Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Kto projektował ten dom? Weber?
Najwyżej ktoś z jego pracowni. Wie pani dla kogo?
Zdjęto ją z drzwi wejściowych po wojnie.
Chyba nie czekacie, że jakiś Weber zjawi się po 50 latach.
Rzeczywiście, nie wiadomo czy się śmiać czy płakać, ale lepiej nie płacz.
Chodź.
Chodź.
Ciekawe co tu było.
Ciekawe jacy to byli ludzie, ci Niemcy.
Co w tym ciekawego?
Gdzie nie spojrzę znajduję ich ślady.
W łazience jest woda kalt albo warm.
Na drzwiach jest skrzynka z napisem briefe, a nie na listy.
Znajduję jakąś skrytkę.
Dziecięce napisy.
Mam udawać, że tego nie widzę?
A co to ma za znaczenie?
Nic o nich nie wiesz?
Niby skąd?
A babcia?
Nie spotkała się z nimi tutaj w 45?
Może minęli się w drzwiach?
Chyba nie.
Na pewno nie.
A teraz bierzmy się do roboty.
Mamo!
Mamo! Przynieś wiatra z piwnicy.
Kurna flaga.
Łączy mi prąd, jest na całej ulicy. Prąd jest, zaraz włączymy w wodę i możemy
zaczynać nowe życie.
Niechże się pani uśmiechnie, pani Lach, śmiało. No dobrze.
Zadzwonię do Pola, niech też się cieszy, że my się cieszymy. Tak.
Lisa? Carl, gdzie jesteś?
Wasza matka właśnie umarła.
Pomódlcie się za nią.
Ona modliła się za was do samego końca.
Mario Weber z domu cichej.
Modlimy się za Ciebie. Wieczne odpoczywanie raczej dać, Panie, na
światłość wiekuistą.
Niechaj jej świeci na wieki wieków. Amen.
Karl, wapno jest w korytarzu.
Chcę do mamy. Nie wolno.
Karl, jedziemy na cmentarz.
Pa, to bez księdza? Nie mamy już księdza. Też umarł na tyfus.
Biegiem, chłopczyk. A trumna? Nie ma czasu.
Chcecie, żebyśmy tu wszyscy pozdychali?
Mężczyzna musi być twardy jak żelazo, inaczej po nim.
Pomóż mi.
Nareszcie. Byłeś u nich? Znalazłeś coś? Halo,
mówi Marianna Lach.
Fundacja imienia profesora Grundmana. Czy pan Uwe Hagendorf jest gdzieś w
pobliżu? Pan Hagendorf zostawił w gabinecie płaszcz z telefonem i
dokumentami.
Rozumiem. To nic pilnego.
Przepraszam, do widzenia.
Rozumiem. Dziękuję.
Zapraszam. Dziękuję.
Szukałam pana.
O mój Boże.
Zostawił pan u nas płaszcz.
Ktoś do pana dzwonił.
Dziękuję.
Jaki to był rower?
Chcę go odkupić.
Nie pamiętam.
Co się panu stało?
Potrącił mnie samochód.
Myślałem, że skoro mam pierwszeństwo, to mogę jechać.
Nieźle. Jak pan sobie radzi?
Miasto zalane.
Gips na nodze się nie rozpuszcza?
Już nie.
Coś się stało?
Mogę w czymś pomóc?
Słabo znam niemiecki.
Nieprawda.
Werta, otwieraj!
Jezus Maria! Państwo wrócili!
Żywi!
Nie wszyscy żywi.
Nie cieszę się tak.
Pani umarła?
Ja tak czułam, że się coś strasznego stanie.
Na wojnie każdy głupi tak czuje.
Daj mi wody i zejdź na dół nosić rzeczy.
Głupcy do diabła, głupcy!
Johannes! Johannes!
Samuel!
Dobrze, że jesteś. Wczoraj wróciłem z Berlina.
Musimy natychmiast zacząć produkcję rzeczy potrzebnych ludziom na co dzień.
Aż mnie roznosi, jak patrzę na tę biedę dookoła.
Wszystkim brakuje wszystkiego, ale nikt z tym nic nie robi. Ile nie ma zgaje.
Umieją tylko żądać kula we wałach.
Posłuchaj mnie.
Sprzedaję mój majątek. Chcę inwestować w fabryki.
Jak nie wiadomo, co robić w tym zawęcie, to trzeba robić cokolwiek. Byle szybko.
Uwielbiam cię, Hannes.
W takim razie konkrety.
Po pierwsze mydło już mam załatwione. Po drugie chleb.
Poczecie cukier?
Dziękuję, Samuelu. Cieszę się.
Lisa, Carl, dzieci.
Dzieci.
Proszę. Lizo, powiedz dziękuję panu Goldsteinowi. Wujkowi
Goldsteinowi. Dziękuję, wujko Goldstein.
Jest słabsze na zdrowiu, żebyś...
Szybko rósł i dobrze się uczył i celująco zdał maturę. Dziękuję.
Wiedzy kar nic ani nikt ci nie odbierze. Żadna wojna, żaden ogień
czy woda. Najlepsza inwestycja i najlepszy kapitał. Możesz mieć tu.
Też tak myślę, wujku Goldstein.
Wiedzy kar nic, ale nikt ci nie odbierze. Żadna wojna, żaden ogień,
przywoda, najlepsza inwestycja i najlepszy kapitał.
Panie Weber, mogę pana prosić na słuchko?
To jest pana sądzielna praca?
Tak, panie profesorze.
Robi pan postępy.
Schody, witraż modernistyczny wpisany w całość budynku. Brawo!
Może kiedyś będziemy z pana dumni.
Tylko musi pan więcej pracować. Coraz więcej i więcej.
Dziękuję. To dla mnie wielki zaszczyt. Takie słowa od samego Maxa Berka.
Pozwoli pan, że zapytam.
Nie myślał pan o tym, żeby stąd wyjechać? Na przykład do Ameryki?
Nie jestem biedny. Nie muszę uciekać od biedy. Nie uciekać.
Wyjechać. Mój świat jest tu.
Moja rodzina żyje na Śląsku od pokoleń.
Ludzie w Niemczech kipią jakąś podskórną agresją.
Są gotowi pozagryzać się, byle tylko poczuć, że są ważniejsi, lepsi.
A są tylko.
Mierzwą historii.
Szczerze mówiąc, nie widzę tego.
To, że pan mówi, że tego nie widzi, nie znaczy, że tego nie ma.
To tylko słowa.
Słowa nie uratują pana przed złem.
Panie Weber.
Dzień dobry, ojcze.
Nie podoba mi się ta balustrada.
A i te witraże.
Nic mi się tu nie podoba.
To ja buduję ten dom.
A ty rządzisz się tu, jakbyś już był właścicielem.
Ojcze, ale sam mnie upoważniłeś.
Studiuję u najlepszych architektów w Breslau. Może nawet w całych Niemczech.
To nie oznacza, że możesz mi okazywać brak szacunku.
Pelsysi ułatwił mi studiowanie dodatkowo o historii sztuki.
Ciekawe, kto za to będzie płacił.
A jedyne, co od ciebie słyszę, to pretensje i krzyki.
Nigdy nie jestem dość dobry.
Wybierz sobie architekta, jaki ci się spodoba.
Teraz? Kiedy ten dom, w który władowałem tyle gotówki, jest tak sknocony?
Przykro mi.
Szkoda też, że nie mogłeś sobie wybrać innego syna.
Ojcze, ten dom będzie piękny, trzeba go tylko skończyć.
Jesteś rozdrażniony, bo za dużo pracujesz. Nie jestem rozdrażniony, ale
nikt nie będzie mi mówił, co jest piękne, bo łyknął trochę rozumu na
uniwersytetach.
Moim uniwersytetem była bieda i wojna.
To była twarda szkoła, ale za to wiem, czego chcę.
Ale czy musisz mną nieustannie poniewierać?
Czy sprawia ci to aż taką przyjemność?
Wokół nas wykluwa się nowy świat, a ty po staremu traktujesz wszystkich jak
parobków. Chciałem cię wychować na człowieka, nie na mięczaka i socjalistę.
Jestem pewien, że po mojej śmierci roztrwonisz wszystko, co krwawym potem
zdobyłem.
A, teraz przynajmniej dopilnuj, żeby otwarcie domu odbyło się w zaplanowanym
terminie. Nie będę odwoływał zaproszeń.
Nie będziesz musiał.
Na lotnisko.
I postaraj się, żebym się nie spóźnił na samolot do Berlina.
Zmarnowałem tu dosyć czasu.
O właśnie.
Znamy ją?
Co ty tu robisz?
Nie można już spacerować?
No wiem, co ci chodzi po głowie, ale to nie dla kobiet.
Muszę. To nieodwołalne.
Będę studiowała medycynę.
Ojciec nigdy się nie zgodzi.
Będę go prosić.
Tylko mnie nie przeszkadzaj.
Carl, zaproś panią do nas.
Chodź, przystaw nas!
Karny!
Po prostu nie wtrącaj się.
Grzeczniej. To jest moja siostra.
Tym bardziej.
Byłam niejednostajny. Jakbym wcisnęła w sobie klakson, nie mogła oderwać od
niego palca.
Byłam jak sparaliżowana.
Kto to napisał?
I co się wcześniej stało?
Lisa Weber.
Ach tak.
Właśnie umarł jej ojciec, Johannes.
Zmarł w tym pomieszczeniu.
Dokładnie tutaj.
Nawet jeżeli wróci w dobrym humorze, to i tak usłyszysz. Liso, ty chcesz
studiować medycynę? Po moim trupie.
Witajcie, dzieci!
Podpisałem kontrakt stulecia.
Nie dam się wdeptać w ziemię.
Przysięgałem to na pamięć waszej matki i słowa dotrzymam.
Liso, na otwarcie naszego domu nowego,
Otrzymasz ode mnie fortepian.
Stać nas na to. Karl, pojedziesz do Wiednia i wybierzesz w
antykwariatach najpiękniejszy zegar.
Rodzina Weber znowu będzie żyć na poziomie.
Dziękujmy za to Bogu.
Ojcze, masz rację. Powinniśmy żyć na odpowiednim poziomie.
Więc korzystając, że jesteś w dobrym nastroju...
Tato!
Rybko! Biedniku lekarza!
Tato! Tato!
Przepraszam! Szukam!
Niech pan mi pomoże!
Tato!
Tato!
Co się stało z lisą?
Nie wiem.
Może później się wyjaśni.
Pomoże mi pan, jeśli nie będę mogła czegoś zrozumieć?
Tak, oczywiście.
I wszystko będzie dobrze.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Co, normalno?
Tak.
Co u babci?
Bez zmian.
Podobno wołała mnie w nocy.
A już zamalowałaś? Trzeba było chociaż zdjęcie zrobić na pamiątkę.
Dziecięce bazgroły.
Mutti, czyli mama.
Dziecko, które to napisało, ledwo umiało pisać.
Dziwisz się?
Pod koniec Niemcy posyłali na wojnę dzieci i starców.
A co, jak się teraz pojawią?
Kto?
Kto? Weberowie? Karel albo Lisa?
Oboje mogą jeszcze żyć.
A we Wrocławiu każdy dom ma swojego Niemca.
Przyczepiłaś się do tych Niemców.
Pani!
A co z fortepianem?
Nie
wiem,
co mamy zrobić z fortepianem.
Na razie zostawcie. Ja zadzwonię do pana od renowacji i dowiem się, czy w ogóle
warto go ratować.
Co jasno.
Ostrożnie.
Jeszcze kawałek.
Kładziemy.
Masz.
Kładziemy na bok.
Do góry.
A to cudo to dla pani, tak się domyślam. Tatuś musi bardzo panią kochać.
Na razie zostawcie tutaj.
Szybciej.
Wychodzimy.
Karol, przestań. Ojciec tu jest.
Już nie.
Przepraszam, mam czekać rok, żeby dotknąć klawiatury?
Myślę, że tak.
Żądam tego jak nigdy niczego.
Co teraz będzie?
A co ma być?
Boję się.
Nie umiem nic robić.
Nie umiem pracować.
Jak będziemy żyć bez ojca?
Jak?
Ojciec umarł. Teraz wszystko wolno.
Ty mówisz karę. Ojciec sporo zostawił.
Trzeba się tylko do tego miodu dobrać.
Nareszcie jestem wolny. Mogę sam o sobie decydować. I ty też. Ja ci na wszystko
pozwalam. Nikt nie będzie nam już rozkazywał.
Przestań. Jak możesz?
Ojciec jeszcze nie... Jesteś po prostu egzaltowana.
Nie rozumiesz, co się stało?
Zaczynamy nowe życie. Możesz robić, co chcesz.
Odwagi, liso.
Nie bądź potulna jak nasza matka.
Dzień dobry, proszę.
Dzień dobry, pani Goldstein. Dzień dobry, pani Goldstein. Dzień dobry.
Dzień dobry, dzieci.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Jako wspólnik waszego ojca, a przede wszystkim przyjaciel, mam zaszczytny
obowiązek pomóc wam w tej trudnej chwili.
Wasz ojciec zostawił wam spory majątek.
Po 50%.
udziałów w dwóch fabrykach i po 20% udziałów w firmie handlowej. Jej ostatni
kontrakt powinien przynieść znakomity dochód. Wiem wszystko o tym kontrakcie,
proszę pana.
Tak?
Co dokładnie, proszę pana?
Że powinien przynieść niewyobrażalny dochód.
To rzeczywiście najważniejsze.
A innymi szczegółami nie obciążał pan się niepotrzebnie, rozumiem?
Ger, proszę cię.
Przepraszam.
Chciałbym otrzymać nasz spadek jak najszybciej, w gotówce. Lisa chce zacząć
studia medyczne. Potrzebujemy pieniędzy.
Nie polecałbym.
Lokata to lokata.
Lepiej mieć stado żywych krów niż jedną ze złota, a żywe krowy mają to do
siebie, że się rozmnażają.
Dobra teoria, tylko jak ja mam pilnować tego stada?
Nauczyć się, jak się to robi.
Nie mam czasu.
Studiuję architekturę i historię sztuki.
Poza tym handel mnie nie interesuje.
No to ma pan dwa wyjścia.
Pierwsze, wziąć krowę ze złota i odkrawać z niej kawałek po kawałku. A
drugie?
Co ufać zarządzcy?
Mogę pilnować pańskiego stada za skromne 5% zysków.
Wujku Goldstein, jeśli ojciec panu ufał, my też panu ufamy.
Co dwa miesiące będę zdawał sprawy.
ze stanu interesów i wypłacał tysiący dochód.
Skąd to masz?
Znalazłam w piwnicy.
Dokumenty po Lizie Weber.
Cały czas poniewierają się u nas różnych rzeczy.
Do dzisiaj używamy ich kluczy, bo nawet nie wymieniłaś zamku w drzwiach. Po co,
skoro świetnie działają?
Nigdy nie zastanawiałaś się, jacy to byli ludzie ci Weberowie?
Nie chciałabyś tego wiedzieć?
Nie interesują mnie Niemcy.
Niezależnie od tego, gdzie mieszkali.
Zresztą, jakie to ma znaczenie? To było tyle lat temu.
Dla mnie mało.
I nie wierzę, żeby cię to nie obchodziło.
Proszę cię, nie uciekaj!
Cześć. Cześć, dzwoniłam do ciebie. Gdzie jesteś? To miejsce nie ma nazwy. Ludzie
mówią o nim Stary Polski Cmentarz.
Znaczyłem grób rodziny Szablewskich.
Niemożliwe.
Żaden Szablewski nie został normalnie pochowany.
Nie mają grobów.
Jest tam jakaś tablica? Ktoś tam leży?
Maurycy. Brat babci zginął w czasie wojny.
Babcia widziała go po raz ostatni w 1940 roku. I Zbigniew Szablewski. Mój dziadek
tak się nazywał, ale on zmarł w Polsce tuż po wojnie. A ten tutaj dopiero w
1961.
A Maurycy?
Też w 1961.
To jakaś pomyłka albo przypadek.
Przecież to niemożliwe. To nie jest żaden przypadek. Kazali mi tutaj
przyjść. Ci ludzie coś wiedzą. Jak się czuje babcia?
Cały czas jest nieprzytomna.
Zapytaj Helenę.
Pochodzi z rodziny Szablewski. Musi coś wiedzieć.
Wiesz, gdzie został pochowany Maurycy?
Spłonął żywcem razem z rodzicami na Wochyniu.
Babcia ocalała, bo wcześniej zesłano ją do Kazachstanu.
I stamtąd, prosto tutaj.
Szukała ich po wojnie?
Sprawdzała, czy na pewno?
Oczywiście.
Przez wiele lat.
I czego się ostatecznie dowiedziała?
Nikt z nich nie ocalał.
Nic po nich nie pozostało.
Tylko tyle powiedziała.
Żadnych szczegółów.
A ja jej nie dręczę.
Jeśli nie chce mówić, rozumiem to i szanuję. Ciebie proszę o to samo.
A Zbyszek Szablewski?
Co Zbyszek Szablewski?
Pierworodny syn babci. Twój brat.
Gdzie umarł? Gdzie jest jego grób?
Nasza rodzina to ledwo cztery osoby. Ty, babcia, tata i ja.
Nie mam żadnych dziadków, wujków, ciotek.
A w dodatku nic o nich nie wiem.
Kiedyś zostanę na świecie sama jak palec.
Przynajmniej chcę wiedzieć dlaczego.
A więc jednak będę pytać.
Dzień dobry.
Czy to jest Urząd Gminy?
Nie?
Przepraszam.
Anastazja Iwanowna, mogę prosić?
Czy mówi pan po rosyjsku?
Nie rozumiem. A po ukraińsku?
Niech tu czeka.
Kto to przetłumaczył?
My tego nie tłumaczyłyśmy. Na Ukrainie jest tylko jeden polski cmentarz. We
Lwowie. Teraz nie ma tu ani Polaków, ani ich grobów.
Nie będzie tu żadnych ekshumacji.
Sprawa nieaktualna.
Podwieziemy pana.
Dobrze, dobrze.
Zosiu, za dwa miesiące jedziemy w świat.
Lwów, Kraków, aż do Wiednia.
Chciałbym kupić do domu stojący zegar z dobrym mechanizmem.
Biorę go.
Świetna decyzja.
Przepraszam.
Zdecydowałem się na ten.
Bardzo mi przykro, ale ten egzemplarz właśnie został sprzedany.
Kiedy cię pierwszy raz zobaczyłem, już wiedziałem, że to będziesz ty.
Uczcijmy to.
Wyjedźmy na miesiąc do Francji i Włoch. My oboje, Otto, Herbert, cała paczka.
Zaczęło się.
Mówi mi pan, że nie dostanę ani jednej marki i mam grzecznie wracać do domu? Ja
żądam wyjaśnień!
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.