Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Downloaded from YTS.BZ
Official YIFY movies site: YTS.BZ
RZYM
Hej, piękna!
Na zdrowie.
O cholera.
KUP TERAZ
PARYŻ
APARTAMENT PREZYDENCKI
OKAZJA INWESTYCYJNA!
Co to za szajs? Żadnego spadku?
Ja pierdolę.
Halo? Jest tu kto?
Czy ktoś tu był?
Halo, ochrona.
Ktoś był w moim pokoju, przyślijcie policję.
Otwieraj albo wyłamiemy drzwi!
WYŚLIJ
Czekam na parkiecie. Napalona!
PLAN DOSKONAŁY
NOWA OFERTA PRACY SZCZEGÓŁY
WŁAMANIE DO PRYWATNEJ REZYDENCJI
JEZIORO COMO
TEREN PRYWATNY
„60 sekund i już”?
Spóźniłeś się.
„Duch 95”?
ZLECENIE POTWIERDZONE
- Cześć. - Cześć.
Angielski?
Jeśli muszę.
Dobra, do dzieła.
Gotowa?
Sporo świateł. Impreza?
Nie. Mają odstraszać.
Skąd ta pewność?
Trzy braki.
Brak hałasu, brak aut i brak ludzi.
Może ich stąd nie widać.
Zaraz się przekonamy.
Dobra, spójrz.
Czekaj. Znam się na infiltracji.
Spodoba ci się. Mały wybuch.
60 sekund i już. Co ty na to?
Nie używaj tej ksywy na Tinderze.
Tam jestem „Jayem z Paryża”.
- A ty? - „Chiara, Neapol”.
Mają zapasowy.
Wątpię.
- Mają. - Nie.
W takiej posiadłości? To pewniak.
Założymy się?
Zależy o co.
Rozbierany poker.
Wchodzisz?
Odmarzłby ci tyłek.
I proszę!
Spójrz, zapasowy generator.
No dobra.
Jaki masz plan?
Co?
Mówiłem.
Nikogo nie ma.
Szczęki,
przyssawki, semtex…
To sprzęt do włamu.
Z czego ten gość żyje?
Na pewno sporo na tym zarabia.
Cel.
Gotlib z 1920 roku.
Stara szkoła.
Co to?
Nowa zabawka.
Na pewno działa?
Założymy się?
Skończysz golusieńki.
Oto mój tyłek.
Popatrz sobie.
Zaczynamy.
Co?
Pusty.
Przyjrzyj się.
Zdaliście egzamin.
Brawo.
Nagi tors.
Ciekawe.
Co cię to?
Dlaczego?
Walka z ciepłem?
Czy z naelektryzowaniem?
Nie powie nic bez prawnika.
Spokojnie.
Może się ubierzesz
i przejdziemy do salonu?
Jak już pewnie wiecie,
to mój sejf.
To ja was nająłem.
Ty? Żebyśmy cię okradli?
Szybko łapiesz.
Na zdrowie.
- Glina? - Co?
- Szpieg? - Nie.
Wystarczy Roger.
Cavendish.
Jeśli to wał z ubezpieczeniem, i tak nam zapłać.
Przepraszam za podstęp,
ale musiałem wiedzieć,
czy potraficie współpracować.
Na szczęście potraficie.
To ma coś wspólnego ze sprzętem z dołu?
Proponuję wam zlecenie życia.
Wasze talenty świetnie się w nim sprawdzą.
Chiara…
czarodziejka od hakowania.
Zero oporów przed zbliżeniem się do celu.
I Jay,
najbardziej kreatywny ekspert od wybuchów
swojego pokolenia.
Osobno budzicie grozę.
Razem…
jesteście idealni.
Co wy na to?
Nie.
Miło było, ale nie.
Dzięki za drinka, ale nie.
Zapłata wynosi 100 000 €,
do tego jedna trzecia zysków.
Na głowę.
Dobry ten szampan.
Co to za robota?
Macie wykraść obrzydliwie cenny przedmiot
ze strzeżonego miejsca.
Ekstra. To wiele nam mówi.
Jeśli wam się uda,
dzieci waszych dzieci
nie przepracują ani jednego dnia.
Mów prawdę albo wyjdę.
Ja też.
Pewnie zauważyliście, że wasze szczoteczki do zębów zniknęły.
Jeśli to można nazwać szczoteczką.
Obyś miał dobre wytłumaczenie.
Mam.
Naprawdę.
Już mówię.
Chiara, Jay,
sprowadziłem was tutaj,
bo jestem biznesmenem,
kawalerem
i złodziejem na emeryturze.
Jednak dla was obojga…
jestem też waszym ojcem.
- Mama? - Tak, skarbie.
Mam ważne pytanie.
No tak… Co tak?
Roger?
Wiedziałaś o nim?
Odezwał się miesiąc temu.
Wybacz, powinnam wiedzieć.
O czym?
Posłuchaj…
Powinnam ci powiedzieć wcześniej. Wybacz.
Więc jesteśmy twoimi dziećmi
i złodziejami,
jak ty.
Tak po prostu?
Geny.
Sam byłem sceptyczny.
Możemy powtórzyć badanie.
Prawda jest taka,
że jesteśmy rodziną.
Poznałam go w 1995 podczas podróży po Indiach.
- Po Indiach? - Tak.
Spędziliśmy razem kilka nocy w Mumbaju.
Chwila…
A potem zgubiłam jego numer i straciliśmy kontakt.
Porzucono mnie po porodzie.
Moim rodzicom zastępczym nie oddałabym pod opiekę rybki.
Więc jeśli jesteś moim ojcem,
z chęcią wysłucham twojej wymówki.
Chiara…
Słowa nie oddadzą tego,
jak bardzo jest mi przykro.
Muszę jednak przyznać…
że jesteś bardzo podobna do matki.
Skoro tak mówisz. Ja tego nie wiem.
Oczywiście.
A ten Grek? Kapitan?
Jak miałeś pięć lat, spytałeś, czemu nie masz taty jak inni chłopcy.
Spanikowałam.
I wymyśliłam bajeczkę o greckim marynarzu, który zginął na morzu.
Przykro mi, że tak to wyszło.
Ale Roger… to twój ojciec.
Poznaliśmy się w hotelu na Capri.
Miałem tam zlecenie.
Zatrzymała się w pokoju naprzeciwko.
Okazało się,
że jest detektywem.
Jej klient posądził mnie o to,
że ukradłem mu obraz Picassa.
Nie zrobiłem tego,
choć żałuję.
Pewnego wieczoru zarezerwowałem stolik
i ją do niego zaprosiłem.
Skoro za mną chodziła,
mogła przynajmniej
zjeść ze mną kolację.
No i stało się.
Pewien prawnik powiedział mi
o jej śmierci
i o twoim istnieniu.
Przez chwilę jej szukałam,
ale stwierdziłam,
że nie wiem, co jej powiedzieć. „Dzięki za porzucenie”?
Rozumiem.
Więc…
Jak mam do ciebie mówić?
Cóż…
Roger jest w porządku.
Chyba.
Miło mi, Roger.
Mnie też, młodzieńcze.
Hej, brachu.
Siemka, siostra.
Co mamy ukraść?
Chwila.
To jest to zlecenie?
Mamy ją ukraść?
Tak.
Oszalałeś. To absurd.
Peruggia zrobił to sto lat temu.
- Łatwizna. - Teraz to niemożliwe.
Każdy skok jest niemożliwy, dopóki ktoś go nie wykona.
Niech pan posłucha, panie Roger.
Mam gdzieś, czy jesteś Mikołajem czy moim ojcem,
ale jeśli zamierzasz wykraść najsłynniejszy obraz na świecie,
to postradałeś zmysły.
To niemożliwe.
Możliwe.
Nawet gdyby…
- Jak go opchniesz? - Masz kupca?
Jeszcze nie, ale…
gdy już zdobędziemy obraz,
nie będzie jednego kupca.
To będzie wojna.
Z milionów zrobią się miliardy.
Potrzebuję jednak godnego zaufania zespołu.
Was oboje. Pomyślcie.
Rodzinny skok,
najznakomitszy w tym stuleciu!
W porządku.
Za mną.
Paryż, obraz z radaru z syntetyczną aperturą
podczas suszy z 2019 roku.
Chwała analitykom open source.
Istna Gwiazdka każdego dnia.
Słuchajcie.
Od wieków krąży plotka o tunelu,
który umożliwia ucieczkę z Luwru w sytuacji zagrożenia.
Podobno został zamurowany podczas rewolucji
i dawno zapomniany.
Ale widzicie tę kreskę?
Tutaj.
To dowód na to, że to prawda.
Tunel jest prawdziwy.
Ja o tym wiem
i wy też wiecie.
Biegnie 13 metrów pod ziemią
i prowadzi do…
piwnicy tego budynku.
Do Akademii Francuskiej?
Na to wygląda.
Więc…
mamy włamać się do akademii,
- żeby wykraść Mona Lisę? - Oui.
I wysadzić wieżę Eiffla?
Ja, ty i ona?
- I tyle? - Tak.
Żadnych najemników.
Potrzebuję tylko was.
Dwa wielkie talenty,
moje dzieci.
Byłeś złodziejem?
W młodości?
Jakiś sławny skok?
Cóż…
Nieczęsto ktoś chwali się tym,
że został okradziony,
ale niech się zastanowię.
Może Taj Mahal w Mumbaju w 1995 roku?
Naszyjnik Romanowów.
To ty…
jesteś Śnieżną Panterą?
Wymysł brukowców.
Brzmi jak nazwa gównianego zespołu metalowego.
Ale to ja.
Śnieżna Pantera zmarł w więzieniu w Mogadiszu.
On zmarł, ja nie.
Cóż…
Czy mogę liczyć na to, że zostaniecie na noc?
Rano omówię szczegóły planu.
Zdecydujecie, czy to wasza para kaloszy.
ROGER CAVENDISH JEST OJCEM CHIARY FERRARO
„Para kaloszy”.
Jeśli weźmiemy to zlecenie,
to na ustalonych zasadach.
Trząsłem przed tobą tyłkiem…
Nie patrzyłam.
Jasne.
Naprawdę.
Wtedy wyglądało to inaczej.
Wtedy nie wiedziałam, brachu.
Więc patrzyłaś.
Nie patrzyłam.
- Ładny pokój. - Starszy brat.
Ile masz lat?
- 30. - Ja też.
Mam 31, frajerko.
Dobranoc, Duszku.
Dobranoc, 30 Sekund.
Dobra.
- Oby to był… - Wspaniały plan.
…wspaniały plan.
Zaczynamy?
Za siedem dni,
18 października,
Luwr zamknie bramy o 18.00.
Prace konserwacyjne trwają do 21.00,
rano wszystko będzie w idealnym stanie.
Dwa tysiące strażników… Oddział policji…
Francuskie wojsko.
Jay, wejdziesz do akademii bocznym wejściem.
Do przejścia z cegły…
Tymczasem Chiara…
Z tarasu kościoła widać muzeum…
Wejdziesz do sieci zabezpieczeń…
System monitoringu Mona Lisy…
Ty prowadzisz Jaya…
Generujesz obraz…
Dwanaście sekund.
To chyba wszystko.
- Siedem dni. - Tak.
Mało czasu na przygotowania.
Tobie wystarczy,
byś obmyśliła plan włamu do Luwru
dzięki infiltracji przy pomocy VR.
Jay wtedy ustali, jak wejść do tunelu.
Mamy 12 sekund na wyciągnięcie?
Na styk.
Ale do zrobienia.
Tak utalentowany młodzieniec…
Proszę cię.
Ale i tak to siedem dni.
Wiem.
Musielibyśmy czekać do Gwiazdki,
gdyby nie to, że personel ogłosił strajk,
który ma się odbyć w przyszłym tygodniu.
Vive la France!
Brak odwiedzających,
niewielu strażników,
życiowa szansa.
Dlatego pytam,
czy zrobimy to razem,
jako rodzina?
Tak.
Cudownie!
No dobra. Tu macie szczegóły.
Przeczytajcie to,
wykujcie na pamięć
i powtórzcie.
Albo zrobicie to w trasie.
SIEDEM DNI DO AKCJI
Przystanek? Muszę siku.
Sikałeś po lunchu.
Dwie godziny temu.
To przez te twoje energetyki.
Tu jest ubikacja. Co za problem?
Chcę być w Paryżu przed szóstą.
To trzy godziny.
Tak, ale w godzinach szczytu dojedziemy po ósmej.
Dobrze.
Patrzcie na drogę.
- Boże, co z nim nie tak? - Jezu Nazareński!
Do puszki albo za okno.
Nie szczaj w Jaguarze.
Obrzydliwe.
Luz.
Co za problem?
Mamy spotkanie.
Więc zadzwoń do tego gościa.
To kobieta.
I nie ma telefonu.
Przepraszam.
Pardon.
Przepraszam. Obsługa muzeum.
Udało się.
Okażcie szacunek.
Dotarliśmy, dzieci.
Dokładnie naprzeciwko celu.
Wciąż nie wiem, gdzie wpiąć ananasa.
Co takiego?
Sprzęt do hakowania.
Do przejęcia sygnału z zewnątrz.
Gdzie go umieścisz?
O to chodzi.
Pogadamy o tym w środku.
Witajcie.
Oto nasz paryski apartament.
Gdzie mój pokój?
Na górze.
Zdejmij buty.
Kaucja jest absurdalnie wysoka.
Chyba nie przeszkadza wam to, że będziecie dzielić pokój?
Pomyślałem, że zacieśnicie więź.
A musimy?
Bardzo mi przykro,
ale w Ritz nie było już pokojów.
Kolacja o siódmej?
Mam mieszkanie niedaleko.
Mogę tam wbić.
Nie ma mowy.
Jesteśmy rodziną.
To baza Cavendishów.
Trzymamy się razem do końca zlecenia.
Zrozumiano?
Czemu zajęłaś duże łóżko?
Zajęłaś duże łóżko.
Wiem, siedzę na nim.
Dobra.
Jakiś problem?
Ty jesteś pieprzonym problemem.
Co jest?
Co?
Nie zrozumiesz.
SZEŚĆ DNI DO AKCJI
Muszę wiedzieć, ile użyć materiałów.
Za mały ładunek nie zrobi dziury,
a zbyt duży uszkodzi budynek.
Najpierw sprawdzę…
piwnicę Akademii Francuskiej.
Kamienie, cegły, cement.
Zobaczę, z czym mam pracować.
Jak planujesz tam wejść?
Tylko frajerzy planują.
Przecież właśnie to robimy.
Znasz słowo „talent”?
Tobie jest obce.
Wejdę do piwnicy
i dojdę do ściany tunelu.
60 sekund i już.
Jak gwiazda rocka.
Po angielsku.
A ty, kochana?
Niesławny ananas?
Wiesz, jak go zainstalować?
Dziś się tym zajmę.
Wczoraj podjęłam próbę włamu VR do ich systemów zabezpieczeń.
Jest stary, ale naszpikowany pułapkami.
Szukałam najlepszej lokalizacji.
Idealnym miejscem byłaby sala VIP,
ale nie jestem VIP-em.
To tylko jeden z problemów,
bo gdy wchodzę do systemu,
uruchamiam alarm.
WTARGNIĘCIE
Będzie mi potrzebny token dostępu.
Co to takiego?
Sprzęt najwyższej klasy.
LUWR
To nośnik klucza cyfrowego.
Jest nie do podrobienia.
Bez obaw. Zajmę się tym.
Widzisz? Tatuś ogarnia.
Regresja uciętych relacji.
Czytałem o tym.
Gdy sieroty znów spotykają
- swoich rodziców… - Nieważne.
Zwykle chodzi o dzieci…
Mówię, że nieważne.
Wybacz.
Służba bezpieczeństwa kontrwywiadowczego. Muszę natychmiast wejść do piwnicy.
- Oczywiście. - Którędy?
- Przez te drzwi? - Muszę wezwać przełożonego!
Nie ma mowy! Nie graj bohatera! Nic się nie dzieje!
Poproszę klucz!
Dobra.
ARCHIWUM
- Halo? - Mourad, to ty?
- Co się dzieje? - Powinieneś tu przyjść.
A to co?
Co?
Tylko frajerzy planują.
Kurwa.
Dobra.
Wybuch?
Nie ruszaj się!
Kurwa.
Jak poszło?
Fantastycznie.
Upuściłeś telefon?
Powiedzmy.
- Udało się? - Tak.
Tunel to wapień i zaprawa.
Użyję miotacza śluzu.
Co to?
Mój wynalazek.
Chętnie o tym posłucham.
Obiad za pięć minut.
Będzie lekki.
Nakryjcie do stołu.
Tylko frajerzy planują?
Zwłaszcza gdy pracuje się ze zdrajcą.
To twoje?
Trochę małe.
Nie masz pojęcia, o czym mówisz, siostra.
Tak chcesz pogrywać?
Tak, córeczko tatusia?
Bez dobrego planu wszyscy będziemy mieli przejebane.
Nie spędzę reszty życia w więzieniu
przez leniwego fiuta.
A co z mango, gniewna córeczko tatusia?
To ananas, kochasiu mamusi.
Wciąż myślisz tylko o porażce?
Dość!
Bezmózgie bachory.
Nie wierzę.
Myślicie, że faceci od napadu stulecia
lub kradzieży diamentów w Antwerpii
marnowali czas na przekomarzanie się?
Nie sądzę.
Te żałosne kłótnie narażają całą misję.
Nie pozwolę na to.
Przez dziesięć lat obmyślałem plan,
a mamy sześć dni na jego wykonanie.
Zmarnowaliście właśnie jeden z nich.
Bezmózgie bachory.
Nie zmarnowaliśmy.
Dziś się spisałem, jak na bezmózgiego bachora.
A moja siostra bez mózgu na pewno ogarnie swój problem z kiwi.
- Z ananasem. - Dobra.
A co z tokenem dostępu?
Mówiłem, że się tym zajmę.
Zabezpieczeniami Luwru zajmuje się Taranis Corporation.
Firmę Taranis prowadzi monsieur Bartoli.
Monsieur Bartoli zawsze ma token przy sobie.
To także szanowany członek Gildii Entuzjastów Trufli.
ZAPROSZENIE
Jak każdy koneser jedzenia,
nie oprze się zaproszeniu.
Dobra.
- Nieźle. - Słucham?
Skarbie, jestem Anglikiem.
Mówię „nieźle”, gdy szczytuję.
Wystarczy.
No proszę.
Nasz przyjaciel Cavendish jest w mieście.
Tak jest.
To było wczoraj,
a ja dowiaduję się teraz?
Myśleliśmy, że…
Zamknąć mordy.
Służycie jedynie za symbol prestiżu.
Przyprowadźcie Cavendisha.
A jeśli będzie się opierał,
strzelcie mu w twarz.
PORADNIK PRZETRWANIA DLA SAMOTNEGO OJCA
Halo?
Przy telefonie.
Pan Van Klum chce się spotkać.
Naprawdę?
Ten sam hotel?
Apartament?
Samochód czeka przed wejściem.
Dobrze.
Już schodzę.
Była pani?
Urządziliśmy sobie prywatne zwiedzanie „Luwra”.
Mówię o tym wielkim muzeum przy rzece.
Tylko my dwoje i świat sztuki.
Byli państwo sami w Luwrze?
Dla VIP-ów.
Chodziłem w nieskończoność.
Byli państwo w sali VIP?
Tak. Każdy może być VIP-em, jeśli zapłaci. Prawda?
Do widzenia.
Do widzenia.
Przydałby się wózek.
- Najlepsza rocznica. - Tak.
Gratuluję, panie Cavendish.
Czego?
Planu.
Zakładam, że go masz.
To rodzinny sekret.
Rodzina?
Dziwię się, że znasz to słowo.
Pamiętasz, co mi obiecałeś?
Oczywiście.
Nie zawiedź mnie.
To twoja ostatnia szansa.
Masz dostarczyć przesyłkę 20 października.
- Tak. - Dobrze.
Pierdol się.
Nocny spacerek?
Tak, ostatnio słabo sypiam.
Mówiłeś, że nie masz kupca.
Musicie zrozumieć,
że robię wszystko, by was chronić.
I dlatego nas okłamujesz?
Mężczyzna, z którym się spotkałem,
to rzeczywiście kupiec.
Jest bardzo bogaty
i bardzo wpływowy.
Jest też wyjątkowo okrutny
i mściwy.
Kim on jest?
Kimś, kogo lepiej nie znać,
bo taka znajomość…
zawsze jest dwustronna.
Na czym stanęła licytacja?
Nie odbyła się.
Uzgodniliście kwotę?
- Od razu. - Jaką?
To kod pocztowy.
Z Azorów
na środku Atlantyku.
J-7-Q-H, Cascalho.
Kod odnosi się do węzła przesyłowego
największego podmorskiego kabla na świecie.
Codziennie obsługuje miliardy transakcji,
a od każdej z nich
beneficjenci
otrzymują procent
od jej wartości.
Jaki?
Pięć dolarów.
Na sekundę.
Czyli 157 000 000 dolarów rocznie
do końca świata.
Niewyobrażalny majątek.
Dzięki temu nie musimy się zajmować miliardami dolarów w gotówce,
co stwarza takie samo zagrożenie, jak suszenie włosów łonowych
nad aktywnym wulkanem.
Dobra.
W porządku.
Odpocznijcie, bo niebawem
zostaniemy we trójkę z…
Mamą Lisą.
Nadal mu ufasz?
Sam nie wiem.
Słuchaj.
Możemy to zrobić bez niego.
Możemy się odciąć.
Znamy jego plan.
Potrzebujemy go.
Ma zdobyć token dostępu od Bartoliego.
Mam kogoś w Neapolu.
Ukradłby ci skarpetki bez zdejmowania butów.
Ale jak opchniemy obraz?
Przecież…
Nie mamy kontaktów.
Nie sprzedamy go na eBayu.
Jasne, istnieje ryzyko,
ale to lepsze niż zlecenia za grosze, prawda?
Jasne.
Kończmy przygotowania.
Pilnuj go.
Jeśli zrobi coś dziwnego,
podejmiemy decyzję wspólnie.
Jestem z tobą, Duszku.
A ja z tobą, 30 Sekund.
Rozwiązałam problem z ananasem.
PIĘĆ DNI DO AKCJI
Z przyjemnością
oprowadzę państwa po znanym na całym świecie muzeum.
Fantastycznie!
- Jest pan Francuzem? - Tak, a żona Włoszką.
Ojczym wykupił nam wycieczkę w prezencie ślubnym.
Sztuka, kultura i takie tam.
Pytałeś ją?
Właśnie.
Żona chciałaby skorzystać z toalety.
Macie państwo obszar dla VIP-ów, by uniknęła tłumów?
Salonik dla VIP-ów.
Pasuje? O tam!
Wspaniale!
TOALETA
Proszę.
Po latach nawiązała kontakt z ojcem.
Właśnie weszła w fazę regresu.
To bardzo przykre.
Pęcherz niedomaga.
Oby jej przeszło.
Coś się stało?
Słyszy pan ten hałas?
Nie.
Kurwa.
A teraz?
Też nie.
Miewa pani omamy słuchowe?
Nie.
- A migreny? - Czasami.
A słyszała pani kiedyś o syndromie…
Cavendisha?
Słucham?
Nie chcę pani martwić, ale proszę iść do neurologa.
Jesteś.
Idziemy, kochana?
Czy mogę wiedzieć,
jak ma pani na imię.
Camille.
Może zrobimy sobie zdjęcie?
Świetnie.
Chyba się zgodzisz?
Dla mojego ojca.
Uśmiech.
DOSTĘP PRZYZNANY
- Tak. - Super.
Ananas i karta magnetyczna.
Nieźle, siostra.
Jesteśmy gotowi.
Oby papino nie przygotował kolejnej niespodzianki.
CZTERY DNI DO AKCJI
PRAWNIK
To chyba jakiś prawnik.
Prawnik?
Tak.
Po co mu prawnik?
Może chce nas wykiwać.
Wciąż masz podsłuch?
Podsłuchuję jego, ciebie…
Wszystkich.
Dobra.
Dziękuję za tak rychłe spotkanie.
Liczyłem, że jeszcze zdążę poukładać sprawy,
ale wydarzyło się coś niespodziewanego.
Chcę im wszystko przekazać.
Bez wyjątków.
Mademoiselle Chiara Ferraro
i monsieur Jérémie Mercie?
Tak. Willę, wszystkie środki.
Dokumenty muszą być gotowe jutro.
Mamy bardzo mało czasu.
Wiem.
Nigdy dla nich nic nie zrobiłem.
Muszę im to wynagrodzić,
zanim coś mi się stanie.
Oczywiście.
Zajmę się tym.
- A więc… - Jesteśmy okropni.
Okropni z nas ludzie.
Witajcie.
- Cześć. - Ciao.
Widzę, że gotujecie.
Tak.
- Robimy kolację. - Nasza kolej.
Sprawdzę grafik.
Chyba jestem wolny.
Co to za okazja?
Integracja.
- Budowanie zaufania. - Dobra.
Co w dzisiejszych czasach dzieci gotują ojcu?
Pasta alla ladra.
Za samotnych.
Za samotnych.
Uwielbiam dobry makaron.
Bardzo dobry.
Świetny.
O rany.
Straciłem czucie w ustach.
No dobrze.
Chciałbym teraz coś powiedzieć.
Jeśli mogę.
Jestem stary.
Wolałbym przeleczyć kanałowo sześć zębów,
niż tłumaczyć, co teraz czuję.
Jednak gdy was poznałem,
pomyślałem, że…
będziecie chować urazę…
za to, że mnie nie było.
Myślałem też,
że może wam mnie brakowało.
Okazuje się,
że to ja
chowam urazę do siebie za swoją nieobecność
i że to mnie was brakowało…
przez te wszystkie lata.
Dlatego…
Chodźcie.
No już.
Za mną.
Tam jest.
Czeka na nas, moi drodzy.
Chce się uwolnić.
Omówimy to jeszcze raz?
O 9.30 monsieur Bartoli dotrze do restauracji.
Zabieram mu token.
O 9.40 wchodzę do akademii.
Biorę token i zaczynam infiltrację.
- O 9.50 Mona Lisa ma uderzenia gorąca. - Wchodzę do tunelu.
- O 9.55… - Składzik.
O 10.03 gasną światła.
- O 10.05 wchodzę po schodach. - Brak prądu.
- Wchodzę. Winda. - Prąd wraca.
- O 10.10 wyjście. - Transport.
O 10.12 rue de Rivoli.
O 10:13 in viaggio.
O niczym nie zapomnieliśmy?
Co nie?
Zawsze odnoszę takie wrażenie.
Nie.
O niczym.
Nie zapomnieliśmy.
Zaufajcie mi.
Nie spodziewają się tego.
TRZY DNI DO AKCJI
Monsieur Bartoli nie zorientuje się, że wykradłem mu token.
DWA DNI DO AKCJI
Chiara sprawi, że ochrona Luwru
nie zauważy wirtualnego hakowania sieci.
JEDEN DZIEŃ DO AKCJI
Dzięki twojej siostrze, Jay,
policja nie zorientuje się, że przez tunel
chcesz wkraść się do muzeum.
Gdy pojmą, co się stało,
nasz występ dobiegnie końca.
ZERO DNI DO AKCJI
- Dobry wieczór! - Witamy!
Powinniście mieć rezerwację na moje nazwisko.
Mam nadzieję, że będzie pan zadowolony.
Świetnie.
Dziękuję.
Pozwoli pan, że przedstawię
menu degustacyjne na dzisiejszy wieczór.
Wspaniale. Dziękuję bardzo.
Dobry wieczór.
Czekają pana niebiańskie doznania. Słowo.
Na pierwszy ogień podają podręcznikową truflę czarnozarodnikową
z pierwszych zbiorów gliniastych ziem Périgord.
Znika ochota na odwiedzanie innych restauracji.
Chyba trzeba będzie zaryzykować.
Tak.
Święte słowa.
Dobrze powiedziane.
Smacznego.
Dziękuję.
Coś nie tak?
To tylko mój kumpel odłamek
daje o sobie znać.
- Odłamek? - Tak.
Bośnia.
Wojna.
Mój czołg wjechał na minę.
Cholerni czetnicy.
Lekarze nie mogli go wyjąć.
Korzystanie z lotnisk to mordęga.
Wezwać lekarza?
Nie. To nic takiego.
Wystarczy, że ktoś mnie przytrzyma
i rozciągnie mi kręgosłup.
Mogłaby pani?
- Cóż… - Oczywiście, że nie.
Przepraszam. To nietakt.
Może pan by mógł?
- Pewnie. - Dziękuję.
- To nie potrwa długo. - Proszę pokazać.
Proszę mnie objąć. Ja spuszczę ręce.
Delikatnie.
Delikatnie, ale zdecydowanie.
- Dobrze. - I rozciągamy.
- Rozciągamy delikatnie. - Dobrze.
Ale zdecydowanie.
Bujamy.
Tak dobrze?
- Tak. O to chodziło. - Tak?
- Już dobrze? - Bardzo dziękuję.
Dzięki panu nie potrzebuję wózka.
Dziękuję.
Bardzo przepraszam.
Cudownie. O wiele lepiej.
Czuję się jak ośmiolatek.
Ważka jest w drodze.
Do dzieła, Cavendishowie.
Cavendish gotowa.
Cavendish gotowy.
OTWARTE
Szlag!
Weszłam do systemu.
Zajmę się Mona Lisą.
Dobra. Ja pracuję nad ścianą.
- To z wczoraj? - Tak, przeglądam nagrania.
- Wyślesz do mnie? - Robi się.
Mo, rzucisz okiem?
Co jest?
To czujnik wilgotności.
Co z nim?
Szaleje.
To Mona Lisa.
Pokaż.
No dawaj!
Wyburzyłem ścianę.
Dobra robota.
A mówiłeś, że tylko frajerzy planują.
Wiem.
Co to było?
Pogadam sobie z konserwatorem.
Jesteś cały?
Tak.
To znaczy…
Wszedłem.
Oby z drugiej strony było wyjście.
Tuneli nie zamyka się bez powodu.
Zwykle chodzi o zombie.
Zombie…
Nie mogę się doczekać. Dzięki.
ALERT ŚRODOWISKOWY
Szlag!
Za mną.
Jesteśmy.
Powinno tu być widać kondensację.
Wszystko wygląda dobrze.
Jest 99% wilgotności. Chcesz, żeby utonęła?
Potrzebujemy pańskiej zgody.
- Zgadzam się. Zanieś ją do pracowni. - Dobrze.
- Mo do Benjy’ego. Odbiór. - Tak!
Sprawdź dokładnie system, czy nie mamy robaka.
Miałem dzwonić. Szwankuje przekaźnik B122.
Który obsługuje czujniki środowiskowe?
Zgadza się.
Gdzie on jest?
Chodzi o…
skrzydło Richelieu, drugie piętro.
Nad salonikiem dla VIP-ów.
Możesz go sprawdzić?
Już się robi!
Przenieśmy ją.
W dupę!
Co się stało?
Zawsze jakiś spec od zabezpieczeń
musi wstawić kolejne drzwi.
Pieprzyć go.
- Nie wysadzisz ich? - Nie.
Słyszę nad głową rzekę.
Może jest inne wejście.
Nie ma.
Nie chcę utonąć w ciemnym tunelu.
Masz rację. Dajemy spokój.
- To niemożliwe. - Dobra.
O tym mówię. Wracaj.
Nie mogę!
Słyszysz mnie?
Stopnie odpadły.
Nie wrócę przez studnię!
Nie wespnę się.
Co tam, synu?
- Tata? - Już dobrze.
Tak utalentowany chłopak
z pewnością zapanuje nad wybuchem.
Wiem, że umiesz.
Nie jestem pewien.
Mówiłem ci, jak uciekłem z więzienia w Mogadiszu?
Tunel, który wykopałem, prowadził do kanałów.
Jakiś kretyn zablokował właz dodatkową kratą.
Myślałem, że utonę w oceanie mogadiszuańskich ścieków.
Ale nie poddałem się.
Skrobałem w cemencie łyżeczką.
Gdy się złamała,
rozrywałem go palcami,
a później zębami.
Dzięki temu wciąż żyję.
Próbuję powiedzieć,
byś w siebie uwierzył, synu.
Ja wierzę.
Dobra.
Wzór Kingery’ego-Bulmasha. Szczytowe nadciśnienie.
Impuls.
Czas trwania fali.
Jay, jesteś tam?
Jay… Nic ci nie jest?
Żyję!
Ostrożnie.
Ostrożnie.
Co dalej?
Czekamy na kustosza.
Dobra.
Teraz albo nigdy.
Kuźwa!
Jestem w składziku.
Połowa drogi, brachu.
- Gotowy. - Przyjęłam.
Odliczam.
Trzy, dwa, jeden.
Czysto.
Idź dalej. Nie widzą cię.
BRAK SYGNAŁU
Masakra.
Kamera padła na D3.
- Wszędzie pełno wody. - Podejrzewam.
Benjy, słyszysz?
- Tak! - Gdzie jesteś?
Prawie na miejscu.
Dziś my jesteśmy VIP-ami.
Na pozycji.
Twoja kolej.
Dobra.
Lecę.
Już prawie. Przygotuj się.
Nie ma zapasowego?
Założymy się?
Rozbierany poker?
Tak czy nie?
Gaszę, Cavendish.
Trzy, dwa, jeden.
Już.
Co to było?
Co, do diabła?
Nie tylko my dziś strajkujemy.
A to kto?
Ekipa sprzątająca?
Co on niesie?
Sprawdzimy?
Zabaione ze strusiego jaja z wiórkami trufli perygordzkiej.
Hej!
Pokażesz, co niesiesz?
To?
Tak.
Oczywiście.
Przed pracą byłem w szkole.
Co myślisz?
Tylko szczerze.
Możesz iść.
Czysto.
Dzięki.
Już.
Co jest grane?
Bez obaw. Zaraz włączą.
Flambirowana pieczeń z jelenia, seler z truflami
i sos Périgourdine.
Bujamy.
Mo?
Słucham?
Znalazłem dziwne urządzenie. Nie nasze.
W sensie?
Nie wiem. Chyba ktoś nas zhakował.
Spokojnie. Mona Lisa jest tu.
Tak?
Czy wszystko w porządku?
Musieliśmy przenieść Mona Lisę. Czujniki szwankują.
Więc coś się dzieje?
Nie wiem, a co?
Ktoś ukradł mi klucz.
Kurwa. Zabezpieczyć teren!
Zabezpieczyć teren!
Biegnij, do diabła.
Co z wiatrem?
Spokojny, z zachodu.
O niczym nie zapomnieliśmy?
Nie.
Chyba nie. Masz rację.
O niczym…
Kurwa.
Ja pieprzę.
Jest nad nami.
Chodź do mamusi.
- Tam. - Tak.
Wiedziałem, że wam się uda!
Wiedziałem. Chodź tu!
Wiedziałem!
Wiedziałem, że dacie radę!
Pokażcie.
Mój Boże.
Policja?
Jeżdżą w kółko po Paryżu.
Błądzą we mgle.
Tak, ale mogą namierzyć wasze auto.
Robimy zamiankę.
- To niebezpieczne. - Nie.
Dostaniesz dożywocie.
Bez dyskusji.
To wasze arcydzieło.
Włóżcie je do Jaga.
Spotkamy się w kryjówce.
Jeśli nie wrócę w 48 godzin,
dobrze je ukryjcie.
Później
wyjedźcie do Zurychu.
Tą stroną.
Zrozumiano? Macie na życie.
Później zniknijcie.
Nie szukajcie mnie.
Ja znajdę was.
Może wszyscy jedźmy Jagiem?
Jedź z nami.
Nie, bo bulteriery muszą za czymś gonić.
Nie chcę cię teraz stracić.
Wiem.
Zobaczymy się wkrótce. Obiecuję.
Dopiero się poznaliśmy.
Jedźcie już.
Teraz!
Chyba się udało.
Zanieśmy ją do środka.
Nie wychodziliśmy z auta.
Byłam w toalecie.
Ja zostałem.
Nikt nie dotykał bagażnika. Niemożliwe.
Jest zmodyfikowany?
Może tata o tym wiedział.
Powiedziałby nam.
Zmotoryzowana…
pieprzona maszyna do zwijania obrazów.
Tak.
Coś jednak przeoczyliśmy.
Rodzinny skok.
Dla rodu Borgiów to żaden problem.
- Chyba że twoja matka… - Nie.
Test DNA mógł być fałszywy,
ale moja mama to potwierdziła.
- Na pewno? - Nie mów tego.
- Pomyśl. - Nie ma o czym.
- Ufasz jej? - Oczywiście. To moja matka.
Matki tak nie robią.
Skąd możesz wiedzieć?
Na matkach się nie znam,
ale wiem, czym jest kant.
Mogłaś coś powiedzieć.
Przekonałeś mnie, maminsynku.
Zazdrościsz. Rozumiem.
Tak? Niby czego?
Mam matkę i ojca. Takie są fakty.
Kim ty jesteś?
Pracownicą?
Ty zadufany w sobie gnojku.
- Dupek z ciebie. - Znam to słowo.
- „Mamo, tato, patrzcie na mnie!” - Wiesz co?
- Ty suko. - Jesteś nikim!
Co tam sobie piszesz? Luzik.
Ale kiedy trzeba działać, znikasz.
To ja ukradłem Mona Lisę. Ja!
Co z tego?
Co?
Skończyłeś?
Chwileczkę.
Za późno na żale.
Nieważne, kim jest.
Wkręcił nas, tak?
Tak, wkręcił nas.
To oczywiste.
Wyobraź sobie…
że jesteśmy nim.
Udał nam się wielki skok.
Co teraz?
C-4.
Stara szkoła.
Na to na pewno można liczyć.
No i bum.
- Witaj, skarbie. - Musimy porozmawiać.
Jak tata? Dogadaliście się?
Zapłacił ci, prawda?
- Zapłacił? - Tak, właśnie.
Dobrze słyszałaś. Zapłacił ci?
Oczywiście, że nie!
- Przestań chrzanić. - Uspokój się.
Obsługa hotelowa.
Gdzie jesteś? Żartujesz?
Powiedz.
- Wszystko ci wyjaśnię. - Słucham. Jesteś na Tahiti?
Oczywiście, że nie!
- To gdzie? - Nie słyszę cię.
Przestań.
Coś przerywa. Halo?
Halo? Mamo?
Kurwa!
MONA LISA WCIĄŻ ZAGINIONA
Jak mogliśmy tego nie dostrzec?
Wszystko było zaplanowane.
Wyniki badań DNA, dom
i Jag.
Manipulował nami.
Gdy wyczuł, że wątpimy, wywinął numer z prawnikiem.
…poukładać sprawy, ale wydarzyło się coś niespodziewanego.
Mademoiselle Chiara Ferraro i monsieur Jérémie Mercie?
Dokumenty muszą być gotowe jutro.
Mamy bardzo mało czasu.
Wiem.
Nie jesteś moją siostrą?
Nigdy nie byłam ani siostrą, ani córką.
Nigdy nie myślałem o tym,
jak to jest mieć siostrę, ale…
będę tęsknił.
Bardzo.
Zawsze będę twoją siostrą.
Jeśli chcesz być moim bratem.
Dobra.
Słuchaj.
Dorwiemy go.
Pewnie już jest w Meksyku albo Dżakarcie.
Jeszcze nie. Najpierw…
musi dostarczyć przesyłkę.
Właśnie wjechał do Włoch.
Co to?
Ma rozrusznik.
Działa na Bluetooth, by lekarz mógł go zdalnie monitorować.
Skąd wiesz?
Bo jestem zajebiście dobra w swoim fachu.
Minęła ledwie doba od potwierdzenia z Luwru,
że Mona Lisa Leonarda da Vinci,
jeden z najsłynniejszych obrazów na świecie,
został skradziony z muzeum w środku nocy.
Szczegóły pozostają niejasne,
jednak kradzież ta…
CZEKAM
JUTRO
Ty też możesz się odczepić.
Nie ruszył się od kilku godzin.
Może to tylko wabik.
Albo śpi.
Po co czekać?
Skroimy go teraz.
60 sekund i już.
I co potem?
Nie opchniemy go.
W tej kwestii nie kłamał.
Spójrz. Rusza się.
Zaraz sprzeda obraz
i dostanie zapłatę.
W gotówce, bitcoinach albo akcie własności.
Skroimy go na poboczu, w starym stylu.
Sześćdziesiąt sekund.
- Super. - Tak.
Ty stary frędzlu!
Ty stary frędzlu!
W lewo za kilometr.
Dobra.
Zostaw.
Dron.
Dobra.
Dobra.
Uważaj.
Pan Cavendish.
Miło, że się nie spóźniłeś.
Znasz mnie.
Zawsze do usług.
I nie przyszedłeś z pustymi rękami.
Nie.
Zaczynamy?
Mój zespół wszystko przygotował.
Chodźmy.
Czekamy, pani profesor.
I już.
Widzę, że wszystko przygotowałeś.
Przyniosłem coś innego,
ale wasz sprzęt chyba będzie lepszy.
Dziwi mnie twoje zdziwienie.
- Za drzewem. - Wiem, widzę.
Dobra.
- W porządku. - Jestem gotowy.
Oto i ona.
W całej okazałości.
Dr Ludovico zabronił panu…
Zamknij się.
A więc…
Wstępny szkic da Vinci
znajduje się pod obrazem?
Tak. Widoczne pentimenti
i zarys innego portretu.
Mam nadzieję, że nie chcesz mi przekazać
kolejnej fałszywki.
Raczej alternatywy dla oryginału.
Nie.
Skądże znowu.
Dobra.
Nie płacę tylko za obraz.
Historia jest częścią umowy.
Chwila. Chodziło o jakiś rodzinny sekret?
Sekrety są jak grzyby, staruszku.
Grzyby?
Lepiej trzymać je w cieniu.
Nie wiem, o czym gadają.
Jak to robisz?
Przyrodnia siostra była głucha.
Nauczyła mnie.
Szukałem spolegliwych fachowców,
którzy nie będą węszyć.
Ponieważ jest tak wiele rozbitych rodzin
w światku przestępczym,
pomyślałem, że najlepiej będzie
odegrać rolę odnalezionego po latach ojca.
Najtrudniej było znaleźć odpowiednich bałwanów.
Bałwanów?
Kretynów.
Dwoje głupich,
łatwowiernych dzieciaków.
Mój Boże.
Ty stary draniu.
Brawo.
Pani profesor.
- Cieszymy się? - Tak.
- Skanowanie warstw powiodło się. - Dobrze.
- Krakelura się zgadza. - Dobrze.
Oczywiście będę potrzebowała całego dnia.
Chyba mamy zwycięzcę, panie Cavendish.
Gratuluję nowego nabytku.
Przejdźmy zatem do naszej umowy.
Oczywiście.
Anuluję twój dług.
Skoro to już za nami…
Jak mógłbym pozwolić żyć komuś,
kto wie, w czego posiadaniu jestem.
Na pewno to rozumiesz, Cavendish.
Szczerze ci dziękuję, Bruno.
Dziękujesz mi?
Za co?
Że wpadłeś prosto w moje sidła.
Nie ruszać się!
Co?
Na glebę!
Ręce do góry!
Kurwa.
Panie i panowie,
policja francuska.
Z misją restytucyjną.
Élysée.
Lisa wraca do domu.
Włoskie siły zbrojne. Nie ruszać się.
Szlag!
Pałac Chigi? Gioconda wróciła do domu.
Pojawili się Włosi. Misja zagrożona.
Potrzebna nam zasłona dymna.
Chodź.
Dziękuję.
Spadajmy stąd!
Ewakuujemy się!
Spadajmy stąd!
Nic?
Ruchy!
Żołnierze.
Stać!
Kurwa!
Kurwa!
Jakiś wóz zmierza w stronę granicy francuskiej.
Przyjąłem. Sprawdzimy to.
No dalej, ogarnij się.
Kurwa!
Kurwa!
Wsiadać.
Jedziemy!
Miło mi, pieprzony socjopato.
Mnie również. Co słychać?
Pieprzony zdrajca.
Właśnie uratowałem wasze zasrane tyłki.
Dobra. Gdzie nasza kasa?
Kasa? Nie ma żadnej kasy.
- Co? - Co?
Dałeś obraz gościowi na wózku.
- Tak. - Za darmo?
Myślicie, że ujdzie nam na sucho kradzież i sprzedaż
najdroższego obrazu na świecie?
To tak samo mądre jak sprzedawanie atomówek na ryneczku.
Więc czemu mu ją oddałeś?
- Uwaga! - Uważaj!
Mój Boże!
WŁOCHY FRANCJA
- Co, kurwa! Zniknęli! - Kurwa!
Obraz był kartą przetargową.
- Miałem dług u Van Kluma. - U kogo?
Faceta na wózku.
- Jaki dług? - Spory.
Co mu zrobiłeś?
Nie mówmy o tym.
Co poszło nie tak?
Tacy jak on są nieustępliwi.
Żebym odzyskał wolność, musiał umrzeć albo trafić za kraty.
Dlatego wezwałeś Francuzów i Włochów.
Był w posiadaniu Mona Lisy,
a przed tym nie ochronią go już pieniądze.
Wiedziałeś, że Francuzi spuszczą zasłonę dymną.
- Nie jesteś taki głupi. - Wal się!
Nie jesteś Panterą.
Wiem. Jestem kłamcą.
Jestem okropną osobą
i wstrętnym gnojkiem.
Ale tylko wy byliście dla mnie rodziną.
Boże, zaraz zwymiotuję.
Bo popatrzyłeś w lusterko.
Znowu łże.
Nie. Wtedy też nie kłamałem.
Tylko troszeczkę, żeby…
Trzymajcie się.
Wyjdźcie stąd, oboje.
Szybko.
Kurna!
Kurwa!
W porządku.
Włosi jadą z jednej strony.
Francuzi jadą z drugiej.
A to jest ziemia niczyja.
Nie mogą tutaj wejść.
Drzwi prowadzą do drogi ewakuacyjnej dla robotników.
Chciałem porzucić tu auto i uciec przez te drzwi,
ale wtedy się zjawiliście.
Proszę.
Weźcie to.
Jest zardzewiały, ale porządnie naoliwiłem zamek.
Idźcie.
Czemu to robisz?
Chodź z nami.
Czemu to robię?
Bo nie wiedzą o waszym istnieniu.
Nikt was nie ściga.
Nie sądziłem, że to powiem,
ale jeśli komukolwiek ma stać się coś złego,
to niech stanie się mnie,
a nie wam.
Też cię kochamy, szalony staruchu.
Taka rola ojca, prawda?
Nie jesteś naszym ojcem, Roger.
Racja, wybaczcie.
Więc kim jesteś?
Tak naprawdę.
Kim jestem?
Nazywam się Marcus Dubrovnik
i jestem z New Jersey.
Właściwie to z Summit.
A więc…
Cóż.
Tak.
Przepraszam.
Trzymajcie się.
Ja jadę tam.
We włoskim więzieniu jest lepsze żarcie.
Wyjdź z samochodu!
Ręce do góry!
Dobra.
- Spokojnie! - Ręce za głowę!
Dobra.
Proszę!
Gleba!
Nie strzelać.
Ręce za głowę!
Nie strzelajcie.
Mam rodzinę.
ROK PÓŹNIEJ
Cholera.
Cholera!
Szybko!
No wsiadaj!
No wsiadaj!
Co tak długo?
Jesteśmy na czas.
Śmierdzisz.
Przepraszam.
Chciałem polecieć helikopterem, ale wolę ścieki.
Jak w Mogadiszu.
Dość o Mogadiszu.
Dobra. Chodziło mi o Katmandu.
- Katmandu? - Nieważne.
Mona Lisa się nie odnalazła.
Pewnie.
Zajęło mi to sporo czasu.
Nanoszenie pentimenti…
Dałeś Van Klumowi podróbkę?
Oczywiście. Masz mnie za idiotę?
- Kolejną? - Tak.
Muszę przyznać, że nie było lepszej.
Więc gdzie jest oryginał?
Właśnie!
Napisy: Jakub Skiba
Nadzór kreatywny nad tłumaczeniem Aleksandra Dobrowolska
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.