Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Mamo?
Wracaj do łóżka.
Inhalata. Dzwoni na pogotowie.
Do reszpital!
Tak się śpiesz, no do tej niewoli małżeńskiej.
Jeszcze się naryczysz po ślubie, zobaczysz.
A teraz, panie Antoni, jestem strasznie głodny i zapraszam na podwieczorek.
Antoni nie jest taki.
Z czarną polewką, tak?
A co to mi rodzino?
Siostro.
Zabijałem ludzi.
Broniłeś naszych progów.
Boję się, żeby za moje grzechy nie spotkało mi jakieś nieszczęście. Bóg ci
je wybaczył.
Nic mi się tu nie podoba.
To ja buduję ten dom.
A ty rządzisz się tu, jakbyś już był właścicielem.
Ale czy musisz mną nieustannie poniewierać?
Jestem pewien, że po mojej śmierci roztrwonisz wszystko, co krwawym potem
zdobyłem.
Zobaczcie, zostawił wam spory majątek.
Babciu.
Proszę cię, miałaś mi coś powiedzieć.
Piszła.
Ja, ja.
Fabryka zaczyna przynosić profity.
Byle tak dalej, a w trzy lata kredyt będzie spłacony.
A do tego zbiory są w tym roku bardzo dobre. Sam widziałeś.
Będzie zapas pieniądza.
Zrobiłem rozeznanie.
Jest wiedeńska firma, która robi tokarnie właśnie jakich potrzebuje. Nie
ma się co zastanawiać.
Moje uszanowanie.
Czy pan mecenas Dutkiewicz przyjmuje nasze zaproszenie na podwieczorek? No,
szczerze mówiąc, czekam na to od rana. Może więc pani na mnie liczyć.
Dubeltowo. Zosiu, za dwa miesiące jedziemy w świat.
Lwów, Kraków, aż do Wiednia.
Termin masz taki, że ze wszystkim zdąży.
Zapraszam.
Proszę zaczekać, zaraz pojedzie pan dalej.
Zosiu, przepraszam, że czekałaś.
Kupiłem maszyny, utargowałem ceny i jestem bardzo, bardzo zadowolony. A to
dla ciebie. Co to jest?
Zdobyłem bilety do opery.
Musisz teraz słuchać najpiękniejszej muzyki. Nasz syn będzie wielkim artystą
albo wynalazcą, albo... W każdym razie nie będzie byle kim. Zosiu.
Teraz pan zawiedzie cię na Stefan Plac.
Ale... A ja muszę jeszcze załatwić jedną sprawę. Ale za to potem...
Opera!
Czym mogę służyć szanownemu panu?
Chciałbym kupić do domu stojący zegar z dobrym mechanizmem.
Mam coś specjalnego.
Podoba mi się.
Pochwalam pański wybór.
Bijący zegar w domu podobno przynosi szczęście.
I sprawia, że dom ma duszę.
Biorę go.
Świetna decyzja.
Proszę o pański adres.
Stacja kolejowa Lwów, Polska.
Adres docelowy Nowosioło, dwór Szablewskich.
Pan zadepeszuje, a ja wyślę konie na stację.
Tak daleko jeszcze nie wysyłaliśmy.
Przepraszam, przepraszam.
Zdecydowałem się na ten. Ile kosztuje?
Bardzo mi przykro, ale ten egzemplarz właśnie został sprzedany.
Niemożliwe. Od trzech dni wokół niego krążę. To jest jedyna kopia zegara z
biblioteki w Hofburgu.
Zgadza się.
Ale jeśli zechce pan poczekać, to zamówimy dla pana drugą kopię.
Tylko, że to potrwa.
Chcę taki mieć.
Więc trudno.
Zaczekam.
A to Zosia mojotka.
Syn.
Syn i synek.
To Zosia. Ja też byłem pewien.
I urodziła się Zośka.
Nie ma urodzenia.
Szanowni, mam dla was dzisiaj wyjątkową niespodziankę.
Zosiu?
Co się dzieje?
Lekarza, posłałeś go po lekarza.
Ja konie posłałem na stację po przesyłkę. Jak ona teraz zacznie rodzić,
dziecko nie przeżyje.
Proszę pana, ten konie jeszcze nie chodzi pod siodłem. Zrzuci pana.
Może gniadego?
Gniadek chory.
Spokojnie. Z panią Zosią wszystko będzie dobrze.
Zosiu, no do łóżka.
Wiesz co, Zosiu, tak nas nastraszyłaś. Bój się Boga.
O!
Proszę, proszę!
To jest właśnie ta niespodzianka.
Ostrożnie.
Są tylko takie dwa na świecie.
Oryginał stoi w wiedeńskim pałacu, a replika jest nasza. I tylko nasza.
Przepraszam, co pan tu robi?
Dzień dobry. Firma Antykwariat Rozental z Wiednia. Do usług.
Nie mam.
Kto was tu huścił?
Co to jest?
Spełnienie woli twojego ojca.
Dom zaczyna żyć, odkąd bije w nim zegar.
To po to jeździłeś do Wiednia?
U nas w Brestu nie ma zegarów. To jest wykonana specjalnie na moje zamówienie.
Kopia zegara z biblioteki w Hofburgu. Nie do odróżnienia.
Już dawno go upatrzyłem. Czekają tylko na pierwszą wypłatę.
Jesteś niemoralny.
Do szpiku kości.
Szastasz pieniędzmi jak wielki pan.
Szkoda tylko, że za cudze.
Proszę. Można na chwilę?
Przez grzeczność mówię tak.
Przepraszam, to nie będę przeszkadzał. Czy na górze, czy na dole i tak pan
będzie przeszkadzał.
To niech już pan chwilę zostanie.
Widzę, że pani się uczy.
Ma pan bestry wzrok.
Może zrobi pani sobie małą przerwę i zejdzie potańczyć?
Dziękuję, ale nie.
Dlaczego? Nie musi pani tańczyć ze mną.
Bo wkurza mnie ta zabawa za zabawą.
Ja... Ja tylko zostałem tu zaproszony.
Wiem.
Za dwa tygodnie zdaję egzaminy na wydział medyczny. To nie są łatwe
egzaminy. Nie wystarczy umieć narysować cokolwiek, ale mój brat... Pójdę na
mnie.
Porozmawiam z nim. Nie.
Niech pan...
Nie idzie.
To nic nie da z znamką.
Pobieta lekarzem to trudna decyzja i bardzo ciężka praca.
Pewnie będzie pani chciała leczyć dzieci.
Dzieci również.
Ale mam zamiar znaleźć lekarstwo na tyfus.
Nie planuję całe życie wycierać zasmarkanych nosków.
Nie spotkałem jeszcze takiej osoby jak pani.
To jest mój fortepian.
Trochę ciszej, proszę.
To nie jest tylko jej dom, Karl.
Się chcemy bawić.
Oddaj kluczyk, bo wyłamie klapę.
To jest mój fortepian.
Ty świętoszkowata kujonko.
Nic ci z tego nie przyjdzie, że zatrujesz życie wszystkim innym, bo sama
nie potrafisz żyć.
Pieprze twoje święte oburzenie.
Ojca chcesz przede mną odgrywać?
Powściągliwość i praca?
Nie. Ja nie mam zamiaru tak marnować swojego życia. Nie zmusicie mnie do
tego.
Czekałam na Ciebie, przystojniaczku.
Umiem wszystko. Zostaw go!
Przyszedł do mnie!
Idźcie stąd!
Już!
Skąd pan to ma?
Bierze pan czy nie?
A ma pan więcej takiego towaru?
Zostań tam.
Z tobie czy z Francji?
Ale płótno włoskie.
Co tu się stało?
Wreszcie się urządzam.
Stać nas na to?
Nie stać nas na byle co.
Duszę się w ciasnych wnętrzach, a teraz, kiedy decyduje się moja przyszłość,
muszę mieć warunki do pracy.
Pięknie.
Ale stąd nic nie widać.
A na co mam patrzeć?
Co tam jest takiego pięknego?
Świat wokół nas?
Ja bym tak nie mogła.
Nawet słońce tu nie dochodzi.
Co to jest? Dla ciebie?
Wschodni talizman z kości słoniowej.
Ostrożnie.
Dziękuję. Bardzo ładny.
Trzymaj za mnie jutro kciuki.
Przecież jutro zaczynam zdawać.
Boję się o łacinę.
An,
tutaj?
A gdzie jest kar? Jestem sama.
Czy jest takie miejsce w Breslau, gdzie emancypantka może z godnością fytować
zdanie egzaminów?
Jest.
Najbliższa cukiernia.
Ale jeszcze nie wiadomo, czy zdałabym.
Jestem pewien, że tak.
Jestem tutaj, a ty nie chcesz nawet na mnie patrzeć.
Tak naprawdę to... Ja cię nic nie obchodzę, prawda?
Jesteś po prostu tylko uprzejma.
Tak myślisz?
Dlatego straciłeś humor?
Tak myślę.
To źle myślisz.
Kiedy cię pierwszy raz zobaczyłem, już wiedziałem, że to będziesz ty.
Ty płaczesz.
Śmiesznie mam, że nikt mnie nie przytuli.
Moja mała.
Ale to pięknie, prawda?
Do zobaczenia Do zobaczenia
Onowie tutaj!
Resztę na górę, proszę.
Mam coś dla ciebie.
Mebel do przedłużenia rodu webelów.
Dla mnie?
Ciekawe. Ciekawe?
Fascynujące. Karol, mam dla ciebie kiepską wiadomość. Ten ród możesz
przedłużać tylko ty.
No racja. Nie pomyślałem o tym.
Bo tak naprawdę nie chcesz, żebym studiowała.
Myślisz teraz tak jak ojciec. Moje miejsce jest w łóżku i w kuchni.
Nigdy nie będę myślał ani robił nic tak jak ojciec.
Jako głowa rodziny wymagam od ciebie ukończenia studiów medycznych.
I zawarcia małżeństwa kiedy i z kim tylko chcesz. I możesz nawet nie
potrafić zagotować wody na herbatę. Nic więcej nie mów. Mamy dziś piękny dzień.
Potrafisz czasem być miła.
Karl Weber.
Dziękuję.
Wywiesili listę przyjętych na medycynę.
I?
No mów!
Lisa Weber.
Jest pan przyjęty.
Musisz się przyzwyczaić. Dziekan nawet konwersacyjnie nie uznaje kobiet.
Uczcijmy to.
Wyjedźmy na miesiąc. My oboje, Otto, Herbert, cała paczka. I szaleństwo od
rana do nocy. Ruszamy choćby pojutrze. Nie mogę.
Jestem już umówiona.
Żartujesz na cały miesiąc? Tak.
Wszystko psujesz.
Ale jeżeli nie chcesz, to trudno. Najwyżej pojedziemy bez ciebie.
Mogę nawet jechać sam.
Muszę pana prosić o pieniądze.
Nawet o konto przyszłych zysków.
Jedziemy z kolegami do Paryża.
Musimy zobaczyć Louvre.
Trudno sobie przecież wyobrazić absolwenta historii sztuki, który nigdy
nie widział zbiorów Louvre'u. Tak, rzeczywiście.
Jest pan chory?
Żołądek mi dokucza wszystko.
Nerwy. A pieniądze? Sam pan wie, jak to jest.
Rozłażą się nie wiadomo kiedy i jak.
Nie dam panu na razie ani jednej marki.
Musi pan przełożyć wyjazd.
Żartuje pan sobie ze mnie?
Nie może pan tego zrobić.
Płacę panu 5%, żeby to się kręciło jak należy.
Krach i inflacja pochłonęły połowę naszych lokat bankowych.
Za resztę kupowałem, co się dało.
Byle szybko.
Fizycznie nie mamy gotówki.
Powinien pan się z tego tylko cieszyć.
Bardzo się cieszę.
Ludzie są głodni.
Bez pracy.
Rano biorą pieniądze na trumę, wieczorem to nie starcza na wieku.
Wielki kryzys dobije.
Niemcy, ten rząd jest bezradny. Ktoś powinien mocną ręką złapać to wszystko
za pysk. A pan chce, mogę zaraz sprzedać kawałek złota i dać panu sto marek. Ale
jak pan dojdzie do domu, to już będzie tylko dziesięć. Chce pan... Mówi mi pan,
że nie dostanę ani jednej marki i mam grzecznie wracać do domu. Ja żądam
wyjaśnień!
Umarł człowiek.
Mój brat.
Dlaczego?
Bankrut. Stracił wszystko.
Panie Goldstein, wykorzystuje pan sytuację.
Ja mam swoje wydatki, nawet jeżeli nie wyjadę. i nie interesuje mnie ani jakiś
tam krach, ani słaby rząd w Niemczech.
Pan jest aroganckim i głupim smarkeczem,
szczeniakiem bez klasy.
Jak pański ojciec miał 25 lat, to dawał pracę sto ludziom, a pan... Pan
potrafi tylko wydawać i bawić się.
Więc żeby sprawa była jasna...
Do końca studiów w Lizy będziecie otrzymywać minimalne kwoty wyłącznie na
utrzymanie.
Chyba, że potem kryzys się skończy wcześniej, niż myślę, wtedy zobaczymy.
Dzieci! Uciekajcie stąd!
Co ty jesteś, Tachela?
Przecież to jeszcze dziecko.
Dajcie jej coś do jedzenia.
Jajecznicę i kakao.
Jak tam twój mały się chowa?
Jak mu?
Wasylko.
No jak każdy bękart.
Siły ma do życia, że nawet zarazę by go nie wzięła. Nie mów tak, przecież to
kruszynka jeszcze.
Apetyt ma?
Jak wilk.
Ale nie bójcie się, Pani Szablewska. Pokarmu mam tyle, że się ulewa.
Lekarz zbadał pięć próbek i mówi, że twój jest najlepszy.
Musisz teraz tylko dużo jeść. Tu będziesz miała posiłki u mnie.
I mleka tyle, ile zechcesz.
No i szykuj się.
A pani Szablewska, kiedy to się rozwiąże?
Lata moment.
A czemu pytasz?
A myślałam jeszcze do miasta zdążyć się na tydzień wybrać.
Ciągnie się do złego.
Drugiego Wasylkę chcesz sobie zrobić?
Na utrapienie?
Ale gdzie tam w mieście?
Wasylkę to my tu zmajstrowali, w nas. W lesie za górką.
Te drwale bandyty.
Stój.
Idź sobie.
Porozmawiaj ze mną jak z człowiekiem. Z tobą? Nie mam z tobą o czym rozmawiać.
Proszę po dobroci. A jak się nie da, nie rozumiesz po ludzku? Nie masz za grosz
honoru?
A idź ty.
Ja nie mam honoru. Idź sobie. Ja nie mam honoru.
A płacisz mi za wszystko, suko.
Proszę, Małgrysiu. Dziękuję.
Szarlopka.
Antoni, powiedz mi, tu w okolicy sąsiedzi polują?
Polują.
Ale tylko w sezonie polowań.
A co to? Pali się.
Jezus Maria.
Przepraszam.
Spokojnie, to we wsi.
O Matko!
O Boże... Pożądaj, pożądaj, pożądaj!
Lejcie wodę!
Lejcie wodę! Teraz z dzieckiem w chałupie!
Wodę! Wodę!
Lejcie wodę.
Lej wodę, co tak stoisz?
Nie mam już siły. Ratuj dziecko.
Zaczęło się.
Oczero jest to chyba naprawdę... Gdzie oni?
Zostaw.
Chodź, pomalutku, pomalutku.
Olga!
Olga! Chodź, pomału, pomału.
Idziemy. Trzeba posłać po doktora.
Wasylko, a mój Wasylko, zdrowy, zdrowy, zdrowy, cały i zdrowy. Uratowałaś go.
Powiedz jej, że urodzi syna.
Panie Szablewski! Panie Szablewski! Do doktora jadę!
Zaczęło się! Goń!
To nie dobra nuduna. Już dobrze. To nie dobra.
Do dworu idź!
Uspokój go.
Zaczęło się, proszę pana, posłałam doktora. Gdzie pani? W sypialni ze
starszą panią.
Weźcie dziecko do kuchni.
Niech je nakarmią i ogrzeją.
Wy też je ogrzejcie.
Dadzą wam wódki.
Potem ciało zabierzecie do wsi.
W cerkwi powiecie, że ja opłacę pogrzeb.
Hala kogoś miała?
Codziennie innego, a poza tym sama.
Żadnej rodziny?
Jej babka to dojdzie, a jeszcze jak żył, to narzekała, że tylko we dwie są na tym
świecie, bo ją klątwa cię jeszcze rodzina w pień wybiła.
I tylko powtarzam.
A teraz z nich to już tylko ten Benkarszy został, Wasylko.
I co z nim?
I co?
I nic.
Nie jedziesz za darmo.
Achela przecież nasza, prawosławna. Jak psa chciałby się zepchnąć do rowu bez
pogrzebu?
Chłopiec sierota.
Hala nie żyje. A jeszcze rano tu była.
Jadła.
Ustała. Wszystko z panią.
Ile to życie jest warte?
Przygotujcie dużo mocnej kawy z koniakiem.
Już.
Co się dzieje?
Sprawa się komplikuje. Co się komplikuje? Co możemy zrobić?
Czekać.
Olga!
We dwa konie, do miasta, po doktora. Po którego?
Wszystko jedno, byle szybko.
Byle szybko.
Błagam Cię, Boże, nie każ jej za moje grzechy.
Pozwól jej szczęśliwie urodzić.
Błagam Cię, Boże.
Gratuluję. Ma Pan syna.
I dużo szczęścia.
Pani Zosia była o włos od śmierci.
Mało nam się nie wykrwawiła.
A co z nim?
Weźmiemy Wasylkę.
Podzięcę Bogu za uratowanie mojego synka i Zosi.
I wychowamy jak swojego.
Ciociu? Niech ciocia otworzy Węgrzyna.
Tego, co go śp.
Zbigniew Szablewski zostawił na specjalną okazję.
Decyzja zapadła. Lwów, Uniwersytety Jana Kazimierza.
Antoni, teraz, kiedy wszyscy mówią o wojnie?
Recz żydowską literaturą!
Pan ma dobre aryjskie pochodzenie, a pieniądze się nie liczą, kiedy chodzi o
życie. Czy pan mi pomoże wyjechać z Niemiec?
Panie Goldstein, wszystko będzie dobrze.
No przez te niemieckie papiery. Czytasz je od rana do nocy.
Umarł dokładnie w tej samej sali.
Oszalałaś na punkcie tych Weberów.
Niemcy już nigdy nie pozwolą pluć sobie w twarz.
I co?
Nawet nie wiesz, jaki to dzisiaj dla nas ważny dzień.
Mamy 100 tysięcy mundurów do uszycia, a nasza fabryka tekstylna przestanie
zdychać. Czy widział pan więcej takich druków u siebie we dworze wśród ludzi?
To jest nakaz rewizji. Proszę prowadzić.
Panie Antoni!
Panowie, co to ja, obcy jestem?
Módl się, żeby cię nigdy nie spotkało to samo.
Jestem ostrożny. To tchórzostwo i podłość.
Oj, kresy nasze spokojne, od wojny dalekie.
Trzeba było Zbyszka, Zosię, dzieci do Anglii posłać.
Kategorycznie.
Uparła się jak nigdy w życiu.
Ja nawet w kartach tak nie ryzykuję.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.