Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Każdy zapamiętaj ten moment.
Wchodzi się i jest.
Przepraszam panu.
Czy można tu przenocować?
Proszę się tu na razie przespać, a jutro rano się postrota.
Skąd pani przyjechała?
Z Kazachstanu.
Zofia Szablewska.
No to miała pani długą podróż.
Musi się pani wyspać.
Dziękuję panu.
Bardzo dziękuję.
Dobranoc.
A przed wojną?
Dwór Nowosiałów.
Kilka przystanków koleją za Lwowem.
Zośka! Idę przecież!
Zosia! No już!
Już!
Antoni Szablewski! Panowie, na cześć dowódcy naszego oddziału!
Wierzę Kościoła Elżbiety Może uda się, że
powrócę z drów I zobaczę miasto Lwów
Przepraszam uszy panienki, ale zostałem gwałtem do śpiewu przymuszony.
Czarował pan tak tym głosem, że... Przepraszam, z kim
mam przyjemność?
Ja jestem Antoni Szablewski. Panie Maurycy, znamy się od wielu lat.
Panienka Zosia z całym Nowosiołem nas na wojnę odprowadzała.
Do widzenia.
Do widzenia. Do widzenia.
Zapomnij o nim.
To goła dupiec.
Wszystkie majątki Szablewskich zostały skonfiskowane jeszcze za cara.
On teraz żyje uczepiony w jakiś ubogi środki.
Poza tym, jak mówią, on w ogóle nie do życia po tej wojnie.
Słyszałeś, jak wiwatują na jego cześć? Przecież to jest bohater.
Ej, wiwatów do garnka nie włożysz.
Jakie garnki, Maurycy? O czym ty mówisz?
Nie udawaj.
Przecież widziałem, jak na niego patrzyłaś.
Celowo przyszliśmy tu dzisiaj.
Dzięki.
Proszę, panie siada.
Musiałam sobie pożyczyć ten szlafrok. Nie chcę tu przywlec nic aktów.
Proszę bardzo.
Niemka dostała.
To jest kawio, nie pasie.
Kazimierz Lach.
Matka umarła pod koniec wojny.
Prawdziwa uczta, dziękuję.
Proszę zakąszać póki ciepłe.
No proszę, jest mało.
Muszę jeść powoli.
Jak w Kazachstanie.
Niemcy nie zostawili widelców.
Widelców w kuchni.
Ile pani chce.
Musimy się lepiej poznać.
Opowiedzieć o sobie nawzajem.
Ale to potem.
Teraz proszę.
Za wspólny dach nad głową.
Skąd on się tu wziął?
Niemcy zostawili, jak wszystko tutaj.
Ten zegar nie jest po niemiecki.
Tam jeszcze stał taki kryształowy kielich.
Nie widział go pan?
Tak.
Życz mi szczęścia.
Dzień dobry, panie Maurycy.
Uszanowa, nie?
Jasieńkowi nie potrzeba róż.
On w wojence dawno poległ już.
Panie Szabewski... Jak pan nie rozumie normalnie, to powiem inaczej.
Jest pan dzielnym żołnierzem.
Pierś się panu ugina od krzyży, medali.
Ale na tej damsko-męskiej bojaczce to się pan zupełnie nie znasz.
I co gorsza zaślepiony pan jesteś.
Tak dziś pieczą do tej niewoli małżeńskiej.
Jeszcze się naryczysz po ślubie, zobaczysz.
Jak zacznie ci przepadać, bo wie gdzie.
Z balu na polowanie, z polowania na karty.
A ty siedzisz sama w domu i nie wiesz, za jakie grzechy ta kara.
Może za tę miłość.
A to już lepiej było połagomić na pieniądze.
Chociaż to też marny zysk.
Antoni nie jest taki.
Że ojciec jest, to nie znaczy, że cały świat jest taki.
Panie Antoni, niech pan sobie odpowie na trzy
podstawowe pytania.
Czy nasza zosia jest brzydka?
Czy jest głupia?
Krótko. Tak czy nie?
Nie.
A czy jest biedna?
Krótko. Tak czy nie?
Nie patrzę na posag. Czyli nie jest biedna.
Ma pan trzy razy nie.
Czyli na żonę dla pana się nie nadaje.
Dla pańskiego dobra.
Od pięknej nie odgonisz, pan wielbiciel.
Mądra będzie sobie owijać pana wokół palca.
A bogata w ogóle pana będzie miała za nic.
Musi być trzy razy tak.
Tylko trzy razy tak. To jest recepta na udane małżeństwo.
Oni wszyscy są tacy.
Jak się trafi jakiś porządny i uczciwego serca, to jest biedny jak mysz
kościelna.
A nędzy żadna miłość nie przetrzyma.
Nieprawda.
Ja ze swoim ukochanym mogę żyć nawet w szałasie.
Jak moje głupiutkie dziecko.
A najgorsze jest to, że ojciec pewnie się zgodzi.
Dopóki pan nie wyeliminuje chociaż jednego, nie?
To jest za wcześnie na naszą rozmowę.
Tylko, że Zosia zbrzydnie, nie widzę szans.
Że zgłupieje, no to, to można by się zastanowić.
Jedyne, co może się zmienić, w porównaniu z panem, będzie zupełnie
biedna.
A teraz, panie Antoni, jestem strasznie głodny i zapraszam na podwieczorek.
Z czarną polewką, tak?
Nie, skądże?
Właśnie podają do stołu.
Zapraszam.
Pozwoli pan, że jednak się pożegnam.
Więc bijcie wino, szwoleżerowie, niech smutki zginą w
rozbitym szkle.
Gdy zrejterujesz, to się nie dowiesz, czy mogło dobrze
być, czy źle.
Przepraszam, że przeszkadzam tak wcześnie, ale wczoraj wróciłem bardzo
późno.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Nie musi się pan przede mną tłumaczyć ze swoich nocnych zajęć.
Nie ma najmniejszego powodu.
Pani Zofio, przecież ja nie chcę się wpychać na siebie w panie życie.
Chcę tylko, żebyśmy co rano mówili sobie dzień dobry i żebyśmy wiedzieli, czy
jeszcze żyjemy, czy już może nie.
Rozumiem, że dzisiaj mamy to już za sobą.
Tak, ale żeby pani jutro się nie denerwowała, to chciałem poinformować,
że na kilka dni jadę do Warszawy.
Dlaczego pani lubi być niemiła?
Przecież ja nie jestem pani wrogiem. Nie zauważyła pani tego?
Pani Zosia, obydwoje jesteśmy dorośli.
Już dwa lata mieszkamy w jednym domu.
I właśnie to jest dla mnie krępujące, jeżeli pan tego nie rozumie.
I okropne.
Przecież jeżeli tutaj byłby mój mąż, to nie rozmawialibyśmy teraz.
I nie wszedłby Pan do mojej sypialni o szóstej rano.
Nadajemy komunikat Biura Poszukiwania Rodzin Polskiego Czerwonego Krzyża.
Pani Zofia Szablecka z Nowosioła poszukuje męża Antoniego Szableckiego,
ostatni raz widzianego we wrześniu 1939 roku oraz syna
Zbigniewa Szableckiego, zaginionego od 1940 roku.
Powtarzam. Zofia Szablewska z Nowosioła poszukuje męża Antoniego Szablewskiego,
ostatni raz widzianego we wrześniu 1939 roku, oraz
syna Zbigniewa Szablewskiego, zaginionego od 1940 roku.
Powtarzam, Zofia Szablewska z Nowosioła.
Dzień dobry.
Wreszcie! Tak się bałam, że nie wyląduję.
Rano dochod, a teraz znowu leję.
Pokaż się. Pięknie wyglądam.
Polczek anabelski, ale zaraz go zobaczysz.
Pokaż.
Tata! Nie no!
Cześć! Jak się cieszę.
Tato, mamo, to jest Pol.
Jestem Pol i wszystko rozumiem.
Nazywam się Lach.
Kazimierz Lach. Poza tym jestem dumnym ojcem mojej córki. Cieszę się, że
jesteś tutaj.
To jest dziwny parking.
I że mnie nie będzie.
Więc dobrze, że jesteś.
Solidny dom.
Dobrze strzeżony.
Babciu, idziemy do ciebie.
Paul, walizki zostawiłam na dole, przy schodach. Idź po bagaże. Są na dole.
Ja idę do kuchni. Down.
Gdzie babcia?
Mamo?
Babciu?
Babciu! Ostróż mnie.
Już myślałam, że się spłyniesz.
Co ty mówisz?
Iskireczka moja kochana, przyjechala, jaka piękna. Jak dawno cię nie było.
Nie lubi, jak cię nie ma. A ja?
Mam coś dla ciebie.
Sama nie wiem, czy jesteś bardziej kochana, czy piękna.
A w ramach przeprosin mam dla ciebie niespodziankę. Zamknij oczy.
Babcie, to jest Pol, mój narzeczony.
A to jest babcia Zosia.
Wszystko, co najlepsze mam po niej.
Niczego sobie, ta niespodzianka.
Dzień dobry, Pani Zosia.
Wygląda zupełnie jak nasz.
A ja już myślałam, że się nie doczekam.
Bo kolejni opsztyfikanci odpadali jeden po drugim. Nikt nie zasługiwał.
Może pan być z siebie dumny.
Miło panią poznać. Jestem Paul.
Znaczy Paweł.
Proposzę cebrzik.
Jak na obcokrajowca, to posługuje się pan wyszukaną polszczyzną. To nie jest
cebrzik, tylko salaterka.
Marianna mnie tak nauczyła.
Nieprawda. To jego ojciec i babcia tak źle nauczyli.
A pan też studiuje architektury?
Medycyna. Właśnie skończyłem.
Dwoje lekarzy przy jednym stole. Strach chorować.
Ale już jutro lecę na Jokrem.
Znowu będzie... ...jeden, one.
Ja.
Proszę pozdrowić ode mnie Lwów.
Maczanka krakowska, szarlotka na deser, początek wakacji. Tylko taty brakuje.
Mnie nie brakuje.
Mam nadzieję, że ci kiedyś przyjdzie.
Idą tułać się po świeci. Z dola widać już
niestety.
Może uda się.
że powrócę z drów i zobaczę miasto lewo kochane.
Ale z pana bacier czystej wody! Skąd pan zna naszą piosenkę?
Moja babcia mnie śpiewała. Słuchajcie, zapomniałam wam powiedzieć
najważniejszego. W całym kampusie z Polski byłam tylko ja jedyna i nagle
patrzę, są rodacy.
Dwa miesiące go tropiłam.
I oto jest. Pol Szablewski. Po polsku Szablewski.
Babciu, on też jest szablewski jak dziadek Antoni i ty.
Co za zbieg okoliczności.
I od tamtego czasu się nie rozstajemy.
A ja przepraszam.
Pójdę się położyć.
Mamo?
Pomogę ci.
Babcia źle się poczuła.
Wniosę bagaże i pójdziemy spać. Dobrze? Jasne.
Pan ojciec.
Jak ma na imię?
Steven. Stefan.
Miał kilka lat, kiedy babcia Rysia wyjechała z nim do Stanów.
Zaraz po śmierci dziadka.
Mówi pan po francusku?
Trochę. Więcej rozumiem.
A dziadek Szablewski?
Jak ma na imię?
Przepraszam.
Nie pamiętam.
Po wojnie uciekł z Ukrainy do Polski.
Ale szczęście nie trwało długo.
Zginął kilka lat później.
Nie mamy nawet jego zdjęcia.
Tylko babcia i trochę ojciec go pamiętają.
Był człowiek, nie ma człowieka.
No to lepiej nie wywalujmy duchów, bo i tak ich nie wskrzesimy.
Dobranoc. Też dobranoc, panie.
I tak nie śpisz.
Dziwna jest ta twoja babcia.
Zaczaiła się na mnie.
Chcesz teraz rozmawiać o babci? Serio?
Zaczaiła się na mnie.
To nic takiego.
Zawsze mnie pilnowała.
Nie chodziło o ciebie.
Dlaczego tak dziwnie zachowywała się przy kolacji?
Może dlatego, że ma 90 lat i całkiem dobrą pamięć.
Jakie to ma teraz znaczenie?
Zapytaj o to babcie.
Mam lepszy pomysł.
Uważaj. Na ulicach roli się od szareńców. Mamo, poradzę sobie jakoś
naprawdę. Kiedy pana znowu zobaczy?
Za dwa dni ma samolot z Kijowa prosto do Nowego Jorku. Zobaczymy się na ślubie.
No, ja chcę jak najszybciej. Chyba żartujecie. Muszę wracać. Mam staż w
szpitalu.
Cieszę się.
Ziem mogłem was poznać.
Ale nawet nie mogliśmy dłużej pobyć razem. Ja nic o panu nie wiem.
Nie, no ja się nie nadaję do tych nowych czasów. Mamo, mamo, wszystko ci powiem
potem.
Chodźmy, jesteśmy spóźnieni.
Każdy dorosły człowiek musi opuścić dom ojca i matki swojej, by pójść za
ukochanym. Tak jest napisane w Biblii. W Biblii nie ma nic o babci. Ja jestem jej
kopią. Mam takie same palce, takie same zmarszczki w kącikach oczu.
Ciężko jest to wszystko porzucić.
Człowiek jest dziś tu, jutro tam, ciągle w ruchu.
Tu wszystko już się wydarzyło. Trzeba patrzeć w przyszłość.
Dom jest tam, gdzie jesteśmy dzisiaj, a nie kiedyś. W takim razie, dlaczego
jedziesz na Ukrainę? Tam wszystko już się wydarzyło. Po co szukać przeszłości?
Zostań z nami na parę dni.
Nie wytrzymam bez ciebie tak długo.
Mówi się mój ty łebku śledziowy.
I trzeba było nie wyjeżdżać, jak mnie kochasz.
Chłopku.
Dobrze, to dziękuję pani doktor. Do widzenia. Do widzenia.
Proszę pamiętać o wizycie w środku. Aha, dobrze. Dobrze, do widzenia.
Odleciał?
Piwnicę zamknęłaś od środka?
Ale może ich zawrócą, ma być burza.
Gdyby nie obrona dyplomu, poleciałabym za nim, tak jak stoję.
Chcesz coś powiedzieć?
Że nie o chorobach i starości.
Duchota w powietrzu też jest tematem już wyczerpanym.
A innych nie mamy.
Wyjedziesz stąd na zawsze?
Daj mi nowy telefon do ojca, zapomniałam go poprosić.
Nie mam, nie dzwonię do niego.
Dziwny jest ten twój pol.
Dlaczego dziwny?
Ja pamiętam, żeby babcia kiedykolwiek się tak zachowywała. Dzisiaj chyba w
ogóle nie usnęła. Do czwartej chodziła po pokoju.
Emocje nie są najlepszym doradcą.
Dobrze spojrzeć na nie.
Płodnym okiem.
Ty jesteś okulistką. Specjalistką odpłodnego oka.
Marianko.
Wróciłaś ze stypendium i w kółko tylko pol i pol.
A ty?
Twoja praca. Sama nie wystarczy. Ja mogę długo iść. Dużo ryzykować,
żeby... Może jednak wrócił, tak jak chciałaś.
Szkoda, że nie masz racji.
– Guten Tag. – Dzień dobry. – Mówi pani po niemiecku? – Chwileczkę.
Marianko, przyszedł jakiś Niemiec. Ja się z nim nie dogadam.
Gabinet jest już nieczynny.
Jeżeli coś pilnego, to niech jedzie na ostry dyżur. Zapiszę mu adres.
Co się stało?
Nadział się na pręd.
Weź go do gabinetu.
Zapraszam do gabinetu. Dziękuję.
Niemcy zawsze przychodzą, jakim się tylko zechce. Nie będę tego tłumaczyć.
Proszę. Dziękuję.
Hej, możesz tu rozmawiać?
Jestem u babci w szpitalu, a ty?
Jestem na Wołynku.
Co ty tam robisz?
Muszę kończyć.
Zabijałem ludzi.
Broniłeś naszych progów.
Czy skrzywdziłeś synu kiedykolwiek kogoś niewinnego?
Dwa tysiące?
Duża kwota.
Małe kwoty ja też trzymam w szufladzie.
Pozwoli ojciec, że ja zdobędę te dwa tysiące.
Nigdy nie widziałam tego zdjęcia. To jest tata?
Mhm. A ty spotkałaś się z babcią Paula?
Jak ona ma na imię?
Rysia.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.