All language subtitles for Dom pod Dwoma Orłami- odc. 2 - serial telewizyjny, Oglądaj na TVP VOD

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Mamo!

Nareszcie! Jak się cieszę!

Matka jest okulistką.

Babci, to jest Paul, mój narzeczony.

A to jest babcia Zosia.

Babcia, on też jest szablewski jak dziadek Antoni, ty.

A ja przepraszam.

Pójdę się pomorzyć. Mamo?

W takim razie, dlaczego jedziesz na Ukrainę? Tam wszystko już się wydarzyło.

Po co szukasz przeszłości?

Dzień dobry.

Mówi pani po niemiecku?

Marianko, przyszedł jakiś Niemiec. Ja się z nim nie dogadam.

Zapraszam do gabinetu. Dziękuję.

Dziękuję bardzo.

A więc jednak rozumie pan po polsku. Trochę.

Ktoś mi powiedział, że przyjmuję tu niemiecka okulistka. Dlatego

przyszedłem. Co takiego?

Ludzie wymyślą każdą bzdurę.

Niemiecka okulistka.

Jak się pan nazywa?

Jak się pan nazywa?

Uwe Hagendorf. Marianko, zapisz.

Dzień dobry.

Co pan tu robi?

Przepraszam, mówi pani po angielsku?

Owszem.

Szukam archiwum miejskiego.

Mam taki adres.

Pisałem do państwa.

Chyba kojarzę, ale jeszcze panu nie odpisaliśmy.

W tym rzecz.

Zatem należało czekać. Tutaj są nasze stare magazyny.

Adres jest nieaktualny.

Połóżcie je tutaj.

Czy mogę porozmawiać z dyrektorem?

Tak, najwcześniej za trzy dni.

Jutro wieczorem mam lot powrotny.

To pan z nim nie porozmawia, a na pismo odpowiemy w przewidzianym terminie.

Pani nie może mi pomóc?

Dam panu radę.

Niech pan jutro wraca do domu i niczego tutaj nie szuka.

Tak będzie najlepiej.

Wnieście je do środka.

W dokumentach prawdy pan nie znajdzie. Proszę popytać ludzi, tych, którzy

jeszcze są wśród nas.

Moja nieżyjąca babcia pochodziła z Nowosioła.

Znała rodziny szablewskich.

Często o nich mówiła.

Taka szanowana rodzina, a tylko groby po nich zostały.

Przepraszam, jestem zajęta.

Będzie pan żył.

Oko jest całe.

Wyburzę panu krople z antybiotykiem. Nic złego nie powinno się dziać.

Z okiem jest wszystko w porządku.

Proszę schować.

Nic tu nie było do roboty.

Dziękuję.

Założę się, że miał tu dziadka albo ciotkę na ulicy. Mamo... Co takiego?

Mama wypisze panu receptę. Proszę ją dzisiaj wykupić.

Bardzo dziękuję.

Do widzenia.

Jeszcze okulary.

Bardzo dziękuję. Nie ma sprawy.

Niemiec to Niemiec.

On jeszcze tam sterczy. Po prostu nie może się doczekać na taksówkę.

Akurat. Mamo!

Proszę wejść. Zadzwonimy z domu.

Zapraszam. Dziękuję bardzo.

Musimy zaczekać w domu.

Co pan robi w Polsce?

Pracuję. A dokładnie? Jestem inżynierem budowlanym.

Niemiecki inżynier. To brzmi jak linii kalaserowe.

Przepraszam. A pani?

Rysuje domki.

W przedszkolu?

Dobry wieczór. Chciałabym zamówić taksówkę na teraz.

Rozumiem, zaczekamy.

Nie mają wolnych aut.

Musimy czekać.

Czego się pan napije? Może sop?

Wszystko jedno. Jest pan Ossy czy Wessi? Pochodzę ze Strasburga, czyli z Francji.

Jest pan niemieckim Francuzem? A ma pan przodków na Dolnym Śląsku? Nie.

A jestem o to podejrzany? Co tu tak ciemno?

To stary dom.

Mamy mnóstwo tajemnic.

Wętrze z duszą.

Może nawet mroczne.

Jak pan do nas trafił?

Byłem u kolegi na kolacji. Kilka ulic stąd.

Wracałem i nadziałem się na jakiś pręt.

Typowa niemiecka precyzja. Zranić się w oko 10 metrów od gabinetu

okulistycznego.

Kto projektował ten dom?

Berg? Najwyżej ktoś z jego pracowni.

Wie Pani dla kogo?

Domyślam się.

Proszę zaczekać.

Zdjęto ją z drzwi wejściowych po wojnie.

Chyba nie czekacie, aż jakiś Weber zjadł się po 50 latach i zapyta, przepraszam,

zapomniałem tabliczki z drzwi.

Może ktoś ją widział?

Babcia nie pozwoliła jej wyrzucić.

Nie doczekam się tej taksówki.

Pójdę na piechotę.

Dziękuję.

Gdzie pan mieszka? Na Krzykach.

To 15 kilometrów stąd. Nie dojdzie pan.

Pożyczę panu łowę. Odda go pan jutro czy pojutrze.

Dziękuję.

Dziękuję.

Dziękuję bardzo.

Do zobaczenia.

Nie śpię.

Nigdy nie widziałam tego zdjęcia. To jest tata? Mhm.

To jego ojciec.

Ojczym. Jan Liski.

A ty spotkałaś się z babcią Paula?

Jak ona ma na imię?

Rysia.

Spędziliśmy z nią pół dnia.

Mówiłaś jej o mnie?

Babciu, ja wszystkim o tobie mówię. O tobie i dziadku Szablewskim, bo jestem z

was dumna.

A ona coś pytała?

Pokazałam jej twoje zdjęcie, bo bardzo chciała zobaczyć panią Szablewską. I co?

Nic.

Zażartowała, że może się znałyście i czy cię poznaje. W żadnym wypadku.

I tyle.

Małomówna jest i skryta.

Zupełnie nie jak Szablewscy.

Może ja bym ją poznała?

Nie wiem, czy wzięłam zdjęcia.

Rano sprawdzę.

Dobranoc.

O Jezus Maria!

On cię pokazał!

Słabo widzę.

Babciu, dzwoń po tatę.

Mamo!

Babciu, dodzwoniłaś się?

Raz blucho, raz zajęte.

To daj spokój! Wódź mamę!

Helena!

Pobudź się! Szybko!

Mamo!

Co się działo?

Pobudź!

Zwariowałaś?

Ratuj karty pacjentów.

Włoszy!

Marianko, zdjęcia.

Jeszcze nasz zegar.

Przez gabinet!

Woda się podnosi.

Zakryję okno, pójdziemy na strych.

Jak trzeba, będzie na dach.

Tylko co zrobimy z babcią? Ona tam nie wyjdzie. Która godzina?

Nie wiem.

Po drugiej, za dwie godziny będzie widno.

To już ten, zajdź latarkę.

Czekaj, zajdę, policzę zeleną stopę. Zabraniam cię, tam jest już szambo!

Ja mam złe ściema.

Co ty robisz?

Kto to dzwonił?

Pol.

Przepraszam, kochanie.

Z Ukrainy nam nie pomoże.

Tylko rozładuję baterie. A mam jeden słupek.

Mamo?

Mamo?

Mamo?

Przynieś je na dole.

Wracaj do łóżka.

Na dole. Zaraz cię przyniosę.

Tauletki.

Przyniosę. Wracaj do łóżka.

Inhalator. Dzwonię na pogotowie.

Idziemy, idziemy. Powolut, powolut.

Tak, inhalator.

Mamo! Mamo!

Jedną noc straciłam wszystko.

Dom, gabinet, samochód. Teraz tracę matkę.

Nie mogę kiwnąć palcem.

Co ja złego w życiu zrobiłam?

Co pan tu robi?

Przepraszam, nie mogliśmy znaleźć dzwonka.

Słyszę, że są.

Cześć. Wiedziałem, że to ty.

Cześć. Tylko moja córka może tak cieszyć.

Babcia na pierwszy ogień.

Babcia zabrał helikopter.

Nawet nie wiemy, do którego szpitala.

Poszukamy.

Bierz mamę i spływam.

Jedź sama, ja zostaję.

Proszę cię, zejdź do Łodzi.

Marnujesz czas. Nie zejdę.

Nie masz tu kropli wody do picia, nic do jedzenia, nie możesz korzystać z WC, nie

możesz się nawet umyć. A ten Niemiec?

Co ten Niemiec?

Wracał od kolegi i nabił się na pręt, przecież kłamie od początku do końca.

Dlaczego nie wrócił do kolegi po pomoc?

Tylko przyszedł do nas?

Przecież on tutaj coś węszy, no a ty po prostu nie znasz życia.

Tak a propos życia, to babcia umiera.

Musimy ją znaleźć.

A ty histeryzujesz i urządzasz scenę.

Dziękuję.

Schodzimy tyłem.

Noga do góry, do góry, do góry.

Dobra decyzja Helena.

Cześć Tato!

Dzień dobry.

Możesz rozmawiać?

Jestem u babci w szpitalu, a ty gdzie jesteś?

Na Kresach. Ziemia, które kiedyś do was należały.

Coś przerywa. A dokładnie na Wołyniu. Na

Wołyniu? Co ty tam robisz?

Muszę kończyć.

Słyszysz mnie?

Daj mi jakiś znak.

Ściśnij mi rękę.

Babciu, proszę cię, miałaś mi coś powiedzieć.

Mam słaby wzrok, ale wszystko stało się jasne, odkąd się tylko zobaczyłam. A

niech mi ciocia nic nie mówi.

Zaparzę ci ziół dla nieszczęśliwie zakochanych.

Ciociu, nie potrzebuję.

Ożenię się z Zośką, choćby nie wiem co.

Patrz po gądzie, bo się przewrócisz.

Podchodź.

Dzięki.

Jesienią uruchamiam fabrykę.

Będziemy robić maszyny rolnicze.

Naprawdę?

W rok?

Większość wojskowych osobników w ogóle sobie nie radzi.

Trochę pożyczki rządowej.

Po żniwach mam też pierwsze dochody z ziemi.

Zaczynamy skromnie.

Zośka!

Zośka! Gdzieś ty polazła!

W poniedzieli jadę do centralnej Polski dokupić trochę rasowego bydła. Nie

będzie mnie wiele tygodni.

No trudno.

Ja wszystko rozumiem.

I nawet jak... jakbym mogła jakoś pomóc, to...

Przepraszam,

ale...

Chociaż Cię lubię.

Bardzo.

I to właśnie chciałem słyszeć.

Bardzo.

Bóg zapłać, Antoni.

Ten pokutnik jest przede wszystkim dla mnie.

Zabijałem ludzi.

Oni mieli swoje matki, żony, dzieci.

Broniłeś naszych progów.

Czy skrzywdziłeś synu kiedykolwiek kogoś niewinnego?

Gdybyś nie przepędził bolszewików, wszyscy już dawno leżelibyśmy pod

ziemią.

Chcę teraz z Zosią zacząć nowe życie.

Boję się, żeby za moje grzechy nie spotkało mnie jakieś nieszczęście. Bóg

ci je wybaczył.

A ja z jego woli twój sakrament małżeństwa pobłogosławię.

To jest chyba dla mnie za mało.

Antoni, resztą swojego życia musisz na to zasłużyć.

Przed Bogiem.

Później przed sobą.

I o to się módl, i o to proś, byś zdołał.

Ale jak?

Sam nałóż sobie pokutę.

A ja cię będę prowadził.

I nigdy nie opuszczę.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

No należcie, panie Szadlewski, ja myślałem, że pan nie dojedzie.

Witamy w naszych progach, ale najpierw do mojego gabinetu.

Proszę.

Mam taką szybką techniczną sprawę.

Potrzebuję natychmiast 2000 zł.

Dług honorowy, nóż na gardle.

2000 zł?

Duża kwota.

Małe kwoty ja też trzymam w szufladzie.

Pewien idiota zazdrosny o swoją kosistą małżonkę chce. Po prostu mnie dzisiaj

zastrzeli, rozumiesz pan?

Wycenił swój honor na dwa tysiące?

Nie, skądże to szczwany nic.

Przegrałem karty.

Oszukiwał oczywiście.

A ja musiałem udawać, że nie widzę.

Taką sobie zemstę wymyślił.

No cóż.

To żeń się pan z Zośką, jak pan chcesz.

Zaprzęgać natychmiast!

Co znaczy?

Że zostałem przyjęty?

Powiedziałem przecież, jest mi wszystko jedno.

Pozwoli ojciec, że ja zdobędę te dwa tysiące.

dla rodziny.

Zapraszam wszystkich do wspólnej fotografii.

Pana fotografa proszę bliżej.

Kochani, ruszajmy, nie ma co tracić czasu.

Znowu w drogę życia.

Tak, mają rację, młodzi.

Afokografia? Z Bogiem!

Z Bogiem!

Proszę pana, długo jeszcze?

Jakieś pół godziny.

Po co sama dźwigasz? Chciałam się przejść.

Mogłam nareszcie przyjrzeć się naszej ulicy.

Dużo się zmieniło, wiesz?

No raczej. Wygląda jakby ją obsikały dinozaury. I tak też pachnie.

A my wszystko zaczynamy od początku.

Nie mam samochodu, nie miałam autokasku, nie mam gabinetu, dom nieubezpieczony.

Mamo... Mamo... Rzeczywiście nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać, ale

lepiej nie płacić.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Gdzie jest moja babcia?

Pani Zofia Szablewska? Tak.

Proszę za mną.

Siostro! Siostro!

Czy

babcia mnie słyszy?

Słyszy nas?

Może.

Pięknie tu jest.

Tutaj dopiero będzie pięknie.

Czeka na twoje ręce.

Na razie wszystko zrabowane.

Ale kupimy sobie nowe srebra, nowe porcelany, nowe dywany.

Został tylko jeden kieliszek, a przed pierwszym rozbiorem było ich 36.

Trzymaj drzwi.

Połóżcie ich tutaj.

Szybciej. Olga!

Olga, gotuj wodę.

Podłóż go tutaj.

Szybko przynieś wodę i bandażę.

Wydrzijcie przestrzeń.

Mów! Mów!

Bolszewicka banda przeszła przez granicę.

Napadają na wsie, napadają na dwory.

Przeszli na naszą stronę, żeby się najeść.

Ile naszych trupów?

Nie wiadomo. Jeszcze palą się wsie.

W dniu ślubu porąbali siekierami. A ten co z nim?

Boże.

Szybciej! Boże święty.

Spokojnie.

To się więcej nie powtórzy.

Obiecuję ci to.

Wiem.

Mężczyzna musi być twardy jak żelaza i raczej po nim.

Łupcy, do diabła, łupcy! Co to?

Co to w tym ludzie jest?

Johannes!

Samuel!

Mój świat jest tu.

Moja rodzina żyje na Śląsku od pokoleń. To, że pan mówi, że tego nie widzi, nie

znaczy, że...

Tego nie ma. Nic mi się tu nie podoba.

To ja buduję ten dom.

Nigdy nie jestem dość dobry.

Wiedzy, karl, nic ani nikt ci nie odbierze.

Maciu, wszystko będzie dobrze.

Żywe krowy mają to do siebie, że się rozmnażają. Dobra teoria, tylko jak ja

mam pilnować tego stada?

Na Ukrainie jest tylko jeden polski cmentarz. We Lwowie. Teraz nie ma tu ani

Polaków, ani grobów.

Dobrze już, dobrze.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.