Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
A co to? Pali się.
Zaczęło się.
Olga!
Weźmiemy Wasylkę i wychowamy jak swojego. Dziś rano o godzinie 5.30
oddziale niemieckie przekroczyły granicę nad Polską.
Nawet nie wiesz, jaki to dzisiaj dla nas ważny dzień.
To by było nieostrożne nie mieć Führera na ścianie.
Czy ja mam pieniądze, żeby to kupić? Pan ma dobre aryjskie pochodzenie. A
pieniądze się nie liczą, kiedy chodzi o życie.
Czy pan mi pomoże wyjechać z Niemiec?
Już Adolf będzie wiedział, jak Polakom obciąć głowę, a zostawić ręce. I niech
szyją nasze mundury.
W końcu to my jesteśmy narodem filozofów.
Za parę tygodni będę z powrotem.
A nam teraz trzeba modlić się, żeby ta wojna do nas nie dotarła.
Oj, kobieto, zajęcze serce. Możesz spać spokojnie, dobrze.
Tato.
Opiekuj się mamą i dziećmi.
Bardzo na ciebie liczę.
Mimo wszystko szkoda, że wasyl temu przyszedł.
Maurycy.
Dobrze ci w mundurze.
Czekaj na mnie.
Wrócę.
Kocham cię.
Nazar, lej wodę.
Lej, lej, lej, lej, lej. No lej.
Dzień dobry.
Ja do brata można?
Proszę.
Asylko.
Czego to?
Wróćcie do domu.
Dzieciu zostaw sam w domu, już się boję.
Nie szanujesz ani ojca, ani matki? Tak.
Siebie chociaż szanuj.
A ty by co do tego?
Po co ty tu za mną przyszedł?
Że niby jak za bratem.
Dzień dobry, Wasylko.
Dzień dobry.
Posłuchaj.
Jedz do swoich, bo jeszcze chwila i nie ręczę za siebie.
Pan nie usłyszał, co mówi Wasylko?
Idź stąd, Polaczku.
Ludzie! Ludzie!
Słyszycie?
Ludzie!
Ludzie, wojsko idzie.
Dużo wojska. Co się panu pokręciło, panie Maurycy? Słyszę wojsko.
Wojsko idzie. Dużo wojska. Uciekajcie.
Panie Maurycy, to niemożliwe. Coś panu słuch szwankuje.
Jadą konie.
Długie kolumny. Posłuchajcie.
Czołgi. Czołgi, konie, co jeszcze?
Jezus Maria...
Ludzie!
Uczekajcie! Uczekajcie! Ludzie!
Jezus Maria...
O śmierć. Szybko, prosimy cię, panie.
Chodźcie na lewo, kurniki sprawdzić. Witajcie.
Niech żyje radziecka Ukraina.
Niezależna Ukraina. Niezależna.
Zatknij się, dura!
Z drogi, powiedział.
Poszedł ty.
Stać, mówię.
Powiedziałem stać.
Nam patrzeć stać. Raz, dwa, trzy, idziemy.
Potrzebujesz butów?
Chodź, pokażę ci.
Wejdź. Te są dobre. Będą na ciebie pasować.
I te są ładne.
Podobają ci się?
Piękne. Wiesz wszystkie.
Łapcie je!
Szybciej! Łapcie je!
Patrzcie!
Patrzcie!
Wyglądam jak polski pa!
Zostawcie konia!
Zostawcie go!
Ludu pracujący wsi, prości mieszkańcy wsi, zapraszam was!
Chodźcie tu!
Chodźcie tu, obywatele!
Wszyscy prawosławni, posłuchajcie!
A wy tu czego chcecie? Nie mówię do was!
Bracia Ukraińcy, nowa władza zaprasza Was na wiec w Pałacu Polskiego Hrabiego.
Przyjdziecie, a nie stracicie.
Tylko tyle Wam powiem.
Nikt obcy nie ma prawa mi się tutaj rządzić.
Wasze prawo się skończyło. Od teraz będzie tutaj tylko nasze.
Ludzie,
nasza Armia Czerwona wyzwoliła was, Ukraińców, z pod jarzma
polskich panów.
Od teraz ten pałac, ta ziemia, to
wszystko jest wasze.
Nie ma już hrabiów. Nie ma już Polski.
Polscy panowie przegrali ją w paryskich kasynach i przechowali na
balach w Wiedniu.
I dlatego, te, u kogo nie ma krowy,
dzisiaj tę krowę dostanie.
U kogo nie ma krowy, podnieść rękę.
W takim razie...
Kto ma dużo dzieci?
Ja mam pięcioro, dzięki Bogu.
A dziękować trzeba ukraińskim towarzyszom.
Ja po cudze ręki nie
wyciągam.
Ten Jaworski dobrze gada.
Dobrze. Kto jeszcze ma dużo dzieci?
Kto jeszcze ma dużo dzieci?
Kto weźmie krowę?
Kto ma za mało ziemi, temu będziemy dawać ziemię.
Krowy trzeba nakarmić i wydoić.
Ziemie obsiać i plony zebrać. I zrobi to gmina.
Ale nie będziemy zabierać tego, co nie jest nasze.
Ludzie.
Ludzie, jesteście otumanieni.
Wytłumaczymy wam to później.
Wyprowadź ją.
Szybciej.
A teraz punkt drugi.
Musicie wybrać delegata na zjazd we Lwowie w sprawie
przyszłości Ukrainy.
Przez swoich przedstawicieli zdecydujecie, czy chcecie wolnej
Ukrainy.
Niech będzie jamroży.
Nie sądziłem, że wywalczymy wolną Ukrainę. Ludzie,
delegat został jednogłośnie wybrany.
Już, już, biegnę.
Dzień dobry.
Regionalny Komitet Wykonawczy
Czemu niszczysz człowieka?
Nie wystarczy wyrzucić.
To za mało.
Popatrz. Nie rwam lachom.
Tak będziemy oczy wyłupywać.
Wszyscy słyszeli? Wszyscy wiedzą, że jest wiec w pałacu?
Tak jest, towarzyszu Iwanienko.
Herbatę, proszę bardzo.
Usiądź ze mną do stołu.
Pusto się tu u nas zrobiło, co?
Mauryce z Janeczką u rodziców.
Antoni internowany.
Pisze, że jest załamany, że wszyscy walczą, a on siedzi w obozie.
Ale się tak cieszę.
Wygląda na to, że warunki są mają tam całkiem do wytrzymania w tym
hostaszkowie.
Z jednej strony to dobrze, że pan Antoni nie wystawi się na kuli na froncie, ale
że Ruscy trzymają go w obozie, to...
Nie, tak jest lepiej, na pewno.
W jego wieku miałby siedzieć w okopach.
Najważniejsi Polacy już aresztowani.
Ale ludzie mówią, że to nie koniec.
Ruscy wszystkich Polaków chcą wygubić. Na wsiach, kto co ma.
Pali polskie książki, gazety, nawet obrazki polskie wyrzucają.
Strach to mieć w hołubie.
A wy, Olgo, nie boicie się tu z nami zostać?
Może wracajcie do swoich, ja sobie dam radę.
A gdzież je tam się podzieje?
Całe życie tutaj u państwa.
Gdzie mnie do nich?
Chodź. Już idę.
Wszyscy na ciebie czekają.
Idę. Chodź już.
Wasz delegat, którego wybraliście, właśnie wrócił ze zjazdu we Lwowie.
Udzielam głosu towarzyszowi Amrożemu.
Dworą Zgromadzenia Ludowego Ukraina Zachodnia jednogłośnie poprosiła o
przyłączenie do Bratniej Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.
Co? Co takiego?
A 1 listopada 1939 roku Rada Najwyższa ZSRR przychyliła
się do prośby ludu ukraińskiego.
Ura! Ura!
Jak to?
Wszyscy głosowali za.
Wszyscy, co do jednego.
Tu jest dowód. Wstyd.
Wstyd.
Otwierać drzwi.
Otwierać.
Pod ścianę.
Nie ruszaj się, bo zabiję. Sofia Józefowna Szablewska? Tak.
Przyszedł rozkaz. Macie się spakować.
Wyjeżdżacie za godzinę.
Nigdzie nie pojadę. To jest mój dom.
Radzę wam po dobroci.
Pakujcie się, bo pojedziecie w samej koszuli. I bankardy zabierajcie. Szybko.
Niech Olga ubiera bliźniaki.
Olga! Ksinia! Ubierajcie dzieci!
Nie! Nie!
Tamto!
Weź mi kastrulu.
Weźcie garnek i samogon.
Dziękuję.
Szybciej mówię.
No już, wystarczy. Szybciej z tymi dziećmi.
Szybciej. Jechać.
Szybciej. Jedziemy.
Jechać. Szybciej. Jechać.
Jest ciągle nieprzytomna.
Mamo!
Mamo, chodź babcia coś mówi.
Nie
podoba
mi się to.
Lepiej, żeby przypominali jej się żywi.
Głupio, ale wydawało mi się, że mam jeszcze czas.
Że zdążę ją o wszystko zapytać.
Tak, słucham?
Jestem tutaj.
Tutaj, tu, tutaj.
Jakie starane pismo.
I jeszcze ten papier, elegancki i w dobrym gatunku.
Naród filozofów.
Tak wyglądała latem 1939.
Później już nigdy nie zrobiła sobie zdjęcia. Ani jednego.
Wreszcie. Od wczoraj czekam na wiadomość od Paula.
Przepraszam.
Pyta, czy babcia odzyskała przytomność.
Jeszcze nie. Dlaczego nie dzwonisz?
Tam Nowosioło, tutaj Wrocław.
W pośrodku ja z Lawiną pyta.
A teraz może być już za późno. Za godzinę będę wolny.
Zaczekaj na mnie może w restauracji pod jeleniem.
Wrocław, 21 października 1941 roku.
Powodzenia, Karl.
Trzymam za ciebie kciuki.
Ale... Będzie dobrze.
21 zawsze przynosił nam szczęście. Tylko że teraz jest 1941 i wszystko może być
inaczej.
Za godzinę będę wolny.
Zaczekaj na mnie. Może pod jeleniem?
Nie mogę, muszę jeszcze iść do szpitala.
Idź.
Przepraszam. Wszyscy czekają, proszę.
Idziemy.
Panowie, przedstawiam, pan Carl Weber.
Dzień dobry.
Grunman.
Pan profesor Grundman jest głównym konserwatorem zabytków w prowincji
Dolnośląskiej? Wiem. A my się znamy...
Poznajesz mnie w mundurze? Oczywiście.
Witaj, Otto. Panie Weber, jako rektor przedstawiłem pańską kandydaturę jako
naszego najlepszego absolwenta.
Pilnie potrzebuję współpracownika.
Ochrona i zabezpieczenie dóbr kultury napływających na nasz teren, wymagając
wielokrotnienia wysiłków.
Ale jest pewien problem.
Pan Weber otrzymał dzisiaj kartę mobilizacyjną.
Pojutrze ma jechać na front.
Dlaczego nic o tym nie wiem?
Gotów jestem wyreklamować pana z wojska.
Pod warunkiem, że NSDAP wyda o panu pozytywną opinię.
Nic tu specjalnego nie mamy.
Już w 1933 roku zerwałeś kontakty z tym Żydem Goldsteinem.
Chociaż jednocześnie twoja siostra i jej mąż... Z Goldsteinami nie widzieliśmy
się. Mamy raporty, że twoja siostra pomogła w ucieczce do Londynu jego
żydowskim bachorom.
I rzesowicie je wyposażyła.
Nic o tym nie wiedziałem.
A powinieneś.
Dobrze.
Jaka jest pańska decyzja, poruczniku Hisen?
To jest bardzo poważna nominacja.
Może być związana z dostępem do tajemnic Rzeszy.
Decyzja musi zapaść w Berlinie.
Przypominam, że za dwa dni pan Weber wyjedzie na front.
Na Białoruś.
Proszę na mnie nie naciskać, panie rektorze.
Dzisiaj cztery amputacje.
Renka już śpi?
Moi dwaj koledzy z roku dostali karty mobilizacyjne i zginęli.
Kiedy?
Tydzień temu. Jutro jest pogrzeb obu.
Jest to dobrze, że to nie mój Peter.
Dlaczego ciągle nie ma decyzji o jego przepustce?
Peter jest bezpieczny.
Przecież nie walczy na froncie.
Siedzi sobie w koszarach i tyle.
Codziennie, kiedy podchodzę do skrzynki na listy, umieram ze strachu.
Wszędzie widzę zawiadomienia w czarnych obwódkach.
Tak się martwisz o tego swojego Petera.
A ja?
Jego znasz od niedawna. Mnie przez całe życie.
Ale jakoś nigdy nie słyszałem od ciebie.
Co słychać, Karl?
Jak się czujesz?
Co u ciebie, Karl?
Jadę na front.
Pojutrze. Dostałem kartę mobilizacyjną.
O Boże. Teraz będziesz miała nas obu na głowie.
Jednak dostał ten urlop. Trzy dni jadę do ciebie, Peter!
Helenko! Jedziemy do taty!
Karl? Do ciebie.
Twoja siostra po raz pierwszy przywitała mnie z uśmiechem na twarzy.
Tak, to miło z jej strony.
Tak, bardzo.
Przyszedłem powiedzieć, że chcę ci pomóc.
Te donosy, no wiesz, o twojej siostrze i jej dobrym sercu dla Żydów
przełożyłem z twojej teczki do teczki jej męża.
Dobrą służbą zmażę swoje winy.
A twoje papiery poszły prosto do Berlina. Cześciutkie jak łza.
Jedziemy do taty?
Gdzie jest tata?
Nie ma taty, ale niedługo będzie.
Koszary.
Wygrał pan.
W całej jednostce urlopy są wstrzymane, ale pan urlop dostał.
Ależ, panie kapitanie, nasz zakład był, jak rozumiem, bardziej symboliczny niż
towarowy. Był bardzo konkretny. Proszę.
Porucznicy Wolfik Nittel pełnią nadal służbę mimo leczonych ran.
Ale widocznie porucznik Littke ma większe prawa niż reszta całej
niemieckiej armii i dostaje urlop kiedy tylko chce. A właściwie kiedy chce tego
jego żona.
Myślę, że komentowanie decyzji podjętych przez dowództwo nie ma chyba sensu.
Stanowczo wymagam, aby pan zabrał tę butelkę, a nawet szybko opróżnił.
Pańska przepustka jest skrócona.
Ze spotkania z żoną mury jedzie pan na front.
Białoruś.
Z czyjego rozkazu?
Dowództwa.
Podpisał Obersturmführer Otto Hisen.
I myślę, że komentowanie decyzji podjętych przez dowództwo nie ma chyba
sensu.
Pan naprawdę pomagał jakimś Żydom?
To Hisen.
Dzień dobry.
Czy jest już oficjalna decyzja Berlina w mojej sprawie?
Jutro mam się stawić w jednostce na Białorusi.
Zostaje pan u nas oczywiście.
Gestapo urządziło ten cyrk, żeby miał pan motywację do pracy.
Formalności z panią Marią. Przepraszam bardzo, mam spotkanie.
Czuję się, jakbym się zerwał ze stryczka.
Przepraszam.
Proszę.
Peter!
Niestety nie.
Przepraszam. Może pani sobie wybierze któregoś z nas.
Dziękuję, mój mąż już tu jedzie.
Jak zginął? Dostał prosto wyprząte usta.
Pół głowy mu z tyłu odrąbało.
Porucznik Peter Lidke nawet w trumnie będzie wyglądał nienagannie.
Dziękuję.
Nie jestem złodziejką cudzych mężów. Nie jestem puszczającą się mężatką.
Powiedz mi, co się dzieje w tym domu.
Co by się stało, jakbyś ją wpuścił?
Wróć do domu.
Nie ruszaj się stamtąd i czekaj na ojca.
A potem czekajcie na nas razem.
Padam do nóg mojej bogini.
Dziś twoja ostentacja jest obraźliwa.
Jeśli zostaniemy tutaj, to ty będziesz taki jak Otto, a ja zostanę pijaną na
okrągło kochanką Herberta.
Na wschód i zachód od nas leje się krew.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.