamy rozkaz od Pachomowa, ¿eby pojmaז go ¿ywcem.
Tak, zrozumia³em. Strzelaז, ¿eby zabiז.
Tutaj ja podejmujך decyzje !
Kapujesz ?!
Co z nim ?
Z kim ?
Pan to jest jednak narwany.
Tak, dziךkujך !
Widziano go w Zajezierzu, na dworcu autobusowym !
Popatrz na mnie.
- Bol¹ oczy ? - Tak.
Swךdz¹ ?
- Jak siך nazywasz ? - Igor.
Proszך pani.
Ma³ego trzeba do lekarza zaprowadziז, ma zapalenie spojףwek.
A ty kto ?
Szkil, Kastrowoj. Pilnujcie bocznego wejcia.
Ju¿ nikt.
Staז !
Otoczyז teren !
Szybko !
Ch³opie ! To moja bryka !
- Siadaj ! - Siedzך.
W prawo !
Zd¹¿ymy !
Brama !
- Dziךki, kolego ! - Nie ma sprawy.
Szkil, Kastrowoj, na prawo !
Nie strzelaז !
Tam jest !
Strzelaז, ¿eby zabiז !
Nie strzelaז !
¯yjesz ?
Dok¹d ?
Puזcie mnie !
Zatrzymaj siך !
L¹duj !
Uspokףj siך !
To koniec !
I co ci tam wysz³o ?
Samotny cz³owiek w ³ףdce.
Samotny ?
P³ynie po morzu ?
Nie, dlaczego ? Po jeziorze.
- P³ywa po jeziorze ? - Tak.
Dlaczego samotny ? Narysujmy mu jakiego towarzysza.
Po co ? Nie trzeba.
Jak, po co ? ¯eby nie by³ samotny.
Nastia.
- Tatu. - S³oneczko moje.
Bo¿e, Losza...
Kochany mףj.
I co ? Z³apa³e go ?
Oczywicie.
- Jest tutaj, w Moskwie ? - Tak.
Jutro pףjdך i poproszך genera³a, ¿eby go jak najszybciej wypucili.
Oby jak najszybciej.
Co ?
Znowu ?
Zabola³o ?
Poczekaj, zaraz dam ci zastrzyk.
Nie bףj siך.
I ju¿.
Zegnij rךkך.
Losza !
Zaraz !
Nie uda³o mi siך.
Znalaz³em go i nie dowioz³em.
To sta³o siך tak szybko.
Moment i go nie ma. Sprawa zamkniךta.
Kochany.
Wiem, ¿e zrobi³e wszystko co by³o w twojej mocy.
Sprawa zamkniךta.
Uton¹³, twףj Wietrow.
Nie znaleli cia³a, towarzyszu generale.
I nie znajd¹, sam wyp³ynie. Nie rozumiem twojego uporu.
Nie ma cz³owieka, nie ma problemu.
Nie wierzך, ¿e Wietrow zgin¹³. Nie wierzך.
Jest mistrzem sportףw p³ywackich.
Jak bךdziemy wygl¹daז, jeli wyp³yn¹³ i za 2-3 dni siך ujawni ?
Jak siך ujawni, to wtedy bךdziemy siך martwiז.
Lepiej mi powiedz, czy to widzia³e ?
Napisa³ to podpu³kownik Tapilin. Przy czym bardzo mocno siך postara³.
Szkil !
Sprawd mi Tapilina. On chyba chce mnie wygryז.
Do Moskwy ! Z nami trzeba siך liczyז !
Duch narodu.
Ty, na gףrze !
Nie poznajך ciך.
Z ktףrego przodka jeste ? /(Chodzi o przodek gףrniczy.)
Z pi¹tego.
Nie ma takiego przodka.
Rok temu zamknךli pi¹ty przodek.
Dlatego jeste bosy.
Pewnie g³osowa³e na Nazgriowa ?
Nie.
Prawid³owo. Siadaj z nami.
Najlepiej by³o g³osowaז na mnie. Piotra Kabikowa.
No, panowie.
Wtedy ¿y³by jak cz³owiek.
Jak siך nazywasz ?
Zagry.
Dlaczego milczysz ? Jךzyk po³kn¹³e ?
No tak panowie.
Mam tego waszego burdelu pot¹d.
Namiecilicie, najaralicie.
Pף³ godziny postoju.
Dlaczego tu siedzicie ?! Wyszlibycie na spacer.
- Kto dowodzi ? - No..?
Co no?
Zrףb tu porz¹dek. Albo wezwך ochronך.
Nied³ugo Moskwa.
Konduktor...
Lepiej zawo³aj konduktorkך. Chodzi³a tu taka fajna...
Gdzie ona jest ?
Od was chamy, wszystko co fajne ucieka.
Mordך swoj¹ kiedy widzia³e ?
Nie wolno gףrnikow obra¿aז.
Gףrnik jest jak dziecko, mo¿e co zepsuז.
Tak, braciszku ?
Mo¿e.
Id st¹d.
Proponujך wypiז za kandydata Piotra Kabikowa.
A ja wypijך za Nazgriowa.
¯e co ?!
Co ty powiedzia³e ?
- A nie boisz siך, smarkaczu ? - A ty co, chuju bosy ?
Mam szףsty stopieס...
Spierdalaj !
Bij¹ naszych !
Witajcie.
Witaj dezerterze.
- Prze¿y³e ? - Nie uwierzycie, chcieli mnie otruז.
Znaleli mi we krwi, truciznך z grupy cyjanidףw.
Dlatego nie pojecha³em z wami do tajgi.
We krwi ofiary, znaleziono truciznך z grupy cyjanidףw.
Te¿ to mia³em.
/POSZUKIWANY
- Witam kierownika. - Kierownik, kiedy nas wypucisz ?
Ka¿dy po sto rubli.
Za co ?!
Z³odziejstwo !
- Ty zap³acisz 500. - Za co 500 ?!
Stףj ! Gdzie idziesz ?
- Na piךtro. - Zanie to kierownikowi.
- Mam dla pana co nowego. - Dawaj.
W zesz³ym roku, podczas operacji, zmar³a ¿ona Tapilina.
I co ?
A to, ¿e operacja by³a prowadzona w klinice Wietrowa.
Tak ?
Pachomow.
Wietrow jest w miecie.
Rozpozna³a go sprz¹taczka.
Tak ? Zrozumia³em.
Zbieraj siך. Chyba wiem gdzie pףjdzie.
Witaj.
Dodzwoni³e siך do mieszkania doktora Soboliewa.
Niestety nie mogך odebraז. Zostaw wiadomoז po sygnale.
Poliakowa.
Jewgienij Borisowicz...
- Sk¹d pani to ma ? - Z przesz³oci.
Niech pan siada i co zje.
Dziךkujך.
Jakie smaczne.
Jak w domu.
Ma pani jeszcze te bu³eczki ?
Pana ulubione ? Mam.
- Gdzie moje rzeczy ? - Wyrzuci³am.
Jak wyrzuci³a ? Zwariowa³a pani ?
Nie, ja... chcia³am je wyrzuciז. S¹ tutaj, w worku.
Przepraszam, Swiet³ana.
- Co to jest ? - Niech pani odwinie.
Koryguj¹ca soczewka kontaktowa. Rzadko spotykana.
Widzia³a pani tak¹ ?
Stosuje siך j¹ w przypadkach astygmatyzmu.
Ma pani komputer ?
Notebook.
Niech pani przyniesie.
/OKULISTYKA
/Klinika okulistyczna
Niech pan pije herbatך. Siedzi pan ju¿ godzinך.
- I jak ? - Wypisuj¹ je w niewielu miejscach.
- Powozisz mnie jutro po miecie ? - Powo¿ך.
Nikomu o mnie nie mףw.
Nawet Soboliewowi ?
Nikomu.
Zaj¹³ pana miejsce.
Mogך zadaז pytanie ?
Dlaczego przyszed³ pan do mnie ?
/Irina Guriwowicz Wietrowa
Mףwi³em ci, ¿e tu przyjdzie.
Co robimy ?
- Poczekamy. - Po co czekaז ?
Sierioga, id do samochodu.
Bardzo ciך kocham.
Jewgienij !
Wietrow !
We soczewkך. Znajd w³aciciela.
Krzycz.
Krzycz !
Co mam krzyczeז ?
Szkil, samochףd !
Rךka !
Daj rךkך !
- Nikogo nie zabi³em. - Wierzך ci, daj rךkך !
Tak, to soczewka od nas. Zamawiamy je w Niemczech.
- Du¿o ich wypisalicie ? - Mylך, ¿e oko³o 200 par.
Mo¿e mi pani pomףc ?
Muszך znaז nazwiska pacjentףw, ktףrzy otrzymali takie soczewki.
Nie mogך udzieliז takich informacji.
Mo¿e pani z³o¿yז oficjalne podanie.
Dobrze, dziךkujך.
Dawno to siך zaczך³o ?
Prawa rךka, dwa tygodnie temu.
Lewa, wczoraj.
- Czuje co ? - Nie.
- Przynajmniej jaki dotyk ? - Bardzo s³abo.
Nie mogך wydaז opinii bez wczeniejszego zbadania jej.
Ale s¹dz¹c ze wszystkiego,
pana cףrka w ci¹gu tygodnia bךdzie inwalid¹, a za miesi¹c, mo¿e pan j¹ straciז.
Pomyla³by pan o niej zamiast ganiaז za mn¹ po lasach.
Tylko o niej myla³em goni¹c pana po lesie.
Wiךc le pan myla³. Operowaז mo¿na by³o wczeniej.
S¹ specjalici, jest profesor Dowykow, jest Kliczenik.
By³em u nich i obydwaj odmףwili.
- A mףj uczeס, Soboliew ? - Operacjך mo¿e zrobiז tylko pan.
Tak, ale ju¿ nie jestem chirurgiem. Jestem przestךpc¹.
- Kto mnie wpuci na salך operacyjn¹ ? - Osobicie tam pana zaprowadzך.
Udowodniך pana niewinnoז.
A propos... Mףwi³ pan, ¿e jaka to soczewka ?
- Koryguj¹ca. - Niech pan da.
Nie mam jej przy sobie. Jest u kogo innego.
Ma pan telefon ?
Gdzie jeste ?
Nie zgubi³a soczewki ?
Dobrze.
Spokojnie, zaraz bךdך. Czekaj na mnie.
Tak ?
Igorze Anatoliewicz, mףwi Poliakowa.
Niezw³ocznie potrzebna mi jest paסska pomoc. Chocia¿ bardziej... Wietrowowi.
- Wietrowowi ? - On jest tutaj, w Moskwie.
Prosi³, ¿ebym znalaz³a w³aciciela jednej soczewki.
Soczewki ?
Potrzebujך oficjalnego podania do szףstej kliniki.
Po co ?
Bez niego, nie udzielaj¹ informacji o pacjentach.
Osobicie to zrobiך i przyjadך. ¯enia jest z tob¹ ?
Nie. Ale mogך go tutaj przywieז.
Przywie. To bardzo wa¿ne.
Spotkamy siך pod klinik¹.
Nie wolno. Proszך zostaז w samochodzie.
To pani jest Poliakowa ?
- Tak, ja. - Pu³kownik Pachomow.
Wietrow rozmawia³ z pani¹ z mojego samochodu.
Niech siך pani nie martwi, jest bezpieczny.
Ma pani soczewkך ?
- Mam. - Proszך mi j¹ daז.
Dziךkujך.
Dzieס dobry.
Dzieס dobry.
Potrzebujך pe³n¹ listך waszych klientףw, zamawiaj¹cych takie soczewki.
Jaka kobieta ju¿ o to prosi³a. Nie udzielamy takich informacji.
Pu³kownik Pachumow.
Niemo¿liwe.
Uciek³.
Dok¹d ?
Komu pani powiedzia³a, ¿e Wietrow jest w miecie ?
Nikomu. Sam mnie o to prosi³.
Soboliewowi. To jego przyjaciel.
Gdzie on mieszka ?
Cierpliwoci, ju¿ nied³ugo.
Czego chcesz ?
Przekazaז pozdrowienia, od Leny Kuzniecowej.
Pamiךtasz ?
To le, ¿e nie pamiךtasz.
A ona, na tamtym wiecie, nie mo¿e o tobie zapomnieז.
Dwie godziny mךczy³a siך biedaczka, pod twoim no¿em.
Lekarz prowadz¹cy powiedzia³, ¿eby nie operowaז.
A¿ piךciu lekarzy powiedzia³o, ¿eby nie operowaז.
¯eby tydzieס poczekaז.
A ty zoperowa³e.
Bo przecie¿ jeste geniuszem.
I jak ? Teraz sobie przypominasz ?
Nie musisz.
Jestemy kwita.
Mog³em ciך zabiז od razu. Ale pos³ucha³em twojego przyjaciela.
Zacz¹³em od twojej ¿ony.
Ty...
Ty zabi³e Irinך ?
To ty zabi³e moj¹ Irinך ?
To ty ?!
Ja.
K³amiesz.
Soboliew nie mףg³...
Tak ?
A niby w jaki sposףb znalaz³em ciך pod klinik¹ ?
K³amiesz !
Zapytaj swojego przyjaciela.
- Soboliew ? /- Tak.
- Mam Wietrowa. /- Dobrze, skoסcz z nim.
Co ? Nie s³yszך.
/Mףwiך, wykoסcz go szybko.
/- Zadzwoס do mnie po wszystkim. - Dobra, zadzwoniך.
I co ?
Powiesz co na zakoסczenie ?
Wiךc ¿egnaj, Jewgienij.
Ty idioto...
To nie ja j¹ operowa³em.
To nie ja operowa³em twoj¹ ¿onך.
A kto ?
Zapytaj swojego przyjaciela.
Soboliew.
Wietrow jest martwy.
Musimy siך natychmiast spotkaז.
Jak zwykle, na parkingu.
Poczekasz tu na mnie. Nied³ugo wrףcך.
Tapilin !
Co jest, Alieksieju Iwanowiczu ? Tak bez przywitania...
Nastraszy³ mnie pan.
- Gdzie jest Wietrow ? - A dlaczego mnie pan pyta ?
Wyjaniך.
W Zajezierzu nie mףg³ pan trafiז Wietrowa, bo rozbi³em panu okulary.
A propos, przepraszam.
Nosi³ pan okulary, bo zgubi³ pan soczewkך.
W mieszkaniu Wietrowa. Jak zabija³ pan jego ¿onך.
Soczewkך mam ja.
Porozmawiajmy.
Od czego zaczniemy ?
- Od zabףjstwa ¿ony Wietrowa ? - Dlaczego zabi³ pan Guriwa ?
Serce ma pan w porz¹dku. W szpitalu by³ pan tylko 3 minuty.
Potrzebowa³em wypisu.
A mo¿e od samego pocz¹tku ?
Od tego, jak Wietrow...
zar¿n¹³ moj¹ ¿onך.
Powinien j¹ operowaז Soboliew.
I wtedy pojawii³ siך Wietrow.
Geniusz, ze z³otym skalpelem.
On po prostu... j¹ zar¿n¹³.
Mo¿e kto w ¿yciu kocha³ nie raz, nie dwa i nie trzy...
Ja tylko raz !
Pףniej ju¿ nie mia³em ¿adnego ¿ycia. Nie zrozumiesz tego.
Nie zrozumiem.
Ka¿dy ma swoje zmartwienia.
To jest wypis, z dokumentףw tej kliniki.
Popatrz.
W rzeczywistoci, twoj¹ ¿onך operowa³ Soboliew.
Wietrow, wraca³ wtedy samolotem z sympozjum neurochirurgףw.
Wietrow wiedzia³, ¿e jemu wybacz¹. Soboliewowi nigdy.
Jak to ?
W klinice pyta³em ka¿dego.
Wszyscy mףwili to samo...
Etyka zawodowa.
Dok¹d ?
Wiesz dok¹d.
Oddaj mi Wietrowa.
Za godzinך.
Zwariowa³e ?!
- Za co ? - Poczekaj.
Za co ?
Poczekaj.
Poczekaj, ¯enia. Wszystko ci wyjaniך.
Co ja ci zrobi³em ?
Wybacz mi. Proszך, wybacz.
On przyszed³ do mnie i chcia³ mnie zabiז !
To on zabi³ Irinך, ja tego nie chcia³em !
To on sam !
Nie !
Za co ?
Pytasz za co ?
Za to, ¿e ja to ja,
a ty to ty. Kapujesz ?
Kapujesz ?
Za to, ¿e ciך nienawidzך.
Za twףj talent. Za to, ¿e zawsze by³e pierwszy.
A teraz ja...
Tapilin, strzelaj !
Mylך, ¿e wszystko bךdzie dobrze.
Macie wspania³¹ cףrkך.
Dziךkujך panu.
Prosi³a, by to panu daז.
Co to ?
Samotny cz³owiek w ³ףdce.
Jest podobny do mnie.
Idcie.
Dziךkujך.
Niech pan poczeka.
Potrzebujך jednej godziny. Niech mnie pan puci.
Tylko godzina.
Nie mam prawa.
To dla mnie bardzo wa¿ne.
Jedziemy.
Niech pan pos³ucha.
Mo¿e chce siך pan jeszcze zastanowiז ?
Mia³em ju¿ na to wystarczaj¹co du¿o czasu.
Czeka³ na pana ponad pף³ roku.
Jeli pan naobiecuje i znowu zniknie...
Rozumie pan ?
Tak, rozumiem.
Wiךc, niech pan idzie.
Tata.
/Napisy: Wך¿u /mongoloid@interia.eu
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.