Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Halo?
Jeszcze na Islandii?
- Tak... - Słyszysz mnie?
Słyszę.
Dzwoniłem, ale nie odbierałaś.
Spałam.
Ale...
Oddzwonię jutro.
Co się dzieje?
Wiesz, że cię kocham.
Całuję cię mocno.
Zadzwoń jutro z Nowego Jorku.
Jasne. Przepraszam.
Hej...
Na co się gapisz?
Chcesz pogadać?
W porządku, ja też nie chcę.
To nieprawda.
Zaopiekowałabym się tobą,
a ty mną.
Chcesz ze mną jechać?
Hej.
Zrobiłeś mi zdjęcie?
Tak, a co?
Widziałam, jak we mnie celujesz.
No i?
To proste pytanie.
Zrobiłeś mi zdjęcie czy nie?
- Tak. - Usuń je.
- Nie chcę. - Ja to zrobię.
- To jest drogie, oddaj! - Mam to gdzieś.
Oddawaj, to mój...
Jak to się robi?
- Możesz mi go oddać? - A obiecasz, że skasujesz?
Nie...
Ale skasuję.
- To świetne zdjęcie. - Nie pokazuj mi.
- Chociaż spójrz. - Nie.
Pewnie, siadaj.
Przepraszam.
Mam po prostu ciężką noc...
Przepraszam.
Nie wpadłbym na to.
Nie możesz spać?
Dlaczego?
Amfetamina.
- Mogę? - Nie.
Dawaj.
Znasz to miasto?
Tak jakby.
Umieram z głodu.
Mają tu coś otwarte?
Tak, mają.
Nie wiem, co wybrać.
Czyli nie jesteś głodna.
Z głodu nie wiem, co chcę.
Możemy iść do portu na Moby Dicka na patyku.
- A co to? - Kebab z wieloryba.
Wal się.
Już lepiej?
O wiele.
To dobrze.
Mówiłeś poważnie?
Moby Dick na patyku?
- Tak. - Co?
Kebab z wieloryba.
- Serio? - Tak.
- Żartuję. - To nie jest kebab z wieloryba.
Niesamowite, że ludzie płacą,
żeby pływać i oglądać wieloryby,
a potem je jedzą.
Czasami.
- Widzisz te łodzie? - Tak.
Służą do polowania na wieloryby.
I co?
Chcesz, żebym którąś zatopił?
Bardzo.
Potrzymaj mi kebab.
Żartujesz?
Mówisz poważnie?
Wiejemy!
Co jest?
Miałem się z kimś spotkać.
- Spotkać? - Spontanicznie...
- Z dziewczyną? - Przypadkową.
- Nie chcę cię zatrzymywać. - W porządku...
Załatwię to.
Co robisz?
- Usuwam dopasowanie. - Nie rób tego.
- To okrutne. - Nie.
Okrutne. Będzie rozczarowana.
Tak jest łatwiej.
Może dla ciebie.
- Dla niej też. - Będzie na ciebie czekać.
Nieważne.
Kliknąłbyś w moje zdjęcie, gdybyś zobaczył je w apce?
To nie jest trudne pytanie.
Pewnie nie.
Dlaczego?
Nie jesteś w moim typie.
Nie jestem?
Niezupełnie.
Więc jaki masz typ?
Ktoś trochę mniej...
Trochę mniej...
- Powiedz! - Nie chcę...
Ktoś trochę mniej...
Fascynujący?
Właśnie. Fascynujący.
- To dobrze. - Jesteś dla mnie zbyt fascynująca.
To dobrze.
Ty też nie jesteś w moim typie.
- Dobrze. - Dobrze.
Pokaż te dziewczyny.
Którą chcesz zobaczyć?
Nie wiem, jak to działa.
Ta jest słodka.
- Nie masz typu. - Nie mam.
Klikasz w każdą dziewczynę...
Tak jest łatwiej, bo masz większy wybór.
Właśnie.
Będziesz szukał...
kogoś do pieprzenia?
Jest za późno.
Za późno na co?
Rano mam lot.
Dokąd?
Do Helsinek.
Pokażesz mi swój profil?
- Nie. - Chcę zobaczyć, co w tobie widzą.
- Nie. - Pokaż.
Nie rozumiem.
- Nie? - Nie.
Naprawdę masz na imię Sam?
Tak.
O której masz lot?
O siódmej rano.
To dobrze.
- Więc już się nie zobaczymy? - Nie.
Przestań. Stój!
Przepraszam.
Dasz mi chwilę?
- Jasne. - Zaraz wrócę.
Cholera.
Przepraszam.
Odwołano mój lot.
- Dlaczego? - Próbuję się dowiedzieć,
ale chyba chodzi wybuch wulkanu.
Co?
- Gdzie? - W centralnej części.
Wstrzymano loty.
Szlag!
Jak się tam dostać?
Nie mam pojęcia.
Halo?
Cześć.
- Muszę złapać autobus na lotnisko. - Powodzenia.
Jak to?
Loty odwołane, lotnisko zamknięte.
Co się stało?
Wulkan.
Nie rozumiem. Wszystkie loty?
Odwołane.
Do kiedy?
Nie wiem.
I co zrobisz?
Jadę pod wulkan.
- Sam? - Tak?
- Mogę jechać z tobą? - Nie.
Chcesz poznać moje imię?
Nie.
Naomi.
Trzymaj się, Naomi.
Podrzucę cię do najbliższego miasta. Znajdziesz tam jakiś hotel.
Na pewno?
Może, nie wiem.
Dzięki.
Mam pozostać na linii?
Jestem dwusetna.
No właśnie.
- Nie jest dobrze. - Jest zajebiście.
- Dlaczego? - Przez wulkan.
Dobrze, że masz samochód.
Ukradłem go.
Przy okazji...
Przepraszam za wczoraj.
W porządku.
Wcale nie, chcę to wyjaśnić.
Nie musisz.
Długo czekałeś?
Nie.
Miałam zamiar wrócić.
- OK. - Naprawdę.
OK.
Znalazłeś sobie kogoś do seksu?
Nie.
Nawet tej, z którą miałeś mieć randkę?
- Nie. - Jak miała na imię?
Nie wiem.
Nie znasz jej imienia?
Nie.
Jest za ciemno.
- Widzisz coś? - Jest pochmurno.
Wiesz chociaż, gdzie jest wulkan?
Na północ od lodowca, gdzieś tam.
I da się tam dojechać?
Widziałem, że prowadzi tam droga.
A raczej polna ścieżka.
- Nie lepiej helikopterem? - Nie wsiądę do helikoptera.
- Dlaczego? - Wiesz, jak one latają?
Mają jeden silnik, który obraca łopatami.
Jeśli silnik się zatrzyma,
pilot ma dwie sekundy na reakcję,
zanim runie na ziemię.
Poza tym zamknięto przestrzeń. Nie można latać.
Skoro tak mówisz.
O żesz kurwa!
- Pieprzony szajs! - Co znowu?
- Nie wiem, spójrz. - Nie masz zapasowej opony?
Nie wiem.
- Nie wiesz? - Nie, nie wiem!
Jak możesz nie wiedzieć, czy masz zapasową oponę?
Mówiłem ci, to nie mój samochód.
- Więc czyj? - Nie wiem.
Skąd go wziąłeś?
Mówiłem ci.
- Wcale nie. - Mówiłem.
Mówiłeś, że ukradłeś, ale to był żart.
Powiedz, że żartowałeś.
Naprawdę go ukradłeś?
Pożyczyłem.
Zwrócę.
Mam to gdzieś.
Żegnaj, panie Wulkan.
Zwijam się stąd.
- Dokąd pójdziesz? - Na pewno nie do więzienia.
Nie możesz...
Co?
Zgiń pod lawą.
Niech to szlag!
Wystarczy?
Ładnie tu.
Było, dopóki nie przyszedłeś.
Czemu się nie odezwałeś, gdy mówiłam, że chcę z tobą jechać?
Nie wiem.
Płakałaś.
To nie był płacz.
Co będzie, gdy się skapują, że ukradłeś samochód?
Pomyślałeś?
Już wiedzą.
Pewnie ktoś to zgłosił na policję.
Skąd u ciebie ta obsesja na punkcie wulkanu?
Zamknęli całą półkulę północną.
Uziemili setki tysięcy ludzi.
Z Helsinek, Berlina, Londynu...
Napisałem do Associated Press.
Powiedzieli, że pierwsze zdjęcie, jakie dostaną, zobaczy cały świat.
Ja je wyślę.
- Dlatego chcesz tam jechać? - Najbliżej, jak się da.
To niebezpieczne.
Wiem, co robię.
Słynne ostatnie słowa.
Nie powiem policji o samochodzie,
możesz być spokojny.
OK.
Dobrze.
Dlatego tu przyszedłeś?
Chciałem wiedzieć, czy się nie zgubiłaś.
Ale chyba wszystko OK...
Nic mi nie jest. Dziękuję.
- Chcesz się przyłączyć? - Muszę lecieć.
Czekaj.
Co się stało?
Nic.
Masz lęk wysokości?
Boisz się wysokości.
Poskramiacz szczytów.
W dzieciństwie złamałem nogę.
I nadal boli?
Tak, czasami.
Jak ją złamałeś?
- Jest. - Co?
Pensjonat.
Zaczekasz? Zapytam.
Tak.
- Ile mam czasu? - Dwadzieścia minut.
Ale zaczekasz?
- Tak. - Na pewno?
Pojadę naprawić oponę.
- Witam. - Witam.
Zgubiłaś się?
- Są wolne pokoje? - Tak, ten jest dostępny,
tamten też.
I ten też.
Chyba nikt nie przyjedzie.
- Z powodu wulkanu? - Nie wiem.
Rozumiem.
W cenę wliczone śniadanie,
jacuzzi i sauna.
- A kurczaki? - Nie.
- Mogę się rozejrzeć? - Oczywiście.
Dziękuję.
- Bardzo ładnie. - Dziękuję.
- No i? - Wszystko zarezerwowane.
- Jak to? - Nigdzie nie ma miejsca.
Próbowałam znaleźć jakiś nocleg,
ale nie tylko my tu utknęliśmy.
Halo?
Dzwoniłeś.
- Dzwoniłeś do hotelu? - Tak.
Ale po co?
Widziałem w telewizji. Nie odbierałaś.
- To nie jest niebezpieczne. - Martwiłem się. To wulkan.
Nie ma mnie w hotelu. Jadę autokarem.
- Dokąd? - Zobaczyć wulkan.
Zwariowałaś?
Widzisz tę drogę?
- Tak. - Jadę tam.
Dobrze.
Najbliższe miasto jest w tę stronę, ktoś cię podwiezie.
Mogę jechać z tobą?
- Nie. - Dlaczego?
W górach nie ma hoteli...
Gdzie będziesz spał?
- Nie będę spał. - Nie będziesz spał?
- Nie. - Przez ile?
Ile będzie trzeba.
Spakowałeś jedzenie?
Tak?
Oczywiście, że nie.
Poczekaj.
Czy to tajemnica?
Jaka tajemnica?
Jak złamałeś nogę.
- Nie. - To dobrze.
Więc powiedz.
- Nie. - Daj spokój. Dlaczego?
Nie chcę.
To krępujące.
To nawet lepiej.
- Nie. - Przecież się więcej nie zobaczymy.
Potraktuj to jako darmową terapię.
Nie.
Proszę.
Naprawdę chcę wiedzieć.
Wyskoczyłem z balkonu.
Dlaczego?
Po prostu...
Przez pożar w domu?
Nie.
Ktoś cię gonił?
- Tak. - Kto?
Facet mojej mamy.
Złapał cię?
Tak.
Złapał.
Przykro mi.
Sam?
Tak?
Możesz się zatrzymać?
Nie.
Proszę.
Muszę się wysikać.
Dlaczego nie skorzystałaś na stacji?
Byłam zajęta.
- Aż tak cię przycisnęło? - Tak, bardzo.
- Będziesz sikała na poboczu? - Tak, po francusku.
- Obiecaj, że nie będziesz patrzył. - Nie.
- Nie obiecasz? - Nie.
- Jak to nie? - Nie obiecam, ale nie będę patrzył.
Po prostu powiedz: Obiecuję, że nie będę patrzył.
Nie lubię składać obietnic.
- A nie będziesz patrzył? - Nie będę.
Bez sensu.
Mam zasięg!
Dlaczego nie możesz czegoś obiecać?
Mogę.
Więc dlaczego nie powiedziałeś:
Nie będę patrzył, jak sikasz, Naomi?
Bo nie lubię składać obietnic.
- Dlaczego? - Obietnice wywołują oczekiwania.
Co z tego?
Oczekiwania wywołują rozczarowania.
Spójrz.
Z Australii do Wielkiej Brytanii też nie można latać,
- a Reuters podwoił ofertę. - Nieźle.
Ale tu pięknie.
- Tak. - Możemy chwilę zostać?
- Nie. - Sekundę?
Jedziemy.
- Chodź. - Dobra.
Zabawne, że nie ma drzew...
w tym rejonie...
To najlepsza rzecz na Islandii.
Kocham drzewa.
Czyli...
Nigdy niczego nie obiecujesz?
Otóż to.
Dlatego, że nie chcesz, żeby tobie ktoś coś obiecywał?
Dokładnie.
Co piszesz?
Nic.
Wyglądasz, jakbyś coś pisała.
Nie mogę, droga jest zbyt wyboista.
Przeczytasz mi?
Nie.
- Śmiało. - Nie chcę.
- Dawaj. - Nie.
- Czytaj. - Nie.
Proszę.
- Przestań naciskać. - Nie naciskam, chcę posłuchać.
Właśnie że naciskasz.
Powiedziałam, że nie chcę.
Czyli ciebie bawi, gdy ty mnie naciskasz?
Zadajesz tyle głupich pytań.
Co robisz?
Przeczytaj, co napisałaś.
Nie.
Nic z tego nie zrozumiesz.
Nie szkodzi.
Nie spodoba ci się.
Chcę usłyszeć.
- Nie będę ci tego tłumaczyć. - W porządku.
Ale po co?
To osobiste.
Nie jest fajnie dostawać tysiąc pytań, co?
Dobrze.
Czasem myślę, że to tylko dupek.
Już nie wiem, co tu robię.
Nie chcę dalej.
- Kontynuuj. - Proszę.
Kontynuuj.
Czytaj dalej.
Próbując znowu przetrwać... zawsze.
Przestań być tchórzem, albo...
pogódź się z tym, że nim jesteś.
Naprzód... zawsze... znowu.
Zadowolony?
Wysiądź.
To nie było o tobie.
Wysiądź.
Chcesz mnie zostawić na takim pustkowiu?
Wysiądź i stań tam.
Nie zatrzymuj się.
Odwróć się.
Nie chcę.
Możesz zdjąć szalik?
Najpierw poproś.
Najpierw proszę.
Zadowolony?
Pięknie.
Wspaniale.
Uważaj.
Spójrz na mnie.
Świetnie.
- Masz? - Chyba tak.
Naprawdę fajne.
Jesteś zaskoczona?
Tak.
Ładne zdjęcia.
Jesteś szczęśliwy?
Chyba tak.
Nie spieszy się nam do wulkanu?
Tak, jedźmy.
To mi się podoba.
Jesteś naprawdę dobry.
Mówiłem ci.
Wybacz, że wątpię.
Wątpiłam.
Mogę zrobić zdjęcie?
Rzuć mi jeszcze raz takie złowrogie spojrzenie.
Poirytowane.
Prowadzę auto.
Spójrz w prawo.
To chyba tu.
Błotnista droga.
- Myślisz, że możemy jechać? - Tak.
- Na pewno? - Tak.
- Bez sensu. - Sprawdzę.
- Tak? - Pieprzyć to.
Na pewno?
Co jest?
Jedziemy.
Co się dzieje?
- Utknęliśmy? - Nie.
Utknęliśmy.
- Cholera. - Wyłączyłeś myślenie?
Tam dalej jest pieprzony przejazd.
Musimy wezwać pomoc.
Nie.
Nie wezwiesz pomocy. Nigdzie nie zadzwonisz.
Oddaj to, gnoju!
Cholerny dupek!
Przepraszam.
Idiota. Zostaw mnie!
Zostań w samochodzie!
W porządku?
Chyba tak.
Wrzuć na luz.
W porządku?
- Auto całe? - Mam nadzieję.
Pojedź za mną, na wypadek gdybyś coś uszkodził.
Dziękuję.
- Jedziesz z nim? - Tak. Dziękuję.
- Nie jest ci zimno? - Nie.
Długo tu zostaniemy?
Wystarczająco, żeby się rozgrzać.
Mają tu prysznic?
Tam jest termalna rzeka.
Spałeś coś w nocy?
Musimy się zdrzemnąć.
Nie możemy jechać w takim stanie.
Z godzinkę.
Hej.
Cześć. Przepraszam.
- Ładnie tu, prawda? - Tak, niesamowicie.
- Jak leci? - Dobrze.
Chyba.
Nie powiedziałaś, jak masz na imię.
- Julie. - Siggi.
- Miło cię poznać. - Mnie również.
- Gdzie twój chłopak? - To nie jest mój chłopak.
Tylko z nim jadę.
Co planujecie?
Dotrzeć do wulkanu.
Co?
To samobójstwo.
Wieczorem zamkną wszystkie drogi,
a eksperci alarmują, że bliskość wielkiego lodowca
może spowodować ogromne powodzie.
Widziałaś samochód ratunkowy?
Nawet oni nie próbują.
A samochód twojego kumpla... to szrot.
Tak.
Jestem taka głupia.
Jedziemy.
Dobra.
Cholera.
Chciałem przejechać.
Jestem z agencji prasowej.
Przepuścicie mnie? Muszę zrobić parę zdjęć.
Szlag!
Zamknęli cały teren z powodu trujących gazów z wulkanu.
Nikt nie przejedzie.
Wiem.
Wiesz?
Dowiedziałam się wczoraj wieczorem.
I nic nie powiedziałaś?
Nie mogłam cię znaleźć.
Spadam stąd.
Jesteś chory.
Wczorajsza noc to był numer 600 czy 650?
O czym ty mówisz?
Musiała być wyjątkowa.
Wiem, że pieprzyłeś się z tą blondynką.
- Co? - Słyszałam cię.
Słyszałaś?
Byłam obok namiotu i wszystko słyszałam.
Dlaczego nic nie powiedziałaś?
Żeby przerwać pannie numer 700?
Który namiot?
Myślałem, że nie wiesz, gdzie byłem.
Ten zielony z takim czymś...
Nie byłem w zielonym.
- Byłeś. - Byłem w niebieskim.
- Leżałeś tam. - Wcale nie.
Więc mi to pokaż.
To było na kempingu.
No jasne.
- Możemy tam wrócić i ci pokażę. - Dobra.
- Więc wróćmy. - Wiem, co słyszałam.
Dlaczego podsłuchujesz ludzi w namiotach?
Nie podsłuchiwałam.
Dziwne zachowanie.
- Ty jesteś dziwny. - Możesz wsiąść?
- Po co? - Proszę.
Tylko dlatego, że nie mam wyboru.
Dupek.
- Idę po kawę, chcesz? - Nie.
- Próbujesz rzucić? - Tak.
Przepraszam... Nie mam prawa cię osądzać.
Masz rację.
Po co zadowalać się jedną osobą,
gdy każdego dnia możesz uprawiać seks z nową?
Nigdy nie męczyć się z kimś, kto ma zły nastrój.
Przesuwasz palcem na ekranie i problemy znikają.
Nie mogę być odpowiedzialny za szczęście innych.
Tak.
Też powinnam tak robić.
Wybierać jednego gościa co tydzień.
Zatrzymać na kilka dni, jeśli jest dobry w łóżku,
a potem go zablokować.
Tak?
Powinieneś mnie tego nauczyć. Jesteś mistrzem.
To znaczy...
Nie trzeba z nimi rozmawiać.
Żadnych emocji.
Rozbierasz się i pieprzysz.
Tak jest prościej, prawda?
I to ma być to twoje "nie osądzam"?
Tak.
Przepraszam.
Przepraszam.
- Co będziesz teraz robić? - Nie wiem.
Jak masz na nazwisko?
A co?
Podaj nazwisko, jakiekolwiek.
Po co?
Po prostu podaj.
McKendrick.
- McKendrick? - Tak.
Załatwiłam ci rezerwację na pierwszy lot helikopterem.
Wal się.
Powiedziałam, że pracujesz dla National Geographic.
- Jesteś pierwszy na liście. - Czemu to zrobiłaś?
Bo chcę naprawić to, co zepsułam.
- Nie wsiądę do helikoptera. - Wsiądziesz.
Nie, nie wsiądę.
Polecisz tam.
Chcesz dotrzeć do wulkanu?
Chcesz?
- Tak czy nie? - Ale nie helikopterem!
Wiesz, jak one latają?
Mają jeden silnik i jeśli się zatrzyma...
- runie na ziemię, wiem. - Dokładnie.
Ale może będzie dobrze.
Możesz mi zaufać?
Niby czemu?
- Jesteś naburmuszony. - Co ty robisz?
Spokojnie.
Co jest?
Wysiadaj.
- Chcesz mnie zabić? - Tak.
Czuję się jak zakładnik.
Chodź.
Chwyć mnie za rękę.
Schodzimy...
Stopień.
Czekaj.
Dobra.
Spójrz.
Byłeś aż tam.
Teraz już prosto.
To głupie...
Spokojnie, spodoba ci się.
Pomożesz mi?
Zimno mi.
Cholera. Jacyś ludzie.
Teraz w prawo.
Tutaj.
To jest ta farma.
- Po lewej? - Tak.
Halo?
Jestem przed pani domem.
Zarezerwowałam go.
Potrzebuję kod.
19-6-4?
Dziękuję.
Nie chcę więcej wybierać. Nie wiem.
- Trzeba w końcu dorosnąć. - Przestań.
Co robisz?
- Jest tam ktoś? - Pogadamy później.
- Zadzwoń. - Dobrze.
Nic.
Na pewno?
Nie jest ci zimno?
Nie.
Z kim rozmawiałaś?
Z facetem.
Oczywiście.
- Spierdalaj. - Proszę.
- Powiedziałem. - Przepraszam.
- Nie musisz. - Nic o mnie nie wiesz.
I niech tak zostanie.
Dobrze.
Po co mnie wciągasz w to gówno?
To nie miało się wydarzyć.
Myślałam, że jesteś mistrzem bzykania bez emocji.
Kto jest tym szczęściarzem?
To bardzo porządny facet.
Jesteśmy razem od siedmiu lat.
W końcu się oświadczył.
Nieźle.
Nie wiedziałam, co powiedzieć,
więc powiedziałam, że wyjeżdżam i odpowiem mu, jak wrócę.
Brzmi jak prawdziwa miłość.
Mówi, że mnie kocha.
Ale ja mu nie wierzę.
Nie da się kochać kogoś takiego jak ja.
Chciałam być...
jak wszyscy.
Oświadczyny powinny być przyjemne.
A ja się czułam, jakby ktoś kopnął mnie w brzuch.
Zawsze chciałam...
urodzić dziecko...
i zaszłam w ciążę.
Miałam...
Trzy miesiące.
To znaczy...
byłam w ciąży przez trzy miesiące.
Prawie nic, ale...
straciłam ją.
I to mnie odmieniło w sposób,
którego się nie spodziewałam.
A dla niego... jakby nic się nie stało.
Straciłam dużo krwi i miałam...
skurcze.
To było naprawdę bolesne. Wciąż to czuję.
Przepraszam, nie chcę o tym mówić. To bardzo osobiste.
Halo?
Tak, to ja.
Dzisiaj?
Otworzyli przestrzeń powietrzną?
To świetnie.
Lot o 3:00.
Mam pytanie.
Można zmienić bilet i polecieć do Paryża?
O której godzinie?
Jasne.
Zrobię to na lotnisku.
Dziękuję.
Tak, będę.
Przestrzeń powietrzną...
Otworzą w południe.
- Zbierajmy się. - Tak.
Wracasz do domu?
Tak, do Paryża.
Dlaczego?
Bo złożyłam obietnicę.
Jak to?
Obiecałam mu, że wrócę, gdy będę znała odpowiedź.
Mogę wiedzieć, co postanowiłaś?
- Nie. - Dlaczego?
Najpierw powiem jemu.
Nie chcę, żebyś jechała.
Obiecaj, że będziesz o siebie dbał.
Jak mogę cię znaleźć?
Chcę cię znowu zobaczyć.
Naomi...
A dalej?
Argas.
A... r... g... a... s
To nie jest prawdziwe nazwisko?
Muszę już iść.
Pora lecieć.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.