Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
HOLOWNIK HANDLOWY "NOSTROMO"
ZAŁOGA: 7
ŁADUNEK: 20 MLN. TON RUD MINERALNYCH DLA RAFINERII
KURS: POWRÓT NA ZIEMlĘ
- Macie tam ciastka? - Proszę, chleb kukurydziany.
Zimno mi.
- Żyjesz jeszcze, Brett? - Aha.
- Czuję się jak zdechlak. - Mówiono ci już, że wyglądasz jak zdechlak?
Aha, zapomniałem o czymś.
Zanim zadokujemy, musimy pogadać o premiach.
Uważamy z Brettem, że należy nam się pełny udział.
Parker i ja jesteśmy zdania, że premie nie są przydzielane sprawiedliwie.
Dostajecie tyle, ile przewiduje umowa. Jak wszyscy.
Ale wszyscy dostają więcej niż my.
Dallas, Matka chce z tobą mówić.
Widzę. Żółty sygnał znaczy - poufne.
Ubieraj się, Parker.
Nie dopiłem kawy. To jedyna dobra rzecz tutaj.
Dzień dobry, Matko.
INTERFEJS 2037 GOTOWY DO KOMUNIKACJI
O CO CHODZI, MATKO?
- W porządku? - Tak.
Podłącz nas.
Dzięki.
- Gdzie jest Ziemia? - Ty powinnaś wiedzieć.
To nie nasz układ.
Przeszukaj.
Nie do wiary.
Połącz nas z kontrolą ruchu.
Tu holownik handlowy Nostromo
z Solomons, numer rejestracyjny 180924609,
do stacji kontroli ruchu Antarktyda. Słyszycie mnie?
- Nic. - Próbuj dalej.
Wzywam kontrolę ruchu Antarktyda. Słyszycie mnie, Antarktyda?
Znalazłam. W pobliżu Zeta II Reticuli.
- Nie dotarliśmy jeszcze do sfery zewnętrznej. - Trudno w to uwierzyć.
Co my tu robimy?
Nie wiem. O czym ty mówisz?
- To nie nasz układ. - Wiem.
Zauważyłeś, że nigdy się tu nie fatygują? Bo tutaj się naprawdę pracuje.
A dostajemy pół działki do ich jednej. Mają nas za niewolników. Od lat to samo.
Chyba wiem, dlaczego tu nie schodzą. Przez ciebie. Masz nieciekawy charakter.
- Siedzisz na moim miejscu. Można? - Oczywiście. Przepraszam.
Co się dzieje?
Jak może zauważyliście, nie jesteśmy jeszcze w domu. Jesteśmy w połowie drogi.
- Co? - Matka przerwała nasz kurs.
Dlaczego?
Tak jest zaprogramowana na wypadek pewnych okoliczności. Mamy taką sytuację.
Przechwyciła sygnał nieznanego pochodzenia.
- Obudziła nas, żeby to zbadać. - Sygnał? Tutaj?
Jaki sygnał?
Dźwiękowy, powtarzany w 12-sekundowych odstępach.
- SOS? - Nie wiem.
- Od ludzi? - Nie wiadomo.
- No i co? - Mamy obowiązek zgodnie z paragrafem...
- To statek handlowy, nie ratowniczy. - Racja.
Nie mam w umowie takich obowiązków.
A pieniądze? Zapłaćcie mi, to chętnie się podporządkuję.
Pogadajmy o premiach.
Przepraszam, mogę coś wtrącić?
Jest klauzula, według której "każdy usystematyzowany sygnał
mogący pochodzić od istot inteligentnych należy zbadać...
Chcę do domu. Chcę się zabawić.
Posłuchasz go wreszcie?
...pod karą całkowitej utraty udziałów".
Żadnej zapłaty.
- No, tak. - Lecimy tam.
Jasne, lecimy.
Lambert, możemy tego posłuchać?
- Mój Boże. - Nie przypomina mi to sygnału radiowego.
- Może to jakiś głos. - Zaraz się przekonamy. Namierz to.
Jaka była pozycja?
6550-99.
W porządku. Mamy kwadrant.
Wzniesienie: sześć minut, 20 sekund. Odchylenie: 39 stopni, dwie sekundy.
OK. Nanieś to na ekran.
Dobra. Jest.
To planetoida. Oddalona od nas o 1200 kilometrów.
- Jest maleńka. - Ile wynosi rotacja?
- Około dwóch godzin. - A grawitacja?
Przecinek 86.
Można po niej chodzić.
Podchodzimy do apogeum orbity. Już.
Orbita równikowa osiągnięta.
Dalmierz włączony.
- Stan podnośników? - Podaj odczyt ciśnienia AC.
Odliczanie od 48 sekund.
Przygotować się do odłączenia od platformy.
20 sekund.
18, 17...
Na pozycji.
Odłączyć.
Odłączone.
Zrobione. Lecimy.
- Odchylenie 92 stopnie w lewo. - Przygotować port.
Nie mam odczytu.
Turbulencja.
Jesteśmy na pozycji. Możesz nas posadzić.
Wstępne tłumienie wyłączone. Uwaga, będzie lekkie uderzenie.
Co to było?
Spadek ciśnienia. Pewnie poszła osłona.
Kontynuować.
Wciąż nic nie mam.
Schodzimy.
Wciąż schodzimy.
Już, udało się.
Posadź nas.
Światła nawigacyjne włączone.
9, 8, 7...
Wyłączyć silniki napędowe.
Co się stało?
Niech mi ktoś powie.
- Mamy uszkodzony kadłub? - Nic nie widzę. Wciąż mamy ciśnienie.
- Stuknij w monitor. - Po co?
Uszkodzony pomocniczy zespół ładowni.
Poszły trzy z czterech komór.
- To wszystko? - Nie, zaczekaj.
I tak tutaj tego nie naprawimy. Musimy też przetrasować parę kanałów.
Pora na suchy dok.
Powiedz o suchym doku.
Tu tego nie naprawimy. Musimy przetrasować te wszystkie kanały.
Statek musi być w suchym doku.
Co jeszcze?
Niektóre odcinki są pozatykane. Trzeba to wyczyścić i przywrócić ciśnienie.
Kiedy będziemy gotowi do lotu?
- Słuchaj... - Powiedz, że za 17 godzin.
Przynajmniej 25 godzin.
Zaczynajcie. Zaraz tam będę.
- Po co tu złazi? - Niech mi nie wchodzi w drogę.
Jakaś odpowiedź?
Zupełnie nic, tylko ten sam sygnał co 12 sekund.
Na pozostałych kanałach cisza.
Włącz główne reflektory.
W takich warunkach nigdzie nie pójdziemy.
Matka mówi, że słońce wzejdzie za 20 minut.
- Jak daleko do źródła sygnału? - Na północny wschód. Niecałe 2000 metrów.
Można dojść pieszo?
Masz odczyt atmosfery?
Jest niemal pierwotna.
Obojętny azot, wysoka koncentracja kryształów dwutlenku węgla, metan...
- Ustalam mikroelementy. - Coś jeszcze?
Jest skała, podłoże wulkaniczne.
Bardzo zimno, dużo poniżej zera.
Zgłaszam się do pierwszej grupy zwiadowczej.
No jasne.
- Ty też, Lambert. - Świetnie.
Lepiej przygotujcie broń.
- Kompletnie nic nie widzę. - Ash, masz odbiór?
Mam dobrą łączność na panelu.
Jasno i wyraźnie. Utrzymuj kontakt. Idziemy.
Hej, Ripley.
Mam pytanie.
Jak znajdą to, czego szukają, dostaniemy pełne udziały?
Nie martw się, dostaniesz, co ci się należy.
Nie będę pracował, dopóki tego nie uzgodnimy.
Brett, prawo gwarantuje ci udział.
- Co? - Może się odwalisz?
- Co? - Co mówisz?
Jeśli masz jakiś problem, będę na mostku.
Wracaj.
- A to cholera. - Co jest?
Nic nie widać.
Nie narzekaj.
- Lubię narzekać. - Przestań.
- Ash, widzisz to? - Widzę.
Nigdy czegoś takiego nie widziałem.
Niesamowite.
Dobrze.
Przechodzimy na drugą pozycję.
Co to jest?
Wynośmy się stąd.
Zaszliśmy aż tutaj. Musimy iść dalej.
Możesz powtórzyć?
Cholera.
Jak widać, trudno to opisać.
Wracam do konsoli.
Chodźcie tutaj. Tu jest coś innego.
Nie wiem, co to jest, ale dowiemy się, jak wejdę na tę przegrodę.
Obca forma życia.
Wygląda na martwą od wielu lat.
Skamieniałą.
Wygląda, jakby wyrosła z fotela.
Kości wygięte na zewnątrz.
Jakby eksplodował od środka.
Ciekawe, co stało się z resztą załogi.
Wynośmy się stąd.
Chodźcie tu.
Szybciej.
- Co tam masz? - Zobacz, co myślisz o tym.
To nie wygląda na SOS.
To chyba ostrzeżenie.
- Idę po nich. - Po co?
Zanim tam dojdziesz, będą już wiedzieli, czy to ostrzeżenie.
W porządku tam u ciebie?
- Widzisz coś? - Jakby jaskinia, ale...
Parno jak w tropikach.
Co to jest?
Tajama jest zamknięta ze wszystkich stron.
Pełno tu skóropodobnych przedmiotów, wyglądają jak jaja.
Jaja pokrywa warstwa mgły, która reaguje na dotknięcie.
Kane? Nic ci nie jest?
Nie.
W porządku. Pośliznąłem się.
Jest całkowicie zamknięte.
Zaraz, coś się rusza.
W środku jest chyba organiczna forma życia.
- Jesteś tam, Ripley? - Jestem tu.
- Jestem przy wewnętrznym włazie. - Dobra.
Jesteś tam? Jesteśmy czyści, wpuść nas.
- Co stało się Kane'owi? - Coś się do niego przyczepiło.
Co to jest?
Coś żywego. Otwórz właz.
Jak to wpuścimy, możemy zainfekować statek. Znacie procedurę kwarantanny.
- 24 godziny na dekontaminację. - On może umrzeć. Otwórz właz.
Łamiąc kwarantannę, wszyscy możemy umrzeć.
Możesz otworzyć ten cholerny właz? Musimy wnieść go do środka.
Na moim miejscu zrobilibyście to samo.
To rozkaz. Otwieraj właz, słyszysz?
- To rozkaz! Rozumiesz? - Rozumiem. Odpowiedź odmowna.
Wewnętrzny właz otwarty.
Co to jest?
Jezu Chryste.
Co to takiego?
- Jak on oddycha? - A czy w ogóle żyje?
Dlaczego go nie zamrozicie?
Dlaczego go nie zamrożą? Co się tam dzieje?
- Co tu się, do cholery, dzieje? - Ty jędzo!
Jezu Chryste.
- Chciałaś nas tam zostawić. - Przestańcie.
Kiedy wydaję rozkaz, spodziewam się, że zostanie on wykonany.
- Nawetjeśli jest niezgodny z prawem? - Nawet wtedy.
Może ona ma rację. Skąd wiemy, co to, u diabła, jest?
Jak to z niego ściągniemy?
- Jak to zdjąć? - Zaraz. Przyniosę przyrządy.
Dobra. Jeśli tu natnę
i spróbuję usunąć z twarzy jedno odnóże...
Co zrobisz?
Palec. Spróbuję oderwać ten palec.
Wsunę te szczypce tutaj...
- To mu zrywa skórę z głowy. - Wiem.
To zejdzie mu z twarzy tylko razem ze skórą.
Musimy zajrzeć mu do środka.
Dlaczego go nie zamrożą?
Dlaczego go nie zamrozicie?
Możesz zdjąć maskę.
- Co to wpuściło mu do gardła? - Może podaje mu tlen.
Paraliżuje go, wywołuje śpiączkę, a potem utrzymuje go przy życiu.
Co to jest, do cholery?
- Musimy to zdjąć z niego. - Chwileczkę.
Nie należy się spieszyć.
Nic o tym nie wiemy.
Zakładamy, że to podaje mu tlen. Usuwając to, możemy go zabić.
Zaryzykuję. Odetnijmy to teraz.
- Przyjmujesz odpowiedzialność? - Tak. Wyciągnij go.
Gdzie chcesz to zrobić?
Zrobimy nacięcie tuż pod kostką.
Tutaj?
Dobry Boże.
To świństwo przeżre kadłub.
To może przeżreć cholerny kadłub. Chodźcie.
Tędy.
Następny pokład.
Jest tam.
Tylko nie podejdź pod to.
Chyba się zatrzymuje.
Przyjrzyj się.
Brett, daj mi długopis, prędko.
Szybciej.
Uważaj, żeby ci nie kapnęło na rękę.
Zatrzymało się.
Nigdy czegoś takiego nie widziałem, poza kwasem molekularnym.
Ma to zamiast krwi.
Ma wspaniały mechanizm obronny. Strach to zabić.
Co z Kane'em?
Oddaję długopis.
- Co teraz? - Zostaw Kane'a Ashowi. Wracaj do pracy.
Spróbuj.
- Cholera. Byłem pewien, że zadziała. - Spróbuj jeszcze raz.
Czuję się, jakbym siedział tu już miesiąc.
Niepotrzebnie tu lądowaliśmy.
Wiem, nie trzeba było lądować na tej cholernej kuli.
Im szybciej wszystko naprawimy, tym szybciej możemy lecieć do domu.
To paskudne miejsce.
Niezwykłe. Co to jest?
Wygląda na...
Nie wiem jeszcze.
Potrzebujesz czegoś?
Chcę porozmawiać. Jak ma się Kane?
Trzyma się. Bez zmian.
A nasz gość?
Jak powiedziałem, wciąż gromadzę dane.
Ale ustaliłem, że ma zewnętrzną powłokę z polisacharydów białkowych.
Ma zabawny zwyczaj tracenia komórek i zastępowania ich spolaryzowanym silikonem,
co daje mu wydłużoną odporność na niesprzyjające warunki otoczenia.
Wystarczy?
Najzupełniej. Co to znaczy?
- Proszę, nie rób tego. Dziękuję. - Przepraszam.
Przez to ciekawe połączenie elementów twardy z niego skurwysynek.
A ty go wpuściłeś.
Na bezpośredni rozkaz.
Gdy Dallas i Kane są poza statkiem, ja jestem najwyższa rangą.
A, tak. Zapomniałem.
Zapomniałeś też o podstawowej regule kwarantanny Wydziału Naukowego.
- O tym nie zapomniałem. - Rozumiem. Po prostu ją złamałeś.
Co byś zrobiła z Kane'em?
Wiedziałaś, że ma szansę tylko, jeśli tu wejdzie.
Niestety, łamiąc kwarantannę, narażasz życie każdego z nas.
Może należało zostawić go na zewnątrz.
Może naraziłem nas wszystkich, ale postanowiłem podjąć to ryzyko.
To spore ryzyko jak na oficera naukowego.
Tego chyba nie ma w podręczniku?
Traktuję swoje obowiązki tak samo poważnie jak ty.
Wykonuj swoją pracę i pozwól mi zająć się moją.
- Gdzie jest Dallas? - W wahadłowcu.
Powinieneś zerknąć na Kane'a.
- Dlaczego? - Coś się stało.
- Coś poważnego? - Coś ciekawego.
Ripley, spotkajmy się natychmiast w ambulatorium.
- Gdzie to jest? - Nie wiem.
- Musimy go poszukać. - Zobaczmy.
Ostrożnie.
Przepraszam.
Nie idź do rogu.
Weź to. Na wszelki wypadek.
W porządku?
- Nie widziałem, było u góry? - Tam gdzieś było.
- Mój Boże. - Przykryj to czymś.
Wszystko w porządku.
Musimy się temu przyjrzeć.
Przepraszam.
- Chyba jest martwe. - To dobrze. Wywalmy to.
Na miłość boską, pierwszy raz natknęliśmy się na taki gatunek.
Musimy to zabrać, trzeba zrobić badania...
Żartujesz? To krwawiło kwasem. Kto wie, co zrobi, kiedy jest martwe?
Chyba możemy przyjąć, że to nie zombi.
Dallas, musimy to zabrać.
Chętnie bym to spalił na stosie. Ale ty jesteś oficerem naukowym.
To twoja decyzja.
- Nie zmienię zdania... - Nie o to mi chodzi.
Ale wysłuchaj mnie...
- Jak możesz mu pozostawiać decyzję? - Ja tylko dowodzę statkiem.
W kwestiach nauki ostatnie słowo należy do Asha.
- Niby dlaczego? - Bo tak chce firma.
- Od kiedy taka jest procedura? - Procedura jest taka, że robimy, co każą.
- Jak idą naprawy? - Prawie skończone.
- I nic nie mówisz? - Nie wszystko gotowe.
Nie mamy wizji na pokładzie B i C, wysiadło awaryjne zasilanie...
To drobiazgi. Możemy startować bez tego.
- Myślisz, że to dobry pomysł? - Chcę się stąd wynieść.
Pył we wlotach. Numer dwa się przegrzewa.
To go spryskaj!
Temperatura wysoka i rośnie.
Maszynownia, stan czerwony.
- Wysokość 1 km i rośnie. - Włączyć sztuczną grawitację.
- Włączona. - Zmieniam wektor.
Zamknąć dopływ CNG.
- Wciągnąć wsporniki. - Wsporniki wciągnięte.
Bułka z masłem.
Kiedy my coś naprawimy, to mucha nie siada, nie, Brett?
Racja.
Powinniśmy go zamrozić. Jeśli jest chory, lepiej to zaraz zatrzymać.
- W domu pomoże mu lekarz. - Racja.
Jak on się odezwie, ty zawsze mówisz "racja". Wiesz o tym?
Racja.
Twój podwładny chodzi za tobą i mówi "racja"! Jak papuga.
- Weź się w garść. Papuga jesteś? - Racja.
Przestańcie.
- Kane będzie musiał przejść kwarantannę. - My też.
- Mam coś, co popsuje wam humor. - Czym nas uszczęśliwisz?
Według moich obliczeń, sądząc z czasu, jaki minął...
- Krótko. Ile do Ziemi? - Dziesięć miesięcy.
O Boże.
- Przyjdźcie zobaczyć Kane'a. - Jego stan się zmienił?
- Będzie prościej, jak przyjdziecie. - Już idziemy.
Dobra.
Jak się masz?
- Jak się czujesz? - Wspaniale. Jeszcze jakieś głupie pytania?
Dziękuję.
Pamiętasz, co się działo na planecie?
Jaką ostatnią rzecz pamiętasz?
Pamiętam jakieś okropne dławienie we śnie i...
Ale gdzie my jesteśmy?
- Tutaj. - Jesteśmy w drodze do domu.
Wskakujemy do lodóweczek.
- Najpierw muszę coś zjeść. - Ja też zgłodniałem.
Ostatni posiłek przed spaniem. Ja stawiam.
To coś nowego.
Zaraz po powrocie zafunduję sobie porządne żarcie.
Racja. Jadłem już gorsze, ale lepsze też.
Wcinasz, jakby nie było jutra.
Chętnie liznąłbym czegoś innego, ale teraz chcę się najeść.
Wiedziałbyś przynajmniej, z czego to zrobione.
Nie chcę o tym gadać. Wcinam to.
Co z tobą? Żarcie nie jest aż takie złe.
Co ci jest?
Co? Co?
To coś poważnego.
Daj łyżkę.
- Włóż mu do ust. - Próbuję.
O Boże!
- Masz coś? - Nie. A ty?
Nic.
- Widziałeś coś? - Nie.
Wewnętrzny właz zamknięty.
Ktoś ma coś do powiedzenia?
To jest zwyczajny paralizator, jak do poganiania bydła.
Ma przenośną baterię. Odtąd dotąd jest izolowany.
Tylko uważajcie, żeby nie dotknąć ręką końcówki.
To nie powinno uszkodzić drania, chyba że ma skórę cieńszą od naszej.
To będzie tylko mała zachęta.
Teraz musimy go znaleźć.
Zaprojektowałem to urządzenie do śledzenia poruszającego się celu.
Ma niewielki zasięg, ale w pewnej odległości wydaje sygnał.
Co wykrywa?
Drobne zmiany w gęstości powietrza.
Zademonstruj.
Widzicie? I znowu...
Jasne.
Dwie grupy. Ash, Lambert i ja. Ripley, weź Parkera i Bretta.
Złapać, wsadzić do śluzy powietrznej i pozbyć się go.
Kanały są otwarte na wszystkich pokładach. Mamy mieć ciągły kontakt.
Ruszamy.
Myślałam, że naprawiliście moduł 12.
Naprawiliśmy. Nie rozumiem, co się stało.
Obwody musiały się przepalić.
- Co my tu mamy? - Poświeć mi.
Tak dobrze.
Nie wiem, czy to się uda.
- Wsadź to tam. - Dobra.
Sprawdź izolację.
Cholera...
Według tego jest w promieniu pięciu metrów.
Drobne zmiany w gęstości powietrza, jak cholera.
Jest w promieniu pięciu metrów.
Ostrożnie.
- Nie podkradaj się z tym do mnie. - Trzymajcie się razem.
Co?
Jest w tej szafce.
Gdzie?
Masz, trzymaj.
Już.
Czekajcie.
Dobrze, na mój znak.
- Dobrze. Teraz. - Spokojnie.
- Nie daj mu uciec! - Co ty robisz, człowieku?
To kot.
Trzeba było go złapać. Teraz może nas znowu zmylić.
Idź po niego.
Idź. My pójdziemy dalej.
Kici, kici.
Kiciuś, cholera. Jones?
Kici, kici.
Chodź tu, Jonesy. No, chodź. Dobry kiciuś.
Chodź do mnie.
Dobry kotek.
Nic ci nie zrobię. Chodź.
Nie wiem, co to było, ale było wielkie.
Nie ma wątpliwości. Przemieszcza się kanałami wentylacyjnymi.
Może chce mieć Bretta żywego?
- Co? - Może Brettjeszcze żyje?
Nie. To znaczy, wątpię.
Kanał wentylacyjny może się nam przydać.
Prowadzi do głównej śluzy. Po drodze jest tylko jeden duży otwór.
Możemy go zablokować. Zapędzimy to coś do śluzy i wyrzucimy w przestrzeń.
Ten drań jest ogromny.
Jak człowiek. Jest duży.
Syn Kane'a.
Ash, wydział nauki powinien pomóc. Na co on może reagować?
Przystosował się do naszej atmosfery mimo swoich potrzeb pokarmowych.
Ale nie wiemy nic o temperaturze.
- Dobrze, temperatura. Może ją zmienimy? - Spróbujmy. Zwierzęta zwykle boją się ognia.
Ogień, dobra. Parker, przygotujesz trzy lub cztery miotacze ognia?
Ty i Ash weźcie główną śluzę.
Parker, Lambert, zablokujcie ten właz serwisowy.
- Jestem przy pierwszym węźle. - Jestem tu.
- Lambert? - Na miejscu. Próbuję złapać odczyt.
Śluza otwarta.
Gotowe.
Dobrze, mam cię w zasięgu.
Otwórz właz do trzeciego węzła.
Dobrze, przeszedłem.
Idę dalej.
Dallas, zaczekaj. Chyba go mam.
- Tak, mam go. - Gdzie?
Jest gdzieś przy trzecim węźle.
Dobrze. Idę.
Jest niedaleko. Musisz uważać.
Dobrze. Dotarłem do trzeciego węzła i schodzę niżej.
Co jest z tym detektorem?
Zatrzymaj się na chwilę.
- Straciłam sygnał! - Co?
Jesteś pewna?
Na pewno go nie ma? Musi tam gdzieś być.
Sprawdź to. Może odbierasz zakłócenia.
Nie ma po nim śladu? On tam jest.
Musi tam gdzieś być.
W porządku.
Wokół mnie czysto? Chcę stąd wyjść.
O Boże! Idzie prosto na ciebie.
Szybko, wyjdź stamtąd! Szybko!
Szybko, Dallas! Uciekaj!
Nie, w drugą stronę!
Uspokój się.
Znaleźliśmy to tam.
Nie było krwi.
Nie było Dallasa.
Pusto.
- Czemu nic nie mówicie? - Zastanawiam się.
Jeśli nikt nie ma lepszego pomysłu, kontynuujemy plan Dallasa.
Co? Mamy skończyć jak inni? Oszalałaś.
- Masz lepszy pomysł? - Możemy opuścić statek.
Weźmy wahadłowiec i wynośmy się stąd z nadzieją, że ktoś nas znajdzie.
- Wahadłowiec nie pomieści czworga. - To pociągniemy losy.
Nie ciągnę losów. Jestem za tym, żeby go zabić.
Zastanówmy się, jak go zabić. Siedzi w kanałach wentylacyjnych...
Posłuchasz mnie? Zamknij się!
No to mów.
- Używa kanałów wentylacyjnych. - Nie wiadomo...
To jedyny sposób. Poruszamy się parami.
Krok po kroku odetniemy każdą przegrodę i otwór wentylacyjny,
aż zapędzimy to świństw w kozi róg i wypieprzymy w kosmos.
Czy to wam odpowiada?
Tak, jeśli to go zabije.
Ale musimy trzymać się razem.
- Jak stoimy z bronią? - Dobrze. Ten trzeba naładować.
Zajmiesz się tym?
- Ash, idź z nim. - Dam sobie radę.
Nie idź za mną.
Masz jakieś sugestie, ty lub Matka?
Wciąż zbieramy dane.
Co robicie? Zbieracie dane?
Trudno w to uwierzyć.
- Co mam zrobić? - To samo co dotąd. Nic.
Mam teraz dostęp do Matki i sama znajdę odpowiedzi, dziękuję.
Dobrze.
WYJAŚNIJ NIEZDOLNOŚĆ NAUKI DO NEUTRALIZACJI OBCEGO
WYJAŚNIENIE NIEMOŻLIWE
WZMOCNIENIE ŻĄDANIA
MAKSYMALNE WZMOCNIENIE
ROZKAZ SPECJALNY 937 DO WIADOMOŚCI OFICERA NAUKOWEGO
DOSTĘP AWARYJNY 100375 CO TO JEST ROZKAZ SPECJALNY 937?
SKIEROWAĆ NOSTROMO NA NOWY KURS
ZBADAĆ FORMĘ ŻYCIA POBRAĆ PRÓBKĘ
PRIORYTET: DOSTARCZYĆ ORGANIZM DO ANALIZY
POZOSTAŁE KWESTIE DRUGORZĘDNE
ZAŁOGĘ MOŻNA POŚWIĘCIĆ
Mogę to wyjaśnić.
Nie chcę słuchać twoich wyjaśnień.
Otworzysz drzwi?
Przepuść mnie.
Co ty robisz?
Podnieś ją.
To android!
Jezu...
To robot. Ash to cholerny robot.
Boże.
Jasna cholera.
Zabierz ze mnie to świństwo.
Boże... Jezu...
O Boże.
Dlaczego firma przysłała nam cholernego robota?
Pewnie chcieli obcego dla wydziału broni.
On go chronił przez cały czas.
- Podłączysz to? - Nie wiem...
On może wiedzieć, jak go zabić.
Ash, słyszysz mnie?
Słyszę cię.
Jak brzmiał twój rozkaz specjalny?
Czytałaś. Myślałem, że to jasne.
- Jaki był rozkaz? - Zdobyć formę życia, priorytet.
Wszelkie inne kwestie drugorzędne.
Cholerna firma. A nasze życie, ty draniu?
Powtarzam, wszelkie inne kwestie drugorzędne.
Jak go zabić? Musi być na to sposób.
- Jak możemy to zrobić? - Nie możecie.
Bzdura.
Wciąż nie pojmujecie, z czym macie do czynienia?
To doskonała forma życia.
Jego strukturalnej doskonałości dorównuje tylko jego wrogość.
Ty go podziwiasz.
Podziwiam jego czystość.
To zwycięzca,
nie obarczony sumieniem, skruchą
czy złudzeniami moralności.
Dość się nasłuchałem. Wyciągnij wtyczkę.
Ostatnie słowo.
Nie będę was oszukiwał co do waszych szans, ale...
współczuję wam.
Wysadzimy statek. Spróbujemy szczęścia w wahadłowcu.
- Wysadzamy statek. - Dobra.
Chodź.
Ile mamy czasu od uaktywnienia?
- Dziesięć minut. - O rany.
Albo polecimy w kosmos i bez rakiety.
Będzie nam potrzebne chłodziwo do układu wspomagania wentylacji.
Weźcie tyle chłodziwa, ile uniesiecie. Ja przygotuję wahadłowiec.
Dam wam jakieś siedem minut.
Wróćcie tutaj, wyłączę przełączniki i wystrzelimy tego skurwysyna w kosmos.
- Już? - Uważaj na siebie.
Siedem minut.
Spokojnie.
Jones?
Dobra, sprawdź butle.
- Jak ci idzie? - Dobrze.
Dobra, dalej.
Chodź tu, Jones.
Chodź, kotku.
Dobry kotek.
Chodź, kochanie.
Cholera.
Teraz cię mam.
Chodź, kochanie. Dobry kotek.
O Boże...
- Odsuń się. - Nie mogę.
Odsuń się! On nas zabije!
Nie mogę!
Na miłość boską, odsuń się!
Odsuń się!
Przygotuj się do ucieczki!
UWAGA AWARYJNY SYSTEM SAMOZNISZCZENIA
PO AKTYWACJI STATEK WYBUCHNIE W CZASIE T MINUS 10 MINUT
Niebezpieczeństwo.
Awaryjny system samozniszczenia został uaktywniony.
Statek wybuchnie w czasie T minus dziesięć minut.
Opcja anulowania automatycznej detonacji wygasa za pięć minut.
Dallas?
Brett.
Zabij mnie.
Zabij mnie...
Opcja anulowania automatycznej detonacji wygasa za trzy minuty.
Opcja anulowania automatycznej detonacji wygasa za jedną minutę.
29, 28,
27,
26, 25,
24,
23, 22,
21, 20 sekund.
19, 18,
17, 16,
15, 14, 13,
12,
11, 10 sekund.
9, 8,
7, 6,
5, 4,
3, 2,
1.
Opcja anulowania automatycznej detonacji wygasła.
Matko! Włączyłam znowu układ chłodzenia.
Statek ulegnie samozniszczeniu w czasie T minus pięć minut.
Ty suko!
Cholera.
Masz jedną minutę na opuszczenie statku.
Statek ulegnie samozniszczeniu w czasie T minus jedna minuta.
OCZYSZCZANIE
27, 26,
25, 24,
23, 22,
21, 20 sekund.
19, 18,
17, 16,
15, 14,
13, 12, 11,
10 sekund.
9, 8,
7, 6,
5, 4,
3, 2, 1.
Dorwałam cię,
ty poczwaro.
Już dobrze.
Też się cieszę, że cię widzę.
Już dobrze.
Dalej.
Ty... jesteś... moją szczęśliwą gwiazdą.
Szczęśliwą, szczęśliwą, szczęśliwą...
Dobrze.
Dalej.
Końcowy raport holownika handlowego Nostromo.
Trzeci oficer melduje.
Pozostali członkowie załogi -
Kane, Lambert, Parker, Brett, Ash i kapitan Dallas - nie żyją.
Ładunek i statek zniszczone.
Powinnam dotrzeć do granicy za około sześć tygodni.
Przy odrobinie szczęścia sieć mnie przechwyci.
Ripley, jedyny ocalały członek załogi Nostromo,
odmeldowuje się.
Chodź, kocie.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.